Medicalpress
Nowy estrogen o korzystnym profilu bezpieczeństwa może zmienić podejście do terapii hormonalnej na różnych etapach życia kobiety. O roli estetrolu w nowoczesnej antykoncepcji oraz jego potencjale w leczeniu objawów menopauzy mówi prof. Robert Spaczyński, wskazując na wyniki badań dotyczących skuteczności i bezpieczeństwa tej substancji.
 
Estetrol otwiera nowy rozdział w terapii hormonalnej kobiet. Dzięki korzystnemu profilowi bezpieczeństwa może znaleźć zastosowanie zarówno w antykoncepcji hormonalnej, jak i leczeniu dolegliwości menopauzalnych – mówi prof. Robert Spaczyński.

Wywiad z Prof. dr hab. n. med. Robertem Spaczyńskim, Uniwersytet Zielonogórski, Centrum Ginekologii Położnictwa i Leczenia Niepłodności „Pastelova” w Poznaniu

 
Panie Profesorze, jaka jest obecnie pozycja antykoncepcji doustnej wśród różnych dostępnych metod zapobiegania ciąży?
 
W 2026 roku antykoncepcja doustna pozostaje najczęściej wybieraną metodą hormonalną i nadal jest rekomendowana przez europejskie oraz polskie towarzystwa naukowe. Aktualne zalecenia nie wskazują przewagi żadnego z rodzajów antykoncepcji (dwuskładnikowej ani jednoskładnikowej). Obydwa rodzaje mogą być z powodzeniem stosowane w wielu sytuacjach klinicznych i obecnie dysponujemy wieloma skutecznymi opcjami terapeutycznymi opartymi na różnych substancjach czynnych.
 
Z czego wynika popularność tej metody antykoncepcji?
 
Pacjentki cenią doustną antykoncepcję za prostotę stosowania i możliwość zakończenia terapii w dowolnym momencie. Nie mniej istotna jest również cena. Miesięczny koszt antykoncepcji doustnej jest bardziej przystępny niż implantu, który wymaga od pacjentki długoterminowej deklaracji i jednorazowego wydatku. Jako ginekolodzy staramy się dobierać preparaty w oparciu o indywidualne potrzeby i preferencje naszych pacjentek, każdorazowo mając na uwadze najwyższy możliwy profil skuteczności i bezpieczeństwa rozważanych opcji antykoncepcyjnych.
 
W ostatnim czasie pojawiła się pierwsza doustna terapia z estetrolem. Skąd wzięła się idea zastosowania tego związku w terapii hormonalnej?
 
Warto sobie uświadomić, że w ciągu ostatnich 20 lat nie obserwowaliśmy rewolucyjnych zmian w dziedzinie antykoncepcji. Nie pojawiały się nowe estrogeny ani gestageny, aż w 2021 roku wprowadzono estetrol (E4) – nowy estrogen wzorowany na hormonie naturalnie produkowanym przez płód w czasie ciąży.
 
Od początku z nową substancją wiązano bardzo duże nadzieje. Estetrol wykazuje szczególną selektywność tkankową, czyli w niektórych tkankach działa jak klasyczny estrogen poprzez stymulację receptorów jądrowych, a w innych hamuje receptory błonowe, co może ograniczać procesy proliferacyjne w piersi i wpływać na korzystniejszy profil bezpieczeństwa.
 
Nadzieje badaczy okazały się uzasadnione?
 
Dotychczasowe badania – zarówno kliniczne, jak i porejestracyjne – potwierdzają korzystny profil bezpieczeństwa estetrolu. Przede wszystkim potwierdzają niższe ryzyko epizodów zatorowo-zakrzepowych w porównaniu z klasycznymi estrogenami w antykoncepcji czyli etynyloestradiolem. Wynika to z ograniczonego wpływu estetrolu na wątrobę, w tym na syntezę czynników krzepnięcia i białek transportowych. Korzystny profil bezpieczeństwa potwierdzają również dane porejestracyjne oraz analiza zgłoszeń z europejskiej bazy EudraVigilance.
 
Równie interesujące są wyniki badań dotyczących wpływu na tkanki piersi. Dotychczasowe obserwacje wskazują, że estetrol może wykazywać korzystniejszy profil biologiczny niż estradiol i potencjalnie ograniczać procesy związane z rozwojem oraz progresją raka piersi. Choć obszar ten nadal wymaga dalszych badań, dotychczasowe wyniki są bardzo obiecujące.
 
Niedawno firma Gedeon Richter poinformowała o uzyskaniu pozwolenia na dopuszczenie do obrotu preparatu na bazie estetrolu w nowym wskazaniu – terapii menopauzalnej.
 
Jako ginekolodzy wiążemy z nowym wskazaniem bardzo duże nadzieje. Jak wspomniałem, staramy się dobierać dla naszych pacjentek leki tak, by odznaczały się one jak najwyższym profilem bezpieczeństwa i skuteczności. Stosując estetrol, dążymy do ograniczenia ryzyka epizodów zatorowo-zakrzepowych, a dotychczasowe dane wskazują również na potencjalnie korzystny profil w odniesieniu do piersi. Jest to ważne zarówno u kobiet stosujących antykoncepcję hormonalną, jak i – być może w jeszcze większym stopniu – u pacjentek kwalifikowanych do terapii menopauzalnej. Jak wiadomo, ryzyko wystąpienia zarówno zdarzeń sercowo-naczyniowych, jak i nowotworów (w tym raka piersi) rośnie wraz z wiekiem. Możliwość zastosowania preparatu o korzystnym profilu bezpieczeństwa w tej grupie pacjentek byłaby naprawdę cenna. Tym bardziej, że potrzeby kobiet w okresie okołomenopauzalnym będą coraz większe.
 
Jakie są trendy?
 
Już dziś nawet 40 proc. kobiet w krajach wysokorozwiniętych  znajduje się w okresie okołomenopauzalnym i pomenopauzalnym. Zapotrzebowanie na skuteczne leczenie symptomów charakterystycznych dla tego okresu, to jest objawów wazomotorycznych, bezsenności, zaburzeń koncentracji i pamięci, jest istotne. Dostępne terapie nadal budzą jednak obawy wielu kobiet. Co więcej, liczba wartościowych opcji terapeutycznych stosowanych w terapii menopauzalnej także jest ograniczona. Jako specjaliści chcielibyśmy móc proponować naszym pacjentkom leczenie, które jest efektywne, ale jednocześnie maksymalnie bezpieczne. Z dużą nadzieją patrzę na możliwość zastosowania estetrolu w leczeniu objawów okołomenopauzalnych i menopauzalnych.

Źródło: inf pras

 
 
Migrena nie jest „zwykłym bólem głowy”. To przewlekła choroba neurologiczna, która potrafi odebrać młodym ludziom zdolność do pracy, chęć planowania przyszłości i zakładania rodziny. Choć nowoczesne leczenie pozwala skutecznie kontrolować chorobę, dla większości pacjentów w Polsce pozostaje ono poza realnym zasięgiem.
Migrena dla laików to taki silniejszy „zwykły ból głowy”: coś uciążliwego, ale niekoniecznie poważnego, co można przeczekać z lekiem przeciwbólowym w ręku. Tymczasem z perspektywy neurologii i samych chorych migrena jest przewlekłą chorobą neurologiczną, która realnie odbiera ludziom zdolność do normalnego życia. W Polsce dotyka nawet czterech milionów osób, a jej konsekwencje wykraczają daleko poza sferę zdrowia, wpływając na decyzje życiowe, sytuację zawodową i rodzinną. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) od lat umieszcza migrenę w czołówce chorób najbardziej negatywnie wpływających na jakość życia. Wśród wszystkich chorób zajmuje trzecie miejsce jako przyczyna wyłączania ludzi z aktywnego życia zawodowego i społecznego.

Jak podkreśla Alina Kułakowska, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, migrena jest jedną z najczęstszych chorób neurologicznych – dotyka około 15 proc. populacji. Jej przyczyny nie są do końca poznane, dlatego zaliczana jest do tzw. idiopatycznych bólów głowy. Nie potrafimy jej wyleczyć raz na zawsze. Możemy jednak – i powinniśmy – skutecznie ją leczyć i kontrolować.

Największe nasilenie choroby przypada na okres szczytowej aktywności życiowej: między 25. a 35. rokiem życia. Migrena dotyczy przede wszystkim kobiet w wieku 20-50 lat, choć chorują także mężczyźni. Dla wielu pacjentek to właśnie choroba staje się jednym z niewidzialnych czynników wpływających na decyzje o macierzyństwie. Obawa przed utratą samodzielności, częstą absencją w pracy czy niemożnością sprawowania opieki nad dzieckiem sprawia, że migrena przestaje być wyłącznie problemem medycznym, a zaczyna determinować rzeczywistość.

„Charakterystyczną cechą migreny jest jej napadowość. Pomiędzy napadami pacjenci często czują się zupełnie zdrowi. Sam napad bywa jednak doświadczeniem skrajnie inwalidyzującym. Silnemu, zazwyczaj pulsującemu bólowi głowy towarzyszy nadwrażliwość na światło i dźwięki, nudności, wymioty, a nawet nasilanie się bólu przy najprostszej aktywności ruchowej, takiej jak chodzenie czy wchodzenie po schodach” – tłumaczy prof. Kułakowska. „W praktyce oznacza to całkowite wyłączenie z życia zawodowego i rodzinnego. Chory szuka ciszy, ciemności i snu, który często przerywa atak” – dodaje.

Jak podkreślano podczas „Forum bólów głowy”, konferencji z udziałem specjalistów z całego kraju, szczególnie dramatyczną postacią choroby jest migrena przewlekła. Rozpoznaje się ją wtedy, gdy ból głowy występuje przez co najmniej 15 dni w miesiącu, z czego przynajmniej 8 dni spełnia kryteria bólu migrenowego. W Polsce cierpi na nią kilkaset tysięcy osób, głównie w wieku produkcyjnym.

Jednym z kluczowych wyzwań, zdaniem lekarzy, jest niedostateczne rozpoznawanie migreny. Choć jej diagnostyka opiera się na kryteriach klinicznych i w rękach neurologa jest stosunkowo prosta, wielu pacjentów latami funkcjonuje z błędnym rozpoznaniem „zwykłych bólów głowy”. Tymczasem – jak podkreśla prof. Kułakowska – migrena to choroba neurologiczna i powinna być rozpoznawana oraz prowadzona właśnie przez neurologów. Brak właściwej diagnozy oznacza brak właściwego leczenia, a to zwiększa ryzyko przejścia migreny epizodycznej w postać przewlekłą.

To szczególnie istotne, ponieważ już przy czterech napadach migreny w miesiącu zaleca się włączenie leczenia profilaktycznego. Nieleczona lub źle leczona migrena może bowiem prowadzić do trwałych zmian w ośrodkowym układzie nerwowym i paradoksalnie zwiększać częstość napadów. Wczesna interwencja nie jest więc luksusem, ale inwestycją w przyszłe zdrowie pacjenta.

Współczesna medycyna dysponuje szerokim wachlarzem możliwości terapeutycznych. Leczenie migreny obejmuje nie tylko przerywanie napadów, ale także profilaktykę. W tej pierwszej grupie mieszczą się zarówno klasyczne leki przeciwbólowe, jak i preparaty dedykowane migrenie, takie jak tryptany czy nowsze: gepanty. W cięższych postaciach choroby kluczowe znaczenie ma jednak leczenie zapobiegające napadom, które może diametralnie zmienić życie pacjenta.

Dostępne obecnie nowoczesne terapie profilaktyczne – w tym toksyna botulinowa oraz przeciwciała monoklonalne anty-CGRP – potrafią istotnie zmniejszyć liczbę dni z bólem głowy w miesiącu. U części chorych redukcja napadów sięga 50 procent, u niektórych dochodzi wręcz do ich całkowitego ustąpienia. Migrena, choć pozostaje chorobą na całe życie, może być dzięki nim skutecznie kontrolowana.

Problem, jaki podnoszono na „Forum bólów głowy”, polega jednak na tym, że w Polsce nowoczesne leczenie migreny przewlekłej jest dostępne niemal wyłącznie w ramach programu lekowego. Program ten, choć sam w sobie jest ogromnym krokiem naprzód, obarczony jest licznymi ograniczeniami administracyjnymi i organizacyjnymi. Jak wskazują dane, leczony jest w nim zaledwie niewielki odsetek pacjentów spełniających kryteria – kilka tysięcy osób.

Zdaniem prof. Kułakowskiej program wymaga pilnych zmian. Migrena jest chorobą przewlekłą, a tymczasem obecne zapisy ograniczają możliwość powrotu pacjenta do programu do dwóch razy w życiu. To rozwiązanie trudne do obrony zarówno medycznie, jak i etycznie, ponieważ u wielu chorych po przerwaniu skutecznej terapii dochodzi do nawrotu ciężkich objawów. Jak podkreśla ekspertka: leczenie, które działa, zostaje im po prostu odebrane.

Jak sygnalizują neurolodzy, jeszcze poważniejszym problemem jest brak refundacji leków stosowanych w migrenie epizodycznej i w profilaktyce poza programami lekowymi. Nowoczesne preparaty, w tym gepanty, są kosztowne i w całości finansowane z kieszeni pacjentów.

„Obowiązujące przepisy refundacyjne sprawiają, że nawet częściowa refundacja – na przykład 30-procentowa – bywa niemożliwa ze względów formalnych. W rezultacie wielu pacjentów nie korzysta z terapii, bo po prostu nie może sobie na nią pozwolić” – mówi prof. Kułakowska.

Zdaniem ekspertów zgromadzonych na „Forum bólów głowy”: z perspektywy systemu ochrony zdrowia to krótkowzroczność. Migrena generuje ogromne koszty pośrednie: absencję chorobową, spadek produktywności i obciążenie systemu świadczeń społecznych. Skuteczne leczenie profilaktyczne przynosi nie tylko poprawę jakości życia chorych, ale także realne korzyści ekonomiczne. Pacjent, który nie ma napadów, pracuje, płaci podatki i pełni swoje role społeczne.

Eksperci coraz głośniej podnoszą argument, że refundacja nowoczesnych leków profilaktycznych w ramach refundacji aptecznej byłaby rozwiązaniem korzystnym zarówno dla pacjentów, jak i dla państwa. Pozwoliłaby dotrzeć do znacznie większej grupy chorych, odciążyć programy lekowe i zmniejszyć niewidzialne koszty migreny, które dziś ponosimy wszyscy.

Migrena nie jest fanaberią ani „kobiecą przypadłością”. To ciężka, przewlekła choroba neurologiczna, która – jeśli pozostaje nieleczona – potrafi zrujnować życie. Właściwie rozpoznana i skutecznie leczona może jednak przestać być wyrokiem. Warunkiem jest dostęp do nowoczesnej terapii i system refundacyjny, który uwzględnia nie tylko koszty leków, ale także realne koszty braku leczenia.

 
Źródło informacji: PAP MediaRoom
Choć uwaga opinii publicznej i decydentów koncentruje się głównie na wydatkach Narodowego Funduszu Zdrowia, najnowsze analizy pokazują, że stanowią one jedynie niewielką część rzeczywistych kosztów chorób. Z raportów EconMed Europe wynika, że rak piersi oraz choroby siatkówki, takie jak AMD i DME, kosztowały polską gospodarkę w 2024 roku blisko 27,5 mld zł. Największe obciążenie stanowiły koszty pośrednie związane m.in. z utratą produktywności, absencjami w pracy, koniecznością sprawowania opieki nad chorymi oraz wydatkami ponoszonymi bezpośrednio przez pacjentów i ich rodziny.
Blisko 27,5 mld zł – tyle w 2024 roku kosztowało polską gospodarkę leczenie raka piersi i chorób siatkówki (AMD i DME). Z raportów EconMed Europe wynika, że w przypadku pierwszego obszaru terapeutycznego tylko 20 proc. kosztów stanowiły wydatki z NFZ, a w drugim – zaledwie 8 proc., chociaż to właśnie na tych kosztach bezpośrednich ponoszonych przez fundusz koncentruje się uwaga. Eksperci wskazują na znaczące wydatki ponoszone przez pacjentów, ale też wiele ukrytych, pośrednich kosztów tych chorób wynikających m.in. z absencji chorobowej pacjentów i ich bliskich, obniżonej produktywności czy utraty samodzielności.

– Obecne wskaźniki, jeżeli mówimy o kosztach technologii medycznej i chorób, niestety nie odzwierciedlają w pełni rzeczywistości. Patrzymy głównie na koszty bezpośrednie, na to, ile wydaje płatnik, czyli Narodowy Fundusz Zdrowia, co oczywiście jest rozsądne. Ale nie patrzymy na cały szereg innych kosztów pośrednich, związanych z utraconą produktywnością z powodu chorób. Nie patrzymy na to, ile wydają pacjenci z własnej kieszeni, ile my jako gospodarka tracimy na chorobach, a ile moglibyśmy zyskać, gdybyśmy skutecznie i efektywnie je leczyli – mówi agencji Newseria dr Michał Seweryn, wiceprezes EconMed Europe.

EconMed Europe opracowało dwa raporty, w których policzyło koszty społeczne raka piersi oraz chorób siatkówki (zwyrodnienia plamki związanego z wiekiem i cukrzycowego obrzęku plamki, czyli AMD i DME). Oba są dostępne na stronie Fundacji Zdrowia Publicznego: fzp.com.pl/raporty. Jak pokazuje raport „Systemowa analiza opieki onkologicznej nad pacjentami z rakiem piersi w Polsce”, w 2024 roku leczeniem z powodu raka piersi objętych było ponad 231 tys. Polek. Całkowite koszty tej choroby oszacowano na 18 mld zł, z czego koszty bezpośrednie po stronie NFZ wyniosły 3,58 mld zł (20 proc.), a po stronie pacjentek – 1,38 mld zł (7 proc.).

Z kolei raport „Systemowa analiza leczenia pacjentów z chorobami siatkówki – AMD i DME w Polsce” wskazuje, że liczba pacjentów w 2024 roku wyniosła nieco ponad 339 tys. Koszty leczenia całej populacji to ponad 9,4 mld zł. Całkowite koszty bezpośrednie ponoszone przez pacjentów, na które składały się prywatne wydatki medyczne i te związane z wizytami w ośrodku, wyniosły ponad 750 mln zł (8 proc.). Podobna była wysokość wydatków po stronie NFZ, w tym m.in. na program lekowy i leczenie szpitalne – 767 mln zł (8 proc.).

 Najbardziej zaskakujące jest to, że pomimo faktu, iż w takich chorobach wydajemy mnóstwo pieniędzy na leczenie, bardzo drogie leki, to okazuje się, że te wydatki płatnika stanowią zaledwie niewielką część kosztów, które ponosimy jako społeczeństwo – podkreśla dr Michał Seweryn. – W przypadku raka piersi 73 proc. kosztów to są właśnie koszty pośrednie, czyli niezwiązane z wydatkami płatnika. W przypadku chorób siatkówki, takich jak AMD i DME, koszty pośrednie wynosiły prawie 85 proc.

– Koncentrujemy się wyłącznie na kosztach, które ponosi Narodowy Fundusz Zdrowia. Nawet nie bierzemy pod uwagę kosztów ZUS-u, który też z pieniędzy publicznych opłaca absencje chorobowe czy renty, które są wskutek nieefektywnego działania na poziomie profilaktyki czy medycyny naprawczej – mówi dr Jakub Gierczyński, członek Prezydium Rady Ekspertów przy Rzeczniku Praw Pacjenta.

W kosztach pośrednich autorzy raportów uwzględnili te związane z krótko- i długotrwałą nieobecnością na rynku pracy, mniejszą produktywnością w miejscu pracy, kosztami pracy nieodpłatnej czy opieki nieformalnej. W przypadku AMD i DME wyniosły one w sumie 7,9 mld zł, a w przypadku raka piersi – 13,3 mld zł.

 W perspektywie kosztów społecznych patrzymy właśnie na to, ile tracimy z powodu tego, że chorzy nie pracują, ponieważ są nieobecni, muszą zrezygnować z pracy. Patrzymy na to, czy opiekunowie nie ponoszą dodatkowych kosztów, nie muszą się zwalniać z pracy lub ograniczać swoich etatów, czy chorzy nie tracą pieniędzy w związku z dodatkowymi wydatkami, które generuje ta choroba – wymienia dr Michał Seweryn.

Spośród aktywnych zawodowo pacjentek z rakiem piersi 66 proc. zrezygnowało z pracy z powodu choroby, a pracujące chore korzystały ze zwolnień lekarskich średnio 31 dni rocznie, a ich średnia produktywność spadła do 58 proc. Około 50 proc. pacjentek przeznaczało część swojego urlopu wypoczynkowego na leczenie, a 13 proc. musiało poświęcić na ten cel ponad 19 dni w roku. W przypadku AMD i DME, gdzie szczyt zachorowań przypada na 60.–75. rok życia, co trzeci pracujący pacjent zredukował wymiar pracy średnio o 13 godz. tygodniowo. 37 proc. pacjentów wskazało częste wizyty w ośrodku jako napotkaną trudność.

– Każda złotówka, którą wydaje NFZ na leczenie, to jest 3 zł, które wydają chorzy i ich rodziny. Patrzymy na chorobę i jej leczenie nie tylko przez pryzmat tego, ile wydajemy, ale bardziej jak na inwestycję. Dzięki temu, że lepiej i skuteczniej leczymy choroby, unikamy bardzo dużych kosztów – podkreśla wiceprezes EconMed Europe.

 Niestety Polaków trzeba cały czas przekonywać do tego, że inwestowanie w zdrowie i finanse osobiste to jest inwestycja z wysoką stopą zwrotu. Pojawiło się takie pojęcie jak finansowe zdrowie i myślę, że to bardzo ładnie odpowiada na to pytanie, czy zająć się zdrowiem, czy finansami. Zajmijmy się jednym i drugim – mówi Dominika Nawrocka, ekspertka ds. finansów osobistych, założycielka serwisu Kobieta i Pieniądze.

Jak wynika z danych McKinsey & Company z 2020 roku, każdy dolar zainwestowany w ochronę zdrowia przynosi oczekiwany zwrot gospodarczy w wysokości 24 dol.

– Gdy myślimy o następnych pokoleniach, warunkiem koniecznym jest patrzenie na inwestycje w innowacje w zdrowiu z perspektywy wartości społecznej. Przypomnę, że w 1950 roku oczekiwana długość życia kobiety wynosiła 62 lata, a mężczyzny – 56 lat. W 2025 roku jest to odpowiednio 82 i 76 lat – tłumaczy dr Jakub Gierczyński. – To jest sukces między innymi medycyny i zmiany stylu życia, więc musimy utrzymać dostęp do medycyny na najwyższym europejskim poziomie, żeby polskie społeczeństwo miało szansę uniknąć nadmiarowych zgonów i żyć z chorobą przewlekłą w sposób możliwie zbliżony do normalnego życia.

Jak podkreśla, kluczowe są nie tylko innowacje w medycynie, ale też większy nacisk na profilaktykę.

– W Polsce rodzi się 240 tys. dzieci rocznie przy zgonach na poziomie 400 tys., czyli 160 tys. osób więcej umiera, niż się rodzi. To znaczy, że zmierzamy nieuchronnie w kierunku depopulacji, czyli zmniejszenia się liczby Polaków w Polsce. Jeżeli nie poprawimy stanu zdrowia dzieci i młodzieży, osób w wieku produkcyjnym i osób senioralnych, to po prostu będzie dalej postępować. Wskaźnik zgonów możliwych do uniknięcia dzięki leczeniu i profilaktyce, jeżeli dotarlibyśmy do średniej unijnej, wynosi 36 tys. – wskazuje członek Prezydium Rady Ekspertów przy Rzeczniku Praw Pacjenta. 

Źródło: Newseria

Nowoczesne metody leczenia nietrzymania moczu, profilaktyka schorzeń dna miednicy, zdrowe starzenie oraz rola organizacji pacjenckich w kształtowaniu polityki zdrowotnej, to główne tematy ogólnopolskiej konferencji inaugurującej Światowy Tydzień Kontynencji 2026. Wydarzenie pod hasłem „Odzyskać kontrolę, nowoczesne podejście do inkontynencji” odbędzie się 15 czerwca w Warszawie i będzie dostępne zarówno stacjonarnie, jak i online. Organizatorzy chcą zwrócić uwagę na problem, który dotyczy milionów osób, a mimo to wciąż pozostaje tematem rzadko poruszanym w przestrzeni publicznej.
Stowarzyszenie „UroConti” zaprasza do udziału w ogólnopolskiej konferencji inaugurującej obchody Światowego Tygodnia Kontynencji 2026 (World Continence Week), która odbędzie się 15 czerwca 2026 r.
w Hotelu Novotel Warszawa Centrum. Tegoroczne wydarzenie pod hasłem „ODZYSKAĆ KONTROLĘ – NOWOCZESNE PODEJŚCIE DO INKONTYNENCJI” podkreśla potrzebę szerszej rozmowy o schorzeniach dna miednicy oraz prezentuje najnowsze kierunki diagnostyki i leczenia.
 
Konferencja odbędzie się w formule hybrydowej, umożliwiającej bezpłatny udział zarówno stacjonarnie, jak i online – po wcześniejszej rejestracji.

Celem Światowego Tygodnia Kontynencji jest zwiększanie świadomości na temat schorzeń dna miednicy, w tym przede wszystkim nietrzymania moczu, oraz zachęcanie pacjentów do wczesnej diagnostyki
i korzystania z dostępnych metod leczenia. W Polsce wiele osób nadal zwleka z wizytą u specjalisty, mimo że współczesna medycyna oferuje skuteczne rozwiązania mogące znacząco poprawić komfort życia i codzienne funkcjonowanie pacjentów.

W programie m.in. nowoczesne technologie, profilaktyka i zdrowe starzenie

Podczas konferencji uczestnicy wysłuchają wystąpień ekspertów reprezentujących różne dziedziny medycyny związane z leczeniem schorzeń dna miednicy. Wśród tematów znalazły się m.in.:

 
Jednym z ważnych wątków konferencji będzie zdrowe starzenie. Podczas wystąpienia „Mobilni i samodzielni – nowe podejście do zdrowego starzenia” eksperci zwrócą uwagę na znaczenie aktywności, mobilności i niezależności osób starszych. Pokazane zostanie również, w jaki sposób odpowiednie zarządzanie problemem inkontynencji może wspierać seniorów w zachowaniu samodzielności i dobrej jakości życia.

Nie zabraknie także tematów związanych z profilaktyką i edukacją zdrowotną. Uczestnicy będą mogli dowiedzieć się więcej m.in. o znaczeniu wczesnego wykrywania raka pęcherza, działaniach edukacyjnych skierowanych do osób z nietrzymaniem moczu oraz nowoczesnych rozwiązaniach wspierających codzienne zarządzanie cukrzycą. Po każdym module przewidziano sesję pytań i odpowiedzi, która umożliwi uczestnikom bezpośrednią rozmowę z ekspertami.

Głos pacjentów a kształtowanie polityki zdrowotnej

Istotnym punktem programu będzie debata „Głos pacjenta, który zmienia system – jak organizacje kształtują politykę zdrowotną?”, poświęcona roli organizacji pacjenckich w procesie tworzenia i wdrażania rozwiązań systemowych.

Dyskusja dotyczyć będzie m.in. wpływu organizacji pacjenckich na dostęp do nowych terapii, znaczenia doświadczeń pacjentów w praktyce klinicznej, roli badań klinicznych oraz współpracy organizacji społecznych z instytucjami publicznymi. W debacie udział wezmą przedstawiciele środowisk pacjenckich, eksperckich i instytucjonalnych, w tym Biura Rzecznika Praw Pacjenta.

Dodatkowe działania edukacyjne

Obchodom Światowego Tygodnia Kontynencji 2026 towarzyszyć będą również dodatkowe inicjatywy edukacyjne. Jedną z nich jest „Program świadomej pracy z mięśniami dna miednicy”, organizowany przez platformę PortalYogi, którego partnerem społecznym zostało Stowarzyszenie „UroConti”. Inicjatywa promuje regularne ćwiczenia mięśni dna miednicy jako ważny element profilaktyki oraz wsparcia kobiet zmagających się z problemami z kontynencją. Bezpłatny program zwraca również uwagę na znaczenie aktywności fizycznej, redukcji stresu, relaksu oraz codziennych nawyków wspierających zdrowie.

Program rozpocznie się 21 czerwca 2026 r. Szczegółowe informacje będą dostępne na kanałach informacyjnych Stowarzyszenia „UroConti” oraz PortalYogi.

Rejestracja i szczegóły wydarzenia

Konferencja, podobnie jak całe obchody Światowego Tygodnia Kontynencji 2026, stanowi przestrzeń do edukacji, wymiany doświadczeń oraz promowania rozwiązań, które mogą poprawić codzienne funkcjonowanie osób zmagających się ze schorzeniami dna miednicy.

Udział w wydarzeniu jest bezpłatny. Zarówno uczestnictwo stacjonarne, jak i online wymaga wcześniejszej rejestracji.

Szczegółowy program oraz formularz rejestracyjny dostępne są na stronie:

www.tydzienkontynencji.pl

Źródło: inf pras

15 tysięcy dzieci urodziło się w ciągu dwóch lat od startu programu pn. Leczenie niepłodności obejmujące procedury medycznie wspomaganej prokreacji, w tym zapłodnienie pozaustrojowe prowadzone w ośrodku medycznie wspomaganej prokreacji, na lata 2024-2028. Z tej okazji z rodzinami uczestniczącymi w programie spotkał się premier Donald Tusk, minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda i wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Aleksandra Gajewska.
– Patrzę dziś na dzieci i szczęśliwych rodziców. Ale to szczęście całych rodzin. Jako babcia jestem naprawdę wzruszona. Dziś, na chwilę zostałam babcią dla tych kilkunastu maluchów. To jest największe szczęście, które spotkało rodziny po latach oczekiwań. Jako ministerstwo zdrowia otaczamy szczególną opieką dzieciaczki. Niech się zdrowo chowają. A w przyszłości spełniają swoje marzenia – mówiła minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

– To jest jeden z najpiękniejszych Dni Dziecka. Dzięki Waszym wysiłkom i procedurze, która jest bardzo wymagająca, macie możliwość mieć upragnionego skarba. Każda cena jest warta zapłacenia za to szczęście. Wiem, co oznacza radość rodzica, szczególnie wtedy, kiedy na nie się długo czeka. To jest również niezwykle ważne z punktu widzenia państwa – powiedział premier Donald Tusk. – Chcę podkreślić, jak ważne jest, abyśmy wszyscy mobilizowali nasze siły, aby w Polsce było jak najwięcej dzieci. Żeby były bezpieczne i rodzice mieli poczucie bezpieczeństwa materialnego. Od tego zależy nasza przyszłość – dodał.

Rodzice mieli okazję porozmawiać o swoich doświadczeniach związanych z programem i drogą do rodzicielstwa oraz o polskiej polityce prorodzinnej. A to wszystko w specjalnie przygotowanej strefie z myślą o najmłodszych gościach.

Program wystartował 1 czerwca 2024 r. Pierwsze dzieci zaczęły przychodzić na świat w marcu 2025 roku. Od początku, do programu realizowanego w 58 klinikach w całym kraju, dołączyło ponad 50 tys. par. Mogą z niego skorzystać pary, u których stwierdzono niepłodność lub nieskuteczne leczenie w ciągu 12 miesięcy przed zgłoszeniem, a także pary posiadające zarodki z wcześniejszych procedur. Zapewnia dostęp do maksymalnie 6 procedur in vitro, w tym do 4 cykli z własnymi komórkami rozrodczymi, do 2 cykli z oocytami od dawczyń oraz do 6 cykli z dawstwem zarodków.

Program zapewnia też pełne finansowanie zabezpieczenia płodności na przyszłość u osób leczonych onkologicznie. Kobiety i mężczyźni, którzy muszą poddać się leczeniu onkologicznemu – wycieńczającemu organizm, czasem powodującemu niepłodność – mogą zabezpieczyć płodność na przyszłość – program umożliwia zamrożenie komórek, aby móc skorzystać z nich po zakończeniu terapii. Do tej pory do zabezpieczenia płodności zgłosiło się ponad 2 200 osób, a gamety zamroziło ponad 1900.

Na pięcioletni program przeznaczono w budżecie państwa 2,5 mld zł, czyli 500 mln zł rocznie. W ubiegłym roku budżet poszerzono o 100 mln zł. Również na rok 2026 r. do ustawy budżetowej zostało zgłoszone zabezpieczenie środków na ten cel w wysokości 600 mln zł.

Stowarzyszenie Nasz Bocian przeprowadziło w ostatnich miesiącach badania ankietowe na grupie 767 pacjentów uczestniczących w programie oraz 37 realizatorów. Zarówno pacjenci, jak i realizatorzy oceniają założenia programu bardzo pozytywnie. Badani docenili dostępność leczenia, organizację procedury oraz merytoryczność programu.

Źródło: MZ
Foto: MZ

 

Tylko co dziesiąta kobieta deklaruje, że dobrze śpi sześć nocy w tygodniu, podczas gdy co trzecia szacuje, że osiąga prawdziwie regenerujący sen tylko trzy do czterech razy w tygodniu – wynika z globalnego badania snu. Może to wskazywać na ukryte zaburzenie snu, takie jak obturacyjny bezdech senny. Problem polega jednak na tym, że schorzenie to kojarzy się przede wszystkim z mężczyznami, przez co u kobiet często pozostaje niezdiagnozowane.
Według globalnego badania snu zleconego przez firmę Resmed, eksperta w dziedzinie snu, co czwarta kobieta ma trudności z zasypianiem co najmniej trzy lub więcej nocy w tygodniu, a 27% respondentek zgłasza, że budzi się niewyspane. Uczestniczki badania wskazały stres i lęk jako najczęstsze przyczyny tych problemów (42%). Jednak pierwotna przyczyna może leżeć w schorzeniu, które zwyczajowo przypisuje się mężczyznom. To obturacyjny bezdech senny, który w przypadku kobiet może dawać nietypowe objawy, a to utrudnia diagnozę. Obchodzony 28 maja Międzynarodowy Dzień Działań na rzecz Zdrowia Kobiet jest doskonałą okazją do tego, aby zwrócić uwagę na problem, który jak się okazuje może dotyczyć nawet 50% kobiet w wieku od 20 do 70 lat.

Pułapka „męskiej” choroby i nietypowych objawów

Obturacyjny bezdech senny jest powszechnie postrzegany jako choroba mężczyzn, a to sprawia, że wiele kobiet nawet nie zakłada, że ich problemy z samopoczuciem mogą wynikać właśnie z tego schorzenia. Sytuację komplikuje fakt, że kobieca twarz bezdechu jest zupełnie inna niż ta powszechnie znana. Podczas gdy mężczyźni częściej zgłaszają chrapanie i przerwy w oddychaniu, u kobiet pojawiają się objawy takie jak bezsenność, zespół niespokojnych nóg, senność w ciągu dnia, bóle głowy i mięśni, nadmierny przyrost masy ciała czy depresja[3]. Co więcej, badania wykazały, że kobiety mają tendencję do częstszego zgłaszania dolegliwości nawet przy łagodnym przebiegu bezdechu. Zauważono w nich też, że kobiety z łagodnym bezdechem wykazują niższy wskaźnik senności niż mężczyźni, ale jednocześnie deklarują znacznie wyższy poziom wyczerpania i zmęczenia. Ich jakość życia jest wyraźnie obniżona, a stanom tym często towarzyszy wyższy poziom lęku, depresji oraz trudności z utrzymaniem ciągłości snu.

Ignorowanie bezdechu to ryzyko dla całego organizmu

Brak odpowiedniej diagnozy i pozostawienie bezdechu sennego bez leczenia niesie poważne konsekwencje dla organizmu kobiety. To nie tylko kwestia gorszego samopoczucia, ale realne zagrożenie dla układu krwionośnego i metabolicznego. Ponad połowa kobiet cierpiących na obturacyjny bezdech senny zmaga się jednocześnie z nadciśnieniem tętniczym, a niemal co druga ma podwyższony poziom cholesterolu. Nieleczone zaburzenia oddychania podczas snu zwiększają też ryzyko wystąpienia cukrzycy typu 2 oraz choroby wieńcowej.

Ciąża i menopauza – kluczowe momenty w życiu kobiety

Okresami w życiu kobiet, w których powinny zachować szczególną czujność są ciąża i menopauza. Badania pokazują, że w okresie oczekiwania na dziecko na obturacyjny bezdech senny cierpi jedna na pięć kobiet. To konsekwencja procesów, które zachodzą w ciele kobiety w tym okresie. Okazuje się, że zmiany hormonalne w organizmie oraz ucisk na drogi oddechowe[7] mogą powodować niebezpieczne przerwy w oddychaniu, wpływając zarówno na zdrowie matki, jak i rozwijającego się dziecka.

Menopauza to równie krytyczny moment. Wówczas spadek poziomu hormonów chroniących napięcie mięśni gardła sprawia, że wiele kobiet po raz pierwszy w życiu zaczyna doświadczać objawów bezdechu[8]. Zmiany te często bywają mylnie utożsamiane wyłącznie z procesem starzenia lub typowymi dolegliwościami klimakterium, co opóźnia wdrożenie skutecznej terapii, mogącej przywrócić komfort życia i uchronić przed poważnymi powikłaniami. Tymczasem wczesna diagnoza jest niezwykle istotna, ponieważ jak wynika z badań, po menopauzie ryzyko bezdechu sennego u kobiet wzrasta do poziomu mniej więcej takiego samego jak u mężczyzn.

 
Więcej informacji, w tym prosty internetowy test oceny snu, można znaleźć na stronie https://www.resmed.pl/better-sleep
Ocena snu nie jest odpowiednia dla osób poniżej 18 roku życia. Jest to narzędzie do samooceny, które może pomóc Ci ustalić, czy występuje u Ciebie którykolwiek z typowych objawów bezsenności lub obturacyjnego bezdechu sennego. Nie jest to narzędzie diagnostyczne i nie stanowi porady medycznej. Poleganie na informacjach uzyskanych za pośrednictwem tego narzędzia odbywa się wyłącznie na twoje własne ryzyko. Zalecamy skonsultowanie się z lekarzem w sprawie wyników oceny snu lub jeśli masz obawy dotyczące swojego snu.

Źródło: inf pras

Nietrzymanie moczu i dysfunkcje dna miednicy to nie tylko problem medyczny, ale także społeczny. Pacjenci ograniczają aktywność, rezygnują ze sportu, podróży, życia intymnego, niekiedy wycofują się z relacji. Tymczasem w wielu przypadkach można im pomóc. Warunkiem jest dobra diagnostyka i indywidualnie dobrana terapia, także z wykorzystaniem nowoczesnej fizjoterapii.
Szacuje się, że nietrzymanie moczu może dotyczyć w Polsce ok. 2,5 mln osób. Problem często kojarzony jest z kobietami po porodach albo w okresie menopauzy, ale nie dotyczy wyłącznie kobiet. Z rehabilitacji urologicznej i uroginekologicznej korzystają także mężczyźni – m.in. po leczeniu urologicznym, po operacjach prostaty, z parciami naglącymi, bólem miednicy czy zaburzeniami pracy mięśni dna miednicy.
 
Dla pacjentów to często codzienność podporządkowana objawom: planowanie wyjść pod kątem dostępu do toalety, rezygnacja z podróży, sportu, spotkań, pracy wymagającej dłuższego przebywania poza domem. Objawy mogą zaburzać sen, pogarszać koncentrację, wywoływać lęk przed „wpadką” w miejscu publicznym, wpływać na relacje intymne i prowadzić do izolacji.

Problem interdyscyplinarny

Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu rozwija podejście łączące fizjoterapię, medycynę kliniczną, diagnostykę funkcjonalną i nowoczesne metody oceny pracy mięśni. Celem jest leczenie skuteczniejsze, bardziej precyzyjne i oparte na obiektywnych danych. Badacze analizują m.in. aktywność mięśni dna miednicy, ustawienie miednicy, napięcie mięśniowe, koordynację oddechu i postawy oraz skuteczność metod takich jak wysokoindukcyjna stymulacja elektromagnetyczna. W diagnostyce wykorzystują m.in. elektromiografię powierzchniową i elastografię.

– Nowoczesna rehabilitacja urologiczna i uroginekologiczna nie polega na tym, żeby powiedzieć pacjentowi: „proszę ćwiczyć mięśnie Kegla” – mówi dr hab. Kuba Ptaszkowski, prof. UMW z Zakładu Fizjoterapii Klinicznej i Rehabilitacji Uniwersyteckiego Centrum Fizjoterapii i Rehabilitacji. – Najpierw musimy sprawdzić, czy pacjent w ogóle prawidłowo aktywuje mięśnie dna miednicy, czy potrafi je rozluźnić, czy problemem jest osłabienie, nadmierne napięcie, brak koordynacji, ból, blizna, zaburzenie oddechu, postawy albo kontroli ciśnienia w jamie brzusznej. Samodzielne ćwiczenia mogą pomagać, ale źle dobrane bywają nieskuteczne, a u części osób mogą nawet nasilać objawy. Dlatego w podejściu, które rozwijamy na UMW, kluczowe są diagnostyka, indywidualizacja terapii i obiektywna ocena pracy mięśni.

Efekty badań prowadzonych na UMW nie pozostają wyłącznie w publikacjach naukowych. Są wykorzystywane w programach terapeutycznych, działaniach edukacyjnych, szkoleniach dla fizjoterapeutów i lekarzy oraz w poradniku dla pacjentów. Uczelnia rozwija także współpracę z ośrodkami medycznymi i instytucjami publicznymi, aby zwiększać dostępność rehabilitacji urologicznej i uroginekologicznej.

Dobrze dobrana rehabilitacja może ograniczać objawy i wspierać pacjenta w powrocie do normalnego rytmu życia. Dlatego w terapii coraz większe znaczenie ma nie tylko ocena parametrów pracy mięśni, ale także wpływ leczenia na codzienne funkcjonowanie.

– W rehabilitacji uroginekologicznej sukcesem nie zawsze jest wyłącznie wynik badania – podkreśla prof. Ptaszkowski. – Dla pacjenta sukcesem bywa to, że może wrócić do biegania, przespać noc, pójść na spotkanie albo przestać nosić wkładki zabezpieczające. W badaniach oceniamy parametry pracy mięśni, ale równie ważny jest praktyczny efekt terapii, czyli to, czy pacjent lepiej funkcjonuje. Poprawa jakości życia jest jednym z najważniejszych celów terapii.

Kiedy do specjalisty?

Specjaliści zwracają uwagę, że wiele osób zwleka z szukaniem pomocy. Nietrzymanie moczu po porodzie, w okresie menopauzy czy po operacji bywa traktowane jako „naturalna konsekwencja wieku” albo „normalny koszt macierzyństwa”. Tymczasem częste występowanie objawów nie oznacza, że trzeba się z nimi godzić.

Eksperci UMW radzą, by do specjalisty zgłosić się m.in. wtedy, gdy pojawia się nietrzymanie moczu przy kaszlu, kichaniu, śmiechu, wysiłku lub bieganiu; nagła, trudna do powstrzymania potrzeba oddania moczu; częste wizyty w toalecie; wstawanie w nocy; uczucie ciężkości lub obniżenia narządów miednicy; ból w obrębie miednicy, krocza lub podbrzusza; dolegliwości po porodzie, operacjach urologicznych lub ginekologicznych; a także trudności w życiu intymnym związane z bólem, napięciem lub dyskomfortem.

–  Pierwsza wizyta nie powinna kojarzyć się z bólem ani przymusem – dodaje ekspert UMW. – Zaczyna się od rozmowy, analizy objawów, stylu życia, aktywności, przebytych porodów lub operacji. Dopiero później dobierany jest zakres badania funkcjonalnego. Jeżeli diagnostyka dotyczy intymnych obszarów ciała, szczególne znaczenie mają zgoda pacjenta, wyjaśnienie każdego etapu i możliwość przerwania procedury w dowolnym momencie.

Terapia zwykle trwa od kilku tygodni do kilku miesięcy. Jej długość zależy od rodzaju problemu, wieku, chorób współistniejących, nasilenia objawów i systematyczności pracy własnej pacjenta. Pierwsze efekty część osób obserwuje już po kilku wizytach i wdrożeniu zaleceń domowych, ale w przypadkach przewlekłych, bólowych lub pooperacyjnych potrzebny może być dłuższy proces.

Rehabilitacja może być również ważnym elementem leczenia zachowawczego i interdyscyplinarnego. U części pacjentów dobrze dobrana terapia ogranicza nasilenie objawów na tyle, że leczenie operacyjne nie jest konieczne albo może zostać odroczone. Może też wspierać leczenie farmakologiczne, przygotowanie do zabiegu i powrót do sprawności po operacji. Decyzja zawsze powinna być jednak podejmowana indywidualnie, po diagnostyce i konsultacji ze specjalistą.

Konieczne zmiany systemowe

Z rehabilitacji urologicznej i uroginekologicznej można korzystać przede wszystkim w wyspecjalizowanych gabinetach fizjoterapii, poradniach rehabilitacyjnych oraz wybranych ośrodkach medycznych współpracujących z lekarzami. W ramach NFZ nie funkcjonuje obecnie powszechnie dostępna, odrębna ścieżka świadczeń określanych wprost jako rehabilitacja uroginekologiczna. Pacjenci mogą jednak –  zależnie od placówki, wskazań medycznych i decyzji lekarza –  korzystać z ogólnych świadczeń rehabilitacyjnych. W przypadku świadczeń finansowanych publicznie potrzebne jest skierowanie od lekarza ubezpieczenia zdrowotnego.

Eksperci UMW podkreślają, że potrzebne są zmiany systemowe: większa świadomość pacjentów, lepsze kierowanie do fizjoterapeutów urologicznych i uroginekologicznych oraz większa dostępność świadczeń finansowanych publicznie. Zespół UMW prowadzi działania edukacyjne, szkoleniowe i systemowe, m.in. we współpracy z instytucjami publicznymi, organizacjami społecznymi, Komitetem Rehabilitacji PAN i podkomisją sejmową ds. uroonkologii.

Jednym z efektów takich działań jest wydanie poradnika „Rehabilitacja urologiczna dla kobiet i mężczyzn”, przygotowanego z myślą o pacjentach, którzy nie wiedzą, że ich objawy można diagnozować i leczyć albo wstydzą się zapytać o pomoc. To ważne, bo wokół nietrzymania moczu i mięśni dna miednicy wciąż funkcjonuje wiele mitów: że „po porodzie tak już musi być”, że „w menopauzie to normalne”, że problem dotyczy wyłącznie starszych kobiet, że mężczyźni nie mają takich dolegliwości, albo że jedynym rozwiązaniem jest operacja.

Specjaliści UMW chcą, aby rehabilitacja urologiczna i uroginekologiczna była traktowana jako naturalna część ścieżki leczenia: po porodzie, po operacjach, w nietrzymaniu moczu i w przewlekłych dolegliwościach miednicy. Nie jako temat wstydliwy i odkładany latami, ale jako realna pomoc, która może przywracać pacjentom sprawczość, swobodę i komfort codziennego życia.

Źródło: UMW

Ministrowie Zdrowia, Aktywów Państwowych i Infrastruktury podpisali 26 maja 2026 r. międzyresortowe porozumienie w sprawie współpracy na rzecz promocji profilaktyki, edukacji zdrowotnej i upowszechniania dobrych praktyk w tym zakresie.
 

Porozumienie zawarte z inicjatywy Minister Zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy ma być kolejnym krokiem w stronę skutecznego dotarcia do obywateli z promocją zdrowia, profilaktyki i edukacji zdrowotnej Celem inicjatywy jest połączenie potencjału instytucji publicznych, jednostek podległych i nadzorowanych oraz spółek Skarbu Państwa, tak aby informacje o profilaktyce były bliżej obywatela. Jest to szczególnie ważne w Roku Profilaktyki Zdrowotnej 2026.

Siła trzech resortów

Współpraca będzie polegać na promowaniu profilaktyki i edukacji zdrowotnej w sposób spójny, szeroki i bliski obywatelowi. Będziemy podejmować wspólne działania informacyjne i edukacyjne, wzajemnie wzmacniać komunikację, korzystać z różnych kanałów dotarcia oraz zachęcać podmioty publiczne do aktywnego włączania się w promocję zdrowia lub lokowania jej w swoich działaniach w obszarze społecznej odpowiedzialności biznesu.

 Rok 2026 został ogłoszony przez Sejm rokiem profilaktyki. Z tej okazji chcemy wzmocnić komunikację. Stąd wspólna inicjatywa z Ministerstwem Aktywów Państwowych i Ministerstwem Infrastruktury. Zdrowie Polaków staje się sprawą nie tylko resortu zdrowia, ale nas wszystkich – mówi Jolanta Sobierańska-Grenda, Minister Zdrowia.  Podkreśla też, że: – Dzisiaj jest Dzień Matki i możemy im sprawić najpiękniejszy prezent – podarować czas, uważność, zaopiekowanie. Możemy porozmawiać o profilaktyce, o badaniach, o tym co przed nami. Możemy też pomóc w zarejestrowaniu się na badania przez Moje IKP albo IKP.

Dlaczego to nowe podejście jest tak ważne?

Po raz pierwszy punkt ciężkości zostaje przesunięty z działań wyłącznie resortowych na szerszą, skoordynowaną współpracę wokół zdrowia obywateli. Zdrowie publiczne to wspólna odpowiedzialność, wymagająca nie tylko dostępnych świadczeń, ale także spójnego głosu państwa.

Zawarte dzisiaj Porozumienie otwiera ten proces i stanowi pierwszy krok do budowy szerszego modelu współpracy obejmującego kolejne obszary funkcjonowania państwa. Skuteczna profilaktyka wymaga dziś nie tylko dobrych rozwiązań w systemie ochrony zdrowia, ale także szerszego zaangażowania państwa w budowanie świadomości zdrowotnej obywateli. Rzetelna informacja o zdrowiu, programach profilaktycznych i możliwościach korzystania z badań ma być łatwiej dostępna dla obywateli.

Profilaktyka dostępna, ale zgłaszalność nadal zbyt niska

Dane pokazują, że pomimo szerokiej, bezpłatnej dostępności do badań profilaktycznych, poziom korzystania z nich przez obywateli nadal nie jest wysoki.

W 2025 r. w programie profilaktyki raka piersi objęcie populacji wyniosło 33,53 proc. A według stanu na I kw. 2026 r. i 32,39 proc. W programie profilaktyki raka szyjki macicy wskaźnik objęcia wyniósł 12,5 proc. w 2025 r. i 13,2 proc. w I kw. 2026 r. Z kolei program badań przesiewowych raka jelita grubego osiągnął poziom 15,84 proc. w 2025 r. i 15,9 proc. w I kw. 2026 r.   W praktyce oznacza to, że mimo możliwości skorzystania z mammografii i programu raka szyjki macicy w pełni finansowanych przez NFZ, znaczna część uprawnionych osób nadal nie korzysta z profilaktyki.

Na najbliższe 90 dni dostępnych jest ponad 75 tys. miejsc na testy HPV HR oraz ponad 260 tys. miejsc na mammografię.

Bezpłatna mammografia przysługuje kobietom w wieku 45–74 lata. Badania można wykonać raz na dwa lata. W przypadku programu raka szyjki macicy kobietom między 25 a 64 rokiem życia przysługują bezpłatne badania w schemacie opartym na cytologii albo teście HPV HR. Z kolei kolonoskopia przesiewowa jest dostępna dla osób w wieku 50–65 lat oraz od 40. roku życia przy obciążonym wywiadzie rodzinnym.

Nie zapominajmy o programie „Moje zdrowie”

Bardziej satysfakcjonujące są efekty podstawowego programu profilaktycznego bilans zdrowia „Moje Zdrowie”. W ciągu roku od startu programu pacjenci wypełnili 3 mln 595 tys. ankiet, a do końca stycznia rozliczono 1 mln 646 tys. pełnych bilansów zdrowotnych. 72 proc. osób, które wypełniły ankietę, przeszło dalej na badania laboratoryjne i wizytę podsumowującą.

Wicemarszałkini Sejmu RP Monika Wielichowska przekonuje: – Profilaktyka to nie dodatek do systemu ochrony zdrowia, ale jeden z jego najważniejszych filarów. Nawet najlepsza medycyna nie zastąpi edukacji, świadomości i regularnych badań. Dlatego tak ważne jest, aby o profilaktyce mówić konsekwentnie, w sposób zrozumiały i bardzo głośno, łącząc możliwości dotarcia do każdej Polki i każdego Polaka w pracy w szkole czy nawet w podróży. Dzisiejsze porozumienie to ważny sygnał, że zdrowie publiczne nie jest tylko zadaniem tylko Ministerstwa Zdrowia, ale jest odpowiedzialnością całego państwa. Wspólna odpowiedzialność i profilaktyka naprawdę ratują życie.

Rola Ministerstwa Aktywów Państwowych

Wojciech Balczun, Minister Aktywów Państwowych wskazuje, że spółki Skarbu Państwa i instytucje działające w obszarze aktywów państwowych mogą odgrywać ważną rolę w budowaniu świadomości zdrowotnej społeczeństwa. Dzięki swojej skali działania, zasięgowi i codziennemu kontaktowi z pracownikami, klientami i partnerami mogą stać się istotnym wsparciem dla państwowych działań na rzecz profilaktyki i edukacji zdrowotnej. To właśnie w tym obszarze odpowiedzialność państwa może łączyć się z realnym, szerokim oddziaływaniem społecznym i wzmacniać obecność tematyki zdrowia w przestrzeni publicznej. Podkreśla: – Spółki i instytucje funkcjonujące w obszarze aktywów państwowych mają realny potencjał społecznego oddziaływania. Chcemy go wykorzystywać odpowiedzialnie także po to, by wspierać profilaktykę i budować świadomość zdrowotną. To ważny przykład zaangażowania państwa tam, gdzie może ono skutecznie łączyć odpowiedzialność społeczną z działaniem na rzecz dobra wspólnego.

Rola Ministerstwa Infrastruktury

Z kolei Dariusz Klimczak, Minister Infrastruktury zaznacza, że transport i infrastruktura publiczna mogą pełnić nie tylko funkcję usługową, ale również społeczną i edukacyjną. To właśnie w tych obszarach państwo ma codzienny kontakt z bardzo szeroką grupą obywateli, dlatego ich potencjał może zostać wykorzystany także do promowania profilaktyki i wzmacniania przekazu o zdrowiu. Dzięki temu informacja o zdrowiu może docierać do podróżujących i korzystających z usług publicznych. – Infrastruktura i transport to nie tylko system połączeń i usług, ale również przestrzeń codziennego kontaktu z milionami obywateli. Dlatego chcemy włączyć ten potencjał w działania na rzecz promocji zdrowia i profilaktyki. Im bliżej człowieka jest dobra informacja i proste zaproszenie do badania, tym większa szansa, że profilaktyka stanie się realnym elementem codziennych decyzji – przekonuje min. Klimczak.

To dopiero początek

Podpisane porozumienie otwiera szerszy proces budowania trwałej współpracy państwa na rzecz zdrowia publicznego. Również w innych obszarach istotnych dla zdrowia obywateli będziemy podejmować działania by rozwijać ten model współpracy. To istotne, aby profilaktyka, edukacja zdrowotna i promocja zdrowia były obecne blisko ludzi.

Źródło: MZ
Foto: MZ

Jeszcze kilka lat temu podobne gale kojarzyły się głównie ze światem kultury, biznesu albo show-biznesu. Tymczasem podczas tegorocznej gali ShEO Awards 2026 to medycyna, zdrowie publiczne i działalność na rzecz pacjentów znalazły się w centrum uwagi. W warszawskim Nobu Hotel nagrodzono kobiety, które nie tylko leczą, prowadzą badania naukowe czy tworzą systemowe rozwiązania, ale coraz częściej stają się również twarzami ważnych społecznych zmian w ochronie zdrowia.
Hasło wydarzenia brzmiało: „Wiedza, która ratuje. Pasja, która zmienia”. Było ono jednak czymś więcej niż tylko sloganem gali. Wypowiedzi laureatek pokazały, że współczesna medycyna coraz rzadziej ogranicza się wyłącznie do gabinetu lekarskiego czy sali operacyjnej. Dziś obejmuje także walkę ze stygmatyzacją, edukację zdrowotną, przełamywanie tabu i tworzenie systemów wsparcia dla pacjentów, którzy często latami pozostawali niewidoczni.

Szczególnie mocno wybrzmiewał temat profilaktyki. Nie jako modnego hasła, ale jako obszaru, który nadal pozostaje jednym z największych wyzwań polskiego systemu ochrony zdrowia. Laureatki wielokrotnie wracały do problemu późnej diagnostyki i braku wiedzy zdrowotnej.

„Nie wiedzą, że mammografia jest bezpieczna, że wczesne wykrycie daje szanse na wyleczenie” – mówiła prof. Marzena Dębska, odbierając nagrodę dla Mistrzyni Edukacji Zdrowotnej. Zwracała uwagę, że wokół wielu tematów zdrowotnych nadal funkcjonują społeczne lęki i stereotypy, które skutecznie zniechęcają kobiety do badań i leczenia.

W podobnym tonie mówiła posłanka Katarzyna Piekarska, która od lat angażuje się w działania związane z profilaktyką nowotworową. „Moja mama zmarła na raka, ponieważ za późno dowiedziała się o tym, że jest chora” – przyznała ze sceny. To osobiste doświadczenie stało się dla niej impulsem do działań na rzecz zwiększania świadomości i promowania badań profilaktycznych.

Jednym z najmocniejszych wątków gali okazała się także zmiana społecznego podejścia do choroby otyłościowej. Prof. Lucyna Ostrowska, nagrodzona tytułem Inspiracji Roku, mówiła nie tylko o medycznych konsekwencjach otyłości, ale również o stygmatyzacji, z którą mierzą się pacjentki. „U mężczyzn choroba otyłościowa bardziej uchodzi, u kobiet wiążę się ze stygmatyzowaniem” – podkreślała. Zwracała uwagę, że młode kobiety coraz częściej trafiają do gabinetów już z powikłaniami choroby, tracąc nie tylko zdrowie, ale także poczucie sprawczości i własnej wartości.

O doświadczeniu stygmatyzacji mówiła również Ewa Godlewska z Fundacji na rzecz Leczenia Otyłości. „Pacjent potrzebuje nie stygmatyzacji, lecz terapii, edukacji i szacunku” – podkreślano w uzasadnieniu nagrody dla liderki organizacji pacjenckiej. Sama laureatka opowiadała o tym, jak choroba córki zmieniła jej życie i skierowała ją do działań na rzecz innych pacjentów. „To oni nauczyli mnie, żeby się nie poddawać i że zmiana jest możliwa” – mówiła.

Tegoroczna gala bardzo wyraźnie pokazała także rosnącą rolę kobiet w kształtowaniu systemu ochrony zdrowia. Wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk mówiła wprost: „Kobiety nie są już jedynie filarem, ale aktywnym i transformującym elementem rozwoju systemu ochrony zdrowia”. To zdanie dobrze oddawało charakter wydarzenia, podczas którego nagradzano nie tylko klinicystki i naukowczynie, ale również liderki zmian systemowych, ekspertki zdrowia publicznego i przedstawicielki organizacji pacjenckich.

Wśród laureatek znalazła się m.in. dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, od lat zaangażowana w działania dotyczące efektywności systemu ochrony zdrowia i rozwoju opieki koordynowanej. Doceniono również dr Katarzynę Pogodę za działalność na rzecz nowoczesnego leczenia raka piersi oraz prof. Iwonę Ługowską za rozwój badań klinicznych i medycyny personalizowanej w onkologii.

Wiele wypowiedzi laureatek miało bardzo osobisty charakter. Ewa Minge opowiadała o swojej działalności na rzecz pacjentów onkologicznych i o dzieciach, którym pomagała w najtrudniejszych momentach choroby. Barbara Pepke mówiła o własnym zakażeniu HCV i doświadczeniu lęku, które później stało się początkiem działalności fundacyjnej. Katarzyna Grochola przypominała, że sama przeżyła dwa nowotwory dzięki lekarzom i profilaktyce.

Choć gala miała charakter uroczysty, w tle niemal każdej wypowiedzi pojawiało się pytanie o przyszłość polskiej ochrony zdrowia. O to, czy system będzie potrafił skuteczniej wykrywać choroby, szybciej diagnozować pacjentów i zapewniać im nie tylko leczenie, ale także poczucie bezpieczeństwa i godności.

ShEO Awards 2026 pokazały coś jeszcze. Coraz częściej o zdrowiu mówi się nie wyłącznie językiem procedur i statystyk, ale doświadczenia, emocji i jakości życia. A za wieloma najważniejszymi zmianami stoją dziś kobiety, które nie tylko leczą i prowadzą badania, ale również zmieniają sposób myślenia o pacjentach i całym systemie ochrony zdrowia.

Kilkanaście wyjątkowych kobiet zostało nagrodzonych za inspirujące i pionierskie działania związane ze zdrowiem:

Źródło: WPROST
Foto: WPROST

Dzień Matki to czas wdzięczności, troski i bliskości. To także dobra okazja, by przypomnieć, że kobiety, które każdego dnia dbają o zdrowie i bezpieczeństwo swoich bliskich, powinny równie uważnie zatroszczyć się o siebie. Z takim przesłaniem Narodowy Instytut Onkologii organizuje wydarzenie edukacyjno-profilaktyczne pod hasłem „Miłość daje siłę. Profilaktyka daje spokój”.
 
Spotkanie odbędzie się 26 maja 2026 r. w godz. 9:00–12:00 w Budynku Centrum Profilaktyki Nowotworów Narodowego Instytutu Onkologii przy ul. W.K. Roentgena 5 w Warszawie. Majowa inicjatywa poświęcona jest zdrowiu kobiet – zarówno w kontekście profilaktyki onkologicznej, jak i chorób układu sercowo-naczyniowego. Organizatorzy podkreślają, że troska o zdrowie serca i profilaktyka nowotworowa mają wspólny fundament: regularne badania, zdrowy styl życia oraz aktywność fizyczną.

W programie wydarzenia przewidziano konsultacje, działania edukacyjne oraz możliwość uzyskania praktycznych informacji dotyczących profilaktyki i ścieżki diagnostycznej. Ekspertki Zakładu Profilaktyki Nowotworów będą prowadziły instruktaż samobadania piersi, informowały o dostępnych programach profilaktycznych oraz pomagały w rejestracji na badania przesiewowe. Uczestnicy otrzymają również materiały edukacyjne dotyczące profilaktyki nowotworów.

Do wydarzenia dołączy także lekarz kardiolog z Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej, który będzie edukował w zakresie profilaktyki chorób układu krążenia i zdrowia serca. Na miejscu obecni będą również Koordynatorzy Opieki Onkologicznej Narodowego Instytutu Onkologii, którzy wyjaśnią zasady funkcjonowania karty DILO, pomogą lepiej zrozumieć ścieżkę diagnostyczno-terapeutyczną oraz odpowiedzą na pytania dotyczące przygotowania do badań i wizyt lekarskich.

Organizatorzy przypominają także o dostępnych formach wsparcia dla pacjentów, m.in. konsultacjach psychologicznych i dietetycznych.

Partnerem wydarzenia jest Mazowiecki Oddział Wojewódzki Narodowego Funduszu Zdrowia. Przedstawiciele NFZ umożliwią m.in. wyrobienie Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ), udzielą informacji o Internetowym Koncie Pacjenta oraz wykonają pomiary składu ciała wraz z konsultacjami dietetycznymi.

W inicjatywę zaangażowała się również Fundacja „Świadomi Życia”, która przygotowała symboliczną akcję wspierającą profilaktykę. Osoby korzystające z porad, konsultacji lub zapisujące się na badania otrzymają poduszki w kształcie serca, uszyte przez wolontariuszy Fundacji „Serce od Serca”.

Wydarzenie ma charakter otwarty i skierowane jest do wszystkich osób zainteresowanych profilaktyką zdrowotną – szczególnie kobiet, mam i całych rodzin.

Bo troska o innych zaczyna się od troski o siebie.

Źródło: NIO

Dyspareunia, czyli ból odczuwany podczas współżycia, może dotyczyć nawet 20 proc. kobiet, jednak wciąż pozostaje jednym z najmniej rozpoznawanych problemów zdrowia seksualnego. Eksperci podkreślają, że za opóźnioną diagnozą stoją nie tylko trudności medyczne, ale także wstyd, brak otwartej komunikacji oraz ograniczony dostęp do kompleksowej opieki. Coraz więcej badań wskazuje, że skuteczne leczenie wymaga współpracy ginekologów, fizjoterapeutów, psychologów i seksuologów.
 
Ból podczas współżycia to temat, który wciąż rzadko przebija się do publicznej debaty o zdrowiu. Jak pokazują najnowsze analizy opublikowane w Journal of Clinical Medicine dyspareunia dotyczy nawet co piątej kobiety. To problem medyczny, ale także społeczny, związany z wstydem i niedostatecznym systemowym wsparciem. W praktyce oznacza to, że jedna z najczęstszych dysfunkcji seksualnych pozostaje jednocześnie jedną z najrzadziej rozpoznawanych.

Dyspareunia, czyli ból odczuwany podczas współżycia, to stan złożony, który trudno sprowadzić do jednej przyczyny. Może wynikać z chorób somatycznych, takich jak endometrioza, stany zapalne miednicy czy niedobory hormonalne, ale równie istotne są czynniki psychologiczne i społeczne. 

Jak podkreśla dr hab. Marek Murawski z Kliniki Ginekologii Operacyjnej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu: – Przypadłość ta jest stanem złożonym, obejmującym czynniki biologiczne, psychologiczne i społeczne. To właśnie ta wielowymiarowość sprawia, że dyspareunia często wymyka się prostym schematom diagnostycznym.

Wstyd jako bariera diagnostyczna

Skala problemu jest większa, niż mogłoby się wydawać. Szacuje się, że objawy dyspareunii może doświadczać około 20% kobiet, jednak tylko część z nich zgłasza ten problem lekarzowi. Pomimo tego, że dyspareunia może mieć znaczący wpływ na relacje intymne kobiet, nadal jest w wielu przypadkach traktowana jako temat wstydliwy.

To właśnie wstyd i brak otwartej komunikacji stają się jedną z głównych przyczyn opóźnionej diagnozy. W efekcie wiele pacjentek przez lata funkcjonuje z bólem, który choć realny i obciążający pozostaje niewidoczny dla systemu ochrony zdrowia.

Jednym z kluczowych problemów jest sposób, w jaki dyspareunia bywa diagnozowana. W praktyce klinicznej często dominuje podejście biomedyczne, skoncentrowane na ciele i możliwych przyczynach fizycznych. 

– Nierzadko obserwuje się koncentrację lekarzy wyłącznie na biomedycznym podejściu zupełnie pomijając aspekt czynnościowy i psychologiczny. To ograniczenie może prowadzić do sytuacji, w której diagnoza jest formalnie postawiona, ale rzeczywista przyczyna problemu pozostaje nierozpoznana – zauważa ekspert.

Kluczowa rola relacji lekarz–pacjentka

W przypadku dyspareunii szczególnego znaczenia nabiera coś, co w medycynie często traktowane jest jako oczywistość: rozmowa.

– Szczegółowo zebrany wywiad uwzględniający również sferę psychologiczną i seksuologiczną wydaje się być kluczowym elementem pozwalającym na poprawne zdiagnozowanie – podkreśla dr hab. Marek Murawski.

To właśnie jakość relacji lekarz–pacjent decyduje o tym, czy pacjentka w ogóle zdecyduje się mówić o swoich objawach, a tym samym, czy możliwe będzie rozpoczęcie leczenia.

Skoro przyczyny są wielowymiarowe, takie samo musi być leczenie. W praktyce oznacza to konieczność współpracy specjalistów z różnych dziedzin, od ginekologów, poprzez fizjoterapeutów uroginekologicznych, do psychologów i seksuologów.

– Kompleksowa terapia obejmuje farmakoterapię, fizjoterapię, edukację seksualną i psychoterapię – podsumowuje dr hab. Marek Murawski.

Coraz więcej danych wskazuje, że np. fizjoterapia dna miednicy może być skuteczna jako leczenie pierwszego rzutu, a terapia poznawczo-behawioralna pomaga zmniejszyć lęk związany z bólem. Problem polega jednak na dostępności tych form wsparcia, zwłaszcza w ramach publicznego systemu ochrony zdrowia.

Widzialność jako pierwszy krok

Największym wyzwaniem w przypadku dyspareunii nie jest dziś brak wiedzy medycznej, ale brak jej zastosowania w praktyce. Choroba jest opisana, mechanizmy częściowo poznane, metody leczenia dostępne. Problem polega na tym, że wciąż zbyt rzadko trafiają do tych, którzy ich potrzebują. Dlatego pierwszym krokiem do zmiany pozostaje coś pozornie prostego: uznanie, że ból podczas współżycia nie jest „normalny” i że zasługuje na uwagę, diagnozę i leczenie.

Materiał powstał na podstawie artykułu:Exploring the Diagnostic and Therapeutic Pathways of Women with Dyspareunia: A Mixed-Methods Study, Joanna Wojtas, Zofia Sotomska, Marek Murawski, Magdalena Emilia Grzybowska
Źródło: inf pras

Stwardnienie rozsiane (SM) najczęściej rozpoznawane jest między 20. a 40. rokiem życia – czyli w okresie, w którym wiele kobiet podejmuje decyzję o macierzyństwie. Jeszcze niedawno diagnoza tej choroby oznaczała dla wielu pacjentek konieczność rezygnacji z planów macierzyńskich. Dziś, dzięki dynamicznemu rozwojowi neurologii i dostępowi do wysoko skutecznych terapii, sytuacja ta zmieniła się diametralnie. Kobiety z SM mogą prowadzić aktywne życie, realizować swoje ambicje oraz bezpiecznie zostać mamami. Eksperci podkreślają, że SM nie jest przeciwwskazaniem ani do zajścia w ciążę, ani do karmienia piersią, a odpowiednio prowadzone leczenie pozwala bezpiecznie przejść przez cały proces – od planowania ciąży po okres poporodowy. To temat, o którym warto mówić głośno i przełamywać stereotypy, a szczególną okazją, aby przypomnieć, że stwardnienie rozsiane nie przekreśla marzeń o macierzyństwie jest Dzień Matki.
Z dostępnych danych naukowych wynika jednoznacznie, że stwardnienie rozsiane nie wpływa negatywnie na biologiczną płodność kobiet. Co istotne, choroba ta nie jest chorobą dziedziczną, a dzieci osób chorujących na SM nie mają automatycznie zwiększonego ryzyka zachorowania. Warunkiem bezpiecznego macierzyństwa jest dobre zaplanowanie ciąży oraz ścisła współpraca pacjentki z neurologiem i ginekologiem-położnikiem. Właściwe przygotowanie i prowadzenie ciąży pozwala ograniczyć ryzyko rzutów choroby i innych powikłań zdrowotnych.

Dobre planowanie to podstawa

„Planowanie ciąży przy stwardnieniu rozsianym powinno być świadome i przemyślane. Bardzo ważne jest ustabilizowanie choroby przed ciążą. Oznacza to, że nie należy planować ciąży w okresie aktywnej choroby – gdy występują częste rzuty, progresja objawów lub aktywne zmiany w rezonansie magnetycznym. Przed ciążą wskazane jest wyciszenie SM, co można osiągnąć dzięki skutecznemu leczeniu immunomodulującemu. Najlepiej, aby okres stabilizacji choroby trwał przez około dwa lata poprzedzające poczęcie. Wówczas ciąża jest w pełni bezpieczna” – mówi dr n. med. Katarzyna Kurowska z II Kliniki Neurologicznej oraz Poradni Specjalistycznej Przyklinicznej Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

W praktyce oznacza to konieczność indywidualnego doboru terapii modyfikującej przebieg SM z uwzględnieniem planów macierzyńskich pacjentki. Leki wysoko aktywne, bardzo skuteczne w hamowaniu progresji SM (np. przeciwciała monoklonalne) wymagają odstawienia na kilka miesięcy przed poczęciem. Ten okres, zwany „washout”, ma na celu całkowite usunięcie leku z organizmu, co jest kluczowe dla bezpieczeństwa ciąży i rozwijającego się płodu. Długość tego okresu zależy od konkretnego leku i jego właściwości. Warto jednak podkreślić, że przy leczeniu dawkowanym raz na kilka miesięcy, kobieta przez cały ten czas jest chroniona przed rzutami i postępem SM, nawet wtedy, gdy lek nie jest już aktywnie przyjmowany. Dzieje się tak, ponieważ niektóre leki wywołują długotrwały efekt w organizmie, zapewniając ciągłą ochronę, mimo że ostatnia dawka została przyjęta wiele miesięcy wcześniej.

Ciąża działa ochronnie

„Ciekawym zjawiskiem obserwowanym u pacjentek z SM jest korzystny wpływ ciąży na przebieg choroby. Zmiany immunologiczne zachodzące w organizmie kobiety sprzyjają jej naturalnemu wyciszeniu, co przekłada się na zmniejszenie liczby rzutów, szczególnie w drugim i trzecim trymestrze. Jednak okres poporodowy – zwłaszcza pierwsze trzy miesiące po porodzie – wiąże się ze zwiększonym ryzykiem nawrotu choroby. Ale dobrą wiadomością jest to, że już sam fakt leczenia SM przed ciążą zmniejsza ryzyko pogorszenia stanu neurologicznego w ciąży i po porodzie o około 45%. Natomiast ryzyko powikłań ciążowych, depresji poporodowej oraz masa urodzeniowa dzieci mam z SM są podobne jak w populacji ogólnej” – wyjaśnia dr n. med. Katarzyna Kurowska.

Warto zaznaczyć, że stwardnienie rozsiane nie jest wskazaniem do cesarskiego cięcia. Decyzja o sposobie rozwiązania ciąży powinna opierać się wyłącznie na wskazaniach położniczych, a pacjentki z SM mogą korzystać z pełnego zakresu metod łagodzenia bólu porodowego – zarówno znieczulenia zewnątrzoponowego, podpajęczynówkowego, jak i ogólnego – bez zwiększonego ryzyka rzutu choroby.

Karmienie piersią i powrót do leczenia

Karmienie piersią jest rekomendowane u wszystkich mam, również u kobiet z SM, a wiele z leków może być bezpiecznie stosowanych w tym okresie. „Karmienie piersią jest oczywiście najlepszą opcją dla dziecka, ale ma też wiele pozytywnych skutków zdrowotnych dla kobiety – zmniejsza ryzyko depresji poporodowej, a w dłuższej perspektywie czasowej zmniejsza ryzyko nowotworu sutka i osteoporozy. A dla mam z SM ważne jest to, że zmniejsza ryzyko rzutu choroby w okresie poporodowym nawet o jedną trzecią” – podkreśla ekspertka.

Istotnym elementem opieki nad pacjentką jest także odpowiednio zaplanowany powrót do leczenia modyfikującego przebieg SM. W przypadku terapii wysoko skutecznych możliwe jest ich wznowienie już w ciągu kilku-kilkunastu dni po porodzie, w zależności od konkretnego leku oraz indywidualnej sytuacji klinicznej.

Ważne wsparcie i edukacja

Macierzyństwo w przebiegu choroby przewlekłej to nie tylko wyzwania medyczne, ale także psychologiczne i społeczne. Dlatego eksperci podkreślają rolę wsparcia psychologicznego oraz dostępu do rzetelnej wiedzy. Rozmowy ze specjalistą pomagają zmniejszyć lęk, radzić sobie z emocjami i podejmować świadome decyzje. Warto również korzystać z wiedzy i doświadczeń innych osób. Organizacje pacjentów i grupy wsparcia oferują nie tylko wiele cennych informacji, ale też możliwość rozmowy z innymi kobietami z SM, które zostały mamami. Warto uważać jednak na niesprawdzone informacje dostępne w Internecie, a swoją wiedzę opierać na rzetelnych źródłach i na zaleceniach lekarzy. Wiarygodne informacje na temat rodzicielstwa w SM można znaleźć w materiałach przygotowanych w ramach kampanii edukacyjnej NEUROzmobilizowani.

Na stronie www kampanii dostępny jest cykl krótkich materiałów wideo z udziałem dr n. med. Katarzyny Kurowskiej, omawiających najważniejsze aspekty planowania ciąży, porodu i opieki nad dzieckiem.

Źródło: inf pras

 
 
Z okazji Dnia Służby Zdrowia Koalicja Onkozdrowia Kobiet zwraca uwagę na kluczowe wnioski raportu „Dogonić Europę – zdrowie kobiet w Polsce, perspektywa onkologiczna”. Analiza pokazuje wyraźnie: choć dostęp do terapii w ostatnich latach się poprawia, to system wciąż nie nadąża w najważniejszym miejscu – na etapie diagnostyki.
Autorzy raportu podkreślają, że punktem wyjścia dla skutecznego leczenia powinno być pełne rozpoznanie biologii choroby. Tymczasem w praktyce nadal zdarza się, że decyzje terapeutyczne podejmowane są bez kompletnej diagnostyki molekularnej i immunohistochemicznej, w tym oznaczeń czynników predykcyjnych takich jak PD-L1. Oznacza to, że pacjentki nie zawsze otrzymują leczenie najlepiej dopasowane do swojego nowotworu, a system ponosi koszty terapii, które mogą być mniej efektywne.

Rak trzonu macicy i rak płuca – dwa przykłady systemowych słabości

Skala problemu najlepiej widoczna jest na przykładzie raka trzonu macicy. W 2022 roku w Polsce odnotowano 5995 nowych przypadków i 1755 zgonów, a kraj osiągnął najwyższy w Unii Europejskiej wskaźnik umieralności – 10,6 zgonów na 100 tys. kobiet przy średniej unijnej wynoszącej 6,2. Co szczególnie niepokojące, wzrost liczby zgonów utrzymuje się od lat, mimo że leczenie operacyjne jest szeroko dostępne. Zestawienie tych danych prowadzi do wniosku, że problem nie leży wyłącznie w dostępności świadczeń, ale także w ich organizacji i jakości – w tym w rozproszeniu leczenia oraz niewystarczającym wykorzystaniu diagnostyki.

Jeszcze wyraźniej znaczenie diagnostyki widać w raku płuca, który stał się najczęstszą przyczyną zgonów onkologicznych kobiet i odpowiada już za około 17% zgonów, wyprzedzając raka piersi. Jednocześnie liczba kobiet leczonych z powodu tego nowotworu dynamicznie rośnie, co wpisuje się w obserwowany trend tzw. feminizacji raka płuca. W tym przypadku czas i jakość diagnostyki mają kluczowe znaczenie – to od nich zależy możliwość zastosowania terapii celowanych i immunoterapii. W praktyce jednak proces diagnostyczny bywa rozciągnięty w czasie, rozproszony między ośrodkami i nie zawsze obejmuje pełne badania.

Dodatkowym wyzwaniem pozostaje sposób prowadzenia diagnostyki. W wielu ośrodkach nadal stosowany jest model etapowego testowania pojedynczych markerów – choć w części, głównie większych placówek, wykonywane są już ograniczone panele badań. W praktyce oznacza to jednak niespójność systemu i uzależnienie zakresu diagnostyki od miejsca leczenia, przy jednoczesnym ograniczonym dostępie do wysokoprzepustowych metod profilowania molekularnego. Tymczasem diagnostyka powinna być personalizowana, a lekarz – w oparciu o obraz kliniczny pacjentki – powinien mieć dostęp do pełnego spektrum badań umożliwiających optymalne leczenie. Z danych NFZ za 2022 rok wynika, że jedynie około jedna trzecia pacjentów onkologicznych w Polsce miała wykonane badania molekularne, a zaawansowaną diagnostykę przeprowadzono zaledwie u 8–12% chorych.

W efekcie pacjentka może utracić szansę na kwalifikację do najlepiej dopasowanego leczenia. Oznacza to nie tylko ryzyko gorszych wyników klinicznych, ale także nieefektywne wykorzystanie środków publicznych.

Jednym z kluczowych ograniczeń pozostaje brak refundacji wysokoprzepustowych badań genetycznych, takich jak sekwencjonowanie nowej generacji (NGS), w tym kompleksowe profilowanie genomowe (CGP). Metody te umożliwiają jednoczesną analizę setek genów (nawet 300–500) oraz ocenę istotnych wskaźników, takich jak niestabilność mikrosatelitarna (MSI) czy obciążenie mutacyjne guza (TMB), które mają bezpośrednie znaczenie dla doboru terapii.

Choć nie każda pacjentka wymaga tak szerokiej diagnostyki, brak dostępu do niej w uzasadnionych klinicznie przypadkach ogranicza możliwość zastosowania najbardziej odpowiedniego leczenia. Jednocześnie system refundacyjny wciąż nie obejmuje części kluczowych technologii diagnostycznych – takich jak płynna biopsja i analiza krążącego DNA nowotworowego (ctDNA), badania wykonywane na świeżym materiale w trybie ambulatoryjnym czy kompleksowe profilowanie genomowe jako odrębna procedura.

Jak wskazują również analizy ekspertów, m.in. raport Polskiej Grupy Raka Płuca (2025), obecny model finansowania diagnostyki nie nadąża za rozwojem medycyny precyzyjnej, co w praktyce ogranicza dostęp pacjentek do nowoczesnych, skuteczniejszych terapii.

Diagnostyka to inwestycja, nie koszt

Raport wskazuje na fundamentalny problem systemowy: brak spójności między wytycznymi klinicznymi a koszykiem świadczeń finansowanych ze środków publicznych. W efekcie nowoczesna diagnostyka – choć rekomendowana – nie zawsze jest standardem w praktyce klinicznej. Dotyczy to m.in. testów wielogenowych i kompleksowego profilowania       genomowego (CGP), które w wielu krajach europejskich są stosowane od lat, podczas gdy w Polsce nadal dominują modele ograniczonej diagnostyki. Co istotne, kluczowe znaczenie ma nie koszt pojedynczego badania, lecz konsekwencje braku pełnej diagnostyki. Niedopasowane leczenie oznacza nie tylko gorsze wyniki kliniczne, ale także wyższe koszty dla systemu – związane z nieskuteczną terapią, kolejnymi liniami leczenia oraz wydłużonym procesem opieki nad pacjentką. Odpowiednio dobrana diagnostyka stanowi więc fundament trafnych decyzji terapeutycznych i efektywnego wykorzystania środków publicznych.

Eksperci zwracają również uwagę na konieczność lepszej organizacji systemu, w tym rozwój wyspecjalizowanych ośrodków kompetencji, szczególnie w obszarach takich jak rak płuca, gdzie diagnostyka i leczenie wymagają wysokiej koordynacji. Brak takiego podejścia oznacza nie tylko dłuższą ścieżkę pacjentki, ale także niższą efektywność całego systemu.

Problem ten wpisuje się w szerszy obraz zdrowia kobiet w Polsce. Nowotwory pozostają jedną z głównych przyczyn przedwczesnych zgonów – odpowiadają za 42% zgonów kobiet w wieku 45–64 lata i 27% w grupie 25–44 lata. Polska znajduje się również wśród krajów OECD o najwyższym poziomie utraconych lat życia z powodu nowotworów, co pokazuje skalę wyzwań systemowych. Jednocześnie długość życia kobiet w Polsce pozostaje o około 2–2,5 roku niższa niż średnia unijna.

Nowoczesna diagnostyka to lepsze decyzje terapeutyczne

Eksperci zwracają uwagę, że skuteczność leczenia onkologicznego kobiet zależy od całego procesu – od profilaktyki, przez diagnostykę, aż po jakość życia w trakcie i po terapii. W Polsce nadal niewystarczający pozostaje udział w badaniach przesiewowych, takich jak mammografia, a jednocześnie zbyt rzadko uwzględnia się konsekwencje leczenia, w tym m.in. menopauzę indukowaną terapią onkologiczną. To pokazuje, że poprawa wyników leczenia wymaga podejścia systemowego – obejmującego zarówno wcześniejsze wykrywanie chorób, dostęp do nowoczesnej diagnostyki, jak i kompleksową opiekę nad pacjentką.

Najważniejsze kierunki zmian wskazane w raporcie Koalicji Onkozdrowia Kobiet obejmują:

Nie możemy mówić o nowoczesnym leczeniu onkologicznym bez nowoczesnej diagnostyki. Dziś w Polsce wciąż zdarza się, że decyzje terapeutyczne podejmowane są bez pełnego obrazu biologii choroby. Tymczasem w wielu krajach Europy takie podejście jest standardem od lat. Polki nie mogą na to dłużej czekać – podkreśla Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe i inicjatorka Koalicji Onkozdrowia Kobiet.

Źródło danych: raport „Dogonić Europę – zdrowie kobiet w Polsce, perspektywa onkologiczna”, Warszawa 2025
Źródło: Komunikat Prasowy