Medicalpress

AOTMiT w analizie z 2024 roku podał, że osoby po 65. roku życia stanowiły 90 proc. dorosłych hospitalizowanych z powodu RSV w Polsce.Z bezpłatnych szczepień przeciw RSV skorzystało dotychczas ok. 6,9 proc. osób 65+. Program działa od kwietnia 2025 roku, a planowane zmiany na liście bezpłatnych leków dla seniorów mogą objąć także to szczepienie. Eksperci przestrzegają, że u osób starszych RSV może prowadzić do hospitalizacji, zaostrzenia chorób przewlekłych i utraty wcześniejszej sprawności. Początek sezonu infekcyjnego to dobry moment na szczepienie, które można przyjąć razem ze szczepionką przeciw grypie. 

– Początek sezonu infekcyjnego, czyli wrzesień, październik, to moment, kiedy powinniśmy pomyśleć o szczepieniu na grypę, ale również można wtedy pacjenta zaszczepić na RSV. Liczba infekcji wzrasta, w związku z czym trzeba pacjenta zabezpieczyć, żeby w tym najgorszym okresie nie trafił na zakażenie, które może doprowadzić do zaostrzenia choroby kardiologicznej, takiej jak niewydolność serca czy choroba wieńcowa, albo zwiększyć liczbę napadów migotania przedsionków – mówi agencji Newseria prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Paweł Balsam, kierownik Oddziału Klinicznego Elektrokardiologii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM.

Szczepienie przeciw RSV można przyjąć podczas tej samej wizyty co szczepienie przeciw grypie. Preparaty podaje się w dwa różne miejsca, bez konieczności zachowywania odstępu między szczepieniami.

– Koadministracja szczepień przeciwko RSV i grypie ma duże uzasadnienie, bo ułatwia logistycznie życie pacjenta. Nie musi dwa razy iść do apteki, wykupować szczepionki, nie musi dwa razy iść na szczepienie. Odbywa się to za jednym razem, oczywiście w oddzielne miejsca, i dzięki temu mamy zabezpieczone dwie jednostki chorobowe jednocześnie – mówi prof. Paweł Balsam.

W pierwszych 14 tygodniach 2026 roku w Polsce zarejestrowano 102,2 tys. zakażeń RSV. Rok wcześniej w tym samym okresie było ich 141,6 tys. GIS wskazuje, że rzeczywista liczba zachorowań może być wyższa ze względu na niepełne raportowanie.

RSV (respiratory syncytial virus), czyli syncytialny wirus oddechowy, wywołuje zakażenia dróg oddechowych u osób w każdym wieku, ale na ciężki przebieg szczególnie narażeni są seniorzy. Ryzyko rośnie wraz z wiekiem oraz w przypadku współistnienia chorób przewlekłych.

– Zakażenie wirusem RSV u osób po 65. roku życia wiąże się z dużo gorszym rokowaniem. Wynika to z obniżonej odporności, a dodatkowo bardzo często współistnieją u tych osób choroby sercowo-naczyniowe: nadciśnienie tętnicze, migotanie przedsionków, niewydolność serca czy choroba wieńcowa. Infekcja RSV sprzyja dekompensacji i zaostrzeniu tych chorób. Bardzo często pacjent po takiej infekcji nie wraca już do swojej wyjściowej wydolności fizycznej. Dlatego te infekcje u osób starszych przebiegają dużo gorzej i niestety mogą kończyć się nawet zgonem – wskazuje prof. Paweł Balsam.

AOTMiT w analizie z 2024 roku podał, że osoby po 65. roku życia stanowiły 90 proc. dorosłych hospitalizowanych z powodu RSV w Polsce.

– RSV to potencjalnie groźna infekcja układu oddechowego, która może znacznie pogorszyć stan ogólny pacjenta. Śmiertelność wewnątrzszpitalna wśród osób po 60. roku życia wynosi 6–8 proc., czyli nawet trochę więcej niż w przypadku grypy. O grypie wszystko wiemy, grypy się boimy, a RSV nie, bo kojarzy się z chorobą dziecięcą. Tak nie jest. Duża część osób w przebiegu tej infekcji doznaje znacznego pogorszenia stanu zdrowia i wymaga hospitalizacji – mówi prof. dr hab. n. med. Leszek Czupryniak, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM.

Szczepienie przeciw RSV zmniejsza ryzyko ciężkiego przebiegu zakażenia i jego powikłań, które u osób starszych mogą zagrażać życiu. W poprzednim sezonie przeciw grypie zaszczepiło się 2,3 mln osób, a w grupie 65+ odsetek zaszczepionych wyniósł ok. 16 proc. Od kwietnia 2025 roku szczepienie przeciw RSV jest bezpłatne dla osób od 65. roku życia, ale dotychczas skorzystało z niego ok. 500 tys. osób, czyli niespełna 7 proc. tej populacji.

Dane z badań prowadzonych w innych krajach wskazują również na wpływ szczepień przeciw RSV na liczbę hospitalizacji z przyczyn oddechowych i sercowo-płucnych.

– Szczepienie przeciwko RSV powoduje, że wszystkich zdarzeń powodujących hospitalizację z powodu chorób układu oddechowego jest w tej wrażliwej populacji o 10 proc. mniej, a wszystkich zdarzeń dotyczących układu sercowo-płucnego – o 15 proc. mniej. To oznacza, że dzięki szczepieniu przeciwko RSV możemy mieć o 10 proc. mniej hospitalizacji z przyczyn zakażeń układu oddechowego i o jedną szóstą mniej z przyczyn sercowo-płucnych. To jest bardzo dużo – mówi prof. dr hab. n. med. Ernest Kuchar, kierownik Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym WUM, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Wakcynologii.

W Szkocji w pierwszym sezonie szczepień przeciw RSV zaszczepiło się ok. 70 proc. uprawnionych seniorów, a liczba hospitalizacji związanych z RSV w tej grupie spadła o 62 proc. W sezonie 2025/2026 wyszczepialność nadal sięgała blisko 70 proc. Dane z Wielkiej Brytanii wskazują, że skuteczność szczepienia w zapobieganiu hospitalizacjom związanym z RSV u osób w wieku 75–79 lat wynosi ok. 75 proc.

Ministerstwo Zdrowia analizuje zmiany na liście bezpłatnych leków dla seniorów, które mogą objąć także szczepienie przeciw RSV.

– W przestrzeni medialnej pojawiły się informacje, że szczepienie przeciwko RSV, jednemu z najważniejszych patogenów układu oddechowego, groźnemu zwłaszcza dla osób starszych, ma być usunięte z listy 65+. Uważam, że to jest bardzo niepokojące – mówi prof. Ernest Kuchar. – To, co udało nam się dotychczas uzyskać, zawdzięczamy głównie temu, że szczepienia dla populacji 65+ są bezpłatne. Nowe szczepionki są drogie, podobnie jak nowe terapie, dlatego bariera cenowa jest chyba najważniejszą barierą, poza przekonaniem, w dostępie do szczepień. Bezpłatność była pierwszym krokiem, który był bardzo zachęcający.

Zasadność finansowania szczepień przeciw RSV oceniał AOTMiT. Agencja uznała je za uzasadnione w populacji osób 65+. W analizie opłacalności szczepień znaczenie mają nie tylko same zakażenia, ale również ich następstwa, w tym zaostrzenia chorób przewlekłych i związane z nimi hospitalizacje.

– Pieniędzy nigdy nie ma na wszystko i rząd powinien inwestować je w to, co z punktu widzenia zdrowia populacji jest najbardziej opłacalne. Dlatego powołano AOTMiT, która na zlecenie rządu przeprowadza takie analizy. To bardzo skomplikowany proces, bo szczepiąc przeciwko RSV, unikamy nie tylko samego zachorowania, ale też powikłań, które dla populacji senioralnej polegają przede wszystkim na rozchwianiu cukrzycy, zaostrzeniu POChP, choroby wieńcowej czy niewydolności krążenia. Trzeba też uwzględnić zgony, utratę jakości życia czy utratę samodzielności przez seniora – tłumaczy prof. Ernest Kuchar.

Szczepienia przeciw RSV można wykonać nie tylko w placówkach medycznych, ale również w aptekach. Od sierpnia 2025 roku farmaceuci mogą wystawiać recepty na szczepionki finansowane ze środków publicznych i podawać je na miejscu. Dotyczy to m.in. szczepień przeciw RSV i grypie. Zdaniem ekspertów przy niskiej wyszczepialności potrzebna jest także aktywna rekomendacja szczepień przez lekarzy.

– Jeśli pacjent zapyta, czy ma się zaszczepić, lekarz powinien powiedzieć „tak”, ale tak naprawdę kolejność powinna być częściej odwrotna. To lekarz powinien proaktywnie zapytać pacjenta, czy się szczepił, oceniając go pod kątem tego, co mu najbardziej grozi i co może go najbardziej zdekompensować w jego chorobach towarzyszących – mówi prof. Leszek Czupryniak. – Popełniamy wielki grzech zaniechania, nie rekomendując szczepionek tak często i tak wielu pacjentom, jak powinniśmy to robić.

Źródło: Newseria

Niewydolność serca dotyka już ponad 60 milionów ludzi na świecie i należy do najczęstszych przyczyn hospitalizacji osób po 65. roku życia. Choć kojarzona jest głównie z zaawansowaną chorobą kardiologiczną, rozwija się przez wiele lat, często bezobjawowo. Eksperci przekonują, że właśnie dlatego kluczowe znaczenie ma profilaktyka podejmowana na długo przed pojawieniem się pierwszych symptomów.

Na łamach European Heart Journal ukazało się kompleksowe opracowanie poświęcone zapobieganiu niewydolności serca. Autorzy podsumowali aktualną wiedzę na temat czynników ryzyka, skutecznych działań profilaktycznych oraz metod identyfikacji osób szczególnie narażonych na rozwój tego schorzenia.

Choroba, która zaczyna się dużo wcześniej

Niewydolność serca nie jest pojedynczą chorobą, lecz zespołem objawów wynikających z niezdolności serca do efektywnego pompowania krwi. Najczęściej jest konsekwencją trwających przez lata procesów chorobowych i może rozwijać się długo, zanim pacjent odczuje pierwsze dolegliwości.

– Niewydolność serca jest jednym z najczęstszych powikłań chorób sercowo-naczyniowych i stanowi istotną przyczynę hospitalizacji oraz przedwczesnej śmiertelności. Starzenie się społeczeństw oraz rosnąca częstość występowania otyłości, cukrzycy i nadciśnienia tętniczego sprawiają, że liczba chorych stale wzrasta. Dlatego działania zapobiegawcze mają dziś kluczowe znaczenie zarówno dla zdrowia pacjentów, jak i dla wydolności systemów ochrony zdrowia – podkreśla prof. Izabella Uchmanowicz, dziekan Wydziału Pielęgniarstwa i Położnictwa UMW.

Profilaktyka zamiast leczenia skutków

Przez lata działania związane z niewydolnością serca koncentrowały się przede wszystkim na leczeniu osób, u których choroba już wystąpiła. Autorzy publikacji wskazują, że równie ważne jest wcześniejsze rozpoznawanie zagrożenia i zapobieganie rozwojowi schorzenia.

– Największe znaczenie mają działania ukierunkowane na modyfikację czynników ryzyka: regularna aktywność fizyczna, zdrowa dieta, utrzymanie prawidłowej masy ciała oraz unikanie palenia tytoniu. Coraz więcej dowodów wskazuje także na znaczenie indywidualizacji profilaktyki oraz wczesnego wdrażania skutecznych terapii u osób z grup wysokiego ryzyka – mówi prof. Uchmanowicz.

Współczesna profilaktyka nie ogranicza się przy tym wyłącznie do zmiany stylu życia. Coraz większe znaczenie mają także nowoczesne terapie farmakologiczne, które mogą chronić serce jeszcze przed pojawieniem się pierwszych objawów niewydolności. Dotyczy to szczególnie osób z cukrzycą typu 2 oraz przewlekłą chorobą nerek, należących do grup najbardziej narażonych na rozwój choroby.

Niewydolność serca nie zaczyna się w gabinecie kardiologa

Przez wiele lat organizm może skutecznie maskować skutki rozwijających się chorób przewlekłych. Pacjent funkcjonuje normalnie, nie odczuwa bólu ani duszności i często nie postrzega siebie jako osoby zagrożonej chorobą serca. Tymczasem właśnie wtedy mogą zachodzić zmiany, które po latach doprowadzą do niewydolności serca.

Szczególna rola przypada więc podstawowej opiece zdrowotnej, która umożliwia wieloletnią obserwację stanu zdrowia pacjenta i odpowiednio wczesną reakcję na niekorzystne zmiany.

– Podstawowa opieka zdrowotna ma ogromne znaczenie, ponieważ to właśnie lekarz rodzinny najczęściej jako pierwszy rozpoznaje i długofalowo monitoruje czynniki ryzyka prowadzące do niewydolności serca, takie jak nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, otyłość, zaburzenia lipidowe czy przewlekła choroba nerek – mówi prof. Donata Kurpas z Katedry Pielęgniarstwa Wydziału Pielęgniarstwa i Położnictwa UMW.

Profilaktyka nie sprowadza się przy tym do recept i kolejnych badań. Istotne są także codzienne nawyki dotyczące ruchu, snu, odżywiania czy radzenia sobie ze stresem. To właśnie suma decyzji podejmowanych przez wiele lat może wpływać na kondycję układu sercowo-naczyniowego.

Najlepszy moment na działanie? Zanim pojawią się objawy

Jednym z najważniejszych wniosków płynących z publikacji jest znaczenie bardzo wczesnej profilaktyki. Największe możliwości zapobiegania niewydolności serca pojawiają się bowiem jeszcze wtedy, gdy człowiek nie odczuwa żadnych dolegliwości.

– Szczególnie ważna jest edukacja osób, które czują się zdrowe, ale mają już czynniki ryzyka, ponieważ właśnie wtedy możemy najwięcej zmienić. Z perspektywy opieki zintegrowanej profilaktyka niewydolności serca powinna zaczynać się nie dopiero w poradni kardiologicznej, lecz znacznie wcześniej – w POZ, w ramach edukacji zdrowotnej, w środowisku lokalnym i codziennych decyzjach, które wspierają zdrowie serca przez całe życie – podkreśla prof. Kurpas.

Takie podejście stoi również za akcją „Trzymamy Ciśnienie”, realizowaną przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu. Jej celem jest zwrócenie uwagi na problem, który przez lata może pozostawać niezauważony. Nadciśnienie tętnicze nie boli, ale pozostaje jednym z najważniejszych czynników prowadzących do chorób układu krążenia.

Współczesna medycyna coraz skuteczniej pozwala identyfikować osoby szczególnie narażone na rozwój niewydolności serca. Nawet najbardziej zaawansowane technologie nie zmieniają jednak podstawowej zasady: o kondycję serca warto dbać każdego dnia i reagować na czynniki ryzyka jeszcze wtedy, gdy nie pojawiły się niepokojące objawy.

Jak zmniejszyć ryzyko niewydolności serca?

Materiał powstał na podstawie artykułu: Prevention of heart failure: A scientific statement of the Heart Failure Association, the European Association of Preventive Cardiology, and the Association of Cardiovascular Nursing & Allied Professions of the ESC, and the ESC Council on Hypertension

Źródło: inf pras

Niewydolność serca dotyka już ponad 60 milionów ludzi na świecie i należy do najczęstszych przyczyn hospitalizacji osób po 65. roku życia. Choć najczęściej kojarzy się z zaawansowaną chorobą kardiologiczną, w rzeczywistości może rozwijać się przez wiele lat, początkowo nie powodując wyraźnych objawów. Autorzy nowego stanowiska naukowego opublikowanego w „European Heart Journal” przekonują, że właśnie dlatego profilaktyka może być jednym z najskuteczniejszych sposobów ograniczenia rosnącej liczby zachorowań.

Dokument przygotowany przez ekspertów kilku struktur Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego jest jednym z najbardziej kompleksowych opracowań poświęconych pierwotnemu zapobieganiu niewydolności serca. Podsumowuje aktualną wiedzę na temat czynników ryzyka, możliwości ich ograniczania oraz metod identyfikowania osób, u których choroba może rozwinąć się w przyszłości.

Wśród współautorek stanowiska znalazły się prof. Izabella Uchmanowicz i prof. Donata Kurpas z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Choroba, która zaczyna się znacznie wcześniej

Niewydolność serca nie jest pojedynczą chorobą, lecz zespołem objawów wynikających z niezdolności serca do efektywnego pompowania krwi lub z konieczności pracy przy nieprawidłowo wysokich ciśnieniach wewnątrz jego jam.

Najczęściej jest końcowym etapem procesów chorobowych trwających przez wiele lat. Do jej rozwoju mogą prowadzić między innymi nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, otyłość, choroba wieńcowa, przewlekła choroba nerek oraz migotanie przedsionków.

Przez długi czas organizm może skutecznie kompensować zachodzące zmiany. Pacjent nie odczuwa jeszcze duszności, obrzęków czy wyraźnego pogorszenia tolerancji wysiłku, ale serce i naczynia są stopniowo uszkadzane.

– Niewydolność serca jest jednym z najczęstszych powikłań chorób sercowo-naczyniowych i stanowi istotną przyczynę hospitalizacji oraz przedwczesnej śmiertelności. Starzenie się społeczeństw oraz rosnąca częstość występowania otyłości, cukrzycy i nadciśnienia tętniczego sprawiają, że liczba chorych stale wzrasta. Dlatego działania zapobiegawcze mają dziś kluczowe znaczenie zarówno dla zdrowia pacjentów, jak i dla wydolności systemów ochrony zdrowia – podkreśla prof. Izabella Uchmanowicz z Katedry Pielęgniarstwa Wydziału Pielęgniarstwa i Położnictwa Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

W Europie z niewydolnością serca żyje ponad 14 milionów osób. Każdego roku rozpoznaje się około 2,5 miliona nowych przypadków, a liczba hospitalizacji związanych z chorobą sięga około 2,2 miliona rocznie.

Profilaktyka zamiast leczenia skutków

Przez wiele lat działania związane z niewydolnością serca koncentrowały się głównie na leczeniu pacjentów, u których choroba już wystąpiła. Autorzy nowego stanowiska wskazują jednak, że największy potencjał tkwi w zapobieganiu jej rozwojowi oraz odpowiednio wczesnym rozpoznawaniu osób szczególnie zagrożonych.

Podstawą pozostaje ograniczanie modyfikowalnych czynników ryzyka. Regularna aktywność fizyczna, zdrowe odżywianie, utrzymywanie prawidłowej masy ciała, niepalenie tytoniu oraz ograniczenie spożycia alkoholu mogą zmniejszać prawdopodobieństwo przyszłych problemów z sercem.

Równie ważne jest skuteczne leczenie nadciśnienia tętniczego, cukrzycy, zaburzeń lipidowych i przewlekłej choroby nerek. To właśnie te schorzenia, często występujące jednocześnie, mogą przez lata prowadzić do niekorzystnych zmian w mięśniu sercowym.

– Największe znaczenie mają działania ukierunkowane na modyfikację czynników ryzyka: regularna aktywność fizyczna, zdrowa dieta, utrzymanie prawidłowej masy ciała oraz unikanie palenia tytoniu. Coraz więcej dowodów wskazuje także na znaczenie indywidualizacji profilaktyki oraz wczesnego wdrażania skutecznych terapii u osób z grup wysokiego ryzyka – mówi prof. Uchmanowicz.

Nadciśnienie jednym z głównych czynników ryzyka

Szczególne miejsce w stanowisku ekspertów zajmuje nadciśnienie tętnicze, uznawane za jeden z najważniejszych czynników prowadzących do niewydolności serca.

Długotrwale podwyższone ciśnienie zmusza serce do intensywniejszej pracy. Z czasem może prowadzić do przerostu lewej komory, jej sztywności, zaburzeń napełniania i kurczliwości oraz stopniowego rozwoju niewydolności.

Autorzy publikacji przywołują dane wskazujące, że każde zwiększenie ciśnienia skurczowego o 5 mmHg wiąże się ze wzrostem ryzyka niewydolności serca. Z kolei skuteczna redukcja ciśnienia może istotnie obniżyć prawdopodobieństwo jej rozwoju.

Dlatego kontrola ciśnienia nie jest jedynie sposobem zapobiegania udarowi czy zawałowi. Jest także jednym z podstawowych elementów profilaktyki niewydolności serca.

Takie myślenie stoi również za akcją „Trzymamy Ciśnienie”, realizowaną przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu. Jej celem jest zwrócenie uwagi na chorobę, która przez wiele lat może nie powodować dolegliwości, ale stopniowo zwiększa ryzyko poważnych powikłań sercowo-naczyniowych.

Nowoczesna profilaktyka to także odpowiednio dobrane leczenie

Współczesna profilaktyka niewydolności serca nie ogranicza się już wyłącznie do zaleceń dotyczących diety, ruchu i zaprzestania palenia.

Coraz więcej dowodów wskazuje, że niektóre leki stosowane u pacjentów z cukrzycą, przewlekłą chorobą nerek lub otyłością mogą zmniejszać ryzyko hospitalizacji z powodu niewydolności serca albo opóźniać jej rozwój.

Szczególne znaczenie mają inhibitory SGLT2. W dużych badaniach klinicznych zmniejszały one ryzyko hospitalizacji z powodu niewydolności serca u osób z cukrzycą typu 2, chorobami układu sercowo-naczyniowego i przewlekłą chorobą nerek.

Autorzy dokumentu zwracają także uwagę na rolę agonistów receptora GLP-1 oraz finerenonu u wybranych pacjentów z zaburzeniami metabolicznymi i chorobą nerek.

Nie oznacza to jednak, że leki te powinny być stosowane samodzielnie lub wyłącznie w celu zapobiegania niewydolności serca. Ich dobór musi wynikać z całościowej oceny stanu zdrowia pacjenta, współistniejących chorób i indywidualnego ryzyka.

Niewydolność serca nie zaczyna się w gabinecie kardiologa

Przez wiele lat pacjent z nadciśnieniem, cukrzycą, otyłością czy chorobą nerek może nie mieć żadnych objawów sugerujących rozwijającą się niewydolność serca. Z tego powodu ogromna część profilaktyki odbywa się poza poradniami specjalistycznymi.

Kluczową rolę pełni podstawowa opieka zdrowotna. Lekarz rodzinny często obserwuje pacjenta przez wiele lat i może zauważyć stopniowe pogarszanie się kontroli ciśnienia, wzrost masy ciała, nieprawidłowe wyniki badań laboratoryjnych czy rozwój kolejnych chorób przewlekłych.

– Podstawowa opieka zdrowotna ma ogromne znaczenie, ponieważ to właśnie lekarz rodzinny najczęściej jako pierwszy rozpoznaje i długofalowo monitoruje czynniki ryzyka prowadzące do niewydolności serca, takie jak nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, otyłość, zaburzenia lipidowe czy przewlekła choroba nerek – mówi prof. Donata Kurpas z Katedry Pielęgniarstwa Wydziału Pielęgniarstwa i Położnictwa Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Profilaktyka nie sprowadza się przy tym wyłącznie do wystawienia recepty czy skierowania na kolejne badania. Często zaczyna się od rozmowy o codziennych nawykach: ilości ruchu, diecie, śnie, stosowaniu używek, stresie oraz regularnym przyjmowaniu zaleconych leków.

Najlepszy moment na działanie? Zanim pojawią się objawy

Jednym z najważniejszych wniosków stanowiska jest to, że największe możliwości zapobiegania niewydolności serca pojawiają się wtedy, gdy pacjent czuje się jeszcze zdrowy.

Nadciśnienie tętnicze, nadwaga, siedzący tryb życia, nieprawidłowe stężenie glukozy czy pogarszająca się funkcja nerek przez długi czas mogą nie wywoływać wyraźnych dolegliwości. Nie oznacza to jednak, że pozostają obojętne dla układu krążenia.

– Szczególnie ważna jest edukacja osób, które czują się zdrowe, ale mają już czynniki ryzyka, ponieważ właśnie wtedy możemy najwięcej zmienić. Z perspektywy opieki zintegrowanej profilaktyka niewydolności serca powinna zaczynać się nie dopiero w poradni kardiologicznej, lecz znacznie wcześniej – w POZ, w ramach edukacji zdrowotnej, w środowisku lokalnym i codziennych decyzjach, które wspierają zdrowie serca przez całe życie – podkreśla prof. Kurpas.

Eksperci wskazują, że właściwa profilaktyka powinna łączyć działania podejmowane przez pacjenta, podstawową opiekę zdrowotną i specjalistów. W zależności od występujących obciążeń może wymagać współpracy lekarzy rodzinnych, kardiologów, diabetologów, nefrologów, dietetyków, fizjoterapeutów i pielęgniarek.

Nie tylko dieta, ruch i ciśnienie

Nowe stanowisko zwraca uwagę również na czynniki, które dotychczas rzadziej pojawiały się w rozmowach o zapobieganiu niewydolności serca.

Należą do nich między innymi przewlekłe narażenie na zanieczyszczenie powietrza, infekcje układu oddechowego, niektóre terapie przeciwnowotworowe, zaburzenia oddychania podczas snu, używanie substancji psychoaktywnych oraz uwarunkowania społeczno-ekonomiczne.

Autorzy wskazują, że ubóstwo, brak bezpieczeństwa żywnościowego, izolacja społeczna i utrudniony dostęp do opieki mogą ograniczać możliwości zdrowego odżywiania, regularnej aktywności i właściwego leczenia chorób przewlekłych.

Dokument opisuje również czynniki charakterystyczne dla kobiet. Wczesna menopauza, powikłania nadciśnieniowe ciąży, nawracające utraty ciąż czy endometrioza mogą wiązać się ze zwiększonym ryzykiem niewydolności serca w późniejszym życiu. Historia zdrowia reprodukcyjnego powinna więc być uwzględniana podczas całościowej oceny ryzyka sercowo-naczyniowego.

Leczenie onkologiczne może wymagać szczególnej ochrony serca

Osobną grupę stanowią pacjenci leczeni z powodu choroby nowotworowej. Niektóre rodzaje chemioterapii i radioterapii mogą uszkadzać mięsień sercowy i zwiększać prawdopodobieństwo rozwoju niewydolności.

Eksperci podkreślają znaczenie oceny ryzyka sercowo-naczyniowego jeszcze przed rozpoczęciem leczenia onkologicznego. Istotne są także właściwa kontrola ciśnienia, cukrzycy i masy ciała, zaprzestanie palenia oraz regularne monitorowanie funkcji serca w trakcie terapii.

U osób szczególnie narażonych mogą być rozważane dodatkowe strategie kardioprotekcyjne, jednak ich zastosowanie powinno być indywidualnie ustalane przez zespół prowadzący leczenie.

Badania mogą pomóc rozpoznać ryzyko wcześniej

W ocenie zagrożenia niewydolnością serca coraz większe znaczenie mogą mieć nie tylko klasyczne czynniki, takie jak ciśnienie tętnicze, masa ciała, glikemia i funkcja nerek, lecz także wybrane biomarkery.

W stanowisku wymieniono między innymi peptydy natriuretyczne BNP i NT-proBNP, wysokoczułe troponiny sercowe, wskaźnik albumina–kreatynina w moczu oraz wysokoczułe białko C-reaktywne.

Nie są to jednak badania przesiewowe przeznaczone automatycznie dla wszystkich zdrowych osób. Ich wykorzystanie powinno zależeć od indywidualnego profilu ryzyka i decyzji lekarza.

Pomocne mogą być również specjalne modele służące do przewidywania prawdopodobieństwa rozwoju niewydolności serca. Autorzy dokumentu omawiają między innymi skale PCP-HF, PREVENT i europejską SCORE2-HF. Narzędzia te nie zastępują oceny klinicznej, ale mogą pomóc wyłonić osoby wymagające bardziej intensywnej profilaktyki.

Profilaktyka zaczyna się przed wystąpieniem objawów

Najważniejszy wniosek płynący z nowego stanowiska ekspertów jest jednoznaczny: niewydolności serca nie należy postrzegać wyłącznie jako schorzenia wymagającego leczenia, ale przede wszystkim jako chorobę, której w wielu przypadkach można skutecznie zapobiegać. Warunkiem jest odpowiednio wczesne rozpoznanie czynników ryzyka, ich skuteczne leczenie oraz regularna ocena stanu zdrowia osób szczególnie narażonych. Choć nie wszystkim przypadkom niewydolności serca można zapobiec, takie postępowanie może znacząco ograniczyć liczbę zachorowań, hospitalizacji i przedwczesnych zgonów.

Źródła: Piepoli M. i wsp. Prevention of heart failure: A scientific statement of the Heart Failure Association, the European Association of Preventive Cardiology, and the Association of Cardiovascular Nursing & Allied Professions of the ESC, and the ESC Council on Hypertension. „European Heart Journal”, 2026; ehag362.
Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu. Niewydolność serca, 30 czerwca 2026.

Niewydolność serca należy do najpoważniejszych wyzwań współczesnej kardiologii. Skuteczność jej leczenia zależy nie tylko od właściwie dobranej farmakoterapii, ale także od sprawnej współpracy interdyscyplinarnego zespołu medycznego. Istotną rolę odgrywa w nim personel pielęgniarski, którego kompetencje w zakresie specjalistycznej opieki nad pacjentami rozwija STEP-ONE – program opracowany przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu (UMW). Inicjatywa jest już realizowana w 11 krajach europejskich.

Niewydolność serca to przewlekła choroba, wymagającą systematycznego monitorowania objawów, edukacji zdrowotnej oraz ścisłej współpracy specjalistów reprezentujących różne dziedziny medycyny. Szczególne miejsce w tym modelu zajmują pielęgniarki i pielęgniarze. Towarzyszą pacjentom podczas kolejnych etapów terapii, pomagają im zrozumieć zalecenia medyczne oraz wspierają w kształtowaniu nawyków umożliwiających świadome i bezpieczne życie z chorobą.

Program STEP-ONE (Supportive Training and Essential Preparation for Optimal Nursing Education) powstał w ramach inicjatywy „Global ACT on HF – Accelerate Change Together” (Działajmy w obszarze niewydolności serca – razem przyspieszmy zmianę), realizowanej we współpracy z AstraZeneca Pharma Poland sp. z o.o. Jego celem jest wspieranie zintegrowanego, interprofesjonalnego modelu opieki oraz przygotowanie pacjentów do świadomego i możliwie samodzielnego zarządzania chorobą.

– Zalecenia Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (European Society of Cardiology – ESC) jednoznacznie wskazują, że opieka nad pacjentem z niewydolnością serca powinna mieć charakter zespołowy i opierać się na współpracy kardiologa, lekarza podstawowej opieki zdrowotnej oraz pielęgniarki lub pielęgniarza wyspecjalizowanych w tej dziedzinie. W Polsce, podobnie jak w wielu innych krajach, brakowało jednak certyfikowanej ścieżki kształcenia personelu pielęgniarskiego w tym zakresie. STEP-ONE powstał, aby wypełnić tę lukę i zapewnić odpowiednie przygotowanie do sprawowania opieki nad tą grupą chorych – wyjaśnia prof. Izabella Uchmanowicz, kierownik Zakładu Metodyki Badań Naukowych Wydziału Pielęgniarstwa i Położnictwa UMW, stojąca na czele interdyscyplinarnego zespołu odpowiedzialnego za merytoryczną część programu.

W rozwój STEP-ONE zaangażowane są również dr Magdalena Lisiak i dr Marta Wleklik. Program współtworzyli prof. Piotr Ponikowski oraz prof. Ewa A. Jankowska z Instytutu Chorób Serca UMW.

STEP-ONE nie jest pojedynczym kursem, lecz kompleksowym systemem edukacji i certyfikacji. Łączy materiały dydaktyczne, szkolenia praktyczne oraz platformę internetową umożliwiającą prowadzenie ujednoliconego procesu kształcenia w różnych krajach. Platforma, dostępna w językach polskim i angielskim pod adresem educardio.umw.edu.pl/nurses, zawiera materiały wideo, prezentacje i test egzaminacyjny, a po ukończeniu kursu automatycznie generuje certyfikat.

– W ramach programu opracowaliśmy również narzędzia wspierające codzienną praktykę kliniczną pielęgniarek i pielęgniarzy. Należą do nich formularze służące do oceny ryzyka niewydolności serca z zachowaną frakcją wyrzutową, a także listy kontrolne pomocne w edukowaniu pacjentów i ocenie stopnia optymalizacji leczenia farmakologicznego. Uczestnicy kursu otrzymują zatem nie tylko uporządkowaną wiedzę teoretyczną, lecz także rozwiązania, które mogą bezpośrednio wykorzystywać w pracy z pacjentami – dodaje prof. Izabella Uchmanowicz.

Jednym z elementów programu jest Heart Failure Handbook – przewodnik dla pacjentów i ich rodzin, przygotowany w językach polskim, angielskim i chorwackim. Publikacja zawiera najważniejsze informacje na temat samoopieki, farmakoterapii, aktywności fizycznej i stylu życia. Pomaga również rozpoznawać objawy, których wystąpienie powinno skłonić pacjenta do kontaktu z personelem medycznym.

Pierwszy kurs STEP-ONE odbył się pod koniec grudnia 2021 roku. Od tego czasu autorski program Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu przekształcił się z lokalnej inicjatywy w międzynarodowy model kształcenia, rozwijany we współpracy z instytucjami ochrony zdrowia z 11 krajów europejskich. W formule Train-the-Trainers przygotowywani są liderzy, którzy następnie wdrażają program na poziomie lokalnym i prowadzą proces certyfikacji personelu pielęgniarskiego w swoich krajach.

Dotychczas kurs ukończyło ponad 100 osób. Jego absolwenci uzyskali certyfikat HF Nurse, potwierdzający kompetencje do sprawowania specjalistycznej opieki nad pacjentami z niewydolnością serca.

– Jednym z największych atutów projektu jest jego interdyscyplinarność. STEP-ONE integruje wiedzę z zakresu kardiologii, pielęgniarstwa, geriatrii, psychologii zdrowia i informatyki. Dzięki temu uwzględnia nie tylko aktualne wytyczne kliniczne, ale również zagadnienia związane z komunikacją, edukacją terapeutyczną, uwarunkowaniami behawioralnymi oraz cyfrową dostępnością procesu kształcenia – ocenia prof. Izabella Uchmanowicz.

Założenia programu oraz wnioski płynące z jego wdrażania przedstawiono między innymi na łamach czasopism „European Journal of Cardiovascular Nursing” i „ESC Heart Failure”.

– Wyniki opublikowanych prac wskazują, że standaryzacja szkoleń oraz formalne potwierdzanie kompetencji personelu pielęgniarskiego sprzyjają lepszemu przestrzeganiu zaleceń przez pacjentów, zwiększają bezpieczeństwo terapii i mogą przyczyniać się do ograniczenia liczby hospitalizacji – podkreśla prof. Izabella Uchmanowicz.

Program zaprezentowano również podczas konferencji ACNAP 2024, organizowanej przez Association of Cardiovascular Nursing and Allied Professions, która działa w strukturach European Society of Cardiology. STEP-ONE przedstawiono jako przykład dobrej praktyki edukacyjnej oraz narzędzie wspierające profesjonalizację opieki pielęgniarskiej w skali międzynarodowej. Inicjatywa spotkała się z pozytywną oceną środowiska ESC.

Kolejnym etapem rozwoju przedsięwzięcia jest program STEP-TWO, rozszerzony między innymi o nowe moduły poświęcone ocenie klinicznej pacjenta.

Źródło: inf pras