Medicalpress

W Polsce co roku wykrywa się kilka tysięcy zakażeń HCV – wirusem, który wywołuje wirusowe zapalenie wątroby typu C (WZW C). Rzeczywista liczba chorych może sięgać nawet 130–140 tys. osób. Nawet 80 proc. zakażonych nie ma objawów i przez lata nie wie o chorobie. Kluczowe znaczenie ma testowanie na większą skalę. Przyczynia się do tego rządowy program profilaktyczny Moje Zdrowie, który obejmuje test w kierunku przeciwciał anty-HCV, podstawowe badanie diagnostyki przesiewowej WZW C.

– Od lat monitorujemy występowanie zakażeń HCV i zakładamy, że w tej chwili w Polsce jest około 130 tys. osób, które nie wiedzą o tym, że są zakażone –mówi agencji Newseria prof. Robert Flisiak, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych oraz Towarzystwa Hepatologicznego.

Zakażenie HCV w większości przypadków przebiega bezobjawowo lub skąpoobjawowo – nawet 80 proc. osób zakażonych nie dostrzega objawów choroby. Dane Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Państwowego Instytutu Badawczego pokazują, że rocznie rejestrowanych jest ok. 3–4 tys. przypadków WZW typu C. Jednocześnie szacunki epidemiologiczne wskazują, że liczba osób zakażonych jest wielokrotnie wyższa, niż wynika z oficjalnych statystyk. Duża część zakażeń pozostaje niewykryta, ponieważ pacjenci przez długi czas nie zgłaszają się do lekarza.

– Kiedy pojawiają się objawy, to jest już zaawansowana choroba, może marskość wątroby, a niewykluczone również, że rak wątroby. Wtedy zwykle zaczyna się objawami dyspeptycznymi, zaburzeniami psychicznymi. Mogą być również zażółcenia. W badaniach laboratoryjnych stwierdzamy podwyższenie aktywności enzymów wskaźnikowych, aminotransferaz. Obniża się stężenie albumin, pojawiają się obrzęki i wybroczyny na skórze – wymienia prof. Robert Flisiak. – Stadium zapalenia trzeba diagnozować wcześniej poprzez badania przesiewowe, bo właśnie w Polsce jest to niebezpieczeństwo, że diagnozujemy zbyt późno.

Do zakażenia dochodzi w wyniku kontaktu z zakażoną krwią – bezpośrednio lub pośrednio poprzez przedmioty, na których znajduje się nawet niewielka jej ilość. Warunkiem transmisji jest naruszenie ciągłości tkanek, np. w wyniku skaleczenia czy zabiegu, dlatego ryzyko może wystąpić zarówno w placówkach medycznych, jak i podczas zabiegów kosmetycznych.

Szacunki, które przytacza Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, wskazują, że do 40 proc. ostrych zakażeń może ustąpić samoistnie, jednak u pozostałych osób rozwija się przewlekła postać choroby, która często ujawnia się dopiero po wielu latach. U ok. 20 proc. przewlekle zakażonych dochodzi do marskości wątroby lub raka wątrobowokomórkowego, a zakażeniu mogą towarzyszyć także powikłania pozawątrobowe.

– Wczesna diagnostyka w kierunku zakażenia HCV jest konieczna do tego, abyśmy jak najszybciej zidentyfikowali problem i pacjent mógł otrzymać właściwe leczenie, abyśmy zapobiegli rozwojowi późnej konsekwencji choroby wątroby, również pozawątrobowych manifestacji. Jeżeli wyleczymy pacjenta na wczesnym etapie infekcji, mamy olbrzymią szansę, że pacjent wróci do normalnego życia i pełni zdrowia, jeżeli chodzi o wątrobę i wszystkie konsekwencje zakażenia HCV – ocenia prof. dr hab. n. med. Krzysztof Tomasiewicz, przewodniczący Polskiej Grupy Ekspertów HCV, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.

W ostatnich latach zwiększa się dostęp do badań, m.in. dzięki programom profilaktycznym, które włączają testy w kierunku HCV do podstawowej opieki zdrowotnej. Działania te wpisują się w realizację globalnego celu WHO, jakim jest eliminacja wirusa jako zagrożenia zdrowia publicznego do 2030 roku.

– Program Moje Zdrowie to nowoczesny program profilaktyczny, kierowany do osób młodszych niż program Profilaktyka 40 Plus, bo już po 20. roku życia. Wśród badań znalazło się także badanie przesiewowe na anty-HCV. To bardzo ważne, gdyż zmieniała się też terapia wirusowego zapalenia wątroby, a jest to bardzo duży czynnik ryzyka zmian w wątrobie, także raka wątroby – podkreśla dr n. med. Agnieszka Gorgoń-Komor, lekarz kardiolog, senator, wiceprzewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia.

– Po pierwszym roku funkcjonowania programu Moje Zdrowie widzimy wzrost liczby pacjentów. Wzrosty są kilkukrotne, aczkolwiek trzeba wyraźnie powiedzieć, że program nie załatwia sprawy, nie oznacza, że wyeliminujemy chorobę. Na pewno doceniamy możliwości testowania w gabinecie lekarza POZ – wskazuje prof. Krzysztof Tomasiewicz.

Z danych Centrum e-Zdrowia wynika, że w ciągu 10 miesięcy – od maja 2025 roku, kiedy program ruszył, do końca lutego br. – skorzystało z niego ponad 3 mln pacjentów. Rząd spodziewał się, że do końca 2025 roku zgłosi się ok. 600 tys. osób, a rzeczywista liczba pacjentów była czterokrotnie wyższa. Już po około 100 dniach działania liczba uczestników przekroczyła 1 mln. Dla porównania w podobnym okresie do programu Profilaktyka 40 Plus zgłosiło się ok. 390 tys. pacjentów.

Z perspektywy klinicznej oznacza to, że do specjalistów trafia coraz więcej pacjentów, w tym również osoby wcześniej bezobjawowe.

 Widzimy szeroki zakres pacjentów. Trafiają do nas zarówno ci, którzy na przykład mają objawy zaawansowanej choroby wątroby, do tej pory lekceważone przez pacjenta i czasami niestety przez lekarza. Wtedy jest ostatni moment, żebyśmy mogli tego pacjenta leczyć i uratować. Są również pacjenci, którzy do tej pory w ogóle nie myśleli o tym, że są zakażeni – mówi przewodniczący Polskiej Grupy Ekspertów HCV.

– Program Moje Zdrowie wymusza przetestowanie, a potem już w gabinecie lekarza specjalisty to podejrzenie jest weryfikowane poprzez wykonanie testu genetycznego potwierdzającego namnażanie się wirusów – tłumaczy prof. Robert Flisiak.

Zwiększenie liczby badań przekłada się na większą wykrywalność zakażeń, ale eksperci wskazują, że równie istotne jest to, co się dzieje dalej z pacjentem. W praktyce ścieżka diagnostyczna nadal jest wieloetapowa i wymaga kilku wizyt, co może wydłużać czas od pierwszego badania do rozpoczęcia leczenia.

– Jedną z podstawowych rzeczy, jaką proponujemy, jest zmiana testowania w laboratoriach. Obecnie najpierw wykonuje się badanie przeciwciał anty-HCV, pacjent z wynikiem wraca do lekarza POZ, który wystawia kolejne skierowanie już do lekarza specjalisty, który wykonuje badanie RNA. Znacznie skróciłaby się droga i nie uciekaliby nam pacjenci, gdyby to badanie było wykonane od razu, gdy wykazano obecność przeciwciał – mówi wiceprezes Towarzystwa Hepatologicznego.

Eksperci podkreślają jednocześnie, że kluczowe znaczenie ma nie tylko dostępność badań, ale również aktywne zachęcanie pacjentów do ich wykonywania. Z analiz AOTMiT wynika, że nawet pojedyncza interwencja edukacyjna prowadzona przez personel medyczny może zwiększyć udział pacjentów w badaniach w kierunku HCV niemal czterokrotnie.

 Nie chcemy przekonywać, że HCV jest największym problemem człowieka, ale chcemy, aby możliwość testowania pozwoliła na to, żeby wykryć zakażenie na bardzo wczesnym etapie – podkreśla prof. Krzysztof Tomasiewicz. – Stawiałbym na to, żeby lekarze nakłaniali pacjentów do testowania, i moim zdaniem to jest jedyna droga. Za każdym razem, kiedy lekarz ma kontakt z pacjentem, w jakiejkolwiek sytuacji, powinien mu zaoferować testowanie przeciwko wirusowi HCV.

O zmianach dotyczących wykrywania zakażeń wirusem HCV i możliwościach leczenia lekarze rozmawiali podczas konferencji Polish Liver Summit, która odbyła się w ubiegłym tygodniu w Warszawie.

Źródło: Newseria

Nawet drobne zabiegi dentystyczne mogą wprowadzić bakterie do naszego krwioobiegu powodując tzw. bakteriemię. Większość pacjentów wychodzi bez szwanku z przejściowej bakteriemii, jednak u niektórych może rozwinąć się uogólnione zakażenie prowadzące do sepsy, a czasem nawet do śmierci.
Do zębopochodnej bakteriemii dochodzi wówczas, gdy do krwi dostają się bakterie, obecne m.in. w jamie ustnej lub na instrumentach dentystycznych. Wbrew pozorom do bakteriemii dochodzi łatwo, bowiem następuje to w przypadku przerwania ciągłości naczyń krwionośnych błony śluzowej lub dziąseł np. w wyniku  popularnego zabiegu usuwania kamienia, ekstrakcji ósemek lub innych zębów, a nawet podczas codziennych zabiegów higieny jamy ustnej, jak np. nitkowanie. Być może nawet doświadczyliśmy tego typu sytuacji, jednakże nasz organizm poradził sobie z bakteriemią. Skąd więc ryzyko sepsy?
 
Sepsa może być następstwem zabiegów stomatologicznych
 
Sepsa w stomatologii może być spowodowana przez infekcje zębów, dziąseł, jamy ustnej lub innych struktur stomatologicznych, jednak jej wystąpienie zazwyczaj ma związek z  wcześniejszymi problemami organizmu, takimi jak na przykład obniżenie odporności, przewlekłe leczenie, niedawno przebyta operacja, problemy kardiologiczne czy cukrzyca. Istnieje jednak szereg przypadków stomatologicznych, które mogą być groźne dla każdego z nas, a należą do nich:
 
Na jakie objawy należy zwrócić uwagę?
 
Jeśli po wizycie u dentysty bądź w trakcie  rozwijającej się infekcji w jamie ustnej zauważymy takie objawy jak poniżej, należy niezwłocznie skontaktować się z lekarzem. A są to:
 
Choć sepsa nie ma jednoznacznych, w pełni charakterystycznych objawów, w przypadku uogólnionego  zakażenia organizmu liczy się czas. Jeśli lekarz podejrzewa sepsę, poza wprowadzeniem leczenia empirycznego, niezbędne jest pobranie krwi na posiew – zaznacza prof. Katarzyna Dzierżanowska-Fangrat, lekarz, mikrobiolog, kierownik Zakładu Mikrobiologii i Immunologii Klinicznej Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie. – Standardem powinno być pobieranie przynajmniej dwóch zestawów krwi (oba do specjalnych kompletów butelek z podłożami hodowlanymi dla bakterii i  grzybów) z różnych miejsc wkłucia, aby zwiększyć prawdopodobieństwo wykrycia  patogenów powodujących zakażenie. Dopiero po wyhodowaniu drobnoustroju określa się jego gatunek i wrażliwość na antybiotyki i można wprowadzić leczenie celowane, ukierunkowane na drobnoustrój, który wywołał sepsę – tłumaczy profesor. 
 
Sepsa w Polsce nadal wymaga większej uwagi
 
W Polsce nie istnieje krajowy rejestr sepsy. Stąd też dane na temat zapadalności i śmiertelności z powodu sepsy są niepełne, a to sprawia, że  zapobieganie i zwalczanie jej jest bardzo trudne.
 
Nie w każdym szpitalu zapewniony jest całodobowy dostęp do diagnostyki mikrobiologicznej. Obecnie jednak dostępne są szybkie i wiarygodne narzędzia diagnostyczne, które potrafią znacznie przyspieszyć diagnostykę mikrobiologiczną sepsy, skracając ją z kilku dni, do jednej doby, a czasami nawet kilkunastu godzin. Tegoroczny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy poświęcony był właśnie tej tematyce i zakupowi tego typu urządzeń. Jednak to wciąż kropla w morzu potrzeb pacjentów w całym kraju, których dotyka sepsa. Tylko przez podnoszenie tego problemu i dialog mamy szansę na zwiększenie świadomości zarówno wśród pacjentów jak i dyrekcji szpitali – podsumowuje Magdalena Osińska-Kurzywilk, Prezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”, która od lat wspiera pacjentów na drodze do zdrowia, walcząc o ich prawa.
 
Tegoroczny finał WOŚP wsparła zbiórka 243 259 387,25 zł, czyli ponad 13,5 mln zł więcej niż przed rokiem. Teraz te środki zostaną przeznaczone na zakup sprzętu do laboratoriów mikrobiologicznych
w szpitalach w całej Polsce zgodnie ze zgłoszonym przez nie zapotrzebowaniem.

źródło: Koalicja na Pomoc Niesamodzielnym
Odkąd medycyna rozwinęła się na tyle, by efektywnie leczyć występujące często infekcje lub zakażenia, przestaliśmy uznawać gorączkę za poważny objaw chorobowy. Choć podwyższona temperatura zazwyczaj nie jest szczególnie niebezpieczna dla zdrowia, warto kontrolować sytuację, a kiedy gorączka pojawia się regularnie – zgłosić problem lekarzowi.
Powszechnie uznaje się, że prawidłowa ciepłota ciała wynosi 36,6°C. Reguła ta ma jednak zastosowanie wtedy, kiedy mierzymy temperaturę pod pachą. Bardziej precyzyjne wyniki otrzymamy, dokonując pomiaru w ustach – wtedy powinniśmy uzyskać około 36,9°C. Równie dokładny jest pomiar ciepłoty mierzony w odbytnicy, praktykowany często u dzieci, a także na błonie bębenkowej w uchu. W takiej sytuacji idealna temperatura wynosi o pięć kresek więcej niż pod pachą.
Nie bez powodu mowa tu jednak o „idealnej temperaturze”. Niewielkie odchylenia od tej wartości traktowane są jako norma, a gorączkę rozpoznajemy gdy ciepłota ciała wynosi powyżej 38,0°C. Z kolei zakres od 37,1 do 38,0°C nazwano stanem podgorączkowym.

Czym jest gorączka i skąd się bierze?

Gorączka to jeden z podstawowych mechanizmów obronnych organizmu, który stanowi wsparcie dla układu odpornościowego w odpowiedzi na inwazję czynników zakaźnych, np. bakterii, wirusów, grzybów czy pasożytów. Jest ona naturalnym procesem samoobrony organizmu przed szkodliwymi substancjami. Podwyższona temperatura ciała zmniejsza stężenie żelaza i cynku w osoczu, co hamuje rozwój bakterii chorobotwórczych. Dochodzi również do przyspieszenia metabolizmu, przez co organizm sprawniej usuwa toksyny. Następuje aktywacja układu immunologicznego i produkcja/ mobilizacja przeciwciał.

Gorączka wywołuje u chorego zaniepokojenie, ale tak naprawdę oznacza, że organizm reaguje, a system immunologiczny ma wystarczająco dużo siły witalnej, aby pobudzić organizm do walki z chorobą. Badania kliniczne potwierdziły korzystny wpływ umiarkowanej gorączki na przebieg zakażeń wirusowych i bakteryjnych u ludzi. Ma ona skracać czas trwania choroby, łagodzić objawy oraz zmniejszając śmiertelność. Póki więc temperatura nie jest zbyt wysoka, nie trzeba jej od razu zwalczać – chyba że łączy się z bardzo złym samopoczuciem.

Wielkość wzrostu temperatury ciała ma istotne znaczenie. Już od 39,5 do 40,5 stopnia Celsjusza rozpoznajemy znaczną gorączkę, zaś gdy temperatura ciała przekroczy 41 stopni, mówimy o nadmiernej gorączce. O ile stan podgorączkowy lub nieznaczna gorączka nie powodują upośledzenia funkcji życiowych, o tyle temperatura powyżej 40 stopni Celsjusza powoduje już objawy kliniczne i zmiany biochemiczne. Może dojść do zaburzeń świadomości, omamów i upośledzenia ośrodka kontroli temperatury. Wzrost o kolejne stopnie Celsjusza może prowadzić do uszkodzenia struktur komórkowych oraz zaburzenia procesów chemicznych zachodzących w organizmie. Temperatura ciała 42-43 stopnie powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu mogące skończyć się śmiercią.

Oznacza to, że w pewnym momencie wysoka temperatura przestaje pełnić swoją wersję obronną, a zaczyna być poważnym zagrożeniem dla naszego życia.

Czy gorączka zawsze świadczy o zakażeniu?

Gorączka jest bardzo niecharakterystycznym objawem chorobowym, który nie tyle świadczy, że organizm został zaatakowany, co raczej, iż organizm uznał, że został zaatakowany. Podwyższona temperatura ciała jest, jak wspomniano, ogólnoustrojowym objawem jakiejkolwiek reakcji zapalnej: zakażenia, ale także w przebiegu chorób autoimmunologicznych, kiedy to organizm atakuje sam siebie, czy alergicznych – gdy czynniki nieszkodliwe wywołują przesadną reakcję.

Podobnie jest w przypadku chorób rzadkich. Częste i intensywne gorączkowanie może być objawem m.in. pierwotnych niedoborów odporności czy, rzadziej, choroby Gauchera. Alarmująca powinna być dla nas powtarzalność występowania objawów, odporność na leki, wysokie wartości temperatury (>39 stopni), jak również współwystępowanie innych, nawet pozornie niepowiązanych ze sobą symptomów.

– W przypadku choroby Gauchera mowa o ogólnym poczuciu przemęczenia czy obniżeniu tolerancji wysiłku. Oprócz objawów subiektywnych w badaniu możemy stwierdzić powiększenia śledziony i wątroby, lekką lub umiarkowaną małopłytkowość czy znaczną tendencję do siniaczenia. Objawami choroby Gauchera mogą być również anemia, bóle kostno-stawowe lub osłabienie struktury kości. Pacjenci z podobnymi symptomami są często kierowani do hematologa, gdyż wspomniane symptomy mogą odpowiadać rozrostowym schorzeniom hematologicznym jak białaczki czy chłoniaki – tłumaczy prof. dr hab. med. Beata Kieć-Wilk, kierowniczka Pracowni Rzadkich Chorób Metabolicznych, Katedry Chorób Metabolicznych UJCM w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie, współpracująca z Fundacją Saventic. – Wykluczenie chorób z grupy nowotworów szpiku jest istotnym elementem diagnostycznym, jednak potem pacjenci z tą chorobą, z uwagi na liczne i zróżnicowane symptomy, zaczynają być odsyłani do różnych specjalistów, co istotnie opóźnia postawienie prawidłowej diagnozy. Osoby, które poszukują pomocy w procesie diagnostycznym mogą zwrócić się o pomoc do Fundacji Saventic, która przeprowadza badania przesiewowe przy użyciu metody DBS. Metoda ta polega na pobraniu krwi włośniczkowej z opuszka palca i wykonaniu specjalistycznych analiz. Po ewentualnym rozpoznaniu choroby Gauchera pacjent jest kierowany do najbliższych, od miejsca zamieszkania pacjenta, referencyjnych ośrodków leczenia – dodaje ekspertka.

Gorączka u dzieci

Gorączkę u dziecka rozpoznaje się przy podwyższonej temperaturze ciała powyżej 38–38,5°C. Ma ona zazwyczaj samoograniczający przebieg, choć może być objawem poważnych chorób. W przypadku wystąpienia gorączki u dziecka ważne jest zastosowanie leczenia przyczynowego choroby, której ona towarzyszy.

Stan podgorączkowy u dziecka jest definiowany jako podwyższona temperatura ciała – zazwyczaj w granicach 37–37,9°C. Jest on oznaką mobilizacji organizmu do zwalczania infekcji lub choroby i nie wymaga leczenia przeciwgorączkowego. Należy pamiętać także, że temperatura ciała może się wahać w ciągu doby nawet o 1°C, zazwyczaj najwyższa jest wieczorem.

Gdy temperatura ciała przekroczy 40 stopni, należy mieć na uwadze, że mogą pojawić się zaburzenia świadomości i inne poważne uszkodzenia. Taką gorączkę należy natychmiast obniżyć. Należy zadbać o to, aby dziecko przyjmowało odpowiednią ilość płynów w celu zapobiegania odwodnieniu. W przypadku wysokiej temperatury zazwyczaj zaleca się stosowanie paracetamolu oraz ibuprofenu.

– Gorączka należy do najczęstszych odczynów poszczepiennych – zarówno u dzieci, jak i dorosłych, a pojawia się zazwyczaj w ciągu doby od podania szczepionki. Zwykle ustępuje samoistnie po 2–3 dniach, jednak w przypadku szczepionek żywych, np. przeciwko odrze, śwince i różyczce, może wystąpić nawet 2 tygodnie po szczepieniu. Jeśli okres ten się przedłuża, nawraca lub temperatura jest bardzo wysoka (>40 stopni), należy pilnie skontaktować się ze specjalistą. Przedłużające się odczyny poszczepienne, nawracające infekcje dróg oddechowych: ucha, zatok, zapalenia płuc wymagającej częstej i długotrwałej antybiotykoterapii, czy też nawrotowe infekcje wirusowe często są bowiem objawami niedoborów odporności, wymagającymi leczenia specjalistycznego – informuje prof. dr hab. med. Beata Kieć-Wilk współpracująca z Fundacją Saventic.
 

 

 
źródło: Fundacja Saventic
Zbliżająca się jesień oznacza często początek sezonu kaszlowego. Doskonale nam znany dźwięk kaszlu nie zawsze jednak oznacza przeziębienie. Nie zapominajmy o krztuścu – ostrej zakaźnej chorobie dróg oddechowych, która wciąż może zagrażać naszemu zdrowiu. Jak możemy zabezpieczyć swoje drogi oddechowe? Rozwiązaniem jest szczepienie, nie tylko dzieci, ale także dorosłych.
Krztusiec to choroba, na którą można zachorować w każdym wieku, a nawet kilka razy w życiu, ponieważ przebycie choroby nie pozostawia trwałej odporności[i]. W Polsce ponad połowa przypadków krztuśca dotyczy osób powyżej 15 r.ż., a najwyższa zapadalność w tej grupie jest w wieku 15 – 19 oraz 60 – 64 lata[ii].
Najskuteczniejszym sposobem zapobiegania krztuścowi są szczepienia, które zalecane są wszystkim dorosłym w postaci pojedynczej dawki przypominającej co 10 lat[iii] [iv].


 
KRZTUSIEC – FAKTY:
 
Chory człowiek może zakażać nawet do 5 tygodni!
Źródłem zakażenia jest chory człowiek zarówno z pełnoobjawowym krztuścem, jak i łagodną postacią choroby, który może zakażać nawet 4 – 5 tygodni.5 Zakażenie pałeczką krztuśca przenosi się drogą kropelkową (poprzez kaszel, kichanie, mówienie). Krztusiec jest bardzo zakaźny, łatwiej jest się nim zakazić niż grypą, świnką, różyczką czy ospą wietrzną – jeden chory może zainfekować nawet do 17 osób.

– Pamiętajmy, że do zakażenia dochodzi głównie drogą kropelkową. Jest to np. kontakt z chorym, twarzą w twarz w odległości do 1 m. Uważajmy także na dzielenie się jedzeniem lub używanie tych samych sztućców, ponieważ mamy wtedy bezpośredni kontakt z wydzielinami chorego. Przebywanie w zamkniętym pomieszczeniu z chorym w bliskiej odległości co najmniej przez godzinę także może prowadzić do zakażenia – ostrzega dr n. med. Justyna Tymińska, specjalista medycyny rodzinnej na co dzień kwalifikujący do szczepień, wykładowca Uczelni Łazarskiego w Warszawie, w tym Centrum Symulacji Medycznej.
 
Krztusiec u dorosłych
Krztusiec u dorosłych przebiega w sposób odmienny niż u dzieci, dorośli częściej skarżą się na długotrwały kaszel5. Te niespecyficzne objawy utrudniają właściwe rozpoznanie choroby.Średnio co czwarty dorosły doświadcza powikłań po krztuścu, a ryzyko ich wystąpienia rośnie wraz z wiekiem. Wśród osób powyżej 60 r.ż. powikłań doświadcza ponad 40 % pacjentów.
 
– Cyklicznie, co 2-5 lat, notuje się wzrost zapadalności na krztusiec. Przyczyną jest wygasanie odporności poszczepiennej. To dlatego dorośli często nie mają już odporności na zachorowanie. Tymczasem krztusiec jest chorobą wszystkich grup wiekowych, z najcięższym przebiegiem u osób powyżej 65 r.ż. i małych dzieci. W rzeczywistości ryzyko ciężkiego przebiegu rośnie po 50 r.ż., a najlepszym sposobem zapobiegania zachorowaniu jest oczywiście szczepieniedodaje dr Tymińska.
 
Jak zabezpieczyć swoje drogi oddechowe?
Szczepienia zalecane przeciwko krztuścowi znajdują się w Programie Szczepień Ochronnych.4 Rekomendowane są wszystkim osobom dorosłym (od 19 r.ż) w postaci pojedynczej dawki przypominającej co 10 lat.4 Regularne szczepienia przeciwko krztuścowi zalecane są szczególnie personelowi medycznemu, kobietom w ciąży, osobom z otoczenia niemowląt oraz osobom starszym.
 
– W przypadku osób dorosłych jedynym sposobem by się uchronić przed zachorowaniem jest szczepienie powtarzane co 10 lat. Warto skorzystać z możliwości podania szczepionki przeciwko krztuścowi razem ze szczepieniem przeciwko grypie podczas jednej wizyty – mówi lek. Łukasz Durajski, wakcynolog Polskiego Towarzystwa Wakcynologii, rezydent pediatrii, ekspert medycyny podróży, członek American Academy of Pediatrics (AAP).
 
Jednoczesne szczepienie przeciwko krztuścowi i grypie to rozszerzenie zalecanego zakresu profilaktyki chorób układu oddechowego.4 Oznacza to także mniej wizyt w poradni, co oszczędza czas pacjenta oraz personelu medycznego.[xii] Co więcej, w przypadku osób zabezpieczonych przed krztuścem i grypą, łatwiej jest różnicować chorobę z COVID-19 w przypadku wystąpienia kaszlu.[xiii]
 
Zachęcam wszystkich do proaktywnej postawy w gabinecie lekarskim i dopytywanie o możliwości dodatkowej profilaktyki, szczególnie przed zbliżającym się okresem infekcji dolnych i górnych dróg oddechowych. Nie bójmy się szczepień, które są przebadane, dobrze tolerowane przez dorosłych a przede wszystkim pomagają nam uniknąć ciężkiego przebiegu choroby. Powikłania krztuśca mogą być poważne i długotrwałe, warto zatem wcześniej rozważyć możliwości zabezpieczenia swojego zdrowia. – dodaje Magdalena Kołodziej, prezes Fundacji My Pacjenci.
 
 
 
[i] Medycyna Praktyczna – Szczepienia, Szczepienie przypominające młodzieży i dorosłych przeciwko krztuścowi, przedruk z numeru 2/2018
[ii] NIZP-PZH, https://szczepienia.pzh.gov.pl/szczepionki/krztusiec/?strona=3#jak-wielezachorowan-na-krztusiec-wystepuje-wpolsce
[iii] Centers for Disease Control and Prevention (CDC). Lung disease including asthma and adult vaccination. Dostępne pod adresem: https://www.cdc.gov/vaccines/adults/recvac/health-conditions/lung-disease.htm
[iv] Program Szczepień Ochronnych 2022; dostęp na: https://www.gov.pl/web/gis/program-szczepien-ochronnych-na-rok-2022
[v] Kuchar E., Krztusiec, https://www.mp.pl/pacjent/choroby-zakazne/choroby/zakazenia-bakteryjne/158166,krztusiec
[vi] Biggerstaff M, et al. BMC lnfect Dis. 2014;14:480
[vii] Tan T et al. Pediatr Infect Dis J 2005;24:S10–S18
[viii]  Centers for Disease Control and Prevention (CDC). Lung disease including asthma and adult vaccination. Dostępne pod adresem: https://www.cdc.gov/vaccines/adults/rec-vac/health-conditions/lung-disease.html
[ix] Riffelmann M, et al. Dtsch Arztebl Int.2008;105(37):623-6.
[x] De Serres G et al. J Infect Dis 2000;182:174–179.
[xi] von König CH et al. Lancet Infect Dis. 2002;2:744‒750.
[xii] Dr n. med. A. Matkowska-Kocjan, dr n. med. M. Rorat, dr n. med. I. Małecka, Koadministracja szczepień, Medycyna Praktyczna; dostęp na: https://www.mp.pl/szczepienia/praktyka/porocedury /256612,koadministracja-szczepionek
[xiii] www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7831710/
źrodło: MY Pacjenci
Zbliżająca się jesień oznacza często początek sezonu kaszlowego. Doskonale nam znany dźwięk kaszlu nie zawsze jednak oznacza przeziębienie. Nie zapominajmy o krztuścu – ostrej zakaźnej chorobie dróg oddechowych, która wciąż może zagrażać naszemu zdrowiu. Jak możemy zabezpieczyć swoje drogi oddechowe? Rozwiązaniem jest szczepienie, nie tylko dzieci, ale także dorosłych.
Krztusiec to choroba, na którą można zachorować w każdym wieku, a nawet kilka razy w życiu, ponieważ przebycie choroby nie pozostawia trwałej odporności[i]. W Polsce ponad połowa przypadków krztuśca dotyczy osób powyżej 15 r.ż., a najwyższa zapadalność w tej grupie jest w wieku 15 – 19 oraz 60 – 64 lata[ii].
Najskuteczniejszym sposobem zapobiegania krztuścowi są szczepienia, które zalecane są wszystkim dorosłym w postaci pojedynczej dawki przypominającej co 10 lat[iii] [iv].


 
KRZTUSIEC – FAKTY:
 
Chory człowiek może zakażać nawet do 5 tygodni!
Źródłem zakażenia jest chory człowiek zarówno z pełnoobjawowym krztuścem, jak i łagodną postacią choroby, który może zakażać nawet 4 – 5 tygodni.5 Zakażenie pałeczką krztuśca przenosi się drogą kropelkową (poprzez kaszel, kichanie, mówienie). Krztusiec jest bardzo zakaźny, łatwiej jest się nim zakazić niż grypą, świnką, różyczką czy ospą wietrzną – jeden chory może zainfekować nawet do 17 osób.

– Pamiętajmy, że do zakażenia dochodzi głównie drogą kropelkową. Jest to np. kontakt z chorym, twarzą w twarz w odległości do 1 m. Uważajmy także na dzielenie się jedzeniem lub używanie tych samych sztućców, ponieważ mamy wtedy bezpośredni kontakt z wydzielinami chorego. Przebywanie w zamkniętym pomieszczeniu z chorym w bliskiej odległości co najmniej przez godzinę także może prowadzić do zakażenia – ostrzega dr n. med. Justyna Tymińska, specjalista medycyny rodzinnej na co dzień kwalifikujący do szczepień, wykładowca Uczelni Łazarskiego w Warszawie, w tym Centrum Symulacji Medycznej.
 
Krztusiec u dorosłych
Krztusiec u dorosłych przebiega w sposób odmienny niż u dzieci, dorośli częściej skarżą się na długotrwały kaszel5. Te niespecyficzne objawy utrudniają właściwe rozpoznanie choroby.Średnio co czwarty dorosły doświadcza powikłań po krztuścu, a ryzyko ich wystąpienia rośnie wraz z wiekiem. Wśród osób powyżej 60 r.ż. powikłań doświadcza ponad 40 % pacjentów.
 
– Cyklicznie, co 2-5 lat, notuje się wzrost zapadalności na krztusiec. Przyczyną jest wygasanie odporności poszczepiennej. To dlatego dorośli często nie mają już odporności na zachorowanie. Tymczasem krztusiec jest chorobą wszystkich grup wiekowych, z najcięższym przebiegiem u osób powyżej 65 r.ż. i małych dzieci. W rzeczywistości ryzyko ciężkiego przebiegu rośnie po 50 r.ż., a najlepszym sposobem zapobiegania zachorowaniu jest oczywiście szczepieniedodaje dr Tymińska.
 
Jak zabezpieczyć swoje drogi oddechowe?
Szczepienia zalecane przeciwko krztuścowi znajdują się w Programie Szczepień Ochronnych.4 Rekomendowane są wszystkim osobom dorosłym (od 19 r.ż) w postaci pojedynczej dawki przypominającej co 10 lat.4 Regularne szczepienia przeciwko krztuścowi zalecane są szczególnie personelowi medycznemu, kobietom w ciąży, osobom z otoczenia niemowląt oraz osobom starszym.
 
– W przypadku osób dorosłych jedynym sposobem by się uchronić przed zachorowaniem jest szczepienie powtarzane co 10 lat. Warto skorzystać z możliwości podania szczepionki przeciwko krztuścowi razem ze szczepieniem przeciwko grypie podczas jednej wizyty – mówi lek. Łukasz Durajski, wakcynolog Polskiego Towarzystwa Wakcynologii, rezydent pediatrii, ekspert medycyny podróży, członek American Academy of Pediatrics (AAP).
 
Jednoczesne szczepienie przeciwko krztuścowi i grypie to rozszerzenie zalecanego zakresu profilaktyki chorób układu oddechowego.4 Oznacza to także mniej wizyt w poradni, co oszczędza czas pacjenta oraz personelu medycznego.[xii] Co więcej, w przypadku osób zabezpieczonych przed krztuścem i grypą, łatwiej jest różnicować chorobę z COVID-19 w przypadku wystąpienia kaszlu.[xiii]
 
Zachęcam wszystkich do proaktywnej postawy w gabinecie lekarskim i dopytywanie o możliwości dodatkowej profilaktyki, szczególnie przed zbliżającym się okresem infekcji dolnych i górnych dróg oddechowych. Nie bójmy się szczepień, które są przebadane, dobrze tolerowane przez dorosłych a przede wszystkim pomagają nam uniknąć ciężkiego przebiegu choroby. Powikłania krztuśca mogą być poważne i długotrwałe, warto zatem wcześniej rozważyć możliwości zabezpieczenia swojego zdrowia. – dodaje Magdalena Kołodziej, prezes Fundacji My Pacjenci.
 
 
 
[i] Medycyna Praktyczna – Szczepienia, Szczepienie przypominające młodzieży i dorosłych przeciwko krztuścowi, przedruk z numeru 2/2018
[ii] NIZP-PZH, https://szczepienia.pzh.gov.pl/szczepionki/krztusiec/?strona=3#jak-wielezachorowan-na-krztusiec-wystepuje-wpolsce
[iii] Centers for Disease Control and Prevention (CDC). Lung disease including asthma and adult vaccination. Dostępne pod adresem: https://www.cdc.gov/vaccines/adults/recvac/health-conditions/lung-disease.htm
[iv] Program Szczepień Ochronnych 2022; dostęp na: https://www.gov.pl/web/gis/program-szczepien-ochronnych-na-rok-2022
[v] Kuchar E., Krztusiec, https://www.mp.pl/pacjent/choroby-zakazne/choroby/zakazenia-bakteryjne/158166,krztusiec
[vi] Biggerstaff M, et al. BMC lnfect Dis. 2014;14:480
[vii] Tan T et al. Pediatr Infect Dis J 2005;24:S10–S18
[viii]  Centers for Disease Control and Prevention (CDC). Lung disease including asthma and adult vaccination. Dostępne pod adresem: https://www.cdc.gov/vaccines/adults/rec-vac/health-conditions/lung-disease.html
[ix] Riffelmann M, et al. Dtsch Arztebl Int.2008;105(37):623-6.
[x] De Serres G et al. J Infect Dis 2000;182:174–179.
[xi] von König CH et al. Lancet Infect Dis. 2002;2:744‒750.
[xii] Dr n. med. A. Matkowska-Kocjan, dr n. med. M. Rorat, dr n. med. I. Małecka, Koadministracja szczepień, Medycyna Praktyczna; dostęp na: https://www.mp.pl/szczepienia/praktyka/porocedury /256612,koadministracja-szczepionek
[xiii] www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC7831710/
źrodło: MY Pacjenci
Wirusowe zapalenie wątroby typu C może dotyczyć każdego z nas. Tę zakaźną chorobę wywołuje wirus zapalenia wątroby typu C (HCV). Większość Polaków nie bada się w tym kierunku, a do zakażenia może dojść każdego dnia i w sytuacjach, które zazwyczaj nie wzbudzają w nas obaw, np. w salonie kosmetycznym lub u dentysty. Zagrożenie pojawia się wtedy, kiedy dochodzi do uszkodzenia skóry podczas niedbale wykonywanych zabiegów chirurgicznych lub przy użyciu źle wysterylizowanego sprzętu medycznego czy narzędzi kosmetycznych.
W Polsce żyje około 120 tysięcy osób nieświadomych zakażenia HCV. 

Zdarza się, że u osób zakażonych występują objawy nieswoiste dla choroby wątroby, np. długotrwałe zmęczenie, senność, apatia, stany depresyjne. Czasami pojawiają się bóle stawów, mięśni oraz zmiany skórne. Każdy kto miał kilka hospitalizacji, przechodził transfuzję krwi przed 1992 rokiem, korzysta z usług gabinetów kosmetycznych, stomatologicznych lub ma tatuaże – w szczególności te robione metodą domową przez niewykwalifikowaną osobę – powinien poddać się badaniu w kierunku HCV. 

Wirus ten nazywamy cichym zabójcą, bo potrafi nawet kilkadziesiąt lat pozostawać w ukryciu, skutecznie niszcząc w tym czasie wątrobę. Nawet w przypadku pojawienia się raka tego narządu, pierwsze objawy mogą wystąpić dopiero w zaawansowanym stadium choroby. Rocznie z powodu raka wątroby umiera dwa tysiące osób. Większość z tych nowotworów wywołanych jest przez HCV” – mówi Sebastian Gawlik, Fundacja Urszuli Jaworskiej.

To da się wyleczyć

Naukowcom nie udało się opracować szczepionki na HCV, jednak od kilku lat dostępne są leki, które skutecznie eliminują wirusa z organizmu w niemal 100% przypadków. Dzięki temu postępowi w medycynie, wirusowe zapalenie wątroby typu C jest pierwszą zakaźną, przewlekłą chorobą, która jest w pełni wyleczalna. W Polsce leczenie HCV jest świadczeniem gwarantowanym w programie lekowym Ministerstwa Zdrowia i każda osoba posiadająca ubezpieczenie zdrowotne ma do niego dostęp.

„Na szczęście od 1 lipca 2022 roku lekarz pierwszego kontaktu może zlecać badanie anty-HCV. Dzięki tej zmianie wiele osób ma szansę na wyleczenie i uniknięcie powikłań w postaci marskości, raka lub przeszczepu wątroby. Samo leczenie polega jedynie na przyjmowaniu doustnym tabletek przez 2-3 miesiące. W tym czasie pacjent może zachować swoją zawodową i codzienną aktywność. W wielu ośrodkach nie ma kolejek i paradoksalnie to leki czekają na pacjenta! Zatem kiedy jesteśmy u lekarza POZ, poprośmy o możliwość wykonania badania w kierunku HCV. I korzystajmy z wielu darmowych akcji testowania, które odbywają się w całej Polsce. Taki jest nasz apel” – mówi Urszula Jaworska, Fundacja Urszuli Jaworskiej.

28 lipca – Światowy Dzień WZW – Pobiegnij dla wątroby!

W ramach ogólnopolskiej kampanii społecznej Fundacji Urszuli Jaworskiej, w dniach 27-29 lipca 2022 roku można wziąć udział w wirtualnym biegu lub spacerze #CzasNasGoni. Zwycięzcy otrzymają puchar Ministra Zdrowia, który objął wydarzenie Patronatem Honorowym. Udział w wydarzeniu jest bezpłatny i nie wymaga rejestracji. Wystarczy posiadać zweryfikowane konto na Facebooku lub Instagramie oraz wykonać aktywność fizyczną zgodnie z regulaminem wydarzenia, który dostępny jest na stronie kampanii: 
http://www.panwątroba.pl/.

Głównym celem akcji jest zwrócenie uwagi na problem wirusowego zapalenia wątroby typu C oraz promocja prozdrowotnych zachowań wspomagających pracę wątroby poprzez podjęcie aktywności fizycznej.

 

Źródło: Fundacja Urszuli Jaworskiej

Wirusowe zapalenie wątroby typu C może dotyczyć każdego z nas. Tę zakaźną chorobę wywołuje wirus zapalenia wątroby typu C (HCV). Większość Polaków nie bada się w tym kierunku, a do zakażenia może dojść każdego dnia i w sytuacjach, które zazwyczaj nie wzbudzają w nas obaw, np. w salonie kosmetycznym lub u dentysty. Zagrożenie pojawia się wtedy, kiedy dochodzi do uszkodzenia skóry podczas niedbale wykonywanych zabiegów chirurgicznych lub przy użyciu źle wysterylizowanego sprzętu medycznego czy narzędzi kosmetycznych.
W Polsce żyje około 120 tysięcy osób nieświadomych zakażenia HCV. 

Zdarza się, że u osób zakażonych występują objawy nieswoiste dla choroby wątroby, np. długotrwałe zmęczenie, senność, apatia, stany depresyjne. Czasami pojawiają się bóle stawów, mięśni oraz zmiany skórne. Każdy kto miał kilka hospitalizacji, przechodził transfuzję krwi przed 1992 rokiem, korzysta z usług gabinetów kosmetycznych, stomatologicznych lub ma tatuaże – w szczególności te robione metodą domową przez niewykwalifikowaną osobę – powinien poddać się badaniu w kierunku HCV. 

Wirus ten nazywamy cichym zabójcą, bo potrafi nawet kilkadziesiąt lat pozostawać w ukryciu, skutecznie niszcząc w tym czasie wątrobę. Nawet w przypadku pojawienia się raka tego narządu, pierwsze objawy mogą wystąpić dopiero w zaawansowanym stadium choroby. Rocznie z powodu raka wątroby umiera dwa tysiące osób. Większość z tych nowotworów wywołanych jest przez HCV” – mówi Sebastian Gawlik, Fundacja Urszuli Jaworskiej.

To da się wyleczyć

Naukowcom nie udało się opracować szczepionki na HCV, jednak od kilku lat dostępne są leki, które skutecznie eliminują wirusa z organizmu w niemal 100% przypadków. Dzięki temu postępowi w medycynie, wirusowe zapalenie wątroby typu C jest pierwszą zakaźną, przewlekłą chorobą, która jest w pełni wyleczalna. W Polsce leczenie HCV jest świadczeniem gwarantowanym w programie lekowym Ministerstwa Zdrowia i każda osoba posiadająca ubezpieczenie zdrowotne ma do niego dostęp.

„Na szczęście od 1 lipca 2022 roku lekarz pierwszego kontaktu może zlecać badanie anty-HCV. Dzięki tej zmianie wiele osób ma szansę na wyleczenie i uniknięcie powikłań w postaci marskości, raka lub przeszczepu wątroby. Samo leczenie polega jedynie na przyjmowaniu doustnym tabletek przez 2-3 miesiące. W tym czasie pacjent może zachować swoją zawodową i codzienną aktywność. W wielu ośrodkach nie ma kolejek i paradoksalnie to leki czekają na pacjenta! Zatem kiedy jesteśmy u lekarza POZ, poprośmy o możliwość wykonania badania w kierunku HCV. I korzystajmy z wielu darmowych akcji testowania, które odbywają się w całej Polsce. Taki jest nasz apel” – mówi Urszula Jaworska, Fundacja Urszuli Jaworskiej.

28 lipca – Światowy Dzień WZW – Pobiegnij dla wątroby!

W ramach ogólnopolskiej kampanii społecznej Fundacji Urszuli Jaworskiej, w dniach 27-29 lipca 2022 roku można wziąć udział w wirtualnym biegu lub spacerze #CzasNasGoni. Zwycięzcy otrzymają puchar Ministra Zdrowia, który objął wydarzenie Patronatem Honorowym. Udział w wydarzeniu jest bezpłatny i nie wymaga rejestracji. Wystarczy posiadać zweryfikowane konto na Facebooku lub Instagramie oraz wykonać aktywność fizyczną zgodnie z regulaminem wydarzenia, który dostępny jest na stronie kampanii: 
http://www.panwątroba.pl/.

Głównym celem akcji jest zwrócenie uwagi na problem wirusowego zapalenia wątroby typu C oraz promocja prozdrowotnych zachowań wspomagających pracę wątroby poprzez podjęcie aktywności fizycznej.

 

Źródło: Fundacja Urszuli Jaworskiej

Światowa Organizacja Zdrowia, po zebraniu komitetu nadzwyczajnego, uznała w zeszłym tygodniu małpią ospę za globalne zagrożenie dla zdrowia publicznego  pomimo że eksperci WHO nie byli zgodni w ocenie sytuacji. Dlatego dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus po raz pierwszy podjął decyzję o wprowadzeniu globalnego alertu mimo braku konsensusu wśród ekspertów zasiadających w komitecie.
W Polsce sytuacja jest stabilna, choć  ze względu na doświadczenia związane z COVID-19  małpia ospa budzi społeczny niepokój. Jak wskazuje dr Aneta Afelt z Uniwersytetu Warszawskiego, niekoniecznie wywoła ona jednak nową epidemię, ponieważ nie rozprzestrzenia się tak łatwo jak SARS-CoV-2. Pewne jest jednak, że w nadchodzących latach takich chorób odzwierzęcych będzie się pojawiać coraz więcej.

– To, że w nasze, ludzkie środowisko wkraczają wirusy, które pochodzą nawet z obszarów odległych geograficznie, jest normalne we współczesności. Żyjemy w zglobalizowanym społeczeństwie, jesteśmy połączeni szlakami komunikacyjnymi transportu regionalnego, transportu międzykontynentalnego, chętnie przemieszczamy się z powodów turystycznych, edukacyjnych, biznesowych, szukając pracy. To wszystko powoduje, że jesteśmy wektorem najprzeróżniejszych patogenów  bakterii wirusów, grzybów i pasożytów – mówi dr Aneta Afelt, pracownik Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego, członek Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk.

Według danych WHO od początku stycznia do 21 lipca br. odnotowano ponad 15,3 tys. potwierdzonych laboratoryjnie i 72 prawdopodobnych przypadków małpiej ospy (w tym pięć zgonów) w 74 krajach świata. Prawie 3/4 zakażeń, zgłoszonych w ciągu ostatnich czterech tygodni, odnotowano w Europie.

Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) podaje, że do 21 lipca br. w 27 krajach UE wystąpiło prawie 8,7 tys. potwierdzonych przypadków tej choroby  najwięcej w Hiszpanii, Niemczech, Francji, Holandii, Portugalii i we Włoszech. Z kolei poza UE największymi ogniskami są w tej chwili Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Kanada i Brazylia. Wszystkie wymienione kraje odpowiadają łącznie za ponad 88 proc. przypadków małpiej ospy zgłoszonych na całym świecie  wynika z danych WHO. Niepokojący jest jednak fakt, że w ostatnim tygodniu aż 26 krajów zgłosiło wzrost tygodniowej liczby przypadków, przy czym najwyższy odnotowano we Francji.

W Polsce  według danych ECDC z 21 lipca br.  potwierdzonych przypadków małpiej ospy było dokładnie 40. „Pacjent zero” pojawił się już 10 czerwca br. w Warszawie, ale  jak informował niedawno wiceminister zdrowia Waldemar Kraska  na razie sytuacja w Polsce jest stabilna, a osoby zakażone małpią ospą przechodzą ją dość łagodnie. Mimo to MZ zamówiło już tysiąc szczepionek przeciwko tej chorobie dla pracowników służby zdrowia.

Ze względu na doświadczenia związane z COVID-19 rosnąca liczba zachorowań na małpią ospę budzi społeczny niepokój. Jednak  jak wskazuje dr Aneta Afelt z Uniwersytetu Warszawskiego  na razie patogen nie rozprzestrzenia się tak łatwo jak SARS-CoV-2 i niekoniecznie wywoła następną, globalną epidemię.

– Małpia ospa przemieszcza się poprzez kontakty intymne, jak do tej pory wykazano. Tak więc jest wiele parametrów, które decydują o tym, czy jakaś inwazja patogenu przyjmie charakter epidemiczny lub pandemiczny. Nasze zachowanie też wpływa na tę transmisję – mówi członek Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk.

W raporcie z 21 lipca br. WHO wskazuje, że „za wyjątkiem krajów obszarów Afryki Zachodniej i Środkowej trwająca epidemia małpiej ospy nadal dotyka głównie mężczyzn uprawiających seks z mężczyznami, którzy zgłosili niedawno stosunek z jednym lub wieloma partnerami”. Transmisja patogenu odbywa się bowiem głównie przez płyny ustrojowe, ale może do niej dość także poprzez kontakt ze skażonymi przedmiotami (jak np. pościel), a w sprzyjających warunkach  przy bezpośrednim, przedłużonym kontakcie twarzą w twarz z osobą zakażoną  może się też przenosić drogą kropelkową. Niewykluczone jest więc, że wirus może zainfekować tzw. grupy wysokiego ryzyka, w tym dzieci, kobiety w ciąży i osoby z obniżoną odpornością. Między innymi dlatego w piątek, 22 lipca br. Europejska Agencja Leków (EMA) zatwierdziła już stosowanie szczepionki Imvanex przeciwko ospie prawdziwej w celu rozszerzenia jej zastosowania o ochronę osób dorosłych przed małpią ospą.

Małpia ospa to zakaźna, odzwierzęca choroba zakaźna wywoływana przez wirus ospy małpiej (MPXV) należący do rodzaju Orthopoxvirus  tego samego, do którego należy też wirus ospy prawdziwej, która w 1980 roku została uznana przez WHO za całkowicie wyeliminowaną. Obecnie rządom poszczególnych państw zaleca się „podnoszenie świadomości wśród lekarzy i szpitali, podejmowanie środków ochronnych i edukowanie obywateli, jak chronić się przed infekcją”. 

Choroba do tej pory występowała głównie w zachodniej i środkowej Afryce. Kilka miesięcy temu pojawiła się jednak w krajach europejskich i od tego czasu dość szybko się rozprzestrzenia. Na ogół ma jednak łagodny przebieg. Według WHO najbardziej charakterystyczne symptomy to gorączka i ból głowy, obrzęk węzłów chłonnych oraz wysypka lub zmiany skórne, które zaczynają się na twarzy i mogą się rozprzestrzeniać na resztę ciała. Objawy zazwyczaj trwają od dwóch do czterech tygodni.

– Ten wirus został zidentyfikowany w Afryce Środkowej w latach 70. Dopiero niedawno pojawiły się informacje o tym, że zaczął szybko ewoluować, a po drugie  zaczął być wyprowadzany poza swoją naturalną niszę ekologiczną w Afryce – mówi dr Aneta Afelt.

Podobnie jak COVID-19 małpia ospa to tzw. zoonoza, a więc choroba odzwierzęca (przeniesiona ze zwierzęcia na człowieka). Jednak wirusy, które wywołują obie te choroby, znacząco się od siebie różnią.

– Przypadek małpiej ospy jest inny niż wirusa SARS-CoV-2. To są dwa różne patogeny. SARS-CoV-2 to jest wirus RNA, natomiast wirus małpiej ospy to z kolei wirus DNA. To oznacza, że jest nieco bardziej  nazwijmy to  zaawansowany, ewolucyjnie bardziej rozwinięty – mówi ekspertka.

Co ciekawe, wirus małpiej ospy faktycznie po raz pierwszy został odkryty u małp. Jednak największym rezerwuarem u zwierząt są gryzonie, głównie wiewiórki i szczury.

– Wbrew pozorom wirus małpiej ospy nie jest transmitowany przez małpy, ale przez gryzonie, np. przez szczury. To powoduje, że jego odległość do człowieka jest mniejsza niż w przypadku wirusa SARS-CoV-2, w przypadku którego pierwotnymi nosicielami były nietoperze – mówi dr Aneta Afelt. – Natomiast jest jasne, że między nietoperzem a formą, która przeszła na człowieka, były zwierzęta pośrednie. I jak dużo tych zwierząt pośrednich było, tego jeszcze nie wiemy, trwają badania.

Jak wskazuje, można się spodziewać, że w nadchodzących latach tzw. zoonoz, czyli chorób odzwierzęcych, będzie się pojawiać coraz więcej. Wynika to  m.in. z łatwości przemieszczania się w zglobalizowanym społeczeństwie.

– Jako społeczność nabraliśmy dużego apetytu na to, żeby poznać świat, ale również żeby mieć ten świat u siebie w domu, np. na talerzu. Przywykliśmy w Polsce do tego, że mamy awokado, mamy inne egzotyczne owoce, egzotyczne warzywa i mięso, jak np. mięso krokodyla, strusia. To wszystko powoduje, że mamy do czynienia z globalnym transportem ludności, zwierząt, żywności, towarów wszelkiego rodzaju, co niestety uruchamia drogi transmisji różnego rodzaju patogenów na różnych etapach ich faz życiowych  mówi członek Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk.

źródło: newseria

Światowa Organizacja Zdrowia, po zebraniu komitetu nadzwyczajnego, uznała w zeszłym tygodniu małpią ospę za globalne zagrożenie dla zdrowia publicznego  pomimo że eksperci WHO nie byli zgodni w ocenie sytuacji. Dlatego dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus po raz pierwszy podjął decyzję o wprowadzeniu globalnego alertu mimo braku konsensusu wśród ekspertów zasiadających w komitecie.
W Polsce sytuacja jest stabilna, choć  ze względu na doświadczenia związane z COVID-19  małpia ospa budzi społeczny niepokój. Jak wskazuje dr Aneta Afelt z Uniwersytetu Warszawskiego, niekoniecznie wywoła ona jednak nową epidemię, ponieważ nie rozprzestrzenia się tak łatwo jak SARS-CoV-2. Pewne jest jednak, że w nadchodzących latach takich chorób odzwierzęcych będzie się pojawiać coraz więcej.

– To, że w nasze, ludzkie środowisko wkraczają wirusy, które pochodzą nawet z obszarów odległych geograficznie, jest normalne we współczesności. Żyjemy w zglobalizowanym społeczeństwie, jesteśmy połączeni szlakami komunikacyjnymi transportu regionalnego, transportu międzykontynentalnego, chętnie przemieszczamy się z powodów turystycznych, edukacyjnych, biznesowych, szukając pracy. To wszystko powoduje, że jesteśmy wektorem najprzeróżniejszych patogenów  bakterii wirusów, grzybów i pasożytów – mówi dr Aneta Afelt, pracownik Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego, członek Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk.

Według danych WHO od początku stycznia do 21 lipca br. odnotowano ponad 15,3 tys. potwierdzonych laboratoryjnie i 72 prawdopodobnych przypadków małpiej ospy (w tym pięć zgonów) w 74 krajach świata. Prawie 3/4 zakażeń, zgłoszonych w ciągu ostatnich czterech tygodni, odnotowano w Europie.

Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) podaje, że do 21 lipca br. w 27 krajach UE wystąpiło prawie 8,7 tys. potwierdzonych przypadków tej choroby  najwięcej w Hiszpanii, Niemczech, Francji, Holandii, Portugalii i we Włoszech. Z kolei poza UE największymi ogniskami są w tej chwili Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, Kanada i Brazylia. Wszystkie wymienione kraje odpowiadają łącznie za ponad 88 proc. przypadków małpiej ospy zgłoszonych na całym świecie  wynika z danych WHO. Niepokojący jest jednak fakt, że w ostatnim tygodniu aż 26 krajów zgłosiło wzrost tygodniowej liczby przypadków, przy czym najwyższy odnotowano we Francji.

W Polsce  według danych ECDC z 21 lipca br.  potwierdzonych przypadków małpiej ospy było dokładnie 40. „Pacjent zero” pojawił się już 10 czerwca br. w Warszawie, ale  jak informował niedawno wiceminister zdrowia Waldemar Kraska  na razie sytuacja w Polsce jest stabilna, a osoby zakażone małpią ospą przechodzą ją dość łagodnie. Mimo to MZ zamówiło już tysiąc szczepionek przeciwko tej chorobie dla pracowników służby zdrowia.

Ze względu na doświadczenia związane z COVID-19 rosnąca liczba zachorowań na małpią ospę budzi społeczny niepokój. Jednak  jak wskazuje dr Aneta Afelt z Uniwersytetu Warszawskiego  na razie patogen nie rozprzestrzenia się tak łatwo jak SARS-CoV-2 i niekoniecznie wywoła następną, globalną epidemię.

– Małpia ospa przemieszcza się poprzez kontakty intymne, jak do tej pory wykazano. Tak więc jest wiele parametrów, które decydują o tym, czy jakaś inwazja patogenu przyjmie charakter epidemiczny lub pandemiczny. Nasze zachowanie też wpływa na tę transmisję – mówi członek Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk.

W raporcie z 21 lipca br. WHO wskazuje, że „za wyjątkiem krajów obszarów Afryki Zachodniej i Środkowej trwająca epidemia małpiej ospy nadal dotyka głównie mężczyzn uprawiających seks z mężczyznami, którzy zgłosili niedawno stosunek z jednym lub wieloma partnerami”. Transmisja patogenu odbywa się bowiem głównie przez płyny ustrojowe, ale może do niej dość także poprzez kontakt ze skażonymi przedmiotami (jak np. pościel), a w sprzyjających warunkach  przy bezpośrednim, przedłużonym kontakcie twarzą w twarz z osobą zakażoną  może się też przenosić drogą kropelkową. Niewykluczone jest więc, że wirus może zainfekować tzw. grupy wysokiego ryzyka, w tym dzieci, kobiety w ciąży i osoby z obniżoną odpornością. Między innymi dlatego w piątek, 22 lipca br. Europejska Agencja Leków (EMA) zatwierdziła już stosowanie szczepionki Imvanex przeciwko ospie prawdziwej w celu rozszerzenia jej zastosowania o ochronę osób dorosłych przed małpią ospą.

Małpia ospa to zakaźna, odzwierzęca choroba zakaźna wywoływana przez wirus ospy małpiej (MPXV) należący do rodzaju Orthopoxvirus  tego samego, do którego należy też wirus ospy prawdziwej, która w 1980 roku została uznana przez WHO za całkowicie wyeliminowaną. Obecnie rządom poszczególnych państw zaleca się „podnoszenie świadomości wśród lekarzy i szpitali, podejmowanie środków ochronnych i edukowanie obywateli, jak chronić się przed infekcją”. 

Choroba do tej pory występowała głównie w zachodniej i środkowej Afryce. Kilka miesięcy temu pojawiła się jednak w krajach europejskich i od tego czasu dość szybko się rozprzestrzenia. Na ogół ma jednak łagodny przebieg. Według WHO najbardziej charakterystyczne symptomy to gorączka i ból głowy, obrzęk węzłów chłonnych oraz wysypka lub zmiany skórne, które zaczynają się na twarzy i mogą się rozprzestrzeniać na resztę ciała. Objawy zazwyczaj trwają od dwóch do czterech tygodni.

– Ten wirus został zidentyfikowany w Afryce Środkowej w latach 70. Dopiero niedawno pojawiły się informacje o tym, że zaczął szybko ewoluować, a po drugie  zaczął być wyprowadzany poza swoją naturalną niszę ekologiczną w Afryce – mówi dr Aneta Afelt.

Podobnie jak COVID-19 małpia ospa to tzw. zoonoza, a więc choroba odzwierzęca (przeniesiona ze zwierzęcia na człowieka). Jednak wirusy, które wywołują obie te choroby, znacząco się od siebie różnią.

– Przypadek małpiej ospy jest inny niż wirusa SARS-CoV-2. To są dwa różne patogeny. SARS-CoV-2 to jest wirus RNA, natomiast wirus małpiej ospy to z kolei wirus DNA. To oznacza, że jest nieco bardziej  nazwijmy to  zaawansowany, ewolucyjnie bardziej rozwinięty – mówi ekspertka.

Co ciekawe, wirus małpiej ospy faktycznie po raz pierwszy został odkryty u małp. Jednak największym rezerwuarem u zwierząt są gryzonie, głównie wiewiórki i szczury.

– Wbrew pozorom wirus małpiej ospy nie jest transmitowany przez małpy, ale przez gryzonie, np. przez szczury. To powoduje, że jego odległość do człowieka jest mniejsza niż w przypadku wirusa SARS-CoV-2, w przypadku którego pierwotnymi nosicielami były nietoperze – mówi dr Aneta Afelt. – Natomiast jest jasne, że między nietoperzem a formą, która przeszła na człowieka, były zwierzęta pośrednie. I jak dużo tych zwierząt pośrednich było, tego jeszcze nie wiemy, trwają badania.

Jak wskazuje, można się spodziewać, że w nadchodzących latach tzw. zoonoz, czyli chorób odzwierzęcych, będzie się pojawiać coraz więcej. Wynika to  m.in. z łatwości przemieszczania się w zglobalizowanym społeczeństwie.

– Jako społeczność nabraliśmy dużego apetytu na to, żeby poznać świat, ale również żeby mieć ten świat u siebie w domu, np. na talerzu. Przywykliśmy w Polsce do tego, że mamy awokado, mamy inne egzotyczne owoce, egzotyczne warzywa i mięso, jak np. mięso krokodyla, strusia. To wszystko powoduje, że mamy do czynienia z globalnym transportem ludności, zwierząt, żywności, towarów wszelkiego rodzaju, co niestety uruchamia drogi transmisji różnego rodzaju patogenów na różnych etapach ich faz życiowych  mówi członek Zespołu ds. COVID-19 przy Polskiej Akademii Nauk.

źródło: newseria

Dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas, prof. UMW, konsulntant krajowa ds. medycyny rodzinnej przedstawiła stanowisko w sprawie pacjentów podejrzanych o zakażenie SARS-CoV-2 w Podstawowej Opiece Zdrowotnej w związku ze zniesieniem od 28 marca obowiązku kwarantanny i izolacji.
Podsumowanie stanowiska:

1. Od 28.03.2022, zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 25 marca 2022 r. w sprawie chorób zakaźnych powodujących powstanie obowiązku hospitalizacji (Dz. U. 2022, poz. 680) zniesiony zostaje obowiązek izolacji i kwarantanny dla osób z zakażeniem/podejrzanych o zakażenie/z kontaktu z SARS-CoV-2.

2. Od 01.04.2022, zgodnie z Rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 25 marca 2022 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 679), lekarz POZ może diagnozować zakażenie SARS-CoV-2 u pacjenta poprzez wykonanie testu antygenowego.

3. O wykonaniu diagnostyki w kierunku infekcji SARS-CoV-2 decyduje lekarz sprawujący opiekę nad pacjentem.

4. Pacjent z dodatnim wynikiem testu w kierunku infekcji SARS-CoV-2, niewymagający hospitalizacji, powinien poddać się samoizolacji przez okres minimum 7 dni. Lekarz sprawujący opiekę nad Pacjentem wystawia mu zwolnienie lekarskie ZUS e-ZLA na ten okres.

5. Saturacja <94% (w POCHP <88%) jest wskazaniem do hospitalizacji, inne wskazania należy ocenić indywidualnie.

6. W leczeniu pozaszpitalnym stosuje się:
a. leki przeciwgorączkowe/przeciwzapalne – paracetamol lub NLPZ,
b. leki przeciwkaszlowe,
c. budezonid 800 mcg 2xdz. u dorosłych
d. leczenie niefarmakologiczne: nawodnienie, ćwiczenia oddechowe, wypoczynek

7. W grupach ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19 zalecane jest leczenie przeciwwirusowe (jeśli jest dostępne).

8. Należy zwrócić uwagę na nieprzerywanie terapii chorób przewlekłych.

9. Nie zaleca się: sterydów systemowych i tlenoterapii domowej – poza wskazaniami w innych schorzeniach niż COVID-19.

10. Nie zaleca się antybiotyków, jeśli nie stwierdza się nadkażenia bakteryjnego.

11. Zaleca się szczepienie przeciw COVID-19 wszystkim pacjentom, którzy się do niego kwalifikują.

Pełna treść stanowiska

źródło: PTMR
Dr hab. n. med. Agnieszka Mastalerz-Migas, prof. UMW, konsulntant krajowa ds. medycyny rodzinnej przedstawiła stanowisko w sprawie pacjentów podejrzanych o zakażenie SARS-CoV-2 w Podstawowej Opiece Zdrowotnej w związku ze zniesieniem od 28 marca obowiązku kwarantanny i izolacji.
Podsumowanie stanowiska:

1. Od 28.03.2022, zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Zdrowia z dnia 25 marca 2022 r. w sprawie chorób zakaźnych powodujących powstanie obowiązku hospitalizacji (Dz. U. 2022, poz. 680) zniesiony zostaje obowiązek izolacji i kwarantanny dla osób z zakażeniem/podejrzanych o zakażenie/z kontaktu z SARS-CoV-2.

2. Od 01.04.2022, zgodnie z Rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 25 marca 2022 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. poz. 679), lekarz POZ może diagnozować zakażenie SARS-CoV-2 u pacjenta poprzez wykonanie testu antygenowego.

3. O wykonaniu diagnostyki w kierunku infekcji SARS-CoV-2 decyduje lekarz sprawujący opiekę nad pacjentem.

4. Pacjent z dodatnim wynikiem testu w kierunku infekcji SARS-CoV-2, niewymagający hospitalizacji, powinien poddać się samoizolacji przez okres minimum 7 dni. Lekarz sprawujący opiekę nad Pacjentem wystawia mu zwolnienie lekarskie ZUS e-ZLA na ten okres.

5. Saturacja <94% (w POCHP <88%) jest wskazaniem do hospitalizacji, inne wskazania należy ocenić indywidualnie.

6. W leczeniu pozaszpitalnym stosuje się:
a. leki przeciwgorączkowe/przeciwzapalne – paracetamol lub NLPZ,
b. leki przeciwkaszlowe,
c. budezonid 800 mcg 2xdz. u dorosłych
d. leczenie niefarmakologiczne: nawodnienie, ćwiczenia oddechowe, wypoczynek

7. W grupach ryzyka ciężkiego przebiegu COVID-19 zalecane jest leczenie przeciwwirusowe (jeśli jest dostępne).

8. Należy zwrócić uwagę na nieprzerywanie terapii chorób przewlekłych.

9. Nie zaleca się: sterydów systemowych i tlenoterapii domowej – poza wskazaniami w innych schorzeniach niż COVID-19.

10. Nie zaleca się antybiotyków, jeśli nie stwierdza się nadkażenia bakteryjnego.

11. Zaleca się szczepienie przeciw COVID-19 wszystkim pacjentom, którzy się do niego kwalifikują.

Pełna treść stanowiska

źródło: PTMR
Wprawdzie 97 proc. Polaków słyszało o HIV, ale ponad 80 proc. uważa, że problem ich nie dotyczy. Tylko kilka procent Polaków robiło kiedykolwiek test na obecność tego wirusa, a dla porównania w krajach Europy Zachodniej wykonuje je kilkadziesiąt procent społeczeństwa. Dodatkowo testowanie w kierunku HIV było utrudnione w czasie pandemii COVID-19.
 – Na początku pandemii w 2020 roku wykonywanych było o połowę mniej testów, bo wiele miejsc, w których można zrobić test, było po prostu zamkniętych – mówi Martyna Ditbrener, prezeska Fundacji Teraz Wy, realizującej kampanię „Mówię o HIV”. To jednak może opóźniać diagnozę, a brak reakcji na HIV prowadzi do namnażania wirusa, a w konsekwencji do AIDS.

 Nie ma aktualnych statystyk, które przedstawiają liczbę wykonanych testów na HIV ani zbiorczą liczbę osób korzystających z punktów, w których można zrobić test. Liczba testów na HIV jest różna w poszczególnych punktach konsultacyjno-diagnostycznych, przy czym część z nich zbiera informacje statystyczne jedynie na temat liczby pozytywnych wyników, a nie liczby wykonywanych testów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Martyna Ditbrener.

O świadomości Polaków na temat HIV i ich skłonności do badań profilaktycznych świadczą więc wyniki ankiet. Z badania przeprowadzonego w 2015 roku przez Krajowe Centrum ds. AIDS wynika, że 97 proc. Polaków słyszało o wirusie, jednak zaledwie 5 proc. kiedykolwiek zrobiło badania. Ponadto tylko 5 proc. deklarowało też, że w przyszłości zrobi lub raczej zrobi test, 28 proc. twierdziło, że raczej się nie zbada, a 31 proc. uważało, że na pewno nie wykona testu na HIV. Pozostali byli niezdecydowani.

Quiz przeprowadzony na Instagramie przez Fundację Teraz Wy w ramach akcji edukacyjnej „Mówię o HIV” wskazuje, że młodzi Polacy dramatycznie mało wiedzą o tym wirusie i możliwości zakażenia się. Niemal jedna czwarta respondentów uznała, że problem HIV w ogóle ich nie dotyczy. Wielu z nich mylnie wskazywało na możliwości zakażenia się wirusem – prawie co piąty uznał, że całowanie się z osobą żyjącą z HIV stwarza duże ryzyko zakażenia, chociaż tak nie jest. Za to tylko 36 proc. umiało prawidłowo ocenić, że mleko kobiece może być płynem zakaźnym, podobnie jak krew, sperma, preejakulat, wydzielina z pochwy i szyjki macicy.

Młodzi ludzie często nie wiedzą też, że testy na HIV można wykonać bezpłatnie i anonimowo, również w domu. Prawie połowa nie zdawała sobie sprawy, że po ryzykownym zachowaniu trzeba odczekać z badaniem od sześciu do dwunastu tygodni, by wynik był wiarygodny. Jak podkreśla prezeska Fundacji Teraz Wy, w kontekście tych odpowiedzi nie dziwi fakt, że blisko 70 proc. nowych zakażeń HIV wykrywanych w Polsce dotyczy osób młodych. Połowa z nich nie ma jeszcze 30 lat.

Dostęp do testów dodatkowo utrudniła pandemia COVID-19. Statystyka udostępniana przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Instytut Badawczy wskazuje, że w roku 2019 liczba odnotowanych nowo wykrytych zakażeń wyniosła w Polsce 1615, a rok później była o połowę niższa (zaledwie 840).

 W niektórych miejscach trzeba np. telefonicznie lub mailowo zarezerwować wizytę przed przyjściem, a przed pandemią można było z ulicy wejść na rozmowę z doradcą i zrobić test. Ponadto powodem, dla którego wykonuje się teraz mniej testów, jest fakt, że COVID-19 jest teraz „najważniejszym” wirusem, co sprawiło, że o HIV się nie myśli, a więc również nie wykonuje się testów – mówi Martyna Ditbrener.

Jak podkreśla, w Polsce wciąż zdarzają się przypadki bardzo późnego wykrycia HIV. Konsekwencją jest przede wszystkim namnażanie się wirusa, rozwój AIDS i spadek odporności. Około 50 proc. zakażeń wykrywanych jest w bardzo późnym stadium, często pełnoobjawowego AIDS. Lekarze podkreślają, że są to przypadki, jakie pamiętają z początków epidemii z lat 80. XX wieku. Co więcej, ludzie, którzy zaniedbali profilaktykę w czasie pandemii, prawdopodobnie trafią do lekarzy dopiero za kilka lat. Obecność HIV może nie dawać o sobie znaku nawet przez kilka lat. Dlatego ważna jest profilaktyka i szerzenie wiedzy w tym zakresie.

 Choroba może się rozwijać i przebiegać bezobjawowo przez wiele lat, co prowadzi do ryzyka śmierci. Jeżeli osoba zarażona nie ma świadomości zakażenia HIV, to zdarza się, że takiego pacjenta, u którego nastąpił już rozwój AIDS, po prostu nie da się uratować – dodaje prezeska Fundacji Teraz Wy.

Objawami zakażenia HIV mogą być m.in. gorączka, nudności, bóle mięśni, stawów, bóle głowy i gardła, powiększenie węzłów chłonnych, bóle brzucha z biegunką czy utrata apetytu.

– Można je z łatwością przeoczyć lub pomylić z grypą. Pierwsze oznaki zakażenia pojawiają się do sześciu tygodni po wniknięciu wirusa, który później przechodzi w stan uśpienia i pozostaje w nim nawet do 10 lat. Dopiero po długim czasie od zakażenia pojawiają się pierwsze oznaki upośledzenia odporności, dlatego też tak ważne jest, aby się testować po zachowaniach ryzykownych – mówi Martyna Ditbrener. – Testy powinny wykonywać przede wszystkim osoby, które posiadają stałego partnera, ale był on wcześniej aktywny seksualnie i nie wykonał testu na HIV. Także osoby podejmujące niezabezpieczone prezerwatywą kontakty seksualne z osobami, które nie robiły testu na HIV, lub przyjmujące substancje psychoaktywne drogą iniekcji, używając wspólnej igły. Test należy wykonać także, kiedy wydarzy się jakakolwiek sytuacja, w której dojdzie do kontaktu z krwią, a więc np. tatuaż, zabiegi kosmetyczne lub lekarskie.

Osoba nieświadoma obecności wirusa HIV stwarza też zagrożenie dla innych. Statystycznie może zarażać nawet dwie–trzy osoby rocznie. Osoby leczone antyretrowirusowe (ARV) mają niewykrywalną wiremię i w związku z tym nie zakażają. Eksperci podkreślają, że pacjenci z HIV objęci odpowiednim leczeniem na wczesnym etapie mogą żyć tak długo jak reszta społeczeństwa. Dziś leczenie ARV polega na łączeniu leków z dwóch grup, które mają na celu zapobieganie kolejnym mutacjom wirusa HIV. Już kilka lat temu udało się osiągnąć 90-proc. skuteczność leczenia przy ograniczeniu ryzyka wystąpienia silnych skutków ubocznych leków. Dlatego o zakażeniu HIV można mówić jak o chorobie przewlekłej, a nie śmiertelnej.

Jak informuje Krajowe Centrum ds. AIDS, na koniec października 2021 roku leczeniem ARV objętych było 14,5 tys. pacjentów, w tym 92 dzieci. Leczenie jest prowadzone  i finansowane w ramach rządowego programu polityki zdrowotnej „Leczenie antyretrowirusowe osób żyjących z wirusem HIV w Polsce na lata 2022–2026”. W Polsce od początku epidemii w 1985 roku do połowy sierpnia 2021 roku wirusem HIV zakaziło się prawie 27 tys. osób, z czego 3,8 tys. ma AIDS. Do tej pory z powodu chorób związanych z AIDS zmarło blisko 1,5 tys. chorych. Na przestrzeni ostatnich 10 lat notowany jest prawie stały wzrost liczby osób zakażonych HIV. Na świecie, według danych WHO, żyje ok. 37,7 mln osób z HIV/AIDS. Tylko w 2020 roku zakażenie HIV rozpoznano u 1,5 mln osób, a 680 tys. osób zmarło z powodu chorób związanych z AIDS.

źródło: newseria

Wprawdzie 97 proc. Polaków słyszało o HIV, ale ponad 80 proc. uważa, że problem ich nie dotyczy. Tylko kilka procent Polaków robiło kiedykolwiek test na obecność tego wirusa, a dla porównania w krajach Europy Zachodniej wykonuje je kilkadziesiąt procent społeczeństwa. Dodatkowo testowanie w kierunku HIV było utrudnione w czasie pandemii COVID-19.
 – Na początku pandemii w 2020 roku wykonywanych było o połowę mniej testów, bo wiele miejsc, w których można zrobić test, było po prostu zamkniętych – mówi Martyna Ditbrener, prezeska Fundacji Teraz Wy, realizującej kampanię „Mówię o HIV”. To jednak może opóźniać diagnozę, a brak reakcji na HIV prowadzi do namnażania wirusa, a w konsekwencji do AIDS.

 Nie ma aktualnych statystyk, które przedstawiają liczbę wykonanych testów na HIV ani zbiorczą liczbę osób korzystających z punktów, w których można zrobić test. Liczba testów na HIV jest różna w poszczególnych punktach konsultacyjno-diagnostycznych, przy czym część z nich zbiera informacje statystyczne jedynie na temat liczby pozytywnych wyników, a nie liczby wykonywanych testów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Martyna Ditbrener.

O świadomości Polaków na temat HIV i ich skłonności do badań profilaktycznych świadczą więc wyniki ankiet. Z badania przeprowadzonego w 2015 roku przez Krajowe Centrum ds. AIDS wynika, że 97 proc. Polaków słyszało o wirusie, jednak zaledwie 5 proc. kiedykolwiek zrobiło badania. Ponadto tylko 5 proc. deklarowało też, że w przyszłości zrobi lub raczej zrobi test, 28 proc. twierdziło, że raczej się nie zbada, a 31 proc. uważało, że na pewno nie wykona testu na HIV. Pozostali byli niezdecydowani.

Quiz przeprowadzony na Instagramie przez Fundację Teraz Wy w ramach akcji edukacyjnej „Mówię o HIV” wskazuje, że młodzi Polacy dramatycznie mało wiedzą o tym wirusie i możliwości zakażenia się. Niemal jedna czwarta respondentów uznała, że problem HIV w ogóle ich nie dotyczy. Wielu z nich mylnie wskazywało na możliwości zakażenia się wirusem – prawie co piąty uznał, że całowanie się z osobą żyjącą z HIV stwarza duże ryzyko zakażenia, chociaż tak nie jest. Za to tylko 36 proc. umiało prawidłowo ocenić, że mleko kobiece może być płynem zakaźnym, podobnie jak krew, sperma, preejakulat, wydzielina z pochwy i szyjki macicy.

Młodzi ludzie często nie wiedzą też, że testy na HIV można wykonać bezpłatnie i anonimowo, również w domu. Prawie połowa nie zdawała sobie sprawy, że po ryzykownym zachowaniu trzeba odczekać z badaniem od sześciu do dwunastu tygodni, by wynik był wiarygodny. Jak podkreśla prezeska Fundacji Teraz Wy, w kontekście tych odpowiedzi nie dziwi fakt, że blisko 70 proc. nowych zakażeń HIV wykrywanych w Polsce dotyczy osób młodych. Połowa z nich nie ma jeszcze 30 lat.

Dostęp do testów dodatkowo utrudniła pandemia COVID-19. Statystyka udostępniana przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Instytut Badawczy wskazuje, że w roku 2019 liczba odnotowanych nowo wykrytych zakażeń wyniosła w Polsce 1615, a rok później była o połowę niższa (zaledwie 840).

 W niektórych miejscach trzeba np. telefonicznie lub mailowo zarezerwować wizytę przed przyjściem, a przed pandemią można było z ulicy wejść na rozmowę z doradcą i zrobić test. Ponadto powodem, dla którego wykonuje się teraz mniej testów, jest fakt, że COVID-19 jest teraz „najważniejszym” wirusem, co sprawiło, że o HIV się nie myśli, a więc również nie wykonuje się testów – mówi Martyna Ditbrener.

Jak podkreśla, w Polsce wciąż zdarzają się przypadki bardzo późnego wykrycia HIV. Konsekwencją jest przede wszystkim namnażanie się wirusa, rozwój AIDS i spadek odporności. Około 50 proc. zakażeń wykrywanych jest w bardzo późnym stadium, często pełnoobjawowego AIDS. Lekarze podkreślają, że są to przypadki, jakie pamiętają z początków epidemii z lat 80. XX wieku. Co więcej, ludzie, którzy zaniedbali profilaktykę w czasie pandemii, prawdopodobnie trafią do lekarzy dopiero za kilka lat. Obecność HIV może nie dawać o sobie znaku nawet przez kilka lat. Dlatego ważna jest profilaktyka i szerzenie wiedzy w tym zakresie.

 Choroba może się rozwijać i przebiegać bezobjawowo przez wiele lat, co prowadzi do ryzyka śmierci. Jeżeli osoba zarażona nie ma świadomości zakażenia HIV, to zdarza się, że takiego pacjenta, u którego nastąpił już rozwój AIDS, po prostu nie da się uratować – dodaje prezeska Fundacji Teraz Wy.

Objawami zakażenia HIV mogą być m.in. gorączka, nudności, bóle mięśni, stawów, bóle głowy i gardła, powiększenie węzłów chłonnych, bóle brzucha z biegunką czy utrata apetytu.

– Można je z łatwością przeoczyć lub pomylić z grypą. Pierwsze oznaki zakażenia pojawiają się do sześciu tygodni po wniknięciu wirusa, który później przechodzi w stan uśpienia i pozostaje w nim nawet do 10 lat. Dopiero po długim czasie od zakażenia pojawiają się pierwsze oznaki upośledzenia odporności, dlatego też tak ważne jest, aby się testować po zachowaniach ryzykownych – mówi Martyna Ditbrener. – Testy powinny wykonywać przede wszystkim osoby, które posiadają stałego partnera, ale był on wcześniej aktywny seksualnie i nie wykonał testu na HIV. Także osoby podejmujące niezabezpieczone prezerwatywą kontakty seksualne z osobami, które nie robiły testu na HIV, lub przyjmujące substancje psychoaktywne drogą iniekcji, używając wspólnej igły. Test należy wykonać także, kiedy wydarzy się jakakolwiek sytuacja, w której dojdzie do kontaktu z krwią, a więc np. tatuaż, zabiegi kosmetyczne lub lekarskie.

Osoba nieświadoma obecności wirusa HIV stwarza też zagrożenie dla innych. Statystycznie może zarażać nawet dwie–trzy osoby rocznie. Osoby leczone antyretrowirusowe (ARV) mają niewykrywalną wiremię i w związku z tym nie zakażają. Eksperci podkreślają, że pacjenci z HIV objęci odpowiednim leczeniem na wczesnym etapie mogą żyć tak długo jak reszta społeczeństwa. Dziś leczenie ARV polega na łączeniu leków z dwóch grup, które mają na celu zapobieganie kolejnym mutacjom wirusa HIV. Już kilka lat temu udało się osiągnąć 90-proc. skuteczność leczenia przy ograniczeniu ryzyka wystąpienia silnych skutków ubocznych leków. Dlatego o zakażeniu HIV można mówić jak o chorobie przewlekłej, a nie śmiertelnej.

Jak informuje Krajowe Centrum ds. AIDS, na koniec października 2021 roku leczeniem ARV objętych było 14,5 tys. pacjentów, w tym 92 dzieci. Leczenie jest prowadzone  i finansowane w ramach rządowego programu polityki zdrowotnej „Leczenie antyretrowirusowe osób żyjących z wirusem HIV w Polsce na lata 2022–2026”. W Polsce od początku epidemii w 1985 roku do połowy sierpnia 2021 roku wirusem HIV zakaziło się prawie 27 tys. osób, z czego 3,8 tys. ma AIDS. Do tej pory z powodu chorób związanych z AIDS zmarło blisko 1,5 tys. chorych. Na przestrzeni ostatnich 10 lat notowany jest prawie stały wzrost liczby osób zakażonych HIV. Na świecie, według danych WHO, żyje ok. 37,7 mln osób z HIV/AIDS. Tylko w 2020 roku zakażenie HIV rozpoznano u 1,5 mln osób, a 680 tys. osób zmarło z powodu chorób związanych z AIDS.

źródło: newseria