Medicalpress

Cztery najważniejsze światowe organizacje kardiologiczne – European Society of Cardiology (ESC), American College of Cardiology (ACC), American Heart Association (AHA) oraz World Heart Federation (WHF) – wspólnie opracowały Piątą Uniwersalną Definicję Zawału Mięśnia Sercowego. Dotychczasowa definicja, oparta na pięciu typach zawału jest obecnie zastąpiona prostszym podziałem oparta na mechanizmie prowadzącym do zawału i sytuacji klinicznej, w której do niego dochodzi.

Nową definicję przedstawiono podczas Kongresu ESC 2026 w Monachium. Jej celem jest bardziej spójne rozpoznawanie zawału, lepsze powiązanie diagnozy z dalszym postępowaniem oraz ułatwienie komunikacji z pacjentami.

– To bardzo ważny dokument dla światowej kardiologii. Zaproponowane w nim zmiany nazwałbym ewolucją — i to ewolucją w bardzo dobrym kierunku. Po pierwsze, dokument wprowadza uproszczoną nomenklaturę i nowy podział. Zamiast dotychczasowych pięciu typów posługiwać się będziemy trzema postaciami, wyodrębnionymi na podstawie patofizjologii toczącej się w tętnicy wieńcowej, czyli bezpośredniej przyczyny zawału. To znacząco porządkuje całą klasyfikację i powinno ułatwić postawienie rozpoznania w sytuacjach, w których na gruncie dotychczasowej definicji można było mieć pewne wątpliwości interpretacyjne. Większa prostota i jednoznaczność to zmiana korzystna dla środowiska lekarskiego, a zarazem ułatwiająca komunikację z pacjentem – podkreśla dr hab. Jan Biegus, prof. UMW, z-ca dyrektora ds. naukowych Instytutu Chorób Serca Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

– Nowa definicja nie wyróżnia już nagłego zgonu sercowego jako odrębnego typu zawału, wskazując, że rozpoznanie to powinno być stawiane na podstawie badania autopsyjnego – dodaje dr hab. Jan Biegus.

Zawał mięśnia sercowego pozostaje jednym z najważniejszych problemów zdrowotnych na świecie. Występuje u około 3,8 proc. osób poniżej 60. roku życia i 9,5 proc. osób powyżej 60 lat.

Nie każdy zawał oznacza zamkniętą tętnicę

Jedną z najważniejszych zmian jest odejście od dotychczasowego podziału numerycznego
– obejmującego typy od 1 do 5 wraz z podtypami – na rzecz trzech głównych kategorii: zawału pierwotnego, wtórnego oraz związanego z zabiegami na naczyniach wieńcowych.

Nowa definicja wyraźnie rozróżnia również zawał od uszkodzenia mięśnia sercowego. Podwyższone stężenie troponiny nie zawsze oznacza automatycznie zawał. Do jego rozpoznania (niezmiennie) potrzebne są także dowody wskazujące, że uszkodzenie mięśnia sercowego jest związane
z niedokrwieniem. Ocenia się m.in. objawy, EKG oraz wyniki badań obrazowych.

Trzy kategorie zawału

Pierwotny zawał mięśnia sercowego jest wynikiem ostrego problemu w tętnicy wieńcowej. Najczęściej odpowiadają za niego miażdżyca i zakrzep, ale przyczyną mogą być również samoistne rozwarstwienie tętnicy wieńcowej (SCAD), skurcz naczynia czy zator. To istotna zmiana – w poprzedniej klasyfikacji te ostatnie mechanizmy zaliczano do zawału typu 2.

Wtórny zawał mięśnia sercowego jest następstwem innego ostrego stanu, który zaburza równowagę między zapotrzebowaniem serca na tlen a jego dostarczaniem. Może do tego dojść np. przy znacznej tachykardii, niedotlenieniu, niedokrwistości, bardzo niskim lub wysokim ciśnieniu tętniczym.

Zawał związany z zabiegiem w obrębie tętnic wieńcowych jest powikłaniem procedury kardiologicznej lub kardiochirurgicznej, do którego dochodzi w ciągu 30 dni od jej wykonania. Nowa definicja wprowadza wspólne kryteria dla powikłań związanych z zabiegami przezskórnymi oraz operacjami kardiochirurgicznymi.

Od numeru do przyczyny zawału

Zmiana wykracza poza samo nazewnictwo. Nowa klasyfikacja ma przede wszystkim lepiej odpowiadać temu, dlaczego doszło do zawału. Ma to znaczenie, ponieważ różne mechanizmy mogą wymagać odmiennego postępowania. Inaczej leczony może być pacjent z ostrym zdarzeniem miażdżycowo-zakrzepowym, inaczej chory ze skurczem tętnicy wieńcowej, a jeszcze inaczej osoba, u której niedokrwienie jest skutkiem zaburzenia równowagi między podażą a zapotrzebowaniem na tlen, np.
w wyniku ciężkiej niedokrwistości. Stąd, co oczywiste, autorzy dokumentu podkreślają, że leczenie zależy od mechanizmu prowadzącego do zawału.

Poprzednia klasyfikacja numeryczna nie zawsze była łatwa do zastosowania w praktyce. Nowy podział ma być bardziej intuicyjny, opierać się na obiektywnych kryteriach diagnostycznych i ułatwiać podejmowanie decyzji klinicznych. Ma również ułatwić rozmowę z pacjentem – określenia takie jak „zawał typu 2” czy „typu 4c” niewiele mówiły o rzeczywistej przyczynie zdarzenia. Prostszy podział ma być bardziej zrozumiały zarówno dla lekarzy, jak i chorych.

Znaczenie także dla badań i systemu ochrony zdrowia

Nowa klasyfikacja ma znaczenie nie tylko dla lekarzy i pacjentów. Została powiązana z kodami Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-11, co ma umożliwić dokładniejsze zbieranie danych
o poszczególnych rodzajach zawału. W przyszłości powinno to ułatwić badania epidemiologiczne, porównywanie wyników między krajami oraz planowanie opieki zdrowotnej.

– Za świetne posunięcie uważam również powiązanie proponowanej nomenklatury ze wchodzącą do praktyki klasyfikacją ICD-11. Będzie ono miało duże znaczenie zarówno epidemiologiczne, jak i dla rozwoju nauki na całym świecie – zaznacza dr hab. Jan Biegus.

Piąta Uniwersalna Definicja Zawału Mięśnia Sercowego przesuwa punkt ciężkości z numeru przypisanego do typu zawału na jego przyczynę i kontekst kliniczny. Ma to prowadzić do bardziej spójnych rozpoznań, lepszego dopasowania dalszego postępowania i bardziej zrozumiałej komunikacji z pacjentem.

Źródło: inf pras

Niewydolność serca dotyka już ponad 60 milionów ludzi na świecie i należy do najczęstszych przyczyn hospitalizacji osób po 65. roku życia. Choć kojarzona jest głównie z zaawansowaną chorobą kardiologiczną, rozwija się przez wiele lat, często bezobjawowo. Eksperci przekonują, że właśnie dlatego kluczowe znaczenie ma profilaktyka podejmowana na długo przed pojawieniem się pierwszych symptomów.

Na łamach European Heart Journal ukazało się kompleksowe opracowanie poświęcone zapobieganiu niewydolności serca. Autorzy podsumowali aktualną wiedzę na temat czynników ryzyka, skutecznych działań profilaktycznych oraz metod identyfikacji osób szczególnie narażonych na rozwój tego schorzenia.

Choroba, która zaczyna się dużo wcześniej

Niewydolność serca nie jest pojedynczą chorobą, lecz zespołem objawów wynikających z niezdolności serca do efektywnego pompowania krwi. Najczęściej jest konsekwencją trwających przez lata procesów chorobowych i może rozwijać się długo, zanim pacjent odczuje pierwsze dolegliwości.

– Niewydolność serca jest jednym z najczęstszych powikłań chorób sercowo-naczyniowych i stanowi istotną przyczynę hospitalizacji oraz przedwczesnej śmiertelności. Starzenie się społeczeństw oraz rosnąca częstość występowania otyłości, cukrzycy i nadciśnienia tętniczego sprawiają, że liczba chorych stale wzrasta. Dlatego działania zapobiegawcze mają dziś kluczowe znaczenie zarówno dla zdrowia pacjentów, jak i dla wydolności systemów ochrony zdrowia – podkreśla prof. Izabella Uchmanowicz, dziekan Wydziału Pielęgniarstwa i Położnictwa UMW.

Profilaktyka zamiast leczenia skutków

Przez lata działania związane z niewydolnością serca koncentrowały się przede wszystkim na leczeniu osób, u których choroba już wystąpiła. Autorzy publikacji wskazują, że równie ważne jest wcześniejsze rozpoznawanie zagrożenia i zapobieganie rozwojowi schorzenia.

– Największe znaczenie mają działania ukierunkowane na modyfikację czynników ryzyka: regularna aktywność fizyczna, zdrowa dieta, utrzymanie prawidłowej masy ciała oraz unikanie palenia tytoniu. Coraz więcej dowodów wskazuje także na znaczenie indywidualizacji profilaktyki oraz wczesnego wdrażania skutecznych terapii u osób z grup wysokiego ryzyka – mówi prof. Uchmanowicz.

Współczesna profilaktyka nie ogranicza się przy tym wyłącznie do zmiany stylu życia. Coraz większe znaczenie mają także nowoczesne terapie farmakologiczne, które mogą chronić serce jeszcze przed pojawieniem się pierwszych objawów niewydolności. Dotyczy to szczególnie osób z cukrzycą typu 2 oraz przewlekłą chorobą nerek, należących do grup najbardziej narażonych na rozwój choroby.

Niewydolność serca nie zaczyna się w gabinecie kardiologa

Przez wiele lat organizm może skutecznie maskować skutki rozwijających się chorób przewlekłych. Pacjent funkcjonuje normalnie, nie odczuwa bólu ani duszności i często nie postrzega siebie jako osoby zagrożonej chorobą serca. Tymczasem właśnie wtedy mogą zachodzić zmiany, które po latach doprowadzą do niewydolności serca.

Szczególna rola przypada więc podstawowej opiece zdrowotnej, która umożliwia wieloletnią obserwację stanu zdrowia pacjenta i odpowiednio wczesną reakcję na niekorzystne zmiany.

– Podstawowa opieka zdrowotna ma ogromne znaczenie, ponieważ to właśnie lekarz rodzinny najczęściej jako pierwszy rozpoznaje i długofalowo monitoruje czynniki ryzyka prowadzące do niewydolności serca, takie jak nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, otyłość, zaburzenia lipidowe czy przewlekła choroba nerek – mówi prof. Donata Kurpas z Katedry Pielęgniarstwa Wydziału Pielęgniarstwa i Położnictwa UMW.

Profilaktyka nie sprowadza się przy tym do recept i kolejnych badań. Istotne są także codzienne nawyki dotyczące ruchu, snu, odżywiania czy radzenia sobie ze stresem. To właśnie suma decyzji podejmowanych przez wiele lat może wpływać na kondycję układu sercowo-naczyniowego.

Najlepszy moment na działanie? Zanim pojawią się objawy

Jednym z najważniejszych wniosków płynących z publikacji jest znaczenie bardzo wczesnej profilaktyki. Największe możliwości zapobiegania niewydolności serca pojawiają się bowiem jeszcze wtedy, gdy człowiek nie odczuwa żadnych dolegliwości.

– Szczególnie ważna jest edukacja osób, które czują się zdrowe, ale mają już czynniki ryzyka, ponieważ właśnie wtedy możemy najwięcej zmienić. Z perspektywy opieki zintegrowanej profilaktyka niewydolności serca powinna zaczynać się nie dopiero w poradni kardiologicznej, lecz znacznie wcześniej – w POZ, w ramach edukacji zdrowotnej, w środowisku lokalnym i codziennych decyzjach, które wspierają zdrowie serca przez całe życie – podkreśla prof. Kurpas.

Takie podejście stoi również za akcją „Trzymamy Ciśnienie”, realizowaną przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu. Jej celem jest zwrócenie uwagi na problem, który przez lata może pozostawać niezauważony. Nadciśnienie tętnicze nie boli, ale pozostaje jednym z najważniejszych czynników prowadzących do chorób układu krążenia.

Współczesna medycyna coraz skuteczniej pozwala identyfikować osoby szczególnie narażone na rozwój niewydolności serca. Nawet najbardziej zaawansowane technologie nie zmieniają jednak podstawowej zasady: o kondycję serca warto dbać każdego dnia i reagować na czynniki ryzyka jeszcze wtedy, gdy nie pojawiły się niepokojące objawy.

Jak zmniejszyć ryzyko niewydolności serca?

Materiał powstał na podstawie artykułu: Prevention of heart failure: A scientific statement of the Heart Failure Association, the European Association of Preventive Cardiology, and the Association of Cardiovascular Nursing & Allied Professions of the ESC, and the ESC Council on Hypertension

Źródło: inf pras

Upalne dni to dla organizmu duże wyzwanie. Wysoka temperatura może nie tylko powodować zmęczenie i osłabienie, ale także zwiększać obciążenie układu krążenia. Szczególnie narażone są osoby z chorobami serca, nadciśnieniem tętniczym, cukrzycą oraz innymi czynnikami ryzyka.

W czasie upałów serce pracuje intensywniej – pod wpływem wysokiej temperatury naczynia krwionośne rozszerzają się, a organizm szybciej traci wodę wraz z potem. Odwodnienie może prowadzić do zaburzeń ciśnienia tętniczego i dodatkowo obciążać układ krążenia. Dlatego w gorące dni warto szczególnie uważnie obserwować swój organizm.

Zawał nie zawsze wygląda tak samo

Wiele osób kojarzy zawał serca z nagłym, silnym bólem w klatce piersiowej. Tymczasem objawy mogą być znacznie bardziej różnorodne i nie zawsze pojawiają się w tak oczywisty sposób.

Najczęstszym sygnałem alarmowym jest uczucie ucisku, rozpierania lub bólu w klatce piersiowej. Dolegliwości mogą promieniować do ramienia, obu rąk, pleców, szyi lub żuchwy. Mogą im towarzyszyć:

Szczególną czujność powinny zachować kobiety, u których objawy zawału częściej mogą być mniej charakterystyczne. Duszność, nudności, ból pleców lub żuchwy czy nagłe pogorszenie samopoczucia również mogą być sygnałem, że dzieje się coś niepokojącego.

Nie czekaj, aż objawy miną

Nie każdy ból czy złe samopoczucie podczas upału należy tłumaczyć wyłącznie wysoką temperaturą lub odwodnieniem. Jeśli pojawiają się objawy sugerujące zawał, nie należy zwlekać – trzeba natychmiast zadzwonić pod numer alarmowy 112 lub 999.

– Im wcześniej otworzymy naczynie wieńcowe przy pomocy angioplastyki i zastosujemy stent, tym szybciej przerwiemy zawał i ograniczymy uszkodzenie serca pacjenta – mówi prof. Piotr Buszman, kardiolog Oddziału Kardiologii American Heart of Poland w Bielsku-Białej.

Szybka reakcja może zdecydować o dalszym przebiegu choroby. Im wcześniej pacjent otrzyma specjalistyczną pomoc, tym większa szansa na ograniczenie uszkodzenia mięśnia sercowego i uniknięcie poważnych powikłań. AHP i Scanmed zapewniają dostęp do kompleksowej opieki kardiologicznej w 32 pracowniach hemodynamicznych, w których pacjenci z ostrymi zespołami wieńcowymi mogą otrzymać niezbędną pomoc.

Jak zadbać o serce w czasie upałów?

Podczas wysokich temperatur warto pamiętać o kilku prostych zasadach:

Szczególną ostrożność powinny zachować osoby z nadciśnieniem, cukrzycą, podwyższonym poziomem cholesterolu, po przebytym zawale oraz osoby palące papierosy.

– Dbając o serce, powinniśmy przede wszystkim ograniczać czynniki, które mogą je uszkadzać. Dotyczy to zarówno palenia papierosów i e-papierosów, jak i narażenia na dym tytoniowy innych osób. Negatywny wpływ na układ sercowo-naczyniowy ma także alkohol, a szczególnie niebezpieczne są narkotyki i substancje psychoaktywne. Warto pamiętać, że uszkodzenie mięśnia sercowego może mieć trwałe konsekwencje – podkreśla dr n. med. Janusz Prokopczuk, kardiolog Oddziału Kardiologii AHP w Kędzierzynie-Koźlu.

Jak dodaje prof. Piotr Buszman:

– Warto mieć telefon zawsze w zasięgu ręki, numery alarmowe zapisane w widocznym miejscu, informować bliskich o nowych objawach, regularnie wykonywać badania profilaktyczne i pozostawać pod opieką lekarza rodzinnego oraz kardiologa.

Wysoka temperatura nie powinna być powodem do ignorowania sygnałów wysyłanych przez organizm. W przypadku podejrzenia zawału liczy się każda minuta.

Źródło: inf pras

Niewydolność serca należy do najpoważniejszych wyzwań współczesnej kardiologii. Skuteczność jej leczenia zależy nie tylko od właściwie dobranej farmakoterapii, ale także od sprawnej współpracy interdyscyplinarnego zespołu medycznego. Istotną rolę odgrywa w nim personel pielęgniarski, którego kompetencje w zakresie specjalistycznej opieki nad pacjentami rozwija STEP-ONE – program opracowany przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu (UMW). Inicjatywa jest już realizowana w 11 krajach europejskich.

Niewydolność serca to przewlekła choroba, wymagającą systematycznego monitorowania objawów, edukacji zdrowotnej oraz ścisłej współpracy specjalistów reprezentujących różne dziedziny medycyny. Szczególne miejsce w tym modelu zajmują pielęgniarki i pielęgniarze. Towarzyszą pacjentom podczas kolejnych etapów terapii, pomagają im zrozumieć zalecenia medyczne oraz wspierają w kształtowaniu nawyków umożliwiających świadome i bezpieczne życie z chorobą.

Program STEP-ONE (Supportive Training and Essential Preparation for Optimal Nursing Education) powstał w ramach inicjatywy „Global ACT on HF – Accelerate Change Together” (Działajmy w obszarze niewydolności serca – razem przyspieszmy zmianę), realizowanej we współpracy z AstraZeneca Pharma Poland sp. z o.o. Jego celem jest wspieranie zintegrowanego, interprofesjonalnego modelu opieki oraz przygotowanie pacjentów do świadomego i możliwie samodzielnego zarządzania chorobą.

– Zalecenia Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (European Society of Cardiology – ESC) jednoznacznie wskazują, że opieka nad pacjentem z niewydolnością serca powinna mieć charakter zespołowy i opierać się na współpracy kardiologa, lekarza podstawowej opieki zdrowotnej oraz pielęgniarki lub pielęgniarza wyspecjalizowanych w tej dziedzinie. W Polsce, podobnie jak w wielu innych krajach, brakowało jednak certyfikowanej ścieżki kształcenia personelu pielęgniarskiego w tym zakresie. STEP-ONE powstał, aby wypełnić tę lukę i zapewnić odpowiednie przygotowanie do sprawowania opieki nad tą grupą chorych – wyjaśnia prof. Izabella Uchmanowicz, kierownik Zakładu Metodyki Badań Naukowych Wydziału Pielęgniarstwa i Położnictwa UMW, stojąca na czele interdyscyplinarnego zespołu odpowiedzialnego za merytoryczną część programu.

W rozwój STEP-ONE zaangażowane są również dr Magdalena Lisiak i dr Marta Wleklik. Program współtworzyli prof. Piotr Ponikowski oraz prof. Ewa A. Jankowska z Instytutu Chorób Serca UMW.

STEP-ONE nie jest pojedynczym kursem, lecz kompleksowym systemem edukacji i certyfikacji. Łączy materiały dydaktyczne, szkolenia praktyczne oraz platformę internetową umożliwiającą prowadzenie ujednoliconego procesu kształcenia w różnych krajach. Platforma, dostępna w językach polskim i angielskim pod adresem educardio.umw.edu.pl/nurses, zawiera materiały wideo, prezentacje i test egzaminacyjny, a po ukończeniu kursu automatycznie generuje certyfikat.

– W ramach programu opracowaliśmy również narzędzia wspierające codzienną praktykę kliniczną pielęgniarek i pielęgniarzy. Należą do nich formularze służące do oceny ryzyka niewydolności serca z zachowaną frakcją wyrzutową, a także listy kontrolne pomocne w edukowaniu pacjentów i ocenie stopnia optymalizacji leczenia farmakologicznego. Uczestnicy kursu otrzymują zatem nie tylko uporządkowaną wiedzę teoretyczną, lecz także rozwiązania, które mogą bezpośrednio wykorzystywać w pracy z pacjentami – dodaje prof. Izabella Uchmanowicz.

Jednym z elementów programu jest Heart Failure Handbook – przewodnik dla pacjentów i ich rodzin, przygotowany w językach polskim, angielskim i chorwackim. Publikacja zawiera najważniejsze informacje na temat samoopieki, farmakoterapii, aktywności fizycznej i stylu życia. Pomaga również rozpoznawać objawy, których wystąpienie powinno skłonić pacjenta do kontaktu z personelem medycznym.

Pierwszy kurs STEP-ONE odbył się pod koniec grudnia 2021 roku. Od tego czasu autorski program Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu przekształcił się z lokalnej inicjatywy w międzynarodowy model kształcenia, rozwijany we współpracy z instytucjami ochrony zdrowia z 11 krajów europejskich. W formule Train-the-Trainers przygotowywani są liderzy, którzy następnie wdrażają program na poziomie lokalnym i prowadzą proces certyfikacji personelu pielęgniarskiego w swoich krajach.

Dotychczas kurs ukończyło ponad 100 osób. Jego absolwenci uzyskali certyfikat HF Nurse, potwierdzający kompetencje do sprawowania specjalistycznej opieki nad pacjentami z niewydolnością serca.

– Jednym z największych atutów projektu jest jego interdyscyplinarność. STEP-ONE integruje wiedzę z zakresu kardiologii, pielęgniarstwa, geriatrii, psychologii zdrowia i informatyki. Dzięki temu uwzględnia nie tylko aktualne wytyczne kliniczne, ale również zagadnienia związane z komunikacją, edukacją terapeutyczną, uwarunkowaniami behawioralnymi oraz cyfrową dostępnością procesu kształcenia – ocenia prof. Izabella Uchmanowicz.

Założenia programu oraz wnioski płynące z jego wdrażania przedstawiono między innymi na łamach czasopism „European Journal of Cardiovascular Nursing” i „ESC Heart Failure”.

– Wyniki opublikowanych prac wskazują, że standaryzacja szkoleń oraz formalne potwierdzanie kompetencji personelu pielęgniarskiego sprzyjają lepszemu przestrzeganiu zaleceń przez pacjentów, zwiększają bezpieczeństwo terapii i mogą przyczyniać się do ograniczenia liczby hospitalizacji – podkreśla prof. Izabella Uchmanowicz.

Program zaprezentowano również podczas konferencji ACNAP 2024, organizowanej przez Association of Cardiovascular Nursing and Allied Professions, która działa w strukturach European Society of Cardiology. STEP-ONE przedstawiono jako przykład dobrej praktyki edukacyjnej oraz narzędzie wspierające profesjonalizację opieki pielęgniarskiej w skali międzynarodowej. Inicjatywa spotkała się z pozytywną oceną środowiska ESC.

Kolejnym etapem rozwoju przedsięwzięcia jest program STEP-TWO, rozszerzony między innymi o nowe moduły poświęcone ocenie klinicznej pacjenta.

Źródło: inf pras