Medicalpress

W Polsce żyje ponad 2 mln osób z astmą.Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że od 5 do 10 proc. osób borykających się z tą chorobą cierpi na astmę ciężką.2 Eksperci wskazują, że w Polsce może się z nią zmagać 50-100 tys. osób.3

Astma to jedna z najczęstszych chorób przewlekłych układu oddechowego.4 Gdy przechodzi w postać ciężką, jakość życia chorych istotnie się pogarsza5. Na tę trudną do kontrolowania postać najczęściej chorują kobiety, zwłaszcza po okresie dojrzewania i w wieku dorosłym.6

Pacjenci z astmą ciężką żyją w ciągłym strachu, poczuciu wstydu, ograniczenia i wykluczenia; obawiają się samodzielnych wyjść na spacer czy zakupy; żyją w lęku, że choroba zaatakuje ich wtedy, gdy będą sami i nikt nie będzie mógł im pomóc.7 Odczuwają zarówno zmęczenie fizyczne, jak i psychiczne, a choroba zmusza ich do wprowadzania zmian w codziennym funkcjonowaniu – inaczej niż przed jej wystąpieniem spędzają wolny czas, ograniczają kontakty towarzyskie, a z powodu uporczywego kaszlu rezygnują z wyjścia do kina czy teatru.8 Część pacjentów jest także zmuszona do zmian w życiu zawodowym – jedni, wykonujący pracę wymagającą wysiłku fizycznego, rezygnują z niej, inni pracują w mniejszym wymiarze godzin, a jeszcze inni przechodzą na własną działalność.9

Zgodnie z definicją, astma ciężka to astma, która pozostaje niekontrolowana pomimo zoptymalizowanego leczenia o maksymalnej intensywności oraz opanowywania czynników współistniejących mogących zaostrzać chorobę, lub astma nasilająca się po zmniejszaniu dużych dawek leków.10

Pacjenci z astmą ciężką nie odpowiadają na standardowe leczenie, takie jak kortykosteroidy.11 Mają bardziej nasilone i uporczywe objawy, takie jak duszność czy ból w klatce piersiowej, niż osoby z innymi postaciami astmy, a także większe ryzyko wystąpienia chorób współistniejących, m.in. otyłości, bezdechu sennego czy zaburzeń lękowo-depresyjnych.12   

Astmę ciężką można skutecznie i bezpiecznie leczyć terapią biologiczną.13 Leczenie biologiczne poprawia także stan emocjonalny i psychologiczny pacjentów – stosowanie terapii przynoszącej realną poprawę łagodzi objawy, przywraca możliwość normalnego funkcjonowania i redukuje towarzyszący chorobie lęk. Poprawa stanu pacjentów pozytywnie wpływa również na ich najbliższych.14

To nie jedyna korzyść wynikająca z leczenia biologicznego. Pacjenci wskazują między innymi na brak konieczności częstych wizyt w szpitalu, co pozwala zaoszczędzić czas i przeznaczyć go np. na pracę lub opieką nad dziećmi; lepsze samopoczucie wynikające z większej ilością czasu dla siebie i rodziny; brak konieczności korzystania ze zwolnień lekarskich lub urlopu na wizyty w szpitalu związane z przyjęciem leku; większe poczucie większej kontroli nad chorobą i własnym życiem w bezpiecznych warunkach domowych, a także duże oszczędności finansowe związane z ograniczeniem absencji w pracy.15  

Jednak w  Polsce tylko niewielki odsetek chorych na astmę ciężką otrzymuje terapie biologiczne w ramach programu lekowego B.44 Narodowego Funduszu Zdrowia.16

Dlatego tak ważne jest pogłębianie wiedzy na temat astmy ciężkiej oraz wszystkich dostępnych metod leczenia. Wczesna diagnoza, właściwie dobrana terapia oraz dobra współpraca między pacjentem a lekarzem mogą znacząco poprawić jakości życia osób zmagających się z jej ciężką postacią, zwiększyć ich poczucie bezpieczeństwa i ograniczyć strach, którego tak często doświadczają.

Źródło: Newseria

Lato dla części osób w wieku 15–24 lat bywa okresem zwiększonego obciążenia psychicznego – informują eksperci z Instytutu Psychiatrii i Neurologii. Analizy epidemiologiczne wskazują m.in. na współwystępowanie fal upałów z podwyższoną dynamiką kryzysów psychicznych.

Jak wynika z badań opublikowanych w „American Journal of Psychiatry”, w cieplejszych miesiącach odnotowuje się statystyczny wzrost liczby samobójstw – średnio o 2,68 proc. na każdy wzrost temperatury o 1 st. C, przy czym statystyka ta była wyższa w grupie kobiet.

Eksperci podkreślają jednak, że warunki atmosferyczne nigdy nie są bezpośrednią przyczyną tragedii. Zaznaczają, że temperatura działa jako dodatkowy, środowiskowy stresor. Wysokie temperatury i upalne noce mogą istotnie pogarszać jakość snu, co bezpośrednio wpływa na stabilność emocjonalną, a zmiany neurochemiczne wywołane upałami mogą nasilać lęk i impulsywność u osób, które już wcześniej zmagały się z głębokim kryzysem.

Wskazują, że sezon wakacyjny wiąże się ze zmianami w codziennym funkcjonowaniu młodzieży i utratą dotychczasowej rutyny. „Rozregulowanie rytmu dobowego, przerwy w procesie terapeutycznym i ograniczony dostęp do placówek pomocowych, zmiana środowiska rówieśniczego, wyjazdy bliskich, którzy stanowią sieć wsparcia, czy zwiększona ekspozycja na wyidealizowane obrazy codzienności w mediach społecznościowych mogą wpływać na pogorszenie funkcjonowania psychicznego młodych osób, osłabiać ich mechanizmy radzenia sobie ze stresem i zwiększać poczucie destabilizacji” – czytamy.

Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że choć w latach 2023–2025 w całej populacji odnotowano spadek liczby samobójstw o 8,7 proc., jednak w grupie dzieci i młodzieży do 19. roku życia nastąpił wzrost o 11 proc. „Dane te nie odnoszą się wyłącznie do miesięcy letnich, ale pokazują, że młode osoby pozostają szczególnie wrażliwą grupą, wymagającą stałej uwagi i łatwego dostępu do pomocy psychologicznej, wobec której należy wdrażać systemowe działania profilaktyczne” – zaznaczają eksperci Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Wskazują, że długotrwale utrzymujące się obniżone samopoczucie i brak odpowiedniego wsparcia mogą stopniowo wyczerpywać zasoby adaptacyjne młodego człowieka. Z czasem, narastające poczucie bezradności i izolacji stwarza ryzyko wystąpienia kryzysu zdrowia psychicznego, w tym również kryzysu suicydalnego.

Zwracają uwagę, że młody człowiek w kryzysie może szukać pomocy w różnych miejscach – u lekarza rodzinnego, pedagoga szkolnego, psychologa, farmaceuty, pielęgniarki środowiskowej, ratownika medycznego czy funkcjonariusza służb mundurowych. Zaznaczają, że każda z tych osób może być pierwszym ogniwem w systemie wsparcia, dlatego tak ważne jest, by wiedziała, jak właściwie reagować.

„Bardzo rzadko osoba w kryzysie trafia od razu do psychiatry. Najczęściej wcześniej kontaktuje się z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej, nauczycielem, farmaceutą czy funkcjonariuszem służb. Dlatego tak ważne jest, aby wszystkie te środowiska posługiwały się wspólnymi zasadami postępowania i wiedziały, jak reagować na sygnały ostrzegawcze” – podkreśliła, cytowana w komunikacie, dr Daria Biechowska z Instytutu Psychiatrii i Neurologii.

Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie od lat podkreśla znaczenie ciągłości opieki i wczesnego reagowania na sygnały ostrzegawcze. Wskazuje, że w okresie wakacyjnym, kiedy zmienia się rytm funkcjonowania szkół, poradni i części placówek, utrzymanie stałego wsparcia ma szczególne znaczenie.

„Kryzys psychiczny wymaga koordynacji działań. Jeśli szkoła, podstawowa opieka zdrowotna, służby ratunkowe i specjalistyczne placówki psychiatryczne działają w oderwaniu od siebie, ryzyko przeoczenia sygnałów rośnie. Współpraca zwiększa szanse na wczesną interwencję” – wskazał dr hab. Łukasz Wieczorek z Instytutu Psychiatrii i Neurologii.

Eksperci zaznaczają, że nie zawsze trudności psychiczne zaczynają się od wyraźnego komunikatu o złym samopoczuciu. Często pierwszym sygnałem są subtelne, ale utrzymujące się zmiany w sposobie funkcjonowania – inne niż dotąd reakcje, wyraźna rezygnacja z kontaktu, brak inicjatywy czy widoczne napięcie. Jeśli takie zmiany utrzymują się przez kilka dni i odbiegają od dotychczasowego zachowania, warto zatrzymać się i zapytać, co się dzieje.

Wskazują, że szczególnie niepokojące mogą być sytuacje, gdy młoda osoba: przestaje odpowiadać na wiadomości i izoluje się od rówieśników, mówi o braku sensu, beznadziei lub byciu „ciężarem” dla innych, nagle porzuca dotychczasowe pasje i aktywności, reaguje nadmierną drażliwością lub impulsywnością, wyraźnie zmienia rytm snu (np. nie śpi nocą i przesypia większość dnia).

Podkreślają, że w takich momentach najważniejsze jest, by nie pozostawiać tej osoby samej z trudnymi emocjami. „Spokojna, uważna rozmowa – bez ocen, bez moralizowania i bez prób natychmiastowego »naprawiania« sytuacji może być pierwszym krokiem do realnego wsparcia. Często to właśnie bliscy jako pierwsi zauważają subtelne zmiany, dlatego ich rola jest kluczowa” – czytamy.

„W okresie wakacyjnym szczególnie ważne jest utrzymanie względnie stałego rytmu dnia, planowanie przerw w terapii z wyprzedzeniem oraz podtrzymywanie regularnego kontaktu z bliskimi. Nawet krótka, spokojna rozmowa może mieć znaczenie. Zadbane relacje i przewidywalność codzienności są jednym z najważniejszych czynników ochronnych” – dodano.

„Rozwój kryzysu zdrowia psychicznego ma często charakter stopniowy, a jego pierwsze symptomy bywają mało uchwytne. Dlatego tak ważne jest, aby zwracać uwagę na zmiany w codziennym funkcjonowaniu młodej osoby.” – przypomniała dr Biechowska.

Więcej materiałów edukacyjnych, wskazówek dotyczących reagowania na sygnały ostrzegawcze oraz opracowań eksperckich można znaleźć w Bibliotece „Zapobiegajmy samobójstwom”: https://zapobiegajmysamobojstwom.pl/biblioteka

Osoby przeżywające trudności i myślące o odebraniu sobie życia lub chcące pomóc osobie zagrożonej samobójstwem mogą skorzystać z całodobowych, bezpłatnych telefonów pomocowych: 800 70 22 22 – Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym (całodobowo), 116 123 – Telefon Wsparcia Emocjonalnego dla Dorosłych (całodobowo), 116 111 – Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży (całodobowo, dostępny również czat online na stronie 116111.pl), 800 12 12 12 – Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka (całodobowo), 800 100 100 – Telefon dla Rodziców i Nauczycieli w sprawie Bezpieczeństwa Dzieci (wsparcie m.in. dla dorosłych zaniepokojonych sytuacją dziecka), 112 – numer alarmowy w sytuacji bezpośredniego zagrożenia zdrowia lub życia. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Media społecznościowe coraz silniej kształtują sposób, w jaki dzieci i nastolatki postrzegają własny wygląd, zdrowie i codzienne wybory. Zdaniem specjalistów promowany w internecie kult idealnej sylwetki może sprzyjać rozwojowi zaburzeń odżywiania, sięganiu po używki oraz pogorszeniu dobrostanu psychicznego. Eksperci podkreślają, że potrzebna jest nie tylko edukacja zdrowotna w szkołach, ale także większa odpowiedzialność za treści publikowane w przestrzeni cyfrowej.
 
Zdaniem ekspertów media społecznościowe oddziałują na postrzeganie siebie wśród dzieci i młodzieży. Nadmierna ekspozycja na nie i dążenie do osiągnięcia idealnej sylwetki może nasilać skłonność do sięgania po używki czy środki psychoaktywne, jak również rozwój zaburzeń odżywiania. Specjaliści podkreślają, że duży wpływ na wybory żywieniowe młodego pokolenia mają rówieśnicy. Rozwiązaniem może być chociażby obowiązkowa edukacja zdrowotna czy wprowadzenie regulacji dotyczących treści w social mediach.

– Media społecznościowe wpływają na młodzież w zaskakujący sposób. Tworzą idealny kult pięknej sylwetki. Zarówno nastolatka, jak i nastolatek w okresie dojrzewania widzą świetną figurę czy sportowca. Będą chcieli tak samo wyglądać, a nie zwracają uwagi na przykład na cykl biologiczny czy budowę ciała, a każdy może mieć inną – mówi w rozmowie z agencją Newseria dr inż. Mateusz Gemba, prorektor ds. jakości kształcenia i dydaktyki w Warszawskiej Akademii Medyczno-Technicznej Nauk Stosowanych.

Jak wynika z najnowszego raportu „Internet dzieci 2026” opublikowanego przez Instytut Cyfrowego Obywatelstwa, 2,6 mln dzieci w wieku 7–14 lat korzysta z internetu. 55 proc. dzieci regularnie używa największych serwisów społecznościowych lub komunikatorów, mimo że nie są przeznaczone dla ich grupy wiekowej. 

– Nadmierny wpływ mediów na kreowanie wizerunku ciała i wyglądu może wpływać w sposób negatywny. Poprzez szukanie idealnych wzorców młodzież może sięgnąć po używki. Może to być kofeina, która w nadmiernej ilości będzie miała działanie ergogeniczne. Mam tu na myśli napoje energetyzujące pite w celu zwiększenia wydolności podczas treningów i wysiłku fizycznego – podkreśla dr Mateusz Gemba.

Zgodnie z raportem Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Instytutu Badawczego napoje energetyzujące regularnie spożywało 2,1 proc. dzieci w Polsce, natomiast wśród młodzieży w wieku 10–17 lat 35,7 proc. chłopców i 27,4 proc. dziewcząt. Od 1 stycznia 2024 roku w naszym kraju obowiązuje zakaz sprzedaży napojów energetycznych osobom niepełnoletnim.

– W drugim kroku możemy zwrócić uwagę na głodzenie się, na przykład przez dziewczęta, które będą chciały za wszelką cenę zredukować tkankę tłuszczową. Ona szczególnie u osób w okresie dojrzewania może negatywnie wpłynąć na rozwój układu hormonalnego – wyjaśnia ekspert.

Z badania przeprowadzonego w 2021 roku przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę „Wpływ korzystania z social mediów na postrzeganie swojego ciała przez nastolatków” wynika, że 62 proc. nastolatków uważa, że osoby, które są atrakcyjne, mogą z większą łatwością zdobyć popularność. 40 proc. z kolei sądzi, że ładne osoby są o wiele szczęśliwsze, a wśród tych spędzających więcej czasu w social mediach odsetek ten jest jeszcze wyższy (53 proc.).

– Powinny istnieć ograniczenia idealnego wizerunku w mediach społecznościowych, jednakże uważam, że to bardzo trudne do zrealizowania. Teraz mamy możliwość publikowania treści, jakie kto chce i nie ma znaczenia, kto co udostępnia. Mogą to być kanały prywatne, nie muszą być to takie, które polegają na kreowaniu treści bardziej zawodowych, gdzie pokazujemy swoją sylwetkę. Niemniej jednak uważam, że w przyszłości mogłoby to poprawić dobrostan psychiczny młodzieży – zaznacza dr Mateusz Gemba.

Z raportu „Internet dzieci 2026” wynika, że korzystanie z serwisów społecznościowych, obejmujących platformy umożliwiające tworzenie profili, publikację treści oraz interakcje między użytkownikami, stanowi centralny element aktywności cyfrowej dzieci. Średni dzienny czas korzystania wynosi 2 godziny i 33 minuty, co jest wynikiem znacząco wyższym niż w całej populacji (1 godzina i 33 minuty).

– Obserwujemy wpływ mediów społecznościowych na młodzież, po pierwsze, zaburzony dobrostan psychiczny. Coraz więcej młodzieży zmaga się z problemami, mam tu na myśli depresję, zaburzenie regulacji rytmu dnia, zaburzenia snu i odżywiania. To już nie tylko anoreksja, bulimia, ale również może być to kompulsywne objadanie się w dzień czy w nocy – tłumaczy prorektor ds. jakości kształcenia i dydaktyki w Warszawskiej Akademii Medyczno-Technicznej Nauk Stosowanych.

Badanie FDDS pokazuje, że obawa przed otyłością była jednym z częściej wyrażanych lęków związanych z własnym wyglądem. Aż 40 proc. dziewcząt martwiło się tym, że mogłoby przytyć. Obawę tę wyraża znacznie mniej chłopców (26 proc.).

– Problemy zaburzeń odżywiania w latach 90. były bardzo nasilone. Obecnie obserwujemy je ponownie, niemniej jednak to już są łączone zaburzenia odżywiania i mamy ich znacznie więcej. Ponadto kult supersylwetki sprawia, że młodzież sięga po różnego rodzaju środki odurzające. One poprzez zmniejszenie łaknienia przyczyniają się do rozwoju zaburzeń odżywiania – wyjaśnia dr Mateusz Gemba.

– Przeprowadzona przeze mnie ankieta dotycząca wpływu emocji na wybory żywieniowe dzieci i młodzieży w wieku 8–18 lat pokazała, że 3/4 osób ankietowanych uważa, że właśnie emocje wpływają na to, co oni jedzą. Główną emocją, która powoduje, że osoby ankietowane sięgają po pokarmy, jest nuda. Ona powoduje, że nasze kroki kierujemy do lodówki i spożywamy większe ilości jedzenia – podkreśla Anna Pawlak, wykładowca w Warszawskiej Akademii Medyczno-Technicznej Nauk Stosowanych.

Ankietowani uważają również, że sport jest najlepszym rozwiązaniem, które będzie pozwalało zniwelować negatywne emocje i dzięki temu przeciwdziałać kierowaniu się w stronę jedzenia. 

– To, co jeszcze wyszło istotnego, to na pewno to, że dzieci też bardzo często starają się rozmawiać z rówieśnikami czy też z rodzicami na temat swoich emocji i tego, jak się czują. Bardzo istotnym pytaniem było też to, czy reklama, influencerzy i rówieśnicy wpływają na wybory żywieniowe. Okazało się, że największy wpływ mają rówieśnicy. Niestety oni powodują, że ankietowane osoby wybierały produkty głównie niezdrowe, takie jak napoje energetyzujące, chipsy czy inne popularne produkty promowane przez influencerów – wyjaśnia Anna Pawlak.

– Młode pokolenie niestety nadal nie jest odpowiednio i w pełni wyedukowane, jeśli chodzi o zdrowie i o nawyki żywieniowe. Pracujemy nad tym, mamy chociażby edukację zdrowotną. Natomiast edukując w social mediach, sam widzę, że jednak wiedza jeszcze nie jest na odpowiednim poziomie – mówi Mateusz Szałajko, dietetyk.

Raport „Wybory żywieniowe dzieci i młodzieży – co na nie wpływa?” przygotowany przez firmę Nestlé Polska, Polski Związek Lekkiej Atletyki oraz Akademię Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego w Warszawie pokazuje, że wraz z wiekiem regularność spożywania posiłków stopniowo spada, a styl życia dzieci staje się bardziej zróżnicowany. Młodsze dzieci (9–10 lat) zwykle jedzą śniadanie w domu, zabierają drugie śniadanie do szkoły i mają posiłki przygotowywane przez rodziców. 

U starszych uczniów (11–12 lat) ta systematyczność jest mniejsza. Częściej pomijają oni śniadanie w domu, a także rezygnują z regularnego spożywania obiadu w szkole. Ponadto bardziej samodzielnie decydują o tym, co jedzą, a to przekłada się na wybieranie mniej wartościowych przekąsek. 

– Młodzi ludzie potrzebują wiedzy chociażby z zakresu prawidłowego żywienia. Widzę, że w social mediach jest ona na trochę niższym poziomie, a sam jestem na platformach takich jak Instagram czy TikTok, gdzie jest powielane wiele mitów żywieniowych. Nad tym obszarem warto więc pracować – uważa Mateusz Szałajko.

Od roku szkolnego 2026/2027 edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym w klasach od IV do VIII szkoły podstawowej oraz przez dwa lata w szkołach ponadpodstawowych. Obowiązkowe będą takie działy jak m.in. higiena cyfrowa, odżywianie, profilaktyka uzależnień czy też zdrowie psychiczne, fizyczne i społeczne.

– Edukacja zdrowotna będzie wsparciem do pozyskania wiedzy przez młodych ludzi. Jej brak, szczególnie tej żywieniowej, skutkuje tym, że trudno im oddzielić żywieniowe fakty od mitów, których mamy niestety dosyć sporo w social mediach. A mając taką bazę, są w stanie stwierdzić, czy dane treści są zgodne z aktualną wiedzą naukową – podkreśla dietetyk.

Źródło: Newseria

Utrata krtani po leczeniu nowotworu oznacza dla wielu pacjentów nie tylko problemy z komunikacją, ale także utratę możliwości wyrażania emocji głosem. Polski startup Uhura Bionics pracuje nad sztuczną krtanią nowej generacji, która ma umożliwić osobom po laryngektomii naturalniejszą mowę, śmiech, śpiew i ciche rozmowy. Projekt zdobył wielomilionowe wsparcie z Funduszy Europejskich i przygotowuje się do wejścia na rynek międzynarodowy.
Czy technologia może przywrócić osobom po laryngektomii nie tylko możliwość mówienia, ale też swobodę wyrażania emocji? Nad takim rozwiązaniem pracuje Uhura Bionics – polski startup medtech rozwijający sztuczne krtanie nowej generacji. Firma, wsparta kilkumilionowym dofinansowaniem z programu Fundusze Europejskie dla Polski Wschodniej (FEPW), realizowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), odnosi już także pierwsze sukcesy na rynku amerykańskim.
Ilość zachorowań na raka krtani rośnie

Według analizy opublikowanej w 2025 r. w BMC Cancer do 2050 r. globalna liczba nowych przypadków nowotworu krtani u mężczyzn może wzrosnąć o 72,5 proc., a liczba zgonów – o 81,3 proc. Choć choroba zdecydowanie częściej dotyka mężczyzn, prognozy wskazują na podobny trend także wśród kobiet: liczba nowych przypadków może zwiększyć się o niemal 70 proc., a liczba zgonów – o ponad 83 proc. To właśnie ten nowotwór odpowiada za większość operacji usunięcia krtani. Zabieg ten ratuje życie, ale trwale zmienia codzienne funkcjonowanie chorego, wiążąc się z utratą naturalnego głosu. Według badań po 12 miesiącach od całkowitej laryngektomii ponad 1/3 pacjentów spełniała kryteria klinicznej depresji.

Źródłem tego obciążenia nie jest wyłącznie sama choroba nowotworowa, ale także kumulacja jej trwałych konsekwencji. Po zabiegu usunięcia krtani pacjent musi nauczyć się na nowo mówić, połykać oraz funkcjonować w sytuacjach społecznych. Badania wskazują, że szczególnie obciążające psychicznie są trudności w komunikacji – lęk przed niezrozumieniem, problemy z rozmową w hałasie, przez telefon czy w pracy – a także poczucie utraty dawnej tożsamości oraz błędne przekonania o życiu po laryngektomii funkcjonujące w świadomości społecznej.

– W kulturze jest dużo złych przykładów – przekaz jest taki, że osoba z laryngofonem brzmi robotycznie, dziwnie. Przebywając w Stanach Zjednoczonych, bardzo często zauważałem także reklamy antynikotynowe, w których pojawiały się osoby po laryngektomii. Dlaczego w przestrzeni publicznej pokazuje się stomę – zwykły otwór w ciele służący do oddychania – jako coś odpychającego? Moim zdaniem to bardzo krzywdzący sposób reprezentacji, bo ludzie zaczynają bać się stomy i traktować ją jak coś wstydliwego. Osobom po laryngektomii zajmuje wiele lat, żeby się z tym pogodzić albo nie udaje im się to nigdy. Warto pokazywać takie osoby w zwykłych sytuacjach – nie przez pryzmat ich głosu – mówi Konrad Zieliński, cofounder i CEO Uhura Bionics.

Odzyskać głos

Ułatwienie porozumiewania się osobom po operacji usunięcia krtani jest kluczowe dla ich zdrowia psychicznego. Tego zadania podjął się Konrad Zieliński – cofounder i prezes startupu medtech Uhura Bionics, sam posługujący się sztucznym aparatem mowy. Zdiagnozowany z rakiem krtani w wieku 17 lat, przeszedł zabieg laryngektomii sześć lat później. Jego osobiste doświadczenia stały się motorem napędowym do zrewolucjonizowania rynku urządzeń ułatwiających komunikację.

– Podczas studiów prowadziłem badania nad różnymi obszarami z zakresu komunikacji – interesowało mnie zwłaszcza wszystko związane z mową. Uważam, że w kontekście porozumiewania się, intonacja, tempo i ton głosu są równie istotne jak same słowa. Wyrażanie emocji, które są czytelne właśnie poprzez wymienione elementy mowy, jest podstawą komunikacji – wspólne śmianie się, płakanie, życzenia, pytania. To najważniejsze pod względem emocjonalnym momenty życia – powiedzenie komuś bliskiemu „kocham cię” w sposób, który w pełni to uczucie wyrazi. Rozwiązania obecnie dostępne na rynku nie pozwalają osobom po zabiegu usunięcia krtani na pełną ekspresję emocjonalnych niuansów, śmiech, płacz czy śpiew. Chciałbym to zmienić – mówi Konrad Zieliński.

Z Ełku do San Francisco

Uhura Bionics powstało pod koniec 2022 roku. W ciągu kilku lat założona przez dwóch studentów – Konrada Zielińskiego i Marka Grzelca – spółka rozwinęła się w wielokrotnie nagradzany startup z planami globalnej ekspansji.

– Pierwsze kroki jako przedsiębiorcy stawialiśmy w programie PARP „Platformy startowe dla nowych pomysłów”. Dzięki tej współpracy mogliśmy ruszyć z projektem. Potem zdecydowaliśmy się aplikować o kolejne finansowanie poprzez PARP, które pomogło nam opatentować naszą innowacyjną sztuczną krtań Tik-Tak. Przełomowym momentem było uruchomienie własnej produkcji. Zauważyliśmy, że logopedzi czy lekarze zupełnie inaczej reagują, kiedy mamy produkt w pudełku, który można postawić na półce i sprzedać pacjentowi, niż kiedy mamy tylko pomysł w głowie – opowiada Konrad Zieliński.

Startup dopiero się rozpędza. Kolejne finansowanie w wysokości 2 milionów złotych, przyznane Uhura Bionics z Funduszy Europejskich dla Polski Wschodniej (FEPW), ma pomóc spółce w dalszym skalowaniu działalności. Równolegle Uhura Bionics rozwija relacje na rynku amerykańskim i uczestniczy w kalifornijskim ekosystemie startupowym. W ramach programu SF Startup Labs founderzy przygotowują się do wejścia na rynek USA, rozmów z inwestorami i funkcjonowania według standardów Doliny Krzemowej.

– Nasze urządzenia cieszą się sporym zainteresowaniem za granicą. Obecnie produkujemy 500 sztucznych krtani, które za pośrednictwem amerykańskiego partnera zostaną wprowadzone na globalne rynki – mówi Konrad Zieliński. – Jesteśmy doceniani także w Polsce – od lipca rozpoczynamy grant z ElevenLabs, ostatnio wygraliśmy Polish Startup Competition podczas Infoshare w Gdańsku, odnieśliśmy też sukces na Carpathian Startup Fest w Rzeszowie. Momenty, które jednak cieszą mnie równie mocno jak takie wyróżnienia, to interakcje z osobami po laryngektomii i ciekawość, jaką wykazują względem naszych produktów. Ostatnio byłem na kontroli w Poznaniu i trzy osoby podeszły do mnie, bo chciały dowiedzieć się, jak udaje mi się tak wyraźnie mówić. Pokierowałem je w stronę nowych rozwiązań. Wiem z własnego doświadczenia, że dobór odpowiedniego urządzenia potrafi odmienić życie – dodaje Konrad Zieliński.

„Chcę śpiewać!”

Konrad Zieliński jest rozpoznawalną postacią w środowisku laryngologicznym. Równolegle do kariery biznesowej rozwija także działalność naukową – w 2026 roku ukończy doktorat na Uniwersytecie Warszawskim. Podczas studiów badał codzienne sytuacje, z którymi stykają się osoby mówiące atypowo, a które mogą powodować trudności oraz stres.

– Głównym obszarem naukowym, którym się zajmuję, jest analiza interakcji. Najpierw stworzyłem dla siebie listę sytuacji, które są trudne i problematyczne, ale da się je rozwiązywać. To na przykład granie na gitarze i śpiewanie w nowej grupie znajomych, wspinanie się z liną i krzyczenie do partnera „daj mi więcej luzu na linie” czy pływanie na plaży z dzieckiem znajomych. Każda z tych sytuacji wymaga umiejętności przekazywania emocji poprzez mowę. Co za tym idzie, aby realnie pomóc osobom używającym aparatów mowy w pokonaniu tej bariery, potrzebne są rozwiązania, które wprowadzą opcję wyrażania uczuć przez głos. To nasza misja – podkreśla Konrad Zieliński.

Marzeniem Konrada, wywodzącym się z jego nastoletnich pasji, jest możliwość śpiewu. Cel został osiągnięty. Pod koniec 2026 Uhura Bionics wprowadzi na rynek sztuczną krtań nowej generacji pod nazwą Whitney – na cześć legendarnej amerykańskiej piosenkarki Whitney Houston. Na tle obecnie dostępnych urządzeń rozwiązanie wyróżnia się możliwością naturalnego odwzorowania intonacji i emocji, obsługą kobiecego głosu oraz funkcjami wykraczającymi poza samą mowę – umożliwia śmiech, śpiew i prowadzenie cichych rozmów.

– Razem z Gabi (Gabrielą Kołtun – przyp. red.), naszą Chief of Staff, a zarazem instruktorką śpiewu w studiu Vocalis, przygotowujemy koncert w Parku Bródnowskim 26 czerwca br. W jego trakcie wykonam trzy utwory przy użyciu Whitney, będzie to premiera tego urządzenia. Jestem bardzo podekscytowany – chodzę nawet na lekcje śpiewu! – mówi Konrad Zieliński.

Źródło: inf pras

Tylko co dziesiąta kobieta deklaruje, że dobrze śpi sześć nocy w tygodniu, podczas gdy co trzecia szacuje, że osiąga prawdziwie regenerujący sen tylko trzy do czterech razy w tygodniu – wynika z globalnego badania snu. Może to wskazywać na ukryte zaburzenie snu, takie jak obturacyjny bezdech senny. Problem polega jednak na tym, że schorzenie to kojarzy się przede wszystkim z mężczyznami, przez co u kobiet często pozostaje niezdiagnozowane.
Według globalnego badania snu zleconego przez firmę Resmed, eksperta w dziedzinie snu, co czwarta kobieta ma trudności z zasypianiem co najmniej trzy lub więcej nocy w tygodniu, a 27% respondentek zgłasza, że budzi się niewyspane. Uczestniczki badania wskazały stres i lęk jako najczęstsze przyczyny tych problemów (42%). Jednak pierwotna przyczyna może leżeć w schorzeniu, które zwyczajowo przypisuje się mężczyznom. To obturacyjny bezdech senny, który w przypadku kobiet może dawać nietypowe objawy, a to utrudnia diagnozę. Obchodzony 28 maja Międzynarodowy Dzień Działań na rzecz Zdrowia Kobiet jest doskonałą okazją do tego, aby zwrócić uwagę na problem, który jak się okazuje może dotyczyć nawet 50% kobiet w wieku od 20 do 70 lat.

Pułapka „męskiej” choroby i nietypowych objawów

Obturacyjny bezdech senny jest powszechnie postrzegany jako choroba mężczyzn, a to sprawia, że wiele kobiet nawet nie zakłada, że ich problemy z samopoczuciem mogą wynikać właśnie z tego schorzenia. Sytuację komplikuje fakt, że kobieca twarz bezdechu jest zupełnie inna niż ta powszechnie znana. Podczas gdy mężczyźni częściej zgłaszają chrapanie i przerwy w oddychaniu, u kobiet pojawiają się objawy takie jak bezsenność, zespół niespokojnych nóg, senność w ciągu dnia, bóle głowy i mięśni, nadmierny przyrost masy ciała czy depresja[3]. Co więcej, badania wykazały, że kobiety mają tendencję do częstszego zgłaszania dolegliwości nawet przy łagodnym przebiegu bezdechu. Zauważono w nich też, że kobiety z łagodnym bezdechem wykazują niższy wskaźnik senności niż mężczyźni, ale jednocześnie deklarują znacznie wyższy poziom wyczerpania i zmęczenia. Ich jakość życia jest wyraźnie obniżona, a stanom tym często towarzyszy wyższy poziom lęku, depresji oraz trudności z utrzymaniem ciągłości snu.

Ignorowanie bezdechu to ryzyko dla całego organizmu

Brak odpowiedniej diagnozy i pozostawienie bezdechu sennego bez leczenia niesie poważne konsekwencje dla organizmu kobiety. To nie tylko kwestia gorszego samopoczucia, ale realne zagrożenie dla układu krwionośnego i metabolicznego. Ponad połowa kobiet cierpiących na obturacyjny bezdech senny zmaga się jednocześnie z nadciśnieniem tętniczym, a niemal co druga ma podwyższony poziom cholesterolu. Nieleczone zaburzenia oddychania podczas snu zwiększają też ryzyko wystąpienia cukrzycy typu 2 oraz choroby wieńcowej.

Ciąża i menopauza – kluczowe momenty w życiu kobiety

Okresami w życiu kobiet, w których powinny zachować szczególną czujność są ciąża i menopauza. Badania pokazują, że w okresie oczekiwania na dziecko na obturacyjny bezdech senny cierpi jedna na pięć kobiet. To konsekwencja procesów, które zachodzą w ciele kobiety w tym okresie. Okazuje się, że zmiany hormonalne w organizmie oraz ucisk na drogi oddechowe[7] mogą powodować niebezpieczne przerwy w oddychaniu, wpływając zarówno na zdrowie matki, jak i rozwijającego się dziecka.

Menopauza to równie krytyczny moment. Wówczas spadek poziomu hormonów chroniących napięcie mięśni gardła sprawia, że wiele kobiet po raz pierwszy w życiu zaczyna doświadczać objawów bezdechu[8]. Zmiany te często bywają mylnie utożsamiane wyłącznie z procesem starzenia lub typowymi dolegliwościami klimakterium, co opóźnia wdrożenie skutecznej terapii, mogącej przywrócić komfort życia i uchronić przed poważnymi powikłaniami. Tymczasem wczesna diagnoza jest niezwykle istotna, ponieważ jak wynika z badań, po menopauzie ryzyko bezdechu sennego u kobiet wzrasta do poziomu mniej więcej takiego samego jak u mężczyzn.

 
Więcej informacji, w tym prosty internetowy test oceny snu, można znaleźć na stronie https://www.resmed.pl/better-sleep
Ocena snu nie jest odpowiednia dla osób poniżej 18 roku życia. Jest to narzędzie do samooceny, które może pomóc Ci ustalić, czy występuje u Ciebie którykolwiek z typowych objawów bezsenności lub obturacyjnego bezdechu sennego. Nie jest to narzędzie diagnostyczne i nie stanowi porady medycznej. Poleganie na informacjach uzyskanych za pośrednictwem tego narzędzia odbywa się wyłącznie na twoje własne ryzyko. Zalecamy skonsultowanie się z lekarzem w sprawie wyników oceny snu lub jeśli masz obawy dotyczące swojego snu.

Źródło: inf pras

Choroba przewlekła zmienia nie tylko ciało, ale też relacje, poczucie atrakcyjności, bliskość i obraz samego siebie. Seksualność pacjentów wciąż bywa tematem pomijanym, choć dla wielu osób staje się jednym z najtrudniejszych doświadczeń po diagnozie i leczeniu. Eksperci i pacjenci mówią wprost: nie wystarczy uratować życie. Trzeba jeszcze pomóc człowiekowi wrócić do życia. 
„Seksualność w chorobach przewlekłych to temat, o którym bardzo rzadko rozmawiamy. Zazwyczaj dominuje myślenie: najważniejsze, że żyjesz, że jesteś leczony. A to, że po drodze rozsypują się związki albo powstają blizny na ciele i na duszy, bywa spychane na margines, choć jest częścią doświadczenia choroby” – mówiła red. Małgorzata Telmińska, prowadząca debatę ekspercką „Seksualność w chorobach przewlekłych – od tabu do standardu opieki”, zorganizowaną w ramach cyklu „Wyprzedźmy chorobę!” przez Parlamentarny Zespół ds. Profilaktyki Nowotworowej RAK STOP.

Już otwierając spotkanie, Katarzyna Piekarska, przewodnicząca zespołu, podkreślała, że rozmowa dotyczy obszaru, który w systemie ochrony zdrowia bardzo często pozostaje niewidoczny. „Pacjenci często nie mają odwagi zapytać, a lekarze głównie zajmują się leczeniem ciała, tym, żebyśmy byli zdrowi i sprawni. Natomiast o tej kwestii, która przecież jest bardzo ważna w życiu człowieka, często się nie mówi. A skoro pacjent nie pyta, to trochę tak, jakby problemu nie było. A on jest i warto to tabu przełamywać” – zaznaczała Katarzyna Piekarska.

W jej wystąpieniu szczególnie wybrzmiał osobisty wymiar choroby i leczenia. Katarzyna Piekarska mówiła o doświadczeniu mastektomii nie jako o abstrakcyjnym problemie medycznym, ale jako o zmianie, która dotyka obrazu własnego ciała, kobiecości i bliskości. „Zaczęłam o tym myśleć po mastektomii. Mam problem ze swoim ciałem po leczeniu, choć od razu powiem, że jestem bardzo zadowolona z efektów i bardzo wdzięczna lekarzowi. Niemniej trudno zaakceptować swoje ciało, kiedy nagle w miejscu, które postrzegamy jako atrybut kobiecości, pojawia się pustka. Mam problem, żeby patrzeć na siebie w lustrze, więc pojawia się też problem bliskości i relacji z partnerem” – mówiła przewodnicząca zespołu.

Ten osobisty ton powracał później wielokrotnie. Bo choć debata odbywała się w Sejmie, w gronie ekspertów i przedstawicieli organizacji, jej zasadniczy sens był bardzo prosty: choroba przewlekła nie odbiera człowiekowi potrzeby bliskości, bycia widzianym, akceptowanym i traktowanym podmiotowo.

Seksualność nie znika z powodu diagnozy

Dr Sebastian Zdończyk, prezes Polskiego Towarzystwa Psychoonkologicznego, podkreślał, że seksualność powinna być uznana za część jakości życia pacjenta, a nie za temat dodatkowy. „Pacjent onkologiczny to dziś pacjent w każdym wieku i musimy jasno powiedzieć: seksualność nie znika z powodu diagnozy nowotworu. Ona może się zmieniać, ale nadal pozostaje ważnym elementem życia, zdrowia i relacji. Dlatego powinniśmy uwzględniać ją zarówno w opiece onkologicznej, jak i psychoonkologicznej, bo realnie wpływa na komfort i jakość życia pacjentów” – mówił dr Zdończyk.

Prof. Tomasz Dzierżanowski, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny paliatywnej zwracał uwagę, że seksualność nie może być sprowadzana wyłącznie do współżycia. „Musimy zacząć od podstawowej rzeczy: seksualność to nie to samo co seks. Seksualność jest elementem tożsamości człowieka, sposobem realizowania własnego człowieczeństwa i nie można sprowadzać tej rozmowy wyłącznie do współżycia seksualnego. Mówimy o bliskości, relacjach, poczuciu własnej wartości i jakości życia” – podkreślał prof. Dzierżanowski.

Z tej perspektywy rozmowa o seksualności nie jest dodatkiem do leczenia, ale częścią całościowego spojrzenia na pacjenta. Dr n. med. Andrzej Depko, neurolog, seksuolog i prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej, wskazywał, że wpływ chorób przewlekłych na seksualność może mieć wiele wymiarów. Jak wyjaśniał dr Depko: „Wpływ chorób przewlekłych na seksualność może być zarówno bezpośredni, jak i pośredni. Ból, zmęczenie, ograniczenia ruchowe czy utrata pożądania mogą uniemożliwiać realizowanie życia seksualnego. Dochodzi do tego wpływ psychologiczny – poczucie utraty atrakcyjności, wstyd związany z bliznami czy zmianami w ciele oraz wycofywanie się z relacji, bo pacjent przestaje czuć się partnerem lub partnerką.”

Nie tylko przeżyć. Także żyć po leczeniu

Prof. dr hab. n. med. Krzysztof Nowosielski, ginekolog onkologiczny, wskazywał, że w nowoczesnej opiece onkologicznej trzeba uwzględniać wartości pacjentów, ich plany, potrzeby i oczekiwania wobec życia po terapii. „Powinniśmy odejść od myślenia, że w chorobie nowotworowej najważniejsze jest wyłącznie przeżyć. Leczenie powinno być prowadzone tak, aby w możliwie najmniejszym stopniu pogarszało jakość życia i naruszało wartości ważne dla pacjentki czy pacjenta. Dla jednej osoby priorytetem będzie zachowanie płodności, dla innej możliwość satysfakcjonującego życia seksualnego – i każda z tych potrzeb jest równie ważna” – podkreślał prof. Nowosielski.

Agnieszka Siedlarska, wiceprezeska Fundacji Stoma Life, wskazywała, że w przypadku osób ze stomią przez lata dominował przekaz: najważniejsze, że żyjesz. Dziś trzeba do niego dodać pytanie o jakość tego życia. „Przez wiele lat mówiliśmy pacjentom przede wszystkim: żyjesz, ciesz się, że operacja się udała. I oczywiście życie jest wartością nadrzędną, ale nie da się pominąć pytania, jak to życie wygląda później. Nie można pomijać jakości życia, a seksualność i bliskość są jej bardzo ważnym elementem” – mówiła Agnieszka Siedlarska.

Dane z ankiety Fundacji Stoma Life pokazują, jak ogromna jest luka w komunikacji. Jak relacjonowała: „W naszej ankiecie aż 90 proc. respondentów odpowiedziało, że przed operacją wyłonienia stomii nikt nie przygotował ich do tego, jaki wpływ będzie miała na życie intymne. 85 proc. wskazało, że nikt z personelu medycznego nie rozmawiał z nimi o seksualności, a 80 proc. przyznało, że stomia bardzo mocno wpłynęła na poczucie atrakcyjności i relacje. To bardzo smutne, ale też dające do myślenia dane.”

Także prof. Michał Lew-Starowicz, psychiatra i seksuolog, zwracał uwagę, że pacjenci często trafiają do seksuologa dopiero wtedy, gdy problem jest już utrwalony i wpływa na związek, nastrój oraz codzienne funkcjonowanie. „Do seksuologa najczęściej trafia nie pacjent ze świeżo rozpoznaną chorobą nowotworową, ale osoba już po pewnym czasie leczenia, często z wieloma powikłaniami. Są to pacjenci zmagający się nie tylko ze skutkami samej choroby i terapii, ale również z reakcjami depresyjnymi, zaburzeniami adaptacyjnymi czy problemami w relacjach. Bardzo często trafiają dopiero wtedy, gdy trudności seksualne zaczynają silnie zakłócać życie i związek” – mówił prof. Lew-Starowicz.

Ekspert podkreślał, że w onkologii szczególnie silnie na seksualność wpływa samo leczenie. Jak zaznaczał prof. Lew-Starowicz: „W chorobach nowotworowych zdecydowanie większym obciążeniem dla zdrowia seksualnego jest często nie sama choroba, ale jej leczenie. Dotyczy to szczególnie nowotworów w obrębie miednicy i okolic narządów płciowych, gdzie dochodzi do uszkodzeń struktur naczyniowo-nerwowych, ale także leczenia systemowego, takiego jak chemioterapia. To właśnie te elementy najczęściej zaburzają funkcje seksualne.”

„Nie zamierzam być samotna do końca życia”

Szczególnie mocno wybrzmiał głos Agnieszki Wyrwał, radnej m.st. Warszawy i pacjentki onkologicznej. Jej wypowiedź pokazała, że za systemowymi pojęciami, takimi jak jakość życia, skutki uboczne leczenia czy wsparcie psychoonkologiczne, stoją konkretne doświadczenia pacjentów. „Sama jestem pacjentką onkologiczną i niestety doświadczyłam wielu trudnych spotkań z ochroną zdrowia. Mam wrażenie, że pacjent, który dowiaduje się o diagnozie, po prostu wpada w system i staje się niewidoczny, traktowany trochę przedmiotowo. To wszystko, o czym dziś mówimy – wsparcie emocjonalne, rozmowa o seksualności – mam wrażenie, że w praktyce bardzo często po prostu nie funkcjonuje” – mówiła Agnieszka Wyrwał.

Opowiadała również o doświadczeniu menopauzy wywołanej leczeniem, które dla wielu pacjentek jest nie tylko medycznym skutkiem terapii, ale także głęboką zmianą w postrzeganiu własnego ciała i kobiecości. „Dla mnie jako kobiety niezwykle ważne było to, że nagle przechodzę menopauzę wywołaną leczeniem i muszę się z tym mierzyć. Nikt o tym nie mówi, kiedy dostajemy leki, które pozbawiają nas ważnego elementu kobiecości. Bo to nie dotyczy tylko piersi – kiedy w wieku, w którym jeszcze normalnie miesiączkujemy, wszystko nagle się zmienia, to bardzo wpływa na psychikę, a nikt się nad pacjentką nie pochyla i nie tłumaczy skutków ubocznych leczenia” – podkreślała.

Najmocniej zabrzmiała jednak jej opowieść o reakcji, z jaką spotkała się, gdy chciała rozmawiać o rekonstrukcji piersi. „Usłyszałam od pani onkolog, kiedy chciałam poruszyć temat rekonstrukcji piersi: ‘Po co pani w tym wieku się tym zajmuje?’. To się naprawdę ciągle zdarza. A dla mnie ten element seksualności jest niezwykle ważny, szczególnie że przechodziłam raka jako singielka, bez wsparcia partnera. Nie zamierzam być samotna do końca życia” – mówiła Agnieszka Wyrwał.

Seksualność po chorobie nie jest „fanaberią” ani tematem drugorzędnym. To część godności, samoakceptacji i prawa do dalszego życia. „Żyjemy w epoce kultu ciała, jeszcze wzmacnianego przez media społecznościowe i sztuczną inteligencję. Wszystko, co odbiega od normy, bywa piętnowane. Dlatego musimy odczarowywać raka i pokazywać, że po chorobie chcemy żyć godnie, korzystać z życia, budować relacje i nie rezygnować z siebie” – zaznaczała radna m.st. Warszawy.

Pacjent nie pyta, lekarz nie pyta

Wielu uczestników debaty wskazywało, że podstawowym problemem jest brak rozmowy. Pacjenci często nie wiedzą, czy mogą zapytać. Lekarze często nie pytają, bo nie mają czasu, kompetencji albo uznają, że najważniejsze jest leczenie choroby zasadniczej.

Pacjent nie mówi, lekarz nie pyta. Lekarz skupia się na leczeniu choroby zasadniczej, a pacjent często nie ma odwagi powiedzieć, że od momentu wdrożenia leczenia seksualność zaczęła kuleć. Tymczasem wiele leków stosowanych w chorobach przewlekłych realnie wpływa na życie seksualne” – mówił dr Andrzej Depko.

„Pacjent prawie nigdy sam nie powie o swoich potrzebach seksualnych w gabinecie, ale prawie zawsze odpowie, jeśli zostanie zapytany. Dlatego pytanie o potrzeby seksualne powinno być elementem standardowego wywiadu medycznego – tak samo jak pytamy o ból czy inne objawy” – podkreślał prof. Dzierżanowski.

Prof. Krzysztof Nowosielski dodawał, że rozmowa powinna zaczynać się jeszcze przed leczeniem, nie dopiero wtedy, gdy problem stanie się źródłem cierpienia. „Pacjentki mówią bardzo jasno: chcą rozmawiać o seksualności nie wtedy, gdy problem już się pojawi, ale wcześniej – jeszcze przed leczeniem. Najtrudniejsze pytania dotyczą tego, kiedy można wrócić do aktywności seksualnej, czy będzie to bezpieczne i jak może wyglądać życie intymne po terapii. Tymczasem tylko część lekarzy w ogóle porusza ten temat” – mówił prof. Nowosielski.

Jak wskazywał, już samo zasygnalizowanie gotowości do rozmowy może zmienić sytuację pacjenta. „Jeśli już na początku leczenia sygnalizujemy pacjentowi, że zmiany mogą dotyczyć także życia seksualnego i że jesteśmy gotowi o tym rozmawiać w każdym momencie terapii, dzieje się coś bardzo ważnego. Pacjent widzi, że jego seksualność nie jest tematem tabu i że dla lekarza także ma znaczenie. To otwiera przestrzeń do rozmowy później – również w domu, między partnerami” – zaznaczał ginekolog onkologiczny.

Choroba dotyka także partnera

Eksperci podkreślali, że choroba przewlekła wpływa nie tylko na pacjenta, ale także na partnera, relację i cały układ rodzinny. „Można mieć wspierającego partnera, który przechodzi przez chorobę razem z nami, ale można też spotkać się z wycofaniem drugiej strony. Zdarza się, że pacjent, który doświadcza utraty atrakcyjności albo odrzucenia, zaczyna obawiać się kolejnych relacji i nie pozwala sobie już na budowanie bliskości. To dodatkowo pogłębia problemy psychiczne i seksualne” – wskazywał dr Andrzej Depko.

Prof. Tomasz Dzierżanowski podkreślał natomiast, że również partner czy opiekun mierzy się z obciążeniem emocjonalnym, zmęczeniem i lękiem. „Musimy pamiętać, że przewlekła choroba dotyczy nie tylko pacjenta, ale też partnera czy opiekuna. Zmęczenie, przeciążenie codziennością, lęk i trudne emocje wpływają również na relację i życie intymne. Dlatego nie możemy patrzeć na seksualność wyłącznie z perspektywy chorego” – mówił prof. Dzierżanowski.

Zwracał też uwagę, że bliskość nie musi oznaczać współżycia. „Realizacja seksualności nie musi oznaczać stosunku seksualnego. To może być przytulenie, dotyk, bliskość, wspólne leżenie obok siebie. Wielu pacjentów mówiło mi: ‘Panie profesorze, ja chciałem się tylko przytulić’. I to jest równie ważna część człowieczeństwa” – zaznaczał specjalista medycyny paliatywnej.

Otyłość, stomia, endometrioza, choroby serca. Ten problem dotyczy wielu grup pacjentów

Choć wiele wypowiedzi dotyczyło onkologii, uczestnicy debaty podkreślali, że seksualność powinna być uwzględniana również w innych chorobach przewlekłych. Ewa Godlewska, prezeska Fundacji FLO, mówiła o pacjentach chorujących na otyłość, którzy często mierzą się ze stygmatyzacją, także w gabinetach lekarskich. „Pacjenci z chorobą otyłościową są często postrzegani jako nieatrakcyjni, zaniedbani, pozbawieni prawa do bliskości czy seksualności. Wiele kobiet doświadcza dyskryminacji nawet w gabinetach lekarskich – słyszą, że najpierw mają schudnąć, a dopiero później zostaną zbadane. To pokazuje, jak daleko jesteśmy od rozmowy o zdrowiu seksualnym tej grupy pacjentów” – mówiła Ewa Godlewska.

Jak podkreślała, otyłość sama może wpływać na funkcje seksualne, ale dodatkowo wiąże się z wieloma powikłaniami, które ten problem pogłębiają. „Otyłość nie tylko sama może powodować zaburzenia funkcji seksualnych, ale wiąże się też z około 200 powikłaniami, które dodatkowo wpływają na zdrowie intymne. Mówimy o cukrzycy typu 2, chorobach sercowo-naczyniowych, depresji czy nowotworach. To sprawia, że jest to grupa szczególnie narażona na problemy seksualne, a jednocześnie bardzo zaniedbana systemowo” – zaznaczała prezeska Fundacji FLO.

Z kolei prof. Piotr Dobrowolski, kardiolog, mówił o pacjentach z chorobami sercowo-naczyniowymi, w tym o coraz młodszych osobach po zawale czy z nadciśnieniem tętniczym. „W kardiologii zbyt rzadko pytamy pacjentów o seksualność, choć doskonale wiemy, że choroby układu krążenia coraz częściej dotyczą osób młodych. Coraz więcej pacjentów doświadcza zawału serca przed 40. rokiem życia, a nadciśnienie tętnicze zaczyna się już u osób dwudziestoletnich, czasem nawet wcześniej. To są pacjenci, dla których życie seksualne pozostaje bardzo ważnym elementem funkcjonowania” – podkreślał prof. Dobrowolski.

Zwracał też uwagę na ryzyko, jakie niesie brak rozmowy z lekarzem. Wtedy pacjent szuka odpowiedzi w internecie, trafia na mity i może zrezygnować z leczenia. „Pacjent często nie rozmawia o seksualności z lekarzem, ale czyta internet. Jeśli nie zostanie odpowiednio poinformowany, trafia na mity dotyczące leczenia kardiologicznego i zaczyna obawiać się, że terapia zniszczy jego życie intymne. To może prowadzić do rezygnacji z leczenia, a konsekwencje bywają bardzo poważne” – mówił kardiolog.

Z kolei Monika Dębińska, fizjoterapeutka, mówiła o wstydzie pacjentek po leczeniu, po mastektomii, operacjach ginekologicznych czy endometriozie. „Do fizjoterapeuty trafiają wszyscy pacjenci – po mastektomii, po operacjach ginekologicznych, z endometriozą, pacjenci kardiologiczni. I naprawdę widać, jak dużo jest wstydu. Kobiety przychodzą i proszą o zmianę specjalisty na kobietę, bo wstydzą się pokazać po mastektomii, wstydzą się swojego ciała. To się naprawdę dzieje i to siedzi w ludziach bardzo głęboko” – mówiła Monika Dębińska.

System nie jest przygotowany

W wielu wypowiedziach powracał problem braku specjalistów, braku finansowania i braku procedur. „Jeśli szukamy praktycznych rozwiązań, to trzeba ich szukać przede wszystkim w samej onkologii. Powinniśmy zidentyfikować konkretne momenty leczenia i konkretne typy nowotworów, w których ryzyko powikłań seksuologicznych jest szczególnie wysokie. W takich sytuacjach automatycznie powinien być wdrażany algorytm postępowania: informacja, edukacja i możliwość skierowania pacjenta po odpowiednią pomoc” – mówił prof. Lew-Starowicz.

Jednocześnie zwracał uwagę, że pacjent często nie jest informowany o możliwych konsekwencjach leczenia dla seksualności. „Pacjenci bardzo często są zaskoczeni problemami seksualnymi po leczeniu, bo wcześniej nikt ich o tym nie informował. To ogromny problem, bo trudno mówić o świadomej decyzji terapeutycznej, jeśli pacjent nie wie, jakie konsekwencje leczenia mogą dotyczyć jego seksualności i relacji. Jeżeli mówimy o wspólnym podejmowaniu decyzji z lekarzem, to musi być to decyzja naprawdę świadoma” – podkreślał psychiatra i seksuolog.

Dr Andrzej Depko wskazywał na deficyt poradni seksuologicznych finansowanych przez NFZ. „W siedmiu województwach nie ma ani jednej poradni seksuologicznej w ramach NFZ. To oznacza, że pacjent zostaje skazany na jeżdżenie do innego województwa albo na prywatną opiekę. Albo zapłacisz prywatnie, albo nie będziesz miał dostępu do pomocy wcale” – mówił dr Depko.

W jego ocenie problemem jest również sposób finansowania opieki seksuologicznej. „Prowadzenie poradni seksuologicznej po prostu się nie opłaca. System finansowania sprawia, że zamiast rozwijać opiekę seksuologiczną, placówki rozważają jej zamykanie. Przy takim podejściu naprawdę trudno mówić o realnym zajmowaniu się seksualnością pacjentów” – zaznaczał prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej.

Edukacja lekarzy i pytanie, które nic nie kosztuje

Jednym z najczęściej powracających postulatów była edukacja personelu medycznego. Prof. Piotr Dobrowolski mówił wprost, że pytanie o seksualność powinno stać się naturalną częścią rozmowy lekarskiej. „Powinniśmy uczyć przyszłych lekarzy rozmawiać o seksualności już na studiach medycznych. Czasem mam wrażenie, że to my, lekarze, bardziej się wstydzimy zapytać niż pacjent odpowiedzieć. Tymczasem pytanie o życie intymne powinno być naturalnym elementem rozmowy – zarówno w gabinecie kardiologa, lekarza rodzinnego, jak i innych specjalistów” – podkreślał prof. Dobrowolski.

Podobnie mówił prof. Nowosielski, wskazując, że nie da się kierować wszystkich pacjentów od razu do seksuologa. System musi działać szerzej, już na poziomie lekarzy różnych specjalności. „Nie rozwiążemy tego problemu, kierując wszystkich pacjentów do seksuologów, bo jest ich po prostu za mało. Dlatego trzeba odwrócić sposób myślenia: każdy lekarz, niezależnie od specjalizacji, powinien zapytać pacjenta o życie intymne i o to, czy pojawiają się trudności wymagające rozmowy. Dopiero wtedy osoby, których problemy przekraczają kompetencje lekarza prowadzącego, powinny trafiać do specjalistów seksuologii” – mówił prof. Nowosielski.

Dr Depko zwracał natomiast uwagę, że edukacja medyczna nie przygotowuje lekarzy do łączenia wiedzy z różnych dziedzin z realnymi problemami pacjenta. „Pytam studentów szóstego roku: mieliście anatomię, fizjologię, neurologię, ginekologię, urologię – powiedzcie mi więc, dlaczego pacjent z cukrzycą ma zaburzenia seksualne i jakie mogą to być zaburzenia. I zapada cisza. Oni nie potrafią połączyć wiedzy, którą teoretycznie już mają, z realnym problemem pacjenta” – mówił seksuolog.

W jego ocenie seksualność musi być wpisana w myślenie o jakości życia pacjenta, a nie pozostawiona jako temat fakultatywny. „Każda specjalizacja lekarska powinna zawierać element dotyczący zaburzeń seksualnych związanych z chorobą zasadniczą i jej leczeniem. To powinien być standard myślenia o jakości życia pacjenta, a nie dodatkowy fakultet” – podkreślał dr Depko.

Prehabilitacja, materiały dla pacjentów i rola organizacji

W debacie pojawiły się też konkretne propozycje działań, które można wdrażać już teraz. Prof. Krzysztof Nowosielski wskazywał na prehabilitację jako właściwy moment rozmowy o możliwych skutkach leczenia. „Prehabilitacja, czyli przygotowanie pacjenta do leczenia operacyjnego, jest najlepszym momentem do rozmowy o seksualności. Pacjent ma wtedy czas, żeby przygotować się nie tylko dietetycznie czy psychologicznie, ale również zrozumieć, jak leczenie może wpłynąć na życie intymne i co będzie się działo później. To jest moment, którego nie powinniśmy pomijać” – mówił prof. Nowosielski.

Eksperci wskazywali, że pacjenci potrzebują nie tylko rozmowy w gabinecie, ale także prostych i rzetelnych materiałów edukacyjnych dotyczących seksualności po leczeniu – poradników, ulotek czy stron internetowych, do których można wrócić później. Podkreślano również znaczenie opieki zespołowej oraz większego zaangażowania organizacji pacjenckich, które mogą wspierać chorych w oswajaniu zmian dotyczących bliskości, relacji i życia po chorobie. 

Od rozmowy do konkretnych działań

Uczestnicy debaty byli zgodni, że seksualność w chorobach przewlekłych nie może pozostawać tematem pomijanym. Wśród najważniejszych postulatów pojawiły się: większa edukacja personelu medycznego, przygotowanie pacjentów do skutków leczenia już na etapie terapii, lepszy dostęp do wsparcia specjalistycznego i bardziej otwarta komunikacja w gabinecie. Katarzyna Piekarska zapowiedziała, że temat ma szansę trafić do dalszych prac parlamentarnych. Bo – jak wybrzmiewało podczas debaty – nie wystarczy, że pacjent przeżyje. Trzeba jeszcze zapytać, jak będzie żył po chorobie. 

Niespełna 60% polskich dzieci zmaga się z kłopotami ze zdrowiem psychicznym, co stanowi rosnący problem dotykający coraz większej liczby rodzin w całym kraju. Raport Zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży w Polsce, opracowany przez Galileo Medical, ujawnia nie tylko wysoką skalę trudności emocjonalnych u dzieci i młodzieży, ale także brak świadomości wśród rodziców. Eksperci alarmują – bez właściwej edukacji oraz szybkich i systemowych działań problem będzie rosnąć.
 
Badanie ujawnia, że problemy zdrowia psychicznego u dzieci i młodzieży nie są rzadkością. Wśród rodziców, którzy potwierdzili ich występowanie u swoich dzieci (prawie 60% respondentów), aż 32,6% wskazuje na codzienne trudności, a kolejne 28,2% określa je jako częste.

U badanych potwierdzających występowanie problemów zdrowia psychicznego u swoich dzieci, ich częstotliwość jest wyraźnie niepokojąca. Blisko 60% dzieci funkcjonuje w warunkach stałego lub regularnie powracającego obciążenia emocjonalnego, co odbija się negatywnie na ich codzienności i komforcie życia – mówi Justyna Kuszewska, psychoterapeutka Galileo Medical.  

Nawet sporadyczne epizody (39,2% wskazań) nie powinny być bagatelizowane – mogą sygnalizować obniżoną odporność psychiczną, trudności adaptacyjne czy brak odpowiedniego wsparcia.

Główne przyczyny i objawy

Rodzice wskazują, że nadmierne korzystanie z mediów cyfrowych (41,2%) jest najczęstszym czynnikiem obciążającym psychikę dzieci. Kolejne wśród powodów znalazły się: problemy w relacjach rówieśniczych (35,4%) oraz traumy i stresujące doświadczenia (blisko 30%). Problemy rodzinne, presja szkolna i brak aktywności fizycznej oraz nieprawidłowe odżywianie to kolejne czynniki ryzyka.

Rodzice widzą przyczyny problemów w zdrowiu psychicznym swoich dzieci głównie w czynnikach zewnętrznych. Tymczasem z badań Fundacji Szkołą z Klasą wynika, że zarówno sama młodzież, jak i nauczyciele, wskazują na relacje rodzic-dziecko, jako na jedną z podstawowych przyczyn problemów psychicznych i emocjonalnych dzieci i młodzieży. 76% nauczycieli wymienia brak czasu/zainteresowania ze strony rodziców i opiekunów jako najważniejszą przyczynę, a młodzi ludzie wskazują na samotność i rosnącą presję ze strony rodziców – komentuje Agata Łuczyńska, Prezeska Zarządu Fundacji Szkoła z Klasą.

Najczęściej obserwowane sygnały trudności emocjonalnych to wybuchy złości, na które wskazało 38,1% badanych, smutek i obniżony nastrój (35%), lęk i napięcie (29,2%) oraz problemy ze snem (26,8%).

Wielu rodziców myli wybuchy złości z niegrzecznością. W rzeczywistości są one sygnałem potrzeby wsparcia. W takich sytuacjach dobrze jest pozostać świadomym, wysłuchać dziecka, zapewnić mu bezpieczeństwo i wsparcie zarówno w domu, w szkole, jak i w relacjach. Każdy objaw to szansa, by reagować, zanim trudności się pogłębią – wyjaśnia Katarzyna Stanek, psychoterapeutka Galileo Medical.

Wyniki badania pokazują, że problemy emocjonalne dzieci mają bezpośrednie przełożenie na ich szkolne życie. Widać to m.in. poprzez niechęć do nauki oraz problemy z koncentracją. Przekładają się one także na życie rodzinne.

Diagnoza i współwystępowanie problemów

Najczęściej diagnozowanymi problemami zdrowia psychicznego u dzieci są zaburzenia lękowe (46,2%) oraz depresja (39,5%). Znacznie niższe, choć nadal istotne, są wskazania dotyczące ADHD (13,2%), zaburzeń zachowania (12,7%) oraz zaburzeń odżywiania (9,7%). Często współwystępowanie depresji i lęku może tłumaczyć relatywnie mniejszy udział pozostałych diagnoz, jednak wszystkie mają poważny wpływ na funkcjonowanie dziecka.

Bariery w dostępie do wsparcia

Aż 41,7% dzieci, które doświadczają problemów zdrowia psychicznego, nigdy nie skorzystało z profesjonalnej pomocy. To alarmujący sygnał dla systemu opieki zdrowotnej i całego społeczeństwa. Z drugiej strony 58,3% rodziców podjęło próbę szukania wsparcia, co świadczy o powoli rosnącej świadomości.

Co ciekawe główną przeszkodą w uzyskaniu pomocy nie są bariery systemowe, takie jak koszty (wskazywane przez niespełna 10% respondentów) czy kolejki (wskazywane przez ponad 8% ankietowanych), ale brak wiedzy i kompetencji rodziców w rozpoznawaniu wczesnych sygnałów kryzysu psychicznego.

System może oferować wsparcie, ale jeśli rodzice nie rozpoznają problemu lub bagatelizują objawy, dzieci pozostają bez pomocy. Wciąż znaczna część rodziców może ignorować problemy emocjonalne dzieci, traktując je jako „fanaberie” czy naturalny efekt trudnego wieku – podkreśla Justyna Kuszewska, psychoterapeutka Galileo Medical.

Postulaty zmian systemowych

Rodzice wskazują, że skuteczna pomoc wymaga działań systemowych i edukacyjnych. Na czele postulatów zmian systemowych, z wynikiem 41,4%, znalazły się regulacje prawne dla mediów społecznościowych. Rodzice nie oczekują już jedynie apeli o „rozsądne korzystanie z internetu”, ale konkretnych rozwiązań chroniących najmłodszych użytkowników. Na drugim miejscu (32,4%) plasuje się potrzeba skrócenia kolejek do psychiatrów na NFZ, a na trzecim kampanie społeczne podnoszące świadomość (29,5%).

Eksperci podkreślają, że edukacja rodziców, współpraca szkoły i rodziny oraz ciągłe wsparcie specjalistyczne są kluczowe, aby skutecznie chronić dzieci przed przewlekłym stresem i pogłębiającymi się problemami emocjonalnymi.

Wnioski

Raport pokazuje, że zdrowie psychiczne dzieci w Polsce jest zagrożone i wymaga pilnych działań. Kompleksowe podejście obejmujące edukację, regulacje prawne, wsparcie psychologiczne i szkolne, jest niezbędne, aby dzieci mogły rozwijać się w bezpiecznym i stabilnym środowisku. Bez wczesnej interwencji konsekwencje mogą być poważne i długotrwałe – zarówno dla samych dzieci, jak i dla ich rodzin.

Raport: https://galileomedical.pl/zdrowie-psychiczne/zdrowie-psychiczne-dzieci-i-mlodziezy-w-polsce/

Źródło: Komunikat Prasowy

Depresja, lęk, przewlekły stres – dla wielu studentów nie są już epizodem, lecz codziennością. Gdy dostęp do psychiatry czy psychologa okazuje się trudny, drogi albo obciążony stygmatyzacją, młodzi ludzie coraz częściej szukają pomocy na własną rękę. Sięgają po ruch, medytację, suplementy, zioła, a czasem także po substancje psychoaktywne.
Jak wygląda skala tego zjawiska i gdzie przebiega granica między bezpieczną samopomocą a ryzykownym samoleczeniem? Odpowiedzi przynosi badanie przeprowadzone wśród studentów wrocławskich uczelni przez zespół Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Samopomoc stała się normą

W badaniu wzięło udział 493 studentów, z których aż 96% deklarowało stosowanie co najmniej jednej metody samodzielnego radzenia sobie z problemami psychicznymi. Najczęściej wybieranymi działaniami o wysokim profilu bezpieczeństwa były aktywność fizyczna (81%), medytacja (60%) oraz joga (39%).

– To pokazuje, że studenci nie są bierni. Szukają sposobów, by sobie pomóc, i często wybierają metody, które mają sens zdrowotny – komentuje lek. Jakub Sobieraj z Kliniki Neurologii Uniwersyteckiego Szpitalu Klinicznego we Wrocławiu, współautor badania prowadzonego w ramach SKN Psychiatrii pod opieką dr hab. Patryka Piotrowskiego, prof. UMW.

Ruch, sen, mindfulness – te elementy są dobrze udokumentowane jako wspierające zdrowie psychiczne. Problem zaczyna się wtedy, gdy samopomoc przestaje być uzupełnieniem, a staje się jedyną formą „leczenia”.

Zioła i suplementy, naturalne nie znaczy obojętne

Poza aktywnością fizyczną studenci chętnie sięgali po preparaty roślinne. Najczęściej była to melisa (53%), ale także ashwagandha (25%) i rumianek. Dziurawiec stosowało ponad 11% badanych.

– Nie wszystkie metody medycyny komplementarnej i alternatywnej (CAM) są sobie równe. Jedne mają solidniejsze podstawy, inne wymagają dużej ostrożności. Dziurawiec czy ashwagandha mogą wchodzić w interakcje z lekami psychotropowymi – podkreśla lek. Sobieraj.

Co istotne, użytkownicy ashwagandhy i dziurawca wykazywali wyższe nasilenie objawów depresyjnych. To sugeruje, że po te środki częściej sięgają osoby w gorszym stanie psychicznym – niekoniecznie dlatego, że pomagają, ale dlatego, że potrzeba ulgi jest silniejsza.

Substancje psychoaktywne – duże ryzyko

Jednym z najbardziej niepokojących wyników badania jest skala stosowania marihuany – jej przyjmowanie deklarowało 31% studentów, często nie rekreacyjnie, lecz „na poprawę samopoczucia”. Psychodeliki stosowało ponad 10%.

– Marihuana bywa postrzegana jako sposób radzenia sobie z obniżonym nastrojem, ale może pogarszać objawy, zwiększać ryzyko uzależnienia czy ujawniać zaburzenia psychotyczne – zaznacza lek. Sobieraj.

Trudno mówić tu o skutecznej terapii – raczej o próbie doraźnego obniżenia napięcia. Ciekawym i złożonym wątkiem jest też to, że marihuanę częściej stosowali studenci praktykujący jogę i medytację oraz osoby z ADHD. Może to świadczyć o większej otwartości na eksperymentowanie, ale też o podatności na impulsywne strategie radzenia sobie ze stresem.

Dlaczego studenci leczą się sami?

Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Z jednej strony są bariery systemowe. Koszt prywatnych wizyt był główną przeszkodą dla ponad 80% badanych, a dostępność publicznej opieki – dla jednej trzeciej.
Z drugiej strony ogromną rolę odgrywają czynniki kulturowe i narracje obecne w mediach.

– Respondenci najczęściej czerpali wiedzę o metodach medycyny komplementarnej i alternatywnej (CAM) z mediów, gdzie dominują uproszczenia i reklamy. Jednocześnie cieszy duża akceptacja klasycznych metod leczenia: psychoterapię akceptuje 81% studentów, a leki – 76% – mówi lek. Sobieraj.

Z perspektywy zdrowia publicznego kluczowy jest wniosek, że największym ryzykiem nie jest joga, medytacja czy suplementy same w sobie, lecz pozostawanie samemu z decyzjami terapeutycznymi.

Samoleczenie może opóźniać kontakt z profesjonalną pomocą, a w psychiatrii czas ma szczególne znaczenie. Autodiagnoza bywa obarczona błędem, a objawy – zamiast słabnąć – mogą narastać
i wpływać na naukę, relacje i funkcjonowanie społeczne.

– Dla klinicysty informacja o stosowaniu metod medycyny komplementarnej i alternatywnej (CAM) bywa bardzo cenna diagnostycznie. Czasem to nie przyczyna problemu, ale jego objaw – sygnał, że pacjent desperacko szuka ulgi – podkreśla autor badania. Nie chodzi o to, czy ktoś korzysta z metod alternatywnych. Kluczowe jest jak, kiedy i z kim.
Bo samopomoc może być mostem do leczenia – albo ślepą uliczką.

Badanie jasno pokazuje, gdzie potrzebne są działania systemowe: edukacja o CAM bez straszenia i bez idealizowania, łatwo dostępne, niskoprogowe formy wsparcia psychicznego, normalizacja rozmów
o zdrowiu psychicznym na uczelniach oraz większa dostępność specjalistów dla studentów.

Zdrowie psychiczne młodych ludzi nie jest wyłącznie ich prywatną sprawą. To element infrastruktury akademickiej i społecznej – tak samo ważny jak biblioteki czy akademiki.

Materiał powstał na podstawie artykułu: Frontiers in Public Health: Self-administered complementary and alternative methods of treating mental disorders among students in Wrocław: a cross-sectional study, Jakub Sobieraj, Jakub Sleziak, Michał Szyszka, Marta Błażejewska, Kamila Łukańko, Pola Soczomska, Kinga Bodziony, Patryk Piotrowski

https://doi.org/10.3389/fpubh.2025.1734137

Źródlo: Komunikat Prasowy

Depresja to nie tylko problem zdrowotny, ale także wyzwanie dla gospodarki. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia z powodu lęku i depresji na świecie co roku traconych jest 12 mld dni roboczych, co przekłada się na około 1 bln dolarów strat. W Polsce na depresję choruje ponad 1,2 mln osób, a koszty zwolnień lekarskich i rent z tytułu zaburzeń psychicznych systematycznie rosną. Eksperci podkreślają, że tempo zmian w dostępie do opieki psychiatrycznej wciąż nie nadąża za skalą problemu.
Zdrowie psychiczne przestało być wyłącznie kwestią medyczną – dziś to także realny wskaźnik, który wiele może powiedzieć o kondycji gospodarki. Jak wynika z danych Światowej Organizacji Zdrowia, każdego roku z powodu lęku i depresji na świecie traconych jest 12 mld dni roboczych, co generuje ok. 1 bln dol. strat. W Polsce na depresję choruje ponad 1,2 mln osób, a koszty absencji i rent z tego tytułu od lat dynamicznie rosną. Jednocześnie, przy okazji Światowego Dnia Walki z Depresją (23 lutego), eksperci podkreślają, że zmiany w dostępie do opieki psychiatrycznej i poprawa świadomości społecznej postępują w zbyt wolnym tempie.
 Czy zdrowie psychiczne dzisiaj jest wskaźnikiem gospodarczym, a nie tylko medycznym? Zdecydowanie tak. Twarde dane pokazują, jakie straty i koszty ponosimy jako społeczeństwo globalnie – mówi agencji Newseria Piotr Szwędrowski, prezes Fundacji Rozwoju Młodego Pokolenia.
Skalę problemu kosztów pośrednich wynikających z zaburzeń depresyjnych obrazuje raport WHO z 2024 roku. Według niego co roku na całym świecie traconych jest z powodu lęku i depresji 12 mld dni roboczych. Koszt utraconej produktywności jest szacowany na bilion dolarów.
W Polsce, według danych Narodowego Funduszu Zdrowia, na depresję choruje 1,285 mln osób, ale są to osoby oficjalnie figurujące w systemie. Prawdziwa liczba chorych może być znacznie wyższa. W latach 2013–2024 liczba dni zwolnień lekarskich z powodu depresji wzrosła z 5,4 do 8,5 mln. Zaburzenia depresyjne w coraz większym stopniu stają się też powodem trwałej utraty zdolności pracy i przechodzenia na rentę. Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że w latach 2020–2024 nakłady na renty socjalne z tytułu zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania wzrosły z 2 do 2,7 mld zł.

– Te zwolnienia nie są takie jak w przypadku klasycznych chorób, gdzie po tygodniu–dwóch tygodniach człowiek wraca, ale leczenie i rehabilitacja psychiczna trwają dużo dłużej i wymagają wyjątkowego zaopiekowania, są bardziej rozłożone w czasie
  mówi ekspert.
Osoby zmagające się z depresją często muszą sobie radzić nie tylko z samą chorobą, ale i obawami o reakcje otoczenia, również tego zawodowego. Jak wskazuje raport z badania stygmatyzacji chorych z zaburzeniami ośrodkowego układu nerwowego, opracowany w 2024 roku na potrzeby kampanii „Wyprostuj spojrzenie”, ponad połowa respondentów uznała, że osoby cierpiące na depresję, schizofrenię i padaczkę borykają się z izolacją społeczną. Autorzy raportu podkreślają, że choć wiedza na temat depresji jest na wysokim poziomie, a poziom społecznej stygmatyzacji jest coraz niższy, to 22 proc. badanych określiło osoby cierpiące na tę chorobę jako leniwe, w tym 19 proc. kobiet i 26 proc. mężczyzn. Podobny był odsetek odpowiedzi określających osoby z depresją jako „szukające problemów”.

– Jeżeli pracownik znika ze swojej firmy, a potem wraca, to może zostać różnie przyjęty. Na przykład ze złością ze strony pracowników, bo „zostawiłeś nas”. Mogą być też negatywne emocje ze strony pracodawcy: „przecież my tu mamy tyle pracy, a ty sobie depresję wymyśliłeś”. Fakty są takie, że w społeczeństwie temat zdrowia psychicznego ciągle jest bagatelizowany i stygmatyzowany 
– podkreśla Piotr Szwędrowski.
Ekspert ocenia, że nadanie odpowiedniej rangi problemom psychicznym w debacie publicznej jest jednym z najpilniejszych priorytetów.

– Jako fundacja staramy się w ramach różnych akcji pobudzać debatę publiczną na ten temat, żeby edukować nas dorosłych, że choroby związane ze zdrowiem psychicznym, z depresją to nie jest wstyd. Jeżeli ktoś jest chory na raka albo inną chorobę, to jesteśmy bardziej wyrozumiali w stosunku do takiej osoby. W stosunku do zdrowia psychicznego czasami o tym niestety zapominamy. Cieszę się, że mówimy o tym coraz głośniej, że ludzie znani, celebryci przyznają się bardziej otwarcie do problemów związanych ze swoim zdrowiem psychicznym 
– mówi prezes Fundacji Rozwoju Młodego Pokolenia.
WHO przewiduje, że do końca tej dekady depresja będzie najbardziej rozpowszechnionym problemem zdrowotnym na świecie. Rodzi to ogromne wyzwania dla organizacji opieki zdrowotnej – tak by w lepszym stopniu odpowiadała potrzebom społeczeństwa. W Polsce od kilku lat prowadzona jest reforma psychiatrii. W psychiatrii dziecięcej najważniejszym jej etapem było stworzenie od podstaw pierwszego poziomu referencyjnego, czyli sieci ośrodków wsparcia środowiskowego. W przypadku psychiatrii dorosłych również najistotniejszym elementem reformy jest odejście od hospitalizacji na rzecz pomocy ambulatoryjnej, dziennej lub domowej, dostępnej blisko miejsca zamieszkania.

– Od kilku lat obserwujemy bardzo ciekawy model centrów zdrowia psychicznego, który jest testowany już w ponad 100 miastach Polski. Niestety projekt ma, jak to w życiu bywa, kiedy mamy coś nowego w systemie, problemy finansowe. Ale w ciągu kilku lat ten pilotaż bardzo się sprawdził i jeśli będzie dalej się rozwijał, to bardzo dobrze rokuje – ocenia ekspert.

Pilotaż centrów zdrowia psychicznego działa od 2018 roku i jest najdłuższym takim testem w historii polskiej opieki zdrowotnej. Jesienią ubiegłego roku zapadła decyzja o przedłużeniu pilotażu do końca roku 2026, po czym ma się on stać rozwiązaniem systemowym. Według danych z 5 stycznia 2026 roku w kraju funkcjonuje 117 takich ośrodków, które obejmują zasięgiem nieco ponad połowę dorosłej populacji. Pod koniec lutego Ministerstwo Zdrowia opublikowało raport końcowy zespołu ekspertów dotyczący przyszłości CZP. Zawarta jest w nim m.in. rekomendacja co do modelu finansowania centrów po zamknięciu pilotażu.
Jak czytamy na stronie internetowej resortu zdrowia, centra zdrowia psychicznego to miejsca, w których „można uzyskać natychmiastową, bezpłatną pomoc w związku z problemami ze zdrowiem psychicznym przez całą dobę, bez konieczności posiadania skierowania lub wcześniejszego umawiania wizyty. Zakres pomocy w CZP obejmuje, odpowiednio do potrzeb, wizyty w poradni zdrowia psychicznego, pobyt na oddziale dziennym lub całodobowym, a także wsparcie zespołu leczenia środowiskowego, który odwiedza pacjentów w ich domach, by wspierać zarówno pacjentów, jak i ich rodziny. CZP dedykowane są osobom powyżej 18. roku życia”.
Umocowanie CZP na stałe w systemie ochrony zdrowia jest tym istotniejsze, że obecnie uzyskanie pomocy psychologicznej często się wiąże z długim czasem oczekiwania.
 Mamy olbrzymi niedobór psychiatrów. Psychologów jest coraz więcej. Reprezentują oni różne nurty psychologiczne, a każdy z nas ma swoją „urodę psychologiczną”. Jeśli nie trafimy do właściwego psychologa, nie otrzymamy odpowiedniej pomocy, to możemy już nie spróbować ponownie. Psychoterapeutów też na szczęście jest coraz więcej, ale kolejki się nie zmniejszają. Jeśli chodzi o system finansowany przez NFZ, nie licząc centrów zdrowia psychicznego, niestety czas oczekiwania w zależności od regionu potrafi być wyjątkowo długi – podkreśla Piotr Szwędrowski. – Prywatne leczenie to olbrzymi wydatek. Regularne wizyty specjalistyczne mogą kosztować nasz budżet domowy bardzo dużo pieniędzy, bo to jest często długi proces.

Źródło: Newseria

Studenci Uniwersytetu Gdańskiego (UG) oraz Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego (GUMed) stworzyli aplikację „DepressionControlApp”, która ma wspierać zdrowie psychiczne społeczności akademickiej.
– Celem aplikacji jest wsparcie osób doświadczających obniżonego nastroju – zarówno z rozpoznaną depresją, jak i tych, które chcą świadomie monitorować swój stan psychiczny – powiedziała PAP Marta Pągielska doktorantka Wydziału Chemicznego UG.

Dodała, że narzędzie powstało z myślą o studentach i młodych dorosłych funkcjonujących w środowisku akademickim, gdzie presja i tempo życia często wpływają na dobrostan psychiczny.

Podstawą działania aplikacji jest system codziennego monitorowania nastroju. Użytkownik może w prosty sposób zapisywać swoje samopoczucie, obserwować zmiany w czasie oraz generować krótkie raporty podsumowujące. Raport można pobrać i przekazać terapeucie lub lekarzowi jako uzupełnienie konsultacji.

Aplikacja umożliwia także monitorowanie przyjmowanych leków wraz z przypomnieniami, zapisywanie terminów wizyt u psychiatry lub psychologa oraz dostęp do zakładki z kontaktami do miejsc pomocy działających na uczelniach i w Trójmieście.

Jednym z elementów projektu jest mechanizm grywalizacji oparty na wirtualnej postaci. Użytkownik zdobywa wirtualne monety za regularne korzystanie z aplikacji i realizowanie codziennych aktywności wspierających zdrowie psychiczne. Zgromadzone punkty można przeznaczyć na personalizację postaci, a w pełnej wersji także na aktywację kuponów zniżkowych do wybranych miejsc współpracujących z projektem.

W aplikacji przewidziano również moduł kalendarza wydarzeń odbywających się na terenie trzech gdańskich uczelni – UG, GUMed oraz Politechniki Gdańskiej – a także w ich otoczeniu. Obejmuje on m.in. warsztaty, wykłady i spotkania dotyczące zdrowia psychicznego oraz rozwoju osobistego. Funkcjonalności te mają zachęcać użytkowników do aktywnego uczestnictwa w życiu akademickim i lokalnych inicjatywach.

Premiera aplikacji zaplanowana jest podczas obchodów Ogólnopolskiego Dnia Walki z Depresją – 23 lutego. „DepressionControlApp” będzie dostępna w sklepach Google Play i App Store w formule beta-testów.

W wersji pilotażowej wszystkie dane dotyczące nastroju i leczenia będą przechowywane wyłącznie lokalnie na urządzeniu użytkownika, co – jak podkreślają twórcy – ma zapewnić pełną kontrolę nad informacjami. Na etapie beta rozwiązanie to nie umożliwia jeszcze dynamicznej aktualizacji treści zewnętrznych, takich jak kalendarz wydarzeń czy system kuponów; funkcje te mają zostać uruchomione w kolejnej wersji planowanej w ciągu 1–2 miesięcy.

Autorzy projektu zapowiadają rozwój aplikacji na kolejne uczelnie w Polsce oraz dalsze rozszerzanie jej funkcjonalności we współpracy z partnerami zainteresowanymi inicjatywami łączącymi nowe technologie ze wsparciem zdrowia psychicznego młodych dorosłych.

Projekt „DepressionControlApp” został opracowany przez Koło Naukowe DeepDive oraz Koło Naukowe PatientX. Zdobył II miejsce w konkursie „Mistrzów Współpracy Fahrenheita” i otrzymał dofinansowanie w wysokości 7 tys. zł.

23 lutego obchodzony jest Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją, który został ustanowiony przez Ministra Zdrowia w 2001 roku. Celem tego dnia jest upowszechnienie wiedzy na temat depresji i zachęcenie chorych do leczenia. Depresja jest chorobą, która może być skutecznie leczona, pod warunkiem, że zostanie odpowiednio zdiagnozowana i objęta fachową opieką.

Źródło: naukawpolsce.pl

Depresja nie jest „gorszym dniem” ani oznaką słabości. To poważne zaburzenie, które może dotknąć każdego, a w przypadku osób zmagających się z chorobami przewlekłymi, zwłaszcza nowotworowymi, ryzyko jej wystąpienia wyraźnie rośnie. W Ogólnopolskim Dniu Walki z Depresją eksperci przypominają, jak rozpoznać pierwsze objawy i dlaczego wsparcie psychologiczne powinno być integralną częścią leczenia.
Dziś obchodzimy Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją, dzień, który przypomina, że zdrowie psychiczne jest równie ważne jak zdrowie fizyczne. Depresja pozostaje jedną z najczęstszych i jednocześnie najbardziej niedostrzeganych chorób współczesnego świata. Wciąż bywa bagatelizowana, mylona ze „złym nastrojem” lub traktowana jako przejaw słabości, podczas gdy w rzeczywistości jest poważnym zaburzeniem wymagającym uwagi, zrozumienia i profesjonalnego wsparcia.

O depresji warto mówić głośno szczególnie dlatego, że może dotknąć każdego, niezależnie od wieku, sytuacji życiowej czy stanu zdrowia. Szczególną uwagę zwraca się dziś na osoby zmagające się z chorobami przewlekłymi, w tym z chorobą nowotworową.  Długotrwałe leczenie oraz zmiany w codziennym funkcjonowaniu stanowią ogromne obciążenie psychiczne i emocjonalne. Świadomość tego, jak rozpoznać pierwsze sygnały depresji i kiedy szukać pomocy, ma kluczowe znaczenie dla jakości życia i skuteczności leczenia.

Czy choroby przewlekłe, w tym nowotwór lub jego leczenie, zwiększają ryzyko depresji oraz jak reagować na niepokojące objawy — odpowiada dr n. med. Mariolę Kosowicz, kierującą w Narodowym Instytucie Onkologii Poradnią Psychoonkologii .

 Tak — choroby przewlekłe, w tym choroby onkologiczne, mogą zwiększać ryzyko wystąpienia depresji. Wiele badań naukowych wskazuje, że rozwój depresji w chorobie onkologicznej ma charakter biopsychospołeczny i wynika z nakładania się czynników psychicznych, fizycznych i społecznych. Już sama diagnoza jest ogromnym obciążeniem psychicznym, a długotrwałe leczenie, zmęczenie, ból, zaburzenia snu czy zmiany w codziennym funkcjonowaniu dodatkowo osłabiają poczucie równowagi i bezpieczeństwa.  mówi dr Kosowicz.

Pojawia się niepewność o przyszłość, konieczność dostosowania życia do leczenia, nierzadko czasowe ograniczenie aktywności zawodowej i społecznej, poczucie samotności, jak również zmiany w wyglądzie oraz utrata sprawności fizycznej, co w konsekwencji silnie koreluje z nasileniem objawów depresyjnych. Ponadto pacjenci z wcześniej rozpoznaną depresją lub zaburzeniami lękowymi mają znacząco wyższe ryzyko nawrotu lub nasilenia depresji po rozpoznaniu nowotworu — jest to jeden z najsilniejszych i najbardziej powtarzalnych predyktorów. – dodaje.

Ekspertka zaznacza, że depresja to znacznie więcej niż zwykłe przygnębienie i — wbrew potocznym opiniom — nie świadczy o słabości charakteru, a aby rozpoznać epizod depresji, należy stwierdzić co najmniej dwa z trzech typowych objawów:

• obniżony nastrój utrzymujący się przez większość dnia, zwykle niezależny od bieżących wydarzeń,
• spadek energii i wzmożona męczliwość prowadzące do zmniejszenia aktywności oraz spowolnienia psychoruchowego,
• utrata zainteresowań i zdolności do odczuwania przyjemności (anhedonia).

Dodatkowo muszą być obecne co najmniej dwie inne cechy depresji, takie jak:

• osłabienie koncentracji i uwagi,
• niska samoocena i mała wiara w siebie,
• poczucie winy i małej wartości,
• pesymistyczne postrzeganie przyszłości,
• myśli lub tendencje samobójcze,
• zaburzenia snu,
• zaburzenia łaknienia i zmiany masy ciała,
• spadek popędu płciowego,
• lęk.

 Należy pamiętać, że depresja może przejawiać się również poprzez objawy psychosomatyczne — fizyczne dolegliwości, których nie da się w pełni wyjaśnić stanem somatycznym. Mówimy wówczas o tzw. depresji maskowanej. – kontynuuje dr Kosowicz.

Do najczęstszych objawów psychosomatycznych należą m.in.:

• przewlekłe bóle o różnej lokalizacji (głowy, kręgosłupa, klatki piersiowej, brzucha, kończyn),
• chroniczne zmęczenie nieustępujące mimo odpoczynku,
• dolegliwości układu pokarmowego,
• kołatanie serca i skoki ciśnienia,
• zaburzenia snu,
• zmiany apetytu i masy ciała,
• zawroty głowy, duszności, nadmierna potliwość,
• świąd skóry i inne objawy dermatologiczne.

Ważne, abynie bagatelizować niepokojących symptomówi skonsultować je z lekarzem. Liczne badania wskazują, żenieleczona depresja może pogarszać przebieg i wyniki leczenia onkologicznego.

Wsparcie psychologiczne lub psychiatryczne, psychoterapia, a w razie potrzeby leczenie farmakologiczne mogą znacząco poprawić jakość życia i pomóc przejść przez proces leczenia. W wielu ośrodkach onkologicznych opieka psychoonkologiczna stanowi integralną część terapii — tak jest również w Narodowym Instytucie Onkologii.

Specjalistka podkreśla, że troska o zdrowie psychiczne nie jest dodatkiem do leczenia, lecz jego ważną częścią. Lepsze samopoczucie sprzyja współpracy z zespołem terapeutycznym, ułatwia przestrzeganie zaleceń, wzmacnia motywację do leczenia oraz pomaga odzyskiwać poczucie sprawczości i kontroli.

– Zaopiekowanie się sobą — poprzez rozmowę, przyjęcie wsparcia bliskich, korzystanie z pomocy specjalistów czy drobne codzienne działania wzmacniające dobrostan — może realnie wspierać proces zdrowienia. – podsumowuje.

Depresja ma charakter biopsychospołeczny i w przypadku pacjentów onkologicznych wynika z nakładania się czynników psychicznych, fizycznych i społecznych. Diagnoza nowotworu, długotrwałe leczenie, zmęczenie, ból, zaburzenia snu, zmiany w wyglądzie i funkcjonowaniu mogą znacząco zwiększać podatność na zaburzenia nastroju. Szczególnie zagrożone są osoby, które wcześniej zmagały się z depresją lub zaburzeniami lękowymi.

Aby rozpoznać epizod depresji, muszą występować co najmniej dwa z trzech głównych objawów: utrzymujący się obniżony nastrój, spadek energii oraz utrata zainteresowań i zdolności do odczuwania przyjemności. Towarzyszyć im mogą m.in. zaburzenia snu, problemy z koncentracją, poczucie winy, myśli samobójcze czy objawy psychosomatyczne, takie jak przewlekłe bóle, zaburzenia pracy serca lub dolegliwości ze strony układu pokarmowego.

Nieleczona depresja może pogarszać przebieg terapii onkologicznej i obniżać jej skuteczność. Wsparcie psychoonkologiczne, psychoterapia oraz w razie potrzeby leczenie farmakologiczne realnie poprawiają jakość życia i sprzyjają współpracy z zespołem terapeutycznym. Troska o zdrowie psychiczne nie jest dodatkiem do leczenia, lecz jego nieodłącznym elementem, który wzmacnia motywację, poczucie sprawczości i proces zdrowienia.

Źródło: NIO

W Krakowie w Ogólnopolskim Dniu Walki z Depresją Szpital Kliniczny im. dr. Józefa Babińskiego przygotował szereg wydarzeń, które łączyły aktywność fizyczną z edukacją i wsparciem psychologicznym. Placówka zaprosiła mieszkańców do zimowego spaceru po zabytkowym parkowo-szpitalnym kompleksie w Kobierzynie, a także zorganizowała dwa webinary – jedno dedykowane rodzicom, opiekunom i nauczycielom, oraz drugie skierowane do lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej.
Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją corocznie przypada 23 lutego i jest okazją do otwartej rozmowy o chorobie, która przez lata była stygmatyzowana i często ignorowana. Depresja nie jest przejściowym obniżeniem nastroju, ale poważnym zaburzeniem psychicznym, które może znacząco obniżać zdolność do funkcjonowania w życiu zawodowym i społecznym. Statystyki wskazują, że zaburzenia nastroju dotykają znaczącej części populacji, a liczba osób korzystających z leków przeciwdepresyjnych i świadczeń psychiatrycznych systematycznie rośnie.

Spacer organizowany przez Szpital Babińskiego miał nie tylko charakter rekreacyjny, ale również symboliczny – przypominał, że zdrowie psychiczne jest nierozerwalnie związane z aktywnością fizyczną, kontaktem z naturą i budowaniem społecznych więzi. Podczas wydarzenia uczestnicy mogli porozmawiać z przedstawicielami placówki, wymienić się doświadczeniami i uzyskać informacje o dostępnych formach wsparcia.

Dwa specjalistyczne webinary rozszerzyły kontekst działań profilaktycznych. Spotkanie online dla rodziców, opiekunów i nauczycieli skupiało się na rozpoznawaniu objawów depresji u dzieci i młodzieży – grupy, w której problemy psychiczne często przebiegają w sposób ukryty, a ich wczesne sygnały bywają niezauważone lub błędnie interpretowane. Omówiono przyczyny, symptomy oraz strategie wsparcia i zapobiegania, podkreślając kluczową rolę dorosłych w otoczeniu najmłodszych.

Drugi webinar, skierowany do lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, położył nacisk na praktyczne aspekty postępowania z pacjentami zgłaszającymi objawy depresyjne. Wskazywał na znaczenie wczesnej diagnozy, monitorowania objawów oraz odpowiedniego kierowania do specjalistów. W kontekście pracy klinicznej lekarzy POZ, którzy często są pierwszym kontaktem pacjenta z systemem ochrony zdrowia, takie narzędzia edukacyjne są szczególnie cenne.

Działania szpitala wpisują się także w szersze regionalne inicjatywy na rzecz zdrowia psychicznego. W Małopolsce realizowany jest program „Ty decydujesz jak reagujesz”, który ma wzmacniać odporność psychiczną dzieci i młodzieży oraz zapobiegać agresji rówieśniczej. Program obejmuje warsztaty i webinary w szkołach oraz materiały edukacyjne dla rodzin i nauczycieli, co podkreśla długofalowe zaangażowanie lokalnych instytucji w przeciwdziałanie zaburzeniom nastroju.

Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją to nie tylko data w kalendarzu, ale platforma do działania. Inicjatywy takie jak spacer i webinary w Krakowie pokazują, że zdrowie psychiczne można i trzeba traktować kompleksowo – jako połączenie profilaktyki, edukacji, aktywności społecznej i profesjonalnej opieki medycznej.

Źródło: malopolska.pl

Przewlekły stres to codzienność wielu pracowników w Polsce, a w skrajnych przypadkach może skutkować wypaleniem zawodowym. Podwyższony poziom hormonu stresu ma poważne konsekwencje dla zdrowia psychicznego, ale też może prowadzić do zaostrzenia szeregu innych chorób: od metabolicznych, przez sercowo-naczyniowe, po schorzenia o podłożu autoimmunologicznym. Jedną z najważniejszych strategii, które mogą pomóc w redukcji stresu, jest wypracowywanie prawidłowego rytmu dobowego i dbanie o relaks.
– Wypalenie zawodowe dotyka około 60 proc. Polaków, a chroniczny stres – zapewne nawet więcej osób. Powoduje to zaburzenia zdrowia psychicznego, takie jak depresje – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria dr n. med. Magdalena Cubała-Kucharska, propagatorka medycyny funkcjonalnej, autorka wydanej pod koniec ubiegłego roku książki „Zdrowie jest cenniejsze niż miliony. Pokonaj stres i wypalenie, wylecz się z chorób i żyj pełnią życia”.

Raport „Polacy na granicy wypalenia zawodowego”, przygotowany przez UCE Research i platformę ePsycholodzy.pl, wskazywał, że już w 2024 roku ponad 78 proc. osób pracujących zawodowo zaobserwowało u siebie co najmniej jeden z symptomów wypalenia zawodowego. Według klasyfikacji WHO wypalenie zawodowe jest definiowane jako reakcja organizmu na chroniczny stres.

Z raportu Koalicji Bezpieczni w Pracy „Bezpieczeństwo pracy w Polsce 2025” wynika, że poziom odczuwanego przez pracowników i zarządzających stresu jest obecnie wyższy niż w 2019 roku. W przypadku pracowników wysoką częstotliwość stresu zadeklarowało 46 proc. badanych, a wśród zarządzających – 52 proc. W obu grupach ok. 15 proc. ankietowanych wskazało, że praktycznie cały czas odczuwa stres. Jest to jeden z najpoważniejszych problemów psychicznych w miejscu pracy. Najbardziej stresogenne są: nadmiar obowiązków, poczucie „przeładowania” pracą, presja czasu, zbyt mało czasu na wykonanie zadań oraz odpowiedzialność zawodowa.

Zespół badawczy pod kierownictwem prof. Sheldona Cohena z Uniwersytetu Carnegie Mellon University już ponad dekadę temu wykazał, że przewlekły stres wiąże się z utratą przez organizm zdolności do regulacji reakcji zapalnej, co sprzyja rozwojowi szeregu chorób. Odpowiada za to podwyższony poziom hormonu stresu, czyli kortyzolu. Gdy wydzielany jest w nadmiernej ilości, organizm wchodzi w tryb „walcz lub uciekaj”. To naturalna reakcja w sytuacjach kryzysowych, ale długotrwałe utrzymywanie się tego stanu powoduje poważne problemy zdrowotne.

– Stres powoduje nie tylko zaburzenia psychiczne, ale też zdecydowanie wpływa na naszą biologię, regulację hormonalną, odporność i insulinooporność – wymienia dr Magdalena Cubała-Kucharska.

Kortyzol zaburza metabolizm, sprawia, że organizm zamiast spalać tłuszcz, zaczyna go magazynować, szczególnie w okolicach brzucha. To z kolei prowadzi do problemów z układem sercowo-naczyniowym, cukrzycą typu 2 i nadciśnieniem.

– Przewlekle podniesiony hormon stresu wpływa na autoimmunologię, czasami np. sprzyjając chorobie Hashimoto. Wpływa na bóle całego ciała znane pod nazwą fibromialgia, ale także na zapalenia stawów, nawet na osłabienie odporności. U kobiet może powodować zespół policystycznych jajników, u mężczyzn zaburzenia wzwodu i zaburzenia płodności – wskazuje lekarka.

W książce „Zdrowie jest cenniejsze niż miliony (…)” autorka wymienia sposoby, w jakie może się objawiać wypalenie zawodowe. Jak podkreśla, to nie tylko zwykłe zmęczenie pracą, ale zespół objawów, które wpływają na różne aspekty życia, również na relacje z innymi ludźmi. To m.in. wyczerpanie emocjonalne, czyli poczucie chronicznego zmęczenia, braku energii i motywacji, nawet do prostych zadań, problemy z koncentracją i pamięcią oraz depersonalizacja, czyli negatywne, czasem cyniczne nastawienie do pracy i współpracowników. Wypaleniu często towarzyszy obniżone poczucie własnych osiągnięć oraz utrata wiary we własne umiejętności i sens wykonywanej pracy. Wśród objawów fizycznych wymienione są problemy ze snem, bóle głowy czy dolegliwości żołądkowe.

– W mojej książce są różnego rodzaju ankiety, które bardzo ułatwiają rozpoznanie tego, czy u podłoża choroby leży stres. Możemy sobie także zadać kilka pytań – o to, czy jesteśmy ciągle napięci, czy trudno nam się rozluźnić, co robimy dla relaksu i czy to rzeczywiście przynosi nam relaks, czy wręcz przeciwnie, powoduje u nas coraz większy stres, jak np. nałogowe oglądanie seriali. Przede wszystkim, czy jesteśmy wypoczęci po weekendzie czy krótkotrwałym wypoczynku – mówi dr Magdalena Cubała-Kucharska.

Skrajnym przykładem tego, jakie efekty może mieć wypalenie zawodowe i przewlekły stres, jest zjawisko obecne w japońskiej rzeczywistości korporacyjnej, czyli karōshi, śmierć z przepracowania.

Z raportu „Zdrowie psychiczne Polaków – statystyki zdrowia psychicznego (stan na 2026)”, opracowanego przez Centrum Psychoterapii Pokonaj Lęk na podstawie różnych raportów, wynika, że 40 proc. Polaków śpi średnio mniej niż siedem godzin na dobę. Regularna bezsenność dotyka 41 proc. kobiet i 30 proc. mężczyzn. Jednym z głównych błędów zaburzających higienę snu jest nadmierna ekspozycja na niebieskie światło. Aż 80 proc. Polaków korzysta ze smartfona w sypialni – jest to jeden z najwyższych wyników w Europie.

 To, co możemy zrobić, to przywrócić zegar biologiczny, ustalić pewne codzienne rytuały, takie jak odpowiednie zachowanie się po przebudzeniu, jedzenie posiłków o stałych porach, bez towarzyszącego temu napięcia. Ważne są stałe spacery, mimo że pogoda nie zawsze im sprzyja. Mały ruch oraz rytuały związane z zasypianiem to już jest rzecz, która może nam bardzo pomóc. Trzeba znaleźć chwilę dla siebie i wypracować właściwy rytm dnia – radzi lekarka.

Źródło: Newseria