Medicalpress
Ablacja podłoża arytmii to najskuteczniejsza metoda leczenia wielu rodzajów zaburzeń rytmu serca. Na czym polega ten zabieg, jak się do niego przygotować i co warto wiedzieć, żeby zabiegowe leczenie arytmii było możliwie najbardziej skuteczne? Na pytania członków Fundacji „Serce dla Arytmii” odpowiadają kardiolodzy elektrofizjolodzy, specjaliści Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego: dr n. med. Szymon Budrejko z Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Serca Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego i dr hab. n. med. Michał Orczykowski z Kliniki Zaburzeń Rytmu Serca Narodowego Instytutu Kardiologii w Warszawie.
  1. Na czym polega zabieg ablacji w kontekście terapii zaburzeń rytmu serca?
Dr n. med. Szymon Budrejko: Każdy skurcz serca poprzedzony jest jego pobudzeniem elektrycznym. Zbyt szybkie nieprawidłowe pobudzenia powodują zaburzenie rytmu serca czyli arytmię. Celem ablacji jako terapii arytmii jest unieszkodliwienie źródła nieprawidłowych impulsów w sercu.
 
 To źródło może być pewnym ogniskiem (grupą komórek) w sercu, które generuje nieprawidłowe impulsy albo mieć postać drogi, po której w niewłaściwy sposób krążą impulsy. Aby usunąć arytmię, musimy usunąć (zniszczyć) źródło lub przerwać drogę krążenia impulsów. Do głównych metod ablacji, jakie wykorzystujemy w tym celu, należą: ablacja z wykorzystaniem energii ciepła (prądu o częstotliwości radiowej – ang. radiofrequency, RF) albo z wykorzystaniem zamrażania (krioablacja). W obydwu przypadkach celem jest spowodowanie wytworzenia się blizny, która nie będzie wytwarzała ani przewodziła impulsów. W ten sposób zatrzymujemy arytmię.
 
  1. Czy ablacja wyleczy każdą arytmię?
Dr hab. n. med. Michał Orczykowski: Ablacja jest najskuteczniejszą metodą leczenia zaburzeń rytmu serca, ale nie wyleczy każdej arytmii. Po pierwsze, nie każdą arytmię należy poddać ablacji. Nawet najzdrowszy człowiek miewa nieliczne skurcze dodatkowe. Część pacjentów odczuwa jako ,,arytmię’’ prawidłowe, fizjologiczne przyśpieszenie czynności serca po wysiłku lub stresie. Te sytuacje nie wymagają leczenia. Część arytmii jest wtórna do innych schorzeń (na przykład nadczynności tarczycy, nadciśnienia tętniczego) i ustępuje po ich wyleczeniu.
 
Z drugiej strony, u części pacjentów spotykamy zaburzenia rytmu serca, które nie odpowiadają na leczenie ablacją. Najlepszym przykładem jest utrwalone od wielu lat migotanie przedsionków, gdzie skuteczność ablacji jest niska. Warto pamiętać, że migotanie przedsionków jest najczęstszą arytmią u osób w podeszłym wieku i może prowadzić do udaru mózgu, stąd ważne jest, szczególnie u seniorów, rutynowe badanie tętna.
 
O tym, czy u pacjenta występują zaburzenia rytmu serca i jaki jest ich rodzaj, można powiedzieć dopiero po wykonaniu badania EKG lub Holtera EKG i podstawowej diagnostyki kardiologicznej. Ważny jest wywiad lekarski przeprowadzony przez lekarza. Czy pacjent w ogóle wymaga leczenia arytmii (farmakologicznego lub z zastosowaniem ablacji) może pacjentowi powiedzieć kardiolog zajmujący się na co dzień zaburzeniami rytmu serca – specjalista elektrofizjolog.
 
  1. Jak wygląda proces kwalifikacji pacjenta do zabiegu ablacji?
 
Dr n. med. Szymon Budrejko: Kwalifikacją pacjenta do zabiegu ablacji (lub innych metod terapii arytmii) zajmują się lekarze doświadczeni w diagnostyce i terapii zaburzeń rytmu serca – specjaliści z zakresu elektrofizjologii i elektroterapii. Pierwszym etapem postępowania jest diagnoza: stwierdzenie, z jakim rodzajem i mechanizmem arytmii mamy do czynienia. Aby tego dokonać, musimy ocenić zapis arytmii w badaniu EKG.
 
Najbardziej miarodajne z punktu widzenia diagnostyki klinicznej jest standardowe 12-odprowadzeniowe EKG, jednak warto wiedzieć, że badanie to nie zawsze ujawni istniejącą arytmię. Pacjent może mieć na przykład napady arytmii na tyle krótkie lub występujące na tyle rzadko, że trudno uchwycić je w tym trwającym kilkanaście sekund zapisie. W takich przypadkach wykorzystuje się inne metody rejestracji dłuższych zapisów EKG, na przykład noszony całodobowo w określonym czasie (doby lub kilku dni) Holter EKG lub różne rejestratory i czujniki z funkcją zapisu EKG.
 
Kiedy stwierdzimy, z jakim rodzajem zaburzeń rytmu serca i w jakim mechanizmie występujących mamy do czynienia, podejmujemy decyzję: czy leczyć pacjenta farmakologicznie (z wykorzystaniem leków antyarytmicznych), zabiegowo (z zastosowaniem ablacji) czy też rozważyć kwalifikację do implantacji układu do elektroterapii (stymulatora serca, kardiowertera-defibrylatora lub układu do terapii resynchronizującej).
 
Ważne, że oprócz rodzaju zaburzeń rytmu w procesie kwalifikacji do danej metody terapii bierze się pod uwagę szereg innych czynników, takich jak między innymi: wiek pacjenta, stan serca i rodzaj jego głównej choroby, obecność chorób współistniejących, sytuacja życiowa i zawodowa chorego. Decyzję podejmuje się wspólnie z pacjentem – po przeanalizowaniu różnych aspektów wszystkich rozważanych metod leczenia, po wspólnej ocenie
spodziewanej skuteczności każdej z nich i po przedyskutowaniu ryzyka ewentualnych powikłań, jakie każda z metod potencjalnie za sobą niesie.
 
  1. Czy ablację wykonuje się także u dzieci?
 
Dr hab. n. med. Michał Orczykowski: Najczęstszą przyczyną zaburzeń rytmu serca występujących u dzieci są napadowe częstoskurcze nadkomorowe. Ustawiczne częstoskurcze mogą prowadzić do uszkodzenia serca. W zależności od indywidualnych wskazań, arytmie – także występujące u najmłodszych pacjentów – można leczyć za pomocą metod farmakologicznych lub zabiegowych, w tym ablacji.
 
Przezskórna ablacja – prądem o częstotliwości radiowej (RF) oraz krioablacja – to inwazyjna niechirurgiczna metoda leczenia tachyarytmii, polegająca na planowym uszkodzeniu w sercu struktury odpowiadającej za zaburzenia rytmu serca. U dzieci i młodzieży metoda ta jest najczęściej stosowana i najskuteczniejsza w leczeniu częstoskurczów. Zabieg ablacji u dzieci przeprowadza się rutynowo w znieczuleniu ogólnym.
 
Więcej informacji na temat zaburzeń rytmu serca występujących u dzieci można znaleźć na stronie kampanii edukacyjnej „Akcja Ablacja – Dzieci” zorganizowanej przez Fundację „Serce dla Arytmii”. Za pomocą przystępnej, kolorowej animacji, vloga video i wywiadów z ekspertami wyjaśniono, z czym wiążą się zaburzenia rytmu serca występujące u dzieci i jak może wyglądać cała ścieżka leczenia młodego pacjenta: https://dzieci.akcjaablacja.pl/.
 
  1. Na co powinien zwrócić uwagę pacjent oczekujący na zabieg ablacji?
 
Dr n. med. Szymon Budrejko: Złota zasada, zresztą uniwersalna, odnosząca się nie tylko do przygotowań do procedur zabiegowych, to wdrożenie zasad zdrowego stylu życia. Jeśli pacjent boryka się z nadwagą, powinien dążyć do osiągnięcia optymalnej masy ciała. Jeśli pali, spożywa alkohol, powinien odstawić używki. Jeśli prowadzi nieregularny, niehigieniczny tryb życia, ten aspekt także warto uporządkować. Ważne, by zdawać sobie sprawę, że jeśli mamy 10 kg nadwagi, nie zrzucimy ich w zdrowy sposób w ciągu miesiąca czy dwóch. Chodzi o wdrożenie na stałe zdrowych nawyków, które przyniosą korzyści w długiej perspektywie.
 
Inna ważna rzecz: zmiany w stylu życia mogą wydawać się „dodatkiem” do terapii, a tymczasem bywają jej podstawą! Jako lekarze nierzadko obserwujemy, że już rzucenie palenia, odstawienie alkoholu, zmiana diety, regularny, umiarkowany ruch i wysypianie się prowadzą do istotnej redukcji lub wyeliminowania objawów arytmii. Bywa, że po zmianie trybu życia zabieg ablacji nie jest już u danego pacjenta konieczny. Drugi aspekt: czynniki ryzyka związane ze stylem życia wpływają na skuteczność terapii. Mówiąc wprost: ablacja może nie być tak skuteczna a jej efekty tak trwałe u chorego, który na co dzień nie dba o zdrowie, jak u osoby, która poświęca temu aspektowi uwagę i dba o siebie. Dotyczy to na przykład jednej z najczęstszych arytmii – migotania przedsionków.
 
Odnośnie do samej procedury, pacjent zakwalifikowany do zabiegu ablacji powinien pozostawać w kontakcie z ośrodkiem prowadzącym, który przed wykonaniem zabiegu, zgodnie z obowiązującym w danym szpitalu protokołem, poinformuje go indywidualnie o szczegółach przygotowań. Pacjent może na przykład zostać poproszony o odstawienie na jakiś czas przed zabiegiem leków antyarytmicznych (chodzi o to, by arytmia uwidoczniła się w trakcie zabiegu ablacji i mogła być skutecznie, w całości, wyleczona). Ośrodek przekaże też informacje dotyczące stosowania leków przeciwkrzepliwych, jeśli są przyjmowane przez pacjenta (chory zostanie poinformowany czy powinien przyjmować je bez zmian, zmodyfikować ich dawkę/ rodzaj czy też odstawić (i kiedy)).
 
W formie przygotowań warto także zadbać o czas po zabiegu. Ablacja to metoda terapii po której pacjent dochodzi do siebie stosunkowo szybko (może być wypisany ze szpitala już w 1-3 dni po zabiegu), ale ze względu na zalecenia oszczędzania się w kilka dni po wykonaniu procedury warto zadbać o kilka dni wolnego od pracy i nie planować w tym czasie większych wysiłków fizycznych.
 
Pacjentki, które planują zajście w ciążę, a jest u nich rozważany zabieg ablacji, powinny w miarę możliwości w pierwszej kolejności poddać się leczeniu zabiegowemu. Pewne arytmie mogą nasilać się w ciąży a wtedy leczenie (zarówno farmakologiczne, jak i zabiegowe) może być bardzo utrudnione lub wręcz niemożliwe. Każdy pacjent słyszy od nas także inne zalecenia, które są związane z jego indywidualną sytuacją.

  1. Czy ablacja podłoża arytmii to bolesny zabieg?
 
Dr hab. n. med. Michał Orczykowski: Ablacja to niszczenie tkanki serca odpowiedzialnej za arytmię. Ta procedura bez podania leków znieczulających byłaby bolesna. Rodzaj zastosowanego znieczulenia zależy od wielu czynników, między innymi od rodzaju techniki ablacji (ablacja RF, krioablacja, elektroporacja) czy rodzaju arytmii.
 
W większości ośrodków dużą część ablacji wykonuje się bez znieczulenia ogólnego, ale zawsze z dożylnym podaniem narkotycznych leków przeciwbólowych. Ten rodzaj znieczulenia pozwala na stały kontakt z pacjentem a jednocześnie na bardzo istotne lub całkowite zniesienie dolegliwości bólowych.
 
Pacjent może odczuwać niewielkie dolegliwości podczas wprowadzania koszulek naczyniowych do dużych naczyń oraz podczas dostarczania energii niszczącej tkankę odpowiedzialną za arytmię.
 
Podczas krioablacji balonowej ujść żył płucnych u pacjentów z migotaniem przedsionków obniżamy temperaturę tkanki do -55 stopni Celsjusza. Schłodzona krew może powodować kilkuminutowy przejściowy ból głowy. Podczas ablacji tą metodą przez kilka minut stymulujemy nerw przeponowy, co może być odczuwane przez pacjenta jako czkawka.
 
Część zabiegów ablacji wykonujemy w znieczuleniu ogólnym w obstawie anestezjologicznej. Rutynowo ,,znieczulamy ogólnie’’ większość pacjentów z częstoskurczami komorowymi i wszystkich podczas ablacji podłoża migotania przedsionków z zastosowaniem najnowszej techniki ablacji – elektroporacji.
 
  1. Co, jeśli pierwszy zabieg ablacji nie pomoże i arytmia nadal będzie dawała objawy?
 
Dr n. med. Szymon Budrejko: Na początku warto podkreślić, że na skuteczność ablacji jako metody terapii zaburzeń rytmu serca wpływa wiele czynników. Przede wszystkim sam charakter arytmii – bywa, że jest nawracający.
 
Może się również zdarzyć, że podczas badania elektrofizjologicznego poprzedzającego procedurę ablacji pomimo zastosowania różnych metod nie udaje się wzbudzić arytmii, a w większości przypadków jest to konieczne do postawienia ostatecznego rozpoznania i odpowiedniego przeprowadzenia zabiegu leczniczego. W takiej sytuacji nie wiemy, gdzie jest źródło arytmii i jak ona przebiega i musimy umówić się z pacjentem za jakiś czas na kolejną próbę wykonania procedury.
 
Innym wyzwaniem może być dotarcie do ogniska arytmii – z uwagi na problemy z dostępem, przeszkody wynikające ze specyficznej anatomii serca pacjenta (bo każde serce, tak jak każdy człowiek, ma swój niepowtarzalny charakter). W takich przypadkach konieczne bywa powtórzenie zabiegu przy użyciu innych metod czy sprzętu. Bywa, że ośrodki w rejonach kierują pacjentów do placówek o najwyższym stopniu referencyjności – tam, gdzie szpital dysponuje największym doświadczeniem w przeprowadzaniu najbardziej skomplikowanych procedur i odpowiednim zapleczem technicznym.
 
Może być także tak, że zabieg ablacji doraźnie wydawał się skuteczny, ale w perspektywie odległej (w miesiące i lata po wykonaniu procedury) objawy arytmii nawracają. Taka sytuacja może się wiązać z regeneracją tkanki poddanej ablacji (która okazała się nie w pełni unieszkodliwiona). Mogłoby się wydawać, że aby temu zapobiec, powinniśmy unieszkodliwić jak największy fragment tkanek serca, które potencjalnie podejrzewamy o indukcję arytmii. Warto jednak pamiętać, że ablacja, jak każda procedura medyczna, jest obarczona pewnym ryzykiem powikłań i naszym celem podczas zabiegu jest najmniejsza możliwa inwazyjność dla osiągnięcia optymalnego efektu terapeutycznego. Innymi słowy, przedkładamy bezpieczeństwo zabiegu nad ewentualną konieczność powtórzenia procedury w przyszłości (opisywana sytuacja dotyczy od 1 do 2 proc. pacjentów).
 
 
źródło: Sekcja Rytmu Serca PTK
Ablacja podłoża arytmii to najskuteczniejsza metoda leczenia wielu rodzajów zaburzeń rytmu serca. Na czym polega ten zabieg, jak się do niego przygotować i co warto wiedzieć, żeby zabiegowe leczenie arytmii było możliwie najbardziej skuteczne? Na pytania członków Fundacji „Serce dla Arytmii” odpowiadają kardiolodzy elektrofizjolodzy, specjaliści Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego: dr n. med. Szymon Budrejko z Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Serca Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego i dr hab. n. med. Michał Orczykowski z Kliniki Zaburzeń Rytmu Serca Narodowego Instytutu Kardiologii w Warszawie.
  1. Na czym polega zabieg ablacji w kontekście terapii zaburzeń rytmu serca?
Dr n. med. Szymon Budrejko: Każdy skurcz serca poprzedzony jest jego pobudzeniem elektrycznym. Zbyt szybkie nieprawidłowe pobudzenia powodują zaburzenie rytmu serca czyli arytmię. Celem ablacji jako terapii arytmii jest unieszkodliwienie źródła nieprawidłowych impulsów w sercu.
 
 To źródło może być pewnym ogniskiem (grupą komórek) w sercu, które generuje nieprawidłowe impulsy albo mieć postać drogi, po której w niewłaściwy sposób krążą impulsy. Aby usunąć arytmię, musimy usunąć (zniszczyć) źródło lub przerwać drogę krążenia impulsów. Do głównych metod ablacji, jakie wykorzystujemy w tym celu, należą: ablacja z wykorzystaniem energii ciepła (prądu o częstotliwości radiowej – ang. radiofrequency, RF) albo z wykorzystaniem zamrażania (krioablacja). W obydwu przypadkach celem jest spowodowanie wytworzenia się blizny, która nie będzie wytwarzała ani przewodziła impulsów. W ten sposób zatrzymujemy arytmię.
 
  1. Czy ablacja wyleczy każdą arytmię?
Dr hab. n. med. Michał Orczykowski: Ablacja jest najskuteczniejszą metodą leczenia zaburzeń rytmu serca, ale nie wyleczy każdej arytmii. Po pierwsze, nie każdą arytmię należy poddać ablacji. Nawet najzdrowszy człowiek miewa nieliczne skurcze dodatkowe. Część pacjentów odczuwa jako ,,arytmię’’ prawidłowe, fizjologiczne przyśpieszenie czynności serca po wysiłku lub stresie. Te sytuacje nie wymagają leczenia. Część arytmii jest wtórna do innych schorzeń (na przykład nadczynności tarczycy, nadciśnienia tętniczego) i ustępuje po ich wyleczeniu.
 
Z drugiej strony, u części pacjentów spotykamy zaburzenia rytmu serca, które nie odpowiadają na leczenie ablacją. Najlepszym przykładem jest utrwalone od wielu lat migotanie przedsionków, gdzie skuteczność ablacji jest niska. Warto pamiętać, że migotanie przedsionków jest najczęstszą arytmią u osób w podeszłym wieku i może prowadzić do udaru mózgu, stąd ważne jest, szczególnie u seniorów, rutynowe badanie tętna.
 
O tym, czy u pacjenta występują zaburzenia rytmu serca i jaki jest ich rodzaj, można powiedzieć dopiero po wykonaniu badania EKG lub Holtera EKG i podstawowej diagnostyki kardiologicznej. Ważny jest wywiad lekarski przeprowadzony przez lekarza. Czy pacjent w ogóle wymaga leczenia arytmii (farmakologicznego lub z zastosowaniem ablacji) może pacjentowi powiedzieć kardiolog zajmujący się na co dzień zaburzeniami rytmu serca – specjalista elektrofizjolog.
 
  1. Jak wygląda proces kwalifikacji pacjenta do zabiegu ablacji?
 
Dr n. med. Szymon Budrejko: Kwalifikacją pacjenta do zabiegu ablacji (lub innych metod terapii arytmii) zajmują się lekarze doświadczeni w diagnostyce i terapii zaburzeń rytmu serca – specjaliści z zakresu elektrofizjologii i elektroterapii. Pierwszym etapem postępowania jest diagnoza: stwierdzenie, z jakim rodzajem i mechanizmem arytmii mamy do czynienia. Aby tego dokonać, musimy ocenić zapis arytmii w badaniu EKG.
 
Najbardziej miarodajne z punktu widzenia diagnostyki klinicznej jest standardowe 12-odprowadzeniowe EKG, jednak warto wiedzieć, że badanie to nie zawsze ujawni istniejącą arytmię. Pacjent może mieć na przykład napady arytmii na tyle krótkie lub występujące na tyle rzadko, że trudno uchwycić je w tym trwającym kilkanaście sekund zapisie. W takich przypadkach wykorzystuje się inne metody rejestracji dłuższych zapisów EKG, na przykład noszony całodobowo w określonym czasie (doby lub kilku dni) Holter EKG lub różne rejestratory i czujniki z funkcją zapisu EKG.
 
Kiedy stwierdzimy, z jakim rodzajem zaburzeń rytmu serca i w jakim mechanizmie występujących mamy do czynienia, podejmujemy decyzję: czy leczyć pacjenta farmakologicznie (z wykorzystaniem leków antyarytmicznych), zabiegowo (z zastosowaniem ablacji) czy też rozważyć kwalifikację do implantacji układu do elektroterapii (stymulatora serca, kardiowertera-defibrylatora lub układu do terapii resynchronizującej).
 
Ważne, że oprócz rodzaju zaburzeń rytmu w procesie kwalifikacji do danej metody terapii bierze się pod uwagę szereg innych czynników, takich jak między innymi: wiek pacjenta, stan serca i rodzaj jego głównej choroby, obecność chorób współistniejących, sytuacja życiowa i zawodowa chorego. Decyzję podejmuje się wspólnie z pacjentem – po przeanalizowaniu różnych aspektów wszystkich rozważanych metod leczenia, po wspólnej ocenie
spodziewanej skuteczności każdej z nich i po przedyskutowaniu ryzyka ewentualnych powikłań, jakie każda z metod potencjalnie za sobą niesie.
 
  1. Czy ablację wykonuje się także u dzieci?
 
Dr hab. n. med. Michał Orczykowski: Najczęstszą przyczyną zaburzeń rytmu serca występujących u dzieci są napadowe częstoskurcze nadkomorowe. Ustawiczne częstoskurcze mogą prowadzić do uszkodzenia serca. W zależności od indywidualnych wskazań, arytmie – także występujące u najmłodszych pacjentów – można leczyć za pomocą metod farmakologicznych lub zabiegowych, w tym ablacji.
 
Przezskórna ablacja – prądem o częstotliwości radiowej (RF) oraz krioablacja – to inwazyjna niechirurgiczna metoda leczenia tachyarytmii, polegająca na planowym uszkodzeniu w sercu struktury odpowiadającej za zaburzenia rytmu serca. U dzieci i młodzieży metoda ta jest najczęściej stosowana i najskuteczniejsza w leczeniu częstoskurczów. Zabieg ablacji u dzieci przeprowadza się rutynowo w znieczuleniu ogólnym.
 
Więcej informacji na temat zaburzeń rytmu serca występujących u dzieci można znaleźć na stronie kampanii edukacyjnej „Akcja Ablacja – Dzieci” zorganizowanej przez Fundację „Serce dla Arytmii”. Za pomocą przystępnej, kolorowej animacji, vloga video i wywiadów z ekspertami wyjaśniono, z czym wiążą się zaburzenia rytmu serca występujące u dzieci i jak może wyglądać cała ścieżka leczenia młodego pacjenta: https://dzieci.akcjaablacja.pl/.
 
  1. Na co powinien zwrócić uwagę pacjent oczekujący na zabieg ablacji?
 
Dr n. med. Szymon Budrejko: Złota zasada, zresztą uniwersalna, odnosząca się nie tylko do przygotowań do procedur zabiegowych, to wdrożenie zasad zdrowego stylu życia. Jeśli pacjent boryka się z nadwagą, powinien dążyć do osiągnięcia optymalnej masy ciała. Jeśli pali, spożywa alkohol, powinien odstawić używki. Jeśli prowadzi nieregularny, niehigieniczny tryb życia, ten aspekt także warto uporządkować. Ważne, by zdawać sobie sprawę, że jeśli mamy 10 kg nadwagi, nie zrzucimy ich w zdrowy sposób w ciągu miesiąca czy dwóch. Chodzi o wdrożenie na stałe zdrowych nawyków, które przyniosą korzyści w długiej perspektywie.
 
Inna ważna rzecz: zmiany w stylu życia mogą wydawać się „dodatkiem” do terapii, a tymczasem bywają jej podstawą! Jako lekarze nierzadko obserwujemy, że już rzucenie palenia, odstawienie alkoholu, zmiana diety, regularny, umiarkowany ruch i wysypianie się prowadzą do istotnej redukcji lub wyeliminowania objawów arytmii. Bywa, że po zmianie trybu życia zabieg ablacji nie jest już u danego pacjenta konieczny. Drugi aspekt: czynniki ryzyka związane ze stylem życia wpływają na skuteczność terapii. Mówiąc wprost: ablacja może nie być tak skuteczna a jej efekty tak trwałe u chorego, który na co dzień nie dba o zdrowie, jak u osoby, która poświęca temu aspektowi uwagę i dba o siebie. Dotyczy to na przykład jednej z najczęstszych arytmii – migotania przedsionków.
 
Odnośnie do samej procedury, pacjent zakwalifikowany do zabiegu ablacji powinien pozostawać w kontakcie z ośrodkiem prowadzącym, który przed wykonaniem zabiegu, zgodnie z obowiązującym w danym szpitalu protokołem, poinformuje go indywidualnie o szczegółach przygotowań. Pacjent może na przykład zostać poproszony o odstawienie na jakiś czas przed zabiegiem leków antyarytmicznych (chodzi o to, by arytmia uwidoczniła się w trakcie zabiegu ablacji i mogła być skutecznie, w całości, wyleczona). Ośrodek przekaże też informacje dotyczące stosowania leków przeciwkrzepliwych, jeśli są przyjmowane przez pacjenta (chory zostanie poinformowany czy powinien przyjmować je bez zmian, zmodyfikować ich dawkę/ rodzaj czy też odstawić (i kiedy)).
 
W formie przygotowań warto także zadbać o czas po zabiegu. Ablacja to metoda terapii po której pacjent dochodzi do siebie stosunkowo szybko (może być wypisany ze szpitala już w 1-3 dni po zabiegu), ale ze względu na zalecenia oszczędzania się w kilka dni po wykonaniu procedury warto zadbać o kilka dni wolnego od pracy i nie planować w tym czasie większych wysiłków fizycznych.
 
Pacjentki, które planują zajście w ciążę, a jest u nich rozważany zabieg ablacji, powinny w miarę możliwości w pierwszej kolejności poddać się leczeniu zabiegowemu. Pewne arytmie mogą nasilać się w ciąży a wtedy leczenie (zarówno farmakologiczne, jak i zabiegowe) może być bardzo utrudnione lub wręcz niemożliwe. Każdy pacjent słyszy od nas także inne zalecenia, które są związane z jego indywidualną sytuacją.

  1. Czy ablacja podłoża arytmii to bolesny zabieg?
 
Dr hab. n. med. Michał Orczykowski: Ablacja to niszczenie tkanki serca odpowiedzialnej za arytmię. Ta procedura bez podania leków znieczulających byłaby bolesna. Rodzaj zastosowanego znieczulenia zależy od wielu czynników, między innymi od rodzaju techniki ablacji (ablacja RF, krioablacja, elektroporacja) czy rodzaju arytmii.
 
W większości ośrodków dużą część ablacji wykonuje się bez znieczulenia ogólnego, ale zawsze z dożylnym podaniem narkotycznych leków przeciwbólowych. Ten rodzaj znieczulenia pozwala na stały kontakt z pacjentem a jednocześnie na bardzo istotne lub całkowite zniesienie dolegliwości bólowych.
 
Pacjent może odczuwać niewielkie dolegliwości podczas wprowadzania koszulek naczyniowych do dużych naczyń oraz podczas dostarczania energii niszczącej tkankę odpowiedzialną za arytmię.
 
Podczas krioablacji balonowej ujść żył płucnych u pacjentów z migotaniem przedsionków obniżamy temperaturę tkanki do -55 stopni Celsjusza. Schłodzona krew może powodować kilkuminutowy przejściowy ból głowy. Podczas ablacji tą metodą przez kilka minut stymulujemy nerw przeponowy, co może być odczuwane przez pacjenta jako czkawka.
 
Część zabiegów ablacji wykonujemy w znieczuleniu ogólnym w obstawie anestezjologicznej. Rutynowo ,,znieczulamy ogólnie’’ większość pacjentów z częstoskurczami komorowymi i wszystkich podczas ablacji podłoża migotania przedsionków z zastosowaniem najnowszej techniki ablacji – elektroporacji.
 
  1. Co, jeśli pierwszy zabieg ablacji nie pomoże i arytmia nadal będzie dawała objawy?
 
Dr n. med. Szymon Budrejko: Na początku warto podkreślić, że na skuteczność ablacji jako metody terapii zaburzeń rytmu serca wpływa wiele czynników. Przede wszystkim sam charakter arytmii – bywa, że jest nawracający.
 
Może się również zdarzyć, że podczas badania elektrofizjologicznego poprzedzającego procedurę ablacji pomimo zastosowania różnych metod nie udaje się wzbudzić arytmii, a w większości przypadków jest to konieczne do postawienia ostatecznego rozpoznania i odpowiedniego przeprowadzenia zabiegu leczniczego. W takiej sytuacji nie wiemy, gdzie jest źródło arytmii i jak ona przebiega i musimy umówić się z pacjentem za jakiś czas na kolejną próbę wykonania procedury.
 
Innym wyzwaniem może być dotarcie do ogniska arytmii – z uwagi na problemy z dostępem, przeszkody wynikające ze specyficznej anatomii serca pacjenta (bo każde serce, tak jak każdy człowiek, ma swój niepowtarzalny charakter). W takich przypadkach konieczne bywa powtórzenie zabiegu przy użyciu innych metod czy sprzętu. Bywa, że ośrodki w rejonach kierują pacjentów do placówek o najwyższym stopniu referencyjności – tam, gdzie szpital dysponuje największym doświadczeniem w przeprowadzaniu najbardziej skomplikowanych procedur i odpowiednim zapleczem technicznym.
 
Może być także tak, że zabieg ablacji doraźnie wydawał się skuteczny, ale w perspektywie odległej (w miesiące i lata po wykonaniu procedury) objawy arytmii nawracają. Taka sytuacja może się wiązać z regeneracją tkanki poddanej ablacji (która okazała się nie w pełni unieszkodliwiona). Mogłoby się wydawać, że aby temu zapobiec, powinniśmy unieszkodliwić jak największy fragment tkanek serca, które potencjalnie podejrzewamy o indukcję arytmii. Warto jednak pamiętać, że ablacja, jak każda procedura medyczna, jest obarczona pewnym ryzykiem powikłań i naszym celem podczas zabiegu jest najmniejsza możliwa inwazyjność dla osiągnięcia optymalnego efektu terapeutycznego. Innymi słowy, przedkładamy bezpieczeństwo zabiegu nad ewentualną konieczność powtórzenia procedury w przyszłości (opisywana sytuacja dotyczy od 1 do 2 proc. pacjentów).
 
 
źródło: Sekcja Rytmu Serca PTK
W związku z licznymi doniesieniami medialnymi o masowo wykupywanym z aptek w całej Polsce płynie Lugola Sekcja Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego przestrzega: nieuzasadnione i niekontrolowane przyjęcie preparatu „na wszelki wypadek” może mieć bardzo poważne skutki zdrowotne. Oprócz licznych zaburzeń metabolicznych pacjentom grożą migotanie przedsionków i udar niedokrwienny mózgu. Fakty i mity o płynie Lugola obala dr n. med. Szymon Budrejko z Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Serca Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, członek Zarządu Sekcji Rytmu Serca PTK.
Panie Doktorze, czym jest płyn Lugola?

Płyn Lugola to wodny roztwór jodu i jodku potasu. Jest to preparat, który historycznie był wykorzystywany w celach medycznych, jednak od kilkudziesięciu lat jego zastosowanie w tym zakresie jest bardzo ograniczone. Wielu Polaków pamięta ten preparat z czasu katastrofy elektrowni jądrowej w Czarnobylu w 1986 roku. Wtedy zalecano przyjmowanie płynu Lugola. W obliczu ostatnich niepokojących doniesień z frontu obecnie toczącej się wojny w Ukrainie wiele osób postanowiło zaopatrzyć się w ten preparat na wypadek ponownej katastrofy nuklearnej. Słusznie?

Niestety, niesłusznie. Ale warto wyjaśnić dokładnie, dlaczego. Po pierwsze, w czasie katastrofy w Czarnobylu przyjmowanie płynu Lugola miało sens. Ja sam byłem wtedy w zerówce i także przyjmowałem płyn Lugola. Na marginesie, wspominam to jako okropne doświadczenie – tym gorsze, że preparat kazano nam popić mlekiem… (śmiech). Ale po kolei.

Jednym z promieniotwórczych izotopów, które w wyniku różnych katastrof nuklearnych mogą znaleźć się w atmosferze w niekontrolowanej ilości jest izotop jodu. Warto przypomnieć z biologii, że jod jest pierwiastkiem będącym składnikiem hormonów tarczycy. Innymi słowy, tarczyca wykorzystuje ten pierwiastek do produkcji hormonów.

W normalnych warunkach jod przyjmowany jest przez ludzi wraz z pokarmem. Pierwiastek ten jest obecny w rybach morskich, nabiale i jajach, ale jest także dodawany jest do soli kuchennej – w ten sposób zabezpiecza się populację przed niedoborem tego pierwiastka. W prawidłowym procesie metabolicznym jod jest przyswajany przez tarczycę i wbudowywany w produkowane przez nią hormony. Jeżeli zamiast takiego zwykłego, nieradioaktywnego jodu pojawi się jod radioaktywny, to on, zamiast nieradioaktywnego pierwiastka zostanie wychwycony przez tarczycę, która nie odróżnia od siebie dwóch rodzajów pierwiastka i ten radioaktywny także spróbuje wbudować w hormony. Działanie radioaktywnego pierwiastka może zaś skończyć się procesem niszczenia tarczycy: upośledzeniem jej funkcjonowania i groźnymi powikłaniami.

Brzmi naprawdę groźnie.

Tak, ale warto wiedzieć, że sam radioaktywny jod nie jest złem – wykorzystuje się go przecież z ogromnym powodzeniem w medycynie nuklearnej, między innymi w terapii radiojodem nadczynności tarczycy. Metoda ta polega na celowym podaniu pacjentowi minimalnej skutecznej ilości radioaktywnego pierwiastka, który w sposób ściśle kontrolowany wpływa na ograniczenie nadprodukcji hormonów tarczycowych i normalizację gospodarki hormonalnej organizmu. Co innego, gdy mamy do czynienia z potencjalnie ogromną i niekontrolowaną ilością radioaktywnego pierwiastka, na którego ekspozycję narażeni są wszyscy: młodsi i starsi, zdrowi i chorzy.

Czym dokładnie grozi ekspozycja na radioaktywny jod, uwolniony do atmosfery w wyniku jakiegoś zdarzenia niepożądanego?

Jak wspomniałem, w wyniku wychwytu radioaktywnego jodu przez tarczycę dochodzi do zaburzenia pracy tego organu i może dojść do jego zniszczenia. Przyjmowanie płynu Lugola w 1986 roku miało zabezpieczać przed tym procesem. Chodziło o maksymalne wysycenie tarczycy nieradioaktywnym jodem tak, by organ nie wychwytywał już radioaktywnego pierwiastka. W obliczu dzisiejszych niepokojących doniesień o potencjalnych zagrożeniach dla elektrowni jądrowych zlokalizowanych w Ukrainie wiele osób postanowiło na zapas, na tak zwany „wszelki wypadek” zaopatrzyć się w ten preparat. Niestety, niektórzy poszli jeszcze dalej, na własną rękę przyjmując płyn Lugola już dziś, bez żadnej katastrofy, po prostu jako bardzo specyficznie pojmowaną „profilaktykę”.

Czym grozi takie postępowanie?

Po pierwsze, warto wiedzieć, że radioaktywny jod to tylko jeden z wielu radioaktywnych pierwiastków, które w obliczu jakiegoś zagrożenia o charakterze nuklearnym mogłyby zostać uwolnione do atmosfery. W przypadku wystąpienia faktycznego zagrożenia nie będzie to jedyny problem medyczny, któremu będziemy musieli stawić czoła.

Po drugie, dziś, w 2022 roku, służby państwowe mają zgromadzone wystarczające zapasy nowocześniejszego niż płyn Lugola preparatu – to jodek potasu w ściśle określonej dawce i w postaci tabletek. Potwierdza to konsultant krajowy w dziedzinie endokrynologii. Ważna jest szczególnie ściśle określona dawka; dobrana tak, aby była wystarczająca dla każdej osoby otrzymującej preparat. Jeśli wyobrazimy sobie, że ktoś na własną rękę zakupił i postanowił przyjąć płyn Lugola, bardzo trudno będzie określić, jaką dawkę preparatu faktycznie przyjął w wodnym roztworze. Bardzo prawdopodobne jest w takiej sytuacji poważne rozchwianie, zaburzenie funkcjonowania tarczycy.

Z czym wiążą się zaburzenia pracy tarczycy?
W wyniku nadmiernej ekspozycji na jod może dojść do nadczynności, ale paradoksalnie także do niedoczynności tarczycy. Nie zawsze pamiętamy, że tarczyca poprzez produkcję hormonów to organ biorący udział w bardzo wielu skomplikowanych procesach zachodzących w całym organizmie, w tym przede wszystkim w procesach metabolicznych, chociaż nie tylko. Zaburzenia w pracy tarczycy mogą mieć negatywny wpływ także na pracę serca.
Jak zaburzenia w pracy tarczycy mogą wpływać na funkcjonowanie serca?

U pacjentów z niedoczynnością tarczycy wśród licznych innych objawów ogólnoustrojowych może dochodzić do zaburzeń pracy serca, objawiających się zbyt wolną pracą serca (bradykardią). Pacjent może czuć osłabienie, zmęczenie czy senność. W wyniku zaburzeń funkcjonowania tarczycy związanych z nadmierną ekspozycją na jod częściej dochodzi jednak do nadczynności tarczycy. Ten typ zaburzeń funkcjonowania tarczycy jest często powiązany z arytmiami, może znacząco zwiększać ryzyko ich wystąpienia.

Jaka arytmia może występować przy nadczynności tarczycy?

Jedną z najczęściej występujących przy nadczynności tarczycy arytmii jest migotanie przedsionków. Mechanizm tej arytmii polega na szybkiej i chaotycznej pracy przedsionków serca, które nie kurczą się w sposób prawidłowy. Ten stan prowadzi do zaburzenia przepływu krwi w przedsionkach serca i upośledzenia funkcji serca jako takiej. Zwolniony przepływ krwi w przedsionkach serca może prowadzić do jej wykrzepiania. Skrzepliny mogą tworzyć się na przykład w uszku lewego przedsionka. To niebezpieczna sytuacja, ponieważ jeśli dojdzie do uwolnienia takiej skrzepliny do krwiobiegu, może dojść do zatoru. Jeśli skrzeplina dostanie się aż do mózgu, mówimy o udarze niedokrwiennym mózgu.

Kto jest najbardziej narażony na udar niedokrwienny mózgu na tle migotania przedsionków?

Ryzyko wystąpienia tej arytmii rośnie wraz z wiekiem (niezależnie od tego, czy u pacjenta występują zaburzenia funkcjonowania tarczycy) i to osoby starsze są także najbardziej narażone na niebezpieczne powikłania migotania przedsionków, w tym najgroźniejsze: udar niedokrwienny mózgu. To osoby starsze pamiętają też z 1986 roku płyn Lugola i według doniesień medialnych to one najczęściej próbują się w ten preparat teraz zaopatrzyć. To bardzo niebezpieczne.

Jak poważne jest zagrożenie?
Warto przypomnieć, że udary niedokrwienne mózgu związane z migotaniem przedsionków występują często, a rokowanie w ich przypadku jest najbardziej niekorzystne. Mówiąc wprost, udary na tle arytmicznym częściej grożą kalectwem i śmiercią. O ile na co dzień jako Sekcja Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego prowadzimy liczne działania świadomościowe nakierowanie na profilaktykę udarów mózgu, o tyle w tak nadzwyczajnej sytuacji, jak pojawiające się w mediach doniesienia o wykupowaniu z aptek w całej Polsce płynu Lugola, musimy zaapelować do zdrowego rozsądku Polaków: nieuzasadnione przyjęcie płynu Lugola może mieć nawet śmiertelne konsekwencje! Na ryzyko udaru na tle migotania przedsionków narażeni są szczególnie pacjenci ze schorzeniami kardiologicznymi, w tym z niewydolnością serca, po już przebytych udarach i/ lub innych epizodach zakrzepowo-zatorowych, ale także z cukrzycą, nadciśnieniem tętniczym. Zagrożenie jest poważne, nie warto zatem samemu przez nieroztropne przyjmowanie płynu Lugola fundować sobie zagrożenia, ryzykować zdrowia i życia. Tym bardziej, kiedy nie ma ku temu żadnego powodu. Chrońmy siebie, a także naszych rodziców i dziadków!

Rozmawiała: Marta Sułkowska
źródło: SRS PTK
W związku z licznymi doniesieniami medialnymi o masowo wykupywanym z aptek w całej Polsce płynie Lugola Sekcja Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego przestrzega: nieuzasadnione i niekontrolowane przyjęcie preparatu „na wszelki wypadek” może mieć bardzo poważne skutki zdrowotne. Oprócz licznych zaburzeń metabolicznych pacjentom grożą migotanie przedsionków i udar niedokrwienny mózgu. Fakty i mity o płynie Lugola obala dr n. med. Szymon Budrejko z Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Serca Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, członek Zarządu Sekcji Rytmu Serca PTK.
Panie Doktorze, czym jest płyn Lugola?

Płyn Lugola to wodny roztwór jodu i jodku potasu. Jest to preparat, który historycznie był wykorzystywany w celach medycznych, jednak od kilkudziesięciu lat jego zastosowanie w tym zakresie jest bardzo ograniczone. Wielu Polaków pamięta ten preparat z czasu katastrofy elektrowni jądrowej w Czarnobylu w 1986 roku. Wtedy zalecano przyjmowanie płynu Lugola. W obliczu ostatnich niepokojących doniesień z frontu obecnie toczącej się wojny w Ukrainie wiele osób postanowiło zaopatrzyć się w ten preparat na wypadek ponownej katastrofy nuklearnej. Słusznie?

Niestety, niesłusznie. Ale warto wyjaśnić dokładnie, dlaczego. Po pierwsze, w czasie katastrofy w Czarnobylu przyjmowanie płynu Lugola miało sens. Ja sam byłem wtedy w zerówce i także przyjmowałem płyn Lugola. Na marginesie, wspominam to jako okropne doświadczenie – tym gorsze, że preparat kazano nam popić mlekiem… (śmiech). Ale po kolei.

Jednym z promieniotwórczych izotopów, które w wyniku różnych katastrof nuklearnych mogą znaleźć się w atmosferze w niekontrolowanej ilości jest izotop jodu. Warto przypomnieć z biologii, że jod jest pierwiastkiem będącym składnikiem hormonów tarczycy. Innymi słowy, tarczyca wykorzystuje ten pierwiastek do produkcji hormonów.

W normalnych warunkach jod przyjmowany jest przez ludzi wraz z pokarmem. Pierwiastek ten jest obecny w rybach morskich, nabiale i jajach, ale jest także dodawany jest do soli kuchennej – w ten sposób zabezpiecza się populację przed niedoborem tego pierwiastka. W prawidłowym procesie metabolicznym jod jest przyswajany przez tarczycę i wbudowywany w produkowane przez nią hormony. Jeżeli zamiast takiego zwykłego, nieradioaktywnego jodu pojawi się jod radioaktywny, to on, zamiast nieradioaktywnego pierwiastka zostanie wychwycony przez tarczycę, która nie odróżnia od siebie dwóch rodzajów pierwiastka i ten radioaktywny także spróbuje wbudować w hormony. Działanie radioaktywnego pierwiastka może zaś skończyć się procesem niszczenia tarczycy: upośledzeniem jej funkcjonowania i groźnymi powikłaniami.

Brzmi naprawdę groźnie.

Tak, ale warto wiedzieć, że sam radioaktywny jod nie jest złem – wykorzystuje się go przecież z ogromnym powodzeniem w medycynie nuklearnej, między innymi w terapii radiojodem nadczynności tarczycy. Metoda ta polega na celowym podaniu pacjentowi minimalnej skutecznej ilości radioaktywnego pierwiastka, który w sposób ściśle kontrolowany wpływa na ograniczenie nadprodukcji hormonów tarczycowych i normalizację gospodarki hormonalnej organizmu. Co innego, gdy mamy do czynienia z potencjalnie ogromną i niekontrolowaną ilością radioaktywnego pierwiastka, na którego ekspozycję narażeni są wszyscy: młodsi i starsi, zdrowi i chorzy.

Czym dokładnie grozi ekspozycja na radioaktywny jod, uwolniony do atmosfery w wyniku jakiegoś zdarzenia niepożądanego?

Jak wspomniałem, w wyniku wychwytu radioaktywnego jodu przez tarczycę dochodzi do zaburzenia pracy tego organu i może dojść do jego zniszczenia. Przyjmowanie płynu Lugola w 1986 roku miało zabezpieczać przed tym procesem. Chodziło o maksymalne wysycenie tarczycy nieradioaktywnym jodem tak, by organ nie wychwytywał już radioaktywnego pierwiastka. W obliczu dzisiejszych niepokojących doniesień o potencjalnych zagrożeniach dla elektrowni jądrowych zlokalizowanych w Ukrainie wiele osób postanowiło na zapas, na tak zwany „wszelki wypadek” zaopatrzyć się w ten preparat. Niestety, niektórzy poszli jeszcze dalej, na własną rękę przyjmując płyn Lugola już dziś, bez żadnej katastrofy, po prostu jako bardzo specyficznie pojmowaną „profilaktykę”.

Czym grozi takie postępowanie?

Po pierwsze, warto wiedzieć, że radioaktywny jod to tylko jeden z wielu radioaktywnych pierwiastków, które w obliczu jakiegoś zagrożenia o charakterze nuklearnym mogłyby zostać uwolnione do atmosfery. W przypadku wystąpienia faktycznego zagrożenia nie będzie to jedyny problem medyczny, któremu będziemy musieli stawić czoła.

Po drugie, dziś, w 2022 roku, służby państwowe mają zgromadzone wystarczające zapasy nowocześniejszego niż płyn Lugola preparatu – to jodek potasu w ściśle określonej dawce i w postaci tabletek. Potwierdza to konsultant krajowy w dziedzinie endokrynologii. Ważna jest szczególnie ściśle określona dawka; dobrana tak, aby była wystarczająca dla każdej osoby otrzymującej preparat. Jeśli wyobrazimy sobie, że ktoś na własną rękę zakupił i postanowił przyjąć płyn Lugola, bardzo trudno będzie określić, jaką dawkę preparatu faktycznie przyjął w wodnym roztworze. Bardzo prawdopodobne jest w takiej sytuacji poważne rozchwianie, zaburzenie funkcjonowania tarczycy.

Z czym wiążą się zaburzenia pracy tarczycy?
W wyniku nadmiernej ekspozycji na jod może dojść do nadczynności, ale paradoksalnie także do niedoczynności tarczycy. Nie zawsze pamiętamy, że tarczyca poprzez produkcję hormonów to organ biorący udział w bardzo wielu skomplikowanych procesach zachodzących w całym organizmie, w tym przede wszystkim w procesach metabolicznych, chociaż nie tylko. Zaburzenia w pracy tarczycy mogą mieć negatywny wpływ także na pracę serca.
Jak zaburzenia w pracy tarczycy mogą wpływać na funkcjonowanie serca?

U pacjentów z niedoczynnością tarczycy wśród licznych innych objawów ogólnoustrojowych może dochodzić do zaburzeń pracy serca, objawiających się zbyt wolną pracą serca (bradykardią). Pacjent może czuć osłabienie, zmęczenie czy senność. W wyniku zaburzeń funkcjonowania tarczycy związanych z nadmierną ekspozycją na jod częściej dochodzi jednak do nadczynności tarczycy. Ten typ zaburzeń funkcjonowania tarczycy jest często powiązany z arytmiami, może znacząco zwiększać ryzyko ich wystąpienia.

Jaka arytmia może występować przy nadczynności tarczycy?

Jedną z najczęściej występujących przy nadczynności tarczycy arytmii jest migotanie przedsionków. Mechanizm tej arytmii polega na szybkiej i chaotycznej pracy przedsionków serca, które nie kurczą się w sposób prawidłowy. Ten stan prowadzi do zaburzenia przepływu krwi w przedsionkach serca i upośledzenia funkcji serca jako takiej. Zwolniony przepływ krwi w przedsionkach serca może prowadzić do jej wykrzepiania. Skrzepliny mogą tworzyć się na przykład w uszku lewego przedsionka. To niebezpieczna sytuacja, ponieważ jeśli dojdzie do uwolnienia takiej skrzepliny do krwiobiegu, może dojść do zatoru. Jeśli skrzeplina dostanie się aż do mózgu, mówimy o udarze niedokrwiennym mózgu.

Kto jest najbardziej narażony na udar niedokrwienny mózgu na tle migotania przedsionków?

Ryzyko wystąpienia tej arytmii rośnie wraz z wiekiem (niezależnie od tego, czy u pacjenta występują zaburzenia funkcjonowania tarczycy) i to osoby starsze są także najbardziej narażone na niebezpieczne powikłania migotania przedsionków, w tym najgroźniejsze: udar niedokrwienny mózgu. To osoby starsze pamiętają też z 1986 roku płyn Lugola i według doniesień medialnych to one najczęściej próbują się w ten preparat teraz zaopatrzyć. To bardzo niebezpieczne.

Jak poważne jest zagrożenie?
Warto przypomnieć, że udary niedokrwienne mózgu związane z migotaniem przedsionków występują często, a rokowanie w ich przypadku jest najbardziej niekorzystne. Mówiąc wprost, udary na tle arytmicznym częściej grożą kalectwem i śmiercią. O ile na co dzień jako Sekcja Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego prowadzimy liczne działania świadomościowe nakierowanie na profilaktykę udarów mózgu, o tyle w tak nadzwyczajnej sytuacji, jak pojawiające się w mediach doniesienia o wykupowaniu z aptek w całej Polsce płynu Lugola, musimy zaapelować do zdrowego rozsądku Polaków: nieuzasadnione przyjęcie płynu Lugola może mieć nawet śmiertelne konsekwencje! Na ryzyko udaru na tle migotania przedsionków narażeni są szczególnie pacjenci ze schorzeniami kardiologicznymi, w tym z niewydolnością serca, po już przebytych udarach i/ lub innych epizodach zakrzepowo-zatorowych, ale także z cukrzycą, nadciśnieniem tętniczym. Zagrożenie jest poważne, nie warto zatem samemu przez nieroztropne przyjmowanie płynu Lugola fundować sobie zagrożenia, ryzykować zdrowia i życia. Tym bardziej, kiedy nie ma ku temu żadnego powodu. Chrońmy siebie, a także naszych rodziców i dziadków!

Rozmawiała: Marta Sułkowska
źródło: SRS PTK
Zawał mięśnia sercowego i nagłe zatrzymanie krążenia to dwa nagłe stany kardiologiczne. Obydwa są groźne dla zdrowia i życia, ale ich mechanizm jest zupełnie inny. Czym różnią się przyczyny, objawy i jak w każdym przypadku pomóc poszkodowanemu, wyjaśnia dr n. med. Szymon Budrejko z Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Serca Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, członek Zarządu Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Serce – praca mechaniczna i elektryczna
– Funkcja serca to pompowanie krwi, która wraz z tlenem jest dostarczana do wszystkich organów i tkanek w organizmie człowieka. Aby nasza „pompa” działała prawidłowo, potrzebuje do działania bodźca, swego rodzaju „rozrusznika”. Nie mniej ważny jest odpowiedni tryb pracy serca; zachowanie właściwego cyklu jego skurczów i rozkurczów, czyli właściwe „sterowanie” – mówi dr Szymon Budrejko.

W sercu wszystko zaczyna się od sygnału elektrycznego – impulsu, który wydaje „rozkaz” odpowiednim komórkom, by te kurczyły się i rozkurczały w odpowiedniej sekwencji. Bez prawidłowego rytmu serca, to jest właściwego cyklu skurczu i rozkurczu serca – pobudzenia najpierw przedsionków a potem komór, nie ma właściwego sterowania. Po odpowiednim sygnale sterującym następuje skurcz jam serca, które wyrzucają krew, przepychając ją przez serce i stąd na obwód. W sercu zachodzą więc dwa różne mechanizmy: elektryczny i mechaniczny. Obydwa są niezmiernie istotne dla właściwej pracy organu oraz całego organizmu i nierozerwalnie ze sobą związane.

Zawał serca – blokada w naczyniach wieńcowych
– Chociaż w przekazach medialnych zdarza się widzieć określenie „atak serca”, warto wiedzieć, że w polskiej terminologii medycznej takie pojęcie nie występuje. Jest to określenie potoczne i kalka językowa, dosłowne tłumaczenie angielskiego wyrażenia heart attack. Prawidłowa polskojęzyczna nazwa stanu określanego tym pojęciem to zawał serca. Warto o tym wiedzieć – mówi dr Szymon Budrejko.

Zawał serca to stan, w którym dochodzi do częściowego lub całkowitego zablokowania przepływu krwi w naczyniach wieńcowych, w skutek którego dochodzi do niedokrwienia i martwicy mięśnia sercowego. Do zawału serca dochodzi najczęściej w wyniku pęknięcia i oderwania fragmentu blaszki miażdżycowej, która nagle blokuje naczynie wieńcowe. Prowadzi to do wykrzepiania krwi i zamknięcia światła naczynia. Utrudnienie lub wręcz odcięcie  dopływu krwi do określonego obszaru serca powoduje, że fragmenty tkanek pozbawionych zawartych w krwi substancji odżywczych i tlenu zaczynają obumierać. Do takiego stanu może dojść między innymi w wyniku silnego stresu, wysiłku czy różnych czynników zapalnych. Jest to stan nagły, konieczna jest pilna interwencja.

Zawał serca – jak pomóc?
Objawem zawału serca jest nagły i silny ból w klatce piersiowej. Człowiek może być przytomny, oddychać prawidłowo lub mieć przyspieszony oddech, jego tętno jest wyczuwalne, często puls jest również przyspieszony. Innymi objawami zawału serca mogą być: osłabienie, bladość, występowanie potów.

–  W przypadku zawału serca pierwsza pomoc polega na niezwłocznym wezwaniu pogotowia ratunkowego, postępowaniu zgodnie ze wskazówkami dyspozytora i bieżącej obserwacji poszkodowanego. Nie jest konieczne podjęcie reanimacji krążeniowo-oddechowej. W tym przypadku celem jest jak najszybsze przetransportowanie poszkodowanego do ośrodka ze specjalistyczną opieką kardiologiczną i jak najszybsze przywrócenie prawidłowego ukrwienia mięśnia serca. Sytuacja zmienia się, gdy na skutek zawału serca u poszkodowanego dojdzie do nagłego zatrzymania krążenia (NZK) (nie musi się tak zdarzyć, ale jest to możliwe). NZK poznamy przede wszystkim po utracie przytomności przez poszkodowanego, braku wyczuwalnego pulsu i oddechu. W takim przypadku pojawia się bezpośrednie zagrożenie życia a prawidłowe postępowanie wygląda już całkiem inaczej – zaznacza dr Szymon Budrejko.

Nagłe zatrzymanie krążenia – śmiertelnie groźny problem arytmiczny
–  Nagłe zatrzymanie krążenia (NZK) (ang. sudden cardiac arrest (SCA)) to stan, w którym dochodzi do ustania mechanicznej czynności serca. Przyczyną może być usterka „układu sterowania” – na przykład wystąpienie arytmii, która powoduje, że impuls elektryczny w sercu rozprzestrzenia się w tak szybki i/ lub chaotyczny sposób, że serce kurczy się i rozkurcza w sposób asynchroniczny a zaburzenia w cyklu jego pracy stają się tak poważne, że nasza „pompa” nie jest w stanie prawidłowo wykonywać swojej pracy i właściwie dystrybuować krwi. Dochodzi do ustania pracy serca. To stan bezpośredniego zagrożenia życia, wymagający niezwłocznej interwencji – tłumaczy dr Szymon Budrejko.

Jak wyjaśnia specjalista, do nagłego zatrzymania krążenia może dochodzić między innymi w wyniku „odcięcia zasilania” przez krew w czasie zawału serca. Pogorszenie lub zatrzymanie dopływu krwi do mięśnia serca prowadzi do braku energii do pracy „pompy” i do zaburzenia mechanicznej czynności serca, ale może też wpływać na elektryczny „układ sterowania” pracą serca i prowadzić do groźnych dla życia zaburzeń rytmu serca. Zawał serca może (choć nie musi) doprowadzić do arytmii, w wyniku której dochodzi do nagłego zatrzymania krążenia. Jednocześnie nagłe zatrzymanie krążenia na skutek arytmii może występować nie tylko w zawale serca. Zawał mięśnia sercowego jest jedną z możliwych przyczyn migotania komór serca lub częstoskurczu komorowego – dwóch groźnych dla życia arytmii komorowych mogących prowadzić do ustania czynności serca. Wskazane arytmie mogą również wystąpić u pacjentów, u których serce jest uszkodzone na skutek przewlekłego niedokrwienia (czyli długo trwającej choroby wieńcowej serca), nawet, jeśli nie przebyli nigdy zawału serca lub przebyli go dawno.

Bywa, że do NZK dochodzi na skutek innych nieprawidłowości lub chorób. Należą do nich na przykład genetyczne choroby serca, które w związku z zaburzeniami jonowymi dezorganizują pracę elektryczną serca i przyczyniają się do wystąpienia arytmii. Zdarza się, że oznaki tego rodzaju choroby są diagnozowane w kontrolnym badaniu EKG, ale nie zawsze tak się dzieje. Pomocny bywa wywiad dotyczący różnych schorzeń kardiologicznych występujących w najbliższej rodzinie pacjenta. Jeśli ktoś z najbliższych był reanimowany, miał wszczepiony kardiowerter-defibrylator (ICD), stanowi to ważną wskazówkę diagnostyczną.

Do nagłego zatrzymania krążenia może dochodzić także w wyniku niewydolności serca na tle kardiomiopatii rozstrzeniowej. W tym przypadku serce na skutek choroby jest poważnie uszkodzone a jego praca upośledzona. Bywa jednak i tak, że do NZK dochodzi w organicznie zdrowym sercu – u osób młodych, w tym u sportowców. Każdy przypadek wymaga szczegółowej diagnostyki nakierowanej na wyeliminowanie przyczyny występowania NZK i zapobieganie ewentualnym przyszłym incydentom.

Nagłe zatrzymanie krążenia – jak pomóc?
Najważniejszym objawem zatrzymania krążenia jest utrata przytomności. Przy zatrzymaniu krążenia , w odróżnieniu od krótkotrwałego omdlenia, pacjent nie odzyskuje po chwili przytomności w sposób samoczynny. Pacjent ma niewyczuwalne tętno i nie oddycha prawidłowo.

W NZK jedynym sposobem pomocy poszkodowanemu jest niezwłoczne wezwanie pomocy i podjęcie akcji reanimacyjnej. Doświadczenie i badania naukowe pokazują, że im szybsze podjęcie takiej akcji (której głównym elementem jest tak zwany zewnętrzny masaż serca, czyli rytmiczne uciskanie mostka i klatki piersiowej), tym większe szanse przeżycia mają osoby poszkodowane (dlatego ważne jest szkolenie jak największej liczby osób w tym zakresie przy każdej możliwej okazji). Dodatkowo, konieczna może być defibrylacja, czyli dostarczenie impulsu elektrycznego, który przywróci pacjentowi prawidłowy rytm serca. Warto pamiętać, że defibrylację mogą przeprowadzić fachowe służby ratunkowe, ale także AED (ang. Automated External Defibrillator) – automatyczny defibrylator zewnętrzny. To urządzenie, dostępne w coraz większej liczbie punktów publicznych i niepublicznych, po podłączeniu do poszkodowanego samodzielnie przeanalizuje jego rytm serca, poinstruuje osoby udzielające pomoc i w razie potrzeby przeprowadzi defibrylację, zabezpieczając tym samym poszkodowanego do czasu przyjazdu karetki pogotowia ratunkowego.

– Z AED jest tak, że po pierwsze warto o tym urządzeniu wiedzieć. Wtedy naturalnym odruchem będzie jego poszukiwanie w razie wystąpienia zdarzenia z udziałem poszkodowanego wskutek nagłego zatrzymania krążenia. Po drugie, warto zachować spokój, sięgnąć po układ i zapoznać się z instrukcją. Urządzenie poprowadzi nas krok po kroku; w trakcie udzielania pomocy z wykorzystaniem AED dowiadujemy się, co robić dalej. Warto wiedzieć, że defibrylacja zostanie przeprowadzona przez układ jedynie wtedy, kiedy urządzenie na podstawie wykonanej przez siebie analizy uzna ją za niezbędną. W innym przypadku poinformuje, co robić dalej. Tak czy inaczej, użycie AED poszkodowanemu wskutek NZK na pewno nie zaszkodzi – o tym bezwzględnie pamiętajmy i nie bójmy się wykorzystania tego układu. NZK to stan bezpośredniego zagrożenia życia. Niezwłoczna defibrylacja i przywrócenie akcji serca to często jedyna szansa na przeżycie i uniknięcie niepełnosprawności, kalectwa! – apeluje dr Szymon Budrejko.

źródło: SRS PTK

Zawał mięśnia sercowego i nagłe zatrzymanie krążenia to dwa nagłe stany kardiologiczne. Obydwa są groźne dla zdrowia i życia, ale ich mechanizm jest zupełnie inny. Czym różnią się przyczyny, objawy i jak w każdym przypadku pomóc poszkodowanemu, wyjaśnia dr n. med. Szymon Budrejko z Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Serca Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, członek Zarządu Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Serce – praca mechaniczna i elektryczna
– Funkcja serca to pompowanie krwi, która wraz z tlenem jest dostarczana do wszystkich organów i tkanek w organizmie człowieka. Aby nasza „pompa” działała prawidłowo, potrzebuje do działania bodźca, swego rodzaju „rozrusznika”. Nie mniej ważny jest odpowiedni tryb pracy serca; zachowanie właściwego cyklu jego skurczów i rozkurczów, czyli właściwe „sterowanie” – mówi dr Szymon Budrejko.

W sercu wszystko zaczyna się od sygnału elektrycznego – impulsu, który wydaje „rozkaz” odpowiednim komórkom, by te kurczyły się i rozkurczały w odpowiedniej sekwencji. Bez prawidłowego rytmu serca, to jest właściwego cyklu skurczu i rozkurczu serca – pobudzenia najpierw przedsionków a potem komór, nie ma właściwego sterowania. Po odpowiednim sygnale sterującym następuje skurcz jam serca, które wyrzucają krew, przepychając ją przez serce i stąd na obwód. W sercu zachodzą więc dwa różne mechanizmy: elektryczny i mechaniczny. Obydwa są niezmiernie istotne dla właściwej pracy organu oraz całego organizmu i nierozerwalnie ze sobą związane.

Zawał serca – blokada w naczyniach wieńcowych
– Chociaż w przekazach medialnych zdarza się widzieć określenie „atak serca”, warto wiedzieć, że w polskiej terminologii medycznej takie pojęcie nie występuje. Jest to określenie potoczne i kalka językowa, dosłowne tłumaczenie angielskiego wyrażenia heart attack. Prawidłowa polskojęzyczna nazwa stanu określanego tym pojęciem to zawał serca. Warto o tym wiedzieć – mówi dr Szymon Budrejko.

Zawał serca to stan, w którym dochodzi do częściowego lub całkowitego zablokowania przepływu krwi w naczyniach wieńcowych, w skutek którego dochodzi do niedokrwienia i martwicy mięśnia sercowego. Do zawału serca dochodzi najczęściej w wyniku pęknięcia i oderwania fragmentu blaszki miażdżycowej, która nagle blokuje naczynie wieńcowe. Prowadzi to do wykrzepiania krwi i zamknięcia światła naczynia. Utrudnienie lub wręcz odcięcie  dopływu krwi do określonego obszaru serca powoduje, że fragmenty tkanek pozbawionych zawartych w krwi substancji odżywczych i tlenu zaczynają obumierać. Do takiego stanu może dojść między innymi w wyniku silnego stresu, wysiłku czy różnych czynników zapalnych. Jest to stan nagły, konieczna jest pilna interwencja.

Zawał serca – jak pomóc?
Objawem zawału serca jest nagły i silny ból w klatce piersiowej. Człowiek może być przytomny, oddychać prawidłowo lub mieć przyspieszony oddech, jego tętno jest wyczuwalne, często puls jest również przyspieszony. Innymi objawami zawału serca mogą być: osłabienie, bladość, występowanie potów.

–  W przypadku zawału serca pierwsza pomoc polega na niezwłocznym wezwaniu pogotowia ratunkowego, postępowaniu zgodnie ze wskazówkami dyspozytora i bieżącej obserwacji poszkodowanego. Nie jest konieczne podjęcie reanimacji krążeniowo-oddechowej. W tym przypadku celem jest jak najszybsze przetransportowanie poszkodowanego do ośrodka ze specjalistyczną opieką kardiologiczną i jak najszybsze przywrócenie prawidłowego ukrwienia mięśnia serca. Sytuacja zmienia się, gdy na skutek zawału serca u poszkodowanego dojdzie do nagłego zatrzymania krążenia (NZK) (nie musi się tak zdarzyć, ale jest to możliwe). NZK poznamy przede wszystkim po utracie przytomności przez poszkodowanego, braku wyczuwalnego pulsu i oddechu. W takim przypadku pojawia się bezpośrednie zagrożenie życia a prawidłowe postępowanie wygląda już całkiem inaczej – zaznacza dr Szymon Budrejko.

Nagłe zatrzymanie krążenia – śmiertelnie groźny problem arytmiczny
–  Nagłe zatrzymanie krążenia (NZK) (ang. sudden cardiac arrest (SCA)) to stan, w którym dochodzi do ustania mechanicznej czynności serca. Przyczyną może być usterka „układu sterowania” – na przykład wystąpienie arytmii, która powoduje, że impuls elektryczny w sercu rozprzestrzenia się w tak szybki i/ lub chaotyczny sposób, że serce kurczy się i rozkurcza w sposób asynchroniczny a zaburzenia w cyklu jego pracy stają się tak poważne, że nasza „pompa” nie jest w stanie prawidłowo wykonywać swojej pracy i właściwie dystrybuować krwi. Dochodzi do ustania pracy serca. To stan bezpośredniego zagrożenia życia, wymagający niezwłocznej interwencji – tłumaczy dr Szymon Budrejko.

Jak wyjaśnia specjalista, do nagłego zatrzymania krążenia może dochodzić między innymi w wyniku „odcięcia zasilania” przez krew w czasie zawału serca. Pogorszenie lub zatrzymanie dopływu krwi do mięśnia serca prowadzi do braku energii do pracy „pompy” i do zaburzenia mechanicznej czynności serca, ale może też wpływać na elektryczny „układ sterowania” pracą serca i prowadzić do groźnych dla życia zaburzeń rytmu serca. Zawał serca może (choć nie musi) doprowadzić do arytmii, w wyniku której dochodzi do nagłego zatrzymania krążenia. Jednocześnie nagłe zatrzymanie krążenia na skutek arytmii może występować nie tylko w zawale serca. Zawał mięśnia sercowego jest jedną z możliwych przyczyn migotania komór serca lub częstoskurczu komorowego – dwóch groźnych dla życia arytmii komorowych mogących prowadzić do ustania czynności serca. Wskazane arytmie mogą również wystąpić u pacjentów, u których serce jest uszkodzone na skutek przewlekłego niedokrwienia (czyli długo trwającej choroby wieńcowej serca), nawet, jeśli nie przebyli nigdy zawału serca lub przebyli go dawno.

Bywa, że do NZK dochodzi na skutek innych nieprawidłowości lub chorób. Należą do nich na przykład genetyczne choroby serca, które w związku z zaburzeniami jonowymi dezorganizują pracę elektryczną serca i przyczyniają się do wystąpienia arytmii. Zdarza się, że oznaki tego rodzaju choroby są diagnozowane w kontrolnym badaniu EKG, ale nie zawsze tak się dzieje. Pomocny bywa wywiad dotyczący różnych schorzeń kardiologicznych występujących w najbliższej rodzinie pacjenta. Jeśli ktoś z najbliższych był reanimowany, miał wszczepiony kardiowerter-defibrylator (ICD), stanowi to ważną wskazówkę diagnostyczną.

Do nagłego zatrzymania krążenia może dochodzić także w wyniku niewydolności serca na tle kardiomiopatii rozstrzeniowej. W tym przypadku serce na skutek choroby jest poważnie uszkodzone a jego praca upośledzona. Bywa jednak i tak, że do NZK dochodzi w organicznie zdrowym sercu – u osób młodych, w tym u sportowców. Każdy przypadek wymaga szczegółowej diagnostyki nakierowanej na wyeliminowanie przyczyny występowania NZK i zapobieganie ewentualnym przyszłym incydentom.

Nagłe zatrzymanie krążenia – jak pomóc?
Najważniejszym objawem zatrzymania krążenia jest utrata przytomności. Przy zatrzymaniu krążenia , w odróżnieniu od krótkotrwałego omdlenia, pacjent nie odzyskuje po chwili przytomności w sposób samoczynny. Pacjent ma niewyczuwalne tętno i nie oddycha prawidłowo.

W NZK jedynym sposobem pomocy poszkodowanemu jest niezwłoczne wezwanie pomocy i podjęcie akcji reanimacyjnej. Doświadczenie i badania naukowe pokazują, że im szybsze podjęcie takiej akcji (której głównym elementem jest tak zwany zewnętrzny masaż serca, czyli rytmiczne uciskanie mostka i klatki piersiowej), tym większe szanse przeżycia mają osoby poszkodowane (dlatego ważne jest szkolenie jak największej liczby osób w tym zakresie przy każdej możliwej okazji). Dodatkowo, konieczna może być defibrylacja, czyli dostarczenie impulsu elektrycznego, który przywróci pacjentowi prawidłowy rytm serca. Warto pamiętać, że defibrylację mogą przeprowadzić fachowe służby ratunkowe, ale także AED (ang. Automated External Defibrillator) – automatyczny defibrylator zewnętrzny. To urządzenie, dostępne w coraz większej liczbie punktów publicznych i niepublicznych, po podłączeniu do poszkodowanego samodzielnie przeanalizuje jego rytm serca, poinstruuje osoby udzielające pomoc i w razie potrzeby przeprowadzi defibrylację, zabezpieczając tym samym poszkodowanego do czasu przyjazdu karetki pogotowia ratunkowego.

– Z AED jest tak, że po pierwsze warto o tym urządzeniu wiedzieć. Wtedy naturalnym odruchem będzie jego poszukiwanie w razie wystąpienia zdarzenia z udziałem poszkodowanego wskutek nagłego zatrzymania krążenia. Po drugie, warto zachować spokój, sięgnąć po układ i zapoznać się z instrukcją. Urządzenie poprowadzi nas krok po kroku; w trakcie udzielania pomocy z wykorzystaniem AED dowiadujemy się, co robić dalej. Warto wiedzieć, że defibrylacja zostanie przeprowadzona przez układ jedynie wtedy, kiedy urządzenie na podstawie wykonanej przez siebie analizy uzna ją za niezbędną. W innym przypadku poinformuje, co robić dalej. Tak czy inaczej, użycie AED poszkodowanemu wskutek NZK na pewno nie zaszkodzi – o tym bezwzględnie pamiętajmy i nie bójmy się wykorzystania tego układu. NZK to stan bezpośredniego zagrożenia życia. Niezwłoczna defibrylacja i przywrócenie akcji serca to często jedyna szansa na przeżycie i uniknięcie niepełnosprawności, kalectwa! – apeluje dr Szymon Budrejko.

źródło: SRS PTK

Niewydolność serca diagnozowana jest w Polsce w bardziej zaawansowanych stadiach niż w innych rozwiniętych krajach Europy. Polska ma także najwyższy wśród krajów OECD wskaźnik hospitalizacji związanych z tym schorzeniem. W naszym kraju udoskonalenia wymaga profilaktyka pierwotna i wtórna oraz etap następujący po terapii stanów ostrych, czyli leczenie przewlekłe. Nie ma wątpliwości, że warto i można stan opieki kardiologicznej w Polsce efektywnie zmieniać. To możliwe często przy już dostępnych zasobach i wiedzy – mówi dr n. med. Szymon Budrejko z Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Serca Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, członek Zarządu Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Komentarz eksperta

Na początku warto przypomnieć, że niewydolność serca to nie tyle jedna choroba, co kliniczny zespół różnych objawów, który polega na tym, że u pacjenta występują różne mechanizmy sprawiające, że serce staje się niewydolne. Oznacza to, że organ nie jest w stanie prawidłowo pełnić swojej funkcji: nie jest w stanie dostarczyć wystarczającej ilości krwi i tlenu do wszystkich narządów organizmu. Taki stan może wynikać z różnych chorób lub zaburzeń czynności serca.

Do niewydolności serca może prowadzić upośledzenie funkcji skurczowej serca, czyli zdolności do pompowania krwi przez serce i upośledzenie funkcji rozkurczowej, czyli upośledzenie elastyczności serca prowadzące do zaburzenia jego funkcjonowania. Główną przyczyną niewydolności serca jeśli chodzi o inne schorzenia kardiologiczne jest choroba wieńcowa i przebyty zawał serca, ale także wady zastawkowe, kardiomiopatie genetyczne czy pozapalne. Do rozwoju niewydolności serca mogą prowadzić także schorzenia ogólnoustrojowe. W tym zakresie czynnikami ryzyka są między innymi: nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, miażdżyca. Rzadziej do rozwoju niewydolności serca prowadzą sytuacje szczególne, takie jak uszkodzenia toksyczne, na przykład polekowe, które mogą wystąpić u pacjentów onkologicznych leczonych chemioterapią toksyczną dla serca.

Do najczęstszych objawów niewydolności serca należą: duszność, męczliwość i obrzęki obwodowe. Do mniej specyficznych symptomów należą ogólne osłabienie i kaszel. Te ostatnie objawy bywają dla chorych mylące. Pacjenci rzadko wiążą je ze stanem serca, podejrzewając u siebie raczej schorzenia płuc czy, szerzej, górnych dróg oddechowych. W czasie pandemii COVID-19 objawy zakażenia koronawirusem ale także powikłań infekcji mogą dodatkowo komplikować rozpoznanie, a dodatkowo istotnie wpływać na pogorszenie stanu serca.

Chociaż mówi się wiele o rosnącej skali zachorowań na niewydolność serca, rzadko zdajemy sobie sprawę, że to schorzenie jest główną pojedynczą przyczyną zgonów w Polsce[1]. Chociaż to choroby onkologiczne kojarzą się powszechnie z najczęstszymi przyczynami zgonów, to w pierwszej czwórce tego zestawienia znajdują się w naszym kraju właśnie choroby układu krążenia: niewydolność serca, miażdżyca i choroba wieńcowa oraz zawał serca. Dopiero na kolejnym miejscu znajduje się rak płuca.

Niewydolność serca to bez wątpienia poważny problem zdrowotny, ale także społeczny. Z powodu tego klinicznego zespołu objawów w Polsce umiera rocznie 140 tys. osób[2]. W jednej trzeciej przypadków niewydolność serca jest bezpośrednią przyczyną zgonu, w pozostałych przypadkach – istotnym zespołem towarzyszącym innym chorobom.

Liczba pacjentów z niewydolnością serca stale wzrasta. Szacuje się, że obecnie w Polsce schorzenie to dotyczy 1,2 miliona osób – nieco ponad co trzydziestego mieszkańca naszego kraju. Niewydolność serca to schorzenie przewlekłe, które wymaga stałego leczenia, w tym także hospitalizacji. Istotne, że to właśnie hospitalizacje stanowią główny koszt leczenia niewydolności serca w Polsce.

Niewydolność serca jest schorzeniem nieuleczalnym. Szacuje się, że w ciągu pięciu lat od rozpoznania umiera 40 proc. pacjentów. Na szczęście z dekady na dekadę obserwuje się poprawę i wydłużenie czasu przeżycia chorych. Znaczącym wsparciem w tym zakresie jest rozwój różnych technologii terapeutycznych.

Ciekawym paradoksem jest fakt, że postęp w dziedzinie kardiologii z jednej stronie pomaga skuteczniej ratować i przedłużać życie chorych w fazie ostrej, na przykład u pacjentów z zawałem serca, ale z drugiej strony przebyty zawał prowadzi do przewlekłej fazy upośledzenia czynności serca i w dłuższej perspektywie przyczynia się do rozwoju niewydolności serca.

Niewydolność serca diagnozowana jest w naszym kraju stosunkowo późno, w bardziej zaawansowanych stadiach niż w innych rozwiniętych krajach Europy[3]. Niestety, Polska ma także najwyższy wśród krajów OECD wskaźnik hospitalizacji związanych z niewydolnością serca: 500 hospitalizacji na 100 tys. mieszkańców, gdy tymczasem średnia europejska wynosi 200-250 hospitalizacji na 100 tys. mieszkańców.[4] W Polsce wysoki jest także wskaźnik śmiertelności z powodu niewydolności serca[5]. Nie ma wątpliwości, że warto i można ten stan zmieniać.

Od wielu lat eksperci Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego podkreślają, że kluczowym aspektem na drodze do poprawy sytuacji w obszarze niewydolności serca w Polsce jest uporządkowanie i zmodyfikowanie systemu opieki kardiologicznej. O ile w stanach nagłych, związanych z bezpośrednim zagrożeniem życia, opieka jest zorganizowana i funkcjonuje bez zastrzeżeń, to wyzwania rozpoczynają się wcześniej i później: na etapie profilaktyki pierwotnej oraz wtórnej i leczenia przewlekłego.

W zakresie profilaktyki warto prowadzić różne akcje świadomościowe nakierowane na skuteczną prewencję pierwotną i wtórną schorzeń sercowo-naczyniowych. Chodzi o to, by jak najmniej osób było narażonych na modyfikowalne czynniki ryzyka chorób kardiologicznych, w tym niewydolności serca, a z drugiej strony, aby osoby, które stają się już pacjentami kardiologicznymi, znały wpływ zdrowego stylu życia i przestrzegania zaleceń terapeutycznych na stan swojego serca, ale i całego organizmu.

Nie ma wątpliwości, że warto poprawiać suboptymalny dziś dostęp do opieki ambulatoryjnej, w tym do lekarza rodzinnego i kardiologa oraz różnych form badań, terapii i form opieki zgodnych z aktualną wiedzą medyczną, to jest zawartych w aktualnych wytycznych naukowych.

Ważnym aspektem jest stałe monitorowanie stanu pacjenta, w tym samomonitorowanie swojego stanu zdrowia przez chorego. Najistotniejszymi aspektami są: stałe monitorowanie regularnego przyjmowania zaleconej terapii, kontrola parametrów takich jak puls i ciśnienie tętnicze krwi, obserwacja pod kątem wystąpienia obrzęków mogących świadczyć o przewodnieniu organizmu i zaostrzeniu niewydolności serca. Istotne są regularne badania laboratoryjne a w przypadku pacjentów z urządzeniami wszczepialnymi implantowanymi w ramach terapii arytmii optymalny dostęp do telemonitoringu układów wszczepialnych. Nie są to kwestie nowe, ale z pewnością wymagające usystematyzowania, które przełożyłoby się na poprawę ich dostępności i stosowania.

Celem postulowanych przez Polskie Towarzystwo Kardiologiczne zmian jest umożliwienie wczesnej diagnostyki, wypracowanie systemu efektywnej opieki i kontroli stanu pacjenta, która w razie potrzeby będzie umożliwiała wczesną reakcję na ewentualne nieprawidłowości. Wiadomo, że w przypadku wczesnych objawów zaostrzenia niewydolności serca modyfikacja zaleconej farmakoterapii wraz z ewentualnymi dodatkowymi zaleceniami dotyczącymi stylu życia może skutecznie uchronić pacjentów przed hospitalizacją.

Środowisko kardiologiczne zaproponowało kilka lat temu założenia programu pt. „Kompleksowa Opieka nad Osobami z Niewydolnością Serca” – KONS. Program jest potrzebny w pełnym zakresie i w skali ogólnopolskiej – dziś różnice w poziomie dostępności opieki pomiędzy dużymi miastami a mniejszymi miejscowościami bywają znaczące. Dodatkowym argumentem przemawiającym za wdrożeniem programu KONS jest fakt, że sytuację chorych kardiologicznie dodatkowo pogorszyła pandemia COVID-19. Dostęp do konsultacji medycznych i właściwej opieki stał się jeszcze bardziej ograniczony.

Zmiany o charakterze administracyjno-organizacyjnym można często prowadzić przy dostępnych już zasobach i wiedzy. Warto wdrażać takie działania. Wiadomo, że poprawią efektywność opieki kardiologicznej, jakość życia i rokowanie pacjentów.
 

[1] Główny Urząd Statystyczny

[3] Sierpiński et al. 10 year trends in hospitalization rates due to heart failure and related in-hospital mortality in Poland (2010-2019), ESC Heart Fail. 2020 Oct 22;7(6):3365-3373. doi: 10.1002/ehf2.13060., np. Sosnowska-Pasiarska et al. Kardiol Pol. 2013;71(3):234-40. doi: 10.5603/KP.2013.0034.

Population of Polish patients participating in the Heart Failure Pilot Survey (ESC-HF Pilot)

Polskie Towarzystwo Kardiologiczne (2016): Niewydolność serca w Polsce – raport 2016, materiały informacyjne Sekcji Niewydolności Serca PTK, http://www.niewydolnosc- serca.pl/barometr.

Straburzyńska-Migaj E., Nessler J., Gackowski A., Rozentryt P. (2016): Niewydolność serca w Polsce – raport 2016. Materiały informacyjne Sekcji Niewydolności Serca PTK.

Niewydolność serca w Polsce. Realia, koszty, sugestie poprawy sytuacji. Porozumienie organizacji kardiologicznych Razem dla Serca. 2020.

[5] Nessler J., Kozierkiewicz A., Gackowski A. et al. (2019): Projekt pilotażowy Kompleksowej Opieki nad Osobami z Niewydolnością Serca – punkt wyjścia i spodziewane rezultaty. Kariologia Polska 2019, artykuł specjalny.

Straburzyńska-Migaj E., Nessler J., Gackowski A., Rozentryt P. (2016): Niewydolność serca w Polsce – raport 2016. Materiały informacyjne Sekcji Niewydolności Serca PTK.

źrodło: SRS PTK

Niewydolność serca diagnozowana jest w Polsce w bardziej zaawansowanych stadiach niż w innych rozwiniętych krajach Europy. Polska ma także najwyższy wśród krajów OECD wskaźnik hospitalizacji związanych z tym schorzeniem. W naszym kraju udoskonalenia wymaga profilaktyka pierwotna i wtórna oraz etap następujący po terapii stanów ostrych, czyli leczenie przewlekłe. Nie ma wątpliwości, że warto i można stan opieki kardiologicznej w Polsce efektywnie zmieniać. To możliwe często przy już dostępnych zasobach i wiedzy – mówi dr n. med. Szymon Budrejko z Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Serca Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, członek Zarządu Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Komentarz eksperta

Na początku warto przypomnieć, że niewydolność serca to nie tyle jedna choroba, co kliniczny zespół różnych objawów, który polega na tym, że u pacjenta występują różne mechanizmy sprawiające, że serce staje się niewydolne. Oznacza to, że organ nie jest w stanie prawidłowo pełnić swojej funkcji: nie jest w stanie dostarczyć wystarczającej ilości krwi i tlenu do wszystkich narządów organizmu. Taki stan może wynikać z różnych chorób lub zaburzeń czynności serca.

Do niewydolności serca może prowadzić upośledzenie funkcji skurczowej serca, czyli zdolności do pompowania krwi przez serce i upośledzenie funkcji rozkurczowej, czyli upośledzenie elastyczności serca prowadzące do zaburzenia jego funkcjonowania. Główną przyczyną niewydolności serca jeśli chodzi o inne schorzenia kardiologiczne jest choroba wieńcowa i przebyty zawał serca, ale także wady zastawkowe, kardiomiopatie genetyczne czy pozapalne. Do rozwoju niewydolności serca mogą prowadzić także schorzenia ogólnoustrojowe. W tym zakresie czynnikami ryzyka są między innymi: nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, miażdżyca. Rzadziej do rozwoju niewydolności serca prowadzą sytuacje szczególne, takie jak uszkodzenia toksyczne, na przykład polekowe, które mogą wystąpić u pacjentów onkologicznych leczonych chemioterapią toksyczną dla serca.

Do najczęstszych objawów niewydolności serca należą: duszność, męczliwość i obrzęki obwodowe. Do mniej specyficznych symptomów należą ogólne osłabienie i kaszel. Te ostatnie objawy bywają dla chorych mylące. Pacjenci rzadko wiążą je ze stanem serca, podejrzewając u siebie raczej schorzenia płuc czy, szerzej, górnych dróg oddechowych. W czasie pandemii COVID-19 objawy zakażenia koronawirusem ale także powikłań infekcji mogą dodatkowo komplikować rozpoznanie, a dodatkowo istotnie wpływać na pogorszenie stanu serca.

Chociaż mówi się wiele o rosnącej skali zachorowań na niewydolność serca, rzadko zdajemy sobie sprawę, że to schorzenie jest główną pojedynczą przyczyną zgonów w Polsce[1]. Chociaż to choroby onkologiczne kojarzą się powszechnie z najczęstszymi przyczynami zgonów, to w pierwszej czwórce tego zestawienia znajdują się w naszym kraju właśnie choroby układu krążenia: niewydolność serca, miażdżyca i choroba wieńcowa oraz zawał serca. Dopiero na kolejnym miejscu znajduje się rak płuca.

Niewydolność serca to bez wątpienia poważny problem zdrowotny, ale także społeczny. Z powodu tego klinicznego zespołu objawów w Polsce umiera rocznie 140 tys. osób[2]. W jednej trzeciej przypadków niewydolność serca jest bezpośrednią przyczyną zgonu, w pozostałych przypadkach – istotnym zespołem towarzyszącym innym chorobom.

Liczba pacjentów z niewydolnością serca stale wzrasta. Szacuje się, że obecnie w Polsce schorzenie to dotyczy 1,2 miliona osób – nieco ponad co trzydziestego mieszkańca naszego kraju. Niewydolność serca to schorzenie przewlekłe, które wymaga stałego leczenia, w tym także hospitalizacji. Istotne, że to właśnie hospitalizacje stanowią główny koszt leczenia niewydolności serca w Polsce.

Niewydolność serca jest schorzeniem nieuleczalnym. Szacuje się, że w ciągu pięciu lat od rozpoznania umiera 40 proc. pacjentów. Na szczęście z dekady na dekadę obserwuje się poprawę i wydłużenie czasu przeżycia chorych. Znaczącym wsparciem w tym zakresie jest rozwój różnych technologii terapeutycznych.

Ciekawym paradoksem jest fakt, że postęp w dziedzinie kardiologii z jednej stronie pomaga skuteczniej ratować i przedłużać życie chorych w fazie ostrej, na przykład u pacjentów z zawałem serca, ale z drugiej strony przebyty zawał prowadzi do przewlekłej fazy upośledzenia czynności serca i w dłuższej perspektywie przyczynia się do rozwoju niewydolności serca.

Niewydolność serca diagnozowana jest w naszym kraju stosunkowo późno, w bardziej zaawansowanych stadiach niż w innych rozwiniętych krajach Europy[3]. Niestety, Polska ma także najwyższy wśród krajów OECD wskaźnik hospitalizacji związanych z niewydolnością serca: 500 hospitalizacji na 100 tys. mieszkańców, gdy tymczasem średnia europejska wynosi 200-250 hospitalizacji na 100 tys. mieszkańców.[4] W Polsce wysoki jest także wskaźnik śmiertelności z powodu niewydolności serca[5]. Nie ma wątpliwości, że warto i można ten stan zmieniać.

Od wielu lat eksperci Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego podkreślają, że kluczowym aspektem na drodze do poprawy sytuacji w obszarze niewydolności serca w Polsce jest uporządkowanie i zmodyfikowanie systemu opieki kardiologicznej. O ile w stanach nagłych, związanych z bezpośrednim zagrożeniem życia, opieka jest zorganizowana i funkcjonuje bez zastrzeżeń, to wyzwania rozpoczynają się wcześniej i później: na etapie profilaktyki pierwotnej oraz wtórnej i leczenia przewlekłego.

W zakresie profilaktyki warto prowadzić różne akcje świadomościowe nakierowane na skuteczną prewencję pierwotną i wtórną schorzeń sercowo-naczyniowych. Chodzi o to, by jak najmniej osób było narażonych na modyfikowalne czynniki ryzyka chorób kardiologicznych, w tym niewydolności serca, a z drugiej strony, aby osoby, które stają się już pacjentami kardiologicznymi, znały wpływ zdrowego stylu życia i przestrzegania zaleceń terapeutycznych na stan swojego serca, ale i całego organizmu.

Nie ma wątpliwości, że warto poprawiać suboptymalny dziś dostęp do opieki ambulatoryjnej, w tym do lekarza rodzinnego i kardiologa oraz różnych form badań, terapii i form opieki zgodnych z aktualną wiedzą medyczną, to jest zawartych w aktualnych wytycznych naukowych.

Ważnym aspektem jest stałe monitorowanie stanu pacjenta, w tym samomonitorowanie swojego stanu zdrowia przez chorego. Najistotniejszymi aspektami są: stałe monitorowanie regularnego przyjmowania zaleconej terapii, kontrola parametrów takich jak puls i ciśnienie tętnicze krwi, obserwacja pod kątem wystąpienia obrzęków mogących świadczyć o przewodnieniu organizmu i zaostrzeniu niewydolności serca. Istotne są regularne badania laboratoryjne a w przypadku pacjentów z urządzeniami wszczepialnymi implantowanymi w ramach terapii arytmii optymalny dostęp do telemonitoringu układów wszczepialnych. Nie są to kwestie nowe, ale z pewnością wymagające usystematyzowania, które przełożyłoby się na poprawę ich dostępności i stosowania.

Celem postulowanych przez Polskie Towarzystwo Kardiologiczne zmian jest umożliwienie wczesnej diagnostyki, wypracowanie systemu efektywnej opieki i kontroli stanu pacjenta, która w razie potrzeby będzie umożliwiała wczesną reakcję na ewentualne nieprawidłowości. Wiadomo, że w przypadku wczesnych objawów zaostrzenia niewydolności serca modyfikacja zaleconej farmakoterapii wraz z ewentualnymi dodatkowymi zaleceniami dotyczącymi stylu życia może skutecznie uchronić pacjentów przed hospitalizacją.

Środowisko kardiologiczne zaproponowało kilka lat temu założenia programu pt. „Kompleksowa Opieka nad Osobami z Niewydolnością Serca” – KONS. Program jest potrzebny w pełnym zakresie i w skali ogólnopolskiej – dziś różnice w poziomie dostępności opieki pomiędzy dużymi miastami a mniejszymi miejscowościami bywają znaczące. Dodatkowym argumentem przemawiającym za wdrożeniem programu KONS jest fakt, że sytuację chorych kardiologicznie dodatkowo pogorszyła pandemia COVID-19. Dostęp do konsultacji medycznych i właściwej opieki stał się jeszcze bardziej ograniczony.

Zmiany o charakterze administracyjno-organizacyjnym można często prowadzić przy dostępnych już zasobach i wiedzy. Warto wdrażać takie działania. Wiadomo, że poprawią efektywność opieki kardiologicznej, jakość życia i rokowanie pacjentów.
 

[1] Główny Urząd Statystyczny

[3] Sierpiński et al. 10 year trends in hospitalization rates due to heart failure and related in-hospital mortality in Poland (2010-2019), ESC Heart Fail. 2020 Oct 22;7(6):3365-3373. doi: 10.1002/ehf2.13060., np. Sosnowska-Pasiarska et al. Kardiol Pol. 2013;71(3):234-40. doi: 10.5603/KP.2013.0034.

Population of Polish patients participating in the Heart Failure Pilot Survey (ESC-HF Pilot)

Polskie Towarzystwo Kardiologiczne (2016): Niewydolność serca w Polsce – raport 2016, materiały informacyjne Sekcji Niewydolności Serca PTK, http://www.niewydolnosc- serca.pl/barometr.

Straburzyńska-Migaj E., Nessler J., Gackowski A., Rozentryt P. (2016): Niewydolność serca w Polsce – raport 2016. Materiały informacyjne Sekcji Niewydolności Serca PTK.

Niewydolność serca w Polsce. Realia, koszty, sugestie poprawy sytuacji. Porozumienie organizacji kardiologicznych Razem dla Serca. 2020.

[5] Nessler J., Kozierkiewicz A., Gackowski A. et al. (2019): Projekt pilotażowy Kompleksowej Opieki nad Osobami z Niewydolnością Serca – punkt wyjścia i spodziewane rezultaty. Kariologia Polska 2019, artykuł specjalny.

Straburzyńska-Migaj E., Nessler J., Gackowski A., Rozentryt P. (2016): Niewydolność serca w Polsce – raport 2016. Materiały informacyjne Sekcji Niewydolności Serca PTK.

źrodło: SRS PTK