Medicalpress

Oddziały dzienne psychiatrii dzieci i młodzieży mają zapewniać intensywne leczenie bez konieczności całodobowej hospitalizacji. Problem w tym, że sposób ich finansowania może nie odpowiadać rzeczywistym kosztom funkcjonowania placówek. Przychody zależą przede wszystkim od obecności pacjentów, podczas gdy wydatki na personel i utrzymanie oddziałów pozostają niemal niezmienne. Kierownicy placówek oraz konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży alarmują o problemach systemowych. Sprawą zajął się Rzecznik Praw Obywatelskich, który zwrócił się do Ministerstwa Zdrowia o wyjaśnienia.

Czy placówka psychiatryczna powinna tracić finansowo, gdy stan zdrowia pacjenta uniemożliwia mu udział w terapii? To jedno z zasadniczych pytań, jakie nasuwają się po lekturze wystąpienia Biura Rzecznika Praw Obywatelskich dotyczącego finansowania oddziałów dziennych psychiatrii dzieci i młodzieży. Dokument ujawnia napięcie pomiędzy organizacją opieki psychiatrycznej a mechanizmami jej rozliczania. System oczekuje od placówek stałej gotowości do leczenia, ale wysokość ich przychodów uzależnia w znacznej mierze od bieżącej frekwencji pacjentów.

Do Rzecznika Praw Obywatelskich trafiły pisma kierowników oddziałów dziennych psychiatrycznych rehabilitacyjnych dla dzieci i młodzieży oraz konsultant krajowej w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży. Zwrócono w nich uwagę na problemy dotyczące finansowania świadczeń realizowanych na II poziomie referencyjnym, który stanowi istotny element systemu opieki psychiatrycznej nad najmłodszymi pacjentami.

W odpowiedzi na zgłoszone zastrzeżenia Piotr Mierzejewski, dyrektor Zespołu Prawa Administracyjnego i Gospodarczego Biura RPO, skierował 23 września 2026 roku wystąpienie do Anny Baumann-Popczyk, dyrektor Departamentu Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia. Informację o interwencji opublikowano 19 października.

Najpoważniejsze wątpliwości dotyczą sposobu rozliczania działalności oddziałów dziennych. Placówki ponoszą stałe koszty zatrudnienia specjalistów, utrzymania infrastruktury i zaplecza administracyjnego, niezależnie od tego, ilu pacjentów danego dnia uczestniczy w zajęciach. Tymczasem przychody zależą przede wszystkim od ich obecności.

W przypadku psychiatrii dziecięcej jest to szczególnie istotne. Nieobecność pacjenta nie musi wynikać z rezygnacji z leczenia czy braku zaangażowania rodziny. Może być bezpośrednią konsekwencją zaburzeń, z powodu których dziecko zostało objęte opieką. Nasilone objawy depresyjne, zaburzenia lękowe, wycofanie społeczne czy trudności adaptacyjne mogą okresowo uniemożliwiać udział w terapii. Znaczenie ma również organizacja roku szkolnego.

Oddział musi pozostawać przygotowany do przyjęcia pacjenta, utrzymywać zespół terapeutyczny i zapewniać ciągłość leczenia, ale w okresach niższej frekwencji może otrzymywać mniej środków. Koszty jego funkcjonowania nie maleją wówczas proporcjonalnie do liczby obecnych dzieci.

W wystąpieniu RPO wskazano na potrzebę rozważenia mechanizmów finansowania, które uwzględniałyby nie tylko liczbę zrealizowanych świadczeń, lecz także koszty utrzymywania gotowości do ich udzielania. Nie przedstawiono jednak konkretnego modelu rozliczeń ani wyliczeń pozwalających ocenić skalę niedofinansowania w poszczególnych placówkach. To jedna z kwestii wymagających dalszego wyjaśnienia przez resort zdrowia.

Leczenie dziecka z zaburzeniami psychicznymi nie ogranicza się do spotkania z psychiatrą czy udziału w sesji psychoterapeutycznej. Wymaga współpracy lekarzy, psychologów, psychoterapeutów i innych specjalistów, organizowania konsyliów, kontaktu z rodziną oraz środowiskiem szkolnym. Ważną częścią funkcjonowania zespołów terapeutycznych jest również obowiązkowa superwizja.

Są to działania wymagające czasu i zaangażowania personelu, choć nie zawsze przybierają formę bezpośredniego kontaktu z pacjentem. Ich znaczenie polega między innymi na zapewnieniu spójności postępowania terapeutycznego oraz wymianie informacji między osobami uczestniczącymi w leczeniu.

Z perspektywy organizacji systemu pojawia się pytanie, czy sposób finansowania odpowiednio uwzględnia pracę wykonywaną poza gabinetem, ale niezbędną do skutecznego prowadzenia terapii. Autorzy pism ostrzegają, że niedostateczne finansowanie koordynacji może ograniczać współpracę między specjalistami, prowadzić do powielania części procedur diagnostycznych i wydłużać proces leczenia.

Szczególnie ważna jest tu rola II poziomu referencyjnego. Stanowi on ogniwo łączące pomoc środowiskową z leczeniem szpitalnym. To właśnie na tym poziomie pacjent może korzystać z opieki wielospecjalistycznej, a w razie potrzeby z intensywniejszych oddziaływań terapeutycznych prowadzonych w warunkach dziennych.

Sprawne funkcjonowanie takich placówek może ograniczać konieczność hospitalizacji całodobowych. Oddziały dzienne odgrywają również ważną rolę w kontynuowaniu leczenia po wypisie ze szpitala, umożliwiając stopniowy powrót pacjenta do mniej intensywnych form opieki.

Dlatego konsekwencje ewentualnego osłabienia tego poziomu systemu mogą wykraczać poza sytuację finansową samych świadczeniodawców. Jeżeli placówki mają trudności z utrzymaniem odpowiedniej organizacji pracy, pojawia się ryzyko zaburzenia ciągłości leczenia. Nie oznacza to, że takie skutki już wystąpiły w określonej skali. Wystąpienie RPO sygnalizuje jednak mechanizmy, które mogą do nich prowadzić.

Wątpliwości budzą także zasady organizowania pracy personelu. Zdaniem autorów pism są one zbyt sztywne i nie zawsze pozwalają elastycznie wykorzystywać kompetencje specjalistów. Problem ten nabiera znaczenia szczególnie w warunkach ograniczonych zasobów kadrowych, gdy sprawna współpraca całego zespołu ma zasadnicze znaczenie dla dostępności świadczeń.

Kolejną kwestią są limity porad diagnostycznych oraz zapewnienie ciągłości opieki osobom między 18. a 21. rokiem życia. Granica pełnoletności nie oznacza przecież automatycznego zakończenia problemów zdrowotnych ani potrzeby dalszego leczenia. Przejście pomiędzy systemami opieki dla dzieci i dorosłych wymaga odpowiedniej organizacji, zwłaszcza w przypadku pacjentów pozostających w długotrwałym procesie terapeutycznym.

Autorzy wystąpienia wskazują, że obowiązujące rozwiązania nie zawsze odpowiadają rzeczywistym potrzebom klinicznym młodych osób. W praktyce oznacza to konieczność przyjrzenia się nie tylko finansowaniu pojedynczych świadczeń, ale również temu, czy system umożliwia zachowanie ciągłości terapii w momentach szczególnie istotnych dla pacjenta.

Osobnego potraktowania wymaga sytuacja oddziałów dziennych, w których dzieci i młodzież mogą jednocześnie realizować obowiązek szkolny. Takie placówki pełnią funkcję szerszą niż wyłącznie medyczna. Pozwalają kontynuować edukację w trakcie leczenia, podtrzymywać kontakt z procesem nauczania i przygotowywać się do powrotu do codziennego funkcjonowania.

Ma to znaczenie nie tylko dla postępów w szkole, ale również dla ograniczania ryzyka wykluczenia społecznego i edukacyjnego. Dziecko wymagające intensywnego leczenia psychiatrycznego nie powinno być automatycznie pozbawiane możliwości kontynuowania nauki.

W ocenie RPO szczególna rola takich oddziałów powinna zostać uwzględniona przy kształtowaniu zasad ich finansowania. Otwiera to szerszą dyskusję o tym, jak wyceniać świadczenia, których efekty wykraczają poza bezpośrednią interwencję medyczną i obejmują również funkcjonowanie dziecka w rodzinie, szkole i społeczeństwie.

Interwencja Rzecznika Praw Obywatelskich nie przesądza jeszcze o zmianie zasad finansowania psychiatrii dziecięcej. Na obecnym etapie Biuro RPO zwróciło się do Ministerstwa Zdrowia o przedstawienie stanowiska wobec zgłoszonych problemów. Nie jest to również równoznaczne z potwierdzeniem wszystkich zastrzeżeń przez resort.

Odpowiedź Ministerstwa Zdrowia będzie istotna nie tylko dla kierowników oddziałów dziennych, ale przede wszystkim dla pacjentów i ich rodzin. Od sposobu rozwiązania zgłoszonych problemów może zależeć, czy opieka psychiatryczna będzie zapewniała ciągłość leczenia odpowiadającą potrzebom młodych osób, czy też nadal będzie mierzyć się z napięciem pomiędzy wymaganiami terapeutycznymi a zasadami rozliczania świadczeń.

Źródło: Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, „Finansowanie oddziałów dziennych psychiatrii dzieci i młodzieży. RPO pyta Ministerstwo Zdrowia”, 19 października 2026 r., oraz wystąpienie do Ministerstwa Zdrowia z 23 września 2026 r., sygn. V.7016.96.2026.JK.

Choroba Alzheimera staje się jednym z największych wyzwań zdrowotnych, społecznych i ekonomicznych w Polsce. Wraz ze starzeniem się społeczeństwa będzie rosła liczba osób wymagających diagnostyki, leczenia i długoterminowej opieki, a także związane z tym koszty ponoszone przez system ochrony zdrowia, opiekę społeczną, rodziny i państwo. Jednocześnie choroba Alzheimera wkracza w erę przełomu diagnostycznego i terapeutycznego. Diagnostyka oparta na biomarkerach pozwala na wcześniejsze rozpoznawanie choroby, a pojawienie się terapii przyczynowych otwiera nowe możliwości leczenia pacjentów. Właśnie tym wyzwaniom oraz szansom, jakie stwarza postęp medycyny, poświęcony jest raport „Choroba Alzheimera – stan opieki i kierunki rozwoju”, który został zaprezentowany 15 października, podczas konferencji z udziałem ekspertów klinicznych i analityków zdrowotnych. Z przedstawionych danych wynika, że koszty opieki nad chorymi rosną lawinowo, a kluczem do ograniczenia przyszłych obciążeń społecznych i ekonomicznych jest rozwój wczesnej diagnostyki, dostęp do terapii przyczynowych oraz integracja opieki. Dokument opracował Instytut Zarządzania w Ochronie Zdrowia Akademii Łazarskiego.

Choroba Alzheimera białą plamą na mapie neurologii

W ostatnich dekadach neurologia dokonała istotnego postępu w leczeniu wielu chorób,
m.in. stwardnienia rozsianego, udaru mózgu, padaczki i chorób nerwowo-mięśniowych. Choroba Alzheimera przez długi czas pozostawała obszarem, w którym możliwości medycyny ograniczały się przede wszystkim do rozpoznawania, monitorowania jego przebiegu i łagodzenia objawów. Terapie przyczynowe otwierają nowy etap w podejściu do tej choroby. Spowalniają postęp choroby, pozwalając zachować samodzielność u odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów na wczesnym etapie Alzheimera.

– Jest to [przyp. red.] przełom dlatego, że udało się stworzyć preparaty, które oddziałują na jeden z mechanizmów patogenetycznych. Ten mechanizm jest związany z odkładaniem się beta-amyloidu (…) Zaczyna się na wiele lat przed wystąpieniem pierwszych oznak choroby. (…) Teraz mamy dwa leki, które zostały zarejestrowane przez Europejską Agencję Leków w ubiegłym roku. To jest lekanemab i donanemab. Mechanizm ich działania jest związany z wpływem właśnie na złogi beta-amyloidu, na rozpuszczanie istniejących złogów i – w przypadku lekanemabu – na hamowanie odkładania się kolejnych. (…) Efekt przekłada się na spowolnienie tempa progresji choroby, czyli przejścia z etapu chociażby łagodnych zaburzeń poznawczych do łagodnego otępienia, gdzie pacjent jest jeszcze nadal osobą samodzielną (…). Tak samo zwalnia proces przejścia z łagodnego otępienia do otępienia umiarkowanego, czyli wydłuża ten czas samodzielności – mówiła prof. dr hab. n. med. Halina Sienkiewicz-Jarosz, przewodnicząca Krajowej Rady do Spraw Neurologii, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Dlatego dzisiaj kluczowe znaczenie mają wczesne rozpoznawanie choroby, zwiększenie dostępności nowoczesnej diagnostyki, w tym badań biomarkerowych oraz zapewnienie specjalistycznej kwalifikacji i monitorowania leczenia.

Polska pozostaje krajem późnej diagnostyki

Jednym z głównych wyzwań wskazanych w raporcie jest zbyt późne rozpoznawanie choroby Alzheimera. Wielu pacjentów trafia do specjalistycznej opieki dopiero na umiarkowanym lub zaawansowanym etapie choroby, kiedy zaburzenia poznawcze istotnie ograniczają codzienne funkcjonowanie.
W konsekwencji pacjenci szybciej tracą samodzielność, a ciężar opieki w większym stopniu spoczywa na rodzinach i systemie wsparcia społecznego.

Na tę sytuację wpływają m.in. niewystarczająca świadomość pierwszych objawów, trudności
w odróżnianiu ich od naturalnych procesów starzenia, ograniczona czujność diagnostyczna oraz nierówny dostęp do diagnostyki neuropsychologicznej i biomarkerów. Problemem pozostaje również brak jednolitej, powszechnie dostępnej ścieżki postępowania, która przeprowadziłaby pacjenta od pierwszych objawów do rozpoznania choroby i dalszego postępowania.

– Gdybym na tym etapie rozwoju całego tego procesu miał wyselekcjonować jedną najważniejszą rzecz do zrobienia na teraz, to jest właśnie system i krótka ścieżka od momentu, kiedy pacjent pojawia się w systemie, zgłasza z objawami albo otoczenie widzi te objawy do momentu, w którym otrzymuje prawidłową diagnozę. (…) Zapewne wokół programu lekowego powstanie jakiś rodzaj referencyjności w kontekście prowadzenia pacjenta. (…) Najważniejsze jest to, żeby pacjenci jak najszybciej do tych ośrodków trafiali. (…) Wczesna identyfikacja, etiologizacja, wczesne nazwanie z czego wynika zespół otępienny jest niesłychanie istotne – podkreślił prof. dr hab. n. med. Bartosz Karaszewski, konsultant krajowy w dziedzinie neurologii.

Z danych przedstawionych w raporcie wynika, że częstość rozpoznawania choroby wyraźnie wzrasta po 75. roku życia. W grupie osób powyżej 85 lat zdiagnozowaną chorobę Alzheimera ma 20,5 proc. kobiet i 12,6 proc. mężczyzn. Dane te pokazują skalę wyzwania, przed którym stanie system wraz z dalszym starzeniem się społeczeństwa.

Rozwój diagnostyki ma szczególne znaczenie w kontekście nowych terapii przyczynowych. Badania biomarkerowe oraz MRI umożliwiają coraz precyzyjniejszą ocenę biologicznego podłoża choroby i wspierają kwalifikację pacjentów do leczenia.

– Jeśli chodzi o diagnostykę neuropsychologiczną, to jej rola na pewno też zmienia się w ostatnim czasie w związku z dostępnością biomarkerów – podkreśliła dr hab. n. med. Agnieszka Gorzkowska, prof. SUM, przewodnicząca Sekcji Alzheimerowskiej Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Koszty choroby wykraczają poza budżet ochrony zdrowia

Choroba Alzheimera generuje koszty związane nie tylko z rozpoznaniem i leczeniem, ale również
z opieką długoterminową, świadczeniami społecznymi, utratą aktywności zawodowej oraz obciążeniami ponoszonymi przez rodziny. Z analizy danych NFZ i ZUS przedstawionej w raporcie wynika, że finansowe konsekwencje choroby obejmują wiele obszarów funkcjonowania państwa.

– Koszty choroby Alzheimera wykraczają daleko poza wydatki na samo leczenie. Obejmują również opiekę długoterminową, świadczenia społeczne oraz konsekwencje utraty zdolności do pracy. Dane NFZ pokazują, że w latach 2019–2025 wartość świadczeń udzielonych pacjentom z chorobą Alzheimera i chorobami pokrewnymi wzrosła o ponad 100 proc., do niemal 440 mln zł rocznie. To wyraźny sygnał, że wraz ze starzeniem się społeczeństwa potrzebujemy nie tylko większych nakładów, ale przede wszystkim lepiej zorganizowanej opieki, wcześniejszej diagnostyki i dostępu do terapii przyczynowych. Inwestycje w te obszary należy postrzegać zarówno jako szansę na poprawę sytuacji pacjentów, jak i element odpowiedzialnego planowania długofalowych kosztów społecznych i ekonomicznych choroby – powiedziała dr n. o zdr. Katarzyna Sejbuk-Rozbicka, Akademia Łazarskiego.

Istotną część obciążeń stanowią koszty opieki nieformalnej, świadczonej przez członków rodzin.
W Polsce zdecydowana większość osób z chorobą Alzheimera pozostaje pod opieką bliskich, którzy przejmują coraz większą odpowiedzialność za organizację codziennego życia, bezpieczeństwo pacjenta i podejmowanie decyzji. Często wiąże się to z ograniczeniem aktywności zawodowej opiekunów, koniecznością reorganizacji życia rodzinnego oraz dodatkowymi wydatkami.

Skalę obciążeń pokazują również szacunki przywołane w raporcie. Globalne koszty opieki nad osobami z otępieniem wyniosły w 2019 r. 1,3 bln USD, z czego połowę stanowiły koszty opieki nieformalnej.
W Europie roczne koszty te szacowane są na 392 mld EUR, przy założeniu, że chorobami otępiennymi dotkniętych jest około 14 mln osób. Dane te pokazują skalę obciążenia, jakie choroby otępienne stanowią nie tylko dla systemów ochrony zdrowia, lecz także dla rodzin i opiekunów.

Wraz ze wzrostem liczby osób wymagających opieki koszty te będą rosnąć. Dlatego dyskusja
o rozwiązaniach dla osób z chorobą Alzheimera nie może ograniczać się wyłącznie do bieżących wydatków ponoszonych przez system ochrony zdrowia. Powinna uwzględniać również wpływ choroby na samodzielność pacjentów, obciążenie opiekunów oraz konsekwencje społeczne i ekonomiczne, które w znacznej części pozostają poza systemem ochrony zdrowia.

Rosnące potrzeby pacjentów wymagają lepszej organizacji opieki

Raport wskazuje na rozproszenie obecnego modelu opieki. Brakuje wystarczającej koordynacji pomiędzy podstawową opieką zdrowotną a opieką specjalistyczną, integracji świadczeń zdrowotnych
i społecznych oraz osoby lub zespołu odpowiedzialnego za prowadzenie pacjenta przez kolejne etapy diagnostyki i leczenia.

Pacjenci i ich bliscy często mają trudności w samodzielnym odnalezieniu się w tym systemie. Brak jasnej informacji o kolejnych krokach po pojawieniu się pierwszych objawów, trudnościach diagnostycznych
i formach pomocy może opóźniać uzyskanie właściwego wsparcia. Jak podkreśla dr n. o zdr. Edyta Ekwińska, prezes Alzheimer Polska, istotne jest, aby pacjent i jego rodzina nie pozostawali
sami z diagnozą, lecz mieli dostęp do rzetelnych informacji oraz pomocy dostosowanej
do zmieniających się potrzeb.

– Naprawdę na ten przełom pacjenci i opiekunowie czekali 25 lat. Te leki (…) pozwalają zmienić myślenie osób, które doświadczają kłopotów z pamięcią, bo do tej pory jednak była bardzo duża stygmatyzacja wokół choroby Alzheimera czy innych chorób otępiennych. Brakowało tego leczenia. (…) Kluczowe jest to, że te nowe leki zaadresowane do tej grupy osób, które naprawdę będą zdiagnozowane na bardzo wczesnym etapie, otworzą taką możliwość lepszego życia, dłuższej samodzielności.  (…) Więc bardzo nas cieszy jako środowisko pacjenckie, że mamy te leki, że zmienia się myślenie w społeczeństwie i to podejście do tej wczesnej diagnozy, że pacjenci szukają tych miejsc i liczymy – to będzie nasz nowy taki postulat – że powstaną takie typowo dedykowane miejsca tej diagnozy, czyli poradnie chorób otępiennych w najbliższej przyszłości – powiedziała dr n. med. Edyta Ekwińska, prezes Alzheimer Polska.

Potrzebne jest więc zorganizowanie ścieżki opieki obejmującej wczesne wykrywanie zaburzeń poznawczych, diagnostykę specjalistyczną, kwalifikację do leczenia, monitorowanie pacjentów
i rehabilitację. Równie ważne jest zapewnienie rodzinom dostępu do edukacji, poradnictwa, wsparcia psychologicznego i opieki wytchnieniowej.

Krajowy Program to początek zmian

Przyjęcie przez Radę Ministrów Krajowego Programu Działań wobec Chorób Otępiennych
na lata 2025-2030 stworzyło strategiczne ramy rozwoju polityki w tym obszarze. Kolejnym wyzwaniem jest przełożenie założeń programu na konkretne rozwiązania organizacyjne, finansowe i kliniczne.

Wśród priorytetów wskazanych w raporcie znalazły się m.in.:

Realizacja tych działań wymaga współpracy administracji publicznej, płatnika, środowiska klinicznego, ekspertów systemowych i organizacji reprezentujących pacjentów oraz ich bliskich. Konieczne jest również monitorowanie skali zachorowań, dostępności diagnostyki i leczenia oraz rzeczywistych kosztów choroby.

– Postęp medycyny otwiera nowy etap w podejściu do choroby Alzheimera. Nowe możliwości diagnostyczne oraz pojawienie się terapii przyczynowych stwarzają szansę na wcześniejsze rozpoznawanie choroby i skuteczniejsze wspieranie pacjentów na jej wczesnym etapie. Ważne jest, aby wiedza o tych możliwościach przekładała się na praktykę kliniczną, a pacjenci mieli coraz lepszy dostęp do nowoczesnej diagnostyki, leczenia i odpowiedniej opieki. Raport wskazuje kierunki rozwoju w tym obszarze i pokazuje, jak wykorzystać nowe możliwości terapeutyczne z korzyścią dla pacjentów i ich bliskich – powiedziała dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka, rektor Akademii Łazarskiego, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Akademii Łazarskiego.

O raporcie

Raport „Choroba Alzheimera – stan opieki i kierunki rozwoju” przedstawia analizę epidemiologii, diagnostyki i leczenia choroby Alzheimera oraz innych chorób otępiennych w Polsce. Obejmuje również tematy organizacji opieki, kosztów społeczno-ekonomicznych, doświadczeń pacjentów i opiekunów, postaw społecznych oraz rozwiązania stosowane w innych krajach europejskich. Na podstawie przeprowadzonych analiz sformułowano rekomendacje dotyczące rozwoju diagnostyki, organizacji leczenia, wsparcia opiekunów i przygotowania systemu do wdrażania terapii przyczynowych.

Raport opracował Instytut Zarządzania w Ochronie Zdrowia Akademii Łazarskiego we współpracy
z zaproszonymi ekspertami klinicznymi i systemowymi.

O Instytucie Zarządzania w Ochronie Zdrowia Akademii Łazarskiego

Działalność Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia (IZWOZ) Akademii Łazarskiego opiera się
na łączeniu doświadczeń praktyków sektora ochrony zdrowia z wiedzą akademicką oraz dobrymi praktykami prawniczymi i menedżerskimi w zakresie organizacji i zarządzania ochroną zdrowia. W prace Instytutu angażowani są przedstawiciele środowiska naukowego, administracji rządowej
i samorządowej oraz podmiotów leczniczych. IZWOZ uczestniczy w realizacji programów badawczych
i edukacyjnych we współpracy z uczelniami wyższymi i jednostkami badawczymi, a także zapewnia kadrę naukowo-dydaktyczną Akademii Łazarskiego w obszarze publicznego prawa ochrony zdrowia
i zdrowia publicznego. Instytut prowadzi działalność analityczną i ekspercką, wspierając rozwój wiedzy oraz rozwiązań dotyczących organizacji i funkcjonowania systemu ochrony zdrowia.

Źródło: inf pras

Otyłość u dzieci staje się jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowia publicznego, a coraz młodszy wiek pacjentów zmusza ekspertów do poszukiwania skutecznych i bezpiecznych metod leczenia. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) opublikowała pierwsze wytyczne dotyczące postępowania z otyłością u dzieci poniżej 10. roku życia. Dokument wskazuje na konieczność kompleksowej zmiany nawyków żywieniowych, zwiększenia aktywności fizycznej i zaangażowania całej rodziny w proces terapeutyczny. Jednocześnie WHO nie rekomenduje farmakoterapii ani chirurgii bariatrycznej w tej grupie wiekowej, zwracając uwagę na niedostatek badań dotyczących ich długoterminowego bezpieczeństwa. Nowe zalecenia pokazują również, jak wiele pozostaje do zrobienia, aby leczenie otyłości dziecięcej było dostępne, skuteczne i wolne od stygmatyzacji.

Otyłość coraz częściej dotyka dzieci już w pierwszych latach życia. To problem, którego konsekwencje wykraczają daleko poza nadmierną masę ciała i mogą wpływać na zdrowie metaboliczne, rozwój fizyczny oraz funkcjonowanie psychiczne dziecka. Jednocześnie leczenie otyłości u najmłodszych pozostaje jednym z trudniejszych obszarów współczesnej medycyny. Organizm dziecka intensywnie się rozwija, a interwencje terapeutyczne muszą uwzględniać nie tylko redukcję ryzyka zdrowotnego, ale również prawidłowy wzrost i dojrzewanie.

W odpowiedzi na narastającą skalę problemu Światowa Organizacja Zdrowia opublikowała 7 października 2026 roku pierwsze kompleksowe wytyczne dotyczące zintegrowanego leczenia otyłości u dzieci w wieku od 29. dnia życia do ukończenia 10 lat. Osobny dokument poświęcono młodzieży w wieku od 10 do 19 lat. Zalecenia mają pomóc państwom i placówkom medycznym w organizowaniu opieki, która uwzględnia potrzeby zdrowotne dzieci i ich rodzin, a jednocześnie opiera się na dostępnych dowodach naukowych.

Najważniejszy wniosek płynący z nowych rekomendacji jest jednoznaczny. W przypadku najmłodszych pacjentów podstawą leczenia powinny pozostawać odpowiednio zaplanowane interwencje żywieniowe, aktywność fizyczna, zmiana codziennych nawyków oraz wsparcie rodziców i opiekunów. WHO nie rekomenduje rutynowego stosowania leków przeciwotyłościowych ani chirurgii bariatrycznej u dzieci poniżej 10. roku życia.

Nie oznacza to jednak, że otyłość dziecięca jest problemem, który można rozwiązać wyłącznie poprzez ograniczenie słodyczy czy zachęcanie dziecka do większej ilości ruchu. Przeciwnie, nowe wytyczne wskazują na potrzebę kompleksowego podejścia, w którym interwencje medyczne, psychologiczne i środowiskowe wzajemnie się uzupełniają.

Jednym z kluczowych elementów terapii jest sposób żywienia. WHO zaleca, aby u dzieci powyżej drugiego roku życia interwencje dietetyczne były planowane przez osoby posiadające odpowiednie kompetencje w zakresie żywienia, we współpracy z rodzicami. Plan powinien uwzględniać wiek, potrzeby rozwojowe, stan zdrowia, preferencje żywieniowe oraz warunki społeczne i kulturowe rodziny.

Dostępne badania nie pozwalają wskazać jednego modelu żywienia, który byłby zdecydowanie skuteczniejszy od pozostałych. To ważna informacja w czasach, gdy popularność zdobywają kolejne diety i programy redukcji masy ciała, często reklamowane jako uniwersalne rozwiązania. W przypadku dzieci priorytetem nie powinno być szybkie odchudzanie, lecz trwała poprawa sposobu odżywiania bez narażania organizmu na niedobory pokarmowe czy zaburzenia rozwoju.

Podobne podejście dotyczy aktywności fizycznej. Zamiast narzucania intensywnych treningów WHO zwraca uwagę na potrzebę dostosowania ruchu do możliwości i zainteresowań dziecka. Szczególnie istotne mogą być aktywności oparte na zabawie, niewymagające rywalizacji i pozwalające budować pozytywne doświadczenia związane z ruchem. Dla dziecka z otyłością, które może doświadczać ograniczeń sprawności lub negatywnych komentarzy ze strony rówieśników, ma to szczególne znaczenie.

W nowych wytycznych dużo miejsca poświęcono również interwencjom behawioralnym, czyli metodom wspierającym stopniową zmianę codziennych zachowań. Obejmują one między innymi wspólne wyznaczanie realistycznych celów, modyfikowanie domowego otoczenia sprzyjającego nadmiernemu jedzeniu oraz wzmacnianie korzystnych nawyków.

W tym kontekście WHO wyraźnie podkreśla rolę rodziny. Dziecko, szczególnie kilkuletnie, nie podejmuje samodzielnie większości decyzji dotyczących zakupów spożywczych, przygotowywania posiłków, organizacji dnia czy sposobu spędzania wolnego czasu. Oczekiwanie, że samo zmieni swoje zachowania, bez odpowiedniego wsparcia najbliższego otoczenia, jest więc mało realistyczne.

WHO dopuszcza także wykorzystanie wybranych narzędzi cyfrowych, takich jak aplikacje wspierające aktywność fizyczną czy interaktywne gry ruchowe, u dzieci powyżej drugiego roku życia. Mają one jednak pełnić funkcję uzupełniającą, a nie zastępować rzeczywisty ruch, kontakt z opiekunami czy bezpośrednią opiekę medyczną. Organizacja zwraca uwagę na negatywne konsekwencje nadmiernego czasu spędzanego przed ekranami, szczególnie gdy przekracza on dwie godziny dziennie w czasie wolnym.

Jednym z najbardziej znaczących elementów nowych zaleceń jest ostrożne podejście do farmakoterapii. W ostatnich latach leczenie otyłości u dorosłych przeszło ogromną transformację dzięki rozwojowi nowoczesnych leków, w tym preparatów oddziałujących na układ inkretynowy. Ich skuteczność wywołała dyskusję o możliwościach stosowania podobnych terapii w coraz młodszych grupach pacjentów.

WHO wskazuje jednak, że nie można automatycznie przenosić wyników badań przeprowadzonych u dorosłych i nastolatków na dzieci w wieku przedszkolnym czy wczesnoszkolnym. U dzieci poniżej szóstego roku życia brakuje badań oceniających farmakologiczne leczenie otyłości, natomiast w grupie od sześciu do dziewięciu lat dostępne dane dotyczą przede wszystkim metforminy, stosowanej głównie w leczeniu cukrzycy.

Największą niewiadomą pozostaje długoterminowy wpływ leków na rozwijający się organizm, w tym wzrastanie, dojrzewanie i zdrowie psychiczne. W przypadku chirurgii bariatrycznej oraz urządzeń wspomagających redukcję masy ciała brak odpowiednich badań w tej grupie wiekowej dodatkowo uniemożliwia wiarygodną ocenę bilansu korzyści i ryzyka.

Warto podkreślić, że brak rekomendacji dla najmłodszych dzieci nie oznacza odrzucenia farmakoterapii jako metody leczenia otyłości w ogóle. WHO przyjęła odrębne podejście do młodzieży, u której w określonych sytuacjach klinicznych można rozważać bardziej intensywne metody terapii pod opieką wyspecjalizowanego zespołu. Różnica ta pokazuje, jak istotne jest dostosowanie leczenia do wieku i etapu rozwoju pacjenta.

Nowe wytyczne ujawniają poważną lukę w wiedzy medycznej. Mimo rosnącej liczby dzieci z otyłością nadal brakuje wysokiej jakości badań dotyczących skuteczności poszczególnych interwencji u najmłodszych pacjentów. Część dostępnych analiz opiera się na niewielkich grupach, krótkim okresie obserwacji lub danych pochodzących od starszych dzieci i nastolatków.

Wytyczne WHO zwracają uwagę na konieczność uwzględnienia nierówności społecznych i ekonomicznych. Leczenie otyłości dziecięcej nie może być uzależnione wyłącznie od zasobności portfela rodziców, ich poziomu wiedzy zdrowotnej czy miejsca zamieszkania.

Z perspektywy systemu ochrony zdrowia oznacza to potrzebę rozwijania opieki, w której lekarz podstawowej opieki zdrowotnej, dietetyk, psycholog i inni specjaliści mogą współpracować w ramach spójnej ścieżki terapeutycznej. Szczególnego znaczenia nabiera wczesne rozpoznawanie problemu, odpowiednia ocena rozwoju dziecka oraz zapewnienie rodzinie długoterminowego wsparcia.

W praktyce skuteczna terapia powinna koncentrować się na poprawie zdrowia, sprawności i codziennego funkcjonowania, a nie wyłącznie na liczbie kilogramów. U rosnącego dziecka sukces terapeutyczny nie zawsze musi oznaczać szybką redukcję masy ciała. W zależności od wieku i sytuacji klinicznej korzystnym efektem może być także spowolnienie przyrostu masy ciała przy zachowaniu prawidłowego wzrastania.

Nowe wytyczne WHO są czymś więcej niż zbiorem zaleceń dotyczących żywienia i aktywności fizycznej. Stanowią próbę uporządkowania podejścia do choroby, której znaczenie przez wiele lat było niedoceniane, szczególnie w najmłodszych grupach wiekowych.

Najważniejsza zmiana powinna dotyczyć nie tylko sposobu leczenia, ale również postrzegania samej choroby. Otyłość u dziecka nie jest kwestią braku silnej woli ani problemem, z którego zawsze można po prostu wyrosnąć. Jest przewlekłą chorobą wymagającą odpowiedniej diagnostyki, indywidualnego postępowania i długofalowej opieki.

WHO zapowiada aktualizowanie zaleceń wraz z pojawianiem się nowych dowodów naukowych. Do tego czasu najważniejszym zadaniem pozostaje zapewnienie dzieciom i ich rodzinom dostępu do bezpiecznego, kompleksowego leczenia, które nie będzie sprowadzało się do nakazu jedzenia mniej i ruszania się więcej.

Źródło: WHO, Guidelines on the integrated management of obesity in children, 7 października 2026 r.

Pacjent z cukrzycą, chorobą sercowo-naczyniową i przewlekłą chorobą nerek nie potrzebuje kilku niezależnych ścieżek leczenia, ale jednej, skoordynowanej opieki. Potrzebne są wcześniejsza diagnostyka, silniejsza rola lekarza rodzinnego i koordynatora, lepsza współpraca POZ z AOS oraz ograniczenie barier finansowych i logistycznych. Takie wnioski płyną z drugiej edycji badania „Dostęp do diagnostyki i profilaktyki pacjentów z wielochorobowością” oraz dyskusji ekspertów i pacjentów podczas konferencji zorganizowanej przez Polskie Stowarzyszenie Diabetyków we współpracy z Stowarzyszeniem Pacjentów EcoSerce i Stowarzyszeniem Moje Nerki.

Dyskusja wokół wyników pokazała, że wielochorobowość wymaga zmian na wielu poziomach – od profilaktyki i aktywnego wykrywania chorób, przez organizację POZ i AOS, po dostęp do leczenia, aktywność zawodową pacjentów i wsparcie ich rodzin.

Pacjent zagubiony między kilkoma ścieżkami

Wyniki badania pokazują pozorny paradoks. 69 proc. badanych pozytywnie ocenia dostęp do diagnostyki w pobliżu miejsca zamieszkania, ale 66 proc. deklaruje trudności z uzyskaniem konsultacji specjalistycznej. Niemal połowa respondentów w ostatnim roku finansowała część diagnostyki lub leczenia prywatnie, a 23 proc. doświadczyło pogorszenia stanu zdrowia podczas oczekiwania na świadczenie.

Problemem nie jest jednak wyłącznie czas oczekiwania. Pacjent z kilkoma wzajemnie powiązanymi chorobami trafia do różnych specjalistów i funkcjonuje pomiędzy odrębnymi ścieżkami. Tymczasem cukrzyca typu 2, otyłość, przewlekła choroba nerek i choroby sercowo-naczyniowe wymagają całościowego podejścia.

– Wielochorobowość staje się coraz powszechniejsza także w młodszych grupach pacjentów. Potrzebujemy całościowego spojrzenia na chorego i koordynacji opieki. Dobrym przykładem jest KOS-zawał, który pokazuje, jak wiele daje pacjentowi zaplanowana ścieżka wizyt i badań. Koordynator jest w takim modelu kluczowy – podkreśla dr hab. n. med. Marta Kałużna-Oleksy z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezes Polskiego Stowarzyszenia Osób z Niewydolnością Serca.

Nie czekajmy na chorobę

W 46 proc. przypadków od wystąpienia pierwszych objawów cukrzycy typu 2 do rozpoznania mijało od roku do trzech lat. Kiedy jednak proces diagnostyczny już się rozpoczął, u 70 proc. badanych trwał nie dłużej niż trzy miesiące. Problem zaczyna się więc wcześniej – na etapie profilaktyki, identyfikowania osób z grup ryzyka i aktywnego poszukiwania choroby.

– Cieszy, że u części pacjentów choroby zostały wykryte podczas badań profilaktycznych. Musimy jednak jeszcze mocniej postawić na edukację i aktywne poszukiwanie stanu przedcukrzycowego. Lekarz rodzinny może prowadzić profilaktykę nie tylko pojedynczego pacjenta, ale całej rodziny, obejmując nią kolejne pokolenia – wskazuje dr n. med. Alicja Milczarczyk z Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie, członkini Forum Ekspertów ds. Cukrzycy.

Jak podkreślał prof. Grzegorz Dzida, podstawą profilaktyki może być znajomość swoich prostych parametrów: ciśnienie tętnicze, poziom glukozy i cholesterolu. Potrzebna jest zmiana podejścia – badania nie powinny być wykonywane dopiero wtedy, gdy pojawiają się objawy, ale przede wszystkim po to, by potwierdzić, że wszystko jest w porządku.

Eksperci wskazywali jednocześnie, że profilaktyka nie jest wyłącznie zadaniem lekarza. Potrzebne są edukacja, self-care i większa odpowiedzialność pacjenta za własne zdrowie, w tym regularne wykonywanie dostępnych badań i korzystanie z coraz powszechniejszych narzędzi cyfrowych.

POZ i AOS muszą działać jak jeden system

Jednym z najczęściej powracających podczas dyskusji postulatów była potrzeba lepszego połączenia podstawowej i specjalistycznej opieki zdrowotnej. Pacjent z wielochorobowością nie powinien sam uzgadniać zaleceń diabetologa, kardiologa czy nefrologa i decydować, jak połączyć kilka planów leczenia.

Marzanna Bieńkowska z Biura Rzecznika Praw Pacjenta zwróciła uwagę na rolę POZ jako pierwszego punktu kontaktu pacjenta z systemem. Zachęcała do korzystania z porad lekarza rodzinnego lub internisty, a w sytuacji problemów z uzyskaniem pilnej konsultacji specjalistycznej – także ze wsparcia Biura Rzecznika Praw Pacjenta. Podkreślała jednocześnie potrzebę dalszej edukacji i szeroko zakrojonych działań profilaktycznych, pozwalających jak najwcześniej wykrywać czynniki ryzyka.

Jednym z możliwych rozwiązań jest wzmocnienie roli lekarza rodzinnego jako specjalisty przygotowanego do prowadzenia pacjenta z wielochorobowością oraz rozwijanie funkcji koordynatora opieki.

– Pacjent nie powinien sam łączyć zaleceń kolejnych specjalistów. Potrzebuje jednej osoby, która spojrzy na nie całościowo. Jednocześnie musimy lepiej dostosować AOS do realnego życia pacjentów. Osoby aktywne zawodowo często nie mogą dostać się do poradni w godzinach swojej pracy i w efekcie finansują badania z własnej kieszeni – podkreśla dr hab. n. med. Karolina Kędzierska-Kapuza z Centrum Diabetologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie.

Na potrzebę wzmocnienia AOS zwracała również uwagę posłanka Ewa Kołodziej, przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Cukrzycy. Wskazywała m.in. na konieczność ograniczenia „białych plam” na mapie opieki diabetologicznej, tworzenia zachęt dla specjalistów do pozostawania w publicznym systemie oraz lepszej koordynacji POZ i AOS, tak aby nie powielać badań i świadczeń.

Wielochorobowość dotyczy także ludzi aktywnych zawodowo

Wielochorobowość nie jest wyłącznie problemem seniorów. Wśród respondentów poniżej 40. roku życia 88 proc. zgłaszało trudności z dostępem do specjalistów, a 71 proc. korzystało z prywatnie finansowanej diagnostyki lub leczenia.

Jak zwróciła uwagę Marzanna Bieńkowska z Biura Rzecznika Praw Pacjenta, wynik dotyczący prywatnego finansowania świadczeń wśród młodszych pacjentów należy interpretować ostrożnie – część z nich może korzystać z prywatnej opieki w ramach pakietów medycznych zapewnianych przez pracodawców. Nie zmienia to jednak szerszego problemu dostępności świadczeń dla osób aktywnych zawodowo.

– Choroby przewlekłe, w tym cukrzyca oraz choroby sercowo-naczyniowe i nerek, mogą funkcjonować jako „niewidzialne niepełnosprawności” i prowadzić do wykluczania pracowników z rynku pracy. Dlatego tak ważna jest profilaktyka. Jednym z rozwiązań może być dodatkowy dzień wolny na wykonanie badań profilaktycznych. Są już instytucje, które takie rozwiązanie stosują. To wymierna korzyść nie tylko dla pracownika, ale również dla biznesu – podkreślała Emilia Szczukowska, koordynatorka projektu „Każdy talent na wagę złota – Inkluzywni w zatrudnianiu”, ZPP.

Problem dotyczy także organizacji opieki. Osoby aktywne zawodowo często mają trudności z korzystaniem z AOS w godzinach pracy, co może skłaniać je do finansowania badań i konsultacji z własnej kieszeni. Dlatego, jak wskazywała prof. Karolina Kędzierska-Kapuza, potrzebne jest lepsze dostosowanie funkcjonowania poradni do realnych potrzeb pacjentów.

Zapobiegać powikłaniom zamiast płacić za ich konsekwencje

Badanie pokazuje wysoką deklarowaną adherencję – aż 90 proc. osób, którym zalecono terapię zmniejszającą ryzyko powikłań, potwierdza jej stosowanie. Jednocześnie 25 proc. pacjentów zgłasza trudności z dostępem do takiego leczenia lub jego stosowaniem.

Zdaniem ekspertów wysoka adherencja jest efektem nie tylko dostępu do terapii, ale również rozmowy z pacjentem i wyjaśnienia mu celu leczenia – zapobiegania powikłaniom i utrzymaniu dłuższego życia w zdrowiu. Równie ważne jest wytłumaczenia pacjentowi, dlaczego przy wielochorobowości konieczne może być jednoczesne stosowanie kilku leków.

– Non-adherence może mieć również przyczynę ekonomiczną. Dlatego potrzebujemy sprawnie działających mechanizmów refundacyjnych, które ograniczają bariery w dostępie do terapii. Im wcześniej podejmujemy skuteczną interwencję, tym większa szansa, że unikniemy znacznie droższych powikłań w przyszłości – komentuje prof. Marcin Czech, członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego, członek Forum Ekspertów ds. Cukrzycy.

Jak podkreślał prof. Czech, na profilaktykę i leczenie należy patrzeć szeroko –uwzględniając nie tylko kontrolę jednej choroby, ale również redukcję masy ciała, ryzyka sercowo-naczyniowego i nerkowego, zdrowie psychiczne oraz szczepienia.

Jedna ścieżka zamiast kilku silosów

Wnioski z badania i dyskusji pokazują, że nie ma jednego prostego rozwiązania problemu wielochorobowości. Potrzebne jest jednoczesne działanie w kilku obszarach: wcześniejsze wykrywanie chorób i czynników ryzyka, edukacja i self-care, silny POZ i koordynator opieki, dostępny AOS, sprawny przepływ informacji między specjalistami oraz ograniczanie barier finansowych i geograficznych.

– Pacjent potrzebuje jasnej ścieżki, stabilności i ciągłości leczenia. Kod pocztowy czy zasobność portfela nie powinny decydować o tym, czy otrzyma właściwą diagnostykę i leczenie zgodne z aktualnymi standardami – podkreśla Monika Kaczmarek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.

Z kolei Agnieszka Wołczenko, prezes EcoSerce, dodaje: – Wielochorobowość wymaga spojrzenia szerszego niż tylko organizacja świadczeń. Pacjent z wielochorobowością nie choruje sam. Musimy pamiętać o jego najbliższych, którzy mierzą się z obowiązkami opiekuńczymi, obciążeniem psychicznym i logistycznym. Organizm jest całością i tak samo całościowo powinniśmy patrzeć na opiekę. Wołczenko zaznacza, żew ograniczaniu nierówności w dostępie do profilaktyki i opieki większą rolę mogą odgrywać również samorządy lokalne.

Pacjent z wielochorobowością nie powinien sam pełnić funkcji koordynatora własnego leczenia. System powinien połączyć profilaktykę, POZ, specjalistów i leczenie wokół potrzeb jednej osoby oraz reagować odpowiednio wcześnie – zanim pojawią się powikłania, których można było uniknąć.

***

Badanie ankietowe „Dostęp do diagnostyki i profilaktyki pacjentów z wielochorobowością”zostałoprzeprowadzone na celowej próbie pacjentów N=404. Do badania kwalifikowały się osoby, które mają zdiagnozowane co najmniej dwie choroby z grupy: cukrzyca typu 2, przewlekła choroba nerek, choroby sercowo-naczyniowe lub nadwaga/otyłość. Większość badanych (371 osób) stanowiły osoby ze zdiagnozowaną cukrzycą typu-2.

Źródło: inf pras

Czy kolejki, które znamy ze szpitali i poradni specjalistycznych pojawią się także w podstawowej opiece zdrowotnej? To ryzyko staje się coraz bardziej konkretne. NFZ nakłada limity na świadczenia, część wykonanych badań i opieki koordynowanej nadal czeka na rozliczenie, a nowe zasady jakości przewidują możliwość obniżania finansowania placówek. Porozumienie Zielonogórskie rozpoczyna kampanię #POZbezBarier żeby pokazać, co te decyzje oznaczają dla społeczności lokalnych.

W ostatnich latach podstawowa opieka zdrowotna dostała nowe możliwości by stać się stabilnym fundamentem systemu ochrony zdrowia w Polsce. Pacjent może wykonać w swojej przychodni więcej badań a w ramach opieki koordynowanej skorzystać z dodatkowej diagnostyki i konsultacji specjalistycznych. Szczególne znaczenie ma to dla osób z chorobami przewlekłymi, które wymagają regularnych badań i kontroli.

Podstawowa opieka limitowana

Problem pojawia się wtedy, gdy potrzeby pacjentów są większe niż budżet przyznany placówce przez NFZ. Fundusz określa kwoty na badania i opiekę koordynowaną a od przychodni oczekuje rozłożenia ich na kolejne miesiące. Pacjent nadal potrzebuje badania, ale po wykorzystaniu dostępnych środków jego wykonanie może zostać przesunięte. W ten sposób limit zaczyna tworzyć kolejkę.

„Opieka koordynowana miała skrócić pacjentowi drogę do diagnostyki i specjalisty. Tymczasem NFZ wyznacza placówkom określony budżet i oczekuje, że wystarczy on na cały rok. Jeśli potrzeby pacjentów są większe, przychodnia staje przed wyborem: wykonać potrzebne badania ponad limit, nie wiedząc, czy NFZ za nie zapłaci, albo przesunąć je w czasie. A to oznacza kolejkę. Choroba przecież nie poczeka, aż pojawią się pieniądze na kolejne świadczenia” – mówi Joanna Zabielska-Cieciuch, specjalistka medycyny rodzinnej, ekspertka Federacji Porozumienie Zielonogórskiegórskie.

Świadczenia wykonane – niezapłacone

Druga bariera to zapłata za świadczenia, które już zostały wykonane. W pierwszym półroczu 2026 roku placówki POZ wykonały świadczenia opieki koordynowanej o wartości 511,4 mln zł. 63,2 mln zł pozostawało niezapłacone. Do tego dochodziło 15,7 mln zł za badania diagnostyczne w POZ. Łącznie to blisko 79 mln zł za opiekę, którą pacjenci już otrzymali.

„Nie chodzi o pieniądze dla przychodni, ale o to, czy będziemy mogli dalej zapewniać pacjentom badania, konsultacje i diagnostykę blisko domu. Nie można rozwijać opieki a jednocześnie pozostawiać placówki bez zapłaty za prawidłowo wykonane świadczenia” – podkreśla Tomasz Zieliński, wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego.

NFZ stawia na sankcje

Kolejną barierą mogą być nowe zasady oceny jakości w POZ. Porozumienie Zielonogórskie popiera mierzenie jakości i porównywanie wyników placówek. Problemem nie są więc same wskaźniki, ale sposób w jaki NFZ chce powiązać je z finansowaniem. Nieosiągnięcie określonego poziomu części wskaźników może skutkować obniżeniem stawki otrzymywanej przez placówkę na opiekę nad wszystkimi pacjentami.

Zdaniem Federacji kierunek powinien być odwrotny, zgodny z obowiązującym prawem: jakość należy mierzyć a dobre wyniki premiować. Takie podejście zachęca placówki do poprawy opieki zamiast ograniczać ich budżet, z którego finansowane są świadczenia dla pacjentów.

„Jeśli chcemy poprawiać jakość, premiujmy dobre wyniki. Wskaźniki powinny pomagać poprawiać opiekę, a nie prowadzić do obniżania finansowania z powodów, na które lekarz czy przychodnia nie mają wpływu” – przekonuje Tomasz Zieliński, specjalista medycyny rodzinnej, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

W centrum zdrowia społeczeństwa

Dlatego Porozumienie Zielonogórskie rozpoczyna kampanię „Podstawowa opieka zdrowotna bez barier”. Federacja będzie pokazywać konkretne przykłady z regionów i konsekwencje obecnych zasad dla pacjentów. Postulaty są proste: zapłata za wykonaną opiekę, finansowanie, które nie prowadzi do kolejek, oraz premiowanie jakości zamiast obniżania finansowania.

Bo jeśli podstawowa opieka zdrowotna ma przejmować coraz więcej zadań, być stabilnym fundamentem systemu, to bariery należy usuwać a nie tworzyć kolejne. Każda bariera dla podstawowej opieki zdrowotnej jest barierą dla zdrowia społeczeństwa.

Źródło: inf pras

Tylko sześć wybranych powikłań choroby otyłościowej kosztowało NFZ w 2023 roku 3,8 mld zł. Podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu eksperci przekonywali, że dalsze odkładanie systemowego leczenia otyłości może oznaczać nie tylko rosnące wydatki, ale również więcej przedwczesnych zgonów i niepełnosprawności. Jednym z proponowanych rozwiązań jest program lekowy zapewniający wybranym pacjentom dostęp do farmakoterapii oraz opieki wielospecjalistycznego zespołu. Środowisko czeka również na włączenie KOS-BAR do koszyka świadczeń gwarantowanych.

Otyłość – koszty czy inwestycja w zdrowie?

Podczas XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu jednym z kluczowych tematów w ścieżce „Ochrona zdrowia” był panel poświęcony chorobie otyłościowej, która stanowi jedno z największych wyzwań zdrowotnych, społecznych i ekonomicznych XXI wieku. Główna oś dyskusji skoncentrowała się na pytaniu, czy leczenie otyłości należy postrzegać bardziej jako koszt, czy jako inwestycję w zdrowie publiczne, która zaprocentuje na lata. W tym kontekście rozpatrywane były rozwiązania systemowe, jakie można wprowadzić w najbliższej przyszłości, szczególnie dla pacjentów, którzy pilnie potrzebują pomocy ze względu na poważne powikłania, stanowiące nawet ryzyko przedwczesnego zgonu.

Eksperci jednoznacznie wskazali, że dług zdrowotny Polski spowodowany konsekwencjami choroby otyłościowej już teraz jest ogromy i będzie wzrastał, jeśli nie podejmiemy kroków w kierunku jej profilaktyki i leczenia. Według danych Narodowego Funduszu Zdrowia, w 2023 roku tylko sześć wybranych powikłań otyłości (nadciśnienie, cukrzyca typu 2, zwyrodnienie kolan, dyslipidemia, stłuszczenie wątroby, bezdech senny) kosztowało NFZ 3,8 mld zł. Do tego należy doliczyć koszty pośrednie, związane z absencjami lub niezdolnością do pracy, a także koszty związanie m.in. z rosnącym ryzykiem spadku dzietności ze względu na negatywny wpływ otyłości na płodność u kobiet i mężczyzn.

Leczenie otyłości stanowi więc inwestycję w stabilność społeczną, gospodarczą i demograficzną. Pacjenci potrzebują uporządkowanej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej oraz kompleksowej, wielospecjalistycznej opieki medycznej z dostępem do farmakoterapii i zabiegów chirurgii bariatrycznej.

Najbardziej pilnej pomocy potrzebują chorzy z groźnymi powikłaniami otyłości na tle m.in. kardiologicznym czy diabetologicznym, które stanowią zagrożenie dla życia. Mowa tu przede wszystkim o dorosłych z otyłością olbrzymią (BMI ≥ 40 kg/m2), u których tego rodzaju powikłania są już bardzo zaawansowane. Wśród nich są m.in. pacjenci, u których nie można wykonać różnego rodzaju zabiegów medycznych, w tym bariatrii, ze względu na brak aparatury dostosowanej do wagi, pacjenci po udarach czy osoby, u których ze w względu na otyłość występują ciężkie powikłania tkankowe. Eksperci wskazują także na bardzo pilną potrzebę wsparcia pacjentów w wieku 18-26 lat z BMI ≥ 35 kg/m2 i chorobami współistniejącymi, takimi jak choroba sercowo-naczyniowa czy obturacyjny bezdech senny (OSA), lub ze stanem przedcukrzycowym. W ich przypadku interwencja na wcześniejszym etapie choroby pozwoli uniknąć rozwoju dalszych, zagrażających życiu powikłań, które są również bardziej kosztochłonne dla systemu ochrony zdrowia.

Co więcej, w przypadku obu grup pacjentów dochodzi czynnik ekonomiczny – młodzi dopiero wchodzą lub będą za kilka lat wchodzić na rynek pracy, a osoby z otyłością olbrzymią często mają ograniczoną zdolność do jej wykonywana. Tym samym, mogą nie mieć wystarczających środków na pokrycie kosztów leczenia.

Szansą dla nich może być program lekowy obejmujący leczenie farmakologiczne pod okiem wielospecjalistycznego zespołu terapeutycznego, który zadbałby także o budowanie zdrowych nawyków w zakresie żywienia i aktywności fizycznej oraz o wsparcie pacjentów pod kątem psychologicznym. Takie rozwiązanie zapewnia większą kontrolę nad wydatkami płatnika publicznego oraz pozwala precyzyjnie określić kryteria kwalifikacji i monitorowania efektów terapii. Daje także pacjentom wiedzę i nowe możliwości w zakresie prowadzenia zdrowego stylu życia.

Celem programu byłoby przeciwdziałanie przedwczesnej umieralności spowodowanej powikłaniami choroby otyłościowej oraz zahamowanie rozwoju niebezpiecznych chorób współistniejących wśród tzw. młodych dorosłych, którzy już teraz lub w ciągu kilku najbliższych lat będą wchodzili na rynek pracy i będą zakładali rodziny.

Przy realizacji nowego programu lekowego można korzystać z doświadczeń z programu KOS-BAR, który stanowi najlepszy dowód, że kompleksowa, wielospecjalistyczna opieka nad pacjentem, przynosi najlepsze efekty terapeutyczne. Wśród uczestników programu obserwowano znaczącą redukcję, a nawet remisję wybranych powikłań choroby otyłościowej, takich jak zaburzenia lipidowe czy cukrzyca typu 2. Zarówno klinicyści, jak i pacjenci niecierpliwie czekają więc na włączenie KOS-BAR do koszyka bezterminowych świadczeń gwarantowanych.

Jak wskazują eksperci, nowy program lekowy można byłoby prowadzić w ok. 20 ośrodkach w Polsce, podobnie jak miało to miejsce w przypadku programu KOS-BAR. Biorąc pod uwagę ich przepustowość, nowy program leczenia otyłości w pierwszej kolejności mógłby być realizowany w 1-2 ośrodkach na województwo, co pozwoliłoby objąć opieką terapeutyczną najbardziej potrzebujących pacjentów.

Leczenie otyłości wpisuje się w strategię zdrowotną Polski i Unii Europejskiej

Warto dodać, że leczenie choroby otyłościowej wpisuje się w działania Polski w kierunku redukcji zgonów z przyczyn sercowo-naczyniowych, prowadzone w ramach programu P26 „Zdrowe serce, zdrowy mózg”. Program ten zakłada wprowadzenie kompleksowej, koordynowanej opieki w kardiologii i neurologii oraz ograniczanie wspólnych czynników ryzyka, w tym wspomnianej choroby otyłościowej. Jego celem jest poprawa jakości życia osób dotkniętych chorobami sercowo‑naczyniowymi i neurologicznymi poprzez zmniejszenie zachorowalności, liczby hospitalizacji, zgonów i niepełnosprawności oraz poprzez podniesienie efektywności systemu opieki zdrowotnej. Wprowadzenie aktualnie dyskutowanego programu lekowego dla osób z otyłością, u których występują te powikłania, może znacząco przyspieszyć realizację celów programu P26 i uplasować Polskę w gronie pierwszych krajów Unii Europejskiej wprowadzających tak kompleksowe i precyzyjne rozwiązanie medyczne.

Kierunek ten jest spójny z podejściem Komisji Europejskiej, przedstawionym w dokumencie „EU cardiovascular health plan: the Safe Hearts Plan”, który kładzie nacisk na skoordynowaną prewencję, wczesne wykrywanie oraz poprawę dostępu do leczenia czynników ryzyka, takich jak otyłość. Według przytoczonych w nim danych, 75 proc. nadmiarowych zgonów związanych z otyłością jest spowodowanych chorobami układu krążenia. Dokument wskazuje, że zapobieganie oraz wczesne interwencje dotyczące głównych czynników ryzyka, w tym otyłości i cukrzycy, należą do najbardziej efektywnych podejść do ograniczania śmiertelności. Unijna strategia wyznacza kilka kluczowych celów do osiągnięcia do 2035 roku i jednym z nich jest zmniejszenie przedwczesnej umieralności o 25 proc. z powodów sercowo-naczyniowych (w stosunku do 2022 roku).

Podsumowując, wprowadzenie celowanego programu lekowego dla najbardziej potrzebujących pacjentów chorych na otyłość pozwoli nie tylko zredukować ryzyko zgonów oraz dalszego rozwoju groźnych powikłań choroby otyłościowej, ale także osiągnąć wymierne korzyści finansowe, gospodarcze oraz społeczne, wpisując się w strategie zdrowotne, zarówno Polski, jak i całej Unii Europejskiej.

Źródło: inf pras

Postęp w diagnostyce i leczeniu zasadniczo zmienił perspektywę osób z rdzeniowym zanikiem mięśni. SMA coraz częściej staje się chorobą przewlekłą, a dzieci, które otrzymują leczenie odpowiednio wcześnie, mogą rozwijać się prawidłowo lub niemal prawidłowo. To ogromny sukces medycyny, nauki, systemu ochrony zdrowia, środowiska medycznego, ale także pacjentów, ich rodzin i organizacji pacjenckich. Wraz z tym sukcesem pojawiają się jednak nowe wyzwania. Dziś nie chodzi już wyłącznie o to, jak długo osoba z SMA będzie żyła, ale także o to, jak będzie żyła – czy będzie mogła zachować samodzielność, uczyć się, pracować, zakładać rodzinę i aktywnie uczestniczyć w życiu społecznym.

3 września 2026 roku w Sejmie RP, z inicjatywy Wicemarszałek Sejmu RP Moniki Wielichowskiej, odbył się briefing „Polski wkład w rozwój wiedzy o rdzeniowym zaniku mięśni (SMA)”. Spotkanie było jednocześnie podsumowaniem sierpnia – Miesiąca Świadomości SMA – oraz okazją do rozmowy o tym, jak bardzo w ostatnich latach zmieniła się sytuacja osób żyjących z rdzeniowym zanikiem mięśni i jakie zadania stoją dziś przed polskim systemem opieki.

Briefing poświęcono polskiemu wkładowi w rozwój wiedzy o SMA, w tym doświadczeniom polskich ekspertów i ośrodków w zakresie badań klinicznych, gromadzenia danych z rzeczywistej praktyki klinicznej (RWD), oceny długoterminowej skuteczności i bezpieczeństwa leczenia oraz rozwoju standardów opieki nad osobami z SMA. W wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele środowiska medycznego, pacjenckiego, parlamentu i administracji publicznej: prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska, przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Neurologów Dziecięcych i kierownik Kliniki Neurologii Rozwojowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego; prof. Magdalena Chrościńska-Krawczyk, kierownik Kliniki Neurologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie; wicemarszałek Sejmu RP Monika Wielichowska; posłanka Iwona Kozłowska, przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. SMA; wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski; prezes Fundacji SMA Dorota Raczek oraz wiceprezes Fundacji SMA Katarzyna Pedrycz.

Czas w SMA ma fundamentalne znaczenie

Otwierając briefing, wicemarszałek Sejmu RP Monika Wielichowska zwróciła uwagę na jeden z najważniejszych czynników decydujących o przyszłości osoby z SMA, jakim jest czas. – Rdzeniowy zanik mięśni coraz częściej nie jest wyrokiem. To jest ogromny sukces medycyny, nauki, lekarzy, ale przede wszystkim samych pacjentów oraz ich rodzin. W SMA każdy miesiąc, a nawet każdy tydzień może decydować o tym, ile sprawności uda się zachować. Dlatego fundamentalne znaczenie mają badania przesiewowe, szybka diagnoza oraz możliwie szybkie rozpoczęcie leczenia. Rok 2026 został ogłoszony przez Sejm RP Rokiem Profilaktyki Zdrowotnej. W przypadku SMA profilaktykę należy rozumieć szerzej niż tradycyjnie. To także możliwość wykrycia choroby przed wystąpieniem objawów i rozpoczęcia leczenia na tyle wcześnie, aby wyprzedzić jej postęp – podkreśliła wicemarszałek Monika Wielichowska.

O skali zmiany, jaka nastąpiła w ostatnich latach mówiła posłanka Iwona Kozłowska: –Dzieci z SMA chodzą dziś do żłobków, przedszkoli i szkół, a młodzi ludzie podejmują studia. Teraz już myślimy o nich jako dzieciach, które rozwijają się, które zaczynają realizować swoje plany i swoje marzenia. Ale tym samym przed całym systemem pojawiają się zupełnie nowe pytania: jak wspierać ich rozwój, edukację, samodzielność i realizację życiowych planów – mówiła, zaznaczając przy tym znaczenie współpracy Parlamentarnego Zespołu ds. SMA z Wicemarszałek Moniką Wielichowską, Ministerstwem Zdrowia, Fundacją SMA oraz ekspertami medycznymi.

Sukces leczenia otwiera nowe wyzwania

Prezes Fundacji SMA Dorota Raczek przypomniała, jak ogromna zmiana dokonała się w Polsce dzięki dostępowi do leczenia oraz badaniom przesiewowym noworodków:  – Mamy dostępne trzy terapie, mamy badania przesiewowe i dzięki temu nasze dzieci rozwijają się prawidłowo lub prawie prawidłowo. Ale ten sukces terapeutyczny nie może sprawić, że zapomnimy o osobach, u których choroba zdążyła doprowadzić do niepełnosprawności. One również potrzebują kompleksowego wsparcia i rozwiązań pozwalających poprawiać jakość codziennego życia.

Prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska podkreśliła natomiast, że zmiana, jaka dokonała się w SMA, jest wynikiem wspólnego wysiłku wielu środowisk: naukowców, klinicystów, organizacji pacjenckich, pacjentów i ich rodzin. Zwróciła uwagę, że Polska znajduje się dziś w światowej i europejskiej czołówce pod względem opieki i dostępności leczenia dla osób z SMA, jednocześnie przestrzegając, aby sukces ostatnich lat nie przesłonił potrzeb osób, które nadal wymagają bardzo intensywnej, koordynowanej i wielospecjalistycznej opieki.

Podobne stanowisko przedstawiła prof. Magdalena Chrościńska-Krawczyk: – Część osób z SMA nadal wymaga interdyscyplinarnej, skoordynowanej opieki obejmującej neurologów, neurologów dziecięcych, fizjoterapeutów, ortopedów, pulmonologów, psychologów, pedagogów i przedstawicieli innych specjalności. Osoby z SMA uczą się, wchodzą w dorosłość i podejmują pracę. Oznacza to, że wraz z sukcesem terapeutycznym system musi być gotowy odpowiadać na ich potrzeby przez kolejne dekady życia.

O tym, jak sukces leczenia zmienia oczekiwania pacjentów i rodzin, mówiła także Katarzyna Pedrycz, reprezentująca perspektywę rodzin i opiekunów. – Możliwość myślenia o długim życiu sprawia, że na pierwszy plan coraz wyraźniej wysuwa się jego jakość. Potrzeby mamy takie same jak osoby zdrowe, różnią nas jedynie możliwości – podkreśliła. Wśród nadal istniejących problemów wymieniła m.in. bariery architektoniczne i organizacyjne, problemy związane z orzecznictwem i dostępnością szkół, a także dostęp do asystencji osobistej oraz opieki wytchnieniowej. Rodziny często muszą również samodzielnie zdobywać informacje o dostępnych formach wsparcia oraz krążyć pomiędzy wieloma rozwiązaniami systemowymi.

Polska w światowej czołówce leczenia SMA

Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski przedstawił skalę dotychczasowych osiągnięć polskiego systemu. Jak poinformował podczas briefingu, dzięki badaniom przesiewowym wykryto SMA u ponad 100 noworodków, u których leczenie wdrażano w ciągu maksymalnie 14 dni od rozpoznania. Nowoczesnymi terapiami w programie lekowym leczenia SMA objętych jest natomiast ponad 1200 osób. Wiceminister również zwrócił również uwagę na konsekwencje tego sukcesu: SMA staje się chorobą przewlekłą, dlatego system ochrony zdrowia musi przygotować się na potrzeby osób żyjących z chorobą przez wiele lat, w tym coraz większej grupy dorosłych pacjentów.

Dorota Raczek przypomniała, że rola Polski nie ograniczała się do wdrażania nowych możliwości terapeutycznych. Polskie ośrodki uczestniczyły w badaniach klinicznych leków, które obecnie są dostępne i refundowane w naszym kraju. W Polsce prowadzono także rejestr chorych, o obecnie gromadzone są dane z rzeczywistej praktyki klinicznej. Kolejnym etapem powinno być dalsze rozwijanie opieki kompleksowej. Osoby z SMA potrzebują nie tylko terapii farmakologicznej, ale również rehabilitacji, dostępu do edukacji, wsparcia społecznego i odpowiednio przygotowanych placówek ochrony zdrowia. Wyzwaniem pozostaje również dostęp dorosłych pacjentów do ośrodków prowadzących leczenie w niektórych regionach kraju. Wyniku leczenia nie można bowiem oceniać wyłącznie w wymiarze medycznym. Ważna jest także samodzielność i możliwość realizowania własnych planów. Podsumowując spotkanie, wicemarszałek Monika Wielichowska zwróciła uwagę, że profilaktyka to nie tylko zdrowy styl życia. To również dostęp do badań przesiewowych, wczesnej diagnostyki oraz natychmiastowego rozpoczęcia leczenia. – Naszym celem nie może być wyłącznie to, jak długo pacjent żyje, tylko jak długo pacjent żyje w samodzielności i dobrobycie. Bo miarą postępu w SMA jest dziś nie tylko długość życia, jest nią także jego jakość – podkreśliła.

Źródło: inf pras

Każdego roku 1 września obchodzimy Światowy Dzień Przewlekłej Białaczki Limfocytowej (PBL). To okazja nie tylko do edukowania o samej chorobie, ale także dobry moment by zadać pytanie: Czy w systemie przeciążonym brakami kadrowymi i długim oczekiwaniem na wizytę w poradni hematologicznej jest szansa, by zadbać kompleksowo o potrzeby starszych pacjentów? Jak wygląda rozmowa z pacjentem podczas przekazania diagnozy? Czy jest przestrzeń, by omówić możliwości leczenia i rozwiać wszelkie wątpliwości chorego? Nowoczesne terapie poprawiają rokowania, ale bezpieczeństwo leczenia, adherencja i jakość życia zależą również od tego, czy pacjent rozumie dostępne opcje i może współdecydować o terapii.


Każdy pacjent ma inne potrzeby

Przewlekła białaczka limfocytowa jest chorobą, która dotyczy najczęściej osób starszych i może mieć bardzo różny przebieg. Część pacjentów przez lata pozostaje w obserwacji, inni wymagają możliwie jak najwcześniejszego rozpoczęcia leczenia. W ostatnich latach w hematoonkologii znacząco zwiększyły się możliwości leczenia, ale to jednocześnie sprawiło, że rozmowa o terapii staje się bardziej wymagająca.

– Pacjenci z PBL są bardzo różni. To często osoby starsze, u których poza chorobą krwi występują inne choroby m.in. kardiologiczne, metaboliczne, nefrologiczne, co sprawia, że podczas wyboru terapii należy wziąć pod uwagę wiele czynników: wspomniane choroby współistniejące, biologię choroby, wyniki badań genetycznych oraz preferencje pacjenta. Dla jednej osoby kluczowe będzie ograniczenie wizyt w szpitalu, dla innej możliwość elastycznego dawkowania leków, a dla jeszcze innej dobór terapii tak, aby mogła kontynuować pracę zawodową czy realizować się w życiu rodzinnym. Potrzeby są różne, dlatego umiejętność aktywnego wsłuchania się w preferencje pacjenta powinna być standardem – mówi prof. dr hab. n. med. Iwona Hus, kierownik Kliniki Hematologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie.

Realia polskiego systemu ochrony zdrowia są wymagające. Średni czas oczekiwania na wizytę w poradni hematologicznej wynosi 146 dni. Brakuje także kadry medycznej – w publicznym systemie ochrony zdrowia pracuje obecnie 542 specjalistów hematologii, co daje wskaźnik ok. 1,4 lekarza na 100 tys. mieszkańców, tymczasem zalecany poziom to co najmniej 2,5-3 hematologów. To pokazuje jak bardzo potrzebne są rozwiązania, które wyposażą pacjenta w niezbędną wiedzę, zwiększając w konsekwencji jego poczucie bezpieczeństwa oraz adherencję w leczeniu.

Udział pacjenta w decyzjach terapeutycznych to dobra praktyka czy utopijna wizja?

Z badań dotyczących shared decision-making (SDM) w PBL wynika, że 70–75% pacjentów chce aktywnie uczestniczyć w decyzjach terapeutycznych, równolegle tylko 1 na 5 pacjentów zgodził się z stwierdzeniem, że decyzja rzeczywiście była wspólna. Inne międzynarodowe badanie również podkreśla pewną lukę – 70% pacjentów z PBL deklaruje, że podczas wizyty zaproponowano im tylko jedną opcję terapeutyczną, a 48% nie było zaangażowanych w proces decyzyjny w takim stopniu, jakiego oczekiwało. Podobne konkluzje płyną z raportu ARC Rynek i Opinia zrealizowanego wśród polskich pacjentów z PBL, który pokazuje, że chorzy w dużej mierze polegają na rekomendacji lekarza. Jednocześnie z ich relacji wynika, że nie zawsze omówiono
z nimi alternatywne możliwości leczenia, wady i zalety różnych form terapii. Rozmowa częściej dotyczyła skutków ubocznych leczenia już wskazanego przez specjalistę niż przedstawienia dostępnych opcji.

– Badanie ARC Rynek i Opinia przeprowadzone wśród pacjentów z przewlekłą białaczką limfocytową pokazuje, że zaledwie 2 spośród 15 respondentów wyraziło w rozmowie z lekarzem swoje obawy dotyczące proponowanego leczenia. Z kolei badanie organizacji Myeloma Patients Europe zrealizowane wśród pacjentów z szpiczakiem mnogim pokazało, że aż 57% ankietowanych nigdy wcześniej nie słyszało o shared decision-making. Wspomniane badania potwierdzają, że pomimo deklarowanej przez pacjentów hematologicznych chęci aktywnego uczestnictwa w procesie terapeutycznym, w praktyce dzieje się to niestety dość rzadko. Mam nadzieję, że ta rzeczywistość będzie się zmieniać, bo w przypadku chorób przewlekłych wspólne podejmowanie decyzji to ważny element budowania życia po diagnozie – mówi Barbara Leonardi, prezes Myeloma Patients Europe i przedstawicielka Fundacji Carita.

SDM nie oznacza, że pacjent zostaje sam z wyborem terapii. To proces, w którym lekarz wnosi wiedzę kliniczną, a pacjent swoje obawy i realia życia. Ma to nieocenioną wartość w kontekście bezpieczeństwa całego procesu leczenia, bo pacjent, który rozumie terapię, wie, czego się spodziewać, dokładniej przestrzega zaleceń i szybciej wychwyci potencjalne działania niepożądane.

– Pacjenci chcą rozumieć, dlaczego dana opcja terapeutyczna jest dla nich tą najbardziej odpowiednią. Co więcej badanie ARC Rynek i Opinia potwierdza, że niezależnie od terapii, pacjenci starają się koncentrować na jej pozytywach. Mają nadzieje, że ostatecznie będą mogli żyć prawie normalnie. Pytanie o potrzeby pacjenta, omówienie dostępnych możliwości, zrozumiałe materiały edukacyjne i przygotowanie pytań do lekarza przed konsultacją są szczególnie ważne w systemie, w którym wizyta u hematologa jest wręcz dobrem deficytowym – mówi Dominik Romiński, prezes Stowarzyszenia Kierunek Zdrowie.

Pilotaż, który może ułatwić pacjentom drogę przez system

Szansą na wzmocnienie takiego modelu opieki jest uruchomiony 1 lipca 2025 r. pilotaż Krajowej Sieci Hematologicznej, który ma potrwać do 2029 roku. Jednym z wyzwań najbliższych lat będzie nie tylko poprawa organizacji opieki hematologicznej, ale także lepsze wsparcie pacjenta w poruszaniu się po systemie. Okres pilotażu może być dobrą okazją do wzmocnienia roli koordynatorów opieki, którzy mogliby pomagać pacjentom przygotować się do wizyt, lepiej rozumieć proces leczenia oraz skuteczniej komunikować swoje potrzeby zespołowi medycznemu.

Eksperci wskazują, że poprawa nie musi oznaczać wyłącznie dłuższych wizyt. Realistyczne rozwiązania to krótkie checklisty pytań dla pacjenta, materiały porównujące opcje leczenia, wzmocnienie roli pielęgniarki hematologicznej, kierowanie do rzetelnych źródeł wiedzy i partnerska współpraca z organizacjami pacjenckimi.

– W przypadku chorób przewlekłych, takich jak przewlekła białaczka limfocytowa, leczenie staje się częścią życia. Pacjenci i ich bliscy muszą „wkomponować” chorobę w codzienność i pogodzić ją z pracą zawodową, prowadzeniem domu, opieką nad rodziną, pasjami czy ulubionymi sposobami spędzania wolnego czasu. Dlatego warto się zapoznać z ideą shared decision-making i aktywnie uczestniczyć w procesie leczenia. O ile lekarz jest ekspertem od medycyny, o tyle to pacjent jest ekspertem od własnego życia i tylko on wie, jaki wpływ choroba ma na jego codzienne funkcjonowanie. Częścią strategii shared decision-making jest rozmowa o priorytetach życiowych, obawach, codziennych wyzwaniach związanych ze stanem zdrowia oraz tym jak zminimalizować wpływ choroby, leczenia i skutków ubocznych na jakość życia. Współpraca z lekarzem oparta na dialogu daje również pacjentowi poczucie wpływu na własne życie, które choroba często odbiera – podsumowuje Barbara Leonardi.

***

Pełna treść raportu ARC Rynek i Opinia dotyczącego przewlekłej białaczki limfocytowej dostępna online: RAPORT

Źródło: inf pras

Dostęp do nowoczesnej terapii, sprawna kwalifikacja do leczenia i opieka wielu specjalistów – to elementy, które mogą decydować o tym, jak długo osoba z chorobą Parkinsona zachowa samodzielność. Wraz ze starzeniem się społeczeństwa zapewnienie takiej opieki coraz większej grupie pacjentów staje się jednym z istotnych wyzwań dla systemu ochrony zdrowia.

W Polsce z chorobą Parkinsona żyje około 100 tys. osób, a nawet 15 tys. z nich może wymagać leczenia zaawansowanej postaci choroby.

– Choroby neurodegeneracyjne nie są już wyzwaniem przyszłości, lecz jednym z najpoważniejszych problemów zdrowotnych, z którymi mierzymy się obecnie. Wraz ze starzeniem się społeczeństwa liczba osób wymagających diagnostyki, leczenia i długoterminowego wsparcia będzie systematycznie rosła, wywierając coraz większą presję nie tylko na system ochrony zdrowia, ale także na system opieki społecznej i rodziny pacjentów. Dziś wiemy już, jakie rozwiązania są potrzebne, ale wciąż zbyt wielu pacjentów napotyka bariery utrudniające korzystanie z nich w praktyce. Dlatego choroba Parkinsona powinna być traktowana nie tylko jako wyzwanie medyczne, ale również organizacyjne i społeczne, wymagające skoordynowanych działań wielu środowisk – przekonuje Wojciech Machajek, prezes i współzałożyciel Fundacji Chorób Mózgu.

Nowoczesne leczenie nie dla każdego

Zaawansowana choroba Parkinsona wymaga specjalistycznego prowadzenia i decyzji terapeutycznych podejmowanych w ośrodkach z doświadczeniem w leczeniu tej grupy pacjentów. W Polsce dostępne są rozwiązania dla chorych, u których standardowe leczenie doustne przestaje wystarczać. Do metod zaawansowanych należą głęboka stymulacja mózgu oraz terapie infuzyjne, w tym dojelitowe wlewy lewodopy. Z szacunków wynika jednak, że z terapii infuzyjnych korzysta obecnie jedynie część pacjentów, którzy potencjalnie mogliby ich wymagać.

W tym kontekście kluczowe jest myślenie o dostępie do leczenia szerzej: poprzez wzmacnianie wyspecjalizowanych ośrodków, zwiększanie możliwości włączania pacjentów do programów lekowych, refundację nowych terapii oraz finansowanie elementów opieki, które realnie wspierają chorego poza gabinetem lekarskim – m.in. opieki pielęgniarskiej, fizjoterapii, logopedii czy wsparcia psychologicznego. Leczenie zaawansowane za pomocą terapii infuzyjnych (program lekowy B.90) jak i zabiegi głębokiej stymulacji mózgu są w Polsce całkowicie refundowane.

Odpowiedni ośrodek, ale nie terapia

Dostęp do leczenia ogranicza jednak nie tylko liczba wyspecjalizowanych placówek, ale także sposób finansowania świadczeń. Nawet jeśli pacjent trafi do jednego z niewielu ośrodków prowadzących takie terapie, może zderzyć się z kolejną barierą – ograniczoną możliwością włączania nowych chorych do programu. Oznacza to sytuację, w której medycyna dysponuje rozwiązaniami dla pacjentów, ale system nie zawsze nadąża za rzeczywistą skalą potrzeb.

Powrót do codzienności również wyzwaniem

Choroba Parkinsona nie kończy się na wizycie u neurologa ani na wdrożeniu odpowiedniego leczenia. Wręcz przeciwnie, największe wyzwania często pojawiają się wtedy, gdy pacjent wraca do domu i musi na co dzień mierzyć się z postępującymi objawami, obsługą terapii oraz zmianami wpływającymi na mowę, sprawność ruchową, odżywianie czy zdrowie psychiczne. W tym okresie potrzebuje wsparcia wielu specjalistów, w tym fizjoterapeuty, logopedy, psychologa lub psychiatry, dietetyka oraz gastroenterologa.

Choć opracowano już koncepcję kompleksowej opieki nad osobami z chorobą Parkinsona, w Polsce nadal brakuje modelu, który łączyłby te elementy w jedną, skoordynowaną ścieżkę opieki. Jednym z jej kluczowych, a wciąż brakujących ogniw pozostaje pielęgniarka parkinsonowska – osoba, która towarzyszyłaby pacjentowi i jego rodzinie po opuszczeniu ośrodka, pomagając odnaleźć się w terapii, koordynować kontakt ze specjalistami, edukując w zakresie obsługi urządzeń do podawania leków oraz zapewniając bieżące wsparcie i poczucie bezpieczeństwa.

– Pielęgniarka parkinsonowska wciąż pozostaje w Polsce rolą niszową, choć w praktyce to właśnie ona mogłaby być jednym z najważniejszych punktów kontaktu dla pacjenta i jego rodziny po wyjściu z ośrodka. Z doświadczenia klinicznego widzimy, że brakuje nam rozwiązania, które zapewniałoby choremu realnie skoordynowaną opiekę. Takie wsparcie powinno być elementem systemu refundowanego, bo w przeciwnym razie dostęp do dobrej opieki zaczyna zależeć również od zasobności portfela pacjenta. Konsekwencje niedostatecznie skoordynowanej opieki ponoszą również opiekunowie nieformalni, często członkowie rodziny lub bliscy chorego– wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Jarosław Sławek.

Dla pacjentów z chorobą Parkinsona i ich rodzin stawką nie jest wyłącznie dostęp do leczenia, ale także możliwość zachowania samodzielności i przewidywalności codziennego życia. Dlatego tak ważne jest, aby system odpowiadał nie tylko na potrzeby medyczne, ale również organizacyjne i społeczne, które pojawiają się na każdym etapie choroby.

Potrzebna jest większa świadomość i współpraca

Wraz ze starzeniem się społeczeństwa potrzeby pacjentów z chorobą Parkinsona będą narastać. Odpowiedzią powinien być system, który nie tylko finansuje leczenie, ale również pomaga choremu utrzymać możliwie największą samodzielność – poprzez dostęp do skutecznych terapii, koordynację opieki i wsparcie bliskich, którzy na co dzień współuczestniczą w chorobie.

Nowoczesne terapie oferowane w ramach świadczenia gwarantowanego (jak głęboka stymulacja mózgu) czy terapii infuzyjnych (jak program lekowy B.90) stwarzają szanse przedłużenia sprawności chorego nawet o dekadę lub dłużej. Powinniśmy tak zorganizować nasz system opieki, aby ta oferta była realnie dostępna. Dzisiaj zabiegi DBS przechodzi około 250 chorych rocznie, a do zabiegów implantacji pomp infuzyjnych kwalifikowanych jest kolejne 200-300 osób w skali kraju. To dużo poniżej danych epidemiologicznych, mówiących o liczbie chorych z zaawansowaną chorobą Parkinsona i dużo poniżej oczekiwań samych chorych.

Fundacja Chorób Mózgu od 2012 roku działa na rzecz osób z chorobami neurologicznymi, ich rodzin i opiekunów. Organizacja wspiera pacjentów z chorobą Parkinsona, Alzheimera, udarem mózgu, stwardnieniem rozsianym, migreną, padaczką oraz spastycznością. Jej misją jest upowszechnianie rzetelnej wiedzy, przeciwdziałanie wykluczeniu i poprawa jakości życia osób chorych.

W praktyce fundacja prowadzi kampanie społeczne i edukacyjne, przygotowuje webinary, podcasty, poradniki, materiały filmowe oraz rozmowy z ekspertami. Do jej najważniejszych inicjatyw należą portal „Życie po udarze”, projekt „Parkinson za zamkniętymi drzwiami” i Akademia Fundacji Chorób Mózgu. Organizacja współpracuje z lekarzami, terapeutami i organizacjami pacjenckimi, wspierając dostęp do diagnostyki, nowoczesnego leczenia i rehabilitacji. Więcej informacji znajduje się na stronach chorobymozgu.pl i zyciepoudarze.pl.

Źródło: mat. pras.

Rosnąca liczba pacjentów z chorobami neurologicznymi, starzenie się społeczeństwa i rozwój nowych możliwości diagnostycznych i terapeutycznych stawiają przed polską neurologią kolejne wyzwania. Eksperci wskazują, że potrzebne są m.in. lepsza profilaktyka, skoordynowane ścieżki diagnostyczno-terapeutyczne, Krajowa Sieć Neurologiczna, stabilne finansowanie programów lekowych oraz przygotowanie systemu na nowe metody diagnostyki i leczenia chorób neurozwyrodnieniowych.

Choroby mózgu stają się jednym z największych wyzwań zdrowotnych, społecznych i gospodarczych najbliższych dekad. Starzenie się społeczeństwa, rosnąca liczba osób z zaburzeniami psychicznymi, chorobami neurodegeneracyjnymi i naczyniowymi mózgu, ale również postęp diagnostyki i rozwój nowych możliwości terapeutycznych sprawiają, że potrzebne są rozwiązania wykraczające poza leczenie pojedynczych chorób.

Zdaniem Polskiego Towarzystwa Neurologicznego zdrowie mózgu powinno stać się jednym ze strategicznych obszarów polityki zdrowotnej państwa.

– Od kilku już lat działamy na rzecz podniesienia roli neurologii w obszarze zdrowia – poczynając od promocji profilaktyki, poprzez uznanie potrzeby alokacji większych zasobów finansowych i ludzkich, do wypracowania efektywniejszych systemowych sposobów postępowania z chorym. Musimy też współpracować – my, neurolodzy i psychiatrzy – bo razem diagnozujemy i leczymy choroby mózgu, które dotykają osób w każdym wieku, od zera do stu lat – podkreśla prof. dr hab. n. med. Alina Kułakowska, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Profilaktyka coraz ważniejsza w starzejącym się społeczeństwie

Jednym z najważniejszych wyzwań pozostaje profilaktyka. Jak wskazuje prof. Alina Kułakowska, świadomość społeczna dotycząca możliwości zapobiegania chorobom mózgu jest wciąż niewystarczająca.

– Zadaniem pracowników ochrony zdrowia jest nie tylko diagnozowanie i leczenie, ale także uświadamianie i zachęcanie do profilaktyki, która wymaga od pacjenta trochę wysiłku i zaangażowania. Nie ma osobnej profilaktyki dla mózgu, serca czy profilaktyki przeciwnowotworowej. Jest pewien dekalog zachowań, który powinien obowiązywać każdego człowieka. Dlatego Polskie Towarzystwo Neurologiczne wspólnie z Polskim Towarzystwem Kardiologicznym i Polskim Towarzystwem Onkologicznym opracowało „10-tkę Zdrowia”, czyli uniwersalny zestaw zasad wspierających profilaktykę najważniejszych chorób cywilizacyjnych – mówi prof. Alina Kułakowska.

Znaczenie profilaktyki będzie rosło wraz ze starzeniem się polskiego społeczeństwa. Już dziś liczbę osób z otępieniem szacuje się na około 600 tys., a w kolejnych dekadach może ona znacząco wzrosnąć. Jednocześnie na kondycję mózgu wpływają styl życia i środowisko, w którym funkcjonujemy.

– Coraz więcej czynników negatywnie wpływa na funkcjonowanie mózgu. Chodzi o nadmierną stymulację mózgu, zatrucie światłem i dźwiękiem oraz różnego rodzaju używki – to wszystko powoduje, że mamy coraz więcej pacjentów neurologicznych, którym należy pomóc kompleksowo – zaznacza prezes PTN.

Nowe terapie wymagają sprawnej organizacji i finansowania

Wzrost liczby pacjentów pozostających pod opieką neurologów jest również związany z postępem medycyny. Neurologia dysponuje dziś znacznie lepszą diagnostyką oraz terapiami, które jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu nie były dostępne. Pozwalają one nie tylko wydłużać życie pacjentów, ale w wielu przypadkach również dłużej zachowywać samodzielność, aktywność społeczną i zawodową.

Szczególne znaczenie mają programy lekowe zapewniające chorym z ciężkimi, przewlekłymi schorzeniami dostęp do nowoczesnego leczenia. Jak wskazuje prof. Kułakowska, problemem pozostaje jednak niedoszacowanie wartości kontraktów na ich realizację. Ośrodki obawiają się nadwykonań, ponieważ nie mogą przez wiele miesięcy finansować kosztownych terapii z własnych środków.

– Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której problemy finansowania zaprzepaszczą korzyści zdrowotne, społeczne i ekonomiczne, które już osiągnęliśmy dzięki leczeniu nowoczesnymi terapiami. Postęp medycyny musi iść też w parze ze zmianami organizacyjnymi. Potrzebne są m.in. jasno określone ścieżki diagnostyczno-terapeutyczne, referencyjność ośrodków oraz Krajowa Sieć Neurologiczna. Pacjenci nie powinni być zagubieni w systemie – podkreśla prof. Alina Kułakowska.

Prof. dr hab. n. med. Halina Sienkiewicz-Jarosz, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego i przewodnicząca Krajowej Rady ds. Neurologii, zwraca uwagę, że poszczególnych problemów neurologii nie można rozpatrywać w oderwaniu od siebie. Jednym z najważniejszych kierunków zmian powinna być koordynacja opieki – zarówno nad osobami po udarze, jak i pacjentami z padaczką, otępieniem czy innymi przewlekłymi chorobami układu nerwowego.

Eksperci: rozwiązania są przygotowane, potrzebne jest ich wdrożenie

Środowisko neurologiczne od lat pracuje nad propozycjami zmian w organizacji opieki. Jak wskazuje prof. dr hab. n. med. Bartosz Karaszewski, konsultant krajowy w dziedzinie neurologii, część rozwiązań jest już szczegółowo opracowana.

– Dyskusja nie zaczyna się dziś; jako środowisko neurologów od dawna mamy przygotowaną agendę najważniejszych zmian, które powinny zostać wdrożone w polskim systemie ochrony zdrowia. Spriorytetyzowaliśmy zadania według kryterium wartości zdrowotnej, to jest chcemy w możliwie najkrótszym czasie uzyskać możliwie największą korzyść zdrowotną dla naszych pacjentów, a zatem możliwie najbardziej poprawić komfort życia i rokowanie osób z chorobami neurologicznymi w Polsce – podkreśla prof. Bartosz Karaszewski.

Jak dodaje, w niektórych obszarach, m.in. w leczeniu udarów mózgu, zasadnicze elementy zmian zostały już sformułowane. Przykładem jest projekt zintegrowanej opieki nad pacjentami z udarem. Kolejnym krokiem powinno być konsekwentne wdrażanie przygotowanych rozwiązań na poziomie legislacyjnym i administracyjnym.

System musi przygotować się na nowe możliwości diagnostyczne

Prof. dr hab. n. med. Konrad Rejdak, past prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, podkreśla, że punktem wyjścia do kolejnych zmian są osiągnięcia polskiej neurologii z ostatnich lat, w tym rozwój programów lekowych. Jednocześnie pojawiają się nowe wyzwania związane m.in. z diagnostyką i leczeniem chorób neurozwyrodnieniowych.

– Jest wiele bolączek i wiele do poprawy, ale polska neurologia jest generalnie w niezłej kondycji. Wykonaliśmy w ostatnich latach dużo pracy i mamy wiele sukcesów, takich jak rozwój programów lekowych, które muszą mieć zapewnione finansowanie. Jednak wciąż pojawiają się nowe wyzwania, a jednym z nich jest rozwój nowoczesnej diagnostyki choroby Alzheimera oraz innych schorzeń neurozwyrodnieniowych. Musimy przygotować system nie tylko na udostępnienie nowych metod diagnostycznych i terapeutycznych, ale również na prawidłową kwalifikację pacjentów i organizację opieki – mówi prof. Konrad Rejdak.

Choroby mózgu generują koszty także poza ochroną zdrowia

Choroby neurologiczne i psychiatryczne mają konsekwencje wykraczające poza system ochrony zdrowia. Dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka, rektor Uczelni Łazarskiego, zwraca uwagę na rosnące koszty pośrednie chorób mózgu – utratę produktywności pacjentów i ich opiekunów, absencję zawodową oraz prezenteizm, czyli ograniczoną efektywność pracy związaną ze stanem zdrowia.

Działania na rzecz zdrowia mózgu powinny więc mieć charakter międzyresortowy i obejmować nie tylko leczenie, lecz także profilaktykę, aktywizację społeczną i zawodową, przeciwdziałanie izolacji oraz rozwój opieki koordynowanej.

Potrzebę zmian dostrzega również Ministerstwo Zdrowia. Wśród wskazywanych kierunków znajdują się prace nad Narodową Strategią Neurologiczną, rozwój sieciowej organizacji opieki oraz wzmacnianie roli koordynatora. Ważnym obszarem jest również priorytet „Zdrowe serce – zdrowy mózg”, związany ze wspólnymi czynnikami ryzyka chorób neurologicznych i sercowo-naczyniowych.

II Szczyt Zdrowia Mózgu o kierunkach zmian

Dyskusja o rozwiązaniach systemowych będzie kontynuowana 29 października 2026 r. podczas II Szczytu Zdrowia Mózgu na Zamku Królewskim w Warszawie. Inicjatywa jest realizowana zgodnie ze strategicznymi celami Europejskiej Akademii Neurologii, Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, Polskiego Towarzystwa Neurologii Dziecięcej oraz Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

W programie znalazła się m.in. międzynarodowa debata „Neurologia bez granic – wyzwania neurologii w Polsce i na świecie”, z udziałem przedstawicieli European Academy of Neurology, European Brain Council, International Alliance for Brain Health oraz polskich ekspertów. Zaplanowano również dyskusję dotyczącą priorytetu „Zdrowe serce – zdrowy mózg” oraz debatę „Brain Plan dla Polski”, poświęconą całościowej polityce zdrowia mózgu.

Program obejmuje także panel dotyczący roli parlamentarzystów w tworzeniu polityki zdrowia mózgu oraz sesje lekarsko-pacjenckie poświęcone m.in. chorobom neurozwyrodnieniowym, migrenie, chorobom rzadkim i chorobom neuroimmunologicznym.

Źródło: mat. pras.

Jeszcze kilka lat temu ścieżka pacjenta wyglądała podobnie niemal w całej Polsce – wizyta u lekarza rodzinnego, skierowanie do specjalisty, kolejne badania i często wielomiesięczne oczekiwanie na dalszą diagnostykę. Dziś coraz więcej placówek podstawowej opieki zdrowotnej (POZ) działa w modelu opieki koordynowanej (POZ-OK), który ma prowadzić pacjenta przez cały proces leczenia, angażując lekarza POZ, specjalistów, dietetyków oraz koordynatorów. To jedna z największych zmian organizacyjnych polskiego systemu ochrony zdrowia od lat.

Według danych Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) na początku 2026 roku POZ-OK realizowało blisko 3 tys. placówek POZ, obejmując ponad 21 mln pacjentów, czyli około 61 proc. osób zapisanych do podstawowej opieki zdrowotnej. Model ten pozwala lekarzowi POZ zlecać szerszy zakres badań diagnostycznych, konsultować pacjenta ze specjalistami oraz planować jego leczenie w sposób bardziej kompleksowy.

– W dotychczasowym modelu pacjent po wizycie u lekarza rodzinnego otrzymywał skierowanie, co wiązało się z samodzielnym szukaniem poradni i długim oczekiwaniem na wizytę u specjalisty. W POZ-OK lekarz POZ zyskuje uprawnienia do zlecania szerszego pakietu badań diagnostycznych i samodzielnego konsultowania wyników z lekarzami specjalistami (np. kardiologiem czy endokrynologiem) –– wyjaśnia dr Robert Mordaka, lekarz specjalista zdrowia publicznego i współtwórca Doctor Robert – asystenta profilaktyki.

– Całym procesem, w tym umawianiem badań i obiegiem informacji, zarządza dedykowany koordynator, a leczenie opiera się na Indywidualnym Planie Opieki Medycznej (IPOM). Jest to przełomowa zmiana, ponieważ system odchodzi od rozproszonego leczenia pojedynczych epizodów chorobowych na rzecz ciągłego i kompleksowego zarządzania zdrowiem pacjenta w jednej placówce – podkreśla dr Kamil Trambowicz, specjalista chorób wewnętrznych.

Europa od lat stawia na koordynację

Polska nie jest wyjątkiem. W wielu krajach europejskich rozwój POZ-OK stał się odpowiedzią na starzenie się społeczeństw oraz rosnącą liczbę osób cierpiących na choroby przewlekłe.

Europejskie Biuro WHO (World Health Organization, Światowa Organizacja Zdrowia) definiuje opiekę koordynowaną jako sposób organizacji świadczeń obejmujący diagnozowanie, leczenie, rehabilitację, opiekę i promocję zdrowia. Jej celem jest nie tylko poprawa jakości leczenia, ale również zapewnienie ciągłości opieki oraz lepszej współpracy pomiędzy różnymi specjalistami.

Zmiana ta oznacza odejście od leczenia pojedynczych epizodów choroby na rzecz długofalowego zarządzania zdrowiem pacjenta.

– Współczesne systemy opieki zdrowotnej, w tym polski, muszą dostosowywać się do wyzwań demograficznych, takich jak starzenie się społeczeństw i rosnąca liczba osób cierpiących na choroby przewlekłe. Wymaga to zapewnienia pacjentom ciągłości opieki oraz zintegrowanej współpracy wielu specjalistów z dietetykami i pielęgniarkami. Taki kierunek pozwala skupić się na wczesnym wykrywaniu problemów i profilaktyce, zamiast na leczeniu zaawansowanych skutków chorób – mówi dr Robert Mordaka.

Eksperci zwracają uwagę, że na długość życia w zdrowiu wpływają przede wszystkim codzienne decyzje dotyczące aktywności fizycznej, sposobu odżywiania, snu, unikania używek oraz regularnych badań profilaktycznych. Coraz większe znaczenie zyskują również modele takie jak Life’s Essential 8, opracowany przez American Heart Association, wskazujący osiem najważniejszych obszarów wpływających na zdrowie i ryzyko chorób sercowo-naczyniowych.

System może prowadzić pacjenta, ale nie zastąpi jego decyzji

Eksperci zwracają uwagę, że nawet najlepiej zaprojektowany model opieki nie przyniesie oczekiwanych efektów, jeśli pacjenci nie będą aktywnie uczestniczyć w procesie leczenia i profilaktyki.

Regularne wykonywanie badań, stosowanie się do zaleceń lekarza czy zgłaszanie się na wizyty kontrolne nadal pozostają jednymi z największych wyzwań polskiego systemu ochrony zdrowia. To właśnie dlatego coraz częściej mówi się nie tylko o dostępności świadczeń, ale również o kompetencjach zdrowotnych (health literacy), czyli umiejętności podejmowania świadomych decyzji dotyczących własnego zdrowia.

– Nawet najlepiej zaprojektowany i najbardziej dostępny system medyczny zawiedzie, jeśli pacjent nie będzie świadomie i aktywnie zaangażowany w proces własnego leczenia. Samo zaoferowanie badań to za mało – pacjent musi regularnie się na nie zgłaszać, stosować się do zaleceń i zmieniać szkodliwe nawyki –podkreśla dr Kamil Trambowicz.

– Dzięki poradom edukacyjnym i dietetycznym przewidzianym w opiece koordynowanej chory przestaje być biernym odbiorcą usług, a staje się odpowiedzialnym partnerem lekarza –dodaje dr Robert Mordaka.

Przyszłość należy do profilaktyki

Rozwój POZ-OK wpisuje się w szerszy trend obecny w europejskich systemach ochrony zdrowia – przesuwanie ciężaru z leczenia skutków chorób na ich wczesne wykrywanie i zapobieganie.

Starzejące się społeczeństwo sprawia, że coraz większego znaczenia nabierają działania pozwalające wydłużać nie tylko życie, ale przede wszystkim okres życia w zdrowiu (health span). Oznacza to większą rolę lekarza POZ, regularnej diagnostyki oraz monitorowania pacjentów z chorobami przewlekłymi.

–  POZ-OK ma ogromny potencjał do wydłużenia okresu życia w dobrym zdrowiu (health span), ponieważ pozwala szybciej wykrywać choroby przewlekłe, monitorować je i zapobiegać ich groźnym powikłaniom. Aby model ten przyniósł ogólnokrajowy sukces, konieczne jest rozszerzenie go na 100% placówek – wyjania dr Robert Mordaka.

– Niezbędna jest także dalsza praca nad mentalnością społeczeństwa, by działania prozdrowotne i profilaktyka stały się powszechnym, codziennym nawykiem – podkresla dr Kamil Trambowicz.

Technologia jako wsparcie, nie zastępstwo

Coraz większą rolę w nowoczesnych systemach ochrony zdrowia odgrywają także rozwiązania cyfrowe, które pomagają pacjentom pamiętać o badaniach, monitorować realizację zaleceń i lepiej poruszać się po systemie. Eksperci podkreślają jednak, że ich zadaniem nie jest zastępowanie lekarza, lecz wspieranie zarówno pacjentów, jak i personelu medycznego w codziennym zarządzaniu procesem leczenia.

– Wiarygodne narzędzia cyfrowe stanowią dziś brakujące ogniwo w skutecznej opiece zdrowotnej, wspierając cel, jakim jest dłuższe życie w zdrowiu, zachowując przy tym najwyższe standardy bezpieczeństwa. W Centrum Medycznym, którym kieruję, kluczowe staje się wsparcie ze strony bezpiecznych rozwiązań cyfrowych, takich jak aplikacja Doctor Robert, która skutecznie łączy zaangażowanie pacjenta z organizacją pracy placówek medycznych – mówi dr Robert Mordaka.

Źródło: inf pras

W sobotę 1 sierpnia w Jerzmanowicach odbyła się ósma edycja SMArt RUN – wyjątkowego biegu i marszu nordic walking, który co roku inauguruje Miesiąc Świadomości Rdzeniowego Zaniku Mięśni (SMA). W tym roku na starcie stanęła rekordowa liczba uczestników – prawie 200 biegaczy, miłośników nordic walking, osób żyjących z SMA, ich bliskich i przyjaciół. Wspólnie pokazaliśmy, że sport może być nie tylko rywalizacją, ale także wyrazem solidarności i wsparcia.

SMArt RUN to wydarzenie, które od lat łączy aktywność fizyczną z edukacją na temat rdzeniowego zaniku mięśni. Każdy uczestnik mógł zadedykować swój bieg lub marsz konkretnej osobie z SMA, symbolicznie przekazując jej swoją siłę i wsparcie. Zawodnicy rywalizowali w biegu na dystansach 5 km i 10 km oraz w marszu nordic walking na 5 km. Malownicza trasa prowadziła przez okolice Jerzmanowic i Łaz, położone pomiędzy Ojcowskim Parkiem Narodowym a Doliną Będkowską.

– SMA to nie jest wyłącznie choroba mięśni. To choroba ogólnoustrojowa, która wpływa na funkcjonowanie wielu narządów i układów organizmu. Dlatego dziś coraz wyraźniej mówimy o tym, że pacjenci potrzebują nie tylko skutecznego leczenia, ale również kompleksowej, skoordynowanej opieki wielu specjalistów. Tylko takie podejście pozwala zapewnić im jak najlepszą jakość życia – podkreśla Dorota Raczek, prezes Fundacji SMA.

Jak zaznacza prezes Fundacji, wiedza o SMA rozwija się dziś szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. – Ostatnie lata przyniosły ogromny postęp zarówno w leczeniu, jak i w poznawaniu samej choroby. Wiemy dziś znacznie więcej niż jeszcze kilka lat temu – lepiej rozumiemy jej przebieg, skutki i potrzeby pacjentów na różnych etapach życia. Rozwój nauki daje nam coraz skuteczniejsze możliwości leczenia, ale jednocześnie pokazuje, jak ważne jest całościowe spojrzenie na osobę z SMA i zapewnienie jej opieki odpowiadającej wszystkim potrzebom zdrowotnym – dodaje Dorota Raczek.

SMArt RUN od ośmiu lat jest jednym z najważniejszych wydarzeń Miesiąca Świadomości SMA w Polsce. Jego celem jest nie tylko promowanie aktywności fizycznej, ale przede wszystkim budowanie świadomości społecznej na temat rdzeniowego zaniku mięśni oraz integracja środowiska pacjentów, ich rodzin i wszystkich osób, które chcą okazać im wsparcie.

Fundacja SMA dziękuje wszystkim uczestnikom, wolontariuszom, partnerom i patronom wydarzenia za wspólne stworzenie atmosfery solidarności i pokazanie, że razem można realnie zmieniać świadomość społeczną na temat SMA. Tegoroczna frekwencja – blisko 200 uczestników – potwierdza, że SMArt RUN na stałe wpisał się w kalendarz wydarzeń promujących wiedzę o tej chorobie.

Źródło: inf pras

Opieka koordynowana stała się w ostatnich latach jednym z najważniejszych kierunków zmian w polskim systemie ochrony zdrowia. To właśnie wokół niej koncentrują się działania związane z poprawą ścieżki pacjenta, rozwojem Krajowej Sieci Onkologicznej, opieki kardiologicznej oraz wykorzystaniem środków z Krajowego Planu Odbudowy. Dlatego zmiana na stanowisku dyrektora Departamentu Opieki Koordynowanej Ministerstwa Zdrowia ma znaczenie wykraczające poza zwykłą roszadę kadrową.

Resort zdrowia poinformował, że stanowisko dyrektora Departamentu Opieki Koordynowanej objął dr Michał Chrobot. Zastąpił Agnieszkę Molendę-Wiśniewską, która kierowała departamentem odpowiedzialnym za jeden z najbardziej strategicznych obszarów funkcjonowania współczesnej ochrony zdrowia.

Nowy dyrektor łączy wykształcenie medyczne, prawnicze i ekonomiczne. Jest doktorem nauk o zdrowiu w zakresie zdrowia publicznego, magistrem prawa oraz ekonomii. Od lat zajmuje się zagadnieniami finansowania ochrony zdrowia, kontraktowania świadczeń z Narodowym Funduszem Zdrowia, rozliczania świadczeń oraz zarządzania podmiotami leczniczymi. Jest również prezesem Zarządu Polskiego Towarzystwa Koderów Medycznych oraz członkiem Stowarzyszenia Menedżerów Ochrony Zdrowia i Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego.

Zakres odpowiedzialności Departamentu Opieki Koordynowanej należy dziś do najważniejszych w strukturze Ministerstwa Zdrowia. To właśnie ta jednostka przygotowuje i wdraża rozwiązania dotyczące organizacji opieki koordynowanej, szczególnie w onkologii i kardiologii. Odpowiada również za koordynację wieloletnich programów zdrowotnych, obsługę Krajowej Rady Onkologicznej oraz Krajowej Rady do spraw Kardiologii, prowadzenie rejestrów medycznych, a także nadzór nad realizacją projektów finansowanych ze środków krajowych i europejskich.

Znaczenie departamentu jeszcze wzrosło wraz z realizacją reform zapisanych w Krajowym Planie Odbudowy. To właśnie w tym obszarze rozwijane są rozwiązania mające poprawić ciągłość opieki nad pacjentami, zwiększyć wykorzystanie nowoczesnych technologii medycznych oraz usprawnić współpracę pomiędzy poszczególnymi poziomami systemu ochrony zdrowia. Departament współpracuje również z Agencją Badań Medycznych oraz instytutami badawczymi przy wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań.

Objęcie stanowiska przez osobę specjalizującą się w finansowaniu świadczeń i organizacji systemu może mieć znaczenie zwłaszcza w okresie intensywnych zmian organizacyjnych. W najbliższych miesiącach jednym z największych wyzwań pozostanie dalsze rozwijanie modeli opieki koordynowanej oraz zapewnienie ich skutecznego funkcjonowania w praktyce, zarówno w onkologii i kardiologii, jak i w kolejnych obszarach ochrony zdrowia.

Przed nowym dyrektorem stoi zatem nie tylko zadanie kontynuowania rozpoczętych reform, ale również koordynowania projektów, które będą miały bezpośredni wpływ na organizację leczenia milionów pacjentów oraz sposób funkcjonowania placówek medycznych w najbliższych latach.

Źródło: MZ