Medicalpress
Pacjent, który otrzymuje diagnozę (na którą do niedawna nie zawsze miał szansę) i możliwość właściwego leczenia, mówi: „czuję się znacznie lepiej!” albo „już mnie nie boli”. To wspaniała nagroda. O znaczeniu oceny mikrokrążenia wieńcowego u pacjentów z zespołami INOCA/ANOCA oraz ANOCA/INOCA mówi prof. Łukasz Kołtowski z Kliniki Kardiologii Centralnego Szpitala Klinicznego UCK WUM.
Panie Profesorze, porozmawiamy o diagnostyce INOCA, jednym z głównych tematów kolejnych edycji warsztatów IC You, przeznaczonych dla adeptów kardiologii inwazyjnej. Czy stan wiedzy w tym obszarze kardiologii jest dziś inny niż rok temu?
 
Tak, ponieważ w sierpniu 2024 roku pojawiły się nowe wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Nowe wytyczne zawierają całe rozdziały poświęcone diagnostyce INOCA (INOCA – ischemia and no obstructive coronary artery disease, niedokrwienie bez istotnych zwężeń w tętnicach wieńcowych), w tym wskazania dotyczące wykonywania oceny mikrokrążenia wieńcowego u pacjentów z tak zwanymi zespołami INOCA/ANOCA oraz ANOCA/INOCA. Diagnostyka choroby wieńcowej bez istotnych zwężeń w tętnicach epikardialnych jest podstawą w obu tych zespołach.
 
Czym różnią się te zespoły?
 
ANOCA to dławica bez istotnych zmian w tętnicach nasierdziowych. INOCA to z kolei niedokrwienie bez istotnych zmian w tętnicach nasierdziowych. Są to rozpoznania częściowo pokrywające się. Pacjenci INOCA również mają dolegliwości bólowe, zatem stanowią część (około 25%) pacjentów ANOCA. Łącznie INOCA/ANOCA dotyczy do 50-70% pacjentów kierowanych na koronarografię, u których wynik tego badania jest ujemny. U tych pacjentów zalecana jest farmakoterapia a następnie ocena mikrokrążenia, gdyż to właśnie mikrokrążenie w większości przypadków odpowiada za objawy pacjentów z wymienionymi zespołami.
 
Co akcentują aktualne wytyczne?
 
Wskazują nie tylko na same zalecenia dotyczące diagnostyki inwazyjnej mikrokrążenia, ale mówią również o tym, żeby aktywnie poszukiwać takich pacjentów, u których powinna być ona wykonana. W pierwszej kolejności powinniśmy zatem diagnozować pacjentów w kierunku zmian epikardialnych, a w dalszej kolejności, jeśli zmiany nie są potwierdzone, wdrożyć farmakoterapię ukierunkowaną na redukcję niedokrwienia i działanie przeciwdławicowe. W przypadku braku pełnej kontroli objawów należy poszerzać diagnostykę o ocenę mikrokrążenia, jak również o diagnostykę dławicy naczyniowo-skurczowej – zarówno epikardialnej, jak i mikrokrążeniowej.
 
Czy to duża zmiana w stosunku do poprzednich wytycznych?
 
Tak, ponieważ poprzednie wytyczne, z 2019 roku, poświęcone przewlekłym zespołom wieńcowym, nie opisywały szerzej omawianej populacji pacjentów. Nie koncentrowano się ani na specyfice tej grupy chorych, ani na jej liczebności. Nie było jeszcze wówczas istotnych dużych badań klinicznych, które by potwierdzały, że taka diagnostyka przekłada się na korzyść kliniczną. Sytuację zmieniła publikacja badania CorMicA, w którym wykazano, że w obserwacji rocznej decyzje o leczeniu podejmowane w oparciu o uprzednio wykonaną diagnostykę inwazyjną mikrokrążenia, z wykorzystaniem takich systemów jak Coroventis, przekładały się na korzyść w postaci mniejszej liczby pacjentów z dławicą albo deklaracji niższej klasy dławicy, tudzież lżejszych objawów choroby wieńcowej. W badaniu wykorzystano kwestionariusz jakości życia, który potwierdzał ewidentne korzyści kliniczne. Od tego czasu obserwujemy stały rozwój możliwości technologicznych, w tym nowe sposoby pomiaru oporu naczyniowego. Między innymi, poza dotychczas stosowanym, w którym wykorzystujemy prowadnik ciśnieniowy, mamy i stosujemy tzw. termodylucję opartą na bolusach. W zasadzie zwalidowana, choć nie opisana jeszcze w najnowszych wytycznych, jest termodylucja z wlewem ciągłym soli fizjologicznej. Mamy zatem kilka nowości, które być może zmienią kolejne wytyczne.
 
Jak wygląda implementacja zaleceń do codziennej praktyki klinicznej?
 
Lekarze są z nimi zaznajomieni i co do zasady chcą stosować aktualne zalecenia i nowe metody. Bywa jednak, że istnieją na tej drodze pewne wyzwania. Przykładowo, dziś największe obawy ośrodków związane są z brakiem refundacji opisywanych procedur. Zgodnie z katalogiem świadczeń nie mamy bowiem pozycji takiej jak „diagnostyka czynnościowa choroby małych naczyń”. Możliwość rozliczania się za jej wykonanie sprowadza się do wykonania tego badania jako dodatkowego elementu diagnostyki tętnic epikardialnych. Ten aspekt bezwzględnie wymaga zmiany, podobnie zresztą jak refundacja dla próby prowokacyjnej z wykorzystaniem acetylocholiny. Kolejny aspekt to sprzęt oraz – last but not least – edukacja. Na ostatni punkt mamy jako klinicyści realny wpływ i na nim koncentrujemy nasze wysiłki szkoleniowe.
 
Warsztaty IC You znane są adeptom kardiologii  inwazyjnej z interaktywnej i praktycznej formuły. Na czym koncentrowali się Państwo w tym roku?
 
Jak co roku pracowaliśmy na przypadkach z naszej codziennej praktyki klinicznej. Wiemy, że to aspekt szczególnie cenny dla młodych lekarzy, którzy mogą poćwiczyć na rzeczywistych przykładach. Podobnie jak ćwiczenia na symulatorach i praca w małych grupach pod kierunkiem opiekunów. Wspólne otwarte dyskusje na temat proponowanych strategii zabiegowych to doskonała forma uczenia się. Co więcej, bardzo inspirująca także dla nas, wykładowców. Dodatkowo, omawiane zagadnienia staramy się odnosić do pacjentów. W przypadku tematu dzisiejszego wywiadu podkreślamy na przykład, że o ile przewlekłe zespoły wieńcowe nie przekładają się bezpośrednio na śmiertelność (tak, jak ostre zespoły wieńcowe), to wiążą się ze znacznym pogorszeniem jakości życia chorego. Pokazujemy, że pacjent, który otrzymuje diagnozę (na którą do niedawna nie zawsze miał szansę) i możliwość właściwego leczenia, mówi: „czuję się znacznie lepiej!” albo „już mnie nie boli”. To wspaniała nagroda.
 
Panie Profesorze, dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Marta Sułkowska
 
Więcej informacji o warsztatach IC You:
https://ic-you.pl/

źródło: materiał prasowy

 
Jeśli nie znamy technik radzenia sobie z różnymi typami bifurkacji, to trudno mówić o tym, że jesteśmy w stanie bezpiecznie i skutecznie przeprowadzić zabieg angioplastyki wieńcowej – nie tylko z dobrym efektem bezpośrednim, ale również dobrym efektem odległym. Czego potrzeba, by z sukcesem stosować najbardziej złożone strategie postępowania w zakresie angioplastyki wieńcowej w bifurkacjach, mówi dr hab. med. Janusz Kochman, Kierownik Pracowni Kardiologii Inwazyjnej I Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Angioplastyka wieńcowa w bifurkacjach była jednym z najważniejszych tematów tegorocznej edycji warsztatów edukacyjnych IC You, poświęconych tajnikom kardiologii interwencyjnej. Dlaczego ten temat został uznany za istotny?
 
Po pierwsze dlatego, że angioplastyka w obrębie bifurkacji tętnic wieńcowych to wyzwanie, z którym jako kardiolodzy interwencyjni mierzymy się często – nawet 25-30% przezskórnych interwencji wieńcowych to taki czy inny rodzaj angioplastyki obejmujący rozgałęzienie tętnic wieńcowych. Po drugie, ten rodzaj zabiegów wymaga doskonałej znajomości technik radzenia sobie z bifurkacją: jeśli nie opanowaliśmy ich w wystarczającym stopniu, to trudno mówić o tym, że jesteśmy w stanie bezpiecznie i skutecznie taki zabieg przeprowadzić – nie tylko z dobrym wynikiem bezpośrednim, ale również dobrym efektem odległym. O skali istotności tego zagadnienia świadczy zresztą szereg dokumentów; wytycznych i stanowisk poświęconych angioplastyce wieńcowej w bifurkacjach. Stowarzyszenie European Bifurcation Club (EBC) praktycznie co rok publikuje konsens podsumowujący najlepsze strategie radzenia sobie z określonym rodzajem bifurkacji. Różnicuje się tam podejścia i techniki w zależności od tego, czy mamy do czynienia z tak zwaną prawdziwą bifurkacją czy też nie, czy bifurkacja obejmuje odcinek poza pniem lewej tętnicy wieńcowej czy też dystalny odcinek pnia lewej tętnicy wieńcowej. Szereg rzeczy, na które trzeba zwracać uwagę.
 
Uczestnicy warsztatów IC You chwalili możliwość ćwiczenia na trenażerach pod okiem wykładowców dwóch technik: TAP i DK-Crush. Podkreślano, że aby te techniki były efektywne, potrzebne są umiejętności i doświadczenie. Czy to, także w codziennej praktyce klinicznej, metody „tylko dla orłów”?
 
Uczestnicy warsztatów IC You to adepci kardiologii interwencyjnej. Młodzi lekarze rzeczywiście przyznają, że okazji do ćwiczenia wymienionych technik na dedykowanych trenażerach – tym bardziej w warunkach kameralnych warsztatów, gdzie można omówić poszczególne kroki określonych strategii z wykładowcami, w standardowym procesie kształcenia nie zbyt ma wiele. Z tego względu to cenna możliwość. Skoncentrowaliśmy się na wspomnianych technikach, uznając że są one najbardziej przydatne, umożliwiając wykonanie zabiegu w większości bifurkacji.
 
Kiedy stosuje się poszczególne techniki i jaka jest ich pozycja w świetle aktualnej wiedzy medycznej?
 
Techniki DK-Crush używamy przy złożonych bifurkacjach wtedy, kiedy z góry wiemy, że konieczna  będzie implantacja dwóch stentów: jednego do głównego naczynia i drugiego do odchodzącej od niego gałęzi bocznej. Natomiast technika TAP wykorzystywana jest w przypadku, gdy decydujemy się na tak zwany provisional stenting, czyli wszczepienie stentu tylko do głównego naczynia i kiedy podczas zabiegu okazuje się, że powinniśmy jednak zastentować bocznicę – wtedy właśnie wykonujemy TAP.
 
Jeśli chodzi o zastosowanie wymienionych technik, mamy coraz więcej danych mówiących o tym, że DK-Crush powinien być preferowaną metodą w przypadku złożonej bifurkacji w obrębie pnia lewej tętnicy wieńcowej. Badanie DKCRUSH-V wykazało, że tak przeprowadzony zabieg daje lepsze wyniki niż strategia provisional. Co istotne, także w świetle przywołanych wyżej wniosków, zastrzega się, że ta technika wykazuje korzyści i przewagi tylko wtedy, kiedy jest doskonale znana operatorowi i świetnie przez niego opanowana (badanie było realizowane w populacji azjatyckiej, gdzie wspomnianych procedur wykonuje się dużo). Trzeba przyznać, że nie jest to technika ani prosta, ani przyjazna dla klinicysty.
 
Środowisko kardiologiczne spodziewa się aktualizacji wytycznych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, w których technika ta, w świetle przywołanych, ale także i innych doniesień, nabierze jeszcze większego znaczenia. W tym kontekście edukacja i doskonalenie umiejętności praktycznych operatorów nabierają szczególnej wagi.
 
Dedykowane spotkania, kameralne warsztaty poświęcone poszczególnym technikom wykonywania zabiegu są niezwykle ważne jeszcze z jednego względu – pozwalają się skupić na detalach. A tak naprawdę na końcowy efekt zabiegu; na fakt, czy uda nam się zrobić procedurę dobrze czy wręcz perfekcyjnie, składają się właśnie szczegóły. One, z kolei, wpływają już bezpośrednio na doraźny i odległy efekt procedury, a tym samym na zdrowie i jakość życia naszego pacjenta.
 
Dziękuję za interesujący komentarz.

 
Rozmawiała Marta Sułkowska
źródło: SalusPR
Wstrząs kardiogenny dotyka rocznie w Polsce ok. 10 tys. pacjentów. Niestety, śmiertelność przekracza nawet 60 proc. To można zmienić – mówią kardiolodzy – ale trzeba w pewnym stopniu przebudować system opieki zdrowotnej. Baza jest.
Warto przy tym wspomnieć, że polska kardiologia inwazyjna i kardiochirurgia są jednymi z lepszych na świecie – mamy m.in. bardzo dobre wyniki leczenia ostrych zespołów wieńcowych. W razie zawału, już w karetce pacjent ma wykonywane istotne badania i najczęściej jest wieziony od razu do odpowiedniej placówki medycznej, która jest w stanie mu pomóc.
 
Gorzej, jeśli pacjent ma zawał i jednocześnie wstrząs kardiogenny (wstrząs może wystąpić w przebiegu także innych stanów chorobowych serca, np. migotania przedsionków). Tu już tak dobrze już nie jest – mówili lekarze podczas XXX Jubileuszowej Zabrzańskiej Konferencji Kardiologicznej.
 
Co to jest wstrząs kardiogenny?
 
To skrajna niewydolność serca, w której dochodzi do zaburzenia jego funkcjonowania jako pompy – w efekcie dochodzi do niedokrwienia narządów i tkanek, co następnie prowadzi do ich niewydolności – „fabryka” się zacina. To właśnie dlatego dochodzi do tak wielu zgonów. Aby dać dużą szansę na skuteczną pomoc pacjentowi ze wstrząsem kardiogennym potrzebne m.in. jest jak najszybsze przywrócenie przepływu krwi w uszkodzonych miejscach.
 
Dr hab. n. med. Artur Dziewierz, prof. UJ, w artykule „Postępowanie we wstrząsie kardiogennym – aktualne zalecenia” opublikowanym na łamach Medycyny po Dyplomie podkreśla, że wstrząs kardiogenny w przebiegu ostrego zawału serca (AMI – acute myocardial infarction) jest złożonym procesem, charakteryzującym się bardzo wysoką śmiertelnością. „Ze względu na to, że u jego podstaw leży najczęściej znaczne uszkodzenie mięśnia lewej komory, z następową niewydolnością krążenia, niewydolnością wielonarządową i często zgonem, wysiłki powinny być skupione na ograniczaniu strefy zawału poprzez osiąganie jak najszybszej i pełnej reperfuzji (red. przywrócenie przepływu krwi w niedokrwionym narządzie)”. 
 
Zdaniem profesora Dziewierza, wstrząs kardiogenny powinien być leczony w wyspecjalizowanych ośrodkach. Pacjentem powinny zająć się odpowiednie zespoły, które mają wypracowane schematy standardowego postępowania. Przy czym, niestety, do tej pory nie udało się zidentyfikować skutecznej terapii.
 
Ale co zrobić, kiedy taki ośrodek jest zbyt daleko? Wówczas wstępna interwencja może być przeprowadzona w najbliższej pracowni hemodynamiki, ale potem pacjent powinien być przekazany do ośrodka o wyższym stopniu referencyjności, dysponującego możliwością czasowego mechanicznego wspomagania krążenia.
 
Kto przeżywa wstrząs kardiogenny?
 
„Wstrząs przeżywają ci pacjenci, którzy mają szczęście i  trafią w ciągu godziny w odpowiednie miejsce, nie mają zawału ściany przedniej (serca – red.)” – wyliczał podczas konferencji okoliczności sprzyjające chorym prof. dr hab. n. med. Lech Poloński, wieloletni konsultant wojewódzki w dziedzinie kardiologii na Śląsku. 
Wstrząs kardiogenny dotyka rocznie w skali kraju około 10 tysięcy pacjentów (60 proc. z nich umiera). U połowy z nich wstrząs jest powikłaniem przebiegu zawału serca. Prof. dr hab. n. med. Jacek Legutko, kierownik Oddziału Klinicznego Kardiologii Interwencyjnej w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II podkreślał, że dzięki postępom we wczesnym leczeniu zawałów serca w ostatnich dekadach, dzięki stworzeniu sieci ośrodków, w których ostre zespoły wieńcowe (zawały) leczone są błyskawicznie, również dzięki błyskawicznemu transportowi przez zespoły ratownictwa medycznego, udaje się zapobiec większej liczbie wstrząsów kardiogennych. To jest jednak praktycznie jedyny sukces w walce z tym na razie fatalnie rokującym dla życia powikłaniem.
 
W związku z tym kardiolodzy postulują stworzenie całego systemu leczenia wstrząsu kardiogennego. Z jednej strony ośrodków wysoko specjalistycznych, wyposażonych w pełnię możliwości, jakie daje kardiologia interwencyjna i kardiochirurgia, czyli np. metody wspomagania lewej komory serca (np. przez ECMO), z drugiej – schematów postępowania z pacjentem, które określałyby jego ścieżkę od rozpoznania wstrząsu, przez kwalifikację do ewentualnego przekazania przez ośrodek kardiologiczny niższego poziomu do ośrodka referencyjnego, po kwalifikację do najbardziej zaawansowanych metod leczenia.

„Nie wszyscy pacjenci mogą i powinni być do takich metod kwalifikowani – zastrzegła m.in. prof. dr hab. n. med. Janina Stępińska, która przez wiele kierowała Kliniką Intensywnej Terapii Kardiologicznej w Narodowym Instytucie Kardiologii w Aninie, a obecnie pracuje w Zakładzie Epidemiologii i Promocji Zdrowia Szkoły Zdrowia Publicznego Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego. – Metody wspomagania nie zawsze są skuteczne. Potrzebujemy kryteriów podłączania wspomagania lewokomorowego. Dowolność prowadzi do braku skuteczności” – tłumaczyła, dodając, że w niektórych krajach stosuje się np. kryterium wieku – „w Polsce trudne do przeforsowania, bo zaraz przywoływane są argumenty konstytucyjne”.
 
 
Etap przedszpitalny kluczowy
 
„System opiera się na ratownikach medycznych. Zespołów z lekarzem jest bardzo mało” – przypominał dr hab. n. med. i n. o zdr. Klaudiusz Nadolny, dyrektor Pogotowia Ratunkowego w Sosnowcu. 
 
Przy czym niewykluczone, że liczba karetek „S” (w tych obowiązkowo jest lekarz) zmaleje: Komisja Zdrowia przyjęła w drodze poprawki poselskiej określenie ich minimalnego odsetka na 10 proc. W ocenie Klaudiusza Nadolnego niezbędne jest z jednej strony podnoszenie kwalifikacji ratowników, z drugiej – takie zmiany w przepisach, które umożliwią im udzielanie realnej pomocy pacjentom we wstrząsie kardiogennym (ratownicy nie mają np. uprawnień do samodzielnego podawania większości leków). Zespoły ratownictwa medycznego potrzebują jednak przede wszystkim przejrzystych i jasnych wytycznych dotyczących postępowania z takimi pacjentami. 
 
W tej chwili kilka czołowych – m.in. Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu czy Krakowski Szpital Specjalistyczny im. Jana Pawła II – ma wszelkie podstawy, by móc leczyć pacjentów we wstrząsie kardiogennym (i te, oraz inne placówki to zresztą robią). Kardiolodzy wskazali podczas konferencji, że to, czego brakuje, to koordynacja z innymi ogniwami systemu oraz konieczność lepszej współpracy wewnątrz ośrodków, z tworzeniem tzw. shock-teamów, złożonych z różnych specjalistów i mających wiedzę, jak radzić sobie ze wstrząsem kardiogennym. 
 
Źródła:
 
Debata poświęcona problemom związanym z leczeniem wstrząsu kardiogennego, która odbyła się w ramach XXX Jubileuszowej Zabrzańskiej Konferencji Kardiologicznej; organizatorzy: Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu oraz Medycyna Praktyczna, 31.05.2023 – 02.06.2023
https://podyplomie.pl/kardiologia/37678,postepowanie-we-wstrzasie-kardiogennym-aktualne-zalecenia?page=3  
Źródło informacji: Serwis Zdrowie 
Grafika: Zdjęcie dodane przez Los Muertos Crew: https://www.pexels.com/pl-pl/zdjecie/ludzie-kobieta-biuro-dziewczyna-8460088/
Pacjent bialskiego szpitala chorował na niewydolność serca, a dodatkowo zdiagnozowano u niego bardzo ciasne zwężenie aorty. Kardiolodzy z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Białej Podlaskiej uratowali jego życie, używając do zabiegu nowoczesnej pompy Impella. W województwie lubelskim był to trzeci zabieg tego typu.
W dniu 4 kwietnia br. w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Białej Podlaskiej lek. Sebastian Wójcik w asyście lek. Aleksandra Łozickiego z Oddziału Kardiologii Inwazyjnej, przeprowadził skomplikowany zabieg z użyciem nowoczesnego urządzenia do wspomagania krążenia – Impella CP (Abiomed).

Zabieg wykonano u pacjenta z niewydolnością serca u którego zdiagnozowano bardzo ciasne zwężenie głównej tętnicy serca. Każda manipulacja w tym miejscu mogła zamknąć wszystkie tętnice wieńcowe, i doprowadzić do śmierci pacjenta. Jedyną szansą na uratowanie jego życia było użycie wspomagania krążenia.

Impella to zminiaturyzowana pompa serca stosowana w terapii wspomagającej podczas interwencji bardzo wysokiego ryzyka – w kardiologii inwazyjnej i kardiochirurgii. Urządzenie Impella jest wprowadzane do serca przez dużą tętnicę, zazwyczaj udową. Działanie jej polega na ciągłym zasysaniu krwi z lewej komory i pompowaniu jej do aorty celem utrzymania krążenia i ukrwienia narządów u ciężko chorych pacjentów, u których w tym samym czasie wykonuje się zabieg naprawczy na tętnicach wieńcowych. Urządzenie to bardzo precyzyjnie umożliwia kontrolę przepływu krwi podczas interwencji, co pozwala na osiągnięcie lepszych wyników terapeutycznych i zmniejszenie ryzyka zabiegowego.

Pacjent u którego dokonano zabiegu czuje się dobrze i został już wypisany do domu.

źródło: Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Białej Podlaskiej

Pacjent bialskiego szpitala chorował na niewydolność serca, a dodatkowo zdiagnozowano u niego bardzo ciasne zwężenie aorty. Kardiolodzy z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Białej Podlaskiej uratowali jego życie, używając do zabiegu nowoczesnej pompy Impella. W województwie lubelskim był to trzeci zabieg tego typu.
W dniu 4 kwietnia br. w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Białej Podlaskiej lek. Sebastian Wójcik w asyście lek. Aleksandra Łozickiego z Oddziału Kardiologii Inwazyjnej, przeprowadził skomplikowany zabieg z użyciem nowoczesnego urządzenia do wspomagania krążenia – Impella CP (Abiomed).

Zabieg wykonano u pacjenta z niewydolnością serca u którego zdiagnozowano bardzo ciasne zwężenie głównej tętnicy serca. Każda manipulacja w tym miejscu mogła zamknąć wszystkie tętnice wieńcowe, i doprowadzić do śmierci pacjenta. Jedyną szansą na uratowanie jego życia było użycie wspomagania krążenia.

Impella to zminiaturyzowana pompa serca stosowana w terapii wspomagającej podczas interwencji bardzo wysokiego ryzyka – w kardiologii inwazyjnej i kardiochirurgii. Urządzenie Impella jest wprowadzane do serca przez dużą tętnicę, zazwyczaj udową. Działanie jej polega na ciągłym zasysaniu krwi z lewej komory i pompowaniu jej do aorty celem utrzymania krążenia i ukrwienia narządów u ciężko chorych pacjentów, u których w tym samym czasie wykonuje się zabieg naprawczy na tętnicach wieńcowych. Urządzenie to bardzo precyzyjnie umożliwia kontrolę przepływu krwi podczas interwencji, co pozwala na osiągnięcie lepszych wyników terapeutycznych i zmniejszenie ryzyka zabiegowego.

Pacjent u którego dokonano zabiegu czuje się dobrze i został już wypisany do domu.

źródło: Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Białej Podlaskiej

Jeśli nic nie zrobimy, już niedługo polskie pracownie hemodynamiczne będą świecić pustkami, taką diagnozę kardiologii inwazyjnej stawia dr hab. med. Tomasz Pawłowski, prof. CMKP, Kierownik Pracowni Kardioangiografii Kliniki Kardiologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie. Jest wiele przyczyn systemowych, które sprawiają, że jest nas coraz mniej, a niestety pacjentów coraz więcej. Nie ma nas kto zastąpić i trzeba działać. – dodaje.
Wszechstronnie wykształceni
 
Kardiolodzy inwazyjni to wąska grupa lekarzy kardiologów, którzy dziś mocno rozszerzają swoje umiejętności dla dobra i zdrowia pacjenta – tego wymaga starzejące się społeczeństwo.
Dziś w portfolio kardiologa interwencyjnego jest nie tylko leczenie ostrych i przewlekłych zespołów wieńcowych, czyli zawałów serca i tzw. „wieńcówki” ale również coraz częściej sięgamy po leczenie wad strukturalnych – wad nabytych serca, a że ze względu na starzejące się społeczeństwo, tych pacjentów wciąż przybywa, to właśnie metody kardiologii interwencyjnej są metodami z wyboru przy leczeniu tych pacjentów, których kardiochirurdzy dyskwalifikują od swoich zabiegów ze względu na większą inwazyjność i większe ryzyko powikłań i zgonów. Jak choćby przy wymianie zastawki aortalnej. – mówi prof. Pawłowski.
 
Kardiolodzy interwencyjni to lekarze, którzy są bardzo wszechstronnie wykształceni nie tylko na polu zabiegowym, ale również coraz częściej w intensywnej terapii kardiologicznej oraz w angiologii.
Kardiolodzy inwazyjni swoimi umiejętnościami potrafią pokryć wiele problemów współczesnego pacjenta z chorobami serca i naczyń, a także znacznie poprawić stan zdrowia i jakość życia chorych na współistniejące z kardiologicznymi schorzenia, niestety, tych samodzielnych i wszechstronnych operatorów kardiologii jest coraz mniej. – stwierdza profesor.
 
Pacjentów coraz więcej, kardiologów coraz mniej
 
Braki kadrowe w leczeniu kardiologicznym są coraz większe i dotyczą zarówno zespołów medycznych asystujących przy zabiegach, jak i samych inwazyjnych kardiologów. Coraz bardziej widoczna staje się luka pokoleniowa, której nie ma jak zapełnić.
Samodzielnych operatorów kardiologii inwazyjnej w Polsce jest ok. 600, a liczba pacjentów z roku na rok rośnie. Waga medyczna i społeczna naszej specjalizacji rośnie, ponieważ potrafimy nie tylko leczyć chorych w stanach bezpośredniego zagrożenia życia, ale również nabyte z wiekiem wady serca, które leczymy w sposób przezskórny, małoinwazyjny, bardziej dla pacjenta bezpieczny i mniej obciążający. Niestety nie jesteśmy w wielu aspektach naszej pracy wspierani przez system, a to przekłada się na zmniejszenie liczby rezydentów w kardiologii inwazyjnej, problem staje się bardzo poważny. – przyznaje prof. Pawłowski.
 
Jak wymienia, powodów tej ogromnej luki pokoleniowej jest wiele, a jedną z najważniejszych jest czasochłonność tej pracy i bezpośrednie narażenie zdrowia operatora podczas zabiegów długotrwale wystawionego na promieniowanie jonizujące.
 
Kardiolog pacjentem
 
Kardiolodzy inwazyjni podczas swojej pracy są bezpośrednio narażeni na promieniowanie, które z czasem może powodować znaczny uszczerbek na zdrowiu – to również jeden z powodów, dla których kobiety tak rzadko decydują się na tą specjalizację chcąc w swoim życiu spełnić się również w roli matki.
To problem wad wzroku, jaskry, zaćmy, to choroby układu kostno-stawowego, nowotwory układu nerwowego, to ciężkie dyskopatie kręgosłupa lędźwiowego i piersiowego. Codzienne wykonując zabiegi musimy nosić ciężkie ołowiane fartuchy, które wpływają na stan naszych stawów i kręgosłupa. Dodatkowo, nie jesteśmy wspierani przez system ochrony zdrowia, nasza praca nie jest zaliczana do tych ryzykownych, nie mamy nawet rejestru chorób zawodowych w kardiologii, dlatego w swoim programie wyborczym, jako kandydat na Przewodniczącego Asocjacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, które odbywają się w kwietniu 2023 r. postanowiłem umieściłem realne działania na rzecz zmiany tej sytuacji dla naszego środowiska. – podkreśla prof. Pawłowski.
 
Rejestr chorób zawodowych w kardiologii inwazyjnej
 
Prof. Pawłowski uważa, że to właśnie stworzenie takiego rejestru mogłoby być jednym ze sposobów na zatrzymanie pogłębiającej się luki pokoleniowej w kardiologii, dałoby większe bezpieczeństwo zawodowe, medyczne i społeczne lekarzom tej niezwykle ważnej dla pacjentów specjalizacji.
Trzeba powiedzieć to głośno – sami narażamy nasze życie, podczas ratowania życia pacjentów i zasługujemy na ochronę naszego zdrowia i większe prawa zawodowe, podobnie jak operatorzy koparek czy maszyn wytwarzających wibracje na budowie. Proponuję, by stworzyć rejestr chorób zawodowych w kardiologii inwazyjnej, – zarówno dla operatorów, jak i kadr medycznych uczestniczących w naszych zabiegach, dzięki czemu nasza praca stałaby się bezpieczniejsza, bardziej przewidywalna i atrakcyjna dla obecnych i kolejnych pokoleń lekarzy.
 
Wnioski z takiego rejestru mogłyby być podstawą do ubiegania się o konkretne prawa m.in. prawo do wcześniejszego przechodzenia na emeryturę, prawo do świadczeń medycyny pracy, zapewnienie cyklicznych badań tak jak w przypadku innych grup zawodowych, które mają uznane choroby zawodowe. Same badania okresowe, które przechodzimy, aby być dopuszczonym do pracy w promieniowaniu jonizującym, są niewystarczające. Konsekwencje chorób, których doświadczamy i nabywamy w trakcie naszej pracy są długofalowe i wymagają leczenia w późniejszych okresach
My też możemy być pacjentami i bardzo często zostajemy nimi przez naszą pracę. Jest nas mało, a wyszkolenie operatora kardiologii inwazyjnej trwa latami. Jeśli nie będzie napływu nowych specjalistów, to za parę lat pracowni kardiologii inwazyjnej będą świecić pustkami. Kwestia chorób zawodowych kardiologów inwazyjnej to jeden z elementów, która może poprawić sytuację. Tym bardziej, że problem dotyczy także personelu medycznego, pielęgniarek i techników.
 
źródło: Klinika Kardiologii, Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA
Foto: Dariusz Pańczyk
Jeśli nic nie zrobimy, już niedługo polskie pracownie hemodynamiczne będą świecić pustkami, taką diagnozę kardiologii inwazyjnej stawia dr hab. med. Tomasz Pawłowski, prof. CMKP, Kierownik Pracowni Kardioangiografii Kliniki Kardiologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie. Jest wiele przyczyn systemowych, które sprawiają, że jest nas coraz mniej, a niestety pacjentów coraz więcej. Nie ma nas kto zastąpić i trzeba działać. – dodaje.
Wszechstronnie wykształceni
 
Kardiolodzy inwazyjni to wąska grupa lekarzy kardiologów, którzy dziś mocno rozszerzają swoje umiejętności dla dobra i zdrowia pacjenta – tego wymaga starzejące się społeczeństwo.
Dziś w portfolio kardiologa interwencyjnego jest nie tylko leczenie ostrych i przewlekłych zespołów wieńcowych, czyli zawałów serca i tzw. „wieńcówki” ale również coraz częściej sięgamy po leczenie wad strukturalnych – wad nabytych serca, a że ze względu na starzejące się społeczeństwo, tych pacjentów wciąż przybywa, to właśnie metody kardiologii interwencyjnej są metodami z wyboru przy leczeniu tych pacjentów, których kardiochirurdzy dyskwalifikują od swoich zabiegów ze względu na większą inwazyjność i większe ryzyko powikłań i zgonów. Jak choćby przy wymianie zastawki aortalnej. – mówi prof. Pawłowski.
 
Kardiolodzy interwencyjni to lekarze, którzy są bardzo wszechstronnie wykształceni nie tylko na polu zabiegowym, ale również coraz częściej w intensywnej terapii kardiologicznej oraz w angiologii.
Kardiolodzy inwazyjni swoimi umiejętnościami potrafią pokryć wiele problemów współczesnego pacjenta z chorobami serca i naczyń, a także znacznie poprawić stan zdrowia i jakość życia chorych na współistniejące z kardiologicznymi schorzenia, niestety, tych samodzielnych i wszechstronnych operatorów kardiologii jest coraz mniej. – stwierdza profesor.
 
Pacjentów coraz więcej, kardiologów coraz mniej
 
Braki kadrowe w leczeniu kardiologicznym są coraz większe i dotyczą zarówno zespołów medycznych asystujących przy zabiegach, jak i samych inwazyjnych kardiologów. Coraz bardziej widoczna staje się luka pokoleniowa, której nie ma jak zapełnić.
Samodzielnych operatorów kardiologii inwazyjnej w Polsce jest ok. 600, a liczba pacjentów z roku na rok rośnie. Waga medyczna i społeczna naszej specjalizacji rośnie, ponieważ potrafimy nie tylko leczyć chorych w stanach bezpośredniego zagrożenia życia, ale również nabyte z wiekiem wady serca, które leczymy w sposób przezskórny, małoinwazyjny, bardziej dla pacjenta bezpieczny i mniej obciążający. Niestety nie jesteśmy w wielu aspektach naszej pracy wspierani przez system, a to przekłada się na zmniejszenie liczby rezydentów w kardiologii inwazyjnej, problem staje się bardzo poważny. – przyznaje prof. Pawłowski.
 
Jak wymienia, powodów tej ogromnej luki pokoleniowej jest wiele, a jedną z najważniejszych jest czasochłonność tej pracy i bezpośrednie narażenie zdrowia operatora podczas zabiegów długotrwale wystawionego na promieniowanie jonizujące.
 
Kardiolog pacjentem
 
Kardiolodzy inwazyjni podczas swojej pracy są bezpośrednio narażeni na promieniowanie, które z czasem może powodować znaczny uszczerbek na zdrowiu – to również jeden z powodów, dla których kobiety tak rzadko decydują się na tą specjalizację chcąc w swoim życiu spełnić się również w roli matki.
To problem wad wzroku, jaskry, zaćmy, to choroby układu kostno-stawowego, nowotwory układu nerwowego, to ciężkie dyskopatie kręgosłupa lędźwiowego i piersiowego. Codzienne wykonując zabiegi musimy nosić ciężkie ołowiane fartuchy, które wpływają na stan naszych stawów i kręgosłupa. Dodatkowo, nie jesteśmy wspierani przez system ochrony zdrowia, nasza praca nie jest zaliczana do tych ryzykownych, nie mamy nawet rejestru chorób zawodowych w kardiologii, dlatego w swoim programie wyborczym, jako kandydat na Przewodniczącego Asocjacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, które odbywają się w kwietniu 2023 r. postanowiłem umieściłem realne działania na rzecz zmiany tej sytuacji dla naszego środowiska. – podkreśla prof. Pawłowski.
 
Rejestr chorób zawodowych w kardiologii inwazyjnej
 
Prof. Pawłowski uważa, że to właśnie stworzenie takiego rejestru mogłoby być jednym ze sposobów na zatrzymanie pogłębiającej się luki pokoleniowej w kardiologii, dałoby większe bezpieczeństwo zawodowe, medyczne i społeczne lekarzom tej niezwykle ważnej dla pacjentów specjalizacji.
Trzeba powiedzieć to głośno – sami narażamy nasze życie, podczas ratowania życia pacjentów i zasługujemy na ochronę naszego zdrowia i większe prawa zawodowe, podobnie jak operatorzy koparek czy maszyn wytwarzających wibracje na budowie. Proponuję, by stworzyć rejestr chorób zawodowych w kardiologii inwazyjnej, – zarówno dla operatorów, jak i kadr medycznych uczestniczących w naszych zabiegach, dzięki czemu nasza praca stałaby się bezpieczniejsza, bardziej przewidywalna i atrakcyjna dla obecnych i kolejnych pokoleń lekarzy.
 
Wnioski z takiego rejestru mogłyby być podstawą do ubiegania się o konkretne prawa m.in. prawo do wcześniejszego przechodzenia na emeryturę, prawo do świadczeń medycyny pracy, zapewnienie cyklicznych badań tak jak w przypadku innych grup zawodowych, które mają uznane choroby zawodowe. Same badania okresowe, które przechodzimy, aby być dopuszczonym do pracy w promieniowaniu jonizującym, są niewystarczające. Konsekwencje chorób, których doświadczamy i nabywamy w trakcie naszej pracy są długofalowe i wymagają leczenia w późniejszych okresach
My też możemy być pacjentami i bardzo często zostajemy nimi przez naszą pracę. Jest nas mało, a wyszkolenie operatora kardiologii inwazyjnej trwa latami. Jeśli nie będzie napływu nowych specjalistów, to za parę lat pracowni kardiologii inwazyjnej będą świecić pustkami. Kwestia chorób zawodowych kardiologów inwazyjnej to jeden z elementów, która może poprawić sytuację. Tym bardziej, że problem dotyczy także personelu medycznego, pielęgniarek i techników.
 
źródło: Klinika Kardiologii, Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA
Foto: Dariusz Pańczyk