Medicalpress
Premier Donald Tusk z dniem 24 lipca 2024 r. powołał Łukasza Pietrzaka na Głównego Inspektora Farmaceutycznego. Nominację wręczyła minister zdrowia Izabela Leszczyna.

Łukasz Pietrzak jest magistrem farmacji od 17 lat, przez ostatnie 12 lat był kierownikiem aptek. Od lutego 2023 r. był farmaceutą w Zespole Pomocy Humanitarno-Medycznej KPRM.

Stanowisko Głównego Inspektora Farmaceutycznego pozostawało nieobsadzone od listopada 2023 r., kiedy poprzednia szefowa GIF Ewa Krajewska została mianowana na tymczasowego ministra zdrowia w rządzie Mateusza Morawieckiego.


źrodło: MZ, redakcja

W Europie ok. 10% wszystkich ciąż kończy się przedwcześnie. Wydaje się to niedużo w porównaniu do porodów terminowych, mimo to wiele krajów pokazało, że matki wcześniaków są ważne i wprowadziło dla nich wydłużone urlopy macierzyńskie. Teraz czas, żeby podobne rozwiązania pojawiły się w Polsce. Na szczęście widać światełko w tunelu, którego od lat wypatrują mamy znad Wisły. Petycja Fundacji Koalicji dla wcześniaka, sygnowana przez 8 organizacji współtworzących Ogólnopolskie Porozumienie Razem dla wcześniaków, Fundacje: Serce Dziecka i Najdroższa Blizna, krajową konsultant w dziedzinie neonatologii, prezesów Towarzystw: Neonatologicznego i Pediatrycznego, wspierana przez Rzeczniczkę Praw Dziecka i Rzecznika Praw Pacjenta została podpisana przez blisko 16 tys. osób i przyjęta przez Ministrę Rodziny Pracy i Polityki Społecznej Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk.
Ministra Rodziny Pracy i Polityki Społecznej w ekspresowym tempie wydała zarządzenie o powołaniu zespołu roboczego, do którego zaprosiła sygnatariuszy petycji, by wspólnie wypracować satysfakcjonujące i możliwe do udźwignięcia rozwiązanie legislacyjne. Ministra RPiPS nadała tej sprawie wysoki priorytet. Pierwsze spotkanie zespołu roboczego odbędzie się już w czwartek 15.02.

Cały czas w społeczeństwie funkcjonuje przekonanie, że wcześniak to po prostu małe dziecko. Nic bardziej mylnego. Poród przedwczesny wiąże się z wieloma komplikacjami i walką o zdrowie, a bardzo często i o życie dziecka, które wiele tygodni musi spędzić w szpitalu. Jest to trudny czas dla malucha, ale również dla jego mamy, która pełna strachu czuwa przy inkubatorze, a tygodnie urlopu macierzyńskiego bezpowrotnie uciekają. Urlop macierzyński musi się rozpocząć w dniu porodu i nie może być przerwany zwolnieniem z tytułu opieki nad dzieckiem przed upływem 8 tygodni. W wielu krajach zauważono już ten problem i wprowadzono rozwiązania wspierające matki wcześniaków. U naszych zachodnich sąsiadów – Niemców urlopy macierzyńskie dla matek wcześniaków, w porównaniu do tych rodzących o czasie, są dłuższe o 4 tygodnie. Wielka Brytania i Włochy wydłużają taki urlop o 12 tygodni, a Francja oraz Słowenia dodają tyle dni wolnego, o ile wcześniej dziecko przyszło na świat. To pokazuje, że rozwiązania są różne, ale każde z nich jest dobre, ponieważ zauważa matkę wcześniaka, wspiera ją i choć trochę zdejmuje ciężar z jej pleców. Belgia również rozpoczęła proces zmiany legislacji, choć aktualnie mamy wcześniaków korzystają ze zwolnień lekarskich, gdy dzieci są w szpitalach, jednak jest to zwyczajowe rozwiązanie, wynikające z dobrej woli, a nie rozwiązanie prawne. Ukraina też zamierza pójść w nasze ślady i wystąpić o przyznanie dodatkowego urlopu macierzyńskiego. Fundacja Koalicja dla wcześniaka jest częścią EFCNI – Europejskiej Fundacji na rzecz noworodków, stąd dostęp do bezpośrednich źródeł informacji o sytuacji w innych krajach – od organizacji współtworzących europejską sieć współpracy.

Nadszedł dobry czas, żeby w Polsce pochylono się nad tym problemem i zadbano o matki wcześniaków i chorych noworodków, które po urodzeniu wymagają hospitalizacji, które od lat apelują o zmiany w przepisach prawa. Oczywiście, nie zapominamy o ojcach i apelujemy o to, by z wydłużonego urlopu mogli korzystać obydwoje rodziców czy opiekunowie prawni, uzgadniając podział dodatkowo przyznanego czasu między sobą. Dlatego też treść petycji ewoluowała, można ją wciąż poprzeć podpisem, by pokazać decydentom, że sprawa jest ważna i wciąż zyskuje poparcie społeczne.
https://www.petycjeonline.com/urlopy_macierzyskie_dla_matek_wczeniakow_po_wypisie_dziecka_do_domu_zwolnienie_lekarskie_w_czasie_hospitalizacji_dziecka_po_urodzeniu

Niestety, poprzedni rząd ignorował wielokrotnie zgłaszany problem utraty urlopów macierzyńskich podczas hospitalizacji dzieci urodzonych przedwcześnie. Co ważne – sygnatariusze petycji zabiegają nie tylko o prawa mamy i wcześniaka, ale też mamy i chorego noworodka urodzonego o czasie, który wymaga po urodzeniu hospitalizacji.

Od małego impulsu do wielkiego działania
17 listopada obchodzimy Światowy Dzień Wcześniaka, który w 2023 roku był dniem szczególnym, ponieważ to właśnie wtedy dziennikarka i mama dziś 3-letnich skrajnych wcześniaków – bliźniaków: Leny i Filipa dmuchnęła wiatr w żagle Elżbiety Brzozowskiej – wiceprezeski Fundacji Koalicja dla wcześniaka, która stworzyła petycję. Petycję od razu poparły i dołączyły do grona jej sygnatariuszy organizacje wchodzące w skład Ogólnopolskiego Porozumienia Razem dla Wcześniaków z całej Polski: MatkoweLove, Mali Wojownicy, Za wcześnie, Przed czasem, Ośmiorniczki dla wcześniaków, Laboratorium Marzeń, Calineczki oraz dwie organizacje działające w obszarze kardiologii dziecięcej Serce Dziecka i Najdroższa Blizna.

Petycję wspiera środowisko medyczne – byli i aktualni prezesi Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego: prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka (aktualnie prezeska Fundacji Koalicja dla wcześniaka), prof. Ryszard Lauterbach, prof. Tomasz Szczapa, krajowa konsultant w dziedzinie neonatologii prof. Ewa Helwich, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego prof. Teresa Jackowska, a także lekarze-edukatorzy obecni w mediach społecznościowych: NeonatoOlka, prof. Wojciech Feleszko, Pani Doktor Blog, Dr Ilona Małecka, Doktorek Radzi, ale też położne, prawnicy i inne organizacje pozarządowe, jak np. Rodzić po ludzku czy Matecznik.

Petycja została również poparta przez Rzeczniczkę Praw Dziecka, Rzecznika Praw Pacjenta oraz przez Parlamentarny Zespół Praw Kobiet, co pokazuje, że problem matek wcześniaków i chorych noworodków jest ważny i ich problem spotkał się ze zrozumieniem.
Również indywidualni politycy wyrażają poparcie dla inicjatywy – flagowym przykładem jest posłanka Aleksandra Leo z Polska 2050, która sama jest mamą córeczki urodzonej przed terminem, prawniczką i inicjatorką Zespołu Parlamentarnego ds. Zdrowia Kobiet i Dzieci oraz wiceprzewodniczącą Parlamentarnego Zespołu Praw Kobiet.

Bardzo mocno zaangażowali się rodzice wcześniaków, propagując petycję i pokazując swoje historie – np. Anna Kobus mama Gajeczki czy Magda Latuszek mama calineczki Michalinki, która po przyjściu na świat ważyła 370 gramów.
https://www.petycjeonline.com/urlopy_macierzyskie_dla_matek_wczeniakow_po_wypisie_dziecka_do_domu_zwolnienie_lekarskie_w_czasie_hospitalizacji_dziecka_po_urodzeniu

Priorytet Ministerstwa
W styczniu petycja wydłużająca urlopy macierzyńskie matkom wcześniaków trafiła do Ministry Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, która po przyjrzeniu się sprawie ogłosiła, że jest to priorytet ministerstwa i powołała specjalny zespół koordynujący pracę nad tym projektem. 15 lutego odbędzie się kolejne spotkanie, w którym będą uczestniczyć sygnatariusze petycji.

Czas po wyjściu ze szpitala to dopiero moment na zbudowanie więzi, poznanie się, bycie ze sobą, choć też nie jest to proste, bo często rodzice wcześniaków spędzają kilkanaście dni w miesiącu na wizytach u wielu specjalistów – mamy więc nadzieję, że i ten problem w końcu zostanie rozwiązany i ruszy program opieki koordynowanej KORD. Na pewno nie będzie to sprint, a maraton, ale jest wola polityczna, by zmienić legislację i mimo, że to potrwa, to dla przyszłych mam i tatusiów wcześniaków i chorych noworodków – warto!

źródło: Koalicja dla Wcześniaka
W onkologii nastąpiła rewolucja. Nawet te nowotwory, które jeszcze dziesięć lat temu dla zdecydowanej większości pacjentów były wyrokami śmierci, teraz stają się chorobami przewlekłymi. Coraz więcej jest terapii spersonalizowanych, czyli uszytych na miarę konkretnego typu nowotworu i stanu pacjenta. Ale w Polsce, choć jest dostęp do bardzo wielu nowoczesnych metod diagnostycznych i leczenia, kuleje organizacja.
Kwestiom onkologicznym poświęcona była konferencja zorganizowana przez Puls Medycyny w Centrum Prasowym PAP 6 września. Wydarzenie zatytułowane: „Jaka jest przyszłość polskiej onkologii?” zgromadziło szereg ekspertów z ośrodków leczenia nowotworów w całej Polsce.

Zachorowalność na nowotwory w Polsce wzrasta – mówili. Jak wyjaśniono, z jednej strony jest to kwestia starzenia się społeczeństwa – zaawansowany wiek to jeden z najistotniejszych czynników ryzyka rozwoju choroby onkologicznej. Z drugiej strony znacząca część polskiego społeczeństwa zaniedbuje podstawową profilaktykę i tym samym – poprzez niezdrowy styl życia (zła dieta, alkohol, papierosy, brak ruchu) – zwiększa ryzyko zachorowania na raka, a zaniedbując badania profilaktyczne i leczenie swoich chorób przewlekłych – opóźnia diagnozę choroby nowotworowej i pogarsza rokowanie w razie jej stwierdzenia.

To przede wszystkim w powyższych zjawiskach specjaliści upatrują przyczyn trendu wzrostowego umieralności z powodu chorób onkologicznych. Rośnie ona na przykład w raku jelita grubego i raku piersi.

Profilaktyka to podstawa
Prof. dr hab. n. med. Piotr Rutkowski, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, podkreślił, że jeśli nie nastąpi powszechna zmiana nawyków, nie ma co liczyć na spadek trendu zachorowań na raka.

Dobrym przykładem jest np. rak endometrium. Jak mówił dr hab. n. med. Grzegorz Panek, prof. CMKP, kierownik Kliniki Ginekologii Onkologicznej CMKP, konsultant wojewódzki w dziedzinie ginekologii onkologicznej, obserwowany jest trend wzrostowy zachorowań na ten typ nowotworu – 3,5 tys. przypadków rocznie w latach 90., a obecnie – 6,5 tys. Jak tłumaczył, przyczyna główna to zwiększająca się populacja kobiet w starszym wieku, ale jest i jeszcze jeden powód: otyłość i znaczna nadwaga oraz ich zdrowotne skutki.

„Triada metaboliczna pacjentki z rakiem endometrium to nadciśnienie, cukrzyca i otyłość lub zaawansowana nadwaga. To dotyczy aż 70-80 proc. przypadków. Pozostałe, ok. 15 proc. to kwestia pewnych defektów genetycznych” – powiedział.

Ale oprócz zmian stylu życia liczą się jeszcze inne metody profilaktyczne.
„Generalnie najgorsze jest to, że oba nowotwory, w których umieralność rośnie, to te, w których są badania przesiewowe” – mówił prof. Piotr Rutkowski.

Chodzi o raka piersi i raka jelita grubego. Kobiety są zachęcane do regularnego wykonywania mammografii, a zarówno mężczyźni, jak i kobiety – do kolonoskopii po 50. r.ż. Zgłaszalność do tych bezpłatnych programów, które mogą pomóc wykryć raka w stadium bezobjawowym, a w przypadku kolonoskopii – usunąć stany przedrakowe, czyli nie dopuścić do jego rozwoju, jest jednak w Polsce niska. Nie dlatego, że są odległe terminy.
„Na mammografię i kolonoskopię można się umówić w ciągu 2-3 tygodni” – podkreślił prof. Rutkowski.
Wspomniał, że nie jest już problemem znieczulenie podczas kolonoskopii.

W kontekście programów wczesnego wykrywania nowotworów przypomniał też program badania płuc za pomocą niskodawkowej tomografii komputerowej. Jak wspomnieli eksperci podczas konferencji, tu też zgłaszalność jest niemal trzykrotnie niższa niż zakładano.

Dr n. med. Agnieszka Jagiełło-Gruszfeld, kierownik Oddziału Zachowawczego w Klinice Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie powiedziała o niepokojącym trendzie wzrostu zachorowań na raka piersi kobiet przed 50. r. ż.

„Szacuje się, że już 1/3 chorych na raka piersi to kobiety poniżej 50. r.ż. Najprawdopodobniej wiąże się to z naszym trybem życia – coraz późniejsza ciąża, coraz mniej dzieci, coraz więcej otyłości, nadużywanie alkoholu, krótkie karmienie piersią, wczesna miesiączka i długo trwające cykle miesiączek w całym życiu” – wyjaśniła.

Onkolodzy są natomiast zadowoleni, że w Polsce rozpoczął się wreszcie powszechny program szczepień przeciwko wirusowi HPV.

„Nie mamy wielkiego wpływu na epidemię nowotworów – jeśli nie zmienimy pewnych nawyków, nowotworów będzie więcej. Ale wyjątkiem jest rak szyjki macicy – tu mamy dwie doskonałe formy profilaktyki: szczepienia i możliwość wczesnego wykrywania (cytologia i badanie DNA tego wirusa)” – podkreślił dr hab. n. med. Andrzej Nowakowski, prof. NIO-PIB, kierownik Centralnego Ośrodka Koordynującego Program Profilaktyki Raka Szyjki Macicy w Polsce.

Przypomniał, że w krajach, które już od wielu lat szczepią przeciw HPV całe populacje nastolatków, obserwuje się nawet 90 -procentowy spadek wykrywania raka szyjki macicy i stanów przedrakowych.
Podczas konferencji specjaliści apelowali o jak najszybsze wdrożenie badania DNA HPV do programów profilaktycznych w kierunku wczesnego wykrywania raka szyjki macicy. Chodzi o zidentyfikowanie u kobiety zakażenia onkogennymi szczepami tego wirusa (przetrwałe zakażenie onkogennym HPV jest czynnikiem ryzyka rozwoju raka szyjki macicy).

„Niestety, cytologia nie jest czułym testem” – wyjaśnił tę konieczność prof. Nowakowski.
Dodał, że są już wstępne wyniki pilotażu zastosowania testu DNA HPV i okazuje się, że w warunkach polskich taki test ma znacząco wyższą czułość niż cytologia i jest w stanie wykryć kolejne 50 proc. kobiet ze stanami przedrakowymi.

O ile niektóre guzy lite można wcześnie wykryć podczas badań przesiewowych, to w przypadku wielu nowotworów hematologicznych można wpaść na ich trop dzięki morfologii krwi. Nawet 1/3 tych chorób bywa wykrywana wskutek np. badań okresowych do pracy. Prof. dr hab. n. med. Dariusz Wołowiec mówił, że coraz szersza skala wykonywania tych badań w Polsce powoduje, że notowany jest wzrost zachorowań na nowotwory hematologiczne. Zwrócił uwagę, że 1/3 białaczek nie wymaga aktywnego leczenia, a tzw. aktywnego monitoringu, czyli regularnych wizyt u lekarza i badań.
„Ci pacjenci latami żyją z białaczką i umierają z innego powodu” – powiedział prof. Wołowiec.

Nowe terapie w wielu nowotworach
Zgromadzeni lekarze podkreślali, że polscy pacjenci mają teraz dostęp do nowoczesnych terapii i w wielu obszarach onkologii nastąpiła wręcz rewolucja.

„Nastąpiła rewolucja w leczeniu czerniaków, a zajmuję się tym od 15 lat. W Polsce udało się wypracować schemat leczenia i zbudować całą strukturę leczenia tego typu nowotworów – powiedziała dr hab. n. med. Bożena Cybulska-Stopa, prof. PWr, kierownik Oddziału Onkologii/Chemioterapii oraz Lekarz Naczelny d/s Onkologii Klinicznej z Dolnośląskiego Centrum Onkologii Pulmonologii i Hematologii we Wrocławiu.
Przypomniała, że kiedyś niemal rutynowo usuwano pacjentowi tzw. węzły wartownicze, czyli węzły chłonne z ogniskami przerzutowymi, co jest okaleczające dla pacjenta na całe życie.
„Teraz już rzadko” – zaznaczyła.

Postępem, jak podkreśliła, jest wprowadzenie zespołowego podejścia do zaplanowania leczenia, dzięki czemu wybierana jest optymalna ścieżka (np. przed zabiegiem operacyjnym chemioterapia).

„Trzecia rzecz to innowacyjne terapie. Prawie 50 proc. chorych leczonych jest immunoterapią ukierunkowaną molekularnie. 10 lat temu – mieliśmy kilka procent >>przeżyć<< (w onkologii przyjęty jest okres pięciu lat od zakończenia leczenia – przyp. red.), teraz to ok. 50 proc., a obserwujemy też całkowite wyleczenie u coraz większej liczby pacjentów z rozsianym nowotworem” – powiedziała prof. Cybulska-Stopa.

Ale tego rodzaju sukcesów jest w onkologii więcej.
„Mamy kompletne odwrócenie rokowania niż jeszcze dziesięć lat temu – mówił o raku jajnika prof. Grzegorz Panek, konsultant wojewódzki w dziedzinie ginekologii onkologicznej. – Kiedyś mediana przeżycia wynosiła 15 miesięcy, dziesięć lat temu – 30 miesięcy – a teraz jeszcze więcej” – dodał.

Przypomniał, że często możliwe jest zachowanie możliwości prokreacji pomimo leczenia, notujemy bardzo duży odsetek całkowitego wyleczenia lub zwiększenia długości życia w większym komforcie. Nadto, jak wyjaśnił, lepiej mogą się czuć te pacjentki z nowotworami ginekologicznymi, które chorobę mają wykrytą podczas ciąży. Jeszcze nie tak dawno często oznaczało to konieczność trudnego wyboru pomiędzy kontynuacją ciąży lub leczeniem, teraz istnieją metody, które pozwalają wdrożyć leczenie w momencie osiągnięcia przez płód zdolności do życia poza organizmem matki.

Rewolucja dotyczy też raka płuca, choć nadal jest jednym z największych „zabójców” w Polsce. Tu onkolodzy mają do dyspozycji szereg innowacyjnych, spersonalizowanych terapii, które można stosować z powodzeniem nawet w zaawansowanych stadiach.

„Jak rozpoczynałem pracę, to mediana przeżycia w raku płuca w stanie rozsiewu to było ok. 8 miesięcy, jeden rok przeżywało kilka procent pacjentów. Teraz mówimy o raku płuca jako chorobie przewlekłej” – podkreślił prof. dr hab. n. med. Dariusz M. Kowalski, kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca.

W niektórych typach zaawansowanego raka płuca mediana przeżycia zwiększyła się z kilku miesięcy do 7-8 lat.
Taki postęp możliwy jest dzięki wdrożeniu molekularnych badań typów nowotworu i nowoczesnym terapiom ukierunkowanym na konkretny typ nowotworu.

Hematoonkologia zaś od co najmniej dwóch dekad poprawia wyleczalność. Jak mówił prof. Wołowiec, coraz częściej można odstąpić od obarczonego wysokim ryzykiem powikłań przeszczepienia komórek krwiotwórczych na rzecz innych metod leczenia, a wiele chorób hematoonkologicznych ze śmiertelnych zmieniło się w przewlekłe.

O poprawie leczenia bólu, także po zakończeniu leczenia nowotworów, mówiła dr n. med. Magdalena Kocot-Kępska z Zakładu Badania i Leczenia Bólu Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, Zakładu Badania i Leczenia Bólu Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, prezes Polskiego Towarzystwa Badania Bólu.
„Jest zmiana świadomości lekarzy i pacjentów i już wiedzą, że istnieje konieczność leczenia bólu” – podkreśliła.
Jak wyjaśniła, ok. 50 proc. pacjentów onkologicznych cierpi z powodu bólu w czasie leczenia, a ok. 40 proc. tych wyleczonych będzie miało dolegliwości bólowe po zakończeniu leczenia.

Wyzwania, czyli co należy poprawić
Wszystkie powyższe informacje nie zmieniają faktu, że aby w pełni czerpać z osiągnięć nauki, system opieki nad pacjentem musi być odpowiednio skonstruowany do ich stosowania. Tu zaś istnieje szereg problemów.
W tym kontekście onkolodzy podkreślali problem z rozpowszechnieniem badań molekularnych – tak profilaktycznych, jak i diagnostycznych oraz wysokim nierzadko czasem oczekiwania na ich wyniki. Takie długie okresy potrafią zaś obniżyć z jednej strony szanse na wyleczenie pacjenta, z drugiej – są marnotrawstwem pieniędzy publicznych oraz ograniczeniem dostępu pacjentów do koniecznych procedur.

„Bez diagnostyki molekularnej nie da rady, to trzeba robić. Nie ma dobrego leczenia, jeśli nie będzie zrobiona szybka, dobra diagnostyka molekularna” – powiedziała prof. dr hab. n. med. Joanna Chorostowska-Wynimko, kierownik Zakładu Genetyki i Immunologii Klinicznej w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.

Podkreśliła, że wielu jednostkach zajmujących się leczeniem raka płuca brakuje koordynacji. W efekcie pacjent i jego zespół terapeutyczny czeka tygodniami na wyniki badań molekularnych, a kiedy pod tak długim okresie nadchodzą, trzeba ponownie u pacjenta wykonać szereg badań obrazowych i inwazyjnych diagnostycznych. Tym samym zaś inni pacjenci na swoje badania obrazowe muszą dłużej poczekać.

Nie we wszystkich typach nowotworów konieczna jest diagnostyka molekularna, ale zaliczają się do niego nowotwory hematologiczne oraz rak piersi, rak prostaty, rak jajnika. W tych trzech ostatnich taka diagnostyka służy nie tylko dobraniu odpowiedniego leczenia, ale też stanowi istotną informację dla najbliższych pacjenta – w razie stwierdzenia dziedzicznego nosicielstwa określonych mutacji chorego pacjenta, jego najbliżsi krewni powinni być skierowani do poradni genetycznych. Chodzi m.in. o mutacje w genach BRCA1 i BRCA2.

„BRCA1 i BRCA2 są istotne, bo naprawiają DNA, które nieustannie podlega zniszczeniu. U większości z nas system usuwania tych usterek sprawnie działa. BRCA1 i BRCA2 kodują białka, które naprawiają podwójne niciowe pękanie DNA” – tłumaczył dr hab. n. med. Artur Kowalik, kierownik Zakładu Diagnostyki Molekularnej w Świętokrzyskim Centrum Onkologii.

Jeśli są mutacje w tych genach ryzyko zachorowania na raka jajnika, piersi i – u mężczyzn – prostaty jest bardzo wysokie. Takie mutacje można odziedziczyć, dlatego krewni powinni o tym wiedzieć i odpowiednio zareagować.

„Mamy 3,5 tys. nowych przypadków raka jajnika rocznie. Gdyby wszystkie pacjentki przebadać genetycznie i objąć odpowiednimi działaniami krewnych, byłoby około 30 proc. przypadków raka mniej” – podkreślił dr Kowalik.

Chodzi o to, że w takiej sytuacji np. córka pacjentki z rakiem jajnika, jeśli okaże się, że odziedziczyła mutację, może podjąć trudną decyzję o usunięciu jajników czy mastektomii, by nie zachorować. Ryzyko zachorowania jest bowiem bardzo wysokie, sięgające nawet 90 proc.

Tymczasem, jak powiedział dr Kowalik, „zlecalność” badania wycinka jajnika po operacji to w Polsce tylko 30 proc., choć jest to procedura refundowana.

„Nie wiem, czemu mało się zleca tych badań molekularnych, tym bardziej, że ich zlecenie to zysk finansowy dla placówki zlecającej. Badanie to można zlecić i w szpitalu, i w AOS” – powiedziała dr n. med. Anna Dańska-Bidzińska ze Szpitala Klinicznego im. ks. Anny Mazowieckiej w Warszawie.
Na rolę lekarzy POZ w tym kontekście zwrócił uwagę prof. Nowakowski.

„Każdy lekarz POZ powinien zadać pacjentowi pytanie: >>Czy w rodzinie był rak?<<. Jeśli tak, to jaki, w jakim wieku było zachorowanie? Jeśli w trzeciej, czwartej dekadzie – lampka powinna się zapalić” – powiedział.

Na podstawie wywiadu rodzinnego lekarz POZ może wystawić pacjentowi skierowanie do poradni genetycznej.
„Wywiad rodzinny jest bardzo ważny: w kierunku raka prostaty, ale trzeba pytać też o zachorowania na raka piersi i jajnika u kobiet, a także raka trzustki. Mutacje BRCA1 i 2 mają istotne znaczenie w zachorowaniach na agresywne postacie raka stercza w młodszym wieku, bardziej oporne na leczenie. Szerszy wywiad może sugerować konieczność szerszej diagnostyki molekularnej zarówno u chorego, ale i jego krewnych” – powiedział dr hab. n. med. Jakub Żołnierek z Kliniki Nowotworów Układu Moczowego Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie.

Wszyscy eksperci podkreślali, że konieczna jest poprawa koordynacji leczenia i taką skoordynowaną opiekę mogą zapewnić całe struktury zajmujące się określonym typem nowotworu: tzw. breast cancer units, lung cancer units itd. Pokładają też nadzieje w tworzonej właśnie Krajowej Sieci Onkologicznej.

Na podstawie: PAP

Z roku na rok w okresie jesienno-zimowym coraz częściej słyszy się o morsowaniu, czyli krótkich kąpielach w zimnej wodzie. Praktyka ta sięga już starożytnego Egiptu, i wciąż ma tylu samo zwolenników ilu zagorzałych przeciwników. Jak mówi stare polskie powiedzenie: ,,zimna woda zdrowia doda’’ – ale czy na pewno?
,,Fizjologia’’ zimowych kąpieli
 
Co się dzieje w naszym organizmie gdy zanurzamy się w lodowatej wodzie? Pierwszy kontakt – nasze serce przyspiesza, naczynia skórne zwężają się chroniąc nas przed utratą ciepła, wzrasta ciśnienie krwi. Te wszystkie reakcje związane są z nagłym skokiem hormonów ,,walki i ucieczki’’, które próbują zwalczyć swojego przeciwnika – ekstremalnie niską temperaturę. Mięśnie staczają swoją własną batalię o wytworzenie dodatkowego ciepła i zaczynają niekontrolowanie drżeć. Na krótki czas zimowej kąpieli nasz organizm mobilizuje wszystkie swoje siły by nie doprowadzić do niebezpiecznego wyziębienia.
 
Zdrowotne korzyści morsowania
 
Ta walka z zimnem brzmi przerażająco, ale wiele badań dowiodło o jej zbawiennym wpływie na nasze zdrowie, zarówno psychiczne jak i fizyczne. Morsowanie to przede wszystkim dla wielu jego fanów ogromna dawka pozytywnych emocji i zastrzyk energii na resztę dnia. Przy dłuższej praktyce, ciało adaptuje się do zimna i zyskuje większą tolerancję na chłód. Nasz układ immunologiczny również nie wychodzi z tego bez zysków – morsowanie podnosi odporność na infekcje, a literatura naukowa niejednokrotnie wspomina o mniejszej częstości zachorowań na infekcje górnych dróg oddechowych. Ale to nie koniec benefitów – kontakt z zimną wodą, a następnie ogrzanie organizmu poprawia krążenie krwi, a dla wielu osób jest to sposób na radzenie sobie z bólami związanymi ze schorzeniami reumatycznymi. Dlaczego więc, pomimo tylu dobroczynnych skutków na nasz organizm, morsowanie okiem kardiologa to synonim niebezpieczeństwa?
 
Czy morsowanie jest dla każdego?
 
Odpowiedź na to pytanie jest krótka – zdecydowanie nie. Dlatego każda osoba marząca o zostaniu ,,morsem’’ powinna najpierw skonsultować się z lekarzem, który znając historię chorób i leki zażywane przez pacjenta doradzi czy kąpiel w lodowatej wodzie się opłaci. A cena może być wysoka – taka praktyka niejedną osobę kosztowała zdrowie a nawet życie. Kto więc powinien uważać? Z pewnością osoby cierpiące na choroby układu krążenia. Wspomniane już przyspieszenie bicia serca obciąża narząd, który i tak ma już upośledzoną wydolność, co może doprowadzić do zawału serca. Również wyrzut hormonów stresu towarzyszący takiej kąpieli jest niebezpieczny dla chorujących na serce, powodując groźne dla życia arytmie. Zwężenie naczyń, a co za tym idzie zwiększenie ciśnienia tętniczego, jest zagrożeniem dla osób przewlekle borykających się z problemem nadciśnienia. Również niektóre przyjmowane na stałe leki mogą stać się argumentem na ,,nie’’. Lista przeciwskazań do morsowania jest o wiele dłuższa i nie ogranicza się jedynie do problemów kardiologicznych. Znajdują się na niej też takie schorzenia jak padaczka, borelioza i choroby tarczycy. Z zimowych kąpieli powinny zrezygnować również kobiety w ciąży i osoby starsze.
 
W lodowatej wodzie można znaleźć nie tylko liczne korzyści dla zdrowia, ale również wiele niebezpieczeństw. Dlatego każdy podejmujący morsowanie powinien najpierw udać się do lekarza, bo cenna rada specjalisty może uratować życie.
 
Bibliografia:
  1. https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/15253480/
  2. https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/33276648/
Autor: Aleksandra Bożym
Artykuł powstał przy współpracy redakcyjnej ze Studenckim Kołem Naukowym przy I Katedrze i Klinice WUM
Z roku na rok w okresie jesienno-zimowym coraz częściej słyszy się o morsowaniu, czyli krótkich kąpielach w zimnej wodzie. Praktyka ta sięga już starożytnego Egiptu, i wciąż ma tylu samo zwolenników ilu zagorzałych przeciwników. Jak mówi stare polskie powiedzenie: ,,zimna woda zdrowia doda’’ – ale czy na pewno?
,,Fizjologia’’ zimowych kąpieli
 
Co się dzieje w naszym organizmie gdy zanurzamy się w lodowatej wodzie? Pierwszy kontakt – nasze serce przyspiesza, naczynia skórne zwężają się chroniąc nas przed utratą ciepła, wzrasta ciśnienie krwi. Te wszystkie reakcje związane są z nagłym skokiem hormonów ,,walki i ucieczki’’, które próbują zwalczyć swojego przeciwnika – ekstremalnie niską temperaturę. Mięśnie staczają swoją własną batalię o wytworzenie dodatkowego ciepła i zaczynają niekontrolowanie drżeć. Na krótki czas zimowej kąpieli nasz organizm mobilizuje wszystkie swoje siły by nie doprowadzić do niebezpiecznego wyziębienia.
 
Zdrowotne korzyści morsowania
 
Ta walka z zimnem brzmi przerażająco, ale wiele badań dowiodło o jej zbawiennym wpływie na nasze zdrowie, zarówno psychiczne jak i fizyczne. Morsowanie to przede wszystkim dla wielu jego fanów ogromna dawka pozytywnych emocji i zastrzyk energii na resztę dnia. Przy dłuższej praktyce, ciało adaptuje się do zimna i zyskuje większą tolerancję na chłód. Nasz układ immunologiczny również nie wychodzi z tego bez zysków – morsowanie podnosi odporność na infekcje, a literatura naukowa niejednokrotnie wspomina o mniejszej częstości zachorowań na infekcje górnych dróg oddechowych. Ale to nie koniec benefitów – kontakt z zimną wodą, a następnie ogrzanie organizmu poprawia krążenie krwi, a dla wielu osób jest to sposób na radzenie sobie z bólami związanymi ze schorzeniami reumatycznymi. Dlaczego więc, pomimo tylu dobroczynnych skutków na nasz organizm, morsowanie okiem kardiologa to synonim niebezpieczeństwa?
 
Czy morsowanie jest dla każdego?
 
Odpowiedź na to pytanie jest krótka – zdecydowanie nie. Dlatego każda osoba marząca o zostaniu ,,morsem’’ powinna najpierw skonsultować się z lekarzem, który znając historię chorób i leki zażywane przez pacjenta doradzi czy kąpiel w lodowatej wodzie się opłaci. A cena może być wysoka – taka praktyka niejedną osobę kosztowała zdrowie a nawet życie. Kto więc powinien uważać? Z pewnością osoby cierpiące na choroby układu krążenia. Wspomniane już przyspieszenie bicia serca obciąża narząd, który i tak ma już upośledzoną wydolność, co może doprowadzić do zawału serca. Również wyrzut hormonów stresu towarzyszący takiej kąpieli jest niebezpieczny dla chorujących na serce, powodując groźne dla życia arytmie. Zwężenie naczyń, a co za tym idzie zwiększenie ciśnienia tętniczego, jest zagrożeniem dla osób przewlekle borykających się z problemem nadciśnienia. Również niektóre przyjmowane na stałe leki mogą stać się argumentem na ,,nie’’. Lista przeciwskazań do morsowania jest o wiele dłuższa i nie ogranicza się jedynie do problemów kardiologicznych. Znajdują się na niej też takie schorzenia jak padaczka, borelioza i choroby tarczycy. Z zimowych kąpieli powinny zrezygnować również kobiety w ciąży i osoby starsze.
 
W lodowatej wodzie można znaleźć nie tylko liczne korzyści dla zdrowia, ale również wiele niebezpieczeństw. Dlatego każdy podejmujący morsowanie powinien najpierw udać się do lekarza, bo cenna rada specjalisty może uratować życie.
 
Bibliografia:
  1. https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/15253480/
  2. https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/33276648/
Autor: Aleksandra Bożym
Artykuł powstał przy współpracy redakcyjnej ze Studenckim Kołem Naukowym przy I Katedrze i Klinice WUM
Parlament Europejski zatwierdził w czwartek porozumienie z państwami członkowskimi, dotyczące przedłużenia ram prawnych unijnego cyfrowego certyfikatu COVID o kolejne 12 miesięcy.
 

Europosłowie poparli porozumienie 453 głosami za, przy 119 przeciw i 19 wstrzymujących się w przypadku obywateli UE, oraz przy 454 głosach za, 112 przeciw i 20 wstrzymujących się w odniesieniu do obywateli państw trzecich. W ten sposób zasady, które miały wygasnąć w przyszłym tygodniu, będą obowiązywać do 30 czerwca 2023 roku.

Tak jak domagał się tego PE, w tekście znalazło się stwierdzenie, że państwa członkowskie nie powinny ograniczać swobodnego przepływu posiadaczy certyfikatu w sposób nieproporcjonalny lub dyskryminujący.

Komisja Europejska oceni wpływ certyfikatu na swobodny przepływ ludzi i prawa podstawowe do końca tego roku i może zaproponować jego uchylenie, jeśli pozwoli na to sytuacja w zakresie zdrowia publicznego, w oparciu o najnowsze opinie naukowe Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób oraz Komitetu ds. Bezpieczeństwa Zdrowia.

Przedłużenie obowiązywania certyfikatu nadal wymaga formalnego przyjęcia przez Radę UE. Następnie wejdzie w życie w dniu jego opublikowania w Dzienniku Urzędowym UE.

Źródło: EuroPAP News

Parlament Europejski zatwierdził w czwartek porozumienie z państwami członkowskimi, dotyczące przedłużenia ram prawnych unijnego cyfrowego certyfikatu COVID o kolejne 12 miesięcy.
 

Europosłowie poparli porozumienie 453 głosami za, przy 119 przeciw i 19 wstrzymujących się w przypadku obywateli UE, oraz przy 454 głosach za, 112 przeciw i 20 wstrzymujących się w odniesieniu do obywateli państw trzecich. W ten sposób zasady, które miały wygasnąć w przyszłym tygodniu, będą obowiązywać do 30 czerwca 2023 roku.

Tak jak domagał się tego PE, w tekście znalazło się stwierdzenie, że państwa członkowskie nie powinny ograniczać swobodnego przepływu posiadaczy certyfikatu w sposób nieproporcjonalny lub dyskryminujący.

Komisja Europejska oceni wpływ certyfikatu na swobodny przepływ ludzi i prawa podstawowe do końca tego roku i może zaproponować jego uchylenie, jeśli pozwoli na to sytuacja w zakresie zdrowia publicznego, w oparciu o najnowsze opinie naukowe Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób oraz Komitetu ds. Bezpieczeństwa Zdrowia.

Przedłużenie obowiązywania certyfikatu nadal wymaga formalnego przyjęcia przez Radę UE. Następnie wejdzie w życie w dniu jego opublikowania w Dzienniku Urzędowym UE.

Źródło: EuroPAP News