Medicalpress

Z badania opinii SW Research wynika, że blisko co czwarta kobieta doświadczyła w ciąży lub po porodzie częstszych infekcji intymnych. Ponad jedna na pięć skarżyła się na suchość pochwy powodującą dyskomfort lub ból. Jak kobiety próbowały sobie z tym radzić? Najczęściej (28,5%) sięgały po pomoc ginekologa. Co piąta (21,8%) stosowała leki lub preparaty bez recepty. Niemal tyle samo (20,4%) zmieniała kosmetyki do higieny intymnej. Po probiotyki doustne lub dopochwowe sięgało 20,2% ankietowanych, tyle samo ograniczało aktywność seksualną. Zmiana sposobu odżywiania pojawiła się u 15,6% kobiet. Tylko 5,2% nie robiło nic, licząc na samoistną poprawę.

„Infekcje intymne w ciąży to temat, który wymaga spokojnego podejścia. W ciąży, pod wpływem estrogenów, dochodzi do zwiększonego ukrwienia i zmian w środowisku pochwy, co może powodować fizjologicznie obfitszą wydzielinę. Wydzielina zmienia konsystencję i może być obfitsza, co kobiety mogą interpretować jako objaw stanu zapalnego. Tymczasem sama zmiana wydzieliny nie musi nic złego oznaczać. Aby ocenić, czy mamy do czynienia z infekcją, lekarz może ocenić wygląd wydzieliny i ścian pochwy, sprawdzić pH, a w razie potrzeby pobrać materiał w celu wykonania badania mikroskopowego wydzieliny (biocenoza pochwy) lub jej posiewu. Te badania wykonane łącznie dają rzetelny obraz sytuacji” – mówi dr hab. med. Barbara Suchońska, ginekolog, Zastępca dyrektora medycznego oraz Kierownik Zespołu Poradni Specjalistycznych i Izby Przyjęć w Uniwersyteckim Centrum Zdrowia Kobiety i Noworodka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Mniejsza aktywność seksualna

Z badania SW Research wynika, że co piąta kobieta, która zmagała się z infekcjami intymnymi lub suchością pochwy, ograniczyła w tym czasie aktywność seksualną. To naturalna konsekwencja bólu i dyskomfortu, ale niesie ze sobą dodatkowy ciężar, bo bliskość fizyczna w związku jest ważna dla obojga partnerów.

„Wokół powrotu do życia seksualnego po porodzie narosło wiele oczekiwań. Często słyszę, że połóg trwa sześć czy osiem tygodni, więc po tym czasie wszystko powinno wrócić do wcześniejszej normy. Tymczasem gotowość fizyczna to dopiero jeden z elementów. Równie ważne są emocje, zmęczenie, oswojenie zmian w ciele i odnalezienie się w nowej roli. Tego procesu nie da się zamknąć w określonych ramach czasowych. To, co uważam za szczególnie ważne, to prawo kobiety do tego, by nie być gotową. Nie trzeba wracać do współżycia dlatego, że >>już wypada<< albo minęło odpowiednio dużo czasu. Bliskość po porodzie najlepiej odbudowuje się wtedy, gdy kobieta czuje się bezpieczna, wysłuchana i ma przestrzeń, by otwarcie mówić o swoich potrzebach oraz obawach. Szczera rozmowa może być trudna, ale często staje się pierwszym krokiem do odbudowy bliskości. Partner, który rozumie, czego kobieta doświadcza i czego potrzebuje, może być ogromnym wsparciem. Z kolei brak wiedzy, nawet przy najlepszych intencjach, może prowadzić do nieporozumień i nieświadomego wywierania presji” – mówi Dominika Gołąb, psycholożka i seksuolożka.

Jak sobie pomóc?

„Po porodzie dochodzi do gwałtownego spadku stężenia hormonów ciążowych, przede wszystkim estrogenów. Niska zawartość estrogenów wpływa m.in. na grubość ścian pochwy i stan jej śluzówki. W badaniu cytologicznym u kobiety karmiącej piersią mogą być widoczne cechy zmian atroficznych, czyli zanikowych, wynikające z hipoestrogenizmu związanego tym razem nie z menopauzą, a z laktacją. To nie jest choroba, tylko fizjologiczny efekt laktacji i obniżonego poziomu hormonów. Ale może powodować realny dyskomfort: suchość pochwy, ból podczas współżycia, a także sprzyjać podrażnieniom i infekcjom intymnym. Kobietom można pomóc. Miejscowe preparaty estrogenowe stosowane dopochwowo charakteryzują się minimalnym wchłanianiem do krwiobiegu i są uznawane za bezpieczne również u większości kobiet karmiących piersią. O ich zastosowaniu powinien jednak zdecydować lekarz. Dostępne są też preparaty nawilżające z kwasem hialuronowym, które nie usuwają przyczyny dolegliwości wynikających z niedoboru estrogenów, ale wspierają regenerację nabłonka, poprawiają nawilżenie i mogą zmniejszać dyskomfort” – mówi dr hab. med. Barbara Suchońska.

Obok konsultacji medycznej, na którą powinna zdecydować się każda kobieta odczuwająca niepokojące objawy, dużą rolę odgrywa też codzienna, delikatna pielęgnacja okolic intymnych. Jak zauważa Beata Bożek Brand Manager marki Pink Mama (Hydrex Diagnostics):

„W higienie intymnej w ciąży i po porodzie mniej znaczy więcej. Warto sięgać po preparaty o łagodnej formule, które oczyszczają, nie naruszając przy tym naturalnej flory bakteryjnej i fizjologicznego pH. W płynie do higieny intymnej Pink Mama postawiliśmy właśnie na taki kierunek: 86,35% składników pochodzenia naturalnego, w tym prebiotyk Imdermalab® V-Equib przywracający właściwe pH, a także nagietek i ekstrakt z żurawiny, które koją i łagodzą podrażnienia. Produkt jest przebadany ginekologicznie i nie zawiera sztucznych kompozycji zapachowych”.

Źródło: Hydrex Diagnostics

Niemal połowa Polek deklaruje, że w czasie ciąży lub po porodzie spotkała się z krytycznymi komentarzami dotyczącymi swojego wyglądu. Najczęściej uwagi pochodzą od członków rodziny i partnerów, ale część kobiet doświadcza ich także ze strony personelu medycznego. Eksperci ostrzegają, że presja związana z wyglądem może negatywnie wpływać na samoocenę, zwiększać poziom stresu i sprzyjać rozwojowi zaburzeń nastroju, w tym depresji poporodowej.

Kobiety, które doświadczyły krytyki, zapytano też o jej charakter. Najczęściej (w niemal 48% przypadków) były to komentarze dotyczące wagi lub rozmiaru ciała. Co trzecia ankietowana słyszała sugestie, że powinna szybciej schudnąć po ciąży (33,3%). Niemal tak samo często pojawiały się porównania do innych kobiet: „ona tak szybko wróciła do formy” (31,6%) i uwagi o wyglądzie skóry, czyli rozstępach i cellulicie (31,6%). Co czwarta kobieta odczuła presję dotyczącą szybszego powrotu do aktywności fizycznej (28,4%), co piąta komentarze na temat ubierania się (23,6%), a co szósta uwagi dotyczące wyglądu piersi (17,8%).

– Wyniki przedstawionego badania wskazują, że aż 45% kobiet doświadczyło krytycznych komentarzy dotyczących swojego wyglądu w czasie ciąży lub po porodzie. Jest to wynik niepokojący, ponieważ literatura psychologiczna jednoznacznie wskazuje, że negatywne komunikaty dotyczące wyglądu mogą obniżać samoocenę, nasilać niezadowolenie z własnego ciała, zwiększać poziom stresu oraz stanowić czynnik ryzyka wystąpienia zaburzeń nastroju, w tym depresji poporodowej – mówi Jan Gosztyła, psycholog i psychoterapeuta z Akademickiego Centrum Rozwoju Osobistego i Wsparcia Psychologicznego WSIiZ.

Krytyka a samoocena

Co czwarta kobieta biorąca udział w badaniu opinii SW Research (czyli 25,4%) przyznała, że w pełni akceptowała zmiany w ciele jako naturalny element macierzyństwa. Niemal połowa (49,6%) akceptowała je częściowo: niektóre zmiany przyjmowała z większą łatwością, inne były trudniejsze do zaakceptowania. Dla 16,8% zmiany ciała były trudnym przeżyciem, a 8,2% przyznało, że jej stosunek do własnego ciała zmieniał się z czasem, raz było lepiej, a raz gorzej. Oznacza to, że trzy czwarte kobiet zmagało się z jakimś poziomem braku akceptacji własnego ciała w jednym z najbardziej wyjątkowych momentów swojego życia.

–  Jesteśmy istotami społecznymi i porównywanie się z innymi jest wpisane w ludzką naturę. Problem pojawia się wtedy, gdy porównania stają się miarą własnej wartości. „Ona już wróciła do formy”, „udało jej się schudnąć”, „kiedy ona ma czas i siłę ćwiczyć?” – takie komunikaty tworzą fałszywe wzorce, do których kobiety zaczynają się odnosić. Tymczasem każde ciało jest inne, każda ciąża przebiega inaczej, a każda kobieta potrzebuje własnego czasu na regenerację i adaptację do nowej roli. Jako społeczeństwo wciąż zbyt często oceniamy to, co widać na zewnątrz, zamiast docenić to, czego nie widać: wysiłek, proces regeneracji oraz ogrom pracy, jaką organizm kobiety wykonuje po porodzie. Powrót do formy jest sprawą głęboko indywidualną. Nikt z zewnątrz nie powinien wyznaczać jego tempa, a kobiety nie powinny czuć presji wynikającej z porównywania się z innymi – mówi Grzegorz Mikucki, socjolog.

Wspierający partner robi różnicę

Nieco mniej niż połowa kobiet biorących udział w badaniu SW Research (47,6%) oceniła, że partner w pełni akceptował zmiany jej ciała i że czuła się przy nim akceptowana i bezpieczna. Co czwarta (24,8%) przyznała, że raczej tak, choć zdarzały się sytuacje, które bolały. Co piąta (18%) stwierdziła, że partner był obojętny, a temat ciała w ogóle nie był między nimi poruszany. Dla 7,2% jego reakcje były trudne lub raniące.

Jak zauważa Beata Bożek z Hydrex Diagnostics, firmy, która od lat produkuje testy diagnostyczne, w tym testy ciążowe Pink, a niedawno wprowadziła do oferty kosmetyki dla kobiet w ciąży Pink Mama: „Kobiety, które czują się krytykowane za wygląd po porodzie, znacznie rzadziej szukają pomocy medycznej, rzadziej korzystają z fizjoterapii uroginekologicznej i rzadziej rozmawiają z partnerem o swoich potrzebach. Dlatego edukacja w tym obszarze jest tak ważna, i to nie tylko edukacja kobiet, ale też ich otoczenia: partnerów, rodziców, przyjaciół i specjalistów medycznych. Z tego powodu prowadzimy kampanię edukacyjną poświęconą akceptacji ciała w ciąży i po ciąży. Właśnie ukazał się raport z badania opinii przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie marek Pink Mama i Pink, który wzbogaciliśmy komentarzami eksperckimi m.in. ginekolożki, urolożki, fizjoterapeutki, kosmetolożki, czy położnej.”

Źródło: inf pras

W krajach rozwiniętych samobójstwo jest jedną z głównych przyczyn śmierci kobiet w pierwszym roku po porodzie. Jednym z najważniejszych czynników ryzyka jest depresja poporodowa. Tymczasem już trzy konsultacje psychologiczne pozwoliłyby ok. połowie kobiet wyjść z grupy ryzyka. Takie wsparcie nadal nie działa jednak w Polsce systemowo.
– Nie może być tak, że położna wykrywa u kobiety ryzyko depresji albo słyszy od niej o myślach samobójczych, a jedyne, co może jej zaproponować, to kilkumiesięczne czekanie na pomoc lub prywatna wizyta za kilkaset złotych – podkreśliła w rozmowie z PAP dr hab. Magdalena Chrzan-Dętkoś z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego.

Jak przypomniała, rozwiązanie tego problemu zostało już w Polsce częściowo przetestowane. W latach 2019-2023 ze środków Ministerstwa Zdrowia i Unii Europejskiej realizowano program „Przystanek Mama”. W jego ramach odpowiednio przeszkolone położne i pielęgniarki oceniały ryzyko zachorowania i nasilenie objawów depresji poporodowej, a kobiety z grupy ryzyka mogły szybko uzyskać bezpłatne konsultacje psychologiczne.

– Położne i pielęgniarki prowadziły te badania podczas wizyt patronażowych po porodzie, szczepień dzieci, a także na oddziałach neonatologicznych, w tym oddziałach intensywnej terapii noworodka. Jeśli kobieta uzyskiwała podwyższony wynik w Edynburskiej Skali Depresji Poporodowej, lub zaznaczyła, że doświadcza myśli o zrobieniu sobie krzywdy, mogła skorzystać z trzech bezpłatnych konsultacji psychologicznych. Czas oczekiwania nie przekraczał dwóch tygodni, co w zdrowiu psychicznym ma ogromne znaczenie – powiedziała dr Chrzan-Dętkoś.

Program został później wskazany przez OECD (Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) jako przykład skutecznego i opłacalnego modelu profilaktyki zdrowia psychicznego kobiet po porodzie. Organizacja przeprowadziła także jego analizę kosztową, z której wynikało, że szybkie wsparcie psychologiczne może ograniczać ryzyko poważniejszych problemów psychicznych i zmniejszać koszty społeczne oraz zdrowotne w części krajów świata.

Jednym z najbardziej zaskakujących rezultatów programu okazała się skuteczność nawet bardzo krótkiej interwencji psychologicznej. – Trzy konsultacje to oczywiście niewiele i dużo kobiet mówiło, że potrzebuje dalszego wsparcia. Ale nawet tak podstawowa pomoc już coś zmieniała. Po tych trzech spotkaniach ok. połowa kobiet przestawała należeć do grupy ryzyka depresji poporodowej – zaznaczyła psycholożka.

Jak podkreśliła, jest to niezwykle ważne, ponieważ problemy psychiczne matki po porodzie wpływają nie tylko na nią samą, ale też na rozwój dziecka, funkcjonowanie całej rodziny oraz całego systemu ochrony zdrowia.

Mimo pozytywnych rezultatów program zakończył się w 2023 r. Zdaniem dr hab. Chrzan-Dętkoś jednym z największych paradoksów tej sytuacji jest to, że położne nadal mają obowiązek wykrywania ryzyka depresji poporodowej, ale często nie mają gdzie kierować kobiet wymagających pomocy. – Samo rozpoznanie problemu bez zapewnienia szybkiego dostępu do wsparcia psychologicznego stawia zarówno personel medyczny, jak i pacjentki w bardzo trudnej sytuacji – stwierdziła.

Badaczka porównała tę sytuację do funkcjonującej w Polsce szybkiej ścieżki onkologicznej. – W przypadku podejrzenia nowotworu pacjent trafia do szybkiej diagnostyki i leczenia. W przypadku zdrowia psychicznego kobiet po porodzie takiego systemu praktycznie nie ma – zauważyła.

Jako przykład skuteczniejszych rozwiązań dr hab. Chrzan-Dętkoś wskazała Wlk. Brytanię. Publiczny system ochrony zdrowia ma tam określony czas na zapewnienie pomocy kobietom, u których badania przesiewowe wskazują podwyższone ryzyko depresji lub zaburzeń lękowych. Maksymalny czas rozpoczęcia leczenia wynosi sześć tygodni i obejmuje – w zależności od potrzeb – psychoterapię lub farmakoterapię.

W opinii naukowczyni z UG zdrowie psychiczne kobiet po porodzie nadal pozostaje w Polsce tematem niedostatecznie obecnym w debacie publicznej. Tymczasem problemy tego typu dotyczą bardzo dużej grupy osób. Szacuje się, że na depresję poporodową zapada 10-22 proc. młodych matek, czyli nawet 1 na 5 kobiet w tym okresie życia. Ponad połowa z nich nie zgłasza się po pomoc lekarską.

– W Polsce, najprawdopodobniej z uwagi na lęk przed stygmatyzacją, być może wysokie wymagania wobec matek, wciąż niski poziom świadomości społecznej dotyczący dbania o zdrowie psychiczne po porodzie, na konsultacje niestety zgłasza się tylko 8 proc. mam z grupy ryzyka zachorowania, co wykazałyśmy wspólnie z Natalią Murawską i dr hab. Martą Łockiewicz w naszym badaniu z 2025 r. ((DOI: 10.1016/j.jad.2024.10.068) – powiedziała psycholożka.

Jak dodała, w miarę trwania programu i oswajania się zarówno personelu, jak i kobiet z oceną ryzyka zachorowania na depresję, liczba zgłoszeń rosła. Zdaniem ekspertki pokazuje to konieczność zarówno kontynuacji programów zdrowotnych, jak i zwiększania wiedzy społeczeństwa na temat zdrowia psychicznego po porodzie.

– Okres ciąży i pierwszych miesięcy po porodzie jest momentem ogromnej zmiany i dużego obciążenia emocjonalnego. U części kobiet właśnie wtedy po raz pierwszy pojawiają się zaburzenia depresyjne albo lękowe – powiedziała ekspertka.

Konsekwencje tego mogą być bardzo poważne. Według badań w krajach wysoko rozwiniętych samobójstwo jest jedną z głównych przyczyn śmierci kobiet w pierwszym roku po porodzie.

– O zdrowiu psychicznym w okresie okołoporodowym wciąż mówi się zdecydowanie za mało, mimo że to problem dotyczący bardzo wielu rodzin – podsumowała dr hab. Chrzan-Dętkoś.

Źródło: Nauka w Polsce

Tylko co dziesiąta kobieta deklaruje, że dobrze śpi sześć nocy w tygodniu, podczas gdy co trzecia szacuje, że osiąga prawdziwie regenerujący sen tylko trzy do czterech razy w tygodniu – wynika z globalnego badania snu. Może to wskazywać na ukryte zaburzenie snu, takie jak obturacyjny bezdech senny. Problem polega jednak na tym, że schorzenie to kojarzy się przede wszystkim z mężczyznami, przez co u kobiet często pozostaje niezdiagnozowane.
Według globalnego badania snu zleconego przez firmę Resmed, eksperta w dziedzinie snu, co czwarta kobieta ma trudności z zasypianiem co najmniej trzy lub więcej nocy w tygodniu, a 27% respondentek zgłasza, że budzi się niewyspane. Uczestniczki badania wskazały stres i lęk jako najczęstsze przyczyny tych problemów (42%). Jednak pierwotna przyczyna może leżeć w schorzeniu, które zwyczajowo przypisuje się mężczyznom. To obturacyjny bezdech senny, który w przypadku kobiet może dawać nietypowe objawy, a to utrudnia diagnozę. Obchodzony 28 maja Międzynarodowy Dzień Działań na rzecz Zdrowia Kobiet jest doskonałą okazją do tego, aby zwrócić uwagę na problem, który jak się okazuje może dotyczyć nawet 50% kobiet w wieku od 20 do 70 lat.

Pułapka „męskiej” choroby i nietypowych objawów

Obturacyjny bezdech senny jest powszechnie postrzegany jako choroba mężczyzn, a to sprawia, że wiele kobiet nawet nie zakłada, że ich problemy z samopoczuciem mogą wynikać właśnie z tego schorzenia. Sytuację komplikuje fakt, że kobieca twarz bezdechu jest zupełnie inna niż ta powszechnie znana. Podczas gdy mężczyźni częściej zgłaszają chrapanie i przerwy w oddychaniu, u kobiet pojawiają się objawy takie jak bezsenność, zespół niespokojnych nóg, senność w ciągu dnia, bóle głowy i mięśni, nadmierny przyrost masy ciała czy depresja[3]. Co więcej, badania wykazały, że kobiety mają tendencję do częstszego zgłaszania dolegliwości nawet przy łagodnym przebiegu bezdechu. Zauważono w nich też, że kobiety z łagodnym bezdechem wykazują niższy wskaźnik senności niż mężczyźni, ale jednocześnie deklarują znacznie wyższy poziom wyczerpania i zmęczenia. Ich jakość życia jest wyraźnie obniżona, a stanom tym często towarzyszy wyższy poziom lęku, depresji oraz trudności z utrzymaniem ciągłości snu.

Ignorowanie bezdechu to ryzyko dla całego organizmu

Brak odpowiedniej diagnozy i pozostawienie bezdechu sennego bez leczenia niesie poważne konsekwencje dla organizmu kobiety. To nie tylko kwestia gorszego samopoczucia, ale realne zagrożenie dla układu krwionośnego i metabolicznego. Ponad połowa kobiet cierpiących na obturacyjny bezdech senny zmaga się jednocześnie z nadciśnieniem tętniczym, a niemal co druga ma podwyższony poziom cholesterolu. Nieleczone zaburzenia oddychania podczas snu zwiększają też ryzyko wystąpienia cukrzycy typu 2 oraz choroby wieńcowej.

Ciąża i menopauza – kluczowe momenty w życiu kobiety

Okresami w życiu kobiet, w których powinny zachować szczególną czujność są ciąża i menopauza. Badania pokazują, że w okresie oczekiwania na dziecko na obturacyjny bezdech senny cierpi jedna na pięć kobiet. To konsekwencja procesów, które zachodzą w ciele kobiety w tym okresie. Okazuje się, że zmiany hormonalne w organizmie oraz ucisk na drogi oddechowe[7] mogą powodować niebezpieczne przerwy w oddychaniu, wpływając zarówno na zdrowie matki, jak i rozwijającego się dziecka.

Menopauza to równie krytyczny moment. Wówczas spadek poziomu hormonów chroniących napięcie mięśni gardła sprawia, że wiele kobiet po raz pierwszy w życiu zaczyna doświadczać objawów bezdechu[8]. Zmiany te często bywają mylnie utożsamiane wyłącznie z procesem starzenia lub typowymi dolegliwościami klimakterium, co opóźnia wdrożenie skutecznej terapii, mogącej przywrócić komfort życia i uchronić przed poważnymi powikłaniami. Tymczasem wczesna diagnoza jest niezwykle istotna, ponieważ jak wynika z badań, po menopauzie ryzyko bezdechu sennego u kobiet wzrasta do poziomu mniej więcej takiego samego jak u mężczyzn.

 
Więcej informacji, w tym prosty internetowy test oceny snu, można znaleźć na stronie https://www.resmed.pl/better-sleep
Ocena snu nie jest odpowiednia dla osób poniżej 18 roku życia. Jest to narzędzie do samooceny, które może pomóc Ci ustalić, czy występuje u Ciebie którykolwiek z typowych objawów bezsenności lub obturacyjnego bezdechu sennego. Nie jest to narzędzie diagnostyczne i nie stanowi porady medycznej. Poleganie na informacjach uzyskanych za pośrednictwem tego narzędzia odbywa się wyłącznie na twoje własne ryzyko. Zalecamy skonsultowanie się z lekarzem w sprawie wyników oceny snu lub jeśli masz obawy dotyczące swojego snu.

Źródło: inf pras

Współistnienie choroby nowotworowej nie jest wskazaniem do przedwczesnego rozwiązania ciąży – przekonuje onkolog, dr Anna Skrzypczyk-Ostaszewicz. Zaznacza, że w czasie ciąży można bezpiecznie prowadzić odpowiednie leczenie onkologiczne.
– Mam nadzieję, że większość specjalistów nie zatrważa się już, widząc kobietę z nowotworem i wie, jak z nią rozmawiać, a także jak ją diagnozować oraz leczyć – powiedziała dr Anna Skrzypczyk-Ostaszewicz z Mazowieckiego Szpitala Onkologicznego w Warszawie oraz z Hospicjum „Ewdomed” w Konstancinie–Jeziorna.

Specjalistka mówiła o tym podczas konferencji „Onkologia 2026 – Perspektywy”. Wyraziła nadzieję, że onkolodzy potrafią samodzielnie leczyć będącą w ciąży pacjentkę i nie muszą jej odsyłać kilkaset kilometrów do większego ośrodka onkologicznego.

Już przed 20 laty opublikowano pierwsze rekomendacje dotyczące diagnostyki i terapii kobiet z rakiem piersi, które oczekują dziecka. W 2010 r. te rekomendacje uaktualniono i rozszerzono na inne nowotwory. – Obecnie dostępne są liczne opracowania z doświadczeń w tym zakresie różnych ośrodków na całym świecie – dodała dr Skrzypczyk-Ostaszewicz.

Specjalistka zaznaczyła, że nowotwory w czasie ciąży rzadko się zdarzają, bo zaledwie u 50-100 kobiet na 100 tys. ciąż, ale wykrywa się je coraz częściej. Najczęściej wykrywany jest rak piersi. Występują także inne choroby nowotworowe, takie jak czerniak skóry oraz rak szyjki macicy. Najrzadziej zdarzają się chłoniaki i nowotwory tarczycy oraz nowotwory przewodu pokarmowego, płuc i ośrodkowego układu nerwowego.

Najważniejsze, że leczenie onkologiczne w czasie ciąży jest możliwe i bezpieczne, musi być jedynie odpowiednio dostosowane. – Jeśli chodzi o diagnostykę obrazową, to postępowanie jest podobne jak u kobiet nie będących w ciąży – zapewniła onkolog z Warszawy. Obowiązuje jedynie zasada o nazwie ALARA (as low as reasonably achievable), czyli zastosowanie w badaniach tak niskiej dawki, jak tylko jest to możliwe.

Wykonywane mogą być takie badania jak USG jamy brzusznej, RTG klatki piersiowej, a także rezonans magnetyczny, tomografia komputerowa oraz scyntygrafia kości. Warunkiem jest maksymalne ograniczenie narażenia pacjentki w ciąży na negatywne czynniki.

U pacjentek onkologicznych będących w ciąży mogą być wykonywane operacje. – Z anestezjologicznego punktu widzenia można je bezpiecznie przeprowadzić na każdym etapie ciąży – stwierdziła dr Skrzypczyk-Ostaszewicz. Trzeba tylko dobrać moment i zakres zabiegu z uwagi na bezpieczeństwo matki i dziecka. Należy zastosować metody oszczędzające, mniej inwazyjne.

Mitem jest dość powszechne wciąż przekonanie, że chemioterapia nie może być stosowana u kobiet w ciąży z powodu jej działań ubocznych. – W czasie ciąży jest możliwe zastosowanie leczenia cytostatycznego – zapewniła specjalistka. – To odmieniło losy ciężarnych z nowotworami i dało szansę nie tylko zachowania ciąży, ale i zastosowania najbardziej optymalnego leczenia matki.

Kobiety w ciąży na ogół dobrze znoszą chemioterapię. – Większość klasycznych cytostatyków może być podanych w czasie ciąży. Leczenie takie można rozpocząć po około 14. tygodniu ciąży, a najbardziej optymalne odstawienie cytostatyków powinno nastąpić pod koniec 34. tygodnia ciąży – tłumaczyła specjalistka. Dodała, że pacjentki w ciąży mogą również zażywać leki przeciwwymiotne oraz czynniki wzrostu granulocytów.

W czasie ciąży przeciwskazana jest natomiast hormonoterapia, gdyż może ona doprowadzić do powstania wad płodu, na przykład połowiczego niedorozwoju twarzy, dysplazji uszno-ocznej oraz zaburzeń w układzie płciowym. Są też wątpliwości co do stosowania przeciwciał monoklonalnych i wielu tzw. terapii celowanych. Podobnie jest z nowymi lekami, w tym także z nowymi cytostatykami.

– Im nowszy lek, tym mniej danych klinicznych i tym częściej obowiązuje podejście „unikać w czasie ciąży, jeśli istnieje alternatywa” – tłumaczyła dr Skrzypczyk-Ostaszewicz. Również radioterapię lepiej jest odroczyć na czas po porodzie, na przykład w raku piersi, choć nie jest wykluczone napromienianie we wczesnej ciąży.

Leczenie onkologiczne może być kontynuowane niemal natychmiast po porodzie, który się odbył siłami natury i najwcześniej po około tygodniu po cięciu cesarskim, jeśli tylko nie doszło do powikłań. Specjalistka zaznaczyła jednak, że nie należy celowo przedwcześnie doprowadzać do rozwiązania.

– Samo współistnienie choroby nowotworowej i ciąży nie jest wskazaniem do przedwczesnego jej rozwiązania i zastosowania cesarskiego cięcia – podkreśliła dr Skrzypczyk-Ostaszewicz. Przeciwskazane jest natomiast karmienie piersią podczas chemioterapii i hormonoterapii oraz w ciągu miesiąca po jej zakończeniu, z powodu przedostawania się tych leków do mleka matki.

Źródło: Nauka w Polsce

O substancjach PFAS mówi się coraz częściej w kontekście trwałego zanieczyszczenia środowiska, skażonej wody i długofalowych skutków zdrowotnych. Nowe badanie ze Szwecji pokazuje, że problem może zaczynać się jeszcze przed narodzinami. Naukowcy zaobserwowali, że dzieci narażone w życiu płodowym na bardzo wysokie stężenia tych związków miały wyraźnie częściej rozpoznawaną astmę niż dzieci z grupy odniesienia. Autorzy podkreślają jednak, że chodzi o populację wyjątkowo silnie narażoną, a uzyskanych wyników nie należy automatycznie przenosić na społeczności o typowym, niższym poziomie ekspozycji.
 
Astma pozostaje jedną z najczęstszych chorób przewlekłych wieku dziecięcego, a jej częstość w wielu krajach rosła w ostatnich dekadach. Od dawna wiadomo, że na ryzyko jej rozwoju wpływają nie tylko predyspozycje rodzinne, ale również czynniki środowiskowe, takie jak zanieczyszczenie powietrza, bierne palenie czy niektóre infekcje. Znacznie mniej jednoznaczne pozostawały dotąd dane dotyczące PFAS – grupy trwałych związków chemicznych obecnych m.in. w środowisku, wodzie i wielu produktach przemysłowych.

PFAS przenikają przez łożysko, dlatego ekspozycja może rozpoczynać się jeszcze przed narodzinami. Wcześniejsze badania wiązały kontakt z tymi substancjami z wpływem na układ odpornościowy, w tym ze słabszą odpowiedzią poszczepienną i większą podatnością na infekcje. Związek z astmą pozostawał jednak niepewny, częściowo dlatego, że większość wcześniejszych analiz obejmowała populacje narażone na relatywnie niskie poziomy tych związków.

Naturalny eksperyment w szwedzkim Ronneby

Nowe badanie objęło 11 488 dzieci urodzonych w latach 2006–2013 w regionie Blekinge w Szwecji. W analizie uwzględniono miasto Ronneby, gdzie przez ponad 30 lat część mieszkańców korzystała z wody skażonej PFAS pochodzącymi z pian gaśniczych AFFF. To właśnie ta sytuacja stworzyła rzadką możliwość oceny skutków bardzo wysokiej ekspozycji środowiskowej.

Badacze oszacowali prenatalną ekspozycję na PFAS pochodzące ze skażonej wody pitnej, korzystając z historii adresowej matek i danych o dystrybucji wody. Na tej podstawie podzielono dzieci na grupy bardzo wysokiej, wysokiej, pośredniej oraz tła ekspozycji. Następnie, korzystając z rejestrów zdrowotnych i danych o realizacji recept, ocenili częstość występowania astmy oraz świstów oddechowych w dzieciństwie.

Wyższe ryzyko dotyczyło tylko grupy bardzo wysokiej ekspozycji

Wyniki pokazały, że bardzo wysoka prenatalna ekspozycja na PFAS wiązała się z wyższą zapadalnością na astmę. Po uwzględnieniu czynników takich jak palenie tytoniu przez matkę we wczesnej ciąży, wiek matki, płeć dziecka, astma u rodziców i czynniki socjoekonomiczne, ryzyko rozwoju astmy było w tej grupie o 44 proc. wyższe niż w grupie tła.

W wartościach bezwzględnych astmę rozpoznano u 26,7 proc. dzieci z grupy bardzo wysokiej ekspozycji, wobec 16,1 proc. w dopasowanej grupie odniesienia. Podobny kierunek obserwacji utrzymał się także po zastosowaniu bardziej restrykcyjnej definicji astmy, obejmującej dzieci z rozpoznaniem potwierdzonym po 3. roku życia. Nie stwierdzono natomiast istotnego związku dla grupy wysokiej i pośredniej ekspozycji ani dla świstów oddechowych.

To sugeruje, że ewentualny efekt może ujawniać się dopiero przy bardzo wysokim narażeniu, a nie przy poziomach typowych dla populacji ogólnej.

Jak PFAS mogą wpływać na rozwój płuc

Autorzy przypominają, że rozwój płuc rozpoczyna się już bardzo wcześnie w życiu płodowym i jest wrażliwy na działanie czynników środowiskowych. Badania przedkliniczne wskazywały wcześniej, że PFAS mogą kumulować się w tkance płucnej, nasilać procesy zapalne, wpływać na odpowiedź immunologiczną i zmieniać ekspresję genów związanych z rozwojem układu oddechowego. Tego rodzaju mechanizmy mogłyby zwiększać podatność dziecka na rozwój astmy.

Jednocześnie autorzy zaznaczają, że wcześniejsze badania epidemiologiczne dawały wyniki mieszane. Ich zdaniem obecna praca może wskazywać na tzw. efekt progowy, w którym zależność staje się widoczna dopiero przy bardzo wysokiej ekspozycji.

Mocne strony i ograniczenia badania

Mocną stroną badania jest duża kohorta populacyjna, wieloletnia obserwacja oraz wykorzystanie rozpoznań klinicznych i danych o wykupionych lekach, a nie wyłącznie deklaracji rodziców. Atutem jest również objęcie analizą społeczności o wyjątkowo wysokim narażeniu, czego brakowało w większości wcześniejszych badań.

Najważniejsze ograniczenie dotyczy sposobu oceny ekspozycji. Nie opierała się ona na bezpośrednich pomiarach stężenia PFAS u matek w czasie ciąży, lecz na historii adresowej i danych o wodociągach. Dodatkowo nie da się tu całkowicie oddzielić ekspozycji prenatalnej od ekspozycji we wczesnym dzieciństwie, ponieważ wiele dzieci po urodzeniu nadal mieszkało na skażonym obszarze. Autorzy wskazują też, że nie można całkowicie wykluczyć wpływu innych, niezmierzonych czynników.

Wynik ważny, ale nie do prostego uogólniania

Autorzy podsumowują, że ich wyniki wskazują na związek między bardzo wysoką prenatalną ekspozycją na PFAS a większą zapadalnością na astmę u dzieci. Jednocześnie podkreślają, że obserwacje te wymagają potwierdzenia w innych silnie narażonych populacjach i nie powinny być automatycznie odnoszone do społeczności narażonych jedynie na poziomy tła.

Badanie wnosi jednak istotny argument do dyskusji o zdrowotnych skutkach skażenia PFAS i pokazuje, że konsekwencje ekspozycji środowiskowej mogą dotyczyć nie tylko dorosłych mieszkańców skażonych terenów, ale także dzieci narażonych już w okresie prenatalnym.

Źródło: Blomberg AJ, Nielsen C, Borgström Bolmsjö BB, Bind M-A, Hartman L, Saxne Jöud A. Prenatal exposure to per- and polyfluoroalkyl substances (PFAS) and incidence of asthma and wheeze in childhood: A register-based cohort study in Ronneby, Sweden. PLOS Medicine. 2026;23(4):e1004659. DOI: 10.1371/journal.pmed.1004659.

Wrodzone zakażenie wirusem cytomegalii (CMV) należy do najczęstszych infekcji przenoszonych z matki na dziecko w czasie ciąży i jest jedną z głównych niegenetycznych przyczyn trwałego niedosłuchu oraz zaburzeń neurorozwojowych u dzieci. Polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych opublikowało nowe rekomendacje dotyczące zapobiegania i leczenia tej choroby. Dokument zbiera aktualne zalecenia dotyczące badań w ciąży, diagnostyki zakażenia płodu, profilaktyki z użyciem walacyklowiru, leczenia noworodków oraz wielospecjalistycznej opieki nad dziećmi z cytomegalią wrodzoną.
Wrodzone zakażenie wirusem cytomegalii (CMV) należy do najczęstszych wrodzonych zakażeń wirusowych. Na świecie dotyczy ono około 0,5–1,4 proc. żywo urodzonych noworodków, natomiast w Polsce – według dostępnych szacunków – może występować częściej, u około 2,2–3,7 proc. dzieci. Większość zakażonych noworodków nie ma objawów bezpośrednio po urodzeniu, jednak infekcja może prowadzić do trwałych następstw neurorozwojowych, w tym zaburzeń słuchu. Wrodzona cytomegalia jest uznawana za najczęstszą niegenetyczną przyczynę czuciowo-nerwowego niedosłuchu u dzieci.

Nie tylko higiena. Pojawiło się realne okno interwencji

Profilaktyka zakażenia CMV w ciąży nie ogranicza się dziś wyłącznie do zaleceń higienicznych. Nadal stanowią one podstawę zapobiegania infekcji, jednak coraz większe znaczenie mają także działania profilaktyki wtórnej i trzeciorzędowej, które pozwalają zmniejszyć ryzyko zakażenia płodu oraz ograniczyć jego możliwe następstwa.

Badania w kierunku zakażenia CMV u kobiet planujących ciążę lub znajdujących się w jej wczesnym etapie powinny być wykonywane możliwie jak najwcześniej, najlepiej w pierwszym trymestrze. Badania przesiewowe wykonane przed 12.–14. tygodniem ciąży pozwalają albo zapobiec zakażeniu kobiety, albo – w przypadku infekcji pierwotnej – podjąć działania zmniejszające ryzyko zakażenia płodu. Wczesna diagnostyka ma więc kluczowe znaczenie dla dalszego postępowania.

Istotnym elementem profilaktyki pozostaje także edukacja kobiet w ciąży. Najważniejszym rezerwuarem wirusa są ślina i mocz małych dzieci, dlatego ryzyko zakażenia rośnie u kobiet mających częsty kontakt z dziećmi w wieku żłobkowym i przedszkolnym. Już podczas pierwszej wizyty położniczej należy przekazać pacjentce zasady profilaktyki – m.in. dotyczące higieny rąk oraz unikania kontaktu ze śliną dziecka. Wykazano, że kobiety seronegatywne, które otrzymały takie informacje, mają nawet o 85 proc. niższe ryzyko pierwotnej infekcji CMV.

Pierwotne i wtórne zakażenie to nie to samo

W zakażeniu CMV u kobiety w ciąży wyróżnia się dwie sytuacje: infekcję pierwotną oraz zakażenie wtórne, czyli reaktywację wcześniej przebytej infekcji lub zakażenie innym szczepem wirusa. To rozróżnienie ma duże znaczenie kliniczne, ponieważ wpływa zarówno na ryzyko transmisji wirusa na płód, jak i na dalsze postępowanie diagnostyczne i terapeutyczne.

W przypadku infekcji pierwotnej ryzyko przeniesienia wirusa na płód rośnie wraz z czasem trwania ciąży. Jednocześnie najpoważniejsze konsekwencje zdrowotne dotyczą zakażeń z jej wczesnego okresu. W pierwszym trymestrze ryzyko transmisji jest niższe niż w kolejnych miesiącach, jednak właśnie wtedy – w okresie organogenezy – największe jest prawdopodobieństwo wad wrodzonych i trwałych następstw neurologicznych.

W zakażeniu wtórnym ryzyko transmisji jest znacznie mniejsze. Jeżeli jednak do zakażenia płodu dojdzie, przebieg choroby i jej odległe konsekwencje mogą być podobne jak w przypadku infekcji pierwotnej. Oznacza to, że obecność przeciwciał IgG sprzed ciąży nie zapewnia pełnej ochrony płodu.

W przypadku wtórnej infekcji CMV u ciężarnej nie zaleca się obecnie stosowania farmakologicznej profilaktyki w trakcie ciąży. „W przypadku potwierdzenia wtórnej infekcji CMV u ciężarnej (NPI, Non Primary Infection) interwencje farmakologiczne (…) podczas ciąży nie są zalecane, gdyż w świetle dzisiejszej wiedzy nie ma dowodów na skuteczność takiego postępowania”.

Diagnostyka CMV w ciąży

Diagnostyka zakażenia CMV w ciąży opiera się przede wszystkim na właściwej interpretacji badań serologicznych. Sam dodatni wynik przeciwciał IgM nie wystarcza do rozpoznania świeżego zakażenia. Konieczna jest łączna analiza przeciwciał IgM i IgG, a w przypadku ich jednoczesnej obecności także ocena awidności IgG. Wartość predykcyjna dodatnich wyników samych IgM jako markera infekcji pierwotnej wynosi około 16 proc.

Interpretacja badań nie zawsze jest prosta. Niska awidność IgG nie musi oznaczać bardzo świeżego zakażenia, a wysoka w niektórych sytuacjach może prowadzić do błędnych wniosków. W przypadku wątpliwości badania należy powtórzyć, a wyniki interpretować w kontekście całego obrazu klinicznego. Badania PCR z krwi lub moczu ciężarnej nie pozwalają natomiast wiarygodnie określić momentu zakażenia.

Kluczowym elementem diagnostyki prenatalnej jest amniopunkcja. Przy podejrzeniu pierwotnej infekcji w pierwszym trymestrze powinna być wykonana co najmniej osiem tygodni od serokonwersji, nie wcześniej niż w 18. tygodniu ciąży, optymalnie około 20. tygodnia. Dodatni wynik PCR DNA CMV w płynie owodniowym potwierdza zakażenie płodu i stanowi podstawę dalszego postępowania. Wynik ujemny, uzyskany w odpowiednim czasie, pozwala wykluczyć zakażenie płodu w pierwszym trymestrze i znacznie zmniejsza ryzyko poważnych następstw choroby.

Walacyklowir w ciąży – najważniejsza zmiana w podejściu do profilaktyki

Jednym z najważniejszych elementów nowych zaleceń jest stosowanie walacyklowiru w przypadku matczynej infekcji pierwotnej w pierwszym trymestrze ciąży. Autorzy podkreślają, że terapia ta ma udokumentowaną skuteczność w zmniejszaniu ryzyka transmisji wirusa na płód. „Postępowanie to redukuje ryzyko zakażenia płodu o 71%”.

Walacyklowir stosuje się w dawce 4 × 2 g na dobę, przy jednoczesnym monitorowaniu parametrów laboratoryjnych matki. Jeśli wynik PCR DNA CMV z płynu owodniowego jest ujemny, leczenie można zakończyć. W przypadku potwierdzenia zakażenia płodu terapię należy kontynuować do porodu, a ciężarna powinna pozostawać pod opieką ośrodka posiadającego doświadczenie w prowadzeniu ciąż powikłanych cCMV.

Autorzy zwracają jednak uwagę, że w Polsce leczenie to nie jest obecnie refundowane i pozostaje postępowaniem ponadstandardowym. W praktyce oznacza to, że dostęp do terapii zależy od decyzji klinicznej lekarza oraz możliwości finansowych pacjentki.

Monitorowanie płodu – kluczowa ocena ośrodkowego układu nerwowego

W przypadku potwierdzonego zakażenia płodu kluczową rolę odgrywa diagnostyka obrazowa, przede wszystkim ultrasonografia i neurosonografia płodowa, a w wybranych przypadkach również rezonans magnetyczny płodu. Badania te pozwalają ocenić stopień zajęcia ośrodkowego układu nerwowego oraz prognozować możliwe następstwa choroby.

Najpoważniejsze rokowanie wiąże się ze zmianami takimi jak małogłowie, zaburzenia migracji neuronalnej czy zwapnienia wewnątrzczaszkowe. Na podstawie badań obrazowych wyróżnia się trzy postacie przebiegu choroby u płodu: bezobjawową, skąpoobjawową oraz ciężką. W najcięższych przypadkach, gdy dochodzi do nieodwracalnego uszkodzenia mózgu, rekomendowane jest objęcie rodziny opieką paliatywną w okresie okołoporodowym.

Rozpoznanie u noworodka trzeba potwierdzić wcześnie

Po porodzie rozpoznanie wrodzonego zakażenia CMV opiera się na wykryciu DNA wirusa metodą PCR w moczu w pierwszych trzech tygodniach życia. Badanie to cechuje się bardzo wysoką czułością i swoistością. Materiałem do badania może być także ślina, jednak dodatni wynik wymaga potwierdzenia badaniem moczu.

Jeżeli diagnostyka rozpoczyna się później, możliwe jest wykonanie badania PCR z suchej kropli krwi z bibuły przesiewowej, choć ujemny wynik nie pozwala całkowicie wykluczyć zakażenia. Badania serologiczne u noworodków nie mają wartości diagnostycznej i nie są zalecane.

Brak objawów klinicznych po urodzeniu nie wyklucza choroby – u części noworodków bez widocznych objawów stwierdza się nieprawidłowości w badaniach laboratoryjnych, obrazowych lub w badaniu słuchu.

Leczenie noworodka i wieloletnia opieka

Leczenie przeciwwirusowe noworodków z cCMV ma charakter terapii off-label i zaleca się je przede wszystkim u dzieci z zajęciem ośrodkowego układu nerwowego, objawami wielonarządowymi lub izolowanym niedosłuchem czuciowo-nerwowym. Standardowo stosuje się 6-miesięczne leczenie walgancyklowirem, choć w wybranych łagodniejszych przypadkach możliwa jest krótsza terapia.

Leczenie powinno rozpocząć się możliwie wcześnie, najlepiej w pierwszym miesiącu życia, a w trakcie terapii konieczne jest monitorowanie morfologii krwi i parametrów wątrobowych, ponieważ jednym z najczęstszych działań niepożądanych jest neutropenia.

Dzieci z cCMV wymagają również długoterminowej opieki specjalistycznej – co najmniej do 6. roku życia – obejmującej kontrolę neurologiczną, audiologiczną i rehabilitacyjną, ponieważ niedosłuch oraz zaburzenia rozwoju mogą pojawiać się z opóźnieniem i mieć charakter postępujący.

Wniosek systemowy

Autorzy wskazują, że skuteczniejsze zapobieganie i leczenie wrodzonego zakażenia CMV wymaga także zmian systemowych, przede wszystkim wprowadzenia refundacji walacyklowiru w profilaktyce transmisji wirusa w pierwszym trymestrze ciąży oraz walgancyklowiru w leczeniu cytomegalii wrodzonej.

Źródło: Polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, „Rekomendacje PTEiLChZ dotyczące zapobiegania i leczenia wrodzonego zakażenia CMV”, opublikowano 3 kwietnia 2026 r.

Niedobory nie zawsze zaczynają się po urodzeniu. Czasem są skutkiem decyzji podejmowanych przez otoczenie matki. Badania naukowców z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu ujawniają, jak bierna ekspozycja ciężarnej kobiety na dym tytoniowy może wpłynąć na jeden z kluczowych pierwiastków w organizmie dziecka – selen, od którego zależą m.in. odporność, metabolizm i ochrona przed stresem oksydacyjnym.
Choć selen należy do grupy pierwiastków śladowych, jego znaczenie dla zdrowia trudno przecenić. Bierze udział w regulacji układu odpornościowego i wspiera rozwój neurologiczny. Niedobór selenu może zwiększać ryzyko infekcji, chorób sercowo-naczyniowych, nowotworów czy zaburzeń neurologicznych.

Tym większe znaczenie ma fakt, że aż 2/3 dzieci objętych badaniem miało zbyt niskie stężenie selenu we krwi. A jeden z najważniejszych czynników ryzyka był zaskakujący: ekspozycja na dym tytoniowy, jeszcze w życiu płodowym.

Śląskie dzieci pod lupą
Zespół pod kierunkiem prof. Pawła Gać i prof. Krystyny Pawlas zbadał 299 dzieci w wieku wczesnoszkolnym z terenów uprzemysłowionych. Sprawdzano nie tylko stężenie selenu we krwi, ale też dokładnie analizowano historię ekspozycji matek na dym tytoniowy w czasie ciąży –  zarówno czynnej, jak i biernej.

Dzieci, których matki były narażone na dym w ciąży, miały znacząco niższe stężenie selenu. Różnice były istotne statystycznie – niezależnie od tego, czy matka paliła aktywnie, czy jedynie przebywała  w zadymionym otoczeniu.

Co ważne: aktualna ekspozycja dziecka na dym (np. w domu) nie miała już wpływu na stężenie selenu. Kluczowy był okres prenatalny.
– Protokół badania nie uwzględniał podziału na trymestry, więc nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć, który okres ciąży może być najbardziej wrażliwy na działanie dymu w kontekście stężenia selenu  u dziecka – mówi prof. dr hab. Paweł Gać, kierownik Katedry Zdrowia Środowiskowego, Medycyny Pracy i Epidemiologii na Wydziale Nauk o Zdrowiu UMW. – To ważny problem badawczy i potencjalny kierunek dalszych analiz.

Dlaczego to takie istotne?
Dym papierosowy to źródło wolnych rodników i substancji toksycznych, które mogą prowadzić do stresu oksydacyjnego. Selen jest jednym z głównych antyoksydantów, a więc w obliczu ekspozycji na dym, jego zasoby mogą być szybciej zużywane przez organizm. W ciąży dodatkowo dochodzi do zaburzeń transportu mikroelementów przez łożysko.

Autorzy badania wskazują, że prenatalna ekspozycja na dym tytoniowy powinna być uznawana za niezależny czynnik ryzyka niedoboru selenu u dziecka. A ponieważ selen wpływa m.in. na rozwój układu odpornościowego i nerwowego, konsekwencje mogą być długofalowe.

Wnioski dla zdrowia publicznego
Tylko 33,8 proc. badanych dzieci miało prawidłowe stężenie selenu we krwi (≥80 μg/L). Ekspozycja prenatalna na dym tytoniowy obniżała stężenie tego pierwiastka we krwi średnio o 4–6 μg/L. Niezależnymi czynnikami ryzyka niedoboru selenu były: starszy wiek dziecka, niedowaga oraz narażenie matki na dym papierosowy w ciąży.

Badacze apelują o włączenie oceny narażenia na dym tytoniowy do standardowych procedur opieki prenatalnej. Ich zdaniem, działania edukacyjne i profilaktyczne mogą realnie wpłynąć na zdrowie przyszłych pokoleń. Warto też rozważyć suplementację selenu w grupach ryzyka –  choć to wymaga dalszych badań.

– Rozważamy starania o pozyskanie grantu na ponowną ocenę badanej grupy dzieci pod kątem follow-upu – zapowiada prof. Gać. – Ocena, czy obniżone stężenie selenu we krwi utrzymuje się w kolejnych latach i przekłada na konkretne problemy zdrowotne, byłaby niewątpliwie ciekawa.

Dym papierosowy to nie tylko kwestia zapachu czy nałogu. W przypadku kobiet w ciąży to realne, biologiczne zagrożenie, które może obniżyć kluczowe rezerwy odporności dziecka na lata.

Badanie przeprowadzone przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu wskazuje, jak wcześnie i jak subtelnie mogą zaczynać się nierówności zdrowotne – nawet zanim dziecko przyjdzie na świat.

 
Materiał powstał na podstawie publikacji:
Prenatal environmental tobacco smoke exposure: a predictor of blood selenium levels in children.
Gać P, Fułek M, Żórawik A, Poręba R, Pawlas K, Pawlas N. Front Public Health. 2025
źródło: UMW
Zmiany demograficzne, zamykanie oddziałów położniczo-ginekologicznych i rosnące wyzwania związane z dostępnością opieki okołoporodowej skłoniły Ministerstwo Zdrowia do zaprojektowania nowego rozwiązania systemowego. Nowelizacja rozporządzenia dotyczącego świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego ma zapewnić kobietom w ciąży i rodzącym bezpieczną opiekę, niezależnie od miejsca zamieszkania. Kluczową rolę w nowym modelu odgrywają położne, których kompetencje i samodzielność zawodowa zostają istotnie wzmocnione.
Celem nowelizacji rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego, w ramach której zaprojektowano świadczenie „Opieka nad kobietą w ciąży i kobietą rodzącą realizowana przez położną” jest zwiększenie dostępności do świadczeń opieki zdrowotnej z zakresu położnictwa w szpitalach oddalonych o więcej niż 25 km od najbliższej placówki realizującej świadczenia położniczo-ginekologiczne w trybie hospitalizacji.

Nowelizacja przyczyni się również do wzmocnienia roli położnych jako samodzielnych profesjonalistów medycznych, w szczególności w zakresie oceny stanu klinicznego kobiety w ciąży, kobiety rodzącej oraz kobiety w połogu.

Projekt rozporządzenia zakłada zorganizowanie opieki położnych w placówkach, w których nie funkcjonuje oddział ginekologiczno-położniczy, a które posiadają izbę przyjęć lub szpitalny oddział ratunkowy, wraz z zapewnieniem zabezpieczenia transportowego – w tym całodobowego dostępu do środka transportu z odpowiednim wyposażeniem oraz z udziałem położnej i ratownika medycznego.

Proponowane rozwiązanie obejmuje:

W placówkach tych zostanie wyodrębnione miejsce umożliwiające bezpieczne przyjęcie porodu – tzw. izba porodowa, czyli osobne, odpowiednio wyposażone i przystosowane do tego pomieszczenie.

Nowelizacja rozporządzenia nie przewiduje likwidacji oddziałów położniczo-ginekologicznych. Wszelkie decyzje dotyczące szpitali oraz zmiany profilu ich działalności należą wyłącznie do ich właścicieli. Ministerstwo Zdrowia może i udziela wsparcia eksperckiego, nie ma jednak wpływu na ostateczne decyzje podejmowane przez organy założycielskie.

Warto zwrócić uwagę, że:

Przyjęcie porodu w izbie porodowej będzie miało charakter incydentalny i nastąpi wyłącznie w sytuacji, gdy stopień zaawansowania akcji porodowej uniemożliwi bezpieczny transport pacjentki do najbliższego szpitala posiadającego oddział ginekologiczno-położniczy. Należy też zaznaczyć, że również obecnie, w pojedynczych przypadkach, dochodzi do porodów na szpitalnych oddziałach ratunkowych, w których aktualnie nie ma specjalnie wydzielonych do tego celu pomieszczeń, ani dedykowanego personelu.

Projekt nie będzie miał wpływu na budżet państwa i budżety jednostek samorządu terytorialnego. Skutki finansowe zostaną pokryte w ramach środków określonych w planie finansowym NFZ, bez konieczności ubiegania się na ten cel o dodatkowe środki z budżetu państwa.

Proponowane przez Ministerstwo Zdrowia rozwiązanie odpowiada na realne problemy systemowe wynikające z niżu demograficznego i ograniczonej dostępności oddziałów położniczych w mniejszych miejscowościach. Nowy model opieki, oparty na pracy położnych w placówkach bez oddziałów ginekologiczno-położniczych, ma zapewnić bezpieczeństwo kobietom w ciąży poprzez wczesną ocenę stanu klinicznego, właściwą kwalifikację do transportu oraz możliwość incydentalnego przyjęcia porodu w odpowiednio przygotowanej izbie porodowej. Jednocześnie resort podkreśla, że zmiany nie oznaczają likwidacji oddziałów położniczych, a ich celem jest utrzymanie wysokich standardów opieki i bezpieczeństwa pacjentek, przy racjonalnym wykorzystaniu zasobów systemu ochrony zdrowia.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia

Zakażenie wirusem cytomegalii w ciąży pozostaje jednym z najpoważniejszych, a jednocześnie niedostatecznie zaadresowanych problemów zdrowia publicznego w Polsce. Choć konsekwencje wrodzonej cytomegalii mogą być dramatyczne i nieodwracalne, badania przesiewowe oraz refundowane leczenie nie są dziś standardem opieki prenatalnej. 
Realizowany przez Instytut Matki i Dziecka w Warszawie projekt POL PRENATAL CMV ma szansę to zmienić. To pierwsze w Polsce niekomercyjne badanie kliniczne, które sprawdzi, czy skuteczna ochrona płodu jest możliwa przy zastosowaniu niższej, bezpieczniejszej i tańszej dawki leku przeciwwirusowego. Badanie objęte jest patronatem Ministerstwa Zdrowia oraz otrzymało pozytywną rekomendację konsultanta krajowego Perinatologii prof. Mirosława Wielgosia.

CMV to jeden z najczęściej występujących wirusów – kontakt z nim ma nawet 90% kobiet w wieku rozrodczym. Dla ciężarnych zakażenie stanowi poważne zagrożenie: wirus może przeniknąć do łożyska i prowadzić do wrodzonej cytomegalii u płodu, która w Polsce dotyka około 2,5 tys. noworodków rocznie. Ciężkie konsekwencje rozwojowe to m.in. zaburzenia słuchu, wzroku, małogłowie czy uszkodzenia neurologiczne a dotyczą aż 10% zakażonych noworodków.

Obecnie jedyną potwierdzoną metodą ograniczania transmisji wirusa jest terapia walacyklowirem w dawce 8 g na dobę, jednak terapia jest trudna i kosztowna – pacjentki przyjmują 16 tabletek dziennie, a leczenie kosztuje ponad 10 tys. zł i nie jest refundowane. Dodatkowo tak duże dawki mogą być nieobojętne dla matki i prowadzić do efektów ubocznych terapii.

W projekcie POL PRENATAL CMV porównywana jest dawka o połowę mniejsza – 4 g na dobę z dawką standardową. Jeśli okaże się skuteczna i bezpieczna, może to otworzyć drogę do wprowadzenia badań przesiewowych CMV do opieki okołoporodowej i refundacji terapii. Jednocześnie badanie pozwoli oszacować ile naprawdę jest kobiet zakażonych CMV w ciąży w Polsce.

– W Polsce mamy do czynienia z luką systemową. Mimo dostępnych metod diagnostycznych badania w kierunku CMV nie są standardem. Ten projekt może realnie zwiększyć szanse na urodzenie zdrowego dziecka – podkreśla prof. Tadeusz Issat, kierownik Kliniki Ginekologii i Położnictwa IMiD.

W ramach badania przesiew zostanie wykonany u ponad 4500 kobiet w I trymestrze ciąży. Projekt potrwa do końca 2028 roku.

Dlaczego badanie jest przełomowe?

Potencjalny wpływ na zdrowie publiczne

Cytomegalia wrodzona jest jedną z głównych przyczyn trwałej niepełnosprawności u dzieci. Wprowadzenie skutecznej profilaktyki mogłoby znacząco zmniejszyć liczbę przypadków uszkodzeń słuchu i ubytków neurologicznych u dzieci, które powstają jeszcze w życiu płodowym i są nieodwracalne po narodzinach.

Projekt POL PRENATAL CMV to ważny krok w kierunku nowoczesnej i lepiej ustrukturyzowanej opieki prenatalnej w Polsce.
Szczegółowe informacje o badaniu dostępne są na stronie: www.leczeniecmv.pl

Projekt POL PRENATAL CMV to przełomowe przedsięwzięcie badawcze, które może wpłynąć na zmianę standardów opieki nad kobietami w ciąży w Polsce. Porównanie skuteczności niższej dawki walacyklowiru z obecnie stosowaną terapią otwiera drogę do ograniczenia działań niepożądanych, obniżenia kosztów leczenia oraz potencjalnego wprowadzenia badań przesiewowych CMV do rutynowej praktyki klinicznej. W dłuższej perspektywie wyniki badania mogą przełożyć się na zmniejszenie liczby dzieci rodzących się z ciężkimi, trwałymi powikłaniami wrodzonej cytomegalii, wzmacniając bezpieczeństwo zdrowotne matek i noworodków.

Kryteria włączenia do badania

Źródło: Komunikat Prasowy
Dokładnie 986 pacjentek i pacjentów onkologicznych zabezpieczyło płodność w pierwszych 12 miesiącach działania programu finansowanego z publicznych środków. Mimo że świadomość pacjentów rośnie, to wciąż jest niewystarczająca. Tylko 3 na 10 Podopiecznych Onkofundacji Alivia miało jakąkolwiek wiedzę o możliwości zabezpieczenia materiału rozrodczego przed rozpoczęciem leczenia.
 
Nowotwory i terapie onkologiczne mogą u części chorych prowadzić do przedwczesnej i nieodwracalnej niepłodności czy menopauzy, dlatego dla wielu osób młodych możliwość rodzicielstwa po chorobie jest bardzo ważna. Wczesna, jasna informacja oraz finansowany publicznie program dają realną szansę zachowania możliwości rozrodczych na przyszłość z poszanowaniem prawa pacjenta do podjęcia świadomej decyzji.

Od 1 czerwca 2024 r. w Polsce działa bezpłatny program zachowania płodności wśród pacjentów onkologicznych. Z programu mogą skorzystać kobiety od okresu dojrzewania do 40 roku życia oraz mężczyźni od okresu dojrzewania do 45 roku życia.

Wg danych pozyskanych z Ministerstwa Zdrowia między 1 czerwca a końcem 2024 roku do programu zgłosiło się 590 osób, a 518 z nich zdecydowało się zamrozić swoje plemniki lub komórki jajowe. W pierwszym półroczu 2025 roku miało miejsce kolejnych 500 zgłoszeń i 468 zamrożeń. Łącznie z programu skorzystało 986 osób w ciągu 12 miesięcy.

Najważniejsze było to, że ktoś od razu powiedział mi, co zrobić w ciągu dwóch dni. Miałam numer, termin i poczucie, że nie tracę czasu – mówi 33-letnia pacjentka, Podopieczna Onkofundacji Alivia, chorująca na nowotwór piersi.

Poziom wiedzy i doświadczenia pacjentów

Onkofundacja Alivia postanowiła sprawdzić, w jakim stopniu pacjenci byli świadomi możliwości zabezpieczenia płodności przed i po wdrożeniu rządowego programu, poznać ich perspektywę, doświadczenia, bariery i potrzeby oraz zidentyfikować możliwe do wdrożenia rozwiązania.

Ankietę wypełniło 103 pacjentów onkologicznych – Podopiecznych Fundacji Alivia. Zebrane dane pozwoliły wskazać najistotniejsze wnioski:

Tylko 3 na 10 ankietowanych posiadało przed rozpoczęciem leczenia wiedzę na temat możliwości zachowania materiału rozrodczego. Wśród osób zdiagnozowanych od 2022 roku następował wzrost wiedzy o procedurach zachowania płodności, jednak w połowie 2025 roku wciąż prawie 7 na 10 ankietowanych pacjentów nie wiedziało o możliwości skorzystania z programu onkopłodności.

Wśród ankietowanych świadomych możliwości zachowania płodności najczęściej wskazywanym źródłem informacji był lekarz prowadzący. Oznacza to, że personel medyczny cały czas odgrywa kluczową rolę w informowaniu pacjentów o ich możliwościach.

Z zabiegów zabezpieczenia płodności skorzystał ok. co dziesiąty ankietowany (11 ze 103 osób). W tej nielicznej grupie znajdowały się przede wszystkim kobiety w wieku 21-34 lata, które nie posiadały dzieci. Połowa tych osób to chorzy, którzy zdiagnozowani zostali po 1 czerwca 2024 roku.

82% badanych uznało zachowanie płodności za ważny element procesu leczenia. W tej grupie  większość stanowiły kobiety, osoby młodsze oraz z wyższym wykształceniem. Wysokie deklarowane znaczenie zagadnienia sugeruje, że pacjenci oczekują, aby temat onkopłodności był integralną częścią planowania leczenia, z jasną ścieżką informacyjną.

“Naszym celem jest, aby informację o możliwości zabezpieczenia płodności otrzymywał każdy pacjent w wieku rozrodczym, od razu po postawieniu diagnozy. W każdym ośrodku onkologicznym potrzebny jest koordynator onkopłodności, który wskaże, jakie kroki należy wykonać,  aby nie stracić szansy na ewentualne rodzicielstwo w przyszłości” – mówi Agata Polińska, Wiceprezeska Onkofundacji Alivia, która 19 października przedstawiła wnioski z badania na dorocznej konferencji Europejskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej ESMO w Berlinie.

82% ankietowanych uważa, że to ważne. Rekomendacje Onkofundacji Alivia

Z danych zaprezentowanych przez Onkofundację Alivia wynika, że 82% badanych uznało zachowanie płodności za ważny element procesu leczenia. Wśród nich były kobiety, osoby młodsze oraz te z wyższym wykształceniem. Wysokie deklarowane znaczenie utrzymuje się pomimo luk informacyjnych, co wskazuje na potrzebę włączenia tematu do standardowej rozmowy przed leczeniem.

Na podstawie wyników badania Onkofundacja Alivia sformułowała 5 rekomendacji, które zostaną przekazane do Ministerstwa Zdrowia, odpowiedzialnego za realizację programu onkopłodności. Mogą skorzystać z nich również przedstawiciele ośrodków onkologicznych oraz organizacje pacjentów wspierające młode osoby chorujące onkologicznie.

Onkofundacja Alivia postuluje standaryzację informacji przekazywanych pacjentom przed leczeniem, czyli wprowadzenie obowiązku informowania o dostępności programu i oznaczania tego faktu w dokumentacji np. w ramach karty e-DILO.

Rekomendowane jest stworzenie instrukcji dla pacjenta, mówiącej, co zrobić w ciągu 48–72 godzin od diagnozy, zawierającej informacje o refundacji procedury zachowania płodności, a także wskazującej  punkty kontaktowe.

Wśród postulatów znajduje się także koordynacja ścieżki pacjenta poprzez wyznaczenie osoby kontaktowej (koordynator onkopłodności) w ośrodku onkologicznym, odpowiedzialnej za omówienie opcji zachowania płodności, warunków skorzystania z procedur oraz praktycznych kroków „co dalej”. 

Kolejnym postulatem Fundacji są szkolenia dla personelu, czyli krótkie moduły e-learningowe dla lekarzy i pielęgniarek, w tym gotowe skrypty rozmów i algorytmy kwalifikacji. Wśród ankietowanych świadomych możliwości zachowania płodności najczęściej wskazywanym źródłem informacji był lekarz prowadzący. Oznacza to, że personel medyczny odgrywa kluczową rolę w inicjowaniu rozmowy o onkopłodności oraz w przekazywaniu informacji umożliwiających podjęcie decyzji tuż przed leczeniem. 

Piątą z rekomendacji jest monitorowanie wdrożenia programu onkopłodności poprzez wprowadzenie mierników i wskaźników jakości (odsetek pacjentów poinformowanych przed leczeniem, czas od diagnozy do konsultacji w zakresie onkopłodności czy odsetek kwalifikacji do programu).

Pełna treść raportu jest dostępna TUTAJ.
 
Źródło: Komunikat Prasowy
9 września na całym świecie obchodzony jest Światowy Dzień FASD (Fetal Alcohol Spectrum Disorders) – Spektrum Płodowych Zaburzeń Alkoholowych. Data nie jest przypadkowa – dziewiąty dzień dziewiątego miesiąca przypomina o dziewięciu miesiącach ciąży, w czasie których należy zachować pełną abstynencję, aby chronić zdrowie dziecka.

Picie alkoholu w ciąży nie jest zjawiskiem marginalnym – połowa kobiet w ciąży sięgała po alkohol – tak wynika z badań przeprowadzanych przez Instytut Matki i Dziecka, w których analizowano próbki włosów i stężenie metabolitu alkoholu – etyloglukuronidu.

Światowy Dzień FASD to okazja do przypomnienia, że:

• Alkohol jest substancją szkodliwą i działa toksycznie już od pierwszych chwil rozwoju płodu – dlatego już planując ciążę należy zachować abstynencję od alkoholu.
• Nie istnieje bezpieczna dawka alkoholu w czasie ciąży. W okresie karmienia także należy zachować abstynencję
• Również styl życia i nawyki zdrowotne ojca – w tym spożywanie alkoholu – mają wpływ na jakość nasienia, przebieg poczęcia i zdrowie przyszłego potomstwa

FASD (Fetal Alcohol Spectrum Disorders), czyli Spektrum Płodowych Zaburzeń Alkoholowych, to zespół trwałych uszkodzeń mózgu i innych narządów dziecka, powstających w wyniku spożywania alkoholu przez kobietę w ciąży. Do FASD zalicza się różne zaburzenia rozwojowe – od łagodniejszych trudności w uczeniu się, po cięższe wady fizyczne i neurologiczne. Najbardziej znaną i najcięższą formą jest FAS (Płodowy Zespół Alkoholowy).

Media mają ogromną moc kształtowania postaw i przekonań. Dlatego KCPU zachęca, aby we wrześniu znalazło się w Państwa audycjach, artykułach i materiałach miejsce na temat profilaktyki FASD – dla zdrowia obecnych i przyszłych pokoleń.


Pamiętajmy: FASD można w 100% zapobiec – wystarczy zero alkoholu w ciąży.

źródło: KCPU, PAP

 

Choć coraz więcej mówi się o wspieraniu zdrowych ciąż i znaczeniu profilaktyki, cytomegalia (CMV) pozostaje jednym z najmniej znanych, a zarazem najczęstszych wirusów zagrażających płodowi. W Polsce nie prowadzi się obowiązkowych badań przesiewowych w kierunku CMV, choć zakażenie w ciąży może prowadzić do głuchoty, uszkodzeń mózgu czy opóźnień rozwojowych dziecka.
Przełomem w diagnostyce i leczeniu jest badanie kliniczne POL PRENATAL CMV, realizowane w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie. Kobiety objęte programem mogą bezpłatnie wykonać test i – w przypadku świeżego zakażenia – rozpocząć terapię przeciwwirusową walacyklowirem. To daje realną szansę na ochronę zdrowia rozwijającego się dziecka.

Historia Magdaleny i Katarzyny, dwóch uczestniczek badania, pokazuje, jak ogromne znaczenie ma dostęp do diagnostyki i leczenia. Magdalena, u której zakażenie wykryto przypadkowo, usłyszała początkowo, że „w Polsce nic się z tym nie robi”. Nie zgodziła się jednak czekać i trafiła do zespołu specjalistów w IMiD. Była pierwszą pacjentką w kraju, której w ramach badania podano walacyklowir. Kilka tygodni później badania wykazały, że wirus nie przeniknął do płodu. – „Wszystko jest w porządku, po urodzeniu Jaś został przebadany od A do Z i jest okazem zdrowia” – podsumowuje.

Podobną historię przeżyła Katarzyna, u której test serologiczny również wykazał zakażenie mimo braku objawów. – „Nigdy wcześniej nie słyszałam o cytomegalii. Kiedy zaczęłam szukać informacji, byłam zaskoczona, jak poważne mogą być jej skutki” – mówi. Dzięki leczeniu jej córka Kaja urodziła się zdrowa. – „Wiem, że miałam ogromne szczęście, bo większość kobiet w Polsce nie jest badana pod kątem CMV i nie ma pojęcia, że ten wirus może zagrażać ich dziecku” – dodaje.

Jak tłumaczy dr hab. n. med. prof. IMiD Tadeusz Issat, kierownik Kliniki Położnictwa i Ginekologii: – „To infekcja bardzo powszechna, ale pomijana w opiece okołoporodowej. Tymczasem pierwotne zakażenie CMV w ciąży może mieć bardzo poważne skutki dla zdrowia dziecka. Dzięki naszemu programowi kobiety mogą być diagnozowane i leczone, zanim dojdzie do uszkodzeń rozwijającego się płodu. Ale to wciąż za mało – potrzebne są zmiany systemowe”.

CMV przenosi się przez kontakt ze śliną, moczem czy innymi wydzielinami. Zakażenie w ciąży często przebiega bezobjawowo lub przypomina łagodne przeziębienie, co utrudnia rozpoznanie. Dlatego tak istotna jest edukacja kobiet i lekarzy oraz wprowadzenie testów diagnostycznych do standardowej opieki nad ciężarną.

Badanie POL PRENATAL CMV to pierwszy tego rodzaju program w Polsce i drugi na świecie. Oferuje nie tylko bezpłatną diagnostykę, ale także możliwość wdrożenia leczenia jeszcze w czasie ciąży. Walacyklowir, lek z potencjałem do zmiany standardów postępowania, może okazać się kluczowy w walce z wirusem, który dotąd pozostawał niemal niezauważony w systemie opieki zdrowotnej.

Czy cytomegalia przestanie być „cichym zagrożeniem” polskich ciąż? Odpowiedź zależy nie tylko od wyników badań, ale i od decyzji systemowych. Dziś wiadomo jedno – świadomość i wczesna diagnostyka mogą uratować zdrowie i życie wielu dzieci.

Źródło:Komunikat Prasowy