Medicalpress
Jak zatrzymać epidemię chorób cywilizacyjnych, które skracają życie Polek i Polaków, są przyczyną nadmiernych hospitalizacji, absencji zawodowej, oraz niosą za sobą negatywne skutki zdrowotne, społeczne i gospodarcze – debatowali eksperci podczas Kongresu Zdrowie 360 zorganizowanego przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców 6 czerwca br.  Wśród rekomendacji – zwiększenie roli medycyny pracy oraz skuteczna walka z uzależnieniem od palenia tytoniu.
Rola badań medycyny pracy i pracodawców

Eksperci podkreślali, że okresowe badania medycyny pracy są nadal niedoceniane, choć często to jedyna okazja dla wielu do profilaktyki i diagnostyki stanu swojego zdrowia. Wielu Polaków nie badani się profilaktycznie i nie korzysta z programów przesiewowych, a do lekarza zgłasza się dopiero, w przypadku nasilonych dolegliwości. Dlatego medycyna pracy mogłaby wypełnić lukę w profilaktyce.

– W ramach badań okresowych pracowników moglibyśmy robić więcej. Zawsze powinien być określany poziom cukru we krwi, bo dziś pół miliona Polaków nie wie, że ma cukrzycę, a nawet 9 milionów choruje na otyłość. – powiedział prof. Leszek Czupryniak, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych WUM, Centralny Szpital Kliniczny UCK WUM.  – Brak świadomości tej choroby odbiera szansę na jej skuteczne leczenie, a dziś mamy znakomite możliwości radzenia sobie z cukrzycą i otyłością. Paradoksalnie pacjenci z cukrzycą mogą żyć dłużej niż osoby zdrowe, jeśli ją zdiagnozują i się leczą. Bo oni bardziej dbają o siebie, regularnie badają się, dobrze się odżywiają, maja łatwiejszy dostęp do usług zdrowotnych – dodał Profesor.

Tymczasem nieleczona otyłość, cukrzyca i jej powikłania prowadzą do niepełnosprawności i drastycznego pogorszenia jakości życia.

– Mam 51 lat i powinienem być zdrowy, a to cud, że żyję.  Gdyby w szkołach edukował dzieci dietetyk, poważnie traktowane było wychowanie fizyczne, psycholodzy uświadamialiby, czym jest uzależnienie od nikotyny, słodkich napojów gazowanych, diabetolodzy mieliby mniej roboty – mówił Michał Figurski, założyciel i fundator Fundacji „Najsłodsi”, pacjent z cukrzycą, po udarze i przeszczepie nerki i trzustki.

Potrzeba więcej środków na medycynę pracy. – W profilaktyce dużo więcej mogą zrobić pracodawcy. Państwo finansuje leki, bo tu sukces jest natychmiastowy. Tymczasem działania profilaktyczne przynoszą efekty po dekadzie.  Przy sporej nieufności obywateli do państwa przekaz płynący od decydentów po prostu nie trafia. – dodał prof. Czupryniak.

Profilaktyka opłaca się wszystkim, pracownikom, pracodawcom i całemu systemowi – W zakresie profilaktyki potrzebne są szerokie działania i podejście interdyscyplinarne oraz współpraca wielu resortów. – wskazała dr Beata Stepanow, prezes Stowarzyszenia Edukacji Diabetologicznej.

Ograniczyć skutki palenia tytoniu

– W Polsce mamy 8 milinów palących osób i tylko 3 poradnie leczenia uzależnienia od nikotyny. W efekcie co roku 70 tys. osób umiera z powodu powikłań tytoniowych. – podkreślił dr Janusz Krupa, Prezes Instytutu Człowieka Świadomego, specjalista medycyny rodzinnej z Ośrodka Kształcenia Lekarzy Rodzinnych CMKP w Warszawie.

Tymczasem odsetek palących papierosy w Polsce ponownie rośnie i wynosi już ok. 29%. Brakuje jednocześnie wsparcia systemowego w walce z nałogiem, większość osób uzależnionych od palenia tytoniu, jest pozostawiona sama sobie.

Dr Janusz Krupa przywołał przykład Wielkiej Brytanii i Szwecji, które dzięki kompleksowej strategii antytytoniowej, w tym redukcji szkód, obniżyły znacząco odsetek osób palących. Szwecja wciągu ostatnich lat odnotowała nawet 50% spadek zachorowań na nowotwory i niektóre choroby układu krążenia.

Stosowanie przez osoby uzależnione od nikotyny mniej szkodliwych sposobów jej dostarczania, jak np. e-papierosy, podgrzewacze tytoniu czy saszetki nikotynowe, jest bowiem mniej szkodliwe niż palenie papierosów i może być sposobem na ograniczenie negatywnych konsekwencji dla zdrowia z tytułu palenia tytoniu, takich jak zachorowania na nowotwory, choroby układu krążenia czy układu oddechowego.

– Taka strategia może być ścieżką wychodzenia z nałogu.  – dodała Prof. Halina Car, kierownik Zakładu Farmakologii Doświadczalnej Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku – Sam nakaz rzucenia palenia przez pacjenta, najczęściej nie przynosi żadnych efektów. Uzależnieni wracają do nałogu.
 
 
źródło: redakcja, Kongres ZPP Zdrowie 360
„Mechanizm rozpoznawania insulinooporności to rozpaczliwa próba wyjaśniania otyłej przeważnie pacjentce, dlaczego jest otyła i nie może schudnąć. Mówi się: ma pani wysokie poziomy insuliny, a ona sprzyja syntezie wszystkiego i odkładaniu się tłuszczu, więc dlatego nie może pani schudnąć. To jest pomylenie skutków z przyczyną” – mówi prof. Leszek Czupryniak, diabetolog, internista, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w Centralnym Szpitalu Klinicznym WUM.
Do rozmowy z panem natchnął mnie mój ginekolog – endokrynolog, osoba poważana w środowisku, mówiąc, że zachodzi w głowę, na podstawie jakich wskaźników są stawiane rozpoznania insulinooporności, bo mnóstwo jego pacjentek ma taką diagnozę. Jest to bowiem „choroba” kobiet. Biorę w cudzysłów słowo choroba, bo pan insulinooporność nazywa pseudochorobą, a jeden z wykładów na ten temat rozpoczął pan od nieestetycznego obrazka czterech zwisających nad paskiem męskich brzuchów, prezentowanych na plaży. Powiedział pan, że to definicja insulinooporności.

Oczywiście, nie ma takiej choroby jak insulinooporność. Jest to pewien mechanizm adaptacyjny naszego organizmu do nadmiernego gromadzenia energii w ciele w postaci tłuszczu. Gdy coś zjemy, trzustka wydziela insulinę, która jest hormonem, a sens jego działania jest taki, że jest informacją. Krąży w krwioobiegu po całym organizmie i łączy się z niemal wszystkimi komórkami i daje im sygnał do wchłaniania glukozy. Łączy się w miejscu nazywanym receptorem, składającym się z czterech podjednostek białkowych – działa to jak klucz i zamek. Insulina otwiera komórki dla glukozy, łączy się z zamkiem, czyli tym receptorem, sama będąc kluczem. Dla komórki jest to sygnał, żeby do błony komórkowej wysłać z wewnątrz komórki białka transportujące glukozę, one łączą się z błoną komórkową, łapią glukozę, która jest w dużej ilości po jedzeniu na zewnątrz komórki. Wciągają glukozę do środka komórki i tam jest zamieniana na energię. Jeden gram glukozy daje cztery kalorie.

Kiedy glukozy jest dużo, bo coś zjemy, ale jej nie spalamy, gdyż nie potrzebujemy w danej sytuacji, czyli np. siedzimy przed komputerem, telewizorem, prowadzimy samochód i jemy słodką bułkę albo owoce, i cukier zawarty w tych pokarmach nie musi być od razu spalony na potrzeby organizmu, to komórki pod wpływem działania insuliny wchłaniają tę niepotrzebną na bieżące potrzeby organizmu ilość glukozy i bardzo szybko zamieniają w tłuszcz, w ciągu kilkudziesięciu minut. Tłuszcz zaś jest przechowywany w komórkach tłuszczowych, w wątrobie na czasy, kiedy jedzenia nie będzie. I jeżeli nie jemy, pojawia się głód, to wówczas organizm sięga po zapasy energii zgromadzone w postaci tłuszczu i go powoli spala.

A my przecież cały czas coś jemy i jemy…

… i komórki robią się coraz większe, bo przybywa w nich tłuszczu. Wbrew powszechnej opinii komórka może być bardzo duża i widoczna gołym okiem, bo kurze jajo to jedna komórka, również strusie jajo to jedna komórka. Jak ktoś robi się otyły, jego komórki tłuszczowe powiększają się od ilości nagromadzonego tłuszczu – od tego człowiek robi się większy. Jednakże komórka ma taki mechanizm, że jeśli ma w sobie dużo energii, w pewnym momencie nie chce jej więcej. Jeśli będzie ją wchłaniała stale, człowiek będzie rósł jak baobab. Gdy zdarzy się, że człowiek jest pozbawiony tego mechanizmu, wówczas tyje niemal w nieskończoność. Najtęższy człowiek świata ważył prawie 700 kg – jest odnotowany w księdze rekordów Guinnessa. Gdy jechał do szpitala, gdzie umarł, trzeba było wybić ściany, żeby go za pomocą dźwigu w wozie strażackim wyjąć z mieszkania i przetransportować do szpitala. To był człowiek, u którego komórki mogły rosnąć w nieskończoność, nie broniły się przed działaniem insuliny i wchłaniały glukozę bez przerwy i zamieniały ją w tłuszcz.

A jak to odbywa się u ludzi zdrowych?

Ludzie zdrowi najpierw tyją, bo gromadzą niespalony tłuszcz, po czym komórki zaczynają uruchamiać mechanizmy insulinooporności. Tu mówimy o komórkach tłuszczowych i wątrobowych, które zaczynają opierać się działaniu insuliny, żeby nie rosnąć w nieskończoność, żeby nie wchłaniać glukozy. Organizm na to reaguje, ponieważ jesteśmy zaprogramowani do posiadania stałego poziomu cukru we krwi w bardzo wąskiej normie: 60-70 do 110, 120 mg/dl – tyle ma zdrowy człowiek. Bez względu na to, co zje, ile się będzie ruszał, ile spalał glukozy, ten poziom jest ciągle utrzymywany. To trochę jak prąd stały, który płynie od baterii do żarówki – jest stały poziom glukozy we krwi, stały dostęp do takiej ilości energii ma każda komórka naszego organizmu. Gdy tyjemy i cukier zaczyna nie być wchłaniany w odpowiednim tempie np. przez komórki tłuszczowe, wówczas rośnie jego stężenie we krwi. To jest sygnałem dla trzustki, żeby wydzielać więcej insuliny, żeby zbombardować komórki obwodowe i zmusić je jednak do wchłonięcia glukozy. W dużym uproszczeniu: jednym z mechanizmów, za pomocą którego te komórki bronią się, jest chowanie receptorów dla insuliny, czyli takich struktur białkowych zlokalizowanych na błonie komórkowej, z którymi insulina łącząc się, daje sygnał komórce do wchłaniania glukozy. Sama insulina jest aktywna jako cząsteczka, „żyje” tylko parę minut. Jeśli nie zdąży znaleźć swojego receptora, rozpada się. Aby zatem zmusić komórki opierające się działaniu insuliny do wchłaniania glukozy tak, aby jej poziom we krwi był nadal prawidłowy, trzustka produkuje coraz więcej insuliny. A produkuje jej tak dużo, żeby któraś z cząsteczek jednak znalazła receptor i połączyła się z nim. Póki tej insuliny jest odpowiednio dużo i komórki są „zmuszane” do wchłaniania glukozy, póty stężenie cukru we krwi jest cały czas prawidłowe, ale rośnie poziom insuliny. I to właśnie nazywamy insulinoopornością. Czyli jest to sytuacja, w której uzyskanie prawidłowego poziomu cukru we krwi wymaga większego stężenia insuliny. Nie jest to choroba, tylko synonim nadwagi lub otyłości.

Czyli wszyscy otyli są insulinooporni?

Tak, są mniej lub bardziej insulinooporni. Te cztery duże brzuchy na plaży, od których pani zaczęła rozmowę, to otyłość trzewna. Ci panowie mogą mieć prawidłowy cukier, nie mieć cukrzycy, ale poziomy insuliny będą mieli pod sufit.

A jak mierzy się poziom insuliny?

Tak naprawdę pomiar insuliny we krwi nie jest nam – lekarzom do niczego potrzebny, na podstawie poziomu insuliny nie podejmujemy żadnych decyzji terapeutycznych u osób otyłych lub w cukrzycy. Ale insulina jest nagminnie oznaczana na czczo i w doustnym teście obciążenia 75 g glukozy. Normy jednakże opracowano jedynie dla wartości na czczo. Norma po godzinie czy dwóch od spożycia tak dużej ilości glukozy nie istnieje – u zdrowego człowieka ma się wydzielić tyle insuliny, ile potrzeba, żeby poziom cukru był prawidłowy. I to te czasami wysokie poziomy insuliny w tym teście – a jej ilość potrafi wzrosnąć w ciągu godziny ponad stukrotnie – niepokoją lekarzy i pacjentów i powodują rozpoznanie „insulinooporności”, podczas gdy tak naprawdę mamy do czynienia z mechanizmem adaptacyjnym organizmu do nadmiaru zgromadzonego w ciele tłuszczu. Insulinooporność poza tym jest stanem zmiennym. W stresie, jak człowiek zdenerwuje się, w organizmie wydziela się adrenalina. Dla organizmu to sygnał, że trzeba uciekać przed zagrożeniem. Organizm wtedy od razu robi się insulinooporny, żeby nie wchłaniać glukozy – ona ma zostać we krwi, bo będzie potrzebna energia dla mięśni do ucieczki. Za to odpowiada andrenalina. Ona po to podnosi poziom cukru we krwi, żeby mięśnie miały energię do uciekania. Serce szybciej bije, więc też musi mieć więcej glukozy.

Czyli to taki pierwotny mechanizm przetrwania?

Tak. Poza tym w okolicach miesiączki organizm kobiety robi się bardziej insulinooporny. To się zmienia w zależności od emocji.

Czy więc szeroko pojęty stres wpływa na insulinooporność?

Tak, ale zdrowy człowiek ma to tak ustawione, że cukier zawsze będzie w normie, a insuliny wydzieli się tyle, ile potrzeba, żeby zmusić komórki do pochłaniania glukozy. Jeśli w pewnym momencie trzustka przestaje produkować odpowiednią ilość insuliny, komórki nie dają rady wchłonąć cukru i rozwija się cukrzyca typu 2. Tak więc samo zjawisko insulinooporności pozwala nam nie tyć w nieskończoność. Jego elementem jest zwiększone stężenie insuliny.

To jaki błąd intelektualny popełniają lekarze, diagnozując u pań insulinooporność? Swoją drogą za tą nazwą dziś kryje się potężny biznes: zarabiają głównie dietetycy.

Kobiety z rozpoznaną „insulinoopornością” to najczęściej osoby otyłe. Trafiają one do ginekologa-endokrynologa i mówią: gruba jestem, a nic nie jem; dlaczego. Lekarz oznacza im stężenie insuliny we krwi i stwierdza: ma pani wysoki poziom insuliny, i to dlatego więc jest pani otyła, ma pani ciężką insulinooporność. I odsyła do diabetologa. I to jest przykład błędnego myślenia. Ta pacjentka ma chorobę zwaną nadwagą lub otyłością. To nie jest insulinooporność! To insulinooporność jest skutkiem otyłości, a nie na odwrót. To tak jakby otyła pacjentka przyszła do mnie, a ja powiedziałbym: uuu, jest pani chora na powiększony obwód brzucha. Będziemy panią leczyć na ten za duży obwód brzucha. Takie omowne nazywanie problemu jest bez sensu. Chorobą jest otyłość, a nie insulinooporność. Kropka. Insulinooporność należy do obrazu otyłości – u jednych jest większa, u innych mniejsza – to jest mocno zmienna cecha u ludzi. Norma insuliny na czczo wynosi od 3 do 25 mikrogramów jednostek insuliny w mililitrze osocza. Człowiek otyły będzie miał na czczo 30 albo 40, bo aż tyle potrzebuje, żeby komórki zjadały glukozę w odpowiednim tempie i żeby cukier był w normie. I to jest prawdziwy mechanizm insulinooporności. Natomiast mechanizm rozpoznawania insulinooporności to desperacka próba wyjaśniania otyłej przeważnie pacjentce, dlaczego jest otyła i nie może schudnąć. Mówi się: ma pani wysokie poziomy insuliny, a ona sprzyja syntezie wszystkiego i odkładaniu się tłuszczu, więc dlatego nie może pani schudnąć. Rzeczywiście, tak insulina działa, ale to nie dlatego nie można schudnąć. Otyłość to ciężka, przewlekła choroba, bardzo trudna do leczenia. Insulinooporność zaś sama w sobie chorobą nie jest, jest co najwyżej jej objawem, którego zresztą ogóle nie potrzeba oceniać czy mierzyć. Otyłość widać gołym okiem, i nie jest ona skutkiem insulinooporności, a jej przyczyną.

Eureka, teraz już rozumiem – insulinooporność jest skutkiem nadwagi i otyłości, a nie jej przyczyną! Czyli jest zaburzeniem całkowicie dietozależnym. Jeśli więc prawidłowo odżywiamy się, zmniejszamy masę ciała, od razu lepiej czujemy się i zwiększamy wrażliwość komórek na insulinę.

Tak jest. A dowodem na słuszność tej teorii jest fakt, że jak człowiek schudnie nawet trochę, czyli komórki obładowane tłuszczem odtłuszczą się, to chętniej wchłaniają glukozę. Każdy człowiek otyły, który cukier ma nawet w górnych granicach normy, jeśli trochę schudnie, cukier obniża się do dolnych granic, a więc jest to stan odwracalny pod warunkiem, że uda się zmniejszyć masę ciała. Obniżają się też poziomy insuliny.

Z naszej rozmowy wypływa smutny wniosek – medycyna w takim wydaniu prowadzi nas na manowce, bo insulinooporność to rozpoznanie zrobione na nieodpowiednio dobranych i przeprowadzonych badaniach diagnostycznych…

To może jeszcze raz powtórzę, nie ma takiej choroby jak insulinooporność.

 To skąd w ogóle koncepcja insulinooporności?

Są rzadkie choroby, uwarunkowane genetycznie, w przebiegu których insulina działa źle. Mogą być wady receptora dla insuliny, wady cząsteczki samej insuliny. One występują u osób szczupłych. W rzadkich chorobach genetycznych rzeczywiście więc można dopatrywać się elementu insulinooporności. Np. w pewnych chorobach człowiek prawie nie ma w ogóle tkanki podskórnej, jest skrajnie chudy, jest w związku z tym insulinooporny. Ale u niego działa inny mechanizm, to jest zaburzenie molekularne w dużym stopniu genetycznie determinowane. Zjawisko to zatem występuje także poza otyłością, a od jakiegoś czasu niektórzy tłumaczą rozwój otyłości obecnością insulinooporności, uzasadniając, że właśnie dlatego ktoś nie może schudnąć, bo jest insulinooporny. Jeszcze raz powtórzę: insulinooporność to skutek nadwagi, a nie jej przyczyna.

Wniosek: weźmy się za siebie, pod warunkiem, że nie cierpimy na otyłość olbrzymią, przy której już działają inne, skomplikowane mechanizmy.

W tej chwili zanim kogoś wyślemy do chirurga bariatrycznego, podejmujemy próbę – często bardzo skuteczną – leczenia otyłości analogami GLP-1. Te leki hamują łaknienie i bardzo skutecznie pomagają schudnąć i tym samym poprawiają wrażliwość na insulinę. My, diabetolodzy mówimy, żeby w ogóle nie mierzyć stężenia insuliny. To niczemu nie służy. Jeśli ktoś ma dobry cukier, nie ma znaczenia, że ma wyższy poziom insuliny. Ale jak ma już podwyższony cukier, trzeba to leczyć. Na wyższy czy niższy poziom insuliny nie dajemy leków.

prof. Leszka CzupryniakaProf. Leszek Czupryniakdiabetolog, internista, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w Centralnym Szpitalu Klinicznym WUM, przewodniczący Rady Ekspertów ds. Chorób Metabolicznych i Przeciwdziałania Otyłości Medycznej Racji Stanu. Autor lub współautor ponad 180 prac oryginalnych (w większości publikowanych w pismach międzynarodowych, o łącznej wartości impact factor >200), 200 prac poglądowych i 60 rozdziałów w monografiach, redagował lub współredagował 10 monografii poświęconych cukrzycy. Pełni funkcję konsultanta zespołu redakcyjnego tygodnika „The Lancet”, był członkiem zespołu redakcyjnego „Diabetic Medicine”, a obecnie jest członkiem rady naukowej czasopism „Acta Diabetologica”, „International Journal of Endocrinology”, „Endocrine Oncology and Metabolism”, „Polish Journal of Nutrition”, „Medycyna Faktów”. Pełni też rolę redaktora naczelnego pisma Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego „Current Topics in Diabetes”. Od 2012 roku jest ekspertem Europejskiej Agencji Leków (EMA). Odbył staże naukowe i kliniczne w Oksfordzie, Wakefield i Londynie (Wielka Brytania), Maastricht (Holandia) i Miami (USA). W 2013 roku zdobył tytuł Lidera Roku w Ochronie Zdrowia. W latach 2011-15 był prezesem Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, a w latach 2013-17 – członkiem zarządu głównego Europejskiego Towarzystwa Badań nad Cukrzycą (EASD).


Źródło: Serwis Zdrowie

Nowe leki przeciwcukrzycowe zrewolucjonizowały leczenie otyłości. Niektóre osoby mogą schudnąć nawet 30 kg w ciągu roku – mówi w rozmowie z PAP diabetolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego prof. Leszek Czupryniak.
PAP: Czy mamy wreszcie swego rodzaju „eliksir młodości”, upragnione leki wydłużające życie? Nowej generacji preparaty na cukrzycę rewolucjonizują leczenie tej choroby i wielu innych schorzeń, takich jak choroby sercowo-naczyniowe i schorzenia nerek, a nawet pomagają w leczeniu otyłości.
Prof. Leszek Czupryniak, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego: Powiedziałbym, że mamy już sporo leków przedłużających życie. Są to choćby statyny oraz leki stosowane w niewydolności serca i przewlekłych zespołach wieńcowych, a także wiele leków przeciwnowotworowych.

PAP: A te najnowsze leki w leczeniu cukrzycy, których spektrum działania okazało się znacznie szerszy niż początkowo oczekiwano?
L.Cz.: Pan pyta o tzw. analogi GLP-1, które oczywiście przedłużają życie, a ich główną zaletą jest to, że korygują najistotniejsze zaburzenie metaboliczne, z jakim się borykamy we współczesnym świecie, czyli otyłość. I zgadzam się, że jest to rewolucja w terapii. Wskazują na to badania naukowe, jakich wcześniej nie było. I widzimy też efekty, jakie te leki dają u naszych pacjentów.

PAP: Zgadzamy się, że jest to rewolucja.
L.Cz.: Tak, po raz pierwszy dostaliśmy leki skuteczne i bezpieczne w zmaganiach z otyłością, bo do tej pory w tym zakresie specjalnych sukcesów nie było. Z punktu widzenia zdrowia publicznego i medycyny klinicznej trzeba przyznać, że byliśmy bezradni.

PAP: O czym niechętnie się mówiło.
L.Cz.: Tak, bo główna rada była taka, żeby mniej jeść, a więcej się ruszać. A to u ponad 90 proc. osób borykających się z nadwagą i otyłością zupełnie nie działa. Wielu z nich uważa zresztą, że robi wszystko, co tylko jest we stanie.

PAP: I nie ma efektu.
L.Cz.: Nie ma, ponieważ otyłość jest chorobą przewlekłą, trudniejszą do leczenia nawet niż cukrzyca. Do niedawna za bardzo nie było czym jej leczyć, a jest to choroba bardziej uporczywa, postępująca i z tendencją do nawrotów.

PAP: Co zatem się zmieniło?
L.Cz.: Zmieniliśmy myślenie o otyłości.
PAP: Że nie jest to wina ludzi otyłych, słabej woli i niekorzystnego stylu życia.
L.Cz.: Nie tylko, jeszcze była argumentacja, że otyłość to kara za złe sprawowanie.
PAP: W jakim sensie?
L.Cz.: W takim choćby, że zastanawiano się, czy z publicznych pieniędzy należy refundować nowe leki pomocne w leczeniu otyłości.

PAP: A jakie jest pana zdanie?
L.Cz.: Przekonywałem, że równie dobrze z publicznych pieniędzy możemy przestać leczyć raka płuca, bo przecież palacze papierosów sami sobie na to zapracowali. Nie leczmy również przewlekłego zapalenia trzustki u alkoholików. W medycynie tak jednak nie myślimy – leczymy wszystkich pacjentów.

PAP: To jaki jest mechanizm otyłości, bo chyba nadal tego nie rozumiemy?
L.Cz.: W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że człowiek nie tyle tyje, bo się objada, gdyż ma słabą wolę, lecz dużo je, ponieważ jest otyły. Brzmi to paradoksalnie, ale taki jest mechanizm niekontrolowanego przyrostu masy ciała spowodowany zaburzeniem komunikacji pomiędzy przewodem pokarmowym a mózgiem. Po spożyciu posiłku wydzielane w jelicie cienkim hormony, m.in. glukagonopodobny peptyd 1 (GLP-1), nie działają na ośrodek sytości mózgu tak, jak powinny. W efekcie osoby otyłe nie mają uczucia sytości. Gdy skończą obiad, to za chwilę mogą zjeść drugi, a potem nawet trzeci.

PAP: Zjedzą wszystko, co jest na stole.
L.Cz.: Osoba szczupła tego nie zrozumie, bo u niej regulacja sytości jest prawidłowa. Nie jedzą, gdy są już najedzeni, bo ośrodek sytości w mózgu prawidłowo reaguje na hormony jelitowe sygnalizujące spożycie wystarczającej ilości pokarmu.

PAP: Co zmienia podanie analogu GLP-1?
L.Cz.: Osoby otyłe twierdzą, że po raz pierwszy po posiłku czują się syte. I nie jedzą więcej, bo nie mają już takiej potrzeby.

PAP: Czyli to nie jest tak, że osoby z nadmierną masą ciała dzięki lekom mogą wreszcie jeść tyle ile chcą, z tą różnica, że nie będą już więcej tyć?
L.Cz.: Absolutnie. Zawsze powtarzam pacjentom, że ten lek pozwoli im mniej jeść, o co zawsze prosili ich lekarze. Wreszcie jest to dla nich możliwe i mogą schudnąć.

PAP: Jak bardzo?
L.Cz.: Niektóre osoby mogą schudnąć nawet 30 kg w ciągu roku, inne – kilkanaście kilogramów.

PAP: To bardzo dużo. Możemy zatem ogłosić początek końca otyłości na świecie?
L.Cz.: Tak to pewnie nigdy nie będzie, ale na pewno jest szansa, że uda się nam opanować epidemię otyłości i zmniejszyć jej skalę. Ale jest jeszcze druga odsłona tej rewolucji farmakologicznej.

PAP: Jaka?
L.Cz.: Chodzi o radykalną zmianę jakości życia zażywających te leki pacjentów. Wielu z nich uważa, że nie tylko chudną, ale mają też więcej energii, przestają zasypiać w ciągu dnia, lepiej się im myśli, się wysypiają i nie odczuwają już bólów brzucha. Inni przestają się objadać z powodu stresu. Twierdzą, że potrafią zarządzać swoim jedzeniem i odzyskują kontrolę nad swoim życiem i swoim ciałem.

PAP: Otyłość można już wyleczyć?
L.Cz.: Z pewnością można ją ograniczyć, a u części osób nawet znacznie.

PAP: Jakie są wady tej terapii?
L.Cz.: Leki trzeba raz w tygodniu stosować w zastrzykach, choć to nie jest duży problemem, iniekcja podawana jest cienkimi i krótkimi igłami. Lek jednak jest jak na razie dość drogi, bo trzeba za niego zapłacić 400 zł miesięcznie, w leczeniu otyłości nie jest on u nas jeszcze refundowany. A mimo to jest trudno dostępny.

PAP: A objawy niepożądane?
L.Cz.: Są to zwykle nudności występujące u co czwartego, piątego pacjenta. Często ustępujące po 2-3 tygodniach, ale mogą być dość silne.

PAP: Jak długo trzeba zażywać tego rodzaju leki?
L.Cz.: Raczej do końca życia, podobnie jak w leczeniu cukrzycy. Chociaż jeśli ktoś schudł o 30 kg i wrócił do prawidłowej masy ciała, to być może normuje się również reakcja podwzgórza mózgu na hormon GLP-1.

PAP: Zawsze można wrócić do leczenia, gdy znowu pojawi się tycie.
L.Cz.: Próbujemy przynajmniej zmniejszyć dawkę leku. Ale potrzebny jest dłuższy okres obserwacji, na razie nie mamy badań w tym zakresie.

PAP: Wszyscy reagują na takie leczenie?
L.Cz.: Co piąty pacjent na tych lekach chudnie niewiele, jedynie 2-3 kg. Nie potrafimy jednak przewidzieć, który pacjent, w jakim stopniu może chudnąć lub ku kogo to się nie uda. Niektórzy przestają jeść słodycze i tacy chudną najbardziej. Inni tracą smak na potrawy tłuste lub alkohol. Ale jest jeszcze jedna kwestia…

PAP: Jaka?
L.Cz.: Powinniśmy wymienić nazwę leku – chodzi o semaglutyd, który w Unii Europejskiej ma rejestrację do leczenia otyłości, chociaż w innym preparacie niż ten stosowany w cukrzycy. A na przykład dulaglutyd, też u nas stosowany, jej nie ma. Ten ma tylko rejestrację do leczenia cukrzycy.

PAP: Jakie inne choroby terapia ta pozwala jeszcze opanować?
L.Cz.: Na przykład stłuszczenie wątroby, a wyniki badań wskazują, że być może możliwe będzie nawet leczenie tymi preparatami alkoholizmu i zespołów otępiennych.

PAP: To dość zaskakujące.
L.Cz.: Owszem, ale okazuje się, że te leki hamują także postęp choroby Alzheimera i inne rodzaje otępienia. Nie tylko zatem wydłużają życie, o co pan pytał, ale także pod wieloma względami poprawiają jego jakość.

PAP: Co nas jeszcze czeka?
L.Cz.: Może być jeszcze lepiej, przynamniej jeśli chodzi o odchudzanie, gdyż wchodzą do użycia kolejne nowej generacji leki przeciwcukrzycowe. Jeszcze bardziej skuteczne.(PAP)

rozmawiał: Zbigniew Wojtasiński
źródło: PAP
Rok 2023 przyniesie wiele pozytywnych zmian dla osób chorych na cukrzycę! Minister Zdrowia podpisał rozporządzenie w sprawie wykazu wyrobów medycznych wydawanych na zlecenie, które opublikowano 28 października. Dzięki wprowadzonym zmianom, większa grupa pacjentów chorych na cukrzycę uzyska dostęp do refundacji systemów ciągłego monitorowania glukozy FreeStyle Libre. Refundacja zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2023.
– Jest to świetna wiadomość i bardzo ważna zmiana. W imieniu pacjentów chciałabym podziękować Ministerstwu Zdrowia za podjęte decyzje. Wprowadzone zmiany pozwolą kolejnej grupie osób z cukrzycą nie tylko odczuć większe bezpieczeństwo i komfort  leczenia, ale przede wszystkim pomogą zapobiegać powikłaniom oraz zwiększać świadomość przebiegu cukrzycy i odpowiedzialność za wynik jej leczenia – mówi Anna Śliwińska, prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.
 
Którzy pacjenci otrzymają refundację?
 
Rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie wykazu wyrobów medycznych wydawanych na zlecenie dotyczy m.in. dorosłych pacjentów chorujących na cukrzycę, którzy leczeni są metodą intensywnej insulinoterapii, a także osoby niewidome oraz kobiety w ciąży leczone insuliną. Do tej pory refundacja nowoczesnych systemów monitorowania glikemii metodą skanowania obowiązywała dla dzieci i młodzieży z cukrzycą typu 1 i 3 od 4 do 18 r.ż.
 
– Zwiększenie refundacji to wspaniała wiadomość dla pacjentów! Na większy dostęp do systemów czekały kolejne grupy chorych, także kobiety w ciąży oraz pacjenci z niepełnosprawnościami, w tym osoby niewidome i zagrożone utratą wzroku z powodu cukrzycy. Jest to odpowiedź Ministerstwa Zdrowia na postulaty zarówno pacjentów, ale także nasze – środowiska medycznego. Cieszę się, że Ministerstwo Zdrowia wyszło naprzeciw potrzebom osób chorych na cukrzycę, ponieważ zastosowanie systemów monitorowania glikemii pomaga poprawić nie tylko efektywność leczenia, ale również znacząco podnieść jakość życia chorych oraz przyczynia się do zmniejszenia ryzyka rozwoju powikłań cukrzycy. Powikłań, które w przypadku cukrzycy mogą być bardzo poważne i prowadzić do znacznego pogorszenia stanu zdrowia, a nawet przedwczesnej śmierci. Należy pamiętać, że niesie to za sobą poważne koszty dla samych osób chorych, ich bliskich, ale też całego społeczeństwa. Dlatego wszelkie działania zmierzające do poprawy efektywności leczenia są zasadne –  podkreśla prof. dr hab. n. med. Leszek Czupryniak, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
 
 
Dlaczego monitorowanie glikemii jest tak ważne?
Ciągłe monitorowanie stężenia glukozy metodą skanowania jest także bardzo istotnym narzędziem edukacyjnym, poprawiającym współpracę pomiędzy członkami zespołu terapeutycznego i pacjentem. To przełom w kontroli glikemii. Nowoczesne systemy dają nowe, szersze spojrzenie na glikemię. Nie tylko uwalniają pacjenta od konieczności wielokrotnego nakłuwania opuszek palców w ciągu doby, ale dostarczają wiele więcej informacji o dynamice zmian stężenia glukozy. Poza aktualną wartością glikemii wskazują także trendy zmian oraz jej całodobowy wykres. Nowe technologie ciągłego monitorowania stężenia glukozy w leczeniu cukrzycy pozwalają na większą skuteczność i bezpieczeństwo insulinoterapii, przy większym komforcie życia.

– Bazując na doświadczeniu klinicznym, widzimy dużą rolę edukacyjną systemów, które przyczyniają się do poprawy zrozumienia choroby i jej wpływu na organizm, np. świadomości ryzyka niedocukrzeń. Systemy monitorowania glikemii zapewniają pacjentom poczucie bezpieczeństwa, pozwalają lepiej zrozumieć chorobę i ułatwiają codzienne funkcjonowanie diabetyków. Dla osób niewidomych chorujących na cukrzycę, leczonych insuliną, mierzenie poziomu glikemii za pomocą systemu, który będzie głosowo informował pacjenta, to bardzo ważna zmiana i ułatwienie. Pacjenci zyskują większą kontrolę nad chorobą, ale także lepszy komfort i jakość leczenia – zaznacza prof. dr hab. n. med. Marek Rękas, konsultant krajowy ds. okulistyki.

Zwiększony dostęp do nowoczesnych metod kontrolowania cukrzycy od 1 stycznia uzyskają także kobiety w ciąży leczone insuliną. Jest szczególnie ważne, ponieważ w czasie ciąży w organizmie kobiety zachodzi wiele procesów, które powodują duże zmiany poziomu cukru, a tym samym związane są z wysokim ryzykiem zarówno hipo – jak i hiperglikemii, co wpływa nie tylko na matkę, ale również na dziecko. Monitorowanie i właściwa interpretacja wyników wartości glikemii oraz bieżące reagowanie i zapobieganie zbyt niskim i zbyt wysokim stężeniom pozwala pacjentom z cukrzycą pozostawać znacząco dłużej w normoglikemii – dodaje prof. dr hab. n. med. Leszek Czupryniak.
 
 
Rozporządzenie w sprawie wyrobów medycznych wydawanych na zlecenie zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2023 roku –  Projekt (rcl.gov.pl)

źrodło: komunikat prasowy

Rok 2023 przyniesie wiele pozytywnych zmian dla osób chorych na cukrzycę! Minister Zdrowia podpisał rozporządzenie w sprawie wykazu wyrobów medycznych wydawanych na zlecenie, które opublikowano 28 października. Dzięki wprowadzonym zmianom, większa grupa pacjentów chorych na cukrzycę uzyska dostęp do refundacji systemów ciągłego monitorowania glukozy FreeStyle Libre. Refundacja zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2023.
– Jest to świetna wiadomość i bardzo ważna zmiana. W imieniu pacjentów chciałabym podziękować Ministerstwu Zdrowia za podjęte decyzje. Wprowadzone zmiany pozwolą kolejnej grupie osób z cukrzycą nie tylko odczuć większe bezpieczeństwo i komfort  leczenia, ale przede wszystkim pomogą zapobiegać powikłaniom oraz zwiększać świadomość przebiegu cukrzycy i odpowiedzialność za wynik jej leczenia – mówi Anna Śliwińska, prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.
 
Którzy pacjenci otrzymają refundację?
 
Rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie wykazu wyrobów medycznych wydawanych na zlecenie dotyczy m.in. dorosłych pacjentów chorujących na cukrzycę, którzy leczeni są metodą intensywnej insulinoterapii, a także osoby niewidome oraz kobiety w ciąży leczone insuliną. Do tej pory refundacja nowoczesnych systemów monitorowania glikemii metodą skanowania obowiązywała dla dzieci i młodzieży z cukrzycą typu 1 i 3 od 4 do 18 r.ż.
 
– Zwiększenie refundacji to wspaniała wiadomość dla pacjentów! Na większy dostęp do systemów czekały kolejne grupy chorych, także kobiety w ciąży oraz pacjenci z niepełnosprawnościami, w tym osoby niewidome i zagrożone utratą wzroku z powodu cukrzycy. Jest to odpowiedź Ministerstwa Zdrowia na postulaty zarówno pacjentów, ale także nasze – środowiska medycznego. Cieszę się, że Ministerstwo Zdrowia wyszło naprzeciw potrzebom osób chorych na cukrzycę, ponieważ zastosowanie systemów monitorowania glikemii pomaga poprawić nie tylko efektywność leczenia, ale również znacząco podnieść jakość życia chorych oraz przyczynia się do zmniejszenia ryzyka rozwoju powikłań cukrzycy. Powikłań, które w przypadku cukrzycy mogą być bardzo poważne i prowadzić do znacznego pogorszenia stanu zdrowia, a nawet przedwczesnej śmierci. Należy pamiętać, że niesie to za sobą poważne koszty dla samych osób chorych, ich bliskich, ale też całego społeczeństwa. Dlatego wszelkie działania zmierzające do poprawy efektywności leczenia są zasadne –  podkreśla prof. dr hab. n. med. Leszek Czupryniak, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
 
 
Dlaczego monitorowanie glikemii jest tak ważne?
Ciągłe monitorowanie stężenia glukozy metodą skanowania jest także bardzo istotnym narzędziem edukacyjnym, poprawiającym współpracę pomiędzy członkami zespołu terapeutycznego i pacjentem. To przełom w kontroli glikemii. Nowoczesne systemy dają nowe, szersze spojrzenie na glikemię. Nie tylko uwalniają pacjenta od konieczności wielokrotnego nakłuwania opuszek palców w ciągu doby, ale dostarczają wiele więcej informacji o dynamice zmian stężenia glukozy. Poza aktualną wartością glikemii wskazują także trendy zmian oraz jej całodobowy wykres. Nowe technologie ciągłego monitorowania stężenia glukozy w leczeniu cukrzycy pozwalają na większą skuteczność i bezpieczeństwo insulinoterapii, przy większym komforcie życia.

– Bazując na doświadczeniu klinicznym, widzimy dużą rolę edukacyjną systemów, które przyczyniają się do poprawy zrozumienia choroby i jej wpływu na organizm, np. świadomości ryzyka niedocukrzeń. Systemy monitorowania glikemii zapewniają pacjentom poczucie bezpieczeństwa, pozwalają lepiej zrozumieć chorobę i ułatwiają codzienne funkcjonowanie diabetyków. Dla osób niewidomych chorujących na cukrzycę, leczonych insuliną, mierzenie poziomu glikemii za pomocą systemu, który będzie głosowo informował pacjenta, to bardzo ważna zmiana i ułatwienie. Pacjenci zyskują większą kontrolę nad chorobą, ale także lepszy komfort i jakość leczenia – zaznacza prof. dr hab. n. med. Marek Rękas, konsultant krajowy ds. okulistyki.

Zwiększony dostęp do nowoczesnych metod kontrolowania cukrzycy od 1 stycznia uzyskają także kobiety w ciąży leczone insuliną. Jest szczególnie ważne, ponieważ w czasie ciąży w organizmie kobiety zachodzi wiele procesów, które powodują duże zmiany poziomu cukru, a tym samym związane są z wysokim ryzykiem zarówno hipo – jak i hiperglikemii, co wpływa nie tylko na matkę, ale również na dziecko. Monitorowanie i właściwa interpretacja wyników wartości glikemii oraz bieżące reagowanie i zapobieganie zbyt niskim i zbyt wysokim stężeniom pozwala pacjentom z cukrzycą pozostawać znacząco dłużej w normoglikemii – dodaje prof. dr hab. n. med. Leszek Czupryniak.
 
 
Rozporządzenie w sprawie wyrobów medycznych wydawanych na zlecenie zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2023 roku –  Projekt (rcl.gov.pl)

źrodło: komunikat prasowy