Medicalpress

Rzecznik Praw Pacjenta zbadał, jak polskie szpitale zgłaszają i analizują zdarzenia niepożądane. Ankietę wypełniło 327 podmiotów leczniczych. Wyniki wskazują na rozwój elektronicznych systemów raportowania, ale także na problem zbyt małej liczby zgłoszeń i brak jednoznacznych zasad klasyfikowania zdarzeń.

Do udziału w badaniu zaproszono wszystkie szpitale w Polsce. Kwestionariusz RPP wypełniło 327 podmiotów leczniczych. Badanie było anonimowe, choć 65 placówek dobrowolnie przekazało swoje dane kontaktowe.

Jednym z najważniejszych wniosków jest niewielka liczba raportowanych zdarzeń. Największa grupa szpitali zebrała w 2024 roku do 50 zgłoszeń. RPP interpretuje ten wynik jako sygnał, że zdarzenia niepożądane nadal nie są w pełni raportowane i gromadzone. Problemem dla placówek pozostaje również brak jednoznacznego określenia, jakie sytuacje powinny być klasyfikowane jako zdarzenia niepożądane.

„Rzetelne zgłaszanie, gromadzenie i analizowanie informacji o zdarzeniach niepożądanych jest jednym z podstawowych elementów budowania bezpieczeństwa pacjentów. Każde takie zdarzenie powinno być źródłem wiedzy, która pozwala zapobiegać podobnym sytuacjom w przyszłości. Dlatego tak ważne jest, aby szpitale miały sprawnie działające systemy raportowania, a zgromadzone informacje były wykorzystywane do poprawy jakości udzielanych świadczeń i bezpieczeństwa pacjentów” – mówi Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta.

Badanie pokazuje jednocześnie postępującą cyfryzację raportowania. W połowie szpitali dostępna jest więcej niż jedna forma zgłaszania zdarzeń niepożądanych, a wewnętrzne systemy elektroniczne są coraz bardziej rozwijane. Formularz papierowy jako jedyny sposób raportowania stosuje obecnie 25 proc. badanych podmiotów.

Istotną kwestią pozostaje anonimowość zgłoszeń. Tylko 13 proc. placówek zbiera i przechowuje informacje pozwalające zidentyfikować osobę zgłaszającą zdarzenie niepożądane.

Szpitale dostrzegają również potrzebę stworzenia rozwiązania obejmującego cały kraj. Aż 70 proc. badanych placówek opowiedziało się za powstaniem centralnego systemu zbierania informacji o zdarzeniach niepożądanych. Prawie 60 proc. spośród tej grupy wskazało Rzecznika Praw Pacjenta jako instytucję, która powinna prowadzić taki rejestr.

Gromadzenie informacji jest jednak dopiero pierwszym etapem. Znaczenie systemu raportowania zależy od tego, czy zgłoszenia są później analizowane i prowadzą do zmian w organizacji opieki. Dane o zdarzeniach niepożądanych mogą pozwolić na identyfikowanie ich przyczyn i okoliczności, ocenę skuteczności obowiązujących procedur oraz wskazanie obszarów, w których potrzebne są działania naprawcze.

Druga edycja badania pozwala RPP nie tylko opisać aktualną sytuację, lecz także obserwować zmiany zachodzące w szpitalach. Wyniki wskazują na rozwój elektronicznych sposobów zgłaszania zdarzeń, ale jednocześnie pokazują, że jednym z podstawowych wyzwań pozostaje samo upowszechnienie kultury ich raportowania. Bez odpowiedniej liczby zgłoszeń nawet najlepiej zaprojektowany system nie dostarczy wiedzy potrzebnej do ograniczania ryzyka podobnych sytuacji w przyszłości.

Źródło: RPP

Jak wynika z raportu On Board Think Kong: „Zdrowie z AI”, około 17 mln Polaków pyta sztuczną inteligencję o zdrowie swoje lub bliskich. Raport został przygotowany we współpracy z agencją badawczą SW Research, odpowiedzialną za badanie na próbie 1000 Polaków.

W ciągu ostatniego roku AI o sprawy zdrowotne pytało 58 proc. dorosłych, a 27 proc. robiło to wielokrotnie. Odpowiedzi czatów coraz częściej przekładają się na konkretne decyzje: 19 proc. korzystających kupiło lek bez recepty lub suplement za sugestią AI, a 8,3 proc. zmieniło dawkowanie albo odstawiło lek bez konsultacji z lekarzem. Jednocześnie co czwarty korzystający nigdy nie sprawdza informacji od AI u lekarza, farmaceuty ani w innym wiarygodnym źródle.

Najmłodsi pytają AI najczęściej, ale po pięćdziesiątce robi to ponad 40 proc.

O zdrowie pytało AI 74,5 proc. osób do 24. roku życia i 72,3 proc. osób w wieku 25–34 lata.
W grupie 35–49 lat odsetek wynosi 65,9 proc. i to tu najwięcej osób pyta AI wielokrotnie. Wśród osób po 50. roku życia z AI w sprawach zdrowia korzysta 43,7 proc. Dochód, wykształcenie i wielkość miejscowości niewiele zmieniają – w każdej z tych grup odsetek pytających mieści się między 54 a 62 proc.

Połowa pyta o objawy, co trzecia osoba o leki albo wyniki badań

50,7 proc. korzystających z AI w sprawach zdrowia pyta o objawy, 36 proc. o leki i suplementy, a 33 proc. prosi o interpretację wyników badań. Wyniki badań częściej analizują z pomocą AI kobiety niż mężczyźni (40 wobec 26 proc.) oraz osoby po pięćdziesiątce (42 proc.). Najmłodsi częściej niż inni pytają o stres, sen i zdrowie psychiczne (32 proc.). 27 proc. korzystających wgrało do czatu wyniki własnych badań, zanim omówiło je z lekarzem.

– W ciągu ostatniego roku 6 na 10 dorosłych Polaków konsultowało z AI tematy zdrowotne,
a co czwarty odbywał takie rozmowy regularnie. Zjawisko to zatem już jest nie tylko powszechne, ale i niezależne od miejsca zamieszkania czy poziomu wykształcenia. Dzięki temu, pytanie o specyfikę konsultacji medycznych z AI pozwala nam niejako „na skróty” dotrzeć do wiedzy z jakimi problemami zdrowotnymi mierzą się różne obecnie różne pokolenia Polaków, bez konieczności bezpośredniego pytania o częstotliwość wizyty u danego specjalisty.
– mówi Piotr Zimolzak, Wiceprezes Zarządu SW Research.

Po rozmowie z AI prawie dwa razy więcej osób umawia wizytę, niż ją odwołuje

13,6 proc. korzystających – szacunkowo ok. 2 mln osób – umówiło wizytę u lekarza, na którą bez AI by nie poszło. Z zaplanowanej wizyty zrezygnowało 7,4 proc. U najmłodszych proporcja jest jeszcze wyraźniejsza: 27 proc. umówiło wizytę, a 8 proc. ją odwołało. Co dziewiąty korzystający pytał AI o wybór lekarza, przychodni lub szpitala.

Co piąty kupił lek lub suplement, bo tak podpowiedziała AI

Pytania o leki – ich działanie, dawkowanie, interakcje i skutki uboczne – zadawało 36 proc. korzystających. 19,2 proc. poszło dalej i kupiło lek bez recepty albo suplement na podstawie sugestii czatu. 8,3 proc., czyli co dwunasty korzystający, zmieniło dawkowanie albo odstawiło lek bez konsultacji z lekarzem, a 14,9 proc. potraktowało odpowiedź AI jak diagnozę.

70 proc. sprawdza odpowiedzi AI, ale regularnie robi to tylko 39 proc.

Zapytaliśmy, czy korzystający weryfikują informacje od AI u lekarza, farmaceuty albo w innym wiarygodnym źródle. 70 proc. robi to przynajmniej czasami, ale regularnie – zawsze lub
w większości przypadków – tylko 39 proc. Najczęstsza odpowiedź to „tylko czasami” (30,5 proc.). Co czwarty (25,4 proc.) nie sprawdza informacji od AI nigdy, a wśród osób po 50. roku życia
– co trzeci (33,4 proc.). Odpowiedź AI z lekarzem lub farmaceutą skonsultowało 17,2 proc.
korzystających.

Dla firm i organizacji to ważny sygnał, że sztuczna inteligencja powinna być dziś uwzględniana w strategiach komunikacji, nie tylko jako nowe narzędzie dotarcia do odbiorców, ale także jako pośrednik wpływający na sposób wyszukiwania, interpretowania i oceniania informacji.

Marki, które chcą skutecznie budować swoją wiarygodność, powinny zadbać o obecność rzetelnych i eksperckich treści również w ekosystemie AI, ponieważ to właśnie tam coraz częściej zaczyna się ścieżka pozyskiwania wiedzy przez konsumentów – komentuje Norbert Ofmański, konsultant public relations w On Board Think Kong.

Pełne wyniki raportu „Zdrowie z AI”, w tym dane w podziale na płeć i wiek, dostępne są na stronie: https://obtk.pl/zdrowieai/#wyniki

Raport „Zdrowie z AI”

Raport „Zdrowie z AI”, przygotowany przez OBTK (On Board Think Kong) we współpracy
z SW Research, analizuje rosnącą rolę sztucznej inteligencji w obszarze zdrowia oraz to, w jaki sposób Polacy wykorzystują narzędzia AI do poszukiwania informacji, interpretowania danych
i podejmowania decyzji dotyczących zdrowia. Badanie pokazuje nie tylko skalę korzystania
z AI, ale również sytuacje, w których odpowiedzi generowane przez sztuczną inteligencję mogą wpływać na zachowania pacjentów – od umówienia wizyty lekarskiej, przez zakup leków i suplementów, po samodzielne modyfikowanie dawkowania.

Raport stanowi punkt wyjścia do dyskusji o zmieniającej się ścieżce pacjenta oraz o roli AI
w komunikacji zdrowotnej. Wyniki pokazują, z jakimi pytaniami Polacy zwracają się do sztucznej inteligencji, w jakim stopniu weryfikują uzyskane informacje oraz kiedy odpowiedź AI staje się elementem realnej decyzji dotyczącej zdrowia. W tym kontekście raport dostarcza danych istotnych zarówno dla sektora ochrony zdrowia, jak i ekspertów, instytucji oraz marek obecnych w cyfrowym środowisku informacji o zdrowiu.

Metodologia

Raport został opracowany przez OBTK (On Board Think Kong) na podstawie badania przeprowadzonego przez SW Research, z wykorzystaniem panelu SW Panel.

Badanie zrealizowano metodą CAWI w dniach 8–10 września 2026 roku na ogólnopolskiej
próbie 1000 dorosłych Polaków (18+). Próba jest reprezentatywna dla dorosłej populacji Polski pod względem płci, wieku oraz wielkości miejscowości.

Pytania o tematy, sytuacje i sprawdzanie informacji zadano 576 osobom, które w ciągu 12 miesięcy korzystały z AI w sprawach zdrowia. Szacunki liczby osób (ok. 17 mln, ok. 2 mln) są przybliżone: odnoszą odsetki z badania do liczby dorosłych mieszkańców Polski i są obarczone błędem statystycznym. Wyniki dla grup poniżej 100 osób należy traktować orientacyjnie.

On Board Think Kong (https://obtk.pl) to agencja zrzeszona w międzynarodowej sieci agencji komunikacji marketingowej ECCO Global Communications Network obecnej w ponad 40
krajach, łącznie zatrudniającej ponad 1500 specjalistów w 50 biurach na całym świecie. Główne obszary specjalizacji to: Public Relations, korporacyjne doradztwo, content marketing & SEO, komunikacja w kanałach społecznościowych. Projekty On Board Think Kong wyróżniane są między innymi za kreatywność i skuteczność (Effie, Golden Drum, IPRA Golden Awards, IAC, Stevie Awards). W Polsce agencja należy do Związku Firm Public Relations.
On Board Think Kong jest też jedynym polskim członkiem brytyjskiego stowarzyszenia Content Marketing Association.

Źródło: inf pras

Sztuczna inteligencja ma pomóc leczyć lepiej, nie tylko szybciej – pod czterema warunkami. Eksperci z Polski i USA debatujący w ramach sesji, odbywającej się podczas XXX Międzynarodowego Kongresu Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, byli zgodni: kardiologia potrzebuje sztucznej inteligencji, ale pacjent zyska na niej dopiero wtedy, gdy szpital sprawdzi algorytm na własnych danych, zachowa nadzór lekarza, utrzyma kontrolę nad danymi i powoła zespół, który potrafi ją ocenić.

Sesja Focus pt. „Sztuczna inteligencja i cyfrowa transformacja kardiologii – gdzie naprawdę jesteśmy?”, która odbyła się w ramach XXX Międzynarodowego Kongresu Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego 18 września 2026 roku, połączyła światowe doświadczenia, polskie przykłady zastosowań AI i pytania o bezpieczeństwo oraz opłacalność wykorzystania sztucznej inteligencji w opiece zdrowotnej.

Algorytmy odczytują już z EKG obniżoną frakcję wyrzutową, skracają opis echokardiografii do około dwóch minut – nadal pod nadzorem lekarza – a w tomografii pozwalają ponad dwukrotnie zmniejszyć liczbę niepotrzebnych koronarografii. W centrum panelu, którą poprowadziła dr Anna Witowicz z Narodowego Instytutu Kardiologii, znalazło się jednak pytanie nie o to, czy AI potrafi analizować badania, lecz jak sprawić, by przekładało się to na lepszą opiekę nad pacjentem.

Zdaniem prof. Sławomira Łobodzińskiego (University of California & California State University, Los Angeles), który przyleciał z Los Angeles specjalnie na XXX Międzynarodowy Kongres Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego w Poznaniu by podzielić się doświadczeniem z wdrażania sztucznej inteligencji w amerykańskich klinikach, sztuczna inteligencja w kardiologii ma sens tylko wtedy, gdy spełnia cztery warunki:

Na podstawie doświadczeń sieci szpitali UCLA, obsługującej około dwóch milionów pacjentów, profesor Łobodziński przestrzegał przed przenoszeniem algorytmów między instytucjami bez sprawdzenia ich na własnej populacji chorych. „AI w kardiologii ma wartość tylko wtedy, gdy pacjent jest leczony lepiej i szybciej, a system oszczędza czas i pieniądze – i na te dowody wciąż czekamy” – podsumował.

Prof. Piotr Buszman (American Heart of Poland, Katowice) pokazał narzędzia z certyfikatem CE używane już w polskich pracowniach – w analizie EKG i obrazowaniu tętnic wieńcowych, w tym opracowane przez polskie firmy. Barierą dla ich szerszego zastosowania pozostaje brak finansowania przez płatnika. „AI nie zastąpi lekarza, ale zastąpi tego lekarza, który nie używa AI” – ocenił.

Dr Anna Witowicz (Narodowy Instytut Kardiologii – PIB w Warszawie) pokazała, jak szpital może sprawdzić, czy narzędzie AI warto wdrożyć w konkretnej placówce – a nie tylko, czy mu wolno. Przepisy określają, czy technologia jest legalna i bezpieczna. Żaden paragraf jednak nie mówi, czy poprawi ona opiekę w konkretnej placówce i ile to będzie kosztowało. Algorytm, który sprawdził się gdzie indziej, w danym ośrodku może nie spełnić oczekiwań. Odpowiedzią jest szpitalna ocena technologii medycznych (HB-HTA). AI wymaga przy tym pytań, których nie zadaje się stentowi ani lekowi: o dryf (powolne pogarszanie się jakości działania modelu w czasie, gdy rzeczywistość lub dane zaczynają się zmieniać), stronniczość oceny algorytmu, aktualizacje i nadzór człowieka. Jak podkreślano, dokładność to jeszcze nie skuteczność. Dr Witowicz postulowała, by lokalna walidacja i pilotaż z jasnymi kryteriami stały się standardem przed każdym wdrożeniem algorytmu AI (także bezpłatnych narzędzi), a szpitale dzieliły się wynikami ocen – również negatywnymi. „Dopuszczenie do obrotu to nie wartość. Warto pytać: o ile jest lepiej, u kogo się to sprawdziło i jakim kosztem” – zaznaczyła.

Dr hab. Aleksandra Ciepłucha (Uniwersytet Medyczny w Poznaniu) omówiła ramy prawne stosowania AI w opiece zdrowotnej. Od sierpnia 2026 roku obowiązuje ustawa o systemach sztucznej inteligencji, a od grudnia br. algorytmy mają być testowane w 400 szpitalach publicznych (w pilotażu znalazły się narzędzia radiologiczne, brakuje natomiast kardiologicznych) – oraz ryzyka: stronniczość algorytmów, skłonność do ulegania maszynie i utratę umiejętności przez lekarzy. „Obowiązuje zasada ograniczonego zaufania: wynik algorytmu nie jest decyzją kliniczną, a odpowiedzialność za pacjenta pozostaje po stronie lekarza” – podkreśliła.

W panelu prof. Łukasz Kołtowski (Uniwersyteckie Centrum Wsparcia Badań Klinicznych, Warszawski Uniwersytet Medyczny) i prof. Tomasz Roleder (Wydział Medyczny Politechniki Wrocławskiej, Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Wrocławiu) wskazywali na bariery w dostępie do danych, potrzebę interdyscyplinarnych zespołów w szpitalach i rozwiązań, które utrzymują dane pacjentów pod kontrolą placówki.

Dyskusja była żywa – pytań z sali było więcej niż czasu na wyczerpujące odpowiedzi. W każdym głosie powracał ten sam wniosek: innowacji nie ocenia się po efektownej demonstracji, lecz po lokalnych testach, współpracy klinicystów z ekspertami od technologii, prawa i ekonomii oraz gotowości do wycofania narzędzia, które nie spełnia oczekiwań. Stawką nie jest zakup AI, lecz bezpieczniejsza i lepiej zorganizowana opieka nad pacjentem.

Źródło: inf pras

Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje trzy obszary szczególnie istotne dla bezpieczeństwa lekowego: sytuacje wysokiego ryzyka, polifarmakoterapię oraz przejścia pacjenta pomiędzy poziomami opieki. Według najnowszego przeglądu systematycznego Światowej Organizacji Zdrowia możliwe do uniknięcia szkody związane z farmakoterapią pozostają istotnym wyzwaniem dla bezpieczeństwa pacjentów, szczególnie w grupach o podwyższonym ryzyku, takich jak pacjenci geriatryczni czy osoby objęte opieką wysoko specjalistyczną. Wraz ze wzrostem złożoności terapii rośnie więc znaczenie narzędzi, które pomagają personelowi szybko zweryfikować informacje dotyczące interakcji, dawkowania czy postępowania w przypadku szczególnych populacji pacjentów.

Bezpieczeństwo farmakoterapii jest integralnym elementem bezpieczeństwa pacjenta. Dlatego tak ważna jest współpraca szpitali z podmiotami technologicznymi, które tworzą rozwiązania odpowiadające na realne potrzeby kliniczne. Jednocześnie innowacyjne narzędzia powinny być oceniane przede wszystkim w rzeczywistym środowisku pracy – z uwzględnieniem ich użyteczności dla personelu, wpływu na organizację pracy oraz specyfiki leczonej populacji. Tylko taka ocena pozwala odpowiedzialnie decydować o ich dalszym wykorzystaniu w praktyce klinicznej. – tłumaczy dr n. med. Eliza Kozyra-Pydyś, Pełnomocnik Dyrektora ds. Klinicznych IMID

Od informacji do decyzji klinicznej

Właśnie temu obszarowi poświęcony był pilotaż Medbase w Instytucie Matki i Dziecka. Narzędzie oceniali użytkownicy korzystający z niego w codziennej pracy. Analizowano m.in. użyteczność kliniczną, wpływ na organizację pracy oraz ogólną ocenę rozwiązania. W odpowiedziach otwartych powtarzały się przede wszystkim: szybki dostęp do informacji potrzebnych przy ocenie farmakoterapii, skrócenie analizy interakcji i terapii, możliwość dotarcia do uzasadnień naukowych i publikacji oraz konsolidacja danych w jednym miejscu. Aż 48 proc. badanych wskazało, że bez narzędzia Medbase weryfikacja zdecydowanie zajęłaby o wiele więcej czasu, a odpowiedź “raczej tak” wybrało 22 proc. ankietowanych, co jasno wskazuje na usprawnienie tego procesu. Jednocześnie 80 proc. respondentów uważa, że narzędzie zdecydowanie zwiększa bezpieczeństwo farmakoterapii.

Użytkownicy wskazywali również na przydatność informacji dotyczących interakcji lekowych, modyfikacji dawkowania w niewydolności nerek i wątroby, polifarmakoterapii oraz stosowania leków w ciąży i podczas laktacji. Z perspektywy praktyki klinicznej istotne jest zatem nie samo zgromadzenie danych, lecz możliwość szybkiego dotarcia do informacji potrzebnej w konkretnym przypadku. Cyfrowe wsparcie nie zastępuje decyzji lekarza czy farmaceuty. Może natomiast ograniczać czasochłonne wyszukiwanie i porównywanie informacji pochodzących z wielu źródeł.

Technologia, która nie powinna zakłócać workflow

Jednym z kluczowych elementów pilotażu była ocena wpływu rozwiązania na organizację pracy. Żaden z respondentów nie wskazał, aby korzystanie z narzędzia zaburzało rytm pracy, a wszyscy potwierdzili skrócenie czasu potrzebnego na sprawdzenie interakcji. To ważny aspekt oceny technologii w środowisku szpitalnym. Narzędzie wspierające decyzję kliniczną powinno wpisywać się w istniejący workflow, a nie tworzyć dodatkowy etap procesu. W pilotażu żaden z respondentów nie zakwestionował również wiarygodności prezentowanych informacji, a wpływ rozwiązania na bezpieczeństwo farmakoterapii oceniono pozytywnie w całej badanej grupie.

Wprowadzanie technologii do środowiska klinicznego ma sens wtedy, gdy realnie wspiera pracę personelu, a nie tworzy kolejnej warstwy obciążenia. Dlatego w pilotażu szczególnie ważne było dla nas sprawdzenie, czy rozwiązanie skraca drogę od pytania klinicznego do wiarygodnej i potrzebnej w danym momencie informacji. Chcieliśmy zobaczyć nie tylko, jak działa samo narzędzie, ale przede wszystkim, jak wpisuje się ono w rzeczywisty workflow szpitala i codzienną pracę użytkowników. Wyniki pilotażu dostarczyły nam cennych informacji na temat jego praktycznego zastosowania i obszarów, w których może wspierać personel – wyjaśnia Sławomir Kmak, Dyrektor Operacyjny Medbase Polska, Specjalista Zdrowia Publicznego.

Pilotaż jako sprawdzian użyteczności, nie tylko technologii

Współpraca Medbase z Instytutem Matki i Dziecka jest przykładem modelu, w którym innowacja przechodzi od etapu prezentacji do praktycznej oceny w szpitalu. Medbase znalazł się w gronie TOP10 finalistów 4. edycji MCSC Hospital Leadership Innovation w zeszłym roku. Jury wskazało rozwiązanie jako bazę wiedzy farmaceutycznej i klinicznej wspierającą personel w codziennych decyzjach terapeutycznych. Pilotaż pokazał jednocześnie, że przydatność technologii należy rozpatrywać w kontekście konkretnej populacji pacjentów. Użytkownicy zwracali uwagę, że w placówce z przewagą pacjentów pediatrycznych część potencjału rozwiązania może być wykorzystywana w mniejszym zakresie. Wskazywali natomiast na wysoką użyteczność w przypadku pacjentów dorosłych, szczególnie geriatrycznych i stosujących polifarmakoterapię, a także w wybranych obszarach wymagających szczególnej uwagi przy prowadzeniu farmakoterapii.

Pilotaż Medbase pozwolił nam zweryfikować, jak rozwiązanie sprawdza się w realnych warunkach oraz w specyfice Szpitala i codziennego sposobu pracy personelu. To istotny element oceny nowych technologii, ponieważ rozwiązanie, które sprawdza się w jednym środowisku, nie zawsze w ten sam sposób odpowiada na potrzeby innej placówki czy konkretnej specjalizacji. Szczególnie cenna jest dla nas informacja zwrotna od użytkowników, którzy wskazali, że rozwiązanie rzeczywiście ułatwia im pracę, przyspiesza realizację zadań i pozwala działać sprawniej. To najlepsze potwierdzenie, że warto wspólnie szukać rozwiązań odpowiadających na rzeczywiste potrzeby personelu i pacjentów. – opowiada Ewelina Tomaszczyk, Innovation Manager Działu Wdrożeń – Centrum Innowacji i Sztucznej Inteligencji w IMiD.

To istotny wniosek dla procesu cyfryzacji ochrony zdrowia: o wartości rozwiązania nie decyduje wyłącznie zakres jego funkcjonalności. Równie ważne jest dopasowanie do profilu placówki, potrzeb personelu i specyfiki leczonej populacji.

Od pilotażu do dalszej oceny rozwiązań cyfrowych

Ogólna ocena Medbase była jednoznacznie pozytywna; wszyscy respondenci przyznali technologii najwyższą lub prawie najwyższą możliwą ocenę. Przeważająca większość badanych zadeklarowała chęć stałego dostępu do narzędzia, a wszyscy uczestnicy wskazali, że poleciliby je innym użytkownikom.

Wyniki pokazują przede wszystkim postrzeganą użyteczność narzędzia, jego wpływ na organizację pracy oraz obszary, w których może wspierać proces oceny farmakoterapii. Przypadek Medbase pokazuje model współpracy, w którym technologia jest oceniana nie tylko pod kątem możliwości technicznych, ale przede wszystkim w odniesieniu do realnych potrzeb klinicznych i organizacyjnych. Dla bezpieczeństwa farmakoterapii kluczowe pozostaje bowiem nie samo wykorzystanie technologii, lecz jej właściwe włączenie w proces leczenia; tak, aby wiarygodna informacja była dostępna wtedy, gdy jest potrzebna do podjęcia decyzji klinicznej.

Wyniki pilotażu Medbase w Instytucie Matki i Dziecka zostały przedstawione 15 września podczas Hospital Innovation Summit & Demo Day 2026 w Warszawie, jednego z kluczowych wydarzeń 5. edycji MCSC Hospital Leadership Innovation. Zwycięzcy tegorocznej edycji zostaną ogłoszeni podczas październikowej gali finałowej. Szczegóły zostaną podane wkrótce przez organizatorów na stronie www.

Według WHO około 1 na 20 pacjentów doświadcza możliwej do uniknięcia szkody związanej z farmakoterapią, a niemal połowa wszystkich możliwych do uniknięcia szkód w opiece medycznej ma związek z lekami i terapiami. W praktyce oznacza to, że bezpieczeństwo farmakoterapii zależy nie tylko od kompetencji personelu, ale również od sprawnego dostępu do wiarygodnej informacji klinicznej w momencie podejmowania decyzji. Pilotaż Medbase w Instytucie Matki i Dziecka pokazuje, jak cyfrowe wsparcie tego procesu jest oceniane przez użytkowników w rzeczywistym środowisku szpitalnym, a wyniki zaprezentowane podczas Hospital Innovation Summit & Demo Day są obiecujące.

Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje trzy obszary szczególnie istotne dla bezpieczeństwa lekowego: sytuacje wysokiego ryzyka, polifarmakoterapię oraz przejścia pacjenta pomiędzy poziomami opieki. Według najnowszego przeglądu systematycznego Światowej Organizacji Zdrowia możliwe do uniknięcia szkody związane z farmakoterapią pozostają istotnym wyzwaniem dla bezpieczeństwa pacjentów, szczególnie w grupach o podwyższonym ryzyku, takich jak pacjenci geriatryczni czy osoby objęte opieką wysoko specjalistyczną. Wraz ze wzrostem złożoności terapii rośnie więc znaczenie narzędzi, które pomagają personelowi szybko zweryfikować informacje dotyczące interakcji, dawkowania czy postępowania w przypadku szczególnych populacji pacjentów.

Bezpieczeństwo farmakoterapii jest integralnym elementem bezpieczeństwa pacjenta. Dlatego tak ważna jest współpraca szpitali z podmiotami technologicznymi, które tworzą rozwiązania odpowiadające na realne potrzeby kliniczne. Jednocześnie innowacyjne narzędzia powinny być oceniane przede wszystkim w rzeczywistym środowisku pracy – z uwzględnieniem ich użyteczności dla personelu, wpływu na organizację pracy oraz specyfiki leczonej populacji. Tylko taka ocena pozwala odpowiedzialnie decydować o ich dalszym wykorzystaniu w praktyce klinicznej. – tłumaczy dr n. med. Eliza Kozyra-Pydyś, Pełnomocnik Dyrektora ds. Klinicznych IMID

Od informacji do decyzji klinicznej

Właśnie temu obszarowi poświęcony był pilotaż Medbase w Instytucie Matki i Dziecka. Narzędzie oceniali użytkownicy korzystający z niego w codziennej pracy. Analizowano m.in. użyteczność kliniczną, wpływ na organizację pracy oraz ogólną ocenę rozwiązania. W odpowiedziach otwartych powtarzały się przede wszystkim: szybki dostęp do informacji potrzebnych przy ocenie farmakoterapii, skrócenie analizy interakcji i terapii, możliwość dotarcia do uzasadnień naukowych i publikacji oraz konsolidacja danych w jednym miejscu. Aż 48 proc. badanych wskazało, że bez narzędzia Medbase weryfikacja zdecydowanie zajęłaby o wiele więcej czasu, a odpowiedź “raczej tak” wybrało 22 proc. ankietowanych, co jasno wskazuje na usprawnienie tego procesu. Jednocześnie 80 proc. respondentów uważa, że narzędzie zdecydowanie zwiększa bezpieczeństwo farmakoterapii.

Użytkownicy wskazywali również na przydatność informacji dotyczących interakcji lekowych, modyfikacji dawkowania w niewydolności nerek i wątroby, polifarmakoterapii oraz stosowania leków w ciąży i podczas laktacji. Z perspektywy praktyki klinicznej istotne jest zatem nie samo zgromadzenie danych, lecz możliwość szybkiego dotarcia do informacji potrzebnej w konkretnym przypadku. Cyfrowe wsparcie nie zastępuje decyzji lekarza czy farmaceuty. Może natomiast ograniczać czasochłonne wyszukiwanie i porównywanie informacji pochodzących z wielu źródeł.

Technologia, która nie powinna zakłócać workflow

Jednym z kluczowych elementów pilotażu była ocena wpływu rozwiązania na organizację pracy. Żaden z respondentów nie wskazał, aby korzystanie z narzędzia zaburzało rytm pracy, a wszyscy potwierdzili skrócenie czasu potrzebnego na sprawdzenie interakcji. To ważny aspekt oceny technologii w środowisku szpitalnym. Narzędzie wspierające decyzję kliniczną powinno wpisywać się w istniejący workflow, a nie tworzyć dodatkowy etap procesu. W pilotażu żaden z respondentów nie zakwestionował również wiarygodności prezentowanych informacji, a wpływ rozwiązania na bezpieczeństwo farmakoterapii oceniono pozytywnie w całej badanej grupie.

Wprowadzanie technologii do środowiska klinicznego ma sens wtedy, gdy realnie wspiera pracę personelu, a nie tworzy kolejnej warstwy obciążenia. Dlatego w pilotażu szczególnie ważne było dla nas sprawdzenie, czy rozwiązanie skraca drogę od pytania klinicznego do wiarygodnej i potrzebnej w danym momencie informacji. Chcieliśmy zobaczyć nie tylko, jak działa samo narzędzie, ale przede wszystkim, jak wpisuje się ono w rzeczywisty workflow szpitala i codzienną pracę użytkowników. Wyniki pilotażu dostarczyły nam cennych informacji na temat jego praktycznego zastosowania i obszarów, w których może wspierać personel – wyjaśnia Sławomir Kmak, Dyrektor Operacyjny Medbase Polska, Specjalista Zdrowia Publicznego.

Pilotaż jako sprawdzian użyteczności, nie tylko technologii

Współpraca Medbase z Instytutem Matki i Dziecka jest przykładem modelu, w którym innowacja przechodzi od etapu prezentacji do praktycznej oceny w szpitalu. Medbase znalazł się w gronie TOP10 finalistów 4. edycji MCSC Hospital Leadership Innovation w zeszłym roku. Jury wskazało rozwiązanie jako bazę wiedzy farmaceutycznej i klinicznej wspierającą personel w codziennych decyzjach terapeutycznych. Pilotaż pokazał jednocześnie, że przydatność technologii należy rozpatrywać w kontekście konkretnej populacji pacjentów. Użytkownicy zwracali uwagę, że w placówce z przewagą pacjentów pediatrycznych część potencjału rozwiązania może być wykorzystywana w mniejszym zakresie. Wskazywali natomiast na wysoką użyteczność w przypadku pacjentów dorosłych, szczególnie geriatrycznych i stosujących polifarmakoterapię, a także w wybranych obszarach wymagających szczególnej uwagi przy prowadzeniu farmakoterapii.

Pilotaż Medbase pozwolił nam zweryfikować, jak rozwiązanie sprawdza się w realnych warunkach oraz w specyfice Szpitala i codziennego sposobu pracy personelu. To istotny element oceny nowych technologii, ponieważ rozwiązanie, które sprawdza się w jednym środowisku, nie zawsze w ten sam sposób odpowiada na potrzeby innej placówki czy konkretnej specjalizacji. Szczególnie cenna jest dla nas informacja zwrotna od użytkowników, którzy wskazali, że rozwiązanie rzeczywiście ułatwia im pracę, przyspiesza realizację zadań i pozwala działać sprawniej. To najlepsze potwierdzenie, że warto wspólnie szukać rozwiązań odpowiadających na rzeczywiste potrzeby personelu i pacjentów. – opowiada Ewelina Tomaszczyk, Innovation Manager Działu Wdrożeń – Centrum Innowacji i Sztucznej Inteligencji w IMiD.

To istotny wniosek dla procesu cyfryzacji ochrony zdrowia: o wartości rozwiązania nie decyduje wyłącznie zakres jego funkcjonalności. Równie ważne jest dopasowanie do profilu placówki, potrzeb personelu i specyfiki leczonej populacji.

Od pilotażu do dalszej oceny rozwiązań cyfrowych

Ogólna ocena Medbase była jednoznacznie pozytywna; wszyscy respondenci przyznali technologii najwyższą lub prawie najwyższą możliwą ocenę. Przeważająca większość badanych zadeklarowała chęć stałego dostępu do narzędzia, a wszyscy uczestnicy wskazali, że poleciliby je innym użytkownikom.

Wyniki pokazują przede wszystkim postrzeganą użyteczność narzędzia, jego wpływ na organizację pracy oraz obszary, w których może wspierać proces oceny farmakoterapii. Przypadek Medbase pokazuje model współpracy, w którym technologia jest oceniana nie tylko pod kątem możliwości technicznych, ale przede wszystkim w odniesieniu do realnych potrzeb klinicznych i organizacyjnych. Dla bezpieczeństwa farmakoterapii kluczowe pozostaje bowiem nie samo wykorzystanie technologii, lecz jej właściwe włączenie w proces leczenia; tak, aby wiarygodna informacja była dostępna wtedy, gdy jest potrzebna do podjęcia decyzji klinicznej.

Wyniki pilotażu Medbase w Instytucie Matki i Dziecka zostały przedstawione 15 września podczas Hospital Innovation Summit & Demo Day 2026 w Warszawie, jednego z kluczowych wydarzeń 5. edycji MCSC Hospital Leadership Innovation. Zwycięzcy tegorocznej edycji zostaną ogłoszeni podczas październikowej gali finałowej. Szczegóły zostaną podane wkrótce przez organizatorów na stronie www.

Źródło: inf pras

Od 13 września 2026 r. Centrum e-Zdrowia uruchamia nowe reguły walidacji recept refundowanych. Zmiany oznaczają zwiększenie kontroli poprawności danych już na etapie wystawiania recepty, w szczególności w zakresie sposobu dawkowania oraz ilości przepisywanego produktu leczniczego.

Prawidłowe określenie dawkowania nie jest wyłącznie wymogiem technicznym systemu e-recepty. Jest elementem prawidłowo prowadzonej farmakoterapii, służy bezpieczeństwu pacjenta oraz pozwala na określenie ilości produktu leczniczego niezbędnej do zapewnienia ciągłości leczenia.

O czym należy pamiętać podczas wystawiania recepty?

1. Wprowadzaj kompletny i zrozumiały sposób dawkowania

Dawkowanie powinno jednoznacznie wskazywać pacjentowi sposób stosowania produktu leczniczego oraz umożliwiać prawidłowe określenie ilości leku potrzebnej na okres prowadzonej terapii.

W przypadku recept objętych nowymi regułami walidacji należy wprowadzać dawkowanie w wymaganej, ustrukturyzowanej postaci.

Brak wprowadzenia prawidłowych danych uniemożliwi wystawienie recepty dla pacjenta w systemie gabinetowym.

2. Zadbaj o zgodność informacji przekazywanych pacjentowi

Informacja przekazywana pacjentowi ustnie lub w dodatkowych materiałach powinna być zgodna z aktualnym sposobem dawkowania zapisanym na recepcie.

W przypadku zmiany schematu terapii należy zweryfikować, czy dawkowanie znajdujące się na recepcie odpowiada rzeczywistym zaleceniom terapeutycznym.

Dla osoby realizującej receptę podstawą określenia ilości wydawanego produktu jest informacja zawarta w dokumencie recepty.

3. Brak lub wadliwe dawkowanie może ograniczyć ilość leku wydanego pacjentowi

Brak wpisania sposobu dawkowania, wpisania go nieczytelnie, błędnie lub niespełniającego wymagań określonych przepisami, może skutkować ograniczeniem ilości produktu leczniczego możliwą do wydania w aptece dla pacjenta.

W takich przypadkach osoba realizująca receptę może wydać maksymalnie ilość odpowiadającą 4 najmniejszym opakowaniom danego produktu.

Powyższe działania mogą skutkować wydaniem pacjentowi ilości leku mniejszej niż zaplanowana przez osobę wystawiającą receptę i niewystarczającej do zapewnienia ciągłości terapii.

4. Szczególną uwagę należy zachować przy lekach psychotropowych i środkach odurzających

W przypadku produktów leczniczych zawierających środki odurzające lub substancje psychotropowe należy bezwzględnie przestrzegać szczególnych wymagań dotyczących sposobu dawkowania wynikających z właściwych przepisów.

Brak wymaganej informacji o sposobie dawkowania może skutkować brakiem możliwości realizacji recepty przez aptekę.

Problemy techniczne nie powinny pozbawiać pacjenta prawidłowo wystawionej recepty

Problemy techniczne związane z oprogramowaniem gabinetowym nie powinny prowadzić do przenoszenia ich konsekwencji na pacjenta, w szczególności poprzez nieuzasadnione odstąpienie od wystawienia recepty refundowanej.

W przypadku problemów z wykorzystywanym oprogramowaniem należy korzystać z dostępnych rozwiązań umożliwiających prawidłowe wystawienie recepty, w tym z systemu gabinet.gov.pl, a w przypadkach przewidzianych przepisami – z możliwości wystawienia recepty w postaci papierowej.

Jeżeli pacjent spełnia warunki refundacji danego produktu leczniczego, sam problem techniczny związany z wykorzystywanym oprogramowaniem nie powinien stanowić podstawy do pozbawienia pacjenta przysługującego mu poziomu refundacji.

Dawkowanie a Charakterystyka Produktu Leczniczego

Dawkowanie produktu leczniczego powinno wynikać z rzeczywistych potrzeb terapeutycznych pacjenta oraz uwzględniać jego bezpieczeństwo.

Przekroczenie dawkowania wskazanego w Charakterystyce Produktu Leczniczego nie oznacza automatycznie błędnego sposobu dawkowania. W uzasadnionych sytuacjach klinicznych osoba prowadząca leczenie może podjąć indywidualną decyzję terapeutyczną dotyczącą sposobu stosowania produktu leczniczego.

Decyzja taka powinna mieć uzasadnienie kliniczne i znajdować odpowiednie odzwierciedlenie w dokumentacji medycznej pacjenta.

Nieuzasadnione klinicznie i niebezpieczne dla pacjenta jest natomiast wpisywanie zawyżonego dawkowania w stosunku do aktualnych potrzeb wynikających z wybranej terapii, które wielokrotnie przekraczają dawkę dobową oraz dawkę śmiertelną danej substancji czynnej, którego jedynym celem jest zaopatrzenie pacjenta w zwiększoną ilość zapasu leku.

Kontrola ordynacji i refundacji

Ministerstwo Zdrowia oraz Narodowy Fundusz Zdrowia mogą analizować prawidłowość ordynacji i refundacji produktów leczniczych.

Szczególnej analizy mogą wymagać przypadki, w których zadeklarowany na recepcie sposób dawkowania prowadzi do przepisania ilości produktu leczniczego niewspółmiernej do rzeczywistych potrzeb terapeutycznych pacjenta, w szczególności gdy wskazane dawkowanie znacząco przekracza wartości określone w Charakterystyce Produktu Leczniczego lub może budzić wątpliwości z punktu widzenia bezpieczeństwa farmakoterapii.

W takich przypadkach osoba wystawiająca receptę powinna być przygotowana podczas kontroli do wykazania medycznego uzasadnienia przyjętego sposobu leczenia na podstawie dokumentacji medycznej pacjenta.

Dawkowanie ma znaczenie

Prawidłowe dawkowanie to nie tylko wymóg systemu.

To przede wszystkim:

Źródło: MZ

Rzecznik Praw Pacjenta ma zyskać nowe narzędzia do walki z osobami i podmiotami, które wprowadzają pacjentów w błąd co do metod leczenia. Ustawa określana jako „lex szarlatan” pozwoli temu organowi reagować na praktyki prowadzone poza systemem ochrony zdrowia, a za najpoważniejsze naruszenia nakładać kary do 1 mln zł. RPP podkreśla, że nowe przepisy mają chronić przed oszustami i nie będą ograniczać stosowania ziołolecznictwa, masaży czy akupunktury. Ustawa czeka na decyzję prezydenta, który na jej podjęcie ma czas do 21 sierpnia. 

– Ustawa potocznie zwana „lex szarlatan” ma chronić przed osobami, które oszukują pacjentów, wmawiając im nieprawdziwe informacje związane z metodami leczenia, ma bronić pacjentów przed naciągaczami, którzy mają zawsze bardzo proste odpowiedzi: bardzo łatwo da się wyleczyć, wszystko da się wyleczyć, w porównaniu do medycyny akademickiej, która mówi jasno, że często ten proces jest bardzo długi – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Konrad Madejczyk, rzecznik prasowy Biura Rzecznika Praw Pacjenta.

Jednym z powodów przygotowania nowych przepisów jest luka w obecnych regulacjach. Praktyki pseudomedyczne są często prowadzone poza systemem ochrony zdrowia, m.in. w ramach zwykłej działalności gospodarczej, przez co nie podlegają takim samym zasadom nadzoru jak podmioty lecznicze.

Z oceny skutków regulacji wynika, że w Polsce zarejestrowanych jest blisko 40 tys. działalności gospodarczych w obszarze działalności paramedycznej oraz medycyny tradycyjnej, uzupełniającej i alternatywnej. Nie oznacza to, że wszystkie stosują praktyki pseudomedyczne. Autorzy OSR szacują, że kryteria takich praktyk może spełniać od kilku do kilkunastu tysięcy osób i podmiotów.

– Ustawa „lex szarlatan” nie będzie dotyczyła osób, które leczą ziołami, masażystów, leczenia akupunkturą, medycyny chińskiej. Wszystkie te metody, które są stosowane dzisiaj jako medycyna komplementarna, będą oczywiście możliwe i dalej będą mogły być stosowane. To jest ustawa, która ma za zadanie przestrzegać pacjentów przed osobami, które polecają leczenie hormonalne, na przykład na zasadzie picia płynu Lugola, który jest skrajnie niebezpieczny przy leczeniu tarczycy – mówi rzecznik Biura RPP.

Zgodnie z ustawą za praktykę pseudomedyczną będzie uznawane przypisywanie metodzie lub substancji właściwości leczniczych niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną, jeżeli może to prowadzić m.in. do pogorszenia stanu zdrowia, opóźnienia właściwej diagnostyki lub leczenia albo rezygnacji z leczenia o potwierdzonej skuteczności.

Nowe regulacje mają objąć także publiczne rozpowszechnianie dezinformacji medycznej w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej. W OSR zwrócono uwagę na znaczenie internetu i mediów społecznościowych w rozpowszechnianiu takich treści. Najpopularniejsze osoby promujące metody sprzeczne z aktualną wiedzą medyczną mają setki tysięcy obserwujących. Zgodnie z nowymi przepisami RPP ma prowadzić jawny rejestr podmiotów posługujących się dezinformacją medyczną, a w przypadku stron internetowych będzie mógł wystąpić do przedsiębiorcy telekomunikacyjnego o przekierowanie użytkowników z oznaczonej domeny na stronę RPP z ostrzeżeniem o dezinformacji medycznej.

– Ustawa będzie też broniła pacjentów przed osobami, które nieprawnie używają tytułu zawodowego lekarza czy nieprawnie stosują metody, jak na przykład w przypadku pacjentki na południu Polski, która była leczona tzw. perłami księżniczki – mówi Konrad Madejczyk.

W czerwcu br. ujawniono historię 40-letniej pacjentki chorej na raka jajnika, która korzystała z usług naturopaty z Bielska-Białej. Mężczyzna diagnozował ją za pomocą biorezonansu i zalecał jej m.in. tzw. perły księżniczki – tampony nasączone chińskimi ziołami. Podczas przeszukania jego gabinetu śledczy zabezpieczyli dane blisko 900 osób, które mogły korzystać z jego usług.

– Jeżeli chodzi o zgłoszenia praktyk naruszających bezpieczeństwo pacjenta, nie ma ich wiele, bo Rzecznik Praw Pacjenta dziś może się zajmować wyłącznie podmiotami leczniczymi. Często te praktyki są prowadzone w ramach prywatnej działalności gospodarczej. Mówimy o gigantycznej skali nadużyć w sieci, ale jeżeli chodzi o same skargi, to dziś mamy ich niedużo – mówi rzecznik Biura RPP.

Nowe przepisy mają umożliwić RPP prowadzenie odrębnych postępowań w sprawie praktyk pseudomedycznych. Rzecznik będzie mógł żądać od osób i podmiotów, których działalność bada, informacji i dokumentów, a także korzystać z opinii ekspertów. Jeżeli uzna, że dana praktyka może zagrażać życiu lub zdrowiu pacjentów, jeszcze przed zakończeniem postępowania będzie mógł nakazać jej natychmiastowe zaprzestanie.

– Nowe kompetencje, które zyska Rzecznik Praw Pacjenta, to przede wszystkim możliwość nałożenia kary i publikacji na stronie internetowej informacji na temat osoby, instytucji czy podmiotu, który takie praktyki stosuje – wskazuje Konrad Madejczyk.

Nowelizacja ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta przewiduje podniesienie maksymalnej kary za naruszanie zbiorowych praw pacjentów do 1 mln zł. Do 100 tys. zł będzie mogła wynieść kara za brak współpracy z rzecznikiem, np. za nieprzekazanie wymaganych informacji lub dokumentów. Sankcja będzie mogła zostać nałożona także wtedy, gdy podmiot zaprzestanie stosowania danej praktyki przed wydaniem decyzji.

Do realizacji nowych zadań Biuro Rzecznika Praw Pacjenta ma otrzymać dodatkowe etaty.

– Przewidzianych jest sześć nowych etatów. Będą to osoby, które będą miały za zadanie m.in. badać informacje, które będą do nas napływały. Jeżeli chodzi o samą organizację pracy Rzecznika Praw Pacjenta, to nic się specjalnie nie zmieni, poza tym, że będą dodatkowe uprawnienia. Ale podkreślam, te uprawnienia będą na zasadzie zbierania informacji, pozyskiwania wiedzy od osób, które zajmują się medycyną. Nie będzie to nigdy decyzja podejmowana przez jedną osobę – zapewnia rzecznik Biura RPP.

Nowe przepisy wzbudzają duże kontrowersje już od początku prac legislacyjnych. Do prezydenta apelują zarówno zwolennicy regulacji, w tym środowiska lekarskie, pacjenckie i naukowe, jak i jej przeciwnicy, którzy wskazują m.in. na ryzyko zbyt szerokiej interpretacji nowych uprawnień Rzecznika Praw Pacjenta. Instytut Ordo Iuris zwrócił się do Karola Nawrockiego o skierowanie ustawy do ponownego rozpatrzenia przez Sejm. W swojej analizie wskazuje m.in. na niejednoznaczne – jego zdaniem – definicje praktyk pseudomedycznych i dezinformacji medycznej. Zdaniem instytutu regulacje mogą naruszać wolność słowa i badań naukowych, autonomię pacjenta oraz wolność działalności gospodarczej.

Źródło: Newseria

Jeszcze kilka lat temu pacjent, który doznał szkody podczas leczenia szpitalnego, najczęściej stawał przed trudnym wyborem. Mógł zrezygnować z dochodzenia swoich praw albo wejść na wieloletnią drogę sądową, wymagającą kosztownych opinii biegłych, pomocy prawników i dużej cierpliwości. Dziś coraz więcej osób wybiera zupełnie inną ścieżkę. Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych, działający przy Rzeczniku Praw Pacjenta od września 2023 roku, staje się realną alternatywą dla postępowań sądowych, a najnowsze dane pokazują, że zaufanie pacjentów do tego rozwiązania systematycznie rośnie.

Do tej pory do Rzecznika Praw Pacjenta wpłynęło już 6037 wniosków, a łączna wartość przyznanych świadczeń osiągnęła 64,5 mln zł. Spośród 1125 pozytywnie rozpatrzonych spraw jedynie 45 pacjentów zdecydowało się nie przyjąć proponowanego świadczenia i skierować roszczenia do sądu. To odsetek, który może świadczyć o wysokiej akceptacji proponowanych rozstrzygnięć oraz o tym, że pozasądowy model rekompensat zaczyna spełniać swoją rolę.

Jak podkreśla Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec: „To bardzo ważne dla mnie i mojego zespołu, że coraz więcej pacjentów docenia zasadę funkcjonowania Funduszu Kompensacyjnego Zdarzeń Medycznych i z niego korzysta. Do tej pory przyznałem już świadczenia o wysokości ponad 60 milionów złotych, co oznacza, że średnia wypłacana kwota dla jednej osoby to ponad 55 tysięcy złotych”.

Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych został stworzony jako odpowiedź na jeden z największych problemów polskiego systemu dochodzenia roszczeń medycznych – czas. W klasycznym procesie sądowym postępowania potrafią trwać wiele lat, a ich wynik często zależy od skomplikowanych opinii biegłych oraz konieczności udowodnienia winy konkretnego podmiotu lub personelu medycznego. Model zastosowany w Funduszu opiera się na zupełnie innej filozofii.

Postępowanie prowadzone jest zgodnie z zasadą „no fault”, co oznacza, że nie bada się odpowiedzialności lekarza ani szpitala. Celem nie jest wskazanie winnego, lecz ustalenie, czy pacjent doznał szkody zdrowotnej związanej z udzielaniem świadczeń zdrowotnych i czy należy mu się rekompensata. Z rozwiązania mogą korzystać osoby, które podczas pobytu w szpitalu doznały uszkodzenia ciała, rozstroju zdrowia lub zakażenia szpitalnego. W przypadku śmierci pacjenta świadczenie przysługuje również jego bliskim.

Taki model ma jeszcze jedną zaletę. Ogranicza konflikt pomiędzy pacjentem a placówką medyczną i pozwala skupić się przede wszystkim na szybszym uzyskaniu świadczenia oraz poprawie bezpieczeństwa pacjentów w przyszłości.

Mimo rosnącej popularności Funduszu Rzecznik Praw Pacjenta zwraca uwagę na zjawisko, które może budzić niepokój. Coraz więcej osób decyduje się korzystać z usług kancelarii odszkodowawczych, choć – jak podkreśla urząd – procedura została zaprojektowana tak, aby większość pacjentów mogła przeprowadzić ją samodzielnie.

Według danych Biura Rzecznika dwie największe kancelarie odszkodowawcze z Warszawy skierowały już do Funduszu ponad 413 wniosków. Problem polega na tym, że wynagrodzenie takich firm często sięga nawet 30 proc. przyznanego świadczenia, co oznacza, że znaczna część rekompensaty trafia nie do pacjenta, lecz do pośrednika.

To właśnie dlatego Rzecznik Praw Pacjenta zachęca do samodzielnego składania wniosków. Jak podkreśla urząd, formularz można wypełnić w około 20 minut, a w razie problemów pracownicy Biura udzielają bezpłatnej pomocy telefonicznej oraz merytorycznej.

Bartłomiej Chmielowiec apeluje: „Zachęcam pacjentów, aby nie obawiali się samodzielnego składania wniosków do Funduszu Kompensacyjnego Zdarzeń Medycznych, a jeśli natrafią na jakąś trudność, aby dzwonili do Biura Rzecznika Praw Pacjenta i tam uzyskają wsparcie”.

Rosnąca liczba składanych wniosków pokazuje, że Fundusz przestaje być mało znanym rozwiązaniem prawnym, a staje się elementem systemu ochrony praw pacjenta. Jednocześnie doświadczenia ostatnich dwóch lat wskazują, że samo stworzenie mechanizmu rekompensat nie wystarczy. Równie ważne jest budowanie świadomości, że pacjent może skorzystać z niego bez kosztownego pośrednictwa i bez konieczności wieloletniego procesu sądowego.

Jeżeli obecny trend się utrzyma, Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych może stać się jednym z najważniejszych narzędzi pozasądowego rozwiązywania sporów medycznych w Polsce. Wyzwanie na kolejne lata będzie polegało nie tylko na dalszym usprawnianiu procedur, ale również na dotarciu z informacją do pacjentów, którzy nadal nie wiedzą, że w wielu przypadkach mogą dochodzić rekompensaty szybciej, prościej i bez ponoszenia wysokich kosztów obsługi prawnej.

Źródło: RPP

Bezpieczeństwo pacjenta nie kończy się w momencie zakończenia operacji. Narodowy Fundusz Zdrowia proponuje zmiany, które mają sprawić, że specjalistyczne zabiegi będą wykonywane wyłącznie w oddziałach dysponujących odpowiednim personelem, sprzętem i zapleczem do leczenia ewentualnych powikłań. Projekt ma uporządkować finansowanie świadczeń, ograniczyć tzw. „zabiegi walizkowe” i wzmocnić rolę wyspecjalizowanych ośrodków. Jednocześnie NFZ zapewnia, że celem nie jest ograniczenie dostępu do leczenia, lecz poprawa jego jakości i bezpieczeństwa.

Od lat jednym z największych wyzwań polskiego systemu ochrony zdrowia jest nie tylko dostępność leczenia, ale również jego jakość i organizacja. W dyskusjach o reformach najczęściej pojawiają się kolejki, finansowanie czy niedobór personelu. Tymczasem Narodowy Fundusz Zdrowia zwraca uwagę na problem, który dla pacjentów pozostaje niemal niewidoczny. Chodzi o miejsce wykonywania specjalistycznych zabiegów oraz zapewnienie choremu kompleksowej opieki także po zakończeniu operacji.

NFZ przedstawił projekt zmian zasad finansowania świadczeń szpitalnych. Przygotowano go we współpracy z ekspertami reprezentującymi chirurgię ogólną, ortopedię, neurochirurgię oraz urologię. Głównym założeniem jest koncentracja specjalistycznych procedur w oddziałach, które dysponują odpowiednią kadrą, całodobowym zabezpieczeniem specjalistycznym oraz zapleczem diagnostycznym.

Jak podkreśla prezes Narodowego Funduszu Zdrowia Filip Nowak: „Chirurgia powinna być realizowana w oddziałach chirurgicznych. Stawiamy bezpieczeństwo pacjentów na pierwszym miejscu. Nad proponowanym rozwiązaniem pracowaliśmy od ok. dwóch lat wspólnie z gronem ekspertów klinicznych reprezentujących dziedziny zabiegowe: chirurgię ogólną, ortopedię i traumatologię narządu ruchu, neurochirurgię oraz urologię.”

Propozycja nie dotyczy wszystkich operacji wykonywanych przez chirurgów ogólnych. Obecnie oddziały chirurgii ogólnej mogą rozliczać około 230 grup świadczeń. Wśród nich znajdują się jednak procedury typowe dla innych specjalności, takie jak artroskopie, operacje kręgosłupa, wybrane zabiegi urologiczne czy bronchoskopie. To właśnie one mają zostać przeniesione do oddziałów specjalistycznych.

Zdaniem Funduszu obecny model nie zawsze gwarantuje pacjentom pełne bezpieczeństwo. W części szpitali specjalista wykonujący operację przyjeżdża jedynie na zaplanowany blok operacyjny, po czym opuszcza placówkę. W przypadku wystąpienia powikłań dalszą opiekę przejmuje personel, który nie uczestniczył w zabiegu i nie zawsze posiada doświadczenie w leczeniu danego schorzenia.

Nowe rozwiązania mają zmienić właśnie ten element systemu. Pacjent wymagający operacji ortopedycznej miałby trafiać na oddział ortopedii, osoba z chorobą wymagającą leczenia neurochirurgicznego do neurochirurgii, a pacjent urologiczny do oddziału urologii.

Jak wyjaśnia Anna Skowrońska, zastępca dyrektora Departamentu Świadczeń Opieki Zdrowotnej w Centrali NFZ: „Dla pacjentów będzie to jasna informacja, gdzie dana procedura lub zabieg mogą zostać wykonane. Obecnie świadczenia te mogą być realizowane w różnych miejscach. Po zmianach pacjent wymagający artroskopii będzie kierowany na oddział ortopedii.”

To ważna zmiana również z punktu widzenia organizacji leczenia. Specjalistyczny oddział zapewnia bowiem nie tylko możliwość wykonania operacji, ale także dostęp do odpowiedniej diagnostyki, lekarzy obecnych przez całą dobę oraz szybkiego leczenia ewentualnych powikłań.

Na ten aspekt zwraca uwagę prezes Towarzystwa Chirurgów Polskich prof. Wiesław Tarnowski. „Zawsze zadaję sobie pytanie: gdzie sam poszedłbym się operować? Nie wybrałbym placówki, w której chirurg pojawia się raz w tygodniu. Wybrałbym szpital, w którym specjalista jest obecny na co dzień, działa odpowiednie zaplecze i istnieje możliwość natychmiastowego leczenia powikłań. Sam zabieg to nie wszystko. Bezpieczeństwo pacjenta musi być zapewnione przez całą dobę.”

Eksperci podkreślają, że sukces leczenia operacyjnego nie zależy wyłącznie od technicznego wykonania zabiegu. Szczególnie dobrze widać to w ortopedii, gdzie efekty operacji ocenia się często po wielu latach.

Jak zaznacza konsultant krajowy w dziedzinie ortopedii i traumatologii narządu ruchu prof. Jarosław Czubak: „W ortopedii dobrego wyniku leczenia nie oceniamy po kilku miesiącach. Powinien być trwały przez kilkanaście, a czasem nawet kilkadziesiąt lat. Dlatego zabieg musi być wykonywany tam, gdzie pacjent ma zapewnione właściwe leczenie, również po operacji i w przypadku wystąpienia powikłań.”

Jednym z najczęściej komentowanych elementów projektu jest próba ograniczenia tzw. „zabiegów walizkowych”. To określenie odnosi się do sytuacji, w której lekarz przyjeżdża do szpitala wyłącznie po to, by wykonać serię zaplanowanych operacji, a następnie wraca do swojej macierzystej placówki.

Według NFZ taki model utrudnia zapewnienie ciągłości leczenia. Jak mówi zastępca prezesa Funduszu Jakub Szulc: „Tak zwane zabiegi walizkowe, gdy lekarz przyjeżdża do konkretnego szpitala tylko po to, żeby wykonać serię operacji, nie mają nic wspólnego z bezpieczeństwem pacjenta. Chcemy skierować system w przeciwną stronę – do koncentracji specjalistycznego leczenia i zapewnienia pacjentowi pełnej opieki w miejscu, w którym wykonywany jest zabieg.”

Projekt nie oznacza jednak ograniczenia liczby wykonywanych świadczeń. NFZ podkreśla, że zmieni się przede wszystkim miejsce ich realizacji. Fundusz zapowiada monitorowanie przepływu pacjentów pomiędzy placówkami, a w razie potrzeby zwiększenie finansowania oddziałów specjalistycznych przejmujących większą liczbę chorych.

Jednocześnie szpitale prowadzące oddziały chirurgii ogólnej mają skoncentrować się na procedurach należących do ich podstawowego profilu działalności, takich jak leczenie przepuklin, żylaków czy operacje pęcherzyka żółciowego.

Co więcej, Fundusz proponuje zwiększenie finansowania jednoczasowego leczenia obustronnej przepukliny pachwinowej o 40 procent. Rozwiązanie ma zachęcić szpitale do wykonywania jednej operacji zamiast dwóch oddzielnych hospitalizacji, co oznacza krótszy czas leczenia dla pacjenta i bardziej efektywne wykorzystanie zasobów systemu.

Projekt zarządzenia Prezesa NFZ znajduje się obecnie w konsultacjach społecznych, które potrwają do 14 sierpnia 2026 roku. Jeżeli proponowane rozwiązania zostaną przyjęte, nowe zasady finansowania mają wejść w życie 1 października 2026 roku.

Proponowane zmiany pokazują, że coraz większy nacisk kładzie się nie tylko na liczbę wykonywanych procedur, ale również na organizację całego procesu leczenia. To kierunek zgodny z obserwowanymi od lat trendami w wielu krajach europejskich, gdzie koncentracja specjalistycznych świadczeń w wyspecjalizowanych ośrodkach ma poprawiać jakość leczenia i ograniczać ryzyko powikłań. Ostateczny efekt reformy będzie jednak zależał od tego, czy uda się pogodzić bezpieczeństwo pacjentów z dostępnością świadczeń oraz możliwościami organizacyjnymi szpitali.

Źródło: NFZ

Ministerstwo Zdrowia przedstawiło do konsultacji publicznych projekt jednej z najbardziej kompleksowych reform organizacji pracy personelu medycznego ostatnich lat. Najwięcej uwagi przyciągają propozycje ograniczenia wynagrodzeń finansowanych ze środków publicznych oraz limitu pracy do równowartości dwóch etatów. W projekcie znalazło się jednak rozwiązanie, które może mieć równie istotne znaczenie dla funkcjonowania systemu: znaczące rozszerzenie kompetencji prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia. To właśnie on będzie mógł wyrażać zgodę na odstępstwa od nowych ograniczeń w sytuacjach uzasadnionych potrzebami zdrowotnymi mieszkańców.

Projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych jest elementem szerszego pakietu zmian zapowiadanego przez Ministerstwo Zdrowia. Resort argumentuje, że celem reform jest uporządkowanie zasad zatrudniania personelu medycznego, poprawa dostępności świadczeń oraz ograniczenie zjawiska nadmiernego obciążenia lekarzy pracujących jednocześnie w wielu placówkach.

Nie tylko limity wynagrodzeń

Najbardziej komentowaną propozycją jest wprowadzenie maksymalnej stawki wynagrodzenia finansowanego ze środków publicznych – 240 zł brutto za godzinę oraz miesięcznego limitu odpowiadającego 16-krotności płacy minimalnej, czyli obecnie 76,8 tys. zł brutto. Projekt przewiduje również, że łączny czas pracy osoby wykonującej zawód medyczny w podmiotach finansowanych przez NFZ nie będzie mógł przekroczyć równowartości dwóch pełnych etatów, niezależnie od formy zatrudnienia. Ograniczenia mają objąć zarówno umowy o pracę, jak i kontrakty cywilnoprawne.

Resort zdrowia uzasadnia te rozwiązania koniecznością zwiększenia bezpieczeństwa pacjentów oraz poprawy organizacji pracy w publicznym systemie ochrony zdrowia. Wielogodzinna praca w kilku placówkach od lat wskazywana jest jako jeden z czynników zwiększających ryzyko przemęczenia personelu oraz utrudniających planowanie grafików.

Prezes NFZ będzie decydował o wyjątkach

Projekt przewiduje możliwość odstąpienia od nowych limitów, jeśli ich stosowanie mogłoby zagrozić zapewnieniu mieszkańcom dostępu do świadczeń zdrowotnych. Decyzję w takich przypadkach będzie podejmował prezes Narodowego Funduszu Zdrowia.

Zgoda będzie mogła zostać wydana na wniosek świadczeniodawcy i będzie miała charakter indywidualny. Oznacza to, że nowe przepisy nie będą miały całkowicie sztywnego charakteru – pozostawią możliwość reagowania na sytuacje, w których braki kadrowe mogłyby doprowadzić do ograniczenia działalności oddziałów lub wydłużenia kolejek do leczenia.

Odpowiedź na problemy kadrowe

Mechanizm wyjątków wydaje się odpowiedzią na jedną z najczęściej podnoszonych obaw dotyczących projektu.

Według danych OECD i Komisji Europejskiej Polska od lat należy do państw z jedną z najniższych liczb lekarzy przypadających na 1000 mieszkańców. Niedobory personelu są szczególnie widoczne w szpitalach powiatowych, gdzie wielu specjalistów pracuje równocześnie w kilku placówkach.

Gdyby nowe limity zaczęły obowiązywać bez żadnych wyjątków, część świadczeniodawców mogłaby mieć trudności z zapewnieniem całodobowych dyżurów i utrzymaniem ciągłości udzielania świadczeń.

Nowe kompetencje prezesa NFZ mają więc pełnić rolę swoistego „bezpiecznika”, umożliwiającego elastyczne reagowanie tam, gdzie rygorystyczne stosowanie przepisów mogłoby pogorszyć dostępność leczenia.

Większa rola Funduszu

Projekt wpisuje się również w szerszy trend wzmacniania kompetencji Narodowego Funduszu Zdrowia.

W ostatnich miesiącach Fundusz otrzymuje kolejne narzędzia związane z monitorowaniem jakości świadczeń, analizą danych, kontrolą organizacji leczenia oraz nadzorem nad wykorzystaniem środków publicznych. Teraz do tego katalogu może dołączyć możliwość podejmowania decyzji dotyczących wyjątków od zasad zatrudniania personelu medycznego.

Oznacza to, że NFZ będzie nie tylko płatnikiem świadczeń, ale również instytucją mającą realny wpływ na organizację pracy placówek finansowanych ze środków publicznych.

Konsultacje mogą jeszcze zmienić projekt

Propozycje Ministerstwa Zdrowia zostały skierowane do konsultacji publicznych, dlatego ich ostateczny kształt może jeszcze ulec zmianie. Można spodziewać się szerokiej dyskusji zarówno nad limitami wynagrodzeń i czasu pracy, jak i nad zakresem uznaniowości pozostawionej prezesowi NFZ.

Eksperci zwracają uwagę, że skuteczność nowych przepisów będzie zależała od tego, czy uda się znaleźć równowagę między potrzebą uporządkowania systemu a zapewnieniem dostępności świadczeń. W wielu regionach kraju to właśnie możliwość elastycznego stosowania wyjątków może przesądzić o tym, czy reforma poprawi organizację pracy, czy stanie się dodatkowym wyzwaniem dla szpitali zmagających się z niedoborem personelu.

Źródło: Gov.pl