Medicalpress
Rak płuca jest największym beneficjentem diagnostyki molekularnej, a jednocześnie najlepszym przykładem niedomagań systemowych w Polsce. Jedynie 50% chorych z nowo rozpoznanym rakiem płuca ma dostęp do takiej diagnostyki. Jeszcze mniej do badań zaawansowanych. Eksperci ostrzegają, że każdy miesiąc zwłoki w diagnostyce oznacza nie tylko pogorszenie rokowania pacjentów, ale także wzrost kosztów leczenia – ponieważ terapie w zaawansowanych stadiach choroby są znacznie droższe i mniej skuteczne.
Podczas konferencji Polskiej Grupy Raka Płuca, 10 września 2025 r. odbyła się premiera „Zaleceń dot. optymalizacji ścieżki diagnostyki molekularnej i oceny biomarkerów w niedrobnokomórkowym raku płuca” opracowanych przez ekspertów inicjatywy Misja Rak Płuca. Podkreślano, że Polska dysponuje nowoczesnymi lekami i dobrze wyposażonymi laboratoriami, ale zbyt wielu pacjentów wciąż nie ma szansy skorzystać z nowoczesnych finansowanych przez państwo terapii, ponieważ nie ma wykonanych kompleksowych badań predykcyjnych.

– To co nas dzisiaj łączy to potrzeba uporządkowania diagnostyki, szczególnie molekularnej, wszyscy sobie zdajemy sprawę, że aby pacjent był właściwie leczony musi być ona przeprowadzona w sposób jak najszybszy i kompleksowy – podkreślił prof. Rodryg Ramlau, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca. – Jesteśmy już w Polsce na takim etapie, że za chwilę, będziemy dysponować odpowiednią liczbą ośrodków, które będą w stanie wykonać podstawowe procedury diagnostyczne, jakie uznajemy za standard, czyli sekwencjonowanie nowej generacji. Będą one dostępne dla wszystkich chorych, którzy będą tego wymagać. – dodał.

Rak płuca pozostaje główną przyczyną zgonów onkologicznych w Polsce. W 2022 roku diagnozę usłyszało 20 726 osób, a 20 956 pacjentów zmarło z tego powodu – odpowiada to aż za 22% wszystkich zgonów nowotworowych w kraju. Choć w ostatnich latach dokonał się ogromny postęp w leczeniu tej choroby – w dużej mierze dzięki wprowadzeniu immunoterapii i terapii celowanych, które diametralnie zmieniają rokowania – skuteczność nowoczesnych metod zależy od dostępu do badań molekularnych i immunohistochemicznych. To właśnie one przesądzają o możliwości zakwalifikowania pacjenta do odpowiedniej terapii.

Diagnostyka molekularna także we wczesnych stadiach choroby

Dotychczas badania molekularne kojarzono głównie z pacjentami w zaawansowanych stadiach raka płuca, kiedy choroba była już rozsiana. Dziś ta perspektywa ulega zmianie. – Generalnie przyzwyczailiśmy się, że badania molekularne wykonywane były u chorych w stanie rozsiewu, bo takie były możliwości leczenia. Obecnie jest to implementowane także na etapie leczenia radykalnego. Drugi, trzeci stopień to już standard, ale diagnostyka molekularna wkracza również w pierwszy stopień zaawansowania – podkreślał prof. Dariusz Kowalski, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca.

Oznacza to, że badania histopatologiczne, immunohistochemiczne i molekularne są potrzebne nie tylko w chorobie zaawansowanej, lecz także przed kwalifikacją do leczenia chirurgicznego (radykalnego). –  Diagnostyka molekularna jest niezbędna nie tylko do uszczegółowienia rozpoznania, ale również do kwalifikacji do odpowiedniej terapii. I to jest stan na dziś, ale także kierunek na przyszłość. – dodał ekspert.

Znaczenie tych badań najlepiej obrazują dane dotyczące częstości wariantów patogennych w niedrobnokomórkowym raku płuca (NDRP). Najczęściej stwierdzane są mutacje KRAS (25% przypadków) i EGFR (10–15%), a także rearanżacje ALK (3–7%) czy ROS1 (1–3%). Rzadziej występują mutacje BRAF (1–5%), MET (2–5%), HER2 (2–5%), RET (1–3%) oraz fuzje NTRK (0,2–1%). To właśnie one decydują o możliwości zastosowania nowoczesnych terapii, które działają znacznie skuteczniej niż klasyczna chemioterapia.

Biomarkery jako drogowskaz w leczeniu

Prof. Dariusz M. Kowalski zwrócił uwagę, że ocena biomarkerów ma znaczenie nie tylko wtedy, gdy istnieje już dostępna terapia celowana. – Ocena biomarkerów, nawet jeśli nie ma jeszcze leków dedykowanych do leczenia ukierunkowanego na dane zmiany genetyczne, już dziś może posłużyć nam jako dodatkowy czynnik doboru terapii. Tak jest w przypadku STK11 i KEAP1, które są negatywnymi czynnikami predykcyjnymi w przypadku stosowania immunoterapii – wyjaśniał profesor.

Podkreślił również, że NGS (sekwencjonowanie nowej generacji) powinien być złotym standardem w diagnostyce molekularnej raka płuca. – Jest to podstawowa metoda diagnostyki molekularnej ze względu na wartość, szybkość, możliwość oceny wszystkich wariantów patogennych związanych z kwalifikacją do aktywnego leczenia, jak również ze względu na małe ilości materiału biologicznego, który po prostu musimy oszczędzać – w przypadku raka płuca nie możemy sobie pozwolić na badania wykonywane pojedynczo. NGS to powinien być standard postępowania w całym kraju, a badania jednogenowe powinny być zarezerwowane dla wyjątkowych sytuacji – mówił prof. Kowalski.

Czas diagnostyki – wciąż za długi, mimo, że możliwości są

Choć liczba pacjentów z rakiem płuca objętych diagnostyką molekularną rośnie – w 2023 roku wykonano ponad 8500 testów, a w 2024 roku już ponad 10500 – realnie jedynie około 50% chorych z nowo rozpoznanym rakiem płuca ma dostęp do takiej diagnostyki, a jeszcze mniej do badań zaawansowanych.

W 2012 roku czas oczekiwania na włączenie do leczenia od momentu rozliczenia badania molekularnego wynosił 52 dni dla badań molekularnych i około 40 dni dla PD-L1. I nic się nie zmieniło. W 2024 roku czas oczekiwania na podanie leczenia to nadal ok. 42–43 dni – mówiła dr hab. Beata Jagielska, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii – PIB i przewodnicząca Krajowej Rady Onkologicznej. – Mamy system finansowania i bardzo dobrze przygotowane publiczne laboratoria, wyposażone w nowoczesną aparaturę do diagnostyki, a także system szkoleń. Nie ma więc uzasadnienia, dlaczego u mniej niż 50% pacjentów przeprowadzane są badania molekularne – dodała.

Organizacyjne bariery kosztują pacjentów życie

Prof. Renata Langfort, kierownik Zakładu Patomorfologii w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc, zwróciła uwagę, że problemem nie jest brak technologii, ale niewydolny system organizacyjny. – Zdarzają się sytuacje, gdy trafia do nas pacjent z diagnozą „rak niedrobnokomórkowy”. Z takim wynikiem, bez badań molekularnych i immunhistochemicznych, lekarz onkolog nic nie może zrobić – nie ma podstaw, aby zakwalifikować do żadnego nowoczesnego leczenia. Wówczas, pacjent musi wrócić do pierwotnego ośrodka, które wykonało biopsję, wypożyczyć bloczek, pojechać do ośrodka referencyjnego i tam mieć dopełnioną diagnostykę. To wszystko zajmuje co najmniej miesiąc. A mówimy o pacjentach, którzy są w 3. lub 4. stopniu zaawansowania.

– Diagnostyka molekularna dotyczy 70% pacjentów z NDRP w stadium zaawansowanym, kiedy nie mają szansy na żadne inne leczenie. Dodatkowo, dzięki temu, że mamy naprawdę dobry program lekowy, również u pacjentów we wczesnym stadium, którzy są potencjalnymi kandydatami do leczenia operacyjnego, jesteśmy zobowiązani wykonać badania biomarkerów, ponieważ ci pacjenci mają szansę na otrzymanie leczenia neoadjuwantowego, którego efekty są znakomite. – zaznaczyła prof. Langfort.

Ekspertka przypomniała również, że brak akredytacji wielu zakładów patomorfologii sprawia, iż część z nich nie wykonuje kosztownych badań immunohistochemicznych, w tym oceny ekspresji białka PD-L1. – Efekt jest taki, że pacjent dostaje niepełne wyniki i musi przechodzić dodatkowe etapy diagnostyki w innych ośrodkach, tracąc bezcenny czas.

Prof. Tadeusz Orłowski zwrócił uwagę, że kluczowym problemem pozostaje organizacja całego procesu diagnostycznego oraz na pilną potrzebę uruchomienie tzw. Lung Cancer Unitów. – W codziennej praktyce napotykamy na wiele błędów – tam, gdzie jest człowiek, tam niestety jest ryzyko, że system źle funkcjonuje. Dlatego też to system powinien być tak skonstruowany, żeby to szło jak po sznurku. Lung Cancer Unity są potrzebą tu i teraz. Organizacja jest kluczowa. Według opracowań ekspertów średni czas oczekiwania od tomografii do leczenia wynosi w woj. pomorskim 73 dni, a w mazowieckim 67 dni. Badania genetyczne pacjentów powinny być realizowane z automatu – bez zastanawiania się, czy pacjent wejdzie do takiego czy innego programu. Do tego potrzebny jest sprawny system – podkreślał.

Badania biomarkerów nadal zlecane są zbyt rzadko, późno albo wcale. Dr Andrzej Tysarowski, Kierownik Zakładu Diagnostyki Genetycznej i Molekularnej Nowotworów NIO-PIB, stwierdził, że badania genetyczne są zlecane nieoptymalnie oraz zaapelował o wprowadzenie obligatoryjnego jednoczasowego skierowania na badania histopatologiczne i genetyczne – Badania genetyczne są zlecane w zbyt małej liczbie przypadków. Dlaczego tak jest? Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Pewnie wiąże się to z dostępnością do programów, do badań genetycznych w mniejszych ośrodkach. Często wykonuje się je zbyt późno albo wieloetapowo. Tymczasem, skierowania na badania histopatologiczne i genetyczne powinny być obligatoryjnie i wystawione jednoczasowo.

Zwrócono także uwagę na rolę koordynatorów w Krajowej Sieci Onkologicznej w edukowaniu pacjentów i onkologów do szerokiego korzystania z narzędzi biologii molekularnej. – Koordynatorzy mogą przypilnować, aby skierowania na badania genetyczne były wystawione jednoczasowo z histopatologicznymi. – dodał dr hab. Artur Kowalik, Kierownik Zakładu Diagnostyki Molekularnej Świętokrzyskiego Centrum Onkologii.

Eksperci wspólnie podkreślali, że tylko pełna diagnostyka uzasadnia ponoszenie wysokich kosztów nowoczesnego leczenia. Wczesne rozpoznanie i radykalne terapie (chirurgia, radioterapia) są znacznie tańsze i skuteczniejsze niż przewlekłe leczenie paliatywne w późnych stadiach. – Opóźnienie leczenia kosztuje więcej podatnika, nawet tysiąc razy więcej, niż koszt badania diagnostycznego. Koszt (kilka tysięcy złotych) jest niewielki w porównaniu do kosztów terapii. – podkreślił dr hab. Kowalik.

Certyfikacja laboratoriów, biopsja płynna i równy dostęp

Polski system nadal nie posiada sprawnego mechanizmu akredytacji zakładów patomorfologii ani certyfikacji laboratoriów wykonujących nowoczesne badania predykcyjne. W efekcie część ośrodków nie przeprowadza badań molekularnych zaawansowanych opartych na sekwencjonowaniu nowej generacji NGS oraz badań immunohistochemicznych (np. PD-L1), wydając niepełne rozpoznania i odsyłając do ośrodków referencyjnych pacjentów nie w pełni zdiagnozowanych – co generuje tygodnie opóźnień i często zaprzepaszcza szanse na wdrożenie skutecznego leczenia. Tymczasem te szanse to konkretne miesiące a nawet lata przeżycia dla wielu polskich pacjentów.

Duże ośrodki muszą co roku wykonywać tysiące konsultacji patomorfologicznych, ponieważ część napływających wyników jest suboptymalna lub niekonkluzywna. Brak oceny kluczowych wariantów patogennych zmusza do powtarzania badań, co wydłuża czas do rozpoczęcia leczenia. Sytuację pogłębiają różnice regionalne – podczas gdy woj. mazowieckie wykonuje najwięcej badań zaawansowanych (NGS), w innych regionach brakuje patomorfologów, certyfikowanych laboratoriów czy stałych zespołów MDT (zespoły wielodyscyplinarne), co ogranicza realny dostęp do nowoczesnych terapii.

Wyzwaniem w przypadku raku płuca jest także fakt, że u ponad 30% pacjentów z rakiem płuca materiał tkankowy z biopsji okazuje się niediagnostyczny lub niewystarczający do dalszych analiz. Dlatego eksperci apelują o refundację badań z płynnej biopsji (ctDNA) z osocza krwi.

Obecnie NFZ finansuje testy jednogenowe, złożone i tzw. małe panele NGS (badania zaawansowane). Kompleksowe profilowanie genomowe (CGP), które obejmuje analizę setek genów i sygnatur molekularnych (np. TMB, MSI), w Polsce nie jest finansowane jako wyodrębniona procedura, o co wnioskują od kilu lat towarzystwa naukowe. Tymczasem badania pokazują, że CGP pozwala u 10–20% pacjentów więcej wykryć zmiany niewidoczne w innych testach – co daje szansę na skuteczną terapię lub udział w badaniach klinicznych.

Warto przypomnieć, iż Prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) już w 2023 roku zarekomendował zakwalifikowanie świadczenia opieki zdrowotnej „Badanie kompleksowego profilowania genomowego metodą wysokoprzepustowego sekwencjonowania następnej generacji (NGS) w diagnostyce molekularnej pacjentów z nowotworami złośliwymi” jako świadczenia gwarantowanego z zakresu leczenia szpitalnego oraz ambulatoryjnej opieki specjalistycznej pod warunkiem doprecyzowania wskazań, w których badanie byłoby stosowane, wdrożenia wytycznych postępowania diagnostyczno-terapeutycznego z wykorzystaniem NGS oraz wdrożenia standardu organizacyjnego.

Zalecenia Misji Rak Płuca

W trakcie spotkania Polskiej Grupy Raka Płuca przedstawiono ujednoliconą ścieżkę diagnostyki molekularnej i oceny biomarkerów, opracowaną w ramach Misji Rak Płuca. Eksperci wskazali pięć kluczowych zmian niezbędnych dla poprawy sytuacji:

  1. Powszechny dostęp do badań molekularnych i immunohistochemicznych – zwłaszcza paneli NGS i oznaczania ekspresji białka PD-L1, z pełnym finansowaniem niezależnie od wyniku badania.
  2. Refundacja badań molekularnych metodą płynnej biopsji (ctDNA) u pacjentów z niedoborem materiału tkankowego.
  3. Wznowienie akredytacji zakładów patomorfologii i realizacja krajowej certyfikacji laboratoriów wykonujących badania predykcyjne.
  4. Wcześniejsze zlecanie badań molekularnych – już przez pulmonologów i torakochirurgów, co daje szanse na włączenie terapii okołooperacyjnej.
  5. Optymalizacja ścieżki diagnostycznej – w tym stosowanie jednoczasowych skierowań warunkowych na badania predykcyjne oraz standardowe wykonywanie badań molekularnych jednoczasowo zamiast sekwencyjnie, czyli standardowe wykorzystanie technologii NGS (procedury: badania genetyczne zaawansowane i kompleksowe).
W opracowanym Dokumencie eksperci wskazali rekomendowane ścieżki realizacji badań predykcyjnych u pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca (rak gruczołowy, wielkokomórkowy, NOS lub typu mieszanego o dominującym charakterze niepłaskonabłonkowym), zgodnie ze standardami światowymi z uwzględnieniem możliwości programu lekowego i świadczeń finansowanych przez NFZ, tak aby polscy pacjenci mieli równe szanse na skuteczne leczenie niezależnie od miejsca zamieszkania.

Apel ekspertów

Pomimo rosnącej dostępności nowoczesnego leczenia w programie lekowym raka płuca i międzybłoniaka opłucnej (program B.6 i B.144) oraz wielu nowych rejestracji i trwających badań klinicznych, diagnostyka predykcyjna w Polsce wciąż wykonywana jest zbyt rzadko a czas oczekiwania na wyniki powstaje zbyt długi.

Rak płuca jest największym beneficjentem diagnostyki molekularnej, a jednocześnie najlepszym przykładem niedomagań systemowych w Polsce. Eksperci ostrzegają, że każdy miesiąc zwłoki w diagnostyce oznacza nie tylko pogorszenie rokowania pacjentów, ale także wzrost kosztów leczenia – ponieważ terapie w zaawansowanych stadiach choroby są znacznie droższe i mniej skuteczne.

To, co stało się w ciągu ostatnich 10 lat, to ogromny postęp w leczeniu i w jego efektywności, głównie dzięki lekom ukierunkowanym molekularnie i immunoterapii. To są całkowicie nowe klasy leków. Ale aby z nich skorzystać, pacjent musi być odpowiednio zdiagnozowany – podsumował prof. Kowalski.

– Jeśli będziemy w stanie zoptymalizować i skrócić ścieżkę diagnostyczną oraz doprowadzić do właściwego leczenia, tak szybko jak to jest możliwe, na pewno polski pacjent będzie zaopiekowany na poziomie europejskim – spuentował prof. Rodryg Ramlau.

O Misji Rak Płuca 2024–2034 – strategiczny dokument dla dekady zmian

Misja Rak Płuca 2024–2034 to dokument kierunkowy opracowany przez Polską Grupę Raka Płuca wraz z gronem wybitnych ekspertów klinicznych, towarzystw naukowych oraz organizacji pacjenckich. Jest on szczególnym owocem wielostronnej współpracy i stanowi „mapę drogową” działań na najbliższą dekadę – zarówno w perspektywie krótko-, jak i długoterminowej.

Wśród strategicznych celów Misji wymieniono:
Misja kładzie nacisk na kompleksowe, interdyscyplinarne podejście w leczeniu raka płuca, z udziałem pulmunologa, onkologa, chirurga, radioterapeuty i patomorfologa oraz diagnosty genetycznego – co w warunkach SKUTECZNEJ realizacji wpisuje się w model opieki przyszłości.

Zapoznaj się z Zaleceniami

Stan zdrowia pracujących Polaków wpływa nie tylko na konkurencyjność firm i koszty ponoszone przez pracodawców, ale i na całą gospodarkę. Jednak zapewnienie dostępu do szybkiej i efektywnej opieki zdrowotnej może te koszty znacząco zmniejszyć. Podczas gdy średnia długość zwolnienia lekarskiego w publicznym systemie ochrony zdrowia wynosi 10 dni, w przypadku opieki prywatnej to już tylko 4,5 dnia – wynika z badania Medicover. Kilkukrotnie niższe są też koszty generowane przez poszczególne jednostki chorobowe, co pokazuje wyraźną przewagę prywatnej opieki. Zapewnienie dostępu do niej może ograniczyć ponoszone przez pracodawców koszty związane z prezenteizmem i absencjami chorobowymi w wysokości nawet 1,5 tys. zł na pracownika.
 Świadomość polskich pracodawców co do roli kapitału zdrowia i kondycji zdrowotnej ich pracowników jest dzisiaj bardzo wysoka – mówi agencji Newseria Biznes dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego, dyrektorka Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

 Polska już od wielu lat może się pochwalić jednym z najniższych wskaźników bezrobocia, co powoduje, że bardzo wielu pracodawców musi dziś zabiegać o ręce do pracy. Dlatego nie ma innego wyjścia, jak pochylić się nad tym, aby pracownicy, którzy już dla nas pracują, mogli cieszyć się dobrostanem zarówno fizycznym, jak i psychicznym. A to wymaga odpowiedzialnych, długoterminowych, sukcesywnych inwestycji w warunki pracy i działania, które mogą zmniejszyć oddziaływanie czynników ryzyka. 

Standardem na rynku pracy stało się zapewnianie pracownikom dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego i opieki medycznej, ale też wzmacnianie w środowisku pracy innych aktywności, które mogą pomóc im zadbać o zdrowie.

– Na przestrzeni lat widzimy, że pracodawcy coraz chętniej inwestują w benefity pracownicze, co jest oczywiście wymuszone przez rynek pracy. Firmy – żeby dzisiaj pozyskać i utrzymać dobrego pracownika – muszą zapewnić dobre benefity pracownicze. A opieka zdrowotna od lat pozostaje najbardziej cenionym benefitem – dodaje Artur Białkowski, członek zarządu i dyrektor zarządzający Pionu Usług Biznesowych Medicover.

Jak podkreśla, inwestycja w taką dodatkową opiekę zdrowotną dla pracowników ma wymierny zwrot w postaci realnych oszczędności dla pracodawcy. Wyliczenia zawarte w raporcie „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2023” pokazują, że zwolnienia lekarskie osób objętych opieką Medicover są o ponad 50 proc. krótsze niż w publicznej ochronie zdrowia. To m.in. efekt szybkiego dostępu do ścieżki diagnostyczno-leczniczej, co pozwala skrócić czas leczenia w ramach L4.

 Zadbanie o zdrowie pracowników przekłada się na oszczędności rzędu 1462 zł rocznie w przeliczeniu na każdą osobę pracującą. Jeśli przemnożymy to przez liczbę wszystkich osób zatrudnionych w polskiej gospodarce, czyli ponad 17 mln, to potencjalna oszczędność dla gospodarki jest ogromna, bo to jest ponad 24,5 mld zł – podkreśla Artur Białkowski.

 Jest o co walczyć, wymierność inwestycji w zdrowie pracownika, wymierność inwestycji w model kompleksowej, profilaktycznej opieki zdrowotnej to jest absolutnie inwestycja dająca bardzo wysoką stopę zwrotu na poziomie nie tylko jednostki, ale również samego państwa – podkreśla dyrektorka Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Choroba pracownika każdorazowo generuje koszty – zarówno dla pracodawcy, jak i całej gospodarki – których głównym źródłem jest nieobecność spowodowana przebywaniem na zwolnieniu lekarskim albo nieefektywna obecność w pracy, tzw. prezenteizm, czyli przychodzenie do pracy pomimo złego stanu zdrowia, które wiąże się z niższą wydajnością i pogorszeniem jakości pracy.

– Polskie społeczeństwo jest w słabej kondycji zdrowotnej, co wyraża się w dużej liczbie zwolnień lekarskich, których liczba rośnie systematycznie już od wielu lat. Wzrasta również średnia długość zwolnienia lekarskiego odnotowywana przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych – mówi dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Według danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w 2022 roku w Polsce wystawiono łącznie 27 mln zwolnień lekarskich dotyczących czasowej niezdolności do pracy na łączną liczbę 288,8 mln dni. Statystycznie najdłużej przebywały na zwolnieniu osoby w wieku 30–39 lat, czyli w szczycie aktywności zawodowej.

– Absencja jest, nie ukrywajmy, sporym kosztem, a im dłuższa, tym ten koszt większy. Pracodawca musi zapewnić ciągłość działania swojej organizacji, a jeżeli pracownicy chorują, to jej wydajność spada – mówi Artur Białkowski.

 Porównaliśmy dane medyczne naszych pacjentów, którzy korzystają ze skoordynowanej, wysokojakościowej opieki medycznej, z danymi ogólnymi. Na tej podstawie zauważyliśmy, że średnia absencja chorobowa w publicznym systemie ochrony zdrowia wynosi 10 dni, natomiast w populacji pacjentów Medicover – 4,5 dnia. I to jest oczywiście duża oszczędność dla pracodawcy.

Z raportu „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2023” wynika, że dolegliwością, która generuje najwięcej kosztów chorobowych związanych z absencją i prezenteizmem, są infekcje dróg oddechowych. Te koszty różnią się jednak w zależności od modelu opieki – infekcje dróg oddechowych generują aż 1299 zł rocznie w przeliczeniu na pracownika w publicznym systemie ochrony zdrowia, natomiast w przypadku opieki prywatnej ten koszt spada już do 826 zł. Na drugim miejscu znajdują się bóle pleców, generujące 1023,7 zł w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego i 296,5 zł kosztów na jednego pracownika w ramach opieki prywatnej. To wyraźniej pokazuje ogromną różnicę na rzecz opieki prywatnej.

Dlatego eksperci podkreślają, że zapewnienie pracownikom szybkiego dostępu do efektywnej opieki w trakcie choroby może mieć wpływ na ograniczenie kosztów związanych z absenteizmem i prezenteizmem poprzez skrócenie liczby dni zwolnienia lekarskiego i szybszą poprawę stanu zdrowia pracownika, ograniczającą nieefektywną obecność w pracy.

– Analizując dane z raportu, można wysnuć wniosek, że dobra, skoordynowana opieka medyczna generalnie poprawia kondycję zdrowotną pracowników, a to przekłada się na krótsze absencje – mówi członek zarządu Medicover.

Z raportu Medicover wynika, że najczęstszym powodem zwolnień lekarskich w 2022 roku – z wyłączeniem ciąży i połogu – były choroby układu oddechowego (25,9 proc.), choroby układu ruchu (10,5 proc.), w tym głównie bóle pleców, oraz urazy i zatrucia pokarmowe (7,9 proc.). Natomiast biorąc pod uwagę dynamikę z lat 2020–2022, w tym czasie spadła liczba dni zwolnień lekarskich z powodu dolegliwości układu ruchu, co może być spowodowane końcem pandemii COVID-19 i powrotem pracowników do codziennej aktywności. Z drugiej strony znacząco wzrosła w tym czasie liczba L4 wystawianych ze względu na choroby układu oddechowego (wzrost o 21 proc.) oraz zaburzenia psychiczne (wzrost o 23 proc.), czego przyczyną statystycznie najczęściej była reakcja na ciężki stres, zaburzenia lękowe i epizody depresyjne.

Według ekspertów pokazuje to konieczność intensyfikacji działań w obszarze profilaktyki infekcji dróg oddechowych, np. poprzez promocję szczepień ochronnych, oraz w obszarze zaburzeń psychicznych, ponieważ ich efektywne leczenie jest kluczem do normalnego funkcjonowania społecznego i zawodowego, bez konieczności pozostawania na zwolnieniu lekarskim pracowników.

– Poza opieką zdrowotną są też inne benefity, na które pracownicy bardzo liczą, a pracodawcy coraz chętniej w nie inwestują, jak chociażby dostęp do obiektów sportowych. Aktywność fizyczna też przekłada się na zdrowie i lepszą kondycję pracowników, a tym samym większe zaangażowanie w pracę – podkreśla Artur Białkowski.

 – Wiemy też, że coraz większym problemem społecznym jest zdrowie psychiczne i pracodawcy również są tego świadomi. Obserwujemy, że i w tym obszarze coraz częściej inwestują w to, żeby zapewnić pracownikom wsparcie m.in. poprzez spotkania, webinary, konsultacje, ale także dostęp do kwalifikowanej opieki medycznej w tym zakresie.

– Inwestycje w zdrowie zawsze mają bardzo wysoką stopę zwrotu, wyrażają się przede wszystkim w tym, że możemy w ciągu naszego życia i aktywności zawodowej pracować w sposób niezachwiany i niezburzony stanami chorobowymi. Dzisiaj ponad 12 mln Polaków jest biernych zawodowo, pomimo że w niektórych przypadkach są jeszcze w wieku produkcyjnym. Milion osób, które jeszcze nie osiągnęły wieku emerytalnego, są dzisiaj poza rynkiem pracy ze względu na stan zdrowia, 800 tys. osób jest poza rynkiem pracy ze względu na obowiązki związane z opieką nad innymi członkami rodziny, zatem istnieje potencjał do tego, żebyśmy poprawiali tę kondycję zdrowotną – uważa dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

To już dziewiąta edycja raportu „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2023”, który pokazuje profil zdrowotny pracujących Polaków, charakteryzując poszczególne grupy zawodowe pod kątem najczęstszych problemów ze zdrowiem i głównych przyczyn absencji chorobowej. Raport przedstawia statystyki z lat 2020–2022 i został opracowany na podstawie danych medycznych grupy 500 tys. osób – od pracowników biurowych, przez stanowiska decyzyjne, po pracowników fizycznych reprezentujących wszystkie branże w Polsce.

źródło: biznes.newseria.pl