Medicalpress
Niska świadomość społeczna, opóźniona diagnostyka, utrudniony dostęp do profilaktyki przedekspozycyjnej (PrEP) i brak spójnych danych epidemiologicznych – to kluczowe bariery w skutecznej walce z HIV/AIDS w Polsce. Podczas eksperckiego panelu „Profilaktyka skojarzona jako odpowiedź na współczesne wyzwania związane z HIV/AIDS w Polsce” eksperci wskazali, że konieczne są natychmiastowe działania edukacyjne, systemowe wsparcie i zniesienie barier finansowych, które ograniczają dostęp do nowoczesnych metod zapobiegania zakażeniom.
23 czerwca 2025 r. w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego PZH odbył się panel ekspercki „Profilaktyka skojarzona jako odpowiedź na współczesne wyzwania związane z HIV/AIDS w Polsce” zorganizowany przez Instytut Rozwoju Spraw Społecznych. Uroczystego otwarcia dyskusji panelowej dokonał Jakub Gołąb – prezes Instytutu Rozwoju Spraw Społecznych

„W obliczu rosnącej liczby nowych zakażeń wirusem HIV, zarówno w Polsce, jak i na świecie, potrzeba prowadzenia skutecznych działań profilaktycznych staje się bardzo pilna. Potrzebujemy konkretnych działań dla pacjentów i skoordynowanej współpracy” – mówił Jakub Gołąb.

Następnie przemówienie wprowadzające do dyskusji wygłosił dr Bernard Waśko – dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH. Wyrażał nadzieję, że okrągły stół będzie początkiem procesu wdrażania dobrych rozwiązań dla pacjenta.

„W zdrowiu publicznym wyzwaniem są nie tylko choroby, zwłaszcza choroby cywilizacyjne, o których profilaktyce mówimy dużo. Wyzwaniem jest to, co się na świecie dzieje – klimat, katastrofy czy wojna. Te zmiany powodują duże migracje ludzi, a te migracje wpływają na zachowanie różnych chorób. Na takie wyzwania musimy znaleźć odpowiedź” – podkreślał dyrektor Waśko.

Dyskusję panelową poprowadziła Karolina Wasielewska z Instytutu Rozwoju Spraw Społecznych.
Udział w panelu wzięli najważniejsi polscy eksperci, m.in. prof. Miłosz Parczewski, konsultant krajowy w Dziedzinie Chorób Zakaźnych, który mówił o kontekście nowych zakażeń wirusem HIV:

„Epidemia zakażenia HIV w Europie jest epidemią rozwijającą się. Chodzi o Europę Wschodnią. Mamy ok. 3 mln osób żyjących z HIV w krajach Unii Europejskiej, ale istotnie więcej w Europie Wschodniej. Czyli mówimy o Rosji, o Ukrainie, Białorusi jako kluczowych regionach, w których żyje najwięcej osób z HIV w Europie” – sygnalizował prof. Parczewski.

W zakresie profilaktyki prof. Parczewski mówił o potrzebie testowania:

„Testowanie domowe, a także populacji kluczowych czy też nisko barierowych, nie tylko żyjących w dużych miastach, jest nam bardzo, bardzo potrzebne”.

W tym kontekście należy zwrócić uwagę, że od maja 2025 r. test w kierunku HIV można wykonać w jednostkach Podstawowej Opieki Zdrowotnej, podczas gdy do tej pory bezpłatne i anonimowe testy były prowadzone tylko w 29 Punktach Konsultacyjno-Diagnostycznych na terenie całego kraju.

Prof. Parczewski zwrócił również uwagę, że w 2023 roku ok. 2,2 mln osób żyło z HIV w europejskim regionie WHO, a tylko u 110 tys. osób zostało wykryte zakażenie. Dodał, że Polska pozostaje krajem, w którym mamy ok. 20% osób żyjących z HIV nie jest zdiagnozowana.

Głos również zabrała Magdalena Ankiersztejn-Bartczak, prezeska zarządu Fundacji Edukacji Społecznej, która wraz z innymi ekspertami współtworzy wytyczne dla Polskiego Towarzystwa Naukowego AIDS. Mówiła o tym, jak trudne jest życie osób zakażonych wirusem HIV:

„Osoby żyjące z wirusem HIV doświadczają wykluczenia, stygmatyzacji i strachu. Pacjentowi bardzo trudno jest pójść do lekarza i powiedzieć: >>Dzień dobry, mam dwójkę dzieci i mam HIV<<. Taki pacjent nie ma wsparcia. Z problemem zostaje sam” – podkreślała. I dodała: „My się po prostu boimy usłyszeć diagnozę, a gdy już ją mamy, boimy się cokolwiek z tym zrobić. Następuje efekt zamrożenia”.

W Polsce narastającym problemem jest zbyt późne diagnozowanie. Jak zaznaczyła Magdalena Ankiersztajn-Bartczak, części osób z tego powodu nie udaje się uratować, ponieważ z chwilą potwierdzenia zakażenia są już w zaawansowanym stadium AIDS:

„W kraju, w którym są leki antyretrowirusowe za darmo i dla wszystkich, diagnoza jest stawiana za późno. Nie wiemy, ile osób nie dostaje w związku z tym leków antyretrowirusowych, mimo że program leczenia jest szeroko dostępny w ramach systemu opieki zdrowotnej”.

Również prof. Monika Bociąga-Jasik, prezeska Polskiego Towarzystwa Naukowego AIDS, podkreśliła, że osoby z pozytywnym wynikiem testu na HIV nie wahają się podjąć leczenia, a zatem problemem pozostają wszyscy ci, którzy nigdy nie sprawdzili, czy są zakażeni:

„Większość pacjentów, którzy są zdiagnozowani, jest bardzo zainteresowana rozpoczęciem terapii antyretrowirusowej. Chętnie i szybko podejmują leczenie. Bardziej istotne są dla mnie osoby, które mają świadomość tego, że powinny zrobić test w kierunku zakażenia HIV, a jednak go nie wykonują”.

Osób poddających się testom jest ciągle za mało także dlatego, że nie rekomendują im tego lekarze. W walce z HIV/AIDS kluczowa jest edukacja – i chodzi tu również o działania adresowane do pracowników ochrony zdrowia – zaznaczyła dr Barbara Daniluk-Kula, zastępczyni dyrektora Krajowego Centrum ds. AIDS:

„To nie jest tak, że odpowiada za to jeden resort. Musimy działać wspólnie, jako partnerzy. Mamy bardzo dużo informacji do przekazania, ale musimy je właściwie zaadresować. Edukacja powinna także docierać do lekarzy, którzy powinni zlecać testy”.

Z dr Kulą zgodził się prof. Andrzej Fal, prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego, który podkreślił, że „kampanie edukacyjne są prowadzone, tylko one są mało widoczne”.

„W Polsce nie wypełniamy niczego oprócz trzeciorzędowej profilaktyki. Po prostu nie zostaliśmy wyedukowani i nie mamy świadomości tego, co rzeczywiście nam może uratować zdrowie. Profilaktyka jest ważniejsza od leczenia”.

Uczestnicy panelu zgodzili się, że najskuteczniejszą stosowaną obecnie metodą zapobiegania zakażeniom HIV jest profilaktyka przedekspozycyjna (PrEP), która w Polsce jest jednak słabo dostępna. Nie są prowadzone akcje edukacyjne w tym zakresie, w mediach brakuje publikacji na ten temat, a osoby korzystające z PrEP narażone są na spore wydatki: za miesięczną kurację płaci się średnio 160 zł, do tego dochodzi koszt każdorazowej wizyty u lekarza.

Dr Bartosz Szetela, specjalista w dziedzinie chorób zakaźnych z Klinki Chorób Zakaźnych, Chorób Wątroby i Nabytych Niedoborów Odpornościowych Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu, mówi, że grupa użytkowników PrEP w Polsce jest słabo zbadana. Z danych z 2020 – 2021 r. , ostatnich, do jakich ma dostęp Polskie Towarzystwo Naukowe AIDS, wynika, że wówczas mogło takich osób w Polsce być 4400. Byli to przede wszystkim mężczyźni uprawiający seks z mężczyznami, co może być związane z faktem, że – jak zaznaczyła prowadząca dyskusję Karolina Wasielewska – informacje o PrEP można w Polsce znaleźć głównie w mediach czy na stronach internetowych adresowanych do osób LGBT+. Brakuje zatem szerszej akcji informacyjnej w tym zakresie i rozwiązań umożliwiających zwiększenie dostępu do profilaktyki przedekspozycyjnej.

Anita Kucharska-Dziedzic, posłanka na Sejm RP, Przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Zapobiegania Zakażeniom HIV i Zwalczania AIDS, zaznaczyła, że „temat HIV/AIDS istnieje w świadomości polityków i polityczek w Polsce”. Jednak w rozmowach o PrEP pada często nieprawdziwy argument, że ryzyko zakażenia HIV wiąże się ze stylem życia:

„Zazwyczaj rozmowy o pieniądzach czy o refundacji profilaktyki lub refundacji leków są najtrudniejsze. Jeżeli popatrzymy na koszty funkcjonowania opieki zdrowotnej w Polsce, to koszty refundacji leków dla różnych grup pacjenckich są znaczącą pozycją. >>To my powinniśmy wziąć odpowiedzialność za siebie<< – i to jest ta argumentacja, która bardzo często dotyczy profilaktyki określonej grupy chorób czy zagrożeń zdrowotnych” – mówiła posłanka Kucharska-Dziedzic.

W czasie dyskusji pojawił się również wątek wsparcia społeczności migranckich. Szereg działań, które można podjąć, aby ułatwić korzystanie z terapii HIV obcokrajowcom, przedstawił Rostyslaw Dzundza, współzałożyciel Stowarzyszenia Pozytywni Ukraińcy i Ukrainki w Niemczech. To m.in. pomoc w skorzystaniu z publicznej opieki zdrowotnej, usługi tłumaczeniowe, ale także działania na rzecz integracji, jak choćby mentoring:

„Pomagamy sobie nawzajem, ponieważ trafiamy na liczne bariery: przede wszystkim chodzi o język, ale też nierówny dostęp do profilaktyki” – mówił Rostyslaw Dzundza.

Ekspertki i eksperci uznali, że potrzeba intensywnych działań edukacyjnych w zakresie HIV/AIDS, ponieważ wiele osób nadal nie ma świadomości, że powinny wykonać test w kierunku HIV. Jak dotąd zrobiła to zaledwie 1/10 Polek i Polaków. Od maja istnieje możliwość wykonania testu także w jednostkach Podstawowej Opieki Zdrowotnej. Od lat 90. funkcjonują Punkty Konsultacyjno-Diagnostyczne, gdzie anonimowo i bezpłatnie można się przetestować w kierunku HIV, jednak takich placówek jest w Polsce tylko 29. Kolejny wniosek ze spotkania dotyczy danych zbieranych przez NIZP-PZH, których raportowanie należy usystematyzować, ponieważ dziś pochodzą one z różnych źródeł i okresów, a więc nie dają pełnego obrazu epidemiologii HIV/AIDS. Realizowana w oparciu o nie polityka walki z tym zagrożeniem zdrowotnym nie może więc być w pełni skuteczna.

Według uczestników spotkania, należy także podjąć wysiłki na rzecz refundacji PrEP, ponieważ profilaktyka przedekspozycyjna to najskuteczniejsza obecnie metoda zapobiegania kolejnym zakażeniom HIV, a Polska pozostaje jednym z nielicznych krajów Unii Europejskiej, gdzie jest ona trudno dostępna z uwagi na wysoki koszt takiej terapii oraz niski poziom wiedzy o jej istnieniu. Usunięcie barier ekonomicznych i społecznych w dostępie do PrEP powinno być zatem kluczowym zadaniem z obszaru profilaktyki HIV/AIDS.

Powyższe kwestie będą poruszane także na najbliższym posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Zapobiegania Zakażeniom HIV i Zwalczania AIDS 8 lipca tego roku. W Polsce wciąż zbyt mało osób wykonuje testy w kierunku HIV, a osoby żyjące z wirusem doświadczają stygmatyzacji i braku wsparcia. Tymczasem profilaktyka – w tym PrEP – jest skuteczna i powinna być powszechnie dostępna. Eksperci zgodzili się, że kluczowe jest:

Uczestnicy panelu zwrócili uwagę, że bez usunięcia barier organizacyjnych i finansowych, Polska nie zrealizuje celów zdrowia publicznego w zakresie HIV/AIDS. Oczekuje się, że temat będzie kontynuowany na najbliższym posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Zapobiegania Zakażeniom HIV i Zwalczania AIDS.

Źródło informacji: IRSS
Foto: IRSS, Łukasz Kamiński

 
Co drugi Polak po sześćdziesiątce zmaga się z wieloma chorobami przewlekłymi jednocześnie. Tak zwana wielochorobowość – głównie cukrzyca, astma czy choroby serca – to przede wszystkim skutek złych wyborów dotyczących stylu życia i używek. W czasie debaty „Zdrowie publiczne: Jak na zdrowie Polaków wpływają choroby cywilizacyjne?” lekarze apelowali do rządzących o wprowadzenie skutecznej profilaktyki i edukacji zdrowotnej.
 Polacy są jednym z tych narodów, które wygrywają wyścig do choroby. Oznacza to, że najszybciej zaczynamy chorować. Wiąże się to przede wszystkim z tym, że nie szanujemy swojego zdrowia i nie jesteśmy edukowani – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje prof. dr hab. n. med. Andrzej Fal, kierownik Kliniki Alergologii, Chorób Płuc i Chorób Wewnętrznych Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA, prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego.

Z raportu zaprezentowanego przez prof. Andrzeja Fala wynika, że Polacy żyją krócej w zdrowiu niż rówieśnicy w Unii Europejskiej. W 2022 roku wg GUS było to przeciętnie 60,1 lat dla mężczyzn i 63,7 lat dla kobiet. Starsi Polacy częściej zapadają na tzw. wielochorobowość, z którą zmaga się 50 proc. mężczyzn i 60 proc. kobiet powyżej 65. roku życia (unijna średnia to odpowiednio 32 i 40 proc.)

– Nie szanujemy zdrowia, używając wielu substancji, o których wiemy, że są szkodliwe. Coraz więcej palimy klasycznych papierosów, najbardziej szkodliwego produktu, coraz więcej pijemy alkoholu, być może nawet stabilizuje się jego ilość, natomiast niestety dramatycznie się zmienia schemat. Coraz więcej jest binge drinkersów, czyli osób, które piją w sposób istotnie szkodliwy. Do tego dochodzi dieta śmieciowa czy nadmiar soli. Starzejemy się szybciej niż inne narody, ale starzejemy się również w niepełnym zdrowiu, co jest szczególnie martwiące, bo to również kosztuje, a wiemy, że z finansowaniem opieki medycznej w Polsce nie jest najlepiej – wskazuje prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego.

Według Światowej Organizacji Zdrowia codziennie na świecie na leczenie przeznacza się 9 mld dol. Do chorób generujących największe koszty dla systemu ochrony zdrowia zalicza się nowotwory, choroby metaboliczne, układu oddechowego i krążenia.

– Najczęstszą przyczyną chorób układu krążenia jest nasz styl życia. To jest podstawa góry lodowej, która powoduje, że mamy choroby serca i naczyń. Mowa tu o braku aktywności fizycznej, otyłości, nikotynizmie, nadmiernym spożyciu alkoholu. To w konsekwencji prowadzi do czynników ryzyka, czyli nadciśnienia tętniczego, zbyt wysokiego stężenia cholesterolu, cukrzycy, czyli zbyt wysokiego stężenia glukozy, a dalej za tym już idą zawały serca, udary mózgu i miażdżyca – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Paweł Balsam, kierownik Oddziału Klinicznego Elektroradiologii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM.

Podczas debaty wiele zainteresowania wzbudziła kwestia profilaktyki – pierwotnej, dotyczącej głównie najmłodszych, którzy jeszcze nie są narażeni na ryzyko związane z używkami i złym stylem życia, i wtórnej – skierowanej do osób dorosłych.

– Musimy zwiększyć finansowanie profilaktyki. W 2020 roku w Polsce poziom finansowania to 20 euro na jednego mieszkańca, przy 213 euro unijnej średniej. To skutkuje tym, że ok 50% młodych ludzi w wieku 13–15 lat ma już za sobą pierwszego papierosa. W tej chwili e-papierosy stały się kolejnym problemem, ale przede wszystkim problemem są zwykłe papierosy – apelował w czasie debaty podczas XVI Europejskiego Kongresu Gospodarczego prof. Andrzej Fal. W rozmowie z agencją Newseria Innowacje prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego zwraca uwagę, że profilaktyka musi być przede wszystkim skierowana do najmłodszych.

– Państwo powinno jak najszybciej zacząć dbać o zdrowie najmłodszych, dlatego że tylko zdrowy najmłodszy jest potem zdrowym dorosłym. Jeśli nie zadbamy o zdrowie dzieci tu i teraz, natychmiast, to nie możemy się spodziewać, że za 40 lat dorośli czy potem starsi będą zdrowymi ludźmi, to tak nie funkcjonuje. Jeśli w tej chwili nie włożymy środków i działań w profilaktykę, żeby dzieciaki ruszały się, zamiast siedzieć przy komputerach, jadły zdrowiej, na przykład warzywa zamiast fast food, i jeśli nie zaczniemy egzekwować zakazów, niby istniejących, sprzedaży alkoholu i papierosów nieletnim, to dochowamy się kolejnego, nie w pełni zdrowego pokolenia, które zajmie jedno z trzech ostatnich miejsc, jeśli chodzi o wskaźniki zdrowotności w Europie – ostrzega prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego.

W czasie debaty poruszono kwestię ograniczenia skutków zdrowotnych nałogów za pomocą redukcji szkód związanych z używkami, takimi jak papierosy czy alkohol. Kardiolog, prof. Paweł Balsam zwracał uwagę na pułapkę braku odpowiednich regulacji i mechanizmów prewencyjnych, ograniczających dostęp osób nieletnich do wyrobów, które, choć mniej szkodliwe, i tak mogą wywołać uzależnienie.

– Cała kardiologia zachowawcza to jest harm reduction. Zmniejszamy ryzyko, lecząc dyslipidemię, lecząc nadciśnienie tętnicze. Nie zawsze zmniejszamy ryzyko u pacjenta, bo nie zawsze się udaje, ale jak już zmniejszymy ryzyko, to już dla nas jest harm reduction i podobnie jest z nikotynizmem. W Polsce problem polega na tym, że ten rynek jest w ogóle nieuregulowany. Jednorazowe e-papierosy to jest sprzedaż na poziomie 100 mln sztuk w samym 2023 roku. Kraje takie jak Wielka Brytania już ich zabroniły, bo są niewystandaryzowane, są tam różne smaki, które tylko zachęcają do tego, żeby dzieciaki to wykorzystywały. Kolejne kraje – Dania, Finlandia – zabraniają. Chiny, które produkują 90% tych urządzeń, zabroniły sprzedaży tego u siebie. To nam powinno dać do myślenia – ostrzegał prof. Balsam.

Z danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH wynika, że około połowy nastolatków w wieku 13–15 lat ma za sobą pierwszy kontakt z nikotyną, ponad 47% proc. wypicie pierwszego piwa, a co trzeci nastolatek sięgnął już po wódkę. Najwyższa Izby Kontroli alarmuje w sprawie nadwagi wśród dzieci i nastolatków – ponad 20% zmaga się z problemem nadmiernej masy ciała, 14,5 proc. ma nadwagę, a 7,2 proc. choruje na otyłość.

 Polska jest krajem, w którym jest największy odsetek otyłych dzieci. To są dzieci, które za chwilę będą nastolatkami, za chwilę będą dorosłymi, często już z cukrzycą, miażdżycą, dyslipidemią, czyli zbyt wysokim stężeniem cholesterolu i z nadciśnieniem tętniczym. Będziemy się borykali z osobami w wieku trzydziestu kilku lat, które będą do nas trafiały z zawałem serca, powikłaną niewydolnością serca. To jest niestety kula śnieżna, która się do nas zbliża, i jeżeli nie zrobimy z tym czegoś wśród najmłodszych, to ta kula śnieżna będzie rosła. My jako środowisko kardiologiczne będziemy musieli się z tym zderzyć, ale może ona nas zmiażdżyć – komentuje kardiolog.

W ocenie ekspertów edukacja zdrowotna dzieci i młodzieży powinna być priorytetem rządu w najbliższych latach. Ma temu służyć zapowiedziany przez Ministerstwo Edukacji Narodowej nowy szkolny przedmiot, jakim od roku szkolnego 2025/2026 będzie edukacja zdrowotna, która zastąpi wychowanie do życia w rodzinie.

– Wiedza na temat czynników ryzyka niestety jest bardzo mała i dotyczy to również dzieci, które w ogóle nie mają zajęć w szkole dotyczących czynników ryzyka. W związku z tym często otyłość nie jest pojmowana jako choroba, nie jest promowana jako coś, co może powodować dalsze powikłania, tylko jako czynnik estetyczny. Martwimy się, źle wyglądamy, ale nie martwimy się tym w zakresie chorobowym. Duża jest rola państwa w tym, żeby wdrożyć programy edukacyjne wśród najmłodszych, zaczynać już od przedszkola, szkoły podstawowej, a później, żeby osoba wchodząca w życie dorosłe wiedziała, jakie są czynniki ryzyka. Już od około 20. roku życia zaczyna się budować blaszka miażdżycowa w naszych tętnicach i pracujemy niestety wtedy na zawały serca w bardzo młodym wieku – podsumowuje prof. Paweł Balsam.

źródło: newseria

Za nami Europejski Kongres Gospodarczy, podczas którego wiele uwagi było także poświęconej ochronie zdrowia. Palenie papierosów, otyłość oraz zbyt wczesna inicjacja alkoholowa to aktualnie największe wyzwania w zakresie zdrowia publicznego, o których dyskutowali wybitni eksperci. Wnioski z dyskusji i kluczowe potrzeby wymagające zaadresowania, przedstawia dr Janusz Krupa, prezes Instytutu Człowieka świadomego, lekarz rodzinny, Ośrodek Kształcenia Lekarzy Rodzinnych CMKP.
– Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego miałem przyjemność uczestniczyć w dyskusji na temat wyzwań zdrowotnych dla Polski. Z perspektywy zdrowia publicznego, skupiliśmy się na najważniejszych czynnikach ryzyka, jakimi są m.in. palenie papierosów, otyłość czy nadmierne spożywanie alkoholu, a to co łączy te wszystkie elementy, to aspekt uzależnienia i problemów natury psychicznej. – podkreśla dr Janusz Krupa.

Wszyscy uczestnicy dyskusji, lekarze różnych specjalności, przedstawiciele instytucji ochrony zdrowia, były zgodni, że największym zabójcą w Polsce jest palenie tytoniu, a co niepokojące – odsetek osób palących ponownie rośnie i wynosi ok. 29%, dlatego oczywistą kwestią jest konieczność wdrożenia szeroko zakrojonych działań mających na celu zmniejszenie liczby osób palących oraz narażonych na bierne palenie. – Aktualnie 8 000 000 osób pali codziennie, a 4 mln dzieci jest narażonych na bierne wdychanie dymu tytoniowego. Co roku z powodu chorób odtytoniowych umiera w Polsce ok. 70 000 osób. Pomimo funkcjonujących w Polsce programów profilaktycznych np. programu profilaktyki chorób odtytoniowych czy funkcjonowania Telefonicznej Poradni Pomocy Palącym, wsparcie dociera do niewielkiej ilości osób, liczonych w promilach. Brakuje narodowej strategii walki z uzależnieniem od palenia tytoniu oraz sieci punktów wsparcia w rzucaniu palenia. W Polsce na ten moment funkcjonują tylko 3 kompleksowe poradnie pomocy palącym. To mówi samo za siebie. W celu poznania szczegółów odsyłam Państwa do niedawno wypracowanych rekomendacji w zakresie polityki antytytoniowej zawartych w raporcie „Palenie tytoniu – kluczowy czynnik ryzyka zdrowotnego w Polsce”. – wskazuje dr Krupa.

W dyskusji poruszono także problem braku integracji danych na temat badań profilaktycznych (programów przesiewowych) w ramach publicznej i prywatnej opieki zdrowotnej, w konsekwencji czego nie mamy pełnych informacji, ile osób co roku wykonuje podstawowe badania skriningowe, np. mammografię, cytologię czy kolonoskopię. Ponadto zakończył się pilotażowy program profilaktyki raka płuca, w ramach którego pacjenci z grup ryzyka, w tym przewlekle palący, mogli wykonać bardzo czułe badanie klatki piersiowej niskodawkową tomografią komputerową, i wykryć wczesne zmiany w płucach, a przy okazji także nieprawidłowości w pracy serca.

– Wydaje mi się, że obraz badań przesiewowych w onkologii byłby zdecydowanie bardziej pozytywny w przypadku integracji danych. Nie twierdzę, że osiągnęlibyśmy wskaźniki skandynawskie czy niemieckie, ale sytuacja faktyczna jest na pewno lepsza, aniżeli dane prezentowane tylko na podstawie raportów NFZ. Dr Artur Prusaczyk, dyrektor medyczny jednej z dużych sieci przychodni na wschodnim Mazowszu, na spotkaniu w Sejmie przedstawił wyniki zgłaszalności na badania przesiewowe pacjentów tej sieci, które już dzisiaj porównywalne są z odsetkiem zgłaszających się na badania profilaktyczne w krajach skandynawskich. To pokazuje, że w Polsce są narzędzia, natomiast nie ma, być może, wiedzy i nawyku, jak z tych narzędzi korzystać. – zaznacza dr Krupa.

– Tak naprawdę, wyrównanie szans zdrowotnych dla mieszkańców całego kraju, powinno być rolą państwa i polityków. Do tej pory brakowało inwestycji w profilaktykę, bo one nie zwracają się po roku, czy dwóch, ale 10,15, 20 latach. Cieszą nas zapowiedzi resortu zdrowia i edukacji o postawieniu na ten kierunek, mamy nadzieję, że zostaną podjęte ważne strategiczne decyzje, które przełożą się na zdrowszą przyszłość nas, naszych dzieci i wnuków. – dodaje.

Oczekiwana długość życia w Polsce, szczególnie dla mężczyzn, jest jedną z niższych w Europie, na podobnym poziomie co Albania i Rumunia, które mają najniższy wskaźnik. Ponadto długość życia w zdrowiu w Polsce, zarówno dla kobiet jak i mężczyzn jest dużo niższa niż średnia EU. Przyczyną tego stanu są choroby stylu życia: choroby serca, nowotwory, cukrzyca czy choroby układu oddechowego, na co zwracał uwagę prof. Andrzej Fal, prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego. Same koszty bezpośrednie związane z nowotworami w Polsce to 2 mld EURO, a koszty związane z utratą produktywności to kolejne 2 mld EURO. Dlatego profilaktyka powinna stać się priorytetem, bo jest o co walczyć – wskazywał prof. Fal. Niezaprzeczalnie głównymi winowajcami utraty zdrowia są takie czynniki jak: palenie papierosów, niezdrowa dieta, nadużywanie alkoholu oraz stres i brak aktywności fizycznej.

W Polsce nie ma jednej instytucji, która całościowo zajmuje się problemem uzależnień. Kilkanaście instytucji ma różne kompetencje i działa głównie reaktywnie, a nie proaktywnie. Brakuje także współpracy pomiędzy podmiotami, które zajmują się profilaktyką, a tymi które organizują terapię uzależnień. Mamy także duży problem z szarą strefą oraz przestrzeganiem obowiązujących przepisów. Prof. Andrzej Fal podkreślił, że podstawą działań w walce z uważaniem od palenia tytoniu, alkoholu czy innych substancji psychoaktywnych, powinno być zapobieganie ekspozycji i uzależnieniu, a następnie wspomagane zrywanie z nałogiem i wczesne leczenie, a ostatnim etapem wspomagane zerwanie wraz z redukcją szkód.

Jednym w głównych czynników ryzyka mających niebagatelny wpływ na zdrowie młodzieży i dorosłych jest nadużywanie alkoholu. Z jednej strony widzimy duży problem wczesnej inicjacji alkoholowej wśród dzieci i młodzieży. Napoje alkoholowe są najbardziej rozpowszechnioną substancją psychoaktywną wśród młodzieży, spośród których, najbardziej popularnym napojem alkoholowym jest piwo, od którego najczęściej młodzi zaczynają swoją „przygodę” z alkoholem (dane ESPAD), ponad 80%. dzieci w wieku 15-16 lat i prawie 100% młodzieży między 17 a 18 rokiem życia przynajmniej raz w życiu spożywała alkohol (dane PARPA/KCPU).

– Brakuje edukacji w tym zakresie, zarówno systemowej, ale też w rodzinach. Ciągle popularne są tzw. kinderbale, gdzie rodzice stawiają na stole bezalkoholowe szampany dla dzieci! Choć są to napoje bezalkoholowe, to proszę zauważyć, że już pięciolatki uczą się, że podczas spotkania towarzyskiego, gdy zgromadzi się kilkoro znajomych, to musi być butelka alkoholu na stole. To nie powinno być standardem. Podobnie, brakuje świadomości odnośnie napojów alkoholowych generalnie. Gdybyśmy spytali przechodnia na ulicy, czy piwo to alkohol, to możemy z dużym prawdopodobieństwem usłyszeć, że piwo to piwo, przecież wszyscy je piją. Codziennie widzimy w reklamach telewizyjnych uśmiechniętych młodych ludzi, który dobrze się bawią i piją piwo, nawet sportowców, bo przecież „piwo orzeźwia” i jest dobre na każdą okazję – mówi przekaz reklamowy. To jest jakieś nieporozumienie. Szesnastolatek pijący piwo z rodzicami to u nas norma. Rodzice nie są od tego, żeby być kolegami swoich dzieci, tylko od tego, żeby je właściwie wychowywać, natomiast niestety tak się dość często nie dzieje, więc mówiąc o inicjacji alkoholowej, aktualne jest stare powiedzenie „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci”. – zaznacza dr Krupa.

Podczas panelu, prof. Marek Krzystanek, psychiatra i psychoterapeuta, zwrócił uwagę, że, problemy behawioralne i uzależnienia u dzieci i młodzieży nie biorą się znikąd, a mają swoje źródło w zaburzonych relacjach w domu oraz zaburzonych relacjach z rówieśnikami, których to relacji w dzisiejszym świecie prawie w ogóle nie ma. Młodzież spędza większość czasu w świecie wirtualnym, a problemy natury psychicznej odreagowuje sięgając po używki, alkohol, papierosy, narkotyki. Jak się okazuje, w Polsce nie jest problemem brak psychiatrów dziecięcych, średnia europejska wynosi 10 psychiatrów dziecięcych na 100 000 populacji, a w Polsce mamy 10,5 psychiatrów dziecięcych na 100 000 populacji. Wyzwaniem jest nadmierna liczba dzieci, których chce się wysłać do psychiatry, dlatego, że nie ma profilaktyki psychologicznej w rodzinie, nie ma w domu, nie ma w szkole – to jest nasz problem.

– Pamiętajmy, że alkohol to alkohol i nie powinno się stosować odstępstw od reguły dla wszystkich napojów alkoholowych, bo nie poprawi się sytuacja w zakresie przedwczesnej inicjacji alkoholowej i związanych z nią problemów w zakresie zdrowia fizycznego i psychicznego. Pamiętajmy, że im młodsza osoba, tym wpływ alkoholu jest większy, zwłaszcza na układ nerwowy. U dorosłych jest on już wykształcony, ale w przypadku dzieci i młodzieży, konsumpcja jakiegokolwiek alkoholu może mieć dalekosiężne skutki, bo  nie ma czegoś takiego jak zdrowy alkohol. – podkreśla dr Krupa.

– To, że napój zawiera 3% czy 4%, nie oznacza, że jest bezpieczny, zwłaszcza w sytuacji, kiedy wypija się tego trunku kilka – kilkanaście butelek. Rekordziści wypijają podczas spotkań towarzyskich ponad 20 litrów piwa. Tutaj pokutuje wizerunek piwa wykreowany przez lata przez kampanie promocyjne, reklamy i ogólne przyzwolenie społeczne, który często idzie z góry, np. piwo towarzyszy takim fantastycznym momentom życiowym jak kibicowanie piłkarskiej drużynie narodowej. Niestety nie bierze się pod uwagę, ile młodych osób wpadnie w nałóg przez takie postępowanie, badania pokazują, że młodzi zaczynają konsumpcję alkoholu od piwa, często bezalkoholowego, pojawia się przyzwyczajenie, konotacja z czymś pozytywnym i dobrą zabawą i potem pojawiają kolejne, coraz mocniejsze trunki. Państwo powinno chronić najmłodszych. Alkohol jest dla ludzi dorosłych, którzy świadomie podejmują decyzje. Tu znowu brakuje profilaktyki i edukacji, a większość funduszy idzie na walkę z uzależnieniami i poradnictwo – czyli działania naprawcze. Czy nie lepiej uczyć świadomego podejścia do radzenia sobie ze stresem, presją rówieśników? Czy nie lepiej, aby „reklamy” napojów bezalkoholowych i niskoprocentowych nie wyskakiwały „jak z „przysłowiowej” lodówki, aby potem nie musieć mierzyć się z konsekwencjami chorób nowotworowych, niewydolności wątroby i innych narządów, problemami psychicznymi i uzależnieniami? – pyta retorycznie dr Krupa.

W panelu dyskusyjnym podczas EEC 2024 pt. „Zdrowie publiczne” udział wzięli: prof. Robert Gil, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, prof. Andrzej Fal, Prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego, prof. Mariusz Gąsior, Śląskie Centrum Chorób Serca, prof. Paweł Balsam, I Katedra i Klinika Kardiologii WUM, prof. Marek Krzystanek, Klinika Rehabilitacji Psychiatrycznej SUM, , dr Janusz Krupa, prezes Instytutu Człowieka Świadomego Joanna Głażewska, dyrektor Departamentu Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia, Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich.

 
Źródło: Instytut Człowieka Świadomego, redakcja Medicalpres
Z powodu infekcji wywołanych bakteriami antybiotykoopornymi na świecie umiera ok. 2 mln osób rocznie. WHO szacuje, że jeżeli nic nie zrobimy, to w 2050 r. ta liczba przekroczy 10 mln chorych, czyli więcej niż na wszystkie nowotwory razem wzięte.
Antybiotyki stanowią podstawę leczenia przyczynowego potencjalnie śmiertelnych zakażeń bakteryjnych, zapobiegając milionom zgonów rocznie.

– Rzadko które odkrycie w medycynie było tak znaczące jak odkrycie antybiotyków. Po ich wprowadzeniu do użycia w pierwszej połowie XX widać było wyraźnie zmianę umieralności na choroby, które wcześniej były uznawane za nieuleczalne. Niemniej już twórca pierwszego antybiotyku przewidział problem antybiotykooporności, choć chyba nie spodziewał się, że to zjawisko przyjmie taką skalę – mówił prof. Andrzej M. Fal, prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego podczas debaty eksperckiej poświęconej temu problemowi, zorganizowanej z okazji Światowego Tygodnia Wiedzy o Antybiotykach.
Antybiotyki są z nami od 100 lat
Pierwszy antybiotyk odkryto w 1920 r. i była nim penicylina. Do powszechnego użycia leki weszły na początku lat 40 . XX wieku. I bardzo szybko, bo już 1950 r. opisano pierwszy lekooporny szczep bakterii.

– W kolejnych latach i dekadach okresy pomiędzy wprowadzeniem nowego antybiotyku, a pojawieniem się patogenu opornego, skracał się – zwraca uwagę prof. Andrzej M. Fal.

Co robimy źle, że antybiotyki tak szybko przestają działać? Wiele zależy od nas. Mści się przede wszystkim nadużywanie tych leków, np. błędne ich użycie w przypadku infekcji przewlekłych, wirusowych, w hodowli zwierząt, szybka zmiana jednego antybiotyku na drugi. Szacuje się, że aż 56 proc. antybiotyków jest stosowanych w sposób nieuzasadniony. Efekty? Z powodu infekcji wywołanych bakteriami antybiotykoopornymi na świecie umiera ok. 2 mln osób rocznie. WHO szacuje, że jeżeli nic nie zrobimy, to w 2050 r. ta liczba przekroczy 10 mln zł chorych, czyli więcej, niż na wszystkie nowotwory razem wzięte.

– Antybiotykooporność ma także poważne implikacje ekonomiczne. Komisja Europejska szacuje, ze koszty dodatkowe leczenia, związanego z antybiotykoopornością to ok. 1,5 mld euro rocznie – zwracała uwagę dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.
Ponad połowa antybiotyków przepisywanych w Polsce jest nieuzasadniona
Szwankuje świadomość społeczna. Aż 48 proc. pacjentów uważa, że terapie antybiotykowe są skuteczne w leczeniu infekcji wirusowych. Ponad połowa przepisywanych w Polsce antybiotyków jest nieusadawiana. Jak wynika z raportu IQVIA pt. „Where can we save antibiotics?”, najczęstsze przyczyny stosowania zbędnej farmakoterapii to kaszel (90 proc.), przeziębienie (75 proc.), ból gardła (60 proc.) oraz zapalenie zatok (60 proc.).

– Niestety przyjęło się, że te objawy mogą decydować o przepisaniu antybiotyku. Bardzo często nie pamiętamy, że są one efektem działania układu odpornościowego, a nie dowodem na rodzaj infekcji. A presja pacjenta na lekarza, by przepisał antybiotyk, może być bardzo silna – zwraca uwagę prof. Fal.

Jakie narzędzia mają lekarze POZ, które mogą im pomóc w podejmowaniu decyzji terapeutycznych odnośnie antybiotyków?

– Najważniejszym narzędziem jest wiedza i doświadczenie lekarza. Kluczowe jest badanie kliniczne, ocena pacjenta. W badaniu klinicznym pomocne są skale oceny, np. Centora McIsaaka w ocenie zapalenia gardła, które pomaga ocenić ryzyko anginy paciorkowcowej. Od lipca 2022 r. w POZ wykorzystywane są tzw. szybkie testy: wymazowe w kierunku paciorkowca, tzw. strep-testy oraz ilościowe testy CRP – u dzieci do 6. roku życia, które najczęściej mają infekcje wirusowe. Testy te pomagają w ocenie klinicznej i wpływają na ograniczenie antybiotykoterapii. Ich wykonanie ma także wymiar edukacyjny dla rodzica, bo pomaga zrozumieć, dlaczego antybiotyk u dziecka nie jest potrzebny. Pamiętajmy też, że klasyczna morfologia z rozmazem, gdy mamy szybko jej wynik, to cenne badanie, które dużo wnosi. Kluczowa jest świadomość, po której stronie barykady stoimy. Każdy lekarz musi mieć świadomość, że każde nieuzasadnione przepisanie antybiotyku przyczynia się do narastania oporności – mówi prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, krajowa konsultant w dziedzinie edycyjny rodzinnej.

autor: Ewa Kurzyńska
źródło: infowire
Z powodu infekcji wywołanych bakteriami antybiotykoopornymi na świecie umiera ok. 2 mln osób rocznie. WHO szacuje, że jeżeli nic nie zrobimy, to w 2050 r. ta liczba przekroczy 10 mln chorych, czyli więcej niż na wszystkie nowotwory razem wzięte.
Antybiotyki stanowią podstawę leczenia przyczynowego potencjalnie śmiertelnych zakażeń bakteryjnych, zapobiegając milionom zgonów rocznie.

– Rzadko które odkrycie w medycynie było tak znaczące jak odkrycie antybiotyków. Po ich wprowadzeniu do użycia w pierwszej połowie XX widać było wyraźnie zmianę umieralności na choroby, które wcześniej były uznawane za nieuleczalne. Niemniej już twórca pierwszego antybiotyku przewidział problem antybiotykooporności, choć chyba nie spodziewał się, że to zjawisko przyjmie taką skalę – mówił prof. Andrzej M. Fal, prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego podczas debaty eksperckiej poświęconej temu problemowi, zorganizowanej z okazji Światowego Tygodnia Wiedzy o Antybiotykach.
Antybiotyki są z nami od 100 lat
Pierwszy antybiotyk odkryto w 1920 r. i była nim penicylina. Do powszechnego użycia leki weszły na początku lat 40 . XX wieku. I bardzo szybko, bo już 1950 r. opisano pierwszy lekooporny szczep bakterii.

– W kolejnych latach i dekadach okresy pomiędzy wprowadzeniem nowego antybiotyku, a pojawieniem się patogenu opornego, skracał się – zwraca uwagę prof. Andrzej M. Fal.

Co robimy źle, że antybiotyki tak szybko przestają działać? Wiele zależy od nas. Mści się przede wszystkim nadużywanie tych leków, np. błędne ich użycie w przypadku infekcji przewlekłych, wirusowych, w hodowli zwierząt, szybka zmiana jednego antybiotyku na drugi. Szacuje się, że aż 56 proc. antybiotyków jest stosowanych w sposób nieuzasadniony. Efekty? Z powodu infekcji wywołanych bakteriami antybiotykoopornymi na świecie umiera ok. 2 mln osób rocznie. WHO szacuje, że jeżeli nic nie zrobimy, to w 2050 r. ta liczba przekroczy 10 mln zł chorych, czyli więcej, niż na wszystkie nowotwory razem wzięte.

– Antybiotykooporność ma także poważne implikacje ekonomiczne. Komisja Europejska szacuje, ze koszty dodatkowe leczenia, związanego z antybiotykoopornością to ok. 1,5 mld euro rocznie – zwracała uwagę dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.
Ponad połowa antybiotyków przepisywanych w Polsce jest nieuzasadniona
Szwankuje świadomość społeczna. Aż 48 proc. pacjentów uważa, że terapie antybiotykowe są skuteczne w leczeniu infekcji wirusowych. Ponad połowa przepisywanych w Polsce antybiotyków jest nieusadawiana. Jak wynika z raportu IQVIA pt. „Where can we save antibiotics?”, najczęstsze przyczyny stosowania zbędnej farmakoterapii to kaszel (90 proc.), przeziębienie (75 proc.), ból gardła (60 proc.) oraz zapalenie zatok (60 proc.).

– Niestety przyjęło się, że te objawy mogą decydować o przepisaniu antybiotyku. Bardzo często nie pamiętamy, że są one efektem działania układu odpornościowego, a nie dowodem na rodzaj infekcji. A presja pacjenta na lekarza, by przepisał antybiotyk, może być bardzo silna – zwraca uwagę prof. Fal.

Jakie narzędzia mają lekarze POZ, które mogą im pomóc w podejmowaniu decyzji terapeutycznych odnośnie antybiotyków?

– Najważniejszym narzędziem jest wiedza i doświadczenie lekarza. Kluczowe jest badanie kliniczne, ocena pacjenta. W badaniu klinicznym pomocne są skale oceny, np. Centora McIsaaka w ocenie zapalenia gardła, które pomaga ocenić ryzyko anginy paciorkowcowej. Od lipca 2022 r. w POZ wykorzystywane są tzw. szybkie testy: wymazowe w kierunku paciorkowca, tzw. strep-testy oraz ilościowe testy CRP – u dzieci do 6. roku życia, które najczęściej mają infekcje wirusowe. Testy te pomagają w ocenie klinicznej i wpływają na ograniczenie antybiotykoterapii. Ich wykonanie ma także wymiar edukacyjny dla rodzica, bo pomaga zrozumieć, dlaczego antybiotyk u dziecka nie jest potrzebny. Pamiętajmy też, że klasyczna morfologia z rozmazem, gdy mamy szybko jej wynik, to cenne badanie, które dużo wnosi. Kluczowa jest świadomość, po której stronie barykady stoimy. Każdy lekarz musi mieć świadomość, że każde nieuzasadnione przepisanie antybiotyku przyczynia się do narastania oporności – mówi prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, krajowa konsultant w dziedzinie edycyjny rodzinnej.

autor: Ewa Kurzyńska
źródło: infowire