Medicalpress
Zawały serca i udary mózgu częściej się zdarzają u osób, które w ostatnim czasie przeszły zakażenie grypą – ostrzegli eksperci Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych. Zaznaczyli, że przed tego rodzaju powikłaniami chroni szczepionka przeciwko grypie.
Zdaniem specjalistów Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych szczyt zachorowań na grypę bezpośrednio pokrywa się ze wzrostem liczby zgonów sercowo-naczyniowych oraz częstszymi hospitalizacjami z powodu zaostrzeń niewydolności serca. „Ryzyko incydentów sercowo-naczyniowych istotnie wzrasta bezpośrednio po zakażeniu wirusem grypy” – zwrócili uwagę w informacji przekazanej PAP. W pierwszych dniach po zakażeniu ryzyko zawału serca rośnie 17-krotnie, a 10-krotnie w przypadku udaru mózgu.

Eksperci OPZChI przypomnieli, że szczepienie przeciw grypie gwarantuje łagodniejszy przebieg infekcji, chroniąc serce przed trwałym uszkodzeniem i groźnymi powikłaniami. Wyniki badań wykazały, że u pacjentów z niewydolnością serca zaszczepienie pozwala na redukcję ogólnego ryzyka zgonu o 21 proc. oraz zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych aż o 23 proc.

Również Polskie Towarzystwo Kardiologiczne zaapelowało o popularyzację szczepień przeciw grypie jako istotnego elementu profilaktyki sercowo-naczyniowej. Grypa to nie „zwykła sezonowa infekcja” z wysoką gorączką i kaszlem. Dla naszego organizmu jest ona wyzwaniem znacznie wykraczające poza układ oddechowy. Choroba ta zaostrza choroby przewlekłe, w tym schorzenia sercowo-naczyniowe, otwierając drogę zakażeniom wtórnym i drastycznie obniża wydolność organizmu.

„Mechanizmy powikłań obejmują m.in. destabilizację blaszki miażdżycowej wywołaną stanem zapalnym, niedotlenienie mięśnia sercowego ze względu na zwiększone zapotrzebowanie metaboliczne organizmu oraz bezpośrednie uszkodzenie i zapalenie mięśnia sercowego” – tłumaczył prof. Ernest Kuchar, kierownik Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, cytowany w informacji prasowej.

Eksperci Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych powołali się na badania wykazujące, że wraz ze wzrostem zakażeń grypą, zwiększa się liczba hospitalizacji kardiologicznych. Jeśli w danym miesiącu liczba infekcji grypopodobnych rośnie zaledwie o 5 proc., to liczba hospitalizacji z powodu pogorszenia niewydolności serca zwiększa się aż o 24 proc.

Również zawał serca i udar częściej zdarzają się u osób, które w ostatnim czasie przeszły infekcję. Ok. 6-7 proc. pacjentów po udrze lub zawale przeszły co najmniej jeden epizod infekcji w ciągu poprzedzającego roku. Skutki grypy mogą zatem odezwać się ze zdwojoną siłą w najmniej oczekiwanym momencie – stwierdzili eksperci OPZChI.

Za szczepienia przeciwko grypie chroniącymi przed powikłaniami sercowo-naczyniowymi opowiedzieli się polscy kardiolodzy. W listopadzie 2025 r. na łamach „Polish Heart Medicine” opublikowali wspólne stanowisko w tej sprawie. Podkreślili w nim, że szczepienia przeciwko grypie zalecane są szczególnie pacjentom kardiologicznym. „W tej grupie dodatkowa korzyść tych szczepień jest szczególnie ważna, gdyż redukują one ryzyko incydentów kardiowaskularnych oraz zgonu” – przekonywali. Niestety – jak dodali – szczepienia przeciwko grypie w Polsce są wciąż na niskim poziomie.

Z badań wynika, że szczepienie przeciwko grypie obniża ryzyko głównych incydentów sercowo-naczyniowych o 36 proc., ryzyko udaru mózgu o 55 proc., a efekt zapobiegawczy utrzymuje się nawet przez 5 lat. U pacjentów z niewydolnością serca szczepienie pozwala o 23-proc. zmniejszyć ryzyko zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych.

„Działanie profilaktyczne corocznych szczepień jest szczególnie istotne w grupach ryzyka, do których należą pacjenci kardiologiczni i osoby starsze. Niestety, ze względu na zjawisko starzenia się układu odpornościowego (immunosenescencji), standardowe szczepionki są mniej skuteczne w tej populacji. Zarówno pacjenci kardiologiczni, jak i osoby starsze należą do grupy najwyższego ryzyka, dlatego powinni być szczepieni w pierwszej kolejności z wykorzystaniem szczepionki wysokodawkowej, opracowanej specjalnie z myślą o ich potrzebach” – ocenił prof. Adam Antczak, przewodniczący Rady Naukowej Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych.

Szczepionka wysokodawkowa zawiera cztery razy więcej antygenu w porównaniu do standardowych preparatów, dzięki czemu zwykle w większym stopniu pobudza układ odpornościowy. Zalecana jest ona osobom w wieku co najmniej 60 lat, szczególnie narażonym na choroby sercowo-naczyniowe. Według ekspertów Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych zapewnia ona o 24,2 proc. wyższą skuteczność w ochronie przed grypą u osób starszych, co przekłada się na zmniejszenie ryzyka hospitalizacji z powodu grypy i zapalenia płuc, a także z przyczyn sercowo-naczyniowych.

Szczyt zachorowań na grypę zwykle utrzymuje się do końca marca i początków kwietnia. Choroba ta występują jednak przez cały rok, również latem. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Nowe podejście do leczenia serca po zawale daje nadzieję na przełom. Naukowcy z USA opracowali innowacyjną terapię, która może zapobiec niewydolności serca dzięki aktywacji naturalnych mechanizmów regeneracyjnych organizmu. To potencjalny krok milowy w medycynie regeneracyjnej – a na razie skuteczność potwierdzają testy na modelach zwierzęcych.
Naukowcy z University of California w San Diego oraz Northwestern University w Evanston (USA) opracowali innowacyjną terapię wspomagającą gojenie się serca po zawale. Eksperymentalny preparat podawany dożylnie, opracowany na bazie polimerów białkopodobnych, znacząco poprawiał funkcję serca i ograniczał uszkodzenia mięśnia sercowego u szczurów.
Wyniki tych przełomowych badań zostały opublikowane na łamach prestiżowego czasopisma „Advanced Materials”.

Jak działa nowy preparat?

Zasadniczym celem terapii jest aktywacja układu odpornościowego oraz ochrona komórek serca przed skutkami stresu oksydacyjnego i zapalenia, jakie pojawiają się w wyniku zawału. Leczenie opiera się na zablokowaniu destrukcyjnej interakcji pomiędzy dwoma białkami: KEAP1 i Nrf2.

W normalnych warunkach białko Nrf2 chroni komórki przed stanem zapalnym, ale po zawale KEAP1 wiąże się z nim i prowadzi do jego degradacji. Preparat PLP (polimer podobny do białka) działa jak „fałszywe” Nrf2, wiążąc KEAP1 i uniemożliwiając mu degradację prawdziwego białka ochronnego.

Testy na zwierzętach – obiecujące rezultaty

Badania przeprowadzono na szczurach, którym wstrzyknięto preparat PLP lub – dla porównania – roztwór soli fizjologicznej. Przez pięć tygodni od zawału serca nie ujawniano, który osobnik otrzymał daną substancję. Następnie wykonano badanie MRI, które wykazało znacznie lepszą regenerację i funkcję serca u gryzoni leczonych PLP.

Co więcej, testy molekularne ujawniły zwiększoną ekspresję genów odpowiedzialnych za gojenie się tkanek – to potwierdzenie, że terapia działa nie tylko objawowo, ale i u podstaw biologicznych procesów naprawczych.

Prewencja niewydolności serca – nieosiągalny dotąd cel?

Jedną z największych trudności w leczeniu pacjentów po zawale serca jest zapobieganie rozwojowi przewlekłej niewydolności serca. Obecne metody terapeutyczne często nie wystarczają, by skutecznie zregenerować uszkodzoną tkankę.
„Zapobieganie niewydolności serca po zawale serca jest nadal główną niezaspokojoną potrzebą kliniczną” – mówi prof. Karen Christman z UC San Diego. Jej zespół dąży do opracowania terapii, którą można by wdrażać już w ciągu pierwszych godzin po zawale – zanim pojawią się trwałe zmiany w sercu.

Potencjał terapii – nie tylko dla serca

Co ważne, twórcy terapii uważają, że opracowana platforma PLP może mieć szersze zastosowanie w medycynie.
„Ta platforma terapeutyczna ma ogromny potencjał w leczeniu wielu chorób, w tym zwyrodnienia plamki żółtej, stwardnienia rozsianego i chorób nerek” – podkreśla współautor badania, prof. Nathan Gianneschi z Northwestern University.

Choć przed zespołem kolejne fazy badań – m.in. na modelach większych zwierząt i w przyszłości na ludziach – dotychczasowe wyniki dają nadzieję na realny przełom w terapii chorób serca i innych przewlekłych schorzeń zapalnych.

Źródło: PAP / Nauka w Polsce

Jesień to pora roku, która przynosi nie tylko piękne, złociste krajobrazy, ale niestety także podwyższone ryzyko zdrowotne. Według kardiologów, w tym okresie rośnie ryzyko zawału serca, co stanowi szczególne zagrożenie dla osób z problemami kardiologicznymi. Spadek temperatur, większe zanieczyszczenie powietrza i inne czynniki związane z jesienną pogodą mogą wpłynąć na układ krążenia. Prof. dr hab. n. med. Piotr Buszman, kardiolog American Heart of Poland, wyjaśnia, dlaczego jesień może być szczególnie groźna dla serca oraz jakie kroki można podjąć, aby zminimalizować to ryzyko.
Znaczny spadek temperatur powietrza to jeden z głównych czynników wpływających na zdrowie układu sercowo-naczyniowego jesienią. – Kiedy temperatura na zewnątrz spada o 10 stopni Celsjusza, ryzyko wystąpienia zawału serca rośnie o 7%. To zjawisko wynika z mechanizmów fizjologicznych, które prowadzą do kurczenia się naczyń krwionośnych, co z kolei powoduje wzrost ciśnienia krwi. W przypadku osób, u których w tętnicach wieńcowych znajdują się blaszki miażdżycowe, nagły wzrost ciśnienia może być mechanizmem wyzwalającym pęknięcie niestabilnej blaszki i w efekcie prowadzić do ostrego zawału serca – wyjaśnia prof. Piotr Buszman.

Zmieniająca się temperatura nie jest jednak jedynym problemem. Jesienią rozpoczyna się sezon grzewczy, co oznacza zwiększenie zanieczyszczenia powietrza. Szczególnie niebezpieczne są pyły zawieszone, zwłaszcza PM2,5, które mają potwierdzony negatywny wpływ na serce.
– Zwiększone zapylenie destabilizuje blaszki miażdżycowe, co dodatkowo zwiększa ryzyko zawału – dodaje prof. Buszman.

Jak minimalizować ryzyko zawału?
Mimo że obniżenie temperatury i pogorszenie jakości powietrza mogą zwiększać ryzyko zawału serca, to najważniejsze pozostają tzw. modyfikowalne czynniki ryzyka. Kardiolog American Heart of Poland podkreśla, jak istotne jest dbanie o zdrowie przez cały rok, a szczególnie jesienią, gdy warunki pogodowe stają się bardziej wymagające. – Zadbajmy o swoją dietę, przestańmy palić papierosy, kontrolujmy masę ciała, ciśnienie krwi i poziom cholesterolu. Regularna aktywność fizyczna i przestrzeganie zaleceń lekarskich to podstawa profilaktyki – apeluje prof. Piotr Buszman.
Kardiolog zaznacza, że obniżenie temperatury samo w sobie nie jest bezpośrednią przyczyną zawału serca, ale może działać jako bodziec u osób obciążonych innymi czynnikami ryzyka.

– Ubierajmy się odpowiednio do pogody, unikajmy nagłych zmian temperatury, szczególnie przy wychodzeniu z ciepłych pomieszczeń na zewnątrz – radzi ekspert American Heart of Poland.

Objawy zawału serca – na co zwrócić uwagę?
Zawał serca to stan bezpośredniego zagrożenia życia, dlatego ważne jest, aby szybko rozpoznać jego objawy i natychmiast podjąć odpowiednie działania. Charakterystycznym objawem zawału mięśnia sercowego jest intensywny ból w klatce piersiowej, który może promieniować do szyi, lewego ramienia, a nawet brzucha. – Silny, piekący, gniotący i dławiący ból trwający ponad 20 minut, często towarzyszy mu uczucie lęku i obfite poty – to sygnały alarmowe – podkreśla prof. Buszman. – Ból może promieniować do innych części ciała, jak szyja, ramię czy nawet brzuch, dlatego nie należy lekceważyć żadnych nietypowych dolegliwości.

Jeżeli pacjent zauważy u siebie takie objawy, konieczne jest natychmiastowe wezwanie karetki.– Udrożnienie zamkniętej tętnicy wieńcowej w czasie krótszym niż 60 minut nie tylko ratuje życie, ale może także pozwolić na pełny powrót do sprawności serca bez uszczerbku na zdrowiu – zaznacza kardiolog American Heart of Poland. Jesień, ze swoim chłodniejszym klimatem i gorszej jakości powietrzem, jest okresem, w którym szczególnie warto zwrócić uwagę na zdrowie serca.

Nie taka jesień straszna…
Jesień to czas, kiedy nasze serca potrzebują szczególnej troski. Niezależnie od tego, czy jesteś osobą zdrową, czy cierpisz na choroby układu sercowo-naczyniowego, warto pamiętać o regularnych badaniach, zdrowym stylu życia i modyfikacji czynników ryzyka. – Zawał serca nie wybiera, ale dbając o swoje zdrowie, możemy zminimalizować ryzyko i cieszyć się jesienią w pełni zdrowia – mówi prof. Piotr Buszman.

źródło: AHOP
Wystartowała XXI edycja kampanii profilaktyczno-edukacyjnej Servier dla Serca, mającej na celu zwiększanie świadomości Polaków na temat chorób układu krążenia. W tym roku tematem przewodnim jest nadciśnienie tętnicze, z powodu którego w Polsce umiera ok. 90 tysięcy osób rocznie[1]. Jak wskazują eksperci, jedną z głównych przyczyn tych zgonów jest nieprzestrzeganie zaleceń terapeutycznych, dlatego nacisk został położony właśnie na adherence. W ramach tegorocznej edycji kampanii prowadzone są ogólnopolskie działania informacyjno-edukacyjne. Dla pacjentów przygotowane zostały praktyczne materiały, które uczą, jak dbać o utrzymanie ciśnienia tętniczego w normie i przypominają, że warto robić TO regularnie!
Przez Polskę przechodzi fala upałów. Podczas panujących obecnie wysokich temperatur serce pracuje intensywniej, a naczynia krwionośne się rozszerzają. Wzmożone pocenie się jest naturalnym mechanizmem obronnym organizmu, chroniącym przed przegrzaniem. U osób z chorobą wieńcową, po zawale serca, z wadami zastawkowymi lub nieleczonym nadciśnieniem tętniczym, serce może jednak nie sprostać dodatkowym obciążeniom.
 
Wysokie temperatury i zmiana warunków klimatycznych mogą być czynnikami wywołującymi zawał mięśnia sercowego. Kiedy podejrzewamy takie zagrożenie, szybkie działanie może uratować życie i serce osoby poszkodowanej. Mariusz Hochuł, kardiolog z American Heart of Poland, zwraca uwagę na tę kwestię. W takich sytuacjach, jak mówi kardiolog, powinniśmy natychmiast wezwać pogotowie ratunkowe.
 
W przypadku pojawienia się niepokojącego bólu w klatce piersiowej należy natychmiast dzwonić pod 112.
 
– Typowym objawem zawału serca jest ból w okolicy klatki piersiowej, który często promieniuje np. do lewej lub do prawej ręki, a czasami do żuchwy. Dolegliwościom tym może towarzyszyć duszność lub trudności z oddychaniem.  Ból w zawale trwa zwykle powyżej pół godziny, pacjent może też być blady i spocony.  Często przed zawałem występują objawy przedzawałowe np. krótsze bóle w klatce piersiowej lub ucisk w klatce piersiowej przy małych wysiłkach. Czasami ból może być mylony ze zgagą. Inne objawy to omdlenia lub nudności – wyjaśnia doktor Mariusz Hochuł.
 
„Złota godzina” – czas na wagę życia
 
– Tzw. „złota godzina” to pierwsze 60 minut od pojawienia się objawów zawału serca. Osoby, które w tym czasie dotrą do szpitala, mają szansę uniknąć trwałego uszkodzenia serca i niewydolności serca. Niestety, im dłużej trwa niedokrwienie mięśnia sercowego, tym rozleglejszy jest obszar martwicy i gorsze rokowania dla pacjenta. Dlatego tak ważna jest szybka reakcja – mówi kardiolog American Heart of Poland.
 
Nie bagatelizujmy bólu i nie odwlekajmy wezwania karetki.
 
– W karetce pogotowia ratunkowego pacjent ma wykonywane EKG, które przesyłane jest teletransmisją do naszego oddziału. Już na tej podstawie weryfikujemy jego stan, a cały zespół jest już w gotowości i oczekuje na pacjenta – wyjaśnia doktor Mariusz Hochuł.
 
Przyczyn zwiększonego ryzyka wystąpienia zawału mięśnia sercowego w okresie letnim jest wiele. Wysoka temperatura może osłabić organizm, który mobilizuje wszystkie siły na utrzymanie stałej temperatury ciała. W efekcie podczas upałów odczuwamy zmęczenie, osłabienie, spowolnienie tempa działania oraz trudności z koncentracją.
 
– Podróże do egzotycznych miejsc, zmiany warunków klimatycznych oraz nadużywanie alkoholu również mogą wpływać na nasze zdrowie sercowo-naczyniowe. Cieszmy się letnim czasem, ale bądźmy jednak świadomi czynników zwiększających ryzyko wystąpienia zawału serca i jego objawów – podkreśla kardiolog American Heart of Poland. Warto pamiętać o regularnych konsultacjach z lekarzem oraz dbaniu o zdrowy styl życia, nawet podczas wakacji.
 
Choroby krążenia nie lubią wysokich temperatur. Pacjenci zmagający się z nimi powinni latem bacznie obserwować swój organizm i reagować na wszelkie niepokojące sygnały.
 
– Organizm narażony na wysoką temperaturę zaczyna słabnąć, co może prowadzić do omdleń i przejściowego niedokrwienia mięśnia sercowego, a nawet niedokrwienia mózgu lub udaru mózgu. Powinniśmy częściej kontrolować ciśnienie krwi, ponieważ u niektórych dochodzi do jego spadku – stwierdza doktor.
 
Dlaczego należy pamiętać o nawodnieniu?
 
Przy intensywniejszym poceniu może zwiększać się ryzyko spadku ciśnienia tętniczego, w szczególności, jeśli nie dostarczamy odpowiedniej ilości płynów. W ciągu gorącego dnia przez skórę i drogi oddechowe możemy stracić nawet ponad 1,5 litra płynów. Jest to istotne, ponieważ wraz z potem tracimy nie tylko wodę, lecz także sole mineralne, które odgrywają ważną rolę w regulacji ciśnienia tętniczego – wyjaśnia kardiolog American Heart of Poland.
 
Gdy brakuje płynów – bo pijemy za mało – serce musi pompować krew szybciej, zwiększając rytm pracy. W takich gorących dniach serce potrzebuje więcej tlenu, aby funkcjonować prawidłowo. Jeśli nie dostarczymy go w wystarczającej ilości, może to prowadzić do niedokrwienia mięśnia sercowego i zawału.
 
Unikamy nadmiernej ekspozycji na promienie słoneczne, między godziną 11.00 a 15.00. Czas wolny najlepiej spędzać w półcieniu. Niewskazane jest przebywanie w miejscach zatłoczonych, a w klimatyzowanych pomieszczeniach temperatura powinna być niższa maks. o 5 stopni od tej na zewnątrz. W czasie upałów wzrasta ryzyko zakrzepów – osoby mające żylaki kończyn dolnych powinny dużo chodzić, odpoczywać z nogami uniesionymi powyżej serca, nie wystawiać ich na słońce i nie uciskać ciasną odzieżą.

źródło: AHOP
Blisko 1/3 dorosłych Polaków choruje na nadciśnienie tętnicze, przy czym ponad 20% kobiet i 40% mężczyzn nie zdaje sobie z tego sprawy.  Problem nasila się wraz z wiekiem i po 64. roku życia dotyczy już 2/3 mężczyzn i 80% kobiet. Rozpoznanie nadciśnienia tętniczego nie jest trudne, ale to dopiero połowa sukcesu. Konieczne jest skuteczne leczenie –  takie, które pozwala osiągnąć prawidłowe wartości ciśnienia tętniczego. Jak walczyć z nadciśnieniem oraz jakie konsekwencje niesie za sobą ta choroba mówi dr n. med. Tomasz Deptuch, kardiolog American Heart of Poland, w Światowym Dniu Świadomości Nadciśnienia Tętniczego.
U 90% pacjentów nadciśnienie tętnicze ma charakter samoistny, a więc nie wynika z jednej konkretnej przyczyny (np. zaburzeń hormonalnych czy zwężenia tętnicy nerkowej). – Wtedy lekarz zaleca modyfikację stylu życia (aktywność fizyczna, prawidłowe odżywianie i redukcja masy ciała pozwalają obniżyć codzienne wartości ciśnienia) oraz farmakoterapię adekwatną do wartości ciśnienia. Krótko mówiąc, leki i ich docelowe dawki muszą być dobrane tak, żeby wartości ciśnienia tętniczego wróciły do normy – mówi kardiolog American Heart of Poland.

Zmiana stylu życia wpływa nie tylko na wartości ciśnienia jakie widzimy podczas codziennych pomiarów RR, ale także pozwala zmniejszyć ryzyko powikłań, np. udaru mózgu. O ile nie mamy wpływu na nasz wiek, czy płeć, to jest szereg modyfikowalnych czynników ryzyka udaru. Oprócz nadciśnienia tętniczego należą do nich: otyłość, siedzący tryb życia, choroby serca, palenie papierosów, zaburzenia lipidowe, cukrzycę, nadużywanie alkoholu oraz zespół bezdechu sennego.

– Nadciśnienie tętnicze przez długie lata i dekady może przebiegać bezobjawowo lub dawać objawy tak niecharakterystyczne, że zostaną zlekceważone przez pacjenta. Niestety im dłużej taki stan trwa, tym większe spustoszenie w organizmie jest w stanie zrobić. Niekontrolowane NT leży u podstaw wielu chorób przewlekłych, które – gdy się rozwiną – znacznie ograniczają jakość życia i skracają jego długość. Należą do nich np. miażdżyca, niewydolność serca, migotanie przedsionków oraz niewydolność nerek. Leczenie tych chrób jest dla pacjenta uciążliwe, wymaga częstych hospitalizacji, leczenia interwencyjnego, a w przypadku niewydolności nerek może prowadzić do dializoterapii – przestrzega dr n. med. Tomasz Deptuch.

Powikłania nadciśnienia tętniczego to nie tylko choroby przewlekłe, należą do nich także zawał serca i udar mózgu, które zagrażają nagłą śmiercią, a w przypadku udaru także ciężką niepełnosprawnością i wymagają natychmiastowej interwencji medycznej w specjalistycznych ośrodkach.

Nadciśnienie tętnicze zwiększa ryzyko wystąpienia udaru 3 do 6 razy, wraz ze wzrostem wartości ciśnienia to ryzyko dalej rośnie. Zależność ta jest najsilniej wyrażona u pacjentów młodych, do 45 r.ż. Na szczęście istnieje też odwrotna zależność, a więc redukcja wartości ciśnienia skurczowego o 10-12 mmHg i rozkurczowego o 5-6 mmHg powoduje redukcję ryzyka udaru o  37%.

– Naturalna historia nieleczonego nadciśnienia tętniczego jest zwykle taka: podwyższone ciśnienie uszkadza ściany tętnic prowadzących krew do serca, mózgu, nerek, kończyn dolnych i ułatwia powstawanie miażdżycy. Mięsień sercowy jest zmuszony do pracy pod zwiększonym obciążeniem i przerasta. Z czasem narastają zmiany miażdżycowe, które zawężają tętnice i powodują niedokrwienie narządów. Przerost lewej komory zwiększa opór jej napełniania, dochodzi do zalegania krwi w przedsionku serca i jego powiększenia. Progresja miażdżycy prowadzi do pęknięcia którejś ze zmian, co powoduje zawał serca lub udar mózgu. Postępujący przerost serca prowadzi do jego niewydolności, a w powiększonym przedsionku dochodzi do arytmii – migotania przedsionków. O bezpośrednich następstwach zawału i udaru już wspominałem. Migotanie przedsionków prowadzi do powstania skrzeplin i zatoru, np. udaru (to kolejny mechanizm, w jakim NT zwiększa ryzyko uszkodzenia mózgu); niewydolność serca powoduje ograniczenie tolerancji wysiłku i znacznie zmniejsza komfort życia – wyjaśnia ekspert American Heart of Poland.

Tę kaskadę zdarzeń, która zwykle trwa wiele lat, można przerwać w każdym momencie, rozpoznając i skutecznie lecząc nadciśnienie tętnicze. Im szybciej to się stanie, tym lepiej.

– Jeżeli nie uda się ustrzec powikłań NT, trzeba pamiętać, na co zwracać uwagę. Zawał serca charakteryzuje się bólem w klatce piersiowej promieniującym do ramion, dusznością i osłabieniem. Natomiast udar mózgu manifestuje się zaburzeniami mowy, asymetrią twarzy i osłabieniem mięśni po jednej stronie ciała. W obu przypadkach, szybkie działanie ratunkowe jest kluczowe – wyjaśnia doktor Tomasz Deptuch. Tutaj naprawdę liczy się każda minuta, mówimy o „złotej godzinie“, w czasie której pacjent powinien trafić do specjalistycznego ośrodka w celu leczenia interwencyjnego. Im szybciej to się stanie, tym większa szansa na powodzenie leczenia i przywrócenie pacjenta do normalnego życia. 

Warto zauważyć, że wczesne wykrycie nadciśnienia tętniczego jest kluczowe dla dalszego postępowania. Niestety, często choroba ta rozwija się bezobjawowo lub objawy są tak niespecyficzne, że łatwo je bagatelizować. Jednakże ignorowanie ich może prowadzić do poważnych konsekwencji, włącznie z zawałem serca lub udarem mózgu.
źródło: AHOP
Nagły ból w klatce piersiowej, pieczenie za mostkiem, duszności – to najczęstsze objawy zawału. Jeśli odczuwasz je np. stojąc na przystanku autobusowym z dwoma innymi osobami – statystycznie nie będą wiedziały, jak ci pomóc. Dla większości z nas, szczególnie młodych, zawał brzmi jak odległa perspektywa – tymczasem ratownik medyczny Marcin „Borkoś” Borkowski podkreśla, że wyjazdy karetki do Polaków ze schorzeniami kardiologicznymi w wieku ok. 30 lat to już norma.
Według badań[1] przeprowadzonych przez PBS na zlecenie firmy Warta, choroby kardiologiczne są najczęściej występującym schorzeniem w najbliższej rodzinie, a aż 76 proc. ankietowanych obawia się zachorowania na nie. Choroby uznawane niegdyś za domenę ludzi w dojrzałym wieku, obecnie dotykają coraz młodszych. Jednocześnie co 4. millenials deklaruje, że nie obawia się schorzeń kardiologicznych[2]. Tymczasem po pandemii i powikłaniach COVID-19 wzrost zachorowań wśród grupy 25-44 wyniósł 30 proc.[3]  Co więcej, zawał przebyty w młodym wieku jest groźniejszy niż ten, który przechodzą ludzie starsi. Już teraz co dziesiąty zawał dotyka osoby przed 45. rokiem życia.

Zawał? Mnie to nie dotyczy
Zapadalność na zawały serca w Polsce jest wciąż o 30-50 proc. większa niż w krajach Europy Zachodniej i Unii Europejskiej[4]. Roczna śmiertelność w naszym kraju przekracza w przypadku zawału serca 20 proc[5]. Wskaźnik ten można jednak znacząco zmniejszyć. Kluczowy jest czas reakcji: to w ciągu pierwszej godziny istnieje bowiem największa szansa na ograniczenie skutków zawału. Niestety niemal 60 proc. Polaków nie wie lub nie jest pewne, jak udzielić pierwszej pomocy w przypadku takiej sytuacji[6].

Obecnie regularnie karetki wyjeżdżają do młodych z zawałem. Zdarza się to zdecydowanie częściej niż jeszcze kilka lat temu. Prawdopodobieństwo, że każdy z nas będzie świadkiem takiego zdarzenia rośnie z roku na rok. Tu nie ma reguły. Nieraz przyjeżdżałem na zdarzenie, gdy poszkodowanym był wysportowany, młody mężczyzna, typowy „młody bóg”, którego nawet nie podejrzewalibyśmy o możliwość zawału – mówi Marcin „Borkoś” Borkowski, ratownik medyczny.

Pozory mylą – nie zawsze higieniczny tryb życia oznacza  ochronę przed zawałem. Zgłoszenia schorzeń kardiologicznych w ramach naszych polis dotyczą ludzi w każdym wieku. Jednak tylko w ubiegłym roku otrzymaliśmy niemal pół tysiąca zgłoszeń od osób poniżej 45 roku życia dotyczących takich zachorowańZależy nam na tym, by młodzi Polacy byli świadomi zagrożenia, bowiem według naszych badań wciąż jedynie co 3. osoba w wieku 30-45 lat posiada indywidualne ubezpieczenie na życie – podkreśla Karolina Kołaszewska, kierująca Biurem Zarządzania Produktami w Warcie.

Ratowanie życia? To misja każdego
Marcin „Borkoś” Borkowski w najnowszym spocie przekonuje, że każdy z nas może paść ofiarą chorób kardiologicznych. Tym samym każdy z nas może być też świadkiem takiego zdarzenia, a dzięki odpowiedniej wiedzy każdy z nas ma moc ratowania życia. Wystarczy kilka kroków, by zwiększyć szansę na przeżycie i szybszy powrót do zdrowia poszkodowanego. Wiedza to pierwszy krok to przełamania strachu i obaw przed udzieleniem pierwszej pomocy.

 
[1] Badanie „Ubezpieczenia indywidualne”, przeprowadzone w grudniu 2023 r. we współpracy z agencją badawczą PBS na zlecenie TUnŻ Warta, na ogólnopolskiej próbie 1000 osób.
[2] Badanie „Ubezpieczenia indywidualne”, op. cit.
[3] https://www.medonet.pl/choroby-od-a-do-z/choroby-ukladu-krazenia,mlodzi-ludzie-coraz-czesciej-umieraja-na-zawal-serca–smutny-efekt-covid-19–raport-,artykul,12544674.html
[4] https://www.mp.pl/pacjent/choroby-ukladu-krazenia/aktualnosci/202185,mamy-wciaz-wieksza-zapadalnosc-na-zawaly-niz-inne-kraje-ue
[5] Raport „Występowanie, leczenie i prewencja wtórna zawałów serca w Polsce”, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego, https://www.pzh.gov.pl/raport-wystepowanie-leczenie-i-prewencja-wtorna-zawalow-serca-w-polsce/.
[6] Odpowiedzi „Nie wiem” lub „Nie wiem, trudno powiedzieć”, badanie „Ubezpieczenia indywidualne”, op. cit.
źrodło: Warta
Nawet 80 proc. przypadków nagłego zgonu sercowego (NZS) może być związane z chorobą niedokrwienną serca i zawałem mięśnia sercowego. Znaczna część populacji pacjentów, którzy przeżyli zawał mięśnia sercowego, ma zatem istotnie zwiększone ryzyko wystąpienia nagłego zgonu sercowego w porównaniu do populacji ogólnej. Jak zgodnie z aktualną wiedzą medyczną i możliwościami technologicznymi chronić takich chorych przed kolejnymi incydentami wieńcowymi oraz zagrażającymi życiu szybkimi arytmiami komorowymi w okresie podwyższonego ryzyka, wyjaśniają eksperci Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego: prof. Marek Gierlotka, dr hab. med. Marta Kałużna-Oleksy i dr hab. med. Michał Hawranek.
Główna przyczyna chorobowości i śmiertelności
 
Schorzenia sercowo-naczyniowe, w tym przede wszystkim zawał serca, to obecnie główna przyczyna chorobowości i śmiertelności w krajach rozwiniętych. Zdaniem ekspertów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego terapia zawału serca wiąże się z rozmaitymi wyzwaniami a cele leczenia uwzględniają złożone ryzyka doraźne i odległe, które istotnie rzutują na rokowanie i jakość życia pacjentów. Coraz częściej zwraca się uwagę także na indywidualne potrzeby pacjentów oraz na konieczność monitorowania postępów leczenia i zabezpieczenia chorych w przypadku zdiagnozowanego podwyższonego ryzyka NZS wynikającego z uszkodzenia mięśnia sercowego, szczególnie w okresie intensywnego leczenia.
 
– Przez długi czas leczenie zawału serca było jedynie leczeniem objawowym i wiązało się z bardzo wysoką śmiertelnością. Pierwszym przełomem było wprowadzenie w latach 60-tych XX wieku oddziałów intensywnego nadzoru kardiologicznego z ciągłym monitorowaniem stanu pacjenta, co pozwoliło na wczesne rozpoznawanie a dzięki defibrylatorom także na skuteczne leczenie zagrażających życiu zaburzeń rytmu serca, takich jak częstoskurcz komorowy lub migotanie komór. W kolejnych latach poszukiwano możliwości leczenia przyczynowego – przypomina dr hab. med. Michał Hawranek z III Katedry i Oddziału Klinicznego Kardiologii Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, przewodniczący Asocjacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
 
Złożone cele leczenia zawału serca
 
Najczęstszą przyczyną zawału serca jest zakrzep powstający na uszkodzonej blaszce miażdżycowej, który zamyka światło naczynia i powoduje niedokrwienie a następnie martwicę mięśnia sercowego, dlatego też podstawowym celem terapii jest udrożnienie naczynia.
 
– W latach 80-tych XX wieku wprowadzono leki rozpuszczające zakrzep: trombolizę, która istotnie poprawiła rokowanie pacjentów, ale wiązała się z ryzykiem powikłań krwotocznych. W latach 90-tych XX wieku rozpoczęła się era interwencyjnego leczenia zawału serca. Obecnym standardem jest udrożnienie zamkniętego naczynia oraz zabieg angioplastyki, najczęściej z implantacją stentu. Dzięki jej wprowadzeniu istotnie więcej pacjentów przeżywa dziś ostrą fazę choroby a uszkodzenie mięśnia sercowego jest mniejsze niż kiedyś. Ma to ogromne znacznie w redukcji ryzyka nagłego zgonu po zawale serca, które zależy przede wszystkim od stopnia uszkodzenia lewej komory serca i rozległości martwicy. Po przebyciu zawału u wszystkich pacjentów konieczna jest profilaktyka wtórna – zaznacza dr hab. med. Michał Hawranek.
 
Metody leczenia zawału serca
 
W latach 50-tych XX wieku wprowadzono do leczenia aspirynę a w następnych dekadach beta-blokery, inhibitory konwertazy angiotensyny, inhibitory receptora mineralokortykoidowego oraz statyny.
 
– Mechanizmy działania tych leków są różne: od działania przeciwzakrzepowego, przez kontrolę rytmu sera oraz ciśnienia tętniczego, działanie protekcyjne na mięsień sercowy po działanie plejotropowe i hypolipemizujące. Istotne, że wszystkie wymienione leki skutkują poprawą rokowania pacjentów po zawale serca. Niestety, u chorych, u których doszło do istotnego uszkodzenia serca i obniżenia funkcji skurczowej, ryzyko wystąpienia nagłego zgonu sercowego pomimo stosowania leków jest nadal wysokie – przyznaje dr hab. med. Michał Hawranek.
 
Dr hab. med. Marta Kałużna-Oleksy z I Kliniki Kardiologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, członek Zarządu Asocjacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego dodaje: – U wielu osób, które przeżyły zawał mięśnia sercowego, istnieje zwiększone ryzyko wystąpienia nagłego zgonu sercowego w porównaniu do populacji ogólnej i prewencja NZS w tej grupie chorych jest jednym z kluczowych celów terapii.
 
NZS – szczególnie zagrażający niektórym osobom po zawale serca
Nagły zgon sercowy może wystąpić okołozawałowo, czyli w ostrej fazie zawału mięśnia sercowego, ale może być także jego manifestacją i pierwszym objawem. Może też być następstwem zawału, szczególnie w okresie pierwszych trzech miesięcy od wystąpienia incydentu.

– Zawał mięśnia sercowego jest spowodowany niedokrwieniem danego obszaru mięśnia sercowego, zazwyczaj z powodu zamknięcia tętnicy wieńcowej. Prowadzi to do martwicy i uszkodzenia struktury i funkcji serca. Choroba wieńcowa, która może prowadzić do zawału (ale nie musi), związana jest z odkładaniem się blaszek miażdżycowych w naczyniach wieńcowych, które utrudniają przepływ krwi, co również w konsekwencji prowadzi do niedokrwienia mięśnia sercowego. Zarówno sam ostry incydent niedokrwienny, jak i gojenie się mięśnia serowego stanowią sytuację, w której częściej dochodzi do groźnych dla życia arytmii komorowych, mogących prowadzić do wystąpienia nagłego zgonu sercowego. Rewaskularyzacja naczynia wieńcowego, czyli przywrócenie prawidłowego przepływu krwi, daje szansę na uratowanie jak największego obszaru mięśnia sercowego przed martwicą. Im szybciej przeprowadzona procedura, tym efekt leczenia jest lepszy (nie bez powodu w kontekście zawału serca mówi się o „złotej godzinie”). Często początkowo znacznie uszkodzona funkcja skurczowa serca po zastosowaniu odpowiedniego leczenia ulega poprawie. Tym samym zmniejsza się ryzyko wystąpienia nagłego zgonu sercowego. Nie jest to jednak proces kilkudniowy i wymaga dłuższej obserwacji pacjenta – zaznacza dr hab. med. Marta Kałużna-Oleksy.

Focus na szczególnie zagrożone grupy chorych
Eksperci Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego przypominają, że pacjenci po przebytym zawale serca są bardziej narażeni na kolejne incydenty niedokrwienne, ponadto są grupy chorych szczególnie podatne na wystąpienie nagłego zgonu sercowego i wśród pacjentów po zawale serca należy wykonać również szczegółową analizę czynników, które takie ryzyko zwiększają.

Dr hab. med. Marta Kałużna-Oleksy podkreśla: – Należy pamiętać, że każdy przypadek jest unikalny, a ryzyko wystąpienia nagłego zgonu sercowego może się różnić w zależności od wielu czynników, takich jak: wiek, płeć, historia przebytych chorób, styl życia i genetyka. W związku z tym ważne jest, aby ocenić indywidualne ryzyko i monitorować pacjenta w skoordynowanym systemie opieki po zawale serca.

Skuteczna prewencja NZS? Kompleksowa i przemyślana
Specjaliści zaznaczają, że współczesne, zgodne z aktualną wiedzą medyczną podejście do opieki nad pacjentami po zawale serca opiera się na kompleksowej strategii, uwzględniającej zarówno leczenie farmakologiczne, jak i procedury kardiologii interwencyjnej, edukację pacjentów oraz kontrolę czynników ryzyka. Wszystkie te środki mają służyć zapobieganiu kolejnym incydentom sercowym oraz nagłemu zgonowi sercowemu i poprawieniu jakości życia pacjentów po przebytym zawale serca. Jaką metodę zastosować, ocenia się indywidualnie.
 
– Kardiowerter-defibrylator (ang. implantable cardioverter defibrillator, ICD),  w profilaktyce pierwotnej po zawale serca należy implantować, gdy frakcja wyrzutowa lewej komory jest <= 35%, występują objawy niewydolności serca w klasie NYHA II-III, pomimo optymalnej farmakoterapii trwającej co najmniej trzy miesiące. Należy rozważyć takie leczenie także u pacjentów w klasie NYHA I. Powyższe zalecenie uwzględnia zarówno patofizjologię zawału serca – przebudowa uszkodzonego mięśnia sercowego trwa co najmniej sześć tygodni, jak i korzystny efekt stosowanych leków zapobiegających negatywnej przebudowie lewej komory. Niemniej zdarzają się sytuacje, w których zagrażające życiu komorowe zaburzenia rytmu występują bezpośrednio po zawale serca. Z uwagi na opisane powyżej mechanizmy implantacja urządzeń nie jest wówczas zalecana. W pierwszej kolejności należy stosować beta-blokery oraz rozważyć amiodaron, jeśli leczenie nie jest skuteczne. Ten wczesny okres po zawale serca to bardzo ważny moment. Aby w pełni wykorzystać możliwości terapeutyczne, konieczna jest współpraca z pacjentem, kontrola czynników ryzyka oraz okresowa ocena funkcji skurczowej lewej komory. W praktyce klinicznej kwalifikacja do implantacji kardiowertera-defibrylatora odbywa się zazwyczaj w ramach opieki ambulatoryjnej po upływie wspomnianych trzech miesięcy. W wybranych przypadkach, w okresie trzech pierwszych miesięcy konieczne może być zabezpieczenie pacjenta czasowym urządzeniem defibrylującym – wyjaśnia dr hab. med. Michał Hawranek.  
 
Obecnie dostępne metody zabezpieczania pacjentów przed NZS: jeśli nie ICD, to co?
 
Prof. Marek Gierlotka, kierownik Kliniki i Oddziału Kardiologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Opolu, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, w kontekście wyzwań związanych z leczeniem zawału serca we wczesnym okresie po wystąpieniu incydentu przyznaje, że jednym z potencjalnych problemów w terapii tej fazy zawału jest fakt, że jego przebieg u różnych pacjentów może być odmienny.
 
– Pacjenci w okresie zawału serca mogą na swój zawał różnie zareagować. Część chorych zareaguje arytmiami komorowymi jeszcze w ostrym okresie – nierzadko wtedy, kiedy jeszcze nie zdążymy zastosować pełnego leczenia interwencyjnego. To sytuacje, które bez właściwego postępowania mogą prowadzić do zgonu pacjenta. Z jednej strony w świetle najnowszych badań uważa się, że takie incydenty, związane z ostrą fazą zawału, jeszcze przed jego przerwaniem i przed możliwością miarodajnej oceny stopnia uszkodzenia serca nie kwalifikują do zabezpieczenia pacjenta urządzeniami wszczepialnymi. Z drugiej strony, jeśli pacjent na zawał serca zareagował nagłym zatrzymaniem krążenia (NZK) czy arytmią taką, jak częstoskurcz komorowy lub migotanie komór, wiemy, że musimy chronić życie chorego, ponieważ ryzyko wystąpienia NZS jest wysokie. Czasem ocena ryzyka jest naprawdę trudna, ale na szczęście są obecnie dostępne metody czasowego zabezpieczenia pacjentów przed nagłym zgonem sercowym. To rozwiązanie zasadne do rozważenia w przypadku chorych, u których nie ma jeszcze lub nie ma jednoznacznych wskazań do implantacji ICD lub też zagrożenie nagłym zatrzymaniem krążenia prowadzącym do nagłego zgonu sercowego może być przemijające. W takich przypadkach mamy przestrzeń do tego, żeby pacjenta zabezpieczyć kamizelką defibrylującą (ang. wearable cardioverter-defibrillator, WCD), która jest w stanie wychwycić zagrażającą życiu pacjenta arytmię i przerwać ją, tym samym ratując życie chorego – wyjaśnia prof. Marek Gierlotka.
 
Kamizelka defibrylująca
 
Usługa czasowego zabezpieczania pacjentów ze zdiagnozowanym podwyższonym ryzykiem wystąpienia NZS z zastosowaniem kamizelki defibrylującej, także w grupie osób po zawale serca, jest dostępna w Polsce od 2020 roku i powoli znajduje swoje miejsce na polskim rynku. Urządzenie WCD ma postać elastycznej kamizelki noszonej przez pacjenta bezpośrednio na ciele. Jest to zewnętrzny układ diagnostyczno-terapeutyczny, na który składa się zestaw trzech elektrod defibrylujących i czterech elektrod EKG oraz monitor zarządzający ich pracą. Dodatkowym elementem systemu WCD jest modem (wraz z ładowarką) do przesyłania danych. W przypadku wykrycia szybkich zagrażających życiu arytmii komorowych urządzenie alarmuje pacjenta i w razie braku jego reakcji, mającej opóźnić terapię, ostrzega osoby postronne, które nie powinny dotykać chorego. Następnie układ automatycznie dostarcza terapię wysokoenergetyczną przerywającą arytmię. W odróżnieniu od urządzeń wszczepialnych, w przypadku kamizelki defibrylującej pacjent ma możliwość odroczenia terapii, jeśli wykryta arytmia jest przez niego tolerowana i pacjent pozostaje przytomny. Co ważne, WCD nie wymaga wszczepienia na stałe i nie naraża pacjenta na potencjalne ryzyko powikłań związanych z zabiegiem i stosowaniem urządzenia. Ponadto, po ustąpieniu wskazań do zabezpieczenia pacjent po decyzji lekarza może po prostu zdjąć urządzenie.
 
Kamizelka defibrylująca łączy w sobie elementy monitora EKG, całkowicie automatycznego defibrylatora zewnętrznego oraz internetowego systemu do zdalnego monitorowania pacjenta i stanu technicznego urządzenia. Wskazania do stosowania technologii WCD są ujęte w wytycznych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC) oraz Amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego (AHA).
Redakcja: Marta Sułkowska
żródło: mat. pras. PTK
Coraz więcej osób boryka się z groźną chorobą układu sercowo-naczyniowego, jaką jest miażdżyca. Jest to schorzenie, które charakteryzuje się odkładaniem blaszek miażdżycowych w wewnętrznych warstwach ścian naczyń tętniczych, prowadząc do drastycznego zmniejszenia światła naczynia i znacznego utrudnienia przepływu krwi. Skala problemu jest alarmująca, a konsekwencje miażdżycy mogą być niebezpieczne, obejmując udary mózgu, zawały serca oraz niedokrwienne uszkodzenia innych ważnych organów. Dlaczego miażdżyca stała się epidemią naszych czasów? O tym mówi dr n. med. Maciej Hamankiewicz, specjalista chorób wewnętrznych ze Szpitala św. Elżbiety w Katowicach, Grupa American Heart of Poland.
– Obserwując współczesne wyzwania zdrowotne, nie sposób przejść obojętnie obok alarmującego wzrostu przypadków miażdżycy, której główną przyczyną jest nadmierne odkładanie się blaszek w naczyniach krwionośnych. Podstawowym źródłem miażdżycy okazuje się być epidemia cukrzycy, rozwijająca się w zastraszającym tempie na całym świecie. Statystyki nie pozostawiają złudzeń – co jedenasty dorosły na świecie ma zdiagnozowaną cukrzycę, a w Polsce jedna na cztery osoby powyżej 60. roku życia zmaga się z tą chorobą. Wzrost zachorowań na cukrzycę jest zjawiskiem globalnym, przy czym liczba chorych wzrosła z 108 milionów w 1980 roku do 422 milionów w 2014 roku, co oznacza ponad 3,5-krotne zwiększenie w ciągu ostatnich 35 lat – informuje doktor Hamankiewicz.
 
Cukrzyca, najczęściej towarzysząca otyłości i nadciśnieniu tętniczemu, powoduje oporność tkanek na insulinę, co skutkuje głębokimi zaburzeniami lipidów krwi.
 
– Te lipidowe zmiany, osadzając się w ścianach naczyń krwionośnych, prowadzą do powstawania blaszek miażdżycowych. Proces ten jest wspomagany przez fizyczne „wpychanie” cząsteczek cholesterolu pod wysokim ciśnieniem tętniczym. Problem robi się jeszcze bardziej skomplikowany w przypadku osób palących tytoń, gdzie silny czynnik prozapalny dodatkowo przyspiesza proces miażdżycy. Ta negatywna spirala nakłada się na zmienione naczynia, potęgując rozwój miażdżycy – przestrzega ekspert American Heart of Poland.
 
Ponadto palenie tytoniu jest jednym z głównych czynników ryzyka dla rozwoju miażdżycy oraz związanych z nią powikłań.
 
– Efektem tego jest również obniżenie zdolności płuc do wymiany tlenu, co z kolei prowadzi do niedoboru tlenu w organizmie. Oto kilka powodów, dlaczego osoby z miażdżycą powinny unikać palenia: zwiększone ryzyko tworzenia się płyt miażdżycowych, obniżona elastyczność naczyń krwionośnych, wzrost ciśnienia tętniczego, które sprzyja rozwojowi miażdżycy i zwiększa ryzyko zawału serca oraz udaru mózgu, zmniejszone natlenienie krwi – dodaje doktor.
 
Osoby znajdujące się w grupie ryzyka zwiększonego zachorowania na miażdżycę to przede wszystkim te, które utrzymują niezdrowe nawyki żywieniowe i styl życia.
 
– Do czynników ryzyka, nad którymi pacjent ma kontrolę poprzez zmianę stylu życia lub zastosowanie odpowiedniego leczenia, zaliczamy: nadmierne spożycie tłuszczów prowadzące m.in. do hiperlipidemii, otyłość, nadciśnienie tętnicze, choroby układu sercowo-naczyniowego, choroby nerek, źle kontrolowaną lub nierozpoznaną cukrzycę, palenie tytoniu oraz brak ruchu – ostrzega Hamankiewicz.
 
Jakie są skutki nieleczonej miażdżycy?

– Nieleczona lub niewłaściwie leczona miażdżyca tętnic może prowadzić do poważnych chorób i powikłań, zagrażających życiu pacjenta. Gdy zmiany miażdżycowe obejmują tętnice wieńcowe, istnieje ryzyko rozwoju choroby niedokrwiennej serca, która niekontrolowana może prowadzić do zawału mięśnia sercowego. Gdy miażdżyca dotyka tętnic zaopatrujących mózg, może dojść do poważnego powikłania w postaci udaru – przestrzega.
 
Rosnące nakłady finansowe na leczenie skutków tych chorób zdają się być niewystarczające, dopóki nie podejmiemy skutecznych działań mających na celu eliminację nałogów tytoniowych i opanowanie pandemii cukrzycy – dodał Hamankiewicz.
 
Walka z tymi chorobami staje się nie tylko wyzwaniem medycznym, ale również społecznym i edukacyjnym, wymagającym zdecydowanych działań.

źródło: AHOP
– To nie tylko zła dieta, palenie tytoniu, czy też otyłość. Na serce wpływają również warunki pogodowe. Aura zimowa nie sprzyja osobom chorym na serce, niskie temperatury nasilają zaburzenia krążenia. Co dzieje się z sercem w okresie zimowym? Na co warto uważać? O tym mówi dr hab. Adam Janas, kardiolog Grupy American Heart of Poland.
Występowanie zaostrzeń chorób sercowo naczyniowych ma związek z pogodą oraz porami roku. Już w latach ‘30 XX wieku zauważono, że spadek temperatury powoduje wzrost śmiertelności z powodu zawałów serca.
 
– Teoria ta została potwierdzona w wielu współczesnych doniesieniach naukowych. Zaobserwowano, że niektóre czynniki ryzyka chorób sercowo-naczyniowych wykazują swoistą sezonowość. W miesiącach zimowych dochodzi do wzrostu wydzielania hormonów takich jak aldosteron czy katecholaminy, co skutkuje wzrostem wartości ciśnienia tętniczego. Ponadto zmienia się zdolność agregacji płytek krwi i aktywacji czynników krzepnięcia będących jedną z przyczyn zatorów tętniczych – wyjaśnia dr hab. Adam Janas, kardiolog Grupy American Heart of Poland.
 
W sezonie zimowym odnotowuje się znacznie więcej hospitalizacji spowodowanych zaostrzeniem przewlekłej niewydolności serca
 
– Spowodowana zimnem aktywacja układu adrenergicznego i wzrost wydzielania katecholamin doprowadza do przyspieszenia czynności serca i zwiększenia oporu naczyń tętniczych, co obciąża pracę serca. U chorych z wyjściowo upośledzonym krążeniem w tętnicach wieńcowych może dochodzić do epizodów niedokrwienia mięśnia sercowego i zaostrzenia choroby wieńcowej a nawet zawału serca. Zmniejsza się także wydzielanie hormonów tarczycy, co może pogarszać funkcję serca i skutkować zaostrzeniem objawów przewlekłej niewydolności serca. Ból, ucisk lub pieczenie w klatce piersiowej to sygnały ostrzegawcze. W takim przypadku należy natychmiast udać się do lekarza, który dokładnie powinien zbadać serce – informuje doktor Janas.
 
Zimna i wietrzna pogoda zaostrza objawy choroby niedokrwiennej serca oraz astmy
 
– Należy pamiętać, że wpływ niskiej temperatury na choroby sercowo-naczyniowe jest osobniczo zmienny i zależy także od wieku, płci i chorób współistniejących. Pacjenci z rozpoznaną chorobą serca powinni jednak unikać przebywania w ekstremalnie niskich temperaturach i postępować zgodnie z zalecenia lekarza prowadzącego. Temperatury ujemne powodują zwężanie naczyń krwionośnych, co z kolei ogranicza dopływ tlenu do serca. Osoby z chorobą niedokrwienną serca mogą podczas mrozów odczuwać nasilenie dolegliwości stenokardialnych a u astmatyków może łatwiej dochodzić do skurczu oskrzeli. Ponadto zauważono, że niskie temperatury powodują wzrost ciśnienia tętniczego krwi co może być niebezpieczne dla pacjentów z nadciśnieniem tętniczym – oznajmia kardiolog.
 
Pamiętaj o regularnym przyjmowaniu leków na nadciśnienie
 
– Kiedy przebywamy w niskiej temperaturze, krążenie krwi podlega licznym modyfikacjom. Niestety jesienno-zimowa aura sprzyja także częstszemu występowaniu udarów mózgu i zawałów serca niż miesiące wiosenno- letnie. To samo dotyczy napadów migotania przedsionków, które zdecydowanie częściej pojawia się w okresie jesienno- zimowym – objaśnia ekspert American Heart of Poland.
 
Zimą częściej sięgamy po niezdrowe produkty
 
– Czynnikiem zwiększającym ryzyko chorób sercowo-naczyniowych jest niezdrowa dieta, która doprowadza do otyłości. Otyłość podwyższa zagrożenie wystąpienia choroby wieńcowej i zawału serca, a także śmierci sercowej. To właśnie w okresie zimowym, częściej sięgamy po niezdrowe przekąski zawierają one m.in. sód i tłuszcze nasycone, które sprawiają, że pompowanie krwi przez serce jest utrudnione – dodał doktor Janas, American Heart of Poland.
 
Grzane trunki na rozgrzewkę
– Alkohol rozszerza naczynia krwionośne, w szczególności włosowate, znajdujące się tuż pod skórą. Są one odpowiedzialne m.in. za zwiększanie przepływu krwi do kończyn, dając złudne uczucie ciepła. Już 50 gramów wypitego alkoholu może obniżyć temperaturę ciała nawet o pół stopnia. Alkohol wywołuje: zaburzenia skurczu serca, arytmię, tachykardię, nadciśnienie, powoduje wzrost poziomu cholesterolu LDL (złego) we krwi i zwiększa ryzyko miażdżycy – ostrzega kardiolog.
Nagły, intensywny wysiłek fizyczny może zwiększać ryzyko zawału serca
– Osoby w grupie ryzyka powinny unikać nagłego wysiłku fizycznego, ponieważ dochodzi do przyspieszenia tempa pracy serca. Dodatkowo, żeby utrzymać odpowiednią temperaturą ciała, naczynia krwionośne ulegają zwężeniu, co skutkuje podniesieniem ciśnienia krwi. Dla osób z problemami kardiologicznymi jest to dodatkowe obciążenie, które wymaga szczególnej ostrożności – dodał doktor.
W szczególności ryzyko nasila się w porannych godzinach, gdyż organizm przechodzi z fazy snu do aktywności dnia, co skutkuje wzrostem ciśnienia krwi i pulsu. Osoby z problemami sercowo-naczyniowymi powinny zachować ostrożność, gdy temperatura spada poniżej zera. Podsumowując w okresie jesienno- zimowym jesteśmy bardziej narażeni na wystąpienie i zaostrzenie chorób układu krążenia.
źródło: AHOP
Rozwój technologii lekowych i nielekowych powoduje, że niewydolność serca może być leczona coraz bardziej skutecznie. Nowoczesna farmakoterapia oraz innowacyjne wyroby medyczne pozwalają na dobór najskuteczniejszych narzędzi w oparciu o indywidualną sytuację kliniczną każdego pacjenta.
Kamizelka defibrylująca (ang. wearable cardioverter-defibrillator – WCD) stosowana w prewencji nagłego zatrzymania krążenia – NZK zapewnia ochronę pacjenta przed nagłym zgonem sercowym (NZS) do czasu podjęcia decyzji o ewentualnej implantacji układu defibrylującego lub do czasu cofnięcia się zagrożenia, jeśliwskazanie ma charakter przemijający.

– Dzięki technologii WCD możemy świadomie i optymalnie zapobiegać nagłemu zgonowi sercowemu (NZS) – przyznają eksperci Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego (PTK).

Niewydolność serca – nowe możliwości terapii

Niewydolność mięśnia sercowego jest schorzeniem, które polega na rozregulowaniu głównej funkcji serca, czyli dostarczaniu należytej ilości krwi w określonym czasie do narządów. Skutkuje to zaburzeniem metabolizmu tkanek. Do najczęstszych objawów niewydolności serca należą duszności, obrzęki, męczliwość, suchy kaszel. Niewydolność serca często współistnieje z innymi chorobami (jak niewydolność nerek czy cukrzyca). Jest to także jednostka o niekorzystnym rokowaniu. Oczekiwany czas przeżycia w niewydolności serca jest zbliżony a niekiedy krótszy od czasu przeżycia w chorobach nowotworowych. Jedynie 33 procent pacjentów hospitalizowanych dwukrotnie z powodu niewydolności serca przeżywa pięć lat. Od momentu drugiej hospitalizacji prognoza dotycząca pięcioletniego przeżycia wynosi już tylko 25 proc. Celem leczenia niewydolności serca jest łagodzenie objawów i zapobieganie hospitalizacjom, poprawa jakości życia pacjenta oraz redukcja ryzyka zgonu.
– Do palety procedur terapeutycznych stosowanych w terapii pacjentów z niewydolnościąserca należą metody farmakoterapeutyczne, procedury zabiegowe i technologie nielekowe czyli różnorodne wyroby medyczne. Warto pamiętać, że wiele chorób takich jak nadciśnienie tętnicze, migotanie przedsionków, otyłość są jednostkami, które, jeżeli są źle leczone lub źlekontrolowane, prowadzą do niewydolności serca. Dlatego tak ważne jest dołożenie wszelkich starań, aby leczenie było skuteczne. Część pacjentów z niewydolnością serca może być, z różnych przyczyn, zagrożona nagłym zatrzymaniem krążenia. W przypadku chorych na niewydolność na szczęście dziś możliwe jest zastosowanie palety procedur terapeutycznych dostosowanych do indywidualnych potrzeb pacjentów. W przypadku najbardziej obciążonych chorych dobranie optymalnej strategii leczenia – skutecznej, ale najmniej obciążającej – jest szczególnie ważne. Przykładem takiej technologii jest kamizelka defibrylująca zapewniająca czasowe zabezpieczenie przed nagłym zgonem sercowym – mówi prof. Agnieszka Pawlak, kierownik Pododdziału Niewydolności Serca i Transplantologii w Klinice Kardiologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA, przewodnicząca Asocjacji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Kamizelka defibrylująca – charakterystyka i zastosowanie
Kamizelka defibrylująca jest urządzeniem medycznym pozwalającym na detekcję oraz terapię zagrażających życiu szybkich arytmii komorowych. Na system WCD składa się tekstylna kamizelka zakładana bezpośrednio na ciało pacjenta, w której zamontowane są cztery elektrody pozwalające na ciągłe monitorowanie czynności elektrycznej serca (EKG) a także zestaw trzech elektrod defibrylujących, dzięki którym możliwe jest dostarczenie impulsu elektrycznego w sytuacji, gdy dojdzie do groźnej arytmii komorowej.

Elektrody defibrylujące zawierają w sobie specjalny żel, który uwalniany jest tuż przed dostarczeniem terapii w celu poprawy przepływu impulsu elektrycznego oraz redukcji potencjalnych oparzeń. Jednostką centralną układu WCD jest monitor z dotykowym wyświetlaczem i dwoma przyciskami odpowiedzi pozwalającymi pacjentowi na odroczenie defibrylacji jeśli chory zachowuje przytomność pomimo przekroczenia zaprogramowanych progów detekcji.

Kamizelka defibrylująca jest noszona przez pacjenta przez całą dobę, z wyłączeniem krótkich okresów związanych z higieną osobistą (prysznic lub kąpiel), podczas których zalecana jest obecność innej osoby w domu pacjenta. Zwiększa to bezpieczeństwo chorego i pozwala na udzielenie mu pomocy w przypadku wystąpienia incydentu w chwili, gdy kamizelka nie jest przez niego noszona.

Ocena arytmii dokonywana jest przez urządzenie na podstawie algorytmu opartego międzyinnymi o częstość rytmu serca oraz morfologię wektokardiogramu tworzonego podczaskonfiguracji monitora tuż po pierwszym założeniu urządzenia w trakcie szkolenia pacjenta. Kamizelka defibrylująca pozwala na czasowe zabezpieczenie chorych o zwiększonym ryzyku nagłego zgonu wtórnego do komorowych zaburzeń rytmu. Z uwagi na nieinwazyjny charakter WCD technologia ta znalazła zastosowanie w szeregu sytuacji klinicznych, gdzie wykorzystanie klasycznego wszczepialnego kardiowertera-defibrylatora (ang. implantable cardioverter-defibrillator, ICD) jest czasowo niemożliwe bądź niewskazane.
Terapia pomostowa

WCD to urządzenie stosowane jako „pomost” (ang. bridge) w zabezpieczeniu chorego o podwyższonym ryzyku NZS, u którego istnieje szansa na wycofanie się czynników ryzyka, będących wskazaniem do zabezpieczenia pacjenta przed nagłym zatrzymaniem krążenia lub chorego oczekującego na implantację ICD na stałe, a mającego czasowe przeciwwskazania do tego zabiegu. Ta strategia daje zabezpieczenie chorym z podwyższonym ryzykiem arytmicznym przed NZS, a w przypadku wskazań o charakterze potencjalnie odwracalnym pozwala uniknąć wczesnej implantacji urządzenia, które będzie stanowić dla chorego obciążenie do końca życia.
– Terapia za pomocą WCD została uwzględniona w licznych wytycznych, zarówno europejskich, jak i amerykańskich towarzystw kardiologicznych. Kamizelka defibrylującapozwala na zabezpieczenie pacjentów z przejściowo podwyższonym ryzykiem NZS w sytuacjach, takich jak na przykład zapalenie mięśnia sercowego czy kardiomiopatia
połogowa. Kamizelka defibrylująca stanowi także zabezpieczenie wybranych chorych z obniżoną funkcją lewej komory (EF</=35%) z podwyższonym ryzykiem NZS bezpośrednio po zawale mięśnia sercowego czy po przezskórnych i chirurgicznych zabiegach rewaskularyzacji wieńcowej. Technologia może być zastosowana w czasie oczekiwania na implantację docelowego ICD bądź w okresie antybiotykoterapii po usunięciu takiego urządzenia z powodu infekcji. Niejednokrotnie WCD to jedyna możliwość zapewnienia pacjentowi pełnego bezpieczeństwa w momencie, kiedy implantacja tradycyjnego układu defibrylującego jest niemożliwa lub obarczona dużym ryzykiem. Przykładem takiej sytuacji może być zastosowanie kamizelki u pacjenta, u którego w sierpniu 2022 roku wykonano pierwsze w Polsce przeszczepienie serca po zabezpieczeniu pomostowym (Bridge to Transplant) – wyjaśnia prof. Agnieszka Pawlak.
Polskie doświadczenia z technologią WCD

Od początku 2020 roku do października 2023 roku technologię WCD zastosowano u ponad 190 pacjentów w ponad 40 wiodących ośrodkach w Polsce. W omawianym okresie doszło do co najmniej sześciu interwencji terapeutycznych rozumianych jako dostarczenie terapii wysokoenergetycznej w celu przerwania zagrażającej życiu pacjenta arytmii komorowej, a wielu pacjentów, którzy już zakończyli okres zabezpieczenia nie wymagało dalszego zabezpieczenia jakimkolwiek systemem ze względu na znaczną poprawę stanu zdrowia.
– Pochodzące z polskich ośrodków dane potwierdzają, że wskazania do zastosowania kamizelki defibrylującej zawarte w najnowszych europejskich wytycznych, a także w dokumencie opublikowanym przez Sekcję Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, zostały sformułowane wyważenie i adekwatnie do potrzeb klinicznych. Doświadczenia poszczególnych ośrodków wskazują, że poza pacjentami po przebytym zawale serca ze znacznie obniżoną LVEF, (Sterliński M. i wsp., Kardiologia Polska 2019; 77, 2: 238–243) na których koncentrowało się badanie VEST, jest wiele innych grup docelowych, które mogą odnieść znaczną korzyść ze stosowania WCD. Niejednokrotnie kamizelka okazała. się optymalną formą czasowego zabezpieczenia pacjentów z grupy wysokiego ryzyka nagłego zgonu sercowego. Co warte podkreślenia, ponad 60 procent pacjentów w Polsce, którzy zakończyli już okres zabezpieczenia, utraciło ostatecznie wskazania do wszczepienia układów defibrylujących, co oznacza, że dzięki omawianej technologii uniknęli oni przedwczesnej, niepotrzebnej implantacji układu defibrylującego – zaznacza dr hab. n. med. Adam Sokal, prof. SUM, z Katedry Kardiologii, Wrodzonych Wad Serca i Elektroterapii Oddziału
Klinicznego Kardiologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, przewodniczący Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Aktualny status technologii w systemie opieki zdrowotnej

Kamizelka defibrylująca funkcjonuje jako kompleksowa usługa czasowego zabezpieczania. pacjentów z istotnym ryzykiem nagłego zgonu sercowego (NZS). Jak potwierdza Polskie Towarzystwo Kardiologiczne, trwa procedura administracyjna zmierzająca do objęcia refundacją tego świadczenia dla wybranych grup pacjentów w ramach koszyka świadczeń gwarantowanych. Eksperci zwracają uwagę, że w kontekście oceny kosztoefektywności implementacji technologii WCD do koszyka świadczeń gwarantowanych należy brać pod uwagę szeroki kontekst opieki medycznej.
– Pierwsza, najważniejsza korzyść z możliwości zastosowania kamizelki defibrylującej to szansa na zapewnienie pacjentowi optymalnej, to jest skutecznej i właściwej ochrony przed skutkami NZK. Nie wszyscy pacjenci w danym momencie zagrożeni nagłym zgonem sercowym wymagają implantacji na stałe układu defibrylującego. To oznacza, że dzięki możliwości czasowego zabezpieczenia pacjenta przed skutkami NZK dajemy pacjentowi szansę na uniknięcie bardzo istotnego bagażu i związanych z procedurą implantacji ICD ewentualnych powikłań. Po drugie, z punktu widzenia ośrodka i płatnika (Narodowego Funduszu Zdrowia, NFZ), istotną oszczędnością w kontekście czasowego zabezpieczenia pacjenta przed NZK jest możliwość zapewnienia takiego zabezpieczenia w formie opieki realizowanej poza szpitalnictwem zamkniętym a w trybie ambulatoryjnym (AOS). Nie musimy zatem trzymać pacjenta tygodniami w szpitalu a i tak jesteśmy w stanie zapewnić mu ochronę przed skutkami NZK. To bardzo istotne ograniczenie kosztów i ponownie, zdecydowanie bardziej optymalna forma opieki z punktu widzenia pacjenta – wskazuje prof. Robert J. Gil, kierownik Kliniki Kardiologii w Państwowym Instytucie Medycznym MSWIA w Warszawie, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Świadomie chronić przez NZS

Obecnie aby zabezpieczyć pacjenta za pomocą kamizelki defibrylującej konieczne jest każdorazowe składanie wniosku o indywidualne rozliczenie kosztów leczenia do Narodowego Funduszu Zdrowia. Istotną kwestią jest prawidłowa kwalifikacja pacjenta oraz uzasadnienie konieczności jego zabezpieczenia przed nagłym zgonem sercowym przy zastosowaniu kamizelki defibrylującej przy jednoczesnym braku możliwości zastosowania innego rozwiązania dostępnego w koszyku świadczeń gwarantowanych.
– W tym roku zostały podjęte formalne działania nakierowane na objęcie refundacją tego świadczenia dla wybranych grup pacjentów w polskim systemie ochrony zdrowia w ramach koszyka świadczeń gwarantowanych. Istotne będzie właściwe sformułowanie kryteriów refundacyjnych – tak, by z zabezpieczenia za pomocą kamizelki defibrylującej rzeczywiście mogli skorzystać pacjenci wymagający czasowego zabezpieczenia przed nagłym zgonem sercowym. Kryteria powinny być sformułowane w sposób wyważony, nie za wąski. Jako Polskie Towarzystwo Kardiologiczne mamy nadzieję, że proces zakończy się pomyślnie i pacjenci wymagający takiej formy opieki będą mieli otwarty dostęp do tego świadczenia zdrowotnego – mówi prof. Robert J. Gil.
– Dotychczasowe polskie doświadczenia wskazują na to, że WCD to metoda charakteryzująca się wysoką efektywnością kosztową. Na podkreślenie zasługuje fakt, że jest ona dostępna i możliwa do zastosowania nie tylko w wyspecjalizowanych ośrodkach klinicznych, ale także w mniejszych, ale przez to bliższych pacjentowi ośrodkach lokalnych. Można oczekiwać, że wprowadzenie WCD do koszyka świadczeń gwarantowanych z uwzględnieniem określenia zasad jej stosowania przyczyni się nie tylko do poprawy standardu opieki kardiologicznej w naszym kraju, ale również do znaczącej redukcji kosztów związanej z niepotrzebnymi implantacjami urządzeń wysokoenergetycznych i wydłużaniem czasu hospitalizacji – dodaje prof. Adam Sokal.
– Dzięki technologii WCD możemy coraz bardziej optymalnie zapobiegać nagłemu zgonowi sercowemu (NZS) – zaznacza prof. Agnieszka Pawlak.

Eksperci Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego w odniesieniu do wytycznych i doniesień naukowych oraz klinicznych w obszarze zabezpieczenia pacjentów przed nagłym zgonem sercowym prowadzą działania edukacyjne i świadomościowe. Jesienią 2023 roku zainicjowano wspólny projekt Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego oraz włoskiego The Italian Association of Hospital Cardiologists (ANMCO) nakierowany na wymianę danych naukowych i klinicznych w obszarze zabezpieczania pacjentów przed nagłym zgonem sercowym za pomocą kamizelki defibrylującej.


Źródło informacji: Salus Public Relations

Aż co czwarta osoba umiera z powodu chorób związanych z zakrzepami i zatorami – przypominają eksperci z okazji przypadającego 13 października Światowego Dnia Zakrzepicy. Zakrzepica jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych i groźnych schorzeń układu krążenia, jednak mało osób zdaje sobie z tego sprawę. Lekarze zapewniają jednak, że można jej zapobiegać, a także – skutecznie leczyć. Trzeba jednak jak najszybciej ją wykryć.

„Zakrzepica to podstępny przeciwnik, zagrażający nie tylko zdrowiu, ale także życiu pacjenta” – zaznacza w informacji przekazanej PAP dr Piotr Ligocki, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych 10 Wojskowego Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy. Choroba ta może bowiem doprowadzić do zatoru płuc, zawału serca albo udaru mózgu. Rozwija się wtedy, gdy krew tworzy skrzepy wewnątrz naczyń krwionośnych. Przyczyną tego mogą być nadmierna krzepliwość krwi i zaburzenia przepływu krwi, jak też uszkodzenie wewnętrznej ściany naczynia krwionośnego.

Jest też wiele innych czynników ryzyka zakrzepicy, a są to: otyłość, urazy (zwłaszcza wielonarządowe lub złamania miednicy, kości udowej i innych kości długich kończyn dolnych), długotrwałe unieruchomienie kończyny dolnej (z powodu np. niedowładu, opatrunku gipsowego unieruchamiającego dwa sąsiednie stawy lub znieczulenia ogólnego, udar mózgu związany z niedowładem kończyny dolnej oraz choroby hematologiczne i nowotwory złośliwe, zwłaszcza rak trzustki, nowotwory mózgu, rak płuca, rak jajnika i rak nerki.

Ryzyko zakrzepicy zwiększa też niewydolność serca oraz niewydolność oddechowa, obłożna choroba leczona zachowawczo (np. ciężkie zapalenie płuc), jak również żylaki kończyn dolnych oraz długi lot samolotem w klasie ekonomicznej, trwający 6-8 godzin, zwłaszcza połączony ze snem w pozycji siedzącej.

„Obecnie z powodu wcześniej trwającej pandemii, oprócz klasycznych niebezpieczeństw, jak choroba nowotworowa i otyłość, pojawił się nowy czynnik prozakrzepowy, a jest nim zarówno świeżo przebyta choroba COVID-19, jak i tzw. long covid, czyli wielopłaszczyznowe zmiany w organizmie człowieka, których następstwem mogą być różnego typu zaburzenia układu krzepnięcia krwi” – ostrzega specjalista.

Zawsze jednak decydujące znaczenie ma wczesne wykrycie zakrzepicy. Warto zatem zwracać uwagę na takie jej objawy, jak obrzęk kończyn, ból nóg podczas chodzenia, uczucie gorąca w nogach i wrażenie stwardnienia żył oraz zaczerwienienie i siniaki. Należy wtedy jak najszybciej wykonać badanie ultrasonograficzne żył metodą Dopplera.

W leczeniu zakrzepicy stosuje się wiele metod terapii, zarówno farmakologicznych, zachowawczych, jak i operacyjnych. Prezes Polskiego Towarzystwa Flebologicznego prof. Zbigniew Krasiński zapewnia, że nowoczesna medycyna dysponuje skutecznymi metodami leczenia zakrzepicy.

Najczęściej wykorzystuje się tzw. heparyny drobnocząsteczkowe w postaci zastrzyków podskórnych o działaniu przeciwzakrzepowym, leki doustne rozrzedzające krew oraz leki flebotropowe wzmacniające i chroniące ściany naczyń żylnych.

Dr Piotr Ligocki zwraca uwagę, że heparyny drobnocząsteczkowe stosowane są w ostrych epizodach zakrzepowych, gdy dojdzie do zatoru płuc, jak i w profilaktyce choroby zakrzepowej, na przykład wtedy, gdy po złamaniu kończyny jest ona unieruchomiona, a także u pacjentów z długotrwałym unieruchomieniem z powodu obłożnej choroby, np. ciężkich zakażeń.

„Stosujemy je również jako profilaktykę zakrzepicy np. podczas długotrwałego lotu samolotem, a także w profilaktyce przeciwzakrzepowej niektórych schorzeń autoimmunologicznych, jak zespół antyfosfolipidowy” – daje specjalista. Zaznacza jednak, że dawkowanie tych leków zleca wyłącznie lekarz. „Pacjent nie powinien sam sobie ustalać dawki bez kontaktu ze specjalistą” – podkreśla.

Podstawową i tanią metodą leczenia zaburzeń układu żylnego i chłonnego jest tzw. profilaktyka mechaniczna lub inaczej – kompresjoterapia. Polega ona na noszeniu specjalnych produktów uciskowych, takich jak rajstopy, pończochy czy podkolanówki, pozwalających normalizować przepływ krwi oraz chroni przed powikłaniami związanymi z zakrzepicą. Nie należy jej tylko mylić z kompresoterapią, wymagającą używania kompresów.

Wyroby kompresyjne o niskim stopniu ucisku zaleca się osobom podróżującym podczas długich lotów samolotem. Przeprowadzona w Australii analiza kilkunastu randomizowanych badań wykazała, że podkolanówki o niskim stopniu ucisku, stosowane profilaktycznie celem uniknięcia zakrzepicy powodują redukcję bólu, dyskomfortu i obrzęku kończyn, ale również poprawiają poziomu energii i koncentracji oraz redukują senność po locie samolotem.

W przypadku zakrzepicy żył głębokich kończyn dolnych wyroby kompresyjne mogą poprawić rekanalizację skrzepliny oraz redukcję jej narastania, zmniejszają ból i obrzęk kończyny. Po rozpoznaniu zakrzepicy powinny być jak najszybciej zastosowanie. Podobne zalecenia dotyczą postępowania w przypadku zakrzepicy żył powierzchownych. W obu tych przypadkach użytkowanie wyrobów kompresyjnych nie kończy się po krótkim okresie ich stosowania. Zdaniem specjalistów dłuższy okres ich używania zmniejsza ryzyko późnego powikłania zakrzepicy jakim jest zespół pozakrzepowy.

„Niestety kompresjoterapii jest często niedoceniana lub wręcz lekceważona” – stwierdza dr Marcin Kucharzewski, chirurg naczyniowy i specjalista flebolog, sekretarz generalny Polskiego Towarzystwa Flebologicznego. Jego zdaniem popularyzacja tej metody leczenia, a także wsparcie ze strony państwa poprzez refundację, choćby częściową, może pomóc znaleźć dla niej właściwe miejsce wśród metod leczenia i profilaktyki schorzeń układu żylnego.

Od września 2023 r. heparyny drobnocząsteczkowe są na wykazie bezpłatnych leków dla osób powyżej 65. roku życia. Z kolei od stycznia 2024 r. mają być zrefundowane wyroby medyczne we wskazaniach związanych z zakrzepicą.

(PAP)

Zbigniew Wojtasiński

źródło: PAP

Kompleksowa rehabilitacja kardiologiczna jest jednym z głównych czynników decydujących o szybkim powrocie do zdrowia po przebytym zawale serca, operacjach kardiochirurgicznych oraz przy niewydolności serca. Odgrywa znaczącą rolę w uzupełnieniu leczenia szpitalnego i poszpitalnego, równocześnie pomagając choremu w szybszym powrocie do sprawności psychofizycznej. Na czym polega rehabilitacja kardiologiczna, jak przebiega i jakie daje korzyści pacjentowi – o tym opowie Kinga Ekiert, fizjoterapeutka Uzdrowiska Ustroń z Grupy American Heart of Poland.
Wczesna rehabilitacja kardiologiczna rozpoczyna się już w trakcie pobytu pacjenta w szpitalu i może trwać około 2 tygodnie. Wszystkie działania w I etapie rehabilitacji mają na celu szybkie uruchomienie pacjenta po zabiegu (np. samodzielne siadanie, wstawanie, spacery wokół łóżka) i przekazanie go w stanie stabilnym do ośrodka rehabilitacyjnego, gdzie zostanie zakwalifikowany do określonego modelu leczenia. Udział pacjenta we wczesnej rehabilitacji kardiologicznej to przede wszystkim krótszy okres rekonwalescencji i szybszy powrót do zdrowia i samodzielnego funkcjonowania.

Należy wspomnieć, że   każde przyjęcie pacjenta na rehabilitację kardiologiczną jest poprzedzone konsultacją lekarza kardiologa, który przeprowadza dokładny wywiad z pacjentem, analizuje wyniki dotychczasowych badań, choroby współistniejące i inne czynniki ryzyka. Przy wyborze modelu rehabilitacji kardiologicznej będą brane pod uwagę mi.in. wyniki testów wysiłkowych oraz badań kardiologicznych, tj. EKG, echo serca, wartości ciśnienia krwi i tętna czy frakcji wyrzutowej lewej komory – wyjaśnia Kinga Ekiert. Wczesna rehabilitacja kardiologiczna poszpitalna w II etapie rehabilitacji trwa od trzech do pięciu tygodni. Jej niezbędnym elementem jest zbudowanie w świadomości pacjenta nowego obrazu zdrowego stylu życia poprzez kontrolowany wysiłek fizyczny, zwiększanie aktywności fizycznej, reagowanie na bieżące problemy psychologiczne pacjenta, edukację na temat zdrowego odżywiania.

Rehabilitacja kardiologiczna to współpraca całego zespołu, w którego skład wchodzą: lekarz, fizjoterapeuta, psycholog oraz dietetyk. Niezwykle pomocne będzie również zaangażowanie do współpracy członków rodziny chorego. Gdy pacjent wróci do domu, rozpocznie się najdłuższy III etap rehabilitacji, czyli tzw. późna rehabilitacja – powinien on trwać́ już do końca życia chorego, stanowiąc tzw. prozdrowotny tryb życia. Ten etap ma charakter postępowania prewencyjnego i polega zmniejszeniu ryzyka wystąpienia kolejnych zdarzeń sercowo-naczyniowych przez stosowanie umiarkowanej, lecz regularnej aktywności fizycznej, zrównoważonej diety, zaprzestaniu korzystania z używek oraz kontrolowaniu niepokojących objawów choroby.  Tym samym, pacjent zwiększa swoje szanse na lepszą jakość życia i jego wydłużenie – radzi Kinga Ekiert.

Ostatnie lata to ciągły wzrost znaczenia rehabilitacji kardiologicznej, a co za tym idzie wzrost liczby pacjentów skutecznie leczonych i przeżywających ostre zespoły wieńcowe. Rehabilitacja kardiologiczna w ramach programu KOS-zawał obejmuje kompleksową opiekę nad pacjentem przez cały rok od wystąpienia incydentu kardiologicznego. Poprzez udział w kolejnych etapach rehabilitacji, pacjent mniej odczuwa niekorzystne konsekwencje zawału serca oraz zmniejsza się prawdopodobieństwo jego ponownej hospitalizacji. Współpraca całego zespołu medycznego powoduje, że pacjent czuje się w pełni zaopiekowany w swojej chorobie. Wyrobienie u niego zdrowych nawyków życia pomaga zmniejszyć ryzyko wystąpienia kolejnych incydentów zdrowotnych.

źródło: AHoP