Medicalpress

W środę 30 września w różnych miastach Polski można będzie bez skierowania, rejestracji i całkowicie bezpłatnie wykonać badanie spirometryczne, które pozwala wykryć poważne choroby płuc – poinformowali PAP organizatorzy obchodów Polskiego Dnia Spirometrii 2026.

Jak przypomnieli w informacji prasowej przesłanej PAP, spirometria jest badaniem, które pomaga zdiagnozować i monitorować poważne choroby układu oddechowego, w tym przede wszystkim przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP) i astmę.

Badania będzie można wykonać 30 września w godzinach od 8.00 do 16.00 (w sali obsługi interesantów) w centrali Narodowego Funduszu Zdrowia oraz siedzibach 10 oddziałów wojewódzkich NFZ – w Warszawie, Opolu, Wrocławiu, Katowicach, Rzeszowie, Krakowie, Lublinie, Szczecinie, Gdańsku i Bydgoszczy. Można się zgłosić bez wcześniejszej rejestracji. Jest ono całkowicie bezpłatne.

Badanie spirometryczne jest bezbolesne, całkowicie nieinwazyjne, wymaga jedynie dobrej współpracy pacjenta z osobą wykonująca spirometrię – przekonują.

„Przed badaniem technik przeprowadzi ankietę, żeby wykluczyć przeciwwskazania do wykonania spirometrii. Jeśli badanie wykaże zaburzenia obturacyjne, czyli zaburzenia przepływu powietrza w drogach oddechowych, to taka osoba dostanie list do swojego lekarza rodzinnego z prośbą o dalszą diagnostykę w kierunku chorób obturacyjnych – astmy lub POChP» – poinformował dr Dąbrowiecki w imieniu organizatorów akcji.

Zaproszenie na spirometrię organizatorzy kierują przede wszystkim do osób po 40. roku życia, palących tytoń, żyjących w zanieczyszczonej atmosferze, które odczuwają duszność, mają przewlekły kaszel, trwający od co najmniej 8 tygodni.

W Polsce na choroby układu oddechowego cierpi kilka milionów osób. Szacuje się, że połowa o tym nie wie. Tymczasem z powodu samego POChP umiera rocznie ok. 14 tys. Polek i Polaków – alarmują eksperci. Na chorobę tę cierpi nawet 2,5 mln osób.

„Niestety tylko 1,3 mln pacjentów z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc ma postawione rozpoznanie (…) a jest ona trzecią przyczyną zgonów w Polsce i na świecie. Nierozpoznana POChP skraca życie o około 10 lat» – powiedział cytowany w informacji prasowej dr hab. Piotr Dąbrowiecki, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę Alergię i POChP z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Infekcyjnych i Alergologii WIM-PIB.

Ekspert przypomniał, że zaburzenia obturacyjne są także typowe dla astmy. „W Polsce ponad 4 miliony chorych ma jej objawy – kaszel, świsty w drogach oddechowych, duszności, ale tylko około 2,2 miliona osób wie, że u podstaw tych dolegliwości leży astma. Wykonanie spirometrii pozwoli znaleźć obturację (zwężenie lub zablokowanie dróg oddechowych – PAP) i skierować pacjenta z tym wynikiem do lekarza, który podejmie dalsze działanie» – wyjaśnił specjalista.

Astma jest najczęstszą przewlekłą chorobą układu oddechowego u dzieci. Natomiast POChP – chociaż kojarzona z osobami starszymi, palącymi papierosy, dotyka coraz częściej osoby po 40 r. życia. Obecnie szacuje się, że około 30 procent chorych na POChP nigdy nie paliło tytoniu. Coraz więcej badań wskazuje, że istotną rolę w rozwoju tej choroby odgrywa też życie w zanieczyszczonym środowisku. POChP jest przyczyną blisko 4 proc. wszystkich przyjęć do szpitala i 25 proc. hospitalizacji z powodu chorób układu oddechowego.

„Zarejestrowanych jest 1,3 mln pacjentów. System »nie widzi« więc co najmniej ponad 700 tysięcy osób, które chorują na POChP i o tym nie wiedzą. A choroba ta generuje ogromne koszty ekonomiczno-społeczne» – zwróciła uwagę konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc kadencji 2022-26.

Wczesne wykrycie choroby obturacyjnej płuc pozwala podjąć natychmiastowe leczenie, co w przypadku astmy może pozwolić na normalne, swobodne życie bez żadnych dolegliwości i ograniczeń, a w przypadku POChP – może spowolnić rozwój schorzenia i poprawić rokowania pacjenta. Choroby płuc są przyczyną niepełnosprawności – POChP prowadzi do inwalidztwa oddechowego, tj, stanu, w którym chory wymaga wspomagania oddychania za pomocą tlenoterapii, a w skrajnych sytuacjach wentylacji mechanicznej.

Spirometria jest czynnościowym badaniem układu oddechowego, które pozwala ocenić pojemność płuc i przepływ powietrza w drogach oddechowych oraz wykryć obturację, czyli przeszkody w tym przepływie. W powiązaniu z wywiadem lekarskim spirometria jest kluczowa w diagnozowaniu POChP. Pozawala też monitorować skuteczność leczenia.

Eksperci zwrócili uwagę, że badania spirometryczne nie cieszą się w naszym kraju popularnością, choć aparatura jest łatwo dostępna, a koszt jej wykorzystania niski. W 2025 roku wykonano tylko ok. 3500 badań spirometrycznych.

Do 2022 roku badanie to mógł zlecić każdy lekarz pierwszego kontaktu. Obecnie spirometria jest dostępna w podstawowej opiece zdrowotnej w ramach opieki koordynowanej, a taką prowadzi jedynie 30 proc. Pozostałe kierują pacjentów na spirometrię do poradni specjalistycznej, co niestety może opóźniać diagnozę, od której zależy dalsze postępowanie.

Polski Dzień Spirometrii, którzy przypada na 30 września, jest w tym roku organizowany pod hasłem „Spirometria szansą na wczesne rozpoznanie chorób obturacyjnych» w ramach trwającego od 26 września do 4 października Europejskiego Tygodnia Profilaktyki 2026 – EU Screening Week 2026. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Dostępne terapie biologiczne poprawiają funkcjonowanie osób z astmą ciężką. Mimo refundacji z takiego leczenia korzysta obecnie ok. 6 tys. pacjentów, podczas gdy według szacunków terapia może być potrzebna 35 tys. osób. Na dostęp do biologicznego leczenia czekają też pacjenci z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc. W Unii Europejskiej zarejestrowano już dwa leki dla wybranych grup chorych, ale w Polsce nie są one dostępne w leczeniu POChP.

– W Polsce ponad połowa chorych na astmę i połowa chorych na POChP jeszcze nie ma rozpoznania choroby. Podstawą rozpoznania choroby obturacyjnej jest wykonanie spirometrii, czyli ujawnienie obturacji, zwężenia oskrzeli. W astmie jest ona spowodowana stanem zapalnym, który kurczy oskrzela, wywołuje obrzęk błony śluzowej i nadmiar gęstej, lepkiej wydzieliny. W przypadku POChP są te same objawy, a dodatkowo dochodzi do degradacji obwodowego miąższu płucnego, co powoduje, że powietrze z trudem wylatuje z układu oddechowego – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria dr hab. n. med. Piotr Dąbrowiecki z Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP, z Kliniki Chorób Wewnętrznych Infekcyjnych i Alergologii Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego.

Według szacunków przedstawianych przez Polską Federację Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP objawy astmy ma w Polsce ponad 4 mln osób, jednak rozpoznanie ma ok. 2 mln. Liczbę chorych na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP) szacuje się na ok. 2 mln, podczas gdy w systemie ochrony zdrowia zarejestrowanych jest ok. 1,3 mln pacjentów z tym rozpoznaniem. Oznacza to, że ponad 700 tys. osób może nie wiedzieć o swojej chorobie.

W ramach Polskiego Dnia Spirometrii w środę 30 września w 10 oddziałach wojewódzkich NFZ wykonywane są bezpłatne badania spirometryczne.

– Każdy, kto ma przewlekły kaszel, trwający ponad osiem tygodni, kto zgłasza uczucie duszności, czyli subiektywne uczucie braku powietrza, powinien wykonać badanie spirometryczne. To niezmiernie ważne, żeby rozpoznać astmę – chorobę, która w Polsce zabija około kilkuset pacjentów rocznie. Jeszcze ważniejsze jest wykonanie spirometrii u osoby, która pali tytoń, żyje w zanieczyszczonej atmosferze i kaszle. Nieleczona, nierozpoznana POChP skraca życie o 10–15 lat – podkreśla dr hab. n. med. Piotr Dąbrowiecki.

Astma ciężka dotyczy 5–10 proc. chorych na astmę. U tych pacjentów objawy i zaostrzenia mogą występować mimo stosowania wysokich dawek leków wziewnych. Dla tej grupy dostępne jest leczenie biologiczne w ramach programu lekowego B.44. Obecnie obejmuje on pięć substancji czynnych o różnych mechanizmach działania.

– Leczenie biologiczne jest dostępne w Polsce od 2012 roku, a w praktyce pierwszy pacjent był włączony w 2013 roku, więc czas leczenia jest już dosyć długi i mamy spore własne doświadczenia dotyczące tych terapii – mówi dr hab. n. med. Aleksandra Kucharczyk, specjalistka chorób wewnętrznych i alergologii z Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego. – To zmieniło świat naszych pacjentów. Spowodowało, że w tej chwili rzadko si ęzdarza, że spotykamy pacjenta z astmą, który nie może wyjeżdżać, pracować czy chodzić do szkoły, kogoś, kto w dalszym ciągu ma tego rodzaju ograniczenia.

Mimo refundacji leczenie biologiczne nadal nie trafia do wszystkich pacjentów z astmą ciężką, którzy mogą spełniać kryteria. Eksperci wskazują m.in. na potrzebę wcześniejszego kierowania chorych do ośrodków zajmujących się leczeniem astmy ciężkiej.

– Realna dostępność do terapii w dalszym ciągu nie jest wystarczająca. Liczba pacjentów sięgająca 6 tys. nie jest tym, na co liczymy, bo szacuje się, że mniej więcej 35 tys. to jest liczba, którą powinniśmy osiągnąć, jeżeli chodzi o leczenie wszystkich pacjentów chorujących na astmę ciężką – ocenia dr hab. n. med. Aleksandra Kucharczyk.

Od 1 października br., zgodnie z decyzją resortu zdrowia, do programu B.44 zostanie wprowadzonych kilka zmian. Jedną z najważniejszych jest obniżenie w kryteriach programu progów eozynofilii wymaganych przy kwalifikacji do terapii. Zmiany obejmują też obniżenie wieku kwalifikacji oraz możliwości zmiany terapii biologicznej dla leków stosowanych w programie.

Jak podkreśla dr hab. Aleksandra Kucharczyk, lekarze i pacjenci liczą także na możliwość włączenia terapii ultradługodziałającej (depemokimabu).

– To, co jest na bliskim horyzoncie, to terapia ultradługodziałająca, czyli taka, którą podaje się pacjentowi zaledwie dwa razy w roku, raz na sześć miesięcy. Ta terapia, podobnie jak leki, które już w tej chwili mamy dostępne, jest ukierunkowana na interleukinę 5. Tę ścieżkę mamy już wypracowaną, wiemy, że leki działające w tym mechanizmie są bardzo bezpieczne i skuteczne, a absolutną innowacją jest długi czas działania – wyjaśnia specjalistka WIM-PIB.

Jak podkreślają eksperci, w leczeniu POChP jesteśmy o krok wcześniej. Standardem są leki wziewne, ale u części chorych mimo leczenia nadal dochodzi do zaostrzeń. Dla wybranej grupy takich pacjentów zarejestrowano w UE dwa leki biologiczne (dupilumab i mepolizumab), które są stosowane jako uzupełnienie dotychczasowego leczenia.  

– Terapia biologiczna w POChP to krok milowy w leczeniu. To leczenie skierowane do pacjentów, którzy mają zaawansowaną postać choroby, częste zaostrzenia i którzy mają już stosowaną terapię trójlekową lub leki rozszerzające oskrzela, kiedy stosowanie steroidu nie jest wskazane. To także pacjenci, którzy mają liczbę eozynofilów powyżej 300 – mówi dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc.

Badania kliniczne wykazały, że u odpowiednio dobranej grupy pacjentów leczenie biologiczne może ograniczyć liczbę zaostrzeń w POChP o 20–30 proc. Lekarze zwracają uwagę, że każde zaostrzenie pogarsza rokowanie pacjenta, zwiększa ryzyko hospitalizacji i przyspiesza pogarszanie się funkcji płuc.

– Jeżeli pacjent ma fenotyp zaostrzeniowy, to zastosowanie terapii biologicznej zmniejsza liczbę zaostrzeń o 1/3. Ponieważ zaostrzenia są pierwszą przyczyną zgonów u chorych na POChP, to można powiedzieć, że niewłączenie terapii biologicznej u chorego z fenotypem zaostrzeniowym i fenotypem eozynofilowym jest błędem w sztuce – wskazuje dr Piotr Dąbrowiecki.

Dopuszczenie terapii do stosowania w UE nie oznacza automatycznie ich refundacji w Polsce.

– Terapie biologiczne są rzeczywiście zarejestrowane, ale czekamy na refundację i przygotowania programu lekowego. Wierzę, że Rok POChP, inicjatywa, która podkreśla ważność tej choroby, będzie okresem kulminacyjnym dla pacjentów z POChP, który da im nowoczesne leczenie – podkreśla dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska.

POChP jest trzecią najczęstszą przyczyną zgonów na świecie. Według WHO w 2023 roku odpowiadała za 3,4 mln zgonów, czyli ok. 6 proc. wszystkich zgonów.

POChP to przewlekła choroba płuc, w której dochodzi do utrwalonego ograniczenia przepływu powietrza przez drogi oddechowe. Najczęściej wiąże się z wieloletnią ekspozycją na dym tytoniowy, ale do jej rozwoju przyczyniają się również m.in. zanieczyszczenie powietrza i narażenie zawodowe. Choroba rozwija się przez lata, a do jej najczęstszych objawów należą duszność czy przewlekły kaszel.

Według danych przywoływanych przez Polskie Towarzystwo Chorób Płuc POChP dotyczy w Polsce ok. 2 mln osób, a ponad 35 proc. chorych nie ma postawionej diagnozy. Według najnowszych danych WHO POChP jest trzecią najczęstszą przyczyną zgonów na świecie. W 2023 roku odpowiadała za 3,4 mln zgonów, czyli ok. 6 proc. wszystkich zgonów.

– Mamy bardzo późną diagnostykę. Osoby bardzo późno zgłaszają się do lekarza, a jeśli się zgłaszają, to sama diagnostyka trwa od roku od momentu pojawienia się objawów, a czasami nawet od czterech do 14 lat. Takich respondentów również mieliśmy. To jest wielki problem, ponieważ im wcześniej wykryjemy POChP, zaczniemy je leczyć, kontrolować oraz wykluczymy czynniki ryzyka, tym większa szansa, żeby zahamować rozwój choroby na wcześniejszym etapie, dłużej zachować sprawność i lepszą jakość życia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Marek Kustosz, prezes Fundacji „To Się Leczy”.

Fundacja zapytała pacjentów z POChP o ich doświadczenia związane z diagnostyką, leczeniem i codziennym funkcjonowaniem z chorobą. Niemal 60 proc. respondentów czekało na rozpoznanie ponad rok, a u co trzeciego diagnoza trwała od czterech do 14 lat lub dłużej. Eksperci wskazują, że spirometria, czyli proste badanie trwające kilka minut w gabinecie lekarza, pozwala odpowiednio wcześnie wykryć chorobę u osób z objawami oraz czynnikami ryzyka. Potrzebna jest do tego większa świadomość zarówno pacjentów, jak i personelu medycznego.

79 proc. ankietowanych wskazało duszność jako największy problem związany z chorobą, a 65 proc. nie było zadowolonych z efektów leczenia. Lekarze wskazują, że największym zagrożeniem są zaostrzenia, które mogą przyspieszać pogarszanie funkcji płuc i prowadzić do hospitalizacji. Z ankiety wynika, że w ciągu ostatniego roku 80 proc. badanych doświadczyło co najmniej jednego zaostrzenia POChP, a 43 proc. – co najmniej dwóch. Tylko 38 proc. deklarowało, że dokładnie wie, czym jest zaostrzenie i jak je rozpoznać.

– Pacjenci nie mają stałego kontaktu z personelem medycznym, lekarzem czy pielęgniarką. Jeśli coś się dzieje, czują się gorzej lub pojawiają się zaostrzenia, są pozostawieni sami sobie. Wielu z nich czeka tak długo, jak jest w stanie wytrzymać, i dopiero gdy jest już bardzo ciężko, zgłasza się do szpitala. To nie powinno tak wyglądać. Pacjent powinien być w kontakcie z opieką medyczną, żeby nie dopuszczać do zaostrzeń, a jeśli się pojawią, powinien wiedzieć, co w tej sytuacji zrobić – wskazuje Marek Kustosz.

Co trzeci badany wskazywał lęk, stres lub obniżony nastrój jako jeden z najważniejszych problemów związanych z chorobą.

– Pacjent czuje się zagrożony swoim stanem zdrowia, często jest poza pracą, w domu, bez kontaktów społecznych. Sylwetka takiego pacjenta, która ukazała się w naszym raporcie, to często osoba chora, samotna i bez pomocy. To chyba najmocniejszy obraz, który z niego wybrzmiewa – wskazuje prezes Fundacji „To Się Leczy”.

Zgodnie z danymi przytaczanymi przez Polską Koalicję Zdrowe Płuca koszty społeczne POChP w Polsce szacuje się na ok. 16 mld zł rocznie, prawie trzy razy więcej niż w przypadku astmy (5,7 mld zł). Nowoczesne terapie, w tym leki biologiczne, dla najcięższych przypadków oznaczają mniej zaostrzeń i hospitalizacji.

– Leki biologiczne to zupełnie nowa era: przechodzimy od leczenia typowo objawowego kortykosteroidami do leczenia, które jest nakierowane na konkretne mechanizmy chorób zapalnych – mówi Hubert Godziątkowski ze Stowarzyszenia Pacjentów z Chorobami Cywilizacyjnymi. – W Polsce jesteśmy w stanie nadążyć za wdrażaniem nowych terapii. Mamy już doświadczenia z lekami biologicznymi w takich terapiach jak astma oskrzelowa, atopowe zapalenie skóry czy polipy nosa – tam funkcjonują programy lekowe i leki są dostępne dla pacjentów. Niestety pacjenci z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc na razie nie mają dostępu do żadnej nowoczesnej terapii lekami biologicznymi.

– Z niezrozumiałych dla mnie względów, pomimo że leczenie już jest w rekomendacjach, ma dowody naukowe, pomimo coraz większej liczby leków, które znajdują potwierdzenie skuteczności, jak dotąd nie mamy programów lekowych. To jest duże wyzwanie, ponieważ stan budżetu nie może decydować o tym, że chorzy na chorobę A dostali leczenie biologiczne, a na chorobę B nie, choć jest równie skuteczne – mówi prof. dr hab. n. med. Tadeusz Zielonka, członek zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc.

Z dwóch badań III fazy – BOREAS i NOTUS – obejmujących łącznie ponad 1,8 tys. pacjentów i opublikowanych w „New England Journal of Medicine” – wynika, że po leczeniu biologicznym zmniejszyła się częstość zaostrzeń umiarkowanych i ciężkich, poprawiły się funkcje płuc i zmniejszyło nasilenie duszności. To o tyle istotne, że badania obejmowały pacjentów, u których standardowe leczenie nie przyniosło rezultatów w postaci opanowania choroby.

W Polsce złożono wniosek o refundację leku w ramach programu „Leczenie chorych z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc. Choć ocena skuteczności klinicznej była pozytywna, prezes AOTMiT w maju br. wydał negatywną rekomendację w sprawie jego finansowania ze środków publicznych.

– To leczenie nie jest dla wszystkich chorych. Są pewne immunologiczne wymogi, musi być odpowiedni typ zapalenia i odpowiednia ciężkość choroby. Dla chorych, którzy spełniają te kryteria, leki te będą pomocne. Powinniśmy znaleźć możliwość dla tej wybranej grupy, której to leczenie przyniesie pomoc – mówi prof. Tadeusz Zielonka.

POChP nie jest chorobą jednorodną. U części chorych występuje zapalenie typu 2, którego jednym z markerów jest podwyższony poziom eozynofilów we krwi. To właśnie u wybranej grupy pacjentów z takim profilem choroby i nawracającymi zaostrzeniami badane i stosowane są terapie biologiczne. Ich mechanizm polega na blokowaniu wspólnego receptora dla interleukiny-4 i interleukiny-13, które są kluczowymi mediatorami zapalenia typu 2.

Eksperci zaznaczają, że leczenie biologiczne może oznaczać dużą zmianę w podejściu do POChP, które dotąd było leczone dość jednolicie bez względu na to, jaki mechanizm stał za chorobą u konkretnego pacjenta. Teraz będzie można traktować to jako grupę chorób o różnych mechanizmach, które wymagają też różnych terapii.

Źródło: Newseria

Co się dzieje, gdy jeden pozornie nieistotny dźwięk zaczyna przerywać filmową rzeczywistość? Wojtek Smarzowski po raz pierwszy wykorzystuje swój charakterystyczny język filmowy, aby opowiedzieć historię o zdrowiu i chorobie. W efekcie powstał nieoczywisty spot społeczny kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia”, przypominający, że przewlekły kaszel może być pierwszym sygnałem chorób prowadzących do nieodwracalnego włóknienia płuc. Nie jest to jednak kolejny edukacyjny przekaz – to krótkometrażowy projekt społeczny, który zostaje z widzem długo po jego obejrzeniu. Przesłanie całej produkcji zamyka się w mocnym haśle, które stawia odbiorcę przed prostym wezwaniem do działania: „Nie pozwól, by kaszel Ci przerywał… życie”. Dlatego, we wrześniu, miesiącu świadomości chorób włóknieniowych płuc apelujemy o przełamanie wymówek i strachu, które na co dzień powstrzymują przed wizytą u specjalisty.

Z pozoru błahy i powszechny kaszel w Polsce traktowany jest jako coś, co po prostu „trzeba przeczekać”. Jednak, przewlekły kaszel może być sygnałem poważnych schorzeń, w tym chorób śródmiąższowych płuc (ILD) – grupy ponad 200 chorób z których część może prowadzić do włóknienia tkanki płucnej. Jedną z ich postaci jest idiopatyczne włóknienie płuc (IPF), choroba o poważnym rokowaniu – często porównywanym do raka płuca. Choroby te przez długi czas mogą rozwijać się niemal niezauważenie, a ich objawy – kaszel, duszność, zmęczenie czy gorsza tolerancja wysiłku – są często mylone z infekcją, alergią, konsekwencjami wieloletniego palenia czy naturalnym procesem starzenia. Szacuje się, że w Polsce z chorobami śródmiąższowymi płuc żyje obecnie blisko 27 tysięcy osób[1]. Jednak wielu pacjentów trafi do specjalisty zbyt późno lub nigdy nie pozna prawidłowej diagnozy. Świadomość społeczna pozostaje bowiem stale niska – mimo, że 85% przebadanych Polaków[2] uważa, że długo utrzymującego się kaszlu nie powinno się lekceważyć, to prawie 73% deklaruje, że w pierwszej kolejności próbuje domowych sposobów leczenia, a ponad połowa (57%) zgłosiłaby się do lekarza dopiero wtedy, gdy kaszel zacząłby znacząco utrudniać codzienne życie. O chorobach śródmiąższowych płuc słyszał jedynie co czwarty respondent (25%), a prawie 80% badanych deklaruje, że nigdy nie słyszało o idiopatycznym włóknieniu płuc (IPF). Co szczególnie niepokojące, tylko 30% respondentów wskazało choroby śródmiąższowe płuc jako możliwą przyczynę przewlekłego kaszlu. Nawet wśród osób deklarujących znajomość ILD wiedza o objawach pozostaje ograniczona – jedynie około 40% potrafiło wskazać typowe symptomy tych chorób, a 26% nie umiało wymienić żadnego objawu.

Eksperci natomiast podkreślają, że kaszel utrzymujący się ponad 8 tygodni wymaga diagnostyki. W przypadku chorób śródmiąższowych czas ma kluczowe znaczenie – im wcześniej zostanie postawiona diagnoza, tym większa szansa na spowolnienie postępu choroby i zachowanie sprawności oddechowej. Dlatego krótkometrażowy projekt społeczny, realizowany w ramach kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia”, ma budować społeczną czujność i zachęcać do wcześniejszej diagnostyki. 

– Przewlekły kaszel jest przez wielu Polaków bagatelizowany i „oswajany”. Często uznawany jako normalny objaw palenia tytoniu (tzw. kaszel palacza), który usypia czujność osoby palącej zamiast być sygnałem alarmowym. W praktyce pulmonologicznej nadal obserwujemy pacjentów, którzy trafiają do nas zbyt późno, kiedy proces włóknienia płuc jest już mocno zaawansowany. Tymczasem wczesna diagnostyka daje szansę na wdrożenie leczenia spowalniającego rozwój choroby i poprawiającej jakość życia – mówi dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc, Przewodnicząca „Polskiej Koalicji Zdrowe Płuca”. Wielkie nadzieje pokładam we wprowadzanym programie screeningu raka płuca, wykorzystującym niskodawkową tomografię komputerową (NDTK), za pomocą której można wykryć wczesne zmiany sugerujące choroby śródmiąższowe płuc. Wejście do programu daje szansę na skrócenie ścieżki pacjenta w dotarciu do optymalnej opieki w ośrodku referencyjnym – dodaje dr. n. med. Czajkowska-Malinowska.

– Włóknienie płuc wpływa na każdy aspekt życia pacjenta – od codziennego funkcjonowania po możliwość wykonywania najprostszych czynności. Wielu chorych przez długi czas słyszy od otoczenia, że „to tylko kaszel”. Dlatego tak ważne jest budowanie społecznej czujności i docieranie z tym przekazem także poza tradycyjne kanały edukacji zdrowotnej. Dzięki zaangażowaniu twórców filmowych i partnerów kampanii możemy mówić o tym problemie w sposób, który ma szansę zostać zauważony i zapamiętany – podkreśla Agnieszka Pilewska-Ślączko, Prezes Polskiego Towarzystwa Wspierania Chorych na Włóknienie Płuc.

Środowisko klinicystów i pacjentów jednoznacznie podkreśla, że kaszel trwający powyżej 8 tygodni przestaje być incydentem, a staje się wyraźnym sygnałem ostrzegawczym organizmu. Każdy taki przypadek wymaga diagnostyki, obejmującej m.in. badanie lekarskie, RTG klatki piersiowej i ocenę czynności płuc. W przypadku chorób śródmiąższowych czas jest kluczowy – im szybciej postawiona zostanie diagnoza, tym większa szansa na wdrożenie leczenia, które może spowolnić postęp choroby i pomóc dłużej zachować sprawność oddechową. Po więcej informacji warto wejść na www.plucapolski.pl.

Smarzowski i aktorska czołówka

Po raz pierwszy w swojej karierze Wojtek Smarzowski wykorzystuje język kina do opowiedzenia historii dotyczącej zdrowia publicznego. Reżyser, znany z bezkompromisowego podejmowania trudnych tematów społecznych, tym razem kieruje uwagę widzów na problem, który dotyczy tysięcy Polaków, ale wciąż pozostaje niemal niewidoczny. To nie jest klasyczna kampania zdrowotna, ale krótkometrażowa filmowa opowieść, która budzi niepokój, wytrąca z komfortu i zmusza do refleksji nad własnym zdrowiem. W wykreowanym przez reżysera świecie pozornie nieistotny kaszel staje się głównym bohaterem – dźwiękiem, który przerywa pracę filmowej ekipy, rozbija narrację i ostatecznie staje się metaforą objawu, który potrafi brutalnie przerwać… życie.

– Zrobiłem ten spot na zdrowie dla wszystkich. Dlatego zobaczcie, a potem, jak potrzeba idziecie się badać! – mówi Wojtek Smarzowski, reżyser i autor scenariusza spotu.

Dzięki zaangażowaniu uznanych aktorów oraz charakterystycznemu stylowi reżyserskiemu, kampania przełamuje schematy komunikacji zdrowotnej. Zamiast chłodnych wykresów czy porad medycznych, twórcy dostarczają widzowi prawdziwe filmowe emocje, które nie pozwalają przejść obok tematu obojętnie. Obecność Katarzyny Herman, Eryka Lubosa, Mirosława Kropielnickiego, Piotra Witkowskiego, a także Natalii Stachyry oraz Mikołaja Matczaka gwarantuje, że krótkometrażowy projekt społeczny nie zostanie odebrany jako kolejna „tradycyjna kampania profilaktyczna” ale jako angażujący emocjonalnie przekaz zmuszający widza do konfrontacji z problemem, o którym na co dzień woli nie myśleć.

– Ten spot przypomniał mi, jak często racjonalizujemy różne objawy: zmęczenie, zadyszkę, kaszel. A to ważne sygnały wysyłane przez nasze ciało – zwłaszcza w wieku późnej dorosłości. Dlatego tak ważne jest, żeby nie odkładać zdrowia na później i pójść do lekarza po diagnozę – mówi Mirosław Kropielnicki.

 – W spocie gram dźwiękowca, który swoim kaszlem przerywa pracę całej ekipy. Na planie filmowym każdy taki dźwięk od razu słychać, natomiast w życiu często uczymy się go po prostu ignorować. Mówimy „tak już mam”. Tylko, że czasem warto posłuchać dźwięków naszego ciała i sprawdzić, co się za nimi kryje – dodaje Mikołaj Matczak.

Spot będzie emitowany między innymi podczas 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni oraz w Gdyńskim Centrum Filmowym imienia Leszka Kopcia.

LINK DO SPOTU: https://www.youtube.com/watch?v=uaRmF9UVwhY

O kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia”

Kampania „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia” od 2016 roku prowadzi działania edukacyjne dotyczące chorób płuc oraz znaczenia ich wczesnej diagnostyki. Tegoroczna odsłona kampanii realizowana jest pod hasłem „Nie pozwól, by kaszel Ci przerywał… życie”. Nie bez znaczenia pozostaje też czas – wrzesień jest bowiem miesiącem świadomości chorób włóknieniowych płuc. Wykorzystując siłę emocji i język kina, kampania zwraca uwagę na objawy, które zbyt często są ignorowane. Krótkometrażowy projekt społeczny będący jej częścią pokazuje, że sztuka może nie tylko poruszać, ale również budować społeczną czujność i skłaniać do wcześniejszej diagnostyki. 

Wartość edukacyjna tegorocznej inicjatywy sprawiła, że w realizację i promocję materiału zaangażowały się kluczowe podmioty patronujące całej kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia” – Polskie Towarzystwo Chorób Płuc, Polskie Towarzystwo Wspierania Chorych na Włóknienie Płuc, Fundacja Rheuma Active oraz Fundacja Agaty Młynarskiej „Zdrowie bez tabu”. Do grona partnerów krótkometrażowego projektu społecznego dołączyli: Polskie Towarzystwo Medycyny Rodzinnej, Polskie Towarzystwo Reumatologiczne, Agencja ZA, Dom Pogrzebowy „Służew”, a także agencja first aid communication team. Projekt jest realizowany przy wsparciu firmy Boehringer Ingelheim.

Źródło: inf pras

Precyzyjne dotarcie do niewielkiej zmiany położonej głęboko w płucu, pobranie materiału bez operacji i powrót pacjenta do domu jeszcze tego samego dnia. Tak ma coraz częściej wyglądać diagnostyka chorób płuc w Mazowieckim Centrum Leczenia Chorób Płuc i Gruźlicy w Otwocku. Modernizacja za ponad 104 mln zł przyniosła placówce między innymi nawigację bronchoskopową, diagnostykę molekularną NGS i nowe wyposażenie torakochirurgiczne. W przypadku raka płuca, w którym czas od wykrycia podejrzanej zmiany do ustalenia rozpoznania ma bezpośredni wpływ na możliwość rozpoczęcia właściwego leczenia, znaczenie tej inwestycji nie sprowadza się jednak do zakupu nowoczesnego sprzętu.

Rak płuca pozostaje jednym z największych problemów polskiej onkologii. Szczególnym wyzwaniem jest nie tylko liczba zachorowań i zgonów, ale także konieczność przeprowadzenia diagnostyki, która odpowie na coraz więcej pytań. Dziś nie wystarczy bowiem stwierdzić, że pacjent ma nowotwór płuca. Trzeba pobrać odpowiedniej jakości materiał, określić typ nowotworu, a w wielu przypadkach również jego charakterystykę molekularną, ponieważ od niej może zależeć wybór leczenia.

Właśnie w tym kierunku poszła modernizacja Mazowieckiego Centrum Leczenia Chorób Płuc i Gruźlicy w Otwocku. Jeden z 30 monoprofilowych ośrodków leczenia chorób płuc w Polsce zakończył cztery projekty o łącznej wartości przekraczającej 104 mln zł. Największy z nich, wart ponad 69 mln zł, objął infrastrukturę oraz wyposażenie służące diagnostyce i leczeniu onkologicznemu.

Łącznie ponad 32,6 mln zł przeznaczono na roboty budowlane, 29,4 mln zł na sprzęt medyczny, a 18,7 mln zł na sprzęt informatyczny i oprogramowanie. Trzy czwarte finansowania inwestycji pochodziło z Krajowego Planu Odbudowy, pozostałe środki zapewnił Samorząd Województwa Mazowieckiego.

Lista zakupionego wyposażenia jest długa, ale z perspektywy pacjenta ważniejsze od liczby nowych urządzeń jest to, co dzięki nim może zmienić się w przebiegu diagnostyki.

Jedną z najważniejszych inwestycji jest system nawigacji bronchoskopowej. Klasyczna bronchoskopia ma swoje ograniczenia, szczególnie gdy podejrzana zmiana jest niewielka i znajduje się w obwodowych częściach płuca. Nawigacja pozwala precyzyjniej dotrzeć do takich zmian i pobrać materiał do badania. Według informacji przekazanych przez placówkę skuteczność pobrania materiału może sięgać 90 proc.

Ośrodek dysponuje także możliwością wykonywania biopsji gruboigłowej pod kontrolą tomografii komputerowej. W obu przypadkach cel jest podobny: zdobyć materiał niezbędny do rozpoznania przy możliwie najmniejszym obciążeniu chorego.

„Najważniejsze w tych procedurach jest to, że są one mało inwazyjne. Nie operujemy pacjenta, nie narażamy na ciężkie powikłania, a uzyskujemy diagnozę” – wyjaśnia dr n. med. Jacek Nasiłowski, kierownik II Oddziału Chorób Płuc.

Zmiana dotyczy jednak nie tylko samej techniki wykonywania badania. Część diagnostyki bronchoskopowej może być obecnie prowadzona w trybie do 12 godzin. Dla pacjenta oznacza to możliwość przejścia procedury i opuszczenia szpitala tego samego dnia zamiast kilkudniowej hospitalizacji.

To różnica istotna także z punktu widzenia organizacji systemu. Rozwój diagnostyki jednodniowej może ograniczać wykorzystanie łóżek przez osoby, których stan nie wymaga całodobowego pobytu, a jednocześnie zwiększać przepustowość specjalistycznego ośrodka. W onkologii płuca ma to dodatkowe znaczenie. Nowoczesne urządzenie samo w sobie nie skraca bowiem ścieżki pacjenta, jeśli po badaniu trzeba długo czekać na kolejne etapy diagnostyki.

Drugim ważnym elementem inwestycji jest system sekwencjonowania nowej generacji, czyli NGS. To technologia szczególnie istotna we współczesnej diagnostyce molekularnej nowotworów. W raku płuca wyniki badań molekularnych mogą decydować o kwalifikacji do terapii ukierunkowanych na określone zaburzenia występujące w komórkach nowotworowych. Im bardziej leczenie onkologiczne staje się personalizowane, tym większe znaczenie ma możliwość wykonania odpowiednich badań na materiale pobranym podczas diagnostyki.

Inwestycja objęła również torakochirurgię. Ośrodek pozyskał system obrazowania z wykorzystaniem zieleni indocjaninowej, który może wspomagać chirurgów podczas precyzyjnych, oszczędzających resekcji płuca.

„W ramach projektu pozyskaliśmy system do obrazowania z zastosowaniem zieleni indocjaninowej, który umożliwia precyzyjne wykonanie resekcji określanych jako segmentektomie, dzięki czemu chorzy szybciej wracają do zdrowia, mają mniejsze dolegliwości bólowe, a efekty leczenia są lepsze” – mówi doc. dr hab. Dariusz Sagan, torakochirurg.

Segmentektomia polega na usunięciu anatomicznego segmentu płuca zamiast większej części narządu. Możliwość zastosowania leczenia oszczędzającego zależy jednak od konkretnej sytuacji klinicznej, między innymi lokalizacji i zaawansowania nowotworu. Nie każdy pacjent z rakiem płuca będzie więc kandydatem do takiego zabiegu.

Skala modernizacji pokazuje jednocześnie, jak bardzo w ciągu ostatnich dekad zmieniła się pneumonologia i torakochirurgia. Prof. Tomasz Grodzki, porównując obecne możliwości diagnostyczne z okresem, kiedy podstawowymi narzędziami były zdjęcie rentgenowskie i sztywny bronchoskop, określił różnicę krótko: „To jest niebo a ziemia, to jest przepaść”.

Nowy sprzęt nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów diagnostyki raka płuca. O jego rzeczywistej wartości będzie decydowało między innymi to, ilu pacjentów będzie mogło z niego skorzystać, jak szybko otrzymają wynik i czy kolejne elementy ścieżki, od pobrania materiału przez diagnostykę patomorfologiczną i molekularną po decyzję terapeutyczną, będą ze sobą odpowiednio skoordynowane.

Znaczenie Otwocka jest przy tym większe niż typowego szpitala powiatowego czy wojewódzkiego. Mazowieckie Centrum jest jednym z zaledwie 30 monoprofilowych ośrodków leczenia chorób płuc w kraju. Dysponuje 301 łóżkami w zakresie chorób płuc i chirurgii klatki piersiowej, a w jego zespole pracuje 119 lekarzy, w tym 41 specjalistów chorób płuc.

„To jest ogromny ośrodek, ośrodek monoprofilowy, który jest w skali kraju wyjątkowy. Takich ośrodków jest tylko trzydzieści. Ten jest jednym z tych, które radzą sobie najlepiej” – mówił prof. Rafał Krenke, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób płuc.

Modernizacja nie kończy planów placówki. Centrum zapowiada utworzenie Dziennego Pododdziału Diagnostyki Bronchoskopowej oraz Oddziału Dziennego Chemioterapii i Immunoterapii. Chce również rozwijać badania przesiewowe z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej w grupach ryzyka oraz sieć poradni specjalistycznych.

Ten kierunek może być równie ważny jak zakup najnowocześniejszych urządzeń. W przypadku raka płuca przewagę daje bowiem nie tylko coraz bardziej precyzyjne leczenie, lecz przede wszystkim możliwość wykrycia choroby na etapie, na którym można zastosować leczenie radykalne. Jeśli rozwój diagnostyki małoinwazyjnej, molekularnej i jednodniowej zostanie połączony z wcześniejszym wykrywaniem zmian oraz sprawnym przechodzeniem pacjenta pomiędzy kolejnymi etapami opieki, modernizacja za ponad 104 mln zł może oznaczać coś więcej niż technologiczny skok jednego szpitala. Może stać się przykładem tego, jak powinna zmieniać się organizacja diagnostyki jednego z najbardziej śmiertelnych nowotworów w Polsce.

Źródło: Mazowieckie Centrum Leczenia Chorób Płuc i Gruźlicy