Medicalpress
Z danych przekazanych przez NFZ wynika, że w I kw. br. liczba świadczeniodawców z umową w rodzaju leczenie stomatologiczne była o 2,5% mniejsza niż w analogicznym okresie ub.r. W ciągu dwunastu miesięcy tego typu spadki nastąpiły w każdym OW NFZ. Do tego widać, że sytuacja pogarsza się z roku na rok, co pokazuje analiza statystyk za lata 2019-2023. Nie brakuje opinii, że mamy już do czynienia z prawdziwym dramatem, a będzie jeszcze gorzej. Do tego młodzi lekarze nie garną się do współpracy z Funduszem. W konsekwencji trzeba więc nastawić się m.in. na coraz dłuższe kolejki do gabinetów i pogarszającą się sytuację pacjentów. Jak podkreślają eksperci, nie można oczekiwać, że prywatna kieszeń pacjentów rozwiąże problem. Tutaj są potrzebne szybkie i systemowe rozwiązania, inaczej sytuacja dalej będzie się pogarszać.
Gabinetów ubywa
Według danych udostępnionych przez NFZ, w I kw. br. było 5239 świadczeniodawców z umową w rodzaju leczenie stomatologiczne. To o 2,5% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy ich liczba wyniosła 5372. Jak stwierdza dr n. med. Piotr Przybylski, wieloletni ekspert rynku stomatologicznego z Kliniki Implant Medical, matematycznie spadek liczby gabinetów współpracujących z Funduszem jest oczywiście niewielki. Ale to zjawisko stale postępuje i raczej trudno będzie je powtrzymać. Ekspert podkreśla, że rdr. ubyło ponad 130 świadczeniodawców, a to już pokazuje, że sprawa robi się poważna. Pacjenci z pewnością odczują brak tylu miejsc.

– 2,5% to niby niewiele, natomiast problem jest zupełnie inny. Ten spadek rdr. wynika z rosnących cen, a niestety NFZ w ostatnim czasie wzrost wartości punktów i kontraktów w zakresie protetyki stomatologicznej jest praktycznie niewielki. To sprawia, że zmniejsza się liczba świadczeń wykonywanych w ramach umowy z Funduszem. W konsekwencji pacjenci czekają w dłuższych kolejkach – komentuje prof. dr hab. n. med. Teresa Sierpińska, krajowy konsultant w dziedzinie protetyki stomatologicznej, prezydent Europejskiego Towarzystwa Protetycznego.

Zdaniem dr. n. med. Piotra Przybylskiego, już widać wydłużający się czas oczekiwania na wizytę. Według eksperta, niepokojący jest również fakt, że zakres refundowanego leczenia wciąż pozostaje niewystarczający. Do tego usługi oferowane w ramach kontraktu są oparte w większości o przestarzałe technologie. Co więcej, obecnie obowiązujące przepisy zabraniają lekarzom zapewniać lepsze rozwiązania stomatologiczne za dopłatą. Jest to pewnego rodzaju kuriozum.

– Niestety, stomatologia publiczna powolutku przestaje istnieć. Finansowanie, które w tej chwili jest przekazywane z NFZ, to jest nieco ponad 2% ogólnego budżetu. To absolutnie nie wystarcza. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że z roku na rok jest większa kwota pieniędzy na stomatologię, ale trzeba na to patrzeć szerzej. Wszystko jest coraz droższe – media, kredyty, leasingi, pracownicy. NFZ zwiększa fundusze, ale one nawet nie pokrywają strat związanych z inflacją. Przekazywane środki nie tylko nie pozwalają na rozwój, ale też coraz częściej nie starczają na zwykłe przetrwanie. I to jest olbrzymi problem – stwierdza Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Wieloletni problem
W I kw. br. w każdym OW NFZ rok do roku spadła liczba świadczeniodawców z umową w rodzaju leczenie stomatologiczne. W zależności od Oddziału, spadki wyniosły od 1 do 30. Największe dotyczą Wielkopolskiego OW NFZ – o 5,8% (z 513 w I kw. ub.r. na 483 w I kw. br.), Dolnośląskiego OW NFZ – o 4,9% (z 426 na 405), a także Zachodniopomorskiego – o 4,1% (z 267 na 256). Z kolei analizując dane za lata 2019-2023, widać, że rokrocznie było mniej ww. świadczeniodawców. W 2023 r. ich liczba wyniosła 5459. To o 7% mniej niż w 2022 roku (wówczas – 5868), o 13,1% mniej niż w 2021 roku (6280), o 18,8% mniej niż w 2020 roku (6722), jak również o 22,2% mniej niż w 2019 roku (7018).

–  Dane, które pokazują spadek liczby świadczeniodawców w ostatnich latach, nie są niepokojące. To już jest dramat, ponieważ lekarze nie udzielają świadczeń na NFZ dla pacjentów, którym one się należą. Problemu nie rozwiąże dentobus, który przyjedzie do szkoły. Tam można zbadać dzieci, ale to przecież nie jest leczenie. W województwie świętokrzyskim są gminy, w których nie ma dentystów. Niestety, Fundusz nie traktuje tego jako swojej porażki – mówi Paweł Barucha.

Według dr. n. med. Piotra Przybylskiego, w danych za lata 2019-2023 widać fatalny obraz polskiej stomatologii. Spadki są duże i widoczne, ewidentnie w naszym systemie brakuje środków na leczenie na NFZ. W opinii eksperta, jeżeli nie zostanie podniesiona wystarczająco wartość kontraktów z Funduszem, to dalej będziemy się staczać w tym temacie. Z jego obserwacji wynika, że młodzi lekarze nie garną się do podpisywania takich umów. Z reguły na współpracę decydują się specjaliści przed emeryturą. Wprawdzie mniej zarabiają, ale mają stały i pewny dochód. Jednak ta grupa stopniowo się zmniejsza. Za jakiś czas może się okazać, że nie ma kto pracować dla Funduszu.

– Nasze społeczeństwo ubożeje. Nie możemy oczekiwać, że prywatna kieszeń pacjentów rozwiąże problem globalny. Mniejsza dostępność do świadczeń gwarantowanych najprawdopodobniej najbardziej dotknie osoby z mniejszych miejscowości, gdzie z założenia lekarzy dentystów jest mniej. Może się okazać, że na danym obszarze niewielu lekarzy zechce podjąć się pracy w ramach umowy z NFZ – analizuje prof. dr hab. n. med. Teresa Sierpińska.

Fatalne perspektywy
Jak podkreśla Paweł Barucha, obecnie ok. 30% dentystów pracuje na Fundusz. Dla części lekarzy, szczególnie młodego pokolenia, podpisywanie takich umów nie jest atrakcyjne. Ekspert przekonuje, że NFZ nie płaci jak za usługę wykonywaną przez fachowca, ale oczekuje świadczeń na najwyższym poziomie. Do tego dochodzi kwestia sprawozdawczości. Chcąc poprawnie się rozliczyć, trzeba mieć zatrudniony sztab ludzi, w tym informatyków.

– Co prawda, jak podaje NFZ, liczba udzielonych świadczeń nie zmalała, ale do systemu trafia ciągle zbyt mało pieniędzy i to jest niezaprzeczalny fakt. Na pewno brakuje nam niektórych świadczeń, które powinny być gwarantowane, np. z zakresu protez stałych czy implantologii. One nie pojawią się w tym koszyku ze względu na bardzo wysokie koszty realizacji – dodaje krajowy konsultant w dziedzinie protetyki stomatologicznej.

Do tego Paweł Barucha jest przekonany, że w najbliższym czasie liczba świadczeniodawców zajmujących się leczeniem stomatologicznym będzie się jeszcze zmniejszać. Do wiceprezesa Naczelnej Rady Lekarskiej docierają sygnały o kolejnych planowanych odejściach stomatologów, którzy przez wiele lat współpracowali z Funduszem. Jak przekonuje ekspert, to nie są jednostkowe przypadki. To tendencja, którą trzeba zatrzymać za wszelką cenę.

– Zaniedbania są wieloletnie. W celu poprawy sytuacji należałoby „dosypać” do sytemu sporo pieniędzy i dysponować dobrym pomysłem na naprawę. O ile są różne koncepcje, to środków wciąż brakuje. Nie widać też woli politycznej, żeby coś się w tym zakresie zmieniło. Oczywiście straci na tym całe społeczeństwo – podsumowuje ekspert z Implant Medical.
 
 
źródło: Monday News

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Według danych NFZ, w I kw. br. wykonano świadczenia stomatologiczne za prawie 801 mln zł. To wzrost o 38,5% rdr. Do tego widać, że w ww. okresie w każdym Oddziale Wojewódzkim NFZ wykonano świadczenia na wyższą kwotę niż rok wcześniej. Największy przyrost odnotował Mazowiecki OW NFZ, tj. o ok. 46 mln zł. Natomiast w projektowanej zmianie planu na 2024 rok na leczenie stomatologiczne znajduje się suma 3,456 mld zł. To o 0,4% mniej niż w planie na 2023 rok i jednocześnie o 2,1% więcej, niż wyniosło ubiegłoroczne wykonanie.
Było ono o 2,5% mniejsze wobec założonego planu. Patrząc z kolei na kwoty, różnica wynosi ponad 85 mln zł. Eksperci komentujący te dane twierdzą, że ww. wzrost jest iluzoryczny. W ich ocenie, wynika on m.in. z tego, że właściwie usługi zostały lepiej rok do roku wycenione.

Jak wynika z danych przekazanych przez NFZ, dotyczących leczenia stomatologicznego, w I kw. br. wykonano świadczenia za prawie 801 mln zł. To o 38,5% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było to blisko 578 mln zł. Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej, informuje, że ta kwota wynika nie z większej ilości świadczeń, a wręcz z mniejszej liczby znacznie lepiej płatnych zabiegów.

– W 2023 roku wprowadzono pakiety w stomatologii, co było poważną zmianą. Panował chaos ze względu na brak dodatkowego finansowania i przygotowania informatycznego. Według wyliczeń Ministerstwa Zdrowia, zmiany miały kosztować 400 mln zł. W trakcie dostosowywania do nowych warunków pozwolono na decydowanie przez regionalne oddziały NFZ o liczbie punktów na jeden etat. W niektórych oddziałach podniesiono ich liczbę, żeby pokryć zwiększoną wycenę, a inne jednostki zostały na niezmienionym poziomie. To właśnie spowodowało spadek ilości świadczeń – wyjaśnia ekspert z Naczelnej Rady Lekarskiej.

Natomiast dr n med. Piotr Przybylski z kliniki stomatologicznej Implant Medical stwierdza, że ww. wzrost jest z dużą pewnością efektem tego, że usługi zostały lepiej rok do roku wycenione. – Nie zapominajmy też o inflacji. Według wskaźników GUS-owskich, w całym 2023 roku ceny usług stomatologicznych wzrosły rok do roku o 14,4%. W kolejnych miesiącach może już nie być takich wzrostów, bo dynamika podwyżek spada. I to nie jest tylko czynnik krajowy, ale tendencja widoczna w całej Unii Europejskiej – zaznacza ekspert.

Z kolei wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej uzupełnia, że w ub.r. wzrosła liczba tzw. nadwykonań. – Oznacza to, że pacjenci byli przyjmowani z nadzieją, że NFZ zapłaci. Pamiętać też należy o stale zmniejszającej się liczbie gabinetów udzielających świadczeń w ramach NFZ. W końcówce 2023 roku przekazano na nadwykonania w stomatologii ok. 140 mln zł. Już wtedy stało się jasne, że bez znacznego wzrostu nakładów nie ma możliwości zabezpieczenia opieki stomatologicznej w ramach NFZ – przypomina Paweł Barucha.

Patrząc na bardziej szczegółowe dane, widać, że w I kw. br. w każdym Oddziale Wojewódzkim NFZ wykonano świadczenia na większą kwotę niż rok wcześniej. W przypadku Mazowieckiego OW NFZ mamy wzrost o ok. 46 mln zł (I kw. 2023 r. – 78,4 mln zł, I kw. 2024 r. – 124,4 mln zł), a Śląskiego OW NFZ – o 34,7 mln zł (odpowiednio – 55,9 mln zł i 90,6 mln zł).

– Dla mnie te dane nie są zaskoczeniem. Trzeba na to popatrzeć w taki sposób, że oba wyżej wskazane województwa należą do ścisłej czołówki tych, które mają największą liczbę ludności. Do tego są to regiony, gdzie widać największą rotację ludności – szczególnie wśród przyjezdnych osób. Stąd też naturalnym jest fakt, że właśnie na tego typu obszarach są zwiększone wydatki. I raczej poza tym nie doszukiwałbym się tutaj innych kwestii. A jeżeli już takie by się znalazły, to raczej byłyby one marginalne w tym kontekście – zauważa dr n med. Piotr Przybylski.

W projektowanej zmianie planu na 2024 rok na leczenie stomatologiczne znajduje się kwota 3,456 mld zł. To o 0,4% mniej, niż planowano na 2023 rok, kiedy było to 3,470 mld zł. I jednocześnie to o 2,1% więcej, niż wyniosło wykonanie w całym 2023 roku – 3,385 mld zł.

– Spadek środków na stomatologię w 2024 roku spowoduje znaczne zmniejszenie możliwości leczenia pacjentów w ramach NFZ. We wspomnianym rozporządzeniu wprowadzono nowe procedury bez pokrycia w środkach. Dosłownie wskazano 0 zł jako skutki finansowe. Stomatologia nie jest postrzegana jako niezbędna do utrzymania zdrowego społeczeństwa, chociaż już dawno udowodniono znamienny wpływ zdrowej jamy ustnej na cały organizm. Niestety, ale cofamy się. Zarzucono programy profilaktyczne i edukacyjne dla dzieci, co bardzo źle wróży na przyszłość – alarmuje wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Zdaniem eksperta z Implant Medical, powszechne ignorowanie znaczenia zdrowia jamy ustnej może skutkować rozwojem poważnych chorób w społeczeństwie, w tym nawet nowotworowych, a co więcej,  wykraczających poza szczękę. – Biorąc pod uwagę to, co dzieje się w gospodarce i szeroko pojętej ekonomii, należy wręcz mocno zwiększać wydatki na stomatologię. Sam wzrost środków wydanych na wykonane świadczenia jest marginalny i oczywiście niczego nie zmienia – podkreśla dr n med. Przybylski.

Do tego Paweł Barucha ostrzega, że zmniejszenie środków na stomatologię spowoduje spadek dostępności lekarzy dentystów dla pacjentów. – Od wielu lat obracamy się w granicach 2% ogólnego budżetu NFZ. Potrzebujemy 3,5-4%, by stomatologia publiczna przetrwała. Rozwój i najlepsze technologie wymagają większych pieniędzy. Od wielu lat nie zmieniła się wycena stomatologii ogólnej, dziecięcej czy ortodoncji. W kwietniu br. ukazał się projekt nowego rozporządzenia zmieniającego niektóre świadczenia, ale bez dodatkowych pieniędzy to czyni te zmiany bezprzedmiotowymi – przekonuje wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Pewnym zaskoczeniem może być fakt, że wykonanie w 2023 roku było o 2,5% mniejsze niż wyniósł plan na 2023 rok. Patrząc na kwoty, różnica wynosi ponad 85 mln zł. Dla porównania, to więcej niż wykonanie w 2023 roku w Lubuskim OW NFZ (59,7 mln zł) czy Opolskim OW NFZ (61,2 mln zł).

– W przestrzeni publicznej mówi się, że NFZ wciąż przeznacza na leczenie stomatologiczne za mało środków. I ta dość powszechna opinia jest niestety prawdziwa. Fundusz stara się z nią walczyć, a przynajmniej tak to wygląda na pierwszy rzut oka. Tylko my stomatolodzy mamy wrażenie, że od dawna  nic się nie zmienia. Ciągle wszystkiego jest za mało. Mówiąc wprost, stomatologia na NFZ od wielu lat leży na łopatkach. Rządzący muszą sobie w końcu zdać sprawę z tego, że to jazda w jedną stronę, która finalnie źle się skończy dla społeczeństwa. Potrzeba oczywiście więcej pieniędzy, ale też kompleksowego oraz długoletniego planu szerokiego działania, zaspokającego społeczne oczekiwania. I tu nie chodzi o luksusy, ale o zdrowe podejście do tematu – podsumowuje dr n med. Piotr Przybylski.

źródło: Monday News
NFZ zamierza w przyszłym roku wydać na finansowanie świadczeń stomatologicznych o ponad 23% więcej w porównaniu z planem finansowym na br. Jak podkreślają eksperci, to dobrze, ale – w ich ocenie – pacjenci właściwie nie odczują żadnej różnicy. Ostatnio gabinety dentystyczne zmagały się z drastycznymi podwyżkami, często przekraczającymi nawet 40% rdr. Od kwietnia 2023 roku NFZ płaci więcej za część świadczeń, a koszt wprowadzenia wyższych wycen to 410 mln zł rocznie. W ub.r. najczęściej rozliczanym świadczeniem z zakresu stomatologii było płukanie kieszonki dziąsłowej i aplikacji leku. Do tego z danych Funduszu wynika, że ostatnio liczba współpracujących z nim gabinetów dentystycznych była mniejsza niż w 2022 r. Eksperci uważają, że ta sytuacja raczej się nie poprawi.
Pieniędzy będzie więcej, ale wciąż za mało
Projekt planu NFZ na 2024 rok zakłada 3,33 mld zł na finansowanie świadczeń stomatologicznych. To o ponad 23% więcej w porównaniu z planem finansowym NFZ na 2023 rok. Do niego została wpisana kwota 2,69 mld zł. Jak informuje Beata Kopczyńska, rzecznik prasowy NFZ, w ub.r. koszty Funduszu związane z realizacją świadczeń opieki zdrowotnej w ramach leczenia stomatologicznego wyniosły 2,31 mld zł. Były więc wyższe od kosztów poniesionych z tego tytułu w 2021 roku o 437 mln zł, tj. o ponad 23%.
– Każdy wzrost w tym przypadku jest pozytywny, tym bardziej że zwyżka o 23% to więcej niż wskaźnik inflacji. Ale to nie oznacza, że dla stomatologii publicznej przyszły lepsze czasy. Uważam, że pacjenci żadnej różnicy nie zauważą, bo ww. podwyżka w pierwszej kolejności zostanie skonsumowana przez same gabinety. One w ostatnich miesiącach doznawały drastycznych skoków wydatków, często przekraczających nawet 40% rdr. Mówię tu o większych sumach pieniędzy przeznaczanych na materiały specjalistyczne, energię, czynsze itd. Gabinety, które utrzymują się wyłącznie z kontraktów z Funduszem, z pewnością poważnie odczuły wzrost tych kosztów – komentuje dr Piotr Przybylski, wieloletni ekspert rynku stomatologicznego z kliniki IMPLANT MEDICAL.

Z kolei Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej i przewodniczący Rady ds. rozwoju stomatologii przy Ministerstwie Zdrowia, odwołuje się do historycznych danych. Stomatologia publiczna była najlepiej finansowana w latach 2008-2009. Wówczas otrzymywała 4% wszystkich środków NFZ. W następnych latach wyglądało to tylko gorzej. W 2022 roku było to ok.1,8%. W tym może osiągnie 2,1%, co nadal nie jest wystarczające. Według eksperta, patrząc kwotowo rok do roku, można ulec mylnemu wrażeniu, że jest dobrze. Jednak trzeba pamiętać o corocznym wzroście kosztów utrzymania praktyk stomatologicznych. Dramatycznie uwydatniło się to w ostatnich dwóch latach.
– Publiczna stomatologia od dawna jest niedofinansowana. Uważam, że biorąc pod uwagę bieżące okoliczności, wydatki na nią powinny być co najmniej na poziomie 5-8% wszystkich środków NFZ. Inaczej dalej będzie stać w miejscu, a Polacy będą zmuszeni głównie leczyć swoje zęby w prywatnych gabinetach. Ale chyba nie o to chodzi, bo na rynku mamy coraz większe zapotrzebowanie na państwowe leczenie – dodaje dr Przybylski.

Jest progres, ale wciąż mało widoczny
Od kwietnia 2023 roku NFZ płaci więcej za wypełnienia, część świadczeń chirurgicznych oraz świadczeń dotyczących chorób przyzębia (periodontologia). Beata Kopczyńska zaznacza, że łączny koszt wprowadzenia wyższych wycen to ponad 410 mln zł rocznie.

– Wprowadzenie tzw. pakietów w chirurgii i periodontologii jest wynikiem nowej wyceny tych usług. Znacznie poprawiło to opłacalność wykonywania zabiegów w tych dziedzinach. W kolejce czeka jeszcze protetyka, stomatologia dziecięca, zachowawcza i ortodoncja. Brak prawidłowej wyceny przez AOTMiT spowoduje mniejszą dostępność dla pacjentów. Ostatnio, po prawie dziesięciu miesiącach, zmieniono wycenę protetyki. Niestety niewiele się zmieniło. W protetykę wchodzi tylko 7 procedur, czyli finalnie niezbyt wiele. Ponadto miało to być zakończone do końca 2022 roku – zaznacza wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Rzecznik NFZ wskazuje na oczekiwania środowiska lekarsko-dentystycznego. Zgodnie z nimi, w kolejnych miesiącach br. jest planowane podjęcie prac nad przygotowaniem modyfikacji wyceny świadczeń stomatologii zachowawczej i stomatologii dziecięcej. Rozpoczęte również zostały prace pod kierownictwem konsultanta w dziedzinie ortodoncji, mające na celu zmianę finansowania świadczeń w tej dziedzinie. Jak przekonuje Beata Kopczyńska, działania te powinny przyczynić się do wzrostu atrakcyjności zawierania z Funduszem umów w zakresie leczenia stomatologicznego i zwiększenia zainteresowania świadczeniodawców realizacją tych umów.
– To dobra wiadomość, że prowadzone są tego typu prace. Ale można odnieść wrażenie, że one toczą się zbyt wolno i niewiele z nich wynika. Ogólnie brakuje konkretów. Słabo też przekłada się to na praktykę. Natomiast pozytywnie odbieram zapowiedź dotyczącą stomatologii dziecięcej, bo tam jest naprawdę sporo do zrobienia. Jednak nie widzę, aby podejmowane w ostatnim czasie działania mogły się przyczynić do wzrostu atrakcyjności zawierania umów z NFZ w zakresie leczenia stomatologicznego lub zwiększenia zainteresowania świadczeniodawców realizacją tych umów. Wyceny, które Fundusz proponuje lekarzom, z reguły są mocno oderwane od rzeczywistości. I dopóki to się nie zmieni, dopóty będziemy stali w miejscu – stwierdza ekspert z kliniki IMPLANT MEDICAL.

Znikające gabinety i narastający problem
Jak wynika z danych NFZ-u, w 2022 roku najczęściej rozliczanym świadczeniem z zakresu stomatologii było płukanie kieszonki dziąsłowej i aplikacji leku – 13,7 mln. Dalej w zestawieniu widać leczenie próchnicy powierzchniowej każdego zęba – 10,6 mln, a także lakierowanie zębów 1/4 łuku zębowego – 10 mln. W ocenie dr. Przybylskiego, to świadczenia, które raczej nie należą do zbyt skomplikowanych zabiegów. Ponadto są dość powszechne, nie tylko na NFZ. Z kolei inni eksperci w tej kwestii podnoszą aspekt finansowy.
– Za leczenie musi być zapłata uwzględniająca koszty oraz zysk. Lekarze wykonują pracę, a nie są wyłącznie hobbystami. Jeżeli procedury będą prawidłowo wycenione, to wszystkie będą wykonywane, a nie tylko te najprostsze – analizuje wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Liczba gabinetów dentystycznych współpracujących z NFZ w okresie od stycznia do maja br. wyniosła ponad 8 tys. Była mniejsza niż w roku ubiegłym, o czym informuje Beata Kopczyńska. Ale jednocześnie dodaje, że liczba świadczeń nie jest mniejsza, podobnie jak rozliczone przez Fundusz ich koszty. Jak podkreśla Paweł Barucha, liczba gabinetów wykonujących usługi w ramach NFZ stale maleje. Związane jest to z brakiem opłacalności, a jednocześnie ze skomplikowanym systemem rozliczeń z Funduszem.

– Jeżeli sytuacja się nie poprawi, to z roku na rok gabinetów współpracujących z NFZ wciąż będzie ubywać i nic tego trendu nie zatrzyma. Dla Polaków to oczywiście fatalna wiadomość, bo może spaść jakość usług. Na pewno wydłużą się kolejki do lekarzy, bo zwyczajnie będzie ich na rynku mniej. Ponadto, niedofinasowane gabinety przestaną się rozwijać pod względem technologicznym. Do tego można dodać, że chętnych pacjentów na takie leczenie przybywa ze względu na rosnące koszty codziennego życia i zubożenie społeczeństwa. Z koleiprywatne leczenie drożeje i Polacy mają problem z udźwignięciem tego – podsumowuje dr Piotr Przybylski.

 
źródło: Monday News