Medicalpress

Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że do 2030 roku w europejskim regionie zabraknie blisko miliona pracowników ochrony zdrowia. Parlament Europejski dostrzega problem i wzywa Komisję do opracowania kompleksowej i długoterminowej strategii. Marlena Maląg, europosłanka PiS, podkreśla, że koordynacja działań na poziomie unijnym jest możliwa, jednak każde państwo członkowskie powinno poradzić sobie z tym wyzwaniem we własnym zakresie.

Według Europejskich Służb Zatrudnienia (EURES) i Europejskiego Urzędu ds. Pracy sektor opieki zdrowotnej plasuje się wśród trzech głównych sektorów o powszechnym i poważnym niedoborze siły roboczej w państwach członkowskich

– Zjawisko niedoboru kadry medycznej w Unii Europejskiej jest potężne. Również sytuacja w Polsce jest dramatyczna, jeżeli chodzi o liczbę personelu medycznego, lekarzy, pielęgniarek. Z czego to wynika? Przede wszystkim z tego, że z jednej strony mówimy, w jaki sposób chcemy wspierać ochronę zdrowia, a z drugiej strony nie ma rozwiązań systemowych – mówi agencji Newseria Marlena Maląg, posłanka do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości oraz EKR.

W 2024 roku liczba lekarzy w Polsce pracujących bezpośrednio z pacjentem i pozostających na terenie kraju wynosiła 141 193. Pięć lat wcześniej było 125 349, co oznacza wzrost o 13 proc. Raport „Braki kadry lekarskiej – strategia działań w różnych horyzontach czasowych” opracowany przez Think Tank SGH dla ochrony zdrowia wskazuje, że ten wzrost to efekt m.in. zwiększenia liczby kierunków lekarskich i ich absolwentów, wydłużania aktywności zawodowej przez starsze roczniki oraz – w znacznie mniejszym stopniu – napływu lekarzy wykształconych za granicą. Eksperci podkreślają jednak, że zwiększenie zasobów kadrowych nie musi w pełni kompensować rosnącego zapotrzebowania na świadczenia zdrowotne, wynikającego m.in. ze starzenia się populacji. Tym bardziej że ponad 40 proc. czynnych zawodowo lekarzy ma co najmniej 55 lat, co zwiększa ryzyko pogłębienia luki pokoleniowej.

Ankieta przeprowadzona na potrzeby raportu Think Tank SGH dla ochrony zdrowia wśród dyrektorów ponad 180 podmiotów leczniczych wskazuje, że 79 proc. z nich ocenia problemy z zatrudnieniem lekarzy jako poważne lub bardzo poważne.

– Sytuacja jest bardzo poważna. Ludzie płacą coraz więcej za usługi medyczne, bo chcą być zdrowi, a zdrowsi nie są i koło się zamyka – uważa Marlena Maląg. – Za rządów Prawa i Sprawiedliwości wprowadziliśmy pierwszy krok, czyli zwiększenie miejsc na kierunki lekarskie. To miało funkcjonować, niestety część tych uczelni została zamknięta. Z czym się to wiąże? Przede wszystkim jesteśmy starzejącym się społeczeństwem i potrzebna jest coraz dłuższa, specjalistyczna opieka lekarska. Z drugiej strony te usługi powinny być profesjonalnie wykonane, a widzimy, co się dzieje w kraju. Warto przypomnieć, że lekarz, który nie ma specjalizacji, może zarabiać blisko 40 tys. euro rocznie, nie być na dyżurach i nie być za to rozliczonym.

Z prognoz Ministerstwa Zdrowia przytaczanych w raporcie SGH wynika, że do 2034 roku podaż lekarzy w Polsce może przewyższyć zapotrzebowanie, a nadwyżka będzie stopniowo rosnąć. Zdaniem autorów raportu to przede wszystkim efekt zwiększania limitów przyjęć na studia medyczne. Od 2005 roku wzrosły one o 239 proc. W ostatnich latach systematycznie rośnie także liczba absolwentów kierunków medycznych: z blisko 3,7 tys. w roku akademickim 2019/2020 do ponad 4,7 tys. w 2023/2024, czyli o 28,7 proc. W roku akademickim 2025/2026 limit przyjęć na kierunek lekarski (z wyłączeniem lekarsko-dentystycznego) wyniósł ponad 9 tys. miejsc na 36 uczelniach wyższych o różnym statusie.

Według danych z raportu OECD „Health at a Glance: Europe 2024” w 2022 roku w państwach członkowskich Unii Europejskiej odnotowano niedobór ok. 1,2 mln lekarzy, pielęgniarek i położnych potrzebnych do zapewnienia powszechnego dostępu do opieki zdrowotnej.

– Rozwiązania, które powinny być wprowadzone, muszą być przede wszystkim skuteczne, niedążące do przeregulowania. Może być pewna koordynacja w UE, ale przede wszystkim to państwa członkowskie muszą potrafić sobie z tym tematem poradzić. Jest to potężne wyzwanie finansowe. Niektórzy posłowie domagają się, aby wydatki na zdrowie były wyłączone z reguły wydatkowej. Myślę, że to już byłoby za daleko. Jednak faktycznie nakłady na opiekę zdrowotną i systemowa reforma są potężnym wyzwaniem. Widzimy, że borykają się z nim wszystkie państwa w Unii Europejskiej – podkreśla europosłanka PiS.

Posłowie do Parlamentu Europejskiego 17 września br. przyjęli rezolucję w sprawie unijnego planu kryzysowego dotyczącego pracowników służby zdrowia. Wzywają Komisję Europejską m.in. do pilnego opracowania kompleksowej i długoterminowej europejskiej strategii na rzecz pracowników ochrony zdrowia w celu zwiększenia ich liczby o co najmniej 1 mln specjalistów w kolejnych wieloletnich ramach finansowych na lata 2028–2034. W rezolucji wezwano także państwa członkowskie do przyjęcia kompleksowych strategii krajowych w tej dziedzinie i skutecznego planowania zatrudnienia.

Europarlamentarzyści poparli również rozwój ukierunkowanego i sprawiedliwego wdrażania telemedycyny, sztucznej inteligencji i innych innowacyjnych technologii, w tym niezbędnej infrastruktury, zrównoważonych przepisów krajowych, niezbędnego kształcenia ustawicznego i szkolenia pracowników służby zdrowia w zakresie umiejętności cyfrowych.

– Sztuczna inteligencja jest dzisiaj wyzwaniem, ale też codziennością. Musi być ona umiejętnie zastosowana. My w kraju wprowadziliśmy już różne narzędzia, takie jak e-recepta czy e-zwolnienia. Polska, jeżeli chodzi o te działania, jest liderem. Na pewno sztuczna inteligencja może pomóc, aczkolwiek cały czas potrzebny jest człowiek, żeby to zarządzanie było sprawne i bezpieczne dla każdej ze stron – uważa Marlena Maląg.

Posłowie zwrócili uwagę także na potrzebę wzmocnienia ochrony pracowników ochrony zdrowia – zarówno w kontekście rosnących aktów przemocy wobec lekarzy, pielęgniarek czy ratowników, jak również ich zdrowia psychicznego oraz dobrostanu. Wskazali tu na takie problemy jak wypalenie zawodowe, depresja i brak równowagi między życiem zawodowym a prywatnym.

Źródło: Newseria

Zakaz mediów społecznościowych dla dzieci poniżej 13. roku życia, minikonta dla dzieci w wieku 13–15 lat pod nadzorem rodziców, bezpieczniejsze gry online, chatboty AI czy sklepy z aplikacjami. Tego m.in. dotyczy projekt nowego unijnego rozporządzenia w sprawie ochrony małoletnich w internecie – EU Kids Act, który KE przedstawiła we wrześniu. Michał Wawrykiewicz, europoseł z KO, podkreśla, że należy nie tylko wdrażać nowe przepisy, ale również zwiększyć skuteczność egzekwowania tych już istniejących.

Tegoroczne badanie Eurobarometr wskazuje, że w Unii Europejskiej nastolatki w wieku 13–18 lat spędzają średnio online 4,5 godziny dziennie w trakcie tygodnia szkolnego i 6,1 godzin dziennie w weekendy. 14 proc. nastolatków deklaruje, że spędza przed ekranami ponad 10 godzin w trakcie dnia. Co istotne, wśród dzieci, które zaczęły korzystać z mediów społecznościowych przed 10. rokiem życia, deklarowany czas przed ekranem jest o prawie dwie godziny dłuższy niż w przypadku dzieci, które stały się użytkownikami po 14. roku życia.

Połowa nastolatków pozytywnie ocenia wpływ mediów społecznościowych na ich samopoczucie psychiczne. Ich głównymi motywacjami są: rozrywka, kontakt z przyjaciółmi lub rodziną, poczucie więzi z innymi oraz możliwość nauki. Jednocześnie prawie co trzeci nastolatek zgłasza uczucie stresu, smutku lub wykluczenia społecznego z powodu mediów społecznościowych. Zidentyfikowano również inne czynniki presji, które mogą wpływać na samopoczucie, w tym porównywanie się z innymi (45 proc.) i lęk przed pominięciem (41 proc.).

– Negatywny wpływ platform społecznościowych na młodych ludzi jest dostrzegalny w Parlamencie Europejskim. Jako legislatorzy chcemy zrobić jak najwięcej, żeby chronić dzieci, które są bezbronne wobec agresywnej polityki platform i brutalnych algorytmów. Każdy, kto ma dzieci, wie, że wpływ social mediów jest zdecydowanie negatywny: obniża ich koncentrację, możliwości czy zdolności socjalne, interpersonalne – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Michał Wawrykiewicz, poseł do Parlamentu Europejskiego z Koalicji Obywatelskiej, członek grupy Europejska Partia Ludowa (EPL).

Młodzi badani przez Eurobarometr wskazują, że zetknęli się z szeregiem szkodliwych lub niepokojących treści, m.in. mową nienawiści, promocją niezdrowych produktów, fake newsami czy presją na wygląd czy zakup konkretnego produktu.

17 września br. Komisja Europejska przedstawiła projekt rozporządzenia w sprawie ochrony małoletnich w internecie, czyli EU Kids Act. Jego zadaniem jest ochrona nieletnich przed ryzykownymi usługami cyfrowymi i systemami sztucznej inteligencji.

– EU Kids Act ma zapobiegać targetowaniu dzieci przez algorytmy, łapaniu ich w sieć w mediach społecznościowych. Będzie to obejmowało także gry online, których dzieci często używają i gdzie też czyha na nie mnóstwo pułapek – mówi Michał Wawrykiewicz. – Sztandarowe ograniczenie to będzie uniemożliwienie dzieciom korzystania z social mediów do 13. roku życia, a pomiędzy 13. a 15. rokiem życia ograniczona możliwość korzystania z social mediów poprzez tzw. mini accounts. To konta, w których muszą uczestniczyć rodzice. Będą oni powoli dopuszczać dzieci do pełnoprawnego korzystania z social mediów pod ich kontrolą.

W ciągu sześciu miesięcy od rozpoczęcia stosowania przepisów platformy będą musiały sprawdzić, czy obecni posiadacze kont mają mniej niż 15 lat. Jeśli tak, zablokują je. Każde państwo członkowskie będzie musiało zapewnić co najmniej jeden bezpłatny sposób potwierdzenia wieku, także osobom nieposiadającym cyfrowego dowodu tożsamości. Jak podkreśliła Ursula von der Leyen, szefowa KE, przedstawiając propozycję nowych przepisów, to platformy będą musiały wykazać, że ich usługi są dostosowane do wieku i bezpieczne.

Usługi dostępne na minikontach, zgodnie z założeniem, mają być zaprojektowane z uwzględnieniem zabezpieczeń, takich jak ograniczone kontakty społeczne i ograniczony czas spędzany przed ekranem do jednej godziny dziennie. Młodsze dzieci nie będą mieć dostępu do mediów społecznościowych, ale mogą korzystać ze specjalnie zaprojektowanych usług przyjaznych dzieciom za pośrednictwem kont rodziców czy opiekunów.

– Mam nadzieję, że te ograniczenia wiekowe dla dzieci w zakresie korzystania z social mediów znajdą szerokie poparcie w Parlamencie Europejskim. Przecież wszyscy, którzy mają dzieci, wiedzą doskonale, jak destruktywny wpływ na ich rozwój, umiejętności interpersonalne i koncentrację na co dzień wywołują media społecznościowe, również nieograniczone korzystanie z nich. Myślę, że wypracujemy kompromis, który umożliwi w szerokiej palecie politycznej uchwalić to prawo – uważa europoseł KO.

Rozporządzenie nakłada na usługodawców obowiązki w zakresie bezpieczeństwa już na etapie projektowania usług, z których najczęściej korzystają dzieci, w tym mediów społecznościowych, platform wideo, gier, chatbotów AI i sklepów z aplikacjami. Celem jest m.in. wyeliminowanie uzależniających sztuczek prowadzących do nadmiernego używania i ekspozycji czy możliwości kontaktu z nieznajomymi, ale też wprowadzenie domyślnych bezpiecznych ustawień. Przykładowo profile osób niepełnoletnich muszą być domyślnie prywatne, z wyłączoną geolokalizacją, dostępem do kamery i mikrofonu. Usługi online muszą również oferować osobom niepełnoletnim łatwe sposoby blokowania i wyciszania użytkowników.

– W zakresie projektowania perswazyjnego powinniśmy wprowadzać zdecydowane ograniczenia i zakazy. Jest to intencjonalne tworzenie treści w internecie, które mają złapać w sieć dzieci i utrzymać je tam jak najdłużej. To są te specjalne algorytmy, które nakazują ciągłe scrollowanie stron, sieci, zdjęć, materiałów, filmów, przykuwanie uwagi. To jest gigantyczna przewaga technologiczna platform, które w taki perswazyjny sposób projektują treści, a z drugiej strony mamy bezbronne dzieci, które łapią się na ten haczyk – podkreśla polityk.

KE wyjaśnia, że nowe propozycje opierają się na strukturach już istniejących na mocy aktu o usługach cyfrowych (DSA) i aktu w sprawie sztucznej inteligencji.

– Unia Europejska już przewiduje mechanizmy obronne, które mają wyeliminować te zagrożenia. To się dzieje na trzech poziomach. Mamy DSA, czyli akt o usługach cyfrowych, który wprowadza ograniczenia dla platform także w odniesieniu do dzieci, aby chronić je przed agresywną polityką algorytmów. Są przewidziane sankcje, nawet do 6 proc. globalnego obrotu takich platform – mówi Michał Wawrykiewicz.

DSA zobowiązuje platformy do podjęcia środków, które mają na celu ochronę osób małoletnich korzystających z ich usług, w tym m.in. ograniczenie dostępu do treści nieodpowiednich do ich wieku, takich jak gry hazardowe lub pornografia. Rozporządzenie wprowadza także zakaz reklam kierowanych do małoletnich na podstawie profilowania.

– Mamy też AI Act, który przewiduje szczególne obostrzenia co do używania sztucznej inteligencji, w tym obowiązek oznaczania treści przez nią generowanych. Odnosi się to też do młodzieży i agresywnej polityki platform – tłumaczy europoseł KO. – Symultanicznie trzeba zwiększać egzekwowalność przepisów. Przepis na papierze to nie jest wystarczająca recepta, aby zapobiec zagrożeniu. Z drugiej strony, wobec tak dynamicznego rozwoju technologicznego platform i algorytmów, które atakują nasze dzieci, trzeba tworzyć nowe rozwiązania. Stąd Kids Act, który ma wychodzić naprzeciw tym potrzebom.

Źródło: Newseria

Komisja Europejska zatwierdziła upadacytynib do leczenia ciężkiego łysienia plackowatego u dorosłych oraz młodzieży od 12. roku życia. Decyzja została oparta na wynikach programu badań klinicznych III fazy UP-AA, w których wykazano istotny odrost włosów na skórze głowy, a także poprawę owłosienia brwi i rzęs już po 24 tygodniach leczenia. To kolejna terapia z grupy inhibitorów JAK, która rozszerza możliwości leczenia pacjentów z tą przewlekłą chorobą autoimmunologiczną.

Łysienie plackowate (alopecia areata, AA) jest przewlekłą chorobą autoimmunologiczną, w której układ odpornościowy błędnie atakuje mieszki włosowe. Choroba może prowadzić do nagłej utraty włosów w postaci niewielkich ognisk na skórze głowy, ale również do całkowitego wyłysienia skóry głowy lub utraty owłosienia całego ciała, w tym brwi i rzęs. Jej przebieg jest trudny do przewidzenia – okresy samoistnego odrostu włosów mogą przeplatać się z nawrotami choroby.

Choć łysienie plackowate nie zagraża życiu, jego wpływ na funkcjonowanie pacjentów często wykracza daleko poza aspekt estetyczny. Choroba wiąże się z pogorszeniem jakości życia, ograniczeniem aktywności społecznej i zawodowej oraz zwiększonym ryzykiem zaburzeń lękowych i depresji.

Nowa decyzja Komisji Europejskiej

Komisja Europejska zatwierdziła stosowanie upadacytynibu w dawkach 15 mg i 30 mg raz na dobę u dorosłych oraz młodzieży w wieku od 12 lat z ciężkim łysieniem plackowatym.

Upadacytynib jest selektywnym inhibitorem kinazy janusowej JAK1. Lek od kilku lat znajduje zastosowanie w leczeniu różnych chorób zapalnych o podłożu immunologicznym, m.in. reumatoidalnego zapalenia stawów, atopowego zapalenia skóry, łuszczycowego zapalenia stawów, wrzodziejącego zapalenia jelita grubego czy choroby Leśniowskiego-Crohna. Decyzja Komisji Europejskiej rozszerza zakres jego wskazań o ciężkie łysienie plackowate.

Wyniki programu badań UP-AA

Podstawą decyzji były wyniki programu badań klinicznych III fazy UP-AA, obejmującego dwa równoległe, randomizowane, prowadzone metodą podwójnie ślepej próby badania z grupą placebo.

Do badań włączono 1399 pacjentów w wieku od 12 do 64 lat z ciężkim łysieniem plackowatym, leczonych w 248 ośrodkach na całym świecie.

Głównym punktem końcowym było osiągnięcie po 24 tygodniach leczenia wyniku SALT ≤20. Skala SALT (Severity of Alopecia Tool) służy do oceny stopnia utraty włosów na skórze głowy – wynik ≤20 oznacza zachowanie co najmniej 80% owłosienia.

W obu badaniach zarówno dawka 15 mg, jak i 30 mg pozwalały istotnie częściej niż placebo osiągnąć ten cel terapeutyczny.

Badacze odnotowali również poprawę dotyczącą odrostu brwi i rzęs, które dla wielu pacjentów mają równie duże znaczenie funkcjonalne i psychologiczne jak włosy na skórze głowy.

Jednym z najbardziej interesujących wyników programu było osiągnięcie przez część leczonych pacjentów całkowitego odrostu włosów na skórze głowy (SALT = 0) już po 24 tygodniach terapii. Jak podkreślono w komunikacie producenta, jest to pierwszy inhibitor JAK, który wykazał taki efekt w badaniu rejestracyjnym względem placebo.

Choroba o dużym wpływie na życie pacjentów

Eksperci od lat zwracają uwagę, że łysienie plackowate jest często błędnie postrzegane wyłącznie jako problem kosmetyczny. Tymczasem dla wielu chorych wiąże się z przewlekłym stresem, obniżeniem samooceny oraz trudnościami w życiu społecznym i zawodowym.

Jak podkreśla prof. Thierry Passeron z Université Côte d’Azur, współautor programu badań UP-AA:

– Łysienie plackowate jest chorobą trudną do leczenia, między innymi ze względu na jej nieprzewidywalny przebieg. Wyniki programu UP-AA, oparte na rygorystycznych punktach końcowych, wykazały klinicznie istotny odrost włosów na skórze głowy oraz poprawę dotyczącą brwi i rzęs już po 24 tygodniach leczenia, potwierdzając znaczenie upadacytynibu jako nowej opcji terapeutycznej dla pacjentów z ciężką postacią choroby.

Dane epidemiologiczne wskazują również, że osoby z łysieniem plackowatym są bardziej narażone na rozwój zaburzeń depresyjnych i lękowych niż populacja ogólna, co dodatkowo podkreśla potrzebę skutecznego leczenia.

Leczenie wymaga odpowiedniej kwalifikacji

Upadacytynib należy do grupy inhibitorów JAK, których stosowanie wymaga indywidualnej kwalifikacji pacjenta oraz monitorowania bezpieczeństwa terapii.

Zgodnie z Charakterystyką Produktu Leczniczego przed rozpoczęciem leczenia konieczna jest ocena ryzyka zakażeń, gruźlicy czy wirusowego zapalenia wątroby, a podczas terapii należy monitorować m.in. parametry hematologiczne, czynność wątroby oraz profil lipidowy.

Leczenie nie jest zalecane u wszystkich pacjentów. Szczególną ostrożność należy zachować u osób z podwyższonym ryzykiem poważnych zakażeń, chorób sercowo-naczyniowych, nowotworów czy incydentów zakrzepowo-zatorowych.

Szersze możliwości terapeutyczne

Decyzja Komisji Europejskiej oznacza kolejne rozszerzenie możliwości leczenia ciężkiego łysienia plackowatego w Europie. W ostatnich latach inhibitory JAK zmieniły podejście do terapii tej choroby, umożliwiając uzyskanie odrostu włosów u części pacjentów, u których wcześniej dostępne metody leczenia nie przynosiły oczekiwanych efektów.

Sama decyzja regulatora nie oznacza jednak automatycznej dostępności terapii w poszczególnych krajach Unii Europejskiej. O możliwości finansowania leczenia ze środków publicznych będą decydować odrębne krajowe procedury refundacyjne.

Źródła: AbbVie. European Commission approves RINVOQ® (upadacitinib) for adults and adolescents with severe alopecia areata. Informacja prasowa, 29 lipca 2026.

Bezpieczeństwo farmakoterapii staje się jednym z najważniejszych elementów jakości opieki zdrowotnej. Nowe standardy akredytacyjne dla szpitali kładą większy nacisk na systemowe zarządzanie ryzykiem związanym z leczeniem, rozwój współpracy między lekarzami, pielęgniarkami i farmaceutami oraz wykorzystanie narzędzi cyfrowych wspierających analizę terapii. Eksperci podkreślają, że w dobie starzenia się społeczeństwa i rosnącej wielolekowości bezpieczne stosowanie leków jest równie istotne jak dostęp do nowoczesnych terapii.

Cyfryzacja ochrony zdrowia coraz częściej obejmuje nie tylko dokumentację medyczną, ale również rozwiązania wspierające bezpieczeństwo procesu leczenia. W swoim najnowszym raporcie z końca czerwca Komisja Europejska wskazuje, że w ciągu ostatniego roku swoje wyniki poprawiło 18 państw członkowskich, a już 85 proc. krajów UE udostępnia obywatelom scentralizowany dostęp do elektronicznej dokumentacji medycznej. Dlatego też postawiono na rozwój interoperacyjnych systemów danych oraz Europejskiej Przestrzeni Danych dotyczącej Zdrowia (EHDS) jako jeden z fundamentów poprawy jakości opieki i bezpieczeństwa pacjentów.

Warto zwrócić uwagę na rosnącą potrzebę cyfryzacji w sektorze ochrony zdrowia. Instytut Matki i Dziecka już od pięciu lat prowadzi międzynarodowy konkurs MCSC Hospital Leadership Innovations, w którym nagradzane są nowatorskie rozwiązania wspierające rozwój medycyny i pracę placówek ochrony zdrowia. W ostatnich edycjach dominującym trendem były rozwiązania usprawniające zarządzanie szpitalem i dokumentacją medyczną, automatyzację administracji i zwiększenie bezpieczeństwa, w tym także bezpieczeństwa lekowego.

Doświadczenia z pilotażu prowadzonego wspólnie z IMiD wskazują, że narzędzia wspierające analizę farmakoterapii mogą realnie poprawiać bezpieczeństwo leczenia oraz usprawniać codzienną pracę personelu medycznego. W obliczu starzenia się społeczeństwa i rosnącej skali wielolekowości rozwiązania tego typu będą odgrywać coraz większą rolę w organizacji nowoczesnej opieki zdrowotnej.

Bezpieczeństwo lekowe jako inwestycja w jakość

Bezpieczeństwo farmakoterapii przestaje być pojedynczym elementem procesu leczenia, a staje się jednym z filarów zarządzania jakością w nowoczesnym szpitalu. Już w 2024 roku WHO zwracała uwagę, że blisko połowa możliwych do uniknięcia szkód w opiece zdrowotnej jest związana z farmakoterapią. Znaczenie tego problemu będzie rosło wraz ze zmianami demograficznymi: starzejące się społeczeństwo i rosnąca liczba pacjentów z chorobami przewlekłymi sprawiają, że coraz więcej osób przyjmuje jednocześnie kilka lub kilkanaście leków, zwiększając ryzyko niepożądanych interakcji oraz działań niepożądanych.  Każda kolejna ordynacja zwiększa złożoność procesu terapeutycznego, dlatego konieczne staje się wykorzystywanie narzędzi, które wspierają personel medyczny w analizie potencjalnych interakcji i bezpieczeństwa leczenia.

W praktyce oznacza to większą rolę farmaceutów szpitalnych, przeglądów lekowych oraz współpracy między lekarzami, pielęgniarkami i personelem farmaceutycznym. Jak zatem sprawić, aby ich praca była efektywniejsza, a jednocześnie nie dokładać im dodatkowych obowiązków?

Cyfrowe narzędzia zwiększają bezpieczeństwo pacjentów

Eksperci są zgodni, że poprawa bezpieczeństwa farmakoterapii nie będzie efektem pojedynczego rozwiązania. Wymaga jednoczesnego rozwoju kompetencji personelu, odpowiednich procedur, współpracy interdyscyplinarnej oraz wykorzystania nowoczesnych technologii wspierających analizę danych.

Nowe standardy akredytacyjne tworzą ku temu odpowiednie ramy, wzmacniając rolę farmaceutów szpitalnych i jakości procesów związanych z farmakoterapią. Dla placówek medycznych oznacza to nie tylko konieczność spełnienia wymogów formalnych, ale przede wszystkim szansę na poprawę bezpieczeństwa pacjentów oraz ograniczenie liczby zdarzeń niepożądanych związanych z leczeniem.

Coraz więcej leków, coraz większa odpowiedzialność

W październiku 2025 roku wartość sprzedaży na rynku aptecznym wyniosła 5,232 mld zł, co oznacza wzrost o 16,4 proc. w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej. Jednocześnie około 68 proc. leków dostępnych na polskim rynku pochodzi z importu, podczas gdy krajowi producenci odpowiadają za około 32 proc. rynku. Dane te pokazują skalę farmakoterapii w Polsce oraz znaczenie odpowiedzialnego zarządzania leczeniem farmakologicznym.

Jak podkreśla Polskie Towarzystwo Farmaceutyczne, bezpieczeństwo lekowe powinno być rozumiane znacznie szerzej niż wyłącznie jako zapewnienie dostępności produktów leczniczych. Obejmuje ono również racjonalne ich stosowanie, monitorowanie terapii oraz skuteczne wykrywanie problemów lekowych jeszcze przed wystąpieniem ich konsekwencji klinicznych, które mogą prowadzić do pogorszenia jakości leczenia, ciężkich skutków ubocznych, wydłużenia hospitalizacji oraz wzrostu kosztów funkcjonowania systemu.

Dalsza cyfryzacja oraz rozwój narzędzi do monitorowania farmakoterapii mogą stanowić skuteczne rozwiązanie problemów z bezpieczeństwem lekowym, z którymi boryka się polska ochrona zdrowia.

Źródło: inf pras

Komisja Europejska zatwierdziła doustny semaglutyd do leczenia dorosłych z otyłością oraz nadwagą współistniejącą z co najmniej jedną chorobą związaną z nadmierną masą ciała. To pierwszy agonista receptora GLP-1 w postaci tabletki dopuszczony w Unii Europejskiej do leczenia otyłości. Decyzję oparto na wynikach programu badań klinicznych OASIS, w których wykazano istotną klinicznie redukcję masy ciała przy zachowaniu profilu bezpieczeństwa zgodnego z dotychczasowymi doświadczeniami dotyczącymi semaglutydu.

Komisja Europejska zatwierdziła również wyższą dawkę preparatu Wegovy® 7,2 mg w postaci gotowego do użycia jednorazowego wstrzykiwacza.

Otyłość pozostaje jedną z największych chorób przewlekłych XXI wieku

Otyłość jest przewlekłą chorobą o złożonej etiologii, która zwiększa ryzyko rozwoju wielu poważnych schorzeń, w tym cukrzycy typu 2, nadciśnienia tętniczego, chorób sercowo-naczyniowych, obturacyjnego bezdechu sennego oraz niektórych nowotworów. Jej leczenie obejmuje zmianę stylu życia, wsparcie behawioralne, farmakoterapię, a u części chorych również leczenie bariatryczne.

Agoniści receptora GLP-1 w ostatnich latach stali się jednym z najważniejszych elementów farmakoterapii otyłości. Dotychczas leki z tej grupy stosowane w tym wskazaniu były dostępne przede wszystkim w postaci iniekcji podskórnych. Zatwierdzenie doustnej postaci semaglutydu oznacza pojawienie się nowej opcji terapeutycznej dla osób preferujących leczenie niewymagające wykonywania zastrzyków.

Dla jakich pacjentów przeznaczony jest lek?

Zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej doustny semaglutyd może być stosowany u dorosłych:

Podobnie jak w przypadku innych terapii przeciwotyłościowych lek powinien być stosowany jako uzupełnienie diety o obniżonej kaloryczności oraz zwiększonej aktywności fizycznej, a nie jako ich zastępstwo.

Co wykazały badania OASIS?

Podstawą rejestracji był program badań klinicznych III fazy OASIS. Jednym z kluczowych badań było OASIS 4 – trwające 64 tygodnie badanie z udziałem 307 dorosłych z otyłością lub nadwagą i co najmniej jedną chorobą współistniejącą.

Uczestnicy otrzymujący doustny semaglutyd 25 mg, równolegle z interwencją dotyczącą stylu życia, osiągnęli średnio około 17-procentową redukcję masy ciała. W grupie placebo, również objętej zaleceniami dotyczącymi diety i aktywności fizycznej, średni spadek masy ciała wyniósł około 3%.

Około jedna trzecia osób leczonych doustnym semaglutydem uzyskała redukcję masy ciała wynoszącą co najmniej 20%.

Profil bezpieczeństwa zgodny z dotychczasowymi doświadczeniami

Według danych przedstawionych przez producenta profil bezpieczeństwa doustnego semaglutydu był zgodny z obserwowanym wcześniej dla jego postaci podskórnej.

Najczęściej zgłaszane działania niepożądane dotyczyły przewodu pokarmowego i były zbliżone do tych obserwowanych podczas leczenia innymi agonistami receptora GLP-1. Odsetek przerwania terapii z powodu działań niepożądanych był niewiele wyższy niż w grupie placebo (6,9% vs 5,9%).

Zatwierdzono również wyższą dawkę preparatu

Komisja Europejska wyraziła także zgodę na stosowanie preparatu Wegovy® 7,2 mg w jednorazowym, gotowym do użycia wstrzykiwaczu.

W badaniach klinicznych wyższa dawka wiązała się ze średnią redukcją masy ciała sięgającą około 21%. Dobór odpowiedniej dawki powinien jednak zawsze wynikać z indywidualnej oceny klinicznej oraz obowiązujących wskazań rejestracyjnych.

Co oznacza decyzja Komisji Europejskiej?

Dopuszczenie doustnego semaglutydu do obrotu oznacza, że lek może zostać wprowadzony na rynek we wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej.

Nie oznacza to jednak automatycznej dostępności ani refundacji terapii w poszczególnych krajach. W Polsce ewentualne finansowanie leczenia będzie wymagało przejścia krajowych procedur refundacyjnych.

Eksperci podkreślają, że farmakoterapia stanowi jeden z elementów kompleksowego leczenia otyłości. Najlepsze efekty osiąga się, łącząc leczenie farmakologiczne z trwałą zmianą stylu życia, odpowiednim żywieniem, regularną aktywnością fizyczną oraz długoterminową opieką medyczną.

Źródła: Novo Nordisk. European Commission approves Wegovy® pill as first oral GLP-1 for weight management in the European Union. 15 lipca 2026.

Komisja Europejska zatwierdziła nerandomilast do leczenia dorosłych z idiopatycznym włóknieniem płuc (IPF) oraz postępującym włóknieniem płuc (PPF). To pierwsza od ponad 10 lat nowa terapia dopuszczona w Unii Europejskiej dla chorych na IPF oraz pierwsza od ponad pięciu lat nowa opcja leczenia PPF. Decyzję oparto na wynikach programu badań klinicznych III fazy FIBRONEER™, w którym wykazano, że lek skutecznie spowalnia pogarszanie się czynności płuc przy korzystnym profilu bezpieczeństwa.

Choroby, w których liczy się każda zachowana funkcja płuc

Idiopatyczne włóknienie płuc (IPF) oraz postępujące włóknienie płuc (PPF) należą do grupy przewlekłych chorób śródmiąższowych płuc prowadzących do stopniowego, nieodwracalnego bliznowacenia tkanki płucnej. Wraz z postępem choroby płuca tracą zdolność do prawidłowej wymiany gazowej, co prowadzi do narastającej duszności, przewlekłego kaszlu i pogorszenia wydolności fizycznej.

Utraconej czynności płuc nie można odzyskać, dlatego celem leczenia jest przede wszystkim spowolnienie postępu choroby i jak najdłuższe zachowanie wydolności oddechowej.

Szacuje się, że w Europie z IPF i PPF żyje ponad pół miliona osób. Rokowanie pozostaje poważne – około połowa pacjentów umiera w ciągu pięciu lat od rozpoznania, co oznacza śmiertelność porównywalną, a w niektórych przypadkach nawet wyższą niż w wielu nowotworach.

Pierwszy preferencyjny inhibitor PDE4B

Nerandomilast jest pierwszym doustnym preferencyjnym inhibitorem fosfodiesterazy 4B (PDE4B). Lek działa przeciwfibrotycznie i immunomodulująco, ograniczając procesy prowadzące do włóknienia płuc.

Preparat przyjmuje się doustnie dwa razy dziennie. W przeciwieństwie do części dotychczas stosowanych terapii nie wymaga rutynowego monitorowania czynności wątroby, co może ułatwiać prowadzenie leczenia.

Największy program badań w IPF i PPF

Podstawą decyzji Komisji Europejskiej były wyniki programu FIBRONEER™, obejmującego dwa badania III fazy – FIBRONEER-IPF oraz FIBRONEER-ILD. Jest to największy dotychczas program badań klinicznych przeprowadzony u pacjentów z idiopatycznym oraz postępującym włóknieniem płuc.

W obu badaniach osiągnięto główny punkt końcowy. Leczenie nerandomilastem istotnie spowolniło pogarszanie się czynności płuc, oceniane na podstawie zmiany natężonej pojemności życiowej (FVC) po 52 tygodniach obserwacji w porównaniu z placebo.

FVC jest jednym z podstawowych parametrów wykorzystywanych do monitorowania postępu włóknienia płuc. Wolniejszy spadek tego wskaźnika oznacza wolniejsze pogarszanie się wydolności oddechowej.

Dobra tolerancja leczenia

Jednym z najważniejszych elementów programu FIBRONEER był profil bezpieczeństwa nowej terapii.

Badania wykazały, że nerandomilast charakteryzuje się korzystnym profilem tolerancji. U pacjentów stosujących lek w monoterapii odsetek przerwania leczenia z powodu działań niepożądanych był zbliżony do obserwowanego w grupie placebo.

Nie było również konieczności rutynowego monitorowania parametrów wątrobowych, co odróżnia tę terapię od części dotychczas stosowanych leków przeciwfibrotycznych.

Jak podkreśliła prof. Marlies Wijsenbeek z Erasmus MC University Medical Centre, jednym z największych wyzwań w leczeniu IPF i PPF jest konieczność przerywania terapii przez część pacjentów z powodu działań niepożądanych. Jej zdaniem wyniki programu FIBRONEER pokazują, że możliwe jest skuteczne spowalnianie utraty funkcji płuc przy zachowaniu dobrej tolerancji leczenia.

Ważny krok, ale nie przełom we wszystkich aspektach

Choć oba badania osiągnęły główny punkt końcowy, autorzy zwracają uwagę, że nie udało się wykazać istotności statystycznej dla kluczowego drugorzędowego punktu końcowego. W analizach obserwowano jedynie tendencję do zmniejszenia śmiertelności, która osiągnęła nominalną istotność statystyczną jedynie w jednym z badań.

Oznacza to, że obecnie najlepiej udokumentowaną korzyścią wynikającą ze stosowania nerandomilastu pozostaje spowolnienie utraty czynności płuc.

Co oznacza decyzja Komisji Europejskiej?

Zatwierdzenie przez Komisję Europejską oznacza, że nerandomilast może zostać wprowadzony do obrotu we wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej.

Nie oznacza to jednak automatycznej dostępności ani refundacji leku w poszczególnych krajach. W Polsce ewentualne finansowanie terapii będzie wymagało przejścia krajowej procedury refundacyjnej.

Eksperci podkreślają, że obok nowych możliwości terapeutycznych równie ważne pozostaje wczesne rozpoznawanie włóknienia płuc. Im szybciej choroba zostanie wykryta i rozpocznie się leczenie, tym większa szansa na zachowanie czynności płuc i spowolnienie jej postępu.

Źródła: Boehringer Ingelheim. European Commission approves JASCAYD® (nerandomilast) for adults with idiopathic pulmonary fibrosis and progressive pulmonary fibrosis. 17 lipca 2026.