Medicalpress
Przewlekłe, trudno gojące się rany, z powodu których w Polsce cierpi nawet 1 mln pacjentów, są poważnym obciążeniem dla systemu ochrony zdrowia. Mimo to często są bagatelizowane i całymi latami niewłaściwie leczone. W terapii wciąż stosuje się nieuzasadnione antybiotyki, co stopniowo pogłębia problem antybiotykooporności. Problemem jest też fakt, że w Polsce tylko nieliczne ośrodki realizują kompleksowe leczenie ran, a pacjenci błądzą, nie wiedząc, gdzie się skierować po pomoc. Celem kampanii Rany pod kontrolą jest poprawa sytuacji w tym zakresie.

– Problem trudno gojących się ran wciąż leży na marginesie systemu opieki zdrowotnej – mówi prof. dr hab. n. med. Tomasz Banasiewicz, kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej, Endokrynologicznej i Onkologii Gastroenterologicznej Uniwersytetu Medycznego im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu. – Systemowo nie dbamy o leczenie ran, zarówno przewlekłych, trudno gojących się, które są zmorą i dotyczą około miliona Polaków, jak też niewiele robimy, żeby leczyć rany na wczesnym etapie i aby im zapobiegać. Ranę wciąż traktujemy jako mało istotny epizod zdrowotny, bardziej w charakterze pewnego dyskomfortu czy dysfunkcji, a nie jako chorobę, która może się skończyć śmiercią pacjenta i wymaga dużo poważniejszego potraktowania, niż ma to miejsce w tej chwili.

W Polsce szacunkowo nawet 1 mln pacjentów zmaga się z  trudno gojącymi się ranami, takimi jak odleżyny, owrzodzenia cukrzycowe, owrzodzenia żylne, niedokrwienne czy nowotworowe. To poważne wyzwanie dla systemu ochrony zdrowia. Niewłaściwe leczenie, polegające głównie na zmianie opatrunków, często trwa miesiącami, a nawet latami. W efekcie pacjenci doświadczają przewlekłego bólu i długotrwałych powikłań, nierzadko prowadzących nawet do amputacji i kalectwa. Tymczasem rozpoznanie rany przewlekłej można postawić już po czterech–sześciu tygodniach braku postępu w gojeniu.

– Bagatelizowanie rany na każdym etapie jej istnienia to niestety bardzo duże ryzyko, a niemal pewność, że problem będzie narastał i po jakimś czasie będziemy mieć do czynienia z bardziej zaawansowanym problemem chirurgicznym, wymagającym zabiegu i długiego pobytu szpitalnego, co mocno obciąży zarówno system, jak i samego pacjenta – mówi prof. dr hab. n. med. Tomasz Banasiewicz.

W procesie leczenia ran wciąż obserwuje się nieuzasadnione stosowanie antybiotyków i niezalecanych antyseptyków, takich jak mleczan etakrydyny, kwas borny czy woda utleniona. Szacuje się, że w Polsce ok. 16 proc. wszystkich recept na antybiotyki ma związek właśnie z leczeniem ran, co wskazuje na istotny problem w zakresie ich opieki, prowadzący do antybiotykooporności.

 Stosowanie antybiotyków w leczeniu trudnych ran bardzo często jest niepotrzebnym nadużyciem, które generuje narastającą odporność i prowadzi nas do sytuacji, w której – według prognoz WHO – za około 20 lat nie będziemy mieli czym leczyć zakażeń – mówi kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej, Endokrynologicznej i Onkologii Gastroenterologicznej Uniwersytetu Medycznego im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu.

Eksperci wskazują, że w Polsce jedynie nieliczne ośrodki realizują kompleksowe leczenie ran w ramach finansowania ze środków publicznych. Brak odpowiedniej opieki prowadzi do hospitalizacji i zwiększonych kosztów leczenia ran, co generuje dodatkowe obciążenie dla systemu ochrony zdrowia.

 Placówki medyczne, które powinny się ranami zajmować, tak naprawdę nie są do tego przygotowane ani pod względem organizacyjnym, ani pod względem kompetencyjnym. To dotyczy niestety większości terytorium Polski, wyjątków jest naprawdę niewiele –mówi dr n. med. Przemysław Lipiński, sekretarz zarządu Polskiego Towarzystwa Leczenia Ran.

 W Polsce brakuje informacji dla pacjentów, kto zajmuje się leczeniem ran, gdzie można się zgłosić, kiedy coś się dzieje. Nie ma ujednoliconego systemu, a pacjenci błądzą. A ponieważ np. w stopie cukrzycowej od momentu zauważenia jakichś zmian do czasu amputacji palca dochodzi bardzo szybko, czasami nawet w ciągu tygodnia, to trafienie na specjalistę w tej dziedzinie jest faktycznie bardzo ważne – wskazuje Mariola Łodzińska, prezeska Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.

Obok niewystarczającego dostępu do skutecznego, holistycznego leczenia problemem jest też m.in. niewystarczająca profilaktyka i brak edukacji, zarówno po stronie personelu medycznego, jak i samych pacjentów. W odpowiedzi na te wyzwania ruszyła właśnie kampania „Rany pod kontrolą”, której celem jest podniesienie społecznej świadomości na temat problemów związanych z leczeniem ran oraz poprawa standardów opieki medycznej. W ramach kampanii zainicjowano multidyscyplinarne Porozumienie na rzecz Profesjonalnej Terapii Ran. Jego sygnatariusze zwracają uwagę na profilaktykę, odpowiednią opiekę nad pacjentem i antyseptyczne zaopatrzenie rany, aby zapobiegać zakażeniom. To pierwsza tego typu inicjatywa w Polsce, która łączy specjalistów z różnych dziedzin i środowisk.

– Rana trudno się gojąca wymaga współpracy wielu specjalistów, a w Polsce nie ma niestety takiej specjalności jak wulnerolog, czyli lekarz zajmujący się leczeniem ran. A ponieważ jest bardzo wiele chorób, które powodują te rany i utrudniają ich gojenie, musimy korzystać ze współpracy w zespole wielodyscyplinarnym. W krajach anglosaskich nazywa się to Wound Care Units albo Diabetic Foot Units w przypadku stopy cukrzycowej. Niestety tego modelu organizacyjnego w Polsce nie ma, a to jest najbardziej skuteczny system, który daje największe szanse na udzielenie pacjentowi pomocy. Dlatego stworzenie systemu takich placówek jest absolutnie kluczowe dla poprawy sytuacji około miliona naszych pacjentów – podkreśla dr n. med. Przemysław Lipiński.

Jak wskazuje, w Polsce znacząco powinna się zwiększyć grupa lekarzy i pielęgniarek, która będzie profesjonalnie przygotowana do opieki nad pacjentem z trudno gojącą się raną.

– To wymaga m.in. zmian programów specjalizacyjnych, rozszerzenia ich o zagadnienie leczenia ran – mówi sekretarz Polskiego Towarzystwa Leczenia Ran. – Konieczne jest też stworzenie ośrodków referencyjnych, które powinny istnieć w oparciu o uniwersytety medyczne, geograficznie rozłożone w Polsce mniej więcej równomiernie. I takie ośrodki referencyjne powinny prowadzić zarówno leczenie pacjentów w najtrudniejszych przypadkach, jak również edukację personelu medycznego oraz badania naukowe.

W ramach kampanii „Rany pod kontrolą” ważnym elementem ma być organizacja warsztatów, które umożliwią m.in. pielęgniarkom lepsze zrozumienie problemu trudno gojących się ran i zasad prawidłowego postępowania z nimi. Pielęgniarki odgrywają bowiem kluczową rolę w procesie terapeutycznym, a – w dobie antybiotykooporności – edukacja na temat wczesnego zapobiegania infekcjom w ranie, np. poprzez dobór odpowiednich produktów, jest szczególnie ważna.

 Będziemy zmieniali standardy kształcenia przeddyplomowego, które będą wchodziły od przyszłego roku akademickiego i również będą poszerzały możliwości w tym zakresie. Ponadto chcemy się skoncentrować na doskonaleniu wymiarów praktycznych. W całej Polsce odbywają się różnego rodzaju konferencje, które dotyczą sensu stricte nowości w zakresie leczenia ran i cieszą się bardzo dużą popularnością – wskazuje prezeska Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, która jest partnerem kampanii „Rany pod kontrolą”.

Kampania „Rany pod kontrolą” ma zapewnić odpowiednią wiedzę i narzędzia również farmaceutom, aby mogli skutecznie doradzać pacjentom w zakresie właściwej pielęgnacji ran oraz doboru odpowiednich opatrunków i antyseptyków.

 Problem ran jest bardzo częsty w polskich aptekach – mówi dr n. farm. Mikołaj Konstanty, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. – Przez wiele lat w aptekach nie było miejsca, gdzie farmaceuta mógłby udzielić konsultacji. W tej chwili to się zmienia, apteki mają coraz więcej wytyczonych miejsc do opieki farmaceutycznej, gdzie pacjent może w intymnych warunkach porozmawiać z farmaceutą, przedstawić problem, a farmaceuta może na tę ranę spojrzeć i doradzić, jak ją opatrzyć, albo wskazać, żeby pacjent w trybie pilnym udał się do lekarza. W związku z tym chcielibyśmy, żeby farmaceuci poszerzali swoją wiedzę medyczną w tym zakresie.

Eksperci liczą, że działania edukacyjne pozwolą ujednolicić standardy postępowania zgodnie z najnowszymi doniesieniami, wytycznymi i dowodami naukowymi związanymi z postępowaniem z raną, w tym jej antyseptyką czy zastosowaniem specjalistycznych opatrunków, wykluczając w ten sposób stare metody terapii suszenia ran czy stosowania substancji niezalecanych przez gremia ekspertów, w tym miejscowej antybiotykoterapii w maści, kwasu bornego, wody utlenionej, żółtego proszku czy roztworu mleczanu etakrydyny. Porozumienie na rzecz Profesjonalnej Terapii Ran to pierwsza tego typu inicjatywa łącząca różne środowiska na rzecz podnoszenia wiedzy na temat efektywnego leczenia ran.

źródło: Newseria.pl

Wystartował serwis PoradniaRan.pl, który wraz z aplikacją iWound tworzy system opieki nad każdym rodzajem rany przewlekłej, w tym m.in. cukrzycowej czy nowotworowej, a także pooperacyjnej, np. ginekologiczno-położniczej. Likwiduje bariery w dostępie do specjalistów na terenie całego kraju, obniża koszty pielęgnacji chorego i podnosi jakość leczenia. Stały monitoring rany pozwala na wczesne wykrycie nieprawidłowości i uniknięcie groźnych powikłań, w tym amputacji. Już na starcie projektu 50 specjalistów udziela porad zdalnie, a 200 – stacjonarnie. Docelowo może ich być w sumie nawet pół tysiąca. 

Do tego zaangażowanych jest 30 razy więcej pielęgniarzy niż lekarzy. Teraz każdy trudny przypadek może zostać skonsultowany online przez szerokie grono autorytetów medycznych, co może być uważane za pewnego rodzaju rewolucję. Technologia daje też szansę na udrożnienie całego systemu zdrowia. W ramach projektu pacjenci mogą korzystać zarówno z publicznej, jak i z prywatnej opieki.

PoradniaRan.pl to odpowiedź na nierówne rozłożenie specjalistów w zakresie leczenia ran w Polsce. Pacjenci mogą trafiać do tych, którzy widnieją na ww. stronie internetowej lub w aplikacji iWound. Z kolei lekarze i pielęgniarki mają narzędzie pozwalające im leczyć chorych znacznie od nich oddalonych, przyjmować więcej osób, a także prowadzić wyższej jakości leczenie. Za projektem stoi spółka Polmedi Group, która niedawno powstała z połączenia dwóch firm, tj. WARMIE i Polmedi.

– Duże miasta, oprócz służby zdrowia dostępnej na NFZ, posiadają ogromną bazę specjalistów z tego zakresu dostępnych prywatnie. Dużo gorzej wygląda sytuacja w małych miejscowościach i na wsiach. W niektórych powiatach trudno znaleźć choćby jeden gabinet opieki nad raną przewlekłą. Tam nasze nowe rozwiązanie zdecydowanie eliminuje problem braku specjalistów na danym terenie – mówi Piotr Piątek, jeden z członków zarządu Polmedi Group.

Pacjenci, którzy kilka razy w miesiącu muszą przemierzyć kilkadziesiąt kilometrów w asyście najbliższych, by trafić do specjalisty, czasem rezygnują z leczenia. Narażają się przez to na ryzyko powikłań, wzmożonego bólu, a nawet amputacji. – Mogąc otrzymać zdalną diagnozę, pacjenci oszczędzają czas i pieniądze. Stosują się do zaleceń, które mogą się zmieniać w trakcie leczenia, ponieważ personel – za pomocą naszej technologii – nadzoruje ranę w sposób ciągły. Co najważniejsze, jest w stanie zaobserwować wcześniej pogorszenie stanu zdrowia i wezwać pacjenta na wizytę stacjonarną – wyjaśnia Piotr Piątek.

Różne szacunki mówią nawet o liczbie pół miliona osób w całym kraju z ranami przewlekłymi, które nie mają wystarczającej opieki. – Większość ran przewlekłych w Polsce to tzw. stopy cukrzycowe, odleżyny i rany nowotworowe. Są one charakterystyczne dla osób chorych na cukrzycę oraz seniorów. Cukrzyca jest chorobą cywilizacyjną. Ściślejsze objęcie opieką chorych na nią osób pozwoli zmniejszyć liczbę amputacji kończyn i da im szansę na powrót do względnej sprawności – komentuje Marcin Cieślak, drugi z członków zarządu Polmedi Group.

Do tego dochodzi kilkuprocentowy udział zakażonych ran pooperacyjnych, jakich można by było uniknąć, gdyby czas reakcji specjalisty był krótszy. W tym przypadku do grupy ryzyka zalicza się każdy człowiek, który może się znaleźć w szpitalu celem wykonania zabiegu chirurgicznego.

– Właściwa opieka nad taką raną jest warunkiem uniknięcia zakażenia i zagojenia jej w prawidłowym czasie. Wszystkie ww. szacunki wskazują, iż skala problemu jest poważna i ma duże znaczenie społeczne – dodaje Marcin Cieślak.

Aktualnie na stronie PoradniaRan.pl obecnych jest już 50 specjalistów gotowych udzielać porad w sposób zdalny. Natomiast liczba specjalistów działających stacjonarnie wynosi już ponad 200. Z każdym tygodniem przybywają nowi. Ich rozłożenie jest równomierne na mapie Polski.

– Szacujemy, iż liczba specjalistów, którzy mogliby pomagać pacjentom przy użyciu aplikacji iWound w całym kraju, wynosi co najmniej pół tysiąca. Chcemy ją osiągnąć w ciągu najbliższego roku, co pozwoliłoby na dostępność specjalisty w nieomal każdym powiecie – informuje Piotr Piątek.

Operator PoradniaRan.pl chce zrzeszyć wszystkich specjalistów z zakresu leczenia ran. – Patrząc na to, z jakimi ranami mamy najczęściej do czynienia, staramy się pozyskiwać specjalistów z zakresu diabetologii, ze względu na coraz większą liczbę osób cierpiących na stopę cukrzycową. Zależy nam na pozyskaniu chirurgów, którzy są w stanie zaopiekować się ranami odleżynowymi, pooperacyjnymi, owrzodzeniami oraz oparzeniami. Dodatkowo przybywa ran pochodzenia immunologicznego i hematologicznego. W Polsce coraz więcej jest też ran ginekologiczno-położniczych ze względu na zwiększoną liczbę dokonywanych cesarskich cięć – wskazuje Piątek.

Dzięki pracy zespołowej i możliwości wykonywania konsultacji między specjalistami zespół serwisu jest w stanie obsłużyć każdy typ rany. Pielęgniarzy jest ponad 30 razy więcej niż dostępnych lekarzy. Technologia pozwala na to, by personel pielęgniarski, który nie opiekuje się tak zaawansowanymi ranami, mógł konsultować każdy przypadek na bieżąco ze środowiskiem lekarskim. Dzięki temu następuje wymiana wiedzy i doświadczenia. Wywiady medyczne są zbierane w sposób rzetelny i zgodny z najwyższymi standardami. Projekt może być uznawany za swego rodzaju rewolucję, dzięki ściślejszemu objęciu pacjenta opieką.

– Do tej pory pacjent chodził od gabinetu do gabinetu w celu uzyskania porady lub jeśli miał szczęście, obejmowała go skoordynowana opieka pielęgniarska. Obecnie każdy przypadek, w tym trudny, może zostać skonsultowany i to całkowicie zdalnie. Tu następuje rewolucja procesowa. Pacjenci prowadzeni na odległość zwalniają miejsce osobom, które muszą korzystać ze stacjonarnej pomocy. Jesteśmy więc w stanie usystematyzować i organizować nadzór nad leczeniem w sposób skoordynowany, co pozwala na udrożnienie systemu zdrowia – zaznacza Piotr Piątek.

Użytkownik systemu może być objęty opieką refundowaną przez NFZ. Wtedy jego leczenie odbywa się bezpłatnie. Jednak gdy publiczne leczenie nie wchodzi w grę, pacjent korzysta z prywatnych, pełnopłatnych wizyt online lub stacjonarnych. Stawki ustala każdy ze specjalistów indywidualnie po zapoznaniu się z danym przypadkiem. Pacjenci każdorazowo są informowani o wysokości opłaty przed podjęciem działań przez specjalistę. Operator serwisu nie ingeruje w rozliczenia między pacjentami a specjalistami, ale aktywnie lobbuje na rzecz objęcia refundacją NFZ jak największej liczby pacjentów.

– W najbliższych miesiącach będziemy skupiać się na rozwoju projektu w kraju. Dopiero następnym krokiem będzie wyruszenie z naszymi rozwiązaniami poza granice Polski. Aplikacja iWound ma za sobą krótki pilotaż wdrożenia w jednym ze szpitali powiatowych w Niemczech i posiada dwie obce wersje językowe – niemiecką oraz angielską. W przygotowaniu jest opcja ukraińska. Zasada działania zarówno serwisu PoradniaRan.pl, jak i samej aplikacji iWound jest możliwa do powielania na całym świecie – podsumowuje Marcin Cieślak z Polmedi Group.

źródło: Polmedi Group

Oparzenia termiczne powstają w wyniku działania ciepła, np. wrzątku czy gorącego oleju, i jesteśmy na nie narażeni zarówno przebywając w domu, jak i na wakacyjnym wyjeździe. Jeśli oparzenie jest powierzchowne, to specjaliści radzą, by najpierw przez kwadrans schładzać podrażnioną skórę zimnym strumieniem wody, a później zastosować opatrunek hydrożelowy. Jeśli natomiast oparzenie jest poważne, II lub III stopnia, to wtedy trzeba dzwonić na numer alarmowy. W tych przypadkach konieczna jest bowiem interwencja ratowników medycznych. 
– W czasie wakacji, oprócz poparzeń słonecznych, jesteśmy również narażeni na poparzenia termiczne, na przykład w wyniku wylanej na siebie gorącej kawy, herbaty, gorącej wody czy gorącego oleju. Mieliśmy ostatnio taką sytuację w Świnoujściu, gdzie na dziecko został wylany olej z frytkownicy. Było to bardzo niebezpieczne zdarzenie, doszło bowiem do głębokiego poparzenia bodajże 30 proc. ciała tego dziecka. Z takimi poparzeniami najczęściej mamy więc do czynienia w gastronomii, tam właśnie jest bardzo duże ryzyko – mówi agencji Newseria Kamil Kasiak, ratownik medyczny, uczestnik kampanii Bezpieczny Maluch.

Poszkodowanemu w ten sposób należy jak najszybciej udzielić pierwszej pomocy. Przede wszystkim z oparzonych miejsc trzeba delikatnie usunąć odzież oraz biżuterię, pamiętając, aby nie odrywać stopionych fragmentów ubrań przyklejonych do skóry.

– W pierwszej kolejności powinniśmy zdjąć z poszkodowanej osoby ubranie nawilżone gorącą cieczą, bo ona cały czas będzie niekorzystnie oddziaływała na tę poparzoną skórę. Jeśli używamy ubrań bawełnianych, to one, tym bardziej jak są wilgotne, nie będą szybko przywierały do skóry, więc takie ubranie można bez problemu szybko zdjąć. Można je też rozciąć, żeby nie przesuwać go po skórze, bo ruchy tkaniny mogą ją dodatkowo podrażniać, więc dobrze by było mieć przy sobie apteczkę, w której będą dobre, ostre nożyczki – mówi Kamil Kasiak.

W przypadku każdego poparzenia trzeba także jak najszybciej rozpocząć proces chłodzenia poparzonego miejsca, najlepiej zimną bieżącą wodą. Ten etap jest kluczowy dla gojenia.

– Musimy to robić przynajmniej przez 15 min, po to żeby „zabrać” to ciepło, żeby nie wnikało głębiej. Temperatura niszczy bowiem naskórek, niszczy całą warstwę skóry, a jeśli dodatkowo wnika głębiej, to niszczy też wszystkie inne struktury: mięśnie, naczynia krwionośne, nerwy, kości, więc żeby do tego nie doszło, żeby to poparzenie było jak najmniejsze, powinniśmy natychmiast rozpocząć proces chłodzenia. Następnie najlepiej użyć hydrożelu w postaci opatrunku czy sprayu – mówi ratownik medyczny.

Przestrzega też przed używaniem przypadkowych produktów niskiej jakości bądź też takich, które mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Nie warto też brać na poważnie wszystkich złotych rad znalezionych na forach internetowych, bo nie mamy pewności, kto ich udziela i czy rzeczywiście są sprawdzone.
– Poparzoną osobę powinniśmy ratować nie jakimiś maściami czy też olejami, ale powinniśmy korzystać z wody i pamiętajmy o tym, że najważniejsza jest absorpcja tego ciepła, zabranie go z rany. I używajmy opatrunków hydrożelowych, które świetnie działają, które nie zakażają rany i które też nie utrudniają ratownikom medycznym dalszego postępowania – mówi Kamil Kasiak.
Natomiast jeśli oparzenie jest rozległe, to absolutnie nie wolno działać na własną rękę, tylko trzeba się zdać na doświadczenie ratowników medycznych.

– Jeśli na przykład dziecko wylewa na siebie wrzątek czy gorący olej i dochodzi do poparzenia okolicy klatki piersiowej, szyi oraz ramion, to jest to poważne, rozległe poparzenie i trzeba jak najszybciej dzwonić po zespół ratownictwa medycznego. I też pamiętajmy, że musimy unikać wychłodzenia całego organizmu, więc jeśli mamy poparzoną znaczną część ciała, to ten hydrożel przykładamy tylko w miejscu, gdzie podejrzewamy to najgłębsze poparzenie, natomiast pozostałą część ciała po zakończonym procesie chłodzenia wodą powinniśmy okryć folią spożywczą albo folią ratunkową – mówi ratownik medyczny.

Jeśli chodzi o leczenie najcięższych poparzeń, to w Polsce jest kilka placówek, które zajmują się właśnie takimi skrajnymi przypadkami. Tam pacjenci mogą liczyć na fachową opiekę specjalistów.
– Te placówki zazwyczaj znajdują się obok kopalni, bo w kopalniach jest największe ryzyko poparzenia i właśnie tam transportowane są osoby z ciężkimi poparzeniami. Jeśli chodzi o leczenie poparzeń, to na pewno z roku na rok rokowania takich pacjentów są dużo wyższe. Specjaliści, którzy zajmują się leczeniem oparzeń, mają do dyspozycji coraz lepsze rozwiązania, opatrunki, które przyspieszają proces gojenia. Oczywiście w niektórych przypadkach są potrzebne przeszczepy skóry, ale tutaj też medycyna zmierza w bardzo dobrym kierunku – mówi Kamil Kasiak.

Z obserwacji Małgorzaty Chmielak z Okręgowej Izby Aptekarskiej w Warszawie wynika, że wiedza Polaków o leczeniu oparzeń jest znikoma. I w momencie, kiedy ktoś obok potrzebuje pomocy, nie zawsze potrafią jej  prawidłowo udzielić. Niestety lekceważenie oparzeń może mieć zarówno krótko-, jak i długofalowe konsekwencje.

– Często pacjenci zwracają się do nas, do apteki z prośbą o udzielenie fachowej porady. W mojej ocenie te urazy oparzeniowe nie są właściwie zaopatrywane. Natychmiast po urazie oparzeniowym zmagamy się z bólem, ale trzeba pamiętać, że oparzenie jest takim urazem, które co do zasady pogłębia się nawet do trzeciej doby – mówi mgr farm. Małgorzata Chmielak, przewodnicząca Komisji Nauki i Szkolenia OIA w Warszawie, członek Stowarzyszenia Naukowego Leczenia Ran.

źródło: newseria

Zastosowanie elektroterapii może skutecznie wspomagać leczenie ran w przebiegu cukrzycy. Dotychczas znane rozwiązania wymagały hospitalizacji. Amerykańscy naukowcy opracowali jednak innowacyjny bandaż elektryczny, dzięki któremu czas potrzebny na zagojenie przewlekłej rany można skrócić nawet o jedną trzecią. Częściowo wchłanialne przez organizm urządzenie zostało już przetestowane w mysim modelu cukrzycy. Zespół badawczy przygotowuje się do testów na ludziach.
– Bandaż powstał w wyniku oryginalnego pomysłu, który opierał się na próbie przywrócenia naturalnych właściwości elektrycznych skóry i wykorzystania tych właściwości, aby pomóc w przyspieszeniu reakcji organizmu związanej z gojeniem się ran. W przypadku cukrzycy organizm nie radzi sobie tak dobrze z normalnymi procesami gojenia, więc zadaliśmy sobie pytanie, czy moglibyśmy pomóc w przywróceniu pola elektrycznego, którego ciągłość zostaje przerwana zazwyczaj w wyniku urazu – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje prof. Guillermo Ameer z Wydziału Inżynierii Biomedycznej i Wydziału Chirurgii Northwestern’s McCormick School of Engineering, dyrektor Centrum Zaawansowanej Inżynierii Regeneracyjnej.

Opracowany przez naukowców bezprzewodowy, niewymagający stosowania baterii bandaż dostarcza sygnały elektryczne wspomagające gojenie się ran. Jego twórcy uznali, że urazy mogą zakłócać przepływ sygnałów elektrycznych w organizmie. Stymulacja elektryczna pozwala natomiast przywrócić normalne sygnały ciała, determinując migrację komórek do łożyska rany. Choć elektroterapia stosowana jest w leczeniu już od dawna, to dotychczas nie była ona wykorzystywana do leczenia przewlekłych ran w warunkach innych niż szpitalne.

– Dzięki naszemu rozwiązaniu możemy wyeliminować konieczność wyjmowania elektrody mającej kontakt z raną, ponieważ ta elektroda jest biowchłanialna. Organizm po pewnym czasie ją wchłonie i wydali. Pozwala to na pozostawienie nowej, zregenerowanej tkanki na ranie w stanie nienaruszonym. Można przyłożyć pole elektryczne i nie przejmować się wpływem elektrod na gojenie się rany. Jesteśmy więc w stanie stworzyć układ elektrod, który nie zakłóca procesu gojenia. A po drugie, nie ma konieczności przebywania w szpitalu, żeby skorzystać z urządzenia, może się to odbywać w domu lub w dowolnym innym miejscu – mówi prof. Guillermo Ameer.

Działanie bandaża opiera się na zastosowaniu dwóch elektrod. Zewnętrzna styka się ze zdrowym fragmentem skóry poza raną. Mniejsza, wewnętrzna elektroda ma natomiast styczność z raną. Zabieg, w czasie którego do rany przykładane jest napięcie elektryczne, trwa około 30 min dziennie. Dotychczas naukowcy przeprowadzili testy działania urządzenia na myszach.

– Korzystaliśmy z mysiego modelu cukrzycy ze zblokowanymi ranami ciętymi, co oznacza, że rana była utrzymywana w stanie zbliżonym do obserwowanego u ludzi. W takim przypadku odnotowaliśmy przyspieszenie o 30–33 proc. czasu potrzebnego na zagojenie się rany. Zdecydowanie więc rany zabliźniają się szybciej przy zastosowaniu pola elektrycznego w porównaniu do sytuacji, gdy z niego nie korzystano – podkreśla naukowiec z Northwestern University.

Skrócenie czasu gojenia jest bardzo ważne z uwagi na zmniejszenie w ten sposób ryzyka wystąpienia zakażenia bakteryjnego, bardzo często skutkującego poważnymi powikłaniami przewlekłych ran, z sepsą włącznie.

Działanie bandaża nie tylko pozwala jednak na szybsze gojenie rany, ale też na monitorowanie procesu gojenia. Dzięki modułowi NFC urządzenie może zdalnie, w czasie rzeczywistym przesyłać dane o oporze elektrycznym mierzonym w poprzek rany, którego poziom wskazuje lekarzom, na jakim etapie gojenia znajduje się rana i czy w trakcie leczenia czynione są postępy.

– Zamierzamy zbadać skuteczność naszego bandaża w większym modelu przedklinicznym cukrzycy i ran skórnych. Po potwierdzeniu, że wyniki w zakresie przyspieszenia zabliźniania się ran są podobne, kolejnym etapem będzie przebadanie urządzenia na ludziach, aby przekonać się, czy można znacząco wpłynąć na postępowanie z ranami u pacjentów z cukrzycą – zapowiada prof. Guillermo Ameer.

Leczenie z wykorzystaniem bioresorbowalnych urządzeń elektronicznych jest stosunkowo młodą gałęzią rynku technologii medycznych. Rozwijana jest od 2018 roku, kiedy to opracowano wszczepialne urządzenie bezprzewodowe, przyspieszające regenerację nerwów i poprawiające gojenie uszkodzonego nerwu.

Z danych rządowych wynika, że w Polsce z cukrzycą zmaga się około 3 mln dorosłych osób. Według informacji Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków ryzyko powstania owrzodzeń i ran na stopie w ciągu życia chorego na cukrzycę wynosi 12–25 proc. Nieleczone lub leczone nieskutecznie przewlekłe rany mogą doprowadzić do konieczności amputacji kończyny. 40 proc. amputacji jest przeprowadzanych u osób ze stopą cukrzycową.

źródło: Newseria

Zastosowanie elektroterapii może skutecznie wspomagać leczenie ran w przebiegu cukrzycy. Dotychczas znane rozwiązania wymagały hospitalizacji. Amerykańscy naukowcy opracowali jednak innowacyjny bandaż elektryczny, dzięki któremu czas potrzebny na zagojenie przewlekłej rany można skrócić nawet o jedną trzecią. Częściowo wchłanialne przez organizm urządzenie zostało już przetestowane w mysim modelu cukrzycy. Zespół badawczy przygotowuje się do testów na ludziach.
– Bandaż powstał w wyniku oryginalnego pomysłu, który opierał się na próbie przywrócenia naturalnych właściwości elektrycznych skóry i wykorzystania tych właściwości, aby pomóc w przyspieszeniu reakcji organizmu związanej z gojeniem się ran. W przypadku cukrzycy organizm nie radzi sobie tak dobrze z normalnymi procesami gojenia, więc zadaliśmy sobie pytanie, czy moglibyśmy pomóc w przywróceniu pola elektrycznego, którego ciągłość zostaje przerwana zazwyczaj w wyniku urazu – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje prof. Guillermo Ameer z Wydziału Inżynierii Biomedycznej i Wydziału Chirurgii Northwestern’s McCormick School of Engineering, dyrektor Centrum Zaawansowanej Inżynierii Regeneracyjnej.

Opracowany przez naukowców bezprzewodowy, niewymagający stosowania baterii bandaż dostarcza sygnały elektryczne wspomagające gojenie się ran. Jego twórcy uznali, że urazy mogą zakłócać przepływ sygnałów elektrycznych w organizmie. Stymulacja elektryczna pozwala natomiast przywrócić normalne sygnały ciała, determinując migrację komórek do łożyska rany. Choć elektroterapia stosowana jest w leczeniu już od dawna, to dotychczas nie była ona wykorzystywana do leczenia przewlekłych ran w warunkach innych niż szpitalne.

– Dzięki naszemu rozwiązaniu możemy wyeliminować konieczność wyjmowania elektrody mającej kontakt z raną, ponieważ ta elektroda jest biowchłanialna. Organizm po pewnym czasie ją wchłonie i wydali. Pozwala to na pozostawienie nowej, zregenerowanej tkanki na ranie w stanie nienaruszonym. Można przyłożyć pole elektryczne i nie przejmować się wpływem elektrod na gojenie się rany. Jesteśmy więc w stanie stworzyć układ elektrod, który nie zakłóca procesu gojenia. A po drugie, nie ma konieczności przebywania w szpitalu, żeby skorzystać z urządzenia, może się to odbywać w domu lub w dowolnym innym miejscu – mówi prof. Guillermo Ameer.

Działanie bandaża opiera się na zastosowaniu dwóch elektrod. Zewnętrzna styka się ze zdrowym fragmentem skóry poza raną. Mniejsza, wewnętrzna elektroda ma natomiast styczność z raną. Zabieg, w czasie którego do rany przykładane jest napięcie elektryczne, trwa około 30 min dziennie. Dotychczas naukowcy przeprowadzili testy działania urządzenia na myszach.

– Korzystaliśmy z mysiego modelu cukrzycy ze zblokowanymi ranami ciętymi, co oznacza, że rana była utrzymywana w stanie zbliżonym do obserwowanego u ludzi. W takim przypadku odnotowaliśmy przyspieszenie o 30–33 proc. czasu potrzebnego na zagojenie się rany. Zdecydowanie więc rany zabliźniają się szybciej przy zastosowaniu pola elektrycznego w porównaniu do sytuacji, gdy z niego nie korzystano – podkreśla naukowiec z Northwestern University.

Skrócenie czasu gojenia jest bardzo ważne z uwagi na zmniejszenie w ten sposób ryzyka wystąpienia zakażenia bakteryjnego, bardzo często skutkującego poważnymi powikłaniami przewlekłych ran, z sepsą włącznie.

Działanie bandaża nie tylko pozwala jednak na szybsze gojenie rany, ale też na monitorowanie procesu gojenia. Dzięki modułowi NFC urządzenie może zdalnie, w czasie rzeczywistym przesyłać dane o oporze elektrycznym mierzonym w poprzek rany, którego poziom wskazuje lekarzom, na jakim etapie gojenia znajduje się rana i czy w trakcie leczenia czynione są postępy.

– Zamierzamy zbadać skuteczność naszego bandaża w większym modelu przedklinicznym cukrzycy i ran skórnych. Po potwierdzeniu, że wyniki w zakresie przyspieszenia zabliźniania się ran są podobne, kolejnym etapem będzie przebadanie urządzenia na ludziach, aby przekonać się, czy można znacząco wpłynąć na postępowanie z ranami u pacjentów z cukrzycą – zapowiada prof. Guillermo Ameer.

Leczenie z wykorzystaniem bioresorbowalnych urządzeń elektronicznych jest stosunkowo młodą gałęzią rynku technologii medycznych. Rozwijana jest od 2018 roku, kiedy to opracowano wszczepialne urządzenie bezprzewodowe, przyspieszające regenerację nerwów i poprawiające gojenie uszkodzonego nerwu.

Z danych rządowych wynika, że w Polsce z cukrzycą zmaga się około 3 mln dorosłych osób. Według informacji Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków ryzyko powstania owrzodzeń i ran na stopie w ciągu życia chorego na cukrzycę wynosi 12–25 proc. Nieleczone lub leczone nieskutecznie przewlekłe rany mogą doprowadzić do konieczności amputacji kończyny. 40 proc. amputacji jest przeprowadzanych u osób ze stopą cukrzycową.

źródło: Newseria