Medicalpress

Papież Leon XIV przeszedł 13 października operację usunięcia dolnego płata prawego płuca. Badanie histopatologiczne przeprowadzone podczas zabiegu potwierdziło gruczolakoraka płuca, jedną z najczęściej występujących postaci tego nowotworu. Według komunikatów Stolicy Apostolskiej operacja przebiegła bez powikłań, a rekonwalescencja postępuje prawidłowo. Ostateczna ocena zaawansowania choroby i ewentualna potrzeba dalszego leczenia będą zależeć od wyników badań pooperacyjnych.

71-letni papież Leon XIV poinformował o wykryciu zmiany w płucu 11 października, podczas spotkania z wiernymi na modlitwie Anioł Pański. Wyjaśnił, że niewielki guzek został zauważony w trakcie badań kontrolnych, a lekarze zalecili jego chirurgiczne usunięcie.

Dwa dni później papież przeszedł operację w rzymskiej Poliklinice Gemelli. Zgodnie z oficjalnym komunikatem zespołu medycznego usunięto dolny płat prawego płuca, wykorzystując technikę chirurgiczną wspomaganą obrazowaniem wideo. Zabieg trwał około 90 minut i zakończył się bez powikłań. Śródoperacyjne badanie histopatologiczne potwierdziło podejrzewane wcześniej rozpoznanie gruczolakoraka płuca.

Czym jest gruczolakorak płuca?

Gruczolakorak należy do grupy niedrobnokomórkowych raków płuca (NDRP). Jest jednym z najczęstszych typów histologicznych nowotworów złośliwych tego narządu. Rozwija się z komórek nabłonkowych o cechach gruczołowych i może występować zarówno u osób palących tytoń, jak i u tych, które nigdy nie paliły.

Palenie tytoniu pozostaje najważniejszym czynnikiem ryzyka raka płuca, jednak nie jest jedyną możliwą przyczyną zachorowania. Znaczenie mają również m.in. narażenie na radon, azbest, zanieczyszczenia powietrza oraz czynniki związane z wiekiem i predyspozycjami biologicznymi.

Wczesne postacie raka płuca mogą przez długi czas nie powodować charakterystycznych objawów. Zdarza się, że zmiana zostaje wykryta przypadkowo podczas badań obrazowych wykonywanych z innych wskazań.

Dlaczego zdecydowano się na usunięcie płata płuca?

W przypadku odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów z operacyjnym niedrobnokomórkowym rakiem płuca leczenie chirurgiczne może być prowadzone z zamiarem całkowitego usunięcia nowotworu.

Jedną ze standardowych metod jest lobektomia, czyli usunięcie płata płuca zawierającego zmianę nowotworową. Prawe płuco składa się z trzech płatów, a lewe z dwóch. Usunięcie jednego z nich nie oznacza więc usunięcia całego płuca.

Celem operacji jest wycięcie guza z odpowiednim marginesem zdrowych tkanek. Istotnym elementem oceny onkologicznej jest również sprawdzenie regionalnych węzłów chłonnych, ponieważ obecność komórek nowotworowych w tych strukturach wpływa na określenie stopnia zaawansowania choroby i planowanie dalszego postępowania.

W przypadku Leona XIV zastosowano technikę wspomaganą obrazowaniem wideo. Tego rodzaju małoinwazyjne podejście chirurgiczne może ograniczać uraz operacyjny i ułatwiać rekonwalescencję u odpowiednio dobranych pacjentów.

Co decyduje o rokowaniu po operacji raka płuca?

W przypadku niedrobnokomórkowego raka płuca jednym z najważniejszych czynników prognostycznych jest stopień zaawansowania choroby w momencie rozpoznania. Znaczenie mają przede wszystkim wielkość guza, obecność lub brak przerzutów do węzłów chłonnych, możliwość całkowitego usunięcia zmiany oraz jej cechy histopatologiczne.

Według danych American Cancer Society pięcioletnie przeżycie względne pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca ograniczonym do narządu wynosi około 67%. W przypadku choroby z zajęciem okolicznych struktur lub regionalnych węzłów chłonnych wskaźnik ten wynosi około 40%. Są to jednak dane populacyjne, obejmujące pacjentów o różnym stanie zdrowia i przebiegu choroby. Nie pozwalają one określić indywidualnego rokowania konkretnej osoby.

W odniesieniu do papieża Leona XIV istotne jest, że według przekazanych informacji zmiana została wykryta na wczesnym etapie, a lekarze zdecydowali się na jej chirurgiczne usunięcie. Nie podano jednak dotychczas pełnego wyniku pooperacyjnego badania histopatologicznego, w tym informacji niezbędnych do ostatecznego określenia stopnia zaawansowania nowotworu. Nie można więc obecnie przesądzać, czy zabieg będzie jedyną konieczną metodą leczenia.

Czy po operacji konieczne jest dalsze leczenie?

Nie każdy pacjent po chirurgicznym usunięciu raka płuca wymaga chemioterapii, immunoterapii lub leczenia ukierunkowanego molekularnie.

W części przypadków wczesnego, całkowicie usuniętego niedrobnokomórkowego raka płuca wystarczające może być leczenie operacyjne i późniejsza obserwacja onkologiczna. W innych sytuacjach, w zależności od stopnia zaawansowania, wyniku badania histopatologicznego i cech molekularnych nowotworu, rozważa się leczenie uzupełniające, którego celem jest zmniejszenie ryzyka nawrotu choroby.

Współczesna onkologia dysponuje kilkoma możliwościami takiego postępowania. Obejmują one chemioterapię, immunoterapię oraz terapie celowane, stosowane u pacjentów z określonymi zmianami molekularnymi, m.in. w genach EGFR lub ALK. O wyborze leczenia decydują wskazania kliniczne i wyniki odpowiednich badań, a nie samo rozpoznanie gruczolakoraka.

Rekonwalescencja po zabiegu przebiega prawidłowo

Z komunikatu Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej z 14 października wynika, że wyniki badań krwi i kontrolnego zdjęcia rentgenowskiego klatki piersiowej odpowiadają oczekiwanemu przebiegowi pooperacyjnemu. Papież rozpoczął fizjoterapię oddechową, zaczął chodzić po pokoju i powrócił do normalnego przyjmowania posiłków.

Po operacjach resekcyjnych płuca ważną rolę odgrywa stopniowa mobilizacja pacjenta, odpowiednia kontrola bólu oraz fizjoterapia oddechowa. Postępowanie to wspiera odzyskiwanie sprawności, ułatwia prawidłową wentylację pozostałej tkanki płucnej i pomaga ograniczać ryzyko powikłań pooperacyjnych.

Powrót do pełnej aktywności zależy jednak od wielu czynników, w tym wydolności oddechowej przed operacją, rozległości zabiegu, wieku, chorób współistniejących oraz indywidualnego przebiegu rekonwalescencji.

Przypadek Leona XIV zwraca uwagę na istotne znaczenie wczesnego rozpoznania raka płuca. Nowotwór wykryty w stadium umożliwiającym radykalne leczenie chirurgiczne daje większe możliwości skutecznej terapii niż choroba rozpoznana w stadium rozsiewu. Jednocześnie dalsze postępowanie zawsze powinno opierać się na pełnej diagnostyce i indywidualnej ocenie onkologicznej.

W przypadku papieża dostępne informacje wskazują na prawidłowy przebieg rekonwalescencji po operacji. Na bardziej szczegółową ocenę rokowania należy jednak poczekać do zakończenia diagnostyki pooperacyjnej.

Źródło: Vatican News

Współczesna onkologia daje kobietom z rakiem piersi coraz większe szanse nie tylko na skuteczne leczenie, ale również na zachowanie jakości życia i realizację planów osobistych, w tym macierzyństwa. Nadal jednak wyzwaniem pozostaje zbyt mała liczba kobiet korzystających z badań profilaktycznych oraz zapewnienie równego dostępu do kompleksowej diagnostyki i terapii. O tym, jak zwiększyć skuteczność profilaktyki, wykorzystać możliwości medycyny personalizowanej i lepiej odpowiadać na potrzeby pacjentek, dyskutowali eksperci podczas konferencji „Profilaktyka. Postęp. Przyszłość.”, zorganizowanej przez Narodowy Instytut Onkologii – PIB we współpracy z Polskim Towarzystwem Onkologii Klinicznej z okazji Miesiąca Świadomości Raka Piersi.

Jak skuteczniej zachęcać kobiety do badań profilaktycznych? Jak postęp w diagnostyce i leczeniu raka piersi zmienia rokowania i jakość życia pacjentek? Czy diagnoza nowotworu musi oznaczać rezygnację z planów dotyczących macierzyństwa? To najważniejsze zagadnienia konferencji „Profilaktyka. Postęp. Przyszłość.”, zorganizowanej w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowym Instytucie Badawczym z okazji Miesiąca Świadomości Raka Piersi.

Tytuł konferencji wyznacza trzy kierunki dyskusji, które wspólnie tworzą obraz współczesnej opieki nad kobietami z rakiem piersi. Dziś jej celem jest nie tylko jak najskuteczniejsze leczenie nowotworu, ale również zapewnienie pacjentkom możliwości powrotu do codziennego życia, realizowania planów osobistych i zawodowych oraz zachowania możliwie najlepszej jakości życia.

Profilaktyka – wykorzystać możliwości, które już mamy

Rak piersi należy do najczęściej rozpoznawanych nowotworów złośliwych u kobiet. Choć wczesne wykrycie choroby istotnie zwiększa szanse na skuteczne leczenie, zgłaszalność na badania przesiewowe w Polsce pozostaje niewystarczająca. Tymczasem dostęp do mammografii jest dziś znacznie łatwiejszy – kobiety mogą korzystać z bezpłatnego programu badań przesiewowych, a rozwiązania cyfrowe, w tym Internetowe Konto Pacjenta, ułatwiają znalezienie terminu i zapisanie się na badanie.

Podczas pierwszego panelu eksperci Narodowego Instytutu Onkologii, przedstawiciele instytucji publicznych oraz organizacji pacjenckich rozmawiają o tym, dlaczego mimo dostępności badań wciąż tak wiele kobiet z nich nie korzysta. Dyskusja dotyczy również nowych sposobów edukacji zdrowotnej, oceny indywidualnego ryzyka zachorowania oraz znaczenia wczesnego rozpoznania nowotworu dla możliwości całkowitego wyleczenia.

Postęp – coraz większe możliwości diagnostyki i leczenia

Ostatnie lata przyniosły istotne zmiany w leczeniu raka piersi. Rozwój diagnostyki obrazowej, patomorfologicznej i molekularnej pozwala coraz dokładniej określać charakter nowotworu i dobierać optymalną terapię. Nowoczesne leki, udoskonalone metody chirurgiczne i radioterapia sprawiają, że pacjentki mają dziś znacznie więcej możliwości leczenia, również w zaawansowanych stadiach choroby.

Jednocześnie coraz większego znaczenia nabiera kompleksowa, skoordynowana opieka, realizowana m.in. w wyspecjalizowanych ośrodkach Breast Cancer Unit. Łączy ona wiedzę i doświadczenie specjalistów różnych dziedzin – od diagnostyki i leczenia, przez rehabilitację, aż po wsparcie psychologiczne. Podczas konferencji omawiana jest również rola Krajowej Sieci Onkologicznej w zapewnianiu pacjentkom dostępu do odpowiedniej opieki, niezależnie od miejsca zamieszkania.

Przyszłość – życie, które nie kończy się na diagnozie

Coraz skuteczniejsze leczenie sprawia, że rozmowa o raku piersi nie może ograniczać się wyłącznie do samej choroby. Równie istotne stają się pytania o życie w trakcie terapii i po jej zakończeniu – powrót do pracy, aktywność społeczną, relacje rodzinne i realizację osobistych planów.

Szczególne miejsce w programie konferencji zajmuje onkopłodność, czyli zagadnienia związane z zachowaniem płodności u pacjentek leczonych onkologicznie. Dla młodych kobiet rozpoznanie raka piersi często wiąże się z obawami o możliwość posiadania dzieci w przyszłości. Tymczasem współczesna medycyna oferuje rozwiązania pozwalające części pacjentek zabezpieczyć płodność przed rozpoczęciem leczenia, a w odpowiednio dobranych sytuacjach również bezpiecznie planować ciążę po zakończeniu terapii. Warunkiem jest odpowiednio wczesna rozmowa, indywidualna ocena medyczna i współpraca specjalistów.

W konferencji uczestniczą przedstawiciele Narodowego Instytutu Onkologii – PIB, Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, Ministerstwa Zdrowia, Centrum e-Zdrowia, środowiska naukowego oraz organizacji pacjenckich. Wśród ekspertów znaleźli się m.in. dr hab. n. med. Beata Jagielska, dyrektor NIO-PIB, prof. Maciej Krzakowski, prezes PTOK, prof. Zbigniew Nowecki, prof. Barbara Radecka, dr Katarzyna Pogoda, prof. Paweł Koczkodaj i dr hab. Michał Jarząb z NIO w Gliwicach. W dyskusji uczestniczą również Katarzyna Piekarska, przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Profilaktyki Nowotworowej – RAK STOP, oraz dr Michał Chrobot z Ministerstwa Zdrowia. Ważną częścią spotkania jest głos przedstawicielek organizacji pacjenckich i kobiet, które dzielą się własnymi doświadczeniami choroby.

Konferencja pokazuje, że skuteczna walka z rakiem piersi wymaga równoczesnych działań w wielu obszarach – od zwiększania udziału w badaniach profilaktycznych, przez zapewnienie dostępu do nowoczesnych terapii, po kompleksowe wsparcie w powrocie do zdrowia i codziennego życia. Bo miarą postępu w onkologii jest nie tylko skuteczność leczenia, lecz także przyszłość, jaką możemy zaoferować pacjentkom.

Źródło: NIO

Narodowy Fundusz Zdrowia podpisał pierwsze umowy z placówkami, które będą wykonywać bezpłatną niskodawkową tomografię komputerową w ramach nowego programu profilaktyki raka płuca. Pierwsi pacjenci mają skorzystać z badań w drugiej połowie października. Do programu będzie można zgłosić się bez skierowania.

Nowy program profilaktyki raka płuca zaczyna działać w praktyce. We wrześniu oddziały Narodowego Funduszu Zdrowia we wszystkich województwach ogłosiły konkursy dla placówek zainteresowanych jego realizacją. Teraz Fundusz poinformował o podpisaniu pierwszych umów. Obowiązują one od 1 października 2026 roku.

Pierwsze placówki wyłoniono w województwach małopolskim, świętokrzyskim i wielkopolskim. NFZ zapowiada, że lista będzie sukcesywnie rozszerzana wraz z rozstrzyganiem kolejnych konkursów.

– Dążymy do zabezpieczenia tych świadczeń we wszystkich województwach. Chcemy zakontraktować co najmniej 32 placówki, ale nie wykluczamy, że będzie ich więcej – zapowiada Paweł Florek, dyrektor Biura Komunikacji Społecznej i Promocji w Centrali NFZ.

Pierwsi pacjenci mają móc zgłaszać się na badania w drugiej połowie października 2026 roku. Program docelowo ma być dostępny w całym kraju.

Kto będzie mógł skorzystać z bezpłatnego badania?

Podstawowym badaniem wykonywanym w ramach programu będzie niskodawkowa tomografia komputerowa klatki piersiowej (NDTK). To badanie wykorzystywane do wykrywania zmian w płucach na wczesnym etapie, kiedy choroba może jeszcze nie powodować żadnych charakterystycznych objawów.

Program jest skierowany przede wszystkim do osób z wieloletnią historią palenia tytoniu. Zakwalifikować mogą się:

Paczkolata pozwalają określić łączną ekspozycję na dym tytoniowy. Jedno paczkorok oznacza palenie jednej paczki, czyli 20 papierosów dziennie przez rok. Osoba paląca paczkę dziennie przez 20 lat ma więc historię 20 paczkolat. Taki sam wynik dotyczy osoby, która paliła dwie paczki dziennie przez 10 lat.

Bez skierowania i bez opłat

Do programu nie będzie potrzebne skierowanie od lekarza. Osoba spełniająca kryteria będzie mogła zgłosić się bezpośrednio do placówki posiadającej umowę z NFZ na jego realizację.

Badania będą bezpłatne. Co istotne, świadczenia w programie są nielimitowane – NFZ ma zapłacić za każde prawidłowo wykonane badanie u osoby spełniającej kryteria kwalifikacji.

Lista placówek będzie dostępna w wyszukiwarce NFZ „Gdzie się leczyć” i aktualizowana wraz z podpisywaniem kolejnych umów.

Nie we wszystkich województwach program wystartuje jednocześnie

Uruchamianie programu będzie odbywać się stopniowo. W części województw postępowania konkursowe nadal trwają, a w niektórych NFZ musi je powtórzyć.

Dotyczy to m.in. województw dolnośląskiego, opolskiego i podlaskiego. Według NFZ w tych regionach program prawdopodobnie rozpocznie się w listopadzie. W województwie opolskim do pierwszego konkursu zgłosiła się jedna placówka, ale nie spełniła wymaganych warunków.

Placówki chcące realizować program muszą spełnić określone wymagania dotyczące m.in. sprzętu i wykwalifikowanej kadry medycznej.

Dlaczego niskodawkowa tomografia jest tak ważna?

Rak płuca pozostaje w Polsce najczęstszą przyczyną zgonów z powodu nowotworów. Według przytoczonych przez NFZ danych Krajowego Rejestru Nowotworów w Polsce odnotowuje się około 20,7 tys. nowych zachorowań rocznie, a około 26 tys. osób umiera z powodu raka płuca. Z paleniem tytoniu związanych jest 85–90 proc. zachorowań. NFZ wskazuje również na prognozy, według których w 2029 roku liczba zachorowań może sięgnąć około 32,5 tys.

Jednym z największych problemów pozostaje późne rozpoznawanie choroby. Rak płuca we wczesnych stadiach może przez długi czas nie powodować charakterystycznych dolegliwości. Właśnie dlatego program kierowany jest do osób, które ze względu na wiek i historię palenia mają zwiększone ryzyko zachorowania.

– Wczesne wykrycie zmian nowotworowych jest bardzo ważne, ponieważ znacznie zwiększa szanse na skuteczne leczenie. Po to właśnie resort zdrowia włączył niskodawkową tomografię komputerową do bezpłatnych programów profilaktycznych finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia – podkreśla lek. Michał Dzięgielewski z Centrali NFZ

Źródło: NFZ

Światowy Dzień Onkologii, przypadający 4 października, to okazja, by zwrócić uwagę nie tylko na profilaktykę i wczesne wykrywanie choroby nowotworowej, ale także na rozwój metod jej leczenia. Postęp w onkologii obejmuje bowiem rozwiązania, które pozwalają lekarzom coraz precyzyjniej planować i przeprowadzać zabiegi operacyjne. – W przypadku raka piersi istotnym elementem jest ocena tzw. węzła wartowniczego – pierwszego węzła chłonnego, do którego spływa chłonka z obszaru objętego zmianą nowotworową. Do jego lokalizacji wykorzystywana jest zieleń indocyjaninowa (ICG) oraz specjalny system obrazowania fluorescencyjnego – podkreśla lek. Paweł Gruszecki, ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego w Szpitalu im. R. Weigla w Blachowni, Scanmed.

Węzeł wartowniczy to pierwszy węzeł chłonny, do którego spływa chłonka z obszaru objętego zmianą nowotworową. Jego odnalezienie i ocena mogą dostarczyć lekarzom informacji istotnych dla określenia stopnia zaawansowania choroby i zaplanowania dalszego leczenia.

Zieleń indocyjaninowa jest barwnikiem, który po podaniu w okolicy guza lub w określony przez lekarza obszar może być wykrywany za pomocą specjalnego systemu obrazowania fluorescencyjnego. Podczas zabiegu drogi limfatyczne i węzeł wartowniczy stają się widoczne na monitorze, co ułatwia chirurgowi ich zlokalizowanie.

– Zastosowanie zieleni indocyjaninowej pozwala nam precyzyjnie zlokalizować węzły, które jako pierwsze odbierają chłonkę z okolicy zmiany nowotworowej. Dzięki temu możemy ograniczyć zakres usuwania węzłów chłonnych do niezbędnego minimum u odpowiednio zakwalifikowanych pacjentek – mówi lek. Paweł Gruszecki.

Mniej rozległa ingerencja, mniejsze ryzyko powikłań

Ocena węzła wartowniczego może pozwolić uniknąć usuwania większej liczby węzłów, jeśli nie ma wskazań do rozszerzenia zabiegu. Ma to znaczenie m.in. w leczeniu raka piersi oraz wybranych nowotworów ginekologicznych, w tym raka endometrium i raka szyjki macicy. Ograniczenie zakresu operacji może zmniejszyć ryzyko zaburzeń odpływu chłonki i związanych z nimi obrzęków – w przypadku raka piersi dotyczących przede wszystkim kończyny górnej, a przy nowotworach ginekologicznych kończyn dolnych.

– Wykorzystanie ICG pozwala ograniczyć zakres ingerencji chirurgicznej, a tym samym może zmniejszyć ryzyko powikłań związanych z usuwaniem większej liczby węzłów chłonnych. To szczególnie istotne dla jakości życia pacjentek po leczeniu onkologicznym – podkreśla lek. Paweł Gruszecki.

Alternatywa dla znacznika radioaktywnego

ICG nie wykorzystuje promieniowania jonizującego. W porównaniu z metodami z użyciem radioaktywnego technetu oznacza to możliwość wykonania mapowania węzłów bez narażenia pacjenta i personelu na promieniowanie związane ze stosowaniem radioznacznika.

– Jest to rozwiązanie, które coraz częściej znajduje zastosowanie w chirurgii onkologicznej – stwierdza lek. Paweł Gruszecki.

Kompleksowe leczenie onkologiczne

W Szpitalu im. Rudolfa Weigla w Blachowni prowadzona jest diagnostyka i leczenie pacjentek z nowotworami ginekologicznymi w ramach tak zwanej procedury DiLO. Obejmuje m.in. diagnostykę obrazową i laboratoryjną oraz leczenie operacyjne. W zależności od rodzaju i zaawansowania choroby zabiegi wykonywane są metodami małoinwazyjnymi, m.in. laparoskopowo, a w bardziej zaawansowanych przypadkach również z wykorzystaniem klasycznego dostępu przez powłoki brzuszne.

Źródło: inf pras

Polscy eksperci opracowali nowe wytyczne diagnostyczno-terapeutyczne dotyczące raka trzustki, bazujące na rekomendacjach National Comprehensive Cancer Network (NCCN). Dokument uwzględnia nie tylko aktualną wiedzę medyczną, ale także dostępność technologii, organizację opieki i zasady finansowania leczenia w Polsce. Ma wspierać lekarzy w podejmowaniu decyzji na kolejnych etapach diagnostyki i terapii pacjentów z tym nowotworem.

Rak trzustki należy do nowotworów, których wczesne rozpoznanie jest szczególnie trudne. Choroba początkowo może nie powodować wyraźnych dolegliwości, a pojawiające się objawy bywają nieswoiste. W rezultacie wielu pacjentów dowiaduje się o niej dopiero wtedy, gdy możliwości leczenia są już bardziej ograniczone. Dalsze postępowanie wymaga dokładnej oceny stopnia zaawansowania choroby, możliwości przeprowadzenia operacji oraz stanu zdrowia pacjenta. Każdy z tych elementów wpływa na wybór leczenia, dlatego tak ważne są jasne, aktualne zalecenia, które pomagają zespołom medycznym podejmować decyzje na kolejnych etapach opieki.

Międzynarodowe zalecenia dostosowane do polskich realiów

Zespół polskich ekspertów pod kierownictwem prof. Lucjana Wyrwicza, zakończył prace nad opracowaniem wytycznych diagnostyczno-terapeutycznych National Comprehensive Cancer Network (NCCN) w zakresie raka trzustki. Opracowanie stanowi adaptację amerykańskich rekomendacji do realiów polskiego systemu ochrony zdrowia, uwzględniając krajowe uwarunkowania organizacyjne, dostępność technologii oraz zasady finansowania świadczeń. Dokument jest efektem wielomiesięcznej pracy interdyscyplinarnego zespołu ekspertów, realizowanej w ścisłej współpracy ze stroną amerykańską. Priorytetem było zachowanie zgodności z międzynarodowymi standardami przy jednoczesnym zapewnieniu użyteczności dokumentu w codziennej praktyce klinicznej w Polsce.

Proces opracowania dokumentu prowadzony był także z udziałem Krajowego Ośrodka Monitorującego (KOM), funkcjonującego w strukturach NIO-PIB i odpowiedzialnego za koordynację prac nad wytycznymi zgodnie z przepisami ustawy o Krajowej Sieci Onkologicznej. Zgodnie z obowiązującą procedurą, opracowane dokumenty przekazywane są do Krajowej Rady Onkologicznej, która opiniuje je i przedstawia Ministrowi Zdrowia jako podstawę do wydania lub aktualizacji kluczowych zaleceń w formie obwieszczenia.

W materiale uwzględniono:
•    najnowsze dane naukowe, 
•    aktualne warunki finansowania świadczeń ze środków publicznych, 

co pozwala na lepsze odzwierciedlenie rzeczywistych możliwości terapeutycznych dostępnych w Polsce.

Znaczenie wytycznych

Wytyczne diagnostyczno-terapeutyczne stanowią kluczowe narzędzie wspierające lekarzy w podejmowaniu decyzji klinicznych, umożliwiając prowadzenie terapii zgodnie z aktualną wiedzą medyczną i obowiązującymi uwarunkowaniami systemowymi. 

Nowe wytyczne dostępne są na stronie Krajowego Ośrodka Monitorującego:

Czym są wytyczne NCCN

Wytyczne National Comprehensive Cancer Network (NCCN) to zestaw zaleceń klinicznych opracowywanych na podstawie wysokiej jakości dowodów naukowych oraz konsensusu międzynarodowego grona ekspertów. Celem jest zapewnienie pacjentom dostępu do skutecznej, bezpiecznej i kompleksowej opieki – od profilaktyki i diagnostyki, po leczenie i wsparcie.
Stanowią one istotne wsparcie dla wszystkich uczestników systemu ochrony zdrowia – lekarzy, pielęgniarek, farmaceutów, decydentów oraz samych pacjentów i ich rodzin. Proces ich tworzenia ma charakter ciągły i opiera się na systematycznej analizie najnowszych danych naukowych, co czyni je jednymi z najbardziej aktualnych i szczegółowych rekomendacji klinicznych w onkologii.

Ich implementacja w krajowym systemie ochrony zdrowia sprzyja zapewnieniu opieki wysokiej jakości – skutecznej, bezpiecznej i zorientowanej na potrzeby pacjenta.

Źródło: NIO

Kiedy w czerwcu 2025 roku powstawała Koalicja OnkoZdrowia Kobiet, pięć organizacji pacjenckich wchodzących w jej skład wskazało dziesięć rekomendacji na rzecz poprawy opieki w obszarze nowotworów kobiecych. Dotyczyły one całej ścieżki pacjentki – od profilaktyki i diagnostyki, przez jakość i organizację leczenia, po dostęp do nowoczesnych terapii i wsparcie po zakończeniu leczenia. Kilkanaście miesięcy później Koalicja wraca do tych postulatów wspólnie z ekspertami i pyta, które z nich przełożyły się już na realną zmianę dla pacjentek, a gdzie problemy pozostają nierozwiązane.

Wśród postulatów znalazły się m.in. stworzenie spójnej ścieżki pacjentki, skrócenie czasu diagnostyki i rozpoczęcia leczenia, monitorowanie jakości i efektywności opieki, zapewnienie dostępu do terapii zgodnych z aktualną wiedzą medyczną, koncentracja specjalistycznego leczenia w doświadczonych ośrodkach, poprawa dostępu do diagnostyki molekularnej oraz oznaczeń immunohistochemicznych czynników predykcyjnych, wzmocnienie roli koordynatorów oraz rozwój profilaktyki, edukacji i wsparcia pacjentek.

Raport z grudnia 2025 r. „Dogonić Europę – zdrowie kobiet w Polsce, perspektywa onkologiczna” pozwolił te postulaty skonfrontować z danymi i doświadczeniem klinicystów. Wskazał m.in. problemy z kompletnością diagnostyki, rozproszeniem chirurgii ginekologiczno-onkologicznej, wykorzystaniem danych do oceny jakości leczenia oraz niespójnością między coraz bardziej precyzyjnymi terapiami a dostępnością diagnostyki niezbędnej do właściwej kwalifikacji pacjentek. To właśnie do tych wyzwań Koalicja OnkoZdrowia Kobiet wraca dziś, stawiając pytanie o efekty zmian wprowadzanych w systemie.

KSO dostała nowe narzędzia. Teraz pytanie, jak zmierzymy jakość

Jedna z rekomendacji raportu „Dogonić Europę” dotyczyła odejścia od prostego liczenia wykonanych świadczeń na rzecz rzeczywistego monitorowania jakości opieki. Koalicja postulowała m.in., aby dane pozwalały ocenić kompletność diagnostyki oraz wykonanie kluczowych etapów ścieżki pacjenta.

W tym obszarze od publikacji raportu zaszła konkretna zmiana legislacyjna. Nowelizacja ustawy o Krajowej Sieci Onkologicznej z 3 lipca 2026 r., obowiązująca od 11 sierpnia, wprowadziła do ustawy m.in. definicję ciągłości opieki onkologicznej oraz pojęcie kluczowych wskaźników jakości opieki onkologicznej. Sama ustawa o KSO przewiduje natomiast analizowanie danych dotyczących realizacji zaleceń klinicznych, wskaźników jakości i ścieżek pacjenta przez Krajowy Ośrodek Monitorujący.

– Krajowa Sieć Onkologiczna ma porządkować ścieżkę pacjenta i zapewniać ciągłość opieki. Kluczowe jest teraz, aby rozwiązania zapisane w ustawie – w tym koordynacja i wskaźniki jakości – były widoczne w codziennej praktyce. Dla pacjentki oznacza to przede wszystkim sprawniejsze przechodzenie między kolejnymi etapami diagnostyki i leczenia oraz mniejsze ryzyko zagubienia w systemie – mówi dr n. o zdr. Michał Chrobot, dyrektor Departamentu Opieki Koordynowanej w Ministerstwie Zdrowia.

– Wprowadzenie kluczowych wskaźników jakości do Krajowej Sieci Onkologicznej jest potrzebnym krokiem, ale najważniejsze będzie teraz to, co rzeczywiście zaczniemy mierzyć. Nie wystarczy wiedzieć, ile wykonano badań czy procedur. Powinniśmy móc ocenić kompletność i czas diagnostyki, zgodność postępowania ze standardem oraz wyniki leczenia. Dopiero takie dane pozwolą porównywać jakość opieki, wychwytywać różnice pomiędzy ośrodkami i poprawiać te elementy ścieżki pacjenta, które nie działają. Temu m.in. ma służyć eDILO – mówi prof. Piotr Rutkowski, kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków Narodowego Instytutu Onkologii.

To jest też istotna zmiana względem debaty sprzed roku: pytanie nie brzmi już wyłącznie, czy system powinien monitorować jakość, ale czy nowe narzędzia KSO pozwolą robić to w sposób użyteczny klinicznie.

Rak jajnika: referencyjność nie może kończyć się na nazwie ośrodka

Drugim z kluczowych postulatów Koalicji była koncentracja leczenia zabiegowego w ośrodkach posiadających odpowiednie doświadczenie. Raport wskazywał na problem rozproszenia chirurgii raka jajnika i postulował, aby planowe operacje wykonywały stałe, wyspecjalizowane zespoły.
 Eksperci podkreślali, że liczba wykonywanych zabiegów znacząco różni się pomiędzy ośrodkami, a miejsce leczenia nie zawsze jest dostatecznie powiązane z doświadczeniem i kompetencjami zespołu, co może wpływać na jakość opieki nad pacjentem.

KSO z założenia wprowadza poziomy referencyjne i uzależnia kwalifikację ośrodków m.in. od personelu, możliwości diagnostyczno-terapeutycznych, liczby leczonych pacjentów oraz wykonywanych procedur. Tym samym system ma już instrumenty, które mogą wspierać większą koncentrację najbardziej złożonego leczenia. Kluczowe staje się ich praktyczne wykorzystanie.

– Referencyjność nie może oznaczać wyłącznie przypisania szpitalowi określonego poziomu
 w strukturze. W raku jajnika liczy się realne doświadczenie zespołu, odpowiednia kwalifikacja pacjentki, możliwość wykonania rozległego zabiegu i zapewnienie całego dalszego leczenia. KSO daje możliwość uporządkowania tego obszaru, ale jej skuteczność będziemy mogli ocenić dopiero wtedy, gdy pacjentka będzie rzeczywiście kierowana do ośrodka odpowiedniego do złożoności jej choroby, a jakość leczenia będzie mierzona
– mówi prof. Radosław Mądry, kierownik Kliniki Ginekologii Onkologicznej Instytutu Onkologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej.

Nowoczesne leczenie wymaga nowoczesnej diagnostyki

Trzecim problemem jest rosnące znaczenie diagnostyki predykcyjnej. Już przy premierze raportu „Dogonić Europę” eksperci wskazywali, że decyzja o zastosowaniu coraz większej liczby terapii zależy od wyników badań immunohistochemicznych oraz molekularnych. W raporcie podkreślano znaczenie m.in. statusu HRD w raku jajnika, dMMR/pMMR w raku trzonu macicy czy ekspresji PD-L1 lub receptora FRα w platynoopornym raku jajnika.

To zmienia również sposób myślenia o dostępności leczenia. Refundacja leku nie rozwiązuje problemu, jeśli nie towarzyszy jej sprawnie zorganizowana, odpowiednio finansowana i terminowo wykonywana diagnostyka, umożliwiająca szybkie wyłonienie pacjentek kwalifikujących się do terapii. Dlatego jednym z pytań pozostaje to, czy w ciągu ostatniego roku diagnostyka zaczęła nadążać za coraz bardziej precyzyjnym leczeniem.

Szczególnie złożona pozostaje sytuacja w raku jajnika. Tu problem zaczyna się jeszcze przed rozpoznaniem choroby i nie kończy wraz z pierwszą linią terapii.

– W raku jajnika ogromne znaczenie ma cała droga pacjentki – od momentu pojawienia się pierwszych objawów, przez diagnostykę i kwalifikację do leczenia, aż po decyzje podejmowane przy nawrocie choroby. To nowotwór, który często długo daje niespecyficzne objawy, dlatego kluczowe jest sprawne przeprowadzenie pacjentki przez kolejne etapy diagnostyki i skierowanie jej do ośrodka, który ma doświadczenie w leczeniu tej choroby. Sytuacja staje się jeszcze bardziej złożona, gdy dochodzi do nawrotu i rozwoju platynooporności – obecnie potrzebujemy dla takich pacjentek nowych możliwości terapeutycznych dostosowanych do biologii nowotworu oraz aktualnej sytuacji klinicznej pacjentki – mówi prof. Anita Chudecka-Głaz, kierownik Kliniki Ginekologii Operacyjnej i Onkologii Ginekologicznej Dorosłych i Dziewcząt USK2 PUM w Szczecinie, konsultant wojewódzki i prezes elekt Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej.

Rak piersi: postęp trzeba mierzyć nie tylko liczbą refundowanych terapii

Rak piersi pozostaje obszarem, w którym w ostatnich latach nastąpił szczególnie duży postęp
 w dostępie do nowoczesnych terapii. Sam raport „Dogonić Europę” wskazywał jednak, że poprawa formalnego dostępu do leczenia nie zamyka dyskusji o jakości opieki. Standardy terapeutyczne zmieniają się szybko, dlatego Koalicja postulowała mechanizm dostosowania zakresu refundacji do aktualnych rekomendacji towarzystw naukowych.

Formalna dostępność określonych terapii nie oznacza jeszcze rzeczywistego dostępu do optymalnego leczenia. O jakości systemu decydują również wyniki leczenia, czas rozpoczęcia terapii, kompletność diagnostyki oraz równy dostęp niezależnie od miejsca zamieszkania.

– Rok temu przedstawiłyśmy dziesięć konkretnych rekomendacji. Dziś chcemy spojrzeć nie na deklaracje, ale na efekty. Czy pacjentka szybciej przechodzi przez diagnostykę? Czy wykonywane są badania potrzebne do wyboru leczenia? Czy trafia do ośrodka mającego odpowiednie doświadczenie? I czy potrafimy sprawdzić jakość tego leczenia? Dopiero odpowiedzi na te pytania pokażą nam, ile zrobiliśmy przez ostatni rok i czego nadal brakuje  – mówi Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej, współzałożycielka Koalicji OnkoZdrowia Kobiet.

Koalicja OnkoZdrowia Kobiet wróciła do dziesięciu postulatów sformułowanych przy jej powołaniu, a następnie rozwiniętych w raporcie „Dogonić Europę – zdrowie kobiet w Polsce, perspektywa onkologiczna”. Stały się one punktem wyjścia do debaty eksperckiej w Narodowym Instytucie Onkologii, w której udział wzięli m.in. prof. Piotr Rutkowski, prof. Radosław Mądry, prof. Anita Chudecka-Głaz, dr Anna Dańska-Bidzińska, dr Katarzyna Pogoda i prof. Renata Duchnowska, a także przedstawiciele instytucji publicznych i organizacji pacjenckich. Wnioski
 z dyskusji zostaną wykorzystane do przygotowania zaktualizowanego raportu Koalicji, którego premiera planowana jest na grudzień.

Źródło: inf pras

Nowoczesne terapie przeciwnowotworowe coraz częściej wymagają wcześniejszego poznania biologii nowotworu. Problem w tym, że dostęp do odpowiedniej diagnostyki nadal nie jest równy i powszechny, a materiał pobrany od pacjenta potrafi krążyć pomiędzy kilkoma placówkami. Eksperci wskazują, że nie zawsze potrzeba więcej badań i więcej pieniędzy – potrzebna jest przede wszystkim spójna ścieżka, jasno określone standardy i odpowiedzialność za przeprowadzenie pacjenta przez cały proces diagnostyczny.

Nowoczesne leczenie zaczyna się od właściwej diagnostyki

W części nowotworów wynik badania molekularnego nie jest już dodatkową informacją, ale jednym z elementów niezbędnych do prawidłowego rozpoznania choroby i wyboru leczenia. Dostępność nowoczesnych terapii nie oznacza więc jeszcze, że każdy pacjent, który mógłby z nich skorzystać, rzeczywiście otrzyma taką możliwość.

Na problem nierówności w dostępie do diagnostyki zwracali uwagę eksperci podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. profilaktyki nowotworowej – RAK STOP, poświęconego diagnostyce molekularnej jako warunkowi nowoczesnego leczenia onkologicznego.

Szczególnie dobrze widać to w raku płuca, w którym zakres zmian molekularnych mających znaczenie dla wyboru terapii systematycznie się zwiększa.

– Jeżeli nie zrobimy tego dobrze od początku, to niestety pacjent straci szansę na personalizowane leczenie, na leczenie nowoczesne immunoterapią, immunochemioterapią w programie lekowym. Czyli mamy bardzo dobrze zaopatrzone programy lekowe, mamy dostęp do świetnych nowoczesnych terapii, ale przez braki w dostępie do diagnostyki część pacjentów, i to spora część pacjentów, traci tę szansę – podkreślała Aleksandra Wilk, dyrektor Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘ LECZY, członkini Forum Nowoczesnej Diagnostyki.

Problem zaczyna się już na poziomie dostępu do badań.

– Dostęp do diagnostyki molekularnej jest w dalszym ciągu uzależniony trochę od kodu pocztowego, czyli są nierówności w dostępie do tej diagnostyki. Niestety pacjenci z mniejszych ośrodków takiej opcji nie mają. Muszą wędrować po Polsce, muszą szukać miejsc, gdzie ta diagnostyka będzie wykonana w sposób optymalny – mówiła Aleksandra Wilk.

Materiał krąży, a pacjent czeka

Ścieżka diagnostyczna może dziś obejmować kilka niezależnych placówek. Materiał pobrany w jednym szpitalu trafia do zakładu patomorfologii w drugim ośrodku, następnie wynik wraca do placówki zlecającej, a materiał musi zostać przekazany dalej na badania molekularne. Jeżeli pomiędzy podmiotami brakuje odpowiednich umów lub sprawnego sposobu przekazywania materiału, kolejne etapy zaczynają funkcjonować niezależnie od siebie.

– To wyzwanie, które przed nami jest, to po prostu rozproszenie tej diagnostyki. […] Materiał pacjentów z rakiem płuca krąży po Polsce – mówiła Aleksandra Wilk.

Zdaniem prof. Andrzeja Marszałka, konsultanta krajowego w dziedzinie patomorfologii, eksperta odpowiedzialności za połączenie tych etapów nie można przerzucać na chorego. – Problem diagnostyki to nie jest problem pacjenta, tylko to musi być systemowo załatwione i to leży na podmiocie, który się zajął pacjentem. Taka była chyba idea Krajowej Sieci Onkologicznej, że niezależnie od tego, gdzie pacjent trafi, to on w całym kraju, niezależnie od sieci dróg bitych czy kodu pocztowego, powinien być tak samo zaopiekowany.

Rozproszenie nie musi przy tym oznaczać, że cały system powinien zostać skupiony w kilku największych instytutach. Nie każda placówka musi również posiadać własne zaplecze pozwalające na wykonanie najbardziej zaawansowanych badań. Potrzebny jest natomiast model, w którym kolejne ośrodki tworzą jedną funkcjonalną ścieżkę.

Tygodnie można stracić na samej logistyce

Dr n. med. Andrzej Tysarowski, Kierownik Zakładu Diagnostyki Genetycznej i Genomiki PIM-MSWiA, ekspert Forum Nowoczesnej Diagnostyki, wskazywał, że część barier można ograniczyć bez tworzenia od podstaw nowej infrastruktury diagnostycznej. – W większości przypadków właśnie nie chodzi o finanse, nie chodzi o zakresy działań laboratoriów, tylko właśnie o taką, można powiedzieć, prostą logistykę, organizację i komunikację między sobą.

Jako przykład podaje diagnostykę raka płuca, która – według przedstawionych przez niego informacji – może trwać od dwóch do trzech miesięcy. Problemem są m.in. kolejne przekazania materiału i wyników pomiędzy niezależnymi placówkami.

– Wystarczyłoby, żeby jednostka patomorfologiczna porozumiała się z tym laboratorium zakontraktowanym na zewnątrz i przesłała dalej materiał. Na tym zyskujemy te 2–3 tygodnie cennego czasu, czyli zwykła logistyka, bo jeżeli chodzi o możliwości sprzętowe, jeżeli chodzi o finansowanie, to te rzeczy są w dużej mierze zabezpieczone – podkreślał dr Tysarowski.

W raku płuca dodatkowym problemem może być już samo uzyskanie odpowiedniego materiału. Aleksandra Wilk wskazała na przypadki pacjentów, u których konieczne było jego kilkukrotne pobieranie. Według przedstawionych przez nią danych zdarzały się nawet przypadki pięciu pobrań, natomiast u chorych wymagających trzech pobrań droga od rozpoczęcia diagnostyki do leczenia trwała około pół roku.

– Żebyśmy mogli w ogóle mówić o tym, że będziemy wykonywać diagnostykę molekularną, o której dzisiaj szeroko mówimy, musimy mieć pobrany materiał – mówiła Aleksandra Wilk.

Diagnostyka nie może zaczynać się dopiero wtedy, gdy wybrano terapię

Problem dotyczy jednak nie tylko przepływu materiału pomiędzy ośrodkami. Prof. Bartosz Wasąg, kierownik Laboratorium Genetyki Klinicznej Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, zwracał uwagę na samą konstrukcję ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej.

– Badanie molekularne jest w większości przypadków kosztem wewnątrz hospitalizacji albo tym świadczeniem, które jest uruchamiane po tym, gdy lekarz rozważa kwalifikację do konkretnego programu lekowego. I to jest, myślę, wielki problem, który powoduje wydłużenie diagnostyki, bo wykonanie badania jest konsekwencją decyzji terapeutycznej, a powinno być de facto przesłanką – mówił prof. Bartosz Wasąg.

Diagnostyka molekularna nie może być przy tym traktowana w oderwaniu od wcześniejszej diagnostyki patomorfologicznej, obejmującej – zależnie od nowotworu – również odpowiednie badania immunohistochemiczne i inne metody pozwalające zarówno określić rodzaj choroby, jak i później dobrać leczenie. 

– Bardzo dobrze, że sfinansowano badania molekularne, brakuje pewnych koszyków […], ale finansując trzeci etap, zapomina się na przykład o pełnym sfinansowaniu pierwszego etapu. I do trzeciego część osób nie dojdzie, bo ten pierwszy jest nie do końca załatwiony – wskazał prof. Andrzej Marszałek.

Rozwój diagnostyki molekularnej nie oznacza, że każdy chory powinien mieć wykonywany najszerszy możliwy panel badań. Kluczowe jest określenie, jakie oznaczenia mają rzeczywistą użyteczność kliniczną w danym rozpoznaniu i na konkretnym etapie choroby.

– Nadrzędną cechą użyteczności testów diagnostycznych jest ta użyteczność kliniczna, czyli koncentrujemy się tylko i wyłącznie na biomarkerach czy na zmianach, które są istotne z punktu widzenia chorego, z punktu widzenia klinicysty, które mają wpływ na diagnostykę czy ewentualne leczenie tych chorych. I to należy rozdzielić – podkreśla prof. Wasąg.

Czy NFZ wie, za jaką diagnostykę płaci?

Oprócz samego dostępu do badań coraz większego znaczenia nabiera możliwość oceny ich kompletności i jakości. Aleksandra Wilk zwracała uwagę, że samo rozliczenie procedury nie daje jeszcze odpowiedzi na pytanie, jaki zakres diagnostyki rzeczywiście wykonano.

– W tym momencie NFZ płaci za procedurę, ale my de facto nie wiemy, czy dana jednostka zleciła tylko pojedyncze testy, czyli na przykład samego EGFR-a albo tylko trzy mutacje: EGFR, ALK, ROS1, a może się okazać, że pacjent ma KRAS-a, BRAF-a albo MET-a, na którym mamy leczenie w programie lekowym. Czyli NFZ płaci za procedurę, ale nie sprawdza jakości i generalnie, jakie badania zostały wykonane – mówiła Aleksandra Wilk.

Jednym z proponowanych rozwiązań jest „checklista” kompletności diagnostyki, powiązana z elektroniczną kartą diagnostyki i leczenia onkologicznego. Nie chodzi o wymaganie identycznego zestawu badań u wszystkich chorych, ale o możliwość sprawdzenia, czy wykonano zakres właściwy dla konkretnego rozpoznania.

e-DILO jest wdrażana od sierpnia 2026 roku, a od 1 października ma być dostępna dla pozostałych uprawnionych podmiotów. Ministerstwo Zdrowia wskazuje, że karta ma umożliwiać monitorowanie diagnostyki i leczenia w czasie rzeczywistym; do końca 2026 roku trwa okres przejściowy, w którym możliwe jest jeszcze prowadzenie karty na dotychczasowych zasadach.

– Marzy nam się, żebyśmy mieli informację o jakości i rodzaju wykonywanych badań u pacjentów z rakiem płuca. I wtedy będziemy wiedzieć […], czy są wykonywane te badania, gdzie są wykonywane, jak są wykonywane i za co tak naprawdę NFZ płaci. Generalnie płacimy po prostu za jakość – mówiła Aleksandra Wilk.

Są pierwsze zmiany. Biopsja płynna i oczekiwane Lung Cancer Units

Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że diagnostyka molekularna jest już elementem świadczeń gwarantowanych, choć system musi być dostosowywany do szybko pojawiających się nowych biomarkerów i możliwości terapeutycznych.

– Diagnostyka molekularna staje się integralnym elementem nowoczesnej diagnostyki onkologicznej i generalnie znajduje odzwierciedlenie w zakresie świadczeń gwarantowanych, finansowanych ze środków publicznych. W wielu nowotworach wynik badania molekularnego jest niezbędny do kwalifikacji do leczenia celowanego bądź immunoterapii – mówił Tomasz Kuleta, naczelnik Wydziału Świadczeń Gwarantowanych Departamentu Lecznictwa Ministerstwa Zdrowia.

Jednym z nowych rozwiązań jest możliwość wykonywania biopsji płynnej w warunkach ambulatoryjnych u odpowiednio kwalifikowanych pacjentów, gdy nie ma możliwości uzyskania odpowiedniego materiału tkankowego lub jest on niediagnostyczny.

W przypadku raka płuca od lat oczekiwane jest natomiast wdrożenie modelu Lung Cancer Units. Przygotowane zostały trzy projekty rozporządzeń dotyczące świadczeń gwarantowanych w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej, leczeniu szpitalnym i rehabilitacji leczniczej. Przygotowanie tych projektów potwierdzają także dokumenty dotyczące realizacji Narodowej Strategii Onkologicznej.

– Projekty są gotowe i jesteśmy na etapie tak naprawdę podejmowania decyzji już o skierowaniu do konsultacji, przy czym najpierw to będą konsultacje wewnętrzne, wewnątrz Ministerstwa oraz Narodowego Funduszu Zdrowia, i dopiero po zakończeniu tych konsultacji skierowane do konsultacji publicznych – informował Tomasz Kuleta.

Nie wskazał jednak konkretnej daty.

– Nie chcę mówić o terminie, ponieważ nie ode mnie zależy czas na podejmowanie tej decyzji, ale myślę, że to będzie naprawdę już w najbliższym czasie. – dodał.

Potrzebny jeden standard niezależnie od „kodu pocztowego”

Doświadczenia z diagnostyką patomorfologiczną pokazują, że powiązanie standardów jakości z organizacją i finansowaniem może być jednym z kierunków zmian.

– Standardy, i te akredytacyjne, i te, które zostały przygotowane do badań patomorfologicznych, one nie są rzeczą ekstra, one nie są optimum, one są minimum – podkreśla prof. Andrzej Marszałek.

W przypadku diagnostyki molekularnej kolejnym krokiem powinno być stworzenie jednoznacznych schematów określających, jakie badania, u których pacjentów i na jakim etapie należy wykonywać. Dopiero taki model pozwala myśleć o równym dostępie niezależnie od miejsca zamieszkania i ośrodka, do którego trafi chory.

– Najważniejszy cel, który należy osiągnąć, to opracowanie schematów diagnostycznych, które w sposób precyzyjny określają, u kogo, w jaki sposób wykonywane są badania diagnostyczne. I mówimy raz jeszcze o tych badaniach diagnostycznych, które mają realną użyteczność kliniczną – podsumowuje prof. Bartosz Wasąg.

W praktyce wyzwanie nie sprowadza się więc do prostego zwiększenia liczby wykonywanych badań. Chodzi o to, aby właściwy pacjent miał wykonane właściwe badanie, we właściwym momencie – a jego wynik był dostępny, zanim zapadnie decyzja o leczeniu.

Źródło: posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. profilaktyki nowotworowej – RAK STOP, cykl spotkań eksperckich „Wyprzedźmy chorobę”, „Najpierw diagnoza, potem terapia – diagnostyka molekularna jako warunek nowoczesnego leczenia onkologicznego”, 22.09.2026 r.; Ministerstwo Zdrowia; Narodowa Strategia Onkologiczna.

Opracowanie: Redakcja Medicalpress

Czy u części pacjentów po usunięciu gruczolaków wysokiego ryzyka konieczna jest kolonoskopia kontrolna już po trzech latach? Wyniki dużego europejskiego badania EPoS II, opublikowane w „New England Journal of Medicine”, wskazują, że przy wysokiej jakości kolonoskopii wyjściowej przesunięcie pierwszego badania kontrolnego do pięciu lat nie zwiększało częstości raka jelita grubego w pierwszych pięciu latach obserwacji. Wyniki mogą w przyszłości wpłynąć na zasady nadzoru po usunięciu zmian przednowotworowych i ograniczyć liczbę wykonywanych kolonoskopii, ale na obecnym etapie nie zmieniają obowiązujących zaleceń.

W projektowaniu EPoS II, którego wyniki zostały właśnie opublikowane w jednym z najbardziej prestiżowych czasopism medycznych na świecie – „New England Journal of Medicine”, uczestniczyli eksperci Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie. Zespół NIO koordynował również realizację badania w Polsce.

Jak wynika z publikacji, międzynarodowy zespół wykazał, że u części pacjentów po usunięciu gruczolaków wysokiego ryzyka pierwszą kolonoskopię kontrolną można potencjalnie wykonywać po pięciu, a nie – jak wynika z obecnych wytycznych – po trzech latach. Przy wysokiej jakości kolonoskopii wyjściowej, częstość raka jelita grubego w ciągu pierwszych pięciu lat obserwacji była porównywalna niezależnie od tego, czy pierwszą kolonoskopię kontrolną wykonywano po trzech, czy po pięciu latach.

Jeśli ten wynik zostanie potwierdzony w dalszej obserwacji i znajdzie odzwierciedlenie w przyszłych wytycznych, może mieć istotne znaczenie zarówno dla tysięcy pacjentów, jak i dla dostępności badań endoskopowych w całym systemie ochrony zdrowia.

Wśród polskich współautorów publikacji znaleźli się prof. Michał F. Kamiński, prof. Nastazja Pilonis i prof. Jarosław Reguła z Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie, a także prof. Mirosław Szura z Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz prof. Andrzej Białek z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Polski udział w projekcie uzyskał również wsparcie Narodowego Centrum Nauki.

EPoS II – jak nadzorować pacjenta po usunięciu zmian przednowotworowych

EPoS II to międzynarodowe, randomizowane badanie kliniczne, którego celem jest znalezienie odpowiedzi na jedno z kluczowych pytań dotyczących nadzoru nad pacjentami po usunięciu zmian przednowotworowych jelita grubego: jak często należy wykonywać kontrolną kolonoskopię, aby zachować bezpieczeństwo onkologiczne, a jednocześnie nie wykonywać badań częściej, niż jest to rzeczywiście konieczne.

Do badania włączono 10 799 pacjentów w wieku od 40 do 74 lat z 49 ośrodków w ośmiu krajach europejskich. U uczestników podczas wcześniejszej kolonoskopii usunięto gruczolaki kwalifikowane jako zmiany wysokiego ryzyka – m.in. gruczolaki o średnicy co najmniej 10 mm, z dysplazją dużego stopnia lub komponentem kosmkowym, a także liczne gruczolaki.

Pacjentów losowo przydzielono do dwóch grup. W pierwszej kontrolną kolonoskopię wykonywano po trzech latach, a następnie po 5 latach – zgodnie z dotychczas stosowanym schematem nadzoru – w drugiej pierwsze badanie kontrolne przesunięto do pięciu lat.

Opublikowana w NEJM analiza obejmuje pierwsze 5,5 roku z zaplanowanych 10 lat obserwacji. Rak jelita grubego wystąpił u 0,77 proc. pacjentów z pierwszą kontrolną kolonoskopią po pięciu latach i u 0,82 proc. pacjentów z kontrolą po trzech latach. Ta niewielka różnica nie oznacza, że późniejsza kolonoskopia chroni lepiej – pokazuje natomiast, że strategia pięcioletnia nie była gorsza od trzyletniej pod względem częstości raka w pierwszych pięciu latach obserwacji. Innymi słowy, wcześniejsze wykonanie dodatkowej kolonoskopii po trzech latach nie przełożyło się na mniejszą liczbę rozpoznań raka.

Uzyskane wyniki spełniły przyjęte w badaniu tzw. kryterium nie-gorszości (non-inferiority criterion) strategii pięcioletniej. Nie stwierdzono również istotnych różnic w stopniu zaawansowania rozpoznawanych nowotworów. Oznacza to, że w badanej populacji ponad 99 proc. pacjentów po usunięciu gruczolaków wysokiego ryzyka nie zachorowało na raka jelita grubego w ciągu pięciu lat – niezależnie od tego, czy pierwszą kontrolną kolonoskopię wykonywano po trzech, czy po pięciu latach – wyjaśnia dr hab. n. med. Nastazja Pilonis, prof. CMKP z Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej NIO, jedna ze współautorek badania.

Ekspertka podkreśla, że kluczowym warunkiem bezpiecznego wydłużenia odstępu między badaniami jest jakość pierwszej kolonoskopii. Do badania kwalifikowano pacjentów po pełnym badaniu jelita grubego, przeprowadzonym przy odpowiednim przygotowaniu jelita i po całkowitym usunięciu wykrytych zmian.

Rola polskich ekspertów

Istotną rolę w realizacji EPoS II odegrał polski zespół. Polska włączyła do badania 1006 pacjentów i była czwartym krajem pod względem liczby zrekrutowanych uczestników.

Nasza rola nie ograniczała się do rekrutacji pacjentów. Koordynowaliśmy badanie w Polsce, a jednocześnie uczestniczyliśmy w Scientific Board całego projektu, współdecydując o jego designie. Zorganizowaliśmy realizację badania w trzech polskich ośrodkach i włączyliśmy ponad tysiąc pacjentów. To ważne, ponieważ dzięki temu polskie ośrodki nie tylko uczestniczą w międzynarodowych badaniach, ale mają realny udział w tworzeniu dowodów naukowych, które mogą wpływać na przyszłą praktykę kliniczną – mówi prof. Michał F. Kamiński, kierownik Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej Narodowego Instytutu Onkologii.

Mniej niepotrzebnych badań, większa dostępność kolonoskopii?

Znaczenie wyników EPoS II wykracza poza postępowanie z pojedynczym pacjentem. Wraz z rozwojem programów badań przesiewowych wykrywanych i usuwanych jest coraz więcej polipów oraz gruczolaków jelita grubego. Rośnie więc również liczba osób kierowanych następnie na kolonoskopie kontrolne.

Jeżeli dalsza obserwacja potwierdzi, że u odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów pierwsze badanie kontrolne można bezpiecznie wykonywać po pięciu zamiast po trzech latach, mogłoby to istotnie (o blisko połowę) ograniczyć liczbę kolonoskopii wykonywanych w ramach nadzoru. Pozwoliłoby to lepiej wykorzystać możliwości pracowni endoskopowych i zwiększyć dostępność badań dla osób wymagających diagnostyki lub badań przesiewowych.

Autorzy podkreślają jednak, że opublikowane wyniki są analizą pośrednią.

Główny punkt końcowy badania dotyczy 10-letniej obserwacji, dlatego rezultaty nie oznaczają automatycznej zmiany obowiązujących obecnie zaleceń dotyczących nadzoru po usunięciu gruczolaków wysokiego ryzyka. Stanowią jednak ważny argument naukowy, który może zostać uwzględniony przy ich przyszłej aktualizacji – mówi prof. Jarosław Reguła, jeden ze współtwórców i wieloletni koordynator ogólnokrajowego Programu Badań Przesiewowych raka jelita grubego w Polsce.

Wyniki EPoS II wskazują jednocześnie, że podstawą bezpiecznego wydłużania odstępów między kolejnymi badaniami pozostaje wysokiej jakości kolonoskopia wyjściowa – dokładne obejrzenie całego jelita, właściwe przygotowanie pacjenta oraz kompletne usunięcie zmian przednowotworowych.

Z wynikami badania „Colonoscopy Intervals and Colorectal Cancer Incidence after Adenoma Removal”, opublikowanymi 17 września 2026 r. w „New England Journal of Medicine”, można zapoznać się tutaj:
https://www.nejm.org/doi/full/10.1056/NEJMoa2603816

Źródło: NIO

Polska onkologia zyskuje dostęp do kolejnych metod leczenia. W 2025 roku refundacją objęto 152 innowacyjne terapie, w tym 63 cząsteczko-wskazania onkologiczne – wynika ze sprawozdania z realizacji Narodowej Strategii Onkologicznej. Jednocześnie, jak wskazują onkolodzy, o ile odsetek wyleczalności nowotworów rośnie, o tyle nie wszystkie rozwiązania rozwijane z myślą o poprawie skuteczności ich leczenia spełniają pokładane w nich nadzieje. 

– Nie wszystkie nowotwory udaje się wyleczyć nowymi terapiami, co nie oznacza, że nie ma postępu, bo ten jest ogromny. Onkologia rozwija się małymi krokami, ale one właśnie tworzą bardzo duży postęp. Zaczynałem swoją ścieżkę zawodową w drugiej połowie lat 70. ubiegłego wieku i od tego czasu odsetek wyleczeń jest co najmniej dwukrotnie wyższy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria prof. dr hab. n. med. Jacek Jassem, kierownik Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. – W tej chwili to jest ok. 60 proc., w momencie kiedy ja zaczynałem moją zawodową karierę było 25–30 proc.

Nowotwory złośliwe należą do najpoważniejszych wyzwań zdrowia publicznego w Polsce i są drugą najczęstszą przyczyną zgonów wśród dorosłych mieszkańców kraju. Każdego roku rozpoznaje się ponad 180 tys. nowych przypadków nowotworów złośliwych, a liczba zgonów przekracza 100 tys. rocznie. Wraz ze starzeniem się społeczeństwa oraz wydłużaniem długości życia prognozuje się dalszy wzrost liczby zachorowań onkologicznych w kolejnych dekadach – wskazuje raport CMKP „Wiedza, postawy i zachowania Polaków w zakresie profilaktyki onkologicznej”.

– Jest duża nadzieja, że ten postęp będzie kontynuowany, w związku z czym będzie coraz mniej nowotworów, wobec których jesteśmy bezradni – wskazuje prof. Jacek Jassem. – Niestety nadal są nowotwory, w których nie ma żadnej skutecznej terapii, oczywiście mówimy o chorobie rozsianej, bo we wczesnych stadiach zawsze mamy do czynienia z chirurgią czy radioterapią, która pozwala osiągnąć wyleczenie. Ale są nowotwory, które w stadium rozsiewu właściwie rokują beznadziejnie. Takim nowotworem jest np. rak trzustki, chociaż i tu pojawiło się światełko w tunelu. Na tegorocznym Kongresie Amerykańskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej pokazano lek celowany, który działa również w tym nowotworze.

Jak wskazuje Ministerstwo Zdrowia, do głównych metod leczenia nowotworów należą chirurgia, chemioterapia, radioterapia, immunoterapia, terapia celowana, leczenie hormonalne, przeszczep komórek macierzystych oraz opieka paliatywna. Rodzaj leczenia zależy od typu i stadium nowotworu oraz ogólnego stanu zdrowia. Prof. dr hab. Jacek Jassem wskazuje, że nie wszystkie opcje terapeutyczne, które były rozwijane w ostatnich latach, okazywały się skuteczne.

– Jednym z rozczarowań jest eskalowanie dawki leków cytotoksycznych, czyli chemioterapii. Wydawało się, że w ten sposób można będzie pokonać barierę oporności nowotworów, ale to się nie udało z wielu powodów. Drugim rozczarowaniem są tzw. terapie antyangiogenne. Nowotwór szybko rośnie i potrzebuje własnego unaczynienia, a te leki hamują powstawanie naczyń krwionośnych. Wydawało się, że to proste działanie – aczkolwiek jego mechanizm jest bardzo skomplikowany – pozwoli, mówiąc kolokwialnie, zagłodzić nowotwór. Bardzo wiele było nadziei z tym związanych. Pierwsze doniesienia, badania na zwierzętach i doświadczenia na ludziach były bardzo zachęcające, ale właściwie ta metoda przestała się rozwijać. Leki antyangiogenne są nadal stosowane, ale nie przyniosły tak dużego postępu, jakiego się spodziewaliśmy – mówi profesor z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Wśród obszarów, które nie przyniosły dotąd oczekiwanego przełomu, wymienia również terapie genowe i szczepionki przeciwnowotworowe. Oba te obszary są jednak intensywnie rozwijane w medycynie.

– Szczepionki świetnie działają w zapobieganiu chorobom zakaźnym. Nowotwór jest antygenowo różny od zdrowych komórek, więc można było się spodziewać, że podobny mechanizm zostanie tu uruchomiony. Jednak według mojej wiedzy weszła do użycia jedna szczepionka przeciwnowotworowa, która zresztą też nie jest stosowana, ponieważ dotyczyła raka gruczołu krokowego, gdzie pojawiły się skuteczniejsze, tańsze i mniej toksyczne leki. Ale szczepionki nowotworowe to jest też obszar bardzo intensywnie badany i mam nadzieję, że kiedyś usłyszymy o lekach w ten sposób działających, które wejdą do praktyki klinicznej – mówi prof. Jacek Jassem.

W tegorocznej edycji raportu „Diagnoza zmian w opiece onkologicznej i hematologicznej 2025”, przygotowanej przez zespół All.Can Polska przy udziale szerokiego grona ekspertów, wskazano, że system opieki onkologicznej zmaga się z opóźnieniami w diagnostyce, brakami kadrowymi i niedofinansowaniem procedur, które hamują pełne wykorzystanie potencjału nowych terapii. Rok 2025 przyniósł istotne ulepszenia: poszerzono katalog refundowanych badań, zaplanowano inwestycje w sprzęt, dopracowano koncepcje organizacyjne Lung Cancer Units, czyli ośrodków wyspecjalizowanych w leczeniu raka płuca. Wśród najpilniejszych wyzwań eksperci wymieniają potrzebę szybszej diagnostyki, dostępu do pełnego profilowania genomowego każdego pacjenta, odnowę systemu akredytacji laboratoriów oraz wyszkolenia nowego pokolenia diagnostów.

Źródło: Newseria

Precyzyjne dotarcie do niewielkiej zmiany położonej głęboko w płucu, pobranie materiału bez operacji i powrót pacjenta do domu jeszcze tego samego dnia. Tak ma coraz częściej wyglądać diagnostyka chorób płuc w Mazowieckim Centrum Leczenia Chorób Płuc i Gruźlicy w Otwocku. Modernizacja za ponad 104 mln zł przyniosła placówce między innymi nawigację bronchoskopową, diagnostykę molekularną NGS i nowe wyposażenie torakochirurgiczne. W przypadku raka płuca, w którym czas od wykrycia podejrzanej zmiany do ustalenia rozpoznania ma bezpośredni wpływ na możliwość rozpoczęcia właściwego leczenia, znaczenie tej inwestycji nie sprowadza się jednak do zakupu nowoczesnego sprzętu.

Rak płuca pozostaje jednym z największych problemów polskiej onkologii. Szczególnym wyzwaniem jest nie tylko liczba zachorowań i zgonów, ale także konieczność przeprowadzenia diagnostyki, która odpowie na coraz więcej pytań. Dziś nie wystarczy bowiem stwierdzić, że pacjent ma nowotwór płuca. Trzeba pobrać odpowiedniej jakości materiał, określić typ nowotworu, a w wielu przypadkach również jego charakterystykę molekularną, ponieważ od niej może zależeć wybór leczenia.

Właśnie w tym kierunku poszła modernizacja Mazowieckiego Centrum Leczenia Chorób Płuc i Gruźlicy w Otwocku. Jeden z 30 monoprofilowych ośrodków leczenia chorób płuc w Polsce zakończył cztery projekty o łącznej wartości przekraczającej 104 mln zł. Największy z nich, wart ponad 69 mln zł, objął infrastrukturę oraz wyposażenie służące diagnostyce i leczeniu onkologicznemu.

Łącznie ponad 32,6 mln zł przeznaczono na roboty budowlane, 29,4 mln zł na sprzęt medyczny, a 18,7 mln zł na sprzęt informatyczny i oprogramowanie. Trzy czwarte finansowania inwestycji pochodziło z Krajowego Planu Odbudowy, pozostałe środki zapewnił Samorząd Województwa Mazowieckiego.

Lista zakupionego wyposażenia jest długa, ale z perspektywy pacjenta ważniejsze od liczby nowych urządzeń jest to, co dzięki nim może zmienić się w przebiegu diagnostyki.

Jedną z najważniejszych inwestycji jest system nawigacji bronchoskopowej. Klasyczna bronchoskopia ma swoje ograniczenia, szczególnie gdy podejrzana zmiana jest niewielka i znajduje się w obwodowych częściach płuca. Nawigacja pozwala precyzyjniej dotrzeć do takich zmian i pobrać materiał do badania. Według informacji przekazanych przez placówkę skuteczność pobrania materiału może sięgać 90 proc.

Ośrodek dysponuje także możliwością wykonywania biopsji gruboigłowej pod kontrolą tomografii komputerowej. W obu przypadkach cel jest podobny: zdobyć materiał niezbędny do rozpoznania przy możliwie najmniejszym obciążeniu chorego.

„Najważniejsze w tych procedurach jest to, że są one mało inwazyjne. Nie operujemy pacjenta, nie narażamy na ciężkie powikłania, a uzyskujemy diagnozę” – wyjaśnia dr n. med. Jacek Nasiłowski, kierownik II Oddziału Chorób Płuc.

Zmiana dotyczy jednak nie tylko samej techniki wykonywania badania. Część diagnostyki bronchoskopowej może być obecnie prowadzona w trybie do 12 godzin. Dla pacjenta oznacza to możliwość przejścia procedury i opuszczenia szpitala tego samego dnia zamiast kilkudniowej hospitalizacji.

To różnica istotna także z punktu widzenia organizacji systemu. Rozwój diagnostyki jednodniowej może ograniczać wykorzystanie łóżek przez osoby, których stan nie wymaga całodobowego pobytu, a jednocześnie zwiększać przepustowość specjalistycznego ośrodka. W onkologii płuca ma to dodatkowe znaczenie. Nowoczesne urządzenie samo w sobie nie skraca bowiem ścieżki pacjenta, jeśli po badaniu trzeba długo czekać na kolejne etapy diagnostyki.

Drugim ważnym elementem inwestycji jest system sekwencjonowania nowej generacji, czyli NGS. To technologia szczególnie istotna we współczesnej diagnostyce molekularnej nowotworów. W raku płuca wyniki badań molekularnych mogą decydować o kwalifikacji do terapii ukierunkowanych na określone zaburzenia występujące w komórkach nowotworowych. Im bardziej leczenie onkologiczne staje się personalizowane, tym większe znaczenie ma możliwość wykonania odpowiednich badań na materiale pobranym podczas diagnostyki.

Inwestycja objęła również torakochirurgię. Ośrodek pozyskał system obrazowania z wykorzystaniem zieleni indocjaninowej, który może wspomagać chirurgów podczas precyzyjnych, oszczędzających resekcji płuca.

„W ramach projektu pozyskaliśmy system do obrazowania z zastosowaniem zieleni indocjaninowej, który umożliwia precyzyjne wykonanie resekcji określanych jako segmentektomie, dzięki czemu chorzy szybciej wracają do zdrowia, mają mniejsze dolegliwości bólowe, a efekty leczenia są lepsze” – mówi doc. dr hab. Dariusz Sagan, torakochirurg.

Segmentektomia polega na usunięciu anatomicznego segmentu płuca zamiast większej części narządu. Możliwość zastosowania leczenia oszczędzającego zależy jednak od konkretnej sytuacji klinicznej, między innymi lokalizacji i zaawansowania nowotworu. Nie każdy pacjent z rakiem płuca będzie więc kandydatem do takiego zabiegu.

Skala modernizacji pokazuje jednocześnie, jak bardzo w ciągu ostatnich dekad zmieniła się pneumonologia i torakochirurgia. Prof. Tomasz Grodzki, porównując obecne możliwości diagnostyczne z okresem, kiedy podstawowymi narzędziami były zdjęcie rentgenowskie i sztywny bronchoskop, określił różnicę krótko: „To jest niebo a ziemia, to jest przepaść”.

Nowy sprzęt nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów diagnostyki raka płuca. O jego rzeczywistej wartości będzie decydowało między innymi to, ilu pacjentów będzie mogło z niego skorzystać, jak szybko otrzymają wynik i czy kolejne elementy ścieżki, od pobrania materiału przez diagnostykę patomorfologiczną i molekularną po decyzję terapeutyczną, będą ze sobą odpowiednio skoordynowane.

Znaczenie Otwocka jest przy tym większe niż typowego szpitala powiatowego czy wojewódzkiego. Mazowieckie Centrum jest jednym z zaledwie 30 monoprofilowych ośrodków leczenia chorób płuc w kraju. Dysponuje 301 łóżkami w zakresie chorób płuc i chirurgii klatki piersiowej, a w jego zespole pracuje 119 lekarzy, w tym 41 specjalistów chorób płuc.

„To jest ogromny ośrodek, ośrodek monoprofilowy, który jest w skali kraju wyjątkowy. Takich ośrodków jest tylko trzydzieści. Ten jest jednym z tych, które radzą sobie najlepiej” – mówił prof. Rafał Krenke, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób płuc.

Modernizacja nie kończy planów placówki. Centrum zapowiada utworzenie Dziennego Pododdziału Diagnostyki Bronchoskopowej oraz Oddziału Dziennego Chemioterapii i Immunoterapii. Chce również rozwijać badania przesiewowe z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej w grupach ryzyka oraz sieć poradni specjalistycznych.

Ten kierunek może być równie ważny jak zakup najnowocześniejszych urządzeń. W przypadku raka płuca przewagę daje bowiem nie tylko coraz bardziej precyzyjne leczenie, lecz przede wszystkim możliwość wykrycia choroby na etapie, na którym można zastosować leczenie radykalne. Jeśli rozwój diagnostyki małoinwazyjnej, molekularnej i jednodniowej zostanie połączony z wcześniejszym wykrywaniem zmian oraz sprawnym przechodzeniem pacjenta pomiędzy kolejnymi etapami opieki, modernizacja za ponad 104 mln zł może oznaczać coś więcej niż technologiczny skok jednego szpitala. Może stać się przykładem tego, jak powinna zmieniać się organizacja diagnostyki jednego z najbardziej śmiertelnych nowotworów w Polsce.

Źródło: Mazowieckie Centrum Leczenia Chorób Płuc i Gruźlicy

Od 11 sierpnia zaczyna obowiązywać elektroniczna karta diagnostyki i leczenia onkologicznego, czyli eDiLO. To jeden z najważniejszych elementów cyfryzacji Krajowej Sieci Onkologicznej, ponieważ ma na bieżąco pokazywać, na jakim etapie diagnostyki lub leczenia znajduje się pacjent i kto koordynuje jego opiekę. Wdrożenie nie nastąpi jednak jednego dnia. Ministerstwo Zdrowia zdecydowało się na model etapowy, a część placówek do końca roku będzie mogła nadal korzystać z dotychczasowego systemu.

Elektroniczna karta DiLO ma być czymś więcej niż cyfrową wersją dokumentu, który od lat otwiera pacjentowi szybką ścieżkę onkologiczną. Jej zadaniem jest gromadzenie i udostępnianie aktualnych informacji o przebiegu opieki onkologicznej, tak aby zarówno pacjent, jak i uprawnieni pracownicy medyczni mogli sprawdzić, na jakim etapie diagnostyki lub leczenia znajduje się chory. W systemie mają być dostępne także dane kontaktowe do koordynatora opieki.

To ważna zmiana z punktu widzenia organizacji leczenia. Jednym z największych problemów opieki onkologicznej pozostaje bowiem nie tylko samo oczekiwanie na świadczenia, ale również przepływ informacji pomiędzy kolejnymi etapami ścieżki pacjenta. Diagnostyka, konsylium, leczenie operacyjne, radioterapia, leczenie systemowe czy kontrola po terapii często odbywają się w różnych jednostkach. Elektroniczna karta ma umożliwić śledzenie tego procesu w jednym miejscu i ograniczyć sytuacje, w których pacjent sam staje się głównym nośnikiem informacji pomiędzy placówkami.

Ministerstwo Zdrowia zdecydowało jednak, że eDiLO będzie uruchamiane stopniowo. Od 11 sierpnia do 30 września dostęp do nowej aplikacji otrzymają placówki SOLO III, które pełnią jednocześnie funkcję Wojewódzkich Ośrodków Monitorujących. Dopiero od 1 października system zostanie udostępniony pozostałym podmiotom zakwalifikowanym do Krajowej Sieci Onkologicznej jako SOLO I, SOLO II i SOLO III, Ośrodkom Kooperacyjnym oraz innym podmiotom uprawnionym do wystawiania karty DiLO, w tym lekarzom POZ i lekarzom realizującym programy zdrowotne.

Resort tłumaczy etapowe wdrożenie przede wszystkim bezpieczeństwem pacjentów i znacznie większym zakresem danych, które będą przekazywane do nowej aplikacji. Pierwsze tygodnie mają pozwolić sprawdzić działanie systemu w warunkach produkcyjnych. Wojewódzkie Ośrodki Monitorujące mają w tym czasie zdobyć doświadczenie, które później wykorzystają podczas wspierania i szkolenia innych placówek.

To rozwiązanie pokazuje, że wprowadzenie eDiLO nie jest wyłącznie zmianą formularza. W praktyce oznacza konieczność integracji systemu centralnego z informatycznymi systemami szpitalnymi, przygotowania personelu oraz zapewnienia poprawnego i regularnego zasilania karty danymi. Dopiero wtedy cyfryzacja może rzeczywiście poprawić koordynację, a nie stać się kolejnym obowiązkiem administracyjnym.

Dlatego ustawodawca przewidział okres przejściowy. Placówki, które nie zakończyły pełnej integracji eDiLO z wewnętrznymi systemami HIS, będą mogły do 31 grudnia 2026 roku wystawiać i prowadzić karty na dotychczasowych zasadach w aplikacji AP-DILO udostępnianej przez NFZ.

Wyjątek obejmie również część pacjentów onkologicznych. Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że od 11 sierpnia do końca 2026 roku karty dla pacjentów poniżej 18. roku życia oraz chorych z nowotworami hematoonkologicznymi będą nadal obsługiwane w dotychczasowym systemie AP-DILO. Ma to związek m.in. z trwającymi pracami nad standardem organizacji opieki hematologicznej w Polsce.

Z punktu widzenia pacjenta najważniejsza będzie jednak odpowiedź na pytanie, czy nowy system rzeczywiście ułatwi przechodzenie przez kolejne etapy leczenia. Sama elektroniczna karta nie skróci kolejek i nie zastąpi koordynatora, ale może ograniczyć chaos informacyjny, jeśli wszystkie placówki będą regularnie i prawidłowo uzupełniały dane.

To właśnie tutaj pojawia się największe wyzwanie. Cyfryzacja opieki onkologicznej ma sens tylko wtedy, gdy informacje są kompletne, aktualne i dostępne dla wszystkich uprawnionych uczestników procesu. Jeśli eDiLO będzie rzeczywiście odzwierciedlać aktualny etap diagnostyki i leczenia, może stać się jednym z najważniejszych narzędzi Krajowej Sieci Onkologicznej. Jeżeli natomiast pozostanie jedynie dodatkową aplikacją funkcjonującą obok lokalnych systemów szpitalnych, jej potencjał będzie znacznie mniejszy.

11 sierpnia nie jest więc końcem wdrożenia, ale jego początkiem. Najbliższe miesiące pokażą, czy nowa karta stanie się realnym narzędziem koordynacji leczenia, czy przede wszystkim kolejnym etapem technicznej cyfryzacji dokumentacji medycznej.

Źródło: Gov.pl

Prezydent Karol Nawrocki podpisał nowelizację ustawy o Krajowej Sieci Onkologicznej (KSO). Nowe przepisy mają uprościć organizację leczenia onkologicznego, ograniczyć obowiązki administracyjne szpitali oraz przyspieszyć cyfryzację opieki nad pacjentami. Eksperci podkreślają jednak, że sukces reformy będzie zależał nie od samych przepisów, lecz od sposobu ich wdrożenia i realnego wpływu na ścieżkę diagnostyczno-terapeutyczną chorych.

Krajowa Sieć Onkologiczna jest jednym z najważniejszych elementów Narodowej Strategii Onkologicznej na lata 2020–2030, której budżet wynosi ponad 5,2 mld zł. Jej celem jest zapewnienie wszystkim pacjentom z chorobami nowotworowymi dostępu do opieki o jednakowych standardach jakości, niezależnie od miejsca zamieszkania czy ośrodka prowadzącego leczenie.

Podpisana przez prezydenta nowelizacja nie zmienia fundamentów systemu, ale wprowadza rozwiązania, które mają ułatwić funkcjonowanie zarówno pacjentom, jak i placówkom medycznym.

Koniec papierowej karty DiLO

Najbardziej widoczną zmianą będzie całkowita elektronizacja Karty Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego (DiLO). Zgodnie z nowymi przepisami do końca 2026 roku papierowa karta zostanie zastąpiona jej elektronicznym odpowiednikiem.

To rozwiązanie ma usprawnić przepływ informacji pomiędzy placówkami, ograniczyć powielanie dokumentacji oraz ułatwić monitorowanie całego procesu leczenia. Dzięki cyfrowej karcie lekarze będą mogli szybciej uzyskać dostęp do informacji o przebiegu diagnostyki i terapii, a pacjent nie będzie musiał wielokrotnie dostarczać tej samej dokumentacji.

Elektroniczna karta ma również stanowić ważny element dalszej cyfryzacji polskiej onkologii i umożliwić lepszą analizę jakości udzielanych świadczeń.

Mniej obowiązków administracyjnych

Nowelizacja odpowiada także na postulaty zgłaszane przez szpitale od początku wdrażania Krajowej Sieci Onkologicznej.

Placówki nie będą już zobowiązane do prowadzenia odrębnych infolinii onkologicznych. Ich funkcję przejmie centralna infolinia Narodowego Funduszu Zdrowia, co ma ograniczyć koszty organizacyjne oraz ujednolicić sposób udzielania informacji pacjentom.

Zmniejszenie liczby obowiązków administracyjnych ma pozwolić personelowi medycznemu skoncentrować się na leczeniu zamiast na obsłudze dodatkowych procedur.

Koordynator jeszcze ważniejszy

Nowelizacja doprecyzowuje również rolę koordynatora opieki onkologicznej. To właśnie koordynator ma prowadzić chorego przez kolejne etapy diagnostyki, leczenia i kontroli po zakończeniu terapii, pomagając w organizacji badań, wizyt i kontaktów pomiędzy poszczególnymi specjalistami.

Od początku tworzenia KSO eksperci podkreślali, że sprawna koordynacja jest jednym z najważniejszych elementów wpływających zarówno na komfort pacjentów, jak i efektywność leczenia.

Prezydent: potrzebne są kolejne zmiany

Podpisując ustawę, prezydent Karol Nawrocki zwrócił uwagę, że nowelizacja rozwiązuje jedynie część problemów polskiej onkologii.

– Chorzy na nowotwory nie potrzebują kolejnych formularzy, dublujących się infolinii ani administracyjnego chaosu. Potrzebują szybkiej diagnozy, sprawnej informacji i skutecznego leczenia. Dlatego popieram ograniczenie zbędnej biurokracji, rozwój elektronicznej karty pacjenta oraz umożliwienie szpitalom sprawniejszego organizowania konsyliów – podkreślił w opublikowanym oświadczeniu.

Jednocześnie zaznaczył, że podpisana ustawa jest jedynie początkiem zmian.

Cyfryzacja nie zastąpi organizacji

Specjaliści zajmujący się organizacją opieki onkologicznej od lat wskazują, że cyfryzacja jest niezbędnym elementem modernizacji systemu, ale sama nie rozwiąże problemów pacjentów.

Największym wyzwaniem pozostaje skrócenie czasu od podejrzenia nowotworu do rozpoczęcia leczenia, poprawa dostępności badań diagnostycznych oraz zapewnienie rzeczywiście skoordynowanej opieki pomiędzy ośrodkami.

Elektroniczna karta DiLO może znacząco usprawnić przepływ informacji, jednak tylko wtedy, gdy wszystkie podmioty uczestniczące w leczeniu będą korzystały z jednolitych narzędzi cyfrowych, a dane będą wykorzystywane do monitorowania jakości opieki i eliminowania opóźnień.

Reforma oceniana ostrożnie optymistycznie

Podpisana nowelizacja jest odbierana jako praktyczna korekta przepisów, które w pierwszym okresie funkcjonowania Krajowej Sieci Onkologicznej okazały się zbyt obciążające administracyjnie.

Elektronizacja dokumentacji, ograniczenie zbędnych obowiązków oraz wzmocnienie roli koordynatora mogą przełożyć się na sprawniejsze funkcjonowanie systemu. Jednocześnie powodzenie reformy będzie zależało od konsekwentnego wdrażania nowych rozwiązań oraz ich wpływu na najważniejszy wskaźnik z perspektywy pacjenta, czas od rozpoznania nowotworu do rozpoczęcia skutecznego leczenia.

Źródło: Prezydent.pl

Foto: Prezydent.pl

Rak żołądka w Polsce nadal jest rozpoznawany zbyt późno, a pacjenci nie mają dostępu do części możliwości terapeutycznych rekomendowanych przez międzynarodowe wytyczne. Zmiany w organizacji opieki, szybsza i bardziej rozwinięta diagnostyka molekularna oraz zapewnienie dostępu do nowoczesnych terapii już w pierwszej linii leczenia – to najważniejsze wnioski z raportu „Leczenie chorych z rakiem żołądka. Analiza systemowa i rekomendacje zmian”, opracowanego przez Modern Healthcare Institute.

Raport został opracowany na podstawie debaty ekspertów klinicznych, przedstawicieli administracji publicznej, środowiska naukowego oraz organizacji pacjentów. Zawiera najważniejsze wnioski z dyskusji oraz rekomendacje zmian, które mają poprawić diagnostykę, leczenie i organizację opieki nad pacjentami z rakiem żołądka. Patronat nad tą inicjatywą objęła Federacja Przedsiębiorców Polskich.

Rak żołądka należy do najczęstszych typów nowotworów układu pokarmowego

Autorzy raportu podkreślają, że rak żołądka należy do nowotworów o bardzo niekorzystnym rokowaniu. W Polsce liczba zgonów z jego powodu jest zbliżona do liczby nowych rozpoznań. Według ostatnich opublikowanych danych Krajowego Rejestru Nowotworów w 2023 roku wykryto 4896 zachorowań, w tym 2974 u mężczyzn i 1922 u kobiet, jednocześnie odnotowano 4531 zgonów, w tym 2942 u mężczyzn i 1649 u kobiet. Choroba często rozwija się skrycie, a pierwsze objawy są niespecyficzne. W efekcie wielu pacjentów trafia do specjalisty dopiero w stadium zaawansowanym lub rozsiewu, kiedy możliwości leczenia radykalnego są już bardzo ograniczone.

Eksperci wskazują, że poprawa wyników leczenia wymaga przede wszystkim skrócenia czasu od pojawienia się pierwszych objawów do postawienia diagnozy oraz zapewnienia pacjentom dostępu do kompleksowej diagnostyki – zarówno patomorfologicznej, jak i molekularnej.

Szybsza diagnostyka szansą na wcześniejsze rozpoczęcie leczenia

Podstawowym badaniem umożliwiającym rozpoznanie raka żołądka pozostaje gastroskopia z pobraniem wycinków do badania histopatologicznego. Eksperci zwracają uwagę, że wciąż zbyt wielu pacjentów trafia na to badanie z opóźnieniem – zarówno ze względu na nieswoisty charakter objawów, jak i ograniczoną dostępność terminów.

– Konieczne jest budowanie takiej ogólnej świadomości i pacjenckiej, i lekarskiej, że z perspektywy onkologicznej nie ma jednej gastroskopii za dużo. Zawsze jest jedna gastroskopia za mało – tłumaczył podczas zorganizowanej w lutym debaty dr n. med. Maciej Kawecki z Kliniki Onkologii i Radioterapii Narodowego Instytutu Onkologii.

Autorzy raportu wskazują, że objawy ze strony układu pokarmowego utrzymujące się przez dłuższy czas powinny skłaniać do szybszej diagnostyki. Poprawy wymaga także organizacja dalszego procesu diagnostycznego, w tym dostępność badań patomorfologicznych i molekularnych.

Diagnostyka biomarkerów warunkiem leczenia precyzyjnego

Rozwój nowoczesnych terapii celowanych i immunoterapii sprawił, że coraz większe znaczenie ma określenie biologicznego profilu nowotworu. W praktyce klinicznej wykorzystuje się już oznaczenia takich biomarkerów jak HER2 czy PD-L1. Pewną nowością jest klaudyna 18.2 (CLDN18.2) – marker tkankowy, którego nadekspresję stwierdza się u około 40 proc. gruczolakoraków żołądka i raka połączenia żołądkowo-przełykowego.

– Chcemy, aby pacjenci byli leczeni zgodnie z aktualną wiedzą medyczną i mieli dostęp do rozwiązań, które mogą poprawić ich rokowanie. Wymaga to nie tylko dostępności nowoczesnych terapii, ale również odpowiedniej diagnostyki, która pozwala lekarzom właściwie kwalifikować chorych do leczenia. Tak ważne jest zatem zapewnienie dostępu do badań biomarkerów, w tym oznaczania ekspresji klaudyny 18.2. To właśnie diagnostyka molekularna daje szansę na to, aby pacjent otrzymał leczenie najlepiej dopasowane do jego choroby – powiedziała Joanna Konarzewska-Król, dyrektor Fundacji Onkologicznej Nadzieja.

Autorzy raportu wskazują, że oznaczanie ekspresji CLDN18.2 jest obecnie możliwe tylko w części laboratoriów, a rozwój terapii ukierunkowanych na ten biomarker wymaga równoległego zapewnienia dostępu do odpowiedniej diagnostyki.

Pacjenci potrzebują dostępu do nowoczesnego leczenia już w pierwszej linii

Jednym z najważniejszych wniosków płynących z raportu jest konieczność dostosowania polskiej praktyki klinicznej do aktualnych międzynarodowych standardów. Eksperci zwracają uwagę, że szczególne znaczenie ma dostęp do nowoczesnych terapii celowanych i immunoterapii już w pierwszej linii leczenia.

– Dla pacjentów z rakiem żołądka czas ma kluczowe znaczenie. Potrzebujemy nie tylko sprawniejszej organizacji opieki, ale także dostępu do nowoczesnej diagnostyki i terapii zgodnych z aktualną wiedzą medyczną. Pacjenci w Polsce czekają na refundację nowych możliwości leczenia – dodała Joanna Konarzewska-Król.

Autorzy raportu rekomendują rozszerzenie zakresu refundacji w ramach programu lekowego B.58 jednego leku –pembrolizumabu oraz objęcie refundacją kolejnego przeciwciała monoklonalnego – zolbetuksymabu, który zgodnie z wytycznymi ESMO i NCCN może być stosowany u pacjentów z odpowiednią ekspresją CLDN18.2 w pierwszej linii leczenia w skojarzeniu z chemioterapią.

Potrzebne zmiany organizacyjne w całej ścieżce pacjenta

Zgodnie z wnioskami z dokumentu, poprawa wyników leczenia raka żołądka wymaga również zmian organizacyjnych. Eksperci rekomendują m.in. centralizację leczenia chirurgicznego w ośrodkach o największym doświadczeniu, wdrożenie standardów diagnostycznych przed leczeniem operacyjnym, poprawę dostępności gastroskopii, rozwój współpracy między ośrodkami oraz zapewnienie kompleksowego wsparcia żywieniowego dla pacjentów.

Autorzy zwracają także uwagę, że leczenie raka żołądka powinno być prowadzone w sposób skoordynowany – od szybkiej diagnostyki, przez wykonanie badań biomarkerów, po dostęp do terapii zgodnych z aktualnymi standardami.

Raport „Leczenie chorych z rakiem żołądka. Analiza systemowa i rekomendacje zmian” ma stanowić punkt wyjścia do dalszej dyskusji z decydentami nad zmianami organizacyjnymi i refundacyjnymi, które pozwolą poprawić opiekę nad pacjentami z rakiem żołądka oraz zwiększyć dostęp do diagnostyki i leczenia zgodnego z aktualnymi standardami medycyny.

Źródło: inf pras