Medicalpress

21 września obchodzimy Światowy Dzień Choroby Alzheimera. Jego celem jest podnoszenie świadomości społecznej na temat otępienia oraz walka ze stygmatyzacją chorych. Z tej okazji o najważniejszych zmianach w diagnostyce choroby Alzheimera, nowych terapiach oraz wyzwaniach mówią prof. dr hab. n. med. Alina Kułakowska, prezes PTN, prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego oraz dr n. o zdr. Edyta Ekwińska, wiceprezes Alzheimer Polska.

Choroba Alzheimera to jedna z najczęściej występujących chorób neurodegeneracyjnych. Jak wygląda sytuacja epidemiologiczna w Polsce?

Prof. Alina Kułakowska: Najnowsze dane opublikowane na początku 2026 r. przez Alzheimer Europe wskazują, że w Polsce na różne postacie otępienia choruje ok. 618 tys. Polaków. Uważa się, że choroba Alzheimera może odpowiadać za ok. 60–70 proc. wszystkich przypadków otępienia, przy czym często też może współistnieć z innymi chorobami. Są to szacunki epidemiologiczne. Liczba osób, które otrzymały formalne rozpoznanie i pozostają pod opieką systemu ochrony zdrowia, jest znacznie mniejsza. Leki obecnie zarejestrowane i refundowane w Polsce przyjmuje tylko ok. 130 tys. chorych. Wskazuje to na istotny problem niedodiagnozowania chorób otępiennych.

Ponadto duża część pacjentów otrzymuje rozpoznanie zbyt późno, często dopiero wtedy, gdy zaburzenia poznawcze wyraźnie ograniczają ich codzienne funkcjonowanie. Dlatego tak ważna jest edukacja społeczeństwa, ale również odpowiednie przygotowanie lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej do wczesnego rozpoznawania niepokojących objawów.

W ostatnim czasie dużo mówi się o przełomie terapeutycznym w chorobie Alzheimera. Czy rzeczywiście tak jest?

Prof. Alina Kułakowska: Możemy mówić o początku nowej ery w diagnostyce i leczeniu choroby Alzheimera. Przez wiele lat dysponowaliśmy przede wszystkim lekami objawowymi łagodzącymi objawy otępienia. Obecnie po raz pierwszy pojawiły się terapie wpływające na jeden z mechanizmów rozwoju choroby, które mogą spowalniać jej postęp u odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów. To bardzo ważna zmiana, ale jednocześnie ogromne wyzwanie dla całego systemu ochrony zdrowia. Najważniejsze jest nie tylko to, że pojawiły się nowe leki, lecz także wynikająca z tego potrzeba znacznie wcześniejszego rozpoznawania choroby. Nowe terapie mogą być stosowane wyłącznie u osób z łagodnymi zaburzeniami poznawczymi albo z łagodnym otępieniem w przebiegu choroby Alzheimera, po potwierdzeniu obecności patologii amyloidowej. Jeżeli pacjent trafia do neurologa dopiero wtedy, gdy otępienie jest już zaawansowane, możliwości terapeutyczne są zdecydowanie mniejsze i nie ma możliwości zastosowania tych leków. Trwają badania kolejnych cząsteczek, które wkrótce być może staną się kolejnymi lekami. Niezależnie jednak od farmakoterapii, wczesne rozpoznanie daje pacjentom czas na podejmowanie świadomych decyzji oraz wdrożenie interwencji niefarmakologicznych, ma więc bardzo istotne znaczenie.

W jaki sposób można wcześniej rozpoznawać chorobę Alzheimera?

Prof. Alina Kułakowska: Do niedawna potwierdzenie choroby Alzheimera wymagało przede wszystkim badania płynu mózgowo-rdzeniowego albo specjalistycznego badania PET. Badania te nadal pozostają bardzo ważnymi elementami diagnostyki, ale w ostatnich latach pojawiły się również nowe możliwości. Coraz większe znaczenie mają biomarkery oznaczane we krwi, przede wszystkim fosforylowane białko tau, w tym p-tau181 i p-tau217. To ogromny krok naprzód, ponieważ pobranie krwi jest znacznie mniej inwazyjne i łatwiejsze do wykonania u większej liczby pacjentów. Należy jednak pamiętać, że biomarkery krwi nie zastępują oceny klinicznej. W zależności od zastosowanego testu, wyniku badania i sytuacji pacjenta nadal może być konieczne potwierdzenie patologii amyloidowej w płynie mózgowo-rdzeniowym albo za pomocą PET z użyciem specjalnego znacznika. Co więcej, badania te należy wykonywać w momencie pojawienia się objawów.

Czyli nie można ich wykonywać przesiewowo u każdej osoby, która obawia się choroby Alzheimera?

Prof. Alina Kułakowska: Nie, badania biomarkerów nie są obecnie przeznaczone do powszechnego stosowania u zdrowych osób, które nie mają objawów klinicznych. Diagnostyka powinna wynikać z oceny lekarza i być prowadzona w odpowiednim kontekście klinicznym. Dodatni wynik u osoby bez objawów mógłby wywołać ogromny stres, a obecnie nie dysponujemy zatwierdzonym leczeniem przeznaczonym dla całkowicie bezobjawowej fazy choroby. Natomiast u osób, które zgłaszają problemy z pamięcią lub innymi funkcjami poznawczymi, odpowiednio zastosowane biomarkery mogą znacząco usprawnić proces diagnostyczny. W ramach programu „Moje Zdrowie” u osób w wieku 60 lat lub starszych przewidziano ocenę funkcji poznawczych podczas wizyty podsumowującej w podstawowej opiece zdrowotnej. To ważny kierunek zmian, ponieważ lekarz rodzinny jest w tym przypadku pierwszą osobą, która ma szansę zauważyć niepokojące objawy i skierować pacjenta do dalszej diagnostyki.

Czy nowe leki rzeczywiście zmieniają przebieg choroby?

Prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz: Terapie antyamyloidowe nie zatrzymują postępu choroby Alzheimera ani nie powodują ustąpienia jej objawów klinicznych. Spowalniają jednak jej postęp. Są to przeciwciała monoklonalne skierowane przeciwko beta-amyloidowi, które wiążą się z jego różnymi postaciami i prowadzą do zmniejszenia ilości złogów amyloidowych w mózgu. W badaniach klinicznych wykazano, że u odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów we wczesnym, objawowym stadium choroby mogą one spowalniać pogarszanie się funkcji poznawczych i codziennego funkcjonowania o około 25–35 proc. w porównaniu z grupą placebo, zależnie od leku, badanej populacji i zastosowanej skali oceny. Jest to względne spowolnienie tempa postępu choroby, a nie poprawa sprawności o 25–35 proc. W praktyce może to oznaczać, że pacjent dłużej pozostaje w łagodniejszym stadium choroby: wolniej narastają trudności z pamięcią, orientacją i wykonywaniem codziennych czynności, takich jak planowanie dnia, przygotowywanie posiłków, przyjmowanie leków czy zarządzanie finansami, a zależność od pomocy innych osób może pojawić się później. Dotychczasowe dane z przedłużonych faz badań klinicznych sugerują utrzymywanie się korzyści przy kontynuacji terapii. Dane z rzeczywistej praktyki klinicznej (real-world evidence, RWE) są jednak nadal ograniczone, dlatego długoterminowy wpływ tych terapii na czas samodzielnego funkcjonowania pacjentów wymaga dalszej oceny.

Czy terapie te mogą być stosowane u wszystkich pacjentów z chorobą Alzheimera?

Prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz: Nie. Chorzy wymagają bardzo starannej kwalifikacji, ponieważ terapie antyamyloidowe są przeznaczone wyłącznie dla osób we wczesnym, objawowym stadium choroby Alzheimera (z łagodnymi zaburzeniami poznawczymi albo łagodnym otępieniem) i z potwierdzoną patologią amyloidową. Należy ocenić czynniki zwiększające ryzyko powikłań leczenia, w tym oznaczyć genotyp APOE, oraz wykonać badanie rezonansu magnetycznego. Kontrolne badania rezonansu magnetycznego są wymagane także podczas leczenia, ponieważ terapie te wiążą się z ryzykiem nieprawidłowości obrazowych określanych jako ARIA. Mogą one obejmować m.in. obrzęk mózgu, wysięki czy mikrokrwawienia. Większość zmian ARIA przebiega bezobjawowo, ale w niektórych przypadkach powikłania mogą być poważne. Dlatego leczenie powinno być prowadzone wyłącznie w odpowiednio przygotowanych ośrodkach, dysponujących możliwością regularnego monitorowania pacjenta i leczenia powikłań. Kwalifikacja zawsze wymaga indywidualnej oceny bilansu spodziewanych korzyści i ryzyka, z uwzględnieniem wyników badań dodatkowych, chorób współistniejących oraz stosowanych leków, zwłaszcza przeciwkrzepliwych.

Czy nowe leki są już dostępne dla polskich pacjentów?

Prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz: Lekanemab i donanemab zostały dopuszczone do stosowania w Unii Europejskiej w ściśle określonej grupie pacjentów. Sama rejestracja europejska nie oznacza jednak automatycznej dostępności leczenia w publicznym systemie ochrony zdrowia. W Polsce terapie te nie są obecnie objęte refundacją. Ich wdrożenie do praktyki klinicznej będzie wymagało nie tylko decyzji refundacyjnych, lecz także stworzenia kompleksowej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej, zwiększenia dostępności oznaczeń biomarkerów i badań rezonansu magnetycznego oraz przygotowania ośrodków do bezpiecznego prowadzenia leczenia. Konieczne będzie również określenie wymagań dla takich ośrodków oraz zasad ich ścisłej współpracy.

Jakie największe wyzwania stoją dzisiaj przed polską neurologią w zakresie diagnostyki i leczenia choroby Alzheimera?

Prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz: Największym wyzwaniem jest przygotowanie całego systemu do wcześniejszego rozpoznawania choroby i wdrażania nowych terapii. Potrzebujemy dobrze zorganizowanej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej – od lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, przez ambulatoryjną opiekę specjalistyczną, aż po wyspecjalizowane ośrodki zajmujące się diagnostyką i leczeniem chorób prowadzących do otępienia. Konieczne jest zwiększenie dostępności oznaczeń biomarkerów, przeniesienie znacznej części diagnostyki do trybu ambulatoryjnego oraz odpowiednie przygotowanie laboratoriów i pracowni rezonansu magnetycznego. Potrzebna jest także sieć ośrodków spełniających jasno określone wymagania dotyczące kwalifikacji pacjentów, prowadzenia terapii i monitorowania jej bezpieczeństwa.

Prof. Alina Kułakowska: Polska neurologia znajduje się dziś w szczególnym momencie. Postęp medycyny otwiera możliwości diagnostyczne i terapeutyczne, które jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu były poza naszym zasięgiem. Choroba Alzheimera jest tego bardzo dobrym tego przykładem – pokazuje, jak ważne staje się rozpoznanie choroby na etapie, na którym możemy jeszcze skutecznie interweniować. Dlatego ogromne znaczenie ma również edukacja społeczna i zwiększanie świadomości na temat pierwszych objawów choroby. W neurologii czas często decyduje o możliwościach leczenia. Wobec starzenia się społeczeństwa choroby neurologiczne będą coraz większym wyzwaniem, dlatego neurologia powinna być traktowana jako jeden z kluczowych obszarów polityki zdrowotnej państwa. Potrzebujemy rozwiązań – systemowych, organizacyjnych – które pozwolą przełożyć postęp naukowy na realną dostępność nowoczesnej opieki dla pacjentów w Polsce.

Na zakończenie – co warto powiedzieć osobom, które zauważają u siebie lub swoich bliskich pierwsze problemy z pamięcią?

Prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz: Przede wszystkim nie warto zwlekać z wizytą u lekarza, jeżeli problemy z pamięcią lub innymi funkcjami poznawczymi utrzymują się, narastają albo zaczynają wpływać na codzienne funkcjonowanie. Nie każdy taki objaw oznacza chorobę Alzheimera, ale każdy wymaga wyjaśnienia, w tym wykluczenia odwracalnych przyczyn zaburzeń poznawczych. Im wcześniej uda się ustalić przyczyny, tym większe są możliwości odpowiedniego leczenia, rehabilitacji i zaplanowania dalszej opieki.

KOMENTARZ

Dr n. o zdr. Edyta Ekwińska, wiceprezes Alzheimer Polska

Każdego roku we wrześniu organizacje z całego świata zajmujące się chorobą Alzheimera i innymi chorobami otępiennymi łączą siły, aby wspólnie z lekarzami zwiększać świadomość społeczną i przeciwdziałać stereotypom, które wciąż towarzyszą otępieniu. W 2026 roku Alzheimer’s Disease International zwraca szczególną uwagę na znaczenie wczesnego rozpoznania pod hasłem: Im wcześniej się dowiesz, tym więcej możesz zrobić – diagnoza otępienia ma znaczenie.

Za każdą diagnozą stoi jednak człowiek i jego bliscy. Choroba Alzheimera stopniowo odbiera samodzielność, wpływa na relacje rodzinne i społeczne oraz zmienia życie całej rodziny. U osoby chorej świadomość nieuchronnego postępu choroby może wzbudzać lęk, reakcje depresyjne i poczucie utraty niezależności. W miarę rozwoju schorzenia dochodzi do zaburzeń osobowości, osłabienia kontroli emocjonalnej oraz trudności w regulacji zachowania. Pacjenci mogą przejawiać impulsywność, podejrzliwość, chwiejność emocjonalną oraz zachowania agresywne. Obserwuje się także stopniową utratę poczucia tożsamości, związaną z zanikiem pamięci autobiograficznej. Z kolei bliscy, którzy często przez wiele lat pełnią rolę opiekunów, mierzą się z ogromnym obciążeniem emocjonalnym i organizacyjnym. Długotrwała opieka nad osobą z otępieniem stanowi jedno z najbardziej obciążających doświadczeń w życiu rodzinnym. Choroba Alzheimera wywołuje także daleko idące konsekwencje społeczne. Postępujące pogorszenie funkcji poznawczych prowadzi do ograniczenia aktywności zawodowej, społecznej i rodzinnej.

Nadal poważnym problemem pozostaje stygmatyzacja otępienia. Lęk przed diagnozą i niewystarczająca wiedza sprawiają, że wiele osób zbyt długo zwleka z szukaniem pomocy. Tymczasem wczesne rozpoznanie ma dziś coraz większe znaczenie. Jako organizacje pacjentów apelujemy o stworzenie w Polsce dobrze zorganizowanego systemu opieki nad osobami z chorobami otępiennymi, w tym rozwój wyspecjalizowanych poradni diagnozowania i leczenia tych chorób. W obliczu starzenia się populacji wzrasta też znaczenie działań profilaktycznych, edukacyjnych i wspierających, które mogą ograniczyć negatywne skutki choroby Alzheimera zarówno dla pacjentów, jak i dla całego społeczeństwa.

Źródło: inf pras

Ministerstwo Zdrowia rozważa podniesienie opłat za krew i jej składniki o 5,65% w stosunku do obecnie obowiązujących. Tymczasem analizy wskazują, że proponowana waloryzacja może nie wystarczyć na pokrycie rzeczywistego wzrostu wydatków ponoszonych przez Regionalne Centra Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa (RCKiK). Same ceny materiałów medycznych w ostatnich latach wzrosły bardziej niż wynosi zaproponowana podwyżka. Wyzwaniem jest także sfinansowanie ustawowych podwyżek personelu medycznego, na które placówki do tej pory nie otrzymały dodatkowych środków. O konieczności wprowadzenia zmian świadczą pogarszające się wyniki finansowe centróww 2025 roku 8 z 21 stacji krwiodawstwa zakończyło rok ze stratą.

Ministerstwo Zdrowia w uzasadnieniu projektu rozporządzenia dotyczącego zmiany opłat za krew i jej składniki wskazuje, że w większości przypadków obecne stawki za przygotowanie krwi do wykorzystania w leczeniu są niższe niż koszty ponoszone przez centra krwiodawstwa[1]. Analiza danych finansowych RCKiK w latach 2024-2025 przeprowadzona przez resort wykazała, że spośród 21 placówek wyniki finansowe netto 13 uległy pogorszeniu,
a 8 zakończyło poprzedni rok ze stratą. W przypadku takich RCKiK istnieje ryzyko, że z powodu rosnących kosztów działalności w przyszłym roku mogą one odnotować kolejne straty.

Koszty funkcjonowania placówek stale rosną

Jak wynika z analizy danych przetargowych RCKiK, w ostatnich latach wzrosły średnie ceny wielu materiałów medycznych niezbędnych do poboru i przygotowania krwi do użycia
w leczeniu pacjentów. Dla przykładu średnia cena potrójnego pojemnika do poboru krwi wzrosła w ciągu trzech lat o ponad 20% – z 16,70 zł w 2022 r. do 20,33 zł w 2025 r. Jeszcze większy wzrost zaobserwowano w przypadku filtrów do koncentratów krwinek płytkowych – ich cena zwiększyła się o ponad 70% z 50,84 zł do 87,64 zł w tym samym okresie. Na koszty funkcjonowania centrów wpływają także rosnące wydatki na energię elektryczną, utrzymanie infrastruktury chłodniczej, wodę oraz transport. Są to koszty stałe, które od kilku lat utrzymują się na podwyższonym poziomie.

Presja płacowa obciąża budżety centrów krwiodawstwa

Innym czynnikiem wpływającym na sytuację finansową RCKiK są koszty związane
z wynagrodzeniami pracowników. Od 1 lipca br. obowiązują kolejne ustawowe podwyżki płac w ochronie zdrowia. Według szacunków ekspertów ich koszt dla ok. 3 tysięcy pracowników centrów krwiodawstwa w tym roku wyniesie co najmniej 2,6 mln zł, a w wariancie opartym
o medianę – ok. 3,5 mln zł[2]. Jak przyznaje Ministerstwo Zdrowia, RCKIK nie otrzymały dodatkowych środków przeznaczonych na sfinansowanie ustawowego wzrostu wynagrodzeń[3]. W praktyce oznacza to, że placówki muszą pokryć te koszty z własnych budżetów.

Propozycje zmian i zapowiedziane wsparcie finansowe krwiodawstwa

Ministerstwo Zdrowia dostrzega wyzwania, z jakimi mierzy się publiczna służba krwi, w tym pogarszającą się sytuację finansową RCKiK. Obecnie trwają prace nad zmianą stawek za krew i jej składniki. W projekcie rozporządzenia resort zaproponował podwyższenie opłat o 5,65% w porównaniu z obecnie obowiązującymi. Jednak, jak wskazują przywołane wyżej analizy, proponowane zmiany mogą nie wystarczyć na pełne pokrycie rzeczywistych kosztów funkcjonowania placówek. Jednocześnie resort przyjął kolejną edycję programu polityki zdrowotnej, którego celem jest zapewnienie Polsce samowystarczalności w zakresie krwi i jej składników w latach 2027–2032[4]. Na realizację programu przeznaczono ponad 130 mln zł. Pozostaje pytanie, czy planowane zmiany będą odpowiadały realnym potrzebom publicznej służby krwi. Okaże się to dopiero po ich wdrożeniu.

Źródło: inf pras

W Polsce funkcjonuje 21 Regionalnych Centrów Krwi i Krwiolecznictwa (RCKiK). Ich zadaniem jest zarządzanie zasobami krwi i jej składników od momentu pobrania, przez przygotowanie do podania choremu, aż po dystrybucję do podmiotów leczniczych. Krew wykorzystywana jest podczas operacji oraz leczenia schorzeń związanych z układem krwiotwórczym. Z tego względu system publicznej służby krwi pełni kluczową rolę w funkcjonowaniu ochrony zdrowia, zapewniając bezpieczeństwo i ciągłość leczenia pacjentów w całym kraju.

Jak wynika ze sprawozdań finansowych RCKiK, łączny zysk netto wypracowany przez placówki w 2025 roku wyniósł 10 631 435,04 zł. Dla porównania w 2024 roku było to 14 328 667,85 zł, a w 2022 roku – 63 322 037,28 zł. Oznacza to spadek łącznego zysku netto o prawie 52,7 mln zł w ciągu trzech lat. W tym samym okresie wzrosła liczba placówek wykazujących stratę netto. W 2025 roku ujemny zysk netto wykazało 8 placówek, w 2024 roku – 6, natomiast w 2022 roku żadna placówka nie zakończyła roku ze stratą netto.

Informacje o pogarszającej się sytuacji publicznej służby krwi były przekazywane Ministerstwu Zdrowia. Od początku bieżącego roku temat stał się także przedmiotem debaty publicznej i parlamentarnej. Już w lutym podczas posiedzenia sejmowej Podkomisji stałej do spraw organizacji ochrony zdrowia dyrektor Narodowego Centrum Krwi dr Sebastian Twaróg zapewniał, że sytuacja jest monitorowana i analizowana na bieżąco. Obecnie resort pracuje nad zmianą wyceny opłat za krew i jej składniki, która ma wejść w życie w przyszłym roku. Projekt rozporządzenia znajduje się na etapie konsultacji publicznych.

Jak wskazuje Ministerstwo Zdrowia w uzasadnieniu projektu, obowiązujące opłaty nie odpowiadają faktycznym wydatkom związanym z pozyskiwaniem, przygotowaniem i przechowywaniem krwi. Konieczność podwyższenia opłat wynika również z ustawowego wzrostu wynagrodzeń pracowników, na którego sfinansowanie placówki nie otrzymały dodatkowych środków. W rezultacie rosnące koszty wpływają negatywnie na sytuację finansową oraz organizacyjną RCKiK, a brak zapewnienia wzrostu przychodów może tę sytuację pogłębić. Konsultacje publiczne projektu potrwają do 10 sierpnia br.

Sytuacja finansowa publicznej służby krwi stała się przedmiotem debaty publicznej i parlamentarnej na początku bieżącego roku. W styczniu strona społeczna Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia dotarła do danych dotyczących zadłużenia szpitali wobec RCKiK w 2025 roku, które wyniosło prawie 100 mln zł. W marcu przedstawiono kolejne informacje wskazujące, że mimo systematycznego wzrostu liczby krwiodawców i donacji krwi w ostatnich latach, wyniki finansowe Centrów ulegały pogorszeniu. W kwietniu opublikowano szacunki kosztów wprowadzenia ustawowej podwyżki wynagrodzeń. Prezentowane dane wskazywały na pogłębiające się trudności finansowe placówek publicznej służby krwi. Do tematu powracano regularnie, m. in. podczas posiedzeń Podzespołu ds. Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia oraz sejmowej Podkomisji stałej do spraw organizacji ochrony zdrowia.

Żródło: inf pras