Medicalpress

Zbliża się kolejny sezon zakażeń RSV, a znaczna część najmłodszych dzieci nadal pozostaje bez bezpośredniej ochrony przed ciężkim przebiegiem infekcji. W Polsce działa program profilaktyki dla wybranych grup ryzyka, bezpłatnie szczepione przeciw RSV mogą być m.in. wcześniaki oraz kobiety w ciąży. Dostępne jest również długodziałające przeciwciało monoklonalne. To ostatnie rodzice muszą jednak obecnie sfinansować samodzielnie. Eksperci podkreślają, że największym wyzwaniem pozostaje ochrona niemowląt, które nie kwalifikują się do programu B.40 i nie uzyskały ochrony dzięki szczepieniu matki.

RSV (syncytialny wirus oddechowy) jest szczególnym zagrożeniem dla najmłodszych dzieci. Zakażenie może początkowo wyglądać niegroźnie – od kataru czy kaszlu – a następnie w krótkim czasie doprowadzić do poważnych problemów z oddychaniem.

– Ta choroba przebiega bardzo podstępnie. Nawet jeśli pierwszego dnia dziecko przyjdzie z katarem czy kaszlem do pediatry, w drugiej, trzeciej dobie może dojść do niewydolności oddechowej. Ten przebieg u najmłodszych dzieci, w pierwszym kwartale życia, jest najcięższy – mówiła prof. Teresa Jackowska, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego, podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Matki i Dziecka poświęconego profilaktyce zakażeń RSV.

Doświadczenia rodziców pokazują, jak szybko może zmienić się stan niemowlęcia.

– W ciągu trzech dni stan Mai zmienił się tak drastycznie, że stwierdziłam, że pojadę do szpitala. Maja zaczęła bardzo ciężko oddychać, nie oddychała w ogóle przez nos. […] Podczas RSV dzieci mają takie straszne napady kaszlu, które trwają 2–3 minuty, podczas których nie mogą odkaszlnąć i nie mogą oddychać. To było przerażające dla mnie. […] Leżałyśmy dwa tygodnie w szpitalu – opowiadała mama Mai.

Do szpitali trafiają przede wszystkim najmłodsze dzieci

Skalę problemu pokazują dane przedstawione podczas posiedzenia. Jak wskazał prof. Marcin Czech z Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, w 2025 roku odnotowano 14 982 hospitalizacje z powodu RSV wśród dzieci do 2. roku życia. Łączny koszt ich leczenia szpitalnego wyniósł około 105 mln zł, a najmłodsze dzieci odpowiadały za blisko 61 proc. wszystkich hospitalizacji związanych z RSV.

Dane z programu „Prevent RSV”, obejmującego 21 oddziałów pediatrycznych w Polsce, wskazują, że liczba hospitalizacji w monitorowanych placówkach nie maleje i utrzymuje się na poziomie około tysiąca w sezonie.

Prawie 90 proc. hospitalizowanych w rejestrze stanowią dzieci poniżej 2. roku życia. Najdłuższego pobytu w szpitalu wymagają najmłodsze niemowlęta.

– Ci najmniejsi pacjenci, którzy mają miesiąc, dwa, trzy, cztery miesiące, wymagają najdłuższej hospitalizacji. To jest mediana 8 i więcej dni. – wskazał prof. Jan Mazela, neonatolog, pediatra, koordynator programu „Prevent RSV”..

Ciężkie zakażenie nie dotyczy wyłącznie wcześniaków

Jednym z najważniejszych problemów pozostaje fakt, że do szpitali trafiają nie tylko wcześniaki czy dzieci z chorobami zwiększającymi ryzyko ciężkiego przebiegu RSV. Znaczną część hospitalizowanych stanowią dzieci, które przed zakażeniem nie miały rozpoznanych czynników ryzyka.

W Polsce od 2008 roku funkcjonuje program lekowy B.40, w którym stosowany jest paliwizumab – krótkodziałające przeciwciało monoklonalne przeznaczone dla określonych grup dzieci obciążonych zwiększonym ryzykiem ciężkiego zakażenia RSV. Program był przez lata stopniowo rozszerzany, jednak nadal obejmuje jedynie niewielką część populacji.

Dane przedstawione przez ekspertów pokazują jednocześnie, że w chronionych grupach hospitalizacje z powodu RSV należą do rzadkości.

– Dane wskazują na to, że dzieci te, mimo największego narażenia, nie chorowały ciężko i nie wymagały hospitalizacji. To pokazuje, że immunizacja, którą im oferowaliśmy, jest skuteczna – podkreśliła prof. Ewa Helwich z Instytutu Matki i Dziecka

Profilaktyka ma szczególne znaczenie, bo nie ma leczenia przyczynowego

Znaczenie profilaktyki wynika również z ograniczonych możliwości leczenia dziecka, które już zachoruje. Postępowanie w ciężkim zakażeniu RSV ma przede wszystkim charakter objawowy i wspomagający – obejmuje m.in. tlenoterapię i, w zależności od stanu pacjenta, różne formy wspomagania oddychania.

– Profilaktyka jest dlatego taka ważna, że pomimo upływu czasu i starań niestety nie mamy nowych metod terapeutycznych i postępowanie w sytuacji, w której dojdzie już do zakażenia, szczególnie do jego ciężkich postaci, skupia się na leczeniu zachowawczym – podkreślił prof. Tomasz Szczapa, konsultant krajowy w dziedzinie neonatologii i prezes Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego.

Dane z rejestru „Prevent RSV” wskazują ponadto, że około połowa hospitalizowanych dzieci otrzymywała antybiotyki, mimo że zakażenie RSV ma etiologię wirusową.

– Praktycznie 50 proc. otrzymuje antybiotyki. […] To jest leczenie wspomagające, a nie leczenie przyczynowe, bo takiego nie ma, więc jeżeli byśmy mogli mieć skuteczną profilaktykę, moglibyśmy uniknąć takiej terapii – powiedział prof. Jan Mazela.

Jak można dziś chronić niemowlęta przed RSV?

Obecnie dostępnych jest kilka sposobów profilaktyki. Dzieci należące do określonych grup ryzyka mogą korzystać z programu B.40. Drugą możliwością jest szczepienie kobiety w ciąży – wytworzone przez matkę przeciwciała są przekazywane dziecku i zapewniają mu ochronę w pierwszych miesiącach życia.

Problem polega na tym, że nie wszystkie kobiety korzystają ze szczepienia, a nie każde dziecko może uzyskać w ten sposób odpowiednią ochronę.

Trzecią możliwością jest nirsewimab – długodziałające przeciwciało monoklonalne, którego pojedyncze podanie może zapewnić ochronę przez sezon RSV. Preparat jest dostępny w Polsce, ale poza obecnym systemem publicznego finansowania rodzice muszą pokryć jego koszt samodzielnie.

Eksperci podkreślają, że szczepienie kobiety w ciąży i podawanie przeciwciał niemowlętom nie powinny być traktowane jako konkurencyjne strategie.

– To, o co zabiegamy już od dłuższego czasu, kolejny sezon, mógłbym powiedzieć, to kwestia zabezpieczenia tej części populacji, która obecnie dostępu do tych metod zapobiegania zakażeniom nie ma. Przy czym wydaje się, że te metody wszystkie, o których powiedziałem, są do siebie komplementarne. Idealny jest taki model, w którym moglibyśmy zarówno ze szczepień korzystać, które są już dostępne, ale jednocześnie też u tych dzieci, których matki zaszczepione nie były, mieć możliwość podania długodziałających przeciwciał monoklonalnych – powiedział prof. Tomasz Szczapa.

Nirsewimab z pozytywnymi rekomendacjami AOTMiT

W ostatnich tygodniach nastąpił istotny krok w kierunku możliwego rozszerzenia dostępu do tej formy profilaktyki. Prezes AOTMiT wydał dwie pozytywne rekomendacje dotyczące objęcia refundacją nirsewimabu: w ramach programu lekowego B.40 dla dzieci urodzonych w sezonie RSV oraz w ramach refundacji aptecznej dla noworodków i niemowląt urodzonych poza sezonem, w pierwszym dla nich sezonie zakażeń RSV. 

– Ta ocena jest rzeczywiście pozytywna, natomiast jest tam zastrzeżenie odnośnie obniżenia ceny zbytu netto, więc tutaj to już jest poniekąd po stronie producenta, a poniekąd po stronie Ministerstwa Zdrowia, jak te negocjacje przebiegną – mówiła Katarzyna Skrętowska-Szyszko, dyrektorka Zespołu Zdrowia w Biurze Rzeczniczki Praw Dziecka.

Na razie nie oznacza to jednak decyzji o objęciu preparatu refundacją.

– Z naszej perspektywy czekamy. Ja jednak liczę na to, że to się zakończy pozytywnie. Oczywiście nikt z nas tutaj nie ma żadnej pewności i gwarancji co do tego – podkreśliła Katarzyna Skrętowska-Szyszko.

Przedstawicielki Koalicji dla Wcześniaka relacjonowały podczas posiedzenia, że w czasie niedawnego spotkania w Ministerstwie Zdrowia styczeń 2027 roku miał zostać wskazany jako najwcześniejszy możliwy termin uruchomienia finansowania. Termin ten nie został jednak oficjalnie potwierdzony, a według relacji uczestniczek spotkania jego realizacja zależy od przebiegu negocjacji.

Profilaktyka kosztuje, ale hospitalizacje również

Argumentem w dyskusji o rozszerzeniu profilaktyki są także koszty ponoszone przez system ochrony zdrowia. Według danych przedstawionych przez prof. Marcina Czecha hospitalizacje dzieci do 2. roku życia z powodu RSV kosztowały w 2025 roku około 105 mln zł.

Ekspert wskazywał również na doświadczenia państw, w których po wprowadzeniu szerokiej profilaktyki obserwowano znaczące zmniejszenie liczby hospitalizacji.

– Mamy dane pochodzące z różnych krajów mówiące o tym, że immunizacja połączona ze szczepieniami ochronnymi, czyli profilaktyka pierwotna zakażenia RSV, jest korzystna dla systemu. Obserwujemy w wielu krajach europejskich i pozaeuropejskich znaczną redukcję hospitalizacji, która sięga nawet ponad 80 proc. – mówił prof. Marcin Czech.

Zwracał jednocześnie uwagę, że ocena profilaktyki powinna uwzględniać zarówno wydatki związane z jej finansowaniem, jak i możliwe efekty zdrowotne oraz koszty hospitalizacji, których można uniknąć.

– Po stronie efektów to jest działanie niesłychanie skuteczne, obarczone bardzo niewielkim ryzykiem działań niepożądanych. […] Także zarówno po stronie kosztów, jak i po stronie efektów widać, że jest to godne rozważenia – powiedział prof. Marcin Czech.

Edukacja potrzebna, ale nie zastąpi dostępu

Osobnym problemem pozostaje wiedza rodziców o RSV i dostępnych możliwościach profilaktyki. Biuro Rzecznika Praw Pacjenta zwracało uwagę, że informacja powinna docierać do kobiet już podczas ciąży, a nie dopiero wtedy, gdy chore dziecko trafia do lekarza czy szpitala.

– Prawo do informacji powinno już być w gabinecie, kiedy przychodzi kobieta w ciąży. […] Jeżeli jest wyszczepialność około 30 proc. kobiet w ciąży, to gdzieś ta informacja ucieka, czyli gdzieś ta pacjentka nie dostaje informacji – mówiła Marzanna Bieńkowska, zastępca dyrektora Departamentu Współpracy w Biurze Rzecznika Praw Pacjenta.

Przedstawiciele NFZ wskazywali na możliwość większego wykorzystania podstawowej opieki zdrowotnej oraz edukacji przedporodowej. Fundusz zapowiedział również dalsze działania informacyjne dotyczące RSV w okresie zimowym.

– Na pewno będziemy również uwzględniać i kontynuować nasze działania. Planując tematykę kampanii edukacyjnych na przede wszystkim ten okres zimowy, będziemy w podejmowanych działaniach podkreślać właśnie wagę profilaktyki RSV – powiedziała Irena Łaba z Departamentu Obsługi Klientów i Profilaktyki NFZ.

Eksperci zwracali jednak uwagę, że sama edukacja nie rozwiąże problemu, jeśli za informacją o skutecznej profilaktyce nie idzie możliwość skorzystania z niej w ramach publicznego systemu.

– Edukacja kobiet w ciąży jest na pewno niedostateczna i my to widzimy, ale tutaj mamy odnośnik do konkretnego, bezpłatnego produktu. Natomiast […] do jakiego produktu mamy odnieść naszą edukację, jeżeli tego produktu nie mamy? […] Nie możemy odnieść do tego, żeby rodzice z własnych funduszy sobie tę profilaktykę zafundowali – mówiła prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezeska Fundacji Koalicja dla Wcześniaka.

Przed kolejnym sezonem RSV Polska dysponuje więc kilkoma możliwościami ochrony najmłodszych dzieci, ale nadal nie tworzą one systemu obejmującego wszystkie niemowlęta. Po pozytywnych, warunkowych rekomendacjach AOTMiT dalszy etap zależy od procesu refundacyjnego i warunków finansowych. Do czasu jego zakończenia część rodziców nadal będzie mogła skorzystać z długodziałającego przeciwciała jedynie odpłatnie.

Źródło: posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Matki i Dziecka „Profilaktyka zakażeń wirusem RSV”, 16 września 2026 r.; AOTMiT – zlecenia nr 52/2026 i 53/2026.
Redakcja: Medicalpress

RSV pozostaje jedną z najczęstszych przyczyn hospitalizacji niemowląt w Polsce, a prawie 95 proc. dzieci hospitalizowanych z powodu zakażenia nie miało wcześniej czynników ryzyka ciężkiego przebiegu choroby. Przed kolejnym sezonem infekcyjnym eksperci zwracają uwagę, że gotowość systemu nie może oznaczać wyłącznie zabezpieczenia odpowiedniej liczby łóżek i personelu. Coraz większą rolę powinna odgrywać profilaktyka, pozwalająca zapobiegać ciężkim zakażeniom i hospitalizacjom najmłodszych dzieci.

O tym, jak skuteczniej chronić niemowlęta przed RSV, dyskutowali eksperci podczas konferencji „Czas na gotowość przed RSV”, zorganizowanej przez Fundację Instytutu Matki i Dziecka. Punktem wyjścia do rozmowy był raport „Kompas gotowości na RSV u niemowląt”, analizujący problem z perspektywy rodziców, personelu medycznego, szpitali oraz całego systemu ochrony zdrowia.

Jak wynika z przywołanych danych, prawie 95 proc. dzieci hospitalizowanych z powodu RSV nie wykazywało wcześniej żadnego z czynników ryzyka ciężkiego przebiegu zakażenia. Oznacza to, że problem nie dotyczy wyłącznie wcześniaków czy dzieci z chorobami współistniejącymi.

RSV nie jest zagrożeniem wyłącznie dla dzieci z grup ryzyka

RSV jest jednym z najważniejszych patogenów odpowiedzialnych za zakażenia dróg oddechowych u niemowląt. Szczególnie narażone na ciężki przebieg są najmłodsze dzieci, których układ oddechowy i odpornościowy nadal się rozwijają.

W ciężkich przypadkach zakażenie może prowadzić do zapalenia oskrzelików i niewydolności oddechowej wymagającej tlenoterapii, a czasami także wentylacji mechanicznej. Dodatkowym problemem jest wysoka zakaźność wirusa. Według danych przedstawionych podczas konferencji 54,8 proc. transmisji pochodzi z najbliższego otoczenia dziecka – od rodzeństwa, rodziców lub dziadków.

Dla klinicysty sezon RSV jest jak powtarzająca się każdego roku klęska żywiołowa. Wiemy, że nadejdzie, ale nie wiemy, jak duża będzie jego skala. Nawet dzieci z pozornie łagodnymi objawami często wymagają obserwacji szpitalnej, ponieważ nie jesteśmy w stanie przewidzieć, u którego niemowlęcia stan gwałtownie się pogorszy. Dlatego profilaktyka ma dziś kluczowe znaczenie – mówi dr hab. n. med. Paweł Krajewski, kierownik Kliniki Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka Instytutu Matki i Dziecka.

Ekspert zwraca również uwagę, że przygotowanie systemu na sezon RSV powinno coraz mocniej koncentrować się na zapobieganiu ciężkim zakażeniom:

W Polsce nie funkcjonuje obecnie powszechny program profilaktyki RSV obejmujący wszystkie niemowlęta. Dotychczasowa ochrona z wykorzystaniem przeciwciał monoklonalnych koncentrowała się przede wszystkim na wybranych grupach dzieci szczególnie narażonych na ciężki przebieg zakażenia. Dyskusja o gotowości na kolejny sezon nie powinna zatem ograniczać się wyłącznie do pytania, czy system dysponuje wystarczającą liczbą łóżek i personelu. Równie istotne jest pytanie, ilu ciężkim zakażeniom i hospitalizacjom najmłodszych pacjentów można wcześniej zapobiec – podkreśla dr hab. n. med. Paweł Krajewski.

Ponad 94 tys. zakażeń RSV w ciągu roku

Skalę problemu pokazują dane epidemiologiczne przedstawione w „Kompasie gotowości na RSV u niemowląt”. Od 1 stycznia do 15 grudnia 2025 r. w Polsce odnotowano ponad 94 tys. przypadków RSV. Wśród dzieci do 2. roku życia liczba zakażeń wzrosła z ponad 18 tys. do ponad 33 tys.

Tak duża liczba zachorowań w stosunkowo krótkim okresie oznacza realne wyzwanie dla pediatrii. W szczycie sezonu oddziały pediatryczne oraz intensywnej terapii mogą pracować na granicy swoich możliwości. Większa liczba przyjęć obserwacyjnych oznacza zajęte łóżka i dodatkowe obciążenie personelu, a kumulacja RSV, grypy i COVID-19 może wpływać także na możliwość realizacji planowych hospitalizacji dzieci z innymi chorobami.

Z perspektywy szpitala pediatrycznego każdy sezon infekcyjny jest dużym wyzwaniem organizacyjnym, ale przede wszystkim oznacza realne obciążenie dla dzieci, ich rodzin i personelu medycznego. RSV może w krótkim czasie doprowadzić do znacznego wzrostu liczby hospitalizacji najmłodszych pacjentów. Dlatego o przygotowaniu do sezonu powinniśmy myśleć nie tylko w kontekście zwiększania dostępności łóżek czy zabezpieczenia personelu, ale przede wszystkim poprzez skuteczną profilaktykę i ograniczanie liczby ciężkich zakażeń. Im więcej przypadków możemy przewidzieć i im większej liczbie hospitalizacji możemy zapobiec, tym lepiej przygotowany jest cały system. Wczesna ochrona najmłodszych pacjentów to inwestycja w ich zdrowie, ale również w stabilność i bezpieczeństwo pediatrycznej opieki zdrowotnej – podkreśla dr n. med. Alicja Karney, pediatra, wakcynolog, dyrektor Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie.

Rodzice nadal nie doceniają zagrożenia

Jednym z istotnych elementów przygotowania do sezonu RSV pozostaje edukacja. Eksperci wskazują, że rodzice powinni otrzymywać informacje dotyczące ryzyka zakażenia i możliwości ochrony dziecka jeszcze przed jego narodzinami.

Świadomość rodziców rośnie, ale nadal jest niewystarczająca. Wciąż pokutuje przekonanie, że RSV to jedynie infekcja podobna do przeziębienia. Tymczasem właśnie pierwsze miesiące życia są okresem największego ryzyka ciężkiego przebiegu choroby. Dlatego edukację należy rozpoczynać jeszcze w czasie ciąży, a rodzice powinni wiedzieć, jakie możliwości ochrony są dziś dostępne – podkreśla dr n. med. Alicja Karney.

Hospitalizacja najmłodszego dziecka nie jest przy tym wyłącznie problemem medycznym. Dla rodziców oznacza nagłe pogorszenie stanu niemowlęcia, pobyt w szpitalu, oczekiwanie na informacje i niepewność dotyczącą dalszego przebiegu choroby. Dlatego – jak wskazują autorzy materiału – wiarygodna i zrozumiała informacja powinna być jednym z fundamentów profilaktyki.

RSV obciąża cały system ochrony zdrowia

Konsekwencje sezonowych zakażeń wykraczają poza oddziały pediatryczne. Pacjenci z RSV trafiają do podstawowej opieki zdrowotnej, ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, szpitalnych oddziałów ratunkowych, oddziałów pediatrycznych i intensywnej terapii.

RSV obciąża praktycznie każdy poziom systemu ochrony zdrowia – od podstawowej opieki zdrowotnej, przez specjalistów i szpitalne oddziały ratunkowe, po oddziały intensywnej terapii. Do tego dochodzą koszty społeczne związane z nieobecnością rodziców w pracy i długoterminowymi konsekwencjami zdrowotnymi części pacjentów. Doświadczenia wielu krajów pokazują, że inwestycja w profilaktykę jest nie tylko korzystna zdrowotnie, ale również opłacalna ekonomicznie – wskazuje prof. dr hab. n. med. Marcin Czech, kierownik Zakładu Farmakoekonomiki Instytutu Matki i Dziecka.

Jak zaznacza ekspert, duże znaczenie ma także sposób transmisji wirusa.

Większość zakażeń pochodzi z kontaktu z bliskimi – 54,8 proc. transmisji pochodzi od najbliższego otoczenia dziecka (rodzeństwo, rodzice, dziadkowie), co sprawia, że nawet zdrowe noworodki są narażone na zakażenie tuż po urodzeniu – zaznacza prof. Marcin Czech.

Najważniejsza hospitalizacja to ta, której udało się uniknąć

Na potrzebę spojrzenia na profilaktykę również z perspektywy rodzin zwracają uwagę przedstawiciele organizacji pacjenckich.

Z perspektywy organizacji pacjenckiej sukces systemu ochrony zdrowia nie powinien być mierzony wyłącznie liczbą dzieci, które udało się skutecznie leczyć w szpitalu, ale przede wszystkim liczbą hospitalizacji, których udało się uniknąć. Każda uniknięta hospitalizacja to mniej stresu dla rodziny, mniejsze obciążenie dla systemu i większa szansa, że dziecko bezpiecznie pozostanie w domu. Dlatego działania profilaktyczne należy traktować nie jako koszt, ale jako inwestycję w zdrowie najmłodszych pacjentów – podkreśla Szymon Chrostowski, prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie.

Profilaktyka RSV. Jakie możliwości są dostępne?

W Polsce dostępne są obecnie szczepienia kobiet w ciąży oraz immunoprofilaktyka dla wcześniaków i dzieci z grup zwiększonego ryzyka w ramach programu B.40. Podczas konferencji eksperci wskazywali, że kolejnym krokiem powinno być zwiększenie dostępności skutecznej ochrony dla wszystkich niemowląt w pierwszym roku życia.

W tym kontekście zwracano uwagę na nirsewimab – długo działające przeciwciało monoklonalne, którego jednorazowe podanie zapewnia ochronę przez sezon RSV.

Według danych przedstawionych w materiale Fundacji 23 kraje europejskie rekomendują immunizację niemowląt przeciw RSV, a 19 finansuje ją systemowo. Dane z Hiszpanii, Francji, Stanów Zjednoczonych i Chile wskazują natomiast, że szeroka profilaktyka może ograniczać liczbę hospitalizacji niemowląt o 70–98 proc. Autorzy zwracają również uwagę, że co drugie niemowlę hospitalizowane z powodu RSV urodziło się poza sezonem epidemicznego występowania wirusa.

„Z wirusem możemy skutecznie mierzyć się tylko wspólnie”

Zdaniem ekspertów skuteczna strategia powinna łączyć dostęp do profilaktyki z edukacją rodziców i przyszłych rodziców. Jak podkreślano podczas konferencji, dostępność rozwiązania nie oznacza jeszcze, że będzie ono powszechnie wykorzystywane.

To był jeden z powodów, dla których postanowiliśmy jako Fundacja Matki i Dziecka głośno mówić o konieczności ochrony przed RSV. Z wirusem możemy skutecznie mierzyć się tylko wspólnie – jako rodzice, którzy mają wiedzę o dostępnych sposobach ochrony dziecka, oraz jako system ochrony zdrowia, który powinien zapewniać dostęp do najskuteczniejszych obecnie metod profilaktyki. Edukacja o profilaktyce jest jednym z naszych najważniejszych celów. Cieszy nas, że mamy dziś dostęp do profilaktyki przeciw RSV – przeciwciała monoklonalnego dla wcześniaków czy szczepienia dla kobiet w ciąży, które może pomóc chronić dziecko już od pierwszych miesięcy życia. Niestety, z tej możliwości korzysta obecnie zaledwie jedna na cztery ciężarne. To pokazuje, jak wiele mamy jeszcze do zrobienia w obszarze edukacji i budowania świadomości. W ramach kampanii „Czas na gotowość przed RSV” chcemy nie tylko mówić o zagrożeniu, jakie niesie ze sobą RSV, ale przede wszystkim pokazywać konkretne możliwości ochrony i wskazywać rozwiązania, które mogą poprawić obecną sytuację. Wierzę, że wspólnymi siłami uda nam się zwiększyć świadomość i sprawić, że kolejny sezon infekcyjny będzie spokojniejszy – zarówno dla rodziców i ich dzieci, jak i dla całego systemu ochrony zdrowia – podsumowała dr n. o zdrowiu Dorota Kleszczewska.

źródło: IMID, redakcja Medicalpress
Foto: Koalicja RSV

Czy lekarz powinien pytać swojego pracodawcę o zgodę, zanim skieruje pacjenta do specjalisty spoza własnej sieci medycznej? Takie pytanie jeszcze do niedawna mogło wydawać się czysto teoretyczne. Dziś staje się przedmiotem postępowań prowadzonych przez Rzecznika Praw Pacjenta. Powodem są zapisy w umowach zawieranych z lekarzami przez niektóre podmioty lecznicze, które mogą ograniczać niezależność decyzji medycznych i wpływać na dostęp pacjentów do optymalnego leczenia.

Relacja między lekarzem a pacjentem od dziesięcioleci opiera się na jednej fundamentalnej zasadzie: decyzje terapeutyczne powinny wynikać wyłącznie z wiedzy medycznej i dobra chorego. To lekarz, a nie administrator czy właściciel placówki, odpowiada za ocenę stanu zdrowia pacjenta oraz wybór najlepszej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej. Tym większe poruszenie wywołały doniesienia o praktykach stosowanych przez część podmiotów leczniczych, które mogą ingerować w tę niezależność.

Rzecznik Praw Pacjenta wszczął postępowania wyjaśniające dotyczące zapisów umów zawieranych z lekarzami. Analizowane dokumenty mają ograniczać możliwość kierowania pacjentów do specjalistów lub placówek spoza danej organizacji. W praktyce lekarz może wystawić takie skierowanie dopiero wtedy, gdy uzyska potwierdzenie od kierownictwa, że w ramach własnej sieci nie ma możliwości zapewnienia odpowiedniego świadczenia.

To pozornie organizacyjne rozwiązanie rodzi jednak znacznie poważniejsze pytania. Gdzie przebiega granica między zarządzaniem placówką a ingerencją w proces leczenia? Czy względy biznesowe mogą wpływać na decyzję o skierowaniu pacjenta do innego specjalisty? I wreszcie – kto powinien ostatecznie decydować o tym, gdzie pacjent otrzyma najlepszą pomoc?

Stanowisko Rzecznika Praw Pacjenta w tej sprawie jest jednoznaczne.

„W każdej sytuacji klinicznej specjalista ma prawo skierować osobę pozostającą pod jego opieką do innego specjalisty lub placówki, jeśli uzna, że będzie to korzystne dla pacjenta i procesu leczenia.”

Rzecznik przypomina również, że wykonywanie zawodu lekarza opiera się na zasadzie niezależności zawodowej, a obowiązujące przepisy nie przewidują możliwości ograniczania lekarzowi prawa do podejmowania decyzji dotyczących kierowania pacjentów do innych specjalistów wyłącznie na podstawie przesłanek medycznych.

Sprawa nabiera szczególnego znaczenia w psychiatrii i ochronie zdrowia psychicznego. W wielu przypadkach skuteczność terapii zależy od szybkiego skierowania chorego do odpowiedniego specjalisty, terapeuty lub ośrodka dysponującego doświadczeniem w leczeniu konkretnego zaburzenia. Każde dodatkowe ogniwo administracyjne może oznaczać opóźnienie rozpoczęcia leczenia, a w psychiatrii czas często ma kluczowe znaczenie dla rokowania.

Jednocześnie problem nie dotyczy wyłącznie zdrowia psychicznego. Podobne sytuacje mogą występować także w onkologii, neurologii, kardiologii czy leczeniu chorób rzadkich, gdzie dostęp do wysokospecjalistycznych ośrodków często decyduje o skuteczności terapii. Jeżeli lekarz uznaje, że pacjent powinien trafić do placówki dysponującej większym doświadczeniem lub określoną technologią, możliwość podjęcia takiej decyzji bez dodatkowych ograniczeń staje się elementem bezpieczeństwa zdrowotnego.

W praktyce analizowane przez Rzecznika rozwiązania mogą powodować, że lekarz przed podjęciem decyzji terapeutycznej zaczyna brać pod uwagę nie tylko wskazania medyczne, ale również konsekwencje wynikające z warunków współpracy z pracodawcą. To właśnie ten mechanizm budzi największe wątpliwości. Nawet jeśli zgoda kierownictwa jest ostatecznie wydawana, sam obowiązek jej uzyskania może wpływać na swobodę podejmowania decyzji klinicznych.

Do sprawy odniosło się również Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, które podkreśliło, że prawo pacjenta do wyboru najlepszego miejsca leczenia nie powinno być ograniczane przez wewnętrzne regulacje obowiązujące w komercyjnych sieciach medycznych.

„Osoba poszukująca pomocy (pacjent) ma pełne prawo do uzyskania najlepszej możliwej formy opieki, a ograniczanie jej wyboru wyłącznie do specjalistów zatrudnionych w ramach danej sieci komercyjnej stanowi naruszenie tego prawa.”

Eksperci zwracają uwagę, że wraz z rozwojem dużych sieci medycznych i postępującą konsolidacją rynku coraz częściej pojawia się pytanie o równowagę między efektywnym zarządzaniem organizacją a zachowaniem autonomii decyzji medycznych. Wewnętrzna koordynacja opieki może poprawiać ciągłość leczenia i ograniczać dublowanie świadczeń, jednak nie powinna prowadzić do sytuacji, w której interes organizacyjny zaczyna konkurować z indywidualnym dobrem pacjenta.

Postępowanie prowadzone przez Rzecznika Praw Pacjenta może więc mieć znaczenie wykraczające poza ocenę konkretnych zapisów umownych. Jego wynik może stać się ważnym sygnałem dla całego rynku ochrony zdrowia, wskazując, gdzie kończy się prawo podmiotu leczniczego do organizowania procesu udzielania świadczeń, a zaczyna konstytucyjnie chronione prawo pacjenta do leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną oraz niezależną oceną lekarza.

Źródło: Rzecznik Praw Pacjenta

Czy o skuteczności systemu ochrony zdrowia powinny świadczyć wyłącznie nowe terapie i liczba wyleczonych pacjentów? Coraz częściej odpowiedź brzmi: nie. Równie ważne jest zapobieganie chorobom, zanim konieczna stanie się hospitalizacja. O tym, dlaczego profilaktyka i immunoprofilaktyka stają się jednym z najważniejszych wyzwań zdrowia publicznego, opowiada Szymon Chrostowski, prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie, pomysłodawca projektu „Zdrowy Start – Zdrowa Przyszłość”.

Fundacja Wygrajmy Zdrowie działa już od wielu lat. Jak dziś definiujecie swoją misję?

Fundacja powstała z przekonania, że pacjent powinien być partnerem systemu ochrony zdrowia, a nie jedynie jego odbiorcą. Od początku wspieraliśmy pacjentów przede wszystkim poprzez edukację, budowanie świadomości zdrowotnej oraz działania na rzecz poprawy dostępu do diagnostyki, leczenia i profilaktyki.

Najczęściej jesteśmy kojarzeni z onkologią i rzeczywiście jest to bardzo ważny obszar naszej działalności. Jednak tak naprawdę zawsze zajmowaliśmy się szeroko rozumianym zdrowiem publicznym. Interesuje nas wszystko, co pozwala ludziom dłużej żyć w zdrowiu i unikać chorób, którym można skutecznie zapobiegać. Dlatego dziś równie naturalnie rozmawiamy o profilaktyce nowotworów, szczepieniach, odporności populacyjnej czy ochronie najmłodszych dzieci przed ciężkimi chorobami zakaźnymi.

Jakie działania związane z profilaktyką Fundacja prowadziła do tej pory?

Profilaktyka od wielu lat stanowi jeden z filarów działalności Fundacji. Realizowaliśmy liczne projekty edukacyjne dotyczące profilaktyki nowotworów, badań przesiewowych, zdrowego stylu życia oraz bezpieczeństwa zdrowotnego pacjentów. Od początku staraliśmy się pokazywać, że skuteczna ochrona zdrowia zaczyna się znacznie wcześniej niż leczenie choroby.

Jednym z ważnych obszarów naszych działań była również immunoprofilaktyka. Już wiele lat temu angażowaliśmy się w działania na rzecz samorządowych programów szczepień przeciw HPV dla dziewcząt, zgodnie z ówczesnymi rekomendacjami Agencji Oceny Technologii Medycznych oraz towarzystw naukowych. Widzieliśmy wtedy, jak ogromne znaczenie ma edukacja i budowanie społecznego zaufania do profilaktyki. Przez kilka lat realizowaliśmy projekt „Immunoprofilaktyka chorych na nowotwory”, którego celem było zwiększenie wiedzy pacjentów i personelu medycznego oraz wypracowanie rekomendacji dotyczących ochrony osób z chorobami nowotworowymi przed zakażeniami. W ramach projektu współpracowaliśmy z ekspertami, przygotowywaliśmy materiały edukacyjne dla pacjentów oraz prowadziliśmy debatę na temat rozwiązań systemowych zwiększających bezpieczeństwo tej szczególnie narażonej grupy chorych.

Te doświadczenia utwierdziły nas w przekonaniu, że profilaktyka nie może być traktowana jako dodatek do systemu ochrony zdrowia. To jedna z najbardziej efektywnych inwestycji w zdrowie publiczne, dlatego dziś konsekwentnie rozwijamy działania edukacyjne także w nowych obszarach.

Stąd ostatni pomysł na działania wokół immunoprofilaktyki?

Jest to naturalna kontynuacja naszej dotychczasowej działalności. Pracując przez lata z pacjentami onkologicznymi, bardzo szybko zrozumieliśmy, że profilaktyka jest jednym z najbardziej niedocenianych elementów systemu ochrony zdrowia. W debacie publicznej dużo mówimy o nowych terapiach, diagnostyce czy dostępie do leczenia, znacznie rzadziej natomiast o tym, jak skutecznie zapobiegać chorobom i ich powikłaniom.

Działania w zakresie profilaktyki infekcji i zakażeń osób chorych na nowotwory, pokazały nam, jak duże są potrzeby edukacyjne zarówno wśród pacjentów, jak i personelu medycznego oraz jak ważne jest wypracowywanie rozwiązań systemowych wspierających profilaktykę. Już wtedy, we współpracy z ekspertami, zwracaliśmy uwagę na potrzebę upowszechniania wiedzy o szczepieniach i innych metodach ochrony osób z obniżoną odpornością oraz na konieczność tworzenia spójnych rekomendacji dla praktyki klinicznej.

Dziś patrzymy na immunoprofilaktykę szerzej – jako element bezpieczeństwa zdrowotnego całego społeczeństwa. Stąd pomysł na projekt edukacyjny „Zdrowy Start”, który koncentruje się na budowaniu odporności od najwcześniejszych etapów życia. Wierzymy, że skuteczna profilaktyka najmłodszych przekłada się nie tylko na ochronę dzieci, ale także na bezpieczeństwo osób szczególnie narażonych na ciężki przebieg zakażeń, w tym pacjentów onkologicznych, osób z chorobami przewlekłymi i seniorów. To wciąż ta sama filozofia działania – zapobiegać, zanim konieczne będzie leczenie

Czym dla Pana osobiście jest immunoprofilaktyka?

Dla mnie immunoprofilaktyka jest symbolem medycyny, która wyprzedza chorobę, a nie tylko reaguje na jej skutki. Od lat obserwuję, jak dużą część wysiłku systemu ochrony zdrowia pochłania leczenie konsekwencji chorób, którym często można było przynajmniej częściowo zapobiec. Dlatego coraz częściej powtarzam, że skuteczności systemu ochrony zdrowia nie powinniśmy mierzyć wyłącznie liczbą wyleczonych pacjentów, ale również liczbą hospitalizacji, których udało się uniknąć.

Najlepsza hospitalizacja to ta, do której w ogóle nie doszło. Największym sukcesem jest sytuacja, w której dziecko może bezpiecznie zostać w domu z rodziną, zamiast trafiać na oddział szpitalny.

Dlatego jednym z tematów projektu „Zdrowy Start” stał się właśnie RSV?

Tak, to problem, który dotyczy bardzo wielu rodzin, a jednocześnie wciąż nie jest wystarczająco obecny w świadomości społecznej. RSV pozostaje jedną z głównych przyczyn hospitalizacji niemowląt. Co ważne, ciężkie zakażenie może dotyczyć nie tylko dzieci z grup ryzyka, ale również zupełnie zdrowych niemowląt urodzonych o czasie. Dla rodziców taka hospitalizacja jest ogromnym stresem, często pierwszym poważnym doświadczeniem choroby dziecka. Dlatego chcemy mówić o możliwościach ochrony najmłodszych, edukować rodziców i wspierać rozwiązania, które pozwalają ograniczać liczbę ciężkich zakażeń.

Jakie cele stawia sobie Fundacja w ramach projektu „Zdrowy Start”?

Przede wszystkim chcemy budować świadomość. Z doświadczenia wiemy, że nawet najlepsze rozwiązania medyczne nie przynoszą pełnych efektów, jeśli pacjenci lub rodzice nie wiedzą o ich istnieniu albo nie rozumieją ich znaczenia. Dlatego zależy nam na prowadzeniu rzetelnej edukacji zdrowotnej, wspieraniu dialogu pomiędzy ekspertami, decydentami i organizacjami pacjentów oraz pokazywaniu, jak ważna jest profilaktyka na najwcześniejszym etapie życia. Projekt „Zdrowy Start – Zdrowa Przyszłość” jest dla nas inwestycją w przyszłość. Chcemy, żeby coraz więcej dzieci rozpoczynało życie z możliwie najlepszą ochroną zdrowia.

Jakie przesłanie chciałby Pan przekazać rodzicom?

Żeby nie bali się zadawać pytań i szukać wiarygodnych informacji. Dzisiaj rodzice są bombardowani ogromną liczbą komunikatów dotyczących zdrowia dzieci. To naturalne, że trudno odnaleźć się w takim natłoku informacji. Najważniejsze jest jednak to, że profilaktyka działa wtedy, kiedy wyprzedza chorobę. Dlatego chcemy mówić o możliwościach ochrony najmłodszych dzieci, edukować rodziców i wspierać rozwiązania, które pozwalają ograniczać liczbę ciężkich zakażeń oraz związanych z nimi hospitalizacji.

źródło: wywiad redakcji Medicalpress