Medicalpress
Projekt zmian w zasadach finansowania i organizacji opieki psychiatrycznej oraz leczenia uzależnień, przygotowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia, miał porządkować system. W ocenie samorządu lekarskiego może jednak przynieść skutek odwrotny wprowadzić niejasności, ograniczenia organizacyjne i ryzyko interpretacji, które nie zawsze będą sprzyjać ani pacjentom, ani świadczeniodawcom. Przyjęte 9 stycznia 2026 r. stanowisko Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej pokazuje, że projektowane zapisy dotykają fundamentalnych kwestii: definicji stanu nagłego, granic telemedycyny, zasad dokumentowania diagnostyki psychologicznej oraz finansowania psychiatrii dzieci i młodzieży.
Już pierwszy z podniesionych problemów odsłania napięcie między językiem administracyjnym a realiami klinicznymi. Projekt NFZ zakłada, że każde orzeczenie sądu o przymusowym leczeniu powinno być traktowane jak sytuacja nagła, wymagająca natychmiastowego udzielenia świadczenia. Samorząd lekarski zwraca uwagę, że takie uproszczenie może być mylące. Przymus leczenia nie zawsze oznacza bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia a to właśnie ten element stanowi istotę „stanu nagłego” w medycynie. Zrównanie tych pojęć może prowadzić do automatyzmu decyzyjnego, który nie uwzględnia indywidualnej oceny klinicznej pacjenta.

Wątpliwości budzi także propozycja dotycząca testów psychologicznych. Projekt przewiduje ich formalne „umieszczanie” w harmonogramach zasobów, które z definicji odnoszą się do personelu i sprzętu. Dla samorządu lekarskiego to przykład regulacji, która nie przystaje do praktyki diagnostycznej. Testy psychologiczne nie są zwykłymi narzędziami podlegają ochronie prawa autorskiego i zasadom tajemnicy zawodowej. Ich pełne wyniki nie zawsze mogą być kopiowane ani przechowywane w dokumentacji medycznej. Próba administracyjnego ujednolicenia tego obszaru rodzi pytania o granice ingerencji płatnika w proces diagnozy.

Najbardziej odczuwalne skutki proponowanych zmian mogą jednak dotknąć telepsychiatrii. Projekt wprowadza wymóg fizycznej obecności personelu w określonej komórce organizacyjnej, co w praktyce wyklucza udzielanie teleporad przez specjalistów pracujących zdalnie, na przykład z domu. Samorząd lekarski przypomina, że taka forma wykonywania zawodu została dopuszczona zarówno w przepisach regulujących zawód lekarza, jak i w prawie pracy. W tym kontekście zarządzenie Prezesa NFZ jako akt podustawowy nie powinno ograniczać rozwiązań, które mają umocowanie w ustawach. Spór dotyczy więc nie tylko organizacji świadczeń, ale także hierarchii prawa i granic regulacyjnej roli płatnika.

W tle tych rozwiązań pojawia się jeszcze jeden, systemowy problem: finansowanie psychiatrii dzieci i młodzieży. Prezydium NRL zwraca uwagę, że projekt utrzymuje różne współczynniki dla świadczeń realizowanych w tej samej grupie pacjentów, bez jasnego uzasadnienia. Dlaczego jedne procedury wyceniane są wyżej, a inne niżej tego projekt nie wyjaśnia. W obszarze, który od lat uznawany jest za jeden z najbardziej niedofinansowanych i przeciążonych, brak transparentności mechanizmów finansowych budzi szczególne obawy.

Stanowisko samorządu lekarskiego nie jest prostym sprzeciwem wobec zmian. To raczej sygnał ostrzegawczy, że regulacje tworzone z perspektywy administracyjnej muszą uwzględniać złożoność praktyki klinicznej, praw pacjentów i realiów pracy personelu medycznego. W przeciwnym razie nawet dobrze intencjonowane porządkowanie systemu może prowadzić do kolejnych napięć tym razem już nie tylko na papierze, ale w codziennej pracy poradni psychiatrycznych.

Źródło: NIL

Szpital Dziecięcy im. św. Ludwika w Krakowie rozpoczął prace nad nowatorskim projektem: utworzeniem Małopolskiego Centrum Psychiatrii i Leczenia Uzależnień od Nowych Technologii Cyfrowych, które ma stać się kluczowym ośrodkiem wsparcia dla dzieci i młodzieży w regionie.
Rosnąca liczba dzieci i młodzieży wymagających specjalistycznej opieki psychiatrycznej to jedno z najpoważniejszych wyzwań zdrowia publicznego w Polsce. Co roku przybywa pacjentów zmagających się z depresją, lękiem, zaburzeniami odżywiania czy uzależnieniami behawioralnymi. Szczególnie niepokojący jest fakt, że coraz młodsze osoby doświadczają kryzysów emocjonalnych, nierzadko związanych z nadmiernym korzystaniem z internetu, gier komputerowych czy mediów społecznościowych. W tym kontekście budowa Małopolskiego Centrum Psychiatrii i Leczenia Uzależnień od Nowych Technologii Cyfrowych to inwestycja o strategicznym znaczeniu – zarówno dla Krakowa, jak i dla całego regionu.

Placówka nabyła teren o powierzchni ponad 35 arów, zlokalizowany przy ul. Kopernika 36 i Strzeleckiej 7 – tuż obok swojej obecnej siedziby, co w przyszłości umożliwi integrację funkcji leczniczych i administracyjnych.

Jak informuje dyrektor szpitala, Stanisław Stępniewski, nowy kompleks będzie obejmować:

W oświadczeniu podkreślono, że co trzeci pacjent do 14. roku życia w starej placówce trafia bezpośrednio po próbie samobójczej, a rosnąca liczba młodych osób z problemami psychicznymi często ma związek z nadmiernym korzystaniem z internetu oraz technologii. Centrum wpisuje się w szeroki plan transformacji systemu ochrony zdrowia, koncentrując się na zapewnieniu szybkiego i skutecznego wsparcia psychiatrycznego.
Gmina Małopolska zaangażowała się aktywnie w finansowanie inwestycji, poprzez zakup nieruchomości, który kosztował ponad 24 miliony złotych i został sfinansowany z budżetu województwa na lata 2024–2029.

Kolejnym krokiem będzie zapewnienie finansowania budowy i przygotowanie niezbędnej dokumentacji projektowej. Finalizacja całego przedsięwzięcia planowana jest na 2029 rok.

Nowe centrum nie jest jedynie kolejną jednostką medyczną. To odpowiedź na dramatyczne potrzeby młodych pacjentów i ich rodzin, którzy dotychczas często trafiali po pomoc zbyt późno, w stanach zagrażających życiu. Stworzenie wyspecjalizowanej placówki, która połączy diagnostykę, terapię stacjonarną i środowiskową oraz nowoczesne programy leczenia uzależnień cyfrowych, może realnie zmienić system opieki psychiatrycznej w Małopolsce. Inwestycja ta to także jasny sygnał, że zdrowie psychiczne najmłodszych przestaje być tematem tabu i staje się priorytetem – tak samo istotnym, jak leczenie chorób somatycznych.

Źródło: Szpital Dziecięcy im. św. Ludwika w Krakowie

W pierwszym półroczu 2025 roku lekarze wystawili niemal 5 tysięcy zwolnień lekarskich z kodem „C”, czyli z powodu nadużycia alkoholu. To o 12,3% więcej niż rok wcześniej. W tym czasie Polacy opuścili ponad 50 tysięcy dni pracy. Problem dotyczy przede wszystkim mężczyzn w wieku 35–44 lata. Eksperci alarmują: to nie tylko koszt dla gospodarki, ale także sygnał, że uzależnienie staje się poważnym wyzwaniem zdrowia publicznego.
Od stycznia do czerwca br. lekarze wystawili blisko 5 tys. zaświadczeń o niezdolności do pracy spowodowanej nadużywaniem alkoholu. To o 12,3% więcej niż w analogicznym czasie w 2024 roku. W pierwszych sześciu miesiącach 2025 r. Polacy wzięli z tego tytułu 50,4 tys. dni wolnych od pracy. I tutaj również zanotowano dwucyfrowy wzrost, tj. o 10,3% rdr. Najwięcej zaświadczeń lekarskich dotyczyło absencji wynoszącej do 5 dni (34,9% ogółu). W porównywanych okresach głównie korzystali z nich mężczyźni. Najwięcej ww. zaświadczeń wystawiono osobom w wieku 40-44 lat oraz 35-39 lat.

Z najnowszych danych ZUS-u wynika, że w pierwszym półroczu br. lekarze wydali blisko 5 tys.  zaświadczeń o niezdolności do pracy spowodowanej nadużywaniem alkoholu (zaświadczenia z kodem C). To o 12,3% więcej niż w analogicznym okresie 2024 roku, kiedy wystawiono ich 4,4 tys. Uwzględniając podział na województwa, najwięcej zaświadczeń wystawiono w woj. mazowieckim – 661 (wzrost o 13,3%), śląskim – 542 (10,9%), a także wielkopolskim – 519 (10,5%). Aleksandra Penza z Wydziału Psychologii SWPS we Wrocławiu mówi, że Polska znajduje się w czołówce krajów europejskich pod względem konsumpcji alkoholu. Jak pokazują dane OECD, w 2022 roku przeciętny Polak w wieku 15 lat i więcej spożywał średnio 11 litrów czystego alkoholu rocznie, co odpowiada około 2,4 butelkom wina lub 4,5 litra piwa tygodniowo na osobę.

– To więcej niż wynosi średnia unijna. Wzrost liczby zwolnień lekarskich z tytułu nadużywania alkoholu nie musi oznaczać wyłącznie wzrostu skali problemu. Może także odzwierciedlać rosnącą gotowość do formalizowania trudności, rezygnację z ukrywania ich przed pracodawcą, a być może także większą świadomość pracowników co do konsekwencji pracy pod wpływem substancji psychoaktywnych. Uzależnienie od alkoholu ma charakter przewlekły i w wielu przypadkach epizody niezdolności do pracy są powtarzalne – uzupełnia ekspertka.

W pierwszej połowie br. Polacy opuścili 50,4 tys. dni pracy z powodu niezdolności do wykonywania obowiązków po spożyciu alkoholu. To o 10,3% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku – 45,7 tys. Michał Murgrabia, psycholog i prezes platformy ePsycholodzy.pl, widzi w tym wyraźny sygnał, że problemy alkoholowe przekładają się nie tylko na zdrowie jednostki, ale też na funkcjonowanie całych firm i gospodarki. Każdy dzień nieobecności to określony koszt – nie tylko finansowy, ale też organizacyjny i emocjonalny, który ponoszą współpracownicy, pracodawcy, a także w dłuższej perspektywie – wszyscy Polacy.

– Można oczywiście uznać absencję za formę ochrony przed potencjalnymi szkodami, jakie mogłyby wyniknąć z pracy osoby w złym stanie psychicznym i fizycznym, ale to nie zmienia faktu, że mamy do czynienia z poważnym i systemowym problemem. Skala zjawiska pokazuje, że leczenie uzależnień i profilaktyka powinny stać się priorytetem dla polityki zdrowotnej – zauważa Michał Murgrabia.

Z kolei Michał Pajdak, wykładowca akademicki z platformy ePsycholodzy.pl, dodaje, że obecność w miejscu pracy osoby będącej pod wpływem substancji psychoaktywnych może prowadzić do poważnych błędów, wypadków, obniżenia jakości usług i produktów. W tym sensie absencja może paradoksalnie ograniczyć straty – stanowić bufor bezpieczeństwa organizacyjnego i ekonomicznego.

– Wzrost liczby dni absencji chorobowej z powodu nadużycia alkoholu należy traktować poważnie. Jest to z jednej strony koszt, który ponosi gospodarka, ale z drugiej – potencjalny mechanizm ochronny przed jeszcze większymi stratami. Kluczowe jest jednak to, czy za wzrostem liczby dni absencji idą realne działania naprawcze, tj. profilaktyka w miejscu pracy, edukacja, dostęp do leczenia i wsparcia psychologicznego. Bez tego system będzie jedynie rejestrował problem, zamiast mu przeciwdziałać – ostrzega Micha Pajdak.

W omawianym okresie dominowały zaświadczenia z kodem C wystawiane na krótki okres. Najwięcej – 1,7 tys. – dotyczyło absencji wynoszącej 1-5 dni (34,9% ogółu liczby zaświadczeń). 1,4 tys. wskazywało na niezdolność do pracy przez 11-20 dni (27,9%), a 1,3 tys. oznaczało zwolnienie z wykonywania pracy przez 6-10 dni (26,7%). 385 zaświadczeń wstawiono na 21-30 dni (7,8%), 81 – na 34 dni i więcej (1,6%), a 56 zwalniało się z wykonywania pracy przez 31-33 dni (1,1%). Ekspertka z Uniwersytetu SWPS uważa, że przewaga krótkoterminowych zwolnień lekarskich wśród tych z kodem C może wskazywać na to, iż wielu pracowników sięga po alkohol incydentalnie, jednak w sposób, który uniemożliwia im realizację obowiązków zawodowych.

– Tego typu absencje nierzadko pełnią funkcję swoistej „przerwy regeneracyjnej” po epizodzie nadmiernego spożycia, a tym samym mogą maskować bardziej złożone trudności. Wśród osób korzystających z krótkich zwolnień mogą znajdować się zarówno ci, u których dopiero zaczyna się rozwijać problem alkoholowy, jak i ci, którzy funkcjonują na granicy kontroli nad własnym zdrowiem i wydolnością zawodową – uważa Aleksandra Penza.

Ekspertka dodaje też, że krótki czas niezdolności do pracy z powodu nadużywania alkoholu wpisuje się w szerszy wzorzec częstych, lecz krótkotrwałych absencji zdrowotnych. Taki trend może jednak utrudniać wczesne rozpoznanie problemu uzależnienia – zarówno przez samych pracowników, jak i ich przełożonych czy personel medyczny. Krótkie nieobecności często postrzegane są jako przejściowe niedyspozycje, co może prowadzić do zaniechania działań profilaktycznych i opóźniać udzielenie wsparcia.

– Analizując dalej strukturę absencji w przypadku zwolnień z kodem C, warto zwrócić uwagę na znaczący udział zwolnień trwających od 6 do 20 dni – łącznie ponad 54%. W tym przedziale częściej mamy do czynienia z pogarszającym się stanem psychofizycznym, nasilonymi objawami abstynencyjnymi, a czasem także z hospitalizacją lub podjęciem terapii odwykowej. Choć taki krok może być wyrazem kryzysu, to równocześnie może stanowić punkt zwrotny i dowód na to, że pracownik zaczyna poszukiwać pomocy – dodaje ekspertka z SWPS.

Najwięcej zaświadczeń lekarskich – 880 – wystawiono pacjentom w wieku 40-44 lat (17,7%). Dalej w zestawieniu widzimy osoby w wieku 35-39 lat – 765 zaświadczeń (15,4%), a także 45-49 lat – 756 zaświadczeń (15,2%). Najmniej takich zaświadczeń – 23 – wystawiono ludziom mającym 19 lat i mniej (0,5%), a 58 – seniorom w wieku 65 lat i starszym (1,2%). Michał Murgrabia uważa, że niska liczba zwolnień wśród młodzieży i seniorów wynika raczej z ich ograniczonego udziału w rynku pracy niż z braku problemów z alkoholem. Kilkadziesiąt zwolnień wystawionych osobom poniżej 19. roku życia powinno niepokoić, bo może wskazywać na wcześniejsze sięganie po alkohol i poważne konsekwencje zdrowotne już na starcie życia zawodowego.

– Choć procentowo to niewielki odsetek, to każdy taki przypadek jest sygnałem ostrzegawczym, że uzależnienia zaczynają się coraz wcześniej i mogą dotyczyć także osób wchodzących na rynek pracy. Może to świadczyć o rosnącej dostępności substancji psychoaktywnych, braku wystarczającej profilaktyki oraz niskiej odporności psychicznej młodych ludzi w zetknięciu z wymaganiami dorosłego życia – dodaje Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl.

W pierwszej połowie br. więcej zaświadczeń wystawiono na rzecz mężczyzn niż kobiet – 3,8 tys. vs. 1,1 tys. W pierwszej połowie 2024 roku również dominowały zaświadczenia wystawione mężczyznom (3,4 tys. vs ponad 1 tys.). Psycholog Michał Murgrabia jest zdania, że przewaga mężczyzn w statystykach może wynikać z kulturowych wzorców picia alkoholu oraz większej tolerancji społecznej na ryzykowne zachowania u mężczyzn.

– Jednocześnie wzrost liczby zwolnień wystawionych kobietom pokazuje, że problem uzależnienia od alkoholu przestaje być wyłącznie męskim doświadczeniem. Choć odsetek kobiet jest relatywnie niższy, to nie znaczy, że nie należy traktować tego jako alarmującego trendu. Kobiety często dłużej ukrywają problemy z alkoholem i sięgają po pomoc w bardziej zaawansowanym stadium, co może w zasadniczy sposób utrudniać skuteczne leczenie – podsumowuje psycholog Michał Murgrabia.

Z najnowszych danych ZUS wynika, że liczba zwolnień lekarskich z powodu nadużywania alkoholu stale rośnie, a największy udział w tej statystyce mają 40-latkowie. Eksperci przestrzegają, że choć część tych absencji może pełnić funkcję „bufora bezpieczeństwa” dla organizacji, to za ich wzrostem nie nadążają działania profilaktyczne ani dostęp do leczenia. Problem alkoholowy coraz wyraźniej zaznacza się w środowiskach zawodowych i wymaga kompleksowej odpowiedzi systemu ochrony zdrowia oraz pracodawców.

Źródło:Komunikat Prasowy

Ponad 3 miliardy złotych – dokładnie 3 166 733 867 zł – trafi do 53 ośrodków psychiatrycznych w całej Polsce. Ministerstwo Zdrowia ogłosiło wyniki konkursu w ramach Funduszu Medycznego. To największa w historii polskiej psychiatrii inwestycja w infrastrukturę i – jak podkreślają eksperci – krok, który może zrewolucjonizować jakość opieki nad pacjentami zmagającymi się z kryzysem zdrowia psychicznego.
Decyzja zapadła 1 lipca 2025 r., a w jej wyniku dofinansowanie otrzymają 44 inwestycje o wartości do 50 mln zł oraz 9 inwestycji powyżej tej kwoty. Zakres wsparcia obejmuje zarówno duże miasta – takie jak Kraków, Warszawa czy Łódź – jak i mniejsze miejscowości: Chrzanów, Złotów, Łuków, Parczew, Sanok czy Zgorzelec. Resort zdrowia zaznacza, że inwestycje obejmą podmioty ze wszystkich województw, a zatem mają realnie wpływać na wyrównywanie dostępu do opieki psychiatrycznej w całym kraju.

„Kryzys zdrowia psychicznego dotyka wielu z nas: dzieci, młodzież i dorosłych. Dlatego rozwijamy psychiatrię środowiskową i będziemy tworzyć nowe centra zdrowia psychicznego. Ale inwestujemy także w infrastrukturę, ponieważ infrastruktura psychiatryczna była dotąd koszmarnie zaniedbana” – mówi minister zdrowia Izabela Leszczyna. Jej zdaniem skala potrzeb w tym obszarze nie pozostawiała złudzeń: czas nadrobić wieloletnie zapóźnienia systemowe.

Minister podkreśla również, że wsparcie zostało rozłożone w sposób zrównoważony, z myślą o pacjentach z różnych części Polski. „Wsparcie otrzymają podmioty ze wszystkich województw. W Polsce wschodniej dostaną pieniądze m.in. Łomża, Łuków, Parczew czy Sanok, w Polsce zachodniej m.in. – Szczecin, Zielona Góra, Legnica, Zgorzelec. Inwestujemy w duże ośrodki, takie jak Kraków, Warszawa czy Łódź, ale także w małe miejscowości jak Złotów czy Chrzanów” – zaznacza Leszczyna.

Środki mają zostać przeznaczone na budowę, modernizację lub doposażenie infrastruktury strategicznej w podmiotach wykonujących działalność leczniczą w zakresie stacjonarnych i całodobowych świadczeń psychiatrycznych i leczenia uzależnień – na podstawie umów z Narodowym Funduszem Zdrowia. Oznacza to, że skorzystają z nich nie tylko istniejące już jednostki, lecz również nowe inicjatywy – w tym centra psychiatrii dzieci i młodzieży, które mają powstawać w ramach reformy opieki psychiatrycznej.

Co istotne, wsparciem objęte zostaną nie tylko ośrodki uniwersyteckie czy szpitale wojewódzkie, ale też mniejsze placówki powiatowe. Równolegle rozwijana będzie infrastruktura psychiatrii sądowej – jeden z najbardziej zaniedbanych segmentów systemu ochrony zdrowia psychicznego.

Minister zdrowia jasno wskazuje priorytety: „Chcemy, żeby nasi lekarze psychiatrzy, psycholodzy, psychoterapeuci pracowali w komfortowych warunkach, ale przede wszystkim chcemy, żeby pacjenci w kryzysie zdrowia psychicznego byli leczeni w jak najlepszych warunkach”.

Z pierwotnie planowanych 3 mld zł resort zdrowia ostatecznie zdecydował się zwiększyć pulę środków, by objąć dofinansowaniem wszystkie zakwalifikowane projekty. „Pierwotnie zaplanowana kwota alokacji na 3 mld zł została decyzją minister zdrowia zwiększona do 3 166 733 867 zł, co pozwoliło na objęcie pełnym wsparciem wszystkich projektów zakwalifikowanych do dofinansowania” – podaje komunikat Ministerstwa Zdrowia.

W obliczu rosnącej liczby osób wymagających specjalistycznej pomocy psychiatrycznej – zarówno wśród dorosłych, jak i dzieci i młodzieży – ta inwestycja może okazać się punktem zwrotnym. Kluczowe pytanie brzmi: czy poza modernizacją infrastruktury uda się także przyspieszyć rozwój kadry, zapewnić odpowiednie finansowanie świadczeń i zadbać o kontynuację leczenia pacjentów po opuszczeniu szpitali? Odpowiedzi nie przyniesie ani jedna konferencja, ani nawet 3 miliardy złotych – ale bez tego kroku milowego trudno byłoby mówić o nadziei na prawdziwą reformę psychiatrii.

Źródło: MZ

Z opublikowanych wyników badania ESPAD 2024 wynika, że alkohol wciąż pozostaje najbardziej rozpowszechnioną substancją psychoaktywną wśród polskiej młodzieży, a coraz więcej nastolatków sięga po e-papierosy. Choć odsetek palących klasyczne papierosy spada, niemal 70 proc. uczniów w wieku 17–18 lat deklaruje, że próbowało elektronicznych zamienników. Eksperci podkreślają, że same zakazy nie wystarczą – konieczne jest zarówno uszczelnienie prawa, jak i powszechna edukacja zdrowotna oraz podejście do profilaktyki i leczenia uzależnień w sposób kompleksowy. Tylko wtedy można skutecznie przeciwdziałać narastającemu problemowi.
Niemal trzy czwarte uczniów w wieku 15–16 lat już sięgnęło po alkohol. Jak wynika z badania ESPAD 2024, to wciąż najbardziej wśród młodzieży rozpowszechniona substancja psychoaktywna. W ostatnich 20 latach o ponad 20 pp. spadł odsetek nastolatków palących papierosy, ale prawie 70 proc. 17–18-latków przyznaje, że sięgnęło w swoim życiu po e-papierosa. Eksperci wskazują na potrzebę nie tylko bardziej restrykcyjnego ograniczania dostępności tych produktów dla młodych ludzi, ale też o działania na rzecz edukacji zdrowotnej i kompleksowego podejścia do profilaktyki i leczenia uzależnień, bez podziału na poszczególne grupy substancji.

 Wyniki badania ESPAD sugerują spadek rozpowszechnienia używania substancji psychoaktywnych przez młodzież. Dotyczy to zarówno wyrobów tytoniowych, jak i napojów alkoholowych i marihuany, jedynie w zakresie nowych substancji psychoaktywnych, tzw. dopalaczy, obserwujemy obecnie stabilizację – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Janusz Sierosławski, koordynator badań ESPAD z Pracowni Badań i Inicjatyw Społecznych. – Napoje alkoholowe są najbardziej rozpowszechnioną substancją psychoaktywną używaną przez młodzież i jednocześnie jest to najbardziej rozpowszechniona substancja również w świecie dorosłych, stąd prawdopodobnie właśnie ta kulturowa jedność stanowi wyzwanie.

Z badania ESPAD – ogólnopolskiego badania ankietowego, realizowanego co cztery lata od 1995 roku na losowych próbach uczniów klas pierwszych i trzecich szkół średnich (wiek 15–16 lat i 17–18 lat) w ramach europejskiego projektu badawczego – wynika, że 72,9 proc. uczniów w wieku 15–16 lat sięgnęło kiedykolwiek po alkohol. Spożycie alkoholu przez grupę dziewcząt i grupę chłopców w ciągu ostatnich 30 lat praktycznie się zrównało. W 1995 roku różnica między płciami wynosiła w tym względzie 10,2 pp. na niekorzyść chłopców, podczas gdy w 2024 roku jest to 0,5 pp. i po raz drugi, od kiedy trwa badanie, jest to niewielka przewaga dziewcząt.

– Także nowe wyroby nikotynowe, które zastępują obecnie papierosy czy tytoń, stanowią poważne wyzwanie z racji tego, że postrzegane są jako produkty niegroźne, jako produkty zdrowotnie obojętne. Tymczasem nie jest to prawda, bez wątpienia ich używanie jest mniej szkodliwe niż palenie tytoniu, ale jednak coraz więcej badań pokazuje, że nie są one obojętne dla zdrowia, szczególnie dla młodych ludzi powinny być w sposób jednoznaczny bardzo ograniczone – ocenia Janusz Sierosławski.

Odsetek uczniów w wieku 17–18 lat, którzy sięgnęli kiedykolwiek po wyroby tytoniowe, spadł w ciągu ostatnich 20 lat z 77 proc. do 56 proc. W grupie 15–16-latków ten odsetek spadł z 66,7 proc. do 38,9 proc. W pytaniu o palenie tytoniu w ciągu ostatnich 30 dni przed badaniem wskazania są na poziomie odpowiednio 29,8 proc. oraz 20,9 proc. Jednak w ostatnim badaniu do sięgnięcia po e-papierosy przyznało się 56,7 proc. z grupy 15–16-latków i 69,5 proc. 17–18-latków.

– Dochodzi do zjawiska substytucji jednej substancji przez drugą. Prawdopodobnie wynika to po pierwsze z tego, że wyroby tytoniowe mają coraz gorszy image, coraz powszechniej dociera do świadomości społecznej, również do młodych ludzi, że te substancje są bardzo niebezpieczne dla zdrowia. Po drugie, ograniczenie dostępności tych substancji ma tutaj kluczowe znaczenie. Wystarczy popatrzeć, ile kosztowała paczka papierosów jeszcze parę lat temu, a ile kosztuje teraz. Dostępność ekonomiczna to jeden z istotnych czynników, które decydują o rozpowszechnieniu użycia. E-papierosy są jednak znacznie tańsze i mają właśnie image w miarę bezpiecznych, to znaczy niegroźnych dla zdrowia produktów, image, który nie do końca zgodny jest z prawdą – zauważa ekspert Pracowni Badań i Inicjatyw Społecznych.

Choć prawo zakazuje sprzedaży e-papierosów z nikotyną osobom niepełnoletnim, podobnie zresztą jak ma to miejsce w przypadku papierosów i wyrobów alkoholowych, to w Polsce wciąż jest wyraźny problem z egzekwowaniem prawa. Prawie połowa (44,2 proc.) 15–16-latków uważa, że piwo jest bardzo łatwe dla nich do zdobycia. Dużym problemem są też luki w prawie, które sprzyjają tworzeniu się nisz produktowych. Dopiero w toku prac legislacyjnych jest chociażby rozszerzenie zakazu sprzedaży osobom poniżej 18. roku życia elektronicznych papierosów bez nikotyny. Zakaz ma dotyczyć także sprzedaży osobom niepełnoletnim woreczków z nikotyną.

Dużym wyzwaniem jest więc z jednej strony uszczelnienie prawa, z drugiej – edukacja zdrowotna. Kolejną kwestią są działania skierowane na leczenie i profilaktykę uzależnień, w tym rozszerzenie kompetencji Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom, które obecnie nie zajmuje się profilaktyką nikotynową.

 Istnieje wiele argumentów za tym, żeby kwestie uzależnień traktować kompleksowo, niezależnie od tego, czy mowa o narkotykach, o alkoholu, czy o tytoniu. Jednym z argumentów za tym jest chociażby prowadzenie tak zwanej profilaktyki uniwersalnej – to są działania profilaktyczne, które nie są specyficznie nastawione na jakąś substancję czy nawet nie są specyficznie nastawione na uzależnienia, ale mają w sposób generalny wzmacniać potencjał młodych ludzi w przeciwstawianiu się zachowaniom ryzykownym. W ten sposób zapobiegamy i alkoholowi, i narkotykom, i tytoniowi również, ale też i hazardowi. Tylko takie ujęcie pozwala działać kompleksowo i nie rozpraszać środków, nie powodować, że jakieś działania są duplikowane, czy trafiają nie tam, gdzie należy – podkreśla Janusz Sierosławski. – Tu jest także kwestia leczenia. Jeżeli pacjent trafia do placówki leczniczej z powodu problemu alkoholowego albo z powodu problemu narkotyku, to bardzo często występuje również u niego problem nikotyny. Kompleksowe radzenie sobie z jego uzależnieniem jest znacznie bardziej efektywne niż próba radzenia sobie z każdym z tych uzależnień osobno.

Źródło materiału: Newseria Biznes