Medicalpress

Od 1 sierpnia w Polsce zmienia się sposób prowadzenia programu profilaktyki raka szyjki macicy. Tradycyjna cytologia przestaje być podstawowym badaniem przesiewowym finansowanym przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Od tego dnia jedynym standardem w programie profilaktycznym staje się test molekularny HPV HR, który wykrywa materiał genetyczny wirusa brodawczaka ludzkiego wysokiego ryzyka odpowiedzialnego za rozwój niemal wszystkich przypadków raka szyjki macicy. To jedna z najważniejszych zmian w profilaktyce tego nowotworu w ostatnich latach.

Rak szyjki macicy pozostaje jednym z najczęściej rozpoznawanych nowotworów u kobiet. Według danych Narodowego Instytutu Onkologii każdego roku w Polsce wykrywanych jest około 3 tys. nowych zachorowań, a od 1,5 do 1,8 tys. kobiet umiera z powodu tej choroby. Oznacza to, że każdego dnia życie z jej powodu traci około pięciu Polek.

Jednocześnie jest to nowotwór, któremu w dużej mierze można zapobiegać. Choroba przez wiele lat rozwija się bezobjawowo, dlatego badania przesiewowe odgrywają kluczową rolę. Ich celem nie jest wykrywanie nowotworu dopiero wtedy, gdy pojawią się dolegliwości, lecz identyfikacja kobiet zagrożonych rozwojem choroby jeszcze na etapie zmian przednowotworowych.

Dotychczas podstawowym badaniem przesiewowym była klasyczna cytologia, opierająca się na mikroskopowej ocenie komórek pobranych z szyjki macicy. W ubiegłym roku do programu wprowadzono nowoczesny test HPV HR oraz cytologię na podłożu płynnym (LBC) jako badanie uzupełniające. Kobiety mogły wybierać pomiędzy obiema metodami. Od 1 sierpnia ten etap przejściowy dobiegł końca. Program profilaktyczny finansowany przez NFZ opiera się już wyłącznie na teście HPV HR.

Zmiana nie jest jedynie administracyjną modyfikacją programu. Wynika z odmiennego podejścia do profilaktyki. Test molekularny nie ocenia wyglądu komórek, lecz wykrywa obecność materiału genetycznego wirusa HPV wysokiego ryzyka, który odpowiada za rozwój niemal wszystkich przypadków raka szyjki macicy. Pozwala to zidentyfikować kobiety wymagające dalszej diagnostyki znacznie wcześniej, zanim rozwiną się poważne zmiany nowotworowe.

Pierwsze dane pokazują, że nowa strategia spotkała się z dużym zainteresowaniem pacjentek. W pierwszym półroczu 2026 roku z programu profilaktyki raka szyjki macicy skorzystało 450 509 kobiet. Aż 412 419 z nich zdecydowało się na wykonanie testu HPV HR, natomiast klasyczną cytologię wykonało już tylko 38 090 kobiet.

Jeszcze bardziej widoczny jest wzrost liczby wykonywanych badań. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2026 roku wykonano ponad dwukrotnie więcej badań metodą HPV HR niż przez całe drugie półrocze 2025 roku, kiedy przeprowadzono 205 871 takich testów.

Rośnie również zgłaszalność do programu. W całym 2024 roku z badań profilaktycznych skorzystało 380 922 kobiet, co stanowiło zaledwie 11,35 proc. wszystkich uprawnionych. Tymczasem już w pierwszym półroczu 2026 roku badanie wykonało 450 509 kobiet, czyli 14,65 proc. populacji objętej programem. To wyraźny postęp, choć nadal oznacza, że zdecydowana większość kobiet nie korzysta z bezpłatnej profilaktyki.

NFZ podkreśla, że właśnie dzięki testowi HPV HR możliwe jest wykrywanie zmian na bardzo wczesnym etapie, zanim rozwinie się zaawansowany nowotwór.

Skuteczność nowego modelu potwierdzają także pierwsze wyniki diagnostyczne. Według danych z 15 lipca 2026 roku na badanie oparte na teście HPV zapisały się już 724 462 kobiety, a oceniono 639 627 wykonanych badań.

Dodatni wynik testu HPV HR uzyskano u 8,25 proc. badanych. W takich przypadkach wykonywana jest cytologia na podłożu płynnym (LBC), która pozwala ocenić, czy doszło już do zmian komórkowych. Badanie wykonano dotychczas u 52 782 kobiet, a u 54 proc. z nich potwierdzono obecność nieprawidłowych zmian komórkowych wymagających dalszej diagnostyki lub leczenia.

To właśnie ten dwuetapowy model stanowi podstawę nowego programu. Najpierw identyfikowane jest zakażenie wirusem wysokiego ryzyka, a dopiero później wykonywana jest szczegółowa ocena komórek szyjki macicy u kobiet z dodatnim wynikiem. Dzięki temu diagnostyka jest bardziej precyzyjna i pozwala skoncentrować dalsze postępowanie na pacjentkach rzeczywiście zagrożonych rozwojem nowotworu.

Samo badanie dla pacjentki wygląda bardzo podobnie jak dotychczasowa cytologia. Polega na pobraniu wymazu z szyjki macicy jednorazową szczoteczką, trwa kilka minut i nie wymaga specjalnego przygotowania ani skierowania.

Program skierowany jest do kobiet w wieku od 25 do 64 lat. Badania wykonywane są już w 1 979 placówkach w całym kraju, w tym w 1 676 poradniach ginekologiczno-położniczych oraz 303 gabinetach położnych podstawowej opieki zdrowotnej. Tak szeroka sieć ma ułatwić dostęp do profilaktyki niezależnie od miejsca zamieszkania.

Na bezpłatne badanie można zapisać się przez Centralną e-Rejestrację dostępną w Internetowym Koncie Pacjenta, aplikację mojeIKP, infolinię NFZ, wyszukiwarkę „Gdzie się leczyć” lub bezpośrednio w poradni realizującej program.

Narodowy Fundusz Zdrowia przypomina również o okresie przejściowym. Wszystkie wymazy pobrane do 31 lipca w ramach tradycyjnej cytologii zostaną ocenione i rozliczone do 31 sierpnia 2026 roku. Od sierpnia cały program profilaktyki raka szyjki macicy funkcjonuje już wyłącznie w oparciu o testy HPV HR.

Nowy model badań wpisuje się w kierunek przyjmowany przez coraz więcej krajów, które odchodzą od klasycznej cytologii na rzecz diagnostyki molekularnej. Wykrywanie samego wirusa odpowiedzialnego za rozwój raka pozwala wcześniej identyfikować kobiety wymagające szczególnego nadzoru, zwiększając szanse na skuteczną profilaktykę i ograniczenie liczby zachorowań oraz zgonów z powodu raka szyjki macicy.

Źródło: NFZ

Niemal połowa Polek deklaruje, że w czasie ciąży lub po porodzie spotkała się z krytycznymi komentarzami dotyczącymi swojego wyglądu. Najczęściej uwagi pochodzą od członków rodziny i partnerów, ale część kobiet doświadcza ich także ze strony personelu medycznego. Eksperci ostrzegają, że presja związana z wyglądem może negatywnie wpływać na samoocenę, zwiększać poziom stresu i sprzyjać rozwojowi zaburzeń nastroju, w tym depresji poporodowej.

Kobiety, które doświadczyły krytyki, zapytano też o jej charakter. Najczęściej (w niemal 48% przypadków) były to komentarze dotyczące wagi lub rozmiaru ciała. Co trzecia ankietowana słyszała sugestie, że powinna szybciej schudnąć po ciąży (33,3%). Niemal tak samo często pojawiały się porównania do innych kobiet: „ona tak szybko wróciła do formy” (31,6%) i uwagi o wyglądzie skóry, czyli rozstępach i cellulicie (31,6%). Co czwarta kobieta odczuła presję dotyczącą szybszego powrotu do aktywności fizycznej (28,4%), co piąta komentarze na temat ubierania się (23,6%), a co szósta uwagi dotyczące wyglądu piersi (17,8%).

– Wyniki przedstawionego badania wskazują, że aż 45% kobiet doświadczyło krytycznych komentarzy dotyczących swojego wyglądu w czasie ciąży lub po porodzie. Jest to wynik niepokojący, ponieważ literatura psychologiczna jednoznacznie wskazuje, że negatywne komunikaty dotyczące wyglądu mogą obniżać samoocenę, nasilać niezadowolenie z własnego ciała, zwiększać poziom stresu oraz stanowić czynnik ryzyka wystąpienia zaburzeń nastroju, w tym depresji poporodowej – mówi Jan Gosztyła, psycholog i psychoterapeuta z Akademickiego Centrum Rozwoju Osobistego i Wsparcia Psychologicznego WSIiZ.

Krytyka a samoocena

Co czwarta kobieta biorąca udział w badaniu opinii SW Research (czyli 25,4%) przyznała, że w pełni akceptowała zmiany w ciele jako naturalny element macierzyństwa. Niemal połowa (49,6%) akceptowała je częściowo: niektóre zmiany przyjmowała z większą łatwością, inne były trudniejsze do zaakceptowania. Dla 16,8% zmiany ciała były trudnym przeżyciem, a 8,2% przyznało, że jej stosunek do własnego ciała zmieniał się z czasem, raz było lepiej, a raz gorzej. Oznacza to, że trzy czwarte kobiet zmagało się z jakimś poziomem braku akceptacji własnego ciała w jednym z najbardziej wyjątkowych momentów swojego życia.

–  Jesteśmy istotami społecznymi i porównywanie się z innymi jest wpisane w ludzką naturę. Problem pojawia się wtedy, gdy porównania stają się miarą własnej wartości. „Ona już wróciła do formy”, „udało jej się schudnąć”, „kiedy ona ma czas i siłę ćwiczyć?” – takie komunikaty tworzą fałszywe wzorce, do których kobiety zaczynają się odnosić. Tymczasem każde ciało jest inne, każda ciąża przebiega inaczej, a każda kobieta potrzebuje własnego czasu na regenerację i adaptację do nowej roli. Jako społeczeństwo wciąż zbyt często oceniamy to, co widać na zewnątrz, zamiast docenić to, czego nie widać: wysiłek, proces regeneracji oraz ogrom pracy, jaką organizm kobiety wykonuje po porodzie. Powrót do formy jest sprawą głęboko indywidualną. Nikt z zewnątrz nie powinien wyznaczać jego tempa, a kobiety nie powinny czuć presji wynikającej z porównywania się z innymi – mówi Grzegorz Mikucki, socjolog.

Wspierający partner robi różnicę

Nieco mniej niż połowa kobiet biorących udział w badaniu SW Research (47,6%) oceniła, że partner w pełni akceptował zmiany jej ciała i że czuła się przy nim akceptowana i bezpieczna. Co czwarta (24,8%) przyznała, że raczej tak, choć zdarzały się sytuacje, które bolały. Co piąta (18%) stwierdziła, że partner był obojętny, a temat ciała w ogóle nie był między nimi poruszany. Dla 7,2% jego reakcje były trudne lub raniące.

Jak zauważa Beata Bożek z Hydrex Diagnostics, firmy, która od lat produkuje testy diagnostyczne, w tym testy ciążowe Pink, a niedawno wprowadziła do oferty kosmetyki dla kobiet w ciąży Pink Mama: „Kobiety, które czują się krytykowane za wygląd po porodzie, znacznie rzadziej szukają pomocy medycznej, rzadziej korzystają z fizjoterapii uroginekologicznej i rzadziej rozmawiają z partnerem o swoich potrzebach. Dlatego edukacja w tym obszarze jest tak ważna, i to nie tylko edukacja kobiet, ale też ich otoczenia: partnerów, rodziców, przyjaciół i specjalistów medycznych. Z tego powodu prowadzimy kampanię edukacyjną poświęconą akceptacji ciała w ciąży i po ciąży. Właśnie ukazał się raport z badania opinii przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie marek Pink Mama i Pink, który wzbogaciliśmy komentarzami eksperckimi m.in. ginekolożki, urolożki, fizjoterapeutki, kosmetolożki, czy położnej.”

Źródło: inf pras

Estetrol otwiera nowy rozdział w terapii hormonalnej kobiet. Dzięki korzystnemu profilowi bezpieczeństwa może znaleźć zastosowanie zarówno w antykoncepcji hormonalnej, jak i leczeniu dolegliwości menopauzalnych – mówi prof. Robert Spaczyński, Uniwersytet Zielonogórski; Centrum Ginekologii Położnictwa i Leczenia Niepłodności „Pastelova” w Poznaniu.

„Estetrol zmienia sposób myślenia o bezpieczeństwie terapii hormonalnej.”

Antykoncepcja doustna nadal najczęściej wybierana

W 2026 roku antykoncepcja doustna pozostaje najczęściej wybieraną metodą hormonalną i nadal jest rekomendowana przez europejskie oraz polskie towarzystwa naukowe. Aktualne zalecenia nie wskazują przewagi żadnego z rodzajów antykoncepcji: dwuskładnikowej ani jednoskładnikowej. Obydwa rodzaje mogą być z powodzeniem stosowane w wielu sytuacjach klinicznych, a dostępne opcje terapeutyczne są oparte na różnych substancjach czynnych.

– Pacjentki cenią doustną antykoncepcję za prostotę stosowania i możliwość zakończenia terapii w dowolnym momencie. Nie mniej istotna jest również cena. Jako ginekolodzy staramy się dobierać preparaty w oparciu o indywidualne potrzeby i preferencje naszych pacjentek, każdorazowo mając na uwadze najwyższy możliwy profil skuteczności i bezpieczeństwa rozważanych opcji antykoncepcyjnych – mówi prof. Robert Spaczyński.

Nowy estrogen po dwóch dekadach

W ciągu ostatnich 20 lat nie obserwowano rewolucyjnych zmian w dziedzinie antykoncepcji. Nie pojawiały się nowe estrogeny ani gestageny, aż w 2021 roku wprowadzono estetrol (E4) – nowy estrogen wzorowany na hormonie naturalnie produkowanym przez płód w czasie ciąży.

Estetrol wykazuje szczególną selektywność tkankową: w niektórych tkankach działa jak klasyczny estrogen poprzez stymulację receptorów jądrowych, a w innych hamuje receptory błonowe. Może to ograniczać procesy proliferacyjne w piersi i wpływać na korzystniejszy profil bezpieczeństwa.

Dotychczasowe badania – zarówno kliniczne, jak i porejestracyjne – potwierdzają korzystny profil bezpieczeństwa estetrolu, w tym niższe ryzyko epizodów zatorowo-zakrzepowych w porównaniu z klasycznym estrogenem stosowanym w antykoncepcji, czyli etynyloestradiolem. Wynika to z ograniczonego wpływu estetrolu na wątrobę, w tym na syntezę czynników krzepnięcia i białek transportowych. Korzystny profil bezpieczeństwa potwierdzają również dane porejestracyjne oraz analiza zgłoszeń z europejskiej bazy EudraVigilance.

Dotychczasowe obserwacje dotyczące wpływu na tkanki piersi wskazują, że estetrol może wykazywać korzystniejszy profil biologiczny niż estradiol i potencjalnie ograniczać procesy związane z rozwojem oraz progresją raka piersi. Obszar ten nadal wymaga dalszych badań, jednak dotychczasowe wyniki są bardzo obiecujące.

Nowe wskazanie: terapia menopauzalna

Niedawno firma Gedeon Richter poinformowała o uzyskaniu pozwolenia na dopuszczenie do obrotu preparatu na bazie estetrolu w nowym wskazaniu – terapii menopauzalnej.

– Stosując estetrol, dążymy do ograniczenia ryzyka epizodów zatorowo-zakrzepowych, a dotychczasowe dane wskazują również na potencjalnie korzystny profil w odniesieniu do piersi. Jest to ważne zarówno u kobiet stosujących antykoncepcję hormonalną, jak i – być może w jeszcze większym stopniu – u pacjentek kwalifikowanych do terapii menopauzalnej – podkreśla prof. Robert Spaczyński.

Ryzyko wystąpienia zarówno zdarzeń sercowo-naczyniowych, jak i nowotworów, w tym raka piersi, rośnie wraz z wiekiem. Możliwość zastosowania preparatu o korzystnym profilu bezpieczeństwa w tej grupie pacjentek byłaby cenna, tym bardziej że potrzeby kobiet w okresie okołomenopauzalnym będą coraz większe.

Już dziś nawet 40 proc. kobiet w krajach wysokorozwiniętych znajduje się w okresie okołomenopauzalnym i pomenopauzalnym. Istotne jest zapotrzebowanie na skuteczne leczenie charakterystycznych dla tego okresu symptomów: objawów wazomotorycznych, bezsenności oraz zaburzeń koncentracji i pamięci. Dostępne terapie nadal budzą jednak obawy wielu kobiet, a liczba wartościowych opcji terapeutycznych stosowanych w terapii menopauzalnej jest ograniczona.

– Jako specjaliści chcielibyśmy móc proponować naszym pacjentkom leczenie, które jest efektywne, ale jednocześnie maksymalnie bezpieczne. Z dużą nadzieją patrzę na możliwość zastosowania estetrolu w leczeniu objawów okołomenopauzalnych i menopauzalnych – podsumowuje prof. Robert Spaczyński.

źrodło: inf. pras.

Nowy estrogen o korzystnym profilu bezpieczeństwa może zmienić podejście do terapii hormonalnej na różnych etapach życia kobiety. O roli estetrolu w nowoczesnej antykoncepcji oraz jego potencjale w leczeniu objawów menopauzy mówi prof. Robert Spaczyński, wskazując na wyniki badań dotyczących skuteczności i bezpieczeństwa tej substancji.
 
Estetrol otwiera nowy rozdział w terapii hormonalnej kobiet. Dzięki korzystnemu profilowi bezpieczeństwa może znaleźć zastosowanie zarówno w antykoncepcji hormonalnej, jak i leczeniu dolegliwości menopauzalnych – mówi prof. Robert Spaczyński.

Wywiad z Prof. dr hab. n. med. Robertem Spaczyńskim, Uniwersytet Zielonogórski, Centrum Ginekologii Położnictwa i Leczenia Niepłodności „Pastelova” w Poznaniu

 
Panie Profesorze, jaka jest obecnie pozycja antykoncepcji doustnej wśród różnych dostępnych metod zapobiegania ciąży?
 
W 2026 roku antykoncepcja doustna pozostaje najczęściej wybieraną metodą hormonalną i nadal jest rekomendowana przez europejskie oraz polskie towarzystwa naukowe. Aktualne zalecenia nie wskazują przewagi żadnego z rodzajów antykoncepcji (dwuskładnikowej ani jednoskładnikowej). Obydwa rodzaje mogą być z powodzeniem stosowane w wielu sytuacjach klinicznych i obecnie dysponujemy wieloma skutecznymi opcjami terapeutycznymi opartymi na różnych substancjach czynnych.
 
Z czego wynika popularność tej metody antykoncepcji?
 
Pacjentki cenią doustną antykoncepcję za prostotę stosowania i możliwość zakończenia terapii w dowolnym momencie. Nie mniej istotna jest również cena. Miesięczny koszt antykoncepcji doustnej jest bardziej przystępny niż implantu, który wymaga od pacjentki długoterminowej deklaracji i jednorazowego wydatku. Jako ginekolodzy staramy się dobierać preparaty w oparciu o indywidualne potrzeby i preferencje naszych pacjentek, każdorazowo mając na uwadze najwyższy możliwy profil skuteczności i bezpieczeństwa rozważanych opcji antykoncepcyjnych.
 
W ostatnim czasie pojawiła się pierwsza doustna terapia z estetrolem. Skąd wzięła się idea zastosowania tego związku w terapii hormonalnej?
 
Warto sobie uświadomić, że w ciągu ostatnich 20 lat nie obserwowaliśmy rewolucyjnych zmian w dziedzinie antykoncepcji. Nie pojawiały się nowe estrogeny ani gestageny, aż w 2021 roku wprowadzono estetrol (E4) – nowy estrogen wzorowany na hormonie naturalnie produkowanym przez płód w czasie ciąży.
 
Od początku z nową substancją wiązano bardzo duże nadzieje. Estetrol wykazuje szczególną selektywność tkankową, czyli w niektórych tkankach działa jak klasyczny estrogen poprzez stymulację receptorów jądrowych, a w innych hamuje receptory błonowe, co może ograniczać procesy proliferacyjne w piersi i wpływać na korzystniejszy profil bezpieczeństwa.
 
Nadzieje badaczy okazały się uzasadnione?
 
Dotychczasowe badania – zarówno kliniczne, jak i porejestracyjne – potwierdzają korzystny profil bezpieczeństwa estetrolu. Przede wszystkim potwierdzają niższe ryzyko epizodów zatorowo-zakrzepowych w porównaniu z klasycznymi estrogenami w antykoncepcji czyli etynyloestradiolem. Wynika to z ograniczonego wpływu estetrolu na wątrobę, w tym na syntezę czynników krzepnięcia i białek transportowych. Korzystny profil bezpieczeństwa potwierdzają również dane porejestracyjne oraz analiza zgłoszeń z europejskiej bazy EudraVigilance.
 
Równie interesujące są wyniki badań dotyczących wpływu na tkanki piersi. Dotychczasowe obserwacje wskazują, że estetrol może wykazywać korzystniejszy profil biologiczny niż estradiol i potencjalnie ograniczać procesy związane z rozwojem oraz progresją raka piersi. Choć obszar ten nadal wymaga dalszych badań, dotychczasowe wyniki są bardzo obiecujące.
 
Niedawno firma Gedeon Richter poinformowała o uzyskaniu pozwolenia na dopuszczenie do obrotu preparatu na bazie estetrolu w nowym wskazaniu – terapii menopauzalnej.
 
Jako ginekolodzy wiążemy z nowym wskazaniem bardzo duże nadzieje. Jak wspomniałem, staramy się dobierać dla naszych pacjentek leki tak, by odznaczały się one jak najwyższym profilem bezpieczeństwa i skuteczności. Stosując estetrol, dążymy do ograniczenia ryzyka epizodów zatorowo-zakrzepowych, a dotychczasowe dane wskazują również na potencjalnie korzystny profil w odniesieniu do piersi. Jest to ważne zarówno u kobiet stosujących antykoncepcję hormonalną, jak i – być może w jeszcze większym stopniu – u pacjentek kwalifikowanych do terapii menopauzalnej. Jak wiadomo, ryzyko wystąpienia zarówno zdarzeń sercowo-naczyniowych, jak i nowotworów (w tym raka piersi) rośnie wraz z wiekiem. Możliwość zastosowania preparatu o korzystnym profilu bezpieczeństwa w tej grupie pacjentek byłaby naprawdę cenna. Tym bardziej, że potrzeby kobiet w okresie okołomenopauzalnym będą coraz większe.
 
Jakie są trendy?
 
Już dziś nawet 40 proc. kobiet w krajach wysokorozwiniętych  znajduje się w okresie okołomenopauzalnym i pomenopauzalnym. Zapotrzebowanie na skuteczne leczenie symptomów charakterystycznych dla tego okresu, to jest objawów wazomotorycznych, bezsenności, zaburzeń koncentracji i pamięci, jest istotne. Dostępne terapie nadal budzą jednak obawy wielu kobiet. Co więcej, liczba wartościowych opcji terapeutycznych stosowanych w terapii menopauzalnej także jest ograniczona. Jako specjaliści chcielibyśmy móc proponować naszym pacjentkom leczenie, które jest efektywne, ale jednocześnie maksymalnie bezpieczne. Z dużą nadzieją patrzę na możliwość zastosowania estetrolu w leczeniu objawów okołomenopauzalnych i menopauzalnych.

Źródło: inf pras

 
 
Podczas 2. Forum Zdrowia Kobiet, które 18 i 19 czerwca 2026 r. odbyło się w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach, dyskutowano o tym, jak skuteczniej odpowiadać na potrzeby zdrowotne kobiet na różnych etapach życia. O interdyscyplinarnym podejściu do kwestii profilaktyki i diagnostyki, leczenia i opieki długoterminowej debatowali lekarze, eksperci systemowi, przedstawiciele środowisk naukowych, klinicznych i organizacji pacjenckich. Ton rozmowom panelowym nadało przemówienie ministry zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy, w którym zaapelowała: „Zdrowie kobiet to wspólna odpowiedzialność administracji publicznej, środowiska medycznego, ekspertów i decydentów. Tylko pracując razem możemy tworzyć rozwiązania, które będą skuteczne, dostępne i odpowiadające na rzeczywiste potrzeby”. W wydarzeniu wzięło udział blisko 500 osób.
Forum Zdrowia Kobiet po raz kolejny było przestrzenią rozmowy o medycynie, systemie ochrony zdrowia i praktyce klinicznej w obszarach, które bezpośrednio wpływają na jakość życia kobiet. Tegoroczną edycję pod hasłem: Połączone perspektywy zainaugurowała swoim wystąpieniem ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, która wskazała, że zdrowie kobiet powinno być traktowane nie jako jeden z wielu wycinków polityki zdrowotnej, lecz jako jej fundament. Podkreśliła, że forum ma szczególne znaczenie, ponieważ łączy perspektywy pacjentek, lekarzy, pielęgniarek, położnych, psychologów, administracji publicznej, ekspertów i wszystkich osób współtworzących system opieki.
– Dzisiejsze forum ma wyjątkowy charakter, ponieważ łączy różne perspektywy: kobiet jako pacjentek, lekarzy, pielęgniarek, położnych, psychologów, a także wszystkich osób, które na co dzień budują system opieki. I właśnie to łączenie perspektyw jest dziś kluczowe. Zdrowie kobiet nie może być postrzegane fragmentarycznie. Powinno być traktowane w sposób ciągły, skoordynowany i oparty na całym cyklu naszego życia. Za długo funkcjonowaliśmy w modelu, w którym objawy zgłaszane przez kobiety bywały bagatelizowane. Zbyt często słyszały one: „taka pani uroda”. Dziś naszym zadaniem jest odejście od tego podejścia i zastąpienie go systemową odpowiedzią opartą na wiedzy, empatii i szybkim działaniu. Nie możemy również mówić o zdrowiu kobiet bez uwzględnienia zdrowia psychicznego. To obszar, który przez lata pozostawał niedostatecznie widoczny, a który ma ogromny wpływ na jakość życia, zarówno w okresie macierzyństwa, jak i w innych momentach naszego życia – powiedziała ministra zdrowia.
Szefowa resortu zdrowia zauważyła, że zdrowie kobiet jest wspólną odpowiedzialnością administracji publicznej, środowiska medycznego, ekspertów i decydentów. Na koniec swojego wystąpienia podkreśliła:
– Chciałabym, aby efektem tego forum była nie tylko wymiana doświadczeń, ale także konkretne kierunki działań. Takie, które przełożą się na codzienność pacjentek, na ich poczucie bezpieczeństwa, sprawczości i zaufania do systemu, bo zdrowie kobiet to zdrowie społeczeństwa.
Zdrowie kobiet ponad specjalizacjami
Dyskusja inauguracyjna 2. Forum Zdrowia Kobiet była poświęcona jednej z najważniejszych zmian, jakiej wymaga dziś rozmowa o zdrowiu kobiet: odejściu od bagatelizowania objawów na rzecz systemowej, skoordynowanej i interdyscyplinarnej odpowiedzi. Uczestnicy debaty rozmawiali o tym, jak budować model opieki, w którym pacjentka szybciej trafia na właściwą ścieżkę diagnostyczną, ma dostęp do profilaktyki i wczesnego wykrywania chorób, a jej potrzeby są widziane w perspektywie całego życia – od wieku reprodukcyjnego, przez ciążę i połóg, po menopauzę, starzenie się i opiekę długoterminową.
Prof. dr hab. n. med. Ewa Barcz, ginekolog-położnik, kierowniczka Katedry i Kliniki Ginekologii i Położnictwa Wydziału Medycznego CM UKSW, Międzyleski Szpital Specjalistyczny w Warszawie, wiceprezeska Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, zwróciła uwagę na choroby dna miednicy – obszar wciąż niedostatecznie obecny w debacie publicznej, edukacji medycznej i organizacji opieki.
– Choroby dna miednicy dotyczą około 30 proc. dorosłych kobiet, a po 50. roku życia – połowy populacji kobiet. To nie jest wyłącznie nietrzymanie moczu, lecz cały zakres problemów obejmujących dolny odcinek układu moczowego, przewodu pokarmowego, narządy miednicy, zespoły bólowe czy zaburzenia statyki. Tymczasem ten obszar nie jest właściwie obecny ani w szkoleniu przeddyplomowym ani podyplomowym. Nie mamy wystarczającego systemu kształcenia, a skutki ponoszą pacjentki i cały system ochrony zdrowia – mówiła Ewa Barcz.
Znaczenie profilaktyki onkologicznej i koordynacji opieki podkreślił prof. dr hab. n. med. Mariusz Bidziński, konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii onkologicznej, pełnomocnik dyrektora Narodowego Instytutu Onkologii ds. Wdrożenia Krajowej Sieci Onkologicznej. Wskazywał, że mimo postępu w diagnostyce i leczeniu celem powinno być wykrywanie chorób na wcześniejszych etapach oraz zwiększenie zgłaszalności na badania profilaktyczne.
– Jako onkolog chciałbym, aby przypadków onkologicznych było jak najmniej i aby kobiety nie trafiały do leczenia zbyt późno. Mamy profilaktykę, ale pytanie brzmi, jak z niej korzystamy. W przypadku raka piersi z badań korzysta około 30 proc. uprawnionych osób, a wcześniej wykryta choroba daje realną szansę na skuteczne leczenie. Krajowa Sieć Onkologiczna porządkuje proces i wzmacnia koordynację, ale system będzie skuteczny tylko wtedy, gdy pacjentki i pacjenci będą aktywnie korzystać z profilaktyki – mówił Mariusz Bidziński.
– Profilaktyka to przede wszystkim relacje. Położne są wciąż kojarzone głównie z okresem okołoporodowym, tymczasem mogą prowadzić edukację zdrowotną, wspierać profilaktykę onkologiczną i uroginekologiczną, opiekę przedkoncepcyjną czy kobiety w okresie transformacji menopauzalnej. Mamy bardzo dobrze wykształconą grupę zawodową i powinniśmy korzystać z tego potencjału. Potrzebne są jednak konkretne działania systemowe oraz finansowanie – akcentowała prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Grażyna Iwanowicz-Palus, konsultantka krajowa w dziedzinie pielęgniarstwa ginekologiczno-położniczego, kierowniczka Zakładu Opieki Specjalistycznej w Położnictwie Katedry Rozwoju Położnictwa, Uniwersytet Medyczny w Lublinie.
Prof. dr hab. n. med. Violetta Skrzypulec-Plinta, kierowniczka Katedry Zdrowia Kobiety Zakładu Zdrowia Reprodukcyjnego i Seksuologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, uwydatniła dwa niedostatecznie zaopiekowane obszary: opiekę ginekologiczną nad dziewczynkami i kobietami z niepełnosprawnościami oraz ginekologię dziecięcą oraz dziewczęcą.
– Dziewczynka czy kobieta z niepełnosprawnością intelektualną powinna mieć dostęp do takiej samej edukacji zdrowotnej jak osoba sprawna intelektualnie. Dotyczy to miesiączki, higieny, szczepień przeciw HPV, bezpieczeństwa, chorób przenoszonych drogą płciową czy antykoncepcji. Drugi obszar to ginekologia dziecięca i dziewczęca, gdzie coraz częściej widzimy przedwczesne dojrzewanie, zaburzenia miesiączkowania oraz otyłość. W tej opiece mamy zawsze dwóch pacjentów: dziecko i matkę – mówiła.
Na znaczenie znajomości praw pacjenta, prostszej komunikacji dotyczącej profilaktyki oraz przeciwdziałania dezinformacji medycznej wskazywała dr n. med. Maria Jessa-Jabłońska, zastępczyni Rzecznika Praw Pacjenta.
– Jeżeli pacjenci znają swoje prawa, łatwiej poruszają się w systemie ochrony zdrowia. Potrzebują też prostej informacji i jasnej komunikacji – przez SMS, e-mail, aplikację, lekarza POZ czy medycynę pracy. Drugim bardzo ważnym problemem jest dezinformacja medyczna i praktyki osób, które zachęcają pacjentów do korzystania z produktów lub procedur niepotwierdzonych naukowo, często odciągając ich od leczenia zgodnego z wiedzą medyczną – zaznaczyła.
Marta Nowacka, prezeska Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego, prezeska Szpitala Miejskiego w Siemianowicach Śląskich, zwróciła uwagę, że poza opieką nad kobietą w ciąży wiele obszarów zdrowia kobiet nadal nie ma wystarczającej koordynacji. Dotyczy to m.in. uroginekologii, ale także wsparcia kobiet pełniących role opiekunek wobec chorych członków rodzin.
– Mamy dziś mocno rozwiniętą opiekę nad kobietą w ciąży, planującą ciążę i po porodzie. Natomiast później wiele problemów kobiet jakby przestaje istnieć w systemie. Uroginekologia nadal jest tematem tabu, a pacjentki często nie wiedzą, gdzie szukać pomocy. Poza onkologią wciąż brakuje realnej koordynacji opieki. Każdy obszar zdrowia kobiet wymaga tak kompleksowej pracy, jaką wykonano w przypadku opieki nad kobietą w ciąży – mówiła Marta Nowacka.
Prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Aneta Nitsch-Osuch, konsultantka wojewódzka ds. epidemiologii dla województwa mazowieckiego, prodziekan ds. programów i jakości kształcenia, kierowniczka Zakładu Medycyny Społecznej i Zdrowia Publicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, sekretarz Rady Sanitarno-Epidemiologicznej przy Głównym Inspektorze Sanitarnym, wskazała na niewykorzystany potencjał szczepień jako narzędzia profilaktyki.
– Wszystkie szczepienia rekomendowane kobietom w ciąży, czyli przeciw grypie, krztuścowi i RSV, są bezpłatne. To bardzo dobry krok, ale mimo zniesienia bariery finansowej realizacja tych szczepień nadal pozostawia wiele do życzenia. Potrzebujemy edukacji pacjentek i personelu medycznego. Ważną rolę mogą odegrać szkoły rodzenia i położne, bo decyzje dotyczące zdrowia wciąż w dużej mierze zapadają na podstawie rekomendacji lekarza, położnej czy innego przedstawiciela personelu medycznego – zauważyła. Ekspertka podkreśliła, że bezpłatne szczepienia dla kobiet w ciąży są ważnym rozwiązaniem, ale zgłaszalność pozostaje zbyt niska.
Prof. Grażyna Iwanowicz-Palus zwróciła również uwagę na prawa kobiet w opiece okołoporodowej oraz temat przemocy seksualnej i przemocy w relacjach intymnych.
– Kobieta ma zapisane prawo wyboru miejsca porodu, również w warunkach pozaszpitalnych, ale przez lata był to w dużej mierze martwy zapis, bo taka decyzja oznaczała samodzielne ponoszenie kosztów. Ważnym, wciąż niedostatecznie zaopiekowanym tematem pozostaje też przemoc seksualna i przemoc w relacjach intymnych, która w dużej mierze dotyczy kobiet – mówiła.
Rekomendacje i kierunek działań
W części poświęconej rekomendacjom uczestnicy debaty wskazywali przede wszystkim na potrzebę lepszej edukacji medycznej, koordynacji opieki, wzmacniania profilaktyki, przeciwdziałania dezinformacji oraz budowania zaufania do medycyny opartej na faktach.
Prof. Ewa Barcz jako najpilniejsze działanie wskazała stworzenie systemu edukacji podyplomowej i specjalizacji szczegółowej z uroginekologii.
– W chorobach dna miednicy jesteśmy w szczerym polu. Trzeba zacząć od edukacji lekarzy. Od lat powtarzam, że potrzebujemy specjalizacji szczegółowej z uroginekologii. Nie musi być kilku tysięcy uroginekologów – wystarczy kilkudziesięciu specjalistów i wyspecjalizowane ośrodki, które będą odpowiadały na realne potrzeby demograficzne kobiet – mówiła.
Prof. Mariusz Bidziński podkreślił, że opieka nad zdrowiem kobiet powinna obejmować cały cykl życia: od edukacji młodzieży, przez profilaktykę nowotworową oraz zdrowy styl życia, po menopauzę, geriatrię i wsparcie seniorek.
– Patrząc na zdrowie kobiet, powinniśmy myśleć o całym cyklu życia. U młodzieży kluczowa jest edukacja i szczepienia przeciw HPV, u kobiet dorosłych – badania profilaktyczne i zdrowy styl życia, w okresie menopauzalnym – rzetelna informacja, a u osób starszych – odpowiedź na samotność, depresję i wielochorobowość. Demografia pokazuje, że system musi wzmacniać geriatrię i opiekę nad seniorkami – mówił profesor.
Dr Maria Jessa-Jabłońska rekomendowała traktowanie profilaktyki jako stałego działania systemowego oraz rozwijanie narzędzi komunikacji z pacjentami, w tym infolinii i helpline’ów.
– Profilaktyka to działania systemowe, a nie tylko pojedyncze akcje. Powinna być wspierana przez skuteczną komunikację i prostą informację. Bardzo ważne jest także przeciwdziałanie antymedycynie, czyli osobom i podmiotom, które oszukują pacjentów, oferując produkty lub procedury bez działania leczniczego. Ważnym narzędziem kontaktu z obywatelami jest całodobowa infolinia Rzecznika Praw Pacjenta – zaznaczyła
Marta Nowacka wskazała na konieczność przeniesienia doświadczeń z opieki koordynowanej na kolejne obszary zdrowia kobiet.
– Ochrona zdrowia musi zauważyć problem uroginekologii. Mamy doświadczenia w koordynowanej opiece nad kobietą w ciąży, Krajową Sieć Onkologiczną czy Krajową Sieć Kardiologiczną i w tym duchu powinniśmy iść z kolejnymi zmianami. Pacjentka powinna być leczona kompleksowo, zgodnie z przebiegiem choroby i realnymi potrzebami, a nie traktowana wyłącznie jako procedura – wyjaśniła
Według prof. Violetty Skrzypulec-Plinty należy dążyć do odbudowy zaufania do medycyny, ochrony personelu medycznego przed hejtem oraz prostego komunikowania pacjentom, co jest sprawdzone i bezpieczne.
– Uczmy się podejścia do pacjenta, którego nie zastąpi sztuczna inteligencja. Mówmy jasno, co jest sprawdzone medycznie, opierajmy się na faktach i autorytetach. Musimy odbudować zaufanie do lekarzy i całego personelu medycznego oraz pokazywać codzienną, często niewidoczną pracę medycyny – mówiła ekspertka.
– Potrzebujemy systemowego podejścia do dezinformacji i fake newsów. W szczepieniach pytanie nie brzmi, czy kryzys się pojawi, tylko kiedy się pojawi, dlatego system musi być przygotowany wcześniej. Ważne jest też monitorowanie efektów programów zdrowotnych oraz mocniejsze włączenie profilaktyki i promocji zdrowia do kształcenia przed- i podyplomowego zawodów medycznych – podkreśliła prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Aneta Nitsch-Osuch.
Wątki, które wybrzmiały podczas inauguracji, znalazły rozwinięcie w kolejnych sesjach 2. Forum Zdrowia Kobiet. Eksperci rozmawiali m.in. o opiece okołoporodowej, płodności i niepłodności, onkologii kobiecej, endometriozie, migrenie, zdrowiu seksualnym, zaburzeniach dna miednicy, zdrowiu psychicznym, menopauzie, profilaktyce, szczepieniach, a także o zdrowiu dziewczynek i nastolatek, wielochorobowości oraz sytuacjach wymagających szczególnej uważności systemu, takich jak przemoc seksualna czy trudne, nieoczywiste przypadki kliniczne. Wspólnym mianownikiem tych debat była potrzeba lepszej koordynacji opieki, skuteczniejszej edukacji zdrowotnej i odejścia od punktowych interwencji na rzecz spojrzenia na zdrowie kobiet w perspektywie całego życia.
Warsztaty profilaktyczne
Jolanta Milas i Andżelika Misiura, ambasadorki Różowego Patrolu, przeprowadziły podczas Forum Zdrowia Kobiet warsztaty na temat tego, jak w praktyce zadbać o wczesne wykrywanie raka piersi. Różowy Patrol to ogólnopolska inicjatywa profilaktyczna oparta na pracy ambasadorek-wolontariuszek. W ramach lokalnych klubów docierają one z edukacją zdrowotną do kobiet w całej Polsce: na wydarzeniach, spotkaniach kół gospodyń, w klubach seniora i wszędzie tam, gdzie potrzebna jest rozmowa o profilaktyce. Ich działania koncentrują się na edukowaniu, motywowaniu i wspieraniu kobiet, a także zachęcaniu ich do regularnego samobadania piersi oraz praktycznej nauce, jak wykonywać je prawidłowo.
Forum Zdrowia Kobiet spełniało kryteria Infarmy oraz standardy etyczne Kodeksów Etyki Izby POLMED i MedTech Polska.
 
Organizatorem Forum Zdrowia Kobiet jest Grupa PTWP.
Grupa PTWP prowadzi działalność w obszarze zintegrowanych rozwiązań w zakresie komunikacji i nowych mediów. Jej aktywność skupia się na rynku internetowym i wydawaniu branżowych portali, m.in.: rynekzdrowia.pl, wnp.pl, portalsamorzadowy.pl, pulsHR.pl.
Grupa PTWP zajmuje się także organizacją kongresów, konferencji i wydarzeń na czele z Europejskim Kongresem Gospodarczym – European Economic Congress (EEC) – jedną z najbardziej prestiżowych imprez odbywających się w Europie Centralnej.
W skład Grupy PTWP wchodzi także spółka PTWP Event Center zarządzająca Międzynarodowym Centrum Kongresowym i Halą Widowiskowo-Sportową Spodek w Katowicach.
W 2024 roku PTWP SA przeniosła swoje notowania na główny rynek GPW w Warszawie.
W grudniu 2025 roku Grupa PTWP sfinalizowała transakcję, obejmując większościowy pakiet 56,82% akcji Gremi Media – wydawcy tytułów „Rzeczpospolita” i „Parkiet”. W styczniu 2026 r. Grupa PTWP przejęła 100% udziałów w spółce Elamed, wydawcy czasopism i portali branżowych.
Zapraszamy do odwiedzenia: www.ptwp.pl
Zapraszamy na stronę: https://www.forumzdrowiakobiet.pl/pl/
Nietrzymanie moczu i inne formy inkontynencji dotykają milionów Polaków, a ich konsekwencje wykraczają daleko poza sferę zdrowia fizycznego. Problemy z kontynencją zwiększają ryzyko upadków, zakażeń, izolacji społecznej i utraty samodzielności, szczególnie wśród seniorów. Podczas inauguracji Światowego Tygodnia Kontynencji 2026 eksperci, pacjenci i przedstawiciele instytucji publicznych zwracali uwagę na znaczenie wczesnej diagnostyki, nowoczesnych metod leczenia oraz konieczność zmian systemowych poprawiających dostęp do terapii.
15 czerwca 2026 roku, w Warszawie, Stowarzyszenie „UroConti” zainicjowało polskie obchody Światowego Tygodnia Kontynencji 2026 (World Continence Week, WCW) ogólnopolską konferencją pod hasłem „ODZYSKAĆ KONTROLĘ – NOWOCZESNE PODEJŚCIE DO INKONTYNENCJI”. Spotkanie zgromadziło lekarzy specjalistów, ekspertów systemu ochrony zdrowia, przedstawicieli organizacji pacjentów oraz, przede wszystkim, pacjentów przybyłych z całej Polski, którzy wypełnili po brzegi salę konferencyjną warszawskiego hotelu Novotel Centrum. 

Inkontynencja jako wyzwanie zdrowotne w starzejącym się społeczeństwie

Konferencję otworzył wykład inauguracyjny prof. dr hab. Barbary Gryglewskiej z Katedry Chorób Wewnętrznych i Gerontologii Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum pt. „Gdy pęcherz woła o uwagę – objawy NTM jako wczesny sygnał innych schorzeń”.

Ekspertka zwróciła uwagę, że objawy nietrzymania moczu (NTM) u osób starszych nie powinny być bagatelizowane, ponieważ mogą stanowić jeden z pierwszych sygnałów poważnych schorzeń neurologicznych, metabolicznych czy sercowo-naczyniowych. Podkreśliła również, że konsekwencje NTM wykraczają daleko poza sam problem urologiczny. Schorzenie zwiększa ryzyko upadków i zakażeń układu moczowego, a jednocześnie negatywnie wpływa na zdrowie psychiczne, prowadząc do wycofania społecznego, obniżenia jakości życia i utraty samodzielności. – Pamiętamy o tym, że inkontynencja ma bardzo negatywny wpływ na samoocenę stanu zdrowia i kondycję psychiczną pacjentów. Towarzyszą jej lęk, stres, zażenowanie i frustracja, które prowadzą do pogorszenia jakości życia oraz izolacji społecznej. To jest bardzo istotny czynnik, który niestety przyspiesza proces starzenia – podkreśliła prof. Gryglewska.

Naturalną kontynuację tej tematyki stanowiło wystąpienie dr n. med. i n. o zdr. Beaty Stepanow, która przedstawiła ideę „Mobilni i Samodzielni” – podejście promujące zdrowe starzenie poprzez utrzymanie aktywności, sprawności i samodzielności osób starszych. Dr Stepanow zaprezentowała model sześciu poziomów sprawności funkcjonalnej – od osoby w pełni niezależnej po całkowicie zależną od opiekunów – oraz podkreśliła znaczenie współpracy interdyscyplinarnego zespołu specjalistów wspierających pacjenta i jego opiekunów. Jak zaznaczyła, w opiece nad seniorami nie powinniśmy pytać, czy dana osoba jest jeszcze samodzielna, lecz w jaki sposób możemy pomóc jej zachować jak największą samodzielność na obecnym etapie życia.

Z obu wystąpień płynął jednoznaczny wniosek: sprawność funkcjonalna, samodzielność i kontynencja są ze sobą nierozerwalnie związane i wymagają skoordynowanego, systemowego wsparcia.

Nowoczesne terapie dają pacjentom szansę na odzyskanie kontroli

W module poświęconym innowacjom w leczeniu inkontynencji dr hab. Artur Lemiński (SPWSZ w Szczecinie, Pomorski Uniwersytet Medyczny) przedstawił nowoczesne implanty oraz sztuczne zwieracze cewki moczowej stosowane u pacjentów z ciężkimi postaciami nietrzymania moczu, zwłaszcza po leczeniu raka prostaty. Jak podkreślił, choć terapia wymaga odpowiedniej kwalifikacji i adaptacji pacjenta do funkcjonowania z implantem, przynosi bardzo dobre efekty. – Ze zwieraczem uczymy się żyć na nowo. Badania jakości życia pokazują jednak, że około 90 proc. pacjentów jest zadowolonych z efektów leczenia – zaznaczył ekspert.

W tym samym module dr n. med. Michał Późniak (Szpital Uniwersytecki nr 1 w Bydgoszczy) omówił zastosowanie neuromodulacji krzyżowej (SNM) w leczeniu naglącego nietrzymania moczu, neurogennych dysfunkcji dolnych dróg moczowych oraz nietrzymania stolca. Ekspert zwrócił szczególną uwagę na pacjentów zmagających się z inkontynencją stolca – problemem nadal rzadko podejmowanym w debacie publicznej.

– Nietrzymanie stolca to temat trudny i wstydliwy, ale warto o nim mówić, ponieważ istnieją skuteczne metody pomocy pacjentom – podkreślił dr Michał Późniak. – W wytycznych koloproktologicznych SNM jest ważną opcją chirurgiczną w nietrzymaniu stolca – dodał.  Jednocześnie przypomniał, że neuromodulacja krzyżowa w leczeniu nietrzymania stolca nadal nie jest w Polsce refundowana.

Nie tylko leczenie – znaczenie profilaktyki i edukacji

Istotnym elementem konferencji był również moduł poświęcony edukacji i profilaktyce zdrowotnej. Eksperci zwracali uwagę na znaczenie wczesnej diagnostyki raka pęcherza, rolę projektów edukacyjnych wspierających pacjentów z inkontynencją oraz potrzebę zwiększania świadomości na temat chorób współistniejących, takich jak cukrzyca. Poruszono także praktyczne problemy, z jakimi na co dzień mierzą się osoby z rozpoznaną inkontynencją, podkreślając znaczenie edukacji zdrowotnej i dostępu do wiarygodnej informacji.

Głos pacjenta, który zmienia system

Kulminacją konferencji był panel dyskusyjny „Głos pacjenta, który zmienia system – jak organizacje kształtują politykę zdrowotną?”. W debacie udział wzięli: Joanna Niewiadomska z Departamentu Współpracy Biura Rzecznika Praw Pacjenta (RPP), Kamil Pendowski z Ośrodka Wsparcia Badań Medycznych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, dr n. med. Mariusz Blewniewski z II Kliniki Urologii UM w Łodzi, Anna Kupiecka, Prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej, Stanisław Maćkowiak, Prezes Federacji Pacjentów Polskich, oraz Janusz Borzyński, Przewodniczący Sekcji Neurourologii Stowarzyszenia „UroConti”.

Joanna Niewiadomska podkreśliła, że Rada Organizacji Pacjentów przy Rzeczniku skupia już ok. 160 podmiotów i stanowi dla Biura RPP „prawdziwy głos pacjentów” – niezbędny do skutecznego działania systemowego. Zaznaczyła, że sygnały zbiorowe uruchamiają postępowania wykraczające poza pomoc jednostkową, a problemy zgłaszane przez organizacje pacjenckie – w tym dotyczące programów lekowych
– przekładają się na interwencje kierowane bezpośrednio do Ministerstwa Zdrowia.

Stanisław Maćkowiak wskazał, że to właśnie dzięki sprawczości organizacji pacjenckich zawdzięczamy powstanie urzędu Rzecznika Praw Pacjenta – dziś coraz skuteczniejszego i lepiej słyszalnego zarówno przez pacjentów jak i decydentów ochrony zdrowia.

Warto w pełni wykorzystać także kompetencje farmaceutów, aby wspierać lekarzy i pacjentów w racjonalnym stosowaniu leków. Przeglądy lekowe powinny być powszechnie stosowane – to realne narzędzie wpływu na zachowania pacjentów i walki z nadmierną konsumpcją leków  – dodał Stanisław Maćkowiak.

Anna Kupiecka dodała, że głos pacjentów jest coraz wyraźniej słyszalny na wszystkich poziomach systemu – od lokalnego wydziału zdrowia po Radę Dialogu Społecznego oraz Rady Organizacji Pacjentów przy RPP, NFZ i MZ – czy nas głos jest brany pod uwagę, czy nie, to wysłuchany być musi.

-Wiele rozwiązań legislacyjnych, takich jak przepisy o badaniach klinicznych czy ustawa refundacyjna, powstało przy udziale organizacji pacjenckich i wyraźnie widać, że ten głos doradczy jest brany pod uwagę przez autorów tych rozwiązań – mówiła Anna Kupiecka.

Dr n. med. Mariusz Blewniewski zwrócił uwagę na narastający problem braku czasu na pogłębioną rozmowę lekarza z pacjentem – co prowadzi do deficytu informacji o diagnostyce i dalszym leczeniu, mimo że prawo do informacji jest jednym z fundamentalnych praw pacjenta. Janusz Borzyński podkreślił, że właśnie dlatego głos pacjenta jest tak kluczowy: bez niego niemożliwe jest wywieranie presji na zmianę systemowych patologii, których żadna partia polityczna samodzielnie nie zdołała wyeliminować.

Kamil Pendowski przedstawił zasady uczestnictwa w badaniach klinicznych: dzięki zasadom Europejskiej Agencji Leków pacjent musi wyrazić świadomą zgodę po pełnym wyjaśnieniu przez lekarza specjalistę, może wycofać się w każdej chwili, a sponsor badania jest zobowiązany zadbać o jego bezpieczeństwo.

Ważne deklaracje i oczekiwania pacjentów

Ważnym tematem zarówno debat, jak i rozmów kuluarowych były wyzwania związane z dostępem do leczenia i wsparcia dla osób zmagających się z inkontynencją. Szczególną uwagę zwracano na sytuację kobiet z wysiłkowym nietrzymaniem moczu (WNM) – najczęstszą postacią NTM, stanowiącą nawet 50-70 proc. wszystkich przypadków inkontynencji. Uczestnicy podkreślali, że mimo skali problemu pacjentki nadal nie mogą korzystać z refundacji wyrobów chłonnych, a zalecana przez międzynarodowe wytyczne fizjoterapia mięśni dna miednicy nie funkcjonuje jako odrębne świadczenie finansowane przez NFZ.

Jednocześnie przy okazji Światowego Tygodnia Kontynencji do pacjentów dotarła długo wyczekiwana dobra wiadomość. W ostatnich dniach wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk zapowiedziała, że stosowany w leczeniu pęcherza nadreaktywnego (OAB) mirabegron ma znaleźć się na przygotowywanej przez Ministerstwo Zdrowia liście leków o ugruntowanej skuteczności terapeutycznej. Może to otworzyć drogę do refundacji terapii już od października.

Dla Stowarzyszenia „UroConti”, które od wielu lat zabiega o poprawę dostępu do leczenia pacjentów z OAB, jest to ważny sygnał, że głos pacjentów zaczyna być słyszany przez decydentów.

Profilaktyka zaczyna się od codziennych nawyków

W ramach Światowego Tygodnia Kontynencji Stowarzyszenie „UroConti” zostało partnerem społecznym akcji organizowanej przez platformę jogi online PortalYogi pod nazwą „Program świadomej pracy z mięśniami dna miednicy”. Inicjatywa promuje regularne ćwiczenia mięśni dna miednicy jako ważny element profilaktyki oraz wsparcia dla kobiet zmagających się z problemami z kontynencją. Akcja rozpoczyna się 21 czerwca. Bezpłatny program zwraca również uwagę na znaczenie redukcji stresu i codziennych nawyków wspierających zdrowie kobiet. Szczegółowe informacje dostępne są na kanałach Stowarzyszenia oraz PortalYogi.

Źródło: inf pras

Nowoczesne metody leczenia nietrzymania moczu, profilaktyka schorzeń dna miednicy, zdrowe starzenie oraz rola organizacji pacjenckich w kształtowaniu polityki zdrowotnej, to główne tematy ogólnopolskiej konferencji inaugurującej Światowy Tydzień Kontynencji 2026. Wydarzenie pod hasłem „Odzyskać kontrolę, nowoczesne podejście do inkontynencji” odbędzie się 15 czerwca w Warszawie i będzie dostępne zarówno stacjonarnie, jak i online. Organizatorzy chcą zwrócić uwagę na problem, który dotyczy milionów osób, a mimo to wciąż pozostaje tematem rzadko poruszanym w przestrzeni publicznej.
Stowarzyszenie „UroConti” zaprasza do udziału w ogólnopolskiej konferencji inaugurującej obchody Światowego Tygodnia Kontynencji 2026 (World Continence Week), która odbędzie się 15 czerwca 2026 r.
w Hotelu Novotel Warszawa Centrum. Tegoroczne wydarzenie pod hasłem „ODZYSKAĆ KONTROLĘ – NOWOCZESNE PODEJŚCIE DO INKONTYNENCJI” podkreśla potrzebę szerszej rozmowy o schorzeniach dna miednicy oraz prezentuje najnowsze kierunki diagnostyki i leczenia.
 
Konferencja odbędzie się w formule hybrydowej, umożliwiającej bezpłatny udział zarówno stacjonarnie, jak i online – po wcześniejszej rejestracji.

Celem Światowego Tygodnia Kontynencji jest zwiększanie świadomości na temat schorzeń dna miednicy, w tym przede wszystkim nietrzymania moczu, oraz zachęcanie pacjentów do wczesnej diagnostyki
i korzystania z dostępnych metod leczenia. W Polsce wiele osób nadal zwleka z wizytą u specjalisty, mimo że współczesna medycyna oferuje skuteczne rozwiązania mogące znacząco poprawić komfort życia i codzienne funkcjonowanie pacjentów.

W programie m.in. nowoczesne technologie, profilaktyka i zdrowe starzenie

Podczas konferencji uczestnicy wysłuchają wystąpień ekspertów reprezentujących różne dziedziny medycyny związane z leczeniem schorzeń dna miednicy. Wśród tematów znalazły się m.in.:

 
Jednym z ważnych wątków konferencji będzie zdrowe starzenie. Podczas wystąpienia „Mobilni i samodzielni – nowe podejście do zdrowego starzenia” eksperci zwrócą uwagę na znaczenie aktywności, mobilności i niezależności osób starszych. Pokazane zostanie również, w jaki sposób odpowiednie zarządzanie problemem inkontynencji może wspierać seniorów w zachowaniu samodzielności i dobrej jakości życia.

Nie zabraknie także tematów związanych z profilaktyką i edukacją zdrowotną. Uczestnicy będą mogli dowiedzieć się więcej m.in. o znaczeniu wczesnego wykrywania raka pęcherza, działaniach edukacyjnych skierowanych do osób z nietrzymaniem moczu oraz nowoczesnych rozwiązaniach wspierających codzienne zarządzanie cukrzycą. Po każdym module przewidziano sesję pytań i odpowiedzi, która umożliwi uczestnikom bezpośrednią rozmowę z ekspertami.

Głos pacjentów a kształtowanie polityki zdrowotnej

Istotnym punktem programu będzie debata „Głos pacjenta, który zmienia system – jak organizacje kształtują politykę zdrowotną?”, poświęcona roli organizacji pacjenckich w procesie tworzenia i wdrażania rozwiązań systemowych.

Dyskusja dotyczyć będzie m.in. wpływu organizacji pacjenckich na dostęp do nowych terapii, znaczenia doświadczeń pacjentów w praktyce klinicznej, roli badań klinicznych oraz współpracy organizacji społecznych z instytucjami publicznymi. W debacie udział wezmą przedstawiciele środowisk pacjenckich, eksperckich i instytucjonalnych, w tym Biura Rzecznika Praw Pacjenta.

Dodatkowe działania edukacyjne

Obchodom Światowego Tygodnia Kontynencji 2026 towarzyszyć będą również dodatkowe inicjatywy edukacyjne. Jedną z nich jest „Program świadomej pracy z mięśniami dna miednicy”, organizowany przez platformę PortalYogi, którego partnerem społecznym zostało Stowarzyszenie „UroConti”. Inicjatywa promuje regularne ćwiczenia mięśni dna miednicy jako ważny element profilaktyki oraz wsparcia kobiet zmagających się z problemami z kontynencją. Bezpłatny program zwraca również uwagę na znaczenie aktywności fizycznej, redukcji stresu, relaksu oraz codziennych nawyków wspierających zdrowie.

Program rozpocznie się 21 czerwca 2026 r. Szczegółowe informacje będą dostępne na kanałach informacyjnych Stowarzyszenia „UroConti” oraz PortalYogi.

Rejestracja i szczegóły wydarzenia

Konferencja, podobnie jak całe obchody Światowego Tygodnia Kontynencji 2026, stanowi przestrzeń do edukacji, wymiany doświadczeń oraz promowania rozwiązań, które mogą poprawić codzienne funkcjonowanie osób zmagających się ze schorzeniami dna miednicy.

Udział w wydarzeniu jest bezpłatny. Zarówno uczestnictwo stacjonarne, jak i online wymaga wcześniejszej rejestracji.

Szczegółowy program oraz formularz rejestracyjny dostępne są na stronie:

www.tydzienkontynencji.pl

Źródło: inf pras

Nietrzymanie moczu i dysfunkcje dna miednicy to nie tylko problem medyczny, ale także społeczny. Pacjenci ograniczają aktywność, rezygnują ze sportu, podróży, życia intymnego, niekiedy wycofują się z relacji. Tymczasem w wielu przypadkach można im pomóc. Warunkiem jest dobra diagnostyka i indywidualnie dobrana terapia, także z wykorzystaniem nowoczesnej fizjoterapii.
Szacuje się, że nietrzymanie moczu może dotyczyć w Polsce ok. 2,5 mln osób. Problem często kojarzony jest z kobietami po porodach albo w okresie menopauzy, ale nie dotyczy wyłącznie kobiet. Z rehabilitacji urologicznej i uroginekologicznej korzystają także mężczyźni – m.in. po leczeniu urologicznym, po operacjach prostaty, z parciami naglącymi, bólem miednicy czy zaburzeniami pracy mięśni dna miednicy.
 
Dla pacjentów to często codzienność podporządkowana objawom: planowanie wyjść pod kątem dostępu do toalety, rezygnacja z podróży, sportu, spotkań, pracy wymagającej dłuższego przebywania poza domem. Objawy mogą zaburzać sen, pogarszać koncentrację, wywoływać lęk przed „wpadką” w miejscu publicznym, wpływać na relacje intymne i prowadzić do izolacji.

Problem interdyscyplinarny

Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu rozwija podejście łączące fizjoterapię, medycynę kliniczną, diagnostykę funkcjonalną i nowoczesne metody oceny pracy mięśni. Celem jest leczenie skuteczniejsze, bardziej precyzyjne i oparte na obiektywnych danych. Badacze analizują m.in. aktywność mięśni dna miednicy, ustawienie miednicy, napięcie mięśniowe, koordynację oddechu i postawy oraz skuteczność metod takich jak wysokoindukcyjna stymulacja elektromagnetyczna. W diagnostyce wykorzystują m.in. elektromiografię powierzchniową i elastografię.

– Nowoczesna rehabilitacja urologiczna i uroginekologiczna nie polega na tym, żeby powiedzieć pacjentowi: „proszę ćwiczyć mięśnie Kegla” – mówi dr hab. Kuba Ptaszkowski, prof. UMW z Zakładu Fizjoterapii Klinicznej i Rehabilitacji Uniwersyteckiego Centrum Fizjoterapii i Rehabilitacji. – Najpierw musimy sprawdzić, czy pacjent w ogóle prawidłowo aktywuje mięśnie dna miednicy, czy potrafi je rozluźnić, czy problemem jest osłabienie, nadmierne napięcie, brak koordynacji, ból, blizna, zaburzenie oddechu, postawy albo kontroli ciśnienia w jamie brzusznej. Samodzielne ćwiczenia mogą pomagać, ale źle dobrane bywają nieskuteczne, a u części osób mogą nawet nasilać objawy. Dlatego w podejściu, które rozwijamy na UMW, kluczowe są diagnostyka, indywidualizacja terapii i obiektywna ocena pracy mięśni.

Efekty badań prowadzonych na UMW nie pozostają wyłącznie w publikacjach naukowych. Są wykorzystywane w programach terapeutycznych, działaniach edukacyjnych, szkoleniach dla fizjoterapeutów i lekarzy oraz w poradniku dla pacjentów. Uczelnia rozwija także współpracę z ośrodkami medycznymi i instytucjami publicznymi, aby zwiększać dostępność rehabilitacji urologicznej i uroginekologicznej.

Dobrze dobrana rehabilitacja może ograniczać objawy i wspierać pacjenta w powrocie do normalnego rytmu życia. Dlatego w terapii coraz większe znaczenie ma nie tylko ocena parametrów pracy mięśni, ale także wpływ leczenia na codzienne funkcjonowanie.

– W rehabilitacji uroginekologicznej sukcesem nie zawsze jest wyłącznie wynik badania – podkreśla prof. Ptaszkowski. – Dla pacjenta sukcesem bywa to, że może wrócić do biegania, przespać noc, pójść na spotkanie albo przestać nosić wkładki zabezpieczające. W badaniach oceniamy parametry pracy mięśni, ale równie ważny jest praktyczny efekt terapii, czyli to, czy pacjent lepiej funkcjonuje. Poprawa jakości życia jest jednym z najważniejszych celów terapii.

Kiedy do specjalisty?

Specjaliści zwracają uwagę, że wiele osób zwleka z szukaniem pomocy. Nietrzymanie moczu po porodzie, w okresie menopauzy czy po operacji bywa traktowane jako „naturalna konsekwencja wieku” albo „normalny koszt macierzyństwa”. Tymczasem częste występowanie objawów nie oznacza, że trzeba się z nimi godzić.

Eksperci UMW radzą, by do specjalisty zgłosić się m.in. wtedy, gdy pojawia się nietrzymanie moczu przy kaszlu, kichaniu, śmiechu, wysiłku lub bieganiu; nagła, trudna do powstrzymania potrzeba oddania moczu; częste wizyty w toalecie; wstawanie w nocy; uczucie ciężkości lub obniżenia narządów miednicy; ból w obrębie miednicy, krocza lub podbrzusza; dolegliwości po porodzie, operacjach urologicznych lub ginekologicznych; a także trudności w życiu intymnym związane z bólem, napięciem lub dyskomfortem.

–  Pierwsza wizyta nie powinna kojarzyć się z bólem ani przymusem – dodaje ekspert UMW. – Zaczyna się od rozmowy, analizy objawów, stylu życia, aktywności, przebytych porodów lub operacji. Dopiero później dobierany jest zakres badania funkcjonalnego. Jeżeli diagnostyka dotyczy intymnych obszarów ciała, szczególne znaczenie mają zgoda pacjenta, wyjaśnienie każdego etapu i możliwość przerwania procedury w dowolnym momencie.

Terapia zwykle trwa od kilku tygodni do kilku miesięcy. Jej długość zależy od rodzaju problemu, wieku, chorób współistniejących, nasilenia objawów i systematyczności pracy własnej pacjenta. Pierwsze efekty część osób obserwuje już po kilku wizytach i wdrożeniu zaleceń domowych, ale w przypadkach przewlekłych, bólowych lub pooperacyjnych potrzebny może być dłuższy proces.

Rehabilitacja może być również ważnym elementem leczenia zachowawczego i interdyscyplinarnego. U części pacjentów dobrze dobrana terapia ogranicza nasilenie objawów na tyle, że leczenie operacyjne nie jest konieczne albo może zostać odroczone. Może też wspierać leczenie farmakologiczne, przygotowanie do zabiegu i powrót do sprawności po operacji. Decyzja zawsze powinna być jednak podejmowana indywidualnie, po diagnostyce i konsultacji ze specjalistą.

Konieczne zmiany systemowe

Z rehabilitacji urologicznej i uroginekologicznej można korzystać przede wszystkim w wyspecjalizowanych gabinetach fizjoterapii, poradniach rehabilitacyjnych oraz wybranych ośrodkach medycznych współpracujących z lekarzami. W ramach NFZ nie funkcjonuje obecnie powszechnie dostępna, odrębna ścieżka świadczeń określanych wprost jako rehabilitacja uroginekologiczna. Pacjenci mogą jednak –  zależnie od placówki, wskazań medycznych i decyzji lekarza –  korzystać z ogólnych świadczeń rehabilitacyjnych. W przypadku świadczeń finansowanych publicznie potrzebne jest skierowanie od lekarza ubezpieczenia zdrowotnego.

Eksperci UMW podkreślają, że potrzebne są zmiany systemowe: większa świadomość pacjentów, lepsze kierowanie do fizjoterapeutów urologicznych i uroginekologicznych oraz większa dostępność świadczeń finansowanych publicznie. Zespół UMW prowadzi działania edukacyjne, szkoleniowe i systemowe, m.in. we współpracy z instytucjami publicznymi, organizacjami społecznymi, Komitetem Rehabilitacji PAN i podkomisją sejmową ds. uroonkologii.

Jednym z efektów takich działań jest wydanie poradnika „Rehabilitacja urologiczna dla kobiet i mężczyzn”, przygotowanego z myślą o pacjentach, którzy nie wiedzą, że ich objawy można diagnozować i leczyć albo wstydzą się zapytać o pomoc. To ważne, bo wokół nietrzymania moczu i mięśni dna miednicy wciąż funkcjonuje wiele mitów: że „po porodzie tak już musi być”, że „w menopauzie to normalne”, że problem dotyczy wyłącznie starszych kobiet, że mężczyźni nie mają takich dolegliwości, albo że jedynym rozwiązaniem jest operacja.

Specjaliści UMW chcą, aby rehabilitacja urologiczna i uroginekologiczna była traktowana jako naturalna część ścieżki leczenia: po porodzie, po operacjach, w nietrzymaniu moczu i w przewlekłych dolegliwościach miednicy. Nie jako temat wstydliwy i odkładany latami, ale jako realna pomoc, która może przywracać pacjentom sprawczość, swobodę i komfort codziennego życia.

Źródło: UMW

Dyspareunia, czyli ból odczuwany podczas współżycia, może dotyczyć nawet 20 proc. kobiet, jednak wciąż pozostaje jednym z najmniej rozpoznawanych problemów zdrowia seksualnego. Eksperci podkreślają, że za opóźnioną diagnozą stoją nie tylko trudności medyczne, ale także wstyd, brak otwartej komunikacji oraz ograniczony dostęp do kompleksowej opieki. Coraz więcej badań wskazuje, że skuteczne leczenie wymaga współpracy ginekologów, fizjoterapeutów, psychologów i seksuologów.
 
Ból podczas współżycia to temat, który wciąż rzadko przebija się do publicznej debaty o zdrowiu. Jak pokazują najnowsze analizy opublikowane w Journal of Clinical Medicine dyspareunia dotyczy nawet co piątej kobiety. To problem medyczny, ale także społeczny, związany z wstydem i niedostatecznym systemowym wsparciem. W praktyce oznacza to, że jedna z najczęstszych dysfunkcji seksualnych pozostaje jednocześnie jedną z najrzadziej rozpoznawanych.

Dyspareunia, czyli ból odczuwany podczas współżycia, to stan złożony, który trudno sprowadzić do jednej przyczyny. Może wynikać z chorób somatycznych, takich jak endometrioza, stany zapalne miednicy czy niedobory hormonalne, ale równie istotne są czynniki psychologiczne i społeczne. 

Jak podkreśla dr hab. Marek Murawski z Kliniki Ginekologii Operacyjnej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu: – Przypadłość ta jest stanem złożonym, obejmującym czynniki biologiczne, psychologiczne i społeczne. To właśnie ta wielowymiarowość sprawia, że dyspareunia często wymyka się prostym schematom diagnostycznym.

Wstyd jako bariera diagnostyczna

Skala problemu jest większa, niż mogłoby się wydawać. Szacuje się, że objawy dyspareunii może doświadczać około 20% kobiet, jednak tylko część z nich zgłasza ten problem lekarzowi. Pomimo tego, że dyspareunia może mieć znaczący wpływ na relacje intymne kobiet, nadal jest w wielu przypadkach traktowana jako temat wstydliwy.

To właśnie wstyd i brak otwartej komunikacji stają się jedną z głównych przyczyn opóźnionej diagnozy. W efekcie wiele pacjentek przez lata funkcjonuje z bólem, który choć realny i obciążający pozostaje niewidoczny dla systemu ochrony zdrowia.

Jednym z kluczowych problemów jest sposób, w jaki dyspareunia bywa diagnozowana. W praktyce klinicznej często dominuje podejście biomedyczne, skoncentrowane na ciele i możliwych przyczynach fizycznych. 

– Nierzadko obserwuje się koncentrację lekarzy wyłącznie na biomedycznym podejściu zupełnie pomijając aspekt czynnościowy i psychologiczny. To ograniczenie może prowadzić do sytuacji, w której diagnoza jest formalnie postawiona, ale rzeczywista przyczyna problemu pozostaje nierozpoznana – zauważa ekspert.

Kluczowa rola relacji lekarz–pacjentka

W przypadku dyspareunii szczególnego znaczenia nabiera coś, co w medycynie często traktowane jest jako oczywistość: rozmowa.

– Szczegółowo zebrany wywiad uwzględniający również sferę psychologiczną i seksuologiczną wydaje się być kluczowym elementem pozwalającym na poprawne zdiagnozowanie – podkreśla dr hab. Marek Murawski.

To właśnie jakość relacji lekarz–pacjent decyduje o tym, czy pacjentka w ogóle zdecyduje się mówić o swoich objawach, a tym samym, czy możliwe będzie rozpoczęcie leczenia.

Skoro przyczyny są wielowymiarowe, takie samo musi być leczenie. W praktyce oznacza to konieczność współpracy specjalistów z różnych dziedzin, od ginekologów, poprzez fizjoterapeutów uroginekologicznych, do psychologów i seksuologów.

– Kompleksowa terapia obejmuje farmakoterapię, fizjoterapię, edukację seksualną i psychoterapię – podsumowuje dr hab. Marek Murawski.

Coraz więcej danych wskazuje, że np. fizjoterapia dna miednicy może być skuteczna jako leczenie pierwszego rzutu, a terapia poznawczo-behawioralna pomaga zmniejszyć lęk związany z bólem. Problem polega jednak na dostępności tych form wsparcia, zwłaszcza w ramach publicznego systemu ochrony zdrowia.

Widzialność jako pierwszy krok

Największym wyzwaniem w przypadku dyspareunii nie jest dziś brak wiedzy medycznej, ale brak jej zastosowania w praktyce. Choroba jest opisana, mechanizmy częściowo poznane, metody leczenia dostępne. Problem polega na tym, że wciąż zbyt rzadko trafiają do tych, którzy ich potrzebują. Dlatego pierwszym krokiem do zmiany pozostaje coś pozornie prostego: uznanie, że ból podczas współżycia nie jest „normalny” i że zasługuje na uwagę, diagnozę i leczenie.

Materiał powstał na podstawie artykułu:Exploring the Diagnostic and Therapeutic Pathways of Women with Dyspareunia: A Mixed-Methods Study, Joanna Wojtas, Zofia Sotomska, Marek Murawski, Magdalena Emilia Grzybowska
Źródło: inf pras

W Pododdziale Ginekologii Dziecięcej i Dziewczęcej, działającym w strukturze Szpitala Zakonu Bonifratrów w Katowicach Bonifraterskiego Centrum Medycznego oraz Katedry i Kliniki Ginekologii, Położnictwa i Ginekologii Onkologicznej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, przeprowadzono z sukcesem skomplikowaną operację usunięcia olbrzymich, bo aż 15-centymetrowych obustronnych guzów jajników u 14-letniej pacjentki.

Zabieg operacyjny wykonał zespół ginekologów dziecięcych pod kierownictwem prof. dr hab. n. med. Agnieszki Drosdzol-Cop – kierownik Pododdziału i główny operator – przy współudziale dr n. med. Karoliny Kowalczyk. Operacja była niezwykle trudna i wymagająca dużej precyzji. Jak podkreśla prof. Drosdzol-Cop, udało się usunąć zmiany w czystości onkologicznej, jednocześnie zachowując zdrową tkankę jajnikową.

– Operacja była niezwykle trudna, ale udało się wyłuszczyć obustronne zmiany jajników z zachowaniem ich zdrowej części. Daje to młodej pacjentce możliwość prawidłowego funkcjonowania hormonalnego oraz w przyszłości szansę na macierzyństwo – wyjaśnia prof. Agnieszka Drosdzol-Cop.

Pacjentka trafiła do ośrodka z okolic Rzeszowa, gdzie wcześniej pozostawała pod opieką ginekologiczną. Przez około dwa miesiące zgłaszała bóle w okolicy nadbrzusza oraz dolnych partii żeber. Objawy te skłoniły do pogłębionej diagnostyki. Początkowo, po konsultacji ortopedycznej, wykonano badanie USG jamy brzusznej, w którym opisano podejrzane zmiany w obrębie miednicy mniejszej. Następnie przeprowadzono tomografię komputerową, która wykazała obecność dużych guzów obu jajników.

Ze względu na stopień skomplikowania przypadku pacjentka została pilnie skierowana do wyspecjalizowanego ośrodka w Katowicach, gdzie podjęto decyzję o leczeniu operacyjnym.

– Zabieg przebiegł pomyślnie. Udało się usunąć guzy w całości, pozostawiając nienaruszoną tkankę jajnikową. Mamy nadzieję, że po okresie rekonwalescencji pacjentka wróci do pełnej sprawności, a jej cykl miesiączkowy nie ulegnie zaburzeniu. W przyszłości zabieg nie powinien wpłynąć na jej plany reprodukcyjne – dodaje prof. Drosdzol-Cop.

Obecnie lekarze oczekują na wynik badania histopatologicznego, który ostatecznie określi charakter zmian. Specjaliści wyrażają nadzieję, że nie wykaże on ognisk nowotworzenia.

Usunięte guzy to tzw. potworniaki – jedne z najczęściej występujących guzów jajnika u młodych dziewcząt. Stanowią około 50–70% łagodnych zmian w tej grupie wiekowej i najczęściej diagnozowane są między 13. a 19. rokiem życia. Choć zazwyczaj mają charakter łagodny, w przypadku dużych rozmiarów lub nieprawidłowych markerów mogą wymagać pilnego leczenia i dokładnej diagnostyki.

– Potworniaki mają wyjątkowe pochodzenie – rozwijają się z komórek zarodkowych, które na wczesnym etapie życia mają zdolność przekształcania się w różne typy tkanek. Dlatego w ich obrębie mogą znajdować się m.in. włosy, skóra, zęby, tkanka kostna, a nawet elementy tkanki nerwowej – wyjaśnia prof. Drosdzol-Cop.

Źródło: Bonifraterskie Centrum Medyczne

Marzec to miesiąc świadomości endometriozy – choroby, która dotyka około 10% kobiet w wieku rozrodczym na świecie, czyli nawet 190 milionów osób. Mimo tak dużej skali problemu, wiele pacjentek przez lata nie otrzymuje właściwej diagnozy. Objawy bywają bagatelizowane, a silny ból miesiączkowy wciąż zbyt często traktowany jest jako coś „normalnego”.

To jedna z najbardziej podstępnych chorób ginekologicznych. Przez lata wiele kobiet słyszało, że silny ból miesiączkowy to „taka ich uroda”. Tymczasem miesiączka może powodować dyskomfort, ale nie powinna wyłączać z codziennej aktywności – podkreśla lek. Paweł Gruszecki, ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Szpitala im. Rudolfa Weigla w Blachowni, Scanmed.

Choroba, której nie widać

Endometrioza polega na tym, że komórki błony śluzowej macicy pojawiają się poza jej jamą. Mogą występować m.in. w jajnikach, jelitach czy pęcherzu moczowym. Pod wpływem hormonów reagują tak samo jak endometrium w macicy – krwawią i wywołują przewlekły stan zapalny. Przyczyny choroby wciąż nie są do końca poznane.

– Najczęściej mówi się o tzw. menstruacji wstecznej, kiedy krew miesiączkowa wraz z komórkami endometrium cofa się przez jajowody do jamy brzusznej. Jednak na rozwój choroby mogą wpływać również czynniki genetyczne, immunologiczne czy procesy przekształcania się komórek – wyjaśnia lek. Paweł Gruszecki. – Choć choroba najczęściej dotyczy kobiet w wieku rozrodczym, może pojawić się także u nastolatek, a nawet po menopauzie.

W Polsce średni czas od pierwszych objawów do postawienia diagnozy wynosi od 7 do 10 lat

Wiele kobiet przez długi czas nie trafia do specjalisty, który zajmuje się diagnostyką endometriozy. Problemem jest również to, że objawy mogą przypominać inne choroby, np. zespół jelita drażliwego.

– Jeśli pacjentka wielokrotnie słyszy od lekarzy, że przesadza, zaczyna sama w to wierzyć. W efekcie zgłasza się po pomoc dopiero wtedy, gdy ból staje się nie do zniesienia lub pojawiają się poważne problemy z zajściem w ciążę – podkreśla lek. Paweł Gruszecki.

Kiedy ból powinien zaniepokoić?

– Niepokojące objawy to przede wszystkim bardzo silny ból podbrzusza, który uniemożliwia codzienne aktywności, brak reakcji na standardowe leki przeciwbólowe, omdlenia i wymioty podczas okresu, ból przy wypróżnianiu czy promieniowanie bólu do nóg i kręgosłupa – mówi ekspert Szpitala im. R. Weigla w Blachowni. – Zdarza się również, że endometrioza atakuje płuca i występują krwioplucia podczas okresu. Takie symptomy są sygnałem, że należy skonsultować się ze specjalistą – dodaje.

Jak wygląda dziś diagnostyka?

Podstawą rozpoznania endometriozy są badania obrazowe. Najważniejsze jest specjalistyczne USG przezpochwowe wykonywane przez lekarza doświadczonego w diagnostyce tej choroby. W wielu przypadkach pomocny jest także rezonans magnetyczny, który pozwala dokładnie ocenić stopień zaawansowania zmian oraz ich lokalizację. Diagnostyczna laparoskopia nie jest już rutynowo zalecana i wykonuje się ją głównie wtedy, gdy konieczne jest jednoczesne leczenie operacyjne.

Terapia endometriozy wymaga indywidualnego podejścia i często łączy kilka metod. Stosuje się farmakoterapię, której celem jest zahamowanie wzrostu ognisk choroby i zmniejszenie dolegliwości. W niektórych przypadkach konieczne jest leczenie chirurgiczne, najczęściej w formie laparoskopii, polegającej na usunięciu zmian.

Coraz częściej podkreśla się potrzebę podejścia interdyscyplinarnego, obejmującego współpracę ginekologa, fizjoterapeuty uroginekologicznego, dietetyka i psychologa. – To schorzenie systemowe, które wymaga opieki długoterminowej, a nie tylko jednorazowej operacji. Nawet po zabiegu istnieje ryzyko nawrotów, dlatego pacjentka powinna pozostawać pod stałą opieką specjalistyczną – podkreśla lekarz.

Choroba, która wpływa na całe życie

Endometrioza może mieć konsekwencje nie tylko zdrowotne, ale także psychologiczne i społeczne. Przewlekły ból utrudnia pracę zawodową, ogranicza aktywność społeczną i wpływa na relacje. U części kobiet pojawia się również dyspareunia, czyli ból podczas współżycia. Dodatkowo choroba bywa związana z problemami z płodnością. Szacuje się, że nawet 30–50% kobiet zmagających się z niepłodnością może mieć endometriozę.

– Dlatego zwiększanie świadomości na temat endometriozy jest tak ważne. Wczesna diagnoza pozwala szybciej wdrożyć leczenie i poprawić jakość życia pacjentek – podsumowuje lek. Paweł Gruszecki.

Źródło: Komunikat Prasowy

Instytut Badań nad Zdrowiem Kobiety Uniwersytetu Kaliskiego został koordynatorem ogólnopolskich badań naukowych nad endometriozą. Celem jest opracowanie nieinwazyjnego testu diagnostycznego endometriozy.
Projekt „Poszukiwanie nowych biomarkerów endometriozy z użyciem technik omicznych” jest realizowany pod kierownictwem prof. Piotra Laudańskiego – dyrektora Instytutu Badań nad Zdrowiem Kobiety oraz dr. hab. n. med. Cezarego Wojtyły.

Celem projektu jest opracowanie nieinwazyjnego testu diagnostycznego endometriozy, który mógłby w przyszłości pomóc milionom kobiet na całym świecie.

Jak poinformowało biuro prasowe Uniwersytetu Kaliskiego, założeniem badań jest stworzenie biobanku materiału biologicznego pochodzącego od kobiet, u których podczas zabiegu ginekologicznego rozpoznano endometriozę i od kobiet, u których choroby nie stwierdzono.

„Zebrany materiał zostanie następnie poddany zaawansowanym analizom z użyciem technik omicznych, czyli nowoczesnych metod badawczych, umożliwiających jednoczesną analizę tysięcy cząsteczek biologicznych” – podała uczelnia.

Uniwersytet Kaliski pełni rolę ośrodka koordynującego ogólnopolski projekt, w którym uczestniczy kilkanaście ośrodków rekrutujących pacjentki z całej Polski.

Są to między innymi: Uniwersytet Medyczny w Białymstoku, Warszawski Instytut Zdrowia Kobiet, Wojewódzki Szpital im. Św. Ojca Pio w Przemyślu, Centrum Medyczne Angelius Provita w Katowicach, Śląski Uniwersytet Medyczny, Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Rzeszowie, Instytut Matki i Dziecka w Warszawie, Uniwersytet Jagielloński – Collegium Medicum w Krakowie, Uniwersytet Medyczny w Łodzi, Warszawski Uniwersytet Medyczny, Uniwersytet Medyczny w Lublinie, Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie, Gdański Uniwersytet Medyczny oraz Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.

Uniwersytet Kaliski jako jedyny ośrodek z Polski został włączony do światowego programu badań nad endometriozą EPHect (Endometriosis Phenome and Biobanking Harmonisation Project), prowadzonego przez Światową Fundację Badań nad Endometriozą (World Endometriosis Research Foundation).

Endometrioza to choroba, w której śluzówka macicy występuje poza jej typową lokalizacją, czyli wnętrzem macicy. Do objawów klinicznych zalicza się m.in. bolesne i obfite miesiączki, problemy z zajściem w ciążę, ból podczas czynności fizjologicznych, bolesne stosunki. Diagnoza jest o tyle utrudniona, że nieprawidłowości mogą być niewidoczne w badaniu ultrasonograficznym, choć w badaniu ginekologicznym mogą pojawić się już pewne nieprawidłowości. Wszystko zależy od zaawansowania choroby.

Endometrioza dotyka nawet 10 proc. kobiet w wieku rozrodczym. Od pierwszych objawów do jej rozpoznania upływa średnio nawet 6 lat.

Ewa Bąkowka (PAP)
Żródło: Naukawpolske.pl

Specjaliści z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego Nr 4 w Lublinie testują nowy system robotyczny KangDuo SR2000, jeden z najnowszych robotów chirurgicznych dostępnych obecnie na rynku medycznym. To kolejny krok w kierunku rozwoju chirurgii małoinwazyjnej w ośrodku, który od lat konsekwentnie inwestuje w robotykę operacyjną i buduje kompetencje zespołów w różnych specjalizacjach.
KangDuo SR2000 posiada certyfikat CE dla czterech dziedzin: urologii, ginekologii, chirurgii ogólnej i torakochirurgii. Został zaprojektowany z myślą o zabiegach laparoskopowych i pracy na nowoczesnych salach operacyjnych. Podobnie jak funkcjonujący już w szpitalu robot Versius, wyposażony jest w otwartą konsolę operatorską oraz cztery zrobotyzowane ramiona narzędziowe w systemie kolumnowym. Rozwiązanie to ma wspierać chirurgów w wykonywaniu precyzyjnych operacji przy jednoczesnym zachowaniu ergonomii i kontroli nad przebiegiem zabiegu.

Lublin jest jednym z pierwszych miejsc w Polsce, gdzie lekarze mogą nie tylko zapoznać się z tym systemem, ale także testować go w praktyce szkoleniowej, korzystając z zestawu z konsolą operatorską do ćwiczeń. W ubiegłym tygodniu możliwości robota sprawdzali specjaliści z Klinicznego Oddziału Chirurgii Klatki Piersiowej, Klinicznego Oddziału Chirurgii Ogólnej i Leczenia Żywieniowego, Klinicznego Oddziału Urologii i Onkologii Urologicznej oraz Klinicznego Oddziału Ginekologii Operacyjnej i Onkologii Ginekologicznej.

Jednym z elementów, który zwrócił szczególną uwagę operatorów, jest integracja systemu z obrazowaniem medycznym. „Możliwość testowania nowego robota chirurgicznego to okazja do zapoznania się z nowymi rozwiązaniami technologicznymi na polu robotyki. Z pewnością plusem tego systemu jest możliwość śródoperacyjnego przeglądania badań obrazowych pacjenta w obrębie konsoli chirurga, co wpływa na bezpieczeństwo przeprowadzenia zabiegu i komfort pracy operatora” – mówi dr n. med. Piotr Skoczylas z Klinicznego Oddziału Chirurgii Klatki Piersiowej USK Nr 4 w Lublinie.

Testy mają charakter eksploracyjny i edukacyjny. Lekarze oceniają zarówno ergonomię pracy, jak i potencjalne zastosowania kliniczne systemu w poszczególnych specjalizacjach. W ginekologii robotyka coraz częściej wychodzi poza obszar onkologii, obejmując również leczenie schorzeń łagodnych, które wymagają precyzyjnych, oszczędzających tkanki technik operacyjnych. „Na razie sprawdzamy, co może zaoferować ta platforma i jak się z nią pracuje. W ginekologii tego typu systemy mogą mieć zastosowanie nie tylko w onkologii ginekologicznej, ale również w przypadkach łagodnych zmian wymagających zaawansowanych, oszczędzających tkankę technik leczenia operacyjnego, np. w leczeniu endometriozy” – podkreśla dr n. med. Marta Monist z Klinicznego Oddziału Ginekologii Operacyjnej i Onkologii Ginekologicznej.

Warto podkreślić, że KangDuo SR2000 nie pojawia się w Lublinie w próżni technologicznej. Obecnie w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym Nr 4 funkcjonują już dwa różne systemy robotyczne. Na platformach da Vinci i Versius pracują dwa zespoły torakochirurgiczne oraz dwa zespoły urologiczne, natomiast robot Versius wykorzystywany jest również przez jeden zespół chirurgiczny i trzy zespoły ginekologiczne. Testowanie kolejnego systemu wpisuje się więc w długofalową strategię rozwoju chirurgii robotycznej i porównywania różnych rozwiązań technologicznych pod kątem ich realnej przydatności klinicznej.

Obecność KangDuo SR2000 w USK Nr 4 w Lublinie pokazuje, że polskie ośrodki kliniczne coraz aktywniej uczestniczą w ocenie i wdrażaniu nowych technologii medycznych na wczesnym etapie ich obecności na rynku. Dla pacjentów oznacza to perspektywę dalszego rozwoju małoinwazyjnych metod leczenia, a dla zespołów medycznych możliwość zdobywania doświadczeń z różnymi platformami robotycznymi zanim zapadną decyzje o ich ewentualnym wykorzystaniu w codziennej praktyce klinicznej.

Źródło: Uniwersytecki Szpital Kliniczny Nr 4 w Lublinie