Medicalpress

Jednym największych mitów dotyczących migreny jest dość powszechne przekonanie, że jest to zaburzenie wywołane stresem. „Nie ma takiego bólu głowy w żadnej klasyfikacji. Migrena nie jest chorobą psychologiczną ani psychiatryczną” – zaznacza prof. Marta Waliszewska-Prosół.

Wiele osób jest wciąż przekonanych, że migrena rozwija się na tle nerwowym. Ten mit pokutuje nawet wśród lekarzy. – To nie jest zaburzenie wywołane stresem, a z naszych doświadczeń wynika, że połowa trafiających do nas pacjentów miało postawioną taką właśnie diagnozę. Zalecano im, by zmienili pracę i otoczenie, a nawet żonę lub męża – tłumaczyła specjalistka, która jest wiceprezesem Polskiego Towarzystwa Bólów Głowy.

Jak wyjaśniała podczas XXV konferencji „Polka w Europie”, migrena – a nie migreny – to pojedyncza, poważna choroba neurologiczna, taka sama jak choroba Parkinsona czy stwardnienie rozsiane. Na migreny chorują dorośli i ludzie młodzi, nawet 13-14-latki. Jednak największe jej nasilenie występuje zwykle między 30. i 40. rokiem życia, czyli w okresie największej aktywności zawodowej i rodzinnej.

– To choroba uwarunkowana genetycznie. Jeśli ktoś ma na nią zachorować, to zachoruje – pokreśliła prof. Marta Waliszewska-Prosół, która przyznała, że sama zmaga się z migreną.

Główne objawy tej choroby to pulsujący, zazwyczaj jednostronny ból głowy, o umiarkowanym lub silnym nasileniu, trwający od czterech godzin do nawet czterech dni. Na dodatek nasilający się jeszcze podczas ruchu. 

– Najpierw pacjent odczuwa zmęczenie. U niektórych osób pojawia się aura migrenowa, a po tym zaczyna się ból głowy, najczęściej właśnie jednostronny i pulsujący. Pacjent odczuwa także silne nudności i wymioty oraz ma nadwrażliwość zmysłową, czemu towarzyszy nadaktywność elektryczna mózgu – tłumaczyła wiceprezes Polskiego Towarzystwa Bólów Głowy. 

Nadwrażliwość może się objawiać w postaci światłowstrętu i nadwrażliwości na dźwięki. – Nawet woda pod prysznicem może powodować ból. Pacjent nie jest wtedy w stanie ugotować obiadu, bo każdy zapach podczas przygotowywania posiłku powoduje nasilenie się objawów. Potem czuje się jak na kacu, a wszystko to może trwać nawet trzy, cztery dni – ostrzega specjalistka. 

Ponad 65 proc. chorych na migrenę odczuwa bóle głowy od jednego do trzech dni w miesiącu. U niektórych osób migreny są jednak tak częste i nasilone, że kiedy kończy się jeden napad, to nadchodzi kolejny, i taka osoba cały czas jest w błędnym kole choroby i jej dolegliwości.

– Taki człowiek żyje w ciągłym cierpieniu i nie jest w stanie funkcjonować społecznie – zwraca uwagę prof. Waliszewska-Prosół. – Nie ma sił, żeby wstać z łóżka, a nadwrażliwość na każdy bodziec wywołuje ból trudny do zniesienia, a może być nim na przykład zwykłe światło dzienne. Z kolei aura wzrokowa może wywołać tak silne zaburzenia widzenia, że chory przestaje widzieć. 

U 750 tys. pacjentów w naszym kraju napady migreny występują powyżej piętnastu dni w miesiącu i jest to już postać przewlekła, wymagająca specjalistycznego leczenia. Większość z nich nie jest jednak właściwie leczona. Skutek jest taki, że niektórzy zażywają ogromne ilości leków, nawet 700 tabletek przeciwbólowych miesięcznie.

Najczęściej zażywane są dostępne bez recepty leki przeciwbólowe, takie jak paracetamol, oraz niesteroidowe leki przeciwzapalne. Wielu pacjentów sięga jednak po leki zawierające kodeinę. To słabszy lek opioidowy, hamujący ból o łagodnym i umiarkowanym nasileniu, często występujący w lekach złożonych wraz z paracetamolem albo ibuprofenem. Ma jednak tę wadę, że jeśli jest nadużywany, to można się od niego uzależnić.

– W Polsce aż 38 proc. chorych na migrenę jest uzależnionych od leków zawierających kodeinę – ostrzega prof. Marta Waliszewska-Prosół. Dodaje, że 23 proc. chorych na migrenę nadużywa leków przeciwbólowych, bo nie są oni właściwie leczeni i szukają jakieś alternatywy.

Kodeina jest szczególnie niebezpieczna. – Ma właściwości przeciwbólowe, ale wywołuje też euforię, senność i błogą apatię, wprowadza w stan niewrażliwości na przykre doznania, spowalnia perystaltykę żołądka i jelit oraz powoduje zanik odczuwania głodu – ostrzega specjalistka.

Niektóre preparaty z kodeiną można kupić bez recepty. Wprawdzie podlegają one ograniczeniem, polegającym na tym, że w jednej aptece można otrzymać tylko jedno opakowanie takiego leku. Jednak jest ono tylko pozorne, gdyż w drugiej aptece też można kupić jedno opakowanie, ale dla danego pacjenta będzie ono już kolejnym.

Prof. Marta Waliszewska-Prosół zaleca, żeby nie zwlekać i leczyć się w poradniach specjalizujących się w terapii migreny. – Opioidy nie są lekami, którymi leczymy napady migreny – zwraca uwagę. – Działają na początku, lecz z czasem powodują, że pacjenci potrzebują ich coraz więcej. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Tegoroczna Nagroda Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny została przyznana za odkrycia, które doprowadziły do rozwoju optogenetyki – metody pozwalającej za pomocą światła kontrolować aktywność wybranych komórek. Nagrodę otrzymali Karl Deisseroth, Peter Hegemann i Georg Nagel za odkrycia dotyczące kanałów jonowych wrażliwych na światło i optogenetyki.


W dużym uproszczeniu naukowcy znaleźli sposób, by wybrane komórki – na przykład neurony – uczynić wrażliwymi na światło. Dzięki temu można za pomocą impulsów świetlnych pobudzać je lub hamować i obserwować, jak wpływa to na działanie innych komórek oraz całych sieci neuronalnych.

– Odkrycie nagrodzone Noblem uosabia współpracę między naukami podstawowymi a klinicznym– tłumaczy prof. Jerzy Mozrzymas, kierownik Katedry i Zakładu Biofizyki i Neurobiologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, gdzie wykorzystuje się optogenetykę do badań naukowych. –  Najpierw Peter Hegemann i Georg Nagel odkryli u alg kanał jonowy aktywowany światłem. Przełom nastąpił, kiedy Karl Deisseroth wpadł na pomysł, żeby za pomocą metod genetycznych doprowadzić do wprowadzenia takich kanałów w wybranych komórkach nerwowych. Dzięki temu światłem możemy włączać i wyłączać określone neurony, a następnie obserwować ich wpływ na inne komórki w sieci neuronalnej. Otworzyło to zupełnie nowe możliwości poznawania funkcji poszczególnych neuronów.

Optogenetyka pozwoliła neurobiologom badać poszczególne typy neuronów z precyzją, która wcześniej była nieosiągalna. Ma to szczególne znaczenie, ponieważ komórki nerwowe są niezwykle zróżnicowane, a nawet w niewielkich strukturach mózgu występuje wiele ich rodzajów, pełniących odmienne funkcje.


Metoda umożliwia również kontrolowanie aktywności określonych neuronów u żywych zwierząt. Naukowcy mogą dzięki temu sprawdzać, jak konkretne obwody mózgu wpływają na zachowanie, procesy uczenia się czy tworzenie śladów pamięciowych.


Znaczenie odkrycia nie ogranicza się jednak do badań podstawowych. Trwają już badania nad wykorzystaniem optogenetyki w medycynie, m.in. do przywracania wzroku w niektórych chorobach siatkówki – na przykład w zwyrodnieniu barwnikowym siatkówki, przy którym obumierają komórki fotoreceptorowe. Światłoczułe białka wprowadza się do komórek siatkówki oka (innych niż fotoreceptory), aby umożliwić siatkówce  reagowanie na światło.


– To odkrycie otwiera zatem nowy rozdział nie tylko w neurobiologii, ale także w medycynie i innych naukach biologicznych. Pozwala coraz lepiej rozumieć mechanizmy prawidłowego i patologicznego funkcjonowania mózgu, a w przyszłości wiedza ta może prowadzić do rozwoju nowych metod terapii – podkreśla prof. Mozrzymas.


Dla naukowców z Katedry i Zakładu Biofizyki i Neurobiologii UMW odkrycia tegorocznych noblistów mają także bardzo praktyczny wymiar. Optogenetykę wykorzystują w swoich badaniach od blisko pięciu lat. Koncentrują się m.in. na molekularnych mechanizmach uczenia się i pamięci oraz związanych z nimi zmianach zachodzących w synapsach – miejscach, w których neurony komunikują się ze sobą.


– Szczególnie interesują nas synapsy hamujące – mówi dr Grzegorz Wiera, prof. UMW. – Można je porównać do „hamulców” układu nerwowego – ograniczają aktywność neuronów i pomagają zachować właściwą równowagę pomiędzy pobudzeniem a hamowaniem. Jednocześnie same mogą zmieniać siłę swojego działania. Ta zdolność, nazywana plastycznością synaptyczną, ma znaczenie m.in. dla uczenia się i pamięci. Optogenetyka to ogromny przełom w badaniach neurobiologicznych. W naszym laboratorium pozwala nam kontrolować aktywność poszczególnych neuronów hamujących i badać, w jaki sposób zmieniają się tworzone przez nie synapsy. Bez tej techniki nie moglibyśmy prowadzić naszych badań z taką precyzją.


Dobrym przykładem skali wyzwania jest hipokamp – struktura mózgu odgrywająca kluczową rolę m.in. w procesach pamięci. Występuje w nim kilkadziesiąt rodzajów neuronów hamujących. Optogenetyka pozwala naukowcom wybierać konkretne ich populacje, kontrolować ich aktywność i sprawdzać, jaką funkcję pełnią w całej sieci neuronalnej.


Badania te rozwijane są obecnie w ramach dwóch dużych projektów Narodowego Centrum Nauki OPUS. Prof. Jerzy Mozrzymas kieruje projektem dotyczącym molekularnych mechanizmów plastyczności synaps GABAergicznych w hipokampie, a dr  Grzegorz Wiera, prof. UMW  prowadzi natomiast projekt poświęcony plastyczności GABAergicznej i jej znaczeniu dla procesów zachodzących podczas uczenia się i pamięci. W obu projektach naukowcy wykorzystują techniki optogenetyczne – narzędzia, których rozwój umożliwiły odkrycia tegorocznych noblistów.


Dorobek Katedry i Zakładu Biofizyki i Neurobiologii UMW był wielokrotnie nagradzany. Zespół ma na koncie m.in. w bieżącym roku wyróżnienie w konkursie im. Jerzego Konorskiego, przyznawaną za najlepszą polską pracę z dziedziny neurobiologii. W poprzednich edycjach tego konkursu publikacje tego zespołu były już kilkakrotnie nagradzane i wyróżniane za wkład w badaniach nad procesami hamowania w mózgu.

Źródło: UMW

Foto: UMW

Karl Deisseroth, Peter Hegemann i Georg Nagel otrzymali Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny za odkrycia, które doprowadziły do rozwoju optogenetyki. Metoda pozwala naukowcom za pomocą światła uruchamiać lub hamować wybrane komórki nerwowe. Dzięki temu można znacznie dokładniej sprawdzać, jak poszczególne neurony i obwody w mózgu odpowiadają za pamięć, emocje czy zachowanie.

Historia tegorocznego Nobla zaczęła się od badań nad jednokomórkowymi glonami. Peter Hegemann i Georg Nagel badali, w jaki sposób organizmy te reagują na światło. Kluczowe okazały się światłoczułe białka nazywane channelrhodopsinami. Pod wpływem światła otwierają one kanały w błonie komórkowej i umożliwiają przepływ jonów.

Naukowcy zorientowali się, że mechanizm ten można wykorzystać również w innych komórkach. Jeśli odpowiedni gen zostanie wprowadzony do neuronu, komórka nerwowa może stać się wrażliwa na światło.

Ten pomysł rozwinął Karl Deisseroth. W 2005 roku jego zespół pokazał, że neurony wyposażone w światłoczułe białko można pobudzać za pomocą światła. W kolejnych badaniach metoda zaczęła być stosowana u żywych zwierząt. Tak rozwinęła się optogenetyka.

Po co sterować neuronami światłem?

Mózg składa się z ogromnej liczby komórek nerwowych tworzących skomplikowaną sieć. Samo zaobserwowanie, że jakiś obszar mózgu jest aktywny, nie zawsze pozwala stwierdzić, za co dokładnie odpowiada.

Optogenetyka daje badaczom znacznie większą kontrolę. Mogą wybrać konkretną grupę neuronów, pobudzić ją światłem lub zahamować jej działanie i obserwować reakcję organizmu.

W ten sposób można na przykład sprawdzać, które obwody nerwowe uczestniczą w tworzeniu wspomnień, wywoływaniu określonych zachowań czy regulowaniu emocji. Metoda stała się również ważnym narzędziem w badaniach nad chorobami neurologicznymi i zaburzeniami psychicznymi.

Nie oznacza to jednak, że lekarze mogą już leczyć choroby mózgu, „świecąc” na neurony pacjenta. Optogenetyka pozostaje przede wszystkim niezwykle ważnym narzędziem badawczym. Trwają jednak prace nad jej potencjalnymi zastosowaniami medycznymi. Jednym z badanych kierunków jest wykorzystanie światłoczułych białek do przywracania reakcji na światło u osób z niektórymi chorobami prowadzącymi do utraty wzroku.

Tegoroczny Nobel nagradza więc nie gotową terapię, ale metodę, która dała naukowcom zupełnie nowy sposób badania mózgu. Pozwala nie tylko obserwować pracę neuronów, ale także precyzyjnie wpływać na ich aktywność i sprawdzać, jakie są tego skutki.

Nagroda Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny otwiera tegoroczny tydzień noblowski. Laureaci podzielą między siebie nagrodę w wysokości 12 mln koron szwedzkich.

Długość życia w USA od dziesięcioleci coraz bardziej odstaje od innych państw o wysokich dochodach. Przyczyniają się do tego zgony z powodu przedawkowania narkotyków, samobójstw i zabójstw, ale w ostatnich latach także nadciśnienia, chorób wątroby, zaburzeń metabolicznych i chorób neurologicznych – informuje „The Milbank Quarterly”.

Długość życia w USA od dziesięcioleci coraz bardziej odstaje od innych państw o wysokich dochodach. Przyczyniają się do tego zgony z powodu przedawkowania narkotyków, samobójstw i zabójstw, ale w ostatnich latach także nadciśnienia, chorób wątroby, zaburzeń metabolicznych i chorób neurologicznych – informuje „The Milbank Quarterly”.

U ich podstaw mogą stać: epidemia opioidowa, łatwy dostęp do broni palnej oraz problemy amerykańskiego systemu ochrony zdrowia, w tym brak powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego i wysokie koszty leczenia.

Naukowiec z Virginia Commonwealth University (USA) przeanalizował dane dotyczące długości życia i umieralności pochodzące z ONZ, amerykańskich Centers for Disease Control and Prevention (CDC) oraz Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Obejmowały one całe populacje wielu krajów i zakres od lat 40. XX wieku do 2023 r.

Okazało się, że różnica między USA a innymi państwami wysokorozwiniętymi nie pojawiła się nagle. Zaczęła zauważalnie rosnąć już w latach 90. ubiegłego wieku, a najbardziej przyspieszyła w dekadzie 2010-2019. W 1980 r. tylko 13 krajów liczących ponad milion mieszkańców miało wyższą oczekiwaną długość życia niż USA. W 2000 r. było ich już 26, w 2010 r. – 32, a w 2023 r. Stany Zjednoczone zajmowały dopiero 38. miejsce.

W ostatnich latach USA zostały pod tym względem wyprzedzone nie tylko przez kraje Europy Zachodniej, Kanadę, Japonię czy Australię, ale również m.in. Czechy, Słowenię, Chile, Kostarykę, Panamę, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Koreę Południową i Tajwan.

Szczególnie niepokojąca jest wysoka umieralność ludzi młodych. W 2023 r. w 60 krajach ryzyko zgonu przed ukończeniem 40. roku życia było niższe niż w Stanach Zjednoczonych, a w 65 państwach 15-latek miał większą szansę dożyć 50 lat niż jego rówieśnik z USA.

Autor, dr. Steven Woolf, sprawdził również, jakie są najważniejsze przyczyny tego trendu. Porównał powody zgonów w USA i 16 innych krajach o wysokich dochodach.

Ustalił, że od 2010 r. za największą różnicę w ogólnej umieralności odpowiadały choroby układu krążenia, przyczyny zewnętrzne, w tym przedawkowania narkotyków, samobójstwa i zabójstwa, a także choroby neurologiczne, choroby układu oddechowego oraz zaburzenia endokrynologiczne i metaboliczne, m.in. cukrzyca. Wśród kolejnych przyczyn znalazły się choroby zakaźne, zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania, niewydolność nerek oraz alkoholowa choroba wątroby.

Zdaniem naukowca nie da się tego zjawiska wyjaśnić jednym czynnikiem. W przypadku przedawkowań ważną rolę odgrywa epidemia opioidowa, a w przypadku zabójstw i części samobójstw – łatwy dostęp do broni palnej. Rosnący problem otyłości oraz środowisko sprzyjające spożywaniu nadmiaru kalorii mogą natomiast przyczyniać się do większej liczby zgonów związanych m.in. z cukrzycą, nadciśnieniem i chorobami nerek.

Woolf podkreślił, że skupienie się wyłącznie na konkretnych chorobach nie wystarcza. Jego zdaniem przyczyn należy szukać także w szerszych warunkach życia. Ważnym czynnikiem pogarszającej się sytuacji jest amerykański system ochrony zdrowia, w którym – w przeciwieństwie do wielu innych bogatych państw – nie ma powszechnego dostępu do opieki medycznej. Znaczenie mogą mieć również duże nierówności w dochodach, ubóstwo, trudności z dostępem do mieszkania i żywności, sposób projektowania miast, izolacja społeczna oraz polityka społeczna.

Badanie pokazało także, że duże różnice występują w obrębie samych Stanów Zjednoczonych. Najwyższą umieralność i najkrótsze życie odnotowuje się w części stanów południowych, Appalachach i na obszarach wiejskich.

W opinii Woolfa sytuację da się jednak naprawić. – Wiemy, jak rozwiązać ten problem. Inne kraje, które od dziesięcioleci wypadają lepiej niż Stany Zjednoczone, pokazały, że lepsze wyniki zdrowotne są możliwe – powiedział.

Jego zdaniem problemem nie jest brak rozwiązań, ale niewystarczające poparcie polityczne dla ich wprowadzania.

Źródło: Nauka w Polsce

Migrena to poważna choroba neurologiczna, która dotyka przede wszystkim kobiety w najbardziej aktywnym okresie życia. 12 września obchodzony jest Europejski Dzień Migreny – to dobra okazja, aby mówić o tej chorobie i przedstawiać argumenty, które zmienią sposób postrzegania migreny. Bo to nie jest „zwykły ból głowy”, to wyzwanie zdrowotne, społeczne i gospodarcze, które kosztuje polską gospodarkę ponad 56 mld zł. rocznie, co odpowiada 1,5% PKB.

Migrena to nie „zwykły ból głowy”. To często godziny spędzone w ciemnym pokoju, ból, nudności, wymioty, i nadwrażliwość na światło, zapachy i dźwięki. To dni, w których osoby cierpiące na ból migrenowy nie mogą pracować, zajmować się dziećmi, prowadzić domu czy realizować codziennych obowiązków. Skala konsekwencji tej choroby jest ogromna.

– Migrena to choroba, którą cechuje oprócz bólu głowy, również szereg dodatkowych objawów, w tym objawów autonomicznych, takich jak nudności, wymioty, nadwrażliwość na dźwięki, na światło, na zapachy. Ból głowy jest najczęściej silny lub bardzo silny, ma charakter pulsujący, tętniący, a gdy pacjent wykonuje aktywność ruchową, fizyczną, to ból i objawy towarzyszące się nasilają i powodują niepełnosprawność pacjenta. Ta niepełnosprawność dotyczy aktywności i pracy fizycznej, ale także pracy umysłowej, bo pacjent nie może się na niczym skupić, a jedyne o czym może myśleć, to żeby zasnąć i nie mieć żadnego kontaktu ze światem – mówi prof. UMed dr hab. n. med. Jacek Rożniecki, Kierownik Kliniki Neurologii, Udarów Mózgu i Neurorehailitacji Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, Past-Prezes Polskiego Towarzystwa Bólów Głowy

Z powodu napadu migreny pacjenci nie mogą pracować, zajmować się dziećmi, a część obowiązków muszą przejmować osoby trzecie. Ma to swoje konsekwencje ekonomiczne.  Według raportu WifOR społeczno-ekonomiczny koszt migreny w Polsce przekracza 56 mld zł rocznie, co odpowiada około 1,55% polskiego PKB. Aby go zrekompensować, każda osoba powyżej 15. roku życia musiałaby pracować dodatkowo niemal dwa dni w roku. 72% tego obciążenia wynika z występowania choroby u kobiet, bo migrena występuje trzykrotnie częściej u kobiet niż u mężczyzn. Największe obciążenie chorobą przypada na lata największej aktywności zawodowej i rodzinnej.

– Niemiecki Instytut Naukowy WifOR zbadał pośrednie i bezpośrednie koszty migreny w 7 krajach – Polsce, Grecji, Szwajcarii, Chorwacji, Litwie, Słowacji i Słowenii. Koszty migreny w Polsce są jedne z najwyższych spośród tych krajów i składają się na nie koszty bezpośrednie  i pośrednie. Te pierwsze to koszty leków, które są używane do leczenia migreny zarówno doraźnego, jak i profilaktycznego, koszty konsultacji neurologicznych w poradniach i SORach/szpitalach, także nierzadkie hospitalizacje, oraz często wykonywane badania neuroobrazowe takie jak tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny głowy. Koszty pośrednie zaś związane są z absencją chorobową i tak zwanym prezenteizmem, czyli nieproduktywnością w pracy. Bo pacjenci albo w ogóle nie idą do pracy, bo biorą zwolnienie lub urlop, albo idą do pracy, ale są mniej wydolni lub wręcz zupełnie niezdolni  zarówno do pracy umysłowej, jak i w pracy fizycznej. Mówimy wtedy o utarcie potencjalnych zysków w miejscu, gdzie wykonywaliby pracę – dodaje prof. Jacek Rożniecki.

W latach 2011–2024 migrena odpowiadała za ponad 300mld zł. utraconej pracy zarobkowej oraz kolejne 193 mld zł. utraconej pracy nieodpłatnej wykonywanej w domach i rodzinach.

72% społeczno-ekonomicznego ciężaru migreny jest związane z chorobą występującą u kobiet. Kobiety ponoszą nieproporcjonalnie dużą część społeczno-ekonomicznego ciężaru migreny – przypada na nie 72% całkowitego obciążenia związanego z chorobą. Łączne straty związane z migreną występującą u kobiet wyniosły 356 mld zł., a ich całkowite obciążenie było ponad trzykrotnie większe niż u mężczyzn. Migrena jest więc także problemem zdrowia kobiet.

Migrena to problem rynku pracy

Raport WifOR pokazuje, że największa część kosztów migreny wiąże się z utraconą produktywnością. To dlatego migreny nie należy postrzegać wyłącznie jako problemu medycznego. Jednocześnie część kosztów pozostaje całkowicie niewidoczna: to praca wykonywana w domu, której pacjenci nie są w stanie wykonać podczas napadu, oraz obowiązki przejmowane przez członków rodziny.

Skala obciążenia społeczno-ekonomicznego migreną jest porównywalna z obciążeniem związanym z cukrzycą, a w niektórych analizach, w zakresie utraconej produktywności zawodowej, przewyższa obciążenie wynikające z chorób sercowo-naczyniowych.

Europejski Dzień Migreny to dobry moment, by zmienić perspektywę.

Migrena nie jest „tylko bólem głowy”. To choroba, która może odbierać pacjentkom dni nauki czy pracy, czas z rodziną, niezależność i możliwość normalnego funkcjonowania. Jej konsekwencje ponosi także gospodarka.

Dlatego skuteczniejsze leczenie migreny powinno być postrzegane nie tylko jako wydatek systemu ochrony zdrowia, ale jako inwestycja w zdrowie kobiet, aktywność zawodową i gospodarkę.

Skuteczne leczenie to mniej wyłączonych z życia dni

Skala obciążenia migreną pokazuje, że nie wystarczy mówić o jej skutkach – trzeba również skutecznie im przeciwdziałać. Odpowiednio dobrane i nowoczesne leczenie może ograniczać częstość i nasilenie napadów oraz pozwalać pacjentom na powrót do normalnego funkcjonowania.

Dlatego jednym z ważnych elementów odpowiedzi na rosnące obciążenie migreną powinien być szerszy dostęp do nowoczesnych, skutecznych i dobrze tolerowanych terapii. Szczególne znaczenie ma możliwość korzystania z leczenia w ramach refundacji aptecznej, bez konieczności kierowania wszystkich pacjentów wymagających nowoczesnego leczenia do programu lekowego.

– Program lekowy, który funkcjonuje w Polsce od 3 lat ma pewnie ograniczenia. To jedyny program, który jest ograniczony czasowo i pacjenci mogą się w nim leczyć tylko 2 razy po roku, łącznie maksymalnie przez 2 lata. W tej chwili korzysta z niego 1400 pacjentów z migreną przewlekłą – najcięższą formą migreny z bardzo licznymi napadami. To zdecydowanie zbyt mała liczba w stosunku do grupy potrzebujących. Dobrze by było po pierwsze wydłużyć ten program lekowy albo w ogóle nie limitować go czasowo, a po drugie, aby nowe leki w postaci tabletek zarejestrowane w leczeniu migreny przewlekłej, a może nawet leki przyjmowane przez pacjentów samodzielnie za pomocą autowstrzykiwacza, były dostępne w sprzedaży aptecznej. Oczywiście trzeba by było uwarunkować to specjalistycznym monitorowaniem terapii pacjenta  odpowiednią dokumentacją medyczną, a przede wszystkim, że pacjent spełnia kryteria migreny przewlekłej, a starsze, klasyczne leki profilaktyczne okazały się nieskuteczne, źle tolerowane lub przeciwskazane. Takie rozwiązanie byłoby racjonalne, mniej kosztochłonne i zapewniłoby łatwiejszy dostęp do terapii dla pacjenta – dodaje prof. Jacek Rożniecki.

Dostęp do nowoczesnego leczenia powinien być więc postrzegany także jako element racjonalnej polityki zdrowotnej. Im wcześniej i skuteczniej migrena jest kontrolowana, tym mniej dni pacjent traci z powodu choroby, a tym samym mniejsze są straty ponoszone przez pracodawców, rodziny i gospodarkę.

Inwestowanie w skuteczne leczenie migreny jest jednocześnie inwestowaniem w zdrowie i aktywność zawodową kobiet oraz w produktywność całego społeczeństwa.

Źródło: inf pras

Komisja Europejska dopuściła do obrotu trofinetyd w leczeniu objawów neurobehawioralnych zespołu Retta u dorosłych oraz dzieci od 5. roku życia. To pierwsza terapia zarejestrowana w Unii Europejskiej specjalnie w tym wskazaniu. Decyzję oparto przede wszystkim na wynikach badania III fazy LAVENDER, w którym wykazano poprawę w zakresie kluczowych objawów choroby.

Zespół Retta jest rzadkim zaburzeniem neurorozwojowym, występującym przede wszystkim u dziewczynek. Dotychczas w Unii Europejskiej nie było terapii zarejestrowanej specjalnie do leczenia objawów tego zespołu. Sytuację zmienia decyzja Komisji Europejskiej dotycząca trofinetydu.

Lek został dopuszczony do stosowania w leczeniu objawów neurobehawioralnych zespołu Retta u dorosłych oraz pacjentów pediatrycznych od 5. roku życia. Rejestracja obowiązuje we wszystkich 27 państwach członkowskich UE, a także w Islandii, Liechtensteinie i Norwegii.

– Rejestracja w Unii Europejskiej pierwszej i obecnie jedynej terapii zatwierdzonej specjalnie do leczenia zespołu Retta stanowi ważny kamień milowy dla pacjentów i lekarzy w całej Europie, w tym w Polsce. Stanowi ona znaczący postęp w leczeniu objawów neurobehawioralnych tego rzadkiego i złożonego zaburzenia, w przypadku którego możliwości leczenia były dotychczas niezwykle ograniczone. Dla polskich lekarzy rejestracja otwiera nowy rozdział w opiece nad osobami żyjącymi z zespołem Retta i daje nową nadzieję pacjentom oraz ich rodzinom – mówi prof. dr hab. n. med. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska, przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Neurologów Dziecięcych.

Rejestracja na podstawie badania III fazy LAVENDER

Podstawą europejskiej rejestracji były przede wszystkim wyniki badania III fazy LAVENDER. W badaniu oceniano wpływ trofinetydu na podstawowe objawy zespołu Retta.

Skuteczność terapii oceniano z wykorzystaniem dwóch równorzędnych pierwszorzędowych punktów końcowych: kwestionariusza zachowań w zespole Retta (Rett Syndrome Behaviour Questionnaire, RSBQ) oraz skali ogólnej poprawy w ocenie klinicysty (Clinical Global Impression–Improvement, CGI-I). W badaniu wykazano statystycznie istotną poprawę w obu tych punktach końcowych.

Trofinetyd jest syntetycznym analogiem tripeptydu będącego fragmentem insulinopodobnego czynnika wzrostu 1 (IGF-1). IGF-1 odgrywa istotną rolę w rozwoju i funkcjonowaniu układu nerwowego.

Czym jest zespół Retta?

Zespół Retta jest rzadkim, złożonym zaburzeniem neurorozwojowym, które występuje u około jednej na 10–15 tys. dziewczynek. W większości przypadków związany jest ze zmianą w genie MECP2.

Początkowo rozwój dziecka może przebiegać prawidłowo. Najczęściej między 6. a 18. miesiącem życia dochodzi jednak do spowolnienia lub zatrzymania rozwoju, a następnie regresji i utraty wcześniej nabytych umiejętności, m.in. komunikacyjnych oraz celowego posługiwania się rękami.

Charakterystyczne mogą być stereotypowe ruchy rąk, m.in. ich wykręcanie czy klaskanie, a także zaburzenia chodu i postępujące ograniczenie sprawności ruchowej. Choroba ma istotny wpływ nie tylko na funkcjonowanie pacjentów, ale również ich rodzin i opiekunów, ponieważ wiele osób z zespołem Retta wymaga intensywnej, całodobowej opieki.

Rejestracja nie oznacza jeszcze refundacji w Polsce

Europejska rejestracja umożliwia wprowadzenie leku do obrotu, nie jest jednak równoznaczna z jego finansowaniem ze środków publicznych w poszczególnych państwach.

Kolejnym etapem mają być procedury dotyczące ustalenia ceny i refundacji na poziomie krajowym. Producent zapowiedział rozpoczęcie takich działań w państwach UE.

Źródło: mat. pras.

Rosnąca liczba pacjentów z chorobami neurologicznymi, starzenie się społeczeństwa i rozwój nowych możliwości diagnostycznych i terapeutycznych stawiają przed polską neurologią kolejne wyzwania. Eksperci wskazują, że potrzebne są m.in. lepsza profilaktyka, skoordynowane ścieżki diagnostyczno-terapeutyczne, Krajowa Sieć Neurologiczna, stabilne finansowanie programów lekowych oraz przygotowanie systemu na nowe metody diagnostyki i leczenia chorób neurozwyrodnieniowych.

Choroby mózgu stają się jednym z największych wyzwań zdrowotnych, społecznych i gospodarczych najbliższych dekad. Starzenie się społeczeństwa, rosnąca liczba osób z zaburzeniami psychicznymi, chorobami neurodegeneracyjnymi i naczyniowymi mózgu, ale również postęp diagnostyki i rozwój nowych możliwości terapeutycznych sprawiają, że potrzebne są rozwiązania wykraczające poza leczenie pojedynczych chorób.

Zdaniem Polskiego Towarzystwa Neurologicznego zdrowie mózgu powinno stać się jednym ze strategicznych obszarów polityki zdrowotnej państwa.

– Od kilku już lat działamy na rzecz podniesienia roli neurologii w obszarze zdrowia – poczynając od promocji profilaktyki, poprzez uznanie potrzeby alokacji większych zasobów finansowych i ludzkich, do wypracowania efektywniejszych systemowych sposobów postępowania z chorym. Musimy też współpracować – my, neurolodzy i psychiatrzy – bo razem diagnozujemy i leczymy choroby mózgu, które dotykają osób w każdym wieku, od zera do stu lat – podkreśla prof. dr hab. n. med. Alina Kułakowska, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Profilaktyka coraz ważniejsza w starzejącym się społeczeństwie

Jednym z najważniejszych wyzwań pozostaje profilaktyka. Jak wskazuje prof. Alina Kułakowska, świadomość społeczna dotycząca możliwości zapobiegania chorobom mózgu jest wciąż niewystarczająca.

– Zadaniem pracowników ochrony zdrowia jest nie tylko diagnozowanie i leczenie, ale także uświadamianie i zachęcanie do profilaktyki, która wymaga od pacjenta trochę wysiłku i zaangażowania. Nie ma osobnej profilaktyki dla mózgu, serca czy profilaktyki przeciwnowotworowej. Jest pewien dekalog zachowań, który powinien obowiązywać każdego człowieka. Dlatego Polskie Towarzystwo Neurologiczne wspólnie z Polskim Towarzystwem Kardiologicznym i Polskim Towarzystwem Onkologicznym opracowało „10-tkę Zdrowia”, czyli uniwersalny zestaw zasad wspierających profilaktykę najważniejszych chorób cywilizacyjnych – mówi prof. Alina Kułakowska.

Znaczenie profilaktyki będzie rosło wraz ze starzeniem się polskiego społeczeństwa. Już dziś liczbę osób z otępieniem szacuje się na około 600 tys., a w kolejnych dekadach może ona znacząco wzrosnąć. Jednocześnie na kondycję mózgu wpływają styl życia i środowisko, w którym funkcjonujemy.

– Coraz więcej czynników negatywnie wpływa na funkcjonowanie mózgu. Chodzi o nadmierną stymulację mózgu, zatrucie światłem i dźwiękiem oraz różnego rodzaju używki – to wszystko powoduje, że mamy coraz więcej pacjentów neurologicznych, którym należy pomóc kompleksowo – zaznacza prezes PTN.

Nowe terapie wymagają sprawnej organizacji i finansowania

Wzrost liczby pacjentów pozostających pod opieką neurologów jest również związany z postępem medycyny. Neurologia dysponuje dziś znacznie lepszą diagnostyką oraz terapiami, które jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu nie były dostępne. Pozwalają one nie tylko wydłużać życie pacjentów, ale w wielu przypadkach również dłużej zachowywać samodzielność, aktywność społeczną i zawodową.

Szczególne znaczenie mają programy lekowe zapewniające chorym z ciężkimi, przewlekłymi schorzeniami dostęp do nowoczesnego leczenia. Jak wskazuje prof. Kułakowska, problemem pozostaje jednak niedoszacowanie wartości kontraktów na ich realizację. Ośrodki obawiają się nadwykonań, ponieważ nie mogą przez wiele miesięcy finansować kosztownych terapii z własnych środków.

– Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której problemy finansowania zaprzepaszczą korzyści zdrowotne, społeczne i ekonomiczne, które już osiągnęliśmy dzięki leczeniu nowoczesnymi terapiami. Postęp medycyny musi iść też w parze ze zmianami organizacyjnymi. Potrzebne są m.in. jasno określone ścieżki diagnostyczno-terapeutyczne, referencyjność ośrodków oraz Krajowa Sieć Neurologiczna. Pacjenci nie powinni być zagubieni w systemie – podkreśla prof. Alina Kułakowska.

Prof. dr hab. n. med. Halina Sienkiewicz-Jarosz, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego i przewodnicząca Krajowej Rady ds. Neurologii, zwraca uwagę, że poszczególnych problemów neurologii nie można rozpatrywać w oderwaniu od siebie. Jednym z najważniejszych kierunków zmian powinna być koordynacja opieki – zarówno nad osobami po udarze, jak i pacjentami z padaczką, otępieniem czy innymi przewlekłymi chorobami układu nerwowego.

Eksperci: rozwiązania są przygotowane, potrzebne jest ich wdrożenie

Środowisko neurologiczne od lat pracuje nad propozycjami zmian w organizacji opieki. Jak wskazuje prof. dr hab. n. med. Bartosz Karaszewski, konsultant krajowy w dziedzinie neurologii, część rozwiązań jest już szczegółowo opracowana.

– Dyskusja nie zaczyna się dziś; jako środowisko neurologów od dawna mamy przygotowaną agendę najważniejszych zmian, które powinny zostać wdrożone w polskim systemie ochrony zdrowia. Spriorytetyzowaliśmy zadania według kryterium wartości zdrowotnej, to jest chcemy w możliwie najkrótszym czasie uzyskać możliwie największą korzyść zdrowotną dla naszych pacjentów, a zatem możliwie najbardziej poprawić komfort życia i rokowanie osób z chorobami neurologicznymi w Polsce – podkreśla prof. Bartosz Karaszewski.

Jak dodaje, w niektórych obszarach, m.in. w leczeniu udarów mózgu, zasadnicze elementy zmian zostały już sformułowane. Przykładem jest projekt zintegrowanej opieki nad pacjentami z udarem. Kolejnym krokiem powinno być konsekwentne wdrażanie przygotowanych rozwiązań na poziomie legislacyjnym i administracyjnym.

System musi przygotować się na nowe możliwości diagnostyczne

Prof. dr hab. n. med. Konrad Rejdak, past prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, podkreśla, że punktem wyjścia do kolejnych zmian są osiągnięcia polskiej neurologii z ostatnich lat, w tym rozwój programów lekowych. Jednocześnie pojawiają się nowe wyzwania związane m.in. z diagnostyką i leczeniem chorób neurozwyrodnieniowych.

– Jest wiele bolączek i wiele do poprawy, ale polska neurologia jest generalnie w niezłej kondycji. Wykonaliśmy w ostatnich latach dużo pracy i mamy wiele sukcesów, takich jak rozwój programów lekowych, które muszą mieć zapewnione finansowanie. Jednak wciąż pojawiają się nowe wyzwania, a jednym z nich jest rozwój nowoczesnej diagnostyki choroby Alzheimera oraz innych schorzeń neurozwyrodnieniowych. Musimy przygotować system nie tylko na udostępnienie nowych metod diagnostycznych i terapeutycznych, ale również na prawidłową kwalifikację pacjentów i organizację opieki – mówi prof. Konrad Rejdak.

Choroby mózgu generują koszty także poza ochroną zdrowia

Choroby neurologiczne i psychiatryczne mają konsekwencje wykraczające poza system ochrony zdrowia. Dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka, rektor Uczelni Łazarskiego, zwraca uwagę na rosnące koszty pośrednie chorób mózgu – utratę produktywności pacjentów i ich opiekunów, absencję zawodową oraz prezenteizm, czyli ograniczoną efektywność pracy związaną ze stanem zdrowia.

Działania na rzecz zdrowia mózgu powinny więc mieć charakter międzyresortowy i obejmować nie tylko leczenie, lecz także profilaktykę, aktywizację społeczną i zawodową, przeciwdziałanie izolacji oraz rozwój opieki koordynowanej.

Potrzebę zmian dostrzega również Ministerstwo Zdrowia. Wśród wskazywanych kierunków znajdują się prace nad Narodową Strategią Neurologiczną, rozwój sieciowej organizacji opieki oraz wzmacnianie roli koordynatora. Ważnym obszarem jest również priorytet „Zdrowe serce – zdrowy mózg”, związany ze wspólnymi czynnikami ryzyka chorób neurologicznych i sercowo-naczyniowych.

II Szczyt Zdrowia Mózgu o kierunkach zmian

Dyskusja o rozwiązaniach systemowych będzie kontynuowana 29 października 2026 r. podczas II Szczytu Zdrowia Mózgu na Zamku Królewskim w Warszawie. Inicjatywa jest realizowana zgodnie ze strategicznymi celami Europejskiej Akademii Neurologii, Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, Polskiego Towarzystwa Neurologii Dziecięcej oraz Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

W programie znalazła się m.in. międzynarodowa debata „Neurologia bez granic – wyzwania neurologii w Polsce i na świecie”, z udziałem przedstawicieli European Academy of Neurology, European Brain Council, International Alliance for Brain Health oraz polskich ekspertów. Zaplanowano również dyskusję dotyczącą priorytetu „Zdrowe serce – zdrowy mózg” oraz debatę „Brain Plan dla Polski”, poświęconą całościowej polityce zdrowia mózgu.

Program obejmuje także panel dotyczący roli parlamentarzystów w tworzeniu polityki zdrowia mózgu oraz sesje lekarsko-pacjenckie poświęcone m.in. chorobom neurozwyrodnieniowym, migrenie, chorobom rzadkim i chorobom neuroimmunologicznym.

Źródło: mat. pras.

W Polsce każdego roku ok. 6 mln pacjentów korzysta z opieki medycznej z powodu chorób neurologicznych, a wraz ze starzeniem się społeczeństwa liczba osób wymagających takiej opieki będzie rosła. Mówimy więc o problemie, który bezpośrednio lub pośrednio dotyczy niemal każdej rodziny. Jednocześnie neurologia przeżywa okres dynamicznego rozwoju. Pojawiają się nowe metody diagnostyczne i terapie, które jeszcze kilka lat temu wydawały się nieosiągalne. Dlaczego równie ważna jak dostęp do nowoczesnego leczenia pozostaje profilaktyka i co każdy z nas może zrobić dla zdrowia swojego mózgu? Z okazji Światowego Dnia Mózgu mówi o tym prof. dr hab. n. med. Halina Sienkiewicz-Jarosz, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Pani Profesor, 22 lipca obchodzimy Światowy Dzień Mózgu. Czy zdrowie mózgu powinno być obecnie jednym z najważniejszych priorytetów zdrowia publicznego?

Zdecydowanie tak. Choroby mózgu należą do największych współczesnych wyzwań medycznych, społecznych i ekonomicznych. Żyjemy coraz dłużej i jest to niewątpliwie ogromne osiągnięcie współczesnej medycyny, ale wiek nadal pozostaje głównym niemodyfikowalnym czynnikiem ryzyka wielu chorób o ogromnym wpływie społecznym, niosących za sobą ryzyko niepełnosprawności, złej jakości życia, a nawet śmierci. Są to m.in. udar mózgu, choroba Alzheimera, choroba Parkinsona oraz inne choroby neurozwyrodnieniowe. Wraz z wiekiem rośnie ryzyko padaczki, której etiologia u osób starszych w ponad 50% przypadków jest związana z chorobami naczyniowymi mózgu. Bardzo ważna jest wiedza nie tylko o profilaktyce, ale też o podstawowych objawach tych chorób, co pozwala na ich wczesne rozpoznanie i wdrożenie leczenia. W przypadku udaru mózgu szybka reakcja może uratować zdrowie, a nawet życie pacjenta.

Czy mamy wpływ na zdrowie naszego mózgu?

Tak, i jest to wpływ bardzo istotny. Nie możemy zmienić swojego wieku ani uwarunkowań genetycznych, ale na wiele innych czynników ryzyka możemy skutecznie oddziaływać. Szczególne znaczenie ma kontrolowanie czynników ryzyka naczyniowego. Regularne pomiary ciśnienia tętniczego, kontrolowanie stężenia cholesterolu i glukozy, aktywność fizyczna i zdrowa dieta to podstawa. Właściwe leczenie nadciśnienia tętniczego, cukrzycy, otyłości i zaburzeń lipidowych zmniejsza ryzyko nie tylko udaru mózgu, ale także zaburzeń poznawczych i otępienia. Bardzo ważny jest codzienny styl życia. Zaleca się dietę bogatą w warzywa, owoce, produkty pełnoziarniste i ryby, regularną aktywność fizyczną, odpowiednią ilość snu, unikanie tytoniu
i innych wyrobów nikotynowych oraz alkoholu. Nie wolno też zapominać o aktywności intelektualnej i społecznej. Czytanie książek, nauka nowych umiejętności, zwłaszcza nauka nowego języka, rozwijanie zainteresowań i utrzymywanie relacji z innymi ludźmi pomagają budować tzw. rezerwę poznawczą, która pozwala mózgowi dłużej zachować sprawność. Szacuje się, że poprzez ograniczanie modyfikowalnych czynników ryzyka można zapobiec lub opóźnić pojawienie się objawów nawet w około 45 proc. przypadków otępienia w skali globalnej, jest więc o co walczyć.

Nie wszystkim chorobom mózgu potrafimy jednak zapobiegać.

To prawda. W przypadku wielu schorzeń neurologicznych, takich jak choroba Parkinsona, stwardnienie rozsiane czy padaczki genetyczne lub o nieustalonej przyczynie, nie dysponujemy obecnie swoistymi metodami profilaktyki. Brak możliwości całkowitego zapobiegania nie oznacza jednak, że zdrowy styl życia nie ma znaczenia. Te same zasady, uzupełnione o ograniczanie przewlekłego stresu, wspierają funkcjonowanie mózgu oraz całego organizmu. U osób, które już chorują neurologicznie, takie działania pomagają dłużej zachować sprawność, poprawiają jakość życia i wspierają efekty leczenia.

Polskie Towarzystwo Neurologiczne prowadzi wspólne działania profilaktyczne z Polskim Towarzystwem Kardiologicznym i Polskim Towarzystwem Onkologicznym. Dlaczego zdecydowali się Państwo na taką współpracę?

Choroby neurologiczne, choroby układu krążenia i nowotwory odpowiadają za znaczną część zgonów, niepełnosprawności oraz utraconych lat życia w zdrowiu. Jednocześnie ich najważniejsze czynniki ryzyka są w znacznej części wspólne i modyfikowalne. Dlatego jako przedstawiciele neurologii, kardiologii i onkologii mówimy jednym głosem: należy odejść od myślenia o profilaktyce wyłącznie w kategoriach pojedynczych chorób. Profilaktyka nie powinna być dzielona na „profilaktykę mózgu”, „profilaktykę serca” czy „profilaktykę raka”. Dlatego w maju tego roku prezesi wszystkich trzech Towarzystw podpisali wspólne stanowisko w sprawie wzmocnienia profilaktyki chorób przewlekłych, a wraz z nim „10-tkę zdrowia”, czyli zestaw zasad wspólnych dla serca, mózgu i ryzyka onkologicznego. Za tym apelem stoją liczby. Polska wydaje na profilaktykę 1,7 proc. budżetu zdrowotnego, przy średniej unijnej 4 proc.; w przeliczeniu na mieszkańca to 22 euro wobec 202. Jednocześnie zgonów możliwych do uniknięcia mamy o ponad 60 proc. więcej niż wynosi średnia unijna. Te dwa fakty należy czytać razem. Profilaktyka nie może być traktowana wyłącznie jako koszt, ponieważ jest to inwestycja w dłuższe życie Polaków w zdrowiu, lepszą jakość życia, większą samodzielność i odporność społeczeństwa. Mamy wiedzę, narzędzia i dowody naukowe. Teraz potrzebujemy konsekwentnych decyzji, które uczynią profilaktykę jednym z najważniejszych priorytetów polskiej polityki zdrowotnej.

Profilaktyka to perspektywa lat. A jeśli udar już się zdarzy – co powinien wiedzieć każdy?

Że liczy się czas i że mierzy się go w godzinach od pierwszego objawu, a nie w dniach. Udar jest stanem nagłym dokładnie tak samo jak zawał serca. Najprostszą podpowiedzią jest akronim FAST, po angielsku „szybko”: F jak face (opadający kącik ust, wykrzywiona twarz); A jak arms (opadające ramię, osłabienie jednej strony ciała); S jak speech (nagłe zaburzenia mowy albo rozumienia); T jak time (natychmiastowy telefon pod 112). Trzy rzeczy, o których się zapomina: objawy udaru zwykle nie bolą, więc łatwo je zbagatelizować, a jeżeli ustępują samoistnie, to nie powód do ulgi, tylko sygnał alarmowy – nie wolno czekać do rana ani dzwonić najpierw do przychodni.

W ostatnim czasie dużo mówi się o chorobie Alzheimera. Czy rzeczywiście stoimy u progu przełomu?

Możemy mówić o początku nowej ery w diagnostyce i leczeniu choroby Alzheimera. Przez wiele lat dysponowaliśmy przede wszystkim lekami łagodzącymi objawy otępienia. Obecnie po raz pierwszy pojawiły się terapie wpływające na jeden z mechanizmów rozwoju choroby, które mogą spowalniać jej postęp u odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów. To bardzo ważna zmiana, ale jednocześnie ogromne wyzwanie dla całego systemu ochrony zdrowia. Nowe terapie mogą być stosowane wyłącznie u osób z łagodnymi zaburzeniami poznawczymi albo z łagodnym otępieniem w przebiegu choroby Alzheimera, po potwierdzeniu obecności patologii amyloidowej. Jeżeli pacjent trafia do neurologa dopiero wtedy, gdy otępienie jest już zaawansowane, nie ma możliwości zastosowania tych leków. Ponadto wczesne rozpoznanie daje pacjentom czas na wdrożenie interwencji niefarmakologicznych, ma więc bardzo istotne znaczenie. Niestety, obecnie duża część pacjentów otrzymuje rozpoznanie zbyt późno, często dopiero wtedy, gdy zaburzenia poznawcze wyraźnie ograniczają codzienne funkcjonowanie. Dlatego tak ważna jest edukacja społeczeństwa, a także odpowiednie przygotowanie lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej do wczesnego rozpoznawania niepokojących objawów.

W jaki sposób można wcześniej rozpoznawać chorobę Alzheimera?

Do niedawna potwierdzenie choroby Alzheimera wymagało przede wszystkim badania płynu mózgowo-rdzeniowego albo specjalistycznego badania PET. Badania te nadal są podstawą diagnostyki i potwierdzenie w jednym z nich patologii amyloidowej jest konieczne do wdrożenia terapii przeciwciałami antyamyloidowymi. Jednak coraz większe znaczenie zyskują biomarkery oznaczane we krwi, przede wszystkim fosforylowane białko tau, a zwłaszcza p-tau217. To ogromny krok naprzód, ponieważ pobranie krwi jest znacznie mniej inwazyjne i łatwiejsze do zastosowania u większej liczby pacjentów. Biomarkery nie zastępują jednak oceny klinicznej i są badaniem dodatkowym, służącym określeniu etiologii zaburzeń poznawczych. Nie rekomenduje się ich oceny u osób zdrowych bez zaburzeń pamięci.

Warto też pamiętać, że w ramach programu „Moje Zdrowie” u osób w wieku 60 lat lub starszych przewidziano ocenę funkcji poznawczych. Dzięki temu lekarz rodzinny ma szansę zauważyć niepokojące objawy i skierować pacjenta do dalszej diagnostyki. U osób, które zgłaszają problemy z pamięcią lub innymi funkcjami poznawczymi, badania biomarkerów mogą znacząco usprawnić proces diagnostyczny. Sam program jest dostępny dla wszystkich ubezpieczonych po 20. roku życia: w wieku 20–49 lat badania kontrolne przysługują co pięć lat, a od 50. roku życia – co trzy lata.

Jakie największe wyzwania stoją dzisiaj przed polską neurologią w zakresie diagnostyki i leczenia choroby Alzheimera?

Największym wyzwaniem jest przygotowanie całego systemu do wcześniejszego rozpoznawania choroby oraz wdrażania nowych terapii. Potrzebujemy dobrze zorganizowanej ścieżki diagnostycznej – od lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, przez ambulatoryjną opiekę specjalistyczną, aż po wyspecjalizowane ośrodki zajmujące się diagnostyką i leczeniem chorób prowadzących do otępienia. Niewątpliwie będzie tutaj potrzebna pewna referencyjność ośrodków, ale także ich ścisła współpraca. Drugim ogromnym wyzwaniem pozostają kadry. Według dostępnych danych w Polsce jest nieco ponad cztery tysiące neurologów, a około jedna trzecia pracujących specjalistów osiągnęła już wiek emerytalny. Rosnąca liczba pacjentów z chorobami otępiennymi i innymi schorzeniami neurologicznymi będzie wymagała nie tylko większej liczby lekarzy, ale również pielęgniarek neurologicznych, neuropsychologów, logopedów, fizjoterapeutów, terapeutów zajęciowych i pracowników socjalnych. Nowoczesna opieka neurologiczna musi być zespołowa i kompleksowa, a w neurologii podobnie jak w onkologii i kardiologii wzrośnie rola koordynatorów opieki.

Czy postęp terapeutyczny dotyczy wyłącznie choroby Alzheimera?

Absolutnie nie. Neurologia jest dziedziną, w której w ostatnich latach pojawiło się bardzo wiele nowych terapii w chorobach uważanych dotychczas za nieuleczalne, albo prowadzące do znacznej niesprawności. Znacząco poprawił się dostęp do nowoczesnego leczenia stwardnienia rozsianego, choroby Parkinsona, spastyczności i dystonii, rdzeniowego zaniku mięśni oraz innych chorób nerwowo-mięśniowych. Rozwijają się możliwości leczenia padaczek lekoopornych i migreny. Dla wielu pacjentów nowe terapie oznaczają możliwość powrotu do aktywności zawodowej i rodzinnej albo dłuższe zachowanie samodzielności. Coraz lepiej rozumiemy również biologiczne mechanizmy chorób neurodegeneracyjnych, dlatego możemy spodziewać się kolejnych terapii modyfikujących ich przebieg.

Czy polscy pacjenci mają do tych terapii realny dostęp?

W znacznej części tak, i dzieje się to przede wszystkim przez programy lekowe. Neurolodzy
i neurolodzy dziecięcy prowadzą ich dziś 22 i to one są podstawowym źródłem dostępu polskich pacjentów do innowacyjnych terapii. Właśnie dlatego niepokoją nas problemy z finansowaniem programów lekowych. Liczba pacjentów w tych programach rośnie z roku na rok i jest to wzrost przewidywalny: w wielu z nich jesteśmy w stanie podać konkretne liczby na podstawie dotychczasowych obserwacji, a tam, gdzie zmieniają się kryteria kwalifikacji – oszacować je. Chodzi o to, żeby znalazło to odbicie w planach finansowych Narodowego Funduszu Zdrowia z wyprzedzeniem. Zabezpieczenie odpowiednich środków na diagnostykę i leczenie chorób neurologicznych jest warunkiem tego, aby móc w pełni korzystać z możliwości współczesnej medycyny.

Jakie przesłanie chciałaby Pani przekazać z okazji Światowego Dnia Mózgu?

Chciałabym, abyśmy zaczęli traktować zdrowie mózgu tak samo poważnie jak zdrowie serca. Neurologia daje dziś coraz więcej możliwości – potrafimy wcześniej rozpoznawać wiele chorób i coraz lepiej rozumiemy mechanizmy ich rozwoju, dysponujemy też skuteczniejszym leczeniem niż jeszcze kilka lat temu. Jednocześnie ogromny wpływ na zdrowie mózgu mają nasze codzienne decyzje oraz warunki, w których żyjemy, pracujemy i starzejemy się.

Edukacja zdrowotna nie powinna być traktowana jako dodatek. Znaczenie ma wszystko, o czym mówiłam – od profilaktyki po umiejętność rozpoznania niepokojących objawów i szybkiego reagowania. Najskuteczniejsza terapia nie pomoże pacjentowi, który trafi do neurologa zbyt późno, a w przypadku udaru mózgu o możliwości skutecznego leczenia często decyduje natychmiastowe wezwanie pomocy. Dlatego podstawowa wiedza o profilaktyce, objawach alarmowych i zasadach postępowania w sytuacji zagrożenia zdrowia powinna być przekazywana już od najmłodszych lat. Światowy Dzień Mózgu jest też doskonałą okazją, aby przypomnieć, że na dbanie o zdrowie mózgu nigdy nie jest ani za wcześnie, ani za późno.

Źródło: inf pras