Medicalpress

Pacjenci z wieloma chorobami przewlekłymi są bardziej narażeni na zakażenia i ich ciężki przebieg. Infekcja może zaburzyć kontrolę cukrzycy, zaostrzyć astmę lub POChP, a niekiedy doprowadzić do hospitalizacji. Wbrew częstym obawom wielochorobowość nie jest argumentem przeciw szczepieniom. Zdaniem ekspertów to właśnie tacy pacjenci szczególnie potrzebują ochrony przed infekcjami.

– Im więcej pacjent ma chorób przewlekłych i im gorszy jest jego ogólny stan zdrowia, tym większa jest jego podatność na infekcje. Wiele osób myśli jednak, że skoro ma tak dużo chorób i przyjmuje kilkanaście leków, to jest zbyt chory, żeby się zaszczepić. Jest dokładnie odwrotnie. Im więcej chorób współistniejących, tym większa potrzeba szczepień, ponieważ odporność takiego pacjenta jest słabsza – mówi agencji Newseria prof. dr hab. n. med. Leszek Czupryniak, diabetolog i internista, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

Wielochorobowość, czyli współwystępowanie u jednej osoby co najmniej dwóch chorób przewlekłych, jest wyzwaniem zarówno dla pacjentów, jak i systemu opieki zdrowotnej. Wymaga ciągłej i skoordynowanej opieki, najczęściej prowadzonej przez lekarza POZ. Z międzynarodowego badania PaRIS, przeprowadzonego przez OECD, wynika, że 82 proc. osób w wieku co najmniej 45 lat korzystających z podstawowej opieki zdrowotnej ma przynajmniej jedną chorobę przewlekłą, a 54 proc. – co najmniej dwie. Pacjenci z wielochorobowością gorzej oceniają jakość swojego życia i przyjmują wiele leków, co utrudnia im codzienne stosowanie się do zaleceń terapeutycznych.

W Polsce skala problemu wyraźnie rośnie wraz z wiekiem. Według badania PolSenior2 wielochorobowość dotyczy ok. 70 proc. osób w wieku 60–64 lat i 90 proc. osób 90-letnich. Mediana liczby chorób przewlekłych wynosiła trzy. Ponad połowa osób po 60. roku życia przyjmowała co najmniej pięć leków dziennie, a 12 proc. – co najmniej 10.

– U pacjentów z chorobami przewlekłymi, w tym z cukrzycą, infekcje mogą mieć cięższy przebieg. Szczepienia nie zawsze całkowicie zapobiegają zakażeniu, ale jeśli do niego dojdzie, mogą złagodzić przebieg choroby – dodaje Monika Kaczmarek, prezes Zarządu Głównego Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.

– Każda infekcja może zaburzyć stan równowagi, który udało się osiągnąć u pacjenta z chorobą przewlekłą. Dobrze widać to w przypadku cukrzycy. Gorączka, ból i stres związane z zakażeniem powodują wzrost poziomu glukozy i utrudniają kontrolę choroby. W ostrym okresie choroby część pacjentów z cukrzycą wymaga hospitalizacji. Bardzo dotkliwy może być półpasiec, ponieważ towarzyszący mu ból nerwowy niekiedy utrzymuje się przez kilka miesięcy. Jedyną skuteczną profilaktyką są szczepienia. W przypadku półpaśca mamy obserwacje 11-letnie. Wynika z nich, że 90 proc. pacjentów zaszczepionych na półpaśca nie rozwija choroby przez 11 lat, więc jest to bardzo duża skuteczność – wyjaśnia prof. Leszek Czupryniak.

Ryzyko związane z infekcją zależy nie tylko od liczby chorób przewlekłych, lecz także od tego, jakie schorzenia występują jednocześnie. Z badania opublikowanego w 2026 roku w czasopiśmie „Age and Ageing” wynika, że wśród osób starszych wielochorobowość zwiększa ryzyko hospitalizacji z powodu zakażeń dolnych dróg oddechowych oraz ponownego przyjęcia do szpitala z dowolnej przyczyny w ciągu 30 dni. Z hospitalizacjami z powodu takich infekcji szczególnie wiązało się współwystępowanie chorób kardiometabolicznych, m.in. niewydolności serca i cukrzycy.

– Chorzy na przewlekłe choroby układu oddechowego są zdecydowanie bardziej narażeni na cięższy przebieg infekcji, które u osób zdrowych mogą mieć łagodny charakter. U pacjentów, u których stan zapalny obejmuje już górne lub dolne drogi oddechowe, odporność miejscowa jest osłabiona. Z tego powodu infekcje przebiegają ciężej i częściej prowadzą do niekorzystnych konsekwencji – podkreśla dr hab. n. med. Aleksandra Kucharczyk z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii, Alergologii, Immunologii Klinicznej i Chorób Rzadkich Wojskowego Instytutu Medycznego.

Infekcje dróg oddechowych należą do najczęstszych przyczyn zaostrzeń astmy i POChP. Mogą nasilać duszność, kaszel i ograniczenie przepływu powietrza, a w cięższych przypadkach prowadzić do hospitalizacji. Opublikowany w 2026 roku przegląd badań ECDC wskazuje na związek między przewlekłymi chorobami płuc, zwłaszcza POChP, a ryzykiem ciężkiego przebiegu zakażenia RSV u dorosłych.

– Szczepienia są ważnym elementem prawidłowego postępowania u pacjentów z przewlekłymi chorobami układu oddechowego, przede wszystkim z astmą i POChP. Uwzględniają je zarówno wytyczne GINA dotyczące leczenia astmy, jak i zalecenia GOLD odnoszące się do POChP. Lekarze powinni o nich pamiętać i zalecać je pacjentom – podkreśla dr hab. Aleksandra Kucharczyk.

Zakres zalecanej profilaktyki zależy nie tylko od wieku pacjenta, lecz także od jego chorób, przyjmowanych leków i dotychczas wykonanych szczepień. Kalendarz szczepień dorosłych opracowany przez ekspertów uwzględnia zalecenia dostosowane m.in. do potrzeb osób z cukrzycą, przewlekłymi chorobami serca, płuc, nerek i wątroby oraz zaburzeniami odporności. Dlatego też decyzja o szczepieniach powinna być poprzedzona oceną całego stanu zdrowia pacjenta, a nie każdej choroby oddzielnie.

– Pacjenci obciążeni chorobami przewlekłymi to grupa, którą w szczególny sposób obejmujemy opieką. Częściej trafiają do szpitala i zgłaszają się do lekarza z powodu zaostrzenia choroby. Dlatego tak ważne jest sprawdzanie ich statusu szczepień, choć podczas wizyty nie zawsze wystarcza na to czasu. Pomocne byłyby automatyczne przypomnienia, dzisiaj sztuczna inteligencja może podpowiadać lekarzowi, którego pacjenta należy zakwalifikować do szczepienia. Każda wizyta, również rutynowa, może być jednak dobrą okazją, żeby poruszyć temat profilaktyki, w tym szczepień – mówi dr n. med. Justyna Tymińska z Wydziału Medycznego Uczelni Łazarskiego, członkini zarządu Oddziału Mazowieckiego Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej.

Źródło: Newseria

W środę 30 września w różnych miastach Polski można będzie bez skierowania, rejestracji i całkowicie bezpłatnie wykonać badanie spirometryczne, które pozwala wykryć poważne choroby płuc – poinformowali PAP organizatorzy obchodów Polskiego Dnia Spirometrii 2026.

Jak przypomnieli w informacji prasowej przesłanej PAP, spirometria jest badaniem, które pomaga zdiagnozować i monitorować poważne choroby układu oddechowego, w tym przede wszystkim przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP) i astmę.

Badania będzie można wykonać 30 września w godzinach od 8.00 do 16.00 (w sali obsługi interesantów) w centrali Narodowego Funduszu Zdrowia oraz siedzibach 10 oddziałów wojewódzkich NFZ – w Warszawie, Opolu, Wrocławiu, Katowicach, Rzeszowie, Krakowie, Lublinie, Szczecinie, Gdańsku i Bydgoszczy. Można się zgłosić bez wcześniejszej rejestracji. Jest ono całkowicie bezpłatne.

Badanie spirometryczne jest bezbolesne, całkowicie nieinwazyjne, wymaga jedynie dobrej współpracy pacjenta z osobą wykonująca spirometrię – przekonują.

„Przed badaniem technik przeprowadzi ankietę, żeby wykluczyć przeciwwskazania do wykonania spirometrii. Jeśli badanie wykaże zaburzenia obturacyjne, czyli zaburzenia przepływu powietrza w drogach oddechowych, to taka osoba dostanie list do swojego lekarza rodzinnego z prośbą o dalszą diagnostykę w kierunku chorób obturacyjnych – astmy lub POChP» – poinformował dr Dąbrowiecki w imieniu organizatorów akcji.

Zaproszenie na spirometrię organizatorzy kierują przede wszystkim do osób po 40. roku życia, palących tytoń, żyjących w zanieczyszczonej atmosferze, które odczuwają duszność, mają przewlekły kaszel, trwający od co najmniej 8 tygodni.

W Polsce na choroby układu oddechowego cierpi kilka milionów osób. Szacuje się, że połowa o tym nie wie. Tymczasem z powodu samego POChP umiera rocznie ok. 14 tys. Polek i Polaków – alarmują eksperci. Na chorobę tę cierpi nawet 2,5 mln osób.

„Niestety tylko 1,3 mln pacjentów z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc ma postawione rozpoznanie (…) a jest ona trzecią przyczyną zgonów w Polsce i na świecie. Nierozpoznana POChP skraca życie o około 10 lat» – powiedział cytowany w informacji prasowej dr hab. Piotr Dąbrowiecki, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę Alergię i POChP z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Infekcyjnych i Alergologii WIM-PIB.

Ekspert przypomniał, że zaburzenia obturacyjne są także typowe dla astmy. „W Polsce ponad 4 miliony chorych ma jej objawy – kaszel, świsty w drogach oddechowych, duszności, ale tylko około 2,2 miliona osób wie, że u podstaw tych dolegliwości leży astma. Wykonanie spirometrii pozwoli znaleźć obturację (zwężenie lub zablokowanie dróg oddechowych – PAP) i skierować pacjenta z tym wynikiem do lekarza, który podejmie dalsze działanie» – wyjaśnił specjalista.

Astma jest najczęstszą przewlekłą chorobą układu oddechowego u dzieci. Natomiast POChP – chociaż kojarzona z osobami starszymi, palącymi papierosy, dotyka coraz częściej osoby po 40 r. życia. Obecnie szacuje się, że około 30 procent chorych na POChP nigdy nie paliło tytoniu. Coraz więcej badań wskazuje, że istotną rolę w rozwoju tej choroby odgrywa też życie w zanieczyszczonym środowisku. POChP jest przyczyną blisko 4 proc. wszystkich przyjęć do szpitala i 25 proc. hospitalizacji z powodu chorób układu oddechowego.

„Zarejestrowanych jest 1,3 mln pacjentów. System »nie widzi« więc co najmniej ponad 700 tysięcy osób, które chorują na POChP i o tym nie wiedzą. A choroba ta generuje ogromne koszty ekonomiczno-społeczne» – zwróciła uwagę konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc kadencji 2022-26.

Wczesne wykrycie choroby obturacyjnej płuc pozwala podjąć natychmiastowe leczenie, co w przypadku astmy może pozwolić na normalne, swobodne życie bez żadnych dolegliwości i ograniczeń, a w przypadku POChP – może spowolnić rozwój schorzenia i poprawić rokowania pacjenta. Choroby płuc są przyczyną niepełnosprawności – POChP prowadzi do inwalidztwa oddechowego, tj, stanu, w którym chory wymaga wspomagania oddychania za pomocą tlenoterapii, a w skrajnych sytuacjach wentylacji mechanicznej.

Spirometria jest czynnościowym badaniem układu oddechowego, które pozwala ocenić pojemność płuc i przepływ powietrza w drogach oddechowych oraz wykryć obturację, czyli przeszkody w tym przepływie. W powiązaniu z wywiadem lekarskim spirometria jest kluczowa w diagnozowaniu POChP. Pozawala też monitorować skuteczność leczenia.

Eksperci zwrócili uwagę, że badania spirometryczne nie cieszą się w naszym kraju popularnością, choć aparatura jest łatwo dostępna, a koszt jej wykorzystania niski. W 2025 roku wykonano tylko ok. 3500 badań spirometrycznych.

Do 2022 roku badanie to mógł zlecić każdy lekarz pierwszego kontaktu. Obecnie spirometria jest dostępna w podstawowej opiece zdrowotnej w ramach opieki koordynowanej, a taką prowadzi jedynie 30 proc. Pozostałe kierują pacjentów na spirometrię do poradni specjalistycznej, co niestety może opóźniać diagnozę, od której zależy dalsze postępowanie.

Polski Dzień Spirometrii, którzy przypada na 30 września, jest w tym roku organizowany pod hasłem „Spirometria szansą na wczesne rozpoznanie chorób obturacyjnych» w ramach trwającego od 26 września do 4 października Europejskiego Tygodnia Profilaktyki 2026 – EU Screening Week 2026. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Dostępne terapie biologiczne poprawiają funkcjonowanie osób z astmą ciężką. Mimo refundacji z takiego leczenia korzysta obecnie ok. 6 tys. pacjentów, podczas gdy według szacunków terapia może być potrzebna 35 tys. osób. Na dostęp do biologicznego leczenia czekają też pacjenci z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc. W Unii Europejskiej zarejestrowano już dwa leki dla wybranych grup chorych, ale w Polsce nie są one dostępne w leczeniu POChP.

– W Polsce ponad połowa chorych na astmę i połowa chorych na POChP jeszcze nie ma rozpoznania choroby. Podstawą rozpoznania choroby obturacyjnej jest wykonanie spirometrii, czyli ujawnienie obturacji, zwężenia oskrzeli. W astmie jest ona spowodowana stanem zapalnym, który kurczy oskrzela, wywołuje obrzęk błony śluzowej i nadmiar gęstej, lepkiej wydzieliny. W przypadku POChP są te same objawy, a dodatkowo dochodzi do degradacji obwodowego miąższu płucnego, co powoduje, że powietrze z trudem wylatuje z układu oddechowego – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria dr hab. n. med. Piotr Dąbrowiecki z Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP, z Kliniki Chorób Wewnętrznych Infekcyjnych i Alergologii Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego.

Według szacunków przedstawianych przez Polską Federację Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP objawy astmy ma w Polsce ponad 4 mln osób, jednak rozpoznanie ma ok. 2 mln. Liczbę chorych na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP) szacuje się na ok. 2 mln, podczas gdy w systemie ochrony zdrowia zarejestrowanych jest ok. 1,3 mln pacjentów z tym rozpoznaniem. Oznacza to, że ponad 700 tys. osób może nie wiedzieć o swojej chorobie.

W ramach Polskiego Dnia Spirometrii w środę 30 września w 10 oddziałach wojewódzkich NFZ wykonywane są bezpłatne badania spirometryczne.

– Każdy, kto ma przewlekły kaszel, trwający ponad osiem tygodni, kto zgłasza uczucie duszności, czyli subiektywne uczucie braku powietrza, powinien wykonać badanie spirometryczne. To niezmiernie ważne, żeby rozpoznać astmę – chorobę, która w Polsce zabija około kilkuset pacjentów rocznie. Jeszcze ważniejsze jest wykonanie spirometrii u osoby, która pali tytoń, żyje w zanieczyszczonej atmosferze i kaszle. Nieleczona, nierozpoznana POChP skraca życie o 10–15 lat – podkreśla dr hab. n. med. Piotr Dąbrowiecki.

Astma ciężka dotyczy 5–10 proc. chorych na astmę. U tych pacjentów objawy i zaostrzenia mogą występować mimo stosowania wysokich dawek leków wziewnych. Dla tej grupy dostępne jest leczenie biologiczne w ramach programu lekowego B.44. Obecnie obejmuje on pięć substancji czynnych o różnych mechanizmach działania.

– Leczenie biologiczne jest dostępne w Polsce od 2012 roku, a w praktyce pierwszy pacjent był włączony w 2013 roku, więc czas leczenia jest już dosyć długi i mamy spore własne doświadczenia dotyczące tych terapii – mówi dr hab. n. med. Aleksandra Kucharczyk, specjalistka chorób wewnętrznych i alergologii z Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego. – To zmieniło świat naszych pacjentów. Spowodowało, że w tej chwili rzadko si ęzdarza, że spotykamy pacjenta z astmą, który nie może wyjeżdżać, pracować czy chodzić do szkoły, kogoś, kto w dalszym ciągu ma tego rodzaju ograniczenia.

Mimo refundacji leczenie biologiczne nadal nie trafia do wszystkich pacjentów z astmą ciężką, którzy mogą spełniać kryteria. Eksperci wskazują m.in. na potrzebę wcześniejszego kierowania chorych do ośrodków zajmujących się leczeniem astmy ciężkiej.

– Realna dostępność do terapii w dalszym ciągu nie jest wystarczająca. Liczba pacjentów sięgająca 6 tys. nie jest tym, na co liczymy, bo szacuje się, że mniej więcej 35 tys. to jest liczba, którą powinniśmy osiągnąć, jeżeli chodzi o leczenie wszystkich pacjentów chorujących na astmę ciężką – ocenia dr hab. n. med. Aleksandra Kucharczyk.

Od 1 października br., zgodnie z decyzją resortu zdrowia, do programu B.44 zostanie wprowadzonych kilka zmian. Jedną z najważniejszych jest obniżenie w kryteriach programu progów eozynofilii wymaganych przy kwalifikacji do terapii. Zmiany obejmują też obniżenie wieku kwalifikacji oraz możliwości zmiany terapii biologicznej dla leków stosowanych w programie.

Jak podkreśla dr hab. Aleksandra Kucharczyk, lekarze i pacjenci liczą także na możliwość włączenia terapii ultradługodziałającej (depemokimabu).

– To, co jest na bliskim horyzoncie, to terapia ultradługodziałająca, czyli taka, którą podaje się pacjentowi zaledwie dwa razy w roku, raz na sześć miesięcy. Ta terapia, podobnie jak leki, które już w tej chwili mamy dostępne, jest ukierunkowana na interleukinę 5. Tę ścieżkę mamy już wypracowaną, wiemy, że leki działające w tym mechanizmie są bardzo bezpieczne i skuteczne, a absolutną innowacją jest długi czas działania – wyjaśnia specjalistka WIM-PIB.

Jak podkreślają eksperci, w leczeniu POChP jesteśmy o krok wcześniej. Standardem są leki wziewne, ale u części chorych mimo leczenia nadal dochodzi do zaostrzeń. Dla wybranej grupy takich pacjentów zarejestrowano w UE dwa leki biologiczne (dupilumab i mepolizumab), które są stosowane jako uzupełnienie dotychczasowego leczenia.  

– Terapia biologiczna w POChP to krok milowy w leczeniu. To leczenie skierowane do pacjentów, którzy mają zaawansowaną postać choroby, częste zaostrzenia i którzy mają już stosowaną terapię trójlekową lub leki rozszerzające oskrzela, kiedy stosowanie steroidu nie jest wskazane. To także pacjenci, którzy mają liczbę eozynofilów powyżej 300 – mówi dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc.

Badania kliniczne wykazały, że u odpowiednio dobranej grupy pacjentów leczenie biologiczne może ograniczyć liczbę zaostrzeń w POChP o 20–30 proc. Lekarze zwracają uwagę, że każde zaostrzenie pogarsza rokowanie pacjenta, zwiększa ryzyko hospitalizacji i przyspiesza pogarszanie się funkcji płuc.

– Jeżeli pacjent ma fenotyp zaostrzeniowy, to zastosowanie terapii biologicznej zmniejsza liczbę zaostrzeń o 1/3. Ponieważ zaostrzenia są pierwszą przyczyną zgonów u chorych na POChP, to można powiedzieć, że niewłączenie terapii biologicznej u chorego z fenotypem zaostrzeniowym i fenotypem eozynofilowym jest błędem w sztuce – wskazuje dr Piotr Dąbrowiecki.

Dopuszczenie terapii do stosowania w UE nie oznacza automatycznie ich refundacji w Polsce.

– Terapie biologiczne są rzeczywiście zarejestrowane, ale czekamy na refundację i przygotowania programu lekowego. Wierzę, że Rok POChP, inicjatywa, która podkreśla ważność tej choroby, będzie okresem kulminacyjnym dla pacjentów z POChP, który da im nowoczesne leczenie – podkreśla dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska.

POChP jest trzecią najczęstszą przyczyną zgonów na świecie. Według WHO w 2023 roku odpowiadała za 3,4 mln zgonów, czyli ok. 6 proc. wszystkich zgonów.

W Polsce żyje ponad 2 mln osób z astmą.1 Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że od 5 do 10 proc. osób borykających się z tą chorobą cierpi na astmę ciężką.2 Eksperci wskazują, że w Polsce może się z nią zmagać 50-100 tys. osób.3

Astma to jedna z najczęstszych chorób przewlekłych układu oddechowego.4 Gdy przechodzi w postać ciężką, jakość życia chorych istotnie się pogarsza5. Na tę trudną do kontrolowania postać najczęściej chorują kobiety, zwłaszcza po okresie dojrzewania i w wieku dorosłym.6

Pacjenci z astmą ciężką żyją w ciągłym strachu, poczuciu wstydu, ograniczenia i wykluczenia; obawiają się samodzielnych wyjść na spacer czy zakupy; żyją w lęku, że choroba zaatakuje ich wtedy, gdy będą sami i nikt nie będzie mógł im pomóc.7 Odczuwają zarówno zmęczenie fizyczne, jak i psychiczne, a choroba zmusza ich do wprowadzania zmian w codziennym funkcjonowaniu – inaczej niż przed jej wystąpieniem spędzają wolny czas, ograniczają kontakty towarzyskie, a z powodu uporczywego kaszlu rezygnują z wyjścia do kina czy teatru.8 Część pacjentów jest także zmuszona do zmian w życiu zawodowym – jedni, wykonujący pracę wymagającą wysiłku fizycznego, rezygnują z niej, inni pracują w mniejszym wymiarze godzin, a jeszcze inni przechodzą na własną działalność.9

Zgodnie z definicją, astma ciężka to astma, która pozostaje niekontrolowana pomimo zoptymalizowanego leczenia o maksymalnej intensywności oraz opanowywania czynników współistniejących mogących zaostrzać chorobę, lub astma nasilająca się po zmniejszaniu dużych dawek leków.10

Pacjenci z astmą ciężką nie odpowiadają na standardowe leczenie, takie jak kortykosteroidy.11 Mają bardziej nasilone i uporczywe objawy, takie jak duszność czy ból w klatce piersiowej, niż osoby z innymi postaciami astmy, a także większe ryzyko wystąpienia chorób współistniejących, m.in. otyłości, bezdechu sennego czy zaburzeń lękowo-depresyjnych.12   

Astmę ciężką można skutecznie i bezpiecznie leczyć terapią biologiczną.13 Leczenie biologiczne poprawia także stan emocjonalny i psychologiczny pacjentów – stosowanie terapii przynoszącej realną poprawę łagodzi objawy, przywraca możliwość normalnego funkcjonowania i redukuje towarzyszący chorobie lęk. Poprawa stanu pacjentów pozytywnie wpływa również na ich najbliższych.14

To nie jedyna korzyść wynikająca z leczenia biologicznego. Pacjenci wskazują między innymi na brak konieczności częstych wizyt w szpitalu, co pozwala zaoszczędzić czas i przeznaczyć go np. na pracę lub opieką nad dziećmi; lepsze samopoczucie wynikające z większej ilością czasu dla siebie i rodziny; brak konieczności korzystania ze zwolnień lekarskich lub urlopu na wizyty w szpitalu związane z przyjęciem leku; większe poczucie większej kontroli nad chorobą i własnym życiem w bezpiecznych warunkach domowych, a także duże oszczędności finansowe związane z ograniczeniem absencji w pracy.15  

Jednak w  Polsce tylko niewielki odsetek chorych na astmę ciężką otrzymuje terapie biologiczne w ramach programu lekowego B.44 Narodowego Funduszu Zdrowia.16

Dlatego tak ważne jest pogłębianie wiedzy na temat astmy ciężkiej oraz wszystkich dostępnych metod leczenia. Wczesna diagnoza, właściwie dobrana terapia oraz dobra współpraca między pacjentem a lekarzem mogą znacząco poprawić jakości życia osób zmagających się z jej ciężką postacią, zwiększyć ich poczucie bezpieczeństwa i ograniczyć strach, którego tak często doświadczają.

Źródło: Newseria

Ministerstwo Zdrowia opublikowało nowy wykaz produktów zagrożonych brakiem dostępności w Polsce. Na liście znalazły się 294 pozycje, w tym insuliny, leki stosowane w padaczce, astmie i POChP, psychiatrii czy onkologii. Samo umieszczenie produktu w wykazie nie oznacza jednak, że zniknął on z aptek. Lista jest przede wszystkim sygnałem, że jego dostępność wymaga szczególnego monitorowania i uruchamia mechanizmy mające chronić krajowe zapasy przed wywozem za granicę.

Nowe obwieszczenie ministra zdrowia zostało wydane 1 września 2026 r., a wykaz produktów zagrożonych brakiem dostępności ustalono na 9 września. Zastępuje on poprzednią listę z 8 lipca.

Lista liczy 294 pozycje. Już pierwsze strony dokumentu pokazują, jak różnorodnych grup terapeutycznych dotyczy problem. Znajdują się na niej m.in. insuliny, preparaty wziewne stosowane w chorobach układu oddechowego, leki przeciwpadaczkowe i stosowane w psychiatrii, ale także specjalistyczne środki żywieniowe i wyroby medyczne. Wśród wymienionych produktów są m.in. preparaty zawierające insulinę glargine, insulinę ludzką i insulinę glulizynową, walproinian sodu, salbutamol, formoterol czy ipratropium.

Na dalszych pozycjach znajdują się m.in. kolejne insuliny, karbamazepina, tamoksyfen, preparaty stosowane w leczeniu chorób obturacyjnych płuc, paliperydon i olanzapina stosowane w psychiatrii oraz filgrastym wykorzystywany m.in. u pacjentów onkologicznych.

Tak szeroki zakres może budzić niepokój pacjentów, ale nazwę wykazu trzeba interpretować ostrożnie. Obecność produktu na tzw. liście antywywozowej nie jest równoznaczna z informacją, że nie można go obecnie kupić w Polsce. Główny Inspektorat Farmaceutyczny podkreśla, że dostępność leków jest stale monitorowana na podstawie danych z różnych poziomów dystrybucji, w tym aptek, szpitali, hurtowni oraz informacji od podmiotów odpowiedzialnych. GIF publikuje ponadto cotygodniowe zestawienia dotyczące aktualnych i przewidywanych problemów z dostępnością konkretnych produktów.

Lista jest coraz dłuższa. W lutym 2026 r. obejmowała 273 pozycje, natomiast wykaz obowiązujący od początku czerwca liczył 286 pozycji. Wrześniowe obwieszczenie zawiera już 294. Sam wzrost liczby pozycji nie wystarcza jednak do stwierdzenia, że bezpieczeństwo lekowe w Polsce pogorszyło się w takim samym stopniu. Na wykaz wpływają bowiem zarówno bieżące problemy z dostawami, jak i sposób monitorowania rynku oraz konieczność zabezpieczenia konkretnych produktów przed odpływem z krajowego łańcucha dystrybucji.

Dla pacjenta najważniejsze jest nie samo pytanie, ile pozycji znajduje się na liście, ale czy problemy dotyczą właśnie jego terapii, czy dostępny jest odpowiednik oraz jak długo mogą potrwać ewentualne zakłócenia dostaw. Szczególnego znaczenia nabiera to w przypadku terapii przewlekłych, w których przerwanie leczenia lub niekontrolowana zmiana preparatu może mieć poważne konsekwencje. Dlatego pojawienie się leku w wykazie nie powinno być powodem do samodzielnego odstawienia terapii czy robienia zapasów, lecz sygnałem, że jego dostępność jest objęta szczególnym nadzorem.

Pełną listę można znaleźć: TU

Źródło: Dz.U. MZ

Polska nauka po raz kolejny zaznacza swoją obecność na europejskiej mapie badań biomedycznych. Prof. Danuta Gutowska-Owsiak z Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego i Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego została laureatką prestiżowej EFIS Eastern Star Award 2026 – wyróżnienia przyznawanego zaledwie trzem naukowcom rocznie z Europy Środkowo-Wschodniej za wybitne osiągnięcia w dziedzinie immunologii. Nagroda otwiera drogę do realizacji kolejnego projektu, który może pomóc lepiej zrozumieć mechanizmy rozwoju chorób alergicznych i w przyszłości wpłynąć na opracowanie nowych metod ich leczenia.

Choć alergie dotyczą dziś milionów ludzi na całym świecie, wiele pytań dotyczących ich powstawania wciąż pozostaje bez odpowiedzi. Dlaczego u jednych pacjentów niewielkie objawy skórne z czasem przekształcają się w astmę lub inne postacie alergii? Dlaczego układ odpornościowy u części osób reaguje coraz silniej na kolejne alergeny? To właśnie na te zagadnienia chce odpowiedzieć zespół kierowany przez prof. Danutę Gutowską-Owsiak.

Badania będą koncentrowały się na zależnych od lipidów odpowiedziach immunologicznych zachodzących w płucach oraz roli małych pęcherzyków zewnątrzkomórkowych, które umożliwiają komunikację pomiędzy komórkami układu odpornościowego. Zrozumienie tych mechanizmów może okazać się kluczowe dla wyjaśnienia zjawiska określanego jako marsz alergiczny, czyli stopniowego rozwoju kolejnych chorób alergicznych u tego samego pacjenta.

To właśnie marsz alergiczny od lat stanowi jedno z największych wyzwań współczesnej alergologii. U wielu dzieci pierwszym objawem jest atopowe zapalenie skóry, które z czasem może prowadzić do alergii pokarmowych, alergicznego nieżytu nosa czy astmy. Nadal jednak nie wiadomo dokładnie, dlaczego u części pacjentów proces ten postępuje, a u innych zostaje zatrzymany.

Badania prowadzone przez gdański zespół wpisują się w coraz silniejszy nurt tzw. immunologii translacyjnej. Nie chodzi wyłącznie o poznanie mechanizmów biologicznych, ale o takie prowadzenie badań, aby ich wyniki mogły w przyszłości znaleźć zastosowanie w praktyce klinicznej. Jeśli uda się lepiej zrozumieć komunikację pomiędzy komórkami układu odpornościowego oraz rolę lipidów i pęcherzyków zewnątrzkomórkowych, może to otworzyć drogę do nowych metod zapobiegania i leczenia chorób alergicznych.

Sama nagroda EFIS Eastern Star Award należy do najbardziej prestiżowych europejskich wyróżnień w immunologii. Została ustanowiona przez Europejską Federację Towarzystw Immunologicznych, aby wspierać najlepszych badaczy z Europy Środkowo-Wschodniej. Każdego roku przyznawane są jedynie trzy nagrody, a laureaci otrzymują środki na realizację projektów badawczych. Program ma umożliwić prowadzenie wysokiej jakości badań w krajach, które często dysponują mniejszym finansowaniem niż największe zachodnioeuropejskie ośrodki naukowe.

Wyróżnienie jest kolejnym dowodem na silną pozycję prof. Danuty Gutowskiej-Owsiak w międzynarodowym środowisku naukowym. Ukończyła studia medyczne w Gdańsku, doktorat obroniła na University of Liverpool, a następnie przez osiem lat prowadziła badania na University of Oxford, koncentrując się na mechanizmach regulujących barierę naskórkową oraz odpowiedź immunologiczną w chorobach zapalnych i alergicznych. Jej dorobek obejmuje publikacje w czołowych światowych czasopismach naukowych, takich jak Science Translational Medicine, The Journal of Experimental Medicine czy Journal of Extracellular Vesicles. Kierowała również licznymi projektami finansowanymi przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej, Narodowe Centrum Nauki oraz programy europejskie.

W ostatnich latach badaczka została również przewodniczącą Europejskiej Sieci Badań nad Barierą Naskórkową (European Epidermal Barrier Research Network – E2BRN), skupiającej naukowców zajmujących się rolą bariery skórnej w zdrowiu i chorobie. W swoich wypowiedziach wielokrotnie podkreślała, że zaburzenia funkcji bariery naskórkowej obserwowane są nie tylko w chorobach skóry, ale także w alergiach, w tym astmie i alergiach pokarmowych, co pokazuje, jak silnie powiązane są różne elementy układu odpornościowego.

Znaczenie badań nad alergiami będzie prawdopodobnie rosło wraz ze wzrostem liczby pacjentów cierpiących na choroby atopowe. Światowa Organizacja Zdrowia od lat zwraca uwagę, że alergie należą do najszybciej narastających problemów zdrowotnych w krajach rozwiniętych. Poszukiwanie mechanizmów odpowiedzialnych za rozwój tych chorób staje się więc nie tylko wyzwaniem naukowym, ale również jednym z priorytetów współczesnej medycyny.

Nagroda dla prof. Danuty Gutowskiej-Owsiak jest więc nie tylko indywidualnym sukcesem badaczki. To także potwierdzenie, że polskie ośrodki naukowe coraz częściej uczestniczą w projektach, które mogą wyznaczać kierunki rozwoju europejskiej immunologii i w przyszłości przełożyć się na nowe strategie zapobiegania oraz leczenia chorób alergicznych.

Źródło: Gdański Uniwersytet Medyczny

Europa mierzy się ze wzrostem zachorowań na alergie i astmę. Bez wprowadzenia nowoczesnych rozwiązań terapeutycznych problem będzie narastać – ocenia proc. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
Według najnowszych szacunków na choroby alergiczne cierpi ponad 150 mln Europejczyków, najwięcej w Europie Zachodniej, nieco mniej w Europie Wschodniej – poinformował PAP prof. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, dyrektor Medycznego Instytutu Badawczego ALL-MED we Wrocławiu, dyrektor Central and Southern European Allergy and Asthma Alliance (CSEA3).

Dodał, że z badań, które objęły też dzieci i młodzież, wynika, iż w Europie Zachodniej na astmę cierpi 16 proc. populacji, na alergiczny nieżyt nosa 26 proc., a na atopowe zapalenie skóry (AZS) 13 proc. populacji. Dla krajów północnej i wschodniej Europy odsetki te wynoszą odpowiednio 10,4 proc., 16,8 proc. oraz 8,8 proc.

„Badania epidemiologiczne są w tym przypadku trudne, ponieważ obejmują bardzo szerokie spektrum schorzeń, a sama definicja chorób alergicznych ulega zmianom – pojawiają się m.in. nowe kategorie reakcji nadwrażliwości” – wyjaśnił specjalista, cytowany w informacji prasowej przesłanej PAP.

Według niego szacunkowo – na podstawie dostępnych danych – można przyjąć, że nawet około 30-40 proc. populacji Polski zmaga się z jakąś formą choroby alergicznej. Na przykład astma dotyczy około 5–7 proc. populacji. „Na szczęście w większości przypadków jest to astma łagodna, natomiast postacie ciężkie występują znacznie rzadziej. Istotnym problemem pozostaje natomiast alergiczny nieżyt nosa, który dotyczy już 15–20 proc. populacji. Oznacza to, że – w uproszczeniu – co piąta osoba może cierpieć na tę chorobę” – tłumaczył alergolog.

Przypomniał, że istnieje kilka teorii próbujących wyjaśnić przyczyny dużego rozpowszechnienia alergii. Wcześniej dominowała tzw. hipoteza higieniczna, zgodnie z którą wzrost częstości alergii wiązano z bardziej sterylnymi warunkami życia i wyższymi standardami higieny. Obecnie coraz częściej wskazuje się jednak na tzw. uszkodzenie bariery jelitowej, skórnej oraz nabłonka dróg oddechowych.

„Jest to cena, jaką płacimy za kontakt z coraz większą liczbą substancji chemicznych. Prowadzi to do osłabienia integralności bariery, co ułatwia przenikanie alergenów. Komórki układu odpornościowego zaczynają wówczas inicjować przewlekły stan zapalny, który sprzyja rozwojowi chorób alergicznych” – wyjaśnił prof. Jutel.

Jego zdaniem, choć leki biologiczne stanowią ogromny przełom w terapii, to są przeznaczone głównie dla pacjentów z najcięższymi postaciami chorób alergicznych. Dlatego szczególną rolę w terapii tych schorzeń odgrywa immunoterapia alergenowa, która jest przeznaczona dla znacznie szerszej grupy pacjentów i jako jedyna metoda może wpływać na naturalny przebieg choroby.

Immunoterapię należy rozpoczynać możliwie wcześnie, zanim dojdzie do utrwalenia mechanizmów immunologicznych, które mogą być trudne do odwrócenia. „Chcielibyśmy stosować ją u większej grupy pacjentów i na wcześniejszym etapie choroby. Pacjent może być początkowo uczulony tylko na pyłki traw, a z czasem dochodzi do uczulenia na roztocza, sierść kota czy psa. Wtedy choroba staje się znacznie bardziej zaawansowana immunologicznie i trudniejsza do leczenia” – tłumaczy prof. Jutel.

Obecnie w Polsce immunoterapią objęte jest ok.150 tysięcy pacjentów. I – jak ocenił specjalista – jest to nadal niewielka liczba. Dla porównania w Niemczech to około 600 tysięcy osób, a w Hiszpanii nawet ok. 1 miliona. Zdaniem eksperta w Polsce liczba pacjentów leczonych tą metodą mogłaby być co najmniej dwu- lub trzykrotnie większa. Prof. Jutel przypomniał, że na ryzyko rozwoju alergii oraz na skuteczność jej leczenia wpływają również czynniki zależne od stylu życia.

„Liczne badania pokazują związek między nadwagą, otyłością oraz niską aktywnością fizyczną, zmianami składu mikrobiomu a chorobami alergicznymi. Nadwaga, otyłość i niewłaściwy mikrobiom nasilają procesy zapalne w organizmie, co może utrudniać leczenie. Z kolei regularna aktywność fizyczna i odpowiednia dieta mogą istotnie poprawić kontrolę choroby i są w dużej mierze w zasięgu każdego pacjenta” – podkreślił alergolog.

Prof. Jutel w maju zorganizował w Warszawie pierwszy międzynarodowy Kongres Central and Southern European Allergy and Asthma Alliance (CSEA3). Jest to nowa, międzynarodowa organizacja działająca w obszarze alergologii, która ma reprezentować kraje Europy Środkowej i Południowej, zwłaszcza mniejsze, takie jak Litwa, Estonia, Węgry, Bułgaria, Słowacja, Serbia, Chorwacja, Macedonia Północna.

Zdaniem specjalisty wspólne działanie w ramach większej organizacji znacznie zwiększa szanse, aby głos ekspertów z tych krajów był realnie słyszalny na forum europejskim i miał wpływ na decyzje podejmowane w UE. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Mimo postępu w diagnostyce i leczeniu astma pozostaje jednym z najważniejszych problemów zdrowia publicznego i może prowadzić do zgonu. Dlatego wszyscy chorzy na astmę powinni mieć zapewniony dostęp do wczesnej diagnostyki, optymalnego leczenia i edukacji – przypominają eksperci z okazji Światowego Dnia Astmy, który przypada 5 maja.
W tym roku Światowa Inicjatywa na rzecz Zwalczania Astmy (GINA) podkreśla znaczenie równego dostępu do leczenia wziewnego jako kluczowego elementu skutecznej kontroli astmy. Dlatego hasło obchodów Światowego Dnia Astmy brzmi: „Dostęp do inhalatorów przeciwzapalnych dla wszystkich chorych na astmę – nadal pilna potrzeba”.

Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) na astmę choruje na świecie około 363 mln osób. Dane epidemiologiczne wskazują, że rzeczywista liczba chorych na astmę w Polsce może sięgać nawet 4 mln osób, ale jedynie połowa z nich ma postawioną diagnozę i leczy się.

– Astma szczególnie daje o sobie znać wiosną, kiedy wzmożone pylenie roślin nasila duszność, kaszel i świszczący oddech u wielu chorych – powiedział prof. Radosław Gawlik, prezydent Polskiego Towarzystwa Alergologicznego podczas konferencji zorganizowanej w ramach obchodów Światowego Dnia Astmy 28 kwietnia br. Według niego w Polsce liczba chorujących na astmę i różne alergie dotyczy prawie 40 proc. społeczeństwa.

Konsultant krajowa w dziedzinie alergologii prof. Karina Jahnz-Różyk przypomniała, że astma jest chorobą zapalną dróg oddechowych. Stan zapalny prowadzi do nadreaktywności oskrzeli na różne czynniki, w tym alergeny, dym tytoniowy, zanieczyszczenie powietrza, infekcje wirusowe, wysiłek fizyczny i do wystąpienia objawów astmy.

Dlatego w swoich rekomendacjach GINA podkreśla, że każda osoba z astmą, w tym większość dzieci w wieku przedszkolnym z astmą, powinna otrzymywać wziewne kortykosteroidy, które działają przeciwzapalnie. Są one ą podstawą leczenia astmy i warunkiem kontroli jej objawów – zmniejszają ryzyko wystąpienia ataków choroby, a także liczbę zgonów z jej powodu. U młodzieży powyżej 12. roku życia i u osób dorosłych najlepiej stosować inhalator zawierający zarówno wziewny kortykosteroid, jak i szybko działający lek rozszerzający oskrzela (beta2-mimetyk).

Nieprzestrzeganie zaleceń lekarskich przez pacjentów wciąż pozostaje istotną przeszkodą w skutecznym leczeniu astmy. Dlatego u dorosłych pacjentów z astmą, u których nie uzyskano odpowiedniej kontroli objawów pomimo stosowania wziewnych glikokortykosteroidów i długo działającego beta2-mimetyku, zaleca się zastosować terapię trójskładnikową. Polega ona na podawaniu w jednym inhalatorze trzech różnych leków, a są to: wziewny glikokortykosteroid, długo działający beta2-mimetyk (LABA) oraz długo działający antagonista receptorów muskarynowych (LAMA). Skutkuje to zmniejszeniem liczby zaostrzeń astmy, czemu towarzyszy trwała poprawa parametrów czynności płuc.

Najbardziej wymagającą postacią choroby jest astma ciężka. Dotyczy pacjentów, u których nie udaje się uzyskać kontroli choroby pomimo dobrego przestrzegania zaleceń lekarskich (adherencji), stosowania maksymalnych dawek optymalnie dobranych leków, tj. glikokortykosteroidów wziewnych i długo działającego beta2-mimetyku (LABA), prawidłowego stosowania inhalatorów oraz skutecznego leczenia chorób współistniejących, takich jak przewlekłe zapalenie zatok, choroba refluksowa przełyku, otyłość, obturacyjny bezdech podczas snu, depresja, stany lękowe. Szacuje się, że występuje ona u 3,2 – 10 proc. pacjentów z astmą. Jest to grupa obarczona wysokim ryzykiem zaostrzeń, hospitalizacji i zgonu, odpowiada też za 50–80 proc. z całkowitych kosztów opieki nad chorymi na astmę.

Dla tych chorych przeznaczone są terapie biologiczne. – Terapia biologiczna dla chorych na astmę ciężką oznacza mniej zaostrzeń i lepszą kontrolę choroby – powiedziała prof. Jahnz-Różyk. Pozwala ona również znacznie ograniczyć stosowanie steroidów systemowych, które powodują bardzo dużo powikłań przewlekłych.

Specjalistka przypomniała, że w Polsce chorzy na tę postać astmy mają dostęp do pięciu leków biologicznych w ramach programu lekowego B.44. Leki te są dobierane indywidualnie ze względu mechanizm leżący u podłoża choroby oraz objawy, które występują u pacjenta.

Z danych, które przedstawiła specjalistka, wynika, że w Polsce ok. 5,5 tys. pacjentów z ciężką astmą otrzymuje leczenie biologiczne. Oznacza to, że terapia biologiczna jest stosowana u kilkunastu proc. chorych na tę postać choroby, podczas gdy w niektórych państwach UE jest to 60 proc. a nawet 75 proc. – Terapia biologiczna działa, ale problemem jest jej niewykorzystanie – oceniła konsultant krajowa w dziedzinie alergologii. Wśród przyczyn tego wymieniła braki kadrowe, problemy finansowe, w tym finansowanie programu przez NFZ oraz ograniczenia administracyjne.

W 2025 r alergolodzy złożyli do Ministra Zdrowia propozycje zmian w programie lekowym, które zwiększyłyby dostępność leków biologicznych dla pacjentów z astmą ciężką. – Bardzo walczymy o „switch”, tj. o możliwość zamiany terapii bez ponownej pełnej kwalifikacji pacjenta – zaznaczyła prof. Jahnz-Różyk.

Wśród innych postulatów znalazły się: wprowadzenie zapisu, że ciąża i karmienie piersią nie stanowią bezwzględnego kryterium wyłączenia z programu, a decyzja o kontynuacji leczenia powinna być podejmowana indywidualnie przez lekarza w porozumieniu z pacjentką; obniżenie progu stężenia eozynofilii poniżej 350 komórek na mikrolitr krwi dla pacjentów z ciężką astmą eozynofilową – leczonych mepolizumabem lub benralizumabem oraz dodatkowy monitoring pacjentów przewlekle leczonych glikokortykosteroidami pod kątem niewydolności kory nadnerczy.

– Wiem, że ten projekt jest w tej chwili procedowany i najprawdopodobniej Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) wypowie się na ten temat na początku czerwca 2026 r. – powiedziała specjalistka. Wyraziła nadzieję, że agencja wyda pozytywną opinię na temat tych propozycji.

Eksperci podkreślają, że podobnie jak w innych chorobach przewlekłych, kluczowym elementem terapii pacjentów z astmą jest regularne ich edukowanie o istocie choroby, przyjmowanych lekach, technice inhalacji, postępowaniu w przypadku zaostrzeń (wraz z pisemnym planem postępowania), schorzeniach współistniejących, zaprzestaniu palenia, a także o konieczności szczepień.

Pacjentom z astmą zalecane są: szczepienie przeciwko grypie co sezon, szczepienie przeciwko COVID-19, przeciwko pneumokokom, przeciwko błonicy, tężcowi i krztuścowi dawką przypominającą co 10 lat, szczepienie przeciwko półpaścowi oraz szczepienie przeciwko RSV. Zaszczepienie się przeciwko wirusowi RS jest ważne, ponieważ infekcja może być wyniszczająca dla osób z astmą. (PAP)

Źródło: Naukawpolsce

Alergie zwykle kojarzymy z układem odpornościowym, genetyką i środowiskiem. Coraz częściej jednak w tej układance pojawia się jeszcze jeden element: mikrobiota jelitowa. Przegląd badań opublikowany w czasopiśmie International Journal of Molecular Sciences sugeruje, że przerost bakterii w jelicie cienkim (SIBO) może mieć związek z nasileniem objawów chorób atopowych, takich jak astma oskrzelowa, alergie pokarmowe czy przewlekła pokrzywka.
Praca przeglądowa powstała przy udziale naukowców i studentów Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, w tym członków Studenckiego Koła Naukowego Alergologii i Chorób Wewnętrznych UMW.

Jelita a układ odpornościowy

SIBO (small intestinal bacterial overgrowth) oznacza nadmierne namnażanie bakterii w jelicie cienkim. Może powodować objawy ze strony przewodu pokarmowego, takie jak wzdęcia, biegunki czy bóle brzucha. Coraz więcej badań wskazuje jednak, że jego skutki mogą wykraczać poza układ trawienny.

Zaburzenia mikrobioty jelitowej mogą wpływać na układ odpornościowy poprzez tzw. oś jelito–odporność. W efekcie dysbioza jelitowa może sprzyjać nasileniu objawów chorób atopowych – dotyczących dróg oddechowych, skóry lub przewodu pokarmowego.

Analiza dostępnych badań pokazuje, że dodatnie wyniki testów oddechowych w kierunku SIBO częściej obserwuje się u pacjentów z astmą oskrzelową, alergiami pokarmowymi, zespołem aktywacji mastocytów oraz przewlekłą pokrzywką spontaniczną. Nie oznacza to jednak, że SIBO jest bezpośrednią przyczyną tych chorób.

– Szacuje się, iż w populacji ogólnej SIBO występuje do ok. 20% osób zdrowych, natomiast dla alergików brak jest jednoznacznych danych. Większość badań wskazuje jednak na korelację między dodatnim wynikiem testu oddechowego a objawami alergii – wyjaśnia dr Krzysztof Gomułka z Katedry i Kliniki Alergologii i Chorób Wewnętrznych UMW. Jak podkreśla badacz, wiele dostępnych danych dotyczy dzieci, dlatego potrzebne są dalsze badania w populacji osób dorosłych.

Kiedy leczenie SIBO może pomóc?

Związek między SIBO a alergiami może mieć znaczenie praktyczne w leczeniu niektórych pacjentów.

– Największa szansa na poprawę objawów po diagnostyce i leczeniu SIBO może dotyczyć pacjentów z astmą oskrzelową, alergiami pokarmowymi oraz przewlekłą pokrzywką spontaniczną – mówi dr Krzysztof Gomułka. Mechanizm tej zależności może działać w obie strony. Z jednej strony SIBO może prowadzić do tzw. „nieszczelności jelita”, która sprzyja stanowi zapalnemu i reakcjom alergicznym. Z drugiej strony przewlekły stan zapalny związany z atopią może zaburzać pracę jelit i sprzyjać namnażaniu bakterii.

Sygnał ostrzegawczy

Diagnostyka w kierunku SIBO nie jest jeszcze standardem u pacjentów z alergią. Są jednak sytuacje, w których warto ją rozważyć.

– Sygnałem ostrzegawczym może być nagłe pogorszenie przebiegu choroby alergicznej lub pojawienie się nowych objawów mimo stosowania dotychczasowego leczenia – podkreśla dr Krzysztof Gomułka. W takich przypadkach konieczna może być dokładniejsza ocena stanu pacjenta i rozszerzenie diagnostyki, w tym w kierunku SIBO.

Nowy kierunek badań nad alergią

Naukowcy podkreślają, że potrzebne są dalsze badania, aby lepiej zrozumieć związek między SIBO a chorobami atopowymi. Jeśli przyszłe wyniki potwierdzą tę zależność, diagnostyka i leczenie zaburzeń mikrobioty jelitowej mogą stać się ważnym elementem terapii części pacjentów z alergiami.

Materiał powstał na podstawie artykułu: International Journal of Molecular Sciences, Possible Crosstalk Between Small Intestinal Bacterial Overgrowth (SIBO) and Atopic Manifestations—A Short Overview, Michał Terlecki, Wiktoria Brzeczek, Martyna Kowalczyk, Emilia Kiełczyńska, Klaudia Kukla, Gabriela Osmulska, Krzysztof Gomułka

Źródło: Komunikat Prasowy

Ekstremalne zimno wpływa nie tylko na komfort życia, ale także na funkcjonowanie układu krążenia, zwłaszcza u osób z chorobami serca. W niskich temperaturach serce musi pracować intensywniej, aby utrzymać prawidłowe krążenie. Mróz nasila zaburzenia przepływu krwi i zwiększa obciążenie mięśnia sercowego. Jak organizm reaguje na ekstremalne zimno i dlaczego w mroźne dni rośnie ryzyko zawału? Wyjaśnia dr hab. n. med. Adam Janas, kardiolog Grupy American Heart of Poland.
Zależność między porami roku a częstością incydentów sercowo-naczyniowych jest znana od wielu dekad. Już w latach 30. XX wieku zauważono, że gwałtowne spadki temperatury wiążą się ze wzrostem liczby zgonów spowodowanych zawałem serca. Współczesne badania potwierdzają, że okresy silnych mrozów szczególnie obciążają serce.

– W licznych doniesieniach naukowych wykazano, że część czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych ma charakter sezonowy. Zimą, zwłaszcza podczas bardzo niskich temperatur, zwiększa się wydzielanie hormonów takich jak katecholaminy i aldosteron, co prowadzi do wzrostu ciśnienia tętniczego. Dochodzi także do zmian w aktywności płytek krwi oraz procesach krzepnięcia, co sprzyja powstawaniu zakrzepów – tłumaczy dr hab. n. med. Adam Janas.

Więcej hospitalizacji w okresie zimowym

W miesiącach zimowych, szczególnie podczas fal silnego mrozu, wyraźnie rośnie liczba hospitalizacji spowodowanych zaostrzeniem przewlekłej niewydolności serca.

– Niska temperatura pobudza układ adrenergiczny, co skutkuje przyspieszeniem akcji serca i wzrostem oporu naczyń krwionośnych. Dla serca oznacza to znacznie większe obciążenie. U pacjentów z chorobą wieńcową może dochodzić do niedokrwienia mięśnia sercowego, nasilenia objawów, a nawet zawału. Dodatkowo w sezonie zimowym obserwuje się obniżenie poziomu hormonów tarczycy, co może pogarszać wydolność serca. Objawy takie jak ból, ucisk lub pieczenie w klatce piersiowej wymagają pilnej konsultacji lekarskiej – podkreśla specjalista.

Mróz a choroba wieńcowa i astma

Zimna i wietrzna pogoda nasila dolegliwości nie tylko u pacjentów kardiologicznych, ale także u osób chorujących na astmę.

– Reakcja organizmu na niską temperaturę jest indywidualna i zależy m.in. od wieku, płci oraz chorób współistniejących. Jednak osoby z rozpoznaną chorobą serca powinny unikać przebywania na silnym mrozie, zwłaszcza gdy temperatury spadają do –17°C. Zimno powoduje skurcz naczyń krwionośnych, co ogranicza dopływ tlenu do serca. U pacjentów z chorobą niedokrwienną może to wywoływać napady dusznicy bolesnej, a u astmatyków – skurcz oskrzeli. Dodatkowo niskie temperatury sprzyjają wzrostowi ciśnienia tętniczego, co jest szczególnie niebezpieczne dla osób z nadciśnieniem – zaznacza kardiolog American Heart of Poland.

Regularne leczenie to podstawa

Zimą dochodzi do licznych zmian w funkcjonowaniu układu krążenia, co przekłada się na zwiększoną liczbę udarów mózgu, zawałów serca oraz epizodów migotania przedsionków, w porównaniu z okresem wiosenno-letnim.

– Istotne jest regularne przyjmowanie zaleconych leków, zwłaszcza preparatów stosowanych w leczeniu nadciśnienia tętniczego. Pomijanie dawek lub samodzielna modyfikacja terapii może znacząco zwiększyć ryzyko groźnych powikłań – przypomina ekspert American Heart of Poland.

Zimowe nawyki żywieniowe sprzyjają chorobom serca

Chłodne miesiące sprzyjają sięganiu po wysokokaloryczne, przetworzone produkty, które nie pozostają bez wpływu na układ sercowo-naczyniowy.

– Dieta bogata w sól i tłuszcze nasycone sprzyja otyłości, która istotnie zwiększa ryzyko choroby wieńcowej, zawału serca oraz nagłego zgonu sercowego. Zimą częściej wybieramy takie produkty, co dodatkowo utrudnia prawidłową pracę serca – dodaje dr hab. n. med. Adam Janas.

Alkohol nie chroni przed zimnem

Popularne zimą „grzane” napoje alkoholowe dają jedynie pozorne uczucie ciepła i mogą być szczególnie niebezpieczne dla serca.

– Alkohol rozszerza naczynia krwionośne skóry, przyspieszając utratę ciepła. Już niewielka ilość alkoholu może obniżyć temperaturę ciała. Ponadto sprzyja zaburzeniom rytmu serca, tachykardii, nadciśnieniu oraz podwyższeniu poziomu cholesterolu LDL, zwiększając ryzyko rozwoju miażdżycy – ostrzega kardiolog.

Uwaga na nagły wysiłek fizyczny

Intensywny wysiłek podejmowany w niskiej temperaturze, np. odśnieżanie czy szybkie marsze w mroźne poranki, może zwiększać ryzyko zawału serca.

– Wysiłek fizyczny w warunkach silnego mrozu prowadzi do przyspieszenia pracy serca i jednoczesnego skurczu naczyń krwionośnych, co powoduje wzrost ciśnienia tętniczego. Dla osób z chorobami serca jest to szczególnie duże obciążenie, wymagające zachowania ostrożności – podkreśla lekarz.

Ryzyko incydentów sercowo-naczyniowych jest najwyższe w godzinach porannych, gdy organizm przechodzi ze snu do aktywności, a ciśnienie krwi i tętno naturalnie wzrastają. Osoby z chorobami serca powinny zachować szczególną ostrożność podczas silnych mrozów i unikać długiego przebywania na zewnątrz, zwłaszcza gdy temperatura spada znacznie poniżej zera.

Źródło: Komunikat Prasowy

 
Wieloletnia działalność Federacji i organizacji w niej zrzeszonych pokazuje również rosnącą świadomość pacjentów chorych na astmę, alergię i POChP. – Pacjenci są dziś w dużej mierze świadomi swojej choroby i swoich praw. Jednocześnie chętnie współpracują – również w obszarze nauki. Wielu z nich bierze udział w badaniach naukowych, w tym w badaniach nad nowymi lekami, co daje im nadzieję na poprawę stanu zdrowia. Angażują się także w inne projekty badawcze, wiedząc, że ich udział może przyczynić się do postępu w medycynie – podkreśla prof. Anna Doboszyńska.
Polska Federacja Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i Przewlekłą Obturacyjną Chorobę Płuc obchodzi swoje XX-lecie. W trakcie jubileuszu po raz pierwszy wręczona została nagroda im. Profesora Wacława Droszcza, człowieka o wielkim sercu, który był mentorem i wychowawcą wielu pokoleń lekarzy pulmonologów, pasjonatem budowania bliskich relacji z pacjentem, edukatorem, orędownikiem idei dialogu i współpracy, jako wartości dodanej do zastosowanego leczenia. Powołana przez Federację nagroda ma w sposób szczególny uhonorować osoby oraz organizacje, które angażują się w opiekę nad chorymi i poprawę życia polskich pacjentów.

Po raz pierwszy laureatami nagrody zostały organizacje: Polskie Towarzystwo Zwalczania Chorób Alergicznych Oddział w Bydgoszczy, Stowarzyszenie Pomocy Chorym na Astmę i Choroby Alergiczne w Łodzi oraz Stowarzyszenie Chorych na Astmę Oskrzelową w Lublinie. Uroczystość była również okazją do podsumowań i dyskusji na temat zmian w obszarze leczenia pacjentów oraz roli organizacji pacjenckich w

procesie podejmowania decyzji w systemie ochrony zdrowia.

Historia Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP jak w soczewce pokazuje ewolucję, jaka dokonała się w obszarze organizacji pozarządowych na przestrzeni ostatnich lat. Jedną z osób zaangażowanych w działania na rzecz pacjentów z astmą, alergią i POChP jest prof. Anna Doboszyńska z Katedry Pulmonologii Szkoły Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

– Jedną z idei powołania Federacji stowarzyszeń pacjentów było zapewnienie wszystkim chorym równego dostępu do wiedzy – abyśmy jako organizacje przekazywali pacjentom spójne i rzetelne informacje. W Federacji działało około 20 organizacji, które wspólnie pracowały nad tym, by edukacja pacjentów była wiarygodna i jednolita. Warto pamiętać, że mówimy o czasach sprzed pojawienia się dzisiejszych narzędzi internetowych, sztucznej inteligencji czy czatów, więc wówczas bezpośredni kontakt pacjenta z lekarzem i edukacja miały szczególne znaczenie – wspomina prof. dr hab. n. med. Anna Doboszyńska. Dziś rola lekarzy, ale również organizacji pacjentów, ewoluuje. – Obecnie pacjenci nie oczekują już typowej, wykładowej wiedzy medycznej – tę mogą bowiem łatwo znaleźć w internecie. Bardziej potrzebują korekty i weryfikacji informacji, a także wsparcia w działaniach rzeczniczych – wskazała prof. Anna Doboszyńska.

Wieloletnia działalność Federacji i organizacji w niej zrzeszonych pokazuje również rosnącą świadomość pacjentów chorych na astmę, alergię i POChP. – Pacjenci są dziś w dużej mierze świadomi swojej choroby i swoich praw. Jednocześnie chętnie współpracują – również w obszarze nauki. Wielu z nich bierze udział w badaniach naukowych, w tym w badaniach nad nowymi lekami, co daje im nadzieję na poprawę stanu zdrowia. Angażują się także w inne projekty badawcze, wiedząc, że ich udział może przyczynić się do postępu w medycynie – podkreśla prof. Anna Doboszyńska.

Edukacja i wsparcie pacjentów
Pierwsze grupy wsparcia dla pacjentów z astmą, alergią i POChP w Polsce inicjowali lekarze – zarówno ci zajmujący się chorymi zawodowo, jak i ci, którzy mieli osobiste doświadczenia związane z chorobą własną lub bliskich. Jak wspomina dr n. med. Irena Węgrzyn-Szkutnik, pulmonolog z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie, pierwsza grupa na terenie Lublina powstała z inicjatywy prof. Biruty Fąfrowicz na przełomie lat 80′ i 90′.

– W tamtych czasach podejmowaliśmy ogromny wysiłek edukacyjny, który zmienił podejście pacjentów do leczenia. Dzięki temu zrozumieli oni ideę leczenia przewlekłego w astmie i POChP – wspominała dr n. med. Irena Węgrzyn- Szkutnik.

Działające w całym kraju organizacje pacjentów aktywizują chorych na różne sposoby. Bydgoski oddział Polskiego Towarzystwa Zwalczania Chorób Alergicznych stawia na fizjoterapię i aktywizację poprzez ruch. – Nasza działalność skupia się wokół dwóch głównych obszarów. Pierwszy to zajęcia gimnastyczne odbywające się regularnie od ponad 40 lat. Drugim filarem są coroczne turnusy rehabilitacyjne, które organizujemy w Łebie. W trakcie 14 dni nasi członkowie korzystają z oferty zaprzyjaźnionego ośrodka oraz z zajęć prowadzonych przez naszą fizjoterapeutkę – podkreślił Kazimierz Kolander.

Federacja silna organizacjami członkowskimi
Rosnąca świadomość pacjentów oraz ich zaangażowanie wpływają także na zmianę paradygmatu działalności Federacji, której rola ewoluowała ze stricte edukacyjnej w doradczą.
– Organizacje zrzeszone w naszej Federacji podejmują działania na rzecz pacjentów na różnych polach. To decyduje o sile Federacji, która aktywnie uczestniczy w pracach Rady Organizacji Pacjentów przy Ministrze Zdrowia. Na przestrzeni ostatnich lat spotkaliśmy się ponad 60 razy, by zabierać głos w dyskusjach dotyczących aktów wykonawczych, rozporządzeń czy sytuacji pacjentów w różnych obszarach terapeutycznych – podkreślił dr hab. n. med. Piotr Dąbrowiecki, prezes Federacji i jeden z jej formalnych założycieli, pracujący na co dzień w Wojskowym Instytucie Medycznym.

Dodał, że w przyszłości widziałby rolę Federacji jako ciała doradczego zrzeszającego różne organizacje pacjentów. – Mamy pełne kompetencje, by wspierać doradczo resort zdrowia w obszarach związanych z organizacją systemu czy wdrażaniem nowych technologii i rozwiązań postulowanych przez środowisko lekarskie. Federacja, skupiając pacjentów i lekarzy, a także posiadając unikalną perspektywę wynikającą z doświadczeń w systemie ochrony zdrowia, jest naturalnym partnerem dla Ministerstwa Zdrowia i innych instytucji podejmujących kluczowe decyzje dla polskiego systemu ochrony zdrowia – podkreślił Piotr Dąbrowiecki.

Federacja inicjuje i wspiera inicjatywy służące wprost dobru pacjenta. W latach 2010 – 2019 organizowała razem z Polskim Towarzystwem Chorób Płuc, Światowe i Polskie Dni Spirometrii. Była to unikalna inicjatywa, w trakcie której w około 200 ośrodkach medycznych w Polsce, lekarze i pielęgniarki non-profit wykonywały badania spirometryczne. Zbierano również ankiety na temat stanu zdrowia chorego – czy pali tytoń, czy jest alergikiem lub czy mieszka w zanieczyszczonym środowisku. Jeśli wyniki badania spirometrycznego wskazywały na obturację – czyli skurcz oskrzeli, otrzymywał skierowanie do swojego lekarza POZ z prośbą o wdrożenie dalszej diagnostyki w kierunku astmy lub POChP – chorób dla których, cechą charakterystyczną jest obturacja oskrzeli.

– W ciągu 10 lat przebadano ponad 65.000 chorych, a dokładnie 12.658 osób otrzymało skierowanie na dalsze badania. Wczesne rozpoznanie POChP daje szanse na dłuższe i bardziej satysfakcjonujące życie. Szybkie rozpoznanie astmy umożliwia określenie jej stopnia klinicznego (także dzięki spirometrii) pozwala uszyć na miarę potrzeb terapię a także zapobiega progresji do ciężkiej postaci choroby. Stąd też na pewno pozytywna reakcja i wsparcie dla naszej inicjatywy ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia oraz Ministerstwa Zdrowia. Ścisła współpraca z NFZ wyrażała się chociażby realizacją projektu „Liczy się każdy oddech”, gdzie w centrali narodowego płatnika odbywały się szkolenia dla chorych na astmę a strona internetowa NFZ służyła, jako źródło wiarygodnej wiedzy dla chorych na temat astmy, alergii i POChP – przypomniał Piotr Dąbrowiecki.

Obecnie Federacja jest w trakcie realizacji projektu LungHealth4Life (LH4L). To projekt współfinansowany przez Komisję Europejską w ramach programu EU4Health i uruchomiony we wrześniu 2024 r. Realizując projekt Federacja edukuje nauczycieli, uczniów, ale także rodziców w zakresie czynników działających szkodliwie na czynność płuc. Wykonuje także wśród dzieci badania spirometryczne, aby wytypować te zagrożone rozwojem astmy w tej chwili i POChP w dorosłości. Projekt jest prowadzony w 3 krajach UE – w Polsce, Portugalii i na Węgrzech. – Organizacje reprezentujące pacjentów nie tylko wspierają chorych w ich trudnym losie, ale angażują się w badania naukowe, inicjują kampanie profilaktyczne, są równorzędnym partnerem dla organizacji lekarskich oraz decydentów opieki zdrowotnej w Polsce – podsumował Piotr Dąbrowiecki.

Więcej na stronie: https://www.astma-alergia-pochp.pl 

źródło: Polska Federacja Stowarzyszeń Chorych na Astmę i Choroby Alergiczne i Przewlekłe Obturacyjne Choroby Płuc.
Choroby płuc to jedno z największych wyzwań zdrowotnych współczesności. Mimo że dotykają milionów Polaków, często pozostają w cieniu innych priorytetów zdrowotnych. Tymczasem koszty społeczne i ekonomiczne chorób układu oddechowego w Polsce przekraczają już 79 miliardów złotych rocznie. Eksperci, pacjenci i organizacje apelują o opracowanie narodowej strategii pulmonologicznej oraz pilne rozszerzenie dostępu do nowoczesnej rehabilitacji oddechowej, która może poprawić jakość życia chorych i odciążyć system ochrony zdrowia.
Choroby układu oddechowego od lat pozostają w cieniu innych problemów zdrowotnych, mimo że dotykają milionów Polaków, ograniczają codzienne funkcjonowanie chorych i ich rodzin oraz generują gigantyczne koszty społeczne, które w Polsce przekraczają już 79 miliardów złotych rocznie. W przeddzień Światowego Dnia Płuc, obchodzonego 25 września, Polskie Towarzystwo Chorób Płuc oraz Koalicja ZDROWE PŁUCA zorganizowały konferencję prasową „Choroby płuc – niewidzialna epidemia XXI wieku. Manifest na rzecz Zdrowych Płuc – czas na strategię pulmonologiczną w Polsce”. Wydarzenie miało na celu podkreślenie skali wyzwań zdrowotnych związanych z chorobami płuc, konieczności rozszerzenia dostępu do nowoczesnej rehabilitacji pulmonologicznej, w tym innowacyjnych metod mechanicznego oczyszczania dróg oddechowych oraz pilnej potrzeby stworzenia narodowej strategii pulmonologicznej, która odciąży system opieki zdrowotnej, ale przede wszystkim pozwoli skuteczniej wspierać pacjentów, przywracając im nie tylko oddech, ale i godne życie.

Spotkanie rozpoczęło się wystąpieniem dr Nino Berdzuli, przedstawicielki WHO i dyrektora Biura Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce, która podkreśliła międzynarodowy kontekst walki z chorobami płuc, wskazując na potrzebę globalnej współpracy w profilaktyce, terapii i rehabilitacji pulmonologicznej. Zwróciła uwagę na rosnące obciążenie systemów zdrowotnych spowodowane zmianami klimatycznymi, zanieczyszczeniem powietrza i paleniem tytoniu, apelując o wdrożenie strategii opartych na danych i innowacjach.

Choroby płuc, w tym przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP), rak płuca, astma, choroby śródmiąższowe i bezdech senny, stały się jedną z największych plag zdrowotnych współczesnego świata, klasyfikowaną w pierwszej piątce chorób cywilizacyjnych. Szacuje się, że w Polsce, na POChP choruje aż 2 miliony osób, choć formalnie zdiagnozowanych jest tylko 1,3 miliona – co oznacza, że setki tysięcy pozostają bez rozpoznania i właściwej opieki. Pandemia COVID-19 dodatkowo zaostrzyła kryzys, powodując długoterminowe uszkodzenia płuc u milionów osób i wywierając ogromną presję na systemy opieki zdrowotnej. Na świecie POChP jest trzecią przyczyną zgonów, a rak płuca pozostaje najgroźniejszym nowotworem, często określanym jako „cichy zabójca”, będąc pierwszą przyczyną zgonu wśród nowotworów. W naszym kraju choroby układu oddechowego nie tylko skracają życie, ale generują dotkliwe koszty społeczne i gospodarcze: obniżają wydajność pracy, obciążają rodziny pacjentów i pogłębiają nierówności społeczne, w tym różnice w oczekiwanej długości życia między ubogimi a zamożnymi. Jak podkreślono w manifeście International Respiratory Coalition (IRC) i Polskiej Koalicji ZDROWE PŁUCA, uroczyście ogłoszonym podczas konferencji prasowej, te problemy są w dużej mierze możliwe do uniknięcia, pod warunkiem skoordynowanych działań w zakresie profilaktyki, diagnostyki, leczenia i rehabilitacji pulmonologicznej.

„W Polsce mierzymy się z falą chorób płuc: POChP dotyka milionów osób, a skutki COVID-19 wciąż ujawniają się w postaci przewlekłych problemów oddechowych. To niewidzialna epidemia– objawy bywają bagatelizowane, ale konsekwencje są dramatyczne: od nagłych zaostrzeń wymagających hospitalizacji po trwałe obniżenie jakości życia. Rak płuca zabija po cichu, a zaostrzenia POChP zwiększają ryzyko zdarzeń sercowo-naczyniowych, w tym zawału serca i udaru mózgu. Ryzyko to jest szczególnie wysokie w pierwszych tygodniach po zaostrzeniu, a w przypadku ciężkich zaostrzeń może wzrosnąć niemal dziesięciokrotnie. Co więcej, wśród populacji chorych na POChP obserwuje się znaczący odsetek zgonów z przyczyn sercowo-naczyniowych, obok zgonów związanych z chorobami układu oddechowego i rakiem płuca. Konsekwencje zaostrzeń POChP wykraczają więc poza płuca. Choroby płuc muszą stać się priorytetem zdrowotnym – ich lekceważenie prowadzi do niepotrzebnych tragedii. Pandemia pokazała, że zaniedbania w pulmonologii kosztują życie. Potrzebujemy natychmiastowej zmiany podejścia, zanim będzie za późno. Bez działań system ochrony zdrowia nie poradzi sobie z tym obciążeniem” – ostrzega dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, prezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, koordynator Oddziału Chorób Płuc i Niewydolności Oddychania z Pododdziałem NWM i Pododdziałem Zaburzeń Oddychania w Czasie Snu, Kujawsko-Pomorskie Centrum Pulmonologii w Bydgoszczy.

Choroby płuc manifestują się szerokim spektrum objawów, od przewlekłego kaszlu i duszności po zmęczenie i zaburzenia snu, co często prowadzi do błędnych diagnoz i opóźnień w leczeniu. Wielochorobowość jest powszechna: POChP współwystępuje z schorzeniami sercowo-naczyniowymi, infekcjami czy bezdechem sennym, tworząc złożony obraz kliniczny, który wymaga holistycznego podejścia. Pacjenci doświadczają nie tylko fizycznych ograniczeń, ale także izolacji społecznej, utraty pracy i pogorszenia stanu psychicznego, co pogłębia spiralę choroby. Według manifestu IRC i Koalicji ZDROWE PŁUCA, kluczowe jest niwelowanie nierówności w dostępie do opieki, w tym geograficznych barier, oraz integracja opieki podstawowej ze specjalistyczną, by pacjenci otrzymywali pomoc we właściwym momencie.

„Pacjenci z chorobami płuc często opisują swoje życie jako walkę o każdy oddech, gdzie duszność staje się codziennym towarzyszem, uniemożliwiającym proste czynności jak spacer czy rozmowa. Wielochorobowość komplikuje wszystko – POChP nakłada się na bezdech senny czy infekcje, tworząc błędne koło, w którym jeden problem pogarsza drugi. Objawy takie jak przewlekły kaszel czy zmęczenie są alarmem, ale zbyt często ignorowanym, co prowadzi do późnej diagnostyki i nieodwracalnych zmian. Szybka ocena objawów może uratować życie, bo wczesne rozpoznanie przerywa ten cykl. Musimy edukować społeczeństwo, by nie bagatelizować tych sygnałów, i zapewniać dostęp do kompleksowej diagnostyki dla wszystkich, niezależnie od miejsca zamieszkania. Tylko wtedy pacjenci odzyskają kontrolę nad swoim życiem” – wyjaśnia dr n. med. Joanna Miłkowska-Dymanowska z Kliniki Pneumonologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, Oddziału Klinicznego Pulmonologii i Alergologii z Pododdziałem Chorób Wewnętrznych, Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego im. N. Barlickiego w Łodzi.

Leczenie farmakologiczne chorób płuc opiera się na wykorzystaniu zarówno nowoczesnych leków, jak i narzędzi do ich skutecznego podawania. Właściwa terapia astmy i POChP wiąże się z koniecznością zastosowania inhalatorów, które umożliwiają bezpośrednie dostarczenie leków do układu oddechowego. Preparaty te nie tylko łagodzą objawy lecz zmniejszają częstotliwość zaostrzeń a nawet zapobiegają powikłaniom, takim jak incydenty sercowo-naczyniowe. Prawidłowa technika inhalacji jest kluczowa dla efektywności terapii, a nowe leki oferują celowane działanie, poprawiając komfort życia pacjentów. Manifest IRC i Koalicji ZDROWE PŁUCA podkreśla potrzebę poprawy dostępności do tych terapii, w tym poprzez wczesną diagnostykę i integrację modeli opieki, co pozwoli na wdrożenie leczenia we właściwym czasie i zmniejszenie obciążeń systemu zdrowotnego.

„W leczeniu POChP i innych schorzeń płuc farmakologia oferuje narzędzia, które nie tylko kontrolują objawy, ale realnie przedłużają życie, redukując ryzyko zaostrzeń o nawet 30-50%. Inhalatory muszą być używane poprawnie, bo błędy w technice niweczą ich potencjał – edukacja pacjentów jest tu niezbędna. Nowe leki celują w mechanizmy zapalenia, chroniąc także przed powikłaniami sercowo-naczyniowymi, które są częstą przyczyną zgonów. W Polsce potrzebujemy szerszego dostępu do tych innowacji, by każdy pacjent mógł skorzystać z personalizowanej terapii. Przyszłość to leki biologiczne i terapie celowane, które zmienią oblicze pulmonologii. Bez inwestycji w te obszary, stracimy szansę na poprawę prognostyk dla milionów” – podkreśla dr n. med. Aleksander Kania, wiceprezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, z Kliniki Pulmonologii II Katedry Chorób Wewnętrznych, Collegium Medicum UJ w Krakowie, Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Rehabilitacja pulmonologiczna jest fundamentem kompleksowego leczenia chorób płuc, integralną częścią leczenia, będąc postępowaniem niefarmakologicznym zawierającym między innymi zaawansowane techniki oczyszczania dróg oddechowych. Szczególną rolę odgrywają nowoczesne urządzenia do drenażu autogenicznego, które skutecznie usuwają zalegającą wydzielinę, poprawiają wentylację płuc i zmniejszają ryzyko infekcji. W ramach ostatniego zamówienia Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy 62 szpitale w Polsce zostały wyposażone w urządzenia do terapii Simeox, co stanowi ważny krok w kierunku poprawy dostępności nowoczesnej rehabilitacji. Kluczowe jest wdrażanie rehabilitacji już od momentu diagnozy, zgodnie ze specyfiką przewlekłych chorób płuc. Takie podejście pozwala spowolnić postęp choroby i poprawić jakość życia pacjentów. Niestety, obecne przepisy, w tym rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu rehabilitacji leczniczej, uniemożliwiają stosowanie urządzeń do drenażu autogenicznego w trybie ambulatoryjnym. Problem ma charakter formalno-prawny, a nie wynika z ograniczeń infrastrukturalnych szpitali. Co więcej, w Polsce brakuje też rozwiązań systemowych umożlwiających prowadzenia rehabilitacji z użyciem urządzeń Simeox w warunkach domowych, co jest szczególnie dotkliwe w przypadku chorób przewlekłych z nawracającymi zaostrzeniami, takich jak POChP, mukowiscydoza czy rozstrzenie oskrzeli. Regularne oczyszczanie drzewa oskrzelowego przed podaniem leków znacząco zwiększa ich skuteczność, zmniejsza ryzyko infekcji i pozwala wydłużyć okresy między zaostrzeniami. Bez tego płuca pozostają obciążone nadmiarem wydzieliny, co przyspiesza rozwój choroby i prowadzi do częstszych hospitalizacji, obniżając jakość życia pacjentów. Manifest IRC i Koalicji ZDROWE PŁUCA podkreśla, że rehabilitacja ambulatoryjna i domowa to klucz do rozwiązania tego społeczno-systemowego problemu, a obecność urządzeń w szpitalach to dopiero początek – czas na kolejne kroki, takie jak zmiana przepisów i refundacja urządzeń do użytku domowego.

„Rehabilitacja pulmonologiczna to nie tylko wsparcie, ale konieczność w leczeniu chorób płuc, szczególnie tych z nadprodukcją wydzieliny, jak POChP, rozstrzenie oskrzeli czy mukowiscydoza. Urządzenia do drenażu autogenicznego Simeox, generujące delikatne wibracje, umożliwiają skuteczne oczyszczanie płuc, co przekłada się na lepszą wentylację i mniejsze ryzyko infekcji – badania pokazują poprawę funkcji płuc. Wdrożenie takich metod zaraz po diagnozie, nawet w stabilnym okresie choroby, może znacząco zmniejszyć częstotliwość zaostrzeń. Problemem w Polsce jest brak ambulatoryjnych świadczeń i możliwości stosowania tych urządzeń w domu, mimo że mogłyby one zrewolucjonizować życie pacjentów, zmniejszając konieczność hospitalizacji. To kwestia systemowa – mamy technologię, ale potrzebujemy przepisów, które pozwolą ją w pełni wykorzystać. Bez tego skazujemy pacjentów na życie w cieniu choroby” – podkreśla dr n. med. Magdalena Klimczak, ordynator Oddziału Rehabilitacji Pulmonologicznej, Wojewódzkiego Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej, Centrum Leczenia Chorób Płuc i Rehabilitacji w Łodzi.

Kulminacyjnym punktem konferencji było uroczyste ogłoszenie i odczytanie Manifestu International Respiratory Coalition (IRC) i Polskiej Koalicji ZDROWE PŁUCA. Dokument, opracowany przez pacjentów, lekarzy i ekspertów medycznych, wzywa do pilnych działań przeciwko chorobom układu oddechowego, które pochłaniają coraz więcej istnień i generują koszty przekraczające 79,1 mld zł w Polsce. Apeluje do decydentów, parlamentarzystów, samorządów i kluczowych liderów opinii o opracowanie narodowej strategii pulmonologicznej, obejmującej ambitne cele w czterech kluczowych obszarach: zapobieganie (m.in. walka z paleniem tytoniu, zanieczyszczeniem powietrza, szczepienia, uwzględnienie zmian klimatycznych), dostęp do leczenia we właściwym momencie (wczesna diagnostyka, integracja opieki, lepsza dostępność nowoczesnej rehabilitacji pulmonologicznej), niwelowanie nierówności (pacjent w centrum, eliminacja barier geograficznych) oraz rozwój badań i danych (innowacje, AI, rejestry danych do identyfikacji problemów). Manifest podkreśla, że wysiłki na rzecz przeciwdziałania chorobom płuc są niewystarczające, i dlatego wzywa społeczeństwo oraz media do wsparcia zmian. Zgromadzeni goście, dziennikarze, eksperci, przedstawiciele instytucji państwowych i środowiska pacjenckiego zostali zaproszeni do złożenia podpisów pod dokumentem – wśród sygnatariuszy znalazła się dr Nino Berdzuli z WHO.

„Manifest na rzecz Zdrowych Płuc to zbiorowy apel lekarzy i pacjentów o rewolucję w podejściu do pulmonologii w Polsce. Potrzebujemy narodowej strategii, która zintegruje profilaktykę, diagnostykę, leczenie i rehabilitację pulmonologiczną, wzorując się na strategiach kardiologicznej czy onkologicznej. Pulmonologia musi stać się jednym z priorytetów systemu ochrony zdrowia, bo leczenie płuc bezpośrednio wpływa na skuteczność terapii w innych obszarach terapeutycznych – np. na redukcję powikłań sercowo-naczyniowych – uzdrawiając płuca, ratujemy serce i mózg. Bez kompleksowej opieki, w tym pomocy w rzucaniu palenia i domowej rehabilitacji, miliony Polaków pozostaną bez wsparcia. Ten dokument to mapa drogowa do implementacji zmian: od wczesnych badań po innowacyjne terapie. Czas na działanie, by zatrzymać tę epidemię i poprawić zdrowie Polaków” – apeluje dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska.

Światowy Dzień Płuc, obchodzony 25 września, stanowi idealną okazję do refleksji nad szerszą perspektywą leczenia chorób płuc i podjęcia konkretnych kroków. Polska Koalicja ZDROWE PŁUCA oraz IRC wzywają wszystkie środowiska gotowe działać na rzecz zmian do wsparcia Manifestu, podkreślając, że tylko skoordynowane, oparte na danych działania mogą odwrócić trend rosnącej śmiertelności i obciążeń społecznych. Konferencja pokazała, że zmiany są możliwe – teraz czas na wdrożenie ich w życie, by miliony Polaków mogły oddychać swobodnie.

W trakcie konferencji dr Nino Berdzuli, dyrektor Biura Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce oraz dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, Prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, podpisały List Intencyjny o współpracy między organizacjami, który ma na celu zacieśnienie działań na rzecz zwalczania chorób płuc i poprawy opieki pulmonologicznej w Polsce.

Źródło: Komunikat Prasowy

Jakość powietrza w zamkniętych pomieszczeniach – domach, biurach, szkołach – ma bezpośredni wpływ na rozwój i przebieg astmy. Tak wynika z najnowszych wytycznych opublikowanych przez Europejską Akademię Alergologii i Immunologii Klinicznej (EAACI). Współautorami dokumentu są polscy eksperci z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
 
Europejskie wytyczne EAACI uwzględniają cztery główne grupy czynników środowiskowych, które mogą nasilać objawy astmy i wpływać na jej rozwój: lotne związki organiczne (VOC), środki czystości, wilgoć i pleśń oraz pestycydy. To sygnał nie tylko dla pacjentów, ale także dla lekarzy, decydentów i administracji zdrowia publicznego – jakość powietrza w pomieszczeniach powinna być brana pod uwagę w diagnozie i terapii chorób układu oddechowego.

Cztery czynniki ryzyka – co szkodzi najbardziej?

1. Lotne związki organiczne (VOC)
Obecne w farbach, lakierach, meblach, panelach i odświeżaczach powietrza – mogą powodować przewlekłe zapalenie oskrzeli, nasilać objawy astmy i obniżać funkcję płuc.

2. Środki czystości (zwłaszcza w sprayu)
Związki zawierające chlor, amoniak czy sztuczne zapachy to silne czynniki drażniące. EAACI zaleca ich ograniczenie i zastępowanie łagodniejszymi alternatywami.

3. Wilgoć i pleśń
To najlepiej udokumentowane zagrożenie. Szczególnie dzieci mieszkające w wilgotnych pomieszczeniach są narażone na rozwój astmy i alergicznego nieżytu nosa.

4. Pestycydy
Stosowane w domach uszkadzają nabłonek dróg oddechowych i sprzyjają przewlekłym stanom zapalnym. Powinny być całkowicie wyeliminowane w domach z dziećmi i osobami chorymi.
– Najpilniejsze jest ograniczenie ekspozycji na wilgoć i pleśń – mówi prof. Marek Jutel z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – Potwierdziliśmy istnienie silnych dowodów naukowych wskazujących na związek między tymi czynnikami a rozwojem astmy – dodaje.

Co mogą zrobić pacjenci?

Eksperci podkreślają, że nawet proste działania mają znaczenie:

Fakty i liczby:

Apel do lekarzy i decydentów

Według dr Magdaleny Zemelki-Wiącek z Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej UMW, obecnie w systemie brakuje narzędzi do oceny ryzyka środowiskowego. – Wiedza o wpływie środowiska na astmę często pozostaje teoretyczna. Potrzebujemy praktycznych rozwiązań – takich jak monitory PM2.5 czy dostęp do danych sanepidu – podkreśla.
Konieczna jest także edukacja lekarzy w zakresie interpretacji alertów smogowych i stosowania zaleceń środowiskowych w praktyce klinicznej. Eksperci zwracają też uwagę na potrzebę zmian systemowych – wprowadzenia prawnie wiążących norm jakości powietrza wewnętrznego, edukacji na poziomie przed- i podyplomowym oraz wsparcia ze strony administracji publicznej.
Źródło: www.umw.edu.pl