Medicalpress

39 proc. dorosłych Polaków ma nadwagę, a 21 proc. choruje na otyłość. Nieco ponad 32 proc. zmaga się z nadciśnieniem tętniczym, natomiast niemal 900 tys. osób żyje z nierozpoznaną, a więc nieleczoną cukrzycą – to tylko niektóre z danych z ostatniego ogólnopolskiego badania epidemiologicznego WOBASZ3. Eksperci podkreślają, że kluczem do wydłużenia życia w lepszym zdrowiu jest profilaktyka, której Polacy wciąż nie poświęcają należytej uwagi.

– Długowieczność jest gałęzią medycyny, dlatego że fundamentalnym celem dla systemu ochrony zdrowia jest zabezpieczenie długiego życia w zdrowiu. Zatem proces, który wynika z genezy medycyny, dzisiaj zostaje uzbrojony w zupełnie nowe narzędzia i metody, które pozwalają nam mieć dużo więcej wiedzy na temat potencjału do długiego życia w zdrowiu każdego z nas. Jednocześnie pojawia się wiele nowych narzędzi, które pozwalają nam zmniejszyć ryzyko zachorowania na wiele chorób, zakaźnych i niezakaźnych, które w sposób naturalny dają szansę na utrzymanie dobrostanu w długiej linii naszego życia – mówi agencji Newseria dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka, rektor Uczelni Łazarskiego.

W 2025 roku przeciętne trwanie życia mężczyzn w Polsce wyniosło 75,4 roku w porównaniu do 72,6 roku w 2020 roku i 69,7 roku w 2000 roku. W przypadku kobiet wskaźnik ten jest wyższy – w ubiegłym roku wyniósł 82,5 roku (80,7 roku w 2020 roku i 78 lat w 2000 roku). Tak wynika z ostatnich danych GUS.

– Dowody naukowe jednoznacznie wskazują, że największy wpływ na uzysk zdrowotny, czyli wydłużenie życia i ograniczenie ryzyk, miały przede wszystkim szczepienia. W tej materii niewiele się zmienia. Wciąż uznajemy je za metodę, która pozwala ochronić nas przed zagrożeniami istotnie skracającymi życie, rodzącymi ryzyko przedwczesnej śmierci – podkreśla dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Na łamach czasopisma „The Lancet” w 2024 roku opublikowano analizę 50 lat globalnych programów szczepień. Badacze oszacowali, że w latach 1974–2024 uratowały one ok. 154 mln osób, w tym 101 mln niemowląt. Na każde uratowane ludzkie istnienie przypadało średnio 66 lat życia w pełnym zdrowiu.

– Innymi rozwiązaniami są na pewno immunoterapie czy terapie genowe. Wszystkie technologie, które adresują przyczynę rozwoju choroby, zwiększają szansę na to, aby w sposób skuteczny, jednoznaczny się z nią zmierzyć, a tym samym dać szansę na to, aby funkcjonować w stanie bez choroby, a nie w stanie choroby przewlekłej – wyjaśnia rektor Uczelni Łazarskiego.

Z danych Eurostatu wynika, że w 2024 roku 35,3 proc. mieszkańców Unii Europejskiej zgłosiło, że ​​cierpi na przewlekłą chorobę lub problem zdrowotny. W Polsce odsetek ten wyniósł 35,1 proc. Największy odsetek odnotowano w Finlandii (56 proc.), a najniższy we Włoszech (17 proc.). Te spore różnice nie muszą wynikać z faktycznego stanu zdrowia obywateli, ale z ich świadomości zdrowotnej i częstotliwości badań.

– Wiele nowego musi się wydarzyć w systemie ochrony zdrowia, jego organizacji, ale i finansowania, żebyśmy przestawili go z paradygmatu leczenia choroby na paradygmat zachowania zdrowia – uważa dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka. – Promocja zdrowia, profilaktyki, wczesnej diagnostyki, która ma nie służyć wykryciu choroby, ale potwierdzeniu zdrowia – to są zupełnie nowe atrybuty systemu ochrony zdrowia, które będą zmuszały regulatorów do tego, aby przebudować katalog świadczeń gwarantowanych w ramach ubezpieczenia, ale również organizację pracy systemu ochrony zdrowia.

Jak podkreśla, w nowym modelu do troski o zdrowie obywateli powinny być zaangażowanie nie tylko zasoby sektora ochrony zdrowia, ale również wielu innych dziedzin, m.in. edukacji, sportu, kultury, infrastruktury czy mediów, które będą promować profilaktykę w społeczeństwie.

Prawie dziewięciu na 10 Polaków dba o swoje zdrowie, jednak co trzeci robi to poza gabinetem lekarskim. Działania prozdrowotne bez profilaktyki medycznej podejmuje 39 proc. mężczyzn i 25 proc. kobiet. Najczęstszym powodem niewykonywania badań są dobre samopoczucie i brak potrzeby. To wnioski z raportu „Wellbeing po polsku – jak naprawdę dbamy o siebie? Profilaktyka w liczbach 2026” PMR Market Experts by Hume’s Institute.

– W profilaktyce musi się zmienić bardzo wiele, przede wszystkim podejście Polaków. Dzisiaj system ubezpieczenia zdrowotnego oferuje powszechny dostęp do badań profilaktycznych finansowanych ze środków publicznych bez żadnych ograniczeń. Mimo że często mówimy o kryzysie i reglamentowaniu dostępu do wielu świadczeń medycyny naprawczej, to w odniesieniu do profilaktyki tego limitowania nie ma. Borykamy się z postawą samego Polaka i samej Polki, którzy bardzo często przez nieuwagę, brak wiedzy czy zabieganie rezygnują z tego, co jest fundamentem zachowania dobrej kondycji zdrowotnej – podkreśla rektor Uczelni Łazarskiego.

Narodowy Fundusz Zdrowia prowadzi m.in. profilaktykę raka piersi i szyjki macicy, badania przesiewowe raka jelita grubego, profilaktykę chorób odtytoniowych i gruźlicy. Od 5 maja 2025 roku działa również program Moje Zdrowie, czyli bezpłatny bilans zdrowia dostępny dla ubezpieczonych osób od 20. roku życia, bez górnej granicy wieku. 14 września br. Kancelaria Premiera za pośrednictwem mediów społecznościowych poinformowała, że z programu do tej pory skorzystało 3,6 mln osób.

– Pozostaje pytanie, co zrobić, aby Polakom się chciało, aby byli świadomi tego, jaką inwestycją w przyszłość, bezpieczeństwo, również finansowe, jest ich decyzja o udziale w badaniach profilaktycznych – wskazuje dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka. – Do skutecznej profilaktyki potrzeba przede wszystkim świadomego i zaangażowanego obywatela. Być może brakuje nam narzędzi albo one są jeszcze niewystarczające, ponieważ dopiero teraz uruchamiamy chociażby lekcje o zdrowiu w edukacji powszechnej.

Zdaniem ekspertki duża jest tu rola personelu medycznego, ale i w tym zakresie potrzebne są zmiany, np. w modelu kształcenia.

– Przywykliśmy do koncentrowania się lekarza na diagnozie i leczeniu. Tymczasem każdy profesjonalista medyczny powinien być osobą, która w pierwszej kolejności promuje zdrowy styl życia i aktywność profilaktyczną – wyjaśnia rektor Uczelni Łazarskiego. – Aby rola lekarzy mogła w tym systemie zostać wykorzystana w pełni, muszą oni mieć dodatkowe narzędzia, które pozwalają im zareagować na tlący się problem dużo szybciej niż dotychczas oraz zaopiekować się na przykład pacjentem z nadwagą wchodzącą w stan otyłości nie wtedy, kiedy będzie miał on już powikłania cukrzycy czy chorób układu krążenia, tylko wtedy, kiedy choroba daje swoje pierwsze symptomy albo nawet jeszcze działa w ukryciu.

Źrodło: Newseria

Jak rozmawiać z dziećmi o zagrożeniach, o których słyszą zewsząd, nie wzmacniając ich lęku? Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu i Fundacja Prospołeczna.org przygotowały instrukcję dla rodziców i nauczycieli, dostępną w aplikacji KidsAlert. Materiał uzupełnia działania uczelni na rzecz edukacji zdrowotnej i zdrowia psychicznego, obejmujące także kształcenie przyszłych psychologów na nowym kierunku Wydziału Nauk o Zdrowiu UMW.

Po doniesieniach o atakach w szkołach rodzice i nauczyciele mierzą się zarówno z pytaniami o bezpieczeństwo, jak i z niepokojem dzieci wywołanym wiadomościami, nagraniami i komentarzami w sieci.

Jak odpowiedzieć na obawy dziecka?

Opracowanie „Jak pomóc sobie i dzieciom w obliczu niepokojących informacji o zagrożeniach?” jest dostępne w aplikacji KidsAlert. Instrukcja zawiera wskazówki dostosowane do wieku dziecka, dotyczące reagowania na lęk i zgłaszania zagrożeń.

– Instrukcja, którą opracowaliśmy wspólnie z Fundacją Prospołeczna.org, realizującą projekt KidsAlert, ma wspierać rodziców i nauczycieli w prowadzeniu rozmów z dziećmi na temat przemocy i zagrożeń w sposób, który wzmacnia poczucie bezpieczeństwa, a jednocześnie nie nasila niepotrzebnie lęku. W rozmowach warto unikać drastycznych szczegółów, wysłuchać obaw dzieci i pomagać im odróżniać fakty od przypuszczeń. Ważne jest również przekazywanie zasad bezpieczeństwa oraz wskazywanie możliwości uzyskania pomocy – mówi dr Luba Ślósarz, psycholog i psychoterapeutka z UMW, współautorka opracowania.

Działająca od tego roku na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu Katedra Psychologii, będzie temu zagadnieniu poświęcać sporo uwagi.

Porażający zasięg. Blisko 4 miliardy wyświetleń w kilka dni

Skalę przekazu, z którym mierzą się odbiorcy, pokazują dane przedstawione przez dr. Andrzeja Jarynowskiego, epidemiologa z Wydziału Nauk o Zdrowiu UMW.

– Według naszego monitoringu w dniach 6–12 października treści dotyczące tego tematu odnotowały łącznie 3,9 mld wyświetleń. Szacunkowo w czwartek i piątek odpowiadało to około 25 kontaktom z materiałem dziennie w przeliczeniu na jednego mieszkańca Polski. Tak intensywny przekaz mógł nasilać społeczny lęk i wzmacniać poczucie zagrożenia – mówi dr Andrzej Jarynowski.

Przeliczenie na mieszkańca obrazuje intensywność przekazu, a nie doświadczenie każdej osoby czy poziom rzeczywistego niebezpieczeństwa. Często powtarzane wiadomości o przemocy mogą jednak wywoływać przekonanie, że również nam zagrażają podobne zdarzenia. Ciągłe sprawdzanie kolejnych doniesień może dodatkowo podtrzymywać niepokój.

Osobnym zagadnieniem jest ryzyko naśladowania przemocy, które również należy uwzględniać przy informowaniu o takich zdarzeniach.

– Modelowanie zachowań to uczenie się poprzez obserwację innych. W klasycznych eksperymentach Alberta Bandury dzieci, które obserwowały dorosłych zachowujących się agresywnie wobec lalki Bobo, częściej odtwarzały podobne zachowania podczas późniejszej zabawy. W kontekście współczesnych mediów sensacyjne i szczegółowe przedstawianie przemocy, zwłaszcza nadmierne eksponowanie sprawców, może w określonych okolicznościach sprzyjać naśladownictwu. Nie oznacza to jednak, że sam kontakt z takimi treściami prowadzi do agresji – wyjaśnia dr Luba Ślósarz.

Bezpieczeństwo w sieci jest częścią edukacji zdrowotnej

Instrukcja uzupełnia wcześniejsze działania UMW. Uczelnia udostępnia bezpłatny podręcznik edukacji zdrowotnej dla nauczycieli, z którego mogą korzystać również rodzice. Rozdział poświęcony cyberbezpieczeństwu i higienie cyfrowej obejmuje m.in. rozpoznawanie dezinformacji, cyberprzemoc, niebezpieczne relacje w internecie i ochronę prywatności. Publikacja omawia także skutki nadmiernego używania technologii. Uczelnia dużo uwagi poświęciła temu zagadnieniu także w programie studiów podyplomowych dla nauczycieli, którzy uczyć będą edukacji zdrowotnej, przygotowując ich do rozmów na ten temat.

Dr Agnieszka Siennicka, dziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu UMW, podkreśla, że odpowiedzialność za cyfrowe środowisko dzieci dotyczy zarówno dorosłych użytkowników, jak i twórców technologii.

– Rosnąca zależność od technologii, która charakteryzuje współczesny świat powinna wymusić refleksję nad granicami jej wykorzystania. Pracując, odpoczywając czy organizując codzienne życie nie rozstajemy się ze smartfonami. Nie chodzi tylko o czas, który spędzamy z ekranem przed nosem. Chodzi o to, na ile my sami, jako dorośli użytkownicy potrafimy świadomie rozdzielić te aktywności, przy których technologia jest tylko pomocnym narzędziem, od tych momentów, kiedy telefon zaspokaja potrzeby emocjonalne, zastępuje relacje czy ingeruje w proces podejmowania decyzji. Dzieci nas obserwują, nie zastanawiają się, do czego akurat wykorzystujemy telefon, widzą przede wszystkim jego nieustanną obecność w naszym życiu. Trudno o bardziej niespójny przekaz – podkreśla dr Siennicka.

Odpowiedzialność dorosłych obejmuje także decyzje o tym, kiedy udostępniać dzieciom technologię i jakie zasady korzystania z niej ustalać. Dotyczy również projektowania narzędzi cyfrowych z uwzględnieniem potrzeb i rozwoju najmłodszych.

–  Mówię o tym jako rodzic, będący jednocześnie użytkownikiem, ale i współtwórcą innowacyjnych rozwiązań technologicznych.  Nie wystarczy projektować rozwiązania skuteczne, bezpieczne i dostępne. Trzeba również uwzględniać ich wpływ na zachowania, relacje i rozwój dzieci oraz konsekwencje budowania świata, w którym niemal każda aktywność wymaga pośrednictwa technologii. Cieszę się z wprowadzenia zakazu korzystania ze smartfonów w szkołach podstawowych. Uważam, że ta decyzja, równolegle z obowiązkową edukacją zdrowotną  oraz ze zmianami w zakresie żywienia w szkołach są przełomowe w kontekście zdrowia młodego pokolenia. Ale regulacje nie zastąpią rozmowy i edukacji przez rodziców i opiekunów, higieny cyfrowej dorosłych ani skutecznych narzędzi chroniących dzieci przed niebezpiecznymi treściami. Rodzice muszą odpowiedzialnie decydować o wieku rozpoczynania samodzielnego korzystania z sieci, urządzeń cyfrowych, mediów społecznościowych odnosząc się do świadomej oceny potrzeb i bezpieczeństwa dziecka, nie oglądając się na własną wygodę (nic tak nie ucisza marudzącego przy obiedzie kilkulatka jak telefon) czy presję rówieśniczą (wszyscy w klasie mają, mój syn będzie wykluczony jeśli tylko on nie dostanie swojego smartfona) – apeluje dr Agnieszka Siennicka.

Gdzie znaleźć więcej informacji?

Istnieje wiele sprawdzonych i merytorycznie bezpiecznych źródeł, z których można czerpać wiedzę. W ramach kampanii „Zdrowiej wiedzieć” UMW współpracuje m.in. z NASK na rzecz przeciwdziałania dezinformacji i edukacji o bezpieczeństwie w sieci. Praktyczne wskazówki dla rodziców zawiera poradnik NASK „W sieci wyzwań. Sztuka wychowania w cyfrowym świecie”.

Uczelnia nagrywa także podcasty „Na zdrowy rozum” i „Bezpieczny Pacjent”. Pierwszy z cykli podejmuje m.in. temat dezinformacji medycznej. Jeden z odcinków „Bezpiecznego Pacjenta” dotyczy bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w internecie.

Informacje o zdrowiu psychicznym i dostępnych formach pomocy zawiera również bezpłatny poradnik autorstwa dr Luby Ślósarz „W dobrym stanie. Poradnik zdrowia psychicznego dla mieszkańców Dolnego Śląska”, wydany przez Dolnośląski Ośrodek Polityki Społecznej.

Źródło: inf pras

250 osób wzięło udział w tegorocznej próbie bicia rekordu w jednoczesnym prowadzeniu resuscytacji krążeniowej na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu. To więcej niż przed rokiem, kiedy w wydarzeniu uczestniczyło 221 osób. Online do wydarzenia dołączyło 21 placówek edukacyjnych, reprezentujących łącznie ponad 2700 dzieci i uczniów. 16 października, w Europejskim Dniu Przywracania Czynności Serca, społeczność akademicka, uczniowie wrocławskich szkół i przedstawiciele instytucji partnerskich po raz kolejny połączyli siły włączając się w ogólnopolską inicjatywę Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Tegorocznemu wydarzeniu towarzyszyło również ważne przesłanie: w ratowaniu życia nie może być miejsca na dezinformację i strachu przed udzieleniem pomocy.

Europejski Dzień Przywracania Czynności Serca na stałe wpisał się w kalendarz Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu jako jedno z najważniejszych wydarzeń kampanii „Porusz Serce”. Tegoroczna edycja przyniosła kolejny rekord frekwencji. W budynku Wydziału Farmaceutycznego UMW przy ul. Borowskiej 211 zgromadziło się 250 uczestników, którzy przez 30 minut wspólnie prowadzili resuscytację krążeniowo-oddechową. Punktualnie o godzinie 12.00 rozpoczęli uciskanie klatki piersiowej na fantomach, zmieniając się tak, aby przez cały czas trwania próby resuscytacja była prowadzona nieprzerwanie.

Rekord, który połączył pokolenia i instytucje

W tegorocznym wydarzeniu uczestniczyli przedstawiciele Wrocławskiego Centrum Rozwoju Społecznego, Straży Miejskiej Wrocławia, Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu, Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, Pogotowia Ratunkowego we Wrocławiu, Akademii Muzycznej, Akademii Wychowania Fizycznego i Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu oraz zespołu firmy COMPANI.

Do wspólnej próby dołączyli także uczniowie Liceum Ogólnokształcącego nr X, Liceum Ogólnokształcącego nr V, Liceum Ogólnokształcącego nr VII oraz Zespołu Szkół Gastronomicznych we Wrocławiu.

Tegoroczna inicjatywa wykroczyła również poza mury uczelni. Online do wydarzenia dołączyło 21 placówek edukacyjnych, reprezentujących łącznie ponad 2700 dzieci i uczniów. Dzięki temu wspólna nauka ratowania życia połączyła uczestników zgromadzonych na Uniwersytecie Medycznym z dziećmi i młodzieżą, którzy ćwiczyli resuscytację w swoich szkołach i przedszkolach.

Nie tylko rekord. UMW walczy z mitami dotyczącymi pierwszej pomocy

Choć tegoroczny wynik jest powodem do satysfakcji, organizatorzy podkreślają, że najważniejszym celem wydarzenia pozostaje edukacja i przełamywanie barier, które powstrzymują świadków nagłego zatrzymania krążenia przed udzieleniem pomocy.

– Bicie rekordu to znacznie więcej niż wspólne ćwiczenia i imponujące liczby. To również okazja, by zwrócić uwagę na problem dezinformacji dotyczącej pierwszej pomocy. Czy można zaszkodzić, wykonując masaż serca? Czy AED może być używane wyłącznie przez personel medyczny? Czy za nieudaną próbę ratowania życia grozi odpowiedzialność karna? To tylko niektóre pytania i obawy, z którymi wciąż się borykamy. Wokół resuscytacji narosło wiele szkodliwych mitów, które trzeba zwalczać, ponieważ mogą prowadzić do zaniechania udzielenia pomocy – zaznacza Dominika Szachniewicz, dyrektor generalna UMW.

Dezinformacja dotycząca pierwszej pomocy może mieć szczególnie poważne konsekwencje. Obawa przed popełnieniem błędu, wyrządzeniem krzywdy poszkodowanemu czy poniesieniem odpowiedzialności prawnej sprawia, że świadkowie nagłego zatrzymania krążenia nie zawsze podejmują działania, od których zależy ludzkie życie.

– Tymczasem w przypadku nagłego zatrzymania krążenia liczy się każda minuta. Szybkie rozpoznanie sytuacji, wezwanie pomocy, rozpoczęcie uciskania klatki piersiowej i użycie AED mogą istotnie zwiększyć szanse poszkodowanego na przeżycie. Nie trzeba być lekarzem, aby rozpocząć ratowanie życia. AED jest urządzeniem zaprojektowanym tak, aby mogły z niego korzystać również osoby bez przygotowania medycznego, a jego komunikaty głosowe prowadzą przez kolejne czynności – zapewnia dr hab. Robert Zymliński, prof. UMW, kierownik Kliniki Intensywnej Terapii Kardiologicznej w Instytucie Chorób Serca, dziekan Wydziału Lekarskiego.

Dlatego organizatorzy podkreślają, że równie ważne jak nauka prawidłowego wykonywania resuscytacji jest budowanie przekonania, że każdy może i powinien reagować w sytuacji zagrożenia życia.

– Chcemy nie tylko bić kolejne rekordy, ale przede wszystkim wzmacniać zaufanie do rzetelnej wiedzy medycznej i pokazywać, że strach wynikający z mitów nie powinien odbierać nam odwagi do działania – podkreśla dyrektor Dominika Szachniewicz.

„Porusz Serce” – edukacja, która może uratować życie

Kampania „Porusz Serce” od początku opiera się na przekonaniu, że edukacja, współpraca i zaangażowanie społeczne mają realną moc zmieniania postaw. Każda osoba, która nauczy się prowadzić resuscytację, to kolejna szansa na uratowanie czyjegoś życia. Każda instytucja, która włącza się w inicjatywę, pomaga dotrzeć z tą wiedzą do następnych odbiorców. A każdy obalony mit to jedna bariera mniej na drodze do udzielenia pomocy.

Źródło: inf pras

Otyłość u dzieci staje się jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowia publicznego, a coraz młodszy wiek pacjentów zmusza ekspertów do poszukiwania skutecznych i bezpiecznych metod leczenia. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) opublikowała pierwsze wytyczne dotyczące postępowania z otyłością u dzieci poniżej 10. roku życia. Dokument wskazuje na konieczność kompleksowej zmiany nawyków żywieniowych, zwiększenia aktywności fizycznej i zaangażowania całej rodziny w proces terapeutyczny. Jednocześnie WHO nie rekomenduje farmakoterapii ani chirurgii bariatrycznej w tej grupie wiekowej, zwracając uwagę na niedostatek badań dotyczących ich długoterminowego bezpieczeństwa. Nowe zalecenia pokazują również, jak wiele pozostaje do zrobienia, aby leczenie otyłości dziecięcej było dostępne, skuteczne i wolne od stygmatyzacji.

Otyłość coraz częściej dotyka dzieci już w pierwszych latach życia. To problem, którego konsekwencje wykraczają daleko poza nadmierną masę ciała i mogą wpływać na zdrowie metaboliczne, rozwój fizyczny oraz funkcjonowanie psychiczne dziecka. Jednocześnie leczenie otyłości u najmłodszych pozostaje jednym z trudniejszych obszarów współczesnej medycyny. Organizm dziecka intensywnie się rozwija, a interwencje terapeutyczne muszą uwzględniać nie tylko redukcję ryzyka zdrowotnego, ale również prawidłowy wzrost i dojrzewanie.

W odpowiedzi na narastającą skalę problemu Światowa Organizacja Zdrowia opublikowała 7 października 2026 roku pierwsze kompleksowe wytyczne dotyczące zintegrowanego leczenia otyłości u dzieci w wieku od 29. dnia życia do ukończenia 10 lat. Osobny dokument poświęcono młodzieży w wieku od 10 do 19 lat. Zalecenia mają pomóc państwom i placówkom medycznym w organizowaniu opieki, która uwzględnia potrzeby zdrowotne dzieci i ich rodzin, a jednocześnie opiera się na dostępnych dowodach naukowych.

Najważniejszy wniosek płynący z nowych rekomendacji jest jednoznaczny. W przypadku najmłodszych pacjentów podstawą leczenia powinny pozostawać odpowiednio zaplanowane interwencje żywieniowe, aktywność fizyczna, zmiana codziennych nawyków oraz wsparcie rodziców i opiekunów. WHO nie rekomenduje rutynowego stosowania leków przeciwotyłościowych ani chirurgii bariatrycznej u dzieci poniżej 10. roku życia.

Nie oznacza to jednak, że otyłość dziecięca jest problemem, który można rozwiązać wyłącznie poprzez ograniczenie słodyczy czy zachęcanie dziecka do większej ilości ruchu. Przeciwnie, nowe wytyczne wskazują na potrzebę kompleksowego podejścia, w którym interwencje medyczne, psychologiczne i środowiskowe wzajemnie się uzupełniają.

Jednym z kluczowych elementów terapii jest sposób żywienia. WHO zaleca, aby u dzieci powyżej drugiego roku życia interwencje dietetyczne były planowane przez osoby posiadające odpowiednie kompetencje w zakresie żywienia, we współpracy z rodzicami. Plan powinien uwzględniać wiek, potrzeby rozwojowe, stan zdrowia, preferencje żywieniowe oraz warunki społeczne i kulturowe rodziny.

Dostępne badania nie pozwalają wskazać jednego modelu żywienia, który byłby zdecydowanie skuteczniejszy od pozostałych. To ważna informacja w czasach, gdy popularność zdobywają kolejne diety i programy redukcji masy ciała, często reklamowane jako uniwersalne rozwiązania. W przypadku dzieci priorytetem nie powinno być szybkie odchudzanie, lecz trwała poprawa sposobu odżywiania bez narażania organizmu na niedobory pokarmowe czy zaburzenia rozwoju.

Podobne podejście dotyczy aktywności fizycznej. Zamiast narzucania intensywnych treningów WHO zwraca uwagę na potrzebę dostosowania ruchu do możliwości i zainteresowań dziecka. Szczególnie istotne mogą być aktywności oparte na zabawie, niewymagające rywalizacji i pozwalające budować pozytywne doświadczenia związane z ruchem. Dla dziecka z otyłością, które może doświadczać ograniczeń sprawności lub negatywnych komentarzy ze strony rówieśników, ma to szczególne znaczenie.

W nowych wytycznych dużo miejsca poświęcono również interwencjom behawioralnym, czyli metodom wspierającym stopniową zmianę codziennych zachowań. Obejmują one między innymi wspólne wyznaczanie realistycznych celów, modyfikowanie domowego otoczenia sprzyjającego nadmiernemu jedzeniu oraz wzmacnianie korzystnych nawyków.

W tym kontekście WHO wyraźnie podkreśla rolę rodziny. Dziecko, szczególnie kilkuletnie, nie podejmuje samodzielnie większości decyzji dotyczących zakupów spożywczych, przygotowywania posiłków, organizacji dnia czy sposobu spędzania wolnego czasu. Oczekiwanie, że samo zmieni swoje zachowania, bez odpowiedniego wsparcia najbliższego otoczenia, jest więc mało realistyczne.

WHO dopuszcza także wykorzystanie wybranych narzędzi cyfrowych, takich jak aplikacje wspierające aktywność fizyczną czy interaktywne gry ruchowe, u dzieci powyżej drugiego roku życia. Mają one jednak pełnić funkcję uzupełniającą, a nie zastępować rzeczywisty ruch, kontakt z opiekunami czy bezpośrednią opiekę medyczną. Organizacja zwraca uwagę na negatywne konsekwencje nadmiernego czasu spędzanego przed ekranami, szczególnie gdy przekracza on dwie godziny dziennie w czasie wolnym.

Jednym z najbardziej znaczących elementów nowych zaleceń jest ostrożne podejście do farmakoterapii. W ostatnich latach leczenie otyłości u dorosłych przeszło ogromną transformację dzięki rozwojowi nowoczesnych leków, w tym preparatów oddziałujących na układ inkretynowy. Ich skuteczność wywołała dyskusję o możliwościach stosowania podobnych terapii w coraz młodszych grupach pacjentów.

WHO wskazuje jednak, że nie można automatycznie przenosić wyników badań przeprowadzonych u dorosłych i nastolatków na dzieci w wieku przedszkolnym czy wczesnoszkolnym. U dzieci poniżej szóstego roku życia brakuje badań oceniających farmakologiczne leczenie otyłości, natomiast w grupie od sześciu do dziewięciu lat dostępne dane dotyczą przede wszystkim metforminy, stosowanej głównie w leczeniu cukrzycy.

Największą niewiadomą pozostaje długoterminowy wpływ leków na rozwijający się organizm, w tym wzrastanie, dojrzewanie i zdrowie psychiczne. W przypadku chirurgii bariatrycznej oraz urządzeń wspomagających redukcję masy ciała brak odpowiednich badań w tej grupie wiekowej dodatkowo uniemożliwia wiarygodną ocenę bilansu korzyści i ryzyka.

Warto podkreślić, że brak rekomendacji dla najmłodszych dzieci nie oznacza odrzucenia farmakoterapii jako metody leczenia otyłości w ogóle. WHO przyjęła odrębne podejście do młodzieży, u której w określonych sytuacjach klinicznych można rozważać bardziej intensywne metody terapii pod opieką wyspecjalizowanego zespołu. Różnica ta pokazuje, jak istotne jest dostosowanie leczenia do wieku i etapu rozwoju pacjenta.

Nowe wytyczne ujawniają poważną lukę w wiedzy medycznej. Mimo rosnącej liczby dzieci z otyłością nadal brakuje wysokiej jakości badań dotyczących skuteczności poszczególnych interwencji u najmłodszych pacjentów. Część dostępnych analiz opiera się na niewielkich grupach, krótkim okresie obserwacji lub danych pochodzących od starszych dzieci i nastolatków.

Wytyczne WHO zwracają uwagę na konieczność uwzględnienia nierówności społecznych i ekonomicznych. Leczenie otyłości dziecięcej nie może być uzależnione wyłącznie od zasobności portfela rodziców, ich poziomu wiedzy zdrowotnej czy miejsca zamieszkania.

Z perspektywy systemu ochrony zdrowia oznacza to potrzebę rozwijania opieki, w której lekarz podstawowej opieki zdrowotnej, dietetyk, psycholog i inni specjaliści mogą współpracować w ramach spójnej ścieżki terapeutycznej. Szczególnego znaczenia nabiera wczesne rozpoznawanie problemu, odpowiednia ocena rozwoju dziecka oraz zapewnienie rodzinie długoterminowego wsparcia.

W praktyce skuteczna terapia powinna koncentrować się na poprawie zdrowia, sprawności i codziennego funkcjonowania, a nie wyłącznie na liczbie kilogramów. U rosnącego dziecka sukces terapeutyczny nie zawsze musi oznaczać szybką redukcję masy ciała. W zależności od wieku i sytuacji klinicznej korzystnym efektem może być także spowolnienie przyrostu masy ciała przy zachowaniu prawidłowego wzrastania.

Nowe wytyczne WHO są czymś więcej niż zbiorem zaleceń dotyczących żywienia i aktywności fizycznej. Stanowią próbę uporządkowania podejścia do choroby, której znaczenie przez wiele lat było niedoceniane, szczególnie w najmłodszych grupach wiekowych.

Najważniejsza zmiana powinna dotyczyć nie tylko sposobu leczenia, ale również postrzegania samej choroby. Otyłość u dziecka nie jest kwestią braku silnej woli ani problemem, z którego zawsze można po prostu wyrosnąć. Jest przewlekłą chorobą wymagającą odpowiedniej diagnostyki, indywidualnego postępowania i długofalowej opieki.

WHO zapowiada aktualizowanie zaleceń wraz z pojawianiem się nowych dowodów naukowych. Do tego czasu najważniejszym zadaniem pozostaje zapewnienie dzieciom i ich rodzinom dostępu do bezpiecznego, kompleksowego leczenia, które nie będzie sprowadzało się do nakazu jedzenia mniej i ruszania się więcej.

Źródło: WHO, Guidelines on the integrated management of obesity in children, 7 października 2026 r.

Pacjenci zyskali nowe źródło wiedzy o profilaktyce, czynnikach ryzyka i chorobach układu krążenia. Portal kardiologia.gov.pl ma gromadzić treści przygotowywane i weryfikowane przez ekspertów, a także pomagać w orientacji w systemie opieki kardiologicznej. Serwis uruchomiono w ramach Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia i ma być sukcesywnie rozbudowywany.

Narodowy Program Chorób Układu Krążenia na lata 2022–2032 obejmuje m.in. inwestycje w edukację, profilaktykę i styl życia. Uruchomienie portalu kardiologia.gov.pl wpisuje się w ten kierunek, Centrum Projektów Strategicznych NIKard wraz z ekspertami tworzy publiczne miejsce, w którym odbiorcy będą mogli szukać uporządkowanych i sprawdzonych informacji dotyczących zdrowia sercowo-naczyniowego oraz organizacji opieki kardiologicznej w Polsce.

W przestrzeni, w której pacjenci codziennie spotykają się z ogromną liczbą informacji o zdrowiu, szczególnego znaczenia nabiera możliwość dotarcia do treści przygotowanych i weryfikowanych w oparciu o wiedzę ekspercką. Portal ma wspierać świadome dbanie o zdrowie i ułatwiać orientację w najważniejszych zagadnieniach kardiologicznych.

– Rzetelna wiedza jest dziś podstawą działań edukacyjnych i informacyjnych w ochronie zdrowia. Jest szczególnie istotna w czasach tak szerokiej dezinformacji z jaką mamy do czynienia na co dzień w sektorze. Uruchamiając portal kardiologia.gov.pl, udostępniamy pacjentom jedno miejsce z pełną informacją o chorobach sercowo – naczyniowych. Zwracamy także uwagę na istotne treści profilaktyczne. Czasami jedna decyzja o badaniach może uratować zdrowie – mówi wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka.

Portal, który będzie się rozwijał i dostarczał tylko wiarygodnych informacji

kardiologia.gov.pl startuje w Światowym Dniu Serca, ale jego uruchomienie jest początkiem dalszego rozwoju. Serwis będzie sukcesywnie uzupełniany o nowe treści i materiały odpowiadające na prawdziwe potrzeby odbiorców. Celem jest stworzenie trwałego, wiarygodnego punktu odniesienia dla osób szukających informacji o profilaktyce i zdrowiu sercowo-naczyniowym, niezależnie od wieku.

– Portal ma pomagać przekładać wiedzę na codzienne decyzje dotyczące zdrowia. Będziemy go rozwijać w taki sposób, aby odpowiadał na realne potrzeby osób szukających wiarygodnych informacji o profilaktyce i chorobach układu krążenia – podkreśla prof. Piotr Dobrowolski, pełnomocnik Ministra Zdrowia ds. Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia.

Profilaktyka z perspektywy lekarza

Podczas konferencji eksperci NIKard przedstawili również argumenty, dlaczego profilaktyka pozostaje ważna z perspektywy praktyki klinicznej. Dr hab. n.med. Maciej Dąbrowski, zastępca dyrektora ds. klinicznych Narodowego Instytutu Kardiologii, odniósł się m.in. do tego, co pacjent może zrobić zanim konieczne stanie się leczenie interwencyjne, jakie sygnały i czynniki ryzyka warto znać oraz dlaczego dostęp do rzetelnych informacji może wspierać wcześniejszą reakcję.

 – Najczęściej trafiają do nas pacjenci z zawałem serca i zwężeniem lub niedrożnością tętnicy wieńcowej, którzy wymagają pilnego leczenia interwencyjnego. Wielu z tych sytuacji można jednak uniknąć dzięki regularnym badaniom, kontroli ciśnienia, cholesterolu LDL i cukru oraz codziennej aktywności fizycznej i zdrowej diecie. Kluczowe są świadomość i wiedza pacjentów. Kto zna swoje wyniki i czynniki ryzyka, szybciej reaguje i konsekwentnie się leczy. Profilaktyka i terapia to wspólna praca pacjenta i lekarza, w której skuteczność leczenia zależy od obu stron – tłumaczy dr hab. n. med. Maciej Dąbrowski, zastępca dyrektora ds. klinicznych Narodowego Instytutu Kardiologii.

Światowy Dzień Serca także dla pacjentów NIKard

Wspólne działania Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Instytutu Kardiologii nie ograniczają się jedynie do organizacji konferencji prasowej. 29 września zaplanowano szereg aktywności edukacyjnych i profilaktycznych dla pacjentów Instytutu i ich rodzin, w tym możliwość pomiaru ciśnienia tętniczego oraz prezentację materiałów m.in. „10 dla Zdrowia”. Wszystkie aktywności łączy wspólny przekaz: profilaktyka zaczyna się od wiedzy i działania, a Krążenie ma znaczenie.

Portal kardiologia.gov.pl realizowany jest w ramach Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia na lata 2022-2023.

Źródło: MZ

Blisko 2,5 tysiąca publikacji o zasięgu 190 milionów kontaktów w zaledwie 2 dni!  Barometr dezinformacji medycznej opracowany przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu (UMW) oraz firmę Mediaboard analizuje medialny wydźwięk ustawy „lex szarlatan” jako kluczowy wątek ostatniego kwartału. To pierwsza z cyklicznych publikacji przygotowywanych przez Obserwatorium Dezinformacji Medycznej UMW, która nie tylko opisuje główne narracje, ale też wskazuje potencjalne źródła kryzysów w niedalekiej przyszłości.

Dezinformacja medyczna nie jest już tematem publikacji w mediach branżowych. Ostatni kwartał, którego analizę zawiera Barometr dezinformacji, pokazuje, że tocząca się wokół ustawy dyskusja o pseudomedycynie przestała być wyłącznie rozmową o bezpieczeństwie pacjentów. Została połączona z polityką, wolnością słowa, „cenzurą”, „Big Pharmą” czy rzekomym zagrożeniem dla zielarzy i dietetyków. Temat medyczny stał się paliwem dla szerszego konfliktu politycznego i światopoglądowego. I jako konflikt świetnie sprzedał się w mediach.

Potrzebujemy działań systemowych – Obserwatorium Dezinformacji Medycznej UMW

– Świat medyczny to dziś za mało, by skutecznie przeciwdziałać dezinformacji. Konieczne jest działanie międzysektorowe, a przede wszystkim działanie systemowe. Deklaracje, jednorazowe akcje czy eventy nie przełożą się na wymierne rezultaty. Dlatego na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu stworzyliśmy Centrum Odkryć Medycznych, w którym wyodrębniamy teraz Obserwatorium Dezinformacji Medycznej – wyjaśnia rektor uczelni prof. Piotr Ponikowski. – Przestajemy rozmawiać na poziomie ogólnikowych haseł i przypuszczeń, odnosimy się do tworzonych przez nas analiz, narracji i liczb opisujących konkretny moment w czasie. Relacjonujemy rzeczywistość niemal na bieżąco, co pozwala lepiej zrozumieć jej dynamikę i dzięki temu przygotować działania, które mogą zapobiegać nowym stanom zapalnym. Obserwatorium jest częścią szerszego systemu działań UMW na rzecz odporności informacyjnej państwa. Obejmuje on popularyzację nauki, bezpłatny podręcznik edukacji zdrowotnej, narzędzia AI wspierające nauczycieli, ich kształcenie oraz portal weryfikujący popularne mity medyczne – podkreśla rektor prof. Piotr Ponikowski.

„Lex szarlatan” uruchomił lawinę

Pierwszy kwartalny Barometr pozwala zobaczyć, jak ta debata zmienia się pod wpływem bieżących wydarzeń. Od czerwca do końca sierpnia zidentyfikowano 8393 publikacje i wpisy dotyczące dezinformacji zdrowotnej. Wygenerowały one 883 mln potencjalnych kontaktów z przekazem. Analiza objęła również 9136 komentarzy internautów.

Najważniejszym tematem kwartału był spór o ustawę określaną jako „lex szarlatan”. Odpowiadał za 64 proc. wszystkich publikacji i wpisów oraz 76 proc. całego zasięgu analizowanej debaty. W ciągu trzech miesięcy pojawiło się 5369 materiałów dotyczących ustawy, które wygenerowały blisko 674 mln potencjalnych kontaktów i ponad 5 tys. komentarzy.

Punktem zwrotnym była decyzja prezydenta z 20 sierpnia o niepodpisaniu ustawy i skierowaniu jej do Trybunału Konstytucyjnego. Tego dnia ukazało się 1458 publikacji i wpisów, generujących 190 mln kontaktów. Dzień później, po zapowiedzi projektu prezydenckiego, odnotowano kolejne 1009 materiałów. W ciągu zaledwie dwóch dni powstało ich 2467.

– W mojej ocenie poszerzenie kompetencji Rzecznika Praw Pacjenta to dobry kierunek. Oczywiście można dyskutować nad zakresem tych kompetencji, definicjami praktyk pseudomedycznych czy dezinformacji medycznej, ale warto też podkreślić, że uprawnienia, jakie miał zyskać Rzecznik Praw Pacjenta, nie są uprawnieniami nowymi w polskim porządku prawnym. Zgodnie z treścią uzasadnienia do projektu „lex szarlatan” zostały one zaprojektowane na wzór kompetencji, jakie w sprawach ochrony konkurencji i konsumentów już posiada Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów – przypomina Dominika Szachniewicz – radca prawny i dyrektor generalna UMW. Skoro jako konsumenci jesteśmy objęci wszechstronną ochroną, to dlaczego obawiamy się podobnej ochrony w sytuacji, gdy chodzi o nasze życie czy zdrowie, a skutki pewnych działań mogą być już dla nas nieodwracalne? Dzisiaj nie ma żadnego systemu ostrzegania przed dezinformacją medyczną czy praktykami pseudomedycznymi. Dlatego sam system kar to za mało. Musimy mieć jako pacjenci legalne źródło informacji, np. w postaci rejestru podmiotów prowadzących dezinformację medyczną, a ochrona naszego życia i zdrowia musi być priorytetem w zderzeniu z nieuczciwą działalnością zarobkową – apeluje Dominika Szachniewicz. 

Dezinformacja „recyklinguje” stare narracje

 Barometr pokazuje, że fałszywe narracje nie znikają wraz z końcem wydarzenia, które je uruchomiło. Pozostają w infosferze i mogą zostać szybko wykorzystane przy kolejnym sporze, kryzysie czy decyzji politycznej.

– „Lex szarlatan” uwidocznił, jak łatwo istniejące narracje można podłączyć pod nowe wydarzenie: „Big Pharma” staje się „lex Big Pharma”, a wcześniejsze opowieści o cenzurowaniu niewygodnej wiedzy – argumentem przeciw regulacjom dotyczącym pseudomedycyny – wyjaśnia Wioletta Samborska, dyrektorka Centrum Odkryć Medycznych UMW. –  Dezinformacja nie zaczyna się od zera. Ma bibliotekę gotowych opowieści, które można uruchomić przy kolejnym, „sprzyjającym im” wydarzeniu – dodaje.

U progu nowych kryzysów

Barometr identyfikuje nie tylko tematy, ale również formuły narracyjne, które mogą zostać ponownie wykorzystane. Wokół „Lex szarlatan” pojawiły się trzy szczególnie wyraźne schematy:  ustawa miała być projektem napisanym pod dyktando koncernów farmaceutycznych, uderzać w zielarzy i dietetyków oraz prowadzić do cenzury i odebrania pacjentom prawa wyboru.

Narracja „Lex Big Pharma” pojawiła się w 226 materiałach i 304 komentarzach. Niemal równie często – w 227 materiałach – powtarzano, że regulacja zagrozi legalnej działalności zielarzy, dietetyków i praktyków medycyny naturalnej. Ten przekaz okazał się szczególnie istotny, ponieważ łączył narrację antysystemową z bardziej powszechną obawą o ograniczenie legalnych praktyk. W 56 materiałach ustawę przedstawiano natomiast jako narzędzie cenzury i ograniczania wolności. Duże ryzyko nasilenia dezinformacji medycznej wiąże się także z wygenerowanymi przez AI wizerunkami lekarzy oraz głośnymi procesami sądowymi celebrytów szerzących antynaukowe treści.

Głos nauki jest słyszalny, ale pojawia się zbyt rzadko

Eksperci wyjaśniający i prostujący treści dezinformacyjne pojawili się w mediach w badanym okresie 264 razy. Promotorzy pseudonauki mieli 578 wystąpień. Co ciekawe, materiały eksperckie miały zdecydowanie większy zasięg. Jak to możliwe? Pojawiały się w mediach, które docierały znacznie szerzej. To pokazuje, że odpowiednio zaplanowana obecność ekspertów w mediach może skutecznie równoważyć przekaz pseudonaukowy. Pod warunkiem, że nie ograniczy się wyłącznie do samych materiałów dziennikarskich, ale obejmie też pojawiające się pod nimi komentarze.

Dezinformacja żyje w komentarzach

Treści fałszywe lub wprowadzające w błąd stanowiły 7% analizowanych publikacji i postów, ale ich udział wzrastał do 12% w komentarzach. W analizie uwzględniono 9136 komentarzy.

To istotna różnica, która unaocznia,  że rzetelny materiał dziennikarski czy wypowiedź eksperta nie zamyka obiegu informacji. Pod publikacją może powstać drugi obieg: pojawiają się kontrargumenty, teorie spiskowe, osobiste świadectwa czy podważanie wiarygodności lekarzy.

– Liczby w naszym raporcie mówią same za siebie, ale warto powiedzieć wprost, co się za nimi kryje. Śledzimy media i rzadko widzimy temat zdrowotny, który w dwa dni potrafi wygenerować blisko dwa i pół tysiąca publikacji. Oczywiście stwierdzenie to nie odnosi się do wydarzeń niespodziewanych czy kryzysowych – jak pandemia Covid. To pokazuje, że dezinformacja medyczna przestała być niszą i zdecydowanie żyje tam, gdzie są emocje, konflikt i szybkie tempo newsa – przyznaje Marcin Szczupak CEO Mediaboard Polska.

– Dla nas jako firmy zajmującej się monitoringiem i analityką mediów najważniejszy wniosek jest taki, że nie wystarczy patrzeć na to, co napisała redakcja. Trzeba dostrzegać też to, co dzieje się później w komentarzach i mediach społecznościowych, w drugim, nieformalnym obiegu informacji. To tam fałszywe treści rosną najszybciej.

Cieszymy się, że mogliśmy wesprzeć Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu danymi do tego opracowania. Wierzymy, że regularne pokazywanie skali zjawiska liczbami, a nie przeczuciami to pierwszy krok do tego, żeby skutecznie na nie reagować – dodaje CEO Mediaboard Polska.

Szczegółowe analizy i metodologie badania znaleźć można w Barometrze dezinformacji medycznej na stronie: https://www.umw.edu.pl/pl/raport

Źródło: inf pras

Sama wiedza o profilaktyce nie wystarczy, jeśli nie prowadzi do wykonania badania. Ministerstwo Zdrowia zainaugurowało ogólnopolską kampanię „Profilaktyka – podaj dalej”, która ma zachęcić Polaków do regularnych badań i dbania o zdrowie jeszcze przed pojawieniem się objawów choroby. Przez cały wrzesień w kraju odbędzie się ponad 500 wydarzeń i akcji zdrowotnych, a w promocję profilaktyki włączą się także resorty edukacji, sportu, infrastruktury i aktywów państwowych.

Konferencji towarzyszyło podpisanie porozumienia o współpracy między Ministerstwem Zdrowia, Ministerstwem Edukacji Narodowej i Ministerstwem Sportu i Turystyki. Dokument podpisali minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, minister edukacji Barbara Nowacka oraz minister sportu i turystyki Jakub Rutnicki. Wcześniej podobne porozumienia zawarto z Ministerstwem Infrastruktury i Ministerstwem Aktywów Państwowych.

Profilaktyka zaczyna się przed pojawieniem się objawów

Głównym przesłaniem kampanii jest zachęcenie Polek i Polaków do działania, zanim pojawią się symptomy choroby. Profilaktyka to nie tylko badania, ale także aktywność fizyczna, zdrowe odżywianie, szczepienia i ograniczanie czynników ryzyka.

„O zdrowie warto dbać, zanim pojawią się objawy. Profilaktyka zaczyna się dużo wcześniej: od codziennych decyzji, aktywności fizycznej, zdrowego odżywiania, szczepień, niepalenia, kontroli czynników ryzyka i regularnych badań odpowiednich do wieku i stanu zdrowia” – podkreśliła minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

Minister zaznaczyła, że celem kampanii jest przełożenie wiedzy na działanie i zwiększenie liczby osób korzystających z badań profilaktycznych: „Chcemy budować świadomość, że badania profilaktyczne nie są wymagające. Wystarczy zrobić pierwszy krok: sprawdzić dostępne badania i umówić termin wizyty. Oprócz tego, że sami będziemy przykładać wagę do regularnych badań, warto, abyśmy uświadamiali i namawiali do tego naszych bliskich: rodzinę, przyjaciół, współpracowników. Najlepszym prezentem, jaki możemy podarować drugiej osobie, jest troska o jej zdrowie.”

Informacja ma prowadzić do badania

Podczas konferencji zwrócono uwagę, że mimo szerokiej oferty bezpłatnych badań zainteresowanie profilaktyką wciąż jest niewystarczające. Jednocześnie dostępne są setki tysięcy terminów na mammografię i badania HPV HR, na które można zapisać się również przez Internetowe Konto Pacjenta i aplikację mojeIKP.

„Sama wiedza nie wystarczy. Chcemy, żeby informacja prowadziła do decyzji, decyzja do zapisu, a zapis do wykonanego badania” – mówiła minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

Profilaktyka na wyciągnięcie ręki

Ważnym elementem kampanii są narzędzia cyfrowe. Z aplikacji mojeIKP korzysta już ponad 5,5 mln osób. Umożliwia ona m.in. sprawdzenie dostępnych programów profilaktycznych, wypełnienie ankiety programu „Moje Zdrowie” oraz zapisanie się na badania.

Kampania wykorzystuje także spersonalizowane powiadomienia w mojeIKP i wiadomości SMS, przypominające o badaniach i wskazujące najprostszą drogę do zapisania się na wizytę.

Profilaktyka wspólną odpowiedzialnością państwa

Partnerzy kampanii będą wykorzystywać własne kanały komunikacji i infrastrukturę, aby promować profilaktykę wśród uczniów, rodziców, pracowników, pasażerów i uczestników wydarzeń sportowych.

Podczas panelu „Profilaktyka – wspólna odpowiedzialność państwa” przedstawiciele administracji publicznej rozmawiali o obecności profilaktyki w szkołach, miejscach pracy, sporcie, transporcie publicznym i przestrzeni cyfrowej.

Wiedza, która ma prowadzić do działania

Drugi panel poświęcono znaczeniu regularnych badań, wczesnemu wykrywaniu chorób oraz barierom utrudniającym korzystanie z profilaktyki. Eksperci podkreślali rolę edukacji zdrowotnej, prostych komunikatów i cyfrowych narzędzi ułatwiających zapis na badania.

Uczestnicy wydarzenia mogli również skorzystać z podstawowych pomiarów zdrowotnych, nauczyć się samobadania oraz uzyskać pomoc przy instalacji aplikacji mojeIKP.

Ponad 500 wydarzeń w całej Polsce

Kampania będzie prowadzona przez cały wrzesień. W całym kraju zaplanowano ponad 500 wydarzeń i akcji zdrowotnych. Przekazy kampanii pojawią się m.in. w telewizji, na billboardach, nośnikach cyfrowych i w warszawskim metrze.

Ambasadorami kampanii są Katarzyna Dowbor, Anna Karwan, Tomasz Majewski, Pia Skrzyszowska oraz Otylia Jędrzejczak. Towarzyszy im Profiś, maskotka kampanii promująca ideę przekazywania dalej wiedzy o zdrowiu.

Więcej o kampanii: https://pacjent.gov.pl/profilaktyka-podaj-dalej

Źródło: MZ

Postęp medycyny sprawił, że zakażenie HIV, które bez leczenia prowadzi do AIDS i do śmierci, można dziś skutecznie kontrolować jako chorobę przewlekłą. Stygmatyzacja osób żyjących z wirusem, a także zjawisko autostygmatyzacji nadal są barierą w testowaniu i wykrywaniu zakażeń oraz dostępie do opieki. Eksperci podkreślają, że bez edukacji i przełamania tabu trudno będzie zahamować epidemię HIV. Na ten problem zwraca uwagę kampania „Pozytywnie też znaczy dobrze”.

– Zakażenie HIV może dotyczyć każdego. Pamiętajmy, że wirus przenosi się drogą krwiopochodną, podczas kontaktów intymnych oraz z matki na dziecko. Świadomość dotycząca tej choroby w Polsce niestety nie jest bardzo duża i co przykre, nie jest też duża wśród specjalistów – jest pewien opór przed testowaniem pacjenta w kierunku zakażenia HIV – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria dr n. med. Iwona Cielniak, specjalistka chorób zakaźnych.

Osoby żyjące z HIV, które regularnie przyjmują leczenie i utrzymują niewykrywalny poziom wirusa we krwi, nie przenoszą go drogą kontaktów seksualnych (zasada N=N – „niewykrywalny = niezakaźny”). Choć wiedza o HIV jest dziś znacznie większa niż kilkadziesiąt lat temu, wiele mitów utrwalonych przed laty wciąż wpływa na postrzeganie osób żyjących z wirusem.

– Coraz więcej osób spotyka się z dobrą reakcją, otwartością i często ze zrozumieniem. Niestety to zrozumienie czasami szybko się kończy, bo po pierwszym momencie akceptacji i szacunku do drugiej osoby często do głosu dochodzą nasze osobiste przekonania, obawy, może poczucie wstydu i wtedy ta reakcja się zmienia – tłumaczy dr n. społ. Bogna Szymańska-Kotwica, psycholożka i psychoterapeutka.

Badania prowadzone przez Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) we współpracy z European AIDS Treatment Group i AIDS Action Europe wśród ponad 3,2 tys. osób żyjących z HIV w 55 krajach Europy i Azji Centralnej pokazują, że 59 proc. respondentów ma trudności z mówieniem innym o swoim zakażeniu. Blisko co trzecia osoba nie powiedziała o nim żadnemu członkowi rodziny, a co czwarta deklarowała, że doświadczyła odrzucenia przez znajomych z powodu wirusa.

– Osoby żyjące z HIV najbardziej obawiają się odrzucenia. Ludzie potrzebują żyć w grupie, nawiązywać relacje, jeżeli mam poczucie, że jestem inna, że nie przynależę do tej grupy, pojawia się autostygmatyzacja – mówi dr n. społ. Bogna Szymańska-Kotwica. – Najczęstsze autostygmatyzujące przekonania dotyczą tego, że jesteśmy gorszej kategorii, że jako osoba żyjąca z HIV nie zasługuję na miłość i relacje, czy będę mogła mieć dzieci. Nie ze względu biologicznego, tylko bardziej z moralnego czy etycznego punktu widzenia, emocjonalnego, czy to w porządku, że osoba żyjąca z HIV ma rodzinę i dzieci albo zawiera nowe związki. Bardzo często te przekonania są zbudowane na bazie negatywnych treści myśli, zniekształceń poznawczych.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) wskazuje, że stygmatyzacja jest jedną z głównych barier utrudniających wykonywanie testów i wczesne rozpoczynanie leczenia. Może wpływać na zachowanie osób żyjących z wirusem, m.in. skłaniając ich do ukrywania statusu serologicznego czy do rezygnacji z terapii. Potwierdzają to również badania ECDC – 26 proc. osób żyjących z HIV obawiało się w ostatnim roku gorszego traktowania przez personel medyczny, 21 proc. bało się korzystać z opieki zdrowotnej z powodu ryzyka ujawnienia swojego statusu serologicznego, a 16 proc. unikało kontaktu z systemem ochrony zdrowia z obawy przed gorszym traktowaniem. Co trzeci respondent wskazał, że czuł się źle traktowany w placówce opieki zdrowotnej, a co czwarty przyznał, że zdarzyła mu się odmowa lub opóźnienie w leczeniu z powodu zakażenia HIV.

Bohaterowie kampanii „Pozytywnie też znaczy dobrze” zdecydowali się opowiedzieć o swojej diagnozie i codziennym życiu, aby przełamywać stereotypy i oswajać temat HIV.

– HIV wciąż jest tematem tabu w naszym społeczeństwie, bo jest głównie kojarzony z seksem, a o tym się nigdy nie mówi w domu. Jest tematem tabu także dlatego, że brakuje rzetelnej edukacji w szkołach, bo znam młodych ludzi, którzy nie wiedzą, jak się zakazić. To przez brak edukacji seksualnej w szkołach – ocenia Magdalena Glewicz, jedna z bohaterek kampanii.

Wyniki międzynarodowego badania Positive Perspectives wskazują, że skuteczne leczenie nie eliminuje problemów, z którymi mierzą się osoby żyjące z HIV. Na ich jakość życia wpływają również czynniki społeczne, takie jak akceptacja otoczenia, możliwość otwartego mówienia o zakażeniu czy dostęp do wiarygodnych informacji. W polskiej części badania 100 proc. respondentów zadeklarowało, że nie czuje się komfortowo, ujawniając innym swój status serologiczny.

– Coraz więcej osób jest gotowych pytać i rozmawiać o HIV. Nawet wśród moich znajomych widzę, że osoby, które żyją z nim od lat, zaczynają otwarcie mówić o swoim zakażeniu, przyznają się do niego przed znajomymi, mówią o tym w mediach czy w miejscu pracy. To dobrze, że coraz mniej boimy się rozmawiać o ważnych tematach – mówi Antoni Bremer, bohater kampanii „Pozytywnie też znaczy dobrze”.

Od początku epidemii w Polsce rozpoznano ponad 35 tys. zakażeń HIV, jednak eksperci szacują, że nawet co piąta osoba żyjąca z wirusem nie zna swojego statusu serologicznego. Dlatego jednym z największych wyzwań jest zwiększenie liczby wykonywanych testów i jak najwcześniejsze rozpoczynanie leczenia.

– Wirus może dotyczyć każdego. Każdy, kto jest aktywny seksualnie, powinien się przebadać. Warto znać swój status, bo jeżeli okaże się dodatni, można rozpocząć leczenie i żyć normalnie – przekonuje Magdalena Glewicz.

Test w kierunku HIV można wykonać anonimowo i bezpłatnie w punktach konsultacyjno-diagnostycznych. Badanie nie wymaga skierowania ani ubezpieczenia. Wczesne wykrycie zakażenia pozwala szybko rozpocząć leczenie, zachować dobrą kondycję zdrowotną i ograniczyć dalsze przenoszenie wirusa. Wciąż jednak wiele osób błędnie obawia się codziennych kontaktów z osobami żyjącymi z HIV.

– Nie spotykam się bezpośrednio z dyskryminacją, ale raczej ze stygmatyzacją wynikającą właśnie z niewiedzy. Zresztą najlepszy przykład – znajoma mi osoba, kiedy dowiedziała się pośrednio, że mam HIV, to przerażona zareagowała: „Jak to, przecież siedzieliśmy na tej samej kanapie?”. Mimo że wszyscy wiemy, że osoba, która się leczy, a nawet ta, która się nie leczy, nie ma szans przez dotyk zakazić drugiej, nadal nawet wśród młodych osób tej wiedzy i świadomości po prostu nie ma – podkreśla Antoni Bremer.

Kampania „Pozytywnie też znaczy dobrze” powstała z inicjatywy GSK we współpracy ze specjalistami leczenia HIV, psychologiem i osobami żyjącymi z wirusem. Jej celem jest przeciwdziałanie stygmatyzacji, zwiększanie wiedzy o HIV oraz zachęcanie do wykonywania testów. Zwiększenie dostępu do testowania i wczesne wykrywanie zakażeń są ważnymi elementami globalnej strategii walki z HIV. UNAIDS zakłada zakończenie epidemii AIDS jako problemu zdrowia publicznego do 2030 roku.

Źródło: Newseria

Powrót do szkoły to dla dziecka czas nowych wyzwań, intensywnej nauki i wielu godzin spędzonych na czytaniu, pisaniu oraz pracy z ekranami. Dlatego przygotowania do nowego roku szkolnego warto rozpocząć nie tylko od skompletowania wyprawki, ale także od zadbania o zdrowie i dobre samopoczucie ucznia. Jednym z najważniejszych elementów takich przygotowań jest kontrola wzroku. Pozwala ona wykryć ewentualne problemy, mogące wpływać na koncentrację i prawidłowy rozwój dziecka. Warto również wiedzieć, jakie sygnały mogą świadczyć o trudnościach z widzeniem oraz jak na co dzień wspierać zdrowie oczu najmłodszych.

Jak przygotować dziecko do nowego roku szkolnego?

Okres wakacji to czas, kiedy wielu rodziców organizuje dzieciom badania profilaktyczne. Najczęściej obejmują one kontrolę słuchu, wizytę u stomatologa czy ocenę postawy ciała. Nie mniej istotnym elementem takich przygotowań powinno być również badanie kontrolne wzroku. Nawet jeśli u dziecka nie została wcześniej rozpoznana wada wzroku, dobrze jest raz w roku zaplanować wizytę u okulisty lub optometrysty. W przypadku młodych pacjentów ze zdiagnozowaną wadą wzroku, badania powinny być wykonywane częściej, zgodnie z zaleceniami specjalisty.

Pierwsze badanie wzroku dziecka najlepiej przeprowadzić u okulisty, który oceni zarówno jakość widzenia, jak i stan zdrowia oczu oraz wykluczy ewentualne schorzenia. W regularnej kontroli wzroku ważną rolę odgrywa również optometrysta, który przeprowadza kompleksowe badanie wzroku, obejmujące m.in. ocenę wady wzroku, ostrości widzenia, akomodacji i widzenia obuocznego. W przypadku wykrycia nieprawidłowości może zalecić dalsze postępowanie lub konsultację z odpowiednim specjalistą – wyjaśnia Sylwia Kijewska, optometrystka i ekspertka Hoya Lens Poland.

Jak wzrok wpływa na codzienne funkcjonowanie ucznia?

Bóle głowy, zmęczenie oczu podczas czytania, a także trudności z koncentracją i utrzymaniem uwagi należą do najczęstszych objawów niewykrytych lub nieskorygowanych problemów ze wzrokiem. Ich konsekwencją mogą być trudności w nauce oraz pogorszenie codziennego funkcjonowania w szkole. Niepokój rodziców powinny wzbudzić takie zachowania, jak przysuwanie książek lub zeszytów bardzo blisko twarzy, siadanie tuż przed telewizorem, mrużenie oczu czy niechęć do wykonywania zadań wymagających dłuższego wysiłku wzrokowego. Choć takie oznaki często wydają się niegroźne, mogą świadczyć o problemach ze wzrokiem i nie powinny być lekceważone.

Nieskorygowana wada wzroku może nie tylko utrudniać przyswajanie wiedzy, ale również negatywnie wpływać na motywację do nauki oraz osiągane wyniki. Dlatego regularne kontrole u specjalisty są ważnym elementem profilaktyki. Pozwalają wcześnie wykryć ewentualne nieprawidłowości i zapewnić dziecku odpowiednie warunki do nauki oraz prawidłowego rozwoju.

Współczesny styl życia dzieci i młodzieży sprzyja pogłębianiu się problemów ze wzrokiem. Coraz mniej czasu poświęcają na aktywność na świeżym powietrzu, a coraz więcej na czynności wymagające intensywnej pracy wzrokowej z bliska. Wielogodzinne korzystanie z komputerów, smartfonów i tabletów stanowi istotne obciążenie dla narządu wzroku. Nie bez znaczenia pozostają również uwarunkowania genetyczne. Jeśli wada wzroku występuje u jednego z rodziców, prawdopodobieństwo jej pojawienia się u dziecka jest wyraźnie większe – podkreśla Sylwia Kijewska, optometrystka i ekspertka Hoya Lens Poland.

Warto pamiętać, że nieskorygowana wada wzroku lub źle dobrane okulary mogą zaburzać prawidłowy rozwój widzenia u dziecka. W takiej sytuacji układ wzrokowy musi stale kompensować niewyraźny lub zniekształcony obraz, co może powodować dyskomfort, szybsze zmęczenie wzroku, bóle głowy oraz trudności z koncentracją podczas czytania i nauki.

Szczególnej uwagi wymaga postępująca krótkowzroczność. W miarę pogłębiania się wady, zwiększa się ryzyko wystąpienia w przyszłości poważnych powikłań okulistycznych, takich jak jaskra, zaćma czy odwarstwienie siatkówki. Choroby te mogą przez długi czas rozwijać się bez wyraźnych objawów, a w zaawansowanym stadium prowadzić do trwałego pogorszenia widzenia1. Dlatego tak ważne są regularne badania wzroku, monitorowanie postępu oraz odpowiednio dobrane metody kontroli krótkowzroczności.

Jak chronić wzrok dziecka na co dzień?

Oprócz regularnych wizyt kontrolnych u specjalisty, ogromne znaczenie dla zdrowia oczu mają codzienne nawyki. Jednym z najważniejszych jest przebywanie na świeżym powietrzu i związana z nim ekspozycja na światło słoneczne. Badania pokazują, że regularne spędzanie czasu na zewnątrz może zmniejszać ryzyko rozwoju krótkowzroczności, która jest jedną z najczęściej występujących wad wzroku u dzieci, a także sprzyjać wolniejszemu postępowi wady. Warto zachęcać najmłodszych do aktywności na świeżym powietrzu, które sprzyjają częstemu patrzeniu w dal i jednocześnie sprawiają im przyjemność. Spacery, jazda na rowerze, gry z piłką czy obserwowanie przyrody to doskonałe sposoby na połączenie aktywności fizycznej z troską o wzrok.

Ważne jest także odpowiednie przygotowanie miejsca do nauki oraz dbanie o właściwe nawyki podczas korzystania z urządzeń elektronicznych. Monitor komputera powinien znajdować się w takiej odległości, aby dziecko nie mogło dosięgnąć go opuszkami palców przy wyprostowanych rękach. Niezależnie od rodzaju urządzenia warto pamiętać o regularnych przerwach. Zgodnie z zasadą 20–20–20 co 20 minut należy na co najmniej 20 sekund przenieść wzrok na obiekt znajdujący się w odległości około 6 metrów (20 stóp). Istotną rolę odgrywa również właściwe oświetlenie miejsca do nauki. Zarówno natężenie, jak i barwa światła powinny zapewniać komfort pracy oraz równomiernie oświetlać biurko i całe pomieszczenie. Nie bez znaczenia dla narządu wzroku pozostaje także codzienna dieta. Odpowiednia ilość witamin A, C i E oraz składników mineralnych, takich jak cynk, selen i magnez, pomaga wspierać zdrowie oczu.

Prawidłowe widzenie ma ogromny wpływ na funkcjonowanie dziecka w szkole, jego naukę oraz rozwijanie zainteresowań. Z tego względu regularne badania wzroku powinny stanowić stały element profilaktyki, szczególnie przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego. Dziecko, które dobrze widzi, łatwiej przyswaja wiedzę, chętniej uczestniczy w zajęciach i z większą pewnością siebie podejmuje szkolne wyzwania. Wczesne wykrycie nieprawidłowości pozwala odpowiednio wcześnie wdrożyć właściwe postępowanie i stworzyć dziecku lepsze warunki do nauki oraz prawidłowego rozwoju – podsumowuje Sylwia Kijewska, optometrystka i ekspertka Hoya Lens Poland.

Źródło: inf pras

Startuje IV edycja ogólnopolskiej kampanii społecznej „Daj się odkryć”, która edukuje o łuszczycy i obala stereotypy związane z tą chorobą. Tegoroczna odsłona akcji wykorzystuje motyw kultury filtrów, znanych m.in. z mediów społecznościowych, aby zwrócić uwagę na to, że osoby dotknięte łuszczycą chcą być powszechnie rozumiane, a nie ukrywać się „pod filtrem” z powodu zmian skórnych. Ambasadorem obecnej edycji kampanii został Michał Wiśniewski – artysta, który dzieli się swoim doświadczeniem życia z łuszczycą.

Z filtrem i bez – manifest osób żyjących z łuszczycą

Tegoroczny koncept pod hasłem „Nigdy nie wiesz, co kryje się pod filtrem” odnosi się bezpośrednio do kultury filtrów, estetyzacji oraz pozornej idealności obecnej w mediach społecznościowych. Filtr jest tu rozumiany zarówno dosłownie, jako narzędzie poprawiające obraz, jak i symbolicznie, jako mechanizm ukrywania choroby z obawy przed oceną, odrzuceniem lub niechcianymi komentarzami.

Głównym formatem kampanii jest seria portretów fotograficznych, których autorką jest jedna z inicjatorek kampanii, a jednocześnie pacjentka – Anna Tajkiewicz. Bohaterowie sesji zdjęciowej ujęci są w dwóch odsłonach. Pierwsza odpowiada wizualnym standardom social mediów, druga pokazuje naturalny wygląd i zmiany skórne związane z łuszczycą. Zestawienie obu obrazów ma unaocznić różnicę między tym, co odbiorcy widzą w mediach, a tym, co często pozostaje poza kadrem. Centralnym motywem projektu jest różnica pomiędzy możliwością czasowego „zdjęcia filtra” a koniecznością życia z chorobą każdego dnia.

Narrację fotograficzną uzupełnia manifest wideo z udziałem osób żyjących z łuszczycą. Materiał prowadzi widzów przez doświadczenie codziennego ukrywania choroby, prowadząc do symbolicznego momentu zdjęcia filtra i odzyskania widoczności.

– „Filtry dają nam możliwość kontrolowania tego, co pokazujemy innym. Osoby żyjące z łuszczycą często czują jednak, że muszą stosować podobny filtr także poza mediami społecznościowymi: zakrywać skórę, unikać określonych sytuacji i tłumaczyć się z choroby. Tegoroczną kampanią chcemy pokazać, jak wiele może kryć się za pozornie idealnym obrazem, a jednocześnie przypomnieć, że widoczne zmiany skórne nie powinny odbierać nikomu prawa do swobodnego i pełnego życia” – mówi Anna Tajkiewicz, która choruje na łuszczycę, fotografka i psycholożka, jedna z inicjatorek kampanii „Daj Się Odkryć”.

– „Najważniejsi w kampanii są jej bohaterowie, którzy zdecydowali się odsłonić kulisy doświadczenia życia z łuszczycą. Ich otwartość wymaga odwagi i zasługuje na uważność. Cieszymy się z włączenia w projekt Michała Wiśniewskiego, którego obecność w akcji daje szansę na dotarcie do szerszego grona odbiorców, osób pozostających dotąd poza społecznością pacjencką. Dziękujemy także za zaangażowanie ekspertów medycznych i partnerów, gdyż to pozwala nam edukować o łuszczycy w sposób merytoryczny, a także  prowadzić działania na większą skalę.” – podkreśla Dominika Jeżewska, znana w SoMe jako Pani Łuska, która od usłyszenia diagnozy „łuszczyca” od lat aktywnie działa na rzecz zwiększania świadomości o chorobie i samoakceptacji środowiska pacjentów.

Łuszczyca – co to za choroba?

Łuszczyca jest przewlekłą i niezakaźną chorobą zapalną, z którą w Polsce żyje ponad milion osób. Jej objawy są najczęściej widoczne na skórze, jednak konsekwencje choroby mogą obejmować również stawy oraz wpływać na samopoczucie, relacje społeczne, życie zawodowe i samoocenę.

Osoby żyjące z łuszczycą często spotykają się z przekonaniem, że chorobą można się zarazić oraz z komentarzami dotyczącymi wyglądu zmian skórnych. Łuszczyca nie jest wyłącznie chorobą skóry, lecz ogólnoustrojową chorobą zapalną. U części pacjentów może rozwinąć się łuszczycowe zapalenie stawów. Chorobie mogą również towarzyszyć m.in. zaburzenia metaboliczne, choroby układu sercowo-naczyniowego, nieswoiste choroby zapalne jelit czy depresja. Dlatego ważne jest wczesne rozpoznanie objawów oraz rozpoczęcie leczenia dostosowanego do nasilenia i postaci choroby.

„Obecnie dysponujemy lekami, które u wielu pacjentów pozwalają uzyskać czystą lub prawie czystą skórę. Trzeba jednak pamiętać, że łuszczyca to nie tylko skóra, ale jest to ogólnoustrojowa choroba, w której zmiany mogą dotyczyć wielu narządów, a w szczególności stawów. U przypadku podejrzenia łuszczycowego zapalenia stawów czas od rozpoznania do rozpoczęcia właściwego leczenia nie powinien przekraczać sześciu miesięcy. To złote okno terapeutyczne, które daje szansę na zahamowanie rozwoju choroby i ograniczenie jej trwałych następstw.” – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Irena Walecka, Kierownik Katedry i Kliniki Dermatologii i Dermatologii Dziecięcej.

Rozpoznanie łuszczycy opiera się przede wszystkim na ocenie obrazu klinicznego przez dermatologa. W przypadkach budzących wątpliwości lekarz może zdecydować o wykonaniu biopsji skóry i badania histopatologicznego.

„Łuszczycy nie rozpoznaje się na podstawie pojedynczego badania krwi czy testu genetycznego. Badania laboratoryjne mogą jednak dostarczyć istotnych informacji, między innymi pomóc w ocenie predyspozycji genetycznych, wykrywaniu chorób współistniejących oraz monitorowaniu pacjenta przed rozpoczęciem leczenia i w trakcie terapii. Ma to szczególne znaczenie, ponieważ łuszczyca nie jest wyłącznie chorobą skóry, lecz schorzeniem ogólnoustrojowym, które może wpływać na funkcjonowanie całego organizmu.” – mówi Martyna Szalińska, diagnosta laboratoryjny w ALAB laboratoria. 

Działania w ramach kampanii „Daj Się Odkryć”

Sierpień to Międzynarodowy Miesiąc Świadomości Łuszczycy. Latem wiele osób z łuszczycą czuje się mniej komfortowo, z odkrywaniem swojego ciała i doświadcza potrzeby ukrywania choroby. Dlatego kampania „Daj Się Odkryć” zwiększa aktywności edukacyjne właśnie w tym czasie i przypomina, że piękno, zdrowie i akceptacja nie zawsze wygląda tak jak nauczyły nas okładki magazynów, a akceptacja zaczyna się tam, gdzie kończy się lęk przed innością.

Kampania „Daj Się Odkryć” realizowana jest wielokanałowo, łącząc działania digitalowe z obecnością w przestrzeni publicznej. Głównym kanałem komunikacji kampanii jest Instagram, na którym publikowane są portrety, materiały wideo, reelsy i relacje z udziałem ambasadorów oraz ekspertów. Materiały edukacyjne pojawiają się także szeroko w kanałach społecznościowych osób i firm zaangażowanych w akcję. Projekt widoczny jest także w przestrzeni miejskiej między innymi na witrynach przystankowych, nośnikach wielkoformatowych i pojazdach komunikacji miejskiej.

Kulminacyjnym elementem kampanii, przygotowanym z okazji obchodów Międzynarodowego Miesiąca Świadomości Łuszczycy, jest wystawa fotograficzna z portretami i historiami pacjentek, udziałem środowiska pacjenckiego, medycznego, mediów i partnerów akcji/ która odbędzie się na 21 sierpnia w Warszawie.

Partnerami kampanii są marki działające w obszarze zdrowia, pielęgnacji i odpowiedzialnej komunikacji. Partnerami głównymi IV edycji „Daj się Odkryć” są Pharmaceris oraz AMICUS Fundacja Łuszczycy i ŁZS. Partnerem strategicznym są ALAB laboratoria. Kampanię wspierają także: Farmapol, Dexeryl, Samarité, Cutis, Eveline Cosmetics, Genactiv oraz Manufaktura Zdrowia i Urody. Partnerami artystycznymi projektu są Studio Równonoc i Samo Centrum Wszechświata. Zaangażowane podmioty wspierają realizację działań edukacyjnych, organizacyjnych i komunikacyjnych, zachowując społeczny i pacjencki charakter projektu.

– „Chcemy dotrzeć do jak największej liczby osób i pokazać, że łuszczycą nie można się zarazić. Wiele osób chorych na łuszczycę spotyka się z niemiłymi komentarzami na temat wyglądu swojej skóry. Ludzie odsuwają się w autobusie, boją się podać ręki, czy wypraszają z basenu. Każdy ma prawo do równego traktowania, a ukrywanie choroby pod warstwą ubrań prowadzi do kompleksów, stanów lękowych, czy nawet depresji. Osobom z łuszczycą chcemy przekazać, że warto traktować siebie z szacunkiem i miłością, i choć proces terapii łuszczycy bywa różny to zaakceptowanie tego jak wygląda nasza skóra pomaga w leczeniu oraz nie zabiera nam radości z życia. – apelują inicjatorki kampanii „Daj Się Odkryć”.

„Daj się odkryć” (www.dajsieodkryc.pl) to ogólnopolska kampania społeczna zainicjowana w 2023 roku przez Dominikę Jeżewską, znaną w mediach społecznościowych jako Pani Łuska, oraz Annę Tajkiewicz, fotografkę i psycholożkę. Powstała z myślą o osobach chorych na łuszczycę. Jej celem jest poszerzanie świadomości na temat łuszczycy, tego jak wygląda i z czym mierzą się osoby chore na łuszczycę. Projekt łączy autentyczne historie osób żyjących z łuszczycą, fotografię, materiały wideo i edukację, aby ograniczać stygmatyzację oraz zmieniać sposób mówienia o przewlekłych i widocznych chorobach skóry.

Źródło: inf pras

Zakończyła się ogólnopolska kampania „Panowie! Jazda po zdrowie!”, w ramach której Mobilna Stacja Kontroli Zdrowia Fundacji Hasco-Lek odwiedzała kolejne miasta w Polsce, zachęcając mężczyzn do profilaktyki i regularnego sprawdzania stanu zdrowia. W HascoBusie wykonano łącznie 2828 badań i konsultacji profilaktycznych.

Kampania odbywała się pod hasłem „Nie czekaj, aż zapali się kontrolka” i została pomyślana jako odpowiedź na jedną z najważniejszych barier w profilaktyce zdrowia mężczyzn: odkładanie badań na później. Wielu panów zgłasza się do lekarza dopiero wtedy, gdy objawy są już nasilone albo utrudniają codzienne funkcjonowanie. Organizatorzy kampanii chcieli pokazać, że podstawowe badania mogą być szybkie, bezbolesne i dostępne blisko miejsca zamieszkania, bez skierowania, wcześniejszej rejestracji i długiego oczekiwania.

Mobilna Stacja Kontroli Zdrowia odwiedziła miasta w różnych regionach kraju, docierając zarówno do dużych ośrodków, jak i mniejszych miejscowości. W HascoBusie mężczyźni mogli skorzystać m.in. z pomiaru ciśnienia tętniczego i tętna, jednokanałowego EKG, analizy składu ciała, testów sprawności funkcjonalnej FMS, konsultacji farmaceutycznej oraz badań USG. Taka formuła miała oswoić profilaktykę i pokazać, że „przegląd zdrowia” może być prostym, krótkim i realnie dostępnym działaniem.

– Za nami ponad 2800 badań i konsultacji wykonanych w ramach ogólnopolskiej kampanii „Panowie! Jazda po zdrowie”, która łączy profilaktykę z edukacją i budowaniem świadomości zdrowotnej w społeczeństwie. Badania w HascoBusie były szybkie, bezbolesne i nieinwazyjne, a liczba chętnych potwierdziła, że obrany przez nas kierunek był słuszny, a mężczyźni w Polsce chcą się badać. Zebrane podczas trasy doświadczenia i obserwacje staną się podstawą raportu o zdrowiu mężczyzn w Polsce, którego publikację planujemy już w listopadzie – mówi Agnieszka Han, prezes zarządu Fundacji Hasco-Lek.

W pierwszym etapie kampanii wykonano 1128 badań i konsultacji, w drugim – 674. Trzeci etap objął m.in. Lądek-Zdrój, Milicz, Poznań, Gdańsk, Gdynię, Grudziądz i Warszawę. Podczas ostatnich przystanków wykonano 134 badania i konsultacje w Lądku-Zdroju, 134 w Miliczu, 153 w Poznaniu, 158 w Gdańsku, 159 w Gdyni, 128 w Grudziądzu oraz 160 podczas finału w Warszawie.

Wyniki kampanii pokazały, że mężczyźni chętnie korzystają z profilaktyki, jeśli badania są dostępne blisko, bezpłatnie i bez zbędnych formalności. Jednocześnie obserwacje ekspertów pracujących w HascoBusie potwierdziły, że nawet podstawowe badania mogą zwrócić uwagę na nieprawidłowości wymagające dalszej diagnostyki – także u osób, które wcześniej nie odczuwały wyraźnych objawów.

– Podczas badań USG wykrywaliśmy między innymi zwężenia tętnic szyjnych, zmiany w obrębie nerek i wątroby, guzy najądrzy czy nieprawidłowości wymagające dalszej diagnostyki. Część pacjentów nie miała wcześniej żadnych objawów, dlatego te badania bardzo dobrze pokazały, jak duże znaczenie ma profilaktyka – mówi Krzysztof Bilmin, dyrektor ds. medycznych w Hasco-Lek.

Nieprawidłowości zauważano także podczas podstawowych pomiarów wykonywanych w gabinecie pielęgniarskim. U części uczestników pojawiały się sygnały ze strony układu sercowo-naczyniowego, które mogły wymagać dalszej kontroli.

– W gabinecie pielęgniarki odnotowano liczne nieprawidłowości w zakresie parametrów układu sercowo-naczyniowego. U części uczestników stwierdzono podwyższone wartości ciśnienia tętniczego. Zaobserwowano również wiele zaburzeń rytmu serca, z których najczęściej występowało migotanie przedsionków – mówi Katarzyna Kozłowska-Panek.

Kampania „Panowie! Jazda po zdrowie!” miała nie tylko umożliwić wykonanie badań, ale też przełamywać stereotypy związane z męską profilaktyką. Organizatorzy zwracali uwagę na najczęstsze powody odkładania kontroli zdrowia: brak czasu, przekonanie, że „skoro nic nie boli, nie ma problemu”, lęk przed diagnozą czy traktowanie badań jako czegoś skomplikowanego i czasochłonnego.

Ważnym elementem kampanii było także zaangażowanie znanych osób, które swoim przykładem wspierały ideę męskiej profilaktyki. Na znak poparcia dla regularnych badań w HascoBusie przebadali się m.in. Rafał Sonik, Jasiek Mela oraz Maciej Wisławski. Kampanię poparli również m.in. ReZigiusz, Kajetan Kajetanowicz, Sebastian Karpiel-Bułecka, Maciej Janowski oraz Bartek Kowalski, zachęcając mężczyzn do tego, by nie odkładali troski o zdrowie na później.

Ogólnopolska trasa pokazała, że odpowiednio zaprojektowana profilaktyka może skutecznie zachęcać mężczyzn do działania. Mobilna, bezpłatna i nieinwazyjna forma badań pozwoliła dotrzeć do osób, które często nie zgłaszają się na kontrolę zdrowia z własnej inicjatywy.

Wnioski i obserwacje zebrane podczas kampanii zostaną rozwinięte w raporcie o zdrowiu mężczyzn w Polsce, którego publikacja planowana jest na listopad br.

Więcej informacji o kampanii:
https://fundacjahasco-lek.pl/kampania-panowie-jazda-po-zdrowie/

Źródło: inf pras

Niemal połowa Polek deklaruje, że w czasie ciąży lub po porodzie spotkała się z krytycznymi komentarzami dotyczącymi swojego wyglądu. Najczęściej uwagi pochodzą od członków rodziny i partnerów, ale część kobiet doświadcza ich także ze strony personelu medycznego. Eksperci ostrzegają, że presja związana z wyglądem może negatywnie wpływać na samoocenę, zwiększać poziom stresu i sprzyjać rozwojowi zaburzeń nastroju, w tym depresji poporodowej.

Kobiety, które doświadczyły krytyki, zapytano też o jej charakter. Najczęściej (w niemal 48% przypadków) były to komentarze dotyczące wagi lub rozmiaru ciała. Co trzecia ankietowana słyszała sugestie, że powinna szybciej schudnąć po ciąży (33,3%). Niemal tak samo często pojawiały się porównania do innych kobiet: „ona tak szybko wróciła do formy” (31,6%) i uwagi o wyglądzie skóry, czyli rozstępach i cellulicie (31,6%). Co czwarta kobieta odczuła presję dotyczącą szybszego powrotu do aktywności fizycznej (28,4%), co piąta komentarze na temat ubierania się (23,6%), a co szósta uwagi dotyczące wyglądu piersi (17,8%).

– Wyniki przedstawionego badania wskazują, że aż 45% kobiet doświadczyło krytycznych komentarzy dotyczących swojego wyglądu w czasie ciąży lub po porodzie. Jest to wynik niepokojący, ponieważ literatura psychologiczna jednoznacznie wskazuje, że negatywne komunikaty dotyczące wyglądu mogą obniżać samoocenę, nasilać niezadowolenie z własnego ciała, zwiększać poziom stresu oraz stanowić czynnik ryzyka wystąpienia zaburzeń nastroju, w tym depresji poporodowej – mówi Jan Gosztyła, psycholog i psychoterapeuta z Akademickiego Centrum Rozwoju Osobistego i Wsparcia Psychologicznego WSIiZ.

Krytyka a samoocena

Co czwarta kobieta biorąca udział w badaniu opinii SW Research (czyli 25,4%) przyznała, że w pełni akceptowała zmiany w ciele jako naturalny element macierzyństwa. Niemal połowa (49,6%) akceptowała je częściowo: niektóre zmiany przyjmowała z większą łatwością, inne były trudniejsze do zaakceptowania. Dla 16,8% zmiany ciała były trudnym przeżyciem, a 8,2% przyznało, że jej stosunek do własnego ciała zmieniał się z czasem, raz było lepiej, a raz gorzej. Oznacza to, że trzy czwarte kobiet zmagało się z jakimś poziomem braku akceptacji własnego ciała w jednym z najbardziej wyjątkowych momentów swojego życia.

–  Jesteśmy istotami społecznymi i porównywanie się z innymi jest wpisane w ludzką naturę. Problem pojawia się wtedy, gdy porównania stają się miarą własnej wartości. „Ona już wróciła do formy”, „udało jej się schudnąć”, „kiedy ona ma czas i siłę ćwiczyć?” – takie komunikaty tworzą fałszywe wzorce, do których kobiety zaczynają się odnosić. Tymczasem każde ciało jest inne, każda ciąża przebiega inaczej, a każda kobieta potrzebuje własnego czasu na regenerację i adaptację do nowej roli. Jako społeczeństwo wciąż zbyt często oceniamy to, co widać na zewnątrz, zamiast docenić to, czego nie widać: wysiłek, proces regeneracji oraz ogrom pracy, jaką organizm kobiety wykonuje po porodzie. Powrót do formy jest sprawą głęboko indywidualną. Nikt z zewnątrz nie powinien wyznaczać jego tempa, a kobiety nie powinny czuć presji wynikającej z porównywania się z innymi – mówi Grzegorz Mikucki, socjolog.

Wspierający partner robi różnicę

Nieco mniej niż połowa kobiet biorących udział w badaniu SW Research (47,6%) oceniła, że partner w pełni akceptował zmiany jej ciała i że czuła się przy nim akceptowana i bezpieczna. Co czwarta (24,8%) przyznała, że raczej tak, choć zdarzały się sytuacje, które bolały. Co piąta (18%) stwierdziła, że partner był obojętny, a temat ciała w ogóle nie był między nimi poruszany. Dla 7,2% jego reakcje były trudne lub raniące.

Jak zauważa Beata Bożek z Hydrex Diagnostics, firmy, która od lat produkuje testy diagnostyczne, w tym testy ciążowe Pink, a niedawno wprowadziła do oferty kosmetyki dla kobiet w ciąży Pink Mama: „Kobiety, które czują się krytykowane za wygląd po porodzie, znacznie rzadziej szukają pomocy medycznej, rzadziej korzystają z fizjoterapii uroginekologicznej i rzadziej rozmawiają z partnerem o swoich potrzebach. Dlatego edukacja w tym obszarze jest tak ważna, i to nie tylko edukacja kobiet, ale też ich otoczenia: partnerów, rodziców, przyjaciół i specjalistów medycznych. Z tego powodu prowadzimy kampanię edukacyjną poświęconą akceptacji ciała w ciąży i po ciąży. Właśnie ukazał się raport z badania opinii przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie marek Pink Mama i Pink, który wzbogaciliśmy komentarzami eksperckimi m.in. ginekolożki, urolożki, fizjoterapeutki, kosmetolożki, czy położnej.”

Źródło: inf pras

Zastanawiałaś/eś się kiedyś, jaka byłaby Twoja reakcja, gdyby bliska Ci osoba powiedziała, że żyje z HIV? Dzisiaj HIV nie przekreśla planów, relacji ani przyszłości. Przy odpowiednim leczeniu pozwala żyć normalnie. To jednak reakcje społeczne, wiedza oparta na przekazach sprzed dekad czy stereotypy pozostają dziś największym wyzwaniem. Przekonania, że z HIV żyje się krócej lub że mają go tylko „osoby z zachowaniami ryzykownymi”, tworzą bariery, przez które wiele osób nie decyduje się na wykonanie testu na HIV.  Ci natomiast, którzy otrzymali pozytywny wynik, ukrywają diagnozę i nie korzystają w pełni z możliwości, jakie daje współczesna medycyna. A możliwości te są bardzo duże, gdyż odpowiednie leczenie pozwala żyć długo, aktywnie i na takich samych zasadach, jak każda inna osoba. Z potrzeby szerzenia edukacji, przełamywania stereotypów i normalizacji życia z HIV powstała kampania „Pozytywnie też znaczy dobrze”, w ramach której osoby żyjące z wirusem mówią o tym, jak naprawdę wygląda ich codzienność.

Dobre życie z HIV jest możliwe

…ale są trzy warunki, aby tak było. Po pierwsze, trzeba wiedzieć o swoim zakażeniu (…), po drugie, trzeba rozpocząć leczenie i po trzecie, trzeba się w tym leczeniu utrzymać – mówi Grzegorz, bohater kampanii „Pozytywnie też znaczy dobrze”. Dzięki osiągnięciom współczesnej medycyny osoby żyjące z HIV mogą żyć normalnie, budować związki, podróżować, uprawiać sport, mieć zdrowe dzieci i cieszyć się życiem na takim samym poziomie, jak każda inna osoba. Obecnie dysponujemy skutecznymi metodami leczenia, które pozwalają zmniejszyć namnażanie się wirusa HIV do poziomu niewykrywalnego. Oznacza to, że osoba żyjąca z HIV, która jest skutecznie leczona lekami przeciw HIV(leczenie zakażenia HIV) i utrzymuje niewykrywalną wiremię, nie przenosi zakażenia na partnerów seksualnych. Dlatego też mówimy N=N czyli niewykrywalny = niezakaźny. Korzyści płynące z nowoczesnego leczenia zakażenia HIV wykraczają jednak poza samo zahamowanie namnażania wirusa. W Polsce leki przeciw HIV są bezpłatnie dostępne i mogą być dostosowana do indywidualnych potrzeb oraz stylu życia pacjenta. W praktyce najczęściej oznacza to przyjmowanie jednej tabletki dziennie lub stosowanie zastrzyków podawanych kilka razy w roku. Takie rozwiązania znacząco poprawiają komfort życia pacjentów, zarówno w wymiarze terapeutycznym, jak i psychicznym. Skuteczne leczenie ma kluczowe znaczenie nie tylko dla zdrowia i jakości życia osób żyjących z HIV, lecz także dla realizacji globalnego celu, jakim jest zakończenie epidemii HIV jako zagrożenia dla zdrowia publicznego. Mimo ogromnego postępu terapeutycznego w ostatnich latach obserwujemy jednak wzrost liczby nowych zakażeń, w różnych populacjach, w tym  wśród osób heteroseksualnych – mówi dr n. med. Iwona Cielniak, specjalistka chorób zakaźnych, z Wojewódzkiego Szpitala Zakaźnego w Warszawie.

Wiedza o tym, jak wygląda dziś życie z HIV, wciąż nie jest powszechna. Sami bohaterowie kampanii przyznają, że znane im stereotypy i przekonanie, iż HIV oznacza koniec, sprawiły, że informacja o diagnozie była jednym z najtrudniejszych momentów w ich życiu. Na szczęście wraz ze zdobywaną wiedzą, lęk i niepewność ustępowały poczuciu akceptacji i bezpieczeństwa. To jak ważna jest wiedza na temat HIV w budowaniu normalnego życia, potwierdza też Magdalena, jedna z bohaterek kampanii i mama dwójki dzieci. Nie miałam żadnych obaw zachodząc w ciążę. Wiedziałam, że jestem niewykrywalna i ufałam lekarzom, którzy mnie prowadzili. (…) Mam zdrowe dzieci, męża, więc tak naprawdę moje życie nie różni się od życia innego człowieka – mówi Magdalena.

Kampania przełamująca stereotypy

To, jak bardzo stereotypy wpływają na jakość życia osób z HIV, pokazują także wyniki międzynarodowego badania Positive Perspectives1. Wynika z nich, że choć współczesna medycyna pozwala skutecznie kontrolować wirusa, to o jakości życia po diagnozie w dużej mierze decydują czynniki społeczne: poziom akceptacji, dostęp do rzetelnej wiedzy oraz możliwość otwartego rozmawiania o HIV. Szczególnie wymowne są dane z Polski, gdzie 100% badanych osób żyjących z HIV deklarowało, że nie czuje się komfortowo, ujawniając innym osobom, że żyje z HIV.2. To właśnie stereotypy, lęk i utrwalone przez lata wyobrażenia często pozostają jedną z największych barier dla dobrostanu osób żyjących z wirusem. Kampania „Pozytywnie też znaczy dobrze” powstała, aby odpowiadać na te wyzwania: wspierać normalizację życia z HIV oraz budować społeczne zrozumienie oparte na faktach, a nie na mitach. Od lat pracuję z osobami żyjącymi z HIV. Jednym z największych wyzwań, z jakimi mierzą się na początku tej drogi, jest strach przed odrzuceniem, wynikający z niewystarczającej wiedzy na temat HIV w społeczeństwie. Nadal pokutują przekonania, że HIV dotyczy wyłącznie wybranych grup albo jest efektem określonych zachowań. To właśnie takie stereotypy sprawiają, że wiele osób obawia się reakcji otoczenia bardziej niż samej diagnozy. Dlatego tak ważne są kampanie edukacyjne i obecność rzetelnych informacji w różnych kanałach komunikacji. Dzięki nim możemy stopniowo przełamywać stereotypy i sprawiać, że osoby żyjące z HIV nie będą się bały bycia odrzuconymi mówiąc o swojej diagnozie – podkreśla dr n. społ. Bogna Szymańska- Kotwica, psycholog zajmująca się osobami żyjącymi z HIV.

Edukacja, obok dostosowanego leczenia, jest jednym z najważniejszych narzędzi ograniczania epidemii. Większa świadomość społeczna sprzyja wykonywaniu testów, wcześniejszemu wykrywaniu zakażeń oraz szybszemu wdrażaniu leczenia, które pozwala zatrzymać dalszą transmisję wirusa. Jest to niezwykle ważne, gdyż….

HIV może dotyczyć każdego!

Z wirusem HIV zdiagnozowano do tej pory w Polsce około 35 tys. osób3, jednak eksperci szacują, że około 20 proc. osób żyjących z wirusem nie wie o swoim zakażeniu – mówi Grzegorz Jezierski, żyjący z HIV i jednocześnie wolontariusz Buddy Polska. Powód jest prosty – to brak zabezpieczeń podczas kontaktów seksualnych, bo przecież „HIV to nie moja sprawa”. A to właśnie najczęstsza droga zakażenia. Zbadać powinien się każdy, kto chociaż raz w życiu uprawiał seks – dodaje Grzegorz.

Osoby żyjące z HIV, wiedzą o swoim zakażeniu i pozostają na skutecznym leczeniuprzeciw HIV, nie przenoszą zakażenia HIV na partnerów seksualnych. Największym wyzwaniem z perspektywy zdrowia publicznego pozostają osoby nieświadome zakażenia, które – nie mając postawionej diagnozy – mogą nieświadomie przenosić wirusa HIV. Dlatego tak istotne są wczesne rozpoznanie zakażenia oraz niezwłoczne wdrożenie terapiiprzeciw HIV. Skuteczne leczenie pozwala zachować dobrą kondycję zdrowotną, znacząco ogranicza ryzyko rozwoju powikłań i umożliwia osobom żyjącym z HIV prowadzenie długiego, aktywnego życia o jakości porównywalnej z populacją ogólną. Jednocześnie, dzięki osiągnięciu i utrzymaniu niewykrywalnej wiremii, terapia skutecznie zapobiega dalszej transmisji wirusa drogą kontaktów seksualnych – mówi dr Cielniak. Rosnąca liczba zakażeń oznacza, że wirus jest dalej aktywnie przenoszony w społeczeństwie, a to z kolei oddala nas od realizacji celów programu UNAIDS, którego ambicją jest zakończenie epidemii HIV do 2030 roku, jako problemu zdrowia publicznego. Jednym z jej kluczowych wskaźników jest strategia „95-95-95”, zakładająca, że 95% osób żyjących z HIV zna swój status serologiczny, 95% z nich otrzymuje leczenie, a 95% osób leczonych osiąga niewykrywalny poziom wirusa. Nie będziemy w stanie osiągnąć tych celów bez zwiększenia testowania i normalnego traktowania osób żyjących z HIV, a wydarzy się to tylko wtedy, kiedy zwiększymy edukację dotyczącą życia z HIV i obalimy stereotypy.  Bardzo ważną zasadą, którą powinien znać każdy Polak- niezależnie, czy żyje z HIV – jest zasada N=N. Diagnoza zmienia pewien fragment życia, ale nie odbiera człowiekowi marzeń, relacji, rodzicielstwa, pracy, ani planów. Niezależnie od statusu serologicznego każdy potrzebuje poczucia akceptacji i przynależności – że jest pełnoprawną częścią świata. Dlatego, stereotypy dot. HIV tak samo krzywdzą osoby żyjące z HIV ,jak i osoby, które jeszcze się nie przebadały lub te które myślą że to nie ich problem. Apeluję zatem – działajmy, aby wykluczyć stygmatyzację, testujmy się i edukujmy. Bo życie z HIV może być zupełnie normalne – podsumowuje dr Szymańska-Kotwica.

O kampanii

Kampania „Pozytywnie też znaczy dobrze” została stworzona przez firmę GSK we współpracy ze specjalistami leczenia HIV, psychologiem oraz osobami żyjącymi z HIV, aby przeciwdziałać stygmatyzacji, zwiększać świadomość społeczną oraz wspierać osoby po diagnozie w powrocie do normalnego życia.

Jej ważnym elementem są autentyczne historie bohaterów, którzy otwarcie dzielą się swoimi doświadczeniami związanymi z życiem z HIV.

Dowiedz się więcej na: livlife.com/pl-pl