Medicalpress

Otyłość u dzieci staje się jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowia publicznego, a coraz młodszy wiek pacjentów zmusza ekspertów do poszukiwania skutecznych i bezpiecznych metod leczenia. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) opublikowała pierwsze wytyczne dotyczące postępowania z otyłością u dzieci poniżej 10. roku życia. Dokument wskazuje na konieczność kompleksowej zmiany nawyków żywieniowych, zwiększenia aktywności fizycznej i zaangażowania całej rodziny w proces terapeutyczny. Jednocześnie WHO nie rekomenduje farmakoterapii ani chirurgii bariatrycznej w tej grupie wiekowej, zwracając uwagę na niedostatek badań dotyczących ich długoterminowego bezpieczeństwa. Nowe zalecenia pokazują również, jak wiele pozostaje do zrobienia, aby leczenie otyłości dziecięcej było dostępne, skuteczne i wolne od stygmatyzacji.

Otyłość coraz częściej dotyka dzieci już w pierwszych latach życia. To problem, którego konsekwencje wykraczają daleko poza nadmierną masę ciała i mogą wpływać na zdrowie metaboliczne, rozwój fizyczny oraz funkcjonowanie psychiczne dziecka. Jednocześnie leczenie otyłości u najmłodszych pozostaje jednym z trudniejszych obszarów współczesnej medycyny. Organizm dziecka intensywnie się rozwija, a interwencje terapeutyczne muszą uwzględniać nie tylko redukcję ryzyka zdrowotnego, ale również prawidłowy wzrost i dojrzewanie.

W odpowiedzi na narastającą skalę problemu Światowa Organizacja Zdrowia opublikowała 7 października 2026 roku pierwsze kompleksowe wytyczne dotyczące zintegrowanego leczenia otyłości u dzieci w wieku od 29. dnia życia do ukończenia 10 lat. Osobny dokument poświęcono młodzieży w wieku od 10 do 19 lat. Zalecenia mają pomóc państwom i placówkom medycznym w organizowaniu opieki, która uwzględnia potrzeby zdrowotne dzieci i ich rodzin, a jednocześnie opiera się na dostępnych dowodach naukowych.

Najważniejszy wniosek płynący z nowych rekomendacji jest jednoznaczny. W przypadku najmłodszych pacjentów podstawą leczenia powinny pozostawać odpowiednio zaplanowane interwencje żywieniowe, aktywność fizyczna, zmiana codziennych nawyków oraz wsparcie rodziców i opiekunów. WHO nie rekomenduje rutynowego stosowania leków przeciwotyłościowych ani chirurgii bariatrycznej u dzieci poniżej 10. roku życia.

Nie oznacza to jednak, że otyłość dziecięca jest problemem, który można rozwiązać wyłącznie poprzez ograniczenie słodyczy czy zachęcanie dziecka do większej ilości ruchu. Przeciwnie, nowe wytyczne wskazują na potrzebę kompleksowego podejścia, w którym interwencje medyczne, psychologiczne i środowiskowe wzajemnie się uzupełniają.

Jednym z kluczowych elementów terapii jest sposób żywienia. WHO zaleca, aby u dzieci powyżej drugiego roku życia interwencje dietetyczne były planowane przez osoby posiadające odpowiednie kompetencje w zakresie żywienia, we współpracy z rodzicami. Plan powinien uwzględniać wiek, potrzeby rozwojowe, stan zdrowia, preferencje żywieniowe oraz warunki społeczne i kulturowe rodziny.

Dostępne badania nie pozwalają wskazać jednego modelu żywienia, który byłby zdecydowanie skuteczniejszy od pozostałych. To ważna informacja w czasach, gdy popularność zdobywają kolejne diety i programy redukcji masy ciała, często reklamowane jako uniwersalne rozwiązania. W przypadku dzieci priorytetem nie powinno być szybkie odchudzanie, lecz trwała poprawa sposobu odżywiania bez narażania organizmu na niedobory pokarmowe czy zaburzenia rozwoju.

Podobne podejście dotyczy aktywności fizycznej. Zamiast narzucania intensywnych treningów WHO zwraca uwagę na potrzebę dostosowania ruchu do możliwości i zainteresowań dziecka. Szczególnie istotne mogą być aktywności oparte na zabawie, niewymagające rywalizacji i pozwalające budować pozytywne doświadczenia związane z ruchem. Dla dziecka z otyłością, które może doświadczać ograniczeń sprawności lub negatywnych komentarzy ze strony rówieśników, ma to szczególne znaczenie.

W nowych wytycznych dużo miejsca poświęcono również interwencjom behawioralnym, czyli metodom wspierającym stopniową zmianę codziennych zachowań. Obejmują one między innymi wspólne wyznaczanie realistycznych celów, modyfikowanie domowego otoczenia sprzyjającego nadmiernemu jedzeniu oraz wzmacnianie korzystnych nawyków.

W tym kontekście WHO wyraźnie podkreśla rolę rodziny. Dziecko, szczególnie kilkuletnie, nie podejmuje samodzielnie większości decyzji dotyczących zakupów spożywczych, przygotowywania posiłków, organizacji dnia czy sposobu spędzania wolnego czasu. Oczekiwanie, że samo zmieni swoje zachowania, bez odpowiedniego wsparcia najbliższego otoczenia, jest więc mało realistyczne.

WHO dopuszcza także wykorzystanie wybranych narzędzi cyfrowych, takich jak aplikacje wspierające aktywność fizyczną czy interaktywne gry ruchowe, u dzieci powyżej drugiego roku życia. Mają one jednak pełnić funkcję uzupełniającą, a nie zastępować rzeczywisty ruch, kontakt z opiekunami czy bezpośrednią opiekę medyczną. Organizacja zwraca uwagę na negatywne konsekwencje nadmiernego czasu spędzanego przed ekranami, szczególnie gdy przekracza on dwie godziny dziennie w czasie wolnym.

Jednym z najbardziej znaczących elementów nowych zaleceń jest ostrożne podejście do farmakoterapii. W ostatnich latach leczenie otyłości u dorosłych przeszło ogromną transformację dzięki rozwojowi nowoczesnych leków, w tym preparatów oddziałujących na układ inkretynowy. Ich skuteczność wywołała dyskusję o możliwościach stosowania podobnych terapii w coraz młodszych grupach pacjentów.

WHO wskazuje jednak, że nie można automatycznie przenosić wyników badań przeprowadzonych u dorosłych i nastolatków na dzieci w wieku przedszkolnym czy wczesnoszkolnym. U dzieci poniżej szóstego roku życia brakuje badań oceniających farmakologiczne leczenie otyłości, natomiast w grupie od sześciu do dziewięciu lat dostępne dane dotyczą przede wszystkim metforminy, stosowanej głównie w leczeniu cukrzycy.

Największą niewiadomą pozostaje długoterminowy wpływ leków na rozwijający się organizm, w tym wzrastanie, dojrzewanie i zdrowie psychiczne. W przypadku chirurgii bariatrycznej oraz urządzeń wspomagających redukcję masy ciała brak odpowiednich badań w tej grupie wiekowej dodatkowo uniemożliwia wiarygodną ocenę bilansu korzyści i ryzyka.

Warto podkreślić, że brak rekomendacji dla najmłodszych dzieci nie oznacza odrzucenia farmakoterapii jako metody leczenia otyłości w ogóle. WHO przyjęła odrębne podejście do młodzieży, u której w określonych sytuacjach klinicznych można rozważać bardziej intensywne metody terapii pod opieką wyspecjalizowanego zespołu. Różnica ta pokazuje, jak istotne jest dostosowanie leczenia do wieku i etapu rozwoju pacjenta.

Nowe wytyczne ujawniają poważną lukę w wiedzy medycznej. Mimo rosnącej liczby dzieci z otyłością nadal brakuje wysokiej jakości badań dotyczących skuteczności poszczególnych interwencji u najmłodszych pacjentów. Część dostępnych analiz opiera się na niewielkich grupach, krótkim okresie obserwacji lub danych pochodzących od starszych dzieci i nastolatków.

Wytyczne WHO zwracają uwagę na konieczność uwzględnienia nierówności społecznych i ekonomicznych. Leczenie otyłości dziecięcej nie może być uzależnione wyłącznie od zasobności portfela rodziców, ich poziomu wiedzy zdrowotnej czy miejsca zamieszkania.

Z perspektywy systemu ochrony zdrowia oznacza to potrzebę rozwijania opieki, w której lekarz podstawowej opieki zdrowotnej, dietetyk, psycholog i inni specjaliści mogą współpracować w ramach spójnej ścieżki terapeutycznej. Szczególnego znaczenia nabiera wczesne rozpoznawanie problemu, odpowiednia ocena rozwoju dziecka oraz zapewnienie rodzinie długoterminowego wsparcia.

W praktyce skuteczna terapia powinna koncentrować się na poprawie zdrowia, sprawności i codziennego funkcjonowania, a nie wyłącznie na liczbie kilogramów. U rosnącego dziecka sukces terapeutyczny nie zawsze musi oznaczać szybką redukcję masy ciała. W zależności od wieku i sytuacji klinicznej korzystnym efektem może być także spowolnienie przyrostu masy ciała przy zachowaniu prawidłowego wzrastania.

Nowe wytyczne WHO są czymś więcej niż zbiorem zaleceń dotyczących żywienia i aktywności fizycznej. Stanowią próbę uporządkowania podejścia do choroby, której znaczenie przez wiele lat było niedoceniane, szczególnie w najmłodszych grupach wiekowych.

Najważniejsza zmiana powinna dotyczyć nie tylko sposobu leczenia, ale również postrzegania samej choroby. Otyłość u dziecka nie jest kwestią braku silnej woli ani problemem, z którego zawsze można po prostu wyrosnąć. Jest przewlekłą chorobą wymagającą odpowiedniej diagnostyki, indywidualnego postępowania i długofalowej opieki.

WHO zapowiada aktualizowanie zaleceń wraz z pojawianiem się nowych dowodów naukowych. Do tego czasu najważniejszym zadaniem pozostaje zapewnienie dzieciom i ich rodzinom dostępu do bezpiecznego, kompleksowego leczenia, które nie będzie sprowadzało się do nakazu jedzenia mniej i ruszania się więcej.

Źródło: WHO, Guidelines on the integrated management of obesity in children, 7 października 2026 r.

Przez dekady diagnoza wydawała się prosta: masa ciała podzielona przez wzrost do kwadratu, wynik powyżej 30 kg/m² – otyłość. BMI stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych wskaźników medycznych na świecie. Problem w tym, że dwie osoby z identycznym BMI mogą mieć zupełnie inny skład ciała, rozmieszczenie tkanki tłuszczowej, stan metaboliczny i ryzyko zdrowotne.

Dlatego eksperci proponują zmianę sposobu myślenia o otyłości. Nie chodzi o wyrzucenie BMI do kosza, ale o odebranie mu roli ostatecznego arbitra. Sama liczba kilogramów w odniesieniu do wzrostu nie odpowiada bowiem na najważniejsze pytanie: czy nadmiar tkanki tłuszczowej już szkodzi zdrowiu konkretnego człowieka?

BMI zostaje, ale nie wystarcza

BMI ma ogromną zaletę jest proste. Do jego obliczenia wystarczą wzrost i masa ciała. Świetnie sprawdza się w badaniach populacyjnych i jako narzędzie przesiewowe, ale gorzej radzi sobie z oceną pojedynczego pacjenta.

Nie mówi, jaka część masy ciała przypada na tkankę tłuszczową, a jaka na mięśnie. Nie pokazuje też, gdzie tłuszcz jest zgromadzony. Tymczasem szczególnie istotne dla zdrowia jest nagromadzenie tkanki tłuszczowej w okolicy brzucha i narządów wewnętrznych.

W 2025 roku międzynarodowa Komisja ekspertów „The Lancet Diabetes & Endocrinology” zaproponowała więc nowe podejście do rozpoznawania otyłości. Zamiast opierać diagnozę wyłącznie na BMI, eksperci proponują potwierdzenie nadmiernej ilości tkanki tłuszczowej za pomocą dodatkowych pomiarów.

Mogą to być m.in. obwód talii, stosunek obwodu talii do bioder czy stosunek talii do wzrostu, a tam, gdzie jest to uzasadnione – bezpośrednie metody oceny składu ciała. BMI staje się więc początkiem diagnostyki, a nie jej końcem.

Otyłość kliniczna i przedkliniczna – co to oznacza?

Jeszcze ważniejszą zmianą jest rozróżnienie dwóch stanów: otyłości klinicznej i otyłości przedklinicznej. Otyłość kliniczna oznacza przewlekłą chorobę, w której nadmiar tkanki tłuszczowej już powoduje zaburzenia funkcjonowania tkanek lub narządów albo istotnie ogranicza codzienne funkcjonowanie.

Konsekwencje mogą dotyczyć wielu układów – od sercowo-naczyniowego i oddechowego, przez metaboliczny, po układ ruchu. W praktyce lekarz ma więc oceniać nie tylko rozmiar ciała pacjenta, ale również to, co nadmiar tkanki tłuszczowej robi z jego organizmem.

Otyłość przedkliniczna oznacza natomiast nadmierną ilość tkanki tłuszczowej przy zachowanej funkcji narządów i tkanek. Nie oznacza to jednak „zdrowej otyłości”. Taka osoba pozostaje narażona na zwiększone ryzyko rozwoju otyłości klinicznej oraz innych chorób w przyszłości i wymaga oceny tego ryzyka oraz odpowiedniej profilaktyki. To subtelna, ale bardzo istotna różnica. W jednym przypadku mamy już chorobę manifestującą się zaburzeniami funkcjonowania organizmu. W drugim – stan zwiększonego zagrożenia, któremu należy przeciwdziałać.

Dwie osoby, takie samo BMI, zupełnie inne zdrowie

Najlepiej znaczenie nowej klasyfikacji pokazują wyniki międzynarodowego badania opublikowanego w 2026 roku, obejmującego ponad 2,3 tys. pacjentów poddawanych operacjom metabolicznym i bariatrycznym w czterech ośrodkach w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Francji i Brazylii.

Według nowych kryteriów 73,8 proc. badanych miało otyłość kliniczną, a 26,2 proc. – przedkliniczną. Najciekawsze było jednak coś innego: rozkład BMI w obu grupach był podobny.

Oznacza to, że pacjent z wyższym BMI nie musiał automatycznie znajdować się w gorszej sytuacji klinicznej niż osoba z niższym wynikiem. Osoby z otyłością kliniczną miały natomiast większe obciążenie chorobami, wyższe szacowane ryzyko sercowo-naczyniowe oraz większe ryzyko zgonu oceniane przy użyciu stosowanych w medycynie skal.

A co z osobami z BMI poniżej 30?

Nowe podejście zwraca uwagę również na odwrotny problem. BMI może nie tylko przeceniać, ale również nie doszacowywać zagrożenia. Osoba może mieć BMI poniżej klasycznej granicy otyłości, a jednocześnie nadmierną ilość tkanki tłuszczowej, zwłaszcza zgromadzonej w okolicy brzucha, i związane z nią zaburzenia zdrowotne. Dlatego sama odpowiedź kalkulatora BMI nie powinna być traktowana jako pełna diagnoza.

Nowoczesna ocena pacjenta powinna uwzględniać zarówno ilość i rozmieszczenie tkanki tłuszczowej, jak i stan metaboliczny, funkcjonowanie narządów, sprawność fizyczną oraz choroby współistniejące.

Nowa definicja może zmienić także dostęp do leczenia

To nie jest wyłącznie akademicka dyskusja o nazewnictwie. Sposób definiowania otyłości może mieć bardzo praktyczne konsekwencje od kwalifikacji do farmakoterapii po dostęp do chirurgii metabolicznej i bariatrycznej.

Jeżeli decyzja o intensywności leczenia opiera się głównie na BMI, dwóch pacjentów o podobnej masie ciała można potraktować podobnie, mimo że jeden z nich ma już poważne zaburzenia związane z otyłością, a drugi jeszcze ich nie rozwinął.

Nowe podejście przesuwa punkt ciężkości z pytania „ile ważysz?” na pytanie „jak nadmiar tkanki tłuszczowej wpływa na twoje zdrowie?”. W przypadku otyłości klinicznej celem leczenia ma być poprawa lub – jeśli to możliwe – ustąpienie zaburzeń wynikających z nadmiernej ilości tkanki tłuszczowej oraz zapobieganie kolejnym powikłaniom.

W otyłości przedklinicznej nacisk przesuwa się natomiast na ograniczenie ryzyka rozwoju choroby i innych problemów zdrowotnych. Nie oznacza to automatycznie, że taka osoba nie wymaga leczenia. Decyzja powinna zależeć od jej indywidualnego profilu ryzyka i spodziewanych korzyści z terapii.

To nie koniec BMI

Hasło „koniec BMI” dobrze brzmi w nagłówkach, ale upraszcza rzeczywistość. BMI nadal jest szybkim, tanim i przydatnym narzędziem przesiewowym. Także najnowsze standardy leczenia otyłości nie proponują jego całkowitego porzucenia. Zmienia się raczej jego miejsce w procesie diagnostycznym.

BMI może powiedzieć lekarzowi: „przyjrzyj się temu pacjentowi dokładniej”. Nie powinno natomiast samo odpowiadać na pytanie: „czy ten pacjent jest chory i jakiego leczenia potrzebuje?”. Nowe kryteria również nie są ostatnim słowem nauki. Badacze zwracają uwagę, że istnieje kilka konkurencyjnych sposobów definiowania i klasyfikowania otyłości, a ich przydatność w codziennej praktyce klinicznej nadal jest oceniana.

Badania z 2026 roku przynoszą jednak coraz więcej danych wskazujących, że rozróżnienie otyłości klinicznej i przedklinicznej może nieść informacje, których sama wartość BMI nie pokazuje.

Ta zmiana może mieć jeszcze jeden ważny skutek: przesunięcie rozmowy o otyłości z wyglądu i kilogramów na zdrowie. Otyłość od lat obciążona jest społeczną stygmatyzacją. Pacjent często słyszy przede wszystkim, ile powinien schudnąć. Nowa koncepcja próbuje postawić inne pytanie: jakie procesy zachodzą w jego organizmie i w jaki sposób można poprawić jego zdrowie?

Dwie osoby ważące tyle samo nie muszą być w tej samej sytuacji klinicznej. Tak samo utrata określonej liczby kilogramów nie jest jedynym możliwym miernikiem skuteczności terapii.

W leczeniu otyłości coraz ważniejsze stają się więc nie tylko kilogramy i BMI, ale poprawa parametrów metabolicznych, funkcjonowania narządów, sprawności i jakości życia.

I być może właśnie na tym polega najważniejsza zmiana. Nie na tym, że BMI przestaje istnieć, lecz na tym, że przestajemy sprowadzać otyłość do jednej liczby.

Źródło: The Lancet Diabetes & Endocrinology

Nie rozpoznajemy i nie leczymy 95 proc. przypadków otyłości – alarmuje prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości prof. Mariusz Wyleżoł. Zaznacza, że taka sytuacja jest nie do pomyślenia w innych dziedzinach opieki medycznej, na przykład w onkologii.

Specjalista mówił o tym podczas XXV konferencji „Polka w Europie”, która odbyła się w Warszawie. Podkreślił, że nie dostrzegamy otyłości jako zagrażającej życiu choroby przewlekłej z tendencją do nawrotów. Nadal powszechne jest przekonanie, że otyłość jest skutkiem niewłaściwego stylu życia, co nie jest prawdą.

Tylko niewielka grupa pacjentów z chorobą otyłościową jest poddawana terapii o potwierdzonej badaniami skuteczności. Są to przede wszystkim nowej generacji leki oraz operacje bariatryczne. – Nie rozpoznajemy i nie leczymy 95 proc. przypadków otyłości – zaznacza prof. Mariusz Wyleżoł, kierownik Warszawskiego Centrum Kompleksowego Leczenia Otyłości i Chirurgii Bariatrycznej w Szpitalu Czerniakowskim w Warszawie.

Jego zdaniem taką sytuację, że u większości chorych nie są stosowane technologie ratujące życie, trudno sobie wyobrazić w jakiejkolwiek innej dziedzinie medycyny, na przykład w onkologii, w leczeniu raka piersi i raka płuca, czy w chorobie wieńcowej serca.

Zdaniem prezesa Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości konieczna jest w naszym kraju zmiana filozofii pojmowania choroby otyłościowej, jak i jej leczenia. Pierwszym najważniejszym warunkiem jest jednak uznanie jej za chorobę przewlekłą, prowadzącą do licznych, zagrażających życiu powikłań. – Konieczne jest wcześniejsze jej rozpoznanie, zanim utrwalą się powikłania otyłości – zaznacza. – Dzięki temu szybciej można zmniejszyć obciążenie organizmu chorobą, zanim dojdzie do rozwoju cukrzycy, niewydolności wielonarządowej i utraty sprawności.

W niektórych krajach leki stosowane w leczeniu choroby otyłościowej zarejestrowano już do leczenia powikłań tej choroby, gdyż badania kliniczne wykazały, że korzystnie wpływają one na wiele schorzeń, takich cukrzyca, niewydolność serca, choroba stłuszczeniowa wątroby, choroby sercowo-naczyniowe, choroba zwyrodnieniowa stawów oraz przewlekła niewydolność nerek.

– Postęp w leczeniu choroby otyłościowej jest ogromny – przekonuje prof. Wyleżoł. – Wprowadzane są kolejne leki, które są przełomem we współczesnej medycynie i całkowicie ją zmieniają. Rozwijana jest też chirurgia bariatryczna, coraz mniej inwazyjna, powodująca mniej powikłań, a przy tym bardziej skuteczna. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Tylko sześć wybranych powikłań choroby otyłościowej kosztowało NFZ w 2023 roku 3,8 mld zł. Podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu eksperci przekonywali, że dalsze odkładanie systemowego leczenia otyłości może oznaczać nie tylko rosnące wydatki, ale również więcej przedwczesnych zgonów i niepełnosprawności. Jednym z proponowanych rozwiązań jest program lekowy zapewniający wybranym pacjentom dostęp do farmakoterapii oraz opieki wielospecjalistycznego zespołu. Środowisko czeka również na włączenie KOS-BAR do koszyka świadczeń gwarantowanych.

Otyłość – koszty czy inwestycja w zdrowie?

Podczas XXXV Forum Ekonomicznego w Karpaczu jednym z kluczowych tematów w ścieżce „Ochrona zdrowia” był panel poświęcony chorobie otyłościowej, która stanowi jedno z największych wyzwań zdrowotnych, społecznych i ekonomicznych XXI wieku. Główna oś dyskusji skoncentrowała się na pytaniu, czy leczenie otyłości należy postrzegać bardziej jako koszt, czy jako inwestycję w zdrowie publiczne, która zaprocentuje na lata. W tym kontekście rozpatrywane były rozwiązania systemowe, jakie można wprowadzić w najbliższej przyszłości, szczególnie dla pacjentów, którzy pilnie potrzebują pomocy ze względu na poważne powikłania, stanowiące nawet ryzyko przedwczesnego zgonu.

Eksperci jednoznacznie wskazali, że dług zdrowotny Polski spowodowany konsekwencjami choroby otyłościowej już teraz jest ogromy i będzie wzrastał, jeśli nie podejmiemy kroków w kierunku jej profilaktyki i leczenia. Według danych Narodowego Funduszu Zdrowia, w 2023 roku tylko sześć wybranych powikłań otyłości (nadciśnienie, cukrzyca typu 2, zwyrodnienie kolan, dyslipidemia, stłuszczenie wątroby, bezdech senny) kosztowało NFZ 3,8 mld zł. Do tego należy doliczyć koszty pośrednie, związane z absencjami lub niezdolnością do pracy, a także koszty związanie m.in. z rosnącym ryzykiem spadku dzietności ze względu na negatywny wpływ otyłości na płodność u kobiet i mężczyzn.

Leczenie otyłości stanowi więc inwestycję w stabilność społeczną, gospodarczą i demograficzną. Pacjenci potrzebują uporządkowanej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej oraz kompleksowej, wielospecjalistycznej opieki medycznej z dostępem do farmakoterapii i zabiegów chirurgii bariatrycznej.

Najbardziej pilnej pomocy potrzebują chorzy z groźnymi powikłaniami otyłości na tle m.in. kardiologicznym czy diabetologicznym, które stanowią zagrożenie dla życia. Mowa tu przede wszystkim o dorosłych z otyłością olbrzymią (BMI ≥ 40 kg/m2), u których tego rodzaju powikłania są już bardzo zaawansowane. Wśród nich są m.in. pacjenci, u których nie można wykonać różnego rodzaju zabiegów medycznych, w tym bariatrii, ze względu na brak aparatury dostosowanej do wagi, pacjenci po udarach czy osoby, u których ze w względu na otyłość występują ciężkie powikłania tkankowe. Eksperci wskazują także na bardzo pilną potrzebę wsparcia pacjentów w wieku 18-26 lat z BMI ≥ 35 kg/m2 i chorobami współistniejącymi, takimi jak choroba sercowo-naczyniowa czy obturacyjny bezdech senny (OSA), lub ze stanem przedcukrzycowym. W ich przypadku interwencja na wcześniejszym etapie choroby pozwoli uniknąć rozwoju dalszych, zagrażających życiu powikłań, które są również bardziej kosztochłonne dla systemu ochrony zdrowia.

Co więcej, w przypadku obu grup pacjentów dochodzi czynnik ekonomiczny – młodzi dopiero wchodzą lub będą za kilka lat wchodzić na rynek pracy, a osoby z otyłością olbrzymią często mają ograniczoną zdolność do jej wykonywana. Tym samym, mogą nie mieć wystarczających środków na pokrycie kosztów leczenia.

Szansą dla nich może być program lekowy obejmujący leczenie farmakologiczne pod okiem wielospecjalistycznego zespołu terapeutycznego, który zadbałby także o budowanie zdrowych nawyków w zakresie żywienia i aktywności fizycznej oraz o wsparcie pacjentów pod kątem psychologicznym. Takie rozwiązanie zapewnia większą kontrolę nad wydatkami płatnika publicznego oraz pozwala precyzyjnie określić kryteria kwalifikacji i monitorowania efektów terapii. Daje także pacjentom wiedzę i nowe możliwości w zakresie prowadzenia zdrowego stylu życia.

Celem programu byłoby przeciwdziałanie przedwczesnej umieralności spowodowanej powikłaniami choroby otyłościowej oraz zahamowanie rozwoju niebezpiecznych chorób współistniejących wśród tzw. młodych dorosłych, którzy już teraz lub w ciągu kilku najbliższych lat będą wchodzili na rynek pracy i będą zakładali rodziny.

Przy realizacji nowego programu lekowego można korzystać z doświadczeń z programu KOS-BAR, który stanowi najlepszy dowód, że kompleksowa, wielospecjalistyczna opieka nad pacjentem, przynosi najlepsze efekty terapeutyczne. Wśród uczestników programu obserwowano znaczącą redukcję, a nawet remisję wybranych powikłań choroby otyłościowej, takich jak zaburzenia lipidowe czy cukrzyca typu 2. Zarówno klinicyści, jak i pacjenci niecierpliwie czekają więc na włączenie KOS-BAR do koszyka bezterminowych świadczeń gwarantowanych.

Jak wskazują eksperci, nowy program lekowy można byłoby prowadzić w ok. 20 ośrodkach w Polsce, podobnie jak miało to miejsce w przypadku programu KOS-BAR. Biorąc pod uwagę ich przepustowość, nowy program leczenia otyłości w pierwszej kolejności mógłby być realizowany w 1-2 ośrodkach na województwo, co pozwoliłoby objąć opieką terapeutyczną najbardziej potrzebujących pacjentów.

Leczenie otyłości wpisuje się w strategię zdrowotną Polski i Unii Europejskiej

Warto dodać, że leczenie choroby otyłościowej wpisuje się w działania Polski w kierunku redukcji zgonów z przyczyn sercowo-naczyniowych, prowadzone w ramach programu P26 „Zdrowe serce, zdrowy mózg”. Program ten zakłada wprowadzenie kompleksowej, koordynowanej opieki w kardiologii i neurologii oraz ograniczanie wspólnych czynników ryzyka, w tym wspomnianej choroby otyłościowej. Jego celem jest poprawa jakości życia osób dotkniętych chorobami sercowo‑naczyniowymi i neurologicznymi poprzez zmniejszenie zachorowalności, liczby hospitalizacji, zgonów i niepełnosprawności oraz poprzez podniesienie efektywności systemu opieki zdrowotnej. Wprowadzenie aktualnie dyskutowanego programu lekowego dla osób z otyłością, u których występują te powikłania, może znacząco przyspieszyć realizację celów programu P26 i uplasować Polskę w gronie pierwszych krajów Unii Europejskiej wprowadzających tak kompleksowe i precyzyjne rozwiązanie medyczne.

Kierunek ten jest spójny z podejściem Komisji Europejskiej, przedstawionym w dokumencie „EU cardiovascular health plan: the Safe Hearts Plan”, który kładzie nacisk na skoordynowaną prewencję, wczesne wykrywanie oraz poprawę dostępu do leczenia czynników ryzyka, takich jak otyłość. Według przytoczonych w nim danych, 75 proc. nadmiarowych zgonów związanych z otyłością jest spowodowanych chorobami układu krążenia. Dokument wskazuje, że zapobieganie oraz wczesne interwencje dotyczące głównych czynników ryzyka, w tym otyłości i cukrzycy, należą do najbardziej efektywnych podejść do ograniczania śmiertelności. Unijna strategia wyznacza kilka kluczowych celów do osiągnięcia do 2035 roku i jednym z nich jest zmniejszenie przedwczesnej umieralności o 25 proc. z powodów sercowo-naczyniowych (w stosunku do 2022 roku).

Podsumowując, wprowadzenie celowanego programu lekowego dla najbardziej potrzebujących pacjentów chorych na otyłość pozwoli nie tylko zredukować ryzyko zgonów oraz dalszego rozwoju groźnych powikłań choroby otyłościowej, ale także osiągnąć wymierne korzyści finansowe, gospodarcze oraz społeczne, wpisując się w strategie zdrowotne, zarówno Polski, jak i całej Unii Europejskiej.

Źródło: inf pras

Starzenie się organizmu ma związek m.in. ze stanami zapalnymi, skróceniem telomerów, uszkodzeniami mitochondriów czy zaburzeniami odżywiania komórek. Otyłość przyspiesza liczne spośród tych procesów – wynika z przeglądu badań.

Otyłość nie tylko utrudnia życia i pogarsza bieżące zdrowie, ale też aktywnie przyspiesza proces starzenia się organizmu – twierdzą naukowcy z Sichuan University i innych ośrodków z Chin, autorzy przeglądu badań opublikowanego w piśmie „Genes & Diseases”.

Publikacja po pierwsze wskazuje, że starzenie się jest napędzane przez liczne procesy biologiczne, m.in. przewlekły stan zapalny, skracanie telomerów, zaburzenia funkcjonowania mitochondriów, niestabilność genomu, zaburzenia homeostazy białek, wyczerpywanie się puli komórek macierzystych oraz zaburzenia wykrywania składników odżywczych.

Otyłość, jak informują naukowcy, wydaje się nasilać wiele z tych procesów, co sugeruje, że może przyspieszać biologiczne starzenie się, a nie tylko niezależnie zwiększać ryzyko chorób.

Podkreślają, że jeden z najsilniejszych związków dotyczy chronicznych, słabych stanów zapalnych. Wynikają one z tego, że do tkanki tłuszczowej naciekają komórki układu odpornościowego, produkujące cytokiny prozapalne. Powoduje to z kolei przewlekły stan zapalny w całym organizmie, sprzyjający insulinooporności, zaburzeniom metabolicznym, chorobom sercowo-naczyniowym i uszkodzeniom tkanek. Przypomina to przewlekły stan zapalny związany z naturalnym starzeniem się – wyjaśniają eksperci.

Dowody naukowe wskazują przy tym, że utrata wagi może osłabić wspomniane szkodliwe procesy.

Według naukowców pozytywne zmiany stylu życia, takie jak ograniczenie kalorii w diecie i zwiększenie ilości aktywności fizycznej, a także leczenie farmakologiczne i chirurgia bariatryczna, wiążą się z poprawą funkcjonowania metabolicznego oraz obniżeniem poziomu biologicznych markerów związanych ze starzeniem.

Badacze omawiają także nowoczesne leki przeciw otyłości, w tym liraglutyd, semaglutyd, tirzepatyd i orlistat, pod kątem ich potencjalnego wpływu na wydłużenie życia w zdrowiu. Mają one zmniejszać stan zapalny, poprawiać funkcjonowanie mitochondriów, zwiększać aktywności wydłużającej telomery telomerazy i ograniczać stresu oksydacyjnego.

Źródło: Nauka w Polsce