Medicalpress

Jak rozmawiać z dziećmi o zagrożeniach, o których słyszą zewsząd, nie wzmacniając ich lęku? Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu i Fundacja Prospołeczna.org przygotowały instrukcję dla rodziców i nauczycieli, dostępną w aplikacji KidsAlert. Materiał uzupełnia działania uczelni na rzecz edukacji zdrowotnej i zdrowia psychicznego, obejmujące także kształcenie przyszłych psychologów na nowym kierunku Wydziału Nauk o Zdrowiu UMW.

Po doniesieniach o atakach w szkołach rodzice i nauczyciele mierzą się zarówno z pytaniami o bezpieczeństwo, jak i z niepokojem dzieci wywołanym wiadomościami, nagraniami i komentarzami w sieci.

Jak odpowiedzieć na obawy dziecka?

Opracowanie „Jak pomóc sobie i dzieciom w obliczu niepokojących informacji o zagrożeniach?” jest dostępne w aplikacji KidsAlert. Instrukcja zawiera wskazówki dostosowane do wieku dziecka, dotyczące reagowania na lęk i zgłaszania zagrożeń.

– Instrukcja, którą opracowaliśmy wspólnie z Fundacją Prospołeczna.org, realizującą projekt KidsAlert, ma wspierać rodziców i nauczycieli w prowadzeniu rozmów z dziećmi na temat przemocy i zagrożeń w sposób, który wzmacnia poczucie bezpieczeństwa, a jednocześnie nie nasila niepotrzebnie lęku. W rozmowach warto unikać drastycznych szczegółów, wysłuchać obaw dzieci i pomagać im odróżniać fakty od przypuszczeń. Ważne jest również przekazywanie zasad bezpieczeństwa oraz wskazywanie możliwości uzyskania pomocy – mówi dr Luba Ślósarz, psycholog i psychoterapeutka z UMW, współautorka opracowania.

Działająca od tego roku na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu Katedra Psychologii, będzie temu zagadnieniu poświęcać sporo uwagi.

Porażający zasięg. Blisko 4 miliardy wyświetleń w kilka dni

Skalę przekazu, z którym mierzą się odbiorcy, pokazują dane przedstawione przez dr. Andrzeja Jarynowskiego, epidemiologa z Wydziału Nauk o Zdrowiu UMW.

– Według naszego monitoringu w dniach 6–12 października treści dotyczące tego tematu odnotowały łącznie 3,9 mld wyświetleń. Szacunkowo w czwartek i piątek odpowiadało to około 25 kontaktom z materiałem dziennie w przeliczeniu na jednego mieszkańca Polski. Tak intensywny przekaz mógł nasilać społeczny lęk i wzmacniać poczucie zagrożenia – mówi dr Andrzej Jarynowski.

Przeliczenie na mieszkańca obrazuje intensywność przekazu, a nie doświadczenie każdej osoby czy poziom rzeczywistego niebezpieczeństwa. Często powtarzane wiadomości o przemocy mogą jednak wywoływać przekonanie, że również nam zagrażają podobne zdarzenia. Ciągłe sprawdzanie kolejnych doniesień może dodatkowo podtrzymywać niepokój.

Osobnym zagadnieniem jest ryzyko naśladowania przemocy, które również należy uwzględniać przy informowaniu o takich zdarzeniach.

– Modelowanie zachowań to uczenie się poprzez obserwację innych. W klasycznych eksperymentach Alberta Bandury dzieci, które obserwowały dorosłych zachowujących się agresywnie wobec lalki Bobo, częściej odtwarzały podobne zachowania podczas późniejszej zabawy. W kontekście współczesnych mediów sensacyjne i szczegółowe przedstawianie przemocy, zwłaszcza nadmierne eksponowanie sprawców, może w określonych okolicznościach sprzyjać naśladownictwu. Nie oznacza to jednak, że sam kontakt z takimi treściami prowadzi do agresji – wyjaśnia dr Luba Ślósarz.

Bezpieczeństwo w sieci jest częścią edukacji zdrowotnej

Instrukcja uzupełnia wcześniejsze działania UMW. Uczelnia udostępnia bezpłatny podręcznik edukacji zdrowotnej dla nauczycieli, z którego mogą korzystać również rodzice. Rozdział poświęcony cyberbezpieczeństwu i higienie cyfrowej obejmuje m.in. rozpoznawanie dezinformacji, cyberprzemoc, niebezpieczne relacje w internecie i ochronę prywatności. Publikacja omawia także skutki nadmiernego używania technologii. Uczelnia dużo uwagi poświęciła temu zagadnieniu także w programie studiów podyplomowych dla nauczycieli, którzy uczyć będą edukacji zdrowotnej, przygotowując ich do rozmów na ten temat.

Dr Agnieszka Siennicka, dziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu UMW, podkreśla, że odpowiedzialność za cyfrowe środowisko dzieci dotyczy zarówno dorosłych użytkowników, jak i twórców technologii.

– Rosnąca zależność od technologii, która charakteryzuje współczesny świat powinna wymusić refleksję nad granicami jej wykorzystania. Pracując, odpoczywając czy organizując codzienne życie nie rozstajemy się ze smartfonami. Nie chodzi tylko o czas, który spędzamy z ekranem przed nosem. Chodzi o to, na ile my sami, jako dorośli użytkownicy potrafimy świadomie rozdzielić te aktywności, przy których technologia jest tylko pomocnym narzędziem, od tych momentów, kiedy telefon zaspokaja potrzeby emocjonalne, zastępuje relacje czy ingeruje w proces podejmowania decyzji. Dzieci nas obserwują, nie zastanawiają się, do czego akurat wykorzystujemy telefon, widzą przede wszystkim jego nieustanną obecność w naszym życiu. Trudno o bardziej niespójny przekaz – podkreśla dr Siennicka.

Odpowiedzialność dorosłych obejmuje także decyzje o tym, kiedy udostępniać dzieciom technologię i jakie zasady korzystania z niej ustalać. Dotyczy również projektowania narzędzi cyfrowych z uwzględnieniem potrzeb i rozwoju najmłodszych.

–  Mówię o tym jako rodzic, będący jednocześnie użytkownikiem, ale i współtwórcą innowacyjnych rozwiązań technologicznych.  Nie wystarczy projektować rozwiązania skuteczne, bezpieczne i dostępne. Trzeba również uwzględniać ich wpływ na zachowania, relacje i rozwój dzieci oraz konsekwencje budowania świata, w którym niemal każda aktywność wymaga pośrednictwa technologii. Cieszę się z wprowadzenia zakazu korzystania ze smartfonów w szkołach podstawowych. Uważam, że ta decyzja, równolegle z obowiązkową edukacją zdrowotną  oraz ze zmianami w zakresie żywienia w szkołach są przełomowe w kontekście zdrowia młodego pokolenia. Ale regulacje nie zastąpią rozmowy i edukacji przez rodziców i opiekunów, higieny cyfrowej dorosłych ani skutecznych narzędzi chroniących dzieci przed niebezpiecznymi treściami. Rodzice muszą odpowiedzialnie decydować o wieku rozpoczynania samodzielnego korzystania z sieci, urządzeń cyfrowych, mediów społecznościowych odnosząc się do świadomej oceny potrzeb i bezpieczeństwa dziecka, nie oglądając się na własną wygodę (nic tak nie ucisza marudzącego przy obiedzie kilkulatka jak telefon) czy presję rówieśniczą (wszyscy w klasie mają, mój syn będzie wykluczony jeśli tylko on nie dostanie swojego smartfona) – apeluje dr Agnieszka Siennicka.

Gdzie znaleźć więcej informacji?

Istnieje wiele sprawdzonych i merytorycznie bezpiecznych źródeł, z których można czerpać wiedzę. W ramach kampanii „Zdrowiej wiedzieć” UMW współpracuje m.in. z NASK na rzecz przeciwdziałania dezinformacji i edukacji o bezpieczeństwie w sieci. Praktyczne wskazówki dla rodziców zawiera poradnik NASK „W sieci wyzwań. Sztuka wychowania w cyfrowym świecie”.

Uczelnia nagrywa także podcasty „Na zdrowy rozum” i „Bezpieczny Pacjent”. Pierwszy z cykli podejmuje m.in. temat dezinformacji medycznej. Jeden z odcinków „Bezpiecznego Pacjenta” dotyczy bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w internecie.

Informacje o zdrowiu psychicznym i dostępnych formach pomocy zawiera również bezpłatny poradnik autorstwa dr Luby Ślósarz „W dobrym stanie. Poradnik zdrowia psychicznego dla mieszkańców Dolnego Śląska”, wydany przez Dolnośląski Ośrodek Polityki Społecznej.

Źródło: inf pras

Zakaz mediów społecznościowych dla dzieci poniżej 13. roku życia, minikonta dla dzieci w wieku 13–15 lat pod nadzorem rodziców, bezpieczniejsze gry online, chatboty AI czy sklepy z aplikacjami. Tego m.in. dotyczy projekt nowego unijnego rozporządzenia w sprawie ochrony małoletnich w internecie – EU Kids Act, który KE przedstawiła we wrześniu. Michał Wawrykiewicz, europoseł z KO, podkreśla, że należy nie tylko wdrażać nowe przepisy, ale również zwiększyć skuteczność egzekwowania tych już istniejących.

Tegoroczne badanie Eurobarometr wskazuje, że w Unii Europejskiej nastolatki w wieku 13–18 lat spędzają średnio online 4,5 godziny dziennie w trakcie tygodnia szkolnego i 6,1 godzin dziennie w weekendy. 14 proc. nastolatków deklaruje, że spędza przed ekranami ponad 10 godzin w trakcie dnia. Co istotne, wśród dzieci, które zaczęły korzystać z mediów społecznościowych przed 10. rokiem życia, deklarowany czas przed ekranem jest o prawie dwie godziny dłuższy niż w przypadku dzieci, które stały się użytkownikami po 14. roku życia.

Połowa nastolatków pozytywnie ocenia wpływ mediów społecznościowych na ich samopoczucie psychiczne. Ich głównymi motywacjami są: rozrywka, kontakt z przyjaciółmi lub rodziną, poczucie więzi z innymi oraz możliwość nauki. Jednocześnie prawie co trzeci nastolatek zgłasza uczucie stresu, smutku lub wykluczenia społecznego z powodu mediów społecznościowych. Zidentyfikowano również inne czynniki presji, które mogą wpływać na samopoczucie, w tym porównywanie się z innymi (45 proc.) i lęk przed pominięciem (41 proc.).

– Negatywny wpływ platform społecznościowych na młodych ludzi jest dostrzegalny w Parlamencie Europejskim. Jako legislatorzy chcemy zrobić jak najwięcej, żeby chronić dzieci, które są bezbronne wobec agresywnej polityki platform i brutalnych algorytmów. Każdy, kto ma dzieci, wie, że wpływ social mediów jest zdecydowanie negatywny: obniża ich koncentrację, możliwości czy zdolności socjalne, interpersonalne – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Michał Wawrykiewicz, poseł do Parlamentu Europejskiego z Koalicji Obywatelskiej, członek grupy Europejska Partia Ludowa (EPL).

Młodzi badani przez Eurobarometr wskazują, że zetknęli się z szeregiem szkodliwych lub niepokojących treści, m.in. mową nienawiści, promocją niezdrowych produktów, fake newsami czy presją na wygląd czy zakup konkretnego produktu.

17 września br. Komisja Europejska przedstawiła projekt rozporządzenia w sprawie ochrony małoletnich w internecie, czyli EU Kids Act. Jego zadaniem jest ochrona nieletnich przed ryzykownymi usługami cyfrowymi i systemami sztucznej inteligencji.

– EU Kids Act ma zapobiegać targetowaniu dzieci przez algorytmy, łapaniu ich w sieć w mediach społecznościowych. Będzie to obejmowało także gry online, których dzieci często używają i gdzie też czyha na nie mnóstwo pułapek – mówi Michał Wawrykiewicz. – Sztandarowe ograniczenie to będzie uniemożliwienie dzieciom korzystania z social mediów do 13. roku życia, a pomiędzy 13. a 15. rokiem życia ograniczona możliwość korzystania z social mediów poprzez tzw. mini accounts. To konta, w których muszą uczestniczyć rodzice. Będą oni powoli dopuszczać dzieci do pełnoprawnego korzystania z social mediów pod ich kontrolą.

W ciągu sześciu miesięcy od rozpoczęcia stosowania przepisów platformy będą musiały sprawdzić, czy obecni posiadacze kont mają mniej niż 15 lat. Jeśli tak, zablokują je. Każde państwo członkowskie będzie musiało zapewnić co najmniej jeden bezpłatny sposób potwierdzenia wieku, także osobom nieposiadającym cyfrowego dowodu tożsamości. Jak podkreśliła Ursula von der Leyen, szefowa KE, przedstawiając propozycję nowych przepisów, to platformy będą musiały wykazać, że ich usługi są dostosowane do wieku i bezpieczne.

Usługi dostępne na minikontach, zgodnie z założeniem, mają być zaprojektowane z uwzględnieniem zabezpieczeń, takich jak ograniczone kontakty społeczne i ograniczony czas spędzany przed ekranem do jednej godziny dziennie. Młodsze dzieci nie będą mieć dostępu do mediów społecznościowych, ale mogą korzystać ze specjalnie zaprojektowanych usług przyjaznych dzieciom za pośrednictwem kont rodziców czy opiekunów.

– Mam nadzieję, że te ograniczenia wiekowe dla dzieci w zakresie korzystania z social mediów znajdą szerokie poparcie w Parlamencie Europejskim. Przecież wszyscy, którzy mają dzieci, wiedzą doskonale, jak destruktywny wpływ na ich rozwój, umiejętności interpersonalne i koncentrację na co dzień wywołują media społecznościowe, również nieograniczone korzystanie z nich. Myślę, że wypracujemy kompromis, który umożliwi w szerokiej palecie politycznej uchwalić to prawo – uważa europoseł KO.

Rozporządzenie nakłada na usługodawców obowiązki w zakresie bezpieczeństwa już na etapie projektowania usług, z których najczęściej korzystają dzieci, w tym mediów społecznościowych, platform wideo, gier, chatbotów AI i sklepów z aplikacjami. Celem jest m.in. wyeliminowanie uzależniających sztuczek prowadzących do nadmiernego używania i ekspozycji czy możliwości kontaktu z nieznajomymi, ale też wprowadzenie domyślnych bezpiecznych ustawień. Przykładowo profile osób niepełnoletnich muszą być domyślnie prywatne, z wyłączoną geolokalizacją, dostępem do kamery i mikrofonu. Usługi online muszą również oferować osobom niepełnoletnim łatwe sposoby blokowania i wyciszania użytkowników.

– W zakresie projektowania perswazyjnego powinniśmy wprowadzać zdecydowane ograniczenia i zakazy. Jest to intencjonalne tworzenie treści w internecie, które mają złapać w sieć dzieci i utrzymać je tam jak najdłużej. To są te specjalne algorytmy, które nakazują ciągłe scrollowanie stron, sieci, zdjęć, materiałów, filmów, przykuwanie uwagi. To jest gigantyczna przewaga technologiczna platform, które w taki perswazyjny sposób projektują treści, a z drugiej strony mamy bezbronne dzieci, które łapią się na ten haczyk – podkreśla polityk.

KE wyjaśnia, że nowe propozycje opierają się na strukturach już istniejących na mocy aktu o usługach cyfrowych (DSA) i aktu w sprawie sztucznej inteligencji.

– Unia Europejska już przewiduje mechanizmy obronne, które mają wyeliminować te zagrożenia. To się dzieje na trzech poziomach. Mamy DSA, czyli akt o usługach cyfrowych, który wprowadza ograniczenia dla platform także w odniesieniu do dzieci, aby chronić je przed agresywną polityką algorytmów. Są przewidziane sankcje, nawet do 6 proc. globalnego obrotu takich platform – mówi Michał Wawrykiewicz.

DSA zobowiązuje platformy do podjęcia środków, które mają na celu ochronę osób małoletnich korzystających z ich usług, w tym m.in. ograniczenie dostępu do treści nieodpowiednich do ich wieku, takich jak gry hazardowe lub pornografia. Rozporządzenie wprowadza także zakaz reklam kierowanych do małoletnich na podstawie profilowania.

– Mamy też AI Act, który przewiduje szczególne obostrzenia co do używania sztucznej inteligencji, w tym obowiązek oznaczania treści przez nią generowanych. Odnosi się to też do młodzieży i agresywnej polityki platform – tłumaczy europoseł KO. – Symultanicznie trzeba zwiększać egzekwowalność przepisów. Przepis na papierze to nie jest wystarczająca recepta, aby zapobiec zagrożeniu. Z drugiej strony, wobec tak dynamicznego rozwoju technologicznego platform i algorytmów, które atakują nasze dzieci, trzeba tworzyć nowe rozwiązania. Stąd Kids Act, który ma wychodzić naprzeciw tym potrzebom.

Źródło: Newseria

Śpij lepiej, ruszaj się więcej, zdrowiej jedz, mniej scrolluj, rozwijaj się, dbaj o relacje. Wellbeing ma pomagać nam lepiej o siebie zadbać. W praktyce łatwo jednak zamienić go w kolejną, długą listę rzeczy do odhaczenia na już. Wtedy, zdaniem ekspertów, może zniechęcać i przytłaczać. Jak dbać o siebie uważnie i bez nadmiernej presji, ale regularnie? Jaką rolę w tym wszystkim może odegrać technologia?

8 września obchodzony jest Światowy Dzień Wellbeingu.¹ To dobra okazja, żeby spojrzeć na dobrostan nie jak na modne hasło, ale jak na codzienne pytanie: czego potrzebuję, aby funkcjonować lepiej, spokojniej i bardziej świadomie?

Według badania Multi.Life 88 proc. Polaków martwi się o stan swojego zdrowia, a ponad 4 na 10 często lub bardzo często odczuwa z tego powodu stres. Jednocześnie 43 proc. badanych deklaruje, że chciałoby nauczyć się lepszego dbania o zdrowie fizyczne, a 36 proc. chciałoby zdobyć więcej wiedzy w zakresie profilaktyki zaburzeń zdrowia psychicznego.² W innym badaniu Multi.Life blisko co trzeci Polak – 28 proc. – wskazał również, że chciałby nauczyć się zasad świadomego i zdrowego odżywiania.³

– Za tymi danymi stoją bardzo codzienne potrzeby: jak lepiej spać, jak radzić sobie ze stresem, jak wrócić do ruchu albo kiedy warto porozmawiać ze specjalistą? Dlatego rozmowa o dobrostanie coraz rzadziej sprowadza się do jednego, ogólnego zalecenia. Powinna dotyczyć ułożenia priorytetów i wyboru pierwszego kroku, który jest realny dla konkretnej osoby – przekonuje dr hab. n. med. Andrzej Silczuk, psychiatra, ekspert Multi.Life i dodaje:

– W rozmowie o dobrostanie łatwo niechcący uruchomić mechanizm presji. Człowiek słyszy, że powinien lepiej spać, więcej się ruszać, zdrowiej jeść, ograniczyć ekran, zadbać o relacje i jeszcze znaleźć czas na rozwój. Każda z tych rekomendacji jest potrzebna, ale razem mogą zabrzmieć jak kolejna lista wymagań, dlatego warto wprowadzać zmiany gradacyjnie. Jeżeli ktoś jest już przeciążony, taka lista nie zawsze motywuje. Czasem tylko wzmacnia poczucie, że znowu sobie z czymś nie radzi – mówi.

Dobrostan to system naczyń połączonych

World Happiness Report 2026 opisuje dobrostan szeroko. Uwzględnia relacje i zaufanie. Ważne miejsce zajmują w nim również zdrowie, poczucie wpływu oraz środowisko cyfrowe. Raport nie sprowadza więc tematu do jednej prostej praktyki ani jednego czynnika. Wskazuje raczej na warunki codziennego życia, które wpływają na to, jak ludzie oceniają własne funkcjonowanie.⁴

Podobne szerokie ujęcie pojawia się w raporcie „Dobrostan Polek i Polaków”, przygotowanym przez infuture.institute na zlecenie Benefit Systems. Autorzy opisują dobrostan przez sześć obszarów: zdrowie fizyczne i psychiczne, wewnętrzny spokój, komfort życia, relacje oraz kontakt z naturą. Średnia wartość dobrostanu Polek i Polaków wyliczona na podstawie Wellbeing Score wynosi 4,9/10.⁵

– To, że na dobrostan składa się wiele obszarów, nie oznacza, że w każdym momencie trzeba zajmować się nimi wszystkimi jednocześnie. Potrzeby zmieniają się wraz z sytuacją, etapem życia czy poziomem obciążenia. Czasem potrzebujemy działania, a czasem odpoczynku i odpuszczenia sobie – mówi dr Silczuk.

Telefon może rozpraszać, ale może też pomagać

Z badania Multi.Life wynika, że przebodźcowanie jest dziś jedną z głównych przyczyn stresu Polaków – wskazuje je 47 proc. badanych. Niemal tyle samo, bo 48 proc., mówi o nadmiarze obowiązków i braku czasu.²

– Nie demonizowałbym technologii jako takiej, choć często jako pierwsza przychodzi na myśl, gdy poszukujemy powodów gorszego samopoczucia czy zdrowia. Po całym dniu napięcia telefon może podtrzymywać nas w ciągłym pobudzeniu, jeśli staje się tylko źródłem kolejnych bodźców. Ale ten sam ekran może na przykład służyć kontaktowi, zdobywaniu wiedzy, treningowi czy dotarciu do konkretnego, potrzebnego w danym momencie specjalisty. Dlatego warto patrzeć nie tylko na czas spędzony online, ale przede wszystkim na to, po co sięgamy po technologię i co dzięki niej robimy. A przede wszystkim – jak czujemy się później. Tym bardziej, że to właśnie przestrzeń online wyrównuje dostęp do informacji i specjalistów – dodaje ekspert.

World Happiness Report 2026 pokazuje złożony obraz relacji między mediami społecznościowymi, technologią i dobrostanem. Znaczenie ma nie tylko czas spędzony online. Liczy się także rodzaj aktywności, kontekst korzystania z narzędzi cyfrowych oraz to, czy technologia wspiera relacje, wiedzę i poczucie wpływu.⁴

Mniej aplikacji, prostszy pierwszy krok

Technologia sprawiła, że narzędzia wspierające zdrowie i dobre nawyki możemy mieć zawsze przy sobie. To ona przypomina nam, że czas wstać i się rozruszać. Pomaga umówić rozmowę ze specjalistą, oszacować kaloryczność posiłku czy sprawdzić, jak spaliśmy. Dzięki technologii możemy też słuchać podcastów, w których głos zabierają specjaliści. W tym wszystkim łatwo się jednak zgubić, zwłaszcza gdy każda potrzeba oznacza kolejną aplikację, konto i powiadomienie. Zamiast ułatwiać dbanie o siebie, czasem nieświadomie dokładamy sobie kolejne decyzje i z czasem zniechęcamy się do korzystania z dostępnych rozwiązań.

Badanie Talker Research przeprowadzone online na zlecenie MD Live by Evernorth wśród 2 tys. ubezpieczonych dorosłych Amerykanów korzystających z aplikacji i narzędzi zdrowotnych pokazuje, że przeciętny respondent regularnie używa sześciu takich aplikacji, a 22 proc. – co najmniej dziesięciu. 57 proc. korzysta z narzędzi monitorujących aktywność fizyczną, 39 proc. z aplikacji żywieniowych, a 37 proc. z rozwiązań do monitorowania snu. Ponad połowa badanych – 53 proc. – uważa, że aplikacji zdrowotnych jest zbyt wiele, by nad nimi nadążać, a 45 proc. deklaruje, że co tydzień odczuwa wypalenie związane z koniecznością uzupełniania i śledzenia danych. Jednocześnie 91 proc. twierdzi, że narzędzia zdrowotne poprawiły ich rozumienie funkcjonowania własnego organizmu, choć 40 proc. przyznaje, że nie wie, jak najlepiej wykorzystywać je w praktyce.⁶

– Mnogość wykorzystywanych rozwiązań może prowadzić do chaosu, co czyni dbanie o dobrostan jeszcze trudniejszym. Poszukując rozwiązań technologicznych, które mogą wesprzeć nas w dbaniu o siebie, warto zatem zwracać uwagę na ich kompleksowość. Dziś na rynku odnaleźć można rozwiązania, które łączą monitorowanie elementów zdrowego stylu życia, takich jak aktywność fizyczna czy sposób odżywiania, z możliwością skorzystania z wiedzy i konsultacji eksperckich. Warto poszukiwać tych, które w ramach jednego narzędzia pokażą nam, jak dziś wygląda nasz styl życia, i pomogą realnie wprowadzić oczekiwane zmiany. Narzędzia ukierunkowane na efektywne doświadczenie użytkownika mogą pomóc określić cel oraz rekomendować odpowiednie funkcjonalności, by wspierać w jego osiąganiu – mówi Izabela Nasiłowska-Włodarek, Business Development Director w Benefit Systems S.A., odpowiedzialna za rozwój platformy wellbeingowej Multi.Life.

Dobrostan nie wymaga perfekcji

Dbanie o siebie nie musi być kolejnym projektem naprawczym prowadzonym pod presją. Można wprowadzać mikrozmiany, wyznaczać priorytety, ale też zostawić miejsce na odpoczynek, przyjemność czy czas, który nie służy realizacji żadnego celu.

– Dbanie o siebie nie powinno oznaczać nieustannego poprawiania siebie. Są momenty, kiedy potrzebujemy działania, zmiany nawyku czy profesjonalnego wsparcia, ale są też takie, kiedy najbardziej potrzebny jest odpoczynek. Dobrostan nie polega na tym, żeby wszystko robić idealnie. Raczej na tym, żeby potrafić zauważyć własną potrzebę i odpowiedzieć na nią bez dokładania sobie kolejnej presji – podsumowuje dr Andrzej Silczuk.

Źródło: inf pras