Medicalpress

Najważniejsze jest partnerstwo i współpraca z zespołem medycznym. Lekarze nie zrobią wszystkiego sami – ogromna odpowiedzialność leży po stronie chorego. Bądźmy świadomymi partnerami w procesie leczenia – powiedziała dr hab. n. med. Dorota Kiprian, Profesor NIO – PIB, Kierownik Zakładu Radioterapii I, Naczelny Radioterapeuta w Narodowym Instytucie Onkologii.  Wyjaśniła również, co jest bezwzględnie zakazane podczas leczenia onkologicznego.

Radioterapia to – obok chirurgii i farmakoterapii – jeden z trzech filarów współczesnej onkologii. Promieniowanie jonizujące pozwala na precyzyjne niszczenie komórek nowotworowych przy coraz wyższym stopniu ochrony zdrowych tkanek. Szacuje się, że ta metoda znajduje zastosowanie u ponad połowy pacjentów onkologicznych. Mimo że podczas naświetlań chroni się dziś zdrowe tkanki, wokół radioterapii krąży wiele niebezpiecznych mitów. W rozmowie z dr hab. n. med. Dorotą Kiprian, Profesor NIO – PIB wyjaśniamy, jak w rzeczywistości wygląda proces kwalifikacji do zabiegu, jak radzić sobie ze skutkami ubocznymi oraz jaką rolę w powodzeniu leczenia odgrywa świadoma postawa samego pacjenta.

Na forach internetowych i grupach wsparcia można spotkać się z opiniami, że radioterapia to zabieg nadużywany, a skutki uboczne mogą być groźne – co powiedziałaby Pani pacjentom?

Radioterapia ratuje życie. Żaden lekarz nie podejmie decyzji o napromienianiu, jeśli nie wymaga tego sytuacja kliniczna – nic nie robi się na wyrost. Radioterapia bywa stosowana z zamiarem radykalnym, czyli jako główna metoda wyleczenia nowotworu, albo jako leczenie uzupełniające po zabiegach chirurgicznych (np. po operacji raka piersi, prostatektomii czy nowotworach głowy i szyi).

W decyzjach terapeutycznych kierujemy się międzynarodowymi standardami, które są co roku aktualizowane przez polskich ekspertów i dostosowywane do naszej rzeczywistości. Radioterapia sprawdza się także w chorobie przerzutowej – zmniejsza nacisk nowotworu i działa przeciwbólowo. Co ważne, w onkologii decyzji nie podejmuje jeden lekarz. O leczeniu decyduje interdyscyplinarny zespół specjalistów podczas wspólnych konsultacji.

Skąd zatem biorą się takie przekonania?

To niebezpieczne mity. Często powielają je osoby, które rezygnują z medycyny konwencjonalnej na rzecz metod alternatywnych. Niestety, tacy pacjenci trafiają do nas później w tak zaawansowanym stadium choroby, że nie jesteśmy już w stanie im pomóc.

Jednym z częstszych obaw jest sam zabieg. Czy radioterapia boli i czy pacjent po niej „promieniuje”? Powinien odizolować się od otoczenia?

Sam zabieg jest całkowicie bezbolesny. Pacjent po radioterapii nie jest radioaktywny i nie stanowi żadnego zagrożenia dla otoczenia. Zresztą zależność jest odwrotna – to otoczenie może być groźne dla pacjenta ze względu na jego obniżoną odporność.

Dzięki rozwojowi technologii precyzyjnie napromieniamy guz, oszczędzając zdrowe tkanki. Oczywiście, jak każda skuteczna procedura medyczna, radioterapia niesie ze sobą ryzyko działań niepożądanych – odczynów wczesnych i późnych.

Jak radzić sobie ze skutkami ubocznymi?

Kluczowe jest leczenie wspomagające, prehabilitacja, fizjoterapia oraz żywienie kliniczne. Odpowiednio dobrane wsparcie skraca okres rekonwalescencji i pozwala pacjentom przechodzić przez terapię w znacznie wyższym komforcie.

Zalecenia są jednak bardzo indywidualne i zależą od obszaru napromieniania. Inne zasady i pielęgnacja obowiązują przy nowotworach głowy i szyi, inne przy klatce piersiowej, a jeszcze inne przy narządach miednicy mniejszej.

O czym sam pacjent musi pamiętać w trakcie leczenia?

Najważniejsze jest partnerstwo i współpraca z zespołem medycznym. Lekarze nie zrobią wszystkiego sami – ogromna odpowiedzialność leży po stronie chorego. Bądźmy świadomymi partnerami w procesie leczenia.

Bezwzględnie zakazane jest palenie papierosów i picie alkoholu – podrażniają one błony śluzowe i znacznie nasilają odczyny popromienne. Należy rygorystycznie przestrzegać zaleceń dotyczących pielęgnacji skóry, błon śluzowych i dedykowanej diety.

Warto też dbać o stały kontakt z lekarzem POZ, który powinien być włączony w opiekę nad pacjentem onkologicznym i monitorować ewentualne późne powikłania.

Kiedy w czerwcu 2025 roku powstawała Koalicja OnkoZdrowia Kobiet, pięć organizacji pacjenckich wchodzących w jej skład wskazało dziesięć rekomendacji na rzecz poprawy opieki w obszarze nowotworów kobiecych. Dotyczyły one całej ścieżki pacjentki – od profilaktyki i diagnostyki, przez jakość i organizację leczenia, po dostęp do nowoczesnych terapii i wsparcie po zakończeniu leczenia. Kilkanaście miesięcy później Koalicja wraca do tych postulatów wspólnie z ekspertami i pyta, które z nich przełożyły się już na realną zmianę dla pacjentek, a gdzie problemy pozostają nierozwiązane.

Wśród postulatów znalazły się m.in. stworzenie spójnej ścieżki pacjentki, skrócenie czasu diagnostyki i rozpoczęcia leczenia, monitorowanie jakości i efektywności opieki, zapewnienie dostępu do terapii zgodnych z aktualną wiedzą medyczną, koncentracja specjalistycznego leczenia w doświadczonych ośrodkach, poprawa dostępu do diagnostyki molekularnej oraz oznaczeń immunohistochemicznych czynników predykcyjnych, wzmocnienie roli koordynatorów oraz rozwój profilaktyki, edukacji i wsparcia pacjentek.

Raport z grudnia 2025 r. „Dogonić Europę – zdrowie kobiet w Polsce, perspektywa onkologiczna” pozwolił te postulaty skonfrontować z danymi i doświadczeniem klinicystów. Wskazał m.in. problemy z kompletnością diagnostyki, rozproszeniem chirurgii ginekologiczno-onkologicznej, wykorzystaniem danych do oceny jakości leczenia oraz niespójnością między coraz bardziej precyzyjnymi terapiami a dostępnością diagnostyki niezbędnej do właściwej kwalifikacji pacjentek. To właśnie do tych wyzwań Koalicja OnkoZdrowia Kobiet wraca dziś, stawiając pytanie o efekty zmian wprowadzanych w systemie.

KSO dostała nowe narzędzia. Teraz pytanie, jak zmierzymy jakość

Jedna z rekomendacji raportu „Dogonić Europę” dotyczyła odejścia od prostego liczenia wykonanych świadczeń na rzecz rzeczywistego monitorowania jakości opieki. Koalicja postulowała m.in., aby dane pozwalały ocenić kompletność diagnostyki oraz wykonanie kluczowych etapów ścieżki pacjenta.

W tym obszarze od publikacji raportu zaszła konkretna zmiana legislacyjna. Nowelizacja ustawy o Krajowej Sieci Onkologicznej z 3 lipca 2026 r., obowiązująca od 11 sierpnia, wprowadziła do ustawy m.in. definicję ciągłości opieki onkologicznej oraz pojęcie kluczowych wskaźników jakości opieki onkologicznej. Sama ustawa o KSO przewiduje natomiast analizowanie danych dotyczących realizacji zaleceń klinicznych, wskaźników jakości i ścieżek pacjenta przez Krajowy Ośrodek Monitorujący.

– Krajowa Sieć Onkologiczna ma porządkować ścieżkę pacjenta i zapewniać ciągłość opieki. Kluczowe jest teraz, aby rozwiązania zapisane w ustawie – w tym koordynacja i wskaźniki jakości – były widoczne w codziennej praktyce. Dla pacjentki oznacza to przede wszystkim sprawniejsze przechodzenie między kolejnymi etapami diagnostyki i leczenia oraz mniejsze ryzyko zagubienia w systemie – mówi dr n. o zdr. Michał Chrobot, dyrektor Departamentu Opieki Koordynowanej w Ministerstwie Zdrowia.

– Wprowadzenie kluczowych wskaźników jakości do Krajowej Sieci Onkologicznej jest potrzebnym krokiem, ale najważniejsze będzie teraz to, co rzeczywiście zaczniemy mierzyć. Nie wystarczy wiedzieć, ile wykonano badań czy procedur. Powinniśmy móc ocenić kompletność i czas diagnostyki, zgodność postępowania ze standardem oraz wyniki leczenia. Dopiero takie dane pozwolą porównywać jakość opieki, wychwytywać różnice pomiędzy ośrodkami i poprawiać te elementy ścieżki pacjenta, które nie działają. Temu m.in. ma służyć eDILO – mówi prof. Piotr Rutkowski, kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków Narodowego Instytutu Onkologii.

To jest też istotna zmiana względem debaty sprzed roku: pytanie nie brzmi już wyłącznie, czy system powinien monitorować jakość, ale czy nowe narzędzia KSO pozwolą robić to w sposób użyteczny klinicznie.

Rak jajnika: referencyjność nie może kończyć się na nazwie ośrodka

Drugim z kluczowych postulatów Koalicji była koncentracja leczenia zabiegowego w ośrodkach posiadających odpowiednie doświadczenie. Raport wskazywał na problem rozproszenia chirurgii raka jajnika i postulował, aby planowe operacje wykonywały stałe, wyspecjalizowane zespoły.
 Eksperci podkreślali, że liczba wykonywanych zabiegów znacząco różni się pomiędzy ośrodkami, a miejsce leczenia nie zawsze jest dostatecznie powiązane z doświadczeniem i kompetencjami zespołu, co może wpływać na jakość opieki nad pacjentem.

KSO z założenia wprowadza poziomy referencyjne i uzależnia kwalifikację ośrodków m.in. od personelu, możliwości diagnostyczno-terapeutycznych, liczby leczonych pacjentów oraz wykonywanych procedur. Tym samym system ma już instrumenty, które mogą wspierać większą koncentrację najbardziej złożonego leczenia. Kluczowe staje się ich praktyczne wykorzystanie.

– Referencyjność nie może oznaczać wyłącznie przypisania szpitalowi określonego poziomu
 w strukturze. W raku jajnika liczy się realne doświadczenie zespołu, odpowiednia kwalifikacja pacjentki, możliwość wykonania rozległego zabiegu i zapewnienie całego dalszego leczenia. KSO daje możliwość uporządkowania tego obszaru, ale jej skuteczność będziemy mogli ocenić dopiero wtedy, gdy pacjentka będzie rzeczywiście kierowana do ośrodka odpowiedniego do złożoności jej choroby, a jakość leczenia będzie mierzona
– mówi prof. Radosław Mądry, kierownik Kliniki Ginekologii Onkologicznej Instytutu Onkologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej.

Nowoczesne leczenie wymaga nowoczesnej diagnostyki

Trzecim problemem jest rosnące znaczenie diagnostyki predykcyjnej. Już przy premierze raportu „Dogonić Europę” eksperci wskazywali, że decyzja o zastosowaniu coraz większej liczby terapii zależy od wyników badań immunohistochemicznych oraz molekularnych. W raporcie podkreślano znaczenie m.in. statusu HRD w raku jajnika, dMMR/pMMR w raku trzonu macicy czy ekspresji PD-L1 lub receptora FRα w platynoopornym raku jajnika.

To zmienia również sposób myślenia o dostępności leczenia. Refundacja leku nie rozwiązuje problemu, jeśli nie towarzyszy jej sprawnie zorganizowana, odpowiednio finansowana i terminowo wykonywana diagnostyka, umożliwiająca szybkie wyłonienie pacjentek kwalifikujących się do terapii. Dlatego jednym z pytań pozostaje to, czy w ciągu ostatniego roku diagnostyka zaczęła nadążać za coraz bardziej precyzyjnym leczeniem.

Szczególnie złożona pozostaje sytuacja w raku jajnika. Tu problem zaczyna się jeszcze przed rozpoznaniem choroby i nie kończy wraz z pierwszą linią terapii.

– W raku jajnika ogromne znaczenie ma cała droga pacjentki – od momentu pojawienia się pierwszych objawów, przez diagnostykę i kwalifikację do leczenia, aż po decyzje podejmowane przy nawrocie choroby. To nowotwór, który często długo daje niespecyficzne objawy, dlatego kluczowe jest sprawne przeprowadzenie pacjentki przez kolejne etapy diagnostyki i skierowanie jej do ośrodka, który ma doświadczenie w leczeniu tej choroby. Sytuacja staje się jeszcze bardziej złożona, gdy dochodzi do nawrotu i rozwoju platynooporności – obecnie potrzebujemy dla takich pacjentek nowych możliwości terapeutycznych dostosowanych do biologii nowotworu oraz aktualnej sytuacji klinicznej pacjentki – mówi prof. Anita Chudecka-Głaz, kierownik Kliniki Ginekologii Operacyjnej i Onkologii Ginekologicznej Dorosłych i Dziewcząt USK2 PUM w Szczecinie, konsultant wojewódzki i prezes elekt Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej.

Rak piersi: postęp trzeba mierzyć nie tylko liczbą refundowanych terapii

Rak piersi pozostaje obszarem, w którym w ostatnich latach nastąpił szczególnie duży postęp
 w dostępie do nowoczesnych terapii. Sam raport „Dogonić Europę” wskazywał jednak, że poprawa formalnego dostępu do leczenia nie zamyka dyskusji o jakości opieki. Standardy terapeutyczne zmieniają się szybko, dlatego Koalicja postulowała mechanizm dostosowania zakresu refundacji do aktualnych rekomendacji towarzystw naukowych.

Formalna dostępność określonych terapii nie oznacza jeszcze rzeczywistego dostępu do optymalnego leczenia. O jakości systemu decydują również wyniki leczenia, czas rozpoczęcia terapii, kompletność diagnostyki oraz równy dostęp niezależnie od miejsca zamieszkania.

– Rok temu przedstawiłyśmy dziesięć konkretnych rekomendacji. Dziś chcemy spojrzeć nie na deklaracje, ale na efekty. Czy pacjentka szybciej przechodzi przez diagnostykę? Czy wykonywane są badania potrzebne do wyboru leczenia? Czy trafia do ośrodka mającego odpowiednie doświadczenie? I czy potrafimy sprawdzić jakość tego leczenia? Dopiero odpowiedzi na te pytania pokażą nam, ile zrobiliśmy przez ostatni rok i czego nadal brakuje  – mówi Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej, współzałożycielka Koalicji OnkoZdrowia Kobiet.

Koalicja OnkoZdrowia Kobiet wróciła do dziesięciu postulatów sformułowanych przy jej powołaniu, a następnie rozwiniętych w raporcie „Dogonić Europę – zdrowie kobiet w Polsce, perspektywa onkologiczna”. Stały się one punktem wyjścia do debaty eksperckiej w Narodowym Instytucie Onkologii, w której udział wzięli m.in. prof. Piotr Rutkowski, prof. Radosław Mądry, prof. Anita Chudecka-Głaz, dr Anna Dańska-Bidzińska, dr Katarzyna Pogoda i prof. Renata Duchnowska, a także przedstawiciele instytucji publicznych i organizacji pacjenckich. Wnioski
 z dyskusji zostaną wykorzystane do przygotowania zaktualizowanego raportu Koalicji, którego premiera planowana jest na grudzień.

Źródło: inf pras

16 września br. startuje kolejna edycja Akademii Wolontariatu Onkologicznego, szkolenia Stowarzyszenia Ruch Onkologiczny PARS dla mieszkańców całej Polski, niezależnie od ich zawodu i wcześniejszego doświadczenia w pomaganiu. Zapisy już trwają. Im więcej przeszkolonych osób w sieci, tym więcej pacjentów onkologicznych może liczyć na wsparcie blisko miejsca, w którym mieszkają i leczą się.

Ogólnopolska Sieć Wolontariatu Onkologicznego (OSWO) to pierwszy w Polsce wolontariat onkologiczny o zasięgu ogólnokrajowym. Łączy osoby chorujące na nowotwory oraz ich bliskich z wolontariuszami przygotowanymi do udzielania wsparcia emocjonalnego, informacyjnego i organizacyjnego. Pomoc może mieć formę stacjonarną lub zdalną.

Założenie projektu jest proste: przeszkolony wolontariusz jest w kontakcie z pacjentem niezależnie od tego, gdzie ten mieszka.

„Zapraszamy wszystkie osoby, które czują, że mają doświadczenie życiowe, którym chcą się podzielić. Chcemy mieć przeszkolonych wolontariuszy w każdym województwie, bo wsparcie ma sens wtedy, gdy jest blisko pacjenta” – mówi Elżbieta Kozik, prezeska Stowarzyszenia Ruch Onkologiczny PARS.

Doświadczenie choroby zamienione w pomoc

Wielu wolontariuszy OSWO trafia do sieci przez własną historię – chorobę swoją lub bliskiej osoby. „Ta decyzja dojrzewała we mnie przez lata, także przez moje własne doświadczenie choroby onkologicznej. Rak bardzo szybko odbiera człowiekowi złudzenie, że nad wszystkim ma kontrolę. Zostawia za to niezwykle cenną wiedzę, że czasem najważniejszą pomocą nie jest rozwiązanie problemu, ale obecność kogoś, kto nie odwraca wzroku.” – mówi jedna z wolontariuszek OSWO.

Ostateczną decyzję o zgłoszeniu się do sieci podjęła po śmierci ojca: „Właśnie wtedy poczułam, że cierpienie nie musi być wyłącznie ciężarem. Można nadać mu sens, zamieniając własne doświadczenia w dobro dla innych”.

Cztery moduły szkolenia i jasno wyznaczone granice

Przygotowanie odbywa się online, w ramach Akademii Wolontariatu Onkologicznego i obejmuje cztery moduły. Wolontariusze uczą się rozpoznawać potrzeby pacjentów na kolejnych etapach choroby, przekazywać rzetelne informacje i współpracować z koordynatorami onkologicznymi w szpitalach. Kluczowym elementem szkolenia jest precyzyjne określenie roli wolontariusza. Wolontariusze nie udzielają porad medycznych i nie zastępują lekarza, psychologa ani personelu medycznego. Wiedzą natomiast, gdzie szukać sprawdzonych informacji i jak pomóc pacjentowi odnaleźć się w systemie ochrony zdrowia.

„To szkolenie uświadomiło mi, że samo pragnienie pomagania, choć niezwykle ważne, nie wystarcza. Pomoc powinna być nie tylko serdeczna, lecz także mądra, bezpieczna i odpowiedzialna. Wolontariusz nie musi znać odpowiedzi na każde pytanie. Powinien natomiast wiedzieć, gdzie tej odpowiedzi szukać, umieć dotrzymać słowa i mieć odwagę pozostać obok.” – podkreśla wolontariuszka OSWO.

Jak wygląda wsparcie w praktyce

Wsparcie zaczyna się od rozmowy i rozpoznania potrzeb, a nie od gotowego scenariusza. Dla jednej osoby najważniejsza będzie rozmowa przed badaniem, dla innej pomoc w uporządkowaniu dokumentów, dotarciu na wizytę, spisaniu pytań do lekarza albo wskazanie właściwej instytucji. Ktoś potrzebuje obecności w czasie oczekiwania na wynik, ktoś inny zwykłego telefonu w dniu, w którym samotność jest szczególnie dotkliwa.

„Wolontariusz nie prowadzi pacjenta za rękę przez całe życie i nie odbiera mu samodzielności – tłumaczy wolontariuszka OSWO. – Idzie obok, w takim tempie i na takim odcinku drogi, jakiego potrzebuje chory. Mądre wsparcie nie uzależnia od pomocy, lecz przywraca poczucie sprawczości„.

Perspektywa pacjentki: nikt nie wręczył mi mapy

To, czego system nie obejmuje, widać najwyraźniej z perspektywy pacjenta.

„Po diagnozie świat się zatrzymał. Dostałam informacje medyczne, zalecenia i terminy, ale nikt nie wręczył mi mapy, która pokazywałaby, jak przejść przez lęk, zagubienie i poczucie utraty kontroli. Choroba dotyczy przecież nie tylko ciała; w jednej chwili wchodzi do rodziny, pracy, relacji i wszystkich planów na przyszłość” – mówi pacjentka onkologiczna, dziś zaangażowana w rozwój OSWO.

O sieci dowiedziała się od koleżanki. Skorzystała ze wsparcia psychologa, a z czasem sama włączyła się w budowanie OSWO.

„Najbardziej potrzebne jest wsparcie, które widzi człowieka, a nie tylko jego chorobę. Zdanie »musisz być silna« bywa wypowiadane z miłości, ale czasami staje się kolejnym obowiązkiem nałożonym na chorego. Najlepsze wsparcie nie obiecuje, że nie będzie trudno; sprawia, że człowiek nie musi przechodzić przez tę trudność samotnie.”

Za najtrudniejszy etap uznaje oczekiwanie: na badanie, wynik i podjęcie decyzji, co dalej. Wyobraźnia dociera do najgorszego scenariusza szybciej niż medycyna do odpowiedzi. Dlatego, jak podkreśla, krótka rozmowa czasem nie zmienia wyniku badania, ale zmienia sposób, w jaki człowiek potrafi na ten wynik czekać.

Wolontariuszka OSWO odpowiada wprost tym, którzy zastanawiają się, czy mają dość siły i kompetencji, by pomagać:

„Wolontariat uczy rzeczy, których nie można nauczyć się z książek: uważności, wdzięczności, pokory i prawdziwego spotkania z drugim człowiekiem. To nie jest opowieść o silnych, którzy ratują słabszych: to spotkanie dwóch osób, z których każda wnosi coś ważnego. Nie zawsze możemy zmienić cały świat. Czasem możemy zmienić tylko jeden dzień jednego człowieka. Ale dla niego ten jeden dzień może być w danej chwili całym światem.”

Mapa Polski wypełnia się kolejnymi regionami

Sieć rośnie, ale wolontariuszy brakuje w całej Polsce – dopiero gdy będzie ich więcej, pomoc odpowie na realne potrzeby pacjentów. W trzech województwach: lubuskim, podlaskim i świętokrzyskim nie ma ich jeszcze wcale. Tam każde zgłoszenie ma szczególną wagę: wystarczy jedna osoba, by lokalne wsparcie w ogóle stało się możliwe.

Kto może zostać wolontariuszem

Zgłosić się może każda osoba pełnoletnia, która:

Zapisy już trwają, a szkolenie rusza 16 września. Rejestracja: www.wolontariatonkologiczny.org.pl

Gdzie pacjenci mogą szukać wsparcia

O Stowarzyszeniu Ruch Onkologiczny PARS

Stowarzyszenie Ruch Onkologiczny PARS (dawniej Polskie Amazonki Ruch Społeczny) działa nieprzerwanie od 2009 roku; jego założycielką jest Elżbieta Kozik. Stowarzyszenie prowadzi portal dla pacjentów onkologicznych i ich bliskich centrumkryzysowe.org.pl oraz infolinię 22 105 55 30, a także rozwija Ogólnopolską Sieć Wolontariatu Onkologicznego.

Źródło: inf pras

Od 11 sierpnia zaczyna obowiązywać elektroniczna karta diagnostyki i leczenia onkologicznego, czyli eDiLO. To jeden z najważniejszych elementów cyfryzacji Krajowej Sieci Onkologicznej, ponieważ ma na bieżąco pokazywać, na jakim etapie diagnostyki lub leczenia znajduje się pacjent i kto koordynuje jego opiekę. Wdrożenie nie nastąpi jednak jednego dnia. Ministerstwo Zdrowia zdecydowało się na model etapowy, a część placówek do końca roku będzie mogła nadal korzystać z dotychczasowego systemu.

Elektroniczna karta DiLO ma być czymś więcej niż cyfrową wersją dokumentu, który od lat otwiera pacjentowi szybką ścieżkę onkologiczną. Jej zadaniem jest gromadzenie i udostępnianie aktualnych informacji o przebiegu opieki onkologicznej, tak aby zarówno pacjent, jak i uprawnieni pracownicy medyczni mogli sprawdzić, na jakim etapie diagnostyki lub leczenia znajduje się chory. W systemie mają być dostępne także dane kontaktowe do koordynatora opieki.

To ważna zmiana z punktu widzenia organizacji leczenia. Jednym z największych problemów opieki onkologicznej pozostaje bowiem nie tylko samo oczekiwanie na świadczenia, ale również przepływ informacji pomiędzy kolejnymi etapami ścieżki pacjenta. Diagnostyka, konsylium, leczenie operacyjne, radioterapia, leczenie systemowe czy kontrola po terapii często odbywają się w różnych jednostkach. Elektroniczna karta ma umożliwić śledzenie tego procesu w jednym miejscu i ograniczyć sytuacje, w których pacjent sam staje się głównym nośnikiem informacji pomiędzy placówkami.

Ministerstwo Zdrowia zdecydowało jednak, że eDiLO będzie uruchamiane stopniowo. Od 11 sierpnia do 30 września dostęp do nowej aplikacji otrzymają placówki SOLO III, które pełnią jednocześnie funkcję Wojewódzkich Ośrodków Monitorujących. Dopiero od 1 października system zostanie udostępniony pozostałym podmiotom zakwalifikowanym do Krajowej Sieci Onkologicznej jako SOLO I, SOLO II i SOLO III, Ośrodkom Kooperacyjnym oraz innym podmiotom uprawnionym do wystawiania karty DiLO, w tym lekarzom POZ i lekarzom realizującym programy zdrowotne.

Resort tłumaczy etapowe wdrożenie przede wszystkim bezpieczeństwem pacjentów i znacznie większym zakresem danych, które będą przekazywane do nowej aplikacji. Pierwsze tygodnie mają pozwolić sprawdzić działanie systemu w warunkach produkcyjnych. Wojewódzkie Ośrodki Monitorujące mają w tym czasie zdobyć doświadczenie, które później wykorzystają podczas wspierania i szkolenia innych placówek.

To rozwiązanie pokazuje, że wprowadzenie eDiLO nie jest wyłącznie zmianą formularza. W praktyce oznacza konieczność integracji systemu centralnego z informatycznymi systemami szpitalnymi, przygotowania personelu oraz zapewnienia poprawnego i regularnego zasilania karty danymi. Dopiero wtedy cyfryzacja może rzeczywiście poprawić koordynację, a nie stać się kolejnym obowiązkiem administracyjnym.

Dlatego ustawodawca przewidział okres przejściowy. Placówki, które nie zakończyły pełnej integracji eDiLO z wewnętrznymi systemami HIS, będą mogły do 31 grudnia 2026 roku wystawiać i prowadzić karty na dotychczasowych zasadach w aplikacji AP-DILO udostępnianej przez NFZ.

Wyjątek obejmie również część pacjentów onkologicznych. Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że od 11 sierpnia do końca 2026 roku karty dla pacjentów poniżej 18. roku życia oraz chorych z nowotworami hematoonkologicznymi będą nadal obsługiwane w dotychczasowym systemie AP-DILO. Ma to związek m.in. z trwającymi pracami nad standardem organizacji opieki hematologicznej w Polsce.

Z punktu widzenia pacjenta najważniejsza będzie jednak odpowiedź na pytanie, czy nowy system rzeczywiście ułatwi przechodzenie przez kolejne etapy leczenia. Sama elektroniczna karta nie skróci kolejek i nie zastąpi koordynatora, ale może ograniczyć chaos informacyjny, jeśli wszystkie placówki będą regularnie i prawidłowo uzupełniały dane.

To właśnie tutaj pojawia się największe wyzwanie. Cyfryzacja opieki onkologicznej ma sens tylko wtedy, gdy informacje są kompletne, aktualne i dostępne dla wszystkich uprawnionych uczestników procesu. Jeśli eDiLO będzie rzeczywiście odzwierciedlać aktualny etap diagnostyki i leczenia, może stać się jednym z najważniejszych narzędzi Krajowej Sieci Onkologicznej. Jeżeli natomiast pozostanie jedynie dodatkową aplikacją funkcjonującą obok lokalnych systemów szpitalnych, jej potencjał będzie znacznie mniejszy.

11 sierpnia nie jest więc końcem wdrożenia, ale jego początkiem. Najbliższe miesiące pokażą, czy nowa karta stanie się realnym narzędziem koordynacji leczenia, czy przede wszystkim kolejnym etapem technicznej cyfryzacji dokumentacji medycznej.

Źródło: Gov.pl