Medicalpress
Muzyka może być oferowana jako sposób na pomoc pacjentom w zmniejszeniu bólu i lęku w okresie pooperacyjnym. Tak wynika m.in. z badań poświęconych wpływowi muzyki na pacjentów po zabiegach chirurgicznych, których wyniki opublikowano w The Lancet.
Do metaanalizy włączono 73 randomizowanych badań, które dotyczyły wpływu muzyki na pacjentów przed, w trakcie i po przeprowadzeniu inwazyjnego zabiegu medycznego. Badania były przeprowadzane w latach 1980-2016 i brało w nich udział łącznie ponad 7000 pacjentów. Z analizy wyłączono chorych, którzy poddawani byli zabiegom w obrębie centralnego układu nerwowego, a także w obrębie głowy i szyi. Badacze zestawili każdą z form puszczanej muzyki ze standardową opieką pooperacyjną.

Z badań wynika, że muzyka zmniejszała ból pooperacyjny, lęk i konieczność stosowania środków przeciwbólowych. W analizie nie wykazano wpływu muzyki na skrócenie czasu przebywania pacjenta w szpitalu, ale okazało się, że była ona skuteczna także u pacjentów, którzy znajdowali się w znieczuleniu ogólnym.

 

Zdaniem autorów analizy choć istotne są indywidualne gusta muzyczne, to siła oddziaływania muzyki zależy od rytmu oraz wykorzystania konkretnych instrumentów (np. smyczkowych). 

„Najlepsze efekty daje słuchanie utworów o jednostajnym rytmie i łagodnej linii melodycznej, które pomagają rozluźnić mięśnie i zredukować odczuwanie bólu” – czytamy w opracowaniu.

Jak tłumaczą specjaliści mechanizm działania muzykoterapii opiera się na zjawisku tzw. neuroplastyczności mózgu, czyli jego zdolności do zmieniania się i rozwoju pod wpływem bodźców, jakie do niego docierają. 

„Muzyka ze względu na swoją złożoność stymuluje mózg wieloma bodźcami i w tym tkwi siła jej oddziaływania”– wyjaśnia Barbara Kaczyńska, która kieruje Zespołem Muzykoterapii w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu.

Zdaniem naukowców muzyka powinna być oferowana pacjentom na salach pooperacyjnych.

Źródło: The Lancet DOI: http://dx.doi.org/10.1016/S0140-6736(15)60169-6

Źródło: Serwis Zdrowie

Muzyka może być oferowana jako sposób na pomoc pacjentom w zmniejszeniu bólu i lęku w okresie pooperacyjnym. Tak wynika m.in. z badań poświęconych wpływowi muzyki na pacjentów po zabiegach chirurgicznych, których wyniki opublikowano w The Lancet.
Do metaanalizy włączono 73 randomizowanych badań, które dotyczyły wpływu muzyki na pacjentów przed, w trakcie i po przeprowadzeniu inwazyjnego zabiegu medycznego. Badania były przeprowadzane w latach 1980-2016 i brało w nich udział łącznie ponad 7000 pacjentów. Z analizy wyłączono chorych, którzy poddawani byli zabiegom w obrębie centralnego układu nerwowego, a także w obrębie głowy i szyi. Badacze zestawili każdą z form puszczanej muzyki ze standardową opieką pooperacyjną.

Z badań wynika, że muzyka zmniejszała ból pooperacyjny, lęk i konieczność stosowania środków przeciwbólowych. W analizie nie wykazano wpływu muzyki na skrócenie czasu przebywania pacjenta w szpitalu, ale okazało się, że była ona skuteczna także u pacjentów, którzy znajdowali się w znieczuleniu ogólnym.

 

Zdaniem autorów analizy choć istotne są indywidualne gusta muzyczne, to siła oddziaływania muzyki zależy od rytmu oraz wykorzystania konkretnych instrumentów (np. smyczkowych). 

„Najlepsze efekty daje słuchanie utworów o jednostajnym rytmie i łagodnej linii melodycznej, które pomagają rozluźnić mięśnie i zredukować odczuwanie bólu” – czytamy w opracowaniu.

Jak tłumaczą specjaliści mechanizm działania muzykoterapii opiera się na zjawisku tzw. neuroplastyczności mózgu, czyli jego zdolności do zmieniania się i rozwoju pod wpływem bodźców, jakie do niego docierają. 

„Muzyka ze względu na swoją złożoność stymuluje mózg wieloma bodźcami i w tym tkwi siła jej oddziaływania”– wyjaśnia Barbara Kaczyńska, która kieruje Zespołem Muzykoterapii w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu.

Zdaniem naukowców muzyka powinna być oferowana pacjentom na salach pooperacyjnych.

Źródło: The Lancet DOI: http://dx.doi.org/10.1016/S0140-6736(15)60169-6

Źródło: Serwis Zdrowie

Stosowane obecnie leki na COVID-19 ratują chorych, ale mają swoje ograniczenia. Nic dziwnego, że prowadzone są liczne badania kliniczne, by zwiększyć możliwości leczenia nowej choroby. Testowane są nowe substancje, ale i stare leki – w różnych sposobach dawkowania i kombinacjach. Są powody do optymizmu.
Jak podali niedawno eksperci na łamach słynnego pisma naukowego „The Lancet”, szczepienia przeciw COVID-19 uratowały około 20 mln istnień. Jednak specjaliści zajmujący się pandemią podkreślają, że potrzebny jest też atak na nią od drugiej strony – oprócz szczepień niezbędne są dobrze działające leki.

Przyczyn jest kilka, m.in.:

„Głównym sposobem walki z pandemią jest zapobieganie, a głównym narzędziem – szczepienia. Jednak nowe leki mogą wypełnić lukę tam, gdzie szczepienia nie będą działać – na przykład w przypadku nowych wariantów” – powiedział prof. Taher Entezari-Maleki, ekspert w dziedzinie farmakologii klinicznej w irańskim Uniwersytecie w Tebriz dla innego prestiżowego periodyku „Nature”.


Czym teraz leczy się COVID-19

Medycyna nie jest bezsilna, jeśli chodzi o pomaganie chorym na COVID-19. Na przykład Europejska Agencja Leków zatwierdziła osiem środków z przeznaczeniem do leczenia tej choroby. Sześć z nich oddziałuje bezpośrednio na wirusa. Evusheld zawiera dwa przeciwciała monoklonalne (to leki zaliczane do grupy biologicznych, czyli wytwarzanych z udziałem organizmów żywych), które atakują białko kolca, a to zapobiega przenikaniu wirionów do komórek. Podobnie działają leki Regkirona, Ronapreve i Xevudy.

Z kolei Paxlovid oraz Veklury  blokują enzymy  niezbędne wirusowi do replikacji.

Ważną częścią terapii bywa opanowanie układu odpornościowego, który przy tym zakażeniu czasami staje hiperaktywny i broniąc się wyniszcza tkanki chorego. Do wygaszania tych reakcji stosowane są zatwierdzone wcześniej do leczenia innych chorób (m.in. reumatoidalnego zapaleniu stawów) Kineret i RoActemra. Na dopuszczenie do sprzedaży czekają Lagevrio i Olumiant. Pierwszy wprowadza błędy w materiał genetyczny nowych wirionów, a drugi to immunosupresant (wyciszający układ odpornościowy), który ma łagodzić zapalenia.
Sukcesy i ograniczenia

Wprowadzenie tych substancji to ogromny postęp. Na przykład w przytaczanym przez Europejską Agencję Leków badaniu Paxlovid powodował spadek liczby przypadków śmiertelnych lub wymagających hospitalizacji z 6,3 proc. do 0,8 proc. Przy tym nie zmarł żaden przyjmujący ten środek pacjent (były tylko hospitalizacje), a w grupie otrzymującej placebo zmarło 12 osób z nieco ponad tysiąca.

Trzeba jednak pamiętać, że każdy lek ma swoje ograniczenia. Na przykład wspomniany Paxlovid wchodzi w liczne interakcje z różnymi innymi środkami, co czasami wyklucza jego stosowanie. Niektóre wyniki sugerują, że Molnupiravir może być zdolny do uszkadzania ludzkiego DNA. Dlatego np. nie powinno się go stosować w czasie ciąży. Cały czas istnieje też zagrożenie, że wirus się na leki zacznie uodparniać. Potrzeba więc kolejnych, działających na różne sposoby środków, które rozbudują arsenał medycyny. Warto też, aby były łatwiejsze w stosowaniu, gdyż obecnie wiele z używanych substancji podaje się w warunkach szpitalnych.
Setki badań

Naukowcy mają jednak sporo optymistycznych wiadomości. Według artykułu opublikowanego na łamach „Nature” świat może czekać wręcz „zalew nowych leków” przeciwko SARS-CoV-2. Jak zwracają uwagę eksperci, prowadzi się już setki badań klinicznych (z udziałem ludzi) nad nowymi substancjami i najprawdopodobniej to właśnie w tym roku okaże się, jak najlepiej leczyć COVID-19.

Badanych jest np. ok. 200 przeciwciał monoklonalnych. Ok. 40 dotyczy substancji działających podobnie, jak Molnupiravir, 180 – leków o działaniu podobnym do Paxlovidu. Należy do nich znajdujący się w późnej fazie tych testów, opracowany w Japonii S-217622, który ma wykazywać silne działanie także przeciwko wariantom Omikron.

Sprawdza się również leki atakujące inne cele, w tym ludzkie białka potrzebne wirusowi w jego cyklu życiowym. Niektóre z nich już były stosowane wcześniej w innych chorobach. Można tu wymienić znany już lek przeciwnowotworowy – plitidepsynę, który znajduje się już w III fazie testów klinicznych. Substancja ta zaburza działanie ludzkiego białka, które SARS-CoV-2 wykorzystuje do namnażania się.

Inny obiecujący lek to Kamostat, który obecnie się stosuje m.in. w leczeniu zapalenia trzustki. Jak się okazuje, atakuje on białko, które pomaga różnym koronawirusom wnikać do komórek. Jak zaznaczają naukowcy, leki celujące w ludzkie białka wykorzystywane przez wirusa mają tę zaletę, że zarazkowi trudniej jest się na nie uodpornić. A to byłby duży kłopot.

„Nie mamy wielu środków przeciwwirusowych. Jeśli więc stracimy nawet jeden z nich, będzie to katastrofa” – powiedział dla magazynu „Nature” Peter Horby, ekspert z University of Oxford.

Nowe kombinacje i sposoby podawania

Wśród leków już wykorzystywanych w innych chorobach, a testowanych pod kątem użycia przy COVID-19 można też znaleźć substancje przeciwpasożytnicze i przeciwdepresyjne. Ale nowe leki czy ich nowe zastosowania to nie wszystko – bada się także kolejne kombinacje różnych środków i sprawdza, jak działają wspólnie.

Próbom poddaje się także aplikowanie leków w różnych fazach choroby. To ważne, bo np. leczenie wszystkich pacjentów we wczesnej fazie oznacza olbrzymie koszty, a niestety, nie wiadomo, u kogo dojdzie do rozwoju ciężkiej postaci. Gdyby lek okazał się skuteczny przy podaniu na późniejszych etapach, oznaczałoby to duże oszczędności, a to z kolei – lepszą dostępność leków, których przecież zapasy są ograniczone szczególnie w krajach biedniejszych.

Jak widać, dzieje się więc naprawdę wiele. Może to wydawać się chaotyczne i do pewnego stopnia takie jest, co zauważają sami eksperci. „W środku tego chaosu, ciężko jest przewidzieć, które z wielu obecnie testowanych terapii okażą się sukcesem. Cała ta sytuacja jest jak wzburzony wir, a reguły gry nieustannie się zmieniają. Ciężko jest wytypować zwycięzcę” – dla „Nature” stwierdził  Paul Verdin, ekspert z brytyjskiej firmy zajmującej się analizą biznesu farmaceutycznego Evaluate. Jeśli jednak weźmie się pod uwagę nakład podejmowanych wysiłków, można chyba być dobrej myśli – że zwycięzcy się wyłonią i może nawet wielu.

 

Przypisy:

Opublikowane w „The Lancet” opracowanie na temat wpływu szczepień

Informacje Europejskiej Agencji Leków na temat środków zatwierdzonych do leczenia Covid-19

Aktualności Europejskiej Agencji Leków

Opublikowany w „Nature” artykuł na temat badań nad nowymi lekami

Informacja prasowa na temat leku S-217622

Źródło: Marek Matacz dla zdrowie.pap.pl

Stosowane obecnie leki na COVID-19 ratują chorych, ale mają swoje ograniczenia. Nic dziwnego, że prowadzone są liczne badania kliniczne, by zwiększyć możliwości leczenia nowej choroby. Testowane są nowe substancje, ale i stare leki – w różnych sposobach dawkowania i kombinacjach. Są powody do optymizmu.
Jak podali niedawno eksperci na łamach słynnego pisma naukowego „The Lancet”, szczepienia przeciw COVID-19 uratowały około 20 mln istnień. Jednak specjaliści zajmujący się pandemią podkreślają, że potrzebny jest też atak na nią od drugiej strony – oprócz szczepień niezbędne są dobrze działające leki.

Przyczyn jest kilka, m.in.:

„Głównym sposobem walki z pandemią jest zapobieganie, a głównym narzędziem – szczepienia. Jednak nowe leki mogą wypełnić lukę tam, gdzie szczepienia nie będą działać – na przykład w przypadku nowych wariantów” – powiedział prof. Taher Entezari-Maleki, ekspert w dziedzinie farmakologii klinicznej w irańskim Uniwersytecie w Tebriz dla innego prestiżowego periodyku „Nature”.


Czym teraz leczy się COVID-19

Medycyna nie jest bezsilna, jeśli chodzi o pomaganie chorym na COVID-19. Na przykład Europejska Agencja Leków zatwierdziła osiem środków z przeznaczeniem do leczenia tej choroby. Sześć z nich oddziałuje bezpośrednio na wirusa. Evusheld zawiera dwa przeciwciała monoklonalne (to leki zaliczane do grupy biologicznych, czyli wytwarzanych z udziałem organizmów żywych), które atakują białko kolca, a to zapobiega przenikaniu wirionów do komórek. Podobnie działają leki Regkirona, Ronapreve i Xevudy.

Z kolei Paxlovid oraz Veklury  blokują enzymy  niezbędne wirusowi do replikacji.

Ważną częścią terapii bywa opanowanie układu odpornościowego, który przy tym zakażeniu czasami staje hiperaktywny i broniąc się wyniszcza tkanki chorego. Do wygaszania tych reakcji stosowane są zatwierdzone wcześniej do leczenia innych chorób (m.in. reumatoidalnego zapaleniu stawów) Kineret i RoActemra. Na dopuszczenie do sprzedaży czekają Lagevrio i Olumiant. Pierwszy wprowadza błędy w materiał genetyczny nowych wirionów, a drugi to immunosupresant (wyciszający układ odpornościowy), który ma łagodzić zapalenia.
Sukcesy i ograniczenia

Wprowadzenie tych substancji to ogromny postęp. Na przykład w przytaczanym przez Europejską Agencję Leków badaniu Paxlovid powodował spadek liczby przypadków śmiertelnych lub wymagających hospitalizacji z 6,3 proc. do 0,8 proc. Przy tym nie zmarł żaden przyjmujący ten środek pacjent (były tylko hospitalizacje), a w grupie otrzymującej placebo zmarło 12 osób z nieco ponad tysiąca.

Trzeba jednak pamiętać, że każdy lek ma swoje ograniczenia. Na przykład wspomniany Paxlovid wchodzi w liczne interakcje z różnymi innymi środkami, co czasami wyklucza jego stosowanie. Niektóre wyniki sugerują, że Molnupiravir może być zdolny do uszkadzania ludzkiego DNA. Dlatego np. nie powinno się go stosować w czasie ciąży. Cały czas istnieje też zagrożenie, że wirus się na leki zacznie uodparniać. Potrzeba więc kolejnych, działających na różne sposoby środków, które rozbudują arsenał medycyny. Warto też, aby były łatwiejsze w stosowaniu, gdyż obecnie wiele z używanych substancji podaje się w warunkach szpitalnych.
Setki badań

Naukowcy mają jednak sporo optymistycznych wiadomości. Według artykułu opublikowanego na łamach „Nature” świat może czekać wręcz „zalew nowych leków” przeciwko SARS-CoV-2. Jak zwracają uwagę eksperci, prowadzi się już setki badań klinicznych (z udziałem ludzi) nad nowymi substancjami i najprawdopodobniej to właśnie w tym roku okaże się, jak najlepiej leczyć COVID-19.

Badanych jest np. ok. 200 przeciwciał monoklonalnych. Ok. 40 dotyczy substancji działających podobnie, jak Molnupiravir, 180 – leków o działaniu podobnym do Paxlovidu. Należy do nich znajdujący się w późnej fazie tych testów, opracowany w Japonii S-217622, który ma wykazywać silne działanie także przeciwko wariantom Omikron.

Sprawdza się również leki atakujące inne cele, w tym ludzkie białka potrzebne wirusowi w jego cyklu życiowym. Niektóre z nich już były stosowane wcześniej w innych chorobach. Można tu wymienić znany już lek przeciwnowotworowy – plitidepsynę, który znajduje się już w III fazie testów klinicznych. Substancja ta zaburza działanie ludzkiego białka, które SARS-CoV-2 wykorzystuje do namnażania się.

Inny obiecujący lek to Kamostat, który obecnie się stosuje m.in. w leczeniu zapalenia trzustki. Jak się okazuje, atakuje on białko, które pomaga różnym koronawirusom wnikać do komórek. Jak zaznaczają naukowcy, leki celujące w ludzkie białka wykorzystywane przez wirusa mają tę zaletę, że zarazkowi trudniej jest się na nie uodpornić. A to byłby duży kłopot.

„Nie mamy wielu środków przeciwwirusowych. Jeśli więc stracimy nawet jeden z nich, będzie to katastrofa” – powiedział dla magazynu „Nature” Peter Horby, ekspert z University of Oxford.

Nowe kombinacje i sposoby podawania

Wśród leków już wykorzystywanych w innych chorobach, a testowanych pod kątem użycia przy COVID-19 można też znaleźć substancje przeciwpasożytnicze i przeciwdepresyjne. Ale nowe leki czy ich nowe zastosowania to nie wszystko – bada się także kolejne kombinacje różnych środków i sprawdza, jak działają wspólnie.

Próbom poddaje się także aplikowanie leków w różnych fazach choroby. To ważne, bo np. leczenie wszystkich pacjentów we wczesnej fazie oznacza olbrzymie koszty, a niestety, nie wiadomo, u kogo dojdzie do rozwoju ciężkiej postaci. Gdyby lek okazał się skuteczny przy podaniu na późniejszych etapach, oznaczałoby to duże oszczędności, a to z kolei – lepszą dostępność leków, których przecież zapasy są ograniczone szczególnie w krajach biedniejszych.

Jak widać, dzieje się więc naprawdę wiele. Może to wydawać się chaotyczne i do pewnego stopnia takie jest, co zauważają sami eksperci. „W środku tego chaosu, ciężko jest przewidzieć, które z wielu obecnie testowanych terapii okażą się sukcesem. Cała ta sytuacja jest jak wzburzony wir, a reguły gry nieustannie się zmieniają. Ciężko jest wytypować zwycięzcę” – dla „Nature” stwierdził  Paul Verdin, ekspert z brytyjskiej firmy zajmującej się analizą biznesu farmaceutycznego Evaluate. Jeśli jednak weźmie się pod uwagę nakład podejmowanych wysiłków, można chyba być dobrej myśli – że zwycięzcy się wyłonią i może nawet wielu.

 

Przypisy:

Opublikowane w „The Lancet” opracowanie na temat wpływu szczepień

Informacje Europejskiej Agencji Leków na temat środków zatwierdzonych do leczenia Covid-19

Aktualności Europejskiej Agencji Leków

Opublikowany w „Nature” artykuł na temat badań nad nowymi lekami

Informacja prasowa na temat leku S-217622

Źródło: Marek Matacz dla zdrowie.pap.pl

W 2017 roku WHO szacowała, że depresja dotyka 2 800 000 mieszkańców Ukrainy. Nasi wschodni sąsiedzi odnotowują również bardzo wysoki wskaźnik samobójstw, który plasuje ich na trzecim miejscu w Europie. Wojna pogłębi te problemy: według prognoz, z problemami psychicznymi mierzyć będą się nawet kolejne 4 miliony Ukrainek i Ukraińców.
W 2017 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) opublikowała badanie[1], w którym oszacowano liczbę osób dotkniętych depresją w państwach na całym świecie. Na szczycie tej niepokojącej listy znalazła się Ukraina, w której wskaźnik osób dotkniętych depresją wynosił 6.2% populacji, czyli około 2 800 000 Ukrainek i Ukraińców. Dwa lata później, w badaniu Banku Światowego dotyczącym samobójstw, Ukraina ze wskaźnikiem niemal 22 samobójstw na 100 000 osób znów znalazła się w tragicznej światowej i europejskiej czołówce[2].
 
Trwająca obecnie wojna może znacząco pogłębić te problemy. Wedle opublikowanego w czasopiśmie naukowym Lancet[3] badania ocenia się, że na różnego rodzaju zaburzenia psychiczne cierpi nawet 22% osób, które zostały dotknięte przez wojnę. Przyjmując, że – jak podaje ONZ – wojna wpłynęła bezpośrednio na życie około 18 milionów Ukrainek i Ukraińców, z traumami i innymi psychicznymi konsekwencjami konfliktu mierzyć będzie się niemal 4 miliony z nich.
 
– Jeszcze przed wojną ciężkie choroby psychiczne były w Ukrainie jedną z najczęstszych przyczyn orzeczeń o niepełnosprawności – komentuje Małgorzata Olasińska-Chart z Polskiej Misji Medycznej – Na dodatek, w starszych pokoleniach leczenie psychiatryczne jest często nadal stygmatyzowane, co nie pomaga w profilaktyce tych chorób.
 
Ta nieufność wiąże się między innymi z sowiecką przeszłością kraju: w ZSSR przymusowe leczenie psychiatryczne było represją stosowaną wobec politycznych dysydentów. Teraz traumy wojenne i wynikające z nich problemy psychiczne mogą dotknąć także najmłodszych: w badaniach przeprowadzonych przez organizację World Vision wśród ukraińskich uchodźców wewnętrznych, obawę o dobrostan psychiczny swoich dzieci wyrażało aż 45% rodziców.
 
– Trauma ucieczki z domu, miejsca, które powinno być przecież dla dziecka najbezpieczniejsze, jest bardzo głęboka – dodaje Małgorzata Olasińska-Chart – Widzimy to choćby w obozach dla uchodźców na Bliskim Wschodzie, gdzie pomagamy od lat: nasi lekarze są szczególnie wyczuleni na traumatyczne symptomy, które objawiają się często somatycznie, przez fizyczne dolegliwości ciała.
 
Kwestia zdrowia psychicznego ukraińskich uchodźców w Polsce będzie więc dużym wyzwaniem, z którym zmierzyć będzie musiała się polska służba zdrowia i społeczeństwo obywatelskie. W Przestrzeniach Przyjaznych Dzieciom – projekcie, który Polska Misja Medyczna prowadzi obecnie w ośmiu polskich miastach – oprócz zajęć integracyjnych i edukacyjnych, zapewniana jest również konsultacja psychologiczna dla ukraińskich rodzin.
 
– Zdrowie psychiczne nie może być tematem tabu. Pomoc psychologów i psychiatrów powinna stać się niezbędnym elementem wsparcia dla ukraińskich rodzin, które uciekły do Polski przed wojną – podsumowuje Olasińska-Chart.
 
Projekt Przestrzenie Przyjazne Dzieciom jest finansowany przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię w ramach Funduszy Norweskich i EOG.
 
Wesprzyj pomoc Polskiej Misji Medycznej:
 
[1] Źródło: Depression and Other Common Mental Disorders (who.int)
[2] Źródło: Suicide mortality rate (per 100,000 population) | Data (worldbank.org)
[3] Źródło: Estimates of mental disorders in conflict settings – The Lancet
źródło: PMM
W 2017 roku WHO szacowała, że depresja dotyka 2 800 000 mieszkańców Ukrainy. Nasi wschodni sąsiedzi odnotowują również bardzo wysoki wskaźnik samobójstw, który plasuje ich na trzecim miejscu w Europie. Wojna pogłębi te problemy: według prognoz, z problemami psychicznymi mierzyć będą się nawet kolejne 4 miliony Ukrainek i Ukraińców.
W 2017 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) opublikowała badanie[1], w którym oszacowano liczbę osób dotkniętych depresją w państwach na całym świecie. Na szczycie tej niepokojącej listy znalazła się Ukraina, w której wskaźnik osób dotkniętych depresją wynosił 6.2% populacji, czyli około 2 800 000 Ukrainek i Ukraińców. Dwa lata później, w badaniu Banku Światowego dotyczącym samobójstw, Ukraina ze wskaźnikiem niemal 22 samobójstw na 100 000 osób znów znalazła się w tragicznej światowej i europejskiej czołówce[2].
 
Trwająca obecnie wojna może znacząco pogłębić te problemy. Wedle opublikowanego w czasopiśmie naukowym Lancet[3] badania ocenia się, że na różnego rodzaju zaburzenia psychiczne cierpi nawet 22% osób, które zostały dotknięte przez wojnę. Przyjmując, że – jak podaje ONZ – wojna wpłynęła bezpośrednio na życie około 18 milionów Ukrainek i Ukraińców, z traumami i innymi psychicznymi konsekwencjami konfliktu mierzyć będzie się niemal 4 miliony z nich.
 
– Jeszcze przed wojną ciężkie choroby psychiczne były w Ukrainie jedną z najczęstszych przyczyn orzeczeń o niepełnosprawności – komentuje Małgorzata Olasińska-Chart z Polskiej Misji Medycznej – Na dodatek, w starszych pokoleniach leczenie psychiatryczne jest często nadal stygmatyzowane, co nie pomaga w profilaktyce tych chorób.
 
Ta nieufność wiąże się między innymi z sowiecką przeszłością kraju: w ZSSR przymusowe leczenie psychiatryczne było represją stosowaną wobec politycznych dysydentów. Teraz traumy wojenne i wynikające z nich problemy psychiczne mogą dotknąć także najmłodszych: w badaniach przeprowadzonych przez organizację World Vision wśród ukraińskich uchodźców wewnętrznych, obawę o dobrostan psychiczny swoich dzieci wyrażało aż 45% rodziców.
 
– Trauma ucieczki z domu, miejsca, które powinno być przecież dla dziecka najbezpieczniejsze, jest bardzo głęboka – dodaje Małgorzata Olasińska-Chart – Widzimy to choćby w obozach dla uchodźców na Bliskim Wschodzie, gdzie pomagamy od lat: nasi lekarze są szczególnie wyczuleni na traumatyczne symptomy, które objawiają się często somatycznie, przez fizyczne dolegliwości ciała.
 
Kwestia zdrowia psychicznego ukraińskich uchodźców w Polsce będzie więc dużym wyzwaniem, z którym zmierzyć będzie musiała się polska służba zdrowia i społeczeństwo obywatelskie. W Przestrzeniach Przyjaznych Dzieciom – projekcie, który Polska Misja Medyczna prowadzi obecnie w ośmiu polskich miastach – oprócz zajęć integracyjnych i edukacyjnych, zapewniana jest również konsultacja psychologiczna dla ukraińskich rodzin.
 
– Zdrowie psychiczne nie może być tematem tabu. Pomoc psychologów i psychiatrów powinna stać się niezbędnym elementem wsparcia dla ukraińskich rodzin, które uciekły do Polski przed wojną – podsumowuje Olasińska-Chart.
 
Projekt Przestrzenie Przyjazne Dzieciom jest finansowany przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię w ramach Funduszy Norweskich i EOG.
 
Wesprzyj pomoc Polskiej Misji Medycznej:
 
[1] Źródło: Depression and Other Common Mental Disorders (who.int)
[2] Źródło: Suicide mortality rate (per 100,000 population) | Data (worldbank.org)
[3] Źródło: Estimates of mental disorders in conflict settings – The Lancet
źródło: PMM