Medicalpress

Najważniejsze jest partnerstwo i współpraca z zespołem medycznym. Lekarze nie zrobią wszystkiego sami – ogromna odpowiedzialność leży po stronie chorego. Bądźmy świadomymi partnerami w procesie leczenia – powiedziała dr hab. n. med. Dorota Kiprian, Profesor NIO – PIB, Kierownik Zakładu Radioterapii I, Naczelny Radioterapeuta w Narodowym Instytucie Onkologii.  Wyjaśniła również, co jest bezwzględnie zakazane podczas leczenia onkologicznego.

Radioterapia to – obok chirurgii i farmakoterapii – jeden z trzech filarów współczesnej onkologii. Promieniowanie jonizujące pozwala na precyzyjne niszczenie komórek nowotworowych przy coraz wyższym stopniu ochrony zdrowych tkanek. Szacuje się, że ta metoda znajduje zastosowanie u ponad połowy pacjentów onkologicznych. Mimo że podczas naświetlań chroni się dziś zdrowe tkanki, wokół radioterapii krąży wiele niebezpiecznych mitów. W rozmowie z dr hab. n. med. Dorotą Kiprian, Profesor NIO – PIB wyjaśniamy, jak w rzeczywistości wygląda proces kwalifikacji do zabiegu, jak radzić sobie ze skutkami ubocznymi oraz jaką rolę w powodzeniu leczenia odgrywa świadoma postawa samego pacjenta.

Na forach internetowych i grupach wsparcia można spotkać się z opiniami, że radioterapia to zabieg nadużywany, a skutki uboczne mogą być groźne – co powiedziałaby Pani pacjentom?

Radioterapia ratuje życie. Żaden lekarz nie podejmie decyzji o napromienianiu, jeśli nie wymaga tego sytuacja kliniczna – nic nie robi się na wyrost. Radioterapia bywa stosowana z zamiarem radykalnym, czyli jako główna metoda wyleczenia nowotworu, albo jako leczenie uzupełniające po zabiegach chirurgicznych (np. po operacji raka piersi, prostatektomii czy nowotworach głowy i szyi).

W decyzjach terapeutycznych kierujemy się międzynarodowymi standardami, które są co roku aktualizowane przez polskich ekspertów i dostosowywane do naszej rzeczywistości. Radioterapia sprawdza się także w chorobie przerzutowej – zmniejsza nacisk nowotworu i działa przeciwbólowo. Co ważne, w onkologii decyzji nie podejmuje jeden lekarz. O leczeniu decyduje interdyscyplinarny zespół specjalistów podczas wspólnych konsultacji.

Skąd zatem biorą się takie przekonania?

To niebezpieczne mity. Często powielają je osoby, które rezygnują z medycyny konwencjonalnej na rzecz metod alternatywnych. Niestety, tacy pacjenci trafiają do nas później w tak zaawansowanym stadium choroby, że nie jesteśmy już w stanie im pomóc.

Jednym z częstszych obaw jest sam zabieg. Czy radioterapia boli i czy pacjent po niej „promieniuje”? Powinien odizolować się od otoczenia?

Sam zabieg jest całkowicie bezbolesny. Pacjent po radioterapii nie jest radioaktywny i nie stanowi żadnego zagrożenia dla otoczenia. Zresztą zależność jest odwrotna – to otoczenie może być groźne dla pacjenta ze względu na jego obniżoną odporność.

Dzięki rozwojowi technologii precyzyjnie napromieniamy guz, oszczędzając zdrowe tkanki. Oczywiście, jak każda skuteczna procedura medyczna, radioterapia niesie ze sobą ryzyko działań niepożądanych – odczynów wczesnych i późnych.

Jak radzić sobie ze skutkami ubocznymi?

Kluczowe jest leczenie wspomagające, prehabilitacja, fizjoterapia oraz żywienie kliniczne. Odpowiednio dobrane wsparcie skraca okres rekonwalescencji i pozwala pacjentom przechodzić przez terapię w znacznie wyższym komforcie.

Zalecenia są jednak bardzo indywidualne i zależą od obszaru napromieniania. Inne zasady i pielęgnacja obowiązują przy nowotworach głowy i szyi, inne przy klatce piersiowej, a jeszcze inne przy narządach miednicy mniejszej.

O czym sam pacjent musi pamiętać w trakcie leczenia?

Najważniejsze jest partnerstwo i współpraca z zespołem medycznym. Lekarze nie zrobią wszystkiego sami – ogromna odpowiedzialność leży po stronie chorego. Bądźmy świadomymi partnerami w procesie leczenia.

Bezwzględnie zakazane jest palenie papierosów i picie alkoholu – podrażniają one błony śluzowe i znacznie nasilają odczyny popromienne. Należy rygorystycznie przestrzegać zaleceń dotyczących pielęgnacji skóry, błon śluzowych i dedykowanej diety.

Warto też dbać o stały kontakt z lekarzem POZ, który powinien być włączony w opiekę nad pacjentem onkologicznym i monitorować ewentualne późne powikłania.

Długość życia w USA od dziesięcioleci coraz bardziej odstaje od innych państw o wysokich dochodach. Przyczyniają się do tego zgony z powodu przedawkowania narkotyków, samobójstw i zabójstw, ale w ostatnich latach także nadciśnienia, chorób wątroby, zaburzeń metabolicznych i chorób neurologicznych – informuje „The Milbank Quarterly”.

Długość życia w USA od dziesięcioleci coraz bardziej odstaje od innych państw o wysokich dochodach. Przyczyniają się do tego zgony z powodu przedawkowania narkotyków, samobójstw i zabójstw, ale w ostatnich latach także nadciśnienia, chorób wątroby, zaburzeń metabolicznych i chorób neurologicznych – informuje „The Milbank Quarterly”.

U ich podstaw mogą stać: epidemia opioidowa, łatwy dostęp do broni palnej oraz problemy amerykańskiego systemu ochrony zdrowia, w tym brak powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego i wysokie koszty leczenia.

Naukowiec z Virginia Commonwealth University (USA) przeanalizował dane dotyczące długości życia i umieralności pochodzące z ONZ, amerykańskich Centers for Disease Control and Prevention (CDC) oraz Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Obejmowały one całe populacje wielu krajów i zakres od lat 40. XX wieku do 2023 r.

Okazało się, że różnica między USA a innymi państwami wysokorozwiniętymi nie pojawiła się nagle. Zaczęła zauważalnie rosnąć już w latach 90. ubiegłego wieku, a najbardziej przyspieszyła w dekadzie 2010-2019. W 1980 r. tylko 13 krajów liczących ponad milion mieszkańców miało wyższą oczekiwaną długość życia niż USA. W 2000 r. było ich już 26, w 2010 r. – 32, a w 2023 r. Stany Zjednoczone zajmowały dopiero 38. miejsce.

W ostatnich latach USA zostały pod tym względem wyprzedzone nie tylko przez kraje Europy Zachodniej, Kanadę, Japonię czy Australię, ale również m.in. Czechy, Słowenię, Chile, Kostarykę, Panamę, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Koreę Południową i Tajwan.

Szczególnie niepokojąca jest wysoka umieralność ludzi młodych. W 2023 r. w 60 krajach ryzyko zgonu przed ukończeniem 40. roku życia było niższe niż w Stanach Zjednoczonych, a w 65 państwach 15-latek miał większą szansę dożyć 50 lat niż jego rówieśnik z USA.

Autor, dr. Steven Woolf, sprawdził również, jakie są najważniejsze przyczyny tego trendu. Porównał powody zgonów w USA i 16 innych krajach o wysokich dochodach.

Ustalił, że od 2010 r. za największą różnicę w ogólnej umieralności odpowiadały choroby układu krążenia, przyczyny zewnętrzne, w tym przedawkowania narkotyków, samobójstwa i zabójstwa, a także choroby neurologiczne, choroby układu oddechowego oraz zaburzenia endokrynologiczne i metaboliczne, m.in. cukrzyca. Wśród kolejnych przyczyn znalazły się choroby zakaźne, zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania, niewydolność nerek oraz alkoholowa choroba wątroby.

Zdaniem naukowca nie da się tego zjawiska wyjaśnić jednym czynnikiem. W przypadku przedawkowań ważną rolę odgrywa epidemia opioidowa, a w przypadku zabójstw i części samobójstw – łatwy dostęp do broni palnej. Rosnący problem otyłości oraz środowisko sprzyjające spożywaniu nadmiaru kalorii mogą natomiast przyczyniać się do większej liczby zgonów związanych m.in. z cukrzycą, nadciśnieniem i chorobami nerek.

Woolf podkreślił, że skupienie się wyłącznie na konkretnych chorobach nie wystarcza. Jego zdaniem przyczyn należy szukać także w szerszych warunkach życia. Ważnym czynnikiem pogarszającej się sytuacji jest amerykański system ochrony zdrowia, w którym – w przeciwieństwie do wielu innych bogatych państw – nie ma powszechnego dostępu do opieki medycznej. Znaczenie mogą mieć również duże nierówności w dochodach, ubóstwo, trudności z dostępem do mieszkania i żywności, sposób projektowania miast, izolacja społeczna oraz polityka społeczna.

Badanie pokazało także, że duże różnice występują w obrębie samych Stanów Zjednoczonych. Najwyższą umieralność i najkrótsze życie odnotowuje się w części stanów południowych, Appalachach i na obszarach wiejskich.

W opinii Woolfa sytuację da się jednak naprawić. – Wiemy, jak rozwiązać ten problem. Inne kraje, które od dziesięcioleci wypadają lepiej niż Stany Zjednoczone, pokazały, że lepsze wyniki zdrowotne są możliwe – powiedział.

Jego zdaniem problemem nie jest brak rozwiązań, ale niewystarczające poparcie polityczne dla ich wprowadzania.

Źródło: Nauka w Polsce

Ministerstwo Zdrowia konsekwentnie rozwija cyfrowe rozwiązania, które wspierają profilaktykę i codzienne dbanie o zdrowie. Narzędzia dostępne w aplikacji mojeIKP pomagają użytkownikom lepiej poznać swój stan zdrowia, kontrolować czynniki ryzyka i podejmować świadome decyzje dotyczące codziennych nawyków. Jednym z nich jest ankieta „10 dla zdrowia”, która zastąpiła „10 dla serca”. To nie tylko zmiana nazwy, ale przede wszystkim rozwinięcie narzędzia, które dziś obejmuje znacznie szersze spojrzenie na zdrowie.

„10 dla zdrowia” to rozwinięcie narzędzia informatycznego tworzonego w ramach Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia na lata 2022–2032. Ankieta została teraz rozszerzona tak, aby pomagać spojrzeć na zdrowie w sposób bardziej kompleksowy. Oprócz profilaktyki chorób sercowo-naczyniowych uwzględnia także kwestie związane ze zdrowiem psychicznym, profilaktyką chorób nowotworowych oraz innymi czynnikami, które mają wpływ na długość i jakość życia.

Poważne choroby często rozwijają się przez wiele lat. Na niektóre czynniki ryzyka możemy wpływać poprzez codzienne decyzje, a inne możemy odpowiednio wcześnie wykrywać, kontrolować i ograniczać. Dlatego „10 dla zdrowia” łączy własnego stanu zdrowia oraz konkretne działania profilaktyczne.

„10 dla zdrowia” opiera się na dziesięciu ważnych dla zdrowia obszarach: kontroli ciśnienia tętniczego, poziomu cholesterolu LDL i glukozy, utrzymaniu prawidłowej masy ciała, zdrowym żywieniu, regularnej aktywności fizycznej, zdrowym śnie, radzeniu sobie ze stresem, a także rezygnacji z używania tytoniu, nikotyny i alkoholu. Po wypełnieniu ankiety użytkownik otrzymuje wynik oraz indywidualne rekomendacje pokazujące, które obszary warto poprawić.

Nowa odsłona narzędzia wpisuje się w działania Ministerstwa Zdrowia, które stawia na nowoczesne rozwiązania wspierające profilaktykę i budowanie świadomości zdrowotnej. Celem jest nie tylko zapewnienie pacjentom łatwego dostępu do informacji o własnym zdrowiu, ale także zachęcanie ich do regularnych badań i codziennych wyborów, które sprzyjają zdrowiu.

Rozszerzeniu narzędzia towarzyszy kampania edukacyjna „Bądź 10 na 10”, która startuje 18 września i pokazuje, że dbanie o zdrowie nie zaczyna się dopiero w gabinecie lekarskim, ale od codziennych decyzji i regularnej profilaktyki. Kampania zachęca do sprawdzenia swojego wyniku w „10 dla zdrowia”, poznania własnych czynników ryzyka i podejmowania działań, które pomagają dłużej cieszyć się zdrowiem. Ankieta jest dostępna bezpłatnie w aplikacji mojeIKP.

10 obszarów zdrowia

1. Optymalne ciśnienie tętnicze 

Regularnie kontroluj ciśnienie tętnicze.

2. Optymalny poziom cholesterolu LDL

Dbaj o utrzymanie prawidłowego poziomu cholesterolu LDL i regularnie go kontroluj.

3. Optymalny poziom glukozy

Dbaj o utrzymanie prawidłowego poziomu glukozy we krwi i regularnie kontroluj jej stężenie.

4. Prawidłowa masa ciała

Kontroluj masę ciała i dbaj o utrzymanie jej na prawidłowym poziomie.

5. Zdrowe żywienie

Odżywiaj się zdrowo.

6. Zero tytoniu i nikotyny

Nie pal papierosów ani nie używaj innych wyrobów tytoniowych lub nikotynowych.

7. Zero alkoholu

Nie pij alkoholu.

8. Zdrowy sen

Dbaj o zdrowy i odpowiednio długi sen.

9. Radzenie sobie ze stresem

Ucz się radzić sobie ze stresem i dbaj o zdrowie psychiczne.

10. Regularna aktywność fizyczna

Bądź aktywny fizycznie.

Czy jesteś 10 na 10? Sprawdź!

Wypełnij ankietę „10 dla zdrowia” w aplikacji mojeIKP i dowiedz się, o które obszary swojego zdrowia warto zadbać.

Źródło: MZ

Alkohol kojarzymy z marskością wątroby, uzależnieniem, wypadkami i chorobami układu krążenia. Znacznie rzadziej z rakiem. Tymczasem nowe dane ze Stanów Zjednoczonych pokazują, jak duży może być onkologiczny koszt jego spożywania. W ciągu nieco ponad trzech dekad liczba zgonów z powodu nowotworów przypisywanych alkoholowi wzrosła z 11,3 tys. do ponad 23,1 tys. rocznie. Problem jest tym istotniejszy, że nauka nie pozostawia już większych wątpliwości: alkohol jest substancją rakotwórczą, a z punktu widzenia ryzyka zachorowania na nowotwór nie udało się określić dawki, którą można uznać za bezpieczną.

Analiza opublikowana w „The Lancet Regional Health – Americas” obejmuje okres od 1990 do 2023 roku. W 1990 roku w Stanach Zjednoczonych odnotowano 11 361 zgonów z powodu nowotworów przypisywanych spożyciu alkoholu. W 2023 roku było ich już 23 126. Nie jest to wyłącznie konsekwencja wzrostu i starzenia się populacji. Według autorów analizy po uwzględnieniu zmian demograficznych wskaźnik umieralności wzrósł z 4,54 do 6,90 na 100 tys. mieszkańców, czyli o około 52 proc.

To interesujący sygnał również dlatego, że pojawia się w czasie, kiedy w wielu innych obszarach onkologii obserwujemy odwrotny kierunek. Rozwój diagnostyki, profilaktyki i leczenia pozwala ograniczać umieralność z powodu części nowotworów. W przypadku nowotworów przypisywanych alkoholowi tak wyraźnej poprawy nie widać.

Szczególną uwagę zwracają dane dotyczące raka jelita grubego. Wśród osób w wieku od 20 do 54 lat był on najczęstszą przyczyną zgonów z powodu nowotworów związanych z alkoholem u mężczyzn i drugą u kobiet. To kolejny powód, aby o ryzyku związanym z alkoholem nie mówić wyłącznie w kontekście wieloletniego, intensywnego picia i chorób pojawiających się w starszym wieku.

Mechanizm nie jest przy tym hipotetyczny. Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem klasyfikuje napoje alkoholowe jako czynnik rakotwórczy grupy 1. To kategoria oznaczająca, że istnieją wystarczające dowody rakotwórczego działania u ludzi. Nie oznacza ona, że wszystkie znajdujące się w tej grupie czynniki są jednakowo niebezpieczne przy każdej ekspozycji, ale że ich zdolność do wywoływania nowotworów została naukowo potwierdzona.

Związek przyczynowy wykazano w przypadku co najmniej siedmiu lokalizacji nowotworów: jamy ustnej, gardła, krtani, przełyku, wątroby, jelita grubego i odbytnicy oraz piersi u kobiet.

Znaczenie ma sam etanol, niezależnie od tego, czy pochodzi z piwa, wina czy wysokoprocentowego alkoholu. W organizmie jest on metabolizowany między innymi do aldehydu octowego, który może uszkadzać DNA. Alkohol może również zwiększać stres oksydacyjny, wpływać na gospodarkę hormonalną i metabolizm folianów oraz ułatwiać działanie innych substancji rakotwórczych.

Właśnie dlatego coraz trudniej utrzymać popularne rozróżnienie na picie „zdrowe” i „niezdrowe”, przynajmniej jeśli pytamy konkretnie o profilaktykę nowotworów.

WHO wskazuje, że z punktu widzenia ryzyka raka nie ma ustalonego bezpiecznego poziomu spożycia alkoholu. Ryzyko rośnie wraz z ilością wypijanego alkoholu, ale może zwiększać się również przy niewielkim spożyciu. Nie oznacza to oczywiście, że osoba wypijająca okazjonalnie kieliszek wina zachoruje na nowotwór. Mówimy o zmianie prawdopodobieństwa zachorowania, a nie o pewnym skutku u konkretnego człowieka. Z perspektywy zdrowia publicznego różnica jest jednak istotna, ponieważ nawet niewielki wzrost indywidualnego ryzyka, jeśli dotyczy milionów ludzi, może przekładać się na dużą liczbę zachorowań.

Problemem pozostaje świadomość tego ryzyka. Papierosy są społecznie jednoznacznie kojarzone z rakiem. Alkohol nadal funkcjonuje inaczej. Jest częścią spotkań towarzyskich, świętowania i codziennych rytuałów, a jego związek z chorobami nowotworowymi pozostaje znacznie mniej rozpoznawalny. WHO wskazuje, że mniej niż połowa mieszkańców Europy wymienia alkohol jako czynnik ryzyka rozwoju raka. Szczególnie mała jest świadomość związku między spożyciem alkoholu a rakiem piersi.

Ten rozdźwięk między stanem wiedzy naukowej a wiedzą konsumentów zaczyna mieć konsekwencje dla polityki zdrowotnej. WHO/Europe rekomenduje umieszczanie na opakowaniach alkoholu wyraźnych ostrzeżeń o ryzyku nowotworów. W Stanach Zjednoczonych podobny kierunek zaproponował były Surgeon General Vivek Murthy, wskazując na potrzebę aktualizacji ostrzeżeń zdrowotnych na napojach alkoholowych.

Nie jest to wyłącznie spór o etykiety. Dotyczy pytania, czy konsument rzeczywiście posiada informacje pozwalające świadomie ocenić ryzyko produktu, który kupuje. W przypadku tytoniu ostrzeżenie o nowotworach stało się oczywistym elementem polityki zdrowotnej. W przypadku alkoholu podobna informacja w wielu krajach nadal nie dociera do konsumenta w równie bezpośredni sposób.

Jednocześnie profilaktyka nie sprowadza się do wyboru pomiędzy całkowitą abstynencją a dalszym piciem bez zmian. IARC oceniła dowody dotyczące ograniczania i zaprzestawania spożycia alkoholu. Eksperci uznali, że istnieją wystarczające dowody, iż zaprzestanie picia zmniejsza ryzyko raka jamy ustnej i przełyku, a część mechanizmów biologicznych odpowiedzialnych za karcynogenezę związaną z alkoholem jest odwracalna po zaprzestaniu jego spożywania.

Nowe dane z USA są więc czymś więcej niż kolejną statystyką dotyczącą alkoholu. Pokazują konsekwencje czynnika ryzyka, który od dziesięcioleci jest dobrze poznany, ale społecznie nadal nie jest traktowany tak jak inne kancerogeny.

Dyskusja o alkoholu i nowotworach nie musi opierać się na straszeniu ani moralizowaniu. Powinna natomiast opierać się na informacji, której przez lata w debacie publicznej brakowało. Kieliszek wina, piwo i mocny alkohol różnią się smakiem, sposobem konsumpcji i kulturowym znaczeniem. Z punktu widzenia ryzyka nowotworowego łączy je jednak etanol.

A tego organizm nie rozpoznaje jako „umiarkowanego”, „dobrego jakościowo” czy wypitego przy specjalnej okazji.

Do 2050 roku zachorowalność na raka na całym świecie wzrośnie o 66,7 proc., a liczba nowych przypadków wyniesie blisko 35 mln. W Europie ma ona wzrosnąć o 19,2 proc., do poziomu 5,16 mln – wynika z najnowszych prognoz Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (IARC). Eksperci podkreślają, że wśród czynników ryzyka znajdują się m.in. wiek i styl życia, a edukacja zdrowotna powinna być obowiązkowym przedmiotem nauczanym w szkole.

– Dane Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem sugerują, że w ciągu kolejnych dekad będziemy mieli lawinowy wzrost zachorowalności na nowotwory złośliwe w całej Europie. Jest to sygnał dla osób, które projektują systemy opieki zdrowotnej w Europie, aby podjąć to wyzwanie – mówi w rozmowie z agencją Newseria dr hab. n. med. Paweł Koczkodaj, kierownik Pracowni Prewencji Pierwotnej i Polityki Zdrowotnej w Zakładzie Epidemiologii i Prewencji Pierwotnej Nowotworów Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.

W Europie do 2024 roku zdiagnozowano 4,33 mln nowotworów. Do 2050 roku ta liczba ma wzrosnąć o 833 tys. i tym samym osiągnąć poziom 5,16 mln. Tak wynika z najnowszych danych IARC.

– Coraz częściej mówimy o tym, że coraz więcej osób choruje na nowotwory złośliwe. Powinniśmy pamiętać o tym, że nadal ich najsilniejszym czynnikiem ryzyka pozostaje rosnący wiek. Jesteśmy na progu zjawiska, które nazywa się silver tsunami. Widzimy, że populacja europejska i Polski bardzo szybko się starzeje. Obserwujemy taką zależność wykładniczą, że jest coraz więcej przypadków zachorowań, co nie znaczy, że w młodszych grupach ryzyka ich nie ma – tłumaczy dr hab. n. med. Paweł Koczkodaj.

Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), częstość występowania nowotworów gwałtownie rośnie wraz z wiekiem, najprawdopodobniej z powodu kumulacji narażenia na czynniki ryzyka. Wiąże się to z tendencją do zmniejszania się skuteczności mechanizmów naprawy komórkowej.

– Na przykładzie raka jelita grubego widać, że coraz więcej młodych osób choruje. Powstaje więc naturalne pytanie, dlaczego tak się dzieje? Mamy tutaj kilka odpowiedzi. Jedną z nich jest to, że rak jelita grubego jest bardzo mocno związany z naszym stylem życia, który, w szczególności w środowiskach wysoko zurbanizowanych czy w populacjach wysoko rozwiniętych, pozostawia wiele do życzenia – wyjaśnia ekspert Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.

W Europie do 2024 roku zdiagnozowano 328,5 tys. nowotworów jelita grubego, a liczba ta do 2050 roku ma wzrosnąć o 27,1 proc., do 417,7 tys.

– Mówimy tutaj przede wszystkim o nadwadze i otyłości. Podwyższone BMI jest bardzo silnym czynnikiem, który zwiększa ryzyko zachorowania na raka jelita grubego. Do tego rosnące spożycie alkoholu czy palenie papierosów, narażenie na działanie dymu tytoniowego. Dieta ubogoresztkowa, czyli wysoko przetworzona, zawierająca mięso czerwone oraz wysoko przetworzone – peklowane, wędzone czy solone, powoduje, że w młodszych grupach wiekowych również w przypadku tego rodzaju nowotworu możemy mówić o wzrostach – podkreśla dr hab. n. med. Paweł Koczkodaj.

Jak podaje WHO, rak jelita grubego często nie daje żadnych objawów lub są one łagodne we wczesnym stadium. Gdy się pojawią, mogą obejmować m.in. biegunkę, zaparcia lub zwężenie stolca, krew w stolcu, skurcze brzucha, ból lub wzdęcia, które nie ustępują, niewyjaśnioną nagłą utratę wagi bez podejmowania żadnych starań, uporczywe zmęczenie czy też niedokrwistość.

– Generalnie rosnący wiek nadal pozostaje decydującym czynnikiem, który zwiększa ryzyko występowania chorób nowotworowych, w tym złośliwych. Często też możemy przeczytać w literaturze, że wczesne zachorowania w najmłodszych grupach wiekowych są związane z genetycznym obciążeniem, więc dla większości z nas zagrożenie niestety wzrasta wraz z wiekiem – zaznacza ekspert Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.

Z ostatnich dostępnych danych Krajowego Rejestru Nowotworów wynika, że w 2023 roku w Polsce zdiagnozowano 192 922 przypadków nowotworów złośliwych, w tym 96 925 u mężczyzn i 95 997 u kobiet.

– Jeżeli popatrzymy na dane epidemiologiczne, które dotyczą Polski, widzimy, że tzw. duża trójka nowotworów wśród obydwu płci pozostaje mniej więcej taka sama w ostatnich latach. Jeżeli chodzi o mężczyzn, to na pierwszym miejscu mamy raka gruczołu krokowego, czyli raka prostaty. Następnie raka płuca i jelita grubego. Wśród kobiet na pierwszym miejscu jest rak piersi, następnie płuca i jelita grubego – podkreśla dr hab. n. med. Paweł Koczkodaj.

W 2023 roku na nowotwór złośliwy gruczołu krokowego zachorowało 23 710 Polaków. Rok wcześniej było to 21,5 tys., a dwa lata wcześniej nieco ponad 18 tys.

– Jeżeli chodzi o raka gruczołu krokowego, to wykazuje on największą dynamikę zachorowań. Widzimy bardzo duży przyrost. Natomiast rak piersi to jest ten nowotwór, o którym mówimy już bardzo dużo i jest to najczęstszy nowotwór na świecie, niezależnie od płci. To też jest przedmiotem dużego zmartwienia osób, które zajmują się prewencją chorób nowotworowych – zaznacza ekspert Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.

U 21,7 tys. Polek w 2023 roku wykryto nowotwór piersi. W 2022 roku było to 22 tys. przypadków, a w 2021 roku – 21,3 tys. 

– W przypadku raka piersi wiemy, że mamy pewną listę czynników ryzyka, które predysponują kobietę do zachorowania. Światowa Organizacja Zdrowia podkreśla, że w przypadku ponad 50 proc. zachorowań nie możemy zidentyfikować czynników ryzyka modyfikowalnych, poza dwoma, które są niemodyfikowalne, czyli płeć żeńska oraz wiek powyżej 40. roku życia. Prewencja wtórna, czyli mammografia, odgrywa tutaj kluczowe znaczenie – podkreśla dr hab. n. med. Paweł Koczkodaj.

WHO szacuje, że  w 2024 roku na świecie zdiagnozowano raka piersi u 2,4 mln kobiet i odnotowano 694 tys. zgonów. Występuje w każdym kraju na świecie u kobiet w każdym wieku po okresie dojrzewania, ale jego częstość wzrasta w późniejszym wieku. 

– Zachorowania wśród osób młodych często są związane z mutacjami genetycznymi, natomiast dla większości populacji ze środowiskiem, w którym żyjemy, i z czynnikami modyfikowalnymi. Edukacja zdrowotna jest podstawą i ona powinna rzeczywiście zaistnieć. Nie lubię tego określenia, że powinna być obowiązkowa. Ona powinna być naturalnym elementem programu w szkołach – uważa ekspert Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.

Źródło: Newseria

Wakacje to czas odpoczynku, podróży i większej swobody, ale także okres, w którym codzienne decyzje mogą szczególnie wpływać na zdrowie i bezpieczeństwo – od ochrony przed upałem, słońcem i zatruciami pokarmowymi, przez bezpieczeństwo nad wodą i w podróży, po zachowania ryzykowne, decyzje cyfrowe oraz używanie substancji psychoaktywnych. Dlatego Państwowa Inspekcja Sanitarna rozpoczyna kampanię LAS – Letnia Akademia Sanepidu, realizowaną we współpracy m.in. z Krajowym Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom, NASK oraz ekspertami zdrowia publicznego. Jej hasło – „Twoje decyzje mają znaczenie” – przypomina, że wiele wakacyjnych zagrożeń można ograniczyć dzięki wiedzy, uważności i odpowiedzialnym wyborom.
Wakacje kojarzą się z odpoczynkiem, podróżami i swobodą. Z perspektywy zdrowia publicznego są jednak również okresem zwiększonego ryzyka zdrowotnego – mówił Główny Inspektor Sanitarny dr n. med. Paweł Grzesiowski podczas briefingu inaugurującego kampanię LAS – Letnia Akademia Sanepidu.

Sanepid dba o bezpieczeństwo zdrowotne także latem

Jak co roku, Państwowa Inspekcja Sanitarna rozpoczyna działania edukacyjne skierowane do wszystkich, którzy będą odpoczywać, korzystając z letniej pogody. Wysokie temperatury, intensywna ekspozycja na słońce, podróże, aktywność nad wodą, udział w wydarzeniach masowych czy korzystanie z mediów społecznościowych – to wszystko może wpływać na nasze zdrowie i bezpieczeństwo.

Nasze działania kierujemy nie tylko do dzieci i młodzieży, ale do wszystkich, którzy korzystają z letniego wypoczynku. Wiemy, że wiele zagrożeń wynika z naszych codziennych decyzji podejmowanych spontanicznie, pod wpływem emocji, pośpiechu lub presji otoczenia. Dlatego hasło tegorocznej kampanii brzmi „Twoje decyzje mają znaczenie” – wyjaśnił dr Paweł Grzesiowski.

Z perspektywy profilaktyki używania substancji psychoaktywnych i ryzyk z tym związanych wakacje są szczególnym czasem. Młodzi ludzie mają więcej swobody, częściej wyjeżdżają bez rodziców, poznają nowe osoby i mogą znaleźć się w sytuacjach, w których pojawia się presja grupy. Dane ESPAD 20241 pokazują, że alkohol wciąż pozostaje najczęściej używaną substancją psychoaktywną przez młodzież, ale za tym stwierdzeniem stoją konkretne wakacyjne sytuacje: propozycja wypicia alkoholu, wejście do samochodu z osobą, która piła, albo potrzeba odmowy, gdy „wszyscy próbują”. Dlatego tak ważne są rozmowa, jasne zasady i gotowość dorosłych do udzielenia dziecku pomocy bez oceniania – powiedziała dr n. med. Bogusława Bukowska, dyrektor Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom.

Nowe wyzwania dla zdrowia publicznego

Zdrowie publiczne to dziś znacznie więcej niż ochrona przed chorobami zakaźnymi. To również wspieranie umiejętności podejmowania świadomych decyzji dotyczących zdrowia i bezpieczeństwa – mówił dr Paweł Grzesiowski. Główny Inspektor Sanitarny wskazał, że coraz większy wpływ na zdrowie mają media społecznościowe, dezinformacja, presja grupy oraz zachowania ryzykowne. Dodał również, że pojawiają się nowe zagrożenia, takie jak częstsze fale upałów i ekstremalne zjawiska pogodowe powodowane przez zmiany klimatyczne.

Wakacyjne bezpieczeństwo dzieci i młodzieży trzeba dziś rozumieć szerzej niż tylko jako ochronę przed słońcem, wodą czy zatruciami pokarmowymi. Obok alkoholu i innych substancji psychoaktywnych coraz większym wyzwaniem są e-papierosy, gry online, social media i hazard. To ryzyka łatwo dostępne, obecne w grupie rówieśniczej i często postrzegane przez młodych ludzi jako mniej groźne. Tymczasem właśnie dlatego wymagają uważności dorosłych i spokojnej rozmowy – wskazała dr n. med. Bogusława Bukowska.

Kampania LAS – Letnia Akademia Sanepidu

Nazwa LAS nie jest przypadkowa, bo tak jak w lesie łatwo zgubić właściwą drogę, tak podczas wakacji łatwo podjąć decyzję, której konsekwencje odczujemy później. Kampania ma pomagać odnajdywać właściwy kierunek i korzystać ze sprawdzonej wiedzy – deklarował dr Paweł Grzesiowski.

Kampania będzie realizowana przez cały okres wakacyjny (od końca czerwca do końca sierpnia) i skupi się na czterech obszarach:

Kampanię „LAS – Letnia Akademia Sanepidu” realizujemy we współpracy z Krajowym Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom, NASK oraz ekspertami z zakresu m.in. zdrowia psychicznego i toksykologii oraz dietetykami.

Partnerstwo to pozwala połączyć wiedzę i doświadczenie ekspertów reprezentujących różne obszary – od profilaktyki uzależnień i zachowań ryzykownych przez bezpieczeństwo cyfrowe i przeciwdziałanie dezinformacji, po promocję zdrowego stylu życia – mówił Główny Inspektor Sanitarny.

Nie tylko kontrolujemy, ale przede wszystkim edukujemy

Państwowa Inspekcja Sanitarna od lat nie tylko reaguje na zagrożenia, ale przede wszystkim pomaga im zapobiegać.

Nie jesteśmy w stanie wyeliminować wszystkich zagrożeń. Możemy jednak sprawić, że więcej osób będzie potrafiło je rozpoznawać i odpowiednio na nie reagować. Temu właśnie służy Letnia Akademia Sanepidu.

Chcemy, aby wakacje były czasem odpoczynku, dobrych doświadczeń i bezpiecznych wspomnień. Bo podczas wakacji, tak jak przez cały rok, nasze decyzje mają znaczenie – zakończył swoje wystąpienie Główny Inspektor Sanitarny.

Gdzie znaleźć informacje o naszych działaniach

W ramach kampanii przygotowaliśmy broszurę edukacyjną, cykl artykułów eksperckich oraz materiały edukacyjne wykorzystywane przez jednostki Państwowej Inspekcji Sanitarnej. Materiały są dostępne na stronie internetowej kampanii LAS – Letnia Akademia Sanepidu: https://www.gov.pl/web/gis/las-letnia-akademia-sanepidu-twoje-decyzje-maja-znaczenie.

Działania informacyjne będą prowadzone w mediach społecznościowych oraz na terenie całego kraju przez wojewódzkie i powiatowe stacje sanitarno-epidemiologiczne. Szczegółowe informacje będą dostępne w mediach społecznościowych Głównego Inspektoratu Sanitarnego oraz lokalnych jednostek sanepidu.

Sytuacja epidemiologiczna w Polsce i na świecie

– Służby sanitarne – międzynarodowe, zagraniczne i polskie, zdały egzamin podczas zwalczania zakażeń hantawirusem na statku m/s Hondius. Nie doszło do rozprzestrzenienia się choroby na osoby spoza grona pasażerów i załogi – mówił dr Paweł Grzesiowski.

Podkreślił także, że żadna z osób objętych nadzorem na terenie Polski nie wykazała objawów zakażenia. – Zdrowy jest także Polak, będący kapitanem jednostki. Zakończył już odbywanie kwarantanny – oświadczył Główny Inspektor Sanitarny.

Dr Paweł Grzesiowski zaapelował także do osób, które planują egzotyczne podróże, aby odpowiednio wcześniej zdobywały informacje o miejscu, do którego się udają i rozważyły kontakt z lekarzem medycyny tropikalnej albo medycyny podróży.

Przyłączam się do apelu Ministerstwa Spraw Zagranicznych i stanowczo odradzam podróże do krajów objętych epidemią spowodowaną wirusem Ebola – mówił.

Źródło: GOV.PL

Młodzi Polacy coraz rzadziej sięgają po alkohol, tradycyjne papierosy i narkotyki, jednak nie oznacza to końca problemów związanych z zachowaniami ryzykownymi. Najnowszy raport „Młodzież 2025”, przygotowany przez Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) i Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom (KCPU), pokazuje, że miejsce tradycyjnych zagrożeń coraz częściej zajmują nowe wyzwania: e-papierosy, hazard online, problemowe korzystanie z internetu, przemoc rówieśnicza oraz pogarszająca się kondycja psychiczna młodzieży. Wyniki badania wskazują, że profilaktyka zdrowotna musi dziś odpowiadać na znacznie bardziej złożoną rzeczywistość niż jeszcze kilka lat temu.
Młodzi Polacy rzadziej piją alkohol, mniej palą tradycyjne papierosy i coraz rzadziej sięgają po narkotyki. Nie oznacza to jednak, że problemy związane z zachowaniami ryzykownymi tracą na znaczeniu. Najnowsza edycja badania „Młodzież 2025”, realizowanego przez Centrum Badania Opinii Społecznej we współpracy z Krajowym Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom, pokazuje raczej zmianę ich charakteru: obok alkoholu, nikotyny i narkotyków coraz wyraźniej widać wyzwania związane z e-papierosami, internetem, hazardem, przemocą rówieśniczą i zdrowiem psychicznym.

„Wyniki badania “Młodzież 2025” pokazują, że zachowania ryzykowne młodych ludzi zmieniają swój charakter. Spadek używania części substancji psychoaktywnych jest ważnym sygnałem, ale nie może usypiać naszej czujności. Obok alkoholu, nikotyny i narkotyków coraz wyraźniej widzimy wyzwania związane z e-papierosami, hazardem online, problemowym korzystaniem z internetu, przemocą rówieśniczą i zdrowiem psychicznym. To pokazuje, że profilaktyka musi być dziś kompleksowa i odpowiadać na rzeczywistość, w której funkcjonują młodzi ludzie” – mówi dr n. społ. Artur Malczewski, zastępca dyrektora ds. Lecznictwa, Badań, Certyfikacji w Krajowym Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom.

Mniej substancji, ale problem nie znika

Jednym z najbardziej widocznych trendów jest spadek używania tradycyjnych papierosów. W 2025 roku regularne palenie zadeklarowało 6 proc. uczniów ostatnich klas szkół ponadpodstawowych. Jeszcze w 2021 roku było to 20 proc. badanych. Jednocześnie bardzo wyraźnie zaznacza się popularność e-papierosów – regularnie korzysta z nich już 32 proc. młodzieży.

Alkohol pozostaje najbardziej rozpowszechnioną substancją psychoaktywną wśród młodzieży, choć w porównaniu z poprzednim pomiarem z 2021 roku zmniejszyło się spożycie wszystkich analizowanych rodzajów alkoholu, a także skala upijania się.

Trend spadkowy widoczny jest również w odniesieniu do narkotyków. Coraz więcej uczniów deklaruje, że nie wie, gdzie można je kupić, a większość twierdzi, że nigdy nie proponowano im ich zakupu. Zmniejszył się także odsetek młodzieży, która zna osoby zażywające narkotyki lub środki odurzające – w 2025 roku 66 proc. badanych wskazało, że w ich środowisku nie ma takich osób. Najczęściej używaną substancją nielegalną pozostaje marihuana lub haszysz, lecz także w tym przypadku odnotowano spadek używania. Ogólnie używanie narkotyków w ciągu ostatniego roku zadeklarowało 9 proc. uczniów, co oznacza spadek w porównaniu z 2021 rokiem i kontynuację tendencji obserwowanej od 2016 roku.

Używanie narkotyków różni się w zależności od cech społecznych i demograficznych badanych. Częściej deklarują je chłopcy niż dziewczęta, uczniowie mieszkający w większych miastach, osoby w niestandardowej sytuacji rodzinnej oraz uczniowie szkół branżowych.

Szkoła jako przestrzeń stresu, przemocy i kontaktu z substancjami

Wyniki badania pokazują, że szkoła pozostaje ważnym miejscem obserwowania zachowań ryzykownych młodzieży. Odsetek szkół, w których uczniowie zauważają obecność narkotyków, wzrósł od poprzedniej edycji badania z ponad jednej czwartej do niemal dwóch piątych. O spożywaniu alkoholu na terenie szkoły mówi co drugi uczeń, natomiast o paleniu papierosów – prawie dziewięciu na dziesięciu. Blisko jedna trzecia badanych deklaruje, że w ich szkołach obecne są wszystkie trzy rodzaje wymienionych substancji.

Jednocześnie szkoła coraz częściej wiąże się dla młodzieży ze stresem i trudnymi doświadczeniami społecznymi. W ostatniej edycji badania odnotowano najwyższy w historii pomiarów odsetek uczniów odczuwających stres i zdenerwowanie w związku ze szkołą. Poziom stresu wzrósł zarówno wśród dziewcząt, jak i chłopców, jednak jest wyraźnie wyższy wśród dziewcząt.

„Ponad połowa uczniów w ciągu roku poprzedzającego badanie doświadczyła przynajmniej jednej formy przemocy rówieśniczej. To rekordowy wynik odkąd monitorowana jest ta kwestia. Najpoważniejszym problemem jest wykluczenie przez grupę, które dotyka już niemal dwóch piątych badanych” – mówi Daria Litwin z Centrum Badania Opinii Społecznej.

Kondycja psychiczna i zachowania ryzykowne są ze sobą powiązane

Samopoczucie uczniów ostatnich klas szkół ponadpodstawowych jest wyraźnie gorsze niż ogółu dorosłych. Wchodzący w dorosłość młodzi ludzie zdecydowanie częściej doświadczają negatywnych, nieprzyjemnych przeżyć, w tym stanów depresyjnych i myśli samobójczych. Szczególnie często negatywne emocje przeżywają dziewczęta.

W ostatniej edycji badania z 2025 roku po raz pierwszy zastosowano standaryzowaną skalę Patient Health Questionnaire-8, która służy do oceny częstotliwości pojawiania się objawów depresyjnych. Wyniki są niepokojące: ponad dwie piąte uczniów doświadcza umiarkowanych lub bardziej nasilonych symptomów depresji. Jest to ponad czterokrotnie częstsze niż w generalnej populacji dorosłych Polaków, gdzie dotyczy to niespełna jednej dziesiątej.

Objawów depresji częściej doświadczają dziewczęta niż chłopcy, a także osoby znajdujące się w przeciętnej i szczególnie złej sytuacji materialnej. Do czynników ryzyka zaliczają się również: złe relacje z rodzicami, brak relacji towarzyskich, odczuwanie stresu w szkole i doświadczanie tam przemocy. Wyższy poziom ryzyka wystąpienia depresji współwystępuje także z długim czasem spędzanym w ciągu dnia online oraz sposobem korzystania z internetu, który można określić jako problemowy.

Internet i hazard: coraz ważniejsze wyzwania profilaktyki

Badanie „Młodzież 2025” pokazuje również rosnącą skalę wyzwań związanych z korzystaniem z internetu i uczestnictwem w grach o charakterze hazardowym. Od 2013 roku obserwowany jest spadek odsetka osób korzystających z internetu w sposób bezpieczny oraz wzrost grupy charakteryzującej się podwyższonym ryzykiem problemowego korzystania z sieci. Samo problemowe korzystanie z internetu, które opisuje zachowanie około jednej dwudziestej uczniów, utrzymuje się na stabilnym poziomie.

„Obecnie częstsze niż przed laty jest uczestnictwo w grach hazardowych. Udział w tego typu aktywnościach deklaruje ponad połowa badanych. Szczególnie dynamicznie rośnie popularność gier hazardowych online, które stały się najczęściej wybieraną formą hazardu wśród nastolatków. Coraz więcej młodych osób angażuje się również w zakłady bukmacherskie oraz gry na automatach” – mówi Jan Kujawski z Centrum Badania Opinii Społecznej

Uwagę zwraca nie tylko rosnąca skala zjawiska, lecz także jego konsekwencje. W porównaniu z poprzednimi latami znacząco wzrosły zarówno wydatki ponoszone przez młodzież na hazard, jak i odsetek osób wykazujących symptomy uzależnienia. Obecnie jedna siódma respondentów – dwukrotnie więcej niż w poprzedniej edycji sprzed czterech lat – znajduje się w grupie wysokiego ryzyka uzależnienia od hazardu. Problem ten szczególnie dotyczy chłopców, jednak obserwowany jest również systematyczny wzrost ryzykownych zachowań wśród dziewcząt.

Wyniki badań wskazują również na powiązanie hazardu z innymi zachowaniami ryzykownymi – im wyższy poziom zaangażowania w hazard, tym częstsze jest spożywanie alkoholu, a także używanie narkotyków.

Potrzebna jest profilaktyka odpowiadająca na zmieniające się ryzyka

Wyniki badania „Młodzież 2025” pokazują, że współczesna profilaktyka musi równocześnie odpowiadać na tradycyjne zagrożenia związane z alkoholem, nikotyną i narkotykami oraz nowe wyzwania dotyczące e-papierosów, internetu, hazardu, przemocy rówieśniczej i zdrowia psychicznego.

Spadek używania części substancji psychoaktywnych jest ważnym sygnałem, ale nie oznacza końca problemów. Zachowania ryzykowne młodzieży zmieniają się, przenikają między sobą i coraz częściej wymagają całościowego spojrzenia – obejmującego zarówno substancje psychoaktywne, jak i funkcjonowanie młodych ludzi w szkole, społeczeństwie oraz świecie cyfrowym.

Badanie „Młodzież” realizowane jest od lat 90. XX wieku i obejmuje uczniów ostatnich klas szkół ponadpodstawowych. Od 2003 roku prowadzone jest przez CBOS we współpracy z Krajowym Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom. Kolejne edycje realizowano w latach 2003, 2008, 2010, 2013, 2016, 2018, 2021 i 2025. Badanie prowadzone jest według tej samej, niezmiennej metodologii, co pozwala śledzić zmiany i trendy zachodzące w kolejnych pokoleniach młodzieży.

Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom (KCPU) powstało 1 stycznia 2022 roku z połączenia Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (PARPA) oraz Krajowego Biura do Spraw Przeciwdziałania Narkomanii (KBPN). Celem utworzenia KCPU było połączenie i koordynacja działań państwa w zakresie profilaktyki oraz przeciwdziałania uzależnieniom. KCPU zajmuje się profilaktyką, edukacją i wspieraniem działań terapeutycznych dotyczących uzależnień od alkoholu, narkotyków oraz uzależnień behawioralnych, takich jak hazard, gry komputerowe, internet czy media społecznościowe. Instytucja prowadzi także działania szkoleniowe, badawcze i informacyjne oraz współpracuje z samorządami, szkołami i organizacjami społecznymi.

 
Źródło: Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom
Po podwyżce akcyzy legalna sprzedaż jednorazowych e-papierosów i podów zawierających płyn do wapowania spadła o ponad 90 proc., powodując perturbacje producentów, niższe wpływy do budżetu oraz wzrost czarnego rynku – podkreślali eksperci w trakcie konferencji Związku Pracodawców Branży Vapingowej. Ich zdaniem założenia nowych przepisów w kontekście polityki zdrowotnej nie zostały osiągnięte, dlatego potrzebna jest ponowna ocena skutków regulacji. Podkreślili także, że zarówno przepisy krajowe, jak i unijne w tym obszarze w niewystarczającym stopniu uwzględniają wyniki badań naukowych.
– Traktat o funkcjonowaniu Unii Europejskiej nakazuje tworzenie polityk, w tym polityki zdrowotnej, antynikotynowej, opartych na dowodach naukowych. Tych jest w tej chwili sporo. Dzisiaj nauka już bardzo dużo wie na temat szkodliwego wpływu produktów nikotynowych. Sama nikotyna nie szkodzi w tych dawkach, w których jest dopuszczona do obrotu, natomiast to, co wywołuje choroby odtytoniowe, to jest właśnie tytoń i różne substancje, które powstają w wyniku jego spalania – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Krzysztof Łanda, lekarz, wiceminister zdrowia w latach 2015–2017 i założyciel Fundacji Watch Health Care.

Jak wynika z przytaczanego przez eksperta systematycznego przeglądu dowodów naukowych, który przygotowała firma HTA Formedis dla Związku Przedsiębiorców i Pracodawców w 2024 roku, dostępne badania pokazują wyraźne różnice w poziomie narażenia na substancje szkodliwe między poszczególnymi produktami nikotynowymi. W ramach przeglądu oceniano urządzenia podgrzewające tytoń, e-papierosy i saszetki nikotynowe.

– Wszystkie trzy tory oceny, które przeprowadziliśmy, czyli tor chemiczny dotyczący substancji szkodliwych, biomarkery i punkty kliniczne istotne dla pacjentów, pokazują jednoznacznie, że są produkty mniej szkodliwe od zwykłych papierosów. Papierosy zwykłe są najszkodliwsze i najwięcej fatalnych toksyn jest zawartych w ich dymie, znacznie mniej szkodliwe są podgrzewacze i e-papierosy. Saszetki trudno podejrzewać o jakikolwiek szkodliwy wpływ, skoro nie mają nic wspólnego z tytoniem – tłumaczy dr Krzysztof Łanda.

Przegląd badań, które porównują różne produkty nikotynowe, uwzględniają nie tylko ich skład, ale też poziom narażenia organizmu i efekty zdrowotne. W takich analizach tradycyjne papierosy pozostają produktem o najwyższym ryzyku.

– Dyrektywa antytytoniowa Unii Europejskiej nie uwzględnia tych badań. Powstała w 2014 roku na bazie badań z lat 2008–2013, w związku z tym nie uwzględnia ona ani produktów nowatorskich, ani badań klinicznych, których jest coraz więcej i które więcej mówią o szkodliwości tych produktów – ocenia były wiceminister zdrowia. – Próbuje się stworzyć politykę w oderwaniu od dowodów naukowych, a to jest niezgodne z Traktatem o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, zdrowym rozsądkiem i przyjętymi standardami na świecie. Jeżeli mamy wypracować dobre rozwiązania pod tym względem, to nie możemy nie uwzględniać istniejących dowodów naukowych.

Na podstawie przeglądu polityk antynikotynowych ekspert ocenia, że w praktyce sprawdza się strategia kompleksowa i zrównoważona, obejmująca m.in. wysokie i trwałe podatki na wyroby tytoniowe, przepisy dotyczące przestrzeni wolnych od dymu, całkowite zakazy reklamy, promocji i sponsoringu, dostępne i dofinansowane wsparcie w rzucaniu palenia i uregulowane, bezpieczne ścieżki redukcji szkód dla palaczy. Zestawia to z niedającym efektów podejściem fragmentarycznym, które charakteryzuje się m.in. nieegzekwowaniem przepisów czy zakazywaniem mniej szkodliwych alternatyw jako narzędzia rzucania palenia.

Przykłady innych państw pokazują, że skuteczność wprowadzanych zakazów w dużej mierze zależy od ich egzekwowania. W Grecji powstał cyfrowy rejestr detaliczny wyrobów alkoholowych i tytoniowych, w którym muszą się zarejestrować wszyscy sprzedawcy. To ułatwia prowadzenie kontroli terenowych. Dodatkowo sprzedawcy mają też obowiązek weryfikowania wieku kupującego kodem QR i aplikacją rządową. Jeśli nieletni zostanie przyłapany z alkoholem, wyrobem tytoniowym lub e-papierosem i wskaże miejsce zakupu, odpowiedzialność może ponieść zarówno sprzedawca, jak i właściciel punktu. Za łamanie przepisów grożą kary administracyjne, a także odpowiedzialność karna do trzech lat pozbawienia wolności i kary finansowe.

– Byłem ostatnio na zebraniu w Ministerstwie Finansów, gdzie przedstawiono tylko dwa cele polityki antynikotynowej, czyli tak naprawdę tej polityki nie ma. Jednym było uporządkowanie rynku – ja go nie widzę, jest coraz większy bałagan i rozwój czarnego rynku obrotu produktami nikotynowymi w Polsce. Drugim był cel fiskalny, czyli jak najwięcej pieniędzy dla budżetu państwa. Tego też nie widzę. Z cenami jesteśmy w maksimum na krzywej Laffera, czyli dalsze podnoszenie cen produktów będzie zmniejszało wpływy do budżetu – przekonuje Krzysztof Łanda.

W ubiegłym roku na produkty do wapowania nałożono akcyzę na poziomie 40 zł za sztukę. Wprowadzone zmiany przełożyły się na gwałtowny spadek legalnej sprzedaży.

– Tak wysoka akcyza spowodowała drastyczny spadek sprzedaży, zarówno jeśli chodzi o e-papierosy jednorazowe, których ograniczenie było w zasadzie celem jej podnoszenia, jak i zwykłych urządzeń do wapingu. Powoduje to duże kłopoty firm, które zajmują się produkcją, dystrybucją i importem tych produktów – mówi Adam Abramowicz, prezes Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców.

Według danych Centrum Monitorowania Rynku w grudniu 2025 roku sprzedaż produktów do wapowania spadła z 10,6 mln sztuk rok wcześniej do 650 tys., czyli o 94 proc., również w poprzednich miesiącach spadki utrzymywały się na poziomie 93–95 proc. Sprzedaż jednorazowych e-papierosów skurczyła się w ostatnim miesiącu roku z 4,46 mln do 60 tys., a podów do e-papierosów – z 6,13 mln do 590 tys. sztuk rok do roku. Jak podkreślają eksperci Związku Pracodawców Branży Vapingowej, spadek legalnej sprzedaży nie oznacza spadku popytu, ale jego przesunięcie poza oficjalny obieg. Według wyliczeń niemieckiego Instytutu Fraunhofera szara strefa i nielegalny handel e-papierosami w Polsce sięga obecnie 58 proc. 

– Te produkty nie są w ogóle kontrolowane, jeśli chodzi o skład, spływają z zagranicy, są dystrybuowane bez żadnego problemu do młodych ludzi, a więc efekt prozdrowotny okazał się chybiony. Za to efekt gospodarczy jest wymierny, czyli zamykanie się małych punktów, ograniczenie rozwoju branży, co wkrótce może się także wiązać ze zwiększonym bezrobociem – ocenia Adam Abramowicz.

Branża produktów do wapowania w Polsce to ok. 1 tys. firm, głównie z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, które zatrudniają łącznie ok. 12 tys. osób. Zmiany regulacyjne i spadek legalnej sprzedaży przekładają się bezpośrednio na ich sytuację oraz na rynek pracy.

– Minęło kilka miesięcy od wprowadzenia ustawy. Straty dla sektora MŚP, gospodarki i budżetu, które nawet w ocenie skutków regulacji były akcentowane, miały być uzasadnione dobrymi skutkami zdrowotnymi dla społeczeństwa. Dzisiaj widzimy, że tych dobrych skutków nie ma, za to straty dla budżetu i firm są. Należy przeprowadzić ocenę ex post tej ustawy i ją poprawić – postuluje prezes Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców.

Ekspert zwraca uwagę, że skutki regulacji powinny być analizowane kompleksowo – zarówno pod kątem zdrowia publicznego, jak i wpływu na gospodarkę oraz dochody państwa. 

– Po kilku miesiącach działania widzimy, że zdrowie publiczne wcale nie jest chronione tymi przepisami. Wręcz przeciwnie, bo na rynku pojawiły się w znacznej ilości produkty, które napływają z szarej strefy, czyli mają niekontrolowane składy. Nie ma wpływu do budżetu, bo wiadomo, że sprzedawane są bez żadnej akcyzy i podatków. Spadła legalna konsumpcja produktów wapingowych, ale wzrosło spożycie papierosów. To też wpływa na to, że sfera zdrowia publicznego nie uzyskała zakładanych efektów – podkreśla Adam Abramowicz.

Także dane z innych krajów pokazują, że ograniczenia regulacyjne często prowadzą do przesunięcia sprzedaży poza oficjalny rynek. W Holandii po wprowadzeniu zakazu sprzedaży smakowych e-papierosów ponad 35 proc. użytkowników kupuje produkty za granicą, a ponad 30 proc. w nieformalnym obiegu. W Danii, mimo podobnych ograniczeń, ponad 90 proc. użytkowników ocenia dostępność produktów jako łatwą.

– Wiek kupujących te produkty na pewno nie będzie kontrolowany w szarej strefie, bo przecież tego się nie da skontrolować, więc dla zdrowia publicznego byłoby lepiej, gdyby jednak te kanały były legalne – przekonuje prezes Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców.

Źródło: Newseria

W Polsce wzrosła rdr. liczba zaświadczeń lekarskich z tytułu czasowej niezdolności do pracy spowodowanej nadużyciem alkoholu (kod C). W 2025 roku było ich o ponad 5% więcej niż w roku wcześniejszym. W analizowanym okresie odnotowano niemal tyle samo dni absencji z ww. tytułu. Przeszło 35% takich zwolnień wydano na okres od jednego do pięciu dni. Niemal połowa zwolnień przypadła osobom w wieku 35-49 lat. Zdecydowanie częściej z tego rozwiązania korzystają mężczyźni niż kobiety.
Według danych przekazanych przez ZUS, w 2025 roku liczba zaświadczeń lekarskich z tytułu czasowej niezdolności do pracy spowodowanej nadużyciem alkoholu (kod C) wyniosła blisko 10 tys. To o 5,1% więcej niż w 2024 roku, kiedy takich przypadków było 9,5 tys. Uwzględniając podział na województwa, najwięcej ww. zaświadczeń w 2025 roku dotyczyło mazowieckiego – 1,3 tys. (13,3% wszystkich w kraju), śląskiego – 1,1 tys. (11,2%) oraz wielkopolskiego – 1,1 tys. (11,1%). Natomiast na końcu zestawienia widać lubuskie – 252 (2,5% wszystkich w kraju), opolskie – 307 (3,1%) i podlaskie – 319 (3,2%).

– W Polsce rocznie wystawianych jest ponad 20 milionów zwolnień lekarskich. Te z kodem C stanowią więc bardzo niewielki odsetek wszystkich absencji chorobowych, ale nie można tych danych całkowicie bagatelizować. Mówimy bowiem o sytuacjach, w których nadużycie alkoholu wpłynęło na stan zdrowia pracownika na tyle, że konieczna była czasowa niezdolność do pracy. Nie oznacza to automatycznie uzależnienia. Część przypadków może dotyczyć jednorazowych epizodów, zatruć czy powikłań zdrowotnych – komentuje Michał Pajdak, wykładowca akademicki i ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

Z kolei dr n. o zdr. Katarzyna Sejbuk-Rozbicka z Uczelni Łazarskiego zwraca uwagę na badania ekonomiczne. Wynika z nich, że alkohol generuje realne koszty pośrednie, tj. utraconą produktywność, absencję, wypadki przy pracy i wcześniejsze wycofywanie się z rynku pracy. Ekspertka podkreśla, że straty te są bardziej odczuwalne na poziomie poszczególnych firm, zwłaszcza mniejszych. Nawet krótkotrwała nieobecność pracownika może bowiem zaburzać organizację pracy i wymuszać zastępstwa lub nadgodziny.

– Sam wzrost rdr. liczby zaświadczeń z kodem C warto traktować poważnie. Mówimy o sytuacjach, w których alkohol realnie wyłącza ludzi z bezpiecznego funkcjonowania zawodowego, a to zwykle nie dzieje się bez powodu. Jednocześnie te dane nie przesądzają, że mamy nagły wybuch uzależnień. Na liczbę zwolnień wpływa też to, czy lekarze częściej rozpoznają problem i czy pacjenci rzadziej ukrywają tło alkoholowe. Możliwy jest więc również efekt większej szczerości i świadomości – zaznacza psycholog Michał Murgrabia, ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

W ubiegłym roku liczba dni absencji chorobowej z ww. tytułu wyniosła 99,7 tys. To o 5 dni więcej niż rok wcześniej, kiedy było ich 99,6 tys. Jak stwierdza dr n. o zdr. Sejbuk-Rozbicka, te dane w połączeniu z wcześniej wskazanymi należy traktować jako sygnał, że rośnie liczba epizodów krótkotrwałej niezdolności do pracy, a nie ciężkich, długotrwałych następstw zdrowotnych. Ekspertka zaznacza, że w wielu analizach absencja stanowi tylko część strat. Znaczną rolę odgrywają także wypadki, błędy i pogorszenie wydajności pracy, które mogą mieć większe znaczenie ekonomiczne niż sama liczba dni zwolnień. W tym sensie krótkotrwała absencja może być częściowo interpretowana jako mechanizm ochronny. Niedopuszczenie do pracy osoby w obniżonej sprawności psychofizycznej zmniejsza ryzyko wypadków i szkód. Ma to znaczenie zwłaszcza w zawodach wymagających koncentracji i odpowiedzialności.

– Blisko 100 tys. dni absencji to około 400 etatów rocznie, przyjmując 250 dni pracy. W porównaniu z ponad 16 milionami pracujących i milionami dni absencji ogółem, jest to zjawisko marginalne makroekonomicznie. Oczywiście, każda absencja generuje koszt, ale w skali całej gospodarki mówimy o relatywnie niewielkich kwotach w porównaniu z całkowitą wartością wytwarzanych dóbr i usług. Załóżmy, że średni koszt dnia pracy wynosi 350 zł. Jeśli pomnożymy go przez liczbę dni absencji z ww. tytułu, to otrzymamy wynik ok. 35 mln zł rocznie. W skali gospodarki wartej ponad 3 biliony zł PKB to znikoma wartość – dodaje Michał Pajdak.

Według danych za 2025 rok, 3,6 tys. ww. zaświadczeń lekarskich dotyczyło absencji wynoszącej 1-5 dni (35,6% ogółu liczby ww. zaświadczeń). Z kolei 2,7 tys. wystawiono na 11-20 dni (27,4%) oraz 2,7 tys. – na 6-10 dni (26,9%). Następnie mamy 728 zaświadczeń o długości absencji 21-30 dni (7,3%), 159 na 34 dni i więcej (1,6%), a także 123 na 31-33 dni (1,2%).

– Struktura zwolnień wskazuje przede wszystkim, że niezdolność do pracy związana z alkoholem ma w większości charakter ostrych, krótkotrwałych następstw spożycia, takich jak zatrucia, zaburzenia snu, pogorszenie funkcji poznawczych czy urazy. Fakt, że ponad 10% zwolnień trwa przeszło 21 dni, można interpretować jako sygnał, że w pewnej części przypadków mamy do czynienia z poważniejszymi konsekwencjami zdrowotnymi. To m.in. urazy, powikłania somatyczne lub zaburzenia psychiczne związane z nadużywaniem alkoholu, które wymagają dłuższego leczenia i rekonwalescencji – mówi dr n. o zdr. Katarzyna Sejbuk-Rozbicka.

W ubiegłym roku 1,8 tys. zaświadczeń lekarskich z kodem C wystawiono osobom w wieku 40-44 lat (18,2% ogółu ww. zaświadczeń). Dalej widzimy przedstawicieli grupy wiekowej 45-49 lat – 1,6 tys. zaświadczeń (15,7%) oraz 35-39 lat – 1,5 tys. zaświadczeń (15,1%). Z kolei na końcu zestawienia widnieją osoby w wieku 19 lat i mniej – 44 (0,4%), a także 65 lat i więcej – 86 (0,9%).

– Niemal połowa wszystkich takich zwolnień dotyczy osób między 35. a 49. rokiem życia. Taki rozkład nie jest zaskakujący. To właśnie ta grupa wiekowa stanowi rdzeń rynku pracy. Statystycznie to w niej będzie występować najwięcej zwolnień – niezależnie od ich przyczyny. Badania epidemiologiczne wskazują, że właśnie w tej fazie życia ryzyko nadużywania alkoholu bywa podwyższone. Jednocześnie zaczynają ujawniać się pierwsze poważniejsze konsekwencje zdrowotne długotrwałych zachowań ryzykownych – podkreśla Michał Pajdak.

Uwzględniając podział na płeć, w 2025 roku 7,7 tys. ww. zaświadczeń wystawiono mężczyznom (77,5%), a 2,2 tys. – kobietom (22,5%). Natomiast w 2024 roku było to odpowiednio 7,4 tys. (77,5%) i 2,1 tys. (22,5%). Jak zaznacza dr n. o zdr. Katarzyna Sejbuk-Rozbicka, struktura zwolnień według płci odpowiada globalnym trendom epidemiologicznym. Dominują mężczyźni, ponieważ piją częściej i więcej. Udział kobiet, choć mniejszy, ma również znaczenie kliniczne i zdrowotne. U nich szybciej mogą pojawiać się biologiczne i zdrowotne konsekwencje alkoholu.

– Ponad jedna piąta przypadków pokazuje, że to zjawisko dotyczy także kobiet w sposób, który wpływa na zdolność do pracy. Fakt, że panie gorzej tolerują alkohol i szybciej doświadczają skutków zdrowotnych, może oznaczać, że gdy już dochodzi do zwolnienia, problem bywa bardziej obciążający biologicznie i psychicznie. Jednak często dłużej pozostaje ukryty z powodu większego wstydu i presji społecznej. W praktyce to może prowadzić do późniejszego zgłaszania się po pomoc, a więc – do większych konsekwencji, mimo mniejszej liczby zwolnień – podsumowuje Michał Murgrabia z platformy ePscyholodzy.pl.

Źródło: Komunikat Prasowy

Pilne opracowanie międzysektorowej strategii zdrowia publicznego oraz aktualizacja ustawy regulującej ten obszar to główne wnioski z dyskusji decydentów i ekspertów podczas Seminarium Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP, które odbyło się 3 grudnia. Uczestnicy podkreślali, że bez tych działań system nie sprosta narastającym wyzwaniom zdrowotnym.
Wiceminister zdrowia dr. n. o zdr. Katarzyna Kęcka, podkreśliła, że ważne jest międzysektorowe podejście do zdrowia publicznego i wykorzystanie doświadczenia wszystkich grup zawodowym przy tworzeniu programów profilaktycznych. Wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski dodał, że rozwój technologii i dostęp do coraz większej ilości danych medycznych będzie pomagał kreować bardziej skuteczne polityki zdrowotne, konieczne w związku z licznymi wyzwaniami epidemiologicznymi.

Seminarium zainaugurował wykład prof. dr hab. Witolda Zatońskiego z Uniwersytetu Kaliskiego pt. Zdrowie publiczne w Polsce w latach 2000-2025: upadek, stagnacja czy odrodzenie? Prof. Zatoński podkreślił, że w ostatnich latach, niestety obserwujemy w Polsce dwa niepokojące trendy w zdrowiu publicznym.
– Po pierwsze częstość palenia przestała się zmniejszać. Po drugie gwałtownie wzrosło spożycie alkoholu – z około 6 do około 12 litrów etanolu rocznie na mieszkańca –  podkreślił prof. Zatoński. – W XXI wieku w zdrowiu publicznym alkohol stał się ojcem polskich chorób. Jedną z przyczyn było obniżenie w 2002 r.  o 30 proc. akcyzy na wyroby spirytusowe. W efekcie doszło od ogromnego wzrostu ich spożycia – mówił.
Profesor przypomniał, że największym sukcesem ostatnich dekad było odwrócenie epidemii tytoniowej i związanych z nią chorób oraz zgonów. Analizy epidemiologiczne pokazywały, że spadek rozpowszechnienia palenia tytoniu i konsumpcji papierosów w Polsce w latach 1990 – 2015 należał do najszybszych na świecie. 
– Po negatywnych zmianach związanych ze wzrostem spożycia alkoholu i palenia tytoniu  można spodziewać się, że śmiertelność  z powodu raka płuca znów zacznie rosnąć – mówił  prof. Zatoński. – Wolałbym już tego nie oglądać, ale takie będą skutki tych trendów, jeśli pilnie nie zaczniemy działać. Potrzebujemy strategii zdrowia publicznego i może powstania w Polsce – na wzór Szwecji – urzędu zajmującego się zdrowiem publicznym.
Ekspert zwrócił uwagę, że poprawa zdrowia Polaków wymaga jednoczesnego wzmocnienia edukacji zdrowotnej, zmian zachowań populacyjnych, wdrożenia progresywnej polityki zdrowotnej oraz podejścia „zdrowie we wszystkich politykach”.

Wykład „Zdrowie populacyjne jako podstawa planowania interwencji prozdrowotnych” wygłosił prof. Mateusz Jankowski.

W debacie dotyczącej najważniejszych wyzwań w zdrowiu publicznym udział wzięli: prof. GUM Łukasz Balwicki, konsultant krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego, prof. UMŁ Monika Burzyńska, prodziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta, prof. Krzysztof J. Filipiak, dyrektor CMKP, prof. Wojciech Hanke, przewodniczący Komitetu Zdrowia Publicznego Polskiej Akademii Nauk, Monika Kaczmarek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków, prof. Dorota Kozieł, zastępca dyrektora CMKP ds. pielęgniarstwa i innych zawodów medycznych, Tomasz Maciejewski, wiceminister zdrowia i dr n. med. Beata Małecka-Libera, przewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia.

Eksperci do największych wyzwań w zdrowiu publicznym w Polsce zaliczyli: walkę ze wzrostem spożycia papierosów i spożycia alkoholu w Polsce, edukację zdrowotną dzieci i młodzieży, poprawę przestrzegania przez pacjentów zaleceń lekarskich, wzrost świadomości zdrowotnej wśród pacjentów, naukę komunikacji w zespole między specjalistami różnych zawodów medycznych oraz walkę z fake newsami medycznymi. Wskazywano także, że priorytetem powinno być powstanie strategii zdrowia publicznego oraz wzmacnianie i większe wykorzystywanie – także w zakresie profilaktyki – kompetencji różnych zawodów medycznych.

Dr n. med. Beata Małecka-Libera, przewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia podkreśliła, że po latach zaniedbań w zdrowiu publicznym, jest czas na konkretne działania.
– Senat ustanowił 2025 Rokiem Edukacji Zdrowotnej i Profilaktyki, dlatego w tym roku bardzo dużo w Senacie rozmawialiśmy, właśnie o profilaktyce i zdrowiu publicznym – przypomniała Beata Małecka-Libera. – Mamy przygotowanych wiele rozwiązań, które powstały podczas spotkań z ekspertami. Pod kątem legislacyjnym udało nam się już je przygotować. Wiemy, że konieczne jest przygotowanie nowego Narodowego Programu Zdrowia i nowelizacja ustawy o zdrowiu publicznym. Jesteśmy także otwarci na debatę o tym, jakie działania są konieczne, by ograniczyć spożycie alkoholu i palenie papierosów – zadeklarowała.

Prof. Krzysztof J. Filipiak, dyrektor-rektor CMKP przypomniał, że wchodzimy w jubileusz 55-lecia CMKP, który obchodzić będziemy w przyszłym roku. Dyrektor przypomniał, że CMKP jest kontynuatorem Instytutu Doskonalenia i Specjalizacji Kadr Lekarskich, który został powołany w 1953 r. , a jego pierwszym dyrektorem był prof. Marcin Kacprzak, późniejszy rektor Akademii Medycznej w Warszawie.
– Prof. Marcin Kacprzak uważany jest de facto za pioniera medycyny społecznej w Polsce – mówił prof. Krzysztof J. Filipiak. – Zajmował się: higieną, medycyną społeczną, badaniami stanu zdrowia populacji, stanem opieki lekarskiej nad ludnością wiejską i miejską, gruźlicą na wsi, epidemiologią – tak wówczas, 70 lat temu, definiowano to, co dzisiaj nazywa się „zdrowiem publicznym”. A więc można śmiało powiedzieć, że spośród polskich uczelni medycznych, właśnie CMKP najdłużej – „uprawia” zdrowie publiczne spointował.

Prof. Piotr Jankowski, dziekan Szkoły Zdrowia Publicznego CMKP dodał, że w tej uczelni powstawały kluczowe inicjatywy, projekty i programy edukacyjne, które kształtowały system kształcenia specjalizacyjnego oraz standardy organizacji ochrony zdrowia.
– W odpowiedzi na dynamicznie zmieniające się wyzwania cywilizacyjne oraz pojawiające się nowe zagrożenia dla zdrowia publicznego, powołano w Szkole sześć nowych zakładów naukowych, które zajmować się będą: prawem medycznym, analizami systemu ochrony zdrowia, ekonomiką zdrowia, epidemiologią, medycyną stylu życia oraz zagadnieniami związanymi z pielęgniarstwem i innymi zawodami medycznymi – mówi prof. Jankowski.

Źródło: materiał prasowy

W siedzibie Naczelnej Izby Lekarskiej wybrzmiało mocne przesłanie: Polska nie poradzi sobie z kosztami zdrowotnymi i społecznymi alkoholu bez realnego ograniczenia jego dostępności. Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL) w oficjalnym stanowisku poparło kluczowe zapisy projektu ustawy zaostrzającej przepisy dotyczące reklamy, sprzedaży i spożycia napojów alkoholowych – w tym pełny zakaz reklamy piwa, wycofanie z rynku alkoholowych „saszetek” i „tubek” myląco podobnych do produktów dla dzieci, a także zakaz sprzedaży i spożycia na stacjach paliw oraz na terenie zakładów leczniczych. Jednocześnie samorząd lekarski apeluje o powszechny, obowiązujący w całym kraju zakaz nocnej sprzedaży alkoholu poza miejscem jego podania. To, jak podkreślali eksperci podczas debaty w NIL, nie jest kwestią światopoglądu, ale bezpieczeństwa i zdrowia publicznego.
Reklama, cena i fizyczna dostępność – trzy dźwignie szkód alkoholowych

Lekarze popierają kierunek zmian przewidziany w projekcie: ograniczenie reklamy (w tym piwa), podniesienie barier cenowych, ograniczenie dostępności fizycznej i równoległa edukacja zdrowotna. Prezydium NRL podkreśla, że całkowity zakaz reklamy i promocji alkoholu to „pożądana metoda walki ze skutkami spożycia” w każdej grupie społecznej. Reklama z udziałem osób znanych, odwołująca się do korzyści finansowych czy „stylu życia”, utrwala przekonanie o rzekomo pozytywnych skutkach picia i normalizuje alkohol jako nieodłączny element relacji społecznych. W ocenie lekarzy, w przestrzeni publicznej „nie może być miejsca na prezentowanie rzekomych pozytywnych skutków płynących ze spożywania nawet niewielkich ilości alkoholu”.
Jednocześnie zwracają uwagę, że relatywnie niska cena napojów alkoholowych, wsparcie kampaniami promocyjnymi oraz wzrost wynagrodzeń czynią alkohol produktem „łatwym” – także dla młodszych konsumentów. Stąd tak istotny jest pakiet regulacji: od reklamy, przez cenę, po miejsca i godziny sprzedaży. 

Ochrona dzieci i młodzieży: koniec „mylenia” alkoholu z przekąskami

Projekt ustawy przewiduje zakaz wprowadzania na rynek form i opakowań, które wizualnie upodabniają alkohol do produktów bezpiecznych dla dzieci: saszetek, tubek, żeli czy granulek wyglądających jak musy owocowe lub przekąski. Prezydium NRL ocenia te rozwiązania jako potrzebne z punktu widzenia prewencji: atrakcyjne, „niewinne” formy sprzedaży oswajają najmłodszych z alkoholem i zacierają granice między napojem wysokiego ryzyka a zwykłym produktem spożywczym. Samorząd lekarski postuluje również doprecyzowanie przepisów zakazujących sprzedaży towarów „naśladujących” alkohol poprzez nazwę, kształt butelki czy opakowanie – bo takie praktyki negatywnie kształtują świadomość i nawyki społeczne od najwcześniejszych lat. 

Stacje paliw i placówki medyczne – miejsca szczególnego ryzyka

Lekarze popierają jednoznaczny zakaz sprzedaży, podawania i spożywania alkoholu na stacjach paliw oraz na terenie zakładów leczniczych i w pomieszczeniach, gdzie udziela się świadczeń zdrowotnych. Argument jest oczywisty: stacje paliw są elementem infrastruktury ruchu drogowego, a alkohol jest jednym z głównych czynników prowadzących do wypadków. Placówki medyczne powinny pozostać wolne od alkoholu zarówno symbolicznie, jak i praktycznie. Ograniczenie fizycznej dostępności to – jak podkreśla NRL – kluczowy element skutecznej profilaktyki. 

Noc bez alkoholu: apel o ogólnokrajowy zakaz sprzedaży poza lokalami

Choć projekt zasługuje na poparcie, Prezydium NRL wskazuje na lukę: brak ogólnopolskiego zakazu nocnej sprzedaży alkoholu „na wynos”. Samorząd ponawia apel, by wprowadzić rozwiązanie systemowe – w nocy alkohol dostępny byłby wyłącznie w lokalach z zezwoleniem (restauracjach, pubach), nie zaś w sklepach detalicznych. Zdaniem lekarzy to jedno z najskuteczniejszych narzędzi ograniczania szkód: od przemocy i wypadków, po ostre zatrucia i zaostrzenia chorób współistniejących. Jednocześnie NRL negatywnie ocenia długie vacatio dla reklamy piwa – przepis przejściowy pozwalający na jej utrzymanie do końca 2026 r. „wydaje się zbyt długi” i grozi „zalaniem” społeczeństwa przekazem reklamowym, zanim zakaz wejdzie w życie. 

Debata w NIL: to nie ideologia – to zdrowie publiczne i bezpieczeństwo

Eksperci uczestniczący w debacie zgodnie ocenili, że pełna dostępność alkoholu 24/7, niska cena i agresywny marketing przekładają się na rosnącą liczbę pacjentów z powikłaniami somatycznymi i psychiatrycznymi. Wskazywano, że Polska należy do krajów o najwyższym spożyciu w Europie – przeciętnie 11,9 litra czystego alkoholu rocznie na osobę, z dominującą rolą piwa. 
„Ograniczenie dostępności alkoholu w godzinach nocnych to nie restrykcja wobec dorosłych, ale element ochrony zdrowia publicznego” – mówił prof. Leszek Czupryniak. „Widzimy na oddziałach ludzi w wieku 40–50 lat, wyniszczonych chorobami alkoholowymi. Państwo musi działać, nie tylko mówić”. 
Dr Maria Libura akcentowała wymiar profilaktyczny: „Tego rodzaju regulacje mają służyć nie tylko ograniczeniu dostępu osobom już uzależnionym, ale też zatrzymaniu niebezpiecznych wzorców picia”. 
Z perspektywy psychiatrii i medycyny ratunkowej obraz jest równie niepokojący. „Jednym z objawów uzależnienia jest fakt, iż osoba nie panuje nad spożyciem – np. planuje sobie: dziś wypiję dwa piwa, po czym pije ich tyle, ile zdoła, aż padnie. W takiej sytuacji odcięcie dostępu w nocy zatrzyma to, będzie mniej takich przypadków, będziemy redukować szkody” – podkreślała dr Magdalena Flaga-Łuczkiewicz. 
Dr Marcin Karolewski zwracał uwagę na przeciążenie izb przyjęć i oddziałów psychiatrycznych: „Izby przyjęć szpitali psychiatrycznych pękają w szwach od agresywnych pacjentów pod wpływem alkoholu i substancji pobudzających, a także osób starszych z majaczeniem wynikającym ze złego stanu somatycznego”. 
Głos prezesa NRL spinał najważniejsze tezy. „Z perspektywy lekarzy widzimy dziś skutki braku odwagi w podejmowaniu decyzji o ograniczeniu dostępności alkoholu” – mówił Łukasz Jankowski. „To nie jest kwestia ideologii, tylko zdrowia i bezpieczeństwa obywateli. Alkohol trafia na izby przyjęć, na SOR-y, do oddziałów psychiatrycznych, na pogotowie. Każdy z tych przypadków to realny koszt dla systemu i tragedia dla rodziny. Państwo, które nie chroni swoich obywateli przed skutkami uzależnienia, samo przyczynia się do pogłębiania kryzysu zdrowotnego”. 

Rachunek społeczny i zdrowotny: koszty większe niż wpływy

Naczelna Izba Lekarska podkreśla, że alkohol jest jednym z największych, a zarazem najbardziej bagatelizowanych problemów zdrowotnych w Polsce. Wpływy z akcyzy nie równoważą ciężaru szkód – koszty zdrowotne i społeczne przekroczyły w 2024 r. 180 mld zł. Ograniczenie konsumpcji alkoholu przynosi natychmiastowe, mierzalne efekty: spadek liczby wypadków drogowych z udziałem nietrzeźwych kierowców, mniej hospitalizacji z powodu zatruć, odciążenie SOR-ów i zespołów ratownictwa medycznego, a także poprawę dostępności świadczeń dla innych pacjentów. 

Co dalej? Prawo musi nadążyć za dowodami – bez wyjątków i półśrodków

Środowisko lekarskie stoi na stanowisku, że obecny projekt ustawy wyznacza potrzebny kierunek, ale nie powinien poprzestawać na kompromisach osłabiających efekt zdrowia publicznego. Dlatego NRL domaga się ogólnokrajowego zakazu nocnej sprzedaży alkoholu „na wynos” oraz skrócenia okresów przejściowych dla reklamy piwa. W ocenie lekarzy tylko pełny pakiet interwencji – regulacja reklamy, cena, ograniczenie miejsc i godzin sprzedaży, ochrona placówek medycznych oraz konsekwentna edukacja – może odwrócić trend i realnie zmniejszyć obciążenie systemu opieki zdrowotnej. „Nie możemy dalej udawać, że to tylko ‘sprawa stylu życia’. To kwestia zdrowia publicznego, którą trzeba rozwiązać ustawowo” – podsumował prezes Łukasz Jankowski.

Źródło: NIL Fot. Karolina Bartyzel/ NIL
Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej postanowiło podnieść alarm: dwoma apelami lekarskie środowisko staje w obronie zdrowia publicznego, domagając się natychmiastowych i zdecydowanych działań. Pierwszy apel dotyczy zakazu nocnej sprzedaży alkoholu (poza lokalami gastronomicznymi), drugi – odejścia osób publicznych od udziału w reklamach trunków. To nie symboliczny gest – to wezwanie do realnych zmian, które mogą odciążyć system ochrony zdrowia i wpłynąć na nawyki społeczne.
W pismach NIL argumentuje się, że nocna sprzedaż alkoholu przyczynia się do przeciążenia SOR-ów, wydłużenia czasu oczekiwania na pomoc i zwiększenia liczby interwencji wobec osób nietrzeźwych. Wiceprezes NRL Klaudiusz Komor wskazuje, że wielu pacjentów trafia na izby przyjęć czy oddziały ratunkowe właśnie z powodu nadużycia alkoholu nocą.

Ponadto, według lekarzy, udział postaci świata kultury i sportu w reklamach alkoholu przyczynia się do wzmacniania pozytywnego wizerunku trunków w społeczeństwie, szczególnie wśród młodych osób. To wzorce, które – zdaniem lekarzy – zwykle działają intensywniej niż komunikaty zdrowotne.

Co postulują lekarze?

  1. Zakaz nocnej sprzedaży alkoholu poza lokalami gastronomicznymi z pozwoleniem — dla wszystkich sklepów sprzedających alkohol do użytku domowego w godzinach nocnych.

  2. Władze NIL wskazują, że samorządy lokalne, które już wprowadziły ograniczenia, odnotowały malejącą liczbę interwencji służb i pacjentów nieprzytomnych z alkoholu. Lekarze postulują godzinowy limit – np. zakaz od 22:00 do 6:00 – jako rozsądne rozwiązanie. 

  3. Apel do osób kultury i sportu — by zaprzestały udziału w reklamach alkoholu.
    NIL podkreśla, że osoby publiczne pełnią rolę wzorców społecznych i ich wizerunek ma realny wpływ na postawy konsumenckie. 
    Klaudiusz Komor zwraca uwagę na przykłady zmian społecznych, gdzie postaci medialne pomogły przy promowaniu zdrowych stylów życia zamiast używek.

Czy takie propozycje mogą działać?

Ograniczenia godzin sprzedaży alkoholu są znaną strategią zdrowia publicznego rekomendowaną przez WHO i stosowaną w wielu krajach. Zmniejszają one dostępność fizyczną alkoholu, co – według danych – skutkuje spadkiem urazów, zatruć, agresji i hospitalizacji nocnych.

Apel NIL to tylko pierwszy krok – ale ważny. Lekarze wskazują jasno: to nie wina jednostkowa, ale struktury. Chcą, by temat regulacji sprzedaży, reklamy i odpowiedzialności społecznej wszedł do debaty publicznej. Jeśli społeczeństwo i politycy potraktują te postulaty poważnie, możliwe są realne korzyści: mniej pacjentów z urazami nocnymi, mniej bójek i zatruć, lepsze warunki pracy dla medyków. To także impuls do edukacji i zmiany kultury picia – mniej alkoholu jako element codzienności, więcej zdrowia i odpowiedzialności.

Źródło: NIL

9 września na całym świecie obchodzony jest Światowy Dzień FASD (Fetal Alcohol Spectrum Disorders) – Spektrum Płodowych Zaburzeń Alkoholowych. Data nie jest przypadkowa – dziewiąty dzień dziewiątego miesiąca przypomina o dziewięciu miesiącach ciąży, w czasie których należy zachować pełną abstynencję, aby chronić zdrowie dziecka.

Picie alkoholu w ciąży nie jest zjawiskiem marginalnym – połowa kobiet w ciąży sięgała po alkohol – tak wynika z badań przeprowadzanych przez Instytut Matki i Dziecka, w których analizowano próbki włosów i stężenie metabolitu alkoholu – etyloglukuronidu.

Światowy Dzień FASD to okazja do przypomnienia, że:

• Alkohol jest substancją szkodliwą i działa toksycznie już od pierwszych chwil rozwoju płodu – dlatego już planując ciążę należy zachować abstynencję od alkoholu.
• Nie istnieje bezpieczna dawka alkoholu w czasie ciąży. W okresie karmienia także należy zachować abstynencję
• Również styl życia i nawyki zdrowotne ojca – w tym spożywanie alkoholu – mają wpływ na jakość nasienia, przebieg poczęcia i zdrowie przyszłego potomstwa

FASD (Fetal Alcohol Spectrum Disorders), czyli Spektrum Płodowych Zaburzeń Alkoholowych, to zespół trwałych uszkodzeń mózgu i innych narządów dziecka, powstających w wyniku spożywania alkoholu przez kobietę w ciąży. Do FASD zalicza się różne zaburzenia rozwojowe – od łagodniejszych trudności w uczeniu się, po cięższe wady fizyczne i neurologiczne. Najbardziej znaną i najcięższą formą jest FAS (Płodowy Zespół Alkoholowy).

Media mają ogromną moc kształtowania postaw i przekonań. Dlatego KCPU zachęca, aby we wrześniu znalazło się w Państwa audycjach, artykułach i materiałach miejsce na temat profilaktyki FASD – dla zdrowia obecnych i przyszłych pokoleń.


Pamiętajmy: FASD można w 100% zapobiec – wystarczy zero alkoholu w ciąży.

źródło: KCPU, PAP