Medicalpress
We wtorek 5 sierpnia Sejm przyjął ustawę o reformie szpitali. 231 posłów zagłosowało „za”, 203 było przeciw, 24 nie wzięło udziału w głosowaniu. Wynik głosowania nie był oczywisty – jeszcze pod koniec lipca Lewica zapowiadała, że projektu nie poprze. Ostatecznie jednak część posłanek wstrzymała się od głosu, a część w ogóle nie zagłosowała. Co wydarzyło się w ciągu tych dziesięciu dni?
Ustawa, firmowana jeszcze przez byłą minister zdrowia Izabelę Leszczynę, została zaprezentowana jako „ustawa o ratowaniu szpitali powiatowych”. Pod tą etykietą kryje się szereg rozwiązań, które wzbudziły niemałe kontrowersje – zarówno wśród polityków, jak i samorządowców, środowisk medycznych i pacjentów. Reforma zakłada m.in. elastyczne przekształcanie oddziałów szpitalnych – rozwiązanie, które ma pozwolić na utrzymanie finansowania dla jednostek, które zostaną przekształcone. Jednocześnie jednak budzi obawy, że będzie to furtka do ich likwidacji.

Joanna Wicha z Lewicy w trakcie drugiego czytania projektu przekonywała: „reforma jest konieczna, ale procedowany projekt nie daje szans na poprawę”. Jej zdaniem ustawa „stanowi zagrożenie – m.in. prywatyzacją czy likwidacją potrzebnych w lokalnych społecznościach oddziałów (np. porodówek)”.

To właśnie te słowa wzbudziły wówczas poważne napięcie w koalicji rządzącej. Głosowanie nad ustawą, planowane pierwotnie na 25 lipca, zostało odłożone. Opór Lewicy był znaczący, zwłaszcza że dwa dni wcześniej doszło do rekonstrukcji rządu i wymiany ministra zdrowia. Nowa szefowa resortu, Jolanta Sobierańska-Grenda, miała przekonać koalicjantów do ustawy, zapewniając o gotowości do dalszych zmian legislacyjnych w przyszłości. Jak przekonywała, uchwalenie obecnej wersji to „kamień milowy”, bez którego Polska nie będzie mogła rozliczyć środków z Krajowego Planu Odbudowy.

Czy to właśnie ta argumentacja okazała się kluczowa? Trudno się nie domyślać, że w tle rozgrywała się gra o znacznie więcej niż tylko losy powiatowych szpitali. Decyzja Lewicy o odejściu od wcześniejszego sprzeciwu może mieć również związek z nadzieją, że deklarowane przez premiera „odpartyjnienie” Ministerstwa Zdrowia nie dojdzie do skutku. Mimo zapowiedzi zmian kadrowych po rekonstrukcji rządu, przez dwa tygodnie w kierownictwie resortu nie zaszły żadne istotne zmiany. Dla Lewicy to mógł być polityczny sygnał – czas wycofać się z otwartego sprzeciwu i pozostać przy stole.

Reforma wprowadza także inne zapisy, które mogą mieć znaczenie dla funkcjonowania placówek: łączenie szpitali przez samorządy czy możliwość ograniczenia udzielania świadczeń nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej w szpitalach pediatrycznych wyłącznie do osób niepełnoletnich. Wszystko to ujęte zostało w jednym akcie prawnym, bez gwarancji dla lokalnych społeczności, że nie będzie to oznaczać wycofywania się państwa z obowiązku zapewniania kompleksowej opieki medycznej.

Ustawa trafi teraz do Senatu. Obrady zaplanowano na najbliższy czwartek – to ostatnie posiedzenie przed wakacyjną przerwą. Wprowadzenie istotnych poprawek jest mało prawdopodobne. Jeśli tak się stanie, Sejm będzie mógł się nimi zająć dopiero we wrześniu. Jeśli Senat ich nie zgłosi – losy ustawy spoczną w rękach nowego prezydenta, Karola Nawrockiego, który zostanie zaprzysiężony już w środę przed Zgromadzeniem Narodowym.

Czy reforma rzeczywiście uratuje powiatowe szpitale, czy okaże się preludium do ich systemowego wygaszania? Na razie więcej tu znaków zapytania niż odpowiedzi. A czas działa na niekorzyść pacjentów.

 
W 2024 roku do Agencji Badań Medycznych wpłynęło dwa–trzy razy więcej wniosków niż zazwyczaj. To zasługa pięciu konkursów w ramach Krajowego Planu Odbudowy, szczególnie dotyczącego badań biomedycznych. Przez braki kadrowe i stopień skomplikowania wniosków niedawno agencja zdecydowała o przedłużeniu terminu oceny wniosków w jednym z konkursów. To jednak powoduje, że beneficjenci będą mieli bardzo mało czasu na realizację projektów.

 Rok 2024 był chyba najtrudniejszy w czasach agencji. Zaczęliśmy go z wysokiego C – komisją sejmową z pytaniami o zasadność istnienia agencji, potem płynnie weszliśmy w realizację konkursów planowych, a później spadło na nas pięć konkursów KPO przy w zasadzie niezmienionej obsadzie kadrowej. Było to więc bardzo duże wyzwanie. Mamy wrażenie, że dajemy radę, z niewielkimi opóźnieniami wszystkie konkursy i działania planowe są realizowane – zapewnia dr hab. n. med. Wojciech Fendler, prezes Agencji Badań Medycznych.

Agencja Badań Medycznych – obok swoich naborów – ogłosiła w tym roku pięć konkursów w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Były to nabory na realizację badań o charakterze aplikacyjnym w obszarze biomedycznym, na tworzenie i rozwój Centrów Wsparcia Badań Klinicznych, doskonalenie i zwiększenie potencjału naukowo-badawczego istniejących CWBK, realizację badań w obszarze bezpieczeństwa lekowego, innowacyjnych terapii i leków przyszłości oraz na realizację badań w obszarze wyrobów medycznych, rozwiązań diagnostycznych in vitro. Jak podkreślają przedstawiciele ABM, w wymienionych konkursach wpłynęła rekordowa liczba wniosków, szczególnie w pierwszym – dla jednostek naukowych na realizację badań w obszarze biomedycznym.

 Agencja klasycznie w swoich konkursach dostaje około 75–80 wniosków na nabór. W pierwszym konkursie KPO dla jednostek naukowych na projekty badawczo-rozwojowe wniosków spłynęło 224, do tego doszło około 80 wniosków łącznie na wyroby medyczne, CWBK-i, leki i wsparcie CWBK. Czyli tak naprawdę dostaliśmy dwa–trzy razy tyle wniosków, które agencja procesuje w dużo węższym horyzoncie czasowym, na dużo trudniejszym do obsługi systemie informatycznym i przy niezmienionej kadrze. Agencja operuje funduszami KPO jako instytucja wspierająca, natomiast to nie wiąże się z dodatkowymi zasobami kadrowymi, które na te konkursy moglibyśmy mieć – wskazuje prezes ABM.

Wyzwaniem jest także zakres tematyczny wychodzący poza standardowy obszar działań ABM, czyli badania kliniczne. W rekordowo popularnym konkursie o budżecie wynoszącym 450 mln zł wpłynęły 224 wnioski, a do oceny merytorycznej trafiło 156 z nich. Agencja niedawno poinformowała o wydłużeniu terminu ich oceny formalnej i merytorycznej ze 100 na 150 dni.

 Wynikało to z dużej liczby problemów formalnych, które beneficjenci zgłosili. Staraliśmy się wszystkie możliwe wątpliwości rozstrzygać na korzyść wnioskodawców na tym etapie, co wymuszało kilkukrotną ocenę wszystkich wniosków wcześniejszych, ich rewizję, weryfikację, wezwanie do uzupełnień, a to z kolei opóźniało czas rozpoczęcia oceny merytorycznej. Jednocześnie wypadła ona w okresie dni wolnych i świąt, w związku z czym niestety to opóźnienie było nieuniknione. Natomiast docelowo czas rozstrzygnięcia tego konkursu nie będzie odbiegał od standardowego, około 150 dni, które mamy w ramach zwykłych konkursów agencyjnych – tłumaczy prof. Wojciech Fendler. W pozostałych konkursach, gdzie wniosków jest mniej i gdzie mamy łatwiejszą ocenę, zakładamy, że tam uda nam się dopiąć to w terminie planowym 100 dni.

Wydłużenie terminu oznacza, że umowy z beneficjentami będą podpisywane prawdopodobnie w marcu 2025 roku lub później. Problem jednak w tym, że projekty realizowane w ramach KPO powinny się zamknąć do końca marca 2026 roku. Czasu na realizację będzie więc niewiele. Polski Komitet Monitorujący Krajowy Plan Odbudowy i Zwiększania Odporności poinformował, że prowadzone są rozmowy na temat wydłużenia terminu rozliczania inwestycji w ramach KPO. Kolejna rewizja programu planowana jest na początek 2025 roku.

 To, co byłoby najlepszym dla nas rozwiązaniem, to decyzja o przedłużeniu możliwości realizacji projektów. Przy czym taka decyzja powinna zapaść jak najszybciej, bo w 2026 roku, kiedy projekty będą się kończyły, to przedłużenie ich prawdopodobnie niewiele zmieni – wskazuje prezes ABM. – Zdajemy sobie sprawę z tego, że czasu na realizację tych projektów może zabraknąć. To są projekty bardzo trudne i to jest relatywnie dużo pieniędzy na bardzo krótki czas. Mamy nadzieję, że beneficjenci byli na to przygotowani i pewne działania poczynili, chociażby jakieś przetargi czy prace przygotowawcze.

Jak podkreśla, problemy kadrowe nie skończą się na etapie oceny wniosków.

– Agencja przez projekty KPO w przyszłym roku uzyska dwa razy tyle projektów do monitorowania, ile ma normalnie. Dział monitorowania liczy 18 osób, powinien być tak naprawdę podwojony. A jest to jedno z działań agencji, bo poza KPO mamy jeszcze konkursy standardowe, konkurs na medycynę translacyjną, działania z zakresu obsługi danych medycznych, badania własne, więc około 1/3 pracowników jest tutaj za mało – wylicza prof. Wojciech Fendler.

ABM jeszcze w 2022 roku szacowała, że będzie potrzebować ok. 25 etatów do obsługi programów KPO. Potem zredukowała swoje oczekiwania do 10–15 osób, które już powinny znacząco wspomóc obsługę.

 To nie jest radykalny wzrost, bo w skali całej agencji około 10 proc. pracowników – mówi ekspert. Najprostsze rozwiązanie to jest oczywiście więcej kadry i więcej pieniędzy, ale zdajemy sobie sprawę z tego, że każdy urząd publiczny tego potrzebuje. Niemniej patrząc na to, jaki jest zwrot z inwestycji środków na badania naukowe i badania kliniczne, to sądzę, że agencja jest dobrym miejscem, żeby w to zainwestować czy z puli KPO, czy z jakiegoś odsetka środków, którym operujemy. Zwiększenie bezpieczeństwa tych projektów zabezpiecza tak naprawdę całą inicjatywę, a niedowiezienie któregokolwiek ze wskaźników zaburza rozliczenie całości. Minimalizując ryzyko, po prostu dodatkowe kadry do obsługi KPO są nam bardzo potrzebne.

Łącznie w ramach konkursów KPO do beneficjentów trafi 1,2 mld zł. Na projekty planowe, w tym badania niekomercyjne, eksperymenty badawcze i konkurs z obszaru medycyny translacyjnej (który ma być ogłoszony w tym roku), ma trafić ponad 500 mln zł.

 W przyszłym roku rozstrzygniemy wszystkie konkursy KPO i mamy nadzieję, że będzie to moment, żeby te projekty bezpiecznie dowieźć i przemyśleć formułę na rok kolejny – podkreśla prezes ABM. – Mamy też nadzieję, że konkursy zaplanowane na 2025 rok spotkają się z dużym uznaniem naszych wnioskodawców, beneficjentów.

źródło: newseria.pl

Eksperci podkreślali, że inwestycje w onkologii (i szerzej ochronie zdrowia) są nie tylko potrzebne, ale wręcz konieczne, i powinny służyć poprawie sprawności i jakości udzielanych świadczeń. Dofinansowanie z KPO to duży zastrzyk dla modernizacji infrastruktury szpitali onkologicznych. Jednak jak zwraca uwagę część środowiska – „Wykaz rekomendowanych wyrobów medycznych i wyposażenia – Załącznik nr 2.2.a”, stanowiący załącznik do naboru, pomija niektóre ważne technologie medyczne, z udokumentowaną skutecznością np. w obszarze radioterapii.
17 października b.r. Ministerstwo zdrowia uruchomiło pierwszy nabór wniosków na dofinansowania inwestycji w onkologii z Krajowego Planu Odbudowy (KPO) pt. „Rozwój i modernizację infrastruktury centrów opieki wysokospecjalistycznej i innych podmiotów leczniczych”. Środki (5 192 273 861zł) zostaną przeznaczona na inwestycje w poprawę dostępu oraz jakości opieki onkologicznej poprzez rozwój i modernizację infrastruktury szpitali (należących do Krajowej Sieci Onkologicznej) i działających w ich strukturze ośrodków kooperacyjnych[1].

Ośrodki mogą ubiegać się w szczególności o sfinansowanie:
  1. zakupu lub modernizacji urządzeń i wyrobów medycznych niezbędnych do realizacji świadczeń w zakresie diagnostyki i leczenia onkologicznego lub
  2. inwestycji w infrastrukturę budowlaną szpitali, obejmujące:
  1. modernizację, polegającą na wykonywaniu następujących robót budowlanych takich jak: przebudowa, rozbudowa, nadbudowa, remont oraz innych prac, które nie stanowią robót budowlanych w rozumieniu ustawy Prawo budowlane prowadzących do modernizacji obiektów budowlanych niezbędnych do realizacji świadczeń w zakresie diagnostyki i leczenia onkologicznego lub w uzasadnionych przypadkach budowę nowej infrastruktury podmiotów leczniczych niezbędnej do realizacji świadczeń w zakresie diagnostyki i leczenia onkologicznego.
Maksymalna wartość dofinansowania wynosi odpowiednio: 125 mln zł netto – dla SOLO III, 80 mln zł netto – dla SOLO II i 60 mln zł netto – dla SOLO I.

Redakcja Medicalpress poprosiła o komentarz dyrekcje szpitali oraz ekspertów klinicznych o ich opinie na temat wsparcia rozwoju infrastruktury z KPO.

Eksperci podkreślali, że inwestycje w onkologii (i szerzej ochronie zdrowia) są nie tylko potrzebne, ale wręcz konieczne, i powinny służyć poprawie sprawności i jakości udzielanych świadczeń. Dofinansowanie z KPO to duży zastrzyk dla modernizacji infrastruktury szpitali onkologicznych. Jednak jak zwraca uwagę część środowiska, „Wykaz rekomendowanych wyrobów medycznych i wyposażenia – Załącznik nr 2.2.a”, stanowiący załącznik do naboru, pomija niektóre ważne technologie medyczne, z udokumentowaną skutecznością np. w obszarze radioterapii.

Warto podkreślić, że radioterapia onkologiczna to jeden z najnowocześniejszych obszarów w onkologii, a postęp jaki obserwujemy na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat jest olbrzymi. Polska pod względem wyposażenia aparaturowego znajduje się w średniej europejskiej, jednak nadal odbiega od krajów Europy Zachodniej, zwłaszcza pod kątem dostępu do innowacyjnych technologii medycznych łączących zaawansowane techniki diagnostyczne z precyzyjnym promieniowaniem z kontrolą w czasie rzeczywistym. Widoczne też są znaczne dysproporcje w pełnoprofilowym wyposażeniu zakładów radioterapii w Polsce, a innowacje pozostają skupione w kilku ośrodkach m.in. Gliwice, Poznań, Warszawa, Kraków. Środki z KPO mógłby zatem służyć rozwojowi polskiej radioterapii i nadgonieniu standardów europejskich z korzyścią dla polskich pacjentów.

Najczęściej środki z KPO placówki onkologiczne chcą przeznaczać na rozbudowę infrastruktury oraz specjalistyczną aparaturę medyczną. – Jako największa jednostka w regionie o najwyższym stopniu referencyjności potrzeby inwestycyjne mamy ogromne. – podkreśla Katarzyna Malinowska-Olczyk, rzecznik prasowy Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku, SOLO II. – Jako szpital wysokospecjalistyczny staramy się podążać za nowoczesnymi technologiami w medycynie, musimy ponadto systematycznie dokonywać wymiany wyeksploatowanej aparatury i sprzętu. Biorąc pod uwagę wielkość naszej placówki – która się przekłada na ogromne potrzeby inwestycyjne – możliwość finansowania rozwoju infrastruktury ze środków publicznych jest dla nas bardzo ważna i niejednokrotnie stanowi jedyną opcję.  – dodaje.

Jak wskazywała mgr Wioletta Śląska-Zyśk, Dyrektor, Warmińsko-Mazurskiego Centrum Chorób Płuc, SOLO II, w szczególności placówka będzie wnioskować o doposażenie w specjalistyczny sprzęt medyczny, ale również sprzęt, IT, oprogramowanie i robotyzację procesów.

Ze względu na ogromne koszty zakupu nowoczesnych sprzętów medycznych np. nowoczesnych tomografów, PET, aparatów do radioterapii, placówki nie są w stanie sfinansować samodzielnie takich zakupów. – Lista potrzeb jest bardzo długa. Zazwyczaj, finansujemy tylko te inwestycje, na które uda nam się pozyskać środki zewnętrzne. – dodaje Katarzyna Malinowska-Olczyk, z USK w Białymstoku.

Podobne potrzeby mają zakłady radioterapii onkologicznej w całej Polsce, które z jednej strony muszą wymieniać przestarzały sprzęt, a z drugiej strony inwestować w innowacje i technologie medyczne, które umożliwiają spersonalizowane, coraz bardziej skuteczne i mniej inwazyjne leczenie.

– Liczba pacjentów, która jest leczona w zakładach radioterapii w całej Polsce z roku na rok się zwiększa, a liczba ośrodków pozostaje mniej więcej taka sama, podobnie jak liczba specjalistów.(…). Dlatego dofinansowanie ośrodków jest jak najbardziej istotne i konieczne m.in. na odpowiedni sprzęt, później szkolenia, utrzymanie, ale też potrzebujemy wykwalifikowanej kadry. A muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o radioterapię onkologiczną, to nie jest ona tak często wybierana przez młodych lekarzy, bo z reguły każdy woli wybrać specjalizację, gdzie będzie mógł pracować w poradni, niekoniecznie będzie związany ze szpitalem. – zaznacza Prof. Dorota Gabryś z Zakładu Radioterapii, Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego w Gliwicach.

Podobnie na braki kadrowe, ale też na konieczność aktualizacji wycen świadczeń zwracał uwagę prof. Dawid Murawa, konsultant wojewódzki ds. chirurgii onkologicznej w województwie lubuskim, past prezes Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej. – Braki kadrowe są olbrzymie zarówno wśród lekarzy, jak i pielęgniarek. Ponadto, powinno się w onkologii w grupie ekspertów, a nie urzędników, określić, co ile kosztuje, ile wymaga wysiłku i co powinno być jak refundowane. Nie może być sytuacji takiej, że proste zabiegi niejednokrotnie są lepiej wycenione aniżeli zabiegi ekstremalnie trudne, wymagające bardzo dużego nakładu sił, środków i wiedzy medycznej. Niektóre placówki wykonują tylko wybrane, opłacalne procedury. Brakuje całościowego spojrzenia. Powinniśmy zachęcać do realizacji trudnych zabiegów i odpowiednio wyceniać taką pracę. Niestety, w polskim systemie ochrony zdrowia brakuje logiki i merytorycznego podejścia do wyceny procedur (w chirurgii, radioterapii i innych obszarach).

***
Krajowy Plan Odbudowy ma istotne znaczenie dla wzmocnienia sektora zdrowia w Polsce, poprzez adresowanie zarówno bieżących, jak i długoterminowych wyzwań, z którymi zmaga się system opieki zdrowotnej. Implementacja projektów z KPO może znacząco przyczynić się do podniesienia standardów leczenia, zwiększenia dostępności usług medycznych oraz ogólnej poprawy zdrowia publicznego. Ważne, aby kolejne nabory uwzględniały potrzeby regionalne ośrodków onkologicznych oraz ich doświadczenia i już istniejącą infrastrukturę.

Krajowy Plan Odbudowy w obszarze zdrowia to:
  1. Inwestycje w infrastrukturę zdrowotną: KPO przewiduje znaczące środki na modernizację i rozbudowę infrastruktury medycznej, w tym szpitali, ośrodków zdrowia oraz laboratoriów. Ma to na celu nie tylko poprawę jakości świadczonych usług zdrowotnych, ale także zwiększenie ich dostępności.
  2. Wsparcie dla cyfryzacji w sektorze zdrowia: Finansowanie z KPO ma również na celu rozwój e-zdrowia, w tym wdrożenie elektronicznej dokumentacji medycznej, telemedycyny i innych technologii cyfrowych, które mogą zwiększyć efektywność opieki zdrowotnej i ułatwić dostęp pacjentów do usług medycznych.
  3. Odpowiedź na COVID-19 i inne wyzwania zdrowotne: Plan uwzględnia również środki na wsparcie systemów zdrowotnych w walce z pandemią COVID-19 oraz w przygotowaniu na przyszłe kryzysy zdrowotne, poprzez inwestycje w sprzęt ochrony osobistej, szczepionki i leczenie.
  4. Poprawa jakości opieki zdrowotnej: KPO zakłada również inwestycje w szkolenia dla personelu medycznego oraz wprowadzenie nowych standardów i protokołów medycznych mających na celu poprawę jakości opieki zdrowotnej.
  5. Wsparcie dla badań i rozwoju w dziedzinie zdrowia: Fundusze są także przeznaczone na badania naukowe i rozwój innowacyjnych technologii medycznych, co może przyczynić się do lepszego zrozumienia chorób i rozwoju nowych metod ich leczenia.

opracowanie: redakcja Medicalpress

Czy w Polsce może zabraknąć dostępu do podstawowych leków i terapii? Jeżeli nie zaczniemy wspierać finansowo krajowej produkcji leków i ich komponentów, to realne zagrożenie – alarmują organizacje branżowe i firmy farmaceutyczne. Na wsparcie bezpieczeństwa lekowego Polski nie są obecnie przeznaczane fundusze krajowe ani unijne. Może to mieć konsekwencje nie tylko dla sektora ochrony zdrowia, ale również dla gospodarki.
Polska po raz kolejny nie przeznaczyła środków unijnych z Krajowego Planu Odbudowy ani grantów rządowych na dofinansowanie krajowej produkcji leków. Wydatkowanie środków z Funduszy Europejskich dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG) również odbywa się z pominięciem sektora farmacji i biotechnologii medycznej. Niemal wszystkie projekty związane z rozwojem leków, terapii i metod diagnostycznych nie otrzymują rekomendacji do dofinansowania. Pozostajemy w tym zakresie w tyle za innymi krajami Unii Europejskiej – zaalarmowały organizacje branżowe w liście przesłanym w lipcu do przedstawicieli rządu. Pod apelem podpisali się przedstawiciele Polskiego Związku Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego – Krajowi Producenci Leków, Polskiego Związku Innowacyjnych Firm Biotechnologii Meydcznej BioInMed, Konfederacji Lewiatan, Pracodawców Rzeczpospolitej Polskiej, Business Centre Club, a także Związku Przedsiębiorstw i Pracodawców.

Bezpieczeństwo lekowe – priorytetowy aspekt bezpieczeństwa Polaków
Bezpieczeństwo lekowe rozumiane jest jako zapewnienie ciągłości dostaw leków i wyrobów medycznych pierwszej potrzeby. Ze względu na skomplikowaną sytuację geopolityczną i toczące się w Europie konflikty zbrojne kwestia ta staje się obecnie szczególnie istotna. Zakłócenia w dostawach leków czy ich składników mogą stanowić realne zagrożenie dla bezpieczeństwa lekowego. Z tego powodu tak istotne jest, by wspierać i rozwijać krajową produkcję leków i zapewnić jak największą samowystarczalność sektora farmacji i biotechnologii medycznej.

Brak pilnych decyzji i działań rządu na rzecz bezpieczeństwa lekowego Polek i Polaków to problem, na który zwraca uwagę coraz więcej organizacji branżowych i producentów leków. Przesłany do przedstawicieli rządu list to kolejny wyraz toczącej się w dyskursie społecznym debaty o przyszłości i wyzwaniach sektora farmacji i biotechnologii.

Fresenius Kabi: „Zmiany trzeba wprowadzić od podstaw”
Jedną z firm, które od dawna postulują wprowadzenie zmian w polskim systemie produkcji leków, jest Fresenius Kabi Polska, największy krajowy producent płynów infuzyjnych. Jak wskazuje prezes firmy Maciej Chmielowski, płyny infuzyjne FKP produkowane są w Polsce, ale wykorzystywane w nich podstawowe substancje czynne, takie jak sód, potas, wapń czy glukoza, pochodzą od zagranicznych dostawców z Europy Zachodniej. Dzięki wsparciu ze środków publicznych możliwe byłoby przeniesienie produkcji tych substancji na teren kraju. Jak zwraca uwagę ekspert, przyniosłoby to korzyści nie tylko w zakresie bezpieczeństwa lekowego, ale również gospodarki.

Maciej Chmielowski podkreśla, że debata nad koniecznymi w sektorze farmacji i biotechnologii zmianami toczy się w sferze publicznej jeszcze od czasu pandemii koronawirusa. Zerwane wtedy z powodu lockdownów łańcuchy dostaw stanowiły poważne zagrożenie dla ciągłości dostaw najważniejszych leków. Aby uniknąć takiej sytuacji w przyszłości, Polska powinna wprowadzić pilne zmiany. Liczą na to nie tylko organizacje branżowe i producenci leków, ale również przedstawiciele sektora ochrony zdrowia i pacjenci.

źródło: Frasenius Kabi