Medicalpress

Od potwierdzenia rozpoznania i badań molekularnych, przez wybór odpowiedniego leczenia, aż po rehabilitację i opiekę po zakończeniu terapii. Ministerstwo Zdrowia opublikowało 13 rekomendacji dotyczących postępowania u pacjentów z rakiem okrężnicy. Dokument podkreśla znaczenie indywidualizacji leczenia, właściwej oceny zaawansowania nowotworu oraz współpracy specjalistów na kolejnych etapach opieki.

Skuteczne leczenie raka okrężnicy zaczyna się znacznie wcześniej niż na sali operacyjnej czy podczas podawania pierwszego cyklu chemioterapii. Kluczowe znaczenie ma prawidłowe rozpoznanie choroby, określenie jej zaawansowania oraz zebranie informacji, które pozwolą wybrać optymalną strategię terapeutyczną. Właśnie te elementy znalazły się wśród 13 rekomendacji opublikowanych przez Ministerstwo Zdrowia w Dzienniku Urzędowym resortu.

Zalecenia obejmują nie tylko diagnostykę i leczenie przeciwnowotworowe, ale również obserwację po zakończeniu terapii oraz wsparcie pacjentów w powrocie do codziennego funkcjonowania. Istotne miejsce zajmują w nich badania molekularne, których wyniki mogą przesądzać o możliwości zastosowania określonych metod leczenia. Dokument zwraca też uwagę na znaczenie odpowiednio zaplanowanej opieki pooperacyjnej i współpracy onkologa z lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej.

Pierwszym warunkiem właściwego postępowania jest potwierdzenie rozpoznania patomorfologicznego u pacjentów z podejrzeniem raka okrężnicy, którzy mogą zostać zakwalifikowani do leczenia onkologicznego. Ocena materiału tkankowego powinna odbywać się zgodnie z obowiązującymi standardami organizacyjnymi w dziedzinie patomorfologii. Nie jest to wyłącznie formalny etap diagnostyki. Wynik badania dostarcza informacji niezbędnych do określenia charakteru nowotworu i dalszego planowania leczenia.

Autorzy zaleceń podkreślają również znaczenie wywiadu rodzinnego. W przypadku podejrzenia dziedzicznego zespołu predyspozycji do nowotworów pacjent powinien zostać skierowany do poradni genetycznej. Takie postępowanie może mieć znaczenie nie tylko dla samego chorego, ale także dla jego bliskich, u których konieczna może okazać się ocena ryzyka zachorowania.

Kolejnym etapem jest ustalenie stopnia zaawansowania choroby według klasyfikacji TNM, uwzględniającej rozległość guza pierwotnego, zajęcie regionalnych węzłów chłonnych oraz obecność przerzutów odległych. W diagnostyce zaleca się także oznaczenie stężenia antygenu rakowo-płodowego CEA oraz wykonanie tomografii komputerowej klatki piersiowej, jamy brzusznej i miednicy mniejszej.

Coraz większą rolę w podejmowaniu decyzji terapeutycznych odgrywa charakterystyka molekularna nowotworu. Rekomendacje wskazują na potrzebę oceny niestabilności mikrosatelitarnej oraz sprawności mechanizmów naprawy niesparowanych zasad DNA, określanych jako MSI/MMR, w sytuacjach, w których wyniki tych badań mogą wpłynąć na wybór leczenia.

Szczególnego znaczenia diagnostyka molekularna nabiera w przypadku nieoperacyjnego raka okrężnicy z przerzutami. Przed rozpoczęciem leczenia systemowego zaleca się wówczas określenie statusu MSI/MMR oraz obecności mutacji w genach KRAS, NRAS i BRAF. W zależności od sytuacji klinicznej zasadne może być również wykonanie dodatkowych badań molekularnych.

Oznacza to, że u pacjentów z zaawansowaną chorobą samo rozpoznanie raka okrężnicy i określenie lokalizacji przerzutów nie wystarcza już do pełnego zaplanowania terapii. Istotne staje się poznanie biologicznych cech nowotworu, ponieważ mogą one wpływać na skuteczność poszczególnych metod leczenia i kwalifikację do terapii celowanych lub immunoterapii.

Wybór postępowania zależy jednak przede wszystkim od stopnia zaawansowania choroby. W przypadku wczesnego raka okrężnicy, sklasyfikowanego jako pT1, po radykalnej resekcji endoskopowej R0, przy braku histologicznych czynników ryzyka przerzutów do węzłów chłonnych, rekomendowana jest obserwacja. Oznacza to, że odpowiednio wyselekcjonowani pacjenci nie muszą automatycznie przechodzić kolejnych etapów leczenia zabiegowego.

Inaczej wygląda sytuacja osób wymagających operacji z intencją radykalną. W ich przypadku raport pooperacyjny powinien zawierać ocenę zaawansowania według klasyfikacji pTNM, a badanie histopatologiczne obejmować co najmniej 12 usuniętych węzłów chłonnych. Jest to ważny element oceny rzeczywistego zaawansowania nowotworu i ryzyka nawrotu choroby.

U pacjentów z rakiem okrężnicy w III stopniu zaawansowania zalecana jest chemioterapia uzupełniająca, jeżeli nie występują przeciwwskazania do jej zastosowania. Jej zadaniem jest ograniczenie ryzyka nawrotu po leczeniu operacyjnym.

W przypadku choroby zaawansowanej lub przerzutowej możliwe strategie obejmują chemioterapię jedno- lub dwulekową, stosowaną samodzielnie bądź w połączeniu z leczeniem biologicznym, a także immunoterapię. Ostateczny wybór powinien uwzględniać zarówno stan kliniczny pacjenta, jak i wyniki badań molekularnych. Nie istnieje zatem jeden schemat odpowiedni dla wszystkich chorych z rozsianym rakiem okrężnicy.

W rekomendacjach uwzględniono również sytuacje, w których pacjent ma medyczne przeciwwskazania do określonego rodzaju leczenia przeciwnowotworowego. Wówczas zakres diagnostyki powinien zostać odpowiednio zmodyfikowany, a odstępstwo od standardowego postępowania uzasadnione. Takie podejście ma znaczenie szczególnie u osób z chorobami współistniejącymi lub ograniczoną możliwością tolerowania intensywnej terapii.

Istotną część dokumentu poświęcono temu, co dzieje się po zakończeniu aktywnego leczenia. Choć operacja lub zakończenie chemioterapii mogą stanowić przełomowy moment dla chorego, nie oznaczają końca opieki onkologicznej. Konieczne pozostaje monitorowanie stanu zdrowia, wykrywanie ewentualnych powikłań oraz obserwacja pod kątem nawrotu nowotworu.

Częstotliwość i zakres badań kontrolnych powinny zależeć od stopnia zaawansowania choroby oraz indywidualnego ryzyka wznowy. W planie obserwacji należy uwzględnić kolonoskopię, a w określonych sytuacjach klinicznych również badania tomografii komputerowej i oznaczanie stężenia CEA.

Ministerstwo Zdrowia wskazuje ponadto na potrzebę opracowania indywidualnego planu opieki po zakończeniu terapii, z określeniem zadań onkologa i lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. To szczególnie ważny element zaleceń z perspektywy organizacji systemu ochrony zdrowia. Pacjent, który zakończył leczenie specjalistyczne, nadal może wymagać regularnych badań, kontroli późnych działań niepożądanych i wsparcia w radzeniu sobie z następstwami choroby.

Opieka nie powinna ograniczać się przy tym wyłącznie do nadzoru onkologicznego. Rekomendacje uwzględniają potrzebę zapewnienia dostępu do rehabilitacji, pomocy psychologicznej i poradnictwa dietetycznego, a w uzasadnionych przypadkach także konsultacji psychiatrycznej.

Tak szerokie ujęcie opieki przypomina, że skuteczność leczenia nowotworu nie może być oceniana wyłącznie przez pryzmat przeprowadzonej operacji czy zastosowanych leków. Dla pacjenta znaczenie ma również możliwość odzyskania sprawności, poradzenia sobie z konsekwencjami terapii i powrotu do życia rodzinnego, społecznego oraz zawodowego.

Opublikowane rekomendacje porządkują zatem kolejne etapy postępowania w raku okrężnicy, od diagnostyki patomorfologicznej i molekularnej po długoterminową obserwację. Ich praktyczne znaczenie będzie zależeć od tego, czy pacjenci rzeczywiście uzyskają dostęp do wskazanych badań, odpowiednio dobranego leczenia i skoordynowanej opieki. Samo określenie standardów nie rozstrzyga bowiem, jak sprawnie będą one realizowane w poszczególnych placówkach.

Zalecenia opracowano na podstawie publikacji P. Potemskiego i współautorów NCCN Clinical Practice Guidelines in Oncology. Poland Edition: Colon Cancer, wersja 5.2024 z 8 kwietnia 2025 r.

Źródło: Dziennik Urzędowy Ministerstwa Zdrowia.

W wieku 97 lat zmarł prof. dr hab. n. med. Andrzej Kułakowski, wybitny chirurg onkolog, współtwórca nowoczesnej chirurgii onkologicznej w Polsce i wieloletni dyrektor Centrum Onkologii w Warszawie. Przez ponad 70 lat był związany z Instytutem im. Marii Skłodowskiej-Curie, przyczyniając się do rozwoju leczenia nowotworów, rehabilitacji onkologicznej oraz kształcenia kolejnych pokoleń lekarzy. Był także współtwórcą polskiego ruchu Amazonek i jednym z pionierów podejścia do leczenia onkologicznego uwzględniającego jakość życia pacjentów. O jego śmierci poinformował Narodowy Instytut Onkologii – PIB.

Placówka podkreśliła, że polska onkologia straciła jednego ze swoich najwybitniejszych przedstawicieli i człowieka niezwykłej wiedzy, mądrości, życzliwości i wielkiego serca, który przez ponad 70 lat współtworzył pozycję Instytutu i kształtował fundamenty jego działalności.

Prof. Kułakowski urodził się 10 sierpnia 1929 r. w Warszawie i przez całe życie był związany ze stolicą. W czasie okupacji kształcił się na tajnych kompletach, wstąpił do podziemnego Harcerstwa Polskiego, a następnie służył jako żołnierz Armii Krajowej. Po wojnie ukończył Liceum im. Stefana Batorego i studia na Akademii Medycznej w Warszawie.

Z Instytutem im. Marii Skłodowskiej-Curie związany był nieprzerwanie od 1953 r. – kierował kliniką, pełnił funkcję zastępcy dyrektora, a w latach 1991-1998 sprawował funkcję dyrektora. W 1993 r. otrzymał tytuł profesora nauk medycznych.

Dzięki działalności profesora placówka ta stała się jednym z najważniejszych ośrodków leczenia nowotworów w kraju. Kułakowski był założycielem Sekcji Chirurgii Onkologicznej Towarzystwa Chirurgów Polskich (późniejszego Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej), współtwórcą Polskiej Szkoły Onkologii, a także inicjatorem powstania krajowego systemu rehabilitacji onkologicznej. Współtworzył również polski ruch Amazonek oraz Towarzystwo Marii Skłodowskiej-Curie w Hołdzie.

„Współtworzył polską chirurgię rekonstrukcyjną, rozwijał nowoczesne metody leczenia nowotworów piersi, głowy i szyi oraz jamy brzusznej. Przez lata zabiegał o rozwój specjalizacji i kształcenie kolejnych pokoleń chirurgów onkologów. Był założycielem Sekcji Chirurgii Onkologicznej w ramach Towarzystwa Chirurgów Polskich, która dała początek Polskiemu Towarzystwu Chirurgii Onkologicznej. Współtworzył Polską Fundację Europejskiej Szkoły Onkologii oraz Polską Szkołę Onkologii, organizujące szkolenia dla lekarzy z kraju i zagranicy” – przypomniał Instytut.

Jak zaznaczono w oświadczeniu, profesor wprowadził ważną zmianę w sposobie myślenia o pacjencie onkologicznym – rozumiał, że skuteczne leczenie to nie tylko pokonanie choroby, ale także troska o jakość życia pacjenta.

„Wspólnie z dr Krystyną Miką tworzył podstawy nowoczesnej rehabilitacji onkologicznej w Polsce” – podkreślił NIO-PIB.

Prof. Kułakowski aktywnie działał też w strukturach międzynarodowych, m.in. Europejskim Towarzystwie Chirurgów Onkologów czy Międzynarodowej Unii Walki z Rakiem. Współtworzył Światową Federację Towarzystw Chirurgii Onkologicznej. Za wybitne zasługi dla polskiej onkologii, działalność społeczną oraz popularyzację polskiej nauki został odznaczony m.in. Krzyżem Komandorskim, Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą oraz Orderem Orła Białego. Honorowy Obywatel Warszawy od 26 czerwca 2025 r.

„Kiedy odbierał tytuł Honorowego Obywatela Warszawy, przypomniał jedną z najważniejszych zasad, którymi się kierował: »Warto być w życiu przyzwoitym«. Te proste słowa mówią o Nim więcej niż najdłuższa lista zasług i wyróżnień” – podał Narodowy Instytut Onkologii.

Źródło: NIO

Najważniejsze jest partnerstwo i współpraca z zespołem medycznym. Lekarze nie zrobią wszystkiego sami – ogromna odpowiedzialność leży po stronie chorego. Bądźmy świadomymi partnerami w procesie leczenia – powiedziała dr hab. n. med. Dorota Kiprian, Profesor NIO – PIB, Kierownik Zakładu Radioterapii I, Naczelny Radioterapeuta w Narodowym Instytucie Onkologii.  Wyjaśniła również, co jest bezwzględnie zakazane podczas leczenia onkologicznego.

Radioterapia to – obok chirurgii i farmakoterapii – jeden z trzech filarów współczesnej onkologii. Promieniowanie jonizujące pozwala na precyzyjne niszczenie komórek nowotworowych przy coraz wyższym stopniu ochrony zdrowych tkanek. Szacuje się, że ta metoda znajduje zastosowanie u ponad połowy pacjentów onkologicznych. Mimo że podczas naświetlań chroni się dziś zdrowe tkanki, wokół radioterapii krąży wiele niebezpiecznych mitów. W rozmowie z dr hab. n. med. Dorotą Kiprian, Profesor NIO – PIB wyjaśniamy, jak w rzeczywistości wygląda proces kwalifikacji do zabiegu, jak radzić sobie ze skutkami ubocznymi oraz jaką rolę w powodzeniu leczenia odgrywa świadoma postawa samego pacjenta.

Na forach internetowych i grupach wsparcia można spotkać się z opiniami, że radioterapia to zabieg nadużywany, a skutki uboczne mogą być groźne – co powiedziałaby Pani pacjentom?

Radioterapia ratuje życie. Żaden lekarz nie podejmie decyzji o napromienianiu, jeśli nie wymaga tego sytuacja kliniczna – nic nie robi się na wyrost. Radioterapia bywa stosowana z zamiarem radykalnym, czyli jako główna metoda wyleczenia nowotworu, albo jako leczenie uzupełniające po zabiegach chirurgicznych (np. po operacji raka piersi, prostatektomii czy nowotworach głowy i szyi).

W decyzjach terapeutycznych kierujemy się międzynarodowymi standardami, które są co roku aktualizowane przez polskich ekspertów i dostosowywane do naszej rzeczywistości. Radioterapia sprawdza się także w chorobie przerzutowej – zmniejsza nacisk nowotworu i działa przeciwbólowo. Co ważne, w onkologii decyzji nie podejmuje jeden lekarz. O leczeniu decyduje interdyscyplinarny zespół specjalistów podczas wspólnych konsultacji.

Skąd zatem biorą się takie przekonania?

To niebezpieczne mity. Często powielają je osoby, które rezygnują z medycyny konwencjonalnej na rzecz metod alternatywnych. Niestety, tacy pacjenci trafiają do nas później w tak zaawansowanym stadium choroby, że nie jesteśmy już w stanie im pomóc.

Jednym z częstszych obaw jest sam zabieg. Czy radioterapia boli i czy pacjent po niej „promieniuje”? Powinien odizolować się od otoczenia?

Sam zabieg jest całkowicie bezbolesny. Pacjent po radioterapii nie jest radioaktywny i nie stanowi żadnego zagrożenia dla otoczenia. Zresztą zależność jest odwrotna – to otoczenie może być groźne dla pacjenta ze względu na jego obniżoną odporność.

Dzięki rozwojowi technologii precyzyjnie napromieniamy guz, oszczędzając zdrowe tkanki. Oczywiście, jak każda skuteczna procedura medyczna, radioterapia niesie ze sobą ryzyko działań niepożądanych – odczynów wczesnych i późnych.

Jak radzić sobie ze skutkami ubocznymi?

Kluczowe jest leczenie wspomagające, prehabilitacja, fizjoterapia oraz żywienie kliniczne. Odpowiednio dobrane wsparcie skraca okres rekonwalescencji i pozwala pacjentom przechodzić przez terapię w znacznie wyższym komforcie.

Zalecenia są jednak bardzo indywidualne i zależą od obszaru napromieniania. Inne zasady i pielęgnacja obowiązują przy nowotworach głowy i szyi, inne przy klatce piersiowej, a jeszcze inne przy narządach miednicy mniejszej.

O czym sam pacjent musi pamiętać w trakcie leczenia?

Najważniejsze jest partnerstwo i współpraca z zespołem medycznym. Lekarze nie zrobią wszystkiego sami – ogromna odpowiedzialność leży po stronie chorego. Bądźmy świadomymi partnerami w procesie leczenia.

Bezwzględnie zakazane jest palenie papierosów i picie alkoholu – podrażniają one błony śluzowe i znacznie nasilają odczyny popromienne. Należy rygorystycznie przestrzegać zaleceń dotyczących pielęgnacji skóry, błon śluzowych i dedykowanej diety.

Warto też dbać o stały kontakt z lekarzem POZ, który powinien być włączony w opiekę nad pacjentem onkologicznym i monitorować ewentualne późne powikłania.

Światowy Dzień Onkologii, przypadający 4 października, to okazja, by zwrócić uwagę nie tylko na profilaktykę i wczesne wykrywanie choroby nowotworowej, ale także na rozwój metod jej leczenia. Postęp w onkologii obejmuje bowiem rozwiązania, które pozwalają lekarzom coraz precyzyjniej planować i przeprowadzać zabiegi operacyjne. – W przypadku raka piersi istotnym elementem jest ocena tzw. węzła wartowniczego – pierwszego węzła chłonnego, do którego spływa chłonka z obszaru objętego zmianą nowotworową. Do jego lokalizacji wykorzystywana jest zieleń indocyjaninowa (ICG) oraz specjalny system obrazowania fluorescencyjnego – podkreśla lek. Paweł Gruszecki, ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego w Szpitalu im. R. Weigla w Blachowni, Scanmed.

Węzeł wartowniczy to pierwszy węzeł chłonny, do którego spływa chłonka z obszaru objętego zmianą nowotworową. Jego odnalezienie i ocena mogą dostarczyć lekarzom informacji istotnych dla określenia stopnia zaawansowania choroby i zaplanowania dalszego leczenia.

Zieleń indocyjaninowa jest barwnikiem, który po podaniu w okolicy guza lub w określony przez lekarza obszar może być wykrywany za pomocą specjalnego systemu obrazowania fluorescencyjnego. Podczas zabiegu drogi limfatyczne i węzeł wartowniczy stają się widoczne na monitorze, co ułatwia chirurgowi ich zlokalizowanie.

– Zastosowanie zieleni indocyjaninowej pozwala nam precyzyjnie zlokalizować węzły, które jako pierwsze odbierają chłonkę z okolicy zmiany nowotworowej. Dzięki temu możemy ograniczyć zakres usuwania węzłów chłonnych do niezbędnego minimum u odpowiednio zakwalifikowanych pacjentek – mówi lek. Paweł Gruszecki.

Mniej rozległa ingerencja, mniejsze ryzyko powikłań

Ocena węzła wartowniczego może pozwolić uniknąć usuwania większej liczby węzłów, jeśli nie ma wskazań do rozszerzenia zabiegu. Ma to znaczenie m.in. w leczeniu raka piersi oraz wybranych nowotworów ginekologicznych, w tym raka endometrium i raka szyjki macicy. Ograniczenie zakresu operacji może zmniejszyć ryzyko zaburzeń odpływu chłonki i związanych z nimi obrzęków – w przypadku raka piersi dotyczących przede wszystkim kończyny górnej, a przy nowotworach ginekologicznych kończyn dolnych.

– Wykorzystanie ICG pozwala ograniczyć zakres ingerencji chirurgicznej, a tym samym może zmniejszyć ryzyko powikłań związanych z usuwaniem większej liczby węzłów chłonnych. To szczególnie istotne dla jakości życia pacjentek po leczeniu onkologicznym – podkreśla lek. Paweł Gruszecki.

Alternatywa dla znacznika radioaktywnego

ICG nie wykorzystuje promieniowania jonizującego. W porównaniu z metodami z użyciem radioaktywnego technetu oznacza to możliwość wykonania mapowania węzłów bez narażenia pacjenta i personelu na promieniowanie związane ze stosowaniem radioznacznika.

– Jest to rozwiązanie, które coraz częściej znajduje zastosowanie w chirurgii onkologicznej – stwierdza lek. Paweł Gruszecki.

Kompleksowe leczenie onkologiczne

W Szpitalu im. Rudolfa Weigla w Blachowni prowadzona jest diagnostyka i leczenie pacjentek z nowotworami ginekologicznymi w ramach tak zwanej procedury DiLO. Obejmuje m.in. diagnostykę obrazową i laboratoryjną oraz leczenie operacyjne. W zależności od rodzaju i zaawansowania choroby zabiegi wykonywane są metodami małoinwazyjnymi, m.in. laparoskopowo, a w bardziej zaawansowanych przypadkach również z wykorzystaniem klasycznego dostępu przez powłoki brzuszne.

Źródło: inf pras

Rak płuca pozostaje najczęstszą przyczyną zgonów nowotworowych w Polsce. Jednym z powodów jest jego późne rozpoznawanie, często dopiero wtedy, gdy możliwości radykalnego leczenia są już ograniczone. Od października ma się to zacząć zmieniać systemowo. We wszystkich 16 oddziałach wojewódzkich NFZ ruszyły konkursy na realizatorów programu wczesnego wykrywania raka płuca za pomocą niskodawkowej tomografii komputerowej. Badanie będzie bezpłatne, bez skierowania i finansowane bez limitu. To jednak dopiero pierwszy krok. Prawdziwym testem dla programu będzie to, czy uda się dotrzeć do palaczy i byłych palaczy spełniających kryteria ryzyka, zanim pojawią się u nich objawy choroby.

Wprowadzenie niskodawkowej tomografii komputerowej do systemu świadczeń gwarantowanych jest jedną z ważniejszych zmian ostatnich lat w profilaktyce onkologicznej w Polsce. Dotychczas badania prowadzono w ramach Ogólnopolskiego Programu Wczesnego Wykrywania Raka Płuca, początkowo w latach 2021–2023, a następnie w formule pilotażu przedłużonego na lata 2024–2025. Teraz rozwiązanie ma przestać mieć charakter czasowy i wejść na stałe do systemu finansowanego przez NFZ. Rozporządzenie Ministra Zdrowia w tej sprawie weszło w życie 23 lipca 2026 roku, a umowy z realizatorami mogą obejmować okres rozpoczynający się nie wcześniej niż 1 października.

NFZ rozpoczął już poszukiwanie placówek. Konkursy ogłoszono we wszystkich województwach. Fundusz chce wyłonić co najmniej 32 realizatorów, choć zakłada, że ostatecznie może być ich ponad 50. Jeżeli postępowania zakończą się zgodnie z planem, pierwsze zapisy mają ruszyć w drugiej połowie października.

Nie będzie to jednak program przeznaczony dla wszystkich dorosłych Polaków. W przeciwieństwie do badań przesiewowych w kierunku raka piersi czy raka szyjki macicy o kwalifikacji nie decyduje wyłącznie wiek. Podstawowym kryterium jest ryzyko związane przede wszystkim z wieloletnim paleniem tytoniu.

Do programu mają kwalifikować się osoby w wieku od 55 do 74 lat z historią palenia wynoszącą co najmniej 20 paczkolat, które nadal palą albo zaprzestały palenia nie wcześniej niż 15 lat temu. Paczkolata pozwalają uwzględnić zarówno liczbę wypalanych papierosów, jak i czas trwania nałogu. Dwadzieścia paczkolat oznacza na przykład wypalanie jednej paczki papierosów dziennie przez 20 lat albo dwóch paczek dziennie przez 10 lat.

Program obejmie również część osób w wieku od 50 do 54 lat, jeśli poza odpowiednią historią palenia występują u nich dodatkowe czynniki ryzyka. Mogą to być między innymi ekspozycja zawodowa na azbest, krzemionkę, nikiel, chrom, kadm, związki arsenu lub spaliny silników Diesla, narażenie na radon, POChP, niektóre wcześniejsze choroby nowotworowe albo rak płuca u krewnego pierwszego stopnia.

Tak skonstruowane kryteria pokazują zasadniczą różnicę między NDTK a wykonywaniem tomografii komputerowej „na wszelki wypadek”. Screening ma przynosić korzyść w populacji, w której prawdopodobieństwo wykrycia choroby jest odpowiednio wysokie. Nie jest badaniem przeznaczonym dla każdego bezobjawowego pacjenta.

Nie jest również alternatywą dla diagnostyki osoby, która już ma objawy mogące wskazywać na raka płuca. Krwioplucie, przewlekły kaszel utrzymujący się ponad osiem tygodni, chrypka czy niezamierzona utrata masy ciała powinny prowadzić do standardowej ścieżki diagnostycznej, a nie do oczekiwania na badanie przesiewowe.

Skala problemu uzasadnia stworzenie odrębnego programu. Według najnowszych danych Krajowego Rejestru Nowotworów w 2023 roku w Polsce rozpoznano 21 045 nowych przypadków raka płuca, a 22 155 osób zmarło z jego powodu. Nowotwory płuca odpowiadały za 25,4 proc. wszystkich zgonów nowotworowych wśród mężczyzn oraz 18,6 proc. wśród kobiet. W obu grupach była to najczęstsza przyczyna śmierci z powodu nowotworu.

Te liczby pokazują również charakterystyczną dla raka płuca dysproporcję. W wielu nowotworach liczba nowych rozpoznań jest znacznie większa niż liczba zgonów. W przypadku raka płuca obie wartości pozostają do siebie niepokojąco zbliżone.

Powód jest dobrze znany. Rak płuca przez długi czas może rozwijać się bez charakterystycznych objawów. Kiedy dolegliwości wreszcie się pojawiają, choroba może być już miejscowo zaawansowana lub przerzutowa. Tymczasem właśnie stadium rozpoznania w ogromnym stopniu determinuje możliwości leczenia.

Niskodawkowa tomografia komputerowa ma przesunąć moment diagnozy na wcześniejszy etap. W przeciwieństwie do klasycznego zdjęcia RTG klatki piersiowej pozwala uwidocznić niewielkie zmiany w płucach, zanim zaczną powodować objawy. Jednocześnie wykorzystuje niższą dawkę promieniowania niż standardowa diagnostyczna tomografia komputerowa.

Polskie doświadczenia pokazują, że nie jest to jedynie założenie teoretyczne. W latach 2021–2023 w ramach wcześniejszego programu wykonano ponad 39 tys. badań NDTK. Wykryto 330 przypadków raka płuca, a 219 chorych zakwalifikowano do leczenia operacyjnego.

Prof. Maciej Krzakowski, konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej i kierownik Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej NIO, podkreślał przy okazji podsumowania pilotażu: „Wyniki pilotażu jasno pokazują, że systematyczne badania NDTK pozwalają wykrywać zmiany w bardzo wczesnym stadium, gdy leczenie chirurgiczne pozwala uzyskać wyleczenie – zanim pojawią się objawy kliniczne, co zdecydowanie zwiększa szanse pacjentów na skuteczne leczenie”.

To właśnie możliwość wykrycia choroby, gdy nadal można zastosować leczenie radykalne, jest zasadniczym celem screeningu.

Samo wpisanie NDTK do koszyka świadczeń gwarantowanych nie oznacza jednak automatycznie sukcesu programu. Polska ma już doświadczenia z programami profilaktycznymi pokazujące, że dostępność badania i zgłaszalność na nie są dwiema różnymi kwestiami.

W przypadku raka płuca wyzwanie może być nawet większe. Program nie jest adresowany do wszystkich osób z konkretnego rocznika, lecz do grupy definiowanej przez historię palenia i dodatkowe czynniki ryzyka. System musi więc nie tylko zaoferować badanie, ale również skutecznie odnaleźć osoby, które powinny z niego skorzystać, przekazać im informację i umożliwić sprawną kwalifikację.

Na ten problem zwraca uwagę również prof. Krzakowski: „Samo stworzenie programu nie wystarczy jednak do osiągnięcia efektu populacyjnego. Potrzebujemy dobrej informacji, sprawnej kwalifikacji oraz wysokiej zgłaszalności osób z grup ryzyka”.

Znaczenie będzie miała także geografia programu. NFZ dopuszcza wykonywanie świadczeń zarówno stacjonarnie, jak i mobilnie. To istotne, ponieważ możliwość wykonania badania teoretycznie dostępnego w systemie niewiele znaczy dla pacjenta, jeśli najbliższy realizator znajduje się kilkadziesiąt lub kilkaset kilometrów od jego miejsca zamieszkania.

Fundusz szacuje roczny koszt programu na około 16 mln zł. W perspektywie dziesięciu lat wydatki mają przekroczyć 662 mln zł. Przy ocenie tych kwot trzeba jednak pamiętać, że screening nie jest wyłącznie kosztem dodatkowych badań. Jego ekonomiczny sens zależy od tego, czy wcześniejsze wykrywanie rzeczywiście przesunie większą część rozpoznań do stadiów, w których możliwe jest skuteczne leczenie, oraz czy przełoży się na spadek umieralności.

NDTK nie rozwiąże przy tym podstawowej przyczyny epidemiologii raka płuca. Palenie tytoniu pozostaje najważniejszym modyfikowalnym czynnikiem ryzyka tej choroby. Dlatego screening powinien funkcjonować obok skutecznej profilaktyki pierwotnej i pomocy w zaprzestaniu palenia, a nie zamiast nich. W przeglądzie rozwiązań europejskich AOTMiT zwraca uwagę, że poradnictwo antytytoniowe jest integralną częścią programów przesiewowych między innymi w Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Czechach i Chorwacji.

Październik będzie więc początkiem, a nie finałem tej zmiany. Po latach pilotażu Polska będzie miała stały, finansowany przez NFZ program wczesnego wykrywania raka płuca. Dopiero kolejne lata pokażą jednak, ilu pacjentów rzeczywiście uda się do niego włączyć, jak równomiernie badania będą dostępne w poszczególnych regionach i przede wszystkim, czy więcej nowotworów płuca zaczniemy rozpoznawać wtedy, gdy lekarz może jeszcze zaproponować choremu leczenie z intencją wyleczenia.

Bo w przypadku raka płuca największą zmianą nie będzie samo wykonanie większej liczby tomografii. Będzie nią sytuacja, w której diagnoza przestanie tak często przychodzić za późno.

Źródło: NFZ

Polska onkologia zyskuje dostęp do kolejnych metod leczenia. W 2025 roku refundacją objęto 152 innowacyjne terapie, w tym 63 cząsteczko-wskazania onkologiczne – wynika ze sprawozdania z realizacji Narodowej Strategii Onkologicznej. Jednocześnie, jak wskazują onkolodzy, o ile odsetek wyleczalności nowotworów rośnie, o tyle nie wszystkie rozwiązania rozwijane z myślą o poprawie skuteczności ich leczenia spełniają pokładane w nich nadzieje. 

– Nie wszystkie nowotwory udaje się wyleczyć nowymi terapiami, co nie oznacza, że nie ma postępu, bo ten jest ogromny. Onkologia rozwija się małymi krokami, ale one właśnie tworzą bardzo duży postęp. Zaczynałem swoją ścieżkę zawodową w drugiej połowie lat 70. ubiegłego wieku i od tego czasu odsetek wyleczeń jest co najmniej dwukrotnie wyższy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria prof. dr hab. n. med. Jacek Jassem, kierownik Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. – W tej chwili to jest ok. 60 proc., w momencie kiedy ja zaczynałem moją zawodową karierę było 25–30 proc.

Nowotwory złośliwe należą do najpoważniejszych wyzwań zdrowia publicznego w Polsce i są drugą najczęstszą przyczyną zgonów wśród dorosłych mieszkańców kraju. Każdego roku rozpoznaje się ponad 180 tys. nowych przypadków nowotworów złośliwych, a liczba zgonów przekracza 100 tys. rocznie. Wraz ze starzeniem się społeczeństwa oraz wydłużaniem długości życia prognozuje się dalszy wzrost liczby zachorowań onkologicznych w kolejnych dekadach – wskazuje raport CMKP „Wiedza, postawy i zachowania Polaków w zakresie profilaktyki onkologicznej”.

– Jest duża nadzieja, że ten postęp będzie kontynuowany, w związku z czym będzie coraz mniej nowotworów, wobec których jesteśmy bezradni – wskazuje prof. Jacek Jassem. – Niestety nadal są nowotwory, w których nie ma żadnej skutecznej terapii, oczywiście mówimy o chorobie rozsianej, bo we wczesnych stadiach zawsze mamy do czynienia z chirurgią czy radioterapią, która pozwala osiągnąć wyleczenie. Ale są nowotwory, które w stadium rozsiewu właściwie rokują beznadziejnie. Takim nowotworem jest np. rak trzustki, chociaż i tu pojawiło się światełko w tunelu. Na tegorocznym Kongresie Amerykańskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej pokazano lek celowany, który działa również w tym nowotworze.

Jak wskazuje Ministerstwo Zdrowia, do głównych metod leczenia nowotworów należą chirurgia, chemioterapia, radioterapia, immunoterapia, terapia celowana, leczenie hormonalne, przeszczep komórek macierzystych oraz opieka paliatywna. Rodzaj leczenia zależy od typu i stadium nowotworu oraz ogólnego stanu zdrowia. Prof. dr hab. Jacek Jassem wskazuje, że nie wszystkie opcje terapeutyczne, które były rozwijane w ostatnich latach, okazywały się skuteczne.

– Jednym z rozczarowań jest eskalowanie dawki leków cytotoksycznych, czyli chemioterapii. Wydawało się, że w ten sposób można będzie pokonać barierę oporności nowotworów, ale to się nie udało z wielu powodów. Drugim rozczarowaniem są tzw. terapie antyangiogenne. Nowotwór szybko rośnie i potrzebuje własnego unaczynienia, a te leki hamują powstawanie naczyń krwionośnych. Wydawało się, że to proste działanie – aczkolwiek jego mechanizm jest bardzo skomplikowany – pozwoli, mówiąc kolokwialnie, zagłodzić nowotwór. Bardzo wiele było nadziei z tym związanych. Pierwsze doniesienia, badania na zwierzętach i doświadczenia na ludziach były bardzo zachęcające, ale właściwie ta metoda przestała się rozwijać. Leki antyangiogenne są nadal stosowane, ale nie przyniosły tak dużego postępu, jakiego się spodziewaliśmy – mówi profesor z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Wśród obszarów, które nie przyniosły dotąd oczekiwanego przełomu, wymienia również terapie genowe i szczepionki przeciwnowotworowe. Oba te obszary są jednak intensywnie rozwijane w medycynie.

– Szczepionki świetnie działają w zapobieganiu chorobom zakaźnym. Nowotwór jest antygenowo różny od zdrowych komórek, więc można było się spodziewać, że podobny mechanizm zostanie tu uruchomiony. Jednak według mojej wiedzy weszła do użycia jedna szczepionka przeciwnowotworowa, która zresztą też nie jest stosowana, ponieważ dotyczyła raka gruczołu krokowego, gdzie pojawiły się skuteczniejsze, tańsze i mniej toksyczne leki. Ale szczepionki nowotworowe to jest też obszar bardzo intensywnie badany i mam nadzieję, że kiedyś usłyszymy o lekach w ten sposób działających, które wejdą do praktyki klinicznej – mówi prof. Jacek Jassem.

W tegorocznej edycji raportu „Diagnoza zmian w opiece onkologicznej i hematologicznej 2025”, przygotowanej przez zespół All.Can Polska przy udziale szerokiego grona ekspertów, wskazano, że system opieki onkologicznej zmaga się z opóźnieniami w diagnostyce, brakami kadrowymi i niedofinansowaniem procedur, które hamują pełne wykorzystanie potencjału nowych terapii. Rok 2025 przyniósł istotne ulepszenia: poszerzono katalog refundowanych badań, zaplanowano inwestycje w sprzęt, dopracowano koncepcje organizacyjne Lung Cancer Units, czyli ośrodków wyspecjalizowanych w leczeniu raka płuca. Wśród najpilniejszych wyzwań eksperci wymieniają potrzebę szybszej diagnostyki, dostępu do pełnego profilowania genomowego każdego pacjenta, odnowę systemu akredytacji laboratoriów oraz wyszkolenia nowego pokolenia diagnostów.

Źródło: Newseria

Krajowa Rada Torakochirurgów oraz Polskie Towarzystwo Kardio-Torakochirurgów apelują o zmianę zasad dotyczących realizacji procedur chirurgicznych w obrębie klatki piersiowej. Zdaniem ekspertów procedury D02, D03 i D06 powinny być wykonywane planowo w wyspecjalizowanych ośrodkach dysponujących odpowiednim zespołem, infrastrukturą oraz możliwością całodobowego leczenia ewentualnych powikłań. Stanowisko jest odpowiedzią na zmiany dotyczące organizacji i finansowania świadczeń wynikające z Zarządzenia nr 74/2026/DSOZ Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia z 23 lipca 2026 r.

Stanowisko Krajowej Rady Torakochirurgów (KRT) i Polskiego Towarzystwa Kardio-Torakochirurgów (PTKT) dotyczy trzech grup procedur: D02 – kompleksowych zabiegów klatki piersiowej, D03 – dużych zabiegów klatki piersiowej oraz D06 – średnich zabiegów klatki piersiowej. Zdaniem autorów dokumentu powinny one zostać jednoznacznie powiązane z zakresem „chirurgia klatki piersiowej”. Eksperci podkreślają, że nie chodzi o interes konkretnej specjalizacji, lecz o bezpieczeństwo pacjentów, jakość leczenia i racjonalne wykorzystanie środków publicznych.

Nie tylko operator, ale cały system opieki

Jednym z głównych argumentów przedstawionych w stanowisku jest specyfika chirurgii klatki piersiowej. Zdaniem KRT i PTKT przy ocenie możliwości wykonania określonej procedury nie można brać pod uwagę wyłącznie kompetencji lekarza przeprowadzającego operację. Równie istotne jest zaplecze umożliwiające prowadzenie pacjenta po zabiegu i szybkie reagowanie w przypadku powikłań.

Wśród możliwych powikłań eksperci wymieniają m.in. krwawienie wymagające pilnej reoperacji, niewydolność oddechową, przedłużony przeciek powietrza, przetokę oskrzelowo-opłucnową, ropniaka jamy opłucnej czy problemy wymagające interwencji związanej z drenami. Część pacjentów może również wymagać leczenia na oddziale intensywnej terapii.

Dlatego – jak wskazują autorzy stanowiska – ośrodek wykonujący takie zabiegi powinien zapewniać m.in. stałą dostępność torakochirurga, odpowiednio przygotowaną anestezjologię, personel pielęgniarski posiadający doświadczenie w torakochirurgii, możliwość natychmiastowej diagnostyki i leczenia powikłań oraz wykonania pilnej reoperacji. W przypadku chorych na raka płuca istotna jest także możliwość zapewnienia pełnego procesu diagnostyczno-terapeutycznego.

Koncentracja zabiegów a wyniki leczenia

KRT i PTKT zwracają uwagę również na znaczenie doświadczenia całego ośrodka. Koncentracja bardziej złożonych operacji pozwala utrzymywać odpowiedni poziom kompetencji nie tylko chirurgów, ale także anestezjologów, pielęgniarek, rehabilitantów oraz zespołów intensywnej terapii.

W stanowisku przywołano dane naukowe wskazujące na zależność między wolumenem wykonywanych zabiegów a wynikami leczenia. Cytowana przez autorów metaanaliza 19 badań dotyczących resekcji płuca wykazała niższą śmiertelność pooperacyjną w szpitalach wykonujących większą liczbę takich operacji (OR 0,71; 95 proc. CI 0,62–0,81). Autorzy wskazują również na wyniki badań dotyczących centralizacji złożonej chirurgii, w których obserwowano poprawę m.in. w zakresie śmiertelności, powikłań i wykorzystania zasobów.

Zwracają przy tym uwagę, że centralizacja nie powinna oznaczać rezygnacji z kontroli jakości. Wyspecjalizowane ośrodki powinny podlegać monitorowaniu wyników leczenia, kosztów oraz dostępności świadczeń.

Koszt operacji to nie cały koszt leczenia

W dokumencie dużo miejsca poświęcono ekonomicznym konsekwencjom organizacji świadczeń. Według ekspertów ocena kosztu procedury wyłącznie przez pryzmat pojedynczej hospitalizacji nie pokazuje rzeczywistych wydatków ponoszonych przez system.

Ciężkie powikłanie może oznaczać kolejne dni pobytu w szpitalu, leczenie na OIT, antybiotykoterapię, dodatkowe procedury, reoperację, rehabilitację czy ponowne przyjęcie do szpitala. Dlatego – zdaniem autorów stanowiska – płatnik powinien brać pod uwagę całkowity koszt ścieżki pacjenta, a nie wyłącznie koszt samego zabiegu.

Eksperci argumentują również, że rozproszenie złożonych procedur pomiędzy wiele placówek może prowadzić do rozproszenia kosztownych kompetencji i infrastruktury, zwłaszcza jeśli poszczególne ośrodki wykonują niewielką liczbę takich zabiegów. Koncentracja pozwala natomiast kumulować doświadczenie zespołu i efektywniej wykorzystywać dostępne zasoby.

Eksperci ostrzegają przed „procedurami walizkowymi”

Jednym z najmocniej zaakcentowanych problemów jest możliwość utrzymywania modelu określanego w stanowisku jako „procedury walizkowe”. Chodzi o sytuację, w której specjalista przyjeżdża do placówki przede wszystkim w celu wykonania określonej, wysoko wycenionej procedury, podczas gdy szpital nie dysponuje pełnym, stałym zapleczem danej specjalności.

Zdaniem KRT i PTKT pozostawienie możliwości rozliczania D02, D03 i D06 przez jednostki bez zakresu „chirurgia klatki piersiowej” może tworzyć ekonomiczny bodziec do utrzymywania takiego modelu. Autorzy zastrzegają jednocześnie, że nie oznacza to, iż każda operacja wykonywana poza oddziałem torakochirurgicznym jest „procedurą walizkową”. Problemem jest – ich zdaniem – taka konstrukcja finansowania, która umożliwia oddzielenie wykonania operacji od zapewnienia pełnego systemu opieki nad pacjentem.

W dokumencie zwrócono uwagę na ryzyko swoistego „rozdzielenia przychodu od odpowiedzialności kosztowej”: przychód związany z wykonaniem procedury może pozostać w jednej placówce, podczas gdy koszty leczenia ciężkich powikłań mogą zostać poniesione przez inny ośrodek.

D06 również wymaga odpowiedniego zaplecza

Eksperci odnoszą się również do argumentu, że średnie zabiegi klasyfikowane jako D06 mogłyby być wykonywane szerzej niż bardziej rozległe operacje.

Według KRT i PTKT sama rozległość operacji nie powinna być jednak jedynym kryterium. O stopniu specjalistyczności świadczenia decydują również obszar anatomiczny, stosowana technika, ryzyko zabiegu oraz możliwość odpowiedniego leczenia powikłań. Dlatego także D06 nie powinno być traktowane jako grupa procedur, które mogą być planowo wykonywane niezależnie od posiadanego zaplecza specjalistycznego.

Więcej pacjentów może kwalifikować się do operacji raka płuca

Autorzy stanowiska zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt – rozwój wczesnego wykrywania raka płuca. Wraz ze wzrostem liczby nowotworów rozpoznawanych na etapie umożliwiającym leczenie radykalne może zwiększyć się również liczba pacjentów kwalifikowanych do operacji.

Samo wykrycie zmiany nie kończy jednak procesu diagnostycznego. Konieczne są prawidłowy staging, kwalifikacja wielodyscyplinarna oraz dobór odpowiedniego zakresu resekcji. Zdaniem ekspertów rozproszenie leczenia operacyjnego poza placówki posiadające pełne zaplecze torakochirurgiczne mogłoby ograniczyć korzyści wynikające z inwestowania środków publicznych we wczesną diagnostykę raka płuca.

Jakich zmian chcą torakochirurdzy?

Krajowa Rada Torakochirurgów i Polskie Towarzystwo Kardio-Torakochirurgów proponują jednoznaczne przypisanie procedur do właściwych zakresów. Według stanowiska D02 i D03 powinny być realizowane wyłącznie w zakresie „chirurgia klatki piersiowej”, natomiast D06 – w zakresie „chirurgia klatki piersiowej” i pulmonologia.

Wyjątkiem miałyby pozostać rzeczywiste stany nagłe. Szpital bez torakochirurgii powinien w takiej sytuacji móc wykonać czynności konieczne do ratowania życia, a następnie przekazać chorego do wyspecjalizowanego ośrodka. Zdaniem ekspertów wyjątek ten nie powinien jednak umożliwiać planowego wykonywania D02, D03 i D06 przez oddziały chirurgii ogólnej lub chirurgii onkologicznej bez zakresu chirurgii klatki piersiowej.

Autorzy podsumowują, że finansowanie wysokospecjalistycznej procedury powinno obejmować w praktyce nie tylko sam „akt operacyjny”, ale system zdolny do bezpiecznego przeprowadzenia chorego przez cały proces leczenia – również wtedy, gdy wystąpią powikłania.

Źródło: Stanowisko Krajowej Rady Torakochirurgów oraz Polskiego Towarzystwa Kardio-Torakochirurgów z 25 sierpnia 2026 r. dotyczące procedur D02, D03 i D06; Zarządzenie nr 74/2026/DSOZ Prezesa NFZ z 23 lipca 2026 r., https://ptkt.pl/pl/stanowisko-krt-i-ptkt-procedury-torakochirurgiczne-d02-d03-i-d06-powinny-byc-realizowane-w-wyspecjalizowanych-osrodkach/

Kilka miesięcy po uruchomieniu programu chirurgii robotycznej w Narodowym Instytucie Onkologii w Krakowie wykonano setną operację z wykorzystaniem systemu Hugo RAS. Technologia, która początkowo była nowym elementem wyposażenia bloku operacyjnego, stała się już częścią codziennego leczenia pacjentów z nowotworami urologicznymi, ginekologicznymi oraz nowotworami przewodu pokarmowego.

Pierwsze zabiegi robotyczne w NIO-PIB w Krakowie przeprowadzono jesienią 2025 roku, po zakończeniu specjalistycznych szkoleń i certyfikacji zespołów. Wdrożenie operacji ginekologicznych sprawiło, że Instytut jako pierwszy ośrodek w Polsce zaczął wykorzystywać system Hugo RAS w trzech obszarach onkologii: urologii, chirurgii oraz ginekologii onkologicznej.

Uruchomienie robotyki nie zastąpiło dotychczasowych metod leczenia, ale poszerzyło możliwości wyboru techniki najlepiej dopasowanej do sytuacji konkretnego pacjenta. System zapewnia operatorowi stabilny obraz 3D, dużą precyzję ruchów i możliwość wykonywania złożonych procedur przez niewielkie nacięcia – dr hab. n med. Janusz Jaszczyński, Kierownik Bloku Operacyjnego w NIO-PIB w Krakowie.

W pierwszych doświadczeniach zespołów widoczne są korzyści typowe dla chirurgii małoinwazyjnej: mniejszy uraz operacyjny, szybsze uruchamianie pacjentów i krótszy pobyt w szpitalu. W części zabiegów ginekologicznych pacjentki mogą być gotowe do wypisu już następnego dnia po operacji.

Setna operacja pokazuje, że Instytut przeszedł od etapu wdrażania nowej technologii do budowania regularnego, wielospecjalistycznego programu chirurgii robotycznej. Równolegle doświadczenie zdobywają nie tylko operatorzy, ale całe zespoły uczestniczące w przygotowaniu i prowadzeniu zabiegów – anestezjolodzy, pielęgniarki operacyjne oraz personel techniczny.

Kolejnym etapem będzie dalsze zwiększanie liczby zabiegów, rozszerzanie zastosowania robota na inne procedury oraz szkolenie następnych operatorów. Ważna będzie również systematyczna ocena wyników leczenia i porównywanie chirurgii robotycznej z innymi metodami, tak aby technologia była wykorzystywana tam, gdzie przynosi pacjentom największą korzyść – podsumowuje dr Jaszczyński.

System Hugo RAS o wartości ponad 17 mln zł został zakupiony dzięki środkom Unii Europejskiej w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności. Jest częścią projektu modernizacji NIO-PIB w Krakowie o wartości blisko 139,5 mln zł, którego celem jest rozszerzenie zakresu oraz poprawa jakości leczenia oferowanego pacjentom w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej.

Źródło: NIO

Foto: NIO