Medicalpress
Problem agresji wobec personelu medycznego przestał być zjawiskiem marginalnym – to realne zagrożenie zdrowia i życia ludzi, którzy niosą pomoc. „Bezpieczny medyk to bezpieczny pacjent” – przypomniał Grzegorz Wrona z Naczelnej Rady Lekarskiej podczas posiedzenia Podkomisji stałej do spraw zdrowia psychicznego, wskazując na pilną potrzebę reakcji.

Tematem posiedzenia było rozpatrzenie informacji o działaniach podejmowanych przez Ministerstwo Zdrowia, Ministerstwo Sprawiedliwości oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji w odpowiedzi na nasilające się akty przemocy wobec pracowników ochrony zdrowia – zarówno w przestrzeni fizycznej, jak i psychicznej.

Minister Arkadiusz Myrcha, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, przedstawił projekt zmian legislacyjnych, które mają zapewnić szerszą i skuteczniejszą ochronę osobom niosącym pomoc – nie tylko funkcjonariuszom publicznym, ale również pracownikom ochrony zdrowia. „Do Kodeksu karnego proponujemy zmiany, które będą zaostrzały kary za czyny, które narażają na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia zarówno osoby niosące pomoc, jak i funkcjonariuszom publicznym” – powiedział, wskazując na konieczność kompleksowego podejścia, obejmującego nie tylko osoby, ale też miejsca, w których dochodzi do aktów agresji.

W odpowiedzi na dramatyczne wydarzenia ostatnich miesięcy, resort sprawiedliwości przygotował cztery zmiany w Kodeksie karnym i jedną w Kodeksie wykroczeń – mówił minister. Ta ostatnia dotyczy art. 51 i rozszerza penalizację zachowań chuligańskich na incydenty mające miejsce w placówkach leczniczych i urzędach. Nowością ma być grzywna w wysokości co najmniej 1000 zł – znacznie wyższa niż dotychczasowa – oraz możliwość zastosowania trybu przyspieszonego. „Będzie możliwość szybkiej interwencji funkcjonariuszy publicznych z interwencją i nałożeniem grzywny w postaci mandatu, co wydaje się taką oczekiwaną natychmiastową reakcją”.

Projekt ustawy, jak poinformował, został już poddany konsultacjom i uzgodnieniom międzyresortowym (z udziałem MSWiA i Ministerstwa Zdrowia), i w lipcu ma trafić pod obrady Komitetu Stałego Rady Ministrów.

Minister Jakub Bydłoń, dyrektor Departamentu Dialogu Społecznego w Ministerstwie Zdrowia, przedstawił szeroki pakiet działań, zainicjowany po tragicznych wydarzeniach w Siedlcach i Krakowie, gdzie zginęli medycy w czasie pracy. Poinformował o współpracy resortu z Komendą Główną Policji oraz samorządami zawodów medycznych, mającej na celu edukację i zwiększenie skuteczności zgłaszania aktów agresji. Zwrócił uwagę na skalę pracy zespołów ratownictwa: „Pamiętajmy, że to jest około 3,2 miliona wyjazdów (…)” – zaznaczył. Resort prowadzi także działania promujące społeczne zrozumienie i szacunek wobec ratowników medycznych. Trwa kampania edukacyjna, przygotowywany jest ogólnopolski spot telewizyjny, a zespoły ratownictwa mają być wyposażone w kamizelki nożoodporne.

Agata Furgała, dyrektor Departamentu Porządku Publicznego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, potwierdziła: „Policja rozpoczęła cykl szkoleń z zakresu samoobrony i do końca tego roku zobowiązała się do przeszkolenia około 15 tysięcy ratowników medycznych”. Zajęcia obejmują ćwiczenia praktyczne i są prowadzone przez instruktorów policyjnych. MSWiA uruchomiło też linię wsparcia psychologicznego dla ratowników medycznych i ich rodzin, a komendant główny wydał polecenie traktowania każdej interwencji zgłaszanej przez ratowników jako pilnej.

W toku dyskusji głos zabierali posłowie i przedstawiciele środowisk medycznych. Poseł Janusz Cieszyński zwrócił uwagę na konieczność wdrożenia rejestru osób agresywnych. Pytał: „Czy planowane jest wdrożenie rejestru osób agresywnych, które wskazywałyby, że osoba, do której się udaje zespół, była skazana za przestępstwo z użyciem przemocy?”.

Jak dodał, ratownicy medyczni korzystają dziś z rozbudowanych systemów informatycznych, które mogłyby zostać rozszerzone o takie dane, pod warunkiem zachowania proporcji i ochrony prawnej.

Poseł Włodzisław Giziński zwrócił uwagę na szerszy kontekst narastającej agresji wobec pracowników ochrony zdrowia, podkreślając, że to nie tylko problem systemu, lecz także efekt przemian społecznych, kulturowych i obyczajowych. „Rosnąca agresja wobec pracowników ochrony zdrowia jest skutkiem wielu rzeczy. Po pierwsze, rosnące przyzwolenie, a nawet promowanie zachowań agresywnych w życiu społecznym. (…) Po drugie, rola alkoholu. (…) Po trzecie, nadużywanie środków psychoaktywnych” – wyliczał.

Jego wystąpienie było próbą włączenia w dyskusję głębszej refleksji – dlaczego jako społeczeństwo coraz częściej akceptujemy brutalność? Giziński wskazywał, że agresja staje się elementem codziennego krajobrazu: jest promowana w mediach, w kulturze popularnej, a nawet w sportowych widowiskach sponsorowanych przez firmy bukmacherskie. Skutki tej normalizacji widoczne są już dziś – zarówno w komentarzach internetowych, jak i na szpitalnych korytarzach czy w izbach przyjęć. „Nadal w Bydgoszczy, która ma 350 tys. mieszkańców, mamy więcej punktów sprzedaży alkoholu niż w całej Danii.” – podkreślał Giziński.

Grzegorz Wrona z NRL przypomniał, że akty przemocy wobec lekarzy nie są zjawiskiem nowym – tylko przez lata pozostawały poza polem publicznej świadomości, bo brakowało dostępu do informacji, szybkiego przekazu, a być może także społecznej empatii. Wskazał na dramatyczną opieszałość organów ścigania – mówił o przypadkach, gdy po zgłoszeniu sprawy do prokuratury, zeznania składane były dopiero po wielu miesiącach, a śledztwa odrzucano z powodu niskiej „wagi społecznej” incydentów. W jego ocenie taka logika działania systemu doprowadza do realnego poczucia bezkarności sprawców i pogłębia frustrację w środowisku medycznym. Mówił wprost: „Ta śmierć pana doktora Tomasza (przyp. Soleckiego) nie jest śmiercią pierwszą (…). Dlatego proszę wszystkich nas o konsekwencje. (…) Środowisku lekarskiemu nie zależy na wysokości kar. (…) Aby interwencje następowały natychmiast, żeby były nieuniknione i skuteczne”. Podkreślił też rolę kampanii społecznych: „Brakuje mi tego, aby rzeczywiście została sfinansowana i została notorycznie prowadzona kampania medialna (…) dotycząca tego, o czym powiedziałem na samym początku – bezpieczny medyk to bezpieczny pacjent”. Kampanię prowadzoną nie przez media komercyjne, ale przez instytucje publiczne – konsekwentnie, długofalowo, w oparciu o wspólnie wypracowany przekaz.

W emocjonalnych wystąpieniach lekarzy i przedstawicieli środowisk zawodowych przewijał się wspólny motyw: konieczność realnego, a nie deklaratywnego wsparcia. „Drodzy państwo, kto z państwa wyobraża sobie, że idzie do pracy ze świadomością, że dzisiaj może być duszony albo ugodzony nożem?” – mówił Władysław Krajewski, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL.

Psycholożka Jadwiga Łuczak-Wawrzyniak przypomniała: „Nie zostali ani razu wymienieni psychologowie, którzy pracują z pacjentami sam na sam, za zamkniętymi drzwiami i są przez długi czas. (…) My też jesteśmy narażeni”. Opowiedziała o incydentach w swojej poradni i niewydolnym systemie ochrony.

Prof. Janusz Heitzman z Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej zwrócił uwagę na konieczność systemowej edukacji: „Umiejętność rozładowywania agresji powinna być w programie studiów medycznych. (…) Tego nie ma. I to jest też taki do nas apel – my sami też musimy tutaj podejmować szereg działań edukacyjnych”.

Przytaczając przykład szkolenia dla 300 lekarzy, wskazał: „Zapytałem, ilu z Państwa było narażonych na przemoc? Wszyscy podnieśli ręce. (…) Fizyczna? Około połowy”. W jego ocenie agresji wobec medyków nie da się zrozumieć bez uwzględnienia kontekstu emocjonalnego pacjentów – bólu, traumy, bezsilności. Dlatego konieczne są szkolenia z komunikacji, deeskalacji i rozpoznawania ryzyka – nie tylko dla lekarzy, ale także dla policjantów, z którymi prof. Heitzman współpracuje jako wykładowca.

Głos ten wzmocnił dr Sebastian Stykowski z Biura Rzecznika Praw Lekarza Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie. Choć – jak podkreślił – samo zaostrzenie przepisów jest ważne, to „nawet najbardziej surowy przepis, najbardziej doprecyzowany, nie zastąpi myślenia i mądrego stosowania tych przepisów”. Jego zdaniem kluczowe jest uświadamianie funkcjonariuszom publicznym, że lekarz – zgodnie z art. 44 ustawy o zawodach lekarza – może korzystać z ochrony przysługującej funkcjonariuszowi publicznemu, a organy ścigania mają obowiązek wszczynać postępowania z urzędu, nie czekając na zawiadomienie pokrzywdzonego. „Z mojej praktyki (…) wychodzi, że kompletnie prokuratorzy czy policjanci nie stosują tego przepisu”. Dlatego apelował, by równolegle z edukacją medyków prowadzić też szkolenia dla przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania.

Podkreślił również wagę edukacji młodych lekarzy – już na etapie stażu podyplomowego, jak zaznaczył, powinni oni uczyć się zarówno technik deeskalacji agresji, jak i świadomości swoich praw: „żeby ten lekarz w ogóle miał świadomość, jakie ma prawa i co może zrobić w danej sytuacji (…) i żeby miał poczucie, że jeżeli rozmowa zawiedzie, to stoi za nim właśnie prawo, stoją za nim organy ścigania”.

Agresja wobec medyków nie jest już jednostkowymi incydentami, lecz zjawiskiem społecznym, które wymaga konsekwentnych działań legislacyjnych, edukacyjnych i systemowych.

Źródło: Materiał powstał na podstawie posiedzenia Podkomisji stałej do spraw zdrowia psychicznego, które odbyło się 8 lipca 2025 r. Tematem posiedzenia było rozpatrzenie informacji na temat przeciwdziałania nasilającym się w społeczeństwie postawom i zachowaniom agresywnym wobec pracowników ochrony zdrowia – przedstawionych przez Ministra Zdrowia, Ministra Sprawiedliwości oraz Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji.

W ostatnich miesiącach temat bezpieczeństwa pracowników ochrony zdrowia wrócił z nową siłą. Po tragicznych wydarzeniach, środowisko medyczne apeluje: potrzebujemy skutecznych narzędzi ochrony – nie tylko formalnych zapisów o funkcjonariuszu publicznym, ale realnego wsparcia. Co dziś działa? Gdzie są luki systemowe? I dlaczego ochrona fizyczna to nie wszystko?
Przemoc w placówkach medycznych wobec personelu jest faktem. Wszelkie nadużycia względem m.in. lekarzy to problem zarówno natury moralnej, jak i prawnej. Niestety nie tak prosto jest zadbać o bezpieczeństwo. – Zarządzający jednostkami ochrony zdrowia nie bagatelizują problemów z agresją pacjentów i zabezpieczeniem personelu, nie mają jednak możliwości prawnych, aby temu przeciwdziałać – mówi Katarzyna Michalik, prezes Szpitala w Pszczynie, członek Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.
 
Po śmiertelnym ataku na lekarza w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie, Naczelna Izba Lekarska wraz z okręgowymi izbami lekarskimi i w porozumieniu z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Lekarzy oraz Krajową Izbą Ratowników Medycznych, Naczelną Izbą Aptekarską i Naczelną Izbą Pielęgniarek i Położnych, ruszyła z ogólnopolską kampanią informacyjną, której celem jest uświadomienie pacjentowi, że personel medyczny jest chroniony tak samo jak funkcjonariusz publiczny i konsekwencją napaści na niego może być więzienie. Kampania NIL ma trafić do wszystkich placówek udzielających świadczeń medycznych: przychodni, szpitali.
 
Ochrona prawna
 
W świetle polskiego prawa: lekarzy, pielęgniarki, ratowników medycznych i farmaceutów obejmuje szczególna ochrona prawna – traktowani są jak funkcjonariusze publiczni (m. in. policjanci, strażacy). Oznacza to, że wszelkie przejawy stosowanej wobec nich przemocy (słownej czy fizycznej), mogą skutkować konsekwencjami prawnymi, w tym także karą więzienia.
 
Przepisy prawa karnego stanowią, że w przypadku naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego, grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności. W poważniejszych przypadkach (m.in. pobicie), kara może być surowsza.
 
Sfrustrowany pacjent i przyzwolenie na arogancję
 
Coraz częściej dochodzi do ataków pacjentów na personel medyczny. Nie można nie odnieść wrażenia, że ma to związek z rosnącą frustracją pacjentów, wywołaną m. in. niewydolnym systemem ochrony zdrowia, jak i brakiem empatii. Medicalpress zapytało o opinię Katarzynę Michalik, prezes Szpitala w Pszczynie, członka Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.
 
Frustracja z pewnością tak, ale spowodowana ogólną sytuacją na świecie, strachem, niepewnością, ogólnym zjawiskiem narastających problemów psychicznych – koreluje to ze wzrostem liczby prób samobójczych, rosnącym poziomem uzależnień. Jest to szeroki problem, który dotyka coraz większą grupę społeczną i coraz młodszych ludzi – tłumaczy prezes Michalik. – Dodatkowo społeczeństwo przekroczyło pewne granice społecznej etyki i od dawna istnieje ciche przyzwolenie na arogancję i brak szacunku do grup zawodowych starających się nieść pomoc. Dzisiaj podziw budzą influencerzy.
 
Frustrację pacjentów, jako motor agresji wobec personelu medycznego potwierdza Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej:  Oczywiście, że tak jest, dlatego najskuteczniejszym rozwiązaniem byłoby stworzyć wydolny system, w którym pacjent nie traci zdrowia i życia gnijąc w kolejkach, a personel nie jest wypalony m.in biurokracją – podsumowuje.
 
W rozmowie z Medicalpress, Tomasz Król, rzecznik prasowy Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, przyznaje, że w ich placówce także dochodzi do ataków na pracowników, zarówno tych werbalnych, jak i fizycznych. – Wewnętrzne rejestry mówią o kilkuset przypadkach w ciągu całego roku. O skali problemu mówi też to, że na samym Szpitalnym Oddziale Ratunkowym USK, w 2024 roku było ponad 400 interwencji pracowników ochrony z powodu agresywnych pacjentów – wskazuje, i dodaje: – To jest jedna, czasem dwie interwencje w ciągu dnia, a część z nich kończy się wezwaniem policji. Nie wpływa to dobrze na komfort pracy naszego personelu, szczególnie zatrudnionego na SOR. To właśnie oni udzielają pierwszej pomocy osobom, które często pojawiają się lub są przywożone w stanie upojenia alkoholowego, pod wpływem substancji psychoaktywnych czy w zaostrzeniu objawów różnego rodzaju chorób psychicznych. Specjaliści zamiast móc skupić się na swojej pracy, często muszą odpierać ataki by chronić swoje bezpieczeństwo.
 
Zadbać o jakość ochrony pracowników w szpitalach
 
Pomijając problem natury finansowej (nie wszystkie placówki mogą sobie pozwolić na wynajęcie ochrony), dochodzi do tego problem natury logistycznej – szpitale to przecież miejsca z kilkoma wejściami, wieloma gabinetami. Nie sposób wszystkiego kontrolować. – Obecnie w większości szpitali ochrona to tak naprawdę portiernia/stróżówka i w razie zagrożenia nie jest w stanie udzielić potrzebnej pomocy – mówi rzecznik NIL Jakub Kosikowski.
 
Katarzyna Michalik, prezes Szpitala w Pszczynie nadmienia problem braku odpowiednich umocowań prawnych. – Ochroniarze, wykrywacze metalu, kamery nie są lekarstwem na agresywne zachowanie pacjentów. Zarządzający jednostkami ochrony zdrowia nie bagatelizują problemów z agresją pacjentów i zabezpieczeniem personelu, nie mają jednak możliwości prawnych, aby temu przeciwdziałać.
 
Michalik zapytana o to, czy kamery w przestrzeniach placówek szpitalnych byłyby pomocne w zapobieganiu agresji i jak wytłumaczyć pacjentom, że to nie atak na ich prawa i tajemnicę lekarską, lecz zapewnienie bezpieczeństwa personelowi i im także, odpowiada: – To jest niewytłumaczalne a ciężar tłumaczenia spadłby finalnie i tak na dyrektorów i prezesów szpitali a nie na regulatora.
 
Jest to jedno z omawianych rozwiązań, tak to funkcjonuje w niektórych krajach, że nagrywane jest wejście do gabinetu oraz dźwięk – mówi rzecznik NIL.
 
Monitoring, ale pod pewnymi warunkami
 
W opinii specjalistki od prawa medycznego, adwokat Karoliny Seidel, instalacja kamer w celu zapewnienia lepszej ochrony i bezpieczeństwa personelu będzie zgodna z prawem jednak pod pewnymi warunkami. – Kamery mogą znajdować się w ogólnodostępnych częściach placówek na korytarzach, poczekalniach, w rejestracji czy ciągach komunikacyjnych. Taki monitoring nie wymaga zgody pacjenta, ale placówka powinna wyraźnie informować o jego umieszczeniu np. poprzez tabliczkę na ścianie z taką informacją – tłumaczy ekspertka.
 
Co z innymi pomieszczeniami? 
 
– Monitoring w pomieszczeniach gdzie udziela się świadczeń zdrowotnych jest możliwy, jednak aby nie naruszał praw pacjenta i tajemnicy lekarskiej, pacjent powinien wyrazić na niego zgodę. W mojej ocenie na piśmie. Ma on służyć zapewnieniu właściwej jakości udzielanych świadczeń i bezpieczeństwa. W miejscach szczególnie wrażliwych – łazienki,  szatnie i określone gabinety zabiegowe, w których mogą być uwidocznione części intymne u pacjenta, taki monitoring jest co do zasady zabroniony – wyjaśnia adwokat Karolina Seidel.
 
Kamery mogą podnieść poczucie bezpieczeństwa
 
Rzecznik USK we Wrocławiu Tomasz Król, zapytany jak wygląda ochrona w ich placówce, odpowiada, że korzystają ze wsparcia profesjonalnej firmy świadczącej usługi w zakresie ochrony osób i mienia. W obu lokalizacjach szpitala całodobowo dyżuruje kilkudziesięciu pracowników ochrony. Ponadto jest system monitoringu. – Kamery są jednym z rozwiązań technicznych, które mogą podnieść poziom poczucia bezpieczeństwa i potencjalnie wpływać na odstraszanie osób, które mogłyby planować dokonanie ataku na personel lub mienie szpitala. 20 lat temu mieliśmy 19 kamer w szpitalu, w tej chwili mamy ponad pół tysiąca. Ich umiejscowienie w żadnym przypadku nie narusza prawa pacjentów do intymności, a do nagrań ma dostęp wąska grupa pracowników – podkreśla Król, zaznaczając, że kluczowe jest budowanie świadomości społecznej na temat bezpieczeństwa pracy medyków, napotykanych problemów z komunikacją czy najważniejsze – prewencja zachowań niebezpiecznych i penalizacja agresji.

Autor: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress