Medicalpress
Nowotwory złośliwe stanowią jedno z najpoważniejszych wyzwań współczesnej medycyny, a sytuacja w Polsce jest szczególnie alarmująca. Według Krajowego Rejestru Nowotworów, liczba nowych zachorowań na raka dynamicznie rośnie. Obecnie, ponad miliom osób żyje w naszym kraju z chorobą nowotworową. Coraz bardziej dotkliwy staje się zatem niedobór kadry medycznej w dziedzinie onkologii. Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej, liczba lekarzy praktykujących ten zawód wynosi 1168 osób. Oznacza to, że średnio na jednego lekarza onkologa przypada rocznie tysiąc pacjentów, z czego 145 to nowo zdiagnozowani chorzy.
Co więcej, dane z Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego pokazują, że w naborze na specjalizacje w
postępowaniu kwalifikacyjnym jesień 2023, co drugie miejsce w dziedzinie onkologii klinicznej pozostało wolne. W sześciu województwach na specjalizację zdecydowała się jedna osoba, a w województwie zachodniopomorskim – nikt.

– Niedobór kadr onkologicznych jest jednym z głównych problemów, z którymi mierzy się system opieki zdrowotnej. Priorytetem więc staje się inwestycja w zwiększenie liczby lekarzy, pielęgniarek i innych specjalistów w dziedzinach onkologii, dlatego te działania stanowią jeden z filarów Narodowej Strategii Onkologicznej – wskazuje prof. Piotr Rutkowski, pełnomocnik dyrektora NIO–PIB ds. Narodowej Strategii Onkologicznej i Badań Klinicznych.

Jednym z działań zmierzających ku zmianie tego stanu rzeczy jest powołanie w 2022 roku przez Narodowy Instytut Onkologii Studenckiego OnkoForum (SOF), którego celem jest promocja onkologii wśród adeptów medycyny.
Jedną z kluczowych inicjatyw Studenckiego Onko-Forum jest organizowana już po raz trzeci konferencja naukowa – SOF24.

– Chcemy obalić mit o bezradności onkologii. Dziś ta specjalizacja nie jest tą samą, którą my wybieraliśmy będąc na studiach. Dziś onkologia to symbol dynamicznego rozwoju w medycynie. Poprzez działania SOF pragniemy pokazać, że onkologia to także szansa na skuteczną pomoc dla wielu pacjentów. omawiając nowe możliwości i rozwiązania w walce z nowotworami i dając szansę na praktyczną naukę podczas warsztatów – mówi opiekun Studenckiego Onko-Forum profesor Marek Dedecjus, na co dzień kierujący Kliniką Endokrynologii Onkologicznej i Medycyny Nuklearnej w NIO.

– Podkreślając rolę konferencji, prof. Dedecjus zaznacza, że Onko-Forum nie tylko zachęca młodych ludzi do zainteresowania się onkologią jako dziedziną przyszłości, ale również stwarza im realne możliwości rozwoju naukowego i zawodowego – szczerze wierzę, że takim inicjatywom możemy mieć nadzieję na przeciwdziałanie niedoborowi kadr onkologicznych i poprawę jakości opieki nad pacjentami z chorobami nowotworowymi w Polsce – dodaje prof. Dedecjus.

Podczas wydarzenia prezentowane są najlepsze prace studenckie, a ich abstrakty zostają opublikowane w prestiżowym periodyku „Nowotwory. Journal of Oncology”. Co więcej, autorowi najlepszej pracy zostaje przyznany grant edukacyjny, umożliwiający wyjazd na doroczny kongres European Society of Medical Oncology (ESMO) – jedno z najważniejszych wydarzeń w dziedzinie onkologi w Europie. To, co wyróżnia SOF spośród innych inicjatyw, to wsparcie ze strony wybitnych polskich i zagranicznych autorytetów związanych z onkologią. Ich udział jako prelegentów na konferencji nadaje wydarzeniu międzynarodowy wymiar i dodatkową wartość edukacyjną.

– W tegorocznej edycji Studenckiego Onko-Forum swój udział potwierdzili między innymi profesor Thierry Philip, Przewodniczący Zarządu Instytutu Curie w Paryżu, oraz Profesor Matteo Lambertini, Przewodniczący Komitetu Młodych Onkologów Europejskiego Towarzystwa Onkologicznego (ESMO) oraz wiele autorytetów z polskich ośrodków onkologicznych w tym oczywiście z Narodowego Instytutu Onkologii – za co jesteśmy bardzo wdzięczni – mówi Paulina Kalman, prezeska SOF i studentka 5. roku medycyny na WUM.

Wśród przyczyn jakie młodzi ludzie podają jako te, które zniechęcają ich do wyboru onkologii są między innymi duże obciążenie psychiczne pracą i przeświadczenie, że rak to „wyrok”, z uwagi na brak skutecznych terapii.

– W mojej ocenie kluczowa jest zmiana narracji panującej wokół onkologii. Musimy przestać mówić tylko o walce czy wojnie i zacząć mówić o nadziei i szansie. Absolutnie nie umniejszam ciężarowi diagnozy choroby nowotworowej, ani temu z jak trudnymi emocjami wiąże się praca w tym zawodzie. Nie to jednak faktu, że ta dziedzina niesamowicie się rozwija i oferuje coraz to nowe metody leczenie, a co za tym idzie – szanse na wyleczenie. To ma znaczenie dla pacjenta, lekarza, i wreszcie, dla tych, którzy będą leczyć nas w przyszłości – czyli dzisiejszych studentów – zaznacza Rzeczniczka Prasowa Narodowego Instytutu Onkologii Monika Dzienyńska-Dyk — Zaczynając pracę w Instytucie usłyszałam: są rzeczy, których nie da się zrobić dopóki, ktoś nie wie, że się nie da i je zrobi. I tak właśnie, krok po kroku wspólnie ze studentami i ich mentorami z NIO, odczarowujemy onkologię, pokazując jak wiele można zrobić dzięki jej postępowi.

Tegoroczna konferencja to dwa intensywne dni, pełne wykładów i prelekcji, w których udział weźmie, zdalnie i osobiście w Centrum Konferencyjnym Narodowego Instytutu Onkologii, ponad 300 uczestników. Dużym zainteresowaniem wśród przyszłych onkologów cieszy się cześć warsztatowa, konferencji, podczas której studenci mają szansę ćwiczyć umiejętności praktyczne, tak ważne w dalszym rozwoju drogi zawodowej.

– Medycyna personalizowana to innowacyjna onkologia pozwalająca nam leczyć pacjenta w sposób precyzyjny, ukierunkowany na cechy charakterystyczne guza, a nie tylko na samo rozpoznanie narządowe choroby nowotworowej. To właśnie jest przyszłość tych, którzy dziś studiują a to oni są przyszłością polskiej onkologii, dlatego u nas w Instytucie zawsze będzie dla nich miejsce — podsumowuje dr hab. n. med. Beata Jagielska Dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii.

Już jutro w Narodowym Instytucie Onkologii rozpocznie się Konferencja Studenckie OnkoForum 2024, najważniejsze wydarzenie w bogatym kalendarzu działań podejmowanych przez  SOF. 
https://www.facebook.com/StudenckieOnkoForum 

żródło: NIO-PIB
Wiedza na temat medycyny nuklearnej, nawet wśród onkologów, nie jest powszechna, pomimo, że jest ona obecnie standardem m.in. w precyzyjnej diagnostyce obrazowej nowotworów, dzięki zastosowaniu nowoczesnej pozytronowej tomografii emisyjnej (PET-CT). Medycyna nuklearna to nie tylko diagnostyka, ale też terapia. – Kluczowe zalety terapii izotopowej, to fakt, że jest ona rzeczywiście leczeniem spersonalizowanym, działa w miejscu, gdzie nowotwór jest aktywny i jest bardzo bezpieczna, pacjent ma minimalne skutki uboczne. – podkreślił prof. Piotr Rutkowski. Musimy zrobić wszystko, aby możliwości medycyny nuklearnej zakresie diagnostyki i terapii, które są elementem wytycznych ESMO czy ASCO, były dostępne w Polsce. – apelowali eksperci podczas debaty Polskiego Towarzystwa Onkologicznego z cyklu „Onkologia – Wspólna Sprawa”.
W wielu przypadkach w diagnostyce nowotworów, klasyczne badania radiologiczne, takie jak tomografia komputerowa, niestety nie do końca są przydatna, dlatego, że część zmian nie jest widoczna w tych metodach. Przykładem mogą być przerzuty do węzłów chłonnych czy zmiany w kościach. W tych obszarach zmiany widać doskonale w badaniach izotopowych. Co istotne, medycyna nuklearna rozwija się bardzo szybko, cały czas pojawiają nowe mechanizmy i znaczniki.
 
– Obecnie badania PET są podstawowymi badaniami w wielu chorobach onkologicznych, umożliwiając właściwy staging pacjentów (określenie stadium zaawansowania nowotworu), ale też kontrolę leczenia. Ostatnie lata przyniosły nowe znaczniki i nowe wskazania do wykonywania badań PET. Od niedawna mamy zarejestrowany preparat oparty na antygenie specyficznym dla raka prostaty, który urolodzy oznaczali z krwi, a my możemy go teraz obrazować w komórkach nowotworowych. – podkreślała prof. Jolanta Kunikowska, Kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej, UCK WUM.
 
Przełom za sprawą izotopów
 
Ostatnie 10 lat to kolosalny rozwój medycyny nuklearnej w każdym aspekcie. – Po pierwsze, to rozwój sprzętowy, zwłaszcza w obszarze badań PET, w tym cyfrowe aparaty, które mają, przy wsparciu sztucznej inteligencji, niesamowite możliwości. Po drugie, to rozwój izotopów i radiofarmaceutyków. Obecnie, niemal 100 radiofamaceutyków w kontekście diagnostycznym jest w trakcie badań, do tego dochodzą badania nad izotopami terapeutycznymi. Ze względu na wysokie bezpieczeństwo i obiecujące wyniki leczenia, ta dziedzina będzie się dalej prężnie rozwijać. – zaznaczył prof. Marek Dedecjus, Kierownik Kliniki Endokrynologii Onkologicznej i Medycyny Nuklearnej, NIO-PIB w Warszawie. – Nasze wieloletnie doświadczenia z nowotworami tarczycy, wskazują, że terapia izotopowa jest bardzo skuteczna.
 
Postęp w medycynie nuklearnej spowodował, że zaczęto myśleć o korzyściach jakie niesie w kontekście możliwości wykorzystania także innych metod leczenia. – U chorych na raka gruczołu krokowego na chorobę nawrotową, niejednokrotnie dzięki wykorzystaniu nowoczesnej medycyny nuklearnej, możemy zastosować leczenie ukierunkowane na zmiany przerzutowe, np. z wykorzystaniem radioterapii stereotaktycznej i opóźnić leczenie systemowe, tym samym oszczędzając pacjentom toksyczności takiego leczenia. – powiedział dr Jakub Kucharz z Kliniki Nowotworów Układu Moczowego, NIO-PIB w Warszawie.
 
W uroonkologii postęp w zakresie medycyny nuklearnej jest ogromny, przykładem może być terapia izotopem Lu-177, który jest zarejestrowany w leczeniu chorych na opornego na kastrację przerzutowego raka gruczołu krokowego. – Jednocześnie już trwają badania, w tym u nas w ośrodku, nad zastosowaniem tej terapii na etapie wrażliwości na kastrację, czyli na wczesnym etapie choroby przerzutowej. Spodziewamy się tutaj podobnej eksplozji terapii, podobnie jak zadziało się to w immunoterapii. – dodał dr Kucharz.

Kolejny przełom niesie łączenie izotopów z przeciwciałami, badania potwierdzają ich wysoką skuteczność. Podczas ostatniego kongresu ASCO zaprezentowano badanie III fazy, w którym  przeciwciało było połączone z izotopem cyrkonu i okazało się fantastycznym narzędziem diagnostycznym guzów nerek z bardzo wysoką czułością i specyficznością. Istnieje zatem ogromna przestrzeń do rozwoju metod diagnostycznych i terapeutycznych.

Barierą nieaktualne procedury
 
Polskie zakłady medycyny nuklearnej są dobrze wyposażone, niestety jest ich mało w stosunku do innych krajów europejskich. W 2022 funkcjonowały 64 zakłady wyposażone w 34 skanery  PET/CT i 3 skanery PET/MR. – Wykonujemy ok. 80000 badań PET rocznie, co na poziomie europejskim stawia nas na odległym miejscu. Kraje, takie jak Niemcy czy Francja, wykonują 3-4 razy więcej tych procedur. Mamy dostępne nowoczesne aparaty PET/CT, ale pozostają w dużej mierze niewykorzystane, ponieważ jesteśmy ograniczani kontraktami. Moglibyśmy z powodzeniem robić tych badań więcej. Jeżeli już mamy dostęp do procedury, badania wykonujemy naprawdę na poziomie europejskim. – podkreśliła prof. Kunikowska.
 
– Zmiany we wskazaniach do badania PET powinny być aktualizowane, co ok. 2 lata, aby wspierać klinicystów w optymalnym leczeniu pacjentów i jego dopasowaniu. Tymczasem wskazania dot. medycyny nuklearnej mamy sprzed kilkunastu lat. Wówczas nie było wielu stosowanych obecnie znaczników. Dlatego wskazania jak i zakres refundacji wymagają pilnej aktualizacji, jak np. wspomniane wcześniej badania PET/PSMA, jedno z kluczowych w diagnostyce raka prostaty czy badanie SPECT-CT stosowane np. w limfoscyntygrafii. Dlatego apelujemy do urologów, onkologów, ale też klinicystów z innych obszarów, aby wsparli nas w tym dążeniu, aby jak najwcześniej jak najszybciej móc nowe techniki stosować. – powiedział prof. Dedecjus.
 
Eksperci wskazywali na potrzebę szerokiego dostępu do badań diagnostycznych w ramach Narodowej Strategii Onkologicznej, w tym szerszego finansowania badań z zakresu medycy nuklearnej. – Trudno sobie wyobrazić, że poprawimy efektywność leczenia naszych chorych, jeśli będziemy diagnozować czy leczyć wybiórczo. – dodał dr Kucharz.  
 
Badanie PET powinno być zawsze rozważone, jeżeli wpływa na postępowania terapeutyczne. Przykładem może być leczenie opornego na kastrację raka gruczołu krokowego bez przerzutów. To jest specyficzny stan nowotworu, kiedy w badaniach konwencjonalnych nie wykrywamy zmian przerzutowych, a choroba jest oporna na redukcję androgenową. – Okazuje się, że przy wykorzystaniu badania PET/PSMA u 90% tych pacjentów potwierdza się obecność zmian przerzutowych, czy to w węzłach chłonnych, czy przerzutów odległych. Powinniśmy wówczas traktować tych pacjentów jak chorych z chorobą przerzutową. Dzięki temu można zaoferować im odpowiednio wcześnie skuteczne leczenie ukierunkowane. – uzupełnił dr Kucharz.
 
– Fakt jest taki, że medycyna nuklearna bardzo się zmieniła, a nie zmieniły się kompletnie ani wskazania ani zakres jej refundacji. Mamy zupełnie inne możliwości w tej chwili diagnostyczne, a nie mamy wycen wielu badań, chociażby scyntygrafii połączonej z tomografią komputerową. Nadal mamy stare wskazania, stare wyceny tych klasycznych metod scyntygraficznych, czyli nikt zupełnie nie myśli o tym, że w tej chwili w zakładach medycyny nuklearnej (w województwie mazowieckim) zostało tylko ok. 10-15% klasycznych kamer scyntygraficznych. Pozostałe to są skanery PET/CT, czyli technologicznie jesteśmy już bardzo rozwinięci. Natomiast koszyk świadczeń nie nadąża za tym. Wykonując lepsze badania, nie możemy ich rozliczyć. – zaznaczyła prof. Kunikowska.
 
– Cały czas nie doceniamy medycyny nuklearnej i nie nadążamy zdecydowanie za zaleceniami, ale nawet jeżeli coś wprowadzamy, chociażby terapię Rad-223 i program lekowy, który obecnie jest zmieniany, a wykonano w jego ramach ponad 1000 podań. Mamy bezpieczną, dobrą, skuteczną terapię, a niestety wskutek jakiś nieporozumień, nie jest optymalnie wykorzystywana. Czyli brakuje komunikacji między tym, co oferuje medycyna nuklearna, a tym, co realnie potem jest finansowane i wdrażane w praktyce klinicznej. – dodał prof. Dedecjus.

– Jestem przekonany, że w ramach Narodowej Strategii Onkologicznej powinien znaleźć się element dotyczący wsparcia nowoczesnej medycyny nuklearnej. Zdecydowanie powinniśmy zaproponować aktualizację wskazań, ponieważ PET to jest obecnie badanie powszechne, stało się standardem, a rozporządzenia NFZ są z lat 2011-2013. – mówił prof. Piotr Rutkowski. – Uczyniono wielki wysiłek. doposażając zakłady medycyny nuklearnej w całym kraju w nowoczesny sprzęt, dlatego aktualnie stosowane badania powinny być finansowane przez płatnika.

Jak podkreślili eksperci podczas debaty, każdy moment jest dobry, żeby coś poprawić, ale teraz jest już pora najwyższa, aby zaktualizować wskazania, przyjrzeć się nowoczesnym terapiom i wprowadzić ścieżkę wdrażania diagnostyki i leczenia do praktyki klinicznej. Niezwykle ważne też jest określenie zasad współpracy między klinicystami oraz włączenie specjalistów medycyny nuklearnej w skład zespołów multidyscyplinarnych realizujących opiekę onkologiczną nad pacjentami oraz promocja tej prężnie rozwijającej się specjalizacji medycznej.

Pełna relacja z debaty:

źródło: Polskie Towarzystwo Onkologiczne, redakcja

Polskie Towarzystwo Onkologiczne zaprasza na kolejną debatę z cyklu „Onkologia – Wspólna Sprawa” pt. „Medycyna nuklearna w onkologii – standard diagnostyki i nowe kierunki”, która odbędzie się 16 stycznia 2024 r., o godz. 15:00.
Uczestnicy debaty:

Tematyka spotkania:

Rak tarczycy to cała grupa nowotworów, bardzo zróżnicowana, od mających bardzo dobre rokowanie, poprzez nowotwory o względnie dobrym rokowaniu, po złe. Warto podkreślić, że w przypadku raka tarczycy wyniki leczenia są dużo lepsze niż np. w raku płuca, przewodu pokarmowego, w związku z tym, nie jest to nowotwór z tzw. pierwszego frontu. Co istotne, nie jest on wcale taki rzadki, gdyż w Polsce wykrywa się ok. 4200 przypadków. Zapraszamy do przeczytania i obejrzenia wywiadu z profesorem Markiem Dedecjusem, Kierownikiem Kliniki Endokrynologii Onkologicznej i Medycyny Nuklearnej, NIO-PIB w Warszawie, poświęconego diagnostyce i leczeniu raka tarczycy.

Redakcja: Panie profesorze, o raku tarczycy generalnie mało się słyszy. Jaka jest skala tego nowotworu w Polsce?
 
Prof. Marek Dedecjus: Rak tarczycy to cała grupa nowotworów, bardzo zróżnicowana, od mających bardzo dobre rokowanie, poprzez nowotwory o względnie dobrym rokowaniu, po złe. Warto podkreślić, że w przypadku raka tarczycy wyniki leczenia są dużo lepsze niż np. w raku płuca, przewodu pokarmowego, w związku z tym, nie jest to nowotwór z tzw. pierwszego frontu. Co istotne, nie jest on wcale taki rzadki, gdyż w Polsce wykrywa się ok. 4200 przypadków tego nowotworu (dane za 2018). Czyli jeśli chodzi o zachorowalność, to kształtuje się podobnym poziomie jak czerniak. Natomiast, na szczęście, relatywnie niska jest śmiertelność. To wynika zarówno z biologii nowotworu, jak i z metod leczenia.

W takim razie, jak wygląda diagnostyka raka tarczycy?
Prof. Marek Dedecjus: Będzie to zapewne zaskoczenie, bo w przypadku raka tarczycy diagnostyka jest względnie prosta. Metodą szeroko dostępną i będącą podstawową jednocześnie jest USG tarczycy. Aparaty USG, które obecnie są na rynku, mają rzeczywiście wysoką jakość, a dostępność do tego badania istotnie wzrosła. W związku z tym wykrycie zmian w tarczycy w tej chwili dla większości specjalistów nie stanowi problemu. Dostęp do aparatów wysokiej jakości mógłby oczywiście być jeszcze lepszy. Drugą metodą, która pozwala już nie tylko na zidentyfikowanie zmiany ogniskowej, tak jak USG tarczycy, ale na określenie, czy zmiana jest łagodna, złośliwa czy podejrzana, jest biopsja tarczycy. Warto podkreślić, że rozwijają się też techniki diagnostyki molekularnej, które w przypadkach wątpliwych na pewno odnajdą swoje miejsce.

Czy ten nowotwór wykrywany jest wcześnie w Polsce? Jak wygląda ścieżka pacjenta?
Prof. Marek Dedecjus: Jeśli chodzi o diagnostykę raka tarczycy, to sytuacja jest niecodzienna. Nowotwory te są wykrywane przez endokrynologów, to nie jest domena onkologii. Po prostu szybciej do tych specjalistów trafia pacjent ze względu na ewentualne zaburzenia czynności tarczycy, które są bardzo częste. Dlatego większość diagnostyki wykonują endokrynolodzy, szczególnie ci, którzy dodatkowo umieją samodzielnie wykonywać biopsję tarczycy. W związku z tym, to endokrynolodzy wspólnie z patomorfologami zwykle wykrywają nowotwór i kierują do jednostek zajmujących się leczeniem raka tarczycy.

Czy Pana zdaniem ścieżka diagnostyczna pacjenta jest optymalna, czy wymaga usprawnień?
Prof. Marek Dedecjus: Zawsze jest pole do poprawy. Ale wcale nie mamy się czego wstydzić. Mamy świetnych patologów i świetnych cytologów, którzy stanowią podstawowe ogniwo w diagnostyce. I tu na pewno ukłon w stronę kolegów. Jak już wspomniałem, bardzo wzrosła też dostępność i jakość aparatów USG. Na pewno można by poprawić diagnostykę molekularną, która póki co „leży” w naszym kraju. Są projekty, są prace, ona jest po prostu droga. Mam nadzieję, że z czasem stanie się bardziej dostępna, bo w takich niejasnych sytuacjach, kiedy nie jesteśmy pewni, czy guz to nowotwór łagodny, czy złośliwy, biopsja może nie dać odpowiedzi, dlatego przydatna będzie diagnostyka molekularna. Tego brakuje.

A czy jest to choroba dziedzina? Jak powinna wyglądać czujność onkologiczna?
Prof. Marek Dedecjus: Tylko jeden podtyp raka tarczycy ma wybitnie dziedziczny charakter – jest to rak rdzenia tarczycy i tu rzeczywiście diagnostyka onkologiczna i genetyczna idą w parze, co pozwala na wczesne wykrycie i zakwalifikowanie do leczenia również profilaktycznie. Rak rdzeniasty na pewno jest wyjątkiem. Nie tylko na tle tarczycy, ale i innych nowotworów, bo bardzo duży odsetek jest dziedziczny. Pozostałe raki tarczycy charakteryzują się raczej niewielką penetracją. Tutaj dziedziczenie jest raczej symboliczne, marginalne.

A czy styl życia ma wpływ na rozwój tego nowotworu?
Prof. Marek Dedecjus: Trwają na ten temat dyskusje. Nie jest to tak jednoznaczne, jak w wielu innych nowotworach, np. raku piersi czy chociażby w czerniaku wpływ promieniowania. Nie mamy tak jednoznacznych dowodów. Sugeruje się związek z otyłością czy zanieczyszczeniem środowiska. No i oczywiście ewidentny związek z narażeniem na promieniowanie jonizujące. Na szczęście na promieniowanie jonizujące, poza diagnostyką radiologiczną, jesteśmy relatywnie rzadko narażeni. Jednak w trakcie leczenia onkologicznego za pomocą radioterapii innych nowotworów, możemy indukować raka tarczycy. Jeśli chodzi o naszą czujność, to po prostu każde zgrubienie na szyi wymaga diagnostyki. Tarczyca to gruczoł leżący powierzchownie, w związku z tym pacjent całkiem sporo może sam wyczuć, i zobaczyć. Wszelkie zgrubienia na szyi, zaburzenia głosu, kłopoty z połykaniem, ewentualne ucisk na szyję, powinny dać nam do myślenia i warto zacząć od diagnostyki ultrasonograficznej, ponieważ wśród guzków tarczycy, rak tarczycy stanowi bardzo niewielki odsetek. Tymczasem zmiany w obszarze tarczycy ma nawet do 70% populacji dorosłej. Trzeba zawsze raka wykluczyć, ale nie każda zmiana będzie nowotworem.

Jeśli zatem pacjent wyczuje faktycznie takie zmiany? Czy wtedy powinien się zgłosić do lekarza pierwszego kontaktu? Uzyskać skierowanie?
Prof. Marek Dedecjus: Tak. Lekarze pierwszego kontaktu, lekarze POZ, lekarze rodzinni są przeszkoleni w diagnostyce, współpracujemy z nimi, w związku z tym dosyć dobrze wiedzą, jaki jest algorytm postępowania. Wiedzą, że trzeba wykonać USG, a następnie pokierować do specjalisty i na biopsję. To jest optymalna ścieżka.

Panie Profesorze, a jak wygląda leczenie raka tarczycy w Polsce i Europie?
Prof. Marek Dedecjus: Blisko współpracujemy z kolegami z Europy i trzeba powiedzieć, że w całej Europie leczenie raka tarczycy jest bardzo zróżnicowane, czyli różne kraje przyjęły za standard postępowania różne leki. Mimo że europejskie zalecenia istnieją, to jednak każdy kraj ma pozostawioną wolną rękę i te decyzje są różne, nie zawsze optymalne. Natomiast, nie odbiegamy, jeśli chodzi o poziom leczenia i dostępność refundacji od wielu krajów europejskich. Nie mówię o tych najbogatszych. Cały zespół ekspertów przygotowuje co 2 lata rekomendacje i w oparciu o nie staramy się o refundację nowych leków.

Czy są jakieś terapie, na które szczególnie czeka środowisko klinicystów? Ostatnio AOTMiT oceniał lek na raka tarczycy, niestety rekomendacja była negatywna.
Prof. Marek Dedecjus: Chodzi o kabozantynib w II linii leczenia zróżnicowanego raka tarczycy. Pierwsza linia leczenia inhibitorami kinaz jest dostępna w naszym kraju, oparta o sorafenib. Natomiast na leczenie I linii, z natury rzeczy, po jakimś czasie musi pojawić się oporność. I stąd niezbędna jest II linia i dlatego o tą drugą linię bardzo walczymy. Doniesienia naukowe potwierdzają skuteczność kabozantynibu. Pojawiło się badanie uzasadniające to postępowanie. W związku w tym lek ten znalazł się w zaleceniach europejskich, amerykańskich a także polskich. Problem polega na tym, że AOTMiT uznał, że liczba badań na ten temat jest niewystarczająca. To nie jest zaskakujące, bo ten podtyp raka tarczycy jest dość rzadkim nowotworem. To po pierwsze, a po drugie, zanim zbierzemy grupę pacjentów, którzy już będą po tak zaawansowanym leczeniu i będziemy mogli udowodnić jednoznacznie w badaniach klinicznych, że skuteczność jest poza dyskusją, to dosyć długo to potrwa. Natomiast mechanizm działania leku sugeruje, że druga linia jest niezbędna. Z jednej strony rozumiem chęć posiadania pełnego portfolia badań dokumentujących skuteczność leku, ale z drugiej strony jesteśmy wybitnie niezadowoleni, bo coraz więcej pacjentów pojawia się z opornością na sorafenip i w tej chwili nie mamy im nic do zaaferowania. To bardzo niekomfortowa sytuacja. Tych pacjentów nie jest wielu, to nie byłby wielki wysiłek finansowy ze strony płatnika. A dla tych pacjentów, to jest kluczowa terapia.

O jakiej liczbie pacjentów mówimy potencjalnie w II linii?
Prof. Marek Dedecjus: W przybliżeniu od kilkunastu do kilkudziesięciu. Dokładnej liczby nie jestem w stanie podać, dlatego że proces pojawienia się oporności nie jest procesem liniowym. W związku z tym są pacjenci, którzy przez 10 lat nie rozwijają oporności, a są tacy, u których rozwija się ona po roku. Liczba pacjentów, którzy są w trakcie leczenia sorofenibem, nie przekracza obecnie 100. W związku z tym, z czasem oporność będzie się pojawiała i narastała. Mówimy o niewielu pacjentach, ale żyjących długo, we względnie dobrym komforcie, którzy będą mogli dalej pracować i funkcjonować. Chodzi o to, żeby postęp nowotworu u nich spowolnić lub zatrzymać.

Panie Profesorze, bardzo dziękujemy za rozmowę.

Redakcja poleca:
Debata ekspercka z cyklu „Onkologia – Wspólna Sprawa” pt. „Wyzwania w diagnostyce i leczeniu raka tarczycy”, która odbędzie się 19 września 2023 r., o godz. 15:00 (online):
https://medicalpress.pl/zdrowie-wspolna-sprawa/wyzwania-w-diagnostyce-i-leczeniu-raka-tarczycy-debata-ekspercka-pto-19092023_gXvOBMZAN2/ 

źródło: redakcja Medicalpress

W imieniu Polskiego Towarzystwa Onkologicznego zapraszamy na kolejną debatę ekspercką z cyklu „Onkologia – Wspólna Sprawa” pt. „Wyzwania w diagnostyce i leczeniu raka tarczycy”, która odbędzie się 19 września 2023 r., o godz. 15:00 (online).

Uczestnicy debaty:

Tematyka spotkania:

Transmisja na żywo na Youtube Medicalpress 19 września od godz. 15:00