Medicalpress
Od kilku lat dynamicznie się rozwija chirurgia robotowa w Polsce. W 2025 r. w 93 szpitalach wykonano ponad 24,5 tys. operacji robotowych, o 44 proc. więcej niż rok wcześniej – wynika z najnowszego raportu Modern Healthcare Institute. Zwiększa się też liczba chirurgów wykonujących tego rodzaju zabiegi.
Polska chirurgia robotowa nadrabia zaległości w rozwoju operacji wykonywanych przy użyciu różnego typu robotów. Nasza medycyna spóźniła się we wdrażaniu tej nowoczesnej techniki operacyjnej prawie 20 lat, lecz od kilku lat ta dziedzina małoinwazyjnej chirurgii rozwija się nadzwyczaj dynamicznie.

Z najnowszego raportu „Chirurgia robotowa 2026” wynika, że w 2025 r. w 93 szpitalach wykonano ponad 24,5 tys. operacji robotowych, czyli o 44 proc. więcej niż rok wcześniej. W 2024 r. 77 szpitali dysponowało przynajmniej jednym robotem operacyjnym, a dwa lata wcześniej – 58. Szybko zwiększa się liczba zabiegów: w 2024 r. przeprowadzono 17,1 tys. operacji robotowych.

Polska chirurgia robotowa ogranicza się na razie niemal wyłącznie do operacji onkologicznych, w tym głównie urologicznych. W 2025 r. prawie 95 proc. tych zabiegów dotyczyło różnego typu nowotworów. Głównie wykonywane były operacja radykalnej prostatektomii (usunięcia gruczołu krokowego). W 2025 r. przeprowadzono 13 231 takich operacji, co stanowiło 54 proc. wszystkich zabiegów robotowych. Efektem tego jest to, że usunięcie gruczołu krokowego w 82 proc. odbywa się w asyście robota. Taki zabieg – zapewniają specjaliści – powoduje mniej powikłań, takich jak nietrzymanie moczu oraz zaburzenia erekcji.

Chirurgia robotowa coraz śmielej wkracza także do innego typu operacji wykonywanych w naszym kraju. Na tę metodę przypada prawie 20 proc. zabiegów usunięcia guza złośliwego jelita grubego. W urologii wykonano w 2025 r. ponad tysiąc operacji nerek oraz niemal pół tysiąca cystektomii (usunięcie pęcherza moczowego), to 22 proc. wszystkich tego rodzaju operacji.

Inne zabiegi coraz częściej wykonywane w asyście robota to alloplastyka kolana (wszczepienie sztucznego stawu kolanowego), na którą przypadało w minionym roku 5,4 proc. tych zabiegów. Wykonywane są także zabiegi ginekologiczne, dotyczące na przykład leczenie endometriozy, spowodowanej rozrastaniem się tkanki przypominającej błonę śluzową macicy (endometrium) poza jej jamą, np. na jajnikach czy otrzewnej. Systemy robotowe wykorzystywane są także do operacji stabilizacji kręgosłupa oraz chirurgii mózgu. Mamy już 15 ośrodków robotowej neurochirurgii.

Przybywa chirurgów wykonujących operacje robotowe. W 2025 r. było ich prawie 450, w tym 40 kobiet. Wzrost liczby lekarzy specjalizujących się w tej metodzie ma kluczowe znaczenie dla rozwoju tej metody, podobnie jak zakup kolejnych robotów chirurgicznych. A jest ich coraz więcej i to różnego typu. Oprócz najczęściej wykorzystywanego robota da Vinci (ponad 100 instalacji w naszym kraju) stosowane są także: Versius, Hugo, oraz MP1000 Edge Medical.

Niemal wszystkie, bo aż 98 proc. operacji robotowych, jest finansowanych ze środków Narodowego Funduszu Zdrowia. Przy czym 56 proc. tych zabiegów zrefundowano według wyższych stawek, gdyż są bardziej kosztowne (operacje rana prostaty, jelita grubego oraz endometriozy). Inne operacje robotowe zrefundowano według tych stawek dotyczących tych samych operacji wykonywanych metodą laparoskopową lub tradycyjną. Jedynie za 440 operacji robotowych pacjenci zapłacili z własnej kieszeni lub w ramach prywatnego pakietu medycznego. Połowa z nich została przeprowadzona w warszawskim szpitalu Medicover, który jest też jednym z pionierów chirurgii robotowej w Polsce.

„Z punktu widzenia pacjenta technika robota oznacza krótszą rekonwalescencję, mniejszą liczbę powikłań i szybszy powrót do normalnego funkcjonowania, co przynosi rownież korzyści systemowe poprzez ograniczenie kosztów leczenia powikłań i szybszy powrót pacjentów do aktywności zawodowej” – przekonuje dr Piotr Kania, ordynator Oddziału Urologii i Onkologii Urologicznej w Siedlcach, kierownik Siedleckiego Ośrodka Robotycznego.

Źródło: Nauka w Polsce

Rak gruczołu krokowego to najczęściej diagnozowany nowotwór złośliwy u mężczyzn w Polsce, choć nadal nie najczęstsza przyczyna zgonów onkologicznych – tu wciąż przoduje rak płuca. Mimo że liczba diagnoz systematycznie rośnie, a dostęp do nowoczesnych terapii poprawił się znacząco, system opieki zdrowotnej wciąż nie radzi sobie z podstawowym wyzwaniem – skuteczną i dostępną diagnostyką we wczesnym stadium choroby.
 
Problemem nie są tylko procedury, brak sprzętu czy finansowanie, ale również – a może przede wszystkim – luki organizacyjne, fałszywe przekonania i niska zgłaszalność mężczyzn do lekarza. Wciąż pokutuje stereotyp męskości oparty na bagatelizowaniu problemów zdrowotnych i unikaniu wizyt lekarskich. Według badania CBOS z 2023 roku aż 38% mężczyzn po 45. roku życia nigdy nie badało się u urologa, a 57% uważało, że „nie miało takiej potrzeby”. W efekcie wielu pacjentów trafia do systemu zbyt późno – a rak prostaty, który w wielu przypadkach mógłby być chorobą przewlekłą, zbyt często kończy się zgonem.

Mit PSA i brak realnej profilaktyki

Dla większości mężczyzn skrót „PSA” oznacza coś oczywistego – badanie, które warto wykonać po czterdziestce, bo może wykryć raka prostaty. Dla lekarzy – to jedno z najbardziej kontrowersyjnych narzędzi ostatnich dekad. Mimo popularności wśród pacjentów, oznaczenie poziomu antygenu specyficznego dla prostaty nie jest uznawane za skuteczny test przesiewowy. Wręcz przeciwnie: nadmierna interpretacja wyników PSA może prowadzić do nadrozpoznawalności, niepotrzebnych biopsji, a w skrajnych przypadkach – do leczenia pacjentów, którzy tego leczenia nigdy by nie potrzebowali.

To nie znaczy, że PSA nie ma wartości – przeciwnie. Badanie to może być cennym elementem diagnostyki, pod warunkiem że towarzyszy mu mądra, specjalistyczna interpretacja. Kluczowe jest bowiem nie samo wykrycie podwyższonego poziomu antygenu, ale ocena ryzyka: jakie jest tempo wzrostu PSA, jakie są inne parametry kliniczne, czy pacjent należy do grupy ryzyka, jak wygląda wynik rezonansu, czy badania per rectum.

Dlatego eksperci zgodnie podkreślają: mężczyzna z niepokojącym wynikiem PSA powinien jak najszybciej trafić do urologa – a nie samodzielnie podejmować decyzje na podstawie jednego wskaźnika. Problem w tym, że dostęp do specjalisty nie jest w Polsce tak prosty, jak być powinien.

Bez skierowania – ale tylko w teorii

Kobieta może pójść do ginekologa bez skierowania – to jedno z założeń funkcjonujących w systemie od lat. Mężczyzna, który chce skonsultować problemy urologiczne, nadal musi uzyskać skierowanie od lekarza rodzinnego. Choć temat ten powraca regularnie w debacie publicznej, zmiany nie następują. W efekcie wielu pacjentów rezygnuje z konsultacji, zniechęconych dodatkową biurokracją.

Psychologiczna bariera również odgrywa ogromną rolę. Wielu mężczyzn unika tematu, niechętnie mówi o problemach z oddawaniem moczu, a objawy tłumaczy „wiekiem”. Tymczasem czas działa na niekorzyść – od pierwszych symptomów do rozpoznania choroby mija często nawet półtora roku. I dopiero interwencja partnerki lub nagłe pogorszenie stanu zdrowia skłania ich do działania.

Problem ten dotyczy w sposób szczególny mężczyzn z tzw. grupy rodzinnego ryzyka. W ich przypadku – podobnie jak u kobiet z historią raka piersi – badania przesiewowe w kierunku mutacji BRCA1 i BRCA2 mogą mieć kluczowe znaczenie dla wczesnego rozpoznania i wdrożenia odpowiedniego leczenia. W Polsce takie testy są już dostępne w trybie ambulatoryjnym. Ale żeby z nich skorzystać, trzeba najpierw znaleźć się w systemie – a to nadal dla wielu zbyt wysoki próg.

Może Cię zainteresować: Od 1 lipca badania BRCA i HRD w trybie ambulatoryjnym – przełom w diagnostyce genetycznej w onkologii

Diagnostyka: skomplikowany algorytm, nierówna dostępność

W raku prostaty nie ma jednej decyzji, która rozstrzyga o losach pacjenta. Zamiast tego – jest szereg powiązanych ze sobą kroków: od badania per rectum, przez rezonans magnetyczny i biopsję fuzyjną, po zaawansowane metody obrazowania molekularnego, takie jak PET-PSMA. Każdy z tych etapów może przesądzić o dalszym leczeniu, ale tylko wtedy, gdy pacjent ma do niego realny dostęp.

– Diagnostyka raka prostaty jest bardzo trudna, bardzo skomplikowana, oparta na szeregu kolejnych krokach i każdy krok ma nieść ze sobą jakąś decyzję, która jest czasami bardzo trudna – mówiła prof. Urszula Demkow, wiceminister zdrowia.

W teorii standard postępowania jest jasno opisany: rezonans wieloparametryczny powinien poprzedzać biopsję, a u pacjentów z podejrzeniem przerzutów stosuje się obrazowanie PET z wykorzystaniem PSMA – swoistego „nawigatora” wykrywającego komórki nowotworowe z niezwykłą czułością. W praktyce jednak dostęp do tych procedur zależy od miejsca zamieszkania, zasobów szpitala i liczby specjalistów. A to oznacza, że ścieżka pacjenta wciąż zbyt często przypomina loterię.

W czerwcu 2025 roku rozszerzono wskazania do badania PET, co – przynajmniej na papierze – powinno poprawić sytuację pacjentów. Jednak nawet najbardziej zaawansowane technologie nie pomogą, jeśli system nie będzie w stanie ich udźwignąć kadrowo i organizacyjnie.

W niektórych przypadkach alternatywą może być medycyna nuklearna – wykorzystująca izotopy promieniotwórcze zarówno do diagnostyki, jak i terapii. Jednym z jej najbardziej przełomowych zastosowań jest PET-PSMA – metoda umożliwiająca wykrycie przerzutów na bardzo wczesnym etapie, jeszcze zanim pojawią się objawy kliniczne.

– Ona pokazuje chorobę na bardzo niskim stopniu zaawansowania, tam, gdzie inne metody jeszcze nie są w stanie niczego wykryć – wyjaśniał prof. Marek Dedecjus, kierownik Kliniki Endokrynologii Onkologicznej i Medycyny Nuklearnej Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie. – To ma wpływ nie tylko na postępowanie diagnostyczne, ale też terapeutyczne u ponad 30% pacjentów, zmieniając to postępowanie.

Mimo przełomowego potencjału, dostępność tej technologii w Polsce wciąż jest ograniczona – m.in. ze względu na niewystarczającą liczbę specjalistów, ograniczoną liczbę urządzeń i infrastrukturę, która dopiero się rozwija.

Zbyt późna diagnostyka to nie tylko problem organizacyjny, ale też efekt społecznego i kulturowego tabu. Wielu mężczyzn – nawet mając objawy – nie decyduje się na wizytę u specjalisty, licząc, że „przejdzie samo”. Takie podejście prowadzi do opóźnień, które znacząco zmniejszają szansę na skuteczne leczenie. A przecież wczesne wykrycie, choć trudne, wciąż daje największą szansę na życie bez raka.

Terapia: od hormonalnej kastracji po teranostykę

Współczesna onkologia daje coraz większe możliwości leczenia raka prostaty, także w przypadkach zaawansowanych lub rozsianych. O ile jeszcze kilkanaście lat temu pacjent z nieoperacyjnym rakiem gruczołu krokowego miał bardzo ograniczone opcje, dziś dostępnych jest kilka linii terapii – od leczenia hormonalnego po terapie molekularne i izotopowe.

Leczenie zwykle rozpoczyna się od tzw. kastracji farmakologicznej – czyli blokowania działania testosteronu, który napędza rozwój nowotworu. W wielu przypadkach ten etap przynosi znaczną poprawę i pozwala na stabilizację choroby na długie miesiące, a nawet lata. Z czasem jednak rak uczy się „omijać” hormonalną blokadę – staje się oporny i wtedy konieczne jest wprowadzenie kolejnych metod.

– Pierwszą linią terapii jest kastracja hormonalna. Dopóki taka terapia jest skuteczna, pacjent pozostaje na niej, czasami łączonej z innymi metodami. Kiedy rak staje się hormonoporny, wprowadza się chemioterapię – tłumaczyła wiceminister zdrowia prof. Urszula Demkow.

Kolejne opcje obejmują nowoczesne leki ukierunkowane molekularnie – w tym inhibitory receptorów androgenowych, immunoterapię oraz terapie z wykorzystaniem radioaktywnego radu 223. Dodatkowo, u pacjentów z mutacjami BRCA1 lub BRCA2 można zastosować inhibitory PARP – leki znane wcześniej głównie z leczenia raka jajnika czy piersi, a dziś coraz częściej stosowane także w raku prostaty.

Postęp jest widoczny również w diagnostyce molekularnej – od lipca 2025 roku badania BRCA można wykonywać ambulatoryjnie, co znacząco poprawia dostępność. To ważna zmiana, bo umożliwia identyfikację pacjentów, którzy mogą skorzystać z kolejnej, czwartej linii leczenia.

Radioligandy i teranostyka – precyzyjna broń przyszłości

Jednym z najbardziej ekscytujących kierunków rozwoju jest tzw. teranostyka – czyli połączenie diagnostyki i terapii w jednym preparacie. Zastosowanie izotopów promieniotwórczych, które celują bezpośrednio w komórki nowotworowe, pozwala nie tylko je wykryć, ale i zniszczyć – z wysoką precyzją i minimalnym wpływem na zdrowe tkanki.

– My izotopy łączymy z takimi cząsteczkami, które wykrywają markery nowotworowe. Ale to nie wszystko, bo ten izotop diagnostyczny możemy zastąpić izotopem terapeutycznym – wyjaśniał prof. Marek Dedecjus. – Tak powstaje tzw. radioligand, który selektywnie lokalizuje komórki nowotworowe oraz je niszczy, nie interesując się, gdzie one są położone i w jakiej są ilości.

To zupełnie nowa jakość leczenia – pozwalająca kontrolować rozrost nowotworu nawet wtedy, gdy inne metody zawiodły. Dodatkową zaletą jest możliwość bieżącego monitorowania skuteczności terapii. – Możemy powiedzieć, czy działa, czy nie, już na bardzo wczesnych etapach – zaznaczał profesor.

Skuteczność tej metody potwierdzają nie tylko badania naukowe, ale i konkretne przypadki kliniczne. U jednego z pacjentów po wieloletnim leczeniu zastosowanie radioligandów doprowadziło do niemal całkowitej regresji zmian i spadku PSA do wartości bliskich zeru. Choć nie każda historia kończy się tak spektakularnie, potencjał tej technologii nie budzi wątpliwości – obecnie prowadzi się ponad 70 badań klinicznych nad terapiami radioligandowymi w raku prostaty.

Problem w tym, że ten przełom nadal nie jest dostępny dla wszystkich. Barierą jest nie tylko ograniczona liczba specjalistów i ośrodków, ale też wyzwania logistyczne: produkcja izotopów, infrastruktura do ich podania, a także finansowanie. Nawet w krajach o dużo większych zasobach – jak Francja – dostępność terapii szacuje się obecnie na zaledwie 50% potencjalnie potrzebujących pacjentów.

W Polsce jesteśmy na początku tej drogi. Kierunek został wyznaczony, ale pytanie brzmi: czy system zdąży nadążyć, zanim kolejna fala pacjentów straci swoją szansę?

Chirurgia robotyczna: precyzja kontra wycena

W ostatnich latach zabiegi chirurgiczne w leczeniu raka prostaty zyskały zupełnie nowy wymiar – dzięki rozwojowi technologii robotycznej. Operacje przeprowadzane z użyciem systemów takich jak da Vinci, pozwalają na osiągnięcie precyzji, jakiej nie daje ani klasyczna chirurgia otwarta, ani nawet laparoskopia. Efekty? Krótszy czas hospitalizacji, mniejsze ryzyko powikłań i lepsze wyniki funkcjonalne – szczególnie w obszarze tak newralgicznym, jak trzymanie moczu i zachowanie potencji.

– U wielu pacjentów te metody pozwalają zachować potencję, zachować trzymanie moczu – zaznaczał prof. Tomasz Szydełko, konsultant krajowy w dziedzinie urologii, Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu, wskazując na ogromne znaczenie jakościowe tej technologii.

Dane NFZ pokazują, że udział operacji robotycznych dynamicznie rośnie. Jeszcze w 2022 roku na refundację prostatektomii radykalnej przeznaczono 157 mln zł. W 2024 roku było to już ponad 400 mln zł, z czego aż 278,5 mln dotyczyło operacji przeprowadzonych z użyciem robota. W ciągu kilku lat ta technologia z eksperymentalnej nowinki stała się nowym standardem – przynajmniej w dużych ośrodkach.

Problem polega na tym, że za rozwojem technologii nie zawsze nadąża system wycen i finansowania. Początkowo zakładano, że sprzęt robotyczny będzie kupowany z funduszy unijnych, więc jego koszt nie był uwzględniany w taryfikacji. Dziś jednak większość placówek finansuje go z własnych środków, co czyni dotychczasową wycenę – mówiąc oględnie – nieaktualną.

– Ilość systemów jest bardzo duża i jednostki kupują z własnych środków. W związku z tym, ta pierwotna wycena już by była niedoszacowana – wskazywał dr Bartosz Małkiewicz z Polskiego Towarzystwa Urologicznego.

Dodatkowo, obniżenie wyceny zabiegów robotycznych może doprowadzić do paradoksalnej sytuacji: szpitale – zmuszone do szukania oszczędności – będą preferować starsze metody, mimo ich niższej skuteczności i większego ryzyka powikłań. I nie chodzi tylko o te krótkoterminowe.

– Nietrzymanie moczu w przypadku mężczyzny 50–60-letniego potrafi zupełnie wykluczyć go z pracy zawodowej. Taki człowiek przechodzi na rentę, a państwo polskie na niego dodatkowo wydaje około 3 tys. zł rocznie – wyliczał dr hab. Piotr Dyniarski, kierownik Kliniki Urologii ŚUM w Zabrzu.

Jego szacunki pokazują, że różnica w kosztach między prostatektomią robotyczną a laparoskopową wynosi zaledwie około 2 tys. zł na pacjenta. Ale długofalowe skutki są nieporównywalne – bo podwaja się odsetek pacjentów z nietrzymaniem moczu, wzrasta liczba koniecznych procedur urologicznych, a część chorych wymaga wszczepienia sztucznego zwieracza za kolejne 30 tys. zł. I to wszystko przy świadomości, że „tańsza” metoda leczenia mogła być bardziej kosztowna dla całego systemu – i bardziej dotkliwa dla pacjenta.

Co więcej, jak zauważają urolodzy, system bywa nie tylko niedoszacowany, ale i nielogiczny. Przykład? Obowiązek wykonywania scyntygrafii kości nawet u pacjentów z niskim ryzykiem – tylko po to, by spełnić formalne kryteria rozliczenia zabiegu robotycznego.

– To są pieniądze stracone dla systemu, bo wykonane jest to badanie niepotrzebnie – mówił prof. Szydełko. – A wszystko dlatego, że procedura została tak skonstruowana.

Eksperci apelują, by nie dopuścić do sytuacji, w której nowoczesna technologia – która już dziś ratuje tysiące pacjentów – stanie się ofiarą źle zaprojektowanej polityki taryfikacyjnej. Bo w tej rozgrywce stawką nie są tylko złotówki, ale konkretne zdrowie i przyszłość konkretnych mężczyzn.

Kiedy o leczeniu decyduje kod pocztowy

Niezależnie od tego, czy chodzi o diagnostykę obrazową, dostęp do specjalisty czy wybór metody leczenia – jednym z największych wyzwań pozostaje nierówność regionalna. W Polsce nadal obowiązuje zasada, że miejsce zamieszkania może determinować nie tylko szybkość postawienia diagnozy, ale także dostępność do nowoczesnej terapii. Eksperci i organizacje pacjentów nie mają złudzeń: w przypadku raka prostaty „bariera kodu pocztowego” wciąż działa.

Część pacjentów trafia do dobrze wyposażonych ośrodków z dostępem do rezonansu, PET-PSMA czy robota chirurgicznego. Inni muszą czekać miesiącami, odbywać dodatkowe podróże lub – co gorsza – rezygnować z leczenia w pełnym zakresie, bo lokalny szpital nie oferuje odpowiednich procedur. To przekłada się bezpośrednio na wyniki leczenia, a w konsekwencji – na przeżycia.

Dodatkowym problemem są „ukryte” koszty, z którymi pacjenci muszą się mierzyć na każdym etapie – od konieczności wykonywania prywatnych badań, po wydatki związane z transportem czy rekonwalescencją. Tego typu obciążenia nie są uwzględniane w wycenach procedur, ale mają realny wpływ na dostępność i skuteczność terapii.

Edukacja akcyjna, profilaktyka okazjonalna

W debacie publicznej temat profilaktyki raka prostaty pojawia się regularnie – najczęściej przy okazji kampanii Movember albo dni walki z rakiem. Problem w tym, że poza pojedynczymi akcjami niewiele dzieje się na poziomie systemowym. Nie istnieje ogólnopolski program edukacyjny skierowany do mężczyzn w średnim wieku. Nie ma też spójnej strategii, która łączyłaby profilaktykę pierwotną (styl życia, dieta, aktywność) z wtórną (wczesne wykrycie choroby).

– Problem profilaktyki w Polsce jest ogromny, ponieważ ona jest akcyjna, nie jest systemowa. Jest okazjonalna, podzielona na pojedyncze obszary – podkreślają przedstawiciele organizacji pacjentów. – Kolejny raz apelujemy o to, żeby powstała całościowa, wieloletnia strategia dla profilaktyki w Polsce.

Choć wiele mówi się o tym, że „mężczyźni nie chodzą do lekarza”, na poziomie praktycznym niewiele robi się, by im to ułatwić. Zniesienie obowiązku skierowania do urologa – mimo wieloletnich postulatów – wciąż nie zostało wprowadzone. Dla wielu chorych oznacza to dodatkową przeszkodę w momencie, w którym liczy się szybka reakcja. Psychologiczne opory, o których mówią lekarze, są realne: strach, wstyd, unikanie tematu. Ale jak słusznie zauważają pacjenci – zidentyfikowanie przyczyny to dopiero pierwszy krok. Potrzebne są konkretne narzędzia, by te bariery przełamać. Programy informacyjne, zmiana języka komunikacji zdrowotnej, edukacja dorosłych mężczyzn – nie tylko w mediach, ale i w miejscu pracy, w gabinecie lekarza rodzinnego, w społecznościach lokalnych.

Technologia nie wystarczy

Rosnące wydatki na raka prostaty – blisko 1,8 mld zł w 2024 roku – świadczą o tym, że państwo nie ignoruje problemu. Ale samo finansowanie nie wystarczy. Bo choć rak prostaty coraz częściej może być traktowany jako choroba przewlekła, to system nadal nie jest gotowy na skokowy wzrost liczby pacjentów wymagających zaawansowanego leczenia i długoterminowej opieki.

W wielu miejscach brakuje specjalistów, infrastruktury, koordynacji. A przede wszystkim – refleksji, że pacjent z rakiem prostaty nie jest jedynie „jednostką chorobową”, ale mężczyzną, który chce żyć, pracować, zachować sprawność i godność. Ostatecznie, skuteczne leczenie nie polega wyłącznie na wycięciu guza czy podaniu leku. Polega na objęciu pacjenta opieką, która bierze pod uwagę jego potrzeby, wybory i sytuację życiową. A do tego potrzebny jest nie tylko dobry lekarz i precyzyjny robot chirurgiczny, ale również mądrze zorganizowany system. System, który nie tylko leczy raka prostaty – ale i pomaga mężczyźnie wrócić do życia.

 
Źródło: posiedzenie Podkomisji stałej ds. onkologii (ZDR04S) z dnia 24 lipca 2025 r.
Wszystkie cytowane wypowiedzi pochodzą z posiedzenia Podkomisji stałej ds. onkologii (ZDR04S), które odbyło się 24 lipca 2025 r. w Sejmie RP.
Agencja Badań Medycznych ogłosiła wyniki konkursu ABM/2024/2 na niekomercyjne badania kliniczne i eksperymenty badawcze w onkologii. Spośród 84 złożonych wniosków, dofinansowanie w łącznej kwocie niemal 550 mln zł otrzymało 18 najbardziej innowacyjnych projektów. Zwycięskie badania dotyczą m.in. leczenia rzadkich i agresywnych nowotworów piersi, nowotworów dziecięcych, raka tarczycy oraz porównania chirurgii robotycznej i radioterapii u chorych na raka nerki. Inicjatywa ABM ma na celu rozwój innowacyjnych terapii i diagnostyki, a także wzmacnianie pozycji polskiej nauki w międzynarodowym środowisku medycznym

Zastępca Prezesa ds. finansowania badań Pan Ireneusz Staroń zatwierdził listę rankingową, zawierającą wyniki Konkursu na niekomercyjne badania kliniczne i eksperymenty badawcze w obszarze onkologii (ABM/2024/2). Na podstawie listy rankingowej sporządzonej w wyniku przeprowadzenia procedury konkursowej rekomendację do dofinansowania w Konkursie otrzymało 18 projektów, dla których łączna kwota dofinansowania wynosi 547 579 473,75 zł.

W obliczu rosnącej zachorowalności na choroby nowotworowe i wyzwań związanych z finansowaniem leczenia, Agencja Badań Medycznych postawiła na wsparcie innowacyjnych, niekomercyjnych badań klinicznych w obszarze onkologii. Konkurs, którego nabór trwał od czerwca do listopada 2024 r., spotkał się z dużym zainteresowaniem środowiska naukowego – wpłynęły 84 wnioski o łącznej wartości przekraczającej 2,1 miliarda złotych. Do oceny merytorycznej zakwalifikowano 69 z nich.

Spośród nich do dofinansowania zakwalifikowano 18 projektów, które otrzymają łącznie 547 579 473,75 zł. Zwycięskie propozycje obejmują m.in. rozwój radiofarmaceutyków, diagnostykę molekularną, biopsję płynną, porównanie technik leczenia raka oraz badania nad nowotworami dziecięcymi i rzadkimi chorobami onkologicznymi.

Pomimo postępu jaki dokonał się w obszarze onkologii w ostatnich latach, zachorowalność na choroby nowotworowe rośnie z roku na rok, stanowiąc jedną z głównych przyczyn zgonów na świecie.

Zgodnie z raportem Narodowego Instytutu Onkologii ogólna umieralność spowodowana chorobami nowotworowych w Polsce jest o 15% wyższa od średniej Unii Europejskiej i zmniejsza się wolniej niż średnia unijna. Powyższe analizy wskazują na potencjalne problemy w diagnozowaniu i w dostępie do skutecznego leczenia.

– Naszą ideą jest wspieranie najlepszych i najbardziej  innowacyjnych projektów, które zapewnią pacjentom dostęp do terapii, często w inny sposób nieosiągalnych. Wspieramy badania, które mają szanse na opublikowanie wyników we wiodących, opiniotwórczych czasopismach międzynarodowych i które wpłyną na to, że polska medycyna będzie widoczna na świecie. Polscy naukowcy pokazują, że ich pomysły są konkurencyjne na skalę światową. W ramach konkursu na niekomercyjne badania w onkologii obserwujemy dużą reprezentację projektów z zakresu diagnostyki obrazowej skupionych na wczesnym wykrywaniu nowotworów, na monitorowaniu terapii za pomocą AI i medycyny nuklearnej – podkreślał prof. Wojciech Fendler – Prezes Agencji Badań Medycznych podsumowując wyniki konkursu podczas konferencji.

– W Europie Zachodniej ok. 40% badań klinicznych to badania niekomercyjne. Jeszcze kilka lat temu, przed 2019 r. niekomercyjne badania w Polsce stanowiły poniżej 2%. W tej chwili zbliżamy się do ok. 10%. Przed nami jeszcze długa droga, ale ta zmiana pokazuje, jak duży mamy potencjał intelektualny polskich badaczy. To nie tylko publikacje. To przede wszystkim nowe rozwiązania, które mogą zostać wdrożone do opieki zdrowotnej – podsumowuje prof. Piotr Rutkowski, Klinika Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie, Przewodniczący Rady Agencji Badań Medycznych.

Nowe możliwości leczenia jednego z najbardziej agresywnych nowotworów piersi

Co roku w Polsce diagnozowanych jest 20 tys. nowych przypadków raka piersi. To choroba niejednorodna, w której wyróżniamy różne podtypy. Jednym z nich jest potrójnie ujemny rak piersi, który dotyczy ok. 10-15% wszystkich pacjentek. 

Potrójnie ujemny rak piersi to agresywny nowotwór, z wysokimi zdolnościami do rozmnażania się komórek nowotworowymi, co w połączeniu z ograniczonymi możliwościami leczenia prowadzi do najgorszego rokowania wśród podtypów raka piersi.

– Potrójnie ujemny rak piersi to szczególny rodzaj nowotworu, bo charakteryzuje się wyraźnie większa agresywnością. Ograniczenie możliwości terapeutycznych z powodu braku ukierunkowanego leczenia hormonalnego czy antyHER2, które są dostępne w przypadku raków piersi posiadających te receptory niestety skutkuje najgorszym rokowaniem spośród wszystkich podtypów raka piersi, a ryzyko nawrotu tej choroby jest trzy krotnie wyższe w stosunku do innych raków piersi –
podsumowywał prof. Zbigniew Adamczewski, Zakład Medycyny Nuklearnej, Uniwersytet Medyczny w Łodzi.

Konsorcjum, w którym liderem jest Narodowe Centrum Badań Jądrowych wraz z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi w ramach dofinansowania Agencji Badań Medycznych przeprowadzi badanie korelacji pomiędzy wyjściowym poziomem gromadzenia radiofarmaceutyku 99mTc-PSMA-T4 w guzie piersi a skutecznością chemioterapii przedoperacyjnej w potrójnie ujemnym raku piersi. Zastosowanie 99mTc-PSMA-T4 w diagnostyce pacjentów z potrójnie ujemnym rakiem piersi może stanowić wartość prognostyczną i rokowniczą dla schematu leczenia i może pomóc w podejmowaniu trafnych decyzji klinicznych, dostosowanych do indywidualnych potrzeb pacjentek.

Szansa na postęp w leczeniu rzadkich nowotworów dziecięcych

Mięsaki tkanek miękkich u dzieci, w tym mięsaki prążkowanokomórkowe, to rzadkie i bardzo złożone nowotwory, których rozpoznanie i leczenie stanowi ogromne wyzwanie. Mimo wysiłku europejskich grup terapeutycznych i znaczącego postępu w terapii innych pediatrycznych chorób onkologicznych, w ciągu ostatnich 20 lat nie udało się poprawić wyników leczenia mięsaków, w grupie wysokiego ryzyka i chorobie rozsianej.  Brakuje ujednoliconych metod diagnostycznych pozwalających szybko, i precyzyjnie zidentyfikować ryzyko i dobrać skuteczną terapię. Projekt LiBRha (z ang. Liquid biopsy for Rhabdomyosarcoma), który znalazł się na pierwszym miejscu listy rankingowej Agencji Badań Medycznych, to ogromny krok naprzód dla onkologii dziecięcej. To pierwsze tego typu badanie w Europie i na Świecie skierowane do populacji pediatrycznej.

Przez najbliższe lata konsorcjum lekarzy i ekspertów, będzie przeprowadzać nowoczesne badania molekularne komórek nowotworowych i monitorować chorobę za pomocą płynnej biopsji – innowacyjnej metody, która pozwala wykrywać obecność komórek nowotworowych  lub fragmentów DNA w krwi pacjenta, w trakcie leczenia bez konieczności wykonywania tradycyjnych, inwazyjnych biopsji.

Jak podkreśla prof. dr hab. n. med. Bernarda Kazanowska, Zastępca Kierownika Kliniki Pediatrii, Hematologii, Onkologii i Transplantacji Szpiku Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu: – LiBRha pozwala nam po raz pierwszy na tak szerokie wykorzystanie nowoczesnej diagnostyki molekularnej (sekwencjonowanie całego genomu, profilowanie metylacji DNA) i biopsji płynnej w leczeniu wszystkich dzieci w Polsce z mięsakami tkanek miękkich. Dzięki temu możemy nie tylko precyzyjniej diagnozować, ale też szybciej i skuteczniej reagować na zmiany w przebiegu choroby. To milowy krok w stronę bardziej spersonalizowanego, skutecznego i bezpiecznego leczenia najmłodszych pacjentów onkologicznych.

W ramach projektu powstanie także ogólnopolski Biobank dla pediatrycznych nowotworów tkanek miękkich, jako zasób materiałowy do przyszłych badań i innowacji, a także centralny ośrodek referencyjny diagnostyki patologicznej tych nowotworów z oceną predyspozycji do nowotworzenia. Wierzymy, że wyznaczy to nowe kierunki dla europejskich i globalnych strategii leczenia nowotworów wieku dziecięcego.

Spersonalizowane leczenie raka tarczycy

Rak rdzeniasty tarczycy  to rzadki nowotwór, który stanowi zaledwie 5% wszystkich przypadków raka tarczycy, ale odpowiada aż za 13,4% zgonów związanych z tą chorobą. W zaawansowanym stadium leczenie chirurgiczne często nie jest możliwe. Dostępne terapie –zazwyczaj jedynie tymczasowo stabilizują chorobę, nie wpływając znacząco na długość przeżycia. Nowsze, skuteczniejsze leki, działają tylko u pacjentów z określonymi mutacjami w genie RET, co oznacza, że większość chorych z zawansowanym rakiem rdzeniastym tarczycy nadal pozostaje bez skutecznej terapii.

– Rdzeniasty rak tarczycy to w pewnym sensie nowotwór sierocy. W przeciągu ostatnich 20-30 lat nie udawało się rozpoznawać pacjentów we wcześniejszej fazie choroby, a skuteczność leczenia tej choroby nie uległa poprawie. Zastosowanie proponowanego przez nas radiofarmaceutyka w diagnostyce i terapii, ma na celu zwiększenie skuteczności leczenia zaawansowanego rdzeniastego raka tarczycy – podkreślała prof. Alicja Hubalewska-Dydejczyk, Katedra i Klinika Endokrynologii, Uniwersytet Jagielloński – Collegium Medicum.

W ramach badania, w którym liderem jest Uniwersytet Jagielloński – Collegium Medicum zostanie podjęta próba opracowania i wdrożenia nowatorskiej formy leczenia opartej na terapii celowanej molekularnie. Kluczowy dla jej opracowania jest fakt, że ponad 90% komórek raka rdzeniastego tarczycy wykazuje nadekspresję receptora dla gastryny (CCK2R). Otwiera to drogę do zastosowania radiofarmaceutków, które wiążąc się w sposób celowany do receptora na powierzchni komórek nowotworowych, dzięki dostarczonemu promieniowaniu jonizującemu, selektywnie je niszczą.

Projekt realizowany będzie w konsorcjum  z Narodowym Centrum Badań Jądrowych, Narodowym Instytutem Onkologii im. Marii Skłodowskiej‐Curie – Państwowy Instytut Badawczy, Oddział w Gliwicach oraz Świętokrzyskim Centrum Onkologii w Kielcach.

Oczekiwanym wynikiem badania będzie opracowanie i pierwsze zastosowanie kliniczne terapii celowanej molekularnie dedykowanej pacjentom z zaawansowanym, nieoperacyjnym rakiem rdzeniastym tarczycy.

Porównanie chirurgii robotycznej i nowoczesnej radioterapii u chorych na raka nerki

Rak nerki to coraz większe wyzwanie w onkologii, a liczba zachorowań na ten nowotwór systematycznie rośnie. Standardem leczenia we wczesnym stadium choroby jest częściowe usunięcie nerki – zabieg chirurgiczny, który pozwala zachować funkcję narządu. Obecnie coraz częściej stosuje się technikę wspomaganą robotycznie, która zwiększa precyzję operacji i zmniejsza ryzyko powikłań.

Alternatywą dla leczenia operacyjnego może być nowoczesna, nieinwazyjna radioterapia stereotaktyczna, która precyzyjnie niszczy guz za pomocą wysokich dawek promieniowania, oszczędzając przy tym zdrowe tkanki. Choć metoda ta została już uznana za bezpieczną i skuteczną u pacjentów niekwalifikujących się do operacji, nie wiadomo jeszcze, czy może być równie dobrym rozwiązaniem u chorych operacyjnych.

Celem badania RAPSTAR realizowanego przez Gdański Uniwersytet Medyczny jest porównanie skuteczności operacji robotycznej i radioterapii u pacjentów z wczesnym rakiem nerki, którzy kwalifikują się do leczenia chirurgicznego. Główne pytanie brzmi: która z metod lepiej chroni funkcję nerek, zapewniając jednocześnie skuteczne leczenie nowotworu i dobrą jakość życia.

– Częstość występowania nowotworu nerki rośnie dynamicznie zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Dane pokazują, że trend ten będzie się utrzymywał i wkrótce będziemy obserwować ośmiokrotny wzrost, w porównaniu do lat 80., jeśli chodzi o częstość występowania tego nowotworu. Dzięki ABM możliwa jest realizacja projektu, który ma na celu porównanie chirurgii robotowej z radioterapią  stereotaktyczną (zaawansowana technika radioterapii, która polega na precyzyjnym dostarczaniu wysokich dawek promieniowania do guza lub zmiany patologicznej, minimalizując jednocześnie narażenie otaczających zdrowych tkanek) u chorych z operacyjnym nowotworem. Dotychczas prowadzono badanie wykorzystania radioterapii stereotaktycznej wyłącznie u chorych nieoperacyjnych, a wyniki te możemy określić jako znakomite. To, co jest najważniejsze – obecnie nigdzie na świecie nie toczy się badanie, które porównywałoby te dwie metody ze sobą u chorych z operacyjnym nowotworem – podsumowywał dr Bartłomiej Tomasik, Katedra i Klinika Onkologii i Radioterapii, Gdański Uniwersytet Medyczny.

RAPSTAR ma na celu dostarczenie najwyższej jakości dowodów, które pomogą lekarzom i pacjentom podejmować świadome decyzje terapeutyczne oraz dobrać leczenie najlepiej dopasowane do potrzeb chorego.

Pacjenci kluczowym partnerem w realizacji badań

Podczas wydarzenia podkreślano także istotną rolę organizacji pacjenckich w procesie planowania i realizacji badań klinicznych.

– W badaniach klinicznych ważni są badacze, których projekty wspieramy, ale to udział pacjentów jest kluczowy dla powodzenia tych projektów, dla rekrutacji oraz upowszechniania wiedzy o nich. W ramach 6 wybranych w ramach konkursu projektów rolę konsorcjanta pełnią organizacje pacjenckie. To zaangażowanie jest  dla nas szczególnie istotne – podkreślał prof. Wojciech Fendler – Prezes Agencji Badań Medycznych podczas konferencji.

– Organizacje pacjenckie mogą pełnić bardzo różne role w badaniach naukowych – nie tylko te klasyczną, kluczową rolę reprezentowania pacjenta, ale także mogę wykorzystywać swoje kompetencje organizacyjne, techniczne, czy analityczne. Dzięki temu, że organizacje pacjenckie współpracują od samego początku z organizacjami naukowymi i badawczymi, perspektywa pacjenta jest od początku brana pod uwagę na każdym etapie badania. To dla nas bardzo ważne – komentowała Anna Król, Dyrektor Departamentu Data Science, Fundacja Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową.

Konkurs ABM/2024/2 to największe w historii wsparcie dla niekomercyjnych badań onkologicznych w Polsce. Zwycięskie projekty otwierają nowe możliwości w leczeniu nowotworów piersi, tarczycy, mięsaków dziecięcych i raka nerki. Szczególny nacisk położono na personalizację terapii, rozwój medycyny nuklearnej i diagnostyki molekularnej, w tym z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Innowacyjne podejście, obecność organizacji pacjenckich jako partnerów oraz planowane utworzenie centralnych biobanków i baz danych pokazują, że Polska dołącza do grona państw stawiających na nowoczesną onkologię opartą na dowodach.

Źródło: ABM
Foto: ABM

Chirurgia robotyczna przestaje być wizją przyszłości, a staje się codziennością w coraz większej liczbie ośrodków onkologicznych w Polsce. Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu to dziś jeden z liderów tej zmiany – z ponad stu operacjami raka jelita grubego wykonanymi w asyście systemu da Vinci w ciągu kilkunastu miesięcy. To nie tylko imponujący wynik organizacyjny, ale przede wszystkim przełom w komforcie, bezpieczeństwie i skuteczności leczenia pacjentów onkologicznych.
Rozwój technologii operacyjnej idzie tu w parze z systemowym podejściem do diagnostyki – na efekty nie trzeba było długo czekać. Specjaliści z USK zauważają wzrost liczby pacjentów kwalifikowanych do zabiegów na wczesnym etapie choroby – co przekłada się bezpośrednio na rokowania i długość życia chorych.

Ponad sto operacji raka jelita w asyście da Vinci

Od lipca 2023 roku w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu działa system chirurgii robotycznej da Vinci. Początkowo wykorzystywany w operacjach uroonkologicznych – głównie u pacjentów z rakiem prostaty – dziś znajduje szerokie zastosowanie w chirurgii ogólnej i onkologicznej.

Zaledwie pół roku po uruchomieniu systemu, chirurdzy z USK wykonali pierwszą robotyczną resekcję fragmentu jelita zajętego przez nowotwór. Od tego momentu większość operacji raka jelita grubego realizowana jest właśnie w tej technologii – a licznik przekroczył już 100 zabiegów.

„Podążamy za ogólnoświatowym trendem. Chirurgia minimalnie inwazyjna to dziś standard – bezpieczniejszy dla pacjenta i pozwalający na szybszą rekonwalescencję” – mówi prof. Wojciech Kielan, kierownik Uniwersyteckiego Centrum Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej.

Kadra, kwalifikacje i finansowanie

W USK pracuje obecnie dwóch certyfikowanych operatorów chirurgii robotycznej – dr hab. Julia Rudno-Rudzińska oraz dr Krzysztof Kotulski. Trzecia osoba jest w trakcie certyfikacji. To właśnie liczba wykonanych zabiegów przez przeszkolonych specjalistów umożliwiła szpitalowi uzyskanie finansowania z NFZ – zgodnie z przepisami, konieczne jest wykonanie co najmniej 50 operacji przez jednego operatora.

Najmłodszy pacjent operowany metodą robotyczną miał 21 lat, a najstarsza pacjentka – 94 lata.

„Do zabiegów kwalifikujemy niemal wszystkich pacjentów. Jedynymi przeciwwskazaniami są bardzo zaawansowane zrosty po licznych operacjach” – zaznacza dr Rudno-Rudzińska.

Kolonoskopia = szansa na mniej inwazyjne leczenie

Coraz więcej pacjentów kierowanych na operacje trafia do szpitala dzięki aktywnemu programowi badań przesiewowych w USK.

„Kwalifikujemy do zabiegów więcej chorych z mało zaawansowanym nowotworem jelita grubego. To bardzo dobra tendencja” – dodaje dr Rudno-Rudzińska.

Pacjenci trafiają na kolonoskopię bez objawów – wykrycie zmian w badaniu przesiewowym i szybka ścieżka diagnostyczna umożliwiają sprawne podjęcie leczenia, jeszcze zanim choroba rozwinie się na tyle, by wykluczyć metody małoinwazyjne.

Rozszerzanie zakresu operacji robotycznych

Lekarze z USK nie zamierzają zwalniać tempa – w kwietniu 2024 r. wykonali pierwszą w regionie resekcję trzustki przy użyciu systemu da Vinci. Co więcej, szpital planuje kolejne operacje – niezależnie od tego, czy będą one objęte refundacją przez NFZ.

„Planujemy rozszerzyć zakres procedur o operacje żołądka. Jeśli technologia pozwala poprawić jakość leczenia – chcemy z niej korzystać” – deklaruje dr Rudno-Rudzińska.

Wejście chirurgii robotycznej do codziennej praktyki szpitalnej w Polsce nie jest już tylko demonstracją technologii – to realna zmiana jakości opieki onkologicznej. Wrocławski Uniwersytecki Szpital Kliniczny udowadnia, że dzięki odważnym decyzjom organizacyjnym, inwestycji w kadry i profilaktykę, można osiągnąć więcej niż tylko liczbę zabiegów. Można dać pacjentom większą szansę na życie bez powikłań i z szybszym powrotem do zdrowia.

Źródło: PAP

Uniwersyteckie Centrum Chirurgii Robotycznej otwarto uroczyście we Wrocławiu w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym. Od lipca w asyście robota da Vinci przeprowadzono tam 52 zabiegi prostatektomii. W ośrodku będzie też się odbywać szkolenie specjalistów.

Rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu prof. Piotr Ponikowski podczas oficjalnego otwarcia centrum w środę podkreślił, że operacje z udziałem robota to obecnie absolutny standard w opiece medycznej.

– Poza leczeniem pacjentów będziemy rozwijać edukację i naukę, co również jest standardem dla naszego uniwersytetu medycznego i szpitala klinicznego. Chcemy kształcić specjalistów – powiedział rektor.

Wiceminister edukacji i nauki Wojciech Murdzek podkreślił, że jesteśmy świadkami momentu istotnego w rozwoju uczelni i szpitala.

– Dziś nowoczesne technologie, a roboty do takich technologii należą, wspierają wiedzę i zdolności człowieka, bo to jest punkt kluczowy. I piękne połączenie polega na tym, że również studenci, młodzi naukowcy mogą na tym najnowocześniejszym sprzęcie robić doświadczenia, wzbogacać swoją wiedzę, ten warsztat praktyczny udoskonalać. To jest szczególna ścieżka – powiedział Murdzek.

Podkreślił, że to wzorowy przykład synergii, dlatego należy sobie życzyć, by polscy studenci uczyli się tam, gdzie technologia jest na najwyższym światowym poziomie, bo przekłada się później na jakość i szybkość zabiegów oraz operacji.

– Gratuluję. Życzę państwu, aby wasze plany i marzenia były zawsze na najwyższym poziomie. Wiem też, że tutaj na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu i w szpitalu klinicznym poprzeczka postawiana jest tu wysoko przez pana profesora Ponikowskiego – powiedział Murdzek.

We wrocławskim Uniwersyteckim Centrum Chirurgii Robotycznej od lipca tego roku w asyście robota da Vinci przeprowadzono 52 zabiegi prostatektomii. Już teraz lekarze szkolą się w tej technice operacyjnej, nabierając doświadczenia.

– Od początku założenie było takie, by działalność centrum nie ograniczała się tylko do obszaru klinicznego, ale by stał się on interdyscyplinarnym ośrodkiem naukowo-dydaktycznym, unikatowym w skali kraju – powiedział dr hab. Bartosz Małkiewicz. Dodał, że zaczęto to od operacji radykalnego usunięcia prostaty (prostatektomia), bo do niedawna była to jedyna procedura robotyczna w Polsce refundowana przez NFZ.

– Równolegle prowadziliśmy szkolenia urologów operatorów i lekarzy asystujących, anestezjologów oraz pielęgniarek. Teraz dołączą do nich operatorzy innych specjalizacji m.in. chirurdzy onkologiczni i ginekolodzy. To konieczność, by dostosować zasoby wykwalifikowanej kadry medycznej do rosnącej liczby refundowanych procedur robotycznych – powiedział Małkiewicz.

W Polsce od kwietnia 2022 roku refundacji przez NFZ podlegają zabiegi prostatektomii u pacjentów z rakiem stercza. W sierpniu br. w koszyku świadczeń gwarantowanych znalazły się dwa kolejne zabiegi robotowe: w leczeniu raka endometrium oraz raka jelita grubego.

– Obecnie roboty chirurgiczne pracują w ok. 40 szpitalach w Polsce, ale to się szybko zmienia, bo systemy te są montowane w kolejnych ośrodkach z miesiąca na miesiąc, z tygodnia na tydzień – powiedział prof. Tomasz Szydełko, kierownik Uniwersyteckiego Centrum Urologii UMW i krajowy konsultant w dziedzinie urologii. Jego zdaniem, tak dynamiczny rozwój krajowej robotyki stawia przed lekarzami pewne wyzwania.

– Tzw. robot chirurgiczny tak naprawdę nie jest robotem, a jedynie narzędziem chirurgicznym. Brakuje mu przecież autonomicznej inteligencji i możliwości samodzielnego operowania. Nie ma operacji robotycznej bez dobrze wykształconego chirurga – powiedział Szydełko.

Według niego, wszystkie specjalności zabiegowe powinny mieć w programie kształcenia robotykę. Dokonało się to już w urologii, w której w programie specjalizacyjnym, obowiązującym od tego roku, zostały wprowadzone obowiązkowe staże w ośrodkach zajmujących się chirurgią robotową.

– W moim przekonaniu idealnie się do tego nadają ośrodki uniwersyteckie, które mają jednocześnie doświadczenie w dydaktyce i chirurgii robotowej. Dzięki temu potrafią tak zaplanować kształcenie, by chirurg już po kilku kursach mógł samodzielnie przeprowadzać zabiegi. Tego rodzaju szkolenie powinni przechodzić nie tylko lekarze operatorzy, ale także asystenci, anestezjolodzy i pielęgniarki – ocenił konsultant krajowy w dziedzinie urologii.

Prowadzenie specjalistycznych szkoleń według najwyższych standardów w UCCR zapewnia doświadczona kadra medyczna i dydaktyczna, dysponująca sprzętem z górnej półki. Poza samym robotem da Vinci Xi, sala robotyczna UCCR wyposażona jest w nowoczesny system multimedialny, który umożliwia transmisję na żywo z prowadzonych operacji i dwukierunkowy kontakt pomiędzy zespołem operacyjnym a słuchaczami.

źródło: (PAP)
Fot. USK we Wrocławiu

W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym we Wrocławiu ruszyło centrum chirurgii robotycznej. W czwartek wykonano w nim dwie pierwsze operacje urologiczne z użyciem robota da Vinci. Centrum ma służyć pacjentom, ale będzie też wykorzystywane do kształcenia i edukacji studentów.
Służby prasowe Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu poinformowały w komunikacie, że w czwartek odbyły się dwie pierwsze operacje urologiczne z wykorzystaniem robota da Vinci i w ten sposób zainaugurowano funkcjonowanie Uniwersyteckiego Centrum Chirurgii Robotycznej w tym szpitalu.

„Dla wrocławian i mieszkańców naszego regionu to ważny moment, bo to właśnie z myślą o nich utworzyliśmy Uniwersyteckie Centrum Chirurgii Robotycznej i właśnie dziś rozpoczynamy operacje. Bardzo się cieszę, że możemy w naszym szpitalu wdrożyć najnowszą technikę operacji w postaci prostatektomii radykalnej w asyście systemu robotycznego da Vinci” – powiedział cytowany w komunikacie dr hab. Bartosz Małkiewicz, kierownik Uniwersyteckiego Centrum Chirurgii Robotycznej i Kliniki Urologii Małoinwazyjnej i Robotycznej USK we Wrocławiu.

Pierwszy zabieg operacyjny przeprowadzał kierownik Uniwersyteckiego Centrum Urologii prof. dr hab. Tomasz Szydełko, który ocenił, że dzięki robotowi da Vinci w tej placówce będzie można przeprowadzić kilkaset operacji rocznie.

USK dysponuje najbardziej zaawansowanym systemem robotycznym da Vinci Xi firmy Intuitive. Platforma robotyczna 4 generacji da Vinci Xi z czterema ramionami roboczymi ma funkcję zsynchronizowanego ruchu stołu operacyjnego. Nowoczesny tor wizyjny 3D z systemem Iris pozwala na percepcję głębi, lepsze widzenie płaszczyzny tkanek i na dokładniejsze identyfikowanie struktur anatomicznych. Główną zaletą operacji z zastosowaniem robota jest wysoka precyzja, jakiej nie można uzyskać przy żadnej innej technice. Operator widzi pole operacyjne w trzech wymiarach, dodatkowo w 16-krotnym powiększeniu. System eliminuje ludzkie niedoskonałości: drżenie rąk, ograniczony zakres ruchu nadgarstka. Dzięki temu każde cięcie może być niezwykle dokładne.

„Mniejsza inwazyjność zabiegu skraca czas rekonwalescencji, więc pacjent szybciej wraca do domu. Wyniki badań z ostatnich kilku dekad dowodzą, że operacje zrobotyzowane mają wyraźną przewagę nad innymi pod względem korzyści zdrowotnych dla pacjenta i łatwości pracy operatora w wielu przypadkach. Są to m.in.: radykalna prostatektomia, resekcje w raku odbytnicy, częściowa nefrektomia, operacje guzów śródpiersia czy raka endometrium” – czytamy w komunikacie.

Podczas czwartkowych zabiegów obecny był prof. dr. hab. Marcin Szajewski z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, jednego z pierwszych ośrodków w Polsce, gdzie zaczęto operować za pomocą robota da Vinci.

„Sercem systemu jest chirurg siedzący w konsoli. Da Vinci to zaawansowany, bardzo precyzyjny manipulator, który pozwala nam na uzyskanie znacznie lepszych wyników głównie w sferze funkcjonalnej. Pacjent po operacji prostaty ma większe szanse na zachowanie np. potencji czy zdolności do erekcji. Po zabiegu wychodzi bez szwanku z korzyścią onkologiczną” – powiedział prof. Szajewski.

„Bardzo się cieszę, że zabiegi z użyciem robota da Vinci w końcu stały się możliwe w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym. Operacje za pomocą robota da Vinci będą stałym elementem tego, co dzieje się w USK. Nie wyobrażam sobie, aby nasz szpital uniwersytecki nie miał możliwości operacji robotem” – powiedział rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu prof. Piotr Ponikowski.

Oprócz procedur zabiegowych UCCR będzie pełnić również funkcję naukowo-dydaktyczną. W centrum będą odbywać się szkolenia teoretyczne i praktyczne na różnych poziomach kształcenia kadr medycznych, także o zasięgu międzynarodowym z udziałem ekspertów w chirurgii robotycznej. Sala robotyczna jest wyposażona w system multimedialny, który umożliwia transmisję na żywo z prowadzonych operacji i dwukierunkowy kontakt zespołu operacyjnego z kursantami.

„Dzięki temu, że w naszym szpitalu rozpoczynamy zabiegi z wykorzystaniem robota da Vinci, będziemy mogli również wykorzystywać go do działalności edukacyjnej naszych studentów oraz prowadzić innowacyjne kierunki badań i prac rozwojowych z wykorzystaniem techniki robotycznej” – powiedział dyrektor USK Marcin Drozd.

„Zapraszamy pacjentów zakwalifikowanych do leczenia chirurgicznego do zgłaszania się do nas. Od dziś wykonujemy zabiegi urologiczne i pacjenci mają możliwość skorzystania z najnowocześniejszej formy leczenia. Kontakt dla pacjentów: e-mail: centrum.robotyki@usk.wroc.pltel. Tel. +48-516-844-347” – napisano w komunikacie szpitala.(PAP)

Autor: Roman Skiba

źródło: Nauka w Polsce, USK Wrocław