Medicalpress
W Polsce żyje około 9 tysięcy osób chorujących na miastenię rzekomoporaźną – przewlekłą chorobę autoimmunologiczną, która prowadzi do osłabienia mięśni, często uniemożliwiając normalne funkcjonowanie. Dla około 5% najciężej chorych pacjentów szansą na poprawę stanu zdrowia są nowoczesne terapie dostępne w programie lekowym B.157. Tymczasem środowisko medyczne i pacjenci ostrzegają, że program może zostać sparaliżowany przez brak finansowania. „Zagrożony dostęp do leczenia miastenii w programie lekowym to dla nas, osób chorych, kwestia życia i śmierci” – alarmuje Sylwia Łukomska, prezeska Stowarzyszenia Miastenia Gravis – Face to Face.
 
 
„Sytuacja jest generalnie trudna. Problem finansowania dotyczy wszystkich programów lekowych, i jak słyszymy – nie tylko w neurologii, ale też w innych  dyscyplinach medycyny. Jeśli chodzi o neurologię, to tutaj problem jest szczególnie mocno widoczny i dotkliwy, ponieważ w ostatnich latach pojawiło się wiele nowych terapii, które otworzyły możliwość leczenia osób wcześniej nieobjętych skuteczną opieką. To przełożyło się na gwałtowny wzrost zapotrzebowania na środki na realizację programów lekowych. Jednocześnie nałożyły się na to trudności wynikające z konieczności zapewnienia ciągłości leczenia w warunkach poważnego kryzysu finansowego w NFZ” – ocenia prof. dr hab. Konrad Rejdak, kierownik Kliniki Neurologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie, prezes poprzedniej kadencji Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Terapia może zostać przerwana?

Ta alarmująca sytuacja dotyczy również chorych na miastenię, która często ma gwałtowny i nieprzewidywalny przebieg. Choroba może prowadzić do przełomu miastenicznego, w którym znaczne osłabienie mięśni oddechowych zagraża życiu pacjenta. Leczenie wymaga wówczas natychmiastowej interwencji, często w oddziale intensywnej terapii. Im szybciej pacjent trafi do szpitala, tym ma większe szanse na przeżycie.

„U pacjentów z ciężką, uogólnioną, seropozytywną miastenią, u których istnieje ryzyko przełomu miastenicznego, powinniśmy sięgać po nowoczesne, działające przyczynowo leki, które niedawno zostały wprowadzone, i które wykazują dużą skuteczność w stabilizacji choroby. Leki te są stosowane w ramach programu lekowego B.157, a dzisiaj wyzwaniem jest zarówno kontynuowanie tej terapii u pacjentów już nimi leczonych, jak też włączanie do programu pacjentów nowo diagnozowanych” – podkreśla prof. Konrad Rejdak.

Według specjalisty, mimo dużego zainteresowania ośrodków neurologicznych realizacją programu lekowego leczenia miastenii, tylko jedna trzecia z nich rozpoczęła realną rekrutację pacjentów, a nawet te, które to zrobiły, zderzyły się z brakiem środków. „Bardzo ważne jest, aby kryterium braku finansów nie wpływało na decyzje terapeutyczne” – zaznacza prof. Rejdak.

O dramatycznej sytuacji mówią także pacjenci. „Do naszej organizacji docierają sygnały z całej Polski, że leczenie osób chorych na miastenię w ramach programu lekowego jest zagrożone. Pacjenci zostali poinformowani, że Narodowy Fundusz Zdrowia do chwili obecnej nie rozliczył nadwykonań w programie B.157 za bieżący rok, a szpitale nie mają możliwości dalszego kredytowania kosztownych terapii. Istnieje zatem realne ryzyko, że najbardziej potrzebujący pacjenci nie zostaną włączeni do leczenia. Tymczasem pacjenci z ciężką uogólnioną miastenią nie mogą czekać. Życie z tą chorobą oznacza codzienną walkę z uciążliwymi objawami oraz często całkowite wykluczenie z życia zawodowego, rodzinnego i społecznego. Warty podkreślenia jest fakt, że w ramach programu B.157 obecnie leczonych jest zaledwie kilkudziesięciu pacjentów, podczas gdy na etapie uruchamiania programu zakładano, że terapią zostanie objętych ponad 400 osób. Tak znacząca różnica pomiędzy planem a realnym dostępem, połączona z pojawiającymi się problemami z ciągłością świadczeń, powoduje, że pacjenci z ciężką, uogólnioną miastenią pozostają w sytuacji niepewności, zamiast otrzymywać stabilną, przewidywalną opiekę” – podkreśla Sylwia Łukomska, prezeska Stowarzyszenia Miastenia Gravis – Face to Face.

Choroba, która odbiera niezależność

Miastenia to przewlekła, autoimmunologiczna choroba nerwowo-mięśniowa, w której zaburzeniu ulega przekazywanie impulsów nerwowych do mięśni. Objawia się ona postępującym osłabieniem mięśni – twarzy, kończyn, a także tych odpowiedzialnych za mowę, połykanie i oddychanie. Jej przebieg jest zmienny i nieprzewidywalny – jednego dnia chory może funkcjonować względnie normalnie, a kolejnego nie jest w stanie wstać z łóżka czy wykonać najprostszych czynności. Dla wielu pacjentów życie z miastenią oznacza rezygnację z pracy zawodowej, ograniczenie kontaktów społecznych i dużą zależność od opiekunów. To choroba, która skutecznie odbiera samodzielność i utrudnia pełne uczestnictwo w życiu społecznym.

Nowoczesne terapie dają pacjentom z miastenią szansę na powrót do życia zawodowego, rodzinnego i społecznego. Dla wielu osób oznaczają nie tylko poprawę jakości życia, ale realne ocalenie zdrowia i życia. Brak dostępu do terapii pogłębia natomiast nie tylko cierpienie pacjentów, ale też koszty systemu. Częste hospitalizacje, zamiast stabilnego leczenia ambulatoryjnego, oznaczają większe obciążenie finansowe.

„Bardzo liczymy na to, że decydenci pilnie przeanalizują obecną sytuację i podejmą takie działania, które zapewnią chorym na uogólnioną ciężką miastenię rzeczywisty nieprzerwany dostęp do leczenia refundowanego w ramach programu lekowego B.157” – mówi Sylwia Łukomska.

Potrzebę stabilizacji finansowania podkreśla również prof. Konrad Rejdak: „Nie mówimy o masowych liczbach. Jednak bez sprawnego systemu finansowania program lekowy leczenia miastenii może pozostać martwym zapisem. Rozwiązanie jest takie, aby zapewnić szpitale, że środki na leczenie tych pacjentów się znajdą. W neurologii mamy dwa fundamenty – płatność za leki i płatność dla personelu. Ważne jest, aby oba te elementy były zapewnione”.

Najważniejsze jest jedno: aby kryzys finansowy nie decydował o tym, kto otrzyma szansę na leczenie, a kto jej nie dostanie.

Źródło: Komunikat prasowy

Miastenia, nazywana najczęstszą z chorób rzadkich, to schorzenie, które dotyka około 9 tysięcy Polaków. Choć w ostatnich latach w leczeniu tej przewlekłej choroby autoimmunologicznej dokonał się przełom, a nowoczesne terapie biologiczne są już częściowo refundowane w Polsce, wielu pacjentów nadal nie może z nich skorzystać. Jak pokazują dane, realny dostęp do innowacyjnych leków w ramach programu lekowego B.157 jest nadal mocno ograniczony. Eksperci podkreślają, że skuteczne leczenie miastenii nie tylko poprawia jakość życia chorych, ale także zmniejsza obciążenia dla systemu ochrony zdrowia i całego społeczeństwa.
Dowody kliniczne wskazują, że stosowanie innowacyjnych leków może diametralnie poprawić stan zdrowia oraz jakość życia osób z miastenią. Terapia tymi lekami może też obniżyć koszty hospitalizacji oraz zmniejszyć bardzo wysokie koszty związane z utratą produktywności pacjentów i ich opiekunów. Co ważne, pierwsze z tych terapii są już w Polsce refundowane w ramach programu lekowego. Niestety realny dostęp do nich wciąż jest ograniczony, mimo że program „na papierze” funkcjonuje już ponad rok. O wyzwaniach i szansach w leczeniu pacjentów z miastenią mówi prof. dr hab. n. med. Anna Kostera-Pruszczyk, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, przewodnicząca Rady do spraw Chorób Rzadkich przy Ministerstwie Zdrowia.
 
Pani Profesor, mówi się, że miastenia to najczęstsza wśród neurologicznych chorób rzadkich. Czym właściwie jest miastenia i z czym zmagają się osoby, które na nią chorują?
Miastenia, a dokładniej miastenia rzekomoporaźna, to przewlekła choroba autoimmunologiczna o podłożu nerwowo-mięśniowym. Charakteryzuje się przede wszystkim nadmierną męczliwością mięśni, która może dotyczyć zarówno pojedynczych mięśni – na przykład powiek czy poruszających naszymi oczami (tzw. gałkoruchowych) – lub innych niż oczne grup mięśniowych, w tym mięśni odpowiedzialnych za mówienie, połykanie, oddychanie czy poruszanie się. Wówczas mówimy o miastenii uogólnionej. W skrajnych przypadkach może dojść do tzw. przełomu miastenicznego związanego z zajęciem przez chorobę mięśni oddechowych. Jest to bardzo poważny stan zagrażający życiu pacjenta i wymagający intensywnej terapii prowadzonej w warunkach hospitalizacji.

Jak miastenia wpływa na codzienne życie pacjentów?

W bardzo różnym stopniu. Ponad 60% pacjentów z miastenią choruje łagodnie, a połowa osiąga stan remisji nawet bez stosowania żadnych leków. U niektórych do dobrej kontroli objawów wystarcza podawanie leków objawowych. U wielu innych niestety choroba w dużym stopniu zaburza codzienne funkcjonowanie. Pacjenci mają trudności z wykonywaniem podstawowych czynności, takich jak chodzenie po schodach, podnoszenie się z łóżka, a nawet przygotowanie posiłku czy ubranie się. Szacujemy, że połowa chorych jest zmuszona do rezygnacji z pracy zawodowej, nie z wyboru, lecz z powodu niemożności jej wykonywania. A trzeba podkreślić, że około połowa z ok. 9 tys. pacjentów z miastenią to osoby w wieku produkcyjnym. Miastenia to choroba, która u wielu chorych bardzo znacząco ogranicza ich samodzielność. Co trzeci chory potrzebuje stałej pomocy opiekuna. To ogromne obciążenie – nie tylko dla pacjenta, ale i dla jego najbliższych, a co za tym idzie – dla całego społeczeństwa.

Czy coś się zmienia w leczeniu tej choroby?

Na szczęście, zmienia się bardzo dużo. Można wręcz powiedzieć, że w ostatnich latach dokonał się prawdziwy przełom w leczeniu miastenii. Do tej pory dominowało leczenie objawowe i immunosupresyjne – skuteczne u niektórych chorych, ale niosące ze sobą przy wieloletnim stosowaniu poważne skutki uboczne. Od 2024 roku w Polsce działa program lekowy B.157 dedykowany dla chorych na uogólnioną miastenię, w ramach którego refundowane są obecnie trzy leki biologiczne, w tym dwie nowoczesne, spersonalizowane terapie ukierunkowane na przyczynę choroby. Są to leki znacznie skuteczniejsze i lepiej tolerowane przez pacjentów. Dla osób, dla których życie z miastenią oznacza codzienne zmaganie się z niezwykle uciążliwymi objawami oraz całkowite wyłączenie z aktywności społecznej, rodzinnej i zawodowej, te leki stanowią szansę na odmianę ich losu i powrót do normalności. Chcielibyśmy leczyć ich skutecznie, bezpiecznie i nowocześnie, redukując działania niepożądane.

Czy pacjenci rzeczywiście mają dostęp do tych nowoczesnych terapii?

I tu niestety pojawia się pewien problem. Program lekowy formalnie działa, ale realny dostęp do leczenia jest wciąż bardzo ograniczony. Z danych wynika, że do tej pory włączono do programu około 60 pacjentów, podczas gdy spełniających kryteria kwalifikacji jest szacunkowo około 150 chorych. To oznacza, że dwie trzecie pacjentów nadal nie może skorzystać z leczenia, które może im uratować życie lub bardzo znacząco poprawić jego jakość – zapewnić im samodzielność i bezpieczeństwo, a także pozwolić ich opiekunom na powrót do swoich codziennych aktywności.

Dlaczego tak się dzieje?

Powodów jest kilka. Proces kontraktowania tego programu w poszczególnych województwach był rozłożony w czasie, podobnie proces zakupu innowacyjnych leków – procedury przetargowe wciąż trwają. Mam nadzieję, że wchodzimy okres realnej realizacji tego programu i że barier administracyjnych już nie będzie. Nadal jednak nowych włączeń pacjentów do tego programu lekowego jest bardzo mało. Warto też zwrócić uwagę na postulaty środowiska neurologicznego zgłaszane od wielu lat. To konieczność retaryfikacji tzw. obsługi programów lekowych, a więc pracy ludzkiej. Programy lekowe są bardzo wymagające w realizacji, związane z licznymi obciążeniami administracyjnymi, czasochłonne dla lekarzy. Prowadzenie kolejnych programów powinno pozwalać na zatrudnianie pracowników niezbędnych dla realizacji tych niezwykle ważnych świadczeń, powinno być powodem dumy i zadowolenia dyrektorów naszych placówek. Dumy z tego, ze leczymy nowocześnie najbardziej potrzebujących pacjentów, ale także zadowolenia, że są to procedury rentowne dla szpitala.

Jakie są Pani oczekiwania wobec przyszłości leczenia miastenii w Polsce?
Chciałabym, aby każdy pacjent z miastenią, który kwalifikuje się do leczenia nowoczesnymi lekami, faktycznie miał do niego dostęp. Dziś często stoimy przed dramatycznym wyborem: dać pacjentowi przestarzały lek z licznymi skutkami ubocznymi, czy nie dać mu nic. A przecież mamy dostępne nowoczesne terapie, które mogą przywrócić tym ludziom normalne życie – możliwość pracy oraz bycia aktywnym członkiem rodziny i społeczeństwa. Wierzę, że krok po kroku będziemy się do tego zbliżać – w tempie, które wyznacza współczesna medycyna i standardy leczenia miastenii na świecie.

Miastenia to choroba, która – choć rzadka – w wielu przypadkach drastycznie obniża jakość życia pacjentów. Dzięki nowoczesnym lekom refundowanym w Polsce od 2024 roku pojawiła się realna szansa na poprawę zdrowia i funkcjonowania chorych. Niestety, bariery administracyjne, niedostateczne finansowanie i ograniczenia kadrowe sprawiają, że dostęp do terapii nadal jest zbyt mały. Eksperci apelują o usprawnienie programu lekowego, który może stać się narzędziem skutecznej i nowoczesnej opieki nad osobami z miastenią. Tylko pełna realizacja potencjału tych terapii pozwoli pacjentom na odzyskanie samodzielności, a ich opiekunom – na powrót do normalnego życia.

Źródło: Komunikat Prasowy

Zgodnie z przyjętą w Unii Europejskiej definicją, choroba rzadka dotyczy mniej niż 5 osób na 10 tys. Mimo rzadkości występowania każdej z nich, w sumie dotykają one około 6–8% populacji, co w Polsce przekłada się na co najmniej 2,5 miliona osób. Około połowę z dotychczas skatalogowanych 8-10 tys. chorób rzadkich stanowią choroby dotyczące układu nerwowego, a pacjenci ci wymagają pomocy neurologa. Do neurologicznych chorób rzadkich zalicza się m.in. miastenię, NMOSD, rdzeniowy zanik mięśni, stwardnienie zanikowe boczne, dystrofię mięśniową Duchenne’a, zespół Dravet, chorobę Huntingtona czy autoimmunologiczne zapalenia mózgu. O wyzwaniach związanych z diagnozowaniem i leczeniem chorób rzadkich mówi prof. dr hab. m. med. Anna Kostera-Pruszczyk, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, która na początku grudnia objęła funkcję przewodniczącej Rady ds. Chorób Rzadkich.
Pani Profesor, czym są choroby rzadkie?
Choroby rzadkie są bardzo szczególną grupą chorób, ponieważ każda z nich, z osobna, jest chorobą o niewielkiej częstości występowania. Wymagają zatem indywidualnego podejścia, ale jednocześnie obejmują znaczącą część populacji. Choroby rzadkie mają zróżnicowany przebieg i konsekwencje – warto podkreślić, że nie wszystkie choroby rzadkie są ciężkie. W niektórych przypadkach wystarczy ustalenie diagnozy, by poprawić jakość życia pacjenta poprzez proste zalecenia, takie jak np. unikanie określonych czynników ryzyka. Jednak  wiele chorób rzadkich ma przewlekły i ciężki przebieg, wymagający długoterminowej, specjalistycznej opieki oraz często poszukiwania nowych, celowanych terapii. Choroby rzadkie mają też różne przyczyny: mogą być to choroby genetyczne, choroby z autoagresji, choroby nowotworowe czy też inne. Jest to zatem ogromne spektrum bardzo zróżnicowanych chorób, które mogą dotykać ludzi w każdym wieku.

Z chorobami rzadkimi związane są liczne wyzwania diagnostyczne …
Rzeczywiście, często ustalanie diagnozy choroby rzadkiej jest czasochłonne i trudne, co prowadzi do opóźnień w leczeniu. Szybkie postawienie trafnej diagnozy utrudnia fakt, że choroby rzadkie zazwyczaj nie mają swoistych objawów, a pacjenci mogą prezentować przeróżny zestaw symptomów. Kluczowa jest zatem świadomość istnienia chorób rzadkich: lekarze powinni mieć na uwadze, że takie schorzenia mogą być przyczyną nietypowych objawów i uwzględniać je w diagnostyce różnicowej. Niezbędny jest dostęp do aktualnej wiedzy medycznej i praktycznych narzędzi diagnostycznych: korzystanie z baz danych, publikacji naukowych czy innych wiarygodnych źródeł może znacząco wspomóc proces diagnostyczny. W wielu przypadkach przydatne są testy genetyczne, badania obrazowe czy specjalistyczne konsultacje. Choroby rzadkie często wymagają współpracy specjalistów z różnych dziedzin medycyny, co pozwala na kompleksową ocenę pacjenta i wdrożenie właściwego leczenia. Podstawą sukcesu w opiece nad pacjentami z chorobami rzadkimi jest zatem wielodyscyplinarne podejście, a najważniejsze jest nieignorowanie chorób rzadkich. Świadomość, że choroby te mogą być przyczyną problemów pacjenta, pozwala uniknąć ich przeoczenia w całym procesie diagnostyczno-terapeutycznym.

Jak często choroby rzadkie występują w neurologii?
Jestem neurologiem z bardzo długim już doświadczeniem zawodowym i od początku mojej pracy to właśnie rzadkie choroby nerwowo-mięśniowe były – i nadal są – głównym nutem mojej działalności. W naszej klinice zajmowaliśmy się nimi od dekad, nie nazywając ich nawet chorobami rzadkimi. To są po prostu nasi naturalni pacjenci, bo dla neurologa choroby rzadkie to chleb codzienny.
Według Europejskiej Akademii Neurologii, około połowa chorób rzadkich to choroby neurologiczne. W praktyce oznacza to, że prawie każdy neurolog ma pod swoją opieką pacjentów z chorobami rzadkimi, co wymaga nie tylko wiedzy, ale również współpracy z innymi specjalistami, np. genetykami czy rehabilitantami. Choroby rzadkie stanowią istotny obszar w neurologii, zarówno pod względem liczby pacjentów, jak i różnorodności schorzeń.

Od kilku tygodni piastuje Pani funkcję przewodniczącej Rady ds. Chorób Rzadkich. Czym zajmuje się Rada?
Rada ds. Chorób Rzadkich, współpracując z konsultantami krajowymi i towarzystwami naukowymi, ma za zadanie proponować pewne rozwiązania i wspierać Ministerstwo Zdrowia wiedzą ekspercką podczas procesu kształtowania polityki zdrowotnej. Rada pełni kluczową rolę w realizacji Planu dla Chorób Rzadkich na lata 2024-2025. To strategiczny dokument, którego celem jest poprawa diagnozowania, leczenia i wsparcia dla osób z chorobami rzadkimi. Plan ten powstał w odpowiedzi na zalecenia Unii Europejskiej, która wskazuje na potrzebę zapewnienia kompleksowej opieki dla tej szczególnej grupy pacjentów. Kraje członkowskie UE mają obowiązek wdrażania rozwiązań, które umożliwiają szybszą i bardziej precyzyjną diagnostykę chorób rzadkich, ułatwiają dostęp do specjalistycznej opieki, wspierają badania nad nowymi terapiami oraz zapewniają wsparcie społeczne i psychologiczne dla pacjentów i ich rodzin. Implementacja krajowych planów dla chorób rzadkich jest kluczowa, aby zapewnić osobom z tymi schorzeniami równy dostęp do opieki zdrowotnej.

Jednym z elementów tego planu jest powoływanie Ośrodków Eksperckich Chorób Rzadkich (OECR). Dlaczego istnienie takich specjalistycznych ośrodków jest tak ważne?
Pierwszy konkurs powołujący ośrodki eksperckie chorób rzadkich, należące do Europejskiej Sieci Referencyjnej, został rozpisany na poziomie unijnym w 2016 roku. Analizy z działalności tych placówek potwierdzają, że szczególne potrzeby pacjentów z chorobami rzadkimi są najlepiej zaadresowane w ośrodkach, w których gromadzona jest specjalistyczna wiedza i doświadczenie, a zatem które mają istotny dorobek usługowy i naukowy w określonym obszarze chorób rzadkich. Takie podejście nie tylko jest korzystne dla pacjentów, ale również pomaga zracjonalizować wydatki w systemie ochrony zdrowia.

W Polsce działa obecnie ponad 40 ośrodków związanych z europejskimi sieciami referencyjnymi (ERN), liczba ta jest wciąż niewystarczająca. Proces powoływania nowych ośrodków eksperckich, zarówno na poziomie unijnym, jak i krajowym, wymaga czasu, ponieważ wiąże się z określonymi standardami i kwalifikacjami eksperckimi, które muszą spełniać ci świadczeniodawcy. Docelowa liczba takich ośrodków w Polsce zależy od wielu czynników, w tym od potrzeb pacjentów, dostępności specjalistycznej kadry oraz możliwości finansowych systemu ochrony zdrowia. Kluczowe jest jednak, aby rozwój tych ośrodków odpowiadał na rzeczywiste potrzeby pacjentów i przyczyniał się do poprawiania jakości ich życia.

Co, oprócz tworzenia i rozwijania ośrodków eksperckich, jest priorytetem dla Rady ds. Chorób Rzadkich na rok 2025?
Bardzo istotnym elementem jest usprawnienie diagnostyki, poprzez poprawę dostępu do badań diagnostycznych, szczególnie w zakresie chorób genetycznych (badania genetyczne, sekwencjonowanie genomu), chorób metabolicznych i chorób z autoagresji. Dzięki lepszemu dostępowi do badań można skrócić czas od wystąpienia objawów do postawienia diagnozy, co jest kluczowe dla skutecznego leczenia. Kolejny priorytet to uruchomienie Polskiego Rejestru Chorób Rzadkich we współpracy z Centrum e-Zdrowie. Będzie to istotny krok w centralizacji danych o pacjentach z chorobami rzadkimi. Rejestr taki pozwoli identyfikować i lokalizować pacjentów z poszczególnymi chorobami rzadkimi, co ułatwi im dostęp do nowych terapii, kiedy takie zostaną opracowanie. To krok w stronę bardziej zorganizowanego podejścia do chorób rzadkich, szczególnie ważny w kontekście bardzo szybko rozwijającej się obecnie medycyny. Przykładem skuteczności takich działań było wdrożenie terapii dla pacjentów z rdzeniowym zanikiem mięśni (SMA).

Następny ważny obszar to karta pacjenta z chorobą rzadką. To narzędzie informacyjne, które będzie pomagało pacjentowi w kontaktach z lekarzami różnych specjalizacji oraz z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej. Karta będzie zawierała najważniejsze informacje dotyczące zarówno samej choroby, jak i pacjenta, jego potrzeb zdrowotnych, tego, co należy robić w określonych sytuacjach, a czego unikać. I kolejne, równie ważne zadanie, czyli budowa internetowej platformy edukacyjno-informacyjnej „Choroby Rzadkie”, która będzie zawierała rzetelne, wiarygodne informacje dotyczące poszczególnych chorób rzadkich, informacje o ośrodkach eksperckich i inne przydatne dla samych pacjentów oraz osób sprawujących nad nimi opiekę. Oczywiście każde z tych zadań będzie realizowane i rozwijane przez wiele kolejnych lat, niektóre wprowadzone zostały na bazie rozwiązań wypracowanych przez nas w poprzedniej kadencji Rady ds. Chorób Rzadkich. Wszystkie te obszary wymagają regularnego, stałego aktualizowania, ponieważ wiedza na temat chorób rzadkich rozwija się niezwykle dynamicznie, ale też szybko się dezaktualizuje. Jest więc to ogromne wyzwanie, któremu będziemy starali się sprostać.

źródło: PTN

Od 1 kwietnia zacznie obowiązywać nowa lista leków refundowanych. Wśród znajdujących się na niej 33 nowych terapii jest cząsteczka efgartigimod alfa, czyli innowacyjna terapia dla pacjentów z miastenią. To nowoczesna, bardzo skuteczna terapia, bo wycelowana w przyczynę powstawania tej najczęstszej z rzadkich chorób nerwowo-mięśniowych. Efgartigimod będzie refundowany w ramach pierwszego programu lekowego dedykowanemu chorym na miastenię. Program ten pozwoli na kompleksowe leczenie miastenii, ponieważ w jego ramach refundowany będzie także rytuksymab, a w ramach postępowania standardowego – mykofenolan mofetylu. Ta decyzja to wynik bardzo dobrego dialogu pomiędzy Ministerstwem Zdrowia a środowiskiem neurologów i wieloma organizacjami pacjentów.

Miastenia jest nabytą chorobą o podłożu autoimmununologicznym, objawiającą się nadmierną męczliwością mięśni. Polega ona na występowaniu przejściowego niedowładu różnych grup mięśniowych, co w różnym stopniu utrudnia lub wręcz uniemożliwia osobie chorej codzienne, samodzielne funkcjonowanie.

Objawy choroby spowodowane są atakiem patogennych autoprzeciwciał na złącza nerwowo-mięśniowe (u ponad 85% chorych są to przeciwciała przeciwko receptorowi acetylocholiny). Miastenia może pojawić się w dowolnym wieku – od wczesnego dzieciństwa po późną starość, choć szczyt zapadalności obserwowany jest u kobiet pomiędzy 20 a 29 rokiem życia. Następnie zachorowalność zwiększa się znacznie u osób powyżej 60 roku życia (wyraźniej u mężczyzn). Dla większości pacjentów jest to choroba przewlekła, wymagająca leczenia przez całe życie.

Zazwyczaj miastenia zaczyna się od objawów ocznych: podwójnego widzenia lub opadania powieki, a czasem obu powiek. Następnie mogą dołączyć się zaburzenia mowy, gryzienia, połykania, osłabienie mięśni twarzy, a także mięśni kończyn górnych i dolnych. Infekcje, stres, duży wysiłek fizyczny mogą nasilać objawy. Uogólniona postać miastenii powoduje również osłabienie mięśni oddechowych, zagrażające niewydolnością oddechową, która występuje w przełomie miastenicznym. Zaburzenia wentylacji o różnym nasileniu występują stale u zdecydowanej większości pacjentów i mają negatywny wpływ na jakość życia. U połowy pacjentów z miastenią występują również depresyjne zaburzenia nastroju, które potęgują, towarzyszące miastenii, poczucie zmęczenia – wyjaśnia prof. dr hab. n. med.  Konrad Rejdak, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Dla nas, miasteników często nie lada wyzwaniem są proste, banalne czynności dnia codziennego, takie jak zapięcie guzików, umycie zębów, uczesanie się, pisanie na klawiaturze, wejście do wanny, czy podniesienie się z krzesła. Mamy duże trudności z wchodzeniem po schodach, prowadzeniem samochodu, jedzeniem. Do tego dochodzi przewlekły ból, który odbiera siły, witalność i chęć do czegokolwiek. Nasz stan może pogorszyć się nagle – trudno jest nam planować kolejne dni, bo nigdy nie wiemy, czy będziemy w stanie zrealizować te plany. Dlatego bardzo cieszymy się z tego, że pacjenci z miastenią, którzy tego potrzebują, będą mieli dostęp do nowego, efektywnego leczenia – mówi Anna Wolska, prezes Stowarzyszenia Osób Dotkniętych Chorobami Nerwowo-Mięśniowymi „Kameleon”.

Efgartigimod alfa to lek biologiczny, czyli białko będące przeciwciałem, którego zadaniem jest osłabienie patomechanizmu choroby poprzez eliminację patogennych przeciwciał blokujących receptory w zlaczu nerwowo-miesniowymi. Choć u niektórych pacjentów występuje samoistna remisja choroby, a u innych skuteczne okazują się leki objawowe, to istnieje grupa pacjentów, u których nie udaje się kontrolować choroby za pomocą tych leków. Mamy takich pacjentów, u których wyczerpaliśmy wszystkie możliwe, dostępne dotychczas metody leczenia miastenii, a wciąż nie osiągnęliśmy zadawalającej poprawy ich stanu. Dlatego jako środowisko neurologów zabiegaliśmy o to, aby dla pacjentów z ciężką, seropozytywną miastenią był dostępny efgartigimod alfa. Bardzo się cieszymy z ogłoszonej przez Ministerstwo Zdrowia refundacji tego leku, bo dzięki temu będziemy mogli leczyć naszych pacjentów w sposób skuteczny i nowoczesny, zgodny z najnowszą wiedzą medyczną. To wspaniała wiadomość dla nas wszystkich – lekarzy, pacjentów i ich opiekunów – podkreśla prof. dr hab. n. med. Konrad Rejdak.

Efgartigimod jest jedną z ośmiu terapii chorób rzadkich, które zostały wprowadzone do refundacji od kwietnia 2024 toku. Widzimy, że Ministerstwo Zdrowia kontynuuje plan wprowadzania korzystnych zmian, poprawiających sytuację osób z chorobami rzadkimi z Polsce. Bardzo za to dziękujemy, bo nowe refundacje z pewnością wpłyną na jakość życia tych chorych oraz ich rodzin. A poprawa jakości i warunków życia osób z rzadkimi chorobami nerwowo-mięśniowymi to jeden z kluczowych celów działania naszej organizacji – komentuje Katarzyna Kozłowska z Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Chorób Nerwowo-Mięśniowych.

Jesteśmy wdzięczni Ministerstwu Zdrowia za zrozumienie dla naszych potrzeb i utworzenie kompleksowego programu lekowego dla osób dotkniętych miastenią. Dostęp do nowoczesnego, skutecznego leczenia daje szansę na odzyskanie kontroli nad chorobą szczególnie dla chorych z najcięższa postacią, na cieszenie się życiem,  realizowanie swoich planów osobistych i rodzinnych oraz na pracę zawodową. Przepełnia nas szczęście, bo widzimy, że działania i wysiłki naszego stowarzyszenia niewątpliwie zostały zauważone i przyczyniły się do podjęcia tak ważnej decyzji. Ważnej nie tylko dla nas, pacjentów i naszych rodzin, ale też dla całego społeczeństwa – mówi Sylwia Łukomska ze Stowarzyszenia „Miastenia Gravis FACE to FACE”, pomysłodawczyni i organizatorka unikalnej wystawy składającej się ze zdjęć i historii osób żyjących z miastenią, obrazującej też objawy tej choroby. Wystawa ta była prezentowana w kilku lokalizacjach w Polsce oraz została przedstawiona członkom koalicji europejskiej #AllUnitedForMG podczas wizyty w Parlamencie Europejskim.

Nowa lista refundacyjna oraz zapowiedź wprowadzenia programu lekowego dedykowanego leczeniu miastenii i refundacji efgartigimodu przyjęliśmy z wielką radością. Przez wiele miesięcy nasze stowarzyszenie apelowało o dostęp do leczenia przyczynowego. Mówiliśmy o konieczności zapewnienia pacjentom z miastenią nowoczesnych leków podczas wielu konferencji i debat, pisaliśmy listy do Ministra Zdrowia i wyraziliśmy swoją opinię w ramach konsultacji społecznych prowadzonych przez AOTMiT.  Dziękujemy – to długo wyczekiwany przez nas przełom i szansa na odmianę losu tych najbardziej potrzebujących pacjentów, dla których życie z miastenią do tej pory oznaczało codzienne zmaganie się z niezwykle uciążliwymi objawami oraz wyłączenie z aktywności społecznej, rodzinnej i zawodowej. Program lekowy to dla nich perspektywa powrotu do normalności – podkreśla Renata Machaczek z Polskiego Stowarzyszenia Chorych na Miastenię Gravis „Gioconda”.

Więcej informacji o chorobie, jej objawach i opcjach leczenia można znaleźć:

  1. W raporcie: https://zdrowieiedukacja.org/2023/05/08/raport-miastenia-jako-problem-kliniczny-i-spoleczny-wyzwania-dla-optymalizacji-opieki-nad-pacjentem-w-polsce/
  2. W raporcie: https://www.miastenia.com.pl/wp-content/uploads/2023/12/Raport-Miastenia_2023_WEB.pdf
  3. Na stronie: https://www.ptchnm.org.pl/miastenia-objawy-diagnostyka-leczenie/

źródło: Ministerstwo Zdrowia

Weronika zachorowała na miastenię 18 lat temu. Była wówczas na pierwszym roku studiów, więc ogólne zmęczenie, a także problemy z mięśniami twarzy, powodujące np. trudność z uśmiechaniem. się, przypisywała stresowi i nadmiarowi obowiązków. Później sądziła, że ma jakieś schorzenie laryngologiczne. Aż wreszcie okazało się, że przyczyną jej objawów jest autoimmunologiczna choroba złącza nerwowo-mięśniowego – miastenia. 
Przez 18 lat choroba pokazała Weronice swoje różne oblicza – pojawiły się problemy z chodzeniem, wstaniem z krzesła i wykonywaniem najprostszych codziennych czynności, pomimo stosowania wysokich dawek leków objawowych i sterydów. Od 4 lat pacjentka uczestniczy w badaniu klinicznym nowego leku – efgartigimodu. „Efekty tej terapii są spektakularne” – mówi dr n. med. Małgorzata Bilińska z Kliniki Neurologii Dorosłych Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, lekarka prowadząca panią Weronikę.

Pani Doktor, czym jest miastenia? Co to za choroba?

Dr n. med. Małgorzata Bilińska: Miastenia to nabyta choroba autoimmunologiczna: organizm osoby chorej produkuje patologiczne przeciwciała, które atakują złącza nerwowo-mięśniowe czyli połączenia pomiędzy nerwami a mięśniami. Dochodzi do zaburzenia przekaźnictwa nerwowo-  mięśniowe, co sprawia, że mięśnie stają się niewydolne, czyli nadmiernie i zbyt szybko męczą się. Patologiczna, nadmierna męczliwość mięśni pod wpływem wysiłku fizycznego to najbardziej charakterystyczna cecha miastenii. Ta męczliwość może dotyczyć wszystkich lub wielu grup mięśni i mówimy wówczas o miastenii uogólnionej. W praktyce u różnych pacjentów zajmowane są różne grupy mięśni, w różnym stopniu. Najczęściej, w początkowym stadium choroby, dochodzi do zajęcia mięśni ocznych, co powoduje opadanie powiek czy podwójne widzenie. Zajęte mogą być też mięśnie twarzy, mięśnie biorące udział w połykaniu, mówieniu, oddychaniu oraz mięśnie kończyn. Na miastenię można zachorować w każdym wieku, ale najczęściej początek choroby przypada na okres między 20. a 35. rokiem życia i w tej grupie jest trzy razy więcej kobiet niż mężczyzn. Stosunkowo często spotykamy się też z miastenią o tzw. późnym początku, kiedy pierwsza manifestacja choroby pojawia się po 50. – a nawet po 70. lub 80. – roku życia. W grupie osób z miastenią o późnym początku jest tyle samo kobiet co mężczyzn.
Pani Weroniko, co miastenia oznacza dla Pani? Z jakimi problemami związanymi z chorobą zmaga
się Pani w życiu codziennym?
Weronika Drobnik: Na miastenię zachorowałam książkowo, czyli w wieku 20 lat. Zaczęło się od zmęczenia oraz problemów z uśmiechaniem i przełykaniem. Byłam wtedy na pierwszym roku studiów i początkowo bagatelizowałam te dolegliwości, uznając, że wynikają one ze stresu i przemęczenia.  Potem nabrałam przekonania, że są to objawy jakiejś choroby laryngologicznej i początkowo odwiedzałam specjalistów laryngologów. Pomocy neurologa, zaczęłam szukać, gdy jedzenie sprawiało mi już taką trudność, że wstydziłam się jeść przy innych osobach, bo po prostu kęsy wypadały mi z buzi. Na szczęście lekarz neurolog, który przeprowadził ze mną wywiad, szybko wpadłna pomysł, że to może być miastenia i wykonał u mnie próbę miasteniczną. Podejrzenie okazało się słuszne, więc diagnoza została w moim przypadku postawiona dosyć szybko. Ale wiem, że są miastenicy, którzy zanim dostaną diagnozę, przez wiele lat błąkają się od lekarza do lekarza, a nierzadko są odsyłani do lekarzy psychiatrów. Z biegiem lat i wraz z kolejnymi rzutami miastenia pokazywała mi swoje przeróżne oblicza: miałam problemy z mówieniem, z otwieraniem oczu, podnoszeniem rąk, wstaniem z krzesła, oddychaniem. Trudno powiedzieć mi jakie są objawy mojej choroby, bo są one bardzo zmienne. Każdego dnia może spotkać mnie coś innego. Miastenia to choroba całkowicie nieprzewidywalna.

Pani Doktor, jak wygląda diagnostyka miastenii? Czy faktycznie często jest to tak długa, nawet
kilkuletnia droga do uzyskania diagnozy?

Dr n. med. Małgorzata Bilińska: Niestety, to prawda. Najgorzej mają pacjenci z mało charakterystycznymi objawami, np. z ogólnym zmęczeniem. Wtedy lekarz zazwyczaj podejrzewa niedokrwistość lub niedoczynność tarczycy, i rzadko kiedy wpada na to, że to może być miastenia. Sprawę dodatkowo utrudnia fakt, że w miastenii objawy mogą pojawiać się i wycofywać i często jest tak, że zanim pacjent trafi do lekarza objawów już nie ma. Generalnie, do ustalenia rozpoznania miastenii służą dwa rodzaje badań. Pierwszy z nich to elektrofizjologiczne próby miasteniczne. Jest to badanie dosyć nieprzyjemne, bo polega na drażnieniu wybranych mięśni prądem elektrycznym. Czułość tego badania, jeśli wykona się go na co najmniej trzech mięśniach, szacuje się na 60-70%, co oznacza, że około 40% ujemnych prób występuje u pacjentów z miastenią. Drugi rodzaj badań to badania obecności określonych przeciwciał w krwi pacjenta. Chodzi o przeciwciała przeciwko receptorom dla acetylocholiny, które występują u około 80% pacjentów z miastenią, czyli ponownie, wynik ujemny nie wyklucza miastenii, bo taki wynik ma około 20% osób z tą chorobą. U niewielkiej części pacjentów występują przeciwciała anty-MUSK. Stwierdzenie obecności jednych lub drugich przeciwciał w odpowiednio dużej ilości jest potwierdzeniem rozpoznania miastenii. Kluczowe jest, żeby lekarz te badania w ogóle wykonał, a zatem żeby wpadł na to, że przyczyną dolegliwości pacjenta może być miastenia. Jeśli ma takie podejrzenie, ważne jest żeby przeprowadzić całościową diagnostykę, właśnie ze względu na duży odsetek wyników fałszywie ujemnych. Z tego samego powodu, niekiedy badania trzeba powtarzać wielokrotnie.

Pani Weroniko, jak przyjęła Pani diagnozę miastenii?

Weronika Drobnik: Gdy otrzymałam rozpoznanie miastenii, nie było jeszcze internetu, więc nie miałam, gdzie przeczytać o tej chorobie. Nie zdawałam sobie sprawy czym ona jest i z czym się wiąże. Ucieszyłam się, że wiadomo, co mi jest i można zacząć leczenie.

Pani Doktor, na czym polega leczenie miastenii?

Dr n. med. Małgorzata Bilińska: Leczenie zawsze zaczynamy od leków objawowych, które nie ingerują w proces immunologiczny, lecz usprawniają zaburzone przekaźnictwo nerwowo-mięśniowe i dzięki temu poprawiają siłę skurczu mięśni. Niestety, w chwili obecnej na polskim rynku farmaceutycznym pozostał nam tylko jeden lek. Jego postać o przedłużonym działaniu nigdy nie była dostępna w Polsce. Drugi podstawowy lek objawowy został w minionym roku wycofany z polskich aptek. Oba leki można „zdobyć” dla pacjentów w ramach procedury importu docelowego, jednak wymaga to dodatkowego zaangażowania, zarówno ze strony lekarza, jak i pacjenta. U części pacjentów leczenie objawowe jest wystarczające, ale u niektórych konieczne jest zastosowanie leków drugiego rzutu czyli sterydów, które działają immunosupresyjnie, a więc uderzają – choć mało specyficznie – w mechanizm choroby. Sterydoterapię trzeba prowadzić konsekwentnie i długotrwale, i u części chorych udaje się wyindukować remisję choroby. U wielu chorych sterydoterapia musi trwać przez całe życie. Jest to ogromny problem, ponieważ pojawiają się powikłania posterydowe: osteoporoza, cukrzyca, przyrost masy ciała. Każdy pacjent otrzymujący leczenie sterydami musi być regularnie monitorowany. U części pacjentów sterydoterapia też nie jest wystarczająca i wymagany jest lek trzeciej linii, należący do grupy niesteroidowych leków immunosupresyjnych.

W ostatnich latach pojawiły się nowe leki konkretnie nacelowane na proces autoimmunologiczny występujący w miastenii. Są to leki biologiczne, charakteryzujące się dużą skutecznością, ale niestety jeszcze niedostępne w Polsce. W wybranych przypadkach można starać się o dostęp do takiego leczenia w ramach procedury RDTL (ratunkowego dostępu do leku), ale to znowu wymaga dużego zaangażowania ze strony lekarza. Pani Weronika od 4 lat otrzymuje takie nowoczesne leczenie, ponieważ uczestniczy w badaniu klinicznym. Była pierwszą pacjentką w naszej klinice włączoną do badania klinicznego nowego leku na miastenię – efgartigimodu. Oprócz leczenia farmakologicznego u niektórych pacjentów wykonuje się operację usunięcia grasicy, która odpowiada za produkcję patologicznych przeciwciał.

Pani Weroniko, jak ocenia Pani efekty leczenia, które otrzymała Pani do tej pory?

Weronika Drobnik: Przez cały okres mojej choroby próbowałam chyba już każdego leku. Miastenia jest taką chorobą, że nigdy nie wiadomo, który lek zadziała. Na jednego pacjenta dany lek działa bardzo dobrze, a na innego kompletnie nie działa. Na dodatek, często trzeba zmieniać dawki leków oraz same leki w zależności od tego na jakim etapie jest choroba. Inaczej byłam leczona w okresie remisji, a inaczej, gdy miałam zaostrzenia. Wtedy musiałam być hospitalizowana i dostawałam immunoglobuliny. Przeszłam też zabieg plazmaferezy czyli oczyszczania osocza z przeciwciał. Od początku trwania choroby jestem leczona sterydami, a mimo to zdarzają się zaostrzenia choroby. Poważne zaostrzenie nastąpiło u mnie cztery lata temu – wtedy nie byłam w stanie nawet sama wejść na oddział szpitalny, musiał wnieść mnie mąż. I wtedy lekarze wraz ze mną zdecydowali o tym, że zostanę włączona do badania klinicznego nowego leku – efgartigimodu. Efekty były spektakularne: już następnego dnia po podaniu pierwszej dawki tego leku mogłam prosto usiąść na łóżku, uśmiechnąć się, głowa mi nie opadała. Od tamtej pory efgartigimod przyjmuję regularnie i muszę przyznać, że w ostatnich czterech latach jest bardzo dobrze, choroba przestała utrudniać mi życie.

Pani Doktor, a jak Pani ocenia efekty tego leczenia u pacjentki?

Dr n. med. Małgorzata Bilińska: Mogę potwierdzić, że poprawa nastąpiła u pani Weroniki jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki już pierwszego dnia po podaniu pierwszej dawki leku. Tak dużej poprawy nie było już u pani Weroniki nawet po podawaniu immunoglobulin i po plazmaferezach. Oznaczało to, że możliwości pomocy się nam wyczerpały, a więc to, że mogliśmy podać efgartigimod było niezwykle cenne. Co ważne, dzięki leczeniu efgartigimodem można było odstawić u pani Weroniki niesteroidowy lek immunosupresyjny oraz bardzo mocno zredukować dawkę sterydów. Wcześniej pacjentka musiała przyjmować bardzo duże dawki sterydów, a teraz być może uda się je zupełnie odstawić.

Co można zrobić, żeby poprawić sytuację osób z miastenią? Jakie są największe wyzwania w opiece
nad tymi pacjentami?

Weronika Drobnik: Według mnie najważniejsze jest zwiększanie wiedzy o tej chorobie, uświadamianie lekarzy, ratowników medycznych i zwykłych ludzi na temat tego, czym jest miastenia. Niestety często jesteśmy odbierani jako pijani czy będący pod wpływem środków odurzających. Mnie samej zdarzyło się, że na SORze zostałam zapytana o to, jakie środki psychoaktywne zażyłam. Była to bardzo niekomfortowa sytuacja.

Dr n. med. Małgorzata Bilińska: To prawda, że konieczne jest szerzenie wiedzy o miastenii. Z powodu braku świadomości tej choroby, kobiety z miastenią często są odbierane jako leniwe. Ponieważ wyglądają „zdrowo” , otoczenie nie wierzy im, że są chore. Dlatego trzeba jak najwięcej mówić o tej chorobie. Drugie ważne wyzwanie to poprawa dostępu do leków – zarówno objawowych, jak i tych najnowocześniejszych, biologicznych. Efgartigimod, który przyjmuje pani Weronika, jest już lekiem zarejestrowanym i obecnie z dużą nadzieją czekamy na decyzję o jego refundacji dla tych pacjentów z miastenią, u których tak jak u pani Weroniki, wyczerpały się inne możliwości leczenia. Chcielibyśmy móc pomagać takim pacjentom, aby tak jak pani Weronika mogli wrócić do normalnego życia – rodzinnego, społecznego i zawodowego.


Miastenia to nabyta choroba nerwowo-mięśniowa o podłożu autoimmunologicznym, należąca do grupy chorób rzadkich. Szacuje się, że w Polsce choruje na nią około 9 tys. osób. O tym, jakie są charakterystyczne objawy tej choroby, jak się ją diagnozuje i leczy oraz o nadziejach związanych z nowymi opcjami terapeutycznymi mówi dr n. med. Ewa Sobieszczuk z Katedry i Kliniki Neurologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Europejskiej Sieci Referencyjnej dla Chorób Nerwowo-Mięśniowych ERN EURO NMGD, a także  Ośrodka Eksperckiego Chorób Rzadkich.
Pani Doktor, z jakimi problemami i wyzwaniami dnia codziennego mierzą się osoby chorujące na miastenię?
Miastenia jest chorobą autoimmunologiczną, której osiowym objawem jest męczliwość mięśni. Męczliwość należy odróżnić od zwykłego zmęczenia mięśni. Polega ona na występowaniu przejściowego niedowładu w miarę trwania wysiłku danej grupy mięśniowej, ustępuje lub zmniejsza się po odpoczynku i jest objawem, który można wykryć podczas badania przez neurologa. Problemy dnia codziennego, z jakimi mierzą się pacjenci z miastenią, są wynikiem właśnie tej męczliwości i różnią w zależności od tego, jakiej grupy mięśni dotyczy męczliwość. U większości pacjentów z miastenią występuje ptoza czyli opadanie powiek. Jest to też najczęściej pierwszy objaw miastenii. U ponad połowy pacjentów z izolowanymi objawami ocznymi (najczęściej ptozą) wraz z postępem choroby rozwijają się objawy uogólnione, wynikające z zajęcia innych niż oczne mięśni szkieletowych. Zajęte mogą być mięśnie odpowiadające za mowę i wtedy w miarę mówienia, mowa staje się coraz bardziej niewyraźna lub nosowa. Gdy męczliwość dotyczy mięśni odpowiedzialnych za gryzienie, żucie i połykanie, pacjenci mają problemy z jedzeniem, często się krztuszą. Gdy dotyczy mięśni kończyn górnych, pacjenci nie są w stanie wykonywać czynności, które wymagają uniesienia rąk i utrzymania ich przez jakiś czas w górze. Gdy zajęte są mięśnie kończyn dolnych, pacjenci mają problemy z wchodzeniem po schodach oraz z wstawaniem z pozycji siedzącej.
Nasilenie tych objawów może być różne. U tych pacjentów, u których występuje jedynie opadanie powiek, które można zminimalizować za pomocą leczenia, jakość życia może pozostawać w zasadzie niezaburzona. Niemniej, jeśli objawy miastenii są średnio nasilone lub ciężkie, wówczas istotnie pogarszają codzienne funkcjonowanie pacjenta i jakość jego życia. Z opracowań skandynawskich wynika, że dotyczy to około połowy pacjentów z miastenią.
Najgroźniejsza jest męczliwość mięśni oddechowych, która może doprowadzić do przełomu miastenicznego, czyli stanu, w którym występuje niewydolność oddechowa i pacjent wymaga podłączenia do respiratora. Niestety śmiertelność w przełomie miastenicznym ciągle pozostaje wysoka.

Jak wygląda ścieżka diagnostyczna w przypadku miastenii? Ile czasu mija od pierwszych objawów do włączenia leczenia?
To, jak długo trwa diagnostyka, zależy od tego do lekarza jakiej specjalności i z jaką świadomością tej rzadkiej choroby trafi pacjent. Chory z objawami sugerującymi miastenię, powinien zostać skierowany do neurologa, ale nie zawsze tak się od razu dzieje. Niekiedy zanim pacjent trafi na odpowiednią ścieżkę diagnostyczną mijają miesiące. Dlatego tak ważne jest podnoszenie świadomości na temat miastenii wśród lekarzy rodzinnych. My, jako neurolodzy, dysponujemy szeregiem testów, jakie możemy wykonać w celu potwierdzenia rozpoznania miastenii. W pierwszej kolejności wykonujemy elektrofizjologiczną próbę męczliwości mięśni, która u większości pacjentów z miastenią uogólnioną daje pozytywny wynik. Jeśli jednak wynik jest negatywny a objawy kliniczne sugerują rozpoznanie miastenii, wykonujemy test elektrofizjologiczny pojedynczego włókna mięśniowego, który ma wyższą czułość, choć niższą specyficzność. U pacjentów hospitalizowanych możemy ponadto wykonać prosty przyłóżkowy test polegający na przyłożeniu woreczka z lodem na opadnięte powieki (tzw. „ice pack test”). Oprócz tego, równoczasowo z testami elektrofizjologicznymi, wykonujemy testy serologiczne – czyli badania krwi na obecność określonych przeciwciał; na wynik tych testów trzeba czekać tydzień, dwa lub czasami nawet dłużej. Dodatni wynik przeciwciał przy obecności charakterystycznych objawów klinicznych potwierdza rozpoznanie miastenii. U pacjentów ze zdiagnozowaną miastenią lub gdy jest ona wysoce prawdopodobna, należy wykonać badania obrazowe (tomografię komputerową lub rezonans magnetyczny) śródpiersia w poszukiwaniu grasiczaka czyli nowotworu grasicy, który może współwystępować z miastenią.

Jak obecnie wygląda leczenie miastenii w Polsce?
Leczenie jest dobierane indywidualnie, ponieważ miastenia może przebiegać bardzo różnie u różnych chorych. Według opracowań, około 20% pacjentów w ciągu trwania choroby doświadcza samoistnej remisji, czyli choroba się cofa, nawet bez podjęcia leczenia, ale w momencie rozpoznania nie wiemy u których pacjentów taka remisja nastąpi. Leczenie zaczynamy od leczenia objawowego – w Polsce dostępny jest jeden lek objawowy, dwa inne są dostępne w ramach importu docelowego. U niektórych pacjentów leczenie objawowe jest wystarczające, ale u pacjentów ze średnio nasilonymi lub ciężkimi objawami konieczne jest włączenie leczenia immunosupresyjnego czyli hamującego aktywność układu odpornościowego. Lekami pierwszego wyboru wśród tej grupy leków są glikokortykosteroidy, którymi leczymy w stopniowo zwiększanych dawkach. Jeśli to leczenie okazuje się niewystarczające lub jest przeciwwskazane, sięgamy po inne leki immunosupresyjne, najczęściej azatioprynę. Pacjenci w stanie zagrożenia przełomem miastenicznym lub w przełomie miastenicznym wymagają podania dożylnych immunoglobulin lub plazmaferezy czyli wymiany osocza.

U pacjentów z grasiczakiem oraz u pacjentów z uogólnioną miastenią seropozytywną (czyli z obecnością przeciwciał przeciwko receptorowi dla acetylocholiny) o wczesnym początku wykonujemy tymektomię czyli operację usunięcia grasicy.

Czy są pacjenci, którzy pomimo obecnie dostępnego leczenia nie mają dobrej kontroli tej choroby?
Z dostępnych publikacji wynika, że około połowa pacjentów ma istotnie obniżoną jakość życia pomimo leczenia, co oznacza, że kontrola choroby nie jest u nich wystarczająca. Ci pacjenci odnieśliby korzyści z leczenia nowoczesnymi lekami, które zostały opracowane do leczenia miastenii, a które nie są jeszcze refundowane. Te leki są szansą dla tych chorych na to, żeby wieść normalne, pełnowartościowe życie. Jest więc to bardzo obiecująca perspektywa, pod warunkiem oczywiście, że chorzy będą mieć dostęp do takiego leczenia.

O jakie nowe leki chodzi?
Wydaje się, że od kilku lat jesteśmy świadkami przełomu, jeśli chodzi o metody terapeutyczne w miastenii. Na tym polu dzieje się naprawdę dużo. Jednym z nowych zarejestrowanych leków jest efgartigimod alfa (w formie dożylnej w UE i USA oraz w formie podskórnej – tylko w USA), który obecnie badany jest także w populacji pediatrycznej. W czerwcu tego roku został zarejestrowany rozanoliksyzumab, a kilka leków o tym samym mechanizmie działania jest jeszcze w badaniach klinicznych. Wszystkie te nowe leki są skuteczne i stosunkowo bezpieczne. Ich niewątpliwą zaletą jest szybki początek działania w stosunku do klasycznych leków immunosupresyjnych. Tutaj efekt terapeutyczny czasem obserwujemy już po pierwszym wlewie leku, a najczęściej po 2-3 tygodniach, podczas gdy przy lekach immunosupresyjnych „starej” generacji skuteczność obserwujemy dopiero po wielu miesiącach terapii. Kolejną grupą nowych leków immunomodulujących, ale o innym mechanizmie działania są zarejestrowane już przez EMA – ekulizumab i rawulizumab, a kilka kolejnych leków z tej grupy jest obecnie w badaniach klinicznych, których wstępne wyniki są obiecujące.

Wszystkie nowoczesne leki przeznaczone do leczenia miastenii mają wykazany w badaniach klinicznych korzystny profil bezpieczeństwa i stosunkowo niewielkie działania niepożądane, choć trzeba pamiętać, że są to preparaty immunomodulujące, a zatem zwiększające ryzyko infekcji. Dodatkowo, czasami dopiero długoletnia obserwacja dostarcza szerszych danych na temat pełnego profilu bezpieczeństwa leków, zatem sięgając po te nowe opcje terapeutyczne zawsze powinniśmy ważyć korzyści i potencjalne ryzyko. Niemniej liczymy, że nowe opcje terapeutyczne będą w niedalekiej przyszłości dostępne dla polskich pacjentów – tych, dla których obecnie stosowane terapie nie są optymalne.

Unikanie infekcji to jedno z najistotniejszych zaleceń przy miastenii. Co jeszcze jest ważne, poza farmakoterapią, dla osób chorych na miastenię?
To prawda, że unikanie infekcji jest niezwykle ważne, dlaczego pacjentom z miastenią zalecamy szczepienia ochronne – zarówno te obowiązkowe, jak i przeciwko grypie oraz Covid. W ochronę przed infekcjami wpisuje się również profilaktyka zdrowia jamy ustnej, która może stanowić potencjalne źródło zakażenia. U pacjentów leczonych kortykosteroidami ważne jest, aby zapobiegać niepożądanym efektom działania tych leków – otyłości, nadciśnieniu, osteoporozie. Konieczne są także regularne badania okulistyczne. Ponadto miastenia jako choroba przewlekła, wpływająca na jakość życia, u dużego odsetka pacjentów może wiązać się z depresją czy zaburzeniami lękowymi, o czym trzeba pamiętać i być wyczulonym na objawy tych zaburzeń.

Jakie są największe wyzwania systemowe w opiece nad pacjentami z miastenią w Polsce?
Na pewno wyzwaniem jest wzrost świadomości miastenii wśród lekarzy. Warto też wiedzieć, że chociaż generalnie myślimy o miastenii jako o chorobie ludzi młodych, to w Polsce większość osób chorych jest po 50 roku życia, a szczyt zachorowań dotyczy grupy wiekowej po 70 roku życia. Nie należy zapominać o tych chorych
i mieć świadomość tego, że opadanie powiek czy inne objawy, o których wcześniej mówiłam, nie zawsze są wynikiem kruchości związanej z wiekiem, ale mogą być spowodowane miastenią.

Drugim dużym problemem systemowym jest brak dostępu do nowoczesnych terapii. Mamy takich pacjentów, u których wyczerpaliśmy wszystkie możliwe, dostępne metody leczenia, a ciągle nie udaje nam się odpowiednio dobrze kontrolować choroby. Chcielibyśmy móc leczyć swoich pacjentów w sposób skuteczny i nowoczesny, zgodny z najnowszą wiedzą. Mamy nadzieję, że wkrótce będzie to możliwe.

źródło: Expert PR

W ramach walki z chorobami rzadkimi, szeroko omawianej na szczeblu europejskim, koalicja „All United for MG” stworzona przez stowarzyszenia i przedstawicieli pacjentów cierpiących na miastenię organizuje pierwszy Europejski Dzień Miastenii (European Myasthenia Gravis Awareness Day). Inicjatywa ta ma w swoim zamyśle zwiększać powszechną wiedzę na temat tej rzadkiej choroby autoimmunologicznej atakującej układ nerwowy oraz mięśniowy, a także na temat jej konsekwencji – zarówno dla pacjentów, jak i ich opiekunów.  

Miastenia (myasthenia gravis, w skrócie MG) to choroba, która znacząco wpływa na życie towarzyskie, zawodowe i rodzinne dotkniętych nią osób. Aż 80% z nich doświadcza trudności z wykonywaniem pracy. 58% osób z chorobą napotyka przeszkody w codziennych aktywnościach, a niemal 60% z nich ciężko jest wywiązywać się z obowiązków wobec najbliższych. Właśnie dlatego koalicja „All United for MG” dąży do zwiększenia świadomości na temat tej choroby i podjęcia działań, które przełożą się na poprawę życia pacjentów. Mając poparcie wielu europejskich liderów, grupa przedstawiła w Parlamencie Europejskim 6 konkretnych zaleceń.

Bruksela, 1 czerwca 2023 r. – Koalicja #AllUnitedforMG, przy instytucjonalnym wsparciu Argenx, zrzesza europejskie stowarzyszenia oraz przedstawicieli pacjentów z Belgii, Francji, Niemiec, Grecji, Włoch, Rumunii, Polski i Hiszpanii, by wspólnymi siłami zwiększać wiedzę na temat tej niebezpiecznej i zagrażającej życiu choroby, wzmacniać prawa pacjentów dotyczące jakości życia, a w konsekwencji – zagwarantować poprawę standardów opieki. W Europie szacuje się, że liczba osób, które cierpią na miastenię, wynosi od 56.000 do 100.000.
Podnoszenie świadomości na temat miastenii to nie tylko kwestia rozpowszechniania wiedzy o samej chorobie. Chodzi również o to, by dać siłę cierpiącym na nią chorym, zwiększać zrozumienie wśród społeczeństwa, zadbać o lepszą opiekę zdrowotną, przełamywać stereotypy, a ostatecznie stworzyć świat, który daje szansę na rozwój także osobom z miastenią. Naszym celem jest poprawa jakości życia pacjentów i ich opiekunów oraz zmniejszenie ich obciążenia psychicznego spowodowanego chorobą – podsumowują inicjatorzy Europejskiego Dnia Miastenii.
Nie we wszystkich krajach Europy poziom świadomości i zrozumienia ciężaru tej choroby jest taki sam, co skutkuje nierównym dostępem do opieki. Wielu pacjentów ma niespełnione potrzeby związane z chorobą. Pierwszy w historii Europejski Dzień Miastenii stawia sobie za cel zakwestionowanie status quo i jest początkiem szerszej kampanii informacyjnej, jaką jest światowy miesiąc świadomości miastenii. Powstała w lutym 2023 r. koalicja organizuje dziś specjalne wydarzenie w gmachu Parlamentu Europejskiego, aby podnieść świadomość na temat choroby i potrzeb pacjentów, ale także przedstawić konkretne zalecenia dotyczące unijnej polityki w tym zakresie. 
Pierwszy Europejski Dzień Miastenii stanowi znaczący krok w kierunku zwiększenia powszechnej świadomości na temat tej rzadkiej choroby. Wezwanie do działania i przedstawione zalecenia przyczynią się do szerszej refleksji na temat roli i wartości dodanej, jaką Unia Europejska może wnosić w poprawę życia wszystkich pacjentów cierpiących na choroby rzadkie. Naszym obowiązkiem jest dopilnowanie, aby głosy osób dotkniętych chorobami rzadkimi zostały wysłuchane. Zależy nam na tym, aby uzyskały one wsparcie, którego potrzebują, aby móc żyć pełnią życia. Mówiąc głośno o wyzwaniach, przed którymi stoją osoby żyjące z miastenią, staramy się działać na rzecz poprawy oferowanej im opieki. – Istvan Ujhelyi, europoseł.
Koalicja #AllUnitedforMG opracowała sześć konkretnych zaleceń, mających na celu wprowadzenie realnych zmian dla osób żyjących z miastenią i innymi chorobami rzadkimi: 
Nasz apel jest tylko pierwszym krokiem w kierunku poprawy świadomości, zrozumienia i kontroli nad tą wyniszczającą chorobą. Mamy nadzieję, że wielu innych europejskich i krajowych przedstawicieli sektora służby zdrowia poprze nasze zalecenia i pomoże nam przekuć je na konkretne działania na poziomie europejskim i krajowym – Tomislav Sokol, europoseł.
Zrozumieć, jakie spustoszenie w organizmie sieje miastenia

MG jest poważną, rzadką i wyniszczającą chorobą autoimmunologiczną układu nerwowo-mięśniowego, której towarzyszą złożone objawy przewlekłe, powodujące osłabienie mięśni. Może to stanowić potencjalne zagrożenie dla życia. 

Nawet 58% pacjentów cierpiących na MG może doświadczać trudności w realizacji codziennych aktywności, a w wielu przypadkach wymagają oni ponad 50 godzin​ wsparcia od opiekuna tygodniowo. Dlatego też ponad 15,6% osób mających pod opieką chorych z miastenią musiało skrócić swój czas pracy, a 20,8% z nich – całkowicie zrezygnować z pracy zarobkowej. Charakteryzująca miastenię nieprzewidywalność oraz jej niedostrzegalność z zewnątrz mogą w dłuższej perspektywie utrudniać funkcjonowanie zarówno pacjentom, jak i ich opiekunom, a czasem wręcz powodować dodatkowe zagrożenia.
Pierwsze objawy miastenii często pojawiają się w obrębie twarzy np. w postaci opadających powiek. Osłabienie mięśni oczu może również skutkować podwójnym lub nieostrym widzeniem. Dodatkowo choroba może wpływać na mimikę twarzy, mówienie, przeżuwanie, połykanie i oddychanie, a także na motorykę rąk i nóg. Im większe obciążenie objawami u pacjenta, tym więcej pomocy potrzebuje on od opiekuna. Szacuje się, że wśród pacjentów z najcięższą postacią MG, 4 na 5 z nich wymaga wsparcia ze strony opiekuna – informuje dr Renato Mantegazza, dyrektor UOC IV Neurologii Fundacji IRCCS Carlo Besta w Mediolanie i dodaje: – Z racji tego, iż jest to choroba rzadka, niektórzy pracownicy medyczni nie mają o niej dostatecznej wiedzy. Jest to frustrujące, gdyż regularnie prowadzi do błędnych diagnoz i niewłaściwego leczenia. Dlatego jeśli chcemy zapewnić pacjentom skuteczną wczesną diagnozę i leczenie, kluczowe jest podnoszenie wiedzy wśród pracowników służby zdrowia.
80% pacjentów nie może cieszyć się pełnią życia

Życie z chorobą przewlekłą może być ogromnym wyzwaniem, obciążającym nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Pacjenci często zmagają się z lękiem, depresją i innymi problemami psychicznymi na tle doświadczanych na co dzień trudności. Co więcej, ciężar choroby nie pozostaje bez wpływu na życie towarzyskie i zawodowe zarówno pacjentów, jak i opiekunów. Przy tej chorobie ciężko jest cokolwiek zaplanować, dlatego często muszą oni zrezygnować z kariery zawodowej lub zmieniać godziny pracy, co może prowadzić do problemów finansowych, a także poczucia izolacji, frustracji i obwiniania się.
Badania przeprowadzone przez MyRealWorld MG wskazują, iż 80% pacjentów doświadcza trudności w pracy w wyniku swojej choroby. Co więcej, tylko 50% z nich jest zatrudnionych, podczas gdy wskaźnik zatrudnienia dla osób w wieku 20-64 lat w Europie wynosi 73%. 80% chorych czuje się sfrustrowana i przytłoczona codziennymi zmaganiami z chorobą. Ponadto 59% pacjentów doświadcza trudności w wywiązywaniu się z obowiązków wobec członków rodziny, a 43% pacjentów ma problemy z podejmowaniem aktywności towarzyskiej i poruszaniem się w miejscach publicznych.
Życie z miastenią to codzienna walka – każdy oddech i ruch wymagają ogromnego wysiłku. Ciągłe ograniczenia fizyczne i obciążenie emocjonalne odciskają piętno nie tylko na mnie, ale i na moich bliskich. – mówi jeden z pacjentów. – Ponadto nasza choroba jest niewidoczna i trudna do zrozumienia. Dlatego bardzo się cieszymy, że wreszcie ogłoszono Europejski Dzień Miastenii, który ma na celu zwrócenie uwagi na to schorzenie.
 
źródło: Koalicja AllUnitedforMG
 


Około 9 tysięcy osób w Polsce żyje z objawową, wymagającą leczenia miastenią – nabytą chorobą nerwowo-mięśniową o podłożu autoimmunologicznym, której głównym objawem jest nadmierna męczliwość mięśni. Wyraża się to opadaniem powiek, zaburzeniami widzenia, trudnościami w połykaniu, zaburzeniami mowy czy osłabieniem kończyn. Chorujący na miastenię borykają się nie tylko z objawami choroby, ale także z brakiem zrozumienia ze strony otoczenia oraz z ograniczeniami w dostępności do diagnostyki, leczenia i kompleksowej opieki. Kompleksowemu opisaniu sytuacji pacjentów z miastenią służy pierwszy w Polsce kliniczno-systemowy raport „Miastenia jako problem kliniczny i społeczny. Wyzwania dla optymalizacji opieki nad pacjentem w Polsce”. Dokument ten zawiera najnowszą wiedzę na temat miastenii, aktualnych standardów diagnostyki, terapii, badań klinicznych, rozwiązań systemowych oraz rekomendacje zmian służących optymalizacji opieki nad osobą żyjącą z miastenią. Autorami raportu są czołowi neurolodzy zajmujący się miastenią oraz eksperci systemu opieki zdrowotnej w Polsce. Bardzo ważną częścią raportu są stanowiska stowarzyszeń pacjentów i organizacji działających na rzecz osób chorych na miastenię.

Miastenia (myasthenia gravis, MG) jest jedną z najczęściej występujących nerwowo-mięśniowych chorób rzadkich. Spowodowana jest atakiem patogennych autoprzeciwciał na złącza nerwowo-mięśniowe (u ponad 85% chorych są to przeciwciała przeciwko receptorowi acetylocholiny). Miastenia może pojawić się w dowolnym wieku – od wczesnego dzieciństwa po późną starość, choć szczyt zapadalności obserwowany jest u kobiet pomiędzy 20 a 29 rokiem życia. Następnie zachorowalność zwiększa się znacznie u osób powyżej 60 roku życia (wyraźniej u mężczyzn). Dla większości pacjentów jest to choroba przewlekła, wymagająca leczenia przez całe życie. Miastenia odznacza się dużym zróżnicowaniem nasilenia objawów i ich umiejscowienia. Choroba przebiega zmiennie, z okresami zaostrzeń, a nawet groźnych dla życia tzw. przełomów miastenicznych.
Zazwyczaj miastenia zaczyna się od objawów ocznych: podwójnego widzenia lub opadania powieki, a czasem obu powiek. Często, zwykle w pierwszym roku od zachorowania, dochodzi do uogólnienia się objawów miastenii: dołączają się tzw. objawy opuszkowe, czyli zaburzenia mowy, gryzienia, połykania, osłabienie mięśni twarzy, a także mięśni kończyn górnych i dolnych, czasem również mięśni oddechowych z dusznością. Objawy są zmienne, nasilają się po wysiłku fizycznym, a zmniejszają po wypoczynku. Ta charakterystyczna cecha miastenii określana jest jako apokamnoza, czyli męczliwość mięśni szkieletowych. Przy średnim lub dużym nasileniu objawów chory może mieć trudności z gryzieniem i połykaniem prowadzące do utraty masy ciała, a w skrajnych sytuacjach nawet próba połykania płynów może prowadzić do zakrztuszenia się i zachłystowego zapalenia płuc. Duże osłabienie objawów kończynowych utrudnia codzienne funkcjonowanie, uzależniając ich od pomocy innych osób. Pacjenci mają trudności w wykonywaniu czynności wymagających unoszenia rąk ponad głową, wstawaniem z krzesła lub wchodzeniem po schodach. Infekcje, stres, duży wysiłek fizyczny mogą nasilać objawy. Pamiętajmy jednak, że nie u wszystkich chorych miastenia przebiega w tak trudny i groźny sposób. Około 30-50% prawidłowo leczonych osiągnie stan remisji, „bez objawów, bez leków”  opisuje prof. dr hab. n. med. Anna Kostera-Pruszczyk kierownik Kliniki Neurologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, Ośrodka Eksperckiego Chorób Rzadkich.

Uogólniona postać miastenii powoduje również osłabienie mięśni oddechowych, zagrażające niewydolnością oddechową, która występuje w przełomie miastenicznym. Jak wynika z badań, zaburzenia wentylacji o różnym nasileniu występują stale u zdecydowanej większości pacjentów i mają negatywny wpływ na jakość życia. U połowy pacjentów z miastenią występują również depresyjne zaburzenia nastroju, które potęgują, towarzyszące miastenii, poczucie zmęczenia
– wyjaśnia prof. dr hab. n. med.  Konrad Rejdak, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Miastenię należy podejrzewać u pacjentów z męczliwością mięśni, u których występuje zmienność nasilenia objawów w czasie. Zmienność ta może występować na przestrzeni godzin, dni, tygodni lub nawet lat. Charakterystyczne dla miastenii jest osłabienie siły poszczególnych grup mięśniowych pod wpływem wysiłku, które zmniejsza się lub ustępuje po odpoczynku. U większości chorych diagnozę miastenii można potwierdzić za pomocą testów serologicznych na obecność swoistych dla tej choroby przeciwciał (najczęściej są to przeciwciała anty-AChR). U każdego pacjenta z rozpoznaniem miastenii należy wykonać badanie obrazowe klatki piersiowej, ze względu na możliwość współwystępowania grasiczaka
– mówi prof. dr hab. n. med. Agnieszka Słowik, konsultant krajowa w dziedzinie neurologii.

Gdy wyzwaniem stają się banalne czynności
A co o życiu z miastenią mówią sami pacjenci? Na miastenię choruję od około 17 lat, ale dopiero od 8 lat mam postawioną diagnozę tej choroby. Niestety obecna wiedza na temat miastenii, nawet wśród medyków, jest niedostateczna. Często jesteśmy postrzegani jako symulanci, odsyłani do lekarzy psychiatrów, odbierani jako osoby leniwe lub będące pod wpływem alkoholu. Dlatego apelujemy do całego społeczeństwa – nie wyciągajcie pochopnie wniosków! Jeżeli młoda kobieta skarży się, że jest ciągle zmęczona, mówi, że nie ma na nic siły, nie ma siły podnieść rąk, ma problem żeby się uczesać, umyć zęby – to znaczy, że może być chora na miastenię! Dla miasteników często nie lada wyzwaniem są proste, banalne czynności dnia codziennego, takie jak zapięcie guzików, pisanie na klawiaturze, wejście do wanny, czy podniesienie się z krzesła. Mamy duże trudności z wchodzeniem po schodach, prowadzeniem samochodu, jedzeniem, bo każdy, nawet najmniejszy, wysiłek osłabia nasze mięśnie. Do tego dochodzi przewlekły ból, który odbiera siły, witalność i chęć do czegokolwiek. Nasz stan może pogorszyć się nagle – trudno jest nam planować kolejne dni, bo nigdy nie wiemy, czy będziemy w stanie zrealizować te plany. Często miastenia pozostaje jednak niewidoczna dla otoczenia, dlatego nasze złe samopoczucie bywa bagatelizowane. To negatywnie odbija się na stanie emocjonalnym i zdrowiu psychicznym osób chorych na miastenię – mówi Anna Wolska, prezes Stowarzyszenia Osób Dotkniętych Chorobami Nerwowo-Mięśniowymi „Kameleon”.

Na niską świadomość społeczną dotyczącą miastenii zwraca uwagę także Katarzyna Kozłowska, prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Nerwowo-Mięśniowych: Bazując na informacjach uzyskiwanych od pacjentów stwierdzamy, że istnieje ogromny deficyt wiedzy na temat samej choroby, sposobów jej diagnozowania, ścieżki diagnostycznej, szybkiego dostępu do lekarzy specjalistów, ośrodków neurologicznych, w których można uzyskać pomoc, aktualnych opcji terapeutycznych oraz badań klinicznych aktualnie prowadzonych w Polsce. Wśród licznych wyzwań, z jakimi mierzą się chorzy na miastenię, jest błędne wstępne rozpoznanie i opóźniona właściwa diagnoza choroby, co rodzi frustrację i prowadzi do niekorzystnego dla pacjenta opóźnienia w podjęciu odpowiedniego leczenia. Dlatego chcemy zwiększać społeczną świadomość o miastenii, edukować na temat jej objawów, zachęcać do badań diagnostycznych w przypadku wystąpienia niepokojących symptomów, a w razie rozpoznania tej choroby – wskazywać  skuteczne leczenie farmakologiczne dostosowane do stadium chorego.

Szeroka edukacja na temat miastenii to również jeden z priorytetów Polskiego Stowarzyszenia Chorych na Miastenię Gravis „Gioconda”. Nasze Stowarzyszenie podejmuje wysiłki, by z wiedzą o miastenii dotrzeć nie tylko do pacjentów, ale i społeczeństwa. Dostrzegamy też silną potrzebę edukacji środowiska medycznego, zarówno lekarzy POZ, neurologów, ale również ratowników medycznych i pielęgniarek. Ponieważ pacjenci z miastenią często są kierowani do innych specjalistów, jak okuliści, czy psychiatrzy, stąd konieczność szkolenia lekarzy również tych specjalności, by chorzy mogli być prawidłowo i szybciej diagnozowani. Ponadto widzimy, że brakuje specjalistów zajmujących się chorymi z miastenią, a jest to o tyle ważne, że każdy chory wymaga indywidualnego podejścia. Nie ma dwóch identycznie chorujących na miastenię osób, tak jak nie ma dwóch identycznych płatków śniegu – podkreśla Renata Machaczek z Polskiego Stowarzyszenia Chorych na Miastenię Gravis „Gioconda”.

Postęp w poszukiwaniu nowych leków

W leczeniu miastenii dysponujemy obecnie lekami o działaniu objawowym (lekami z grupy inhibitorów acetylocholinesterazy), lekami immunosupresyjnymi oraz terapiami o krótkotrwałym działaniu immunomodulującym. Wskazaniem do rozpoczęcia leczenia immunosupresyjnego są nasilone objawy opuszkowe lub uogólnione, znacząco pogarszające jakość życia, pomimo stosowania leczenia objawowego. Dobór leków stosowanych u pacjenta z miastenią, ich dawki oraz czas trwania kuracji powinny być dostosowane do aktualnego nasilenia objawów i przeciwwskazań do określonej terapii, oraz powinny być modyfikowane na bieżąco przez neurologa, mającego doświadczenie w leczeniu tej choroby. Dla niektórych pacjentów skuteczną opcją jest tymektomia, czyli chirurgiczne usunięcie grasicy.
Opcje terapeutyczne w miastenii do niedawna były ograniczone, ale obecnie dokonuje się ogromny postęp w poszukiwaniu nowych leków skutecznie kontrolujących objawy tej choroby. W ciągu ostatnich lat prowadzone są liczne badania kliniczne, a aktualnie rozwijane terapie obejmują leki biologiczne oraz substancje małocząsteczkowe. W ubiegłym roku w UE zostały zarejestrowane trzy nowe terapie miastenii: ekulizumab, rawulizumab i efgartigimod alfa. Leki te nie są w Polsce refundowane, ale mamy nadzieję, że polscy pacjenci otrzymają refundację publiczną tych leków jeszcze w 2023 roku, tym bardziej, że polskie ośrodki mają doświadczenie w ich stosowaniu, ponieważ uczestniczą w badaniach klinicznych nad tymi lekami – podkreśla prof. Konrad Rejdak.

Lepsza organizacja opieki = mniejsze koszty

Eksperci zwracają uwagę, że pomimo relatywnie niewielkiej liczby chorych, koszty społeczne, ponoszone przez system ochrony zdrowia na leczenie miastenii i jej powikłań, są znaczące. Wynika to z potrzeby przewlekłego leczenia immunosupresyjnego, występowanie ciężkich zaostrzeń choroby, wymagających leczenia w warunkach szpitalnych oraz ryzyka śmierci w przebiegu przełomu miastenicznego. Do tego należy doliczyć koszty społeczne wynikające z utraty produktywności osób chorych oraz indywidualne wydatki pacjentów i ich rodziny na przystosowanie gospodarstwa domowego do niepełnosprawności oraz na uzupełniające metody leczenia, takie jak: suplementację diety, psychoterapię, logoterapię, akupunkturę, czy masaże lecznicze.
W badaniach prowadzonych przez nasz zespół opublikowanych w 2022 roku, stwierdziliśmy, że 34% pacjentów z miastenią było leczonych glikokortykosteroidami lub innymi lekami immunosupresyjnymi, 14% pacjentów wymagało hospitalizacji, a 1,3%  było hospitalizowanych więcej niż dwukrotnie w ciągu jednego roku. Niewielki odsetek pacjentów wymagał wielokrotnych (10 lub więcej) hospitalizacji rocznie w związku z cyklicznym kosztownym leczeniem immunoglobulinami dożylnymi lub plazmaferezami. Średnia długość hospitalizacji pacjenta z miastenią wyniosła 8,34 ± 10 dni, i co bardzo ważne, była istotnie dłuższa niż hospitalizacje z innych powodów – mówi prof. dr hab. n. med. Anna Kostera-Pruszczyk.

Skala problemu wyrażona liczbą pacjentów i charakterystyką choroby zmusza do poprawy organizacji opieki poprzez stworzenie modelu skoordynowanej opieki, opartej na referencyjności współpracujących ze sobą podmiotów leczniczych. Zasadniczym celem wdrożenia sieci opartej na koordynacji prowadzonej przez centra eksperckie, jest jasne określenie ról i zadań poszczególnych poziomów opieki i skoordynowanie ich pracy na rzecz osiągnięcia jak najwyższych efektów leczenia i poprawy efektywności. Na poziomie POZ konieczne jest zwiększanie zaangażowania lekarza rodzinnego w proces identyfikacji chorych na miastenię oraz kierowanie ich do poradni neurologicznej lub, w przypadku nasilonych objawów opuszkowych, do oddziałów neurologii najbliższych miejsca zamieszkania – wyjaśnia dr n. med. Jakub Gierczyński, ekspert systemu ochrony zdrowia.
Niezbędne jest także prowadzenie rejestru chorych na miastenię w ramach Rejestru Chorób Rzadkich. Bardzo ważne w procesie optymalizacji opieki nad chorym na miastenię w Polsce są kadry medyczne i pomocnicze. Kadry medyczne to przede wszystkim lekarze neurolodzy specjalizujący się w diagnostyce i leczeniu miastenii, pielęgniarki, logopedzi oraz fizjoterapeuci i rehabilitanci. Kadry pomocnicze to asystenci medyczni oraz koordynatorzy opieki. Kluczowym postulatem środowiska lekarzy i pacjentów jest również refundacja zarejestrowanych w Unii Europejskiej leków: ekulizumabu, rawulizumabu i efgartigimodu alfa. Należy podkreślić, że efgartigimod alfa znalazł się w wykazie technologii lekowych o wysokim poziomie innowacyjności (TLI) opublikowanym przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji 31 marca 2023 roku – zauważa prof. dr hab. n. med. Agnieszka Słowik.

Polscy pacjenci z miastenią oczekują na dostęp do szybkiej diagnostyki, refundację publiczną wszystkich zarejestrowanych leków oraz kompleksową opiekę medyczną – konkluduje Stanisław Maćkowiak, prezes Krajowego Forum Orphan.
 
Rekomendacje ekspertów dla optymalizacji opieki nad pacjentem w Polsce:
  1. Organizacja opieki nad chorym na miastenię, w kontekście ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej zorientowanej na wartość, powinna realizować założenia kluczowych dokumentów, formułujących optymalizację opieki nad chorym w Polsce. Skala problemu wyrażona liczbą pacjentów i charakterystyką choroby zmusza do poprawy organizacji opieki poprzez stworzenie modelu skoordynowanej opieki, opartej na referencyjności współpracujących ze sobą podmiotów leczniczych.
  2. Na poziomie POZ konieczne jest zwiększanie zaangażowania lekarza rodzinnego w proces identyfikacji chorych na miastenię oraz kierowanie ich do poradni neurologicznej lub, w przypadku nasilonych objawów, do oddziału neurologii. Na poziomie poradni chorób nerwowo-mięśniowych oraz ośrodków specjalizujących się w leczeniu miastenii powinna być prowadzona rozszerzona diagnostyka, szczególnie w przypadkach wątpliwości diagnostycznych, a także zapewniona opieka lub opracowany plan postępowania wobec chorych, u których leczenie pierwszego rzutu zawiodło. Na poziomie krajowym rekomendowane jest utworzenie Rejestru Chorych z Miastenią oraz portalu edukacyjno-informacyjnego dla pacjentów i lekarzy.
  3. Rekomendowana jest refundacja publiczna zarejestrowanych w Unii Europejskiej leków w terapii miastenii, takich jak: ekulizumab, rawulizumab i efgartigimod alfa oraz mycofenolan mofetilu, co będzie realizacją priorytetowego traktowania chorób rzadkich i neurologicznych w Polsce.

źródło: Fundacja Zdrowie i Edukacja Ad Meritum

Około 9 tysięcy osób w Polsce żyje z objawową, wymagającą leczenia miastenią – nabytą chorobą nerwowo-mięśniową o podłożu autoimmunologicznym, której głównym objawem jest nadmierna męczliwość mięśni. Wyraża się to opadaniem powiek, zaburzeniami widzenia, trudnościami w połykaniu, zaburzeniami mowy czy osłabieniem kończyn. Chorujący na miastenię borykają się nie tylko z objawami choroby, ale także z brakiem zrozumienia ze strony otoczenia oraz z ograniczeniami w dostępności do diagnostyki, leczenia i kompleksowej opieki. Kompleksowemu opisaniu sytuacji pacjentów z miastenią służy pierwszy w Polsce kliniczno-systemowy raport „Miastenia jako problem kliniczny i społeczny. Wyzwania dla optymalizacji opieki nad pacjentem w Polsce”. Dokument ten zawiera najnowszą wiedzę na temat miastenii, aktualnych standardów diagnostyki, terapii, badań klinicznych, rozwiązań systemowych oraz rekomendacje zmian służących optymalizacji opieki nad osobą żyjącą z miastenią. Autorami raportu są czołowi neurolodzy zajmujący się miastenią oraz eksperci systemu opieki zdrowotnej w Polsce. Bardzo ważną częścią raportu są stanowiska stowarzyszeń pacjentów i organizacji działających na rzecz osób chorych na miastenię.

Miastenia (myasthenia gravis, MG) jest jedną z najczęściej występujących nerwowo-mięśniowych chorób rzadkich. Spowodowana jest atakiem patogennych autoprzeciwciał na złącza nerwowo-mięśniowe (u ponad 85% chorych są to przeciwciała przeciwko receptorowi acetylocholiny). Miastenia może pojawić się w dowolnym wieku – od wczesnego dzieciństwa po późną starość, choć szczyt zapadalności obserwowany jest u kobiet pomiędzy 20 a 29 rokiem życia. Następnie zachorowalność zwiększa się znacznie u osób powyżej 60 roku życia (wyraźniej u mężczyzn). Dla większości pacjentów jest to choroba przewlekła, wymagająca leczenia przez całe życie. Miastenia odznacza się dużym zróżnicowaniem nasilenia objawów i ich umiejscowienia. Choroba przebiega zmiennie, z okresami zaostrzeń, a nawet groźnych dla życia tzw. przełomów miastenicznych.
Zazwyczaj miastenia zaczyna się od objawów ocznych: podwójnego widzenia lub opadania powieki, a czasem obu powiek. Często, zwykle w pierwszym roku od zachorowania, dochodzi do uogólnienia się objawów miastenii: dołączają się tzw. objawy opuszkowe, czyli zaburzenia mowy, gryzienia, połykania, osłabienie mięśni twarzy, a także mięśni kończyn górnych i dolnych, czasem również mięśni oddechowych z dusznością. Objawy są zmienne, nasilają się po wysiłku fizycznym, a zmniejszają po wypoczynku. Ta charakterystyczna cecha miastenii określana jest jako apokamnoza, czyli męczliwość mięśni szkieletowych. Przy średnim lub dużym nasileniu objawów chory może mieć trudności z gryzieniem i połykaniem prowadzące do utraty masy ciała, a w skrajnych sytuacjach nawet próba połykania płynów może prowadzić do zakrztuszenia się i zachłystowego zapalenia płuc. Duże osłabienie objawów kończynowych utrudnia codzienne funkcjonowanie, uzależniając ich od pomocy innych osób. Pacjenci mają trudności w wykonywaniu czynności wymagających unoszenia rąk ponad głową, wstawaniem z krzesła lub wchodzeniem po schodach. Infekcje, stres, duży wysiłek fizyczny mogą nasilać objawy. Pamiętajmy jednak, że nie u wszystkich chorych miastenia przebiega w tak trudny i groźny sposób. Około 30-50% prawidłowo leczonych osiągnie stan remisji, „bez objawów, bez leków”  opisuje prof. dr hab. n. med. Anna Kostera-Pruszczyk kierownik Kliniki Neurologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, Ośrodka Eksperckiego Chorób Rzadkich.

Uogólniona postać miastenii powoduje również osłabienie mięśni oddechowych, zagrażające niewydolnością oddechową, która występuje w przełomie miastenicznym. Jak wynika z badań, zaburzenia wentylacji o różnym nasileniu występują stale u zdecydowanej większości pacjentów i mają negatywny wpływ na jakość życia. U połowy pacjentów z miastenią występują również depresyjne zaburzenia nastroju, które potęgują, towarzyszące miastenii, poczucie zmęczenia
– wyjaśnia prof. dr hab. n. med.  Konrad Rejdak, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Miastenię należy podejrzewać u pacjentów z męczliwością mięśni, u których występuje zmienność nasilenia objawów w czasie. Zmienność ta może występować na przestrzeni godzin, dni, tygodni lub nawet lat. Charakterystyczne dla miastenii jest osłabienie siły poszczególnych grup mięśniowych pod wpływem wysiłku, które zmniejsza się lub ustępuje po odpoczynku. U większości chorych diagnozę miastenii można potwierdzić za pomocą testów serologicznych na obecność swoistych dla tej choroby przeciwciał (najczęściej są to przeciwciała anty-AChR). U każdego pacjenta z rozpoznaniem miastenii należy wykonać badanie obrazowe klatki piersiowej, ze względu na możliwość współwystępowania grasiczaka
– mówi prof. dr hab. n. med. Agnieszka Słowik, konsultant krajowa w dziedzinie neurologii.

Gdy wyzwaniem stają się banalne czynności
A co o życiu z miastenią mówią sami pacjenci? Na miastenię choruję od około 17 lat, ale dopiero od 8 lat mam postawioną diagnozę tej choroby. Niestety obecna wiedza na temat miastenii, nawet wśród medyków, jest niedostateczna. Często jesteśmy postrzegani jako symulanci, odsyłani do lekarzy psychiatrów, odbierani jako osoby leniwe lub będące pod wpływem alkoholu. Dlatego apelujemy do całego społeczeństwa – nie wyciągajcie pochopnie wniosków! Jeżeli młoda kobieta skarży się, że jest ciągle zmęczona, mówi, że nie ma na nic siły, nie ma siły podnieść rąk, ma problem żeby się uczesać, umyć zęby – to znaczy, że może być chora na miastenię! Dla miasteników często nie lada wyzwaniem są proste, banalne czynności dnia codziennego, takie jak zapięcie guzików, pisanie na klawiaturze, wejście do wanny, czy podniesienie się z krzesła. Mamy duże trudności z wchodzeniem po schodach, prowadzeniem samochodu, jedzeniem, bo każdy, nawet najmniejszy, wysiłek osłabia nasze mięśnie. Do tego dochodzi przewlekły ból, który odbiera siły, witalność i chęć do czegokolwiek. Nasz stan może pogorszyć się nagle – trudno jest nam planować kolejne dni, bo nigdy nie wiemy, czy będziemy w stanie zrealizować te plany. Często miastenia pozostaje jednak niewidoczna dla otoczenia, dlatego nasze złe samopoczucie bywa bagatelizowane. To negatywnie odbija się na stanie emocjonalnym i zdrowiu psychicznym osób chorych na miastenię – mówi Anna Wolska, prezes Stowarzyszenia Osób Dotkniętych Chorobami Nerwowo-Mięśniowymi „Kameleon”.

Na niską świadomość społeczną dotyczącą miastenii zwraca uwagę także Katarzyna Kozłowska, prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Nerwowo-Mięśniowych: Bazując na informacjach uzyskiwanych od pacjentów stwierdzamy, że istnieje ogromny deficyt wiedzy na temat samej choroby, sposobów jej diagnozowania, ścieżki diagnostycznej, szybkiego dostępu do lekarzy specjalistów, ośrodków neurologicznych, w których można uzyskać pomoc, aktualnych opcji terapeutycznych oraz badań klinicznych aktualnie prowadzonych w Polsce. Wśród licznych wyzwań, z jakimi mierzą się chorzy na miastenię, jest błędne wstępne rozpoznanie i opóźniona właściwa diagnoza choroby, co rodzi frustrację i prowadzi do niekorzystnego dla pacjenta opóźnienia w podjęciu odpowiedniego leczenia. Dlatego chcemy zwiększać społeczną świadomość o miastenii, edukować na temat jej objawów, zachęcać do badań diagnostycznych w przypadku wystąpienia niepokojących symptomów, a w razie rozpoznania tej choroby – wskazywać  skuteczne leczenie farmakologiczne dostosowane do stadium chorego.

Szeroka edukacja na temat miastenii to również jeden z priorytetów Polskiego Stowarzyszenia Chorych na Miastenię Gravis „Gioconda”. Nasze Stowarzyszenie podejmuje wysiłki, by z wiedzą o miastenii dotrzeć nie tylko do pacjentów, ale i społeczeństwa. Dostrzegamy też silną potrzebę edukacji środowiska medycznego, zarówno lekarzy POZ, neurologów, ale również ratowników medycznych i pielęgniarek. Ponieważ pacjenci z miastenią często są kierowani do innych specjalistów, jak okuliści, czy psychiatrzy, stąd konieczność szkolenia lekarzy również tych specjalności, by chorzy mogli być prawidłowo i szybciej diagnozowani. Ponadto widzimy, że brakuje specjalistów zajmujących się chorymi z miastenią, a jest to o tyle ważne, że każdy chory wymaga indywidualnego podejścia. Nie ma dwóch identycznie chorujących na miastenię osób, tak jak nie ma dwóch identycznych płatków śniegu – podkreśla Renata Machaczek z Polskiego Stowarzyszenia Chorych na Miastenię Gravis „Gioconda”.

Postęp w poszukiwaniu nowych leków

W leczeniu miastenii dysponujemy obecnie lekami o działaniu objawowym (lekami z grupy inhibitorów acetylocholinesterazy), lekami immunosupresyjnymi oraz terapiami o krótkotrwałym działaniu immunomodulującym. Wskazaniem do rozpoczęcia leczenia immunosupresyjnego są nasilone objawy opuszkowe lub uogólnione, znacząco pogarszające jakość życia, pomimo stosowania leczenia objawowego. Dobór leków stosowanych u pacjenta z miastenią, ich dawki oraz czas trwania kuracji powinny być dostosowane do aktualnego nasilenia objawów i przeciwwskazań do określonej terapii, oraz powinny być modyfikowane na bieżąco przez neurologa, mającego doświadczenie w leczeniu tej choroby. Dla niektórych pacjentów skuteczną opcją jest tymektomia, czyli chirurgiczne usunięcie grasicy.
Opcje terapeutyczne w miastenii do niedawna były ograniczone, ale obecnie dokonuje się ogromny postęp w poszukiwaniu nowych leków skutecznie kontrolujących objawy tej choroby. W ciągu ostatnich lat prowadzone są liczne badania kliniczne, a aktualnie rozwijane terapie obejmują leki biologiczne oraz substancje małocząsteczkowe. W ubiegłym roku w UE zostały zarejestrowane trzy nowe terapie miastenii: ekulizumab, rawulizumab i efgartigimod alfa. Leki te nie są w Polsce refundowane, ale mamy nadzieję, że polscy pacjenci otrzymają refundację publiczną tych leków jeszcze w 2023 roku, tym bardziej, że polskie ośrodki mają doświadczenie w ich stosowaniu, ponieważ uczestniczą w badaniach klinicznych nad tymi lekami – podkreśla prof. Konrad Rejdak.

Lepsza organizacja opieki = mniejsze koszty

Eksperci zwracają uwagę, że pomimo relatywnie niewielkiej liczby chorych, koszty społeczne, ponoszone przez system ochrony zdrowia na leczenie miastenii i jej powikłań, są znaczące. Wynika to z potrzeby przewlekłego leczenia immunosupresyjnego, występowanie ciężkich zaostrzeń choroby, wymagających leczenia w warunkach szpitalnych oraz ryzyka śmierci w przebiegu przełomu miastenicznego. Do tego należy doliczyć koszty społeczne wynikające z utraty produktywności osób chorych oraz indywidualne wydatki pacjentów i ich rodziny na przystosowanie gospodarstwa domowego do niepełnosprawności oraz na uzupełniające metody leczenia, takie jak: suplementację diety, psychoterapię, logoterapię, akupunkturę, czy masaże lecznicze.
W badaniach prowadzonych przez nasz zespół opublikowanych w 2022 roku, stwierdziliśmy, że 34% pacjentów z miastenią było leczonych glikokortykosteroidami lub innymi lekami immunosupresyjnymi, 14% pacjentów wymagało hospitalizacji, a 1,3%  było hospitalizowanych więcej niż dwukrotnie w ciągu jednego roku. Niewielki odsetek pacjentów wymagał wielokrotnych (10 lub więcej) hospitalizacji rocznie w związku z cyklicznym kosztownym leczeniem immunoglobulinami dożylnymi lub plazmaferezami. Średnia długość hospitalizacji pacjenta z miastenią wyniosła 8,34 ± 10 dni, i co bardzo ważne, była istotnie dłuższa niż hospitalizacje z innych powodów – mówi prof. dr hab. n. med. Anna Kostera-Pruszczyk.

Skala problemu wyrażona liczbą pacjentów i charakterystyką choroby zmusza do poprawy organizacji opieki poprzez stworzenie modelu skoordynowanej opieki, opartej na referencyjności współpracujących ze sobą podmiotów leczniczych. Zasadniczym celem wdrożenia sieci opartej na koordynacji prowadzonej przez centra eksperckie, jest jasne określenie ról i zadań poszczególnych poziomów opieki i skoordynowanie ich pracy na rzecz osiągnięcia jak najwyższych efektów leczenia i poprawy efektywności. Na poziomie POZ konieczne jest zwiększanie zaangażowania lekarza rodzinnego w proces identyfikacji chorych na miastenię oraz kierowanie ich do poradni neurologicznej lub, w przypadku nasilonych objawów opuszkowych, do oddziałów neurologii najbliższych miejsca zamieszkania – wyjaśnia dr n. med. Jakub Gierczyński, ekspert systemu ochrony zdrowia.
Niezbędne jest także prowadzenie rejestru chorych na miastenię w ramach Rejestru Chorób Rzadkich. Bardzo ważne w procesie optymalizacji opieki nad chorym na miastenię w Polsce są kadry medyczne i pomocnicze. Kadry medyczne to przede wszystkim lekarze neurolodzy specjalizujący się w diagnostyce i leczeniu miastenii, pielęgniarki, logopedzi oraz fizjoterapeuci i rehabilitanci. Kadry pomocnicze to asystenci medyczni oraz koordynatorzy opieki. Kluczowym postulatem środowiska lekarzy i pacjentów jest również refundacja zarejestrowanych w Unii Europejskiej leków: ekulizumabu, rawulizumabu i efgartigimodu alfa. Należy podkreślić, że efgartigimod alfa znalazł się w wykazie technologii lekowych o wysokim poziomie innowacyjności (TLI) opublikowanym przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji 31 marca 2023 roku – zauważa prof. dr hab. n. med. Agnieszka Słowik.

Polscy pacjenci z miastenią oczekują na dostęp do szybkiej diagnostyki, refundację publiczną wszystkich zarejestrowanych leków oraz kompleksową opiekę medyczną – konkluduje Stanisław Maćkowiak, prezes Krajowego Forum Orphan.
 
Rekomendacje ekspertów dla optymalizacji opieki nad pacjentem w Polsce:
  1. Organizacja opieki nad chorym na miastenię, w kontekście ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej zorientowanej na wartość, powinna realizować założenia kluczowych dokumentów, formułujących optymalizację opieki nad chorym w Polsce. Skala problemu wyrażona liczbą pacjentów i charakterystyką choroby zmusza do poprawy organizacji opieki poprzez stworzenie modelu skoordynowanej opieki, opartej na referencyjności współpracujących ze sobą podmiotów leczniczych.
  2. Na poziomie POZ konieczne jest zwiększanie zaangażowania lekarza rodzinnego w proces identyfikacji chorych na miastenię oraz kierowanie ich do poradni neurologicznej lub, w przypadku nasilonych objawów, do oddziału neurologii. Na poziomie poradni chorób nerwowo-mięśniowych oraz ośrodków specjalizujących się w leczeniu miastenii powinna być prowadzona rozszerzona diagnostyka, szczególnie w przypadkach wątpliwości diagnostycznych, a także zapewniona opieka lub opracowany plan postępowania wobec chorych, u których leczenie pierwszego rzutu zawiodło. Na poziomie krajowym rekomendowane jest utworzenie Rejestru Chorych z Miastenią oraz portalu edukacyjno-informacyjnego dla pacjentów i lekarzy.
  3. Rekomendowana jest refundacja publiczna zarejestrowanych w Unii Europejskiej leków w terapii miastenii, takich jak: ekulizumab, rawulizumab i efgartigimod alfa oraz mycofenolan mofetilu, co będzie realizacją priorytetowego traktowania chorób rzadkich i neurologicznych w Polsce.

źródło: Fundacja Zdrowie i Edukacja Ad Meritum

Jestem mocno zdeterminowana, żeby walczyć o poprawę sytuacji osób chorujących na miastenię: o przyspieszenie diagnostyki, zwiększenie dostępu do leczenia, a przede wszystkim o podniesienie świadomości społecznej na temat tej ciężkiej choroby – mówi Anna Wolska, chorująca na uogólnioną miastenię, założycielka Stowarzyszenia Osób Dotkniętych Chorobami Nerwowo-Mięśniowymi „Kameleon”.

Jest Pani założycielką Stowarzyszenia Osób Dotkniętych Chorobami Nerwowo-Mięśniowymi „Kameleon”. Dlaczego zdecydowała się Pani na założenie tego stowarzyszenia? Jakie cele stawia sobie stowarzyszenie?

Stowarzyszenie „Kameleon” założyliśmy razem z 23 osobami w czerwcu 2022 r.,  a 14 lutego bieżącego roku zostało ono wpisane do Krajowego Rejestru Sądowego. Wszyscy jesteśmy osobami chorującymi na miastenię i na swojej drodze spotykamy się z wieloma problemami, choćby w dostępności do leczenia naszej choroby, która należy do chorób rzadkich. Chcemy to zmienić, działając wspólnie, bo wierzymy, że w grupie siła. Jako stowarzyszenie mamy możliwość występowania z różnymi wnioskami czy prośbami np. do Ministerstwa Zdrowia. Poprzez kontakt z mediami, organizacjami rządowymi, pozarządowymi i środowiskiem medycznym mamy zamiar wpływać na poprawę dostępności do specjalistycznego leczenia dla chorych na miastenię i inne choroby nerwowo-mięśniowe.

Naszym celem statutowym jest także popularyzacja i upowszechnienie wiedzy na temat chorób nerwowo-mięśniowych, na początek – na temat miastenii. Niestety obecna wiedza na temat tej choroby, nawet wśród medyków, jest niedostateczna, co prowadzi w wielu przypadkach do błędnych diagnoz. Osoby z miastenią są często postrzegane jako symulanci, nawet przez niektórych lekarzy neurologów, zwłaszcza w małych ośrodkach, gdzie rzadko spotyka się pacjenta z tą chorobą. Zdarza się, że miastenicy są odsyłani do lekarzy psychiatrów. Przez społeczeństwo jesteśmy natomiast często odbierani jako osoby leniwe lub będące pod wpływem alkoholu. Dlatego chcemy zwiększać świadomość społeczną na temat miastenii.

Kolejny nasz cel to organizowanie różnych form pomocy chorym i ich rodzinom. Wśród nas są osoby na rentach, osoby, które zachorowały w młodym wieku i przez to nie zdobyły żadnego wykształcenia, dlatego chcemy je wspierać, także finansowo. Na pewno nikogo nie zostawimy bez pomocy. Na razie skupiamy się na miastenii, ale w przyszłości będziemy zajmować się także innymi chorobami nerwowo-mięśniowymi, jak: dystrofie, miopatie, SLA, SMA, polineuropatie i wiele innych.

Czym jest miastenia? Co to za choroba?

Miastenia jest rzadką chorobą autoimmunologiczną, która charakteryzuje się szybką męczliwością i osłabieniem mięśni szkieletowych, co powoduje m.in. opadanie powiek, podwójne widzenie, niewyraźną, bełkotliwą mowę, osłabienie kończyn górnych i dolnych, częste upadki, opadanie głowy, problemy z połykaniem pokarmów i płynów. Do tego dochodzi przewlekły ból, który odbiera witalność, siły i chęć do czegokolwiek. Ktoś, kto tego nie odczuł na własnej skórze, chyba nie jest w stanie sobie tego wyobrazić. Są miastenicy, którzy muszą być wentylowani mechanicznie, za pomocą domowych respiratorów, bo ich mięśnie oddechowe są za słabe, żeby wydajnie pracować. Zaburzenia w oddychaniu mogą prowadzić do ostrej niewydolności oddechowej, czyli tzw. przełomu miastenicznego, który jest bezpośrednim zagrożeniem dla życia i w skrajnych przypadkach kończy się śmiercią.
 
Miastenia może mieć jednak bardzo różnorodny i zmienny przebieg, przybierać różne postaci, dlatego przyjęliśmy nazwę naszego stowarzyszenia – Kameleon.

Pani także choruje na miastenię, ale proszę najpierw opowiedzieć o sobie z czasów „przed chorobą”.

U mnie miastenia została zdiagnozowana 8 lat temu, ale pierwsze wyraźne objawy pojawiły się już około 17 lat temu. Wcześniej byłam osobą bardzo energiczną, aktywną, zawsze robiłam trzy rzeczy naraz, wszędzie było mnie pełno. Uwielbialiśmy z mężem wychodzić na różne spotkania towarzyskie, dyskoteki, wszystkie bale w Bydgoszczy były nasze. Zajmowałam się domem i rodziną – mam 3 synów i psa – a także rozwijałam własną firmę. Miastenia drastycznie zmieniła moje życie – z osoby aktywnej stałam się osobą, która mało może i jest zmuszona większość dnia spędzać na kanapie. Choroba i związane z nią przewlekłe zmęczenie i brak siły, a także konieczność korzystania z pomocy innych osób, negatywnie odbijają się na moim stanie emocjonalnym i zdrowiu psychicznym. Często „łapię doły”, co przed chorobą praktycznie mi się nie zdarzało.

Jak zaczęła się Pani historia z chorobą?

Uchwycenie momentu zachorowania jest dosyć trudne, ale wyraźne problemy zaczęły się po urodzeniu trzeciego dziecka. Miałam wtedy 34 lata. Już pod koniec ciąży byłam słaba, miałam też duże trudności z porodem. W następnych miesiącach bolały mnie stawy, byłam zmęczona, ciągle miałam jakieś problemy ze wzrokiem, typu zamazane widzenie. I wówczas zaczęła się moja odyseja diagnostyczna. Byłam u lekarza rodzinnego, neurologa, okulisty, reumatologa. Nikt nie wiedział co mi jest, aż w końcu postawiono rozpoznanie migreny z aurą oraz napadowych zawrotów głowy. Taki stan trwał około 9 lat, do maja 2015 roku. Pojechałam wtedy na tygodniowe wakacje do Grecji i tam miałam problem z tym, żeby wejść po schodach na 1. piętro. Miałam wrażenie, że ktoś mi poprzypinał kule do nóg. Miałam też światłowstręt. Po powrocie do domu pamiętam taki moment, że chciałam podbiec do psa i nie mogłam ruszyć się z miejsca. Było to przedziwne, bardzo nieprzyjemne, uczucie. Niestety z dnia na dzień było coraz gorzej. Doszło to tego, że miałam problem z podniesieniem się z toalety. Po 2 tygodniach takiego stanu poszłam do lekarza rodzinnego. Lekarz, jak mnie zobaczył, miał przerażenie w oczach. Podczas badania stwierdził, że nie mam odruchów neurologicznych, więc dał skierowanie i kazał natychmiast, jeszcze tego samego dnia, iść do neurologa. Choć to nie jest takie proste, żeby dostać się tak szybko na wizytę do neurologa, to podeszłam do polikliniki i tam mnie od razu przyjęto. Tak źle wyglądałam, a idąc szurałam nogami. Neurolog poprosiła, żebym zrobiła przysiad. Ja go zrobiłam, trzymając się biurka, i dosłownie rozjechałam się na podłodze. Nie byłam w stanie w żaden sposób się podnieść, trzeba było mnie z tej podłogi zbierać. Jeszcze tego samego dnia trafiłam na oddział neurologiczny do szpitala. Tam zrobiono mi mnóstwo badań, m.in. punkcję lędźwiową oraz rezonans magnetyczny głowy i kręgosłupa, i wykluczono m.in. polineuropatię poinfekcyjną i stwardnienie rozsiane. Będąc na oddziale, nie byłam w stanie założyć sobie bielizny, bo nie odrywałam nóg od podłoża. Pójście pod prysznic, wytarcie się graniczyło z cudem. Po 10 dniach zostałam wypisana do domu z podejrzeniem miastenii i lekami zapisanymi na próbę. Wtedy nie byłam zupełnie świadoma tego co, to jest za choroba. Zaczęłam o niej czytać i stwierdzałam, że to jest niemożliwe, żebym na tak ciężką chorobę chorowała. Przez jakiś czas wypierałam chorobę i siłą woli starałam się żyć tak samo jak dotychczas. Ale objawy postępowały w szybkim tempie – nie miałam siły, żeby wejść na piętro w domu, mąż wsadzał mnie do wanny, zsadzał z toalety, nawet pisanie na klawiaturze było dla mnie bardzo trudne, bo ręce ważyły tonę. Wreszcie umówiłam się na konsultację do profesora, który od razu zostawił mnie na oddziale szpitalnym. Stwierdził, że jest to ewidentnie miastenia i zlecił dożylne podanie sterydów. 

Jakie były efekty tego leczenia?

Po sterydach puchłam w oczach, ale objawy nie ustępowały. Lekarze zdecydowali, że konieczna jest plazmafereza czyli wymiana osocza. Jest to dosyć obciążający zabieg, który polega na tym, że pacjentowi zakłada się wkłucie centralne do żyły i krew jest filtrowana przez sztuczną nerkę, co powoduje oddzielenie stałych cząstek krwi od osocza. Z osocza „wypłukuje się przeciwciała patologiczne, które odpowiadają za objawy miastenii. Pacjent dostaje płyn osoczozastępczy, a następnie osocze od dawców, żeby przywrócić krzepliwość krwi. Zanim to nie nastąpi, nie można się ruszać, wstać z łóżka, bo każde, nawet najmniejsze uderzenie może skończyć się krwotokiem. Po plazmaferezie zrobiło mi się dużo lepiej, lżej. Ale to była tylko chwilowa poprawa i tak naprawdę moja walka z chorobą się dopiero zaczęła.

Jak później wyglądało Pani leczenie i jakie przynosiło rezultaty?

Przeszłam naprawdę wiele. Dostawałam sterydy doustne, po których bardzo przytyłam, co mocno odbijało się na psychice. Próbowano u mnie immunosupresji, ale nie tolerowałam przepisanego leku – miałam po nim przewlekłe biegunki, obniżało się także stężenie potasu w moim organizmie, a potas odgrywa bardzo dużą rolę w pracy mięśni. Więc znowu trafiałam do szpitala, żeby uzupełnić potas. Następnie otrzymałam leczenie cytostatyczne, które powodowało okropne nudności, utrzymujące się około tygodnia po podaniu leku. Przez około pół roku po zakończeniu całego cyklu leczenia cytostatycznego nastąpiła poprawa, ale  choroba nagle znowu wróciła i trafiłam do szpitala na granicy przełomu miastenicznego. Na szczęście nie było konieczności intubacji, lekarzom udało się doprowadzić mnie do porządku poprzez podawanie tlenu i plazmaferezę. Plazmaferezy mam wykonywane regularnie, co kilka miesięcy.

Następnie otrzymywałam leczenie biologiczne rituksimabem. Po tej terapii poprawa utrzymała się przez około półtora roku aż do chwili śmierci mojej mamy. Choć mama chorowała od jakiegoś czasu, jej śmierć była dla mnie ogromnym przeżyciem. Ten stres spowodował, że objawy miastenii znowu się nasiliły i znowu trafiłam na plazmaferezę. Przez 8 lat, które minęły od momentu diagnozy, byłam hospitalizowana na neurologii ponad 20 razy.

Z jakimi problemami związanymi z chorobą zmaga się Pani w życiu codziennym? Jak choroba wpływa na jakość Pani życia?
Miastenia ma kolosalny wpływ na moje życie. W domu nie robię praktycznie nic, co jest bardzo trudną dla mnie sytuacją. Posegreguję i wrzucę pranie do pralki, ale już przerzucenie do suszarki jest dla mnie za ciężkie. Na szczęście mam bardzo dobrego męża. W małżeństwach bywa różnie, u nas też było różnie, ale mój mąż sprawdził się bardzo jak zachorowałam. To on robi wszystko dla mnie  – śniadanie, kanapki do pracy, jak wracam do domu czeka na mnie obiad, którego sama nie mam siły zrobić. Potem robi mi herbatę, deserek, po prostu bardzo mnie wspiera. Życzę każdemu miastenikowi, żeby miał takie wsparcie.

Ja nie potrafię żyć bez pracy, praca i moja firma trzymają mnie w miarę dobrej formie psychicznej, bo pozwalają na chwilę zapomnieć o chorobie. Ale niestety, jestem w stanie pracować tylko 3-4 godziny dziennie, może 5 jak mam dobry dzień, a czasem wcale, bo nie jestem w stanie wstać z łóżka. I po tych kilku godzinach pracy, gdy wracam do domu, muszę się najpierw położyć, żeby mieć siłę coś zjeść. Jak zjem, to resztę dnia spędzam na kanapie z moim ukochanym psem. Pod koniec dnia często nie mogę już prawie mówić. Nie ma mowy o żadnych wyjściach, bo po prostu nie mam na nie siły.

Co motywuje Panią do walki z chorobą?

Korzystam z psychoterapii. Psychoterapeutka pomogła mi nauczyć się żyć z chorobą, i do dzisiaj, jak przychodzą takie dni, kiedy jest ciężko, bo znowu nie mam siły wstać z łóżka, to się z nią kontaktuję. Po rozmowie z psychoterapeutką jest mi lepiej. 

Do walki motywuje mnie też rodzina – mąż i synowie. Najstarszy syn jest po 30-tce, średni kończy studia, a najmłodszy ma 17 lat i muszę go wychować i wykształcić. Mam też psa, który jest dla mnie jak dziecko i muszę o niego dbać. Wsparciem jest dla mnie również mój zespół w pracy. Moi pracownicy wiedzą o mojej chorobie, uświadomiłam ich, żeby nie myśleli, że szefowa jest leniwa. Dużo rozmawiamy na ten temat.

Czego najbardziej brakuje pacjentom z miastenią? Jakie są ich najważniejsze potrzeby?
Na pewno bardzo potrzebne jest przyspieszenie diagnostyki, dlatego chcemy szerzyć wiedzę o miastenii wśród lekarzy rodzinnych, zespołów ratownictwa medycznego, a nawet neurologów. Inną pilną potrzebą jest poprawa dostępu do leczenia. Przykładem jest jeden z leków, bardzo potrzebny wielu osobom z miastenią, który jest sprowadzany przez dość skomplikowaną procedurę importu docelowego. Lekarz neurolog musi najpierw napisać wniosek o ten lek z uzasadnieniem i wprowadzić go do systemu SOiD do akceptacji przez wojewódzkiego konsultanta ds. neurologii. Po tej akceptacji zgodę na import musi wyrazić Ministerstwo Zdrowia. Następnie trzeba jeszcze zawnioskować do MZ o refundację tego leku i czekać na tę decyzję. Wszystko to, od wypisania zapotrzebowania do odbioru leku w aptece trwa nawet 15-17 tygodni. Pacjenci często pożyczają sobie ten lek, a to nie powinno tak wyglądać. Ten lek powinien być dostępny na receptę od ręki w aptekach.

Jak Pani wyobraża sobie idealną przyszłość dla chorych? Jakie terapie mogłyby ją choć odrobinę poprawić?
Idealnie byłoby zwiększyć dostępność do leczenia biologicznego oraz do immunoglobulin, tak jak jest to w krajach Europy Zachodniej. Tam lekarze mają więcej możliwości i nie dopuszczają do tego, żeby stan pacjenta z miastenią się zbyt pogorszył, bo jak się pogorszy, to ubytki neurologiczne mogą być tak duże, że ciężko jest wrócić do stanu wyjściowego. Mam też nadzieję, że wkrótce dostępne staną się nowe, celowane leki biologiczne, uderzające w przyczynę choroby. Leki te powinny być refundowane dla pacjentów, którzy ich potrzebują, ze względu na ciężkość chorowania na miastenię.

Czy jest coś o co chciałaby Pani zaapelować do osób, które nie miały wcześniej wiele do czynienia z miastenią?
Nie bądźcie obojętni. Jeżeli młoda kobieta skarży się, że jest ciągle zmęczona, mówi ,że nie ma na nic siły, nie ma siły podnieść rąk, ma problem żeby się uczesać, umyć zęby – szukajcie pomocy, bo ona może być chora. To nie jest lenistwo!

Wszystkich chorych na choroby nerwowo-mięśniowe zapraszamy do naszego stowarzyszenia – im będzie nas więcej, tym większą będziemy mieć siłę. Osobiście jestem bardzo zdeterminowana, żeby walczyć o nasze cele.

źródło: ExpertPR

Jestem mocno zdeterminowana, żeby walczyć o poprawę sytuacji osób chorujących na miastenię: o przyspieszenie diagnostyki, zwiększenie dostępu do leczenia, a przede wszystkim o podniesienie świadomości społecznej na temat tej ciężkiej choroby – mówi Anna Wolska, chorująca na uogólnioną miastenię, założycielka Stowarzyszenia Osób Dotkniętych Chorobami Nerwowo-Mięśniowymi „Kameleon”.

Jest Pani założycielką Stowarzyszenia Osób Dotkniętych Chorobami Nerwowo-Mięśniowymi „Kameleon”. Dlaczego zdecydowała się Pani na założenie tego stowarzyszenia? Jakie cele stawia sobie stowarzyszenie?

Stowarzyszenie „Kameleon” założyliśmy razem z 23 osobami w czerwcu 2022 r.,  a 14 lutego bieżącego roku zostało ono wpisane do Krajowego Rejestru Sądowego. Wszyscy jesteśmy osobami chorującymi na miastenię i na swojej drodze spotykamy się z wieloma problemami, choćby w dostępności do leczenia naszej choroby, która należy do chorób rzadkich. Chcemy to zmienić, działając wspólnie, bo wierzymy, że w grupie siła. Jako stowarzyszenie mamy możliwość występowania z różnymi wnioskami czy prośbami np. do Ministerstwa Zdrowia. Poprzez kontakt z mediami, organizacjami rządowymi, pozarządowymi i środowiskiem medycznym mamy zamiar wpływać na poprawę dostępności do specjalistycznego leczenia dla chorych na miastenię i inne choroby nerwowo-mięśniowe.

Naszym celem statutowym jest także popularyzacja i upowszechnienie wiedzy na temat chorób nerwowo-mięśniowych, na początek – na temat miastenii. Niestety obecna wiedza na temat tej choroby, nawet wśród medyków, jest niedostateczna, co prowadzi w wielu przypadkach do błędnych diagnoz. Osoby z miastenią są często postrzegane jako symulanci, nawet przez niektórych lekarzy neurologów, zwłaszcza w małych ośrodkach, gdzie rzadko spotyka się pacjenta z tą chorobą. Zdarza się, że miastenicy są odsyłani do lekarzy psychiatrów. Przez społeczeństwo jesteśmy natomiast często odbierani jako osoby leniwe lub będące pod wpływem alkoholu. Dlatego chcemy zwiększać świadomość społeczną na temat miastenii.

Kolejny nasz cel to organizowanie różnych form pomocy chorym i ich rodzinom. Wśród nas są osoby na rentach, osoby, które zachorowały w młodym wieku i przez to nie zdobyły żadnego wykształcenia, dlatego chcemy je wspierać, także finansowo. Na pewno nikogo nie zostawimy bez pomocy. Na razie skupiamy się na miastenii, ale w przyszłości będziemy zajmować się także innymi chorobami nerwowo-mięśniowymi, jak: dystrofie, miopatie, SLA, SMA, polineuropatie i wiele innych.

Czym jest miastenia? Co to za choroba?

Miastenia jest rzadką chorobą autoimmunologiczną, która charakteryzuje się szybką męczliwością i osłabieniem mięśni szkieletowych, co powoduje m.in. opadanie powiek, podwójne widzenie, niewyraźną, bełkotliwą mowę, osłabienie kończyn górnych i dolnych, częste upadki, opadanie głowy, problemy z połykaniem pokarmów i płynów. Do tego dochodzi przewlekły ból, który odbiera witalność, siły i chęć do czegokolwiek. Ktoś, kto tego nie odczuł na własnej skórze, chyba nie jest w stanie sobie tego wyobrazić. Są miastenicy, którzy muszą być wentylowani mechanicznie, za pomocą domowych respiratorów, bo ich mięśnie oddechowe są za słabe, żeby wydajnie pracować. Zaburzenia w oddychaniu mogą prowadzić do ostrej niewydolności oddechowej, czyli tzw. przełomu miastenicznego, który jest bezpośrednim zagrożeniem dla życia i w skrajnych przypadkach kończy się śmiercią.
 
Miastenia może mieć jednak bardzo różnorodny i zmienny przebieg, przybierać różne postaci, dlatego przyjęliśmy nazwę naszego stowarzyszenia – Kameleon.

Pani także choruje na miastenię, ale proszę najpierw opowiedzieć o sobie z czasów „przed chorobą”.

U mnie miastenia została zdiagnozowana 8 lat temu, ale pierwsze wyraźne objawy pojawiły się już około 17 lat temu. Wcześniej byłam osobą bardzo energiczną, aktywną, zawsze robiłam trzy rzeczy naraz, wszędzie było mnie pełno. Uwielbialiśmy z mężem wychodzić na różne spotkania towarzyskie, dyskoteki, wszystkie bale w Bydgoszczy były nasze. Zajmowałam się domem i rodziną – mam 3 synów i psa – a także rozwijałam własną firmę. Miastenia drastycznie zmieniła moje życie – z osoby aktywnej stałam się osobą, która mało może i jest zmuszona większość dnia spędzać na kanapie. Choroba i związane z nią przewlekłe zmęczenie i brak siły, a także konieczność korzystania z pomocy innych osób, negatywnie odbijają się na moim stanie emocjonalnym i zdrowiu psychicznym. Często „łapię doły”, co przed chorobą praktycznie mi się nie zdarzało.

Jak zaczęła się Pani historia z chorobą?

Uchwycenie momentu zachorowania jest dosyć trudne, ale wyraźne problemy zaczęły się po urodzeniu trzeciego dziecka. Miałam wtedy 34 lata. Już pod koniec ciąży byłam słaba, miałam też duże trudności z porodem. W następnych miesiącach bolały mnie stawy, byłam zmęczona, ciągle miałam jakieś problemy ze wzrokiem, typu zamazane widzenie. I wówczas zaczęła się moja odyseja diagnostyczna. Byłam u lekarza rodzinnego, neurologa, okulisty, reumatologa. Nikt nie wiedział co mi jest, aż w końcu postawiono rozpoznanie migreny z aurą oraz napadowych zawrotów głowy. Taki stan trwał około 9 lat, do maja 2015 roku. Pojechałam wtedy na tygodniowe wakacje do Grecji i tam miałam problem z tym, żeby wejść po schodach na 1. piętro. Miałam wrażenie, że ktoś mi poprzypinał kule do nóg. Miałam też światłowstręt. Po powrocie do domu pamiętam taki moment, że chciałam podbiec do psa i nie mogłam ruszyć się z miejsca. Było to przedziwne, bardzo nieprzyjemne, uczucie. Niestety z dnia na dzień było coraz gorzej. Doszło to tego, że miałam problem z podniesieniem się z toalety. Po 2 tygodniach takiego stanu poszłam do lekarza rodzinnego. Lekarz, jak mnie zobaczył, miał przerażenie w oczach. Podczas badania stwierdził, że nie mam odruchów neurologicznych, więc dał skierowanie i kazał natychmiast, jeszcze tego samego dnia, iść do neurologa. Choć to nie jest takie proste, żeby dostać się tak szybko na wizytę do neurologa, to podeszłam do polikliniki i tam mnie od razu przyjęto. Tak źle wyglądałam, a idąc szurałam nogami. Neurolog poprosiła, żebym zrobiła przysiad. Ja go zrobiłam, trzymając się biurka, i dosłownie rozjechałam się na podłodze. Nie byłam w stanie w żaden sposób się podnieść, trzeba było mnie z tej podłogi zbierać. Jeszcze tego samego dnia trafiłam na oddział neurologiczny do szpitala. Tam zrobiono mi mnóstwo badań, m.in. punkcję lędźwiową oraz rezonans magnetyczny głowy i kręgosłupa, i wykluczono m.in. polineuropatię poinfekcyjną i stwardnienie rozsiane. Będąc na oddziale, nie byłam w stanie założyć sobie bielizny, bo nie odrywałam nóg od podłoża. Pójście pod prysznic, wytarcie się graniczyło z cudem. Po 10 dniach zostałam wypisana do domu z podejrzeniem miastenii i lekami zapisanymi na próbę. Wtedy nie byłam zupełnie świadoma tego co, to jest za choroba. Zaczęłam o niej czytać i stwierdzałam, że to jest niemożliwe, żebym na tak ciężką chorobę chorowała. Przez jakiś czas wypierałam chorobę i siłą woli starałam się żyć tak samo jak dotychczas. Ale objawy postępowały w szybkim tempie – nie miałam siły, żeby wejść na piętro w domu, mąż wsadzał mnie do wanny, zsadzał z toalety, nawet pisanie na klawiaturze było dla mnie bardzo trudne, bo ręce ważyły tonę. Wreszcie umówiłam się na konsultację do profesora, który od razu zostawił mnie na oddziale szpitalnym. Stwierdził, że jest to ewidentnie miastenia i zlecił dożylne podanie sterydów. 

Jakie były efekty tego leczenia?

Po sterydach puchłam w oczach, ale objawy nie ustępowały. Lekarze zdecydowali, że konieczna jest plazmafereza czyli wymiana osocza. Jest to dosyć obciążający zabieg, który polega na tym, że pacjentowi zakłada się wkłucie centralne do żyły i krew jest filtrowana przez sztuczną nerkę, co powoduje oddzielenie stałych cząstek krwi od osocza. Z osocza „wypłukuje się przeciwciała patologiczne, które odpowiadają za objawy miastenii. Pacjent dostaje płyn osoczozastępczy, a następnie osocze od dawców, żeby przywrócić krzepliwość krwi. Zanim to nie nastąpi, nie można się ruszać, wstać z łóżka, bo każde, nawet najmniejsze uderzenie może skończyć się krwotokiem. Po plazmaferezie zrobiło mi się dużo lepiej, lżej. Ale to była tylko chwilowa poprawa i tak naprawdę moja walka z chorobą się dopiero zaczęła.

Jak później wyglądało Pani leczenie i jakie przynosiło rezultaty?

Przeszłam naprawdę wiele. Dostawałam sterydy doustne, po których bardzo przytyłam, co mocno odbijało się na psychice. Próbowano u mnie immunosupresji, ale nie tolerowałam przepisanego leku – miałam po nim przewlekłe biegunki, obniżało się także stężenie potasu w moim organizmie, a potas odgrywa bardzo dużą rolę w pracy mięśni. Więc znowu trafiałam do szpitala, żeby uzupełnić potas. Następnie otrzymałam leczenie cytostatyczne, które powodowało okropne nudności, utrzymujące się około tygodnia po podaniu leku. Przez około pół roku po zakończeniu całego cyklu leczenia cytostatycznego nastąpiła poprawa, ale  choroba nagle znowu wróciła i trafiłam do szpitala na granicy przełomu miastenicznego. Na szczęście nie było konieczności intubacji, lekarzom udało się doprowadzić mnie do porządku poprzez podawanie tlenu i plazmaferezę. Plazmaferezy mam wykonywane regularnie, co kilka miesięcy.

Następnie otrzymywałam leczenie biologiczne rituksimabem. Po tej terapii poprawa utrzymała się przez około półtora roku aż do chwili śmierci mojej mamy. Choć mama chorowała od jakiegoś czasu, jej śmierć była dla mnie ogromnym przeżyciem. Ten stres spowodował, że objawy miastenii znowu się nasiliły i znowu trafiłam na plazmaferezę. Przez 8 lat, które minęły od momentu diagnozy, byłam hospitalizowana na neurologii ponad 20 razy.

Z jakimi problemami związanymi z chorobą zmaga się Pani w życiu codziennym? Jak choroba wpływa na jakość Pani życia?
Miastenia ma kolosalny wpływ na moje życie. W domu nie robię praktycznie nic, co jest bardzo trudną dla mnie sytuacją. Posegreguję i wrzucę pranie do pralki, ale już przerzucenie do suszarki jest dla mnie za ciężkie. Na szczęście mam bardzo dobrego męża. W małżeństwach bywa różnie, u nas też było różnie, ale mój mąż sprawdził się bardzo jak zachorowałam. To on robi wszystko dla mnie  – śniadanie, kanapki do pracy, jak wracam do domu czeka na mnie obiad, którego sama nie mam siły zrobić. Potem robi mi herbatę, deserek, po prostu bardzo mnie wspiera. Życzę każdemu miastenikowi, żeby miał takie wsparcie.

Ja nie potrafię żyć bez pracy, praca i moja firma trzymają mnie w miarę dobrej formie psychicznej, bo pozwalają na chwilę zapomnieć o chorobie. Ale niestety, jestem w stanie pracować tylko 3-4 godziny dziennie, może 5 jak mam dobry dzień, a czasem wcale, bo nie jestem w stanie wstać z łóżka. I po tych kilku godzinach pracy, gdy wracam do domu, muszę się najpierw położyć, żeby mieć siłę coś zjeść. Jak zjem, to resztę dnia spędzam na kanapie z moim ukochanym psem. Pod koniec dnia często nie mogę już prawie mówić. Nie ma mowy o żadnych wyjściach, bo po prostu nie mam na nie siły.

Co motywuje Panią do walki z chorobą?

Korzystam z psychoterapii. Psychoterapeutka pomogła mi nauczyć się żyć z chorobą, i do dzisiaj, jak przychodzą takie dni, kiedy jest ciężko, bo znowu nie mam siły wstać z łóżka, to się z nią kontaktuję. Po rozmowie z psychoterapeutką jest mi lepiej. 

Do walki motywuje mnie też rodzina – mąż i synowie. Najstarszy syn jest po 30-tce, średni kończy studia, a najmłodszy ma 17 lat i muszę go wychować i wykształcić. Mam też psa, który jest dla mnie jak dziecko i muszę o niego dbać. Wsparciem jest dla mnie również mój zespół w pracy. Moi pracownicy wiedzą o mojej chorobie, uświadomiłam ich, żeby nie myśleli, że szefowa jest leniwa. Dużo rozmawiamy na ten temat.

Czego najbardziej brakuje pacjentom z miastenią? Jakie są ich najważniejsze potrzeby?
Na pewno bardzo potrzebne jest przyspieszenie diagnostyki, dlatego chcemy szerzyć wiedzę o miastenii wśród lekarzy rodzinnych, zespołów ratownictwa medycznego, a nawet neurologów. Inną pilną potrzebą jest poprawa dostępu do leczenia. Przykładem jest jeden z leków, bardzo potrzebny wielu osobom z miastenią, który jest sprowadzany przez dość skomplikowaną procedurę importu docelowego. Lekarz neurolog musi najpierw napisać wniosek o ten lek z uzasadnieniem i wprowadzić go do systemu SOiD do akceptacji przez wojewódzkiego konsultanta ds. neurologii. Po tej akceptacji zgodę na import musi wyrazić Ministerstwo Zdrowia. Następnie trzeba jeszcze zawnioskować do MZ o refundację tego leku i czekać na tę decyzję. Wszystko to, od wypisania zapotrzebowania do odbioru leku w aptece trwa nawet 15-17 tygodni. Pacjenci często pożyczają sobie ten lek, a to nie powinno tak wyglądać. Ten lek powinien być dostępny na receptę od ręki w aptekach.

Jak Pani wyobraża sobie idealną przyszłość dla chorych? Jakie terapie mogłyby ją choć odrobinę poprawić?
Idealnie byłoby zwiększyć dostępność do leczenia biologicznego oraz do immunoglobulin, tak jak jest to w krajach Europy Zachodniej. Tam lekarze mają więcej możliwości i nie dopuszczają do tego, żeby stan pacjenta z miastenią się zbyt pogorszył, bo jak się pogorszy, to ubytki neurologiczne mogą być tak duże, że ciężko jest wrócić do stanu wyjściowego. Mam też nadzieję, że wkrótce dostępne staną się nowe, celowane leki biologiczne, uderzające w przyczynę choroby. Leki te powinny być refundowane dla pacjentów, którzy ich potrzebują, ze względu na ciężkość chorowania na miastenię.

Czy jest coś o co chciałaby Pani zaapelować do osób, które nie miały wcześniej wiele do czynienia z miastenią?
Nie bądźcie obojętni. Jeżeli młoda kobieta skarży się, że jest ciągle zmęczona, mówi ,że nie ma na nic siły, nie ma siły podnieść rąk, ma problem żeby się uczesać, umyć zęby – szukajcie pomocy, bo ona może być chora. To nie jest lenistwo!

Wszystkich chorych na choroby nerwowo-mięśniowe zapraszamy do naszego stowarzyszenia – im będzie nas więcej, tym większą będziemy mieć siłę. Osobiście jestem bardzo zdeterminowana, żeby walczyć o nasze cele.

źródło: ExpertPR

Czerwiec jest miesiącem świadomości poświęconym miastenii. W tym czasie na całym świecie mówi się o tej rzadkiej chorobie, zwracając jednocześnie uwagę na to, że miastenia jest poważnym problemem zdrowotnym, z którego wiele osób nie zdaje sobie sprawy.
W miastenii dochodzi do zaburzeń w przekazywaniu impulsów z zakończeń nerwów ruchowych do mięśni, w skutek czego pojawia się nadmierna męczliwość mięśni. Podwójne widzenie, problemy z oddychaniem, mówieniem, przełykaniem czy chodzeniem, to problemy, z którymi borykają się chorzy. Zdarza się, że pacjenci trafiają na intensywną terapię, ponieważ ich mięśnie oddechowe są tak słabe, że nie mogą samodzielnie oddychać. Jednak miastenię, nawet gdy objawy są bardzo nasilone, można i należy leczyć. Nierzadko daje to dobre efekty, jednak wielu chorych wymaga przewlekłego leczenia i zmaga się z nieuchronnymi obecnie działaniami niepożądanymi terapii.
 
 
Późne rozpoznanie miastenii wynika m. in. z niewystarczającej świadomości i wiedzy wśród zarówno lekarzy POZ, jak i lekarzy specjalistów. Chorzy odwiedzają okulistów, psychiatrów, logopedów, foniatrów, neurologów zanim zostanie postawiona właściwa diagnoza. Tymczasem, aż u 70% pacjentów, jednym z objawów w pierwszym etapie choroby, są opadające powieki. Dość charakterystycznym objawem choroby jest także, znany niemal wszystkim, tzw. uśmiech Giocondy, jeden z najpiękniejszych i najbardziej tajemniczych uśmiechów kobiecych z obrazu Mona Lisa autorstwa  Leonardo da Vinci. U pacjentów z miastenią jest to uśmiech poprzeczny, bez unoszenia kącików ust, wynikający z osłabienia mięśni twarzy[1].
 
 
Miastenia to choroba autoimmunologiczna. Wciąż nie wiemy dlaczego organizm wytwarza przeciwciała działające przeciw jego własnym receptorom acetylocholinowym, ale główną rolę w wytwarzaniu tych przeciwciał, odgrywa gruczoł grasicy położony w klatce piersiowej, który u osoby dorosłej zanika. Jednak u blisko 60% chorych na miastenię mówimy o przetrwałej grasicy, zaś u 15% chorych może rozwinąć się nowotwór grasicy zwany grasiczakiem. Miastenia dotyka najczęściej kobiety w drugiej i trzeciej dekadzie życia oraz mężczyzn po 60-tce.
W Polsce choruje na nią ok. 9 tysięcy osób[2]. U około połowy chorych, dzięki leczeniu, udaje się uzyskać remisję, czyli stan, kiedy nie muszą przyjmować żadnych leków z powodu miastenii i nie mają już objawów choroby. Dla pozostałych miastenia pozostaje chorobą na całe życie.
 
 
– Lekami zasadniczymi, po postawieniu diagnozy, są leki antycholinesterazowe, łagodzące objawy, a w przypadku braku poprawy stosuje się także leki immunosupresyjne. Leczenie tymi lekami jest długotrwałe, a zasadnicza poprawa następuje po kilku tygodniach lub miesiącach od włączenia leczenia. W stanach zagrożenia życia stosuje się też plazmaferezy, czyli oczyszczanie krwi z przeciwciał poprzez wymianę osocza lub podaje immunoglobuliny, które mają wpływ modyfikujący na układ immunologiczny. Terapią, o której warto wspomnieć, są też leki z grupy glikokortykosteroidów, które są niezbędne u wielu pacjentów z miastenią. Wybór metody leczenia jest uzależniony od stanu chorego, reakcji na leki, chorób współistniejących, a także wieku. (…) Gdy objawy miastenii zagrażają życiu (przełom miasteniczny) konieczne jest leczenie na Oddziale Intensywnej Terapii. – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Anna Kostera-Pruszczyk, Kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego Centralny Szpital Kliniczny UCK WUM.
 
Pacjenci zmagają się z miastenią przez całe swoje życie, a osłabienie mięśni towarzyszące chorobie, potrafi wywrócić życie pacjentów i ich rodzin do góry nogami. Bliscy często nie rozumieją chorych, bowiem miastenii na pierwszy rzut oka nie widać, a mówienie o zmęczeniu, czy braku sił towarzyszy wielu z nas na co dzień. Samopoczucie chorych jest często bagatelizowane, co rodzi nieporozumienia wśród nawet najbliższego otoczenia pacjenta. Choroba powoduje stany depresyjne u miasteników, znacząco pogarszając ich jakość życia i funkcjonowania w rodzinie, społeczeństwie i pracy zawodowej. Pacjenci zmagają się nie tylko z chorobą i własnymi ograniczeniami, ale także ze stereotypami.
 
Renata Machaczek założycielka i przedstawicielka Stowarzyszenia Chorych na Miastenię Gravis Gioconda tak opisuje odczucia pacjentów: – Rzadko jesteśmy uznawani za chorych, rzadko czujemy się wypoczęci, rzadko pokonujemy dystans, który sobie wyznaczymy, rzadko funkcjonujemy naprawdę normalnie. Miastenia odbiera nam siły. Często musimy korzystać z pomocy innych osób. Najmniejszy wysiłek osłabia nasze mięśnie. Trudno sobie wyobrazić, że można mieć problem z zapięciem guzików, umyciem zębów, uczesaniem się, ubraniem, dla nas te codzienne czynności są nie lada wyzwaniem. Często wyglądamy jak po spożyciu alkoholu, a to tylko objawy naszej choroby. – wyjaśnia.
 
 
Wyzwania, z jakimi mierzą się chorzy na miastenię to m.in.:
  1. Opóźniona diagnoza choroby i częste błędne rozpoznania – co może prowadzić do frustrujących
    i nieefektywnych skierowań do kolejnych specjalistów (tzw. „odyseja diagnostyczna”). Miastenia jest najczęściej początkowo błędnie rozpoznawana jako choroba psychiczna.
  2. Niewystarczająca świadomość na temat miastenii wśród personelu medycznego i decydentów,
    a także opinii publicznej – co przyczynia się do negatywnych doświadczeń pacjentów.
  3. Bariery w dostępie do różnych form wsparcia i stałej opieki – co może mieć kluczowe znaczenie
    w budowaniu wsparcia emocjonalnego i psychicznego u pacjentów z różnymi chorobami przewlekłymi.
 
Sylwia Łukomska, Członkini Polskiego Stowarzyszenia Chorych na Miastenię Gravis GIOCONDA podkreśla: – Starając się pomóc jak największej  liczbie chorych, od kilku lat współprowadzę  grupę wsparcia na Fb o nazwie ‘Miastenia i Przyjaciele’. Prowadzę ją niezależnie od działalności Stowarzyszenia, jednak cel mamy wspólny, tj. wsparcie, pomoc i edukacja chorych na miastenię gravis. Zależy nam, by pacjentom łatwiej się żyło, a otoczenie lepiej nas rozumiało. Świadomość społeczna jest niezwykle istotna, dlatego podejmujemy różne działania edukacyjne dotyczące miastenii.
 
Polskie Stowarzyszenie Chorych na Miastenię Gravis, „Gioconda”,organizator kampanii, powstało w 2017 roku, celem prowadzenia działań na rzecz chorych na miastenię gravis, szerząc wiedzę o tej chorobie po to, aby pacjenci byli prawidłowo i szybko diagnozowani oraz leczeni zgodnie ze światowymi standardami. Partnerami kampanii edukacyjnej „Otwórz oczy na miastenię – rzadką chorobę nerwowo-mięśniową” są: Krajowe Forum na rzecz Terapii Chorób Rzadkich – ORPHAN oraz Polskie Towarzystwo Chorób Nerwowo-Mięśniowych.
 
[1] https://www.miastenia.com.pl/
[2] Myasthenia gravis—treatment and severity in nationwide cohort. Ewa Sobieszczuk, Łukasz Napiórkowski ,Piotr Szczudlik, Anna Kostera-Pruszczyk.
źródlo: komunikat
Czerwiec jest miesiącem świadomości poświęconym miastenii. W tym czasie na całym świecie mówi się o tej rzadkiej chorobie, zwracając jednocześnie uwagę na to, że miastenia jest poważnym problemem zdrowotnym, z którego wiele osób nie zdaje sobie sprawy.
W miastenii dochodzi do zaburzeń w przekazywaniu impulsów z zakończeń nerwów ruchowych do mięśni, w skutek czego pojawia się nadmierna męczliwość mięśni. Podwójne widzenie, problemy z oddychaniem, mówieniem, przełykaniem czy chodzeniem, to problemy, z którymi borykają się chorzy. Zdarza się, że pacjenci trafiają na intensywną terapię, ponieważ ich mięśnie oddechowe są tak słabe, że nie mogą samodzielnie oddychać. Jednak miastenię, nawet gdy objawy są bardzo nasilone, można i należy leczyć. Nierzadko daje to dobre efekty, jednak wielu chorych wymaga przewlekłego leczenia i zmaga się z nieuchronnymi obecnie działaniami niepożądanymi terapii.
 
 
Późne rozpoznanie miastenii wynika m. in. z niewystarczającej świadomości i wiedzy wśród zarówno lekarzy POZ, jak i lekarzy specjalistów. Chorzy odwiedzają okulistów, psychiatrów, logopedów, foniatrów, neurologów zanim zostanie postawiona właściwa diagnoza. Tymczasem, aż u 70% pacjentów, jednym z objawów w pierwszym etapie choroby, są opadające powieki. Dość charakterystycznym objawem choroby jest także, znany niemal wszystkim, tzw. uśmiech Giocondy, jeden z najpiękniejszych i najbardziej tajemniczych uśmiechów kobiecych z obrazu Mona Lisa autorstwa  Leonardo da Vinci. U pacjentów z miastenią jest to uśmiech poprzeczny, bez unoszenia kącików ust, wynikający z osłabienia mięśni twarzy[1].
 
 
Miastenia to choroba autoimmunologiczna. Wciąż nie wiemy dlaczego organizm wytwarza przeciwciała działające przeciw jego własnym receptorom acetylocholinowym, ale główną rolę w wytwarzaniu tych przeciwciał, odgrywa gruczoł grasicy położony w klatce piersiowej, który u osoby dorosłej zanika. Jednak u blisko 60% chorych na miastenię mówimy o przetrwałej grasicy, zaś u 15% chorych może rozwinąć się nowotwór grasicy zwany grasiczakiem. Miastenia dotyka najczęściej kobiety w drugiej i trzeciej dekadzie życia oraz mężczyzn po 60-tce.
W Polsce choruje na nią ok. 9 tysięcy osób[2]. U około połowy chorych, dzięki leczeniu, udaje się uzyskać remisję, czyli stan, kiedy nie muszą przyjmować żadnych leków z powodu miastenii i nie mają już objawów choroby. Dla pozostałych miastenia pozostaje chorobą na całe życie.
 
 
– Lekami zasadniczymi, po postawieniu diagnozy, są leki antycholinesterazowe, łagodzące objawy, a w przypadku braku poprawy stosuje się także leki immunosupresyjne. Leczenie tymi lekami jest długotrwałe, a zasadnicza poprawa następuje po kilku tygodniach lub miesiącach od włączenia leczenia. W stanach zagrożenia życia stosuje się też plazmaferezy, czyli oczyszczanie krwi z przeciwciał poprzez wymianę osocza lub podaje immunoglobuliny, które mają wpływ modyfikujący na układ immunologiczny. Terapią, o której warto wspomnieć, są też leki z grupy glikokortykosteroidów, które są niezbędne u wielu pacjentów z miastenią. Wybór metody leczenia jest uzależniony od stanu chorego, reakcji na leki, chorób współistniejących, a także wieku. (…) Gdy objawy miastenii zagrażają życiu (przełom miasteniczny) konieczne jest leczenie na Oddziale Intensywnej Terapii. – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Anna Kostera-Pruszczyk, Kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego Centralny Szpital Kliniczny UCK WUM.
 
Pacjenci zmagają się z miastenią przez całe swoje życie, a osłabienie mięśni towarzyszące chorobie, potrafi wywrócić życie pacjentów i ich rodzin do góry nogami. Bliscy często nie rozumieją chorych, bowiem miastenii na pierwszy rzut oka nie widać, a mówienie o zmęczeniu, czy braku sił towarzyszy wielu z nas na co dzień. Samopoczucie chorych jest często bagatelizowane, co rodzi nieporozumienia wśród nawet najbliższego otoczenia pacjenta. Choroba powoduje stany depresyjne u miasteników, znacząco pogarszając ich jakość życia i funkcjonowania w rodzinie, społeczeństwie i pracy zawodowej. Pacjenci zmagają się nie tylko z chorobą i własnymi ograniczeniami, ale także ze stereotypami.
 
Renata Machaczek założycielka i przedstawicielka Stowarzyszenia Chorych na Miastenię Gravis Gioconda tak opisuje odczucia pacjentów: – Rzadko jesteśmy uznawani za chorych, rzadko czujemy się wypoczęci, rzadko pokonujemy dystans, który sobie wyznaczymy, rzadko funkcjonujemy naprawdę normalnie. Miastenia odbiera nam siły. Często musimy korzystać z pomocy innych osób. Najmniejszy wysiłek osłabia nasze mięśnie. Trudno sobie wyobrazić, że można mieć problem z zapięciem guzików, umyciem zębów, uczesaniem się, ubraniem, dla nas te codzienne czynności są nie lada wyzwaniem. Często wyglądamy jak po spożyciu alkoholu, a to tylko objawy naszej choroby. – wyjaśnia.
 
 
Wyzwania, z jakimi mierzą się chorzy na miastenię to m.in.:
  1. Opóźniona diagnoza choroby i częste błędne rozpoznania – co może prowadzić do frustrujących
    i nieefektywnych skierowań do kolejnych specjalistów (tzw. „odyseja diagnostyczna”). Miastenia jest najczęściej początkowo błędnie rozpoznawana jako choroba psychiczna.
  2. Niewystarczająca świadomość na temat miastenii wśród personelu medycznego i decydentów,
    a także opinii publicznej – co przyczynia się do negatywnych doświadczeń pacjentów.
  3. Bariery w dostępie do różnych form wsparcia i stałej opieki – co może mieć kluczowe znaczenie
    w budowaniu wsparcia emocjonalnego i psychicznego u pacjentów z różnymi chorobami przewlekłymi.
 
Sylwia Łukomska, Członkini Polskiego Stowarzyszenia Chorych na Miastenię Gravis GIOCONDA podkreśla: – Starając się pomóc jak największej  liczbie chorych, od kilku lat współprowadzę  grupę wsparcia na Fb o nazwie ‘Miastenia i Przyjaciele’. Prowadzę ją niezależnie od działalności Stowarzyszenia, jednak cel mamy wspólny, tj. wsparcie, pomoc i edukacja chorych na miastenię gravis. Zależy nam, by pacjentom łatwiej się żyło, a otoczenie lepiej nas rozumiało. Świadomość społeczna jest niezwykle istotna, dlatego podejmujemy różne działania edukacyjne dotyczące miastenii.
 
Polskie Stowarzyszenie Chorych na Miastenię Gravis, „Gioconda”,organizator kampanii, powstało w 2017 roku, celem prowadzenia działań na rzecz chorych na miastenię gravis, szerząc wiedzę o tej chorobie po to, aby pacjenci byli prawidłowo i szybko diagnozowani oraz leczeni zgodnie ze światowymi standardami. Partnerami kampanii edukacyjnej „Otwórz oczy na miastenię – rzadką chorobę nerwowo-mięśniową” są: Krajowe Forum na rzecz Terapii Chorób Rzadkich – ORPHAN oraz Polskie Towarzystwo Chorób Nerwowo-Mięśniowych.
 
[1] https://www.miastenia.com.pl/
[2] Myasthenia gravis—treatment and severity in nationwide cohort. Ewa Sobieszczuk, Łukasz Napiórkowski ,Piotr Szczudlik, Anna Kostera-Pruszczyk.
źródlo: komunikat