Medicalpress

Najważniejsze jest partnerstwo i współpraca z zespołem medycznym. Lekarze nie zrobią wszystkiego sami – ogromna odpowiedzialność leży po stronie chorego. Bądźmy świadomymi partnerami w procesie leczenia – powiedziała dr hab. n. med. Dorota Kiprian, Profesor NIO – PIB, Kierownik Zakładu Radioterapii I, Naczelny Radioterapeuta w Narodowym Instytucie Onkologii.  Wyjaśniła również, co jest bezwzględnie zakazane podczas leczenia onkologicznego.

Radioterapia to – obok chirurgii i farmakoterapii – jeden z trzech filarów współczesnej onkologii. Promieniowanie jonizujące pozwala na precyzyjne niszczenie komórek nowotworowych przy coraz wyższym stopniu ochrony zdrowych tkanek. Szacuje się, że ta metoda znajduje zastosowanie u ponad połowy pacjentów onkologicznych. Mimo że podczas naświetlań chroni się dziś zdrowe tkanki, wokół radioterapii krąży wiele niebezpiecznych mitów. W rozmowie z dr hab. n. med. Dorotą Kiprian, Profesor NIO – PIB wyjaśniamy, jak w rzeczywistości wygląda proces kwalifikacji do zabiegu, jak radzić sobie ze skutkami ubocznymi oraz jaką rolę w powodzeniu leczenia odgrywa świadoma postawa samego pacjenta.

Na forach internetowych i grupach wsparcia można spotkać się z opiniami, że radioterapia to zabieg nadużywany, a skutki uboczne mogą być groźne – co powiedziałaby Pani pacjentom?

Radioterapia ratuje życie. Żaden lekarz nie podejmie decyzji o napromienianiu, jeśli nie wymaga tego sytuacja kliniczna – nic nie robi się na wyrost. Radioterapia bywa stosowana z zamiarem radykalnym, czyli jako główna metoda wyleczenia nowotworu, albo jako leczenie uzupełniające po zabiegach chirurgicznych (np. po operacji raka piersi, prostatektomii czy nowotworach głowy i szyi).

W decyzjach terapeutycznych kierujemy się międzynarodowymi standardami, które są co roku aktualizowane przez polskich ekspertów i dostosowywane do naszej rzeczywistości. Radioterapia sprawdza się także w chorobie przerzutowej – zmniejsza nacisk nowotworu i działa przeciwbólowo. Co ważne, w onkologii decyzji nie podejmuje jeden lekarz. O leczeniu decyduje interdyscyplinarny zespół specjalistów podczas wspólnych konsultacji.

Skąd zatem biorą się takie przekonania?

To niebezpieczne mity. Często powielają je osoby, które rezygnują z medycyny konwencjonalnej na rzecz metod alternatywnych. Niestety, tacy pacjenci trafiają do nas później w tak zaawansowanym stadium choroby, że nie jesteśmy już w stanie im pomóc.

Jednym z częstszych obaw jest sam zabieg. Czy radioterapia boli i czy pacjent po niej „promieniuje”? Powinien odizolować się od otoczenia?

Sam zabieg jest całkowicie bezbolesny. Pacjent po radioterapii nie jest radioaktywny i nie stanowi żadnego zagrożenia dla otoczenia. Zresztą zależność jest odwrotna – to otoczenie może być groźne dla pacjenta ze względu na jego obniżoną odporność.

Dzięki rozwojowi technologii precyzyjnie napromieniamy guz, oszczędzając zdrowe tkanki. Oczywiście, jak każda skuteczna procedura medyczna, radioterapia niesie ze sobą ryzyko działań niepożądanych – odczynów wczesnych i późnych.

Jak radzić sobie ze skutkami ubocznymi?

Kluczowe jest leczenie wspomagające, prehabilitacja, fizjoterapia oraz żywienie kliniczne. Odpowiednio dobrane wsparcie skraca okres rekonwalescencji i pozwala pacjentom przechodzić przez terapię w znacznie wyższym komforcie.

Zalecenia są jednak bardzo indywidualne i zależą od obszaru napromieniania. Inne zasady i pielęgnacja obowiązują przy nowotworach głowy i szyi, inne przy klatce piersiowej, a jeszcze inne przy narządach miednicy mniejszej.

O czym sam pacjent musi pamiętać w trakcie leczenia?

Najważniejsze jest partnerstwo i współpraca z zespołem medycznym. Lekarze nie zrobią wszystkiego sami – ogromna odpowiedzialność leży po stronie chorego. Bądźmy świadomymi partnerami w procesie leczenia.

Bezwzględnie zakazane jest palenie papierosów i picie alkoholu – podrażniają one błony śluzowe i znacznie nasilają odczyny popromienne. Należy rygorystycznie przestrzegać zaleceń dotyczących pielęgnacji skóry, błon śluzowych i dedykowanej diety.

Warto też dbać o stały kontakt z lekarzem POZ, który powinien być włączony w opiekę nad pacjentem onkologicznym i monitorować ewentualne późne powikłania.

Każdego roku mieszkańcy Europy samodzielnie leczą ok. 1,2 mld drobnych dolegliwości, stosując leki bez recepty, co przynosi blisko 36,7 mld euro oszczędności rocznie. Sam system ochrony zdrowia w UE oszczędza na tym 26,3 mld euro, a w Polsce – 1 mld zł. Starzenie się społeczeństwa i jego rosnące potrzeby zdrowotne sprawiają, że takie podejście będzie zyskiwać na znaczeniu, ale potrzeba do tego podnoszenia kompetencji zdrowotnych pacjentów – przypominają eksperci z okazji Międzynarodowego Dnia Samoleczenia.

– Odpowiedzialne samoleczenie to element każdego nowoczesnego systemu opieki zdrowotnej. Oznacza to, że pacjent samodzielnie podejmuje decyzje o leczeniu drobnych dolegliwości przy użyciu leków bez recepty (OTC) – mówi w rozmowie z agencją Newseria Ewa Jankowska, prezeska PASMI – Polskiego Związku Producentów Leków Bez Recepty.

Samoleczenie jest elementem szerszej koncepcji samoopieki (self-care), którą Światowa Organizacja Zdrowia definiuje jako zdolność do zapobiegania chorobom, utrzymywania zdrowia oraz radzenia sobie z dolegliwościami. Według raportu Uczelni Łazarskiego „Rola samoleczenia w systemie opieki zorientowanym na wartość zdrowotną” w Unii Europejskiej każdego dnia ok. 3,3 mln drobnych dolegliwości zdrowotnych można leczyć przy użyciu leków OTC. To głównie infekcje wirusowe, ból gardła, kaszel, alergie, dolegliwości układu pokarmowego, bóle głowy czy niewielkie urazy. Bezpieczne samoleczenie dotyczy wyłącznie mniejszych dolegliwości, a w przypadku utrzymywania się lub nasilenia objawów konieczna jest konsultacja z lekarzem.

– Samoleczenie jest dzisiaj benefitem nie tylko dla pacjenta, ale również dla całego systemu opieki zdrowotnej – ocenia Łukasz Marynowski, country head Poland w Opella Healthcare, członek zarządu PASMI. – W obliczu starzejącego się społeczeństwa, rosnącej liczby pacjentów, ale też ograniczonych zasobów kadrowych to właśnie odpowiedzialne samoleczenie powinno być niezbędnym uzupełnieniem opieki medycznej. Pozwoli to efektywnie wykorzystać zasoby całego systemu ochrony zdrowia.

Według raportu AESGP Study „Self-Care in Europe: Economic and Social Impact on Individuals and Society” każde 1 euro wydane przez pacjenta na samoleczenie przynosi średnio 6,7 euro korzyści ekonomicznych – 4,6 euro dla systemu ochrony zdrowia oraz 2,1 euro dla gospodarki. Przytaczane w raporcie wyliczenia ekspertów szacują, że gdyby pacjenci zgłaszali się ze wszystkimi drobnymi dolegliwościami, w całej UE potrzebnych byłoby dodatkowo 120 tys. lekarzy pierwszego kontaktu lub obecna kadra musiałaby pracować dodatkowe 144 minuty dziennie. Większe wykorzystanie odpowiedzialnego samoleczenia mogłoby ograniczyć liczbę wizyt u lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej o kolejne 10–25 proc. i przynieść 17,6 mld euro oszczędności rocznie (12,5 mld dla systemu i 5,1 mld dla gospodarki).

W Polsce obecnie nieco ponad połowa drobnych dolegliwości leczona jest w ramach odpowiedzialnego samoleczenia, co pokazuje, że model ten odgrywa istotną rolę w funkcjonowaniu krajowego systemu ochrony zdrowia. Tak szerokie wykorzystanie samoleczenia wymaga jednak odpowiednich kompetencji zdrowotnych oraz świadomego i bezpiecznego stosowania produktów leczniczych dostępnych bez recepty.

– Kompetencje te buduje się poprzez uważne czytanie ulotek. Ważne również, aby w trakcie procesu samoleczenia obserwować reakcję organizmu i w przypadkach wątpliwych skonsultować się z farmaceutą i lekarzem – mówi Ewa Jankowska.

Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że kompetencje zdrowotne obejmują umiejętność wyszukiwania, rozumienia i wykorzystywania informacji dotyczących zdrowia przy podejmowaniu codziennych decyzji. Oznacza to m.in. umiejętność właściwego stosowania leków zgodnie z ulotką, rozpoznania objawów wymagających konsultacji z lekarzem oraz korzystania z wiedzy farmaceutów.

– Odpowiedzialne samoleczenie zaczyna się od rzetelnej i sprawdzonej wiedzy. Dzisiaj pacjenci mają bardzo szeroki dostęp do informacji i trudno jest dokonać wyboru pomiędzy faktem a niesprawdzoną poradą. Dlatego bardzo ważną rolę odgrywa środowisko medyczne – podkreśla Ewa Królikowska, dyrektor generalna Teva Pharmaceuticals Polska, członkini zarządu PASMI.

Jak wynika z przytoczonego w raporcie badania Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej, 62,5 proc. pacjentów jako główne źródło wiedzy o stosowanych lekach wskazuje lekarza. Również farmaceuci odgrywają ważną rolę w budowaniu ich kompetencji zdrowotnych i wspieraniu w bezpiecznym zażywaniu leków bez recepty. Właśnie promowaniu takich postaw służy obchodzony 24 lipca Międzynarodowy Dzień Samoleczenia.

– W tym dniu przypominamy, jak ważne społecznie jest odpowiednie stosowanie leków bez recepty. Symbol 24/7 oznacza, że o zdrowie powinniśmy dbać odpowiedzialnie przez całą dobę, siedem dni w tygodniu – podkreśla Ewa Jankowska.

Źródło: Newseria