Medicalpress

W środę 30 września w różnych miastach Polski można będzie bez skierowania, rejestracji i całkowicie bezpłatnie wykonać badanie spirometryczne, które pozwala wykryć poważne choroby płuc – poinformowali PAP organizatorzy obchodów Polskiego Dnia Spirometrii 2026.

Jak przypomnieli w informacji prasowej przesłanej PAP, spirometria jest badaniem, które pomaga zdiagnozować i monitorować poważne choroby układu oddechowego, w tym przede wszystkim przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP) i astmę.

Badania będzie można wykonać 30 września w godzinach od 8.00 do 16.00 (w sali obsługi interesantów) w centrali Narodowego Funduszu Zdrowia oraz siedzibach 10 oddziałów wojewódzkich NFZ – w Warszawie, Opolu, Wrocławiu, Katowicach, Rzeszowie, Krakowie, Lublinie, Szczecinie, Gdańsku i Bydgoszczy. Można się zgłosić bez wcześniejszej rejestracji. Jest ono całkowicie bezpłatne.

Badanie spirometryczne jest bezbolesne, całkowicie nieinwazyjne, wymaga jedynie dobrej współpracy pacjenta z osobą wykonująca spirometrię – przekonują.

„Przed badaniem technik przeprowadzi ankietę, żeby wykluczyć przeciwwskazania do wykonania spirometrii. Jeśli badanie wykaże zaburzenia obturacyjne, czyli zaburzenia przepływu powietrza w drogach oddechowych, to taka osoba dostanie list do swojego lekarza rodzinnego z prośbą o dalszą diagnostykę w kierunku chorób obturacyjnych – astmy lub POChP» – poinformował dr Dąbrowiecki w imieniu organizatorów akcji.

Zaproszenie na spirometrię organizatorzy kierują przede wszystkim do osób po 40. roku życia, palących tytoń, żyjących w zanieczyszczonej atmosferze, które odczuwają duszność, mają przewlekły kaszel, trwający od co najmniej 8 tygodni.

W Polsce na choroby układu oddechowego cierpi kilka milionów osób. Szacuje się, że połowa o tym nie wie. Tymczasem z powodu samego POChP umiera rocznie ok. 14 tys. Polek i Polaków – alarmują eksperci. Na chorobę tę cierpi nawet 2,5 mln osób.

„Niestety tylko 1,3 mln pacjentów z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc ma postawione rozpoznanie (…) a jest ona trzecią przyczyną zgonów w Polsce i na świecie. Nierozpoznana POChP skraca życie o około 10 lat» – powiedział cytowany w informacji prasowej dr hab. Piotr Dąbrowiecki, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę Alergię i POChP z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Infekcyjnych i Alergologii WIM-PIB.

Ekspert przypomniał, że zaburzenia obturacyjne są także typowe dla astmy. „W Polsce ponad 4 miliony chorych ma jej objawy – kaszel, świsty w drogach oddechowych, duszności, ale tylko około 2,2 miliona osób wie, że u podstaw tych dolegliwości leży astma. Wykonanie spirometrii pozwoli znaleźć obturację (zwężenie lub zablokowanie dróg oddechowych – PAP) i skierować pacjenta z tym wynikiem do lekarza, który podejmie dalsze działanie» – wyjaśnił specjalista.

Astma jest najczęstszą przewlekłą chorobą układu oddechowego u dzieci. Natomiast POChP – chociaż kojarzona z osobami starszymi, palącymi papierosy, dotyka coraz częściej osoby po 40 r. życia. Obecnie szacuje się, że około 30 procent chorych na POChP nigdy nie paliło tytoniu. Coraz więcej badań wskazuje, że istotną rolę w rozwoju tej choroby odgrywa też życie w zanieczyszczonym środowisku. POChP jest przyczyną blisko 4 proc. wszystkich przyjęć do szpitala i 25 proc. hospitalizacji z powodu chorób układu oddechowego.

„Zarejestrowanych jest 1,3 mln pacjentów. System »nie widzi« więc co najmniej ponad 700 tysięcy osób, które chorują na POChP i o tym nie wiedzą. A choroba ta generuje ogromne koszty ekonomiczno-społeczne» – zwróciła uwagę konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc kadencji 2022-26.

Wczesne wykrycie choroby obturacyjnej płuc pozwala podjąć natychmiastowe leczenie, co w przypadku astmy może pozwolić na normalne, swobodne życie bez żadnych dolegliwości i ograniczeń, a w przypadku POChP – może spowolnić rozwój schorzenia i poprawić rokowania pacjenta. Choroby płuc są przyczyną niepełnosprawności – POChP prowadzi do inwalidztwa oddechowego, tj, stanu, w którym chory wymaga wspomagania oddychania za pomocą tlenoterapii, a w skrajnych sytuacjach wentylacji mechanicznej.

Spirometria jest czynnościowym badaniem układu oddechowego, które pozwala ocenić pojemność płuc i przepływ powietrza w drogach oddechowych oraz wykryć obturację, czyli przeszkody w tym przepływie. W powiązaniu z wywiadem lekarskim spirometria jest kluczowa w diagnozowaniu POChP. Pozawala też monitorować skuteczność leczenia.

Eksperci zwrócili uwagę, że badania spirometryczne nie cieszą się w naszym kraju popularnością, choć aparatura jest łatwo dostępna, a koszt jej wykorzystania niski. W 2025 roku wykonano tylko ok. 3500 badań spirometrycznych.

Do 2022 roku badanie to mógł zlecić każdy lekarz pierwszego kontaktu. Obecnie spirometria jest dostępna w podstawowej opiece zdrowotnej w ramach opieki koordynowanej, a taką prowadzi jedynie 30 proc. Pozostałe kierują pacjentów na spirometrię do poradni specjalistycznej, co niestety może opóźniać diagnozę, od której zależy dalsze postępowanie.

Polski Dzień Spirometrii, którzy przypada na 30 września, jest w tym roku organizowany pod hasłem „Spirometria szansą na wczesne rozpoznanie chorób obturacyjnych» w ramach trwającego od 26 września do 4 października Europejskiego Tygodnia Profilaktyki 2026 – EU Screening Week 2026. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

POChP to przewlekła choroba płuc, w której dochodzi do utrwalonego ograniczenia przepływu powietrza przez drogi oddechowe. Najczęściej wiąże się z wieloletnią ekspozycją na dym tytoniowy, ale do jej rozwoju przyczyniają się również m.in. zanieczyszczenie powietrza i narażenie zawodowe. Choroba rozwija się przez lata, a do jej najczęstszych objawów należą duszność czy przewlekły kaszel.

Według danych przywoływanych przez Polskie Towarzystwo Chorób Płuc POChP dotyczy w Polsce ok. 2 mln osób, a ponad 35 proc. chorych nie ma postawionej diagnozy. Według najnowszych danych WHO POChP jest trzecią najczęstszą przyczyną zgonów na świecie. W 2023 roku odpowiadała za 3,4 mln zgonów, czyli ok. 6 proc. wszystkich zgonów.

– Mamy bardzo późną diagnostykę. Osoby bardzo późno zgłaszają się do lekarza, a jeśli się zgłaszają, to sama diagnostyka trwa od roku od momentu pojawienia się objawów, a czasami nawet od czterech do 14 lat. Takich respondentów również mieliśmy. To jest wielki problem, ponieważ im wcześniej wykryjemy POChP, zaczniemy je leczyć, kontrolować oraz wykluczymy czynniki ryzyka, tym większa szansa, żeby zahamować rozwój choroby na wcześniejszym etapie, dłużej zachować sprawność i lepszą jakość życia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Marek Kustosz, prezes Fundacji „To Się Leczy”.

Fundacja zapytała pacjentów z POChP o ich doświadczenia związane z diagnostyką, leczeniem i codziennym funkcjonowaniem z chorobą. Niemal 60 proc. respondentów czekało na rozpoznanie ponad rok, a u co trzeciego diagnoza trwała od czterech do 14 lat lub dłużej. Eksperci wskazują, że spirometria, czyli proste badanie trwające kilka minut w gabinecie lekarza, pozwala odpowiednio wcześnie wykryć chorobę u osób z objawami oraz czynnikami ryzyka. Potrzebna jest do tego większa świadomość zarówno pacjentów, jak i personelu medycznego.

79 proc. ankietowanych wskazało duszność jako największy problem związany z chorobą, a 65 proc. nie było zadowolonych z efektów leczenia. Lekarze wskazują, że największym zagrożeniem są zaostrzenia, które mogą przyspieszać pogarszanie funkcji płuc i prowadzić do hospitalizacji. Z ankiety wynika, że w ciągu ostatniego roku 80 proc. badanych doświadczyło co najmniej jednego zaostrzenia POChP, a 43 proc. – co najmniej dwóch. Tylko 38 proc. deklarowało, że dokładnie wie, czym jest zaostrzenie i jak je rozpoznać.

– Pacjenci nie mają stałego kontaktu z personelem medycznym, lekarzem czy pielęgniarką. Jeśli coś się dzieje, czują się gorzej lub pojawiają się zaostrzenia, są pozostawieni sami sobie. Wielu z nich czeka tak długo, jak jest w stanie wytrzymać, i dopiero gdy jest już bardzo ciężko, zgłasza się do szpitala. To nie powinno tak wyglądać. Pacjent powinien być w kontakcie z opieką medyczną, żeby nie dopuszczać do zaostrzeń, a jeśli się pojawią, powinien wiedzieć, co w tej sytuacji zrobić – wskazuje Marek Kustosz.

Co trzeci badany wskazywał lęk, stres lub obniżony nastrój jako jeden z najważniejszych problemów związanych z chorobą.

– Pacjent czuje się zagrożony swoim stanem zdrowia, często jest poza pracą, w domu, bez kontaktów społecznych. Sylwetka takiego pacjenta, która ukazała się w naszym raporcie, to często osoba chora, samotna i bez pomocy. To chyba najmocniejszy obraz, który z niego wybrzmiewa – wskazuje prezes Fundacji „To Się Leczy”.

Zgodnie z danymi przytaczanymi przez Polską Koalicję Zdrowe Płuca koszty społeczne POChP w Polsce szacuje się na ok. 16 mld zł rocznie, prawie trzy razy więcej niż w przypadku astmy (5,7 mld zł). Nowoczesne terapie, w tym leki biologiczne, dla najcięższych przypadków oznaczają mniej zaostrzeń i hospitalizacji.

– Leki biologiczne to zupełnie nowa era: przechodzimy od leczenia typowo objawowego kortykosteroidami do leczenia, które jest nakierowane na konkretne mechanizmy chorób zapalnych – mówi Hubert Godziątkowski ze Stowarzyszenia Pacjentów z Chorobami Cywilizacyjnymi. – W Polsce jesteśmy w stanie nadążyć za wdrażaniem nowych terapii. Mamy już doświadczenia z lekami biologicznymi w takich terapiach jak astma oskrzelowa, atopowe zapalenie skóry czy polipy nosa – tam funkcjonują programy lekowe i leki są dostępne dla pacjentów. Niestety pacjenci z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc na razie nie mają dostępu do żadnej nowoczesnej terapii lekami biologicznymi.

– Z niezrozumiałych dla mnie względów, pomimo że leczenie już jest w rekomendacjach, ma dowody naukowe, pomimo coraz większej liczby leków, które znajdują potwierdzenie skuteczności, jak dotąd nie mamy programów lekowych. To jest duże wyzwanie, ponieważ stan budżetu nie może decydować o tym, że chorzy na chorobę A dostali leczenie biologiczne, a na chorobę B nie, choć jest równie skuteczne – mówi prof. dr hab. n. med. Tadeusz Zielonka, członek zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc.

Z dwóch badań III fazy – BOREAS i NOTUS – obejmujących łącznie ponad 1,8 tys. pacjentów i opublikowanych w „New England Journal of Medicine” – wynika, że po leczeniu biologicznym zmniejszyła się częstość zaostrzeń umiarkowanych i ciężkich, poprawiły się funkcje płuc i zmniejszyło nasilenie duszności. To o tyle istotne, że badania obejmowały pacjentów, u których standardowe leczenie nie przyniosło rezultatów w postaci opanowania choroby.

W Polsce złożono wniosek o refundację leku w ramach programu „Leczenie chorych z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc. Choć ocena skuteczności klinicznej była pozytywna, prezes AOTMiT w maju br. wydał negatywną rekomendację w sprawie jego finansowania ze środków publicznych.

– To leczenie nie jest dla wszystkich chorych. Są pewne immunologiczne wymogi, musi być odpowiedni typ zapalenia i odpowiednia ciężkość choroby. Dla chorych, którzy spełniają te kryteria, leki te będą pomocne. Powinniśmy znaleźć możliwość dla tej wybranej grupy, której to leczenie przyniesie pomoc – mówi prof. Tadeusz Zielonka.

POChP nie jest chorobą jednorodną. U części chorych występuje zapalenie typu 2, którego jednym z markerów jest podwyższony poziom eozynofilów we krwi. To właśnie u wybranej grupy pacjentów z takim profilem choroby i nawracającymi zaostrzeniami badane i stosowane są terapie biologiczne. Ich mechanizm polega na blokowaniu wspólnego receptora dla interleukiny-4 i interleukiny-13, które są kluczowymi mediatorami zapalenia typu 2.

Eksperci zaznaczają, że leczenie biologiczne może oznaczać dużą zmianę w podejściu do POChP, które dotąd było leczone dość jednolicie bez względu na to, jaki mechanizm stał za chorobą u konkretnego pacjenta. Teraz będzie można traktować to jako grupę chorób o różnych mechanizmach, które wymagają też różnych terapii.

Źródło: Newseria

Co się dzieje, gdy jeden pozornie nieistotny dźwięk zaczyna przerywać filmową rzeczywistość? Wojtek Smarzowski po raz pierwszy wykorzystuje swój charakterystyczny język filmowy, aby opowiedzieć historię o zdrowiu i chorobie. W efekcie powstał nieoczywisty spot społeczny kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia”, przypominający, że przewlekły kaszel może być pierwszym sygnałem chorób prowadzących do nieodwracalnego włóknienia płuc. Nie jest to jednak kolejny edukacyjny przekaz – to krótkometrażowy projekt społeczny, który zostaje z widzem długo po jego obejrzeniu. Przesłanie całej produkcji zamyka się w mocnym haśle, które stawia odbiorcę przed prostym wezwaniem do działania: „Nie pozwól, by kaszel Ci przerywał… życie”. Dlatego, we wrześniu, miesiącu świadomości chorób włóknieniowych płuc apelujemy o przełamanie wymówek i strachu, które na co dzień powstrzymują przed wizytą u specjalisty.

Z pozoru błahy i powszechny kaszel w Polsce traktowany jest jako coś, co po prostu „trzeba przeczekać”. Jednak, przewlekły kaszel może być sygnałem poważnych schorzeń, w tym chorób śródmiąższowych płuc (ILD) – grupy ponad 200 chorób z których część może prowadzić do włóknienia tkanki płucnej. Jedną z ich postaci jest idiopatyczne włóknienie płuc (IPF), choroba o poważnym rokowaniu – często porównywanym do raka płuca. Choroby te przez długi czas mogą rozwijać się niemal niezauważenie, a ich objawy – kaszel, duszność, zmęczenie czy gorsza tolerancja wysiłku – są często mylone z infekcją, alergią, konsekwencjami wieloletniego palenia czy naturalnym procesem starzenia. Szacuje się, że w Polsce z chorobami śródmiąższowymi płuc żyje obecnie blisko 27 tysięcy osób[1]. Jednak wielu pacjentów trafi do specjalisty zbyt późno lub nigdy nie pozna prawidłowej diagnozy. Świadomość społeczna pozostaje bowiem stale niska – mimo, że 85% przebadanych Polaków[2] uważa, że długo utrzymującego się kaszlu nie powinno się lekceważyć, to prawie 73% deklaruje, że w pierwszej kolejności próbuje domowych sposobów leczenia, a ponad połowa (57%) zgłosiłaby się do lekarza dopiero wtedy, gdy kaszel zacząłby znacząco utrudniać codzienne życie. O chorobach śródmiąższowych płuc słyszał jedynie co czwarty respondent (25%), a prawie 80% badanych deklaruje, że nigdy nie słyszało o idiopatycznym włóknieniu płuc (IPF). Co szczególnie niepokojące, tylko 30% respondentów wskazało choroby śródmiąższowe płuc jako możliwą przyczynę przewlekłego kaszlu. Nawet wśród osób deklarujących znajomość ILD wiedza o objawach pozostaje ograniczona – jedynie około 40% potrafiło wskazać typowe symptomy tych chorób, a 26% nie umiało wymienić żadnego objawu.

Eksperci natomiast podkreślają, że kaszel utrzymujący się ponad 8 tygodni wymaga diagnostyki. W przypadku chorób śródmiąższowych czas ma kluczowe znaczenie – im wcześniej zostanie postawiona diagnoza, tym większa szansa na spowolnienie postępu choroby i zachowanie sprawności oddechowej. Dlatego krótkometrażowy projekt społeczny, realizowany w ramach kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia”, ma budować społeczną czujność i zachęcać do wcześniejszej diagnostyki. 

– Przewlekły kaszel jest przez wielu Polaków bagatelizowany i „oswajany”. Często uznawany jako normalny objaw palenia tytoniu (tzw. kaszel palacza), który usypia czujność osoby palącej zamiast być sygnałem alarmowym. W praktyce pulmonologicznej nadal obserwujemy pacjentów, którzy trafiają do nas zbyt późno, kiedy proces włóknienia płuc jest już mocno zaawansowany. Tymczasem wczesna diagnostyka daje szansę na wdrożenie leczenia spowalniającego rozwój choroby i poprawiającej jakość życia – mówi dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc, Przewodnicząca „Polskiej Koalicji Zdrowe Płuca”. Wielkie nadzieje pokładam we wprowadzanym programie screeningu raka płuca, wykorzystującym niskodawkową tomografię komputerową (NDTK), za pomocą której można wykryć wczesne zmiany sugerujące choroby śródmiąższowe płuc. Wejście do programu daje szansę na skrócenie ścieżki pacjenta w dotarciu do optymalnej opieki w ośrodku referencyjnym – dodaje dr. n. med. Czajkowska-Malinowska.

– Włóknienie płuc wpływa na każdy aspekt życia pacjenta – od codziennego funkcjonowania po możliwość wykonywania najprostszych czynności. Wielu chorych przez długi czas słyszy od otoczenia, że „to tylko kaszel”. Dlatego tak ważne jest budowanie społecznej czujności i docieranie z tym przekazem także poza tradycyjne kanały edukacji zdrowotnej. Dzięki zaangażowaniu twórców filmowych i partnerów kampanii możemy mówić o tym problemie w sposób, który ma szansę zostać zauważony i zapamiętany – podkreśla Agnieszka Pilewska-Ślączko, Prezes Polskiego Towarzystwa Wspierania Chorych na Włóknienie Płuc.

Środowisko klinicystów i pacjentów jednoznacznie podkreśla, że kaszel trwający powyżej 8 tygodni przestaje być incydentem, a staje się wyraźnym sygnałem ostrzegawczym organizmu. Każdy taki przypadek wymaga diagnostyki, obejmującej m.in. badanie lekarskie, RTG klatki piersiowej i ocenę czynności płuc. W przypadku chorób śródmiąższowych czas jest kluczowy – im szybciej postawiona zostanie diagnoza, tym większa szansa na wdrożenie leczenia, które może spowolnić postęp choroby i pomóc dłużej zachować sprawność oddechową. Po więcej informacji warto wejść na www.plucapolski.pl.

Smarzowski i aktorska czołówka

Po raz pierwszy w swojej karierze Wojtek Smarzowski wykorzystuje język kina do opowiedzenia historii dotyczącej zdrowia publicznego. Reżyser, znany z bezkompromisowego podejmowania trudnych tematów społecznych, tym razem kieruje uwagę widzów na problem, który dotyczy tysięcy Polaków, ale wciąż pozostaje niemal niewidoczny. To nie jest klasyczna kampania zdrowotna, ale krótkometrażowa filmowa opowieść, która budzi niepokój, wytrąca z komfortu i zmusza do refleksji nad własnym zdrowiem. W wykreowanym przez reżysera świecie pozornie nieistotny kaszel staje się głównym bohaterem – dźwiękiem, który przerywa pracę filmowej ekipy, rozbija narrację i ostatecznie staje się metaforą objawu, który potrafi brutalnie przerwać… życie.

– Zrobiłem ten spot na zdrowie dla wszystkich. Dlatego zobaczcie, a potem, jak potrzeba idziecie się badać! – mówi Wojtek Smarzowski, reżyser i autor scenariusza spotu.

Dzięki zaangażowaniu uznanych aktorów oraz charakterystycznemu stylowi reżyserskiemu, kampania przełamuje schematy komunikacji zdrowotnej. Zamiast chłodnych wykresów czy porad medycznych, twórcy dostarczają widzowi prawdziwe filmowe emocje, które nie pozwalają przejść obok tematu obojętnie. Obecność Katarzyny Herman, Eryka Lubosa, Mirosława Kropielnickiego, Piotra Witkowskiego, a także Natalii Stachyry oraz Mikołaja Matczaka gwarantuje, że krótkometrażowy projekt społeczny nie zostanie odebrany jako kolejna „tradycyjna kampania profilaktyczna” ale jako angażujący emocjonalnie przekaz zmuszający widza do konfrontacji z problemem, o którym na co dzień woli nie myśleć.

– Ten spot przypomniał mi, jak często racjonalizujemy różne objawy: zmęczenie, zadyszkę, kaszel. A to ważne sygnały wysyłane przez nasze ciało – zwłaszcza w wieku późnej dorosłości. Dlatego tak ważne jest, żeby nie odkładać zdrowia na później i pójść do lekarza po diagnozę – mówi Mirosław Kropielnicki.

 – W spocie gram dźwiękowca, który swoim kaszlem przerywa pracę całej ekipy. Na planie filmowym każdy taki dźwięk od razu słychać, natomiast w życiu często uczymy się go po prostu ignorować. Mówimy „tak już mam”. Tylko, że czasem warto posłuchać dźwięków naszego ciała i sprawdzić, co się za nimi kryje – dodaje Mikołaj Matczak.

Spot będzie emitowany między innymi podczas 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni oraz w Gdyńskim Centrum Filmowym imienia Leszka Kopcia.

LINK DO SPOTU: https://www.youtube.com/watch?v=uaRmF9UVwhY

O kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia”

Kampania „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia” od 2016 roku prowadzi działania edukacyjne dotyczące chorób płuc oraz znaczenia ich wczesnej diagnostyki. Tegoroczna odsłona kampanii realizowana jest pod hasłem „Nie pozwól, by kaszel Ci przerywał… życie”. Nie bez znaczenia pozostaje też czas – wrzesień jest bowiem miesiącem świadomości chorób włóknieniowych płuc. Wykorzystując siłę emocji i język kina, kampania zwraca uwagę na objawy, które zbyt często są ignorowane. Krótkometrażowy projekt społeczny będący jej częścią pokazuje, że sztuka może nie tylko poruszać, ale również budować społeczną czujność i skłaniać do wcześniejszej diagnostyki. 

Wartość edukacyjna tegorocznej inicjatywy sprawiła, że w realizację i promocję materiału zaangażowały się kluczowe podmioty patronujące całej kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia” – Polskie Towarzystwo Chorób Płuc, Polskie Towarzystwo Wspierania Chorych na Włóknienie Płuc, Fundacja Rheuma Active oraz Fundacja Agaty Młynarskiej „Zdrowie bez tabu”. Do grona partnerów krótkometrażowego projektu społecznego dołączyli: Polskie Towarzystwo Medycyny Rodzinnej, Polskie Towarzystwo Reumatologiczne, Agencja ZA, Dom Pogrzebowy „Służew”, a także agencja first aid communication team. Projekt jest realizowany przy wsparciu firmy Boehringer Ingelheim.

Źródło: inf pras

W Polsce żyje ponad 2 mln osób z astmą.1 Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że od 5 do 10 proc. osób borykających się z tą chorobą cierpi na astmę ciężką.2 Eksperci wskazują, że w Polsce może się z nią zmagać 50-100 tys. osób.3

Astma to jedna z najczęstszych chorób przewlekłych układu oddechowego.4 Gdy przechodzi w postać ciężką, jakość życia chorych istotnie się pogarsza5. Na tę trudną do kontrolowania postać najczęściej chorują kobiety, zwłaszcza po okresie dojrzewania i w wieku dorosłym.6

Pacjenci z astmą ciężką żyją w ciągłym strachu, poczuciu wstydu, ograniczenia i wykluczenia; obawiają się samodzielnych wyjść na spacer czy zakupy; żyją w lęku, że choroba zaatakuje ich wtedy, gdy będą sami i nikt nie będzie mógł im pomóc.7 Odczuwają zarówno zmęczenie fizyczne, jak i psychiczne, a choroba zmusza ich do wprowadzania zmian w codziennym funkcjonowaniu – inaczej niż przed jej wystąpieniem spędzają wolny czas, ograniczają kontakty towarzyskie, a z powodu uporczywego kaszlu rezygnują z wyjścia do kina czy teatru.8 Część pacjentów jest także zmuszona do zmian w życiu zawodowym – jedni, wykonujący pracę wymagającą wysiłku fizycznego, rezygnują z niej, inni pracują w mniejszym wymiarze godzin, a jeszcze inni przechodzą na własną działalność.9

Zgodnie z definicją, astma ciężka to astma, która pozostaje niekontrolowana pomimo zoptymalizowanego leczenia o maksymalnej intensywności oraz opanowywania czynników współistniejących mogących zaostrzać chorobę, lub astma nasilająca się po zmniejszaniu dużych dawek leków.10

Pacjenci z astmą ciężką nie odpowiadają na standardowe leczenie, takie jak kortykosteroidy.11 Mają bardziej nasilone i uporczywe objawy, takie jak duszność czy ból w klatce piersiowej, niż osoby z innymi postaciami astmy, a także większe ryzyko wystąpienia chorób współistniejących, m.in. otyłości, bezdechu sennego czy zaburzeń lękowo-depresyjnych.12   

Astmę ciężką można skutecznie i bezpiecznie leczyć terapią biologiczną.13 Leczenie biologiczne poprawia także stan emocjonalny i psychologiczny pacjentów – stosowanie terapii przynoszącej realną poprawę łagodzi objawy, przywraca możliwość normalnego funkcjonowania i redukuje towarzyszący chorobie lęk. Poprawa stanu pacjentów pozytywnie wpływa również na ich najbliższych.14

To nie jedyna korzyść wynikająca z leczenia biologicznego. Pacjenci wskazują między innymi na brak konieczności częstych wizyt w szpitalu, co pozwala zaoszczędzić czas i przeznaczyć go np. na pracę lub opieką nad dziećmi; lepsze samopoczucie wynikające z większej ilością czasu dla siebie i rodziny; brak konieczności korzystania ze zwolnień lekarskich lub urlopu na wizyty w szpitalu związane z przyjęciem leku; większe poczucie większej kontroli nad chorobą i własnym życiem w bezpiecznych warunkach domowych, a także duże oszczędności finansowe związane z ograniczeniem absencji w pracy.15  

Jednak w  Polsce tylko niewielki odsetek chorych na astmę ciężką otrzymuje terapie biologiczne w ramach programu lekowego B.44 Narodowego Funduszu Zdrowia.16

Dlatego tak ważne jest pogłębianie wiedzy na temat astmy ciężkiej oraz wszystkich dostępnych metod leczenia. Wczesna diagnoza, właściwie dobrana terapia oraz dobra współpraca między pacjentem a lekarzem mogą znacząco poprawić jakości życia osób zmagających się z jej ciężką postacią, zwiększyć ich poczucie bezpieczeństwa i ograniczyć strach, którego tak często doświadczają.

Źródło: Newseria

Choć większość Polaków zdaje sobie sprawę, że przewlekły kaszel może być objawem poważnej choroby, wielu najpierw próbuje leczyć go domowymi sposobami i odkłada konsultację lekarską. Tymczasem eksperci ostrzegają, że utrzymujący się kaszel może świadczyć o chorobach śródmiąższowych płuc, w tym idiopatycznym włóknieniu płuc, których wczesne rozpoznanie ma kluczowe znaczenie dla skuteczności leczenia i spowolnienia postępu choroby.
Wyniki badania „Portret kaszlącego Polaka” zrealizowanego w ramach kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia” pokazują, że przewlekły kaszel nadal bywa bagatelizowany, a pacjenci często trafiają do diagnostyki dopiero wtedy, gdy pojawiają się duszność i problemy z codziennym funkcjonowaniem.

Mimo rosnącej świadomości zdrowotnej Polacy nadal zbyt długo zwlekają z reakcją na  przewlekły kaszel. Około 3/4 respondentów (76%) zgadza się, że może on być objawem poważnej choroby, jednak co dziesiąty respondent przyznaje, że udałby się do lekarza dopiero po około 4 lub 8 tygodniach od pojawienia się kaszlu. Najczęściej badani czekają tydzień (33%) lub 2–3 tygodnie (28%), zanim zgłoszą się do specjalisty.

Badanie pokazuje wyraźną rozbieżność między świadomością zagrożenia a rzeczywistymi zachowaniami zdrowotnymi. Aż 85% badanych uważa, że długo utrzymującego się kaszlu nie powinno się lekceważyć, jednak prawie 73% respondentów deklaruje, że w pierwszej kolejności próbuje domowych sposobów leczenia. Ponad połowa badanych (57%) zgłosiłaby się do lekarza dopiero wtedy, gdy kaszel zacząłby znacząco utrudniać codzienne życie.

– Przewlekły kaszel to objaw, którego nie należy ignorować, szczególnie jeśli utrzymuje się przez wiele tygodni. Może on towarzyszyć nie tylko częstym infekcjom czy astmie, ale również poważnym chorobom płuc, w tym chorobom śródmiąższowym płuc. Problem polega na tym, że przewlekły kaszel jest przez wielu Polaków normalizowany i „oswajany”, zamiast traktowany jako sygnał alarmowy. W praktyce pulmonologicznej nadal obserwujemy pacjentów, którzy trafiają do specjalisty zbyt późno, kiedy choroba jest już zaawansowana. Tymczasem szybka diagnostyka daje szansę na wcześniejsze wdrożenie leczenia, które może spowolnić rozwój choroby – przestrzega dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc.

Kaszel „do przeczekania”

Badanie pokazuje również, że Polacy mają bardzo ograniczoną wiedzę na temat samego przewlekłego kaszlu. Medycznie oznacza on kaszel utrzymujący się ponad 8 tygodni, jednak prawidłową odpowiedź wskazało jedynie 4% respondentów. Około połowa badanych uznaje za przewlekły kaszel objaw trwający tydzień (26%) lub dwa tygodnie (23%).

Do lekarza Polacy najczęściej zgłaszają się dopiero wtedy, gdy objawy zaczynają wpływać na codzienne funkcjonowanie. Najsilniejszym impulsem do konsultacji są trudności w oddychaniu i uczucie braku powietrza (34%), kaszel utrudniający sen lub codzienne aktywności (31%) oraz pojawienie się dodatkowych objawów, takich jak duszność czy ból w klatce piersiowej (28%). Jedynie 16% respondentów deklaruje, że udałoby się do lekarza z powodu utrzymującego się kaszlu mimo stosowania domowych metod leczenia.

Na opóźnianie diagnostyki wpływają także bariery systemowe. Ponad 1/3 badanych (36%) wskazuje długie kolejki do specjalistów, a 28% trudności z umówieniem wizyty w dogodnym terminie.

Choroby śródmiąższowe płuc – mało znane, poważne schorzenia

Choroby śródmiąższowe płuc (ILD, ang. interstitial lung diseases) to grupa ponad 200 schorzeń często związanych z uszkodzeniem i włóknieniem tkanki płuc. prowadzących do włóknienia tkanki płucnej. W efekcie płuca stopniowo tracą zdolność prawidłowej wymiany gazowej, a pacjenci coraz bardziej odczuwają duszność, przewlekły kaszel i obniżenie tolerancji wysiłku. Część ILD rozwija się w przebiegu chorób autoimmunologicznych lub w wyniku kontaktu z pyłami i substancjami toksycznymi, jednak w wielu przypadkach przyczyna pozostaje nieznana. Jedną z najcięższych postaci choroby jest idiopatyczne włóknienie płuc (IPF).

Szacuje się, że w Polsce z chorobami śródmiąższowymi płuc może żyć około 26 625 osób, jednak rzeczywista liczba pacjentów może być wyższa. Choroby te są trudne diagnostycznie, a ich objawy często przypominają inne schorzenia układu oddechowego lub niewydolność serca. Mimo powagi problemu świadomość społeczna dotycząca ILD pozostaje bardzo niska. O chorobach śródmiąższowych płuc słyszał jedynie co czwarty respondent (25%), a prawie 80% badanych deklaruje, że nigdy nie słyszało o idiopatycznym włóknieniu płuc (IPF). Co szczególnie niepokojące, tylko 30% respondentów wskazało choroby śródmiąższowe płuc jako możliwą przyczynę przewlekłego kaszlu. Nawet wśród osób deklarujących znajomość ILD wiedza o objawach pozostaje ograniczona – jedynie około 40% potrafiło wskazać typowe symptomy tych chorób, a 26% nie umiało wymienić żadnego objawu.

– Włóknienie płuc to choroba, która wpływa na każdy aspekt życia pacjenta – od codziennego funkcjonowania po możliwość wykonywania najprostszych czynności. Wielu chorych przez długi czas bagatelizuje objawy lub słyszy, że przewlekły kaszel „sam przejdzie”. Dlatego tak ważna jest edukacja społeczna i budowanie świadomości, że utrzymujący się kaszel i duszność wymagają diagnostyki. Im szybciej pacjent trafi do specjalisty, tym większa szansa na spowolnienie postępu choroby – podkreśla Agnieszka Pilewska – Ślączko, Prezes Polskiego Towarzystwa Wspierania Chorych na Włóknienie Płuc.

O kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia”

Kampania „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia” od 2016 roku prowadzi działania edukacyjne dotyczące chorób płuc oraz znaczenia ich wczesnej diagnostyki. Tegoroczna odsłona kampanii poświęcona jest chorobom śródmiąższowym płuc (ILD), w tym idiopatycznemu włóknieniu płuc (IPF). Celem inicjatywy jest zwiększenie świadomości objawów takich jak przewlekły kaszel i duszność oraz zwrócenie uwagi na konieczność szybkiej diagnostyki chorób, które nadal pozostają mało rozpoznawalne społecznie. Wszystkie aktywności prowadzone są pod patronatem Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, Towarzystwa Wspierania Chorych na  Włóknienie Płuc, Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Młodych z Zapalnymi Chorobami Tkanki Łącznej „3majmy się razem” oraz Stowarzyszenia Fizjoterapia Polska przy wsparciu Boehringer Ingelheim.

Źródło: inf pras

Aż 60% pacjentów z POChP czeka na właściwą diagnozę dłużej niż rok, a co trzeci – od 4 do 14 lat. Tymczasem koszty społeczne związane z chorobą sięgają 16 miliardów złotych rocznie. To główne wnioski z raportu „Ścieżka pacjenta z POChP”, którego premiera odbyła się podczas konferencji Fundacji TO SIĘ LECZY.
Przewlekła obturacyjna choroba płuc nie zaczyna się od dramatycznych objawów. Często przez lata rozwija się pod pozorem „zwykłego kaszlu palacza”, gorszej kondycji, zadyszki przy wchodzeniu po schodach albo zmęczenia, które łatwo przypisać wiekowi. Pacjent stopniowo ogranicza aktywność, przestaje chodzić szybciej, unika wysiłku, rzadziej wychodzi z domu. Zanim trafi do diagnostyki, choroba bywa już zaawansowana, a jej konsekwencje wykraczają daleko poza układ oddechowy.

O tym, jak wygląda sytuacja pacjentów z POChP w Polsce, rozmawiano podczas konferencji prasowej Fundacji TO SIĘ LECZY, której towarzyszyła premiera raportu “Ścieżka pacjenta z POChP – świadomość, diagnoza, leczenie oraz codzienne wyzwania” opartego na ankiecie przeprowadzonej wśród osób żyjących z chorobą. Badanie zrealizowano w marcu i kwietniu 2026 r. wśród 442 osób pacjentów z POChP.

Jak podkreślał Marek Kustosz, prezes Fundacji, była to grupa szczególna: pacjenci aktywnie poszukujący informacji, korzystający ze wsparcia innych chorych i gotowi poświęcić czas na szczegółowe odpowiedzi. – Trzeba pamiętać, że w naszym badaniu uczestniczyli bardzo świadomi pacjenci. To osoby, które interesują się swoją chorobą, szukają informacji, korzystają ze wsparcia innych chorych i są gotowi poświęcić czas na edukację. Wielu z nich choruje od lat, dlatego dobrze zna swoją sytuację zdrowotną. Jeżeli nawet w takiej grupie widzimy problemy z diagnostyką czy leczeniem, to możemy przypuszczać, że w całej populacji pacjentów z POChP wyzwania te są jeszcze większe.

Aż 60% respondentów czekało na właściwą diagnozę dłużej niż rok od pojawienia się pierwszych objawów, w tym aż 31% od 4 do 14 lat lub dłużej.

U większości pacjentów występowały przed rozpoznaniem objawy. U 87% ankietowanych dominującym objawem była duszność, a, u 57% kaszel z odkrztuszaniem wydzieliny.

Te dane dobrze współbrzmią z doświadczeniem klinicznym ekspertów. Prof. Piotr Dąbrowiecki, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP, zwracał uwagę, że skala nierozpoznanej choroby pozostaje ogromna: – Patrząc na populację mieszkającą na terenie Polski, mamy około 2–2,5 miliona osób z POChP. Według danych NFZ rozpoznanie ma około 1,3 miliona chorych, co oznacza, że nadal niemal połowa osób nie wie, że u podłoża ich duszności wysiłkowej czy kaszlu leży ta śmiertelna choroba. Od pierwszych objawów do rozpoznania mija często 7–10 lat. To nie jest pocieszające, bo POChP można zatrzymać, a im wcześniej ją rozpoznamy, tym łatwiej powstrzymać jej destrukcyjny wpływ na organizm.

Problemem nie jest wyłącznie brak wiedzy pacjentów. To także sposób, w jaki system ochrony zdrowia wychwytuje, albo raczej zbyt często nie wychwytuje osób z narastającą dusznością, przewlekłym kaszlem i wieloletnią ekspozycją na czynniki ryzyka. Prof. Paweł Śliwiński, kierownik II Kliniki Chorób Płuc Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, mówił wprost: – Od wielu lat mówimy o tych samych problemach i niestety niewiele się zmienia. Wciąż bardzo niska jest świadomość społeczna dotycząca POChP – ludzie nie wiedzą, że taka choroba istnieje, nie znają jej przyczyn ani objawów. Jeżeli ktoś pali papierosy, mieszka w zanieczyszczonym środowisku i nie wie, że narastająca duszność czy przewlekły kaszel mogą świadczyć o chorobie, to potrafi z tymi objawami żyć przez wiele lat. W efekcie od wystąpienia pierwszych objawów do postawienia diagnozy może minąć nawet kilkanaście lat.

Tymczasem objawy nie zawsze układają się w stereotypowy obraz choroby. Kaszel może być ważnym sygnałem, ale jego brak nie wyklucza POChP. Jak zaznaczył prof. Dąbrowiecki: – Duszność wysiłkowa to główny objaw POChP. Ważne jest jednak, by pamiętać, że pacjent nie musi kaszleć. Bardzo często słyszę: skoro nie ma kaszlu, to pewnie nie mam POChP. Tymczasem nawet połowa chorych nie kaszle. Dlatego każdy przewlekły problem z oddychaniem, ograniczenie tolerancji wysiłku czy odkrztuszanie wydzieliny powinny skłonić do diagnostyki.

Najważniejszym badaniem pozostaje spirometria, ale właśnie wokół niej ogniskuje się wiele systemowych luk. Z jednej strony jest badaniem podstawowym, z drugiej – wymaga dobrej jakości wykonania i interpretacji. Prof. Śliwiński podkreślał – Badania obrazowe nie są podstawą rozpoznania POChP. Mogą pomóc wykryć inne schorzenia lub zasugerować obecność zmian w płucach, ale nie służą do postawienia rozpoznania tej choroby. Rozpoznaniu POChP służy badanie spirometryczne i to ono pozostaje podstawowym narzędziem diagnostycznym. Jednocześnie dodaje, że sama dostępność sprzętu nie rozwiązuje problemu: – Spirometria teoretycznie jest prostym badaniem, ale w praktyce wymaga doświadczenia i dobrej współpracy pacjenta z osobą je wykonującą. Potrzebna jest cierpliwość, wiedza i umiejętność właściwej interpretacji wyniku. Nie każdy lekarz, nie każdy technik i nie każdy pacjent wykonają to badanie równie dobrze. Dlatego jakość spirometrii ma ogromne znaczenie dla prawidłowego rozpoznania choroby.

To, dlatego ekspert od lat apeluje o stworzenie sieci placówek wyspecjalizowanych w rzetelnym wykonywaniu tego badania. – Od lat postuluję stworzenie centrów doskonałości spirometrycznej. Powinny to być miejsca, w których pracują osoby wyspecjalizowane w wykonywaniu tego badania i potrafią zrobić je naprawdę rzetelnie. Lekarze POZ mogliby kierować tam pacjentów wyłącznie po to, by uzyskać wiarygodny wynik spirometrii. Tylko na podstawie dobrze wykonanego badania można odpowiedzieć na pytanie, czy pacjent ma POChP i jak bardzo zaawansowana jest choroba.

Jednocześnie część narzędzi już istnieje, ale nie wszędzie działa tak samo. Dr Janusz Krupa, wykładowca w Ośrodku Kształcenia Lekarzy Rodzinnych CMKP w Warszawie, wskazywał na potencjał programu – Moje Zdrowie” oraz opieki koordynowanej w POZ. – Gdybyśmy dobrze realizowali to, co już mamy do dyspozycji, szczerze mówiąc, prawie nic więcej nie byłoby potrzebne. Dysponujemy narzędziami pozwalającymi identyfikować czynniki ryzyka, kierować pacjentów do diagnostyki i obejmować ich odpowiednią opieką. Pytanie brzmi nie, czy mamy możliwości działania, ale czy wykorzystujemy je wystarczająco rzetelnie i konsekwentnie.

W jego ocenie szczególnie ważna jest ankieta w programie „Moje Zdrowie”, bo pozwala zidentyfikować osoby z czynnikami ryzyka, w tym palące papierosy. – Jedną z największych zalet programu „Moje Zdrowie” nie są nawet same badania laboratoryjne. Najważniejsza jest ankieta, w której pacjent sam wskazuje czynniki ryzyka, między innymi palenie tytoniu. Dzięki temu trafiają do nas osoby zainteresowane swoim zdrowiem, gotowe rozmawiać o wynikach badań i zmianie stylu życia. To ogromna szansa na wczesne wykrywanie chorób, w tym POChP.

Nie zmienia to faktu, że w praktyce rzetelna diagnostyka i leczenie zależą od miejsca, do którego trafi. Prof. Tadeusz Zielonka z Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej WUM, wiceprzewodniczący Sekcji Chorób Obturacyjnych Płuc Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, ujął to bardzo jednoznacznie: – Nie możemy opierać opieki nad chorymi na tym, czy pacjent trafi do dobrego lekarza, dobrej poradni albo ośrodka prowadzonego przez pasjonatów. To musi być rozwiązanie systemowe. Pacjent powinien mieć taki sam dostęp do diagnostyki niezależnie od tego, do której przychodni trafi. W ochronie zdrowia nie może być loterii.

To właśnie brak systemowości jest jednym z najbardziej kosztownych zaniedbań. POChP nie doczekała się programu o porównywalnej sile do działań budowanych przez lata w kardiologii, onkologii czy leczeniu udarów. – Od lat budujemy programy dotyczące chorób sercowo-naczyniowych, później powstały rozwiązania dla onkologii, rozwijaliśmy opiekę nad pacjentami po udarach. Tymczasem rozmawiamy dziś o jednej z głównych przyczyn zgonów w Polsce, która nigdy nie doczekała się równie silnego, systemowego programu. To bardzo źle świadczy o naszym podejściu do zdrowia publicznego. – podkreślał Prof. Zielonka.

Konsekwencje tych luk są bardzo konkretne. To pacjenci, którzy przez lata trafiają do różnych lekarzy, ale nie mają wykonanej spirometrii. To osoby, u których duszność tłumaczy się innymi chorobami. To chorzy, którzy są diagnozowani dopiero wtedy, gdy nie mogą już samodzielnie funkcjonować. Prof. Zielonka przywołał własne doświadczenia: – Miałem pacjenta z wieloletnią historią palenia tytoniu, nasilającą się dusznością i wszystkimi klasycznymi objawami POChP. Czekał rok na wizytę specjalistyczną. Został osłuchany i usłyszał, że nie ma obturacji, mimo że nie wykonano mu spirometrii. Później pierwsze badanie spirometryczne wykazało ciężką obturację. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca w kraju dysponującym nowoczesnym systemem ochrony zdrowia.

POChP nie jest jednak wyłącznie chorobą płuc. Eksperci wielokrotnie podkreślali jej ogólnoustrojowy charakter. Prof. Dąbrowiecki zaznacza – POChP to nie jest tylko choroba płuc. Choroba zaczyna się w płucach, ale choruje również układ krążenia, chorują narządy miąższowe, choruje mózg. To jest choroba całego organizmu i dlatego pozostaje jedną z głównych przyczyn zgonów. Musimy przestać myśleć o niej wyłącznie jako o problemie oddechowym, bo jej konsekwencje wykraczają daleko poza układ oddechowy.

Dlatego tak duże znaczenie ma odpowiednia reakcja na zaostrzenia i im aktywne zapobieganie. Nie są one bowiem gorszym okresem w przebiegu choroby, lecz zdarzeniem, które może przyspieszać jej postęp, pogarszać rokowanie i zwiększać ryzyko hospitalizacji i przedwczesnego zgonu

Aż 64% ankietowanych miała co najmniej jedno zaostrzenie wymagające dodatkowego leczenia w ciągu ostatniego roku, a u 35% wystąpiły dwa lub więcej takich zaostrzeń.
 
Tylko 6% pacjentów zadeklarowało, że po wypisie ze szpitala zmieniono lub zintensyfikowano leczenie.

Jak podkreśla prof. Dąbrowiecki – Pacjenci często nie zdają sobie sprawy, jak ogromne znaczenie mają zaostrzenia choroby. To właśnie one przyspieszają postęp POChP, pogarszają jakość życia i zwiększają ryzyko hospitalizacji oraz zgonu. Jeżeli pacjent miał dwa zaostrzenia w roku, a po zmianie leczenia nie miał żadnego, to jest bardzo duży sukces terapeutyczny, nawet jeśli nadal odczuwa pewne objawy.

Prof. Śliwiński zwraca uwagę, że leczenie powinno być regularnie weryfikowane właśnie pod kątem zaostrzeń i ryzyka powikłań. Zaostrzenia są jednym z najważniejszych czynników wpływających na przebieg POChP. Im częściej występują, tym gorsze jest rokowanie pacjenta. Wiemy dziś również, że częste zaostrzenia zwiększają ryzyko powikłań sercowo-naczyniowych. Dlatego skuteczne leczenie powinno być oceniane nie tylko przez pryzmat objawów, ale także przez zdolność do zapobiegania kolejnym zaostrzeniom.

Znajduje to odzwierciedlenie w najnowszych wytycznych Global Initiative for Chronic Obstructive Lung Disease GOLD 2026, w których podkreślono, że każde zaostrzenie powinno być traktowane jako sygnał alarmowy wymagający ponownej oceny leczenia oraz działań zapobiegających kolejnym epizodom. Już pojedyncze umiarkowane zaostrzenie zwiększa ryzyko wystąpienia następnych.

Z punktu widzenia pacjenta problemem bywa jednak niezrozumienie celu leczenia. Chory oczekuje, że po inhalatorze kaszel i duszność znikną. Gdy tak się nie dzieje, odstawia leki, uznaje terapię za nieskuteczną albo traci motywację. Tymczasem w POChP celem nie zawsze jest pełne ustąpienie objawów, lecz poprawa funkcjonowania, ograniczenie duszności, zmniejszenie ryzyka zaostrzeń i spowolnienie postępu choroby. Prof. Dąbrowiecki tłumaczy: – Pacjenci często nie są zadowoleni z leczenia, ponieważ oczekują czegoś, czego w POChP nie jesteśmy w stanie osiągnąć. Chcieliby, aby objawy całkowicie zniknęły, tak jak bywa to u części chorych na astmę. Tymczasem w POChP celem leczenia jest ograniczenie duszności, zmniejszenie kaszlu, poprawa sprawności i zapobieganie zaostrzeniom. Jeśli pacjent nie rozumie tych celów, łatwo dochodzi do rozczarowania terapią.

Aż 92% respondentów deklarowało, że regularne stosuje leki wziewne,ale aż 30% pacjentów miało wątpliwości, czy prawidłowo stosuje inhalator, a 31% nigdy nie miało sprawdzonej techniki inhalacji przez personel medyczny.

Ponad połowa respondentów (56%) nigdy wcześniej nie spotkała się z pojęciem terapii podwójnej i potrójnej.

Aż 73% respondentów wskazało, że nie stosuje żadnego leczenia wspomagającego. 

Ten brak edukacji ma bardzo praktyczne konsekwencje. Pacjent może mieć przepisane właściwe leczenie, ale stosować je nieprawidłowo. Może nie wiedzieć, kiedy zgłosić zaostrzenie. Może nie rozumieć znaczenia szczepień. Może nie widzieć związku między paleniem a słabszą odpowiedzią na terapię. Prof. Dąbrowiecki zaznaczył – Pacjenci często mówią wprost: nikt mi nie powiedział, że powinienem się zaszczepić, nikt nie sprawdził, czy prawidłowo używam inhalatora, nikt nie wyjaśnił mi, jak mam stosować leki. Trudno oczekiwać zadowolenia z leczenia, jeśli chory nie otrzymuje podstawowych informacji potrzebnych do skutecznej terapii. To pokazuje, jak wiele mamy jeszcze do zrobienia w zakresie edukacji.

Z perspektywy POZ edukacja również pozostaje jednym z największych wyzwań. Dr Krupa wskazał, że w czasie kilkunastominutowej wizyty pacjent rzadko przychodzi z jednym problemem. POChP konkuruje z cukrzycą, nadciśnieniem, chorobami serca, receptami, skierowaniami i bieżącymi dolegliwościami. – Mamy bardzo dobre wytyczne postępowania w POChP i większość lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej je zna. Problem polega na tym, że pacjent rzadko przychodzi do lekarza z jednym problemem zdrowotnym. W czasie kilkunastominutowej wizyty trzeba zmierzyć się z wieloma chorobami i wieloma potrzebami chorego, a POChP jest często tylko jednym z kilku tematów wymagających omówienia.

Jednocześnie to właśnie lekarz rodzinny pozostaje najbliżej pacjenta. W zaostrzeniu chory często nie ma szans szybko dostać się do pulmonologa. Dlatego podstawowa opieka zdrowotna nie może traktować POChP jako problemu wyłącznie specjalistycznego. Jak podkreślił dr Krupa: – Lekarz podstawowej opieki zdrowotnej nie może powiedzieć pacjentowi z POChP: proszę iść do pulmonologa, to nie moja sprawa. To właśnie lekarz POZ najczęściej jako pierwszy spotyka się z pacjentem, widzi jego zaostrzenia i problemy dnia codziennego. Musimy mieć kompetencje i poczucie odpowiedzialności, by pomóc choremu od razu, a dopiero później planować dalszą ścieżkę diagnostyczną czy specjalistyczną.

Nowoczesne leczenie POChP istnieje, ale wymaga dobrego doboru i monitorowania. Prof. Śliwiński podkreślił, że polscy pacjenci mają dostęp do wielu nowoczesnych leków rozszerzających oskrzela, terapii dwu- i trójskładnikowych, a medycyna coraz wyraźniej zmierza w stronę personalizacji leczenia. – Polscy pacjenci mają dziś dostęp do bardzo nowoczesnego leczenia POChP. Dysponujemy wszystkimi najważniejszymi grupami leków rozszerzających oskrzela, zarówno jedno-, jak i dwuskładnikowymi, a także terapiami trójskładnikowymi. Problem nie polega więc na braku leków. Problem polega na właściwym doborze terapii do konkretnego pacjenta i odpowiednim wykorzystaniu dostępnych możliwości leczenia.

Szczególnie ważna staje się także identyfikacja pacjentów z komponentą zapalenia eozynofilowego, którzy mogą odnosić większe korzyści z leczenia przeciwzapalnego. Prof. Śliwiński zaznaczył – Dziś wiemy, że część pacjentów z POChP ma dodatkowo komponent zapalenia eozynofilowego, przypominającego mechanizmy obserwowane w astmie. Takich chorych możemy identyfikować między innymi dzięki prostemu badaniu morfologii krwi z rozmazem. To właśnie ta grupa odnosi największe korzyści z leczenia przeciwzapalnego opartego na wziewnych glikokortykosteroidach.

Dodatkowe korzyści mogą przynosić również wybrane leki stosowane u pacjentów z przewlekłym zapaleniem oskrzeli i częstymi zaostrzeniami, takie jak inhibitory fosfodiesterazy-4 czy niektóre leki mukolityczne i antyoksydacyjne. Ich zastosowanie jest uzależnione od indywidualnej sytuacji klinicznej pacjenta.

Nowym rozdziałem są terapie biologiczne dla wybranych chorych. Nie są przeznaczone dla wszystkich pacjentów z POChP, ale dla określonej grupy z zapaleniem typu drugiego i nasilonym ryzykiem zaostrzeń. – W ostatnich latach weszliśmy w zupełnie nowy etap leczenia POChP. Zarejestrowano pierwsze leki biologiczne przeznaczone dla pacjentów z chorobą przebiegającą z komponentą zapalenia typu drugiego. Badania pokazują, że u odpowiednio dobranych chorych leczenie biologiczne pozwala skuteczniej ograniczać liczbę zaostrzeń niż klasyczna terapia trójskładnikowa. Jednocześnie, jak dodaje ekspert: – Dziś największym wyzwaniem nie jest już udowodnienie skuteczności leczenia biologicznego, ale zapewnienie pacjentom dostępu do tych terapii. W astmie funkcjonują programy lekowe obejmujące leczenie biologiczne. Liczymy na podobne rozwiązanie dla wybranej grupy chorych na POChP, którzy mogliby odnieść największe korzyści z takiej terapii. – mówił Prof. Śliwiński.

Co trzeci respondent wskazał lęk, stres lub obniżony nastrój jako jeden z najważniejszych problemów związanych z chorobą.

POChP wpływa nie tylko na układ oddechowy, ale również na zdrowie psychiczne i funkcjonowanie społeczne pacjentów. Jak podkreśla prof. Paweł Śliwiński – Depresja i lęk, szczególnie lęk przed dusznością, są bardzo istotnym elementem życia pacjentów z POChP. Chory, który zmaga się z obniżonym nastrojem, częściej popełnia błędy związane z leczeniem, rzadziej stosuje leki regularnie i częściej nieprawidłowo korzysta z inhalatorów. Dlatego nie możemy skupiać się wyłącznie na objawach oddechowych, pomijając stan psychiczny pacjenta.

Potwierdzają doświadczenia pacjentów z grupy wsparcia “POChP – To Się Leczy” – Pacjentom trudniej jest regularnie przyjmować leki, podejmować aktywność fizyczną, uczestniczyć w rehabilitacji oddechowej czy podejmować próby rzucenia palenia. Tymczasem właśnie te działania mają kluczowe znaczenie dla przebiegu choroby i jakości życia. Dlatego opieka nad pacjentem z POChP nie powinna ograniczać się wyłącznie do leczenia objawów ze strony układu oddechowego. Wsparcie psychologiczne, a w razie potrzeby także psychiatryczne, powinno być naturalnym elementem kompleksowej opieki nad pacjentami z chorobami przewlekłymi. – zaznaczył Marek Kustosz.

Tylko 28% respondentów ocenia wsparcie otrzymywane w systemie ochrony zdrowia jako dobre lub bardzo dobre. 44% ocenia je jako przeciętne, a 28% jako złe lub bardzo złe.

53% respondentów wskazało potrzebę prostego planu postępowania przy zaostrzeniu, a 25% chciałoby dowiedzieć się więcej o rozpoznawaniu zaostrzeń i sposobach reagowania.

Eksperci nie mają wątpliwości, że koszty późnego rozpoznawania i niewystarczającej kontroli POChP ponosi zarówno pacjent, jak i cały system ochrony zdrowia. Jak przypomina prof. Piotr Dąbrowiecki – POChP powoduje ogromne obciążenie dla systemu ochrony zdrowia. Mówimy o setkach tysięcy porad, dziesiątkach tysięcy hospitalizacji i kilkunastu tysiącach zgonów rocznie. Koszty związane wyłącznie z POChP szacowane są na około 16 miliardów złotych. Temu można zapobiec – nie musi tak być.

Wyniki ankiety Fundacji TO SIĘ LECZY pokazują, że nawet wśród pacjentów aktywnie poszukujących wiedzy i wsparcia nadal występują opóźnienia diagnostyczne, problemy edukacyjne i luki w opiece. To rodzi pytanie, jak wygląda sytuacja osób mniej świadomych swojej choroby. POChP nie zaczyna się bowiem w szpitalu, lecz znacznie wcześniej – od zignorowanej duszności, przewlekłego kaszlu, niewykonanej spirometrii czy uzależnienia od nikotyny, z którym pacjent pozostaje sam. I to właśnie na tym etapie system powinien działać najskuteczniej.

źródło: Fundacja TO SIĘ LECZY