Medicalpress
Uzależnienie od nikotyny jest przewlekłą chorobą wywołującą zmiany biologiczne w mózgu, a nie jedynie kwestią „słabej woli” – ocenił dr hab. Łukasz Balwicki prof. GUMed, szef nowo powstałego Centrum Profilaktyki Nikotynowej UCK w Gdańsku.
Polska Agencja Prasowa: Co zdecydowało o powołaniu nowej placówki w UCK i czym będzie ona różnić się od dotychczas działającej poradni antynikotynowej?

rof. Łukasz Balwicki: Powstanie Centrum Leczenia Uzależnienia od Nikotyny jest naturalnym rozwinięciem dotychczasowej działalności poradni antynikotynowej. Wynika ono ze zmiany profilu uzależnionych od nikotyny jak i przedmiotu naszej aktywności. Od lat zajmujemy się nie tylko leczeniem, ale również edukacją zdrowotną, szkoleniem personelu i działalnością naukową. Nowa nazwa lepiej odzwierciedla rzeczywisty zakres naszej działalności. Chcemy zwiększyć dostępność profesjonalnego wsparcia, pomagając w otwieraniu bliźniaczych poradni w całym kraju.

PAP: Jak wygląda dziś skala problemu uzależnienia od nikotyny w Polsce?

Ł.B.: Uzależnienie od nikotyny pozostaje jednym z najważniejszych problemów zdrowia publicznego. Szacuje się, że tytoniu używa 1/4 dorosłych Polaków. Jednocześnie obserwujemy dynamiczny wzrost popularności nowych produktów nikotynowych, szczególnie wśród młodzieży i młodych dorosłych. Coraz częściej spotykamy osoby używające jednocześnie kilku różnych produktów, np. papierosów tradycyjnych, e-papierosów oraz saszetek nikotynowych, co dodatkowo utrudnia leczenie.

PAP: Wokół e-papierosów czy tytoniu podgrzewanego narosło wiele mitów. Z jakimi błędnymi przekonaniami spotyka się pan najczęściej?

Ł.B.: Najczęściej spotykamy się z przekonaniem, że e-papierosy lub inne nowe produkty nikotynowe są bezpieczną alternatywą dla papierosów tradycyjnych. To nieprawda. Produkty te dostarczają nikotynę, która jest substancją silnie uzależniającą i wywierającą niekorzystny wpływ na organizm, szczególnie u osób młodych. W aerozolu e-papierosów mogą znajdować się m.in. metale ciężkie, substancje toksyczne i związki o potencjale rakotwórczym. Atrakcyjne opakowania i słodkie smaki to agresywny marketing, który ma budować fałszywe poczucie bezpieczeństwa.

PAP: Czy każdy, niezależnie od stażu palenia, jest w stanie skutecznie wyjść z nałogu?

Ł.B.: Tak. Korzyści zdrowotne z zaprzestania używania nikotyny występują w każdym wieku i niezależnie od długości trwania uzależnienia. Proces ten jest jednak bardzo indywidualny. U części osób skuteczne zerwanie z nałogiem następuje po pierwszej próbie, inni potrzebują kilku podejść. Pierwszym sukcesem jest abstynencja minimum trzymiesięczna, ale dopiero po sześciu miesiącach mamy przekonanie, że pacjent na dobre rozstał się z nałogiem.

PAP: Dlaczego sama silna wola często nie wystarcza, by przestać palić?

Ł.B.: Uzależnienie od nikotyny nie jest wyłącznie nawykiem. Jest przewlekłą chorobą, w której dochodzi do zmian biologicznych w mózgu odpowiedzialnych za mechanizmy nagrody i kontroli zachowań. Wiele osób doświadcza objawów odstawiennych, takich jak rozdrażnienie, pogorszenie koncentracji czy niepokój. Dlatego wsparcie medyczne jest kluczowe. Stosowanie leków zwiększa szanse na sukces 2-3 krotnie względem prób opartych jedynie na silnej woli.

PAP: Na jaką konkretną pomoc mogą liczyć pacjenci w nowym Centrum?

Ł.B.: Oferujemy kompleksową, bezpłatną pomoc dla osób od 16. roku życia. Pacjenci objęci są opieką obejmującą konsultacje lekarskie, farmakoterapię oraz wsparcie psychologa. Szczególnym wyróżnikiem jest poradnictwo behawioralne, w ramach którego pacjenci mogą uczestniczyć nawet w cyklu 10 spotkań. Wdrożyliśmy też nowatorski system wewnętrznej rekrutacji: pacjenci UCK są pytani o korzystanie z nikotyny podczas wizyt w szpitalu, a zainteresowani leczeniem trafiają do systemu, po czym kontaktuje się z nimi call center.

PAP: Jakie powinny być pierwsze kroki osoby, która chce rzucić palenie?

Ł.B.: Najważniejszym krokiem jest zgłoszenie się po pomoc do specjalisty i wiara, że każdy może zerwać z nałogiem. Podczas konsultacji oceniamy stopień uzależnienia i indywidualne potrzeby pacjenta, co pozwala dobrać najskuteczniejszą metodę leczenia. Połączenie wsparcia specjalisty, odpowiednio dobranej farmakoterapii oraz metod behawioralnych daje największe szanse na trwałe uwolnienie się od uzależnienia

Łukasz Balwicki jest konsultantem krajowym w dziedzinie zdrowia publicznego oraz kierownikiem Zakładu Zdrowia Publicznego i Medycyny Społecznej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Źródło: Nauka w Polsce, Piotr Mirowicz (PAP)

Rada Ministrów przyjęła projekt Ustawy wprowadzającej zakaz sprzedaży jednorazowych e-papierosów – zarówno z nikotyną, jak i bez niej. To decyzja, która ma ograniczyć inicjację nikotynową, szczególnie wśród osób młodych.  Jej znaczenie sięga jednak znacznie dalej. Dotyczy bowiem funkcjonowania całego systemu ochrony zdrowia, w tym pacjentów onkologicznych.

Regulacja ma ograniczyć inicjację nikotynową, szczególnie wśród młodych osób, ale jej konsekwencje mogą sięgać znacznie szerzej – obejmując także funkcjonowanie całego systemu ochrony zdrowia oraz sytuację pacjentów onkologicznych. Decyzję komentuje dr Magdalena Cedzyńska z Narodowego Instytutu Onkologii, kierująca Pracownią Pomocy Palącym.

Pani Doktor, co decyzja RM oznacza dla zdrowia publicznego w Polsce?

Magdalena Cedzyńska:  To bardzo ważny krok w kierunku ograniczania uzależnienia od nikotyny. Musimy jasno podkreślić: nie chodzi tylko o sam produkt, ale o cały mechanizm. Jednorazowe e-papierosy są często pierwszym kontaktem młodych osób z nikotyną. To właśnie od nich zaczyna się uzależnienie. W debacie publicznej zbyt często skupiamy się na porównywaniu, który produkt jest „bardziej” lub „mniej” szkodliwy, a pomijamy kluczową kwestię, tj. czy dany produkt zwiększa prawdopodobieństwo, że ktoś w ogóle zacznie używać nikotyny. 

Dlatego właśnie jednorazowe e-papierosy stały się takim problemem?

MC: Jednorazowe e-papierosy działają jak produkt inicjujący. Są łatwe w użyciu, dostępne w atrakcyjnych smakach, wizualnie „odklejone” od tradycyjnych papierosów. Znikają więc bariery psychologiczne, które kiedyś powstrzymywały młodych ludzi przed sięgnięciem po tytoń. W efekcie zmienia się model uzależnienia – coraz częściej wygląda on tak: e-papieros jako pierwszy krok, potem regularne używanie nikotyny, a następnie przechodzenie do innych produktów. Z perspektywy zdrowia publicznego oznacza to realne ryzyko powiększania się populacji osób uzależnionych, które w przyszłości będą wymagały leczenia chorób odtytoniowych – w tym nowotworów, chorób układu krążenia czy chorób płuc. Dlatego tak istotne są działania, które przerywają ten mechanizm na samym początku. Jeśli chcemy realnie ograniczyć skalę uzależnienia od nikotyny, musimy działać zanim się ono rozwinie.

Jakie znaczenie ma w takim razie przyjęcie projektu dla systemu ochrony zdrowia?

MC: Przyjęcie projektu ma kluczowe znaczenie dla całego systemu ochrony zdrowia w Polsce, ponieważ uderza w sam „początek” problemu, a nie tylko w jego skutki. Ograniczenie dostępności jednorazowych e-papierosów to przede wszystkim, jak wcześniej wspomniałam, działanie zmniejszające ryzyko inicjacji nikotynowej, szczególnie wśród młodych osób. Od tego zależy jak duża będzie w przyszłości populacja osób uzależnionych i wymagających leczenia. Z perspektywy systemowej, proponowana zmiana oznacza realną szansę na ograniczenie liczby chorób odtytoniowych,  w tym nowotworów, chorób układu krążenia czy układu oddechowego, które już dziś stanowią ogromne obciążenie dla systemu. Mówimy tu nie tylko o kosztach leczenia, ale także o długofalowych konsekwencjach, takich jak absencja chorobowa czy utrata produktywności. Szacuje się, że łączne koszty palenia w Polsce sięgają około 57 miliardów złotych rocznie. W tym kontekście tego typu regulacje należy traktować jako inwestycję – nie tyle w ograniczenie jednego segmentu rynku, ile w zdrowie populacji w dłuższej perspektywie. To przesunięcie ciężaru działań w stronę zapobiegania przyczynom, które jest podstawą stabilności i wydolności systemu ochrony zdrowia.

Wspomniała Pani o pacjentach onkologicznych – jakie znaczenie mają te zmiany właśnie dla tej grupy chorych?

MC: Dla pacjentów onkologicznych ma to namacalne i praktyczne znaczenie, które obserwujemy również w codziennej pracy w ramach Poradni. Coraz większa liczba pacjentów „przerzuca się” na papierosy elektroniczne, promowane jako lepsza alternatywa. Przekonani, że dbają o swoje zdrowie, wpadają w pułapkę zwodniczego marketingu. Nie ma obecnie dowodów naukowych, że zastąpienie jednego produktu drugim przynosi korzyść zdrowotną. Natomiast wiadomo, że nowe produkty z nikotyną zawierają substancje rakotwórcze, takie jak metale ciężkie (nikiel, chrom, ołów), a także formaldehyd, akroleina czy benzen. Dla niektórych z tych związków, np. akroleiny, nie ustalono bezpiecznego poziomu narażenia.

Czy sama zmiana regulacji jest wystarczająca? 

MC: Oczywiście, że nie. To bardzo ważny i potrzebny krok, ale sam w sobie nie rozwiąże problemu uzależnienia. Regulacje mogą ograniczyć dostępność produktów i zmniejszyć liczbę nowych osób sięgających po substancje szkodliwe, nie odpowiedzą jednak na potrzeby tych, którzy już są uzależnieni. Kluczowe jest stworzenie skutecznego systemu wsparcia, który obejmuje nie tylko samego pacjenta, ale również jego otoczenie. Uzależnienie od nikotyny nie funkcjonuje w próżni – dotyczy całych rodzin, relacji, codziennych nawyków. Dlatego skuteczne działania muszą uwzględniać także bliskich pacjenta, ich rolę we wspieraniu procesu zmiany oraz budowanie środowiska, które sprzyja wyjściu z nałogu. Mówimy więc o pewnym mechanizmie: regulacje ograniczają napływ nowych użytkowników, ale równolegle musi istnieć dostępne, dobrze zorganizowane i aktywnie promowane poradnictwo antynikotynowe, wsparcie psychologiczne oraz edukacja zdrowotna. Dopiero połączenie tych elementów daje realną szansę na trwałą zmianę – zarówno na poziomie indywidualnym, jak i populacyjnym. To szczególnie istotne nie tylko w onkologii, ale w całym systemie ochrony zdrowia. Dlatego skuteczna odpowiedź na ten problem musi być kompleksowa – obejmować prewencję, regulacje i realne wsparcie dla tych, którzy chcą z nałogu wyjść.

Gdzie osoby uzależnione od nikotyny – a także ich bliscy – mogą dziś szukać realnej pomocy i wsparcia?

MC: To bardzo ważne pytanie, bo jednym z największych wyzwań nadal jest przekonanie, że z uzależnieniem trzeba „radzić sobie” samodzielnie, że to tylko kwestia silnej woli. Tymczasem dostępne są konkretne, sprawdzone formy pomocy – i warto z nich korzystać. Istotnym narzędziem jest prowadzona przez nasz Instytut ogólnopolska, bezpłatna infolinia dla osób chcących rzucić palenie 801 108 108, 22 211 80 15, gdzie można skorzystać z  porady ekspertów, otrzymać wskazówki dotyczące kolejnych kroków oraz wsparcie w trudniejszych momentach procesu zmiany. W Instytucie działa również ambulatoryjna poradnia antynikotynowa, do której można zgłosić się bez skierowania i otrzymać pomoc lekarza oraz psychologa.  Z naszej perspektywy niezwykle ważne jest wreszcie budowanie świadomości, że uzależnienie od nikotyny to nie kwestia „słabej woli”, ale przewlekła choroba, która wymaga odpowiedniego podejścia i wsparcia. A to wsparcie jest dostępne – i może realnie zwiększyć szanse na trwałe wyjście z nałogu.

Źródło: NIO

 
Od 5 lipca 2025 roku obowiązuje w Polsce zakaz sprzedaży elektronicznych papierosów, pojemników zapasowych do e-papierosów oraz woreczków nikotynowych osobom poniżej 18. roku życia. Nowe przepisy wynikają z ustawy nowelizującej ustawę o zdrowiu publicznym i ustawę o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, która została podpisana przez prezydenta i opublikowana w Dzienniku Ustaw. Jak podkreśla Ministerstwo Zdrowia, głównym celem zmian jest zwiększenie ochrony zdrowia dzieci i młodzieży przed wczesnym uzależnieniem od nikotyny i ograniczenie dostępności tych wyrobów na rynku nieletnich.

Zakaz obejmuje sprzedaż, promocję, reklamę oraz prezentowanie e-papierosów i woreczków nikotynowych młodzieży. Przepisy przewidują również surowe kary dla przedsiębiorców i sprzedawców łamiących ten zakaz. Nowelizacja umożliwia także działania kontrolne prowadzone przez organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej oraz nakładanie grzywien i kar administracyjnych w przypadku stwierdzenia naruszeń. W ocenie resortu zdrowia wprowadzenie takiego zakazu jest konieczną odpowiedzią na dynamicznie rosnące spożycie nikotynowych produktów alternatywnych wśród młodych osób, w tym uczniów szkół podstawowych i średnich.

Ministerstwo wskazuje, że nowe przepisy są częścią szerszej strategii polityki antynikotynowej, która ma obejmować również edukację, profilaktykę oraz zwiększoną kontrolę sprzedaży i dostępności wyrobów nikotynowych. W ostatnich latach wyroby tego typu były szczególnie popularne wśród młodzieży z uwagi na ich łatwą dostępność, atrakcyjne smaki i brak odpowiednich regulacji ograniczających sprzedaż osobom niepełnoletnim. Teraz, dzięki nowelizacji, produkty te zostają zrównane w przepisach z tradycyjnymi wyrobami tytoniowymi, co oznacza wprowadzenie identycznych ograniczeń dotyczących ich dystrybucji i promocji.

Wprowadzenie zakazu sprzedaży e-papierosów i woreczków nikotynowych osobom poniżej 18. roku życia to istotny krok w stronę wzmocnienia zdrowia publicznego, a zwłaszcza ochrony dzieci i młodzieży przed uzależnieniem od nikotyny. Nowe przepisy mają na celu zahamowanie wzrostu używania wyrobów nikotynowych przez młode pokolenie, a także wyznaczają nowy kierunek krajowej polityki zdrowotnej, która coraz wyraźniej koncentruje się na profilaktyce i redukcji ryzyka uzależnień. Jak zapowiada Ministerstwo Zdrowia, działania te będą kontynuowane w kolejnych miesiącach – zarówno na poziomie legislacyjnym, jak i edukacyjnym.

Trwają prace nad kolejnymi zmianami w ustawie antytytoniowej

Kolejny projekt nowelizacji ustawy antytytoniowej, zakłada:

Projekt będzie musiał zostać notyfikowany w Unii Europejskiej po przyjęciu go przez Radę Ministrów – to obowiązkowa procedura dla takich regulacji.

Dlaczego to jest ważne?

Jednorazowe e-papierosy i woreczki nikotynowe są szczególnie atrakcyjne dla młodych ludzi. Często to właśnie od nich zaczyna się pierwszy kontakt z nikotyną – wiele osób sięga po nie jeszcze przed ukończeniem 18. roku życia. Chcemy zatrzymać ten niepokojący trend.

Produkty zawierające nikotynę nie są zwykłym towarem – to substancje silnie uzależniające i szkodliwe. Dodatkowo jednorazowe e-papierosy są trudne do kontrolowania pod względem zawartości i składu płynu, a przy tym szkodliwe dla środowiska – zawierają plastik oraz baterie litowo-jonowe, które trudno poddać recyklingowi.

Nikotyna wciąż zbyt łatwo trafia w ręce młodych ludzi. Widzimy, jak dynamicznie rozwija się rynek produktów, które kuszą atrakcyjną formą i smakiem, a w rzeczywistości prowadzą do uzależnienia. Dlatego działamy – zdecydowanie i krok po kroku – by ograniczyć ich dostępność i skuteczniej chronić zdrowie publiczne.

Jakie zmiany już obowiązują?

17 kwietnia weszły w życie przepisy, które zakazują sprzedaży podgrzewanych wyrobów tytoniowych o charakterystycznych aromatach, takich jak mentol czy owoce. Od wejścia w życie przepisów branża ma dziewięć miesięcy na wyprzedanie zapasów. Smakowe dodatki przyciągają szczególnie młodych ludzi. Eliminując te produkty, zmniejszamy ryzyko uzależnień i chronimy zdrowie młodzieży. Nowelizacja ustawy antytytoniowej uregulowała też podgrzewacze do tytoniu jako nowatorskie wyroby tytoniowe. Te przepisy dostosowują polskie regulacje do prawa Unii Europejskiej.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia

W 2024 roku lekarze w całej Polsce wystawili blisko 9,5 tys. zaświadczeń lekarskich z tytułu niezdolności do pracy spowodowanej nadużyciem alkoholu. To o 44,9% więcej niż w 2023 r. Z danych ZUS-u wynika też, że w ub.r. liczba dni nieobecności z ww. powodu wyniosła 99,6 tys. To wzrost o 50,4% rdr. Najwięcej zaświadczeń z omawianego tytułu, czyli 31,9% ogółu, dotyczyło absencji trwającej do 5 dni. Do tego widać, że najczęściej po ww. dokument sięgały osoby w wieku 40-44 lat. Dalej w rankingu są pacjenci mający 35-39 i 45-49 lat. Na końcu zestawienia znalazły się osoby do 19. roku życia. Przed nimi uplasowali się seniorzy. Ponadto w ub.r. mężczyznom wystawiono więcej takich zaświadczeń niż kobietom.
Duży skok w zestawieniu
Zakład Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) udostępnił dane dotyczące liczby wydanych zaświadczeń lekarskich oznaczonych kodem C. Popularnie są one zwane zwolnieniami z tytułu niezdolności do pracy spowodowanej nadużyciem alkoholu. W 2024 roku lekarze w całej Polsce wystawili ich blisko 9,5 tys. To o 44,9% więcej niż w 2023 roku, kiedy było ich 6,6 tys. Janusz Sierosławski z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie jest zdania, że liczby te nie są tak dramatyczne, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka, gdy weźmiemy pod uwagę, że w naszym kraju pracuje ponad 17 mln obywateli.

– Nawet jeśli wzrost procentowy jest duży, to w dalszym ciągu odnosimy się do niewielkich liczb. Należy też mieć na względzie to, że wzrost może być wynikiem tego, że zaświadczenia lekarskie wynikające z nadużywania alkoholu to rozwiązanie stosunkowo nowe, które wpisuje się w nurt redukcji szkód. Pracownik obsługujący maszyny czy prowadzący pojazdy, który pojawiłby się w pracy po spożyciu, mógłby spowodować bardzo poważne zagrożenie dla mienia pracodawcy i innych osób. Dobrze więc, że coraz więcej osób w takiej sytuacji ma szansę na „bezbolesne” opuszczenie pracy – dodaje ekspert.

Z kolei dr hab. Damian Czarnecki, prof. Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, prodziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu Collegium Medicum w Bydgoszczy, pielęgniarz w Oddziale Leczenia Uzależnień Kliniki Psychiatrii Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 w Bydgoszczy, podkreśla, że ustalenie przyczyny wzrostu liczby wystawianych zaświadczeń z kodem C jest trudne, bo wpływa na to wiele czynników.

– Roczne statystyki zmieniają się. Przykładowo w okresie pandemii nastąpił spadek wystawionych zwolnień z kodem C, na co mogła mieć wpływ praca zdalna. Do tego mogło być mniej okazji do nadużywa alkoholu. Można domniemywać, że obecny wzrost liczby tego typu zaświadczeń, przynajmniej częściowo, jest związany z zaostrzeniem prawa w zakresie kar za prowadzenie pojazdu po użyciu alkoholu – uważa prof. UMK w Toruniu.

Dominuje krótki okres
Z analizy danych wynika również, że najwięcej ww. zaświadczeń lekarskich dotyczyło absencji 1-5 dni – ponad 3 tys. (31,9% ogółu). 2,8 tys. było o długości 11-20 dni (29,5%), a 2,6 tys. – 6-10 dni (27,8%). Dalej mamy 742 zaświadczenia wystawione na okres 21-30 dni (7,8%), 162 – na 34 dni i więcej (1,7%), a także 119 – na 31-33 dni (1,3%). W opinii psychologa Michała Murgrabiego z platformy psychoterapii online ePsycholodzy.pl, najbardziej niepokojące są absencje trwające powyżej 21 dni, które stanowią 10,8% wszystkich zwolnień.

– Taka długość niezdolności do pracy często wiąże się z poważnymi problemami zdrowotnymi, przewlekłymi schorzeniami związanymi z nadużywaniem alkoholu oraz koniecznością specjalistycznej terapii. Może to również wskazywać na osoby znajdujące się w fazie zaawansowanego uzależnienia, które wymaga długoterminowego leczenia i wsparcia psychologicznego – dodaje Michał Murgrabia.

Do tego dr hab. Czarnecki wyjaśnia, że dolegliwości wynikające z wcześniejszego nadużycia alkoholu, a nawet alkoholowy zespół abstynencyjny (niepowikłany), trwa zwykle kilka dni. Czasami jednak objawy odstawienia alkoholu mogą utrzymywać się dłużej, a nawet nasilać się i przejść w powikłany zespół abstynencyjny. W takiej sytuacji osoba uzależniona od alkoholu wymaga interwencji specjalistycznej, np. leczenia detoksykacyjnego. Zwykle trwa ono 10-15 dni, a leczenie uzależnienia od alkoholu stacjonarne – powyżej ośmiu tygodni.

– Dodatkowo należy zaznaczyć, że nieobecność w pracy ponad 30 dni wymaga ponownego badania lekarskiego w medycynie pracy. Natomiast zwolnienie z kodem C związane jest nie tylko z niezdolnością do pracy, wynikającą z nadużycia alkoholu, ale również może wiązać się z powikłaniami zdrowotnymi somatycznymi i psychicznymi – dodaje prof. UMK w Toruniu.

Wzrost liczby dni absencji
Do tego z danych ZUS-u wynika, że w 2024 r. liczba dni absencji chorobowej z ww. tytułu wyniosła 99,6 tys. To o 50,4% więcej niż w 2023 roku, kiedy było ich 66,3 tys. Radca prawny Szymon Witkowski, główny legislator i pełnomocnik zarządu ds. dialogu społecznego Pracodawców RP, zauważa, że absencja chorobowa pracownika nie tylko powoduje problemy organizacyjne, ale przekłada się też na bezpośredni koszt dla pracodawcy. Nie tylko bowiem potrzebne jest zastępstwo za nieobecnego pracownika, ale również do 33 dnia zwolnienia lekarskiego w ciągu roku wynagrodzenie chorobowe płaci pracodawca, a nie ZUS.

– Pracodawcy mogą nieprzychylnie patrzeć na pracownika, który jest nieobecny z powodu nadużywania alkoholu. Jednocześnie istnieje zakaz dyskryminacji pracownika ze względu na stan zdrowia, więc jeśli nadużywanie alkoholu nie wpływa bezpośrednio na życie zawodowe danej osoby, to pracodawca nie powinien wyciągać negatywnych konsekwencji z choroby pracownika – tłumaczy Szymon Witkowski.

Przodują 40-latkowie
W ubiegłym roku najwięcej zaświadczeń lekarskich z kodem C wystawiono osobom w wieku 40-44 lat – 1,8 tys. Po 1,5 tys. wydano ich pacjentom mającym 35-39 lat i 45-49 lat. Najmniej takich zaświadczeń uzyskały osoby w wieku 19 lat i młodsze – 55. Przed nimi w zestawieniu są seniorzy mający co najmniej 65 lat – 68. Z badań naukowych, prowadzonych przez dra Damiana Czarneckiego, wynika, że średnia wieku mężczyzn uzależnionych od alkoholu, leczonych stacjonarnie odwykowo, wynosi ok. 43 lata. To pokrywałoby się z przytaczanymi statystykami. W ocenie eksperta, mniejszy odsetek osób młodszych może wynikać z faktu, że nie podjęły one jeszcze zatrudnienia lub odniosły mniejsze straty zdrowotne z powodu picia alkoholu.

– Co do seniorów, którym wystawiono ww. zwolnienia, to grupa tych osób w dużej części już jest na emeryturze lub pracuje na część etatu. Niemniej coraz częściej porusza się temat problemu uzależnienia od alkoholu osób starszych, u których obserwuje się duże trudności z jego diagnozą, m.in. z powodu poczucia stygmatyzacji, wielochorobowości i samotności – wyjaśnia prof. UMK w Toruniu.

Mężczyźni bardziej „aktywni”
Biorąc pod uwagę podział na płeć, w 2024 roku mężczyznom wystawiono 7,4 tys. zaświadczeń z kodem C (w 2023 roku – prawie 5 tys.), a kobietom – 2,1 tys. (1,6 tys.). Takie wyniki nie dziwią psychologa Michała Murgrabiego. Zauważa on, że mężczyźni statystycznie częściej sięgają po alkohol w sposób problemowy i rzadziej korzystają z pomocy psychologicznej. Z kolei Michał Pajdak z platformy psychoterapii online ePsycholodzy.pl uważa, że większa skłonność mężczyzn do nadużywania alkoholu wynika z biologii, norm społecznych i sposobu radzenia sobie z emocjami. Natomiast Szymon Witkowski zastanawia się, czy rosnąca liczba zwolnień lekarskich wystawianych mężczyznom nie zapowiada potencjalnych problemów w branżach, w których stanowią oni procentowo większą część kadr.

– Wydaje się, że w odniesieniu do problemu uzależnienia od alkoholu dysproporcja płci jest stała. Znacznie wyższy odsetek mężczyzn niż kobiet podejmuje leczenie odwykowe. Wynikać to może z różnic w stylu picia i ze stygmatyzacji osób nadużywających alkoholu, w szczególności kobiet, które z większą trudnością zgłaszają problem uzależnienia w obawie przed odrzuceniem społecznym – podsumowuje prodziekan Collegium Medicum w Bydgoszczy.
 
źródło: MondayNews
Mogą uzależniać tak samo jak narkotyki czy alkohol. Negatywnie wpływają na rozwój, pamięć, koncentrację i zdrowie psychiczne – zwłaszcza w przypadku dzieci i młodzieży. Dlatego wałbrzyska filia Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu organizuje akcję edukacyjną „Telefony w mojej głowie”. Chce uświadamiać, jak szkodliwe jest nadużywanie i nieumiejętne korzystanie ze smartfonów czy iPhone’ów.
Pomysł narodził się w czasie spotkania prof. Beaty Sobieszczańskiej, dziekan wałbrzyskiej filii UMW z uczniami klasy patronackiej II Liceum Ogólnokształcącego w Wałbrzychu. – Tamtejsza młodzież zdaje telefony przed lekcjami i odbiera je dopiero po zakończeniu zajęć. Na terenie szkoły nie mogą korzystać z komórek. Co więcej, okazało się, że jest to wykonalne – uśmiecha się prof. Beata Sobieszczańska.
 
Filia UMW wraz z dyrekcją II LO ogłosiły konkurs na oprawę graficzną akcji „Telefony w mojej głowie”. Uczniowie zgłosili kilkadziesiąt plakatów i ulotek. Teraz jest plan, aby dotrzeć z kampanią do jak największej liczby osób. Nie tylko uczniów, ale i rodziców, którzy kształtują wzorce zachowań u dzieci.

– Telefony komórkowe na pewno ułatwiają nam życie, ale jeśli nie korzystamy z nich w sposób rozsądny, negatywnie wpływają na nasz mózg. Najczęściej nawet nie zdajemy sobie sprawy, że częste scrollowanie potrafi uzależnić tak samo jak narkotyk – zauważa dziekan wałbrzyskiej filii uczelni i dodaje: – Rodzice są przeciwni, aby ich dzieci piły alkohol czy zażywały substancje odurzające, bo wiedzą, że to szkodzi. Nie sprzeciwiają się jednak nadużywaniu komórek, a dodatkowo sami rzadko się z nimi rozstają, dając zły przykład.

Plac zabaw: dziecko w piaskownicy, rodzic na ławce wpatrzony w telefon. Tramwaj: wszyscy zajęci komórkami. Przykłady można mnożyć, a dzieje się tak głównie dlatego, że surfowanie po Internecie sprawia nam przyjemność.

– Kiedy odczuwamy przyjemność, w naszym mózgu wydziela się dopamina, hormon szczęścia. Im więcej dopaminy, tym więcej receptorów dopaminowych zaczyna działać, a my chcemy tego poczucia szczęścia coraz więcej i coraz częściej. Efekt jest taki, że jeśli utracimy bodziec, który nam je zapewnia, a więc telefon, czujemy się jak na głodzie i mogą pojawić się objawy odstawienne – tłumaczy inicjatorka akcji „Telefony w mojej głowie”.

Znane są już przypadki kilkuletnich dzieci uzależnionych od komórek. Rodzice włączali im bajki i dawali telefony, kiedy płakały, kiedy nie mogły zasnąć, kiedy się nudziły. – A ekran komórki to także niebieskie światło, które pobudza mózg, natomiast mózg dziecka, który wciąż jest w fazie rozwoju, absorbuje aż 60 proc. więcej szkodliwych fal elektromagnetycznych, niż mózg dorosłej osoby – wyjaśnia prof. Beata Sobieszczańska.

Mózgi dorosłych też nie są w najlepszej kondycji. W ostatnich 30 latach liczba informacji, które musimy przetworzyć każdego dnia (w dużej mierze pochodzących z Internetu) wzrosła pięciokrotnie i obecnie jest równowartością 174 przeczytanych gazet. – Próbujemy dostosować się do tego wzrostu i cały czas jesteśmy na najwyższych obrotach. Właściwie nie umiemy już wypoczywać, a przecież mózg uwielbia wypoczynek, bo wtedy ma czas na regenerację. Jej brak skutkuje psychicznym zmęczeniem, które jest coraz powszechniejsze – twierdzi profesor.

Telefony nie sprzyjają również koncentracji. Dźwięk każdego powiadomienia jest skutecznym rozpraszaczem, który uniemożliwia tzw. pracę głęboką. Czas spędzany na nauce czy innych zadaniach wymagających skupienia, nie jest więc efektywny, gdy obok leży komórka. Dotyczy to także relacji międzyludzkich. Nawet najczęstsze rozmowy na Messengerze czy WhatsAppie nie zastąpią osobistych spotkań, chociażby dlatego, że 50 proc. komunikacji międzyludzkiej odbywa się na poziomie wzrokowym. Już mamy problemy w kontaktach z innymi ludźmi, a młodszym pokoleniom coraz trudniej tworzyć satysfakcjonujące związki. Rośnie liczba osób z depresją i prób samobójczych.

Poza tym przybywa dzieci i młodzieży, które mają problemy w szkole. Krótkie – obrazkowe czy w formie wideo – treści, jakie oglądają w Internecie sprawiają, że mają problemy z budowaniem pełnych, poprawnych zdań. Coraz więcej uczniów ma zdiagnozowane ADHD, dysleksję, dysortografię, dysgrafię czy dyskalkulię.

Młodzi ludzie, mający łatwy dostęp do treści promujących przemoc, stają się też agresywni i z coraz większą łatwością krzywdzą koleżanki i kolegów. Powszechny dostęp do pornografii to kolejny czynnik, który może mieć wpływ na nieumiejętność budowania relacji. – Dodajmy do tego niebezpieczne kontakty z osobami poznanymi w sieci… Nigdy przecież nie wiemy, kto tak naprawdę jest po drugiej stronie – podkreśla prof. Beata Sobieszczańska. 

Kolejny aspekt to wszechobecni w sieci piękni ludzie i ich bajeczne życie – przyczyna rosnącej frustracji, zazdrości, kompleksów i spadku poczucia własnej wartości. Rośnie również liczba pacjentów okulistycznych i ortopedycznych (problemy z kręgosłupem szyjnym), jesteśmy bardziej podatni na zespół cieśni nadgarstka czy otyłość, bo wolny czas spędzamy siedząc (dosłownie i w przenośni) w sieci. – Samo uzależnienie od telefonów to z kolei większe ryzyko wystąpienia w przyszłości chorób neurodegeneracyjnych – mówi pomysłodawczyni kampanii edukacyjnej.

Prof. Beata Sobieszczańska podkreśla, że nie jest przeciwniczką telefonów komórkowych. Wie, że są przydatne i mogą ułatwić życie, ale jako pracownik uczelni medycznej chciałaby, abyśmy używali ich mądrze i z umiarem, pamiętając o szkodach, jakie mogą wyrządzić i zdrowotnych konsekwencjach. Taki też jest cel akcji „Telefony w mojej głowie” – nie zakazywanie, a uświadamianie.

Wałbrzyskiej filii UMW pomogą m.in. psychologowie i psychiatrzy z tamtejszego Szpitala Specjalistycznego im. dra Alfreda Sokołowskiego, którzy będą spotykać się z rodzicami oraz uczniami. Zaczną od Wałbrzycha i okolic miasta, ale w planach mają dotarcie z wiedzą do mieszkańców całej Polski.

– Skąd wiemy, że narkotyki czy alkohol są szkodliwe? Bo od lat o tym słyszymy i widzimy przypadki osób uzależnionych. My także chcemy mówić i pokazywać, jakie są efekty nadużywania telefonów komórkowych – kończy prof. Beata Sobieszczańska.

źródło: UMW
Wojciech Konieczny, wiceminister zdrowia, poinformował, że niebawem zapadnie decyzja w sprawie wpisania do wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów rozwiązań dotyczących zakazu sprzedaży alkoholu przez internet, reklamy napojów alkoholowych oraz zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych w godzinach 22-6. Wartość finansowanych świadczeń w zakresie leczenia uzależnienia od alkoholu wzrosła z 330 mln. zł w 2020 r. do 816 mln. zł w 2023 roku. Dostępność ekonomiczna napojów alkoholowych także znacznie rośnie. W 2023 roku było prawie 120 000 punktów sprzedaży alkoholu, czyli na jeden punkt przypada ok. 330 mieszkańców.
8 stycznia odbyło się posiedzenie sejmowych Komisji Gospodarki i Rozwoju oraz Zdrowia, poświęcone planom wprowadzenia ograniczeń w reklamie i sprzedaży alkoholu. Wojciech Konieczny, wiceminister zdrowia, poinformował, że niebawem zapadnie decyzja w sprawie wpisania do wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów rozwiązań dotyczących zakazu sprzedaży alkoholu przez internet, reklamy napojów alkoholowych oraz zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych w godzinach 22-6.

Wiceminister przytoczył dane – Wartość finansowanych świadczeń w zakresie leczenia uzależnienia od alkoholu wzrosła z 330 mln. zł w 2020 r. do 816 mln. zł w 2023 roku. Dostępność ekonomiczna napojów alkoholowych, zobrazowana przez liczbę butelek alkoholu jakie można kupić za średnie miesięczne wynagrodzenie wynosiła w 2023 roku: 1863 butelki piwa, 279 butelek wina oraz 221 butelek mocnego alkoholu. Oznacza to, że pomimo 10% podwyżki podatku akcyzowego w porównaniu do 2021 roku, dostępność ekonomiczna wzrosła znacznie – o 65 butelek piwa, 23 butelki wina i 4 butelki alkoholu wysokoprocentowego. W Polsce w 2023 roku było prawie 120 000 punktów sprzedaży alkoholu, czyli na jeden punkt przypada ok. 330 mieszkańców.

Jak argumentował Wojciech Konieczny, amerykańskie badania udowodniły, że w krajach o niskim i średnim dochodzie, najskuteczniejszym mechanizmem ograniczenia spożycia alkoholu jest ograniczenie dostępności fizycznej, zwłaszcza restrykcje w zakresie godzin sprzedaży. Szczególnie wpływa to na zmniejszenie konsumpcji wśród osób nieletnich oraz pijących nadmiernie. Ponadto, zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych w godzinach nocnych ma dobrze udokumentowaną skuteczność, a sprzedaż alkoholi w internecie jest sprzeczna ze strategią WHO o ograniczeniu dostępności fizycznej do tych produktów.

Na ten moment zielone światło mają 3 z 6 mają propozycji Ministerstwa Zdrowia, które zmierzają do ograniczenia dostępności do alkoholu i przedwczesnej inicjacji alkoholowej:
Zmiany mają być one procedowane jako nowelizacja ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Założenia do wykazu prac rządu wpisano już w październiku ubiegłego roku. Na ten moment nie ma jednak pełnej zgody pomiędzy resortem zdrowia a resortem rozwoju, co do najistotniejszych propozycji. Ministerstwo Zdrowia jest za bardziej radykalnymi rozwiązaniami. Druga strona wskazuje na konstytucyjną zasadę wolności działalności gospodarczej i nie zgadza się na niektóre ograniczenia.

Podczas posiedzenia komisji sejmowych. poseł Ryszard Petru (Polska 2050, Trzecia Droga) zaproponował, żeby podczas zakupu alkoholu przez internet kupujący musiał potwierdzać swój wiek korzystając z e-dowodu, platformy Moje ID czy systemu mObywatel 2.0. W momencie dostawy musiałby okazać kurierowi dokument potwierdzający pełnoletniość. Jak podkreślił, to rozwiązanie uniemożliwi zakup napojów alkoholowych osobom niepełnoletnim, ale nie zakaże dystrybucji internetowej, która jest istotna dla niewielkich polskich firm wytwarzających produkty kategorii premium. Rekomendował też wprowadzenie bezwzględnego zakazu jakiejkolwiek reklamy napojów alkoholowych. Ponadto, zgodnie z propozycją Petru, wszystkie alkohole oraz „napoje imitujące alkohol” miałyby być umieszczone w „odpowiedniej strefie”. Według Petru, w sklepach samoobsługowych nakaz sprzedaży na wydzielonych stoiskach alkoholowych powinien dotyczyć także piwa (alkoholowego oraz bezalkoholowego), a kontrola dokumentu tożsamości powinna być obowiązkowa przy każdym zakupie napoju alkoholowego. Propozycja zakłada również, że znaki ostrzegawcze oraz informacje o zawartości alkoholu mają być umieszczane na wszystkich napojach alkoholowych, w tym na piwie.

– Jesteśmy otwarci na rozmowę i dialog, ale i realizację pewnych rozwiązań na poziomie prawnym – zapowiedział wiceminister rozwoju Michał Jaros. Potwierdził, że resort rozwoju będzie pracować z resortem zdrowia, aby wypracować jak najlepsze przepisy, które będą przede wszystkim działały na korzyść zdrowia obywateli. Wiceminister Jaros odniósł się też do planów ministerstwa zdrowia dot. ograniczenia sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych w godzinach 22-6. Zaznaczył, że ograniczenie dostępności sprzedaży alkoholu nie może dotyczyć tylko wybranych firm, ale, jeśli jest wprowadzane, powinno obejmować wszystkich.

Poseł Grzegorz Napieralski (Platforma Obywatelska) zwróci uwagę, że problem alkoholizmu nie dotyczy tylko osób uzależnionych, ale całych rodzin i bliskich. – Nie możemy zapominać, że alkoholizm niesie za sobą ogromne straty społeczne i psychiczne, które ponoszą nie tylko osoby uzależnione, ale też rodziny i bliscy. Podkreślił również problem sprzedaży tzw. małpek, które w 90% kupują alkoholicy, a nie przeciętni konsumenci alkoholu. – Mamy duży problem, coraz więcej osób jest uzależnionych i współuzależnionych, coraz więcej dzieci cierpi w powodu uzależnienia rodziców i opiekunów i coraz więcej młodych ma też kontakt z alkoholem przed ukończeniem 18 r.ż.. – dodał.

– Jestem zdania, że sama profilaktyka i edukacja nie zmienią sytuacji, bez działań ekonomicznych. Kiedyś obowiązywały ograniczenia w liczbie i położeniu punktów sprzedaży alkoholu. Obecnie to erodowało. Jestem za wprowadzeniem radykalnych ograniczeń, wskazaniem liczby punktów, które mogą dystrybuować alkohol i za ograniczeniami w sprzedaży w nocy, nie tylko na stacjach benzynowych, ale w ogóle – mówił poseł Bolesław Piecha (PIS).

Adrian Kłos ze Stowarzyszenia „Natura i Ekologia” podkreślił, że codziennie w Polsce sprzedaje się 16 mln. sztuk piwa w opakowaniach półlitrowych, a polscy konsumenci spożywają najwięcej alkoholu w piwie – 55%, to aż 93 litry piwa na osobę rocznie. Piwo jest ogólnie zbyt łatwo dostępne, trafia do dzieci, reklama jest wszechobecna, reklamują je celebryci, nie jest traktowane jak alkohol – wskazywał.

– W zeszłym roku opublikowaliśmy raport dotyczący inicjacji alkoholowej dzieci i młodzieży. Dane są jednoznaczne, zdecydowana większość osób nieletnich rozpoczyna inicjację alkoholową od piwa. Tymczasem dostęp do niego jest nadal zbyt powszechny i łatwy, aż 31% respondentów wskazało, że bez większego problemu kupuje piwo, choć nie ukończyło 18 r.ż.. 70% z problemami, ale także udaje kupić piwo. Powinniśmy dążyć do zakazu reklamy piwa. Reklamy piwa pokazują świetną zabawę, jest luz, przyjaźń, sport, wszystko to sprawia, że mamy społeczne przyzwolenie na jego picie i nie traktuje się go jak alkoholu. Co ważne, w Polsce mamy wiele dobrych przepisów, ale nie są egzekwowane. dlatego tworząc nowe, trzeba pamiętać o mechanizmach ich przestrzegania i monitowania. – zaznaczył dr Janusz Krupa ze Stowarzyszenia Człowieka Świadomego.

Projekt resortu zdrowia ma zostać wkrótce opublikowany w całości opublikowany.

 
źródło: Sejm RP, redakcja A.B.
Leki uspokajająco-nasenne z grupy benzodiazepin są zdecydowanie częściej nadużywane w Polsce niż fentanyl, o którym głośno jest w mediach. W listopadzie weszło w życie rozporządzenie Ministra Zdrowia zmieniające istniejące rozporządzenie w sprawie środków odurzających, substancji psychotropowych, prekursorów kategorii 1 i preparatów zawierających te środki lub substancje. Ma to wpłynąć na wzmocnienie nadzoru nad preskrypcją leków potencjalnie mogących uzależnić, tym samym ograniczyć ich nadużywanie. Jaki będzie efekt, pokaże czas.
Polacy uzależniają się od benzodiazepin i jest to faktem. Jak duży jest to problem, dokładnie nie wiadomo – MZ nie prowadzi badań statystycznych.
Jak możemy przeczytać na portalu prawo.pl, badania ESPAD pokazały, że polska młodzież przynajmniej od 20 lat – badania przeprowadzane co 4 lata – to lider wśród młodzieży europejskiej w sięganiu po „uspokajacze” (przewyższamy europejską średnią 2-3 krotnie).

W Polsce 16-18 proc. młodzieży w wieku 16 lat miało epizodyczny kontakt jak i dłuższą styczność z tego rodzaju substancjami psychoaktywnymi. Wraz z dojrzałością problem narasta.

Benzodiazepiny powinny być przepisywane przez okres nie dłuższy niż 2-4 tygodnie i tylko w określonych sytuacjach klinicznych. Niestety lekarze ulegając prośbom pacjentów, często nadmiernie przepisują te środki. 

Dlaczego benzodiazepiny są niebezpieczne?
Jak mówi w rozmowie z Medicalpress, prof. SUM, dr hab. n. med. i n. o zdr. Rafał Skowronek, specjalista medycyny sądowej i patomorfologii, oraz toksykolog – ekspert Polskiego Towarzystwa Toksykologicznego, benzodiazepiny działają depresyjnie na ośrodkowy układ nerwowy (OUN).

W sytuacji przedawkowania mogą być niebezpieczne dla zdrowia i życia pacjenta lub konsumenta. Objawy zatrucia to m.in. spowolnienie, niewyraźna mowa, niepewny chód, zaburzenia równowagi, ataksja, dyskinezy, podwójne widzenie, senność, śpiączka, osłabienie odruchów, wąskie źrenice, tachykardia lub bradykardia, hipotensja – tłumaczy specjalista, i dodaje: – Co prawda dysponujemy odtrutką (flumazenilem), ale nie zawsze jest ona łatwo dostępna. Warto wiedzieć, że działaniem niepożądanym benzodiazepin wykorzystywanym w celach przestępczych jest tzw. niepamięć następcza (dlatego leki te mogą być stosowane jako tzw. pigułka gwałtu).

Czy łatwo jest się od nich uzależnić? 
Potencjał uzależniający benzodiazepin jest dobrze znany od wielu lat. Jest on szczególnie wysoki w przypadku benzodiazepin o krótkim okresie półtrwania. Ekspert wskazuje, że substancje te stosowane w zbyt dużych dawkach i zwłaszcza zbyt długo mogą powodować uzależnienie.

– Dlatego właśnie należy je przyjmować zgodnie z zaleceniami lekarza. Wyjście z uzależnienia od benzodiazepin jest długotrwałym i trudnym procesem, zarówno z perspektywy lekarza prowadzącego terapię, jak i przede wszystkim pacjenta – podkreśla prof. Skowronek.

W jakich środkach jest najwięcej benzodiazepin? 
Benzodiazepiny to leki legalnie dostępne tylko na receptę lekarską. Jak wyjaśnia prof. Rafał Skowronek, na nielegalnym rynku narkotykowym dostępne są „nowe” benzodiazepiny.

Są to albo faktycznie nowe, tzw. projektowane benzodiazepiny, albo substancje, które zostały już wyprodukowane wiele lat temu, ale z jakiegoś powodu (np. ich toksyczności) nie weszły do powszechnego użycia. Co istotne, często nielegalne benzodiazepiny wykazują dużo silniejsze działanie w porównaniu z tradycyjnymi substancjami i są niebezpieczne dla zdrowia i życia już w bardzo małych dawkach – podsumowuje.

 
Opracowanie: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress
Najnowsze badanie przeprowadzone przez Fundację TO SIĘ LECZY w listopadzie b.r. wśród pacjentów onkologicznych i kardiologicznych w Polsce rzuca światło na niepokojące dane dotyczące nawyków palenia tytoniu przed i po diagnozie choroby. Niestety brakuje realnego i systemowego wsparcia w odchodzeniu od nałogu. W publicznym systemie opieki zdrowotnej funkcjonują tylko 3 kompleksowe (stacjonarne) poradnie antynikotynowe, a zasięg i wiedza pacjentów o Telefonicznej Poradni Pomocy Palącym są niewystarczające.
– Musimy zdawać sobie sprawę, że mamy w Polsce ogromny problem zdrowotny i społeczny – ponad 8 mln. dorosłych osób pali papierosy, to ok. 29% tej populacji. W konsekwencji co roku ponad 80 000 osób umiera z powodu chorób odtytoniowych, takich jak nowotwory, choroby układu krążenia czy choroby układu oddechowego. Tymczasem większości z nich można by zapobiec lub znacznie zmniejszyć ryzyko ich rozwoju, poprzez prewencję palenia i wsparcie w jego rzucaniu. – mówi Marek Kustosz, prezes Fundacji.
 
Co istotne wśród osób uzależnionych od palenia tytoniu (nikotynizm) znajdują się pacjenci ze zdiagnozowanymi chorobami onkologicznymi i kardiologicznymi, którzy kontynuują palenie, nie zawsze zdając sobie sprawę z negatywnych konsekwencji wdychania dymu tytoniowego na skuteczność leczenia, nasilenie powikłań czy szybkość rekonwalescencji np. po operacji, z drugiej strony będąc w szponach nałogu – uzależnienia, często bez profesjonalnej pomocy, nie są w stanie ograniczyć czy rzucić palenia.

Najnowsze badanie opublikowane w Światowy Dniu Rzucania Palenia ujawnia, że pacjenci, przed diagnozą choroby, palili głównie papierosy tradycyjne (48%), 12% papierosy bezdymne, a 10% korzystało z e-papierosów. Co niepokojące, palenie papierosów tradycyjnych przed diagnozą miało przede wszystkim charakter nałogowy (86%) lub częsty (14%). Ponadto, prawie połowa pacjentów kontynuuje palenie papierosów tradycyjnych po diagnozie.

W świetle wyników ankiety, po diagnozie odsetek nałogowo palących papierosy zmniejszył się do 26%, ale pozostałe 40% ankietowanych przyznało, że nadal pali często. Badanie ujawnia również, że tylko 36% respondentów miało świadomość istnienia Telefonicznej Poradni Pomocy Palącym (TPPP), co wskazuje na potrzebę lepszego informowania pacjentów o dostępnych formach pomocy.

Mimo że 91% pacjentów onkologicznych i kardiologicznych podejmowało próby rzucenia palenia, większość z nich (76%) podjęła trzy lub więcej prób, to pożegnać z nałogiem udało się tylko 38% z nich, 26% po pewnym czasie wróciła do palenia, a 36% w ogóle nie udało się rzucić palenia tytoniu. Najczęściej stosowanymi metodami walki z uzależnieniem były: nikotynowa terapia zastępcza NTZ) (68%), leczenie farmakologiczne (40%) oraz aplikacje mobilne (36%) oraz stosowanie alternatywnych produktów nikotynowych (18% e-papierosy i 17% podgrzewacze tytoniu), jak również grupy wsparcia (17%). Wyniki te potwierdzają, że farmakoterapia i NTZ dla wielu uzależnionych osób okazują się nie być skuteczne. Stąd potrzeba bardziej kompleksowego wsparcia w rzucaniu nałogu, w tym stosowania terapii uzależnień i wykorzystania alternatywnych produktów nikotynowych – jako forma stopniowego przejścia do abstynencji nikotynowej.

Finansowanie metod wspierających rzucenie palenia także stanowi problem dla pacjentów – 75% ankietowanych finansowało te metody ze środków prywatnych, a tylko niecałe 10% korzystało z wsparcia publicznej opieki zdrowotnej.

Oczekiwania pacjentów wskazują jasno na potrzebę rozszerzenia dostępu do poradnictwa antytytoniowego. Aż 79% pacjentów chciałoby, aby poradnie rzucania palenia były dostępne w całym kraju i finansowane z funduszy publicznych. Wskazują także na potrzebę lepszego dostępu do informacji o miejscach wsparcia w rzucaniu palenia oraz zintensyfikowania działań edukacyjnych w zakresie szkodliwości palenia.

W kontekście kształtowania rozwiązań systemowych oraz regulacji prawnych, ważny jest także fakt, że większość ankietowanych wskazała, że sprzedaż wszystkich wyrobów zawierających nikotynę powinna być uregulowana i zakazana dla osób poniżej 18 r.ż. Zgodnie z Ustawą o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych sprzedaż wyrobów nikotynowych (papierosy tradycyjne, e-papierosy, papierosy bezdymne) jest zakazana osobom nieletnim. Ma to na celu ochronę zdrowia dzieci i młodzieży oraz uniknięcie lub opóźnienie inicjacji nikotynowej wśród młodych. Podobnym regulacjom nie podlegają jednak saszetki nikotynowe, co nie jest do końca zrozumiałe i wymaga pilnych zmian. Podobne regulacje zostały wprowadzone m.in. w Szwecji, Czechach Wielkiej Brytanii, Danii, Finlandii, czy Słowacji.

Link do badania:
https://tiny.pl/09kww1yv

źrodło: To Się Leczy

Nie każdy postrzega cukier jako groźnego przeciwnika. Tymczasem sam w sobie nie tylko uzależnia, ale tak naprawdę znajduje się w większości potraw, nie tylko w słodyczach! Z najnowszego badania „Otyłość dzisiaj w oczach Polaków” wynika, że to właśnie cukier w dużej mierze obarczamy za dodatkowe kilogramy. Co więcej, z roku na rok wzrasta odsetek otyłych osób w Polsce, a co za tym idzie także chorych na cukrzycę. Czy można pohamować chęć sięgania po słodkie przekąski i zatrzymać tę niebezpieczną tendencję?
Jedni traktują słodkie produkty jako typowy „umilacz”, inni zajadają nimi stres, bywają też tacy, którzy są od nich zwyczajnie uzależnieni. Niestety nawyk podjadania słodyczy dotyczy nie tylko dorosłych, ale także dzieci. Jedzenie słodkości wywołuje podobne reakcje neurochemiczne, jakie towarzyszą spożywaniu niektórych substancji psychoaktywnych. Powoduje lekką euforię, sprawia, że wydziela się dopamina, w efekcie czego zaczynamy sięgać po słodycze w konkretnych momentach, np. by poprawić sobie nastrój. Niestety skutki nadużywania cukru są równie opłakane, jak w przypadku innych substancji uzależniających. Jednym z następstw jest otyłość, a co za tym idzie zwiększone ryzyko zachorowania na choroby układu krążenia, cukrzycę typu II, czy problemy ze stawami. Według badania przeprowadzonego na zlecenie firmy Life Harmony Pharm producenta NO-sweet®Otyłość dzisiaj w oczach Polaków” ten stan jako chorobę postrzega już 84% Polaków. Za główną przyczynę otyłości uważa niezdrowe nawyki żywieniowe (72%) oraz spożywanie cukru i słodyczy (55,6%), z kolei czynniki genetyczne wskazuje zaledwie ok. 27% [1]. To pokazuje jak ważne są dobre zmiany w diecie. Tu szczególnie powinniśmy uważać na wszechobecny cukier.
 
Ukryta prawda
 
Można śmiało powiedzieć, że cukier to jeden ze składników, który towarzyszy nam każdego dnia. Niestety nie występuje on wyłącznie w słodyczach, ale jest obecny w wielu produktach, które pozornie mogą wydawać się zdrowe. Należą do nich m.in. płatki muesli, dressingi, pieczywo. Często dosładza się nawet produkty dietetyczne, aby po prostu… lepiej smakowały. Prawdziwą zmorą wydają się jednak być soki, w tym także te przeznaczone dla dzieci. Popularne np. marchwiowo-bananowe napoje potrafią zawierać nawet sześć łyżeczek cukru, czyli niewiele różnią się od piętnowanej powszechnie coli. Poniekąd pokrywa się to z danymi, które w kwietniu 2023 roku opublikowała Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa. Według nich statystyczny Polak spożywa w ciągu roku aż 45,7 kilograma cukru. Przed nami jest tylko Belgia. To wyjątkowo niepokojący wynik.
 
Z innego raportu dowiadujemy się z kolei, że w ciągu 10 lat (2008-2017) zmalało spożycie „czystego cukru”, za to wzrosło jego spożycie w innych postaciach (11,8 kg na osobę rocznie!)[2]. Przekłada się to także na wzrost sprzedaży napojów gazowanych, które co najmniej raz w tygodniu spożywa nawet 30% ośmiolatków, z kolei aż 67% nastolatków sięga po napoje energetyczne[3]. Niestety to sprawia, że problem nadwagi i otyłości w Polsce pogłębia się. Według danych przedstawionych przez Najwyższą Izbę Kontroli w 2022 r. nadwagę i otyłość miało, w zależności od województwa, od 59,2 proc. do 69,2 proc. jego mieszkańców[4]. Na podstawie wyliczeń z GUS i NFZ, okazało się, że w Polsce na otyłość choruje ok. 9 mln dorosłych osób. Ten problem nie omija także najmłodszych. Obecnie ponad 25% dzieci w wieku 3 lat ma nieprawidłową masę ciała, natomiast około 30% ośmiolatków ma otyłość lub nadwagę[5]. To wyjątkowo zatrważające dane, bo warto wiedzieć, że ilość komórek tłuszczowych nie zmniejsza się w ciągu życia. Ich ilość nie zmienia się, nawet jeśli jesteśmy na diecie, bo wtedy one tylko zmniejszają swoją objętość. Dlatego tak ważne jest, aby rodzice i opiekunowie już od najmłodszych lat kształtowali u dzieci zdrowe nawyki żywieniowe i nie dopuszczali do nadwagi.
 
Czy mamy już plagę otyłości?
 
Według definicji Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) otyłość należy do chorób przewlekłych. Nie ma możliwości, by cofnęła się sama, a co gorsze ma tendencję do nawrotów. Z pewnością w głównej mierze za nadmiar kilogramów odpowiada niezdrowy, siedzący tryb życia. Większość z nas nie spożywa posiłków regularnie, tymczasem to prowadzi do zaburzeń metabolizmu, co utrudnia efektywne spalanie kalorii oraz powoduje problemy z trawieniem. Często też w pośpiechu sięgamy po gotowe dania oraz niezdrowe przekąski, w których nie brakuje cukru i szkodliwych tłuszczów trans. Otyłość nie jest jedynie problemem estetycznym, ale znacznie wpływa na kondycję zdrowotną. To przyczyna wielu chorób, w tym cukrzycy, na którą co roku zapada nawet 400 tys. Polaków.[6] Z kolei samo nadmierne spożywanie cukru jest powiązane z większym ryzykiem przedwczesnej śmierci. Okazuje się, że nawet 1400 zgonów rocznie wynika z konsekwencji nadmiernego spożycia napojów słodzonych cukrem[7]. Ponieważ odsetek otyłych osób wciąż rośnie, prognozy pokazują, że w 2025 roku na leczenie chorób związanych z otyłością wydamy więcej o 0,3 – 1,0 mld zł niż w 2017 roku[8]. Problem jest więc znaczący i ma wpływ także na ekonomię. Dlatego tak ważna jest powszechna edukacja oraz nie poprzestawanie na dobrych chęciach, ale także konsekwencja w działaniu.
Cukierek albo psikus!
 
Ponad 83% ankietowanych biorących udział w badaniu „Otyłość dzisiaj w oczach Polaków” uważa, że osoby otyłe często lub czasami są dyskryminowane ze względu na swoją wagę[9]. Nic więc dziwnego, że ludzie zmagający się z nadmiarem kilogramów próbują różnych metod, aby skutecznie schudnąć. Chociaż istnieje wiele możliwości, tylko 26,7% respondentów zadeklarowało, że skorzystałoby w tym celu z zabiegów medycyny estetycznej. Najwięcej ankietowanych (83,4%)[10] wskazuje jednak, że najskuteczniejsze są odpowiednio dobrana dieta i regularna aktywność fizyczna.
 
Kluczem do sukcesu jest tu konsekwencja, jednak jedną z największych przeszkód pozostaje zamiłowanie do słodyczy, które trudno ograniczyć bez dodatkowego wsparcia. Choć walka z uzależnieniem od słodyczy bywa trudna, istnieją sposoby, które mogą wspierać ten proces. Jednym z nich jest innowacyjny preparat NO-sweet® spray, który pomaga w redukcji psychologicznej i fizycznej potrzeby sięgania po cukier. Produkt zawiera m.in. ekstrakt z rośliny Gymnema Sylvestre, występującej także pod nazwą „gurmar”, co w języku języku hindi oznacza „niszczyciel cukru”. Jest ona wykorzystywana w medycynie ajurwedyjskiej i ma zdolność do blokowania receptorów w kubkach smakowych. Przez to ogranicza odczuwanie słodkiego smaku oraz hamuje apetyt[11]. Pomaga też utrzymać prawidłowy poziom glukozy we krwi, w efekcie czego działa także przeciwcukrzycowo i ma udowodnione działanie odchudzające.[12] NO-sweet® to suplement diety dostępny w formie wygodnego sprayu, który działa już po 5-10 sekundach. Wystarczą dwa psiknięcia, by zablokować kubki smakowe na smak słodkości do 30-40 minut. Działanie tego unikalnego produktu, dzięki zawartości kwasu gymnemowego, można podsumować w jednym zdaniu: „cukier smakuje jak piasek, czekolada smakuje jak masło, słodzone napoje gazowane smakują jak kwaśna woda”. W ten sposób wpływamy na ośrodek nagrody w mózgu zmieniając naszą percepcję produktów słodkich i wgrywamy nową, zdrową mapę żywieniową!
 
Spray dzięki dodatkowi mięty pozostawia przyjemny, świeży posmak, jak odświeżacz do ust. Jest to więc prosty i wygodny sposób, by cukier przestał mieć nad nami władzę. Preparat został przebadany laboratoryjnie, ma wegański skład, jest pozbawiony glutenu i został objęty procedurą patentową[13]. To prawdziwa innowacja!
 
NO-sweet® Wspomagamy skutecznie, bezpiecznie i przede wszystkim naturalnie!
 
[1] N: 1000 osób, w tym 525 kobiet i 475 mężczyzn. Badanie przeprowadzone w październiku 2024 przez BIOSTAT na zlecenie Life Harmony Pharm producenta NO-sweet®
[2] Raport „Cukier, otyłość – konsekwencje”; źródło: GUS: Bank Danych Lokalnych, Dostawy na rynek krajowy i spożycie niektórych artykułów konsumpcyjnych na 1 mieszkańca
[3] Źródło: KPMG (2016); Nowak i Jasionowski (2015); Fijałkowska (red.) et al. (2017)
https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/zdrowie/coraz-wiecej-osob-z-choroba-otylosciowa-coraz-dluzsze-kolejki.html
[5] https://www.gov.pl/web/psse-swidwin/otylosc-wsrod-dzieci
[6] Cukier, otyłość – konsekwencje: Przegląd literatury, szacunki dla Polski. Departament Analiz i Strategii, Narodowy Fundusz Zdrowia
[7] Tamże
[8] Źródło: oszacowanie własne na podstawie Singh et al. (2015)
[9] N: 1000 osób, w tym 525 kobiet i 475 mężczyzn. Badanie przeprowadzone w październiku 2024 przez BIOSTAT na zlecenie Life Harmony Pharm producenta NO-sweet®
[10] Tamże
[11] https://www.researchgate.net/publication/313791573_Suppression_of_Oral_Sweet_Taste_Sensation_
with_Gymnema_sylvestre_Affects_Postprandial_Gastrointestinal_Blood_Flow_and_Gastric_Emptying_in_Humans
[12] W badaniu opublikowanym w Diabetes, Obesity and Metabolism: A Journal of Pharmacology and Therapeutics u osób, które przyjmowały Gymnema sylvestre extract (GSE), wykazano aż 5% redukcję masy ciała. Źródło: https://dom-pubs.onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/j.1462-8902.2004.00328.x
[13] Zgłoszenie oznaczono numerem: P.448193
źróło: No Sweet
Nie tak dawno do sprzedaży trafiły saszetki z alkoholem, przypominające tubki dla dzieci z musami owocowymi. Wybuchła fala krytyki i oburzenia. Produkt został wycofany, rząd obiecał zmianę przepisów. Pojawiło się jednak pytanie: co jeszcze wymyślą producenci, by zachęcić konsumentów do kupna swojego produktu? – Ktoś, kto używa reklam wie co w tej reklamie umieścić by wzbudzić pragnienie – mówi terapeuta uzależnień i pedagog Paweł Orman z prywatnej pracowni psychoterapeutycznej w Częstochowie, którego Medicalpress poprosił o rozmowę.
Katarzyna Redmerska: Alkohol w saszetkach, gdyby nie było to tak straszne, byłoby śmieszne.
 
Paweł Orman: Mając na uwadze jak wyniszczający i wiążący jest alkohol, z pewnością taka forma niesie podwójne zagrożenie ze względu na skojarzenia z czymś, co nie jest powiązane z ryzykiem.
 
Katarzyna Redmerska: W Ugandzie alkohol w saszetkach był bardzo popularny, kupowały go mniej zamożne osoby. Doprowadziło to do ogromnego wzrostu alkoholizmu w kraju. Według danych WHO za 2018 rok, co piąty Ugandyjczyk był alkoholikiem. W Pana opinii ten trend mógłby się przyjąć w Polsce?
 
Paweł Orman: Myślę, że wprowadzenie alkoholu w saszetkach, mogłoby nieść za sobą poważne konsekwencje społeczne propozycja tej formy nie jest przypadkowa, w Polsce moda na tzw. “małpki” trwa nieprzerwanie, natomiast dostępność alkoholu w saszetce może kojarzyć się niewinnie, dyskretnie maskując ciężkość zagrożenia.
 
Katarzyna Redmerska: Według raportu Instytutu Człowieka Świadomego, 80 proc. nastolatków w wieku 15-16 lat piło już alkohol, 78 proc. z nich sięga po piwo. Z każdym rokiem opóźnienia inicjacji alkoholowej o 14 proc. maleje prawdopodobieństwo uzależnienia od alkoholu, a ryzyko nadużywania o 8 proc.(1) Jednocześnie rośnie odsetek nastolatków przekonanych o ryzykach zdrowotnych picia alkoholu. Jak Pan skomentuje te wyniki?
 
Paweł Orman: Fakt, że 80 proc. nastolatków w wieku 15-16 lat sięga po alkohol nie napawa optymizmem, jeżeli mamy opóźnić inicjację alkoholową ważna jest profilaktyka, która powinna zaczynać się w domu rodzinnym, jak również praktykowana w szkołach jak i mass mediach, natomiast mam wrażenie, że kult picia nadal silnie wpływa na funkcjonowanie młodych ludzi.
 
Katarzyna Redmerska: Alkoholowy produkt w saszetkach w pojemnościach 100 i 200 ml i to w zróżnicowanej ofercie – od likierów przez nalewki aż do czystej wódki. Łudząco przypominający mus dla dzieci. Co jeszcze wymyślą producenci by przyciągnąć konsumentów?
  
Paweł Orman: Zapewne pomysły by przyciągnąć potencjalnych klientów będą się pojawiać, natomiast ważna jest odpowiedź społeczeństwa by skutecznie bronić się przed zachętą niosącą niebezpieczeństwo.
 
Katarzyna Redmerska: Kolejny problem to nikotyna w saszetkach. Okazuje się, że produkt już wszedł do polskich szkół. Czy może stać się nową plagą wśród uczniów?
 
Paweł Orman: Dostępność substancji silnie uzależniających, znajdujących się w placówkach, które mają edukować, zachęcać uczniów do rozwoju – trzeba sobie zadać pytanie, dlaczego w miejscu, które ma być placówką pomagającą w życiu zaprasza się substancje, których używanie mocno niekorzystnie wpływają na stan zdrowotny. 
 
Katarzyna Redmerska: Na co dzień spotyka się Pan z osobami uzależnionymi. Co popycha pacjenta do uzależnienia?
 
Paweł Orman: Substancje psychoaktywne regulują stan emocjonalny, używanie ich często jest ucieczką przed problemem i na chwilę to działa odsuwając go, ale nie rozwiązując a tylko pogłębiając sytuację. Przyczyn może być wiele: trudne dzieciństwo, problem z uzależnieniami w rodzinie, nieradzenie sobie ze stresem, niska samoocena, traumy, presja społeczna.
 
Katarzyna Redmerska: Producenci alkoholi tworzą nowe atrakcyjne napoje alkoholowe oraz używają psychologicznych technik reklamy, wykorzystujące styl życia młodych ludzi. Czy rzeczywiście młody człowiek jest aż tak podatny na reklamę?
   
Paweł Orman: Myślę, że ktoś, kto używa reklam wie co w tej reklamie umieścić by wzbudzić pragnienie w młodym człowieku by kupił określony produkt. Badanie rynku dokładnie precyzuje, kto kupi określony wyrób.
 
Katarzyna Redmerska: Resort zdrowia zapowiada zmiany w prawie. Uregulowane zostaną zasady dotyczące opakowań dla napojów spirytusowych. Nie będzie się także sprzedawać nieletnim e-papierosów czy saszetek nikoptynowych. Czy to wystarczające działania?
 
Paweł Orman: Wystarczające na pewno nie, natomiast każda najdrobniejsza forma prewencji jest ważna.

Katarzyna Redmerska: Od przyszłego roku szkolnego rusza nowy przedmiot o zdrowiu w klasach 4-8 i w liceum z ocenami, liczącymi się do średniej. Jak ważna jest edukacja w walce z nałogami?

Paweł Orman: Myślę, że nie ma nic lepszego jak inwestycja w prozdrowotny tryb życia w rozwój młodego człowieka, profilaktyka uzależnień to zabezpieczenie społeczeństwa przed wieloma tragediami, ale nie tylko – jest wiele do wygrania – satysfakcjonujące i szczęśliwe życie.

Powiązane artykuły:

Dr Jerzy Gryglewicz: polityka fiskalna, to tylko element walki z tytoniem, potrzebna spójna strategia

Aż 80 proc. 16-latków ma już za sobą inicjację alkoholową 

1. Raport „Inicjacja alkoholowa dzieci i młodzieży w Polsce – diagnoza problemu, przyczyny i konsekwencje” (październik 2024)

https://instytutczlowiekaswiadomego.pl/wp-content/uploads/2024/10/Raport_Inicjacja-alkoholowa-_ONLINE_31024-ICS.pdf 

źródło: redakcja Medicalpress

Internet zajmuje szczególne miejsce w codziennym życiu młodzieży, stając się głównym źródłem informacji i rozrywki. Wirtualna sieć nie tylko dostarcza wiadomości, ale również kształtuje opinie i postawy młodych użytkowników. Dlatego tak istotne jest, aby uczniowie potrafili odróżniać wiarygodne źródła od dezinformacji. Rodzice i nauczyciele mają tu do odegrania ważną rolę – warto, by wspierali młodych w mądrym korzystaniu z cyfrowych zasobów.
Wśród przedstawicieli pokolenia Z to Internet dominuje jako główne źródło wiedzy. Szczególnie że dzięki rozwojowi technologii wirtualny świat jest dostępny na wyciągnięcie ręki. Według raportu „Analiza funkcjonowania rynku usług telekomunikacyjnych w Polsce” (Urząd Komunikacji Elektronicznej, 2022), 9 na 10 badanych dzieci w wieku 7-14 lat korzysta z Internetu, głównie za pomocą smartfona. Młodzi ludzie mogą znaleźć w sieci odpowiedzi na większość swoich pytań, od bieżących wydarzeń, przez edukację, aż po rozrywkę. Badania przeprowadzone na zlecenie Politechniki Wrocławskiej dowodzą, że ten trend utrzymuje się również wśród uczniów ostatnich klas liceów i techników. Internet jest najważniejszym źródłem wiedzy o świecie dla ponad 65% ankietowanych z tej grupy (raport „Skok w dorosłość”, 2024).

Media społecznościowe – kuszące okno na świat
Ogromną rolę w życiu pokolenia Z odgrywają też media społecznościowe. W młodzieżowej hierarchii źródeł wiedzy o świecie popularne „sociale” zajmują drugie miejsce (43% wskazań). Media społecznościowe nie tylko dostarczają informacji, ale również kształtują opinie i postawy młodych użytkowników. Jest to bowiem przestrzeń, gdzie uczniowie nie tylko komunikują się ze sobą, ale również śledzą najnowsze trendy, wiadomości i opinie influencerów.

– Nieograniczone możliwości mediów społecznościowych mogą nawet nieco przytłaczać, a na pewno mają duży wpływ na sposób postrzegania świata przez młodzież. Są bowiem zasilane przez algorytmy, które idealnie dopasowują treści pod konkretnego użytkownika i dają potężny zastrzyk dopaminy do naszych mózgów. Oczywiście dla pewnej grupy osób owo idealne dopasowanie jest kuszące i wygodne, pojawia się więc ryzyko uzależnienia od takich narzędzi. Na szczęście młodzi ludzie – dojrzewając – zaczynają dostrzegać, że życie nie polega jedynie na strzałach dopaminy – podkreśla prof. Joanna Rymaszewska, specjalistka psychiatra z Wydziału Medycznego PWr.

Prawda czy fałsz? Wyzwania cyfrowej epoki
Pomimo licznych korzyści, jakie niesie ze sobą łatwy dostęp do informacji, istnieją również wyzwania. Młodzi ludzie są narażeni na dezinformację i fałszywe wiadomości. Z raportu UKE wynika też, że dzieci natykają się w sieci na różne niebezpieczne treści, takie jak przemoc, hejt, mowa nienawiści czy drastyczne obrazy​.

– Nie ma niestety instrumentu, który by zabezpieczył Internet przed zaśmieceniem fake newsami. Często obracamy się więc w „bańce” informacyjnej. Trzeba pewnego trudu i umiejętności, aby z niej wyjść i postrzegać świat w bardziej obiektywny, realny sposób. Wykształcenie krytycznego podejścia do informacji znalezionych w sieci i nauka szukania wiarygodnych źródeł to jest najlepsza pomoc, jaką rodzice i nauczyciele mogą zaoferować swoim podopiecznym – zaznacza prof. Joanna Rymaszewska.

Ważne jest więc, aby rodzice aktywnie uczestniczyli w edukacji swoich dzieci i pomagali im w nawigowaniu po świecie informacji. Warto nie zostawiać dziecka „sam na sam” z ekranem, tylko wspólnie korzystać z mediów, rozmawiać na temat bieżących wydarzeń oraz podpowiadać, jak bezpiecznie korzystać z Internetu.

Rodzinne źródła inspiracji
Chociaż Internet i media społecznościowe są dominującymi źródłami informacji dla „zetek”, ważną rolę w ich życiu wciąż odgrywają rodzina i środowisko rówieśnicze. Według raportu „Skok w dorosłość” dla młodych ludzi najważniejszym źródłem wsparcia są rodzice (ponad 62% wskazań) oraz przyjaciele i znajomi (ponad 54% wskazań). Z kolei wśród najważniejszych obszarów w życiu 8 na 10 młodych ludzi na pierwszym miejscu stawia rodzinę. Rozmowy z rodzicami, rodzeństwem czy przyjaciółmi często są pierwszym krokiem w zdobywaniu wiedzy na różne tematy. Mogą też dostarczyć kontekstu, którego brakuje w suchych faktach znalezionych online.

źródło: Kplus Agency

Światowy dzień bez tytoniu co roku staje się okazją do podjęcia dyskusji o problemie związanym z paleniem tytoniu i analiz konsekwencji, jakie powoduje nałóg, któremu ulega każdego dnia prawie 30 procent Polaków. Tym razem wyzwanie wytyczenia dróg walki z papierosami podjęło się grono ekspertów zaproszonych przez Forum Zdrowia Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. 
W szeroko zakrojonej dyskusji uczestniczyli przedstawiciele wielu środowisk medycznych i okołomedycznych, w tym: NFZ, GIS, AOTMiT, Narodowego Instytutu Onkologii, Polskiego Towarzystwa Alergologicznego, Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego a także eksperci uniwersyteccy,  przedstawiciele jednostek badawczych III sektora i administracji państwowej.

Eksperci o ograniczeniu szkodliwości palenia
Spotkaniu towarzyszyła prezentacja wyników ankiety Fundacji TO SIĘ LECZY nt. opinii i doświadczeń pacjentów onkologicznych i kardiologicznych w walce z uzależnieniem oraz analiza „Jak palą Polacy” przeprowadzona przez dr. Jerzego Gryglewicza z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia, Uczelni Łazarskiego. Kluczowym punktem spotkania była publikacja „Przegląd systematyczny dotyczący profilu bezpieczeństwa względnego wybranych metod rekreacyjnego stosowania nikotyny”.

– Jesteśmy w bardzo dobrej sytuacji, jeśli chodzi o materiały, dokumenty, analizy. Mamy zidentyfikowane palenie tytoniu, jako główny problem zdrowotny w krajowym planie transformacji. Nie mamy natomiast ogólnopolskiej strategii zapobiegania paleniu i rzucaniu palenia. Mamy zapisy i działania jednostkowe – mówi dr Jerzy Gryglewicz.

Eksperci byli zgodni – owocem wszelkich analiz, konsultacji i spotkań powinno być jasne wytyczenie kierunków i sposobów, jakie powinna obrać Polska, aby zredukować liczbę palaczy i – co ważne – zredukować obciążenia systemowe, jakie generuje palenie papierosów.

– W przypadku części alternatyw dla papierosów tradycyjnych, część substancji szkodliwych została zredukowana o blisko 100 procent. Z badań wyraźnie wynika, że najgorzej jest palić papierosy zwykłe, potem cygara, podgrzewacze, e-papierosy, następnie saszetki – mówi były wiceminister zdrowia, dr Krzysztof Łanda. – Przyjęta w 2014 r. dyrektywa tytoniowa UE powstała w oparciu o badania, których większość toczyła się przed rokiem 2010. Były one bardzo niskiej jakości. Tymczasem od 2016 r. rośnie liczba badań, które można uznać za wiarygodne – dodaje.

Na scenie pojawia się nowy dowód
Zwieńczeniem analiz związanych z produktami nikotynowymi jest „Przegląd systematyczny” przygotowany przez zespół specjalistów pod nadzorem właśnie dr. Krzysztofa Łandy.

– Przegląd systematyczny jest na szczycie piramidy wiarygodności Światowej Organizacji Zdrowia – mówi dr Krzysztof Łanda, były wiceminister zdrowia sprawujący nadzór merytoryczny nad raportem. – Takie przeglądy stają się podstawą dla WHO do wykonywania określonych rekomendacji, a dla regulatorów powinny być bazą do wdrażania odpowiednich przepisów. To jest zapisane w traktacie o funkcjonowaniu Unii Europejskiej.

Przegląd jest badaniem mającym najwyższy poziom wiarygodności i jako evidence based medicine (medycyna oparta na dowodach, EBM), może być merytoryczną podstawą działań w zakresie ochrony zdrowia społecznego. Jego istotą jest porównanie dostępnych produktów nikotynowych i zestawienie ich z papierosami tradycyjnymi. A o produktach nikotynowych, nowych zakazach i kierunkach polityki państwa oraz UE mówi się w ostatnich dniach bardzo dużo. Eksperci zaznaczają jednak – to nadal działania wybiórcze, które nie przyniosą oczekiwanych rezultatów.

W Polsce pali 8 milionów ludzi
– Spośród 8 milionów osób palących, zaledwie 8 czy 9 tysięcy zgłasza się do poradni specjalistycznych. Dlaczego? Bo w Polsce funkcjonują zaledwie 3 pełnoprawne poradnie antynikotynowe, o których mało kto – tak wśród lekarzy, jak i pacjentów – wie – mówi dr Janusz Krupa, prezes Instytutu Człowieka Świadomego analizując wnioski płynące z „Przeglądu systematycznego”. – Unia Europejska ma ambitny plan radykalnego ograniczenia liczby osób palących do roku 2040. Obecnie w Polsce pali około 8 milionów Polaków. Z prostej kalkulacji wynika, że abyśmy z tych 8 milionów zeszli do 1,5 miliona, bo takie są założenia, to co roku palenie powinno rzucać 10 procent wszystkich palaczy. Jeżeli będziemy pamiętać, że skuteczność rzucania palenia mieści się w przedziale 6-10 procent, to oznacza, że co roku wszyscy palacze w kraju powinni podejmować próbę pozbycia się nałogu. To oczywiście założenia absolutnie nierealne. Dlatego nie możemy w najbliższej przyszłości uniknąć podążania wzorem choćby UK czy Szwecji i wyznaczania palaczom alternatywnych dróg walki z nałogiem – podkreśla.

Prezes Instytutu przypomina także, że w kwietniu 2024 roku właśnie ICŚ opublikował raport będący zbiorem wytycznych koniecznych do zaktualizowania krajowej strategii ograniczania konsumpcji tytoniu.

Oddzielmy profilaktykę od walki z nałogiem
Specjaliści, w oparciu o dostępne dokumenty, zwrócili uwagę na konieczność rozgraniczenia problemu palenia dorosłych i młodzieży. – Mamy przecież odpowiednie wzorce. W grudniu minionego roku Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji przedstawiła konkretne rekomendacje, jak powinny wyglądać programy polityki zdrowotnej w zakresie walki z paleniem. I – co jest bardzo istotne – w tym dokumencie rozgraniczono problemy związane z paleniem u dzieci i młodzieży, które mają zupełnie innych charakter oraz problemy dorosłych. U dzieci i młodzieży powinniśmy w sposób drastyczny zapobiegać rozpoczęciu palenia. Natomiast u osób uzależnionych ta taktyka powinna być zupełnie inna – mówi dr Jerzy Gryglewicz. Właśnie profilaktyka stała się jednym z kluczowych elementów dyskusji. Zaapelował o nią prof. Marek Krzystanek ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, a jej znaczenie podkreślili przedstawiciele NFZ.

– Profilaktyka zdrowotna i promocja zdrowia jest naszym priorytetowym działaniem. Codziennie, we wszystkich oddziałach wojewódzkich, placówkach i delegaturach NFZ odbywa się około 20 spotkań, podczas których profilaktyka jest celem naszego działania – mówi Irena Łaba, zastępca dyrektora Departamentu Obsługi Klientów i Profilaktyki, Centrala Narodowego Funduszu Zdrowia, podkreślając że duże znaczenie dla NFZ mają działania prowadzone w ramach nowego programu „Edukator”. Jednym z 5 kluczowych punktów tego programu jest właśnie walka z uzależnieniami.

Potrzebujemy medycyny opartej na dowodach
Eksperci byli zgodni – Polska potrzebuje dodatkowego przeglądu systematycznego rozwiązań walki z nałogiem w innych krajach. Zarówno w wymiarze profilaktyki, jak i zwalczania nałogu, bo są to dwa odrębne aspekty działań. Dopiero na bazie takiego dokumentu powinny powstawać rekomendacje, rodzić się ograniczenia prawne, tworzyć programy profilaktyczne.

 – Mając cel, szukajmy narzędzi. A te narzędzia muszą być oparte o politykę evident base – mówi prof. Bolesław Samoliński z Polskiego Towarzystwa Alergologicznego.

– Apeluję, żebyśmy stworzyli jednolitą politykę i dyskutowali w oparciu o dowody naukowe – zaznacza dr Krzysztof Łanda. – Abyśmy mogli to osiągnąć, musimy mówić językiem evidence based medicine. Tylko wtedy możemy na poziomie krajowym uzgodnić realne cele, jakie mamy do osiągnięcia. Jeśli nie będziemy kontrolować rynku nikotyny, dojdzie do bardzo wielu szkód wywołanych przez palenie zwykłych papierosów. Ale – przypomina to krzywą Laffera – gdzieś jest to optimum i jeśli będziemy ten rynek przeregulować, będziemy powodować kolejne szkody społeczne  – puentuje nawiązując do przykładu prohibicji w USA, jako czasu, kiedy regulacje rynku okazały się nieskuteczne.

Przegląd systematyczny dotyczący profilu bezpieczeństwa względnego wybranych metod rekreacyjnego stosowania nikotyny dostępny jest pod TYM odnośnikiem oraz TUTAJ

Raport Instytutu Człowieka Świadomego „Palenie tytoniu najważniejszy czynnik ryzyka zdrowotnego w Polsce” dostępny jest pod TUTAJ.

źródło: ZPP, mat. pras.
Fundacja TO SIĘ LECZY od trzech lat realizuje badania ankietowe wśród osób z chorobami onkologicznymi i kardiologicznymi, mające na celu poznanie opinii i doświadczeń pacjentów na temat walki z uzależnieniem od palenia tytoniu (nikotynizmem) i potrzebnego wsparcia w zakresie rzucania palenia. Wyniki aktualnego badania, jak i poprzednich edycji, nie napawają optymizmem. Pacjenci mają problem z uzależnieniem od palenia tytoniu, niewielki odsetek jest w stanie samodzielnie porzucić nałóg, tymczasem w systemie opieki zdrowotnej brakuje wsparcia w tym zakresie. Z okazji Światowego Dnia Bez Tytoniu 2024, Fundacja publikuje najnowszy raport z badania.
Pali coraz więcej Polaków
W ciągu czterech ostatnich lat odsetek Polaków deklarujących palenie papierosów (tradycyjnych) niepokojąco rośnie – aktualnie pali ok. 8 000 000 mln. osób. (czyli 29% dorosłej populacji[1]). Związane z paleniem objawy chorobowe i zgony występują zwykle po długim okresie bezobjawowym. Skala i niekorzystne wzory palenia tytoniu w Polsce doprowadziły do epidemii chorób cywilizacyjnych i pogorszenia się stanu zdrowia społeczeństwa polskiego. Umieralność na nowotwory płuca, chorobę występującą prawie wyłącznie u palaczy tytoniu (ok. 90% osób z diagnozą raka płuca, paliło papierosy), jest w Polsce na jednym z najwyższych poziomów na świecie. W konsekwencji co najmniej 70 000 osób umiera co roku z powodu chorób odtytoniowych, takich jak nowotwory, choroby układu krążenia czy choroby układu oddechowego. Większości z nich można zapobiec lub znacznie zmniejszyć ryzyko ich rozwoju, dzięki nierozpoczynaniu palenia tytoniu lub rzuceniu tego nałogu. Co istotne wśród osób uzależnionych od palenia tytoniu (nikotynizm) znajdują się pacjenci z już rozpoznanymi chorobami onkologicznymi i kardiologicznymi, którzy kontynuując palenie, nie zawsze zdają sobie sprawę z negatywnych konsekwencji wdychania dymu tytoniowego na skuteczność leczenia, nasilenie powikłań czy szybkość rekonwalescencji.

U osób palących papierosy, znacząco wzrasta ryzyko chorób układu krążenia, w tym nadciśnienia tętniczego, zawałów mięśnia sercowego, udarów oraz schorzeń onkologicznych, w tym przede wszystkim raka płuca, ale również raka pęcherza moczowego, krtani, nerki, żołądka oraz trzustki i innych. Grupą szczególnie wrażliwą na konsekwencje palenie tytoniu są osoby, które już mają zdiagnozowane choroby onkologiczne lub kardiologiczne. Przykładowo, efektywność leczenia onkologicznego zmniejsza się o ok. 15%, jeśli pacjent kontynuuje palenie. Powoduje ono także więcej skutków ubocznych i działań niepożądanych, trudności w gojeniu ran, czy zwiększenie odczynu popromiennego. U osób leczonych operacyjnie z powodu raka płuca palenie papierosów zwiększa ryzyko dodatkowo powikłań infekcyjnych, przetok oskrzelowo-opłucnowych i niepowodzenia chemioterapii wynikających z lekooporności lub wahań stężeń leków[2] [3].

Palenie to uzależnienie
Zgodnie z najnowszą międzynarodową klasyfikacją chorób WHO ICD-11 uzależnienie od palenia tytoniu (nikotynizm) jest klasyfikowane jako choroba – zaburzenie o podłożu psychicznym. Palenie papierosów powoduje uzależnienie, ponieważ po zapaleniu bardzo szybko dochodzi do wyrzutu dopaminy w układzie nagrody w mózgu, co skutkuje pojawieniem się mechanizmu głodu nikotynowego.

Spośród 57% pacjentów onkologicznych oraz ponad 66% pacjentów kardiologicznych, którzy kontynuują palenie papierosów po diagnozie – ponad połowa (>50%) pali kilkanaście papierosów dziennie i więcej. Wskaźnik ten kształtuje się podobnym poziomie jak w roku ubiegłym, większy spadek ilości wypalanych papierosów jest obserwowany wśród pacjentów z chorobami układu krążenia.

Dlatego, jak podkreślają psychiatrzy, pacjent powinien usłyszeć od lekarza, że cierpi na uzależnienie od palenia i mieć zaoferowaną profesjonalną pomoc. Niestety, w Polsce nie stworzono systemowych rozwiązań dotyczących terapii uzależnień od palenia tytoniu (nikotyny). Osoby uzależnione od palenia – w przeciwieństwie do osób uzależnionych od alkoholu czy narkotyków – nie otrzymują pomocy w rzucaniu palenia oraz w walce z nałogiem i jego konsekwencjami. W Polsce działają tylko 3 kompleksowe poradnie rzucenia palenia (w systemie publicznej opieki zdrowotnej). Wielu pacjentów podejmuje próby walki z nałogiem samodzielnie, często wielokrotne, jednak jak rezultaty nie są zadowalające. Ponadto, jak pokazały wyniki badania ankietowego, tylko ok. 12% chorym podczas procesu diagnostyki i leczenia przekazano informacje o wsparciu w rzucaniu palenia (np. o Telefonicznej Poradni Pomocy Palącym). A z ponad 57% pacjentów onkologicznych i 34% pacjentów kardiologicznych personel medyczny nie rozmawiał w ogóle o wpływie palenia na zdrowie i leczenie. Brakuje zatem jasnej ścieżki pacjenta z problemem uzależnienia od palenia tytoniu oraz rzetelnych informacji jak postępować, aby odejść od nałogu lub go ograniczyć.

Uzależnienie od palenia tytoniu – to się leczy
Uzależnienie można i trzeba leczyć, jak każdą jednostkę chorobową, ponieważ w większości przypadków silna wola nie wystarcza. Potwierdzają to wyniki badania, gdzie, większość ankietowanych (87%) wskazała, że podejmowała w przeszłości próby rzucenia palenia, Niestety zdecydowanej większości nie udało się rzucić nałogu (62% pacjentów onkologicznych, 70% pacjentów kardiologicznych).

Metody najczęściej stosowane w procesie walki z uzależnieniem od palenia tytoniu to głównie psychoterapia (terapia uzależnień), farmakoterapia obejmująca leki z grupy OTC lub wydawane na receptę oraz nikotynowa terapia zastępcza (plastry, gumy lub tabletki z nikotyną). Swoje miejsce w odchodzeniu od nałogu palenia znajduje również redukcja szkód, polegająca na zastosowaniu alternatywnych produktów nikotynowych. Jest ona skierowana wyłącznie do osób uzależnionych, u których nieskuteczne były inne metody wspierające rzucenie palenia. W najnowszym badaniu, ponad 6% ankietowanych wskazało, że przejście na papierosy elektroniczne pomogło im rzucić palenie papierosów i innych wyrobów nikotynowych. Należy pamiętać, że głównym celem programów antytytoniowych jest uzyskanie pełnej abstynencji (porzucenia nałogu).

Pacjenci podobnie jak w roku ubiegłym wskazali jakiego wsparcia w zakresie rzucenia palenia potrzebują najbardziej, jest to:
Ankietowani odpowiedzieli podobnie jak w poprzedniej edycji. Dlatego ich potrzeby powinny być traktowane poważnie jako drogowskaz dla osób i instytucji odpowiedzialnych za kształtowanie systemu ochrony zdrowia.
Z okazji Światowego Dnia Bez Tytoniu, Fundacja zaprasza także na webinar dla pacjentów oraz ich bliskich „Choruję i palę. Jak sobie pomóc?7 czerwca 2024 r. o godz. 17:00 z udziałem prof. dr hab. n. med. Pawła Koczkodaja, Zastępcy Kierownika Zakładu Epidemiologii i Prewencji Pierwotnej Nowotworów w Narodowym Instytucie Onkologii – PIB w Warszawie oraz Aleksandry Wilk, Koordynatorki Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘLECZY. Więcej informacji na stronie www.tosieleczy.pl

Pełen raport z badania:
https://tosieleczy.pl/index.php/2024/05/28/problem-palenia-tytoniu-pacjentow-onkologicznych-i-kardiologicznych-wynika-badania-ankietowego-edycja-2024/
 
 
[1] „Redukcja palenia papierosów i używania e-papierosów, w szczególności wśród młodego pokolenia”. Polska Akademia Nauk, Warszawa, styczeń 2023
[2] Monitoring changes in smoking and quitting behaviours among Australians with and without mental illness over 15 years, Elizabeth M. Greenhalgh, Emily Brennan, Catherine, Segan, Michelle Scollo, 2021
[3]  Impact of Tobacco Smoking on Outcomes of Radiotherapy: A Narrative Review, Adrian Perdyan, Jacek Jassem, 2022
źródło: Fundacja TO SIĘ LECZY