Medicalpress
Ból brzucha przed ważnym egzaminem, nudności w czasie silnego stresu czy nagłe problemy jelitowe po trudnych doświadczeniach życiowych – wielu ludzi traktuje takie objawy jako chwilową reakcję organizmu. Tymczasem coraz więcej dowodów potwierdza, że relacja między mózgiem a jelitami jest znacznie głębsza. Najnowsza publikacja współtworzona przez prof. Agatę Mulak z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wskazuje, że na zdrowie przewodu pokarmowego wpływają nie tylko geny, dieta czy bakterie jelitowe, ale również kultura, relacje społeczne, status ekonomiczny i sposób funkcjonowania w społeczeństwie.
Artykuł opublikowany w czasopiśmie American Gastroenterological Association Gastroenterology stanowi część aktualizacji Kryteriów Rzymskich V, najważniejszego międzynarodowego systemu klasyfikacji i diagnostyki zaburzeń interakcji jelitowo–mózgowych (Disorders of Gut–Brain Interaction, DGBI). To schorzenia, które jeszcze do niedawna określano jako czynnościowe zaburzenia przewodu pokarmowego, w tym m.in. zespół jelita nadwrażliwego.

Zaburzenia interakcji jelitowo–mózgowych

Zaburzenia interakcji jelitowo–mózgowych należą dziś do najczęstszych problemów gastroenterologicznych. Szacuje się, że mogą dotyczyć nawet 42% populacji ogólnej. Jednocześnie pozostają ogromnym wyzwaniem diagnostycznym i terapeutycznym.

Pacjenci często przez lata słyszą, że „wyniki są prawidłowe”, mimo że objawy, takie jak bóle brzucha, wzdęcie, biegunka, zaparcie czy nudności, utrudniają codzienne funkcjonowanie

– Zmiana spojrzenia na patogenezę i przebieg zaburzeń interakcji jelitowo–mózgowych jest efektem holistycznego podejścia do zdrowia i choroby, zgodnego z modelem biopsychospołecznym, uwzględniającym interakcje czynników biologicznych, psychologicznych oraz społeczno-kulturowych – wyjaśnia prof. Agata Mulak z Katedry i Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych UMW.

Nowe Kryteria Rzymskie podkreślają, że objawy nie są „wyłącznie psychiczne” ani „tylko jelitowe”. To efekt złożonych interakcji między układem nerwowym, odpornościowym, hormonalnym i mikrobiotą jelitową.

Oś jelito–mózg

W ostatnich latach naukowcy coraz częściej mówią o osi jelitowo–mózgowej, systemie dwukierunkowej komunikacji pomiędzy przewodem pokarmowym a mózgiem. Jelita nie są już postrzegane wyłącznie jako narząd trawienia, ale jako aktywny element regulujący funkcjonowanie całego organizmu.

W komunikacji tej uczestniczą nerwy, hormony, komórki odpornościowe oraz mikrobiota jelitowa, czyli miliardy mikroorganizmów zamieszkujących przewód pokarmowy. To właśnie dlatego przewlekły stres może wpływać nie tylko na samopoczucie psychiczne, ale również na pracę jelit.

– Przewlekły stres zaburza komunikację między mózgiem a przewodem pokarmowym, wpływając na motorykę jelit, nadwrażliwość trzewną, przepuszczalność bariery jelitowej oraz skład mikrobioty – tłumaczy prof. Mulak.

Badania pokazują, że długotrwałe napięcie psychiczne może zwiększać nadwrażliwość jelit, zmieniać skład bakterii jelitowych i nasilać procesy zapalne. To z kolei przekłada się na większe nasilenie objawów i pogorszenie jakości życia pacjentów.

Samotność, presja i czynniki społeczno-kulturowe także wpływają na jelita

Jednym z najważniejszych elementów nowej publikacji jest zwrócenie uwagi na rolę czynników społeczno-kulturowych. To obszar, który jeszcze kilka lat temu był w gastroenterologii traktowany marginalnie.

Tymczasem naukowcy coraz lepiej rozumieją, że zdrowie jelit może zależeć także od warunków życia, poziomu bezpieczeństwa ekonomicznego, jakości relacji społecznych czy norm kulturowych dotyczących wyrażania emocji i choroby. – Czynniki społeczno-kulturowe wywierają istotny wpływ na poziom stresu, styl życia oraz to, jak postrzegamy objawy i jak na nie reagujemy – podkreśla badaczka.

Znaczenie mogą mieć m.in. przeciążenie pracą, przewlekła niepewność finansowa, brak wsparcia społecznego czy doświadczenie wykluczenia. W niektórych kulturach otwarte mówienie o problemach jelitowych jest społecznie tabuizowane, co może opóźniać zgłaszanie się po pomoc medyczną.

– Normy kulturowe kształtują interpretację i ekspresję dolegliwości oraz korzystanie z pomocy medycznej, co bezpośrednio wpływa na przebieg tych schorzeń i skuteczność leczenia – dodaje prof. Mulak.

Coraz więcej dowodów sugeruje, że zaburzenia osi jelitowo–mózgowej mogą mieć znaczenie także poza gastroenterologią. Naukowcy analizują ich związki z chorobami metabolicznymi, autoimmunologicznymi, a nawet neurologicznymi i psychiatrycznymi.

Mikrobiota jelitowa może wpływać na funkcjonowanie układu odpornościowego, metabolizm oraz aktywność mózgu. Dlatego zaburzenia jej równowagi są dziś badane m.in. w kontekście depresji, chorób neurodegeneracyjnych czy otyłości.

Medycyna przyszłości będzie bardziej holistyczna

Nowe podejście zmienia również sposób leczenia pacjentów. Coraz większe znaczenie ma budowanie relacji lekarza z pacjentem i indywidualne dopasowanie terapii do potrzeb konkretnej osoby.

 
– Dobra komunikacja lekarza z pacjentem, oparta na aktywnym słuchaniu, empatii i zaufaniu, stanowi podstawę skutecznego leczenia – zaznacza prof. Agata Mulak.
Eksperci podkreślają, że skuteczna terapia nie powinna ograniczać się wyłącznie do leków. Coraz częściej obejmuje także modyfikację diety, poprawę jakości snu, aktywność fizyczną, techniki redukcji stresu oraz wsparcie psychologiczne.

– Holistyczne podejście nie tylko zmniejsza nasilenie objawów, lecz także poprawia jakość życia chorych. W przyszłości można spodziewać się coraz bardziej spersonalizowanych terapii uwzględniających zarówno biologiczne, jak i psychospołeczne aspekty zdrowia – podsumowuje badaczka.

Materiał powstał na podstawie artykułu: Sociocultural Aspects of the Pathophysiology, Clinical Presentation, and Management of Disorders of Gut–Brain Interaction, Reuben K. Wong, Xiucai Fang, Uday C. Ghoshal, Purna C. Kashyap, Agata Mulak, Yeong Yeh Lee, Ami D. Sperber, Gerald Holtmann, Gastroenterology 2026

Źródło: inf pras

Stres to naturalna reakcja, której doświadcza każdy niezależnie od wieku, nawet dzieci. W ich przypadku źródłem stresu najczęściej są zmiany w rutynie, presja szkolna, konflikty rodzinne oraz relacje rówieśnicze. I choć nie da się całkowicie wyeliminować stresujących sytuacji, to opiekunowie powinni zadbać o to, by dzieci miały możliwość odstresowania się poprzez zabawę i ruch na świeżym powietrzu, rozwijanie pasji i przerwy w korzystaniu z urządzeń elektronicznych. W przeciwnym razie długotrwały stres może doprowadzić do poważnych zaburzeń w funkcjonowaniu organizmu.
Specjaliści tłumaczą, że stres u dzieci mogą wywoływać na przykład duże zmiany w ich życiu i otoczeniu: nowa szkoła czy przedszkole, narodziny rodzeństwa, przeprowadzka, a nawet powrót rodzica do pracy. Dzieci stresują także: częste kłótnie bądź przemoc w rodzinie, wysokie wymagania stawiane im przez rodziców i nauczycieli, natłok zadań domowych, trudności w nauce, wystąpienia na forum klasy, strach przed porażką, wyśmiewanie przez rówieśników i nadmiar bodźców. Głośne zabawki i wielogodzinne korzystanie z tabletów czy smartfonów pobudzają najmłodszych i nie dają im możliwości, by się zregenerowały. Poza tym dzieci chłoną emocje swoich opiekunów i stres może też wynikać z ich niepokoju.

– W dzisiejszych czasach mamy epidemię stresu wśród dzieci, które bardzo łatwo reagują na niekorzystne dla nich zmiany otoczenia. Poza tym są uzależnione od mediów społecznościowych, wpuszczone w niesamowity tryb konkurencji i trochę też pozbawione dzieciństwa, dlatego że w tej machinie bycia lepszym, zdolniejszym i fantastycznym czasami zapominamy o tym, że dla dzieci ważne są uwaga, zabawa i czas spędzany na świeżym powietrzu z innymi dziećmi, niekoniecznie edukacyjny. Dzisiaj ciągle staramy się nasze dzieci ulepszać, edukować, żeby miały lepszą przyszłość, ale w tym wszystkim zróbmy im pewną przestrzeń i pozwólmy być dziećmi. Dajmy im kawałki takiego dzieciństwa, jakie my mieliśmy – mówi agencji Newseria dr Magdalena Cubała-Kucharska.

Dzieci nie potrafią w pełni wyrazić swoich uczuć, dlatego stres często manifestuje się u nich somatycznie, na przykład bólami brzucha czy głowy, wybuchami gniewu, problemami ze snem oraz brakiem apetytu. Lekarze alarmują, że taki stan emocjonalny ma negatywny wpływ zarówno na zdrowie psychiczne, jak i na kondycję całego organizmu.

– Dzieci, które podlegają silnemu stresowi, chorują częściej i łatwiej. Stres może wpływać na przewlekłe stany zapalne w jelitach oraz na spadki odporności, więc ma też swój wymiar biologiczny. Słabsza odporność u dzieci bardzo często spowodowana jest podwyższonym stresem, tym bardziej że przewlekle podniesiony hormon stresu, kortyzol, w długim czasie osłabia odporność. Tam działają też różne mechanizmy, na przykład wytrącanie się cynku, który jest minerałem, który przywraca nam odporność. Poza tym coraz częściej spotykamy się z wypaleniem u dzieci i młodzieży właśnie pod wpływem stresu – mówi dr Magdalena Cubała-Kucharska.

Dlatego też dorośli nie powinni ignorować oznak stresu u dzieci i wychodzić z założenia, że z czasem to minie. Zdaniem specjalistów trzeba reagować na bieżąco, rozmawiać z najmłodszymi o ich emocjach i wspierać ich w odzyskiwaniu równowagi emocjonalnej.

– Dzisiaj ogromną rolą dorosłych jest to, by przywrócić dzieciom dzieciństwo i radość życia, a przez to przywrócić im zdrowie. Trzeba pozwolić im na to, żeby robiły rzeczy, które lubią robić najbardziej, trochę poleniuchować i pozwolić im na to, co my robiliśmy dawniej, czyli na grę w klasy, zabawę z innymi dziećmi, kopanie piłki czy cokolwiek, co może im sprawić przyjemność. Te momenty luzu, które dajemy naszym dzieciom, są dla nich bardzo ważne – dodaje ekspertka.

Liczne badania pokazują, że stres wśród dzieci i młodzieży jest poważnym problemem społecznym i potwierdzają alarmujący wzrost jego poziomu w ostatnich latach. W raporcie „Młode Głowy”, przeprowadzonym w 2023 roku przez Fundację UNAWEZA, który objął ponad 180 tys. uczniów w wieku 10–19 lat, aż 81,9 proc. młodych osób deklaruje, że stres dnia codziennego ich przerasta, a 46 proc. ma skrajnie niską samoocenę. Z kolei raport UNICEF „Prawa dziecka w Polsce 2024” wskazuje, że dla 70 proc. dzieci stres związany ze szkołą jest najpoważniejszym problemem, podczas gdy tylko 9 proc. nauczycieli dostrzega ten problem i szuka rozwiązania.

Źródło: Newseria

Aż 60% Polaków twierdzi, że dobry sen jest najważniejszym czynnikiem wpływającym na zdrowie i długowieczność, jak wynika z globalnego badania przeprowadzonego przez firmę Resmed. Jednak dla wielu osób wysokiej jakości odpoczynek pozostaje nieosiągalny – ponad połowa badanych (52%) dobrze wysypia się cztery dni w tygodniu lub rzadziej. Wyniki badania wskazują na niepokojącą tendencję – wielu Polaków nie ma wystarczającej ilości dobrej jakości snu, co może wpływać na ich ogólny stan zdrowia.
Światowy Dzień Zdrowia, który podkreśla główne wyzwania związane ze zdrowiem publicznym, był również okazją do zaakcentowania tego, że sen coraz częściej uznawany jest za filar dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Tymczasem prawie połowa polskich respondentów uczestniczących w globalnym badaniu Resmed dobrze wysypia się jedynie od 3 do 5 razy w tygodniu. Ponadto 24% badanych twierdzi, że budzą się niewyspani co najmniej po trzech nocach w tygodniu, a kolejne 22% doświadcza tego raz lub dwa razy w tygodniu – to schemat, który może wskazywać na ukryte problemy ze snem, takie jak bezdech senny.

Dobry sen ma kluczowy wpływ na nasze samopoczucie, a gdy go brakuje, pojawiają się problemy z koncentracją i logicznym myśleniem, a organizm staje się bardziej podatny na infekcje i choroby. Polscy respondenci biorący udział w badaniu Resmed są tego w pełni świadomi. Ich zdaniem dobry sen przekłada się na większą energię w ciągu dnia (55%), poczucie spokoju i większą równowagę emocjonalną (42%), lepsze radzenie sobie ze stresem (38%), wyższą koncentrację i produktywność (37%) oraz ogólnie lepsze samopoczucie (34%). Co więcej, aż 78% respondentów ocenia zdrowy sen jako bardzo lub niezwykle ważny dla dobrego samopoczucia, a 80% jest świadomych ryzyka chorób przewlekłych wynikających z jego braku. Pomimo tego wysokiego poziomu świadomości wielu respondentów nadal deklaruje niewystarczający, nieprzynoszący regeneracji sen, a to podkreśla rozbieżność między tym, co ludzie wiedzą, a tym, jak faktycznie śpią.

Błędne koło stresu i złego snu

Wyniki badania Resmed pokazują paradoks współczesności. Z jednej strony 41% respondentów zauważa, że sen pomaga im lepiej radzić sobie ze stresem. Jednocześnie jednak to właśnie czynniki stresogenne najczęściej zakłócają nocny odpoczynek. Wśród nich największe napięcie wywołują kwestie zdrowotne i obowiązki rodzinne, praca oraz finanse – każdy z tych czynników wskazało około 30% respondentów. W rezultacie powstaje błędne koło – im więcej stresu odczuwamy, tym gorzej śpimy, a im gorzej śpimy, tym trudniej jest nam radzić sobie z codziennymi wyzwaniami.

Sen może również wpływać na nasze relacje – prawie co piąty polski respondent (16%) twierdzi, że każdej nocy śpi w oddzielnym łóżku niż partner. Jako główny powód zakłócający sen (46%) wskazywane są chrapanie i głośny oddech. Pokazuje to, że jest to powszechny, ale często pomijany problem, który może być powiązany z takimi schorzeniami jak bezdech senny.

Domowe sposoby zamiast realnych rozwiązań  

Świadomość wpływu snu na zdrowie i samopoczucie psychiczne motywuje Polaków do stosowania rozwiązań mających na celu poprawę jego jakości. Okazuje się jednak, że są to głównie proste metody i zmiany w codziennych nawykach. Największą popularnością cieszą się zasłony zaciemniające – stosuje je co czwarty respondent. Nieco rzadziej respondenci sięgają po leki (19%) i suplementy (18%). Jeśli chodzi o codzienne nawyki, dominują proste i łatwo dostępne praktyki. Prawie co trzeci respondent bierze ciepłą kąpiel przed snem. Taki sam odsetek ogląda telewizję (32%) lub czyta (30%). Rzadziej stosowane są bardziej świadome działania, takie jak ograniczenie korzystania z technologii przed snem (15%) czy medytacja (9%).

Domowe sposoby na poprawę snu mogą być skuteczne, ale głównie w sytuacjach, gdy problemy ze snem są tymczasowe i wynikają np. z krótkotrwałego stresu lub zmian w codziennej rutynie. Jeśli jednak trudności z zasypianiem lub utrzymaniem snu występują kilka razy w tygodniu i utrzymują się przez dłuższy czas, nie należy ich ignorować. 

Więcej informacji, w tym prosty internetowy test oceny snu, można znaleźć na stronie www.resmed.pl

Metodologia badania

Firma Resmed zleciła przeprowadzenie niezależnego badania wśród 30,000 osób w Stanach Zjednoczonych (5,000), Chinach (5,000), Indiach (5,000), Wielkiej Brytanii (2,000), Niemczech (2,000), Francji (2,000), Australii (1,500), Japonii (1,500), Korei (1,500), Brazylii (1,500), Polsce (1000), Singapurze (1,000) oraz Meksyku (1,000). Badanie zostało opracowane we współpracy z The Sleep Foundation (Australia) oraz The Sleep Charity (Wielka Brytania), wykorzystując ich specjalistyczną wiedzę w celu zidentyfikowania i doprecyzowania kluczowych obszarów zainteresowania. Próby w każdym kraju były reprezentatywne pod względem podziału populacji według płci i wieku. Badanie zostało przeprowadzone przez firmę Cint w okresie od 11 grudnia 2025 r. do 14 stycznia 2026 r.

Źródło: Komunikat Prasowy

 
 
Rozpoczyna się ogólnopolska akcja „Kolej na miłość. Kolej na serce” – wspólna inicjatywa Ministerstwa Zdrowia oraz PKP Intercity, której celem jest zwiększanie świadomości zdrowotnej pasażerów oraz zachęcanie do wykonywania badań profilaktycznych serca. Kampania promuje wypełnianie ankiety „10 dla serca” w aplikacji Moje IKP. Potrwa do 28 lutego 2026 r.

Codziennie ponad 500 pociągów PKP Intercity przewozi przeszło 250 tysięcy pasażerów – Ministerstwo Zdrowia wykorzystuje okazję do dotarcia do setek tysięcy podróżnych, by wspólnie z PKP Intercity na szeroką skalę promować profilaktykę zdrowotną i świadomą troskę o serce.

– Przed nami dni, które przypominają nam o miłości: do siebie i do drugiego człowieka.  Kampania „Kolej na miłość. Kolej na serce” wykorzystuje ten szczególny okres, by bardziej świadomie zatroszczyć się o zdrowie – swoje i bliskich. Dzięki współpracy z PKP Intercity będziemy mogli każdego dnia docierać z ważnym przekazem do setek tysięcy Polek i Polaków – mówi minister zdrowia Jolanta Sobierańska‑Grenda.

„10 dla serca” – zdrowie w jednym ręku

Choroby serca stanowią w Polsce jeden z najczęstszych problemów zdrowotnych. Wiele schorzeń układu krążenia można wykryć wcześniej, a znaczącej części z nich skutecznie zapobiegać. Wspólna inicjatywa Ministerstw Zdrowia i PKP Intercity „Kolej na miłość. Kolej na serce” promuje troskę o zdrowe i świadomą profilaktykę chorób serca. Kluczowym elementem kampanii jest ankieta „10 dla serca”, dostępna w bezpłatnej aplikacji Moje IKP, z której korzysta już ponad 4 miliony obywatelek i obywateli. To krótkie, intuicyjne narzędzie, które pomaga ocenić codzienne nawyki związane z:

Po wypełnieniu ankiety użytkownik otrzymuje rekomendacje dotyczące tego, co warto poprawić, aby skuteczniej dbać o zdrowie serca.
Ankieta „10 dla serca” została przygotowana przez Zespół z Narodowego Instytutu Kardiologii w ramach zadań Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia.

Walentynkowa akcja promująca „10 dla serca”

To pierwsza akcja edukacyjna o tak szerokim zasięgu, realizowana na kolei w formule ogólnopolskiej. Inauguracja kampanii odbywa się w okresie walentynkowym. W sobotę 14 lutego, w Dzień Świętego Walentego, którego symbolem jest serce, dworce w całej Polsce i pociągi PKP Intercity staną się przestrzenią do promowania profilaktyki chorób układu krążenia. Materiały zachęcające do wypełnienia ankiety będą emitowane w pociągach PKP Intercity i na ekranach w wybranych kasach biletowych.

– Każdego dnia przewozimy setki tysięcy pasażerów. To zobowiązuje. Chcemy, aby podróż pociągiem była nie tylko bezpieczna i komfortowa, ale także niosła realną wartość społeczną. Dzięki tej akcji, będziemy mogli to osiągnąć – dodaje prezes zarządu PKP Intercity Janusz Malinowski.

Wspólna akcja Ministerstwa Zdrowia i PKP Intercity potrwa do końca lutego.

Jak wypełnić ankietę?

Wypełnij ankietę w aplikacji mobilnej mojeIKP:

Link do aplikacji https://pacjent.gov.pl/internetowe-konto-pacjenta/poznaj-mojeikp

Aplikacja Moje IKP umożliwia dostęp do:

Dzięki temu pacjenci mogą załatwiać formalności medyczne i zapisywać się na badania bez wizyty w przychodni czy logowania się na komputerze.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia

Przewlekły stres to codzienność wielu pracowników w Polsce, a w skrajnych przypadkach może skutkować wypaleniem zawodowym. Podwyższony poziom hormonu stresu ma poważne konsekwencje dla zdrowia psychicznego, ale też może prowadzić do zaostrzenia szeregu innych chorób: od metabolicznych, przez sercowo-naczyniowe, po schorzenia o podłożu autoimmunologicznym. Jedną z najważniejszych strategii, które mogą pomóc w redukcji stresu, jest wypracowywanie prawidłowego rytmu dobowego i dbanie o relaks.
– Wypalenie zawodowe dotyka około 60 proc. Polaków, a chroniczny stres – zapewne nawet więcej osób. Powoduje to zaburzenia zdrowia psychicznego, takie jak depresje – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria dr n. med. Magdalena Cubała-Kucharska, propagatorka medycyny funkcjonalnej, autorka wydanej pod koniec ubiegłego roku książki „Zdrowie jest cenniejsze niż miliony. Pokonaj stres i wypalenie, wylecz się z chorób i żyj pełnią życia”.

Raport „Polacy na granicy wypalenia zawodowego”, przygotowany przez UCE Research i platformę ePsycholodzy.pl, wskazywał, że już w 2024 roku ponad 78 proc. osób pracujących zawodowo zaobserwowało u siebie co najmniej jeden z symptomów wypalenia zawodowego. Według klasyfikacji WHO wypalenie zawodowe jest definiowane jako reakcja organizmu na chroniczny stres.

Z raportu Koalicji Bezpieczni w Pracy „Bezpieczeństwo pracy w Polsce 2025” wynika, że poziom odczuwanego przez pracowników i zarządzających stresu jest obecnie wyższy niż w 2019 roku. W przypadku pracowników wysoką częstotliwość stresu zadeklarowało 46 proc. badanych, a wśród zarządzających – 52 proc. W obu grupach ok. 15 proc. ankietowanych wskazało, że praktycznie cały czas odczuwa stres. Jest to jeden z najpoważniejszych problemów psychicznych w miejscu pracy. Najbardziej stresogenne są: nadmiar obowiązków, poczucie „przeładowania” pracą, presja czasu, zbyt mało czasu na wykonanie zadań oraz odpowiedzialność zawodowa.

Zespół badawczy pod kierownictwem prof. Sheldona Cohena z Uniwersytetu Carnegie Mellon University już ponad dekadę temu wykazał, że przewlekły stres wiąże się z utratą przez organizm zdolności do regulacji reakcji zapalnej, co sprzyja rozwojowi szeregu chorób. Odpowiada za to podwyższony poziom hormonu stresu, czyli kortyzolu. Gdy wydzielany jest w nadmiernej ilości, organizm wchodzi w tryb „walcz lub uciekaj”. To naturalna reakcja w sytuacjach kryzysowych, ale długotrwałe utrzymywanie się tego stanu powoduje poważne problemy zdrowotne.

– Stres powoduje nie tylko zaburzenia psychiczne, ale też zdecydowanie wpływa na naszą biologię, regulację hormonalną, odporność i insulinooporność – wymienia dr Magdalena Cubała-Kucharska.

Kortyzol zaburza metabolizm, sprawia, że organizm zamiast spalać tłuszcz, zaczyna go magazynować, szczególnie w okolicach brzucha. To z kolei prowadzi do problemów z układem sercowo-naczyniowym, cukrzycą typu 2 i nadciśnieniem.

– Przewlekle podniesiony hormon stresu wpływa na autoimmunologię, czasami np. sprzyjając chorobie Hashimoto. Wpływa na bóle całego ciała znane pod nazwą fibromialgia, ale także na zapalenia stawów, nawet na osłabienie odporności. U kobiet może powodować zespół policystycznych jajników, u mężczyzn zaburzenia wzwodu i zaburzenia płodności – wskazuje lekarka.

W książce „Zdrowie jest cenniejsze niż miliony (…)” autorka wymienia sposoby, w jakie może się objawiać wypalenie zawodowe. Jak podkreśla, to nie tylko zwykłe zmęczenie pracą, ale zespół objawów, które wpływają na różne aspekty życia, również na relacje z innymi ludźmi. To m.in. wyczerpanie emocjonalne, czyli poczucie chronicznego zmęczenia, braku energii i motywacji, nawet do prostych zadań, problemy z koncentracją i pamięcią oraz depersonalizacja, czyli negatywne, czasem cyniczne nastawienie do pracy i współpracowników. Wypaleniu często towarzyszy obniżone poczucie własnych osiągnięć oraz utrata wiary we własne umiejętności i sens wykonywanej pracy. Wśród objawów fizycznych wymienione są problemy ze snem, bóle głowy czy dolegliwości żołądkowe.

– W mojej książce są różnego rodzaju ankiety, które bardzo ułatwiają rozpoznanie tego, czy u podłoża choroby leży stres. Możemy sobie także zadać kilka pytań – o to, czy jesteśmy ciągle napięci, czy trudno nam się rozluźnić, co robimy dla relaksu i czy to rzeczywiście przynosi nam relaks, czy wręcz przeciwnie, powoduje u nas coraz większy stres, jak np. nałogowe oglądanie seriali. Przede wszystkim, czy jesteśmy wypoczęci po weekendzie czy krótkotrwałym wypoczynku – mówi dr Magdalena Cubała-Kucharska.

Skrajnym przykładem tego, jakie efekty może mieć wypalenie zawodowe i przewlekły stres, jest zjawisko obecne w japońskiej rzeczywistości korporacyjnej, czyli karōshi, śmierć z przepracowania.

Z raportu „Zdrowie psychiczne Polaków – statystyki zdrowia psychicznego (stan na 2026)”, opracowanego przez Centrum Psychoterapii Pokonaj Lęk na podstawie różnych raportów, wynika, że 40 proc. Polaków śpi średnio mniej niż siedem godzin na dobę. Regularna bezsenność dotyka 41 proc. kobiet i 30 proc. mężczyzn. Jednym z głównych błędów zaburzających higienę snu jest nadmierna ekspozycja na niebieskie światło. Aż 80 proc. Polaków korzysta ze smartfona w sypialni – jest to jeden z najwyższych wyników w Europie.

 To, co możemy zrobić, to przywrócić zegar biologiczny, ustalić pewne codzienne rytuały, takie jak odpowiednie zachowanie się po przebudzeniu, jedzenie posiłków o stałych porach, bez towarzyszącego temu napięcia. Ważne są stałe spacery, mimo że pogoda nie zawsze im sprzyja. Mały ruch oraz rytuały związane z zasypianiem to już jest rzecz, która może nam bardzo pomóc. Trzeba znaleźć chwilę dla siebie i wypracować właściwy rytm dnia – radzi lekarka.

Źródło: Newseria

Stres, presja wyników i trudności w regulacji emocji znacząco zwiększają ryzyko kryzysów psychicznych wśród studentów. Badanie zespołu z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu pokazuje, że kluczowe znaczenie mają nie pojedyncze objawy, lecz sposób radzenia sobie ze stresem – zwłaszcza unikanie problemów, dysocjacja oraz umiejętność reinterpretowania trudnych sytuacji.
Okres studiów to dla wielu młodych dorosłych moment intensywnych zmian – wyprowadzka z domu, nowe relacje, pierwsze poważne decyzje życiowe. To także czas zwiększonej podatności na problemy psychiczne. Jak pokazują dane zebrane od ponad 1600 studentów, ryzyko samobójcze nie jest efektem jednego czynnika, lecz wynikiem splotu wielu wzajemnie powiązanych mechanizmów. Zespół badawczy pod kierunkiem prof. Błażeja Misiaka zastosował analizę sieci, która pozwala zobaczyć, jak cechy osobowości, strategie radzenia sobie i objawy psychiczne wzajemnie na siebie oddziałują.

– To podejście lepiej oddaje rzeczywistość niż tradycyjne modele, które szukają jednego „głównego problemu” – wyjaśnia prof. Misiak.

Dysocjacja

Najsilniejszy związek z ryzykiem samobójczym miały objawy dysocjacyjne, takie jak poczucie odłączenia od emocji, depersonalizacja czy derealizacja. Choć mogą one chwilowo obniżać napięcie, jednocześnie osłabiają naturalne mechanizmy kontroli zachowania.

– Nasza sieć pokazała, że spośród wszystkich zmiennych najmocniejszą krawędź z ryzykiem samobójczym miały objawy dysocjacyjne. To uzasadnia włączenie krótkiego screeningu dysocjacji obok standardowych skal depresji/lęku (np. PHQ-9, GAD-7) i przesiewowych narzędzi w kierunku ryzyka suicydalnego (np. C-SSRS). Jeśli wynik jest dodatni, należałoby przeprowadzić pogłębioną ocenę bezpieczeństwa, psychoedukację i ukierunkowanie na techniki ugruntowania (grounding) oraz pracę nad traumą zgodnie z protokołem – wskazuje prof. Błażej Misiak

Unikanie

W analizie sieci unikanie (czyli odkładanie problemów, odwracanie uwagi, ucieczka od trudnych emocji) okazało się węzłem o najwyższej „mostowej” wpływowości. Oznacza to, że łączyło różne czynniki ryzyka – od objawów depresji i lęku po impulsywność – i wzmacniało ich wzajemne oddziaływanie. Gdy unikanie rośnie, trudniej o realne rozwiązania, a negatywne emocje kumulują się, zamiast wygasać.

– Programy profilaktyczne powinny systemowo zmniejszać unikanie i wzmacniać podejście ukierunkowane na rozwiązywanie problemów. Przykładem są mikro-warsztaty ACT, które celują
w doświadczeniowe unikanie, oraz trening rozwiązywania problemów z indywidualnym planem kryzysowym w 3–4 krótkich sesjach grupowych – wskazuje prof. Błażej Misiak. W praktyce oznacza to, że uczelnie mogą realnie wpływać na kondycję psychiczną studentów, oferując krótkie, dobrze zaplanowane interwencje uczące konfrontowania się ze stresem zamiast jego unikania. Takie działania nie tylko zmniejszają ryzyko kryzysu, ale też rozwijają odporność emocjonalną i kompetencje przydatne w dalszym życiu.

Osobowość i więzi

Zespół z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu zauważył, że cechy osobowości mają istotne znaczenie w kształtowaniu ryzyka samobójczego. Wyższa impulsywność i tzw. venturesomeness – czyli skłonność do podejmowania ryzyka z pełną świadomością konsekwencji – zwiększały to ryzyko. Z kolei empatia działała jak bufor ochronny, osoby bardziej empatyczne rzadziej czuły się samotne i częściej doświadczały emocjonalnego wsparcia ze strony innych.

Reinterpretacja poznawcza – tarcza psychiczna

Jednym z najciekawszych wniosków badania było to, że reinterpretacja poznawcza, czyli umiejętność nadawania nowego znaczenia trudnym zdarzeniom. Wyraźnie obniżała ryzyko samobójcze. To zdolność, której można się nauczyć, a ćwiczenie jej w realnych sytuacjach, np. w obliczu egzaminu czy konfliktu interpersonalnego, może znacząco poprawić odporność psychiczną studentów. A jak uczyć reinterpretacji w praktyce? – Najlepiej sprawdzają się krótkie warsztaty oparte na codziennych sytuacjach (np. stres przed egzaminem), moduły e-learningowe z ćwiczeniami na żywo oraz aplikacje przypominające o ‘mikro-interwencjach’. Kluczowe, by trening odbywał się blisko realnych doświadczeń studentów – podpowiada prof. Błażej Misiak

Badanie miało charakter przekrojowy i opierało się na samoopisie, dlatego nie rozstrzyga, które z mechanizmów są przyczyną, a które skutkiem. Jednak – jak zaznacza prof. Błażej Misiak – to dopiero pierwszy krok w kierunku nowego modelu profilaktyki.

– Potrzebne są analizy podłużne i intensywne monitorowanie w czasie, by uchwycić sekwencję: stres – dysocjacja – unikanie – myśli samobójcze. Równolegle warto testować celowane interwencje – pracę
z dysocjacją, redukcję unikania, naukę reinterpretacji – z oceną ich wpływu nie tylko na myśli samobójcze, lecz także na codzienne funkcjonowanie i regulację emocji – wskazuje prof. Błażej Misiak

Ryzyko samobójcze u studentów nie jest wynikiem jednego czynnika, lecz całej sieci wzajemnych zależności. Dobra wiadomość: ta sieć może działać także w drugą stronę. Nawet niewielkie, dobrze zaplanowane działania – screening dysocjacji, ograniczanie unikania, trening reinterpretacji – mogą uruchomić efekt domina w stronę lepszego samopoczucia i odporności psychicznej. To zadanie nie tylko dla psychologów, lecz także dla całej społeczności akademickiej, wykładowców, tutorów i rówieśników.

Źródło: Na podstawie podstawie artykułu: Unravelling associations of personality traits, emotion regulation strategies, coping styles, and psychopathology with suicide risk in university students: a network perspective

BMC Psychiarty,volume 25, Błażej Misiak, Dorota Frydecka, Monika Szewczuk-Bogusławska
Europejczycy coraz lepiej rozumieją, że zdrowie to inwestycja – ale nadal zbyt rzadko przekuwają wiedzę w działanie. Aż 96% badanych uważa zdrowy styl życia za ważny, lecz tylko połowa faktycznie stara się go realizować. Taki wniosek płynie z najnowszego raportu STADA Health Report 2025, międzynarodowego badania obejmującego 27 tysięcy respondentów w 22 krajach, w tym w Polsce, opracowanego przez firmę STADA[1]. Raport pokazuje rosnącą świadomość znaczenia profilaktyki i zdrowia psychicznego, ale też ujawnia bariery: brak czasu, motywacji i niskiego zaufania do systemu ochrony zdrowia.
W czasach, gdy Europa mierzy się z rosnącą liczbą chorób cywilizacyjnych, stresem i przeciążeniem psychicznym, raport STADA Health Report 2025 staje się ważnym głosem w dyskusji o przyszłości zdrowia publicznego. Od 2014 roku raport ten analizuje, jak Europejczycy dbają o siebie, czego się obawiają i jakie mają potrzeby wobec krajowych systemów ochrony zdrowia.

– Zdrowie to znacznie więcej niż brak choroby – to codzienne wybory, które kształtują nasze samopoczucie, relacje i energię do działania. Tegoroczny STADA Health Report 2025 pokazuje, że Europejczycy coraz lepiej rozumieją znaczenie profilaktyki i dobrostanu, ale wciąż potrzebują prostych, dostępnych narzędzi, które pomogą im przekuć wiedzę w praktykę. Naszą misją w STADA jest wspierać ich na tej drodze – poprzez edukację, realne rozwiązania i zaufanie, jakim darzą naszych ekspertów – podkreśla Ricardas Grazulis, Dyrektor Generalny STADA Pharm.

Świadomość kontra praktyka
Hasło tegorocznej edycji – „Healthy Life: Desired by Many, Lived by Only Half of Europeans” – dobrze oddaje główny wniosek raportu: Europejczycy wiedzą, jak żyć zdrowo, ale nie potrafią wprowadzać tego w życie. Aż 96% badanych deklaruje, że zdrowy styl życia jest dla nich ważny, jednak tylko 51% naprawdę się do tego stosuje. To największa różnica między wiedzą a działaniem w historii raportu.
Najczęściej wskazywane bariery to:
W Polsce ten brak konsekwencji jest szczególnie widoczny – ponad połowa Polaków (51%) przyznaje, że nie potrafi utrzymać zdrowych nawyków mimo świadomości ich znaczenia. To wynik wyższy niż europejska średnia (41%).

Kondycja psychiczna pod presją
Choć 64% Europejczyków ocenia swoje zdrowie psychiczne jako dobre, aż 36% przyznaje się do trudności emocjonalnych, a 66% doświadczyło wypalenia zawodowego – najczęściej osoby młode. Główne źródła problemów to stres zawodowy i obawy finansowe, które w Polsce wymienia co czwarty respondent. Pomocy z zewnątrz szuka zaledwie 17% badanych. Powodem jest nie tylko ograniczony dostęp do specjalistów, ale także przekonanie, że zdrowie psychiczne nadal nie jest traktowane na równi ze zdrowiem fizycznym.

Wyniki STADA Health Report 2025 potwierdzają, że kondycja psychiczna staje się jednym z najistotniejszych wyzwań dla zdrowia publicznego w Europie. Narastający stres, presja zawodowa i permanentny deficyt czasu prowadzą do wzrostu liczby osób doświadczających objawów przeciążenia psychicznego i wypalenia. To zjawisko ma wymiar nie tylko indywidualny, lecz także systemowy – wymaga redefinicji podejścia do zdrowia, w którym dobrostan psychiczny jest integralnym elementem opieki medycznej i profilaktyki populacyjnejkomentuje prof. dr hab. n. med. Mariusz Gujski, Dziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu, Warszawski Uniwersytet Medyczny.

Profilaktyka? Tak, ale później
Europejczycy wiedzą, że lepiej zapobiegać niż leczyć – ale nie zawsze działają zgodnie z tą zasadą. Zaledwie 20% mieszkańców Europy regularnie korzysta ze wszystkich dostępnych badań profilaktycznych, podczas gdy 34% nie wykonuje ich w ogóle. W Polsce sytuacja jest jeszcze trudniejsza – tylko 10% Polaków korzysta ze wszystkich badań, a aż 36% unika ich całkowicie.

– Według raportu, najczęściej wskazywanymi powodami niekorzystania z badań są utrudniony dostęp do usług medycznych oraz brak czasu, które wciąż stanowią realne bariery w dbaniu o zdrowie. Jednocześnie połowa badanych uważa, że profilaktyka to klucz do spokoju ducha i długiego życia – co pokazuje, że świadomość zdrowotna wśród Europejczyków rośnie, a podejście do zdrowia staje się coraz bardziej dojrzałe. To pozytywny sygnał – coraz więcej osób chce dbać o siebie i rozumie znaczenie regularnych badań, ale potrzebuje wsparcia systemowego oraz prostych rozwiązań, które pozwolą im łatwiej włączyć profilaktykę do codziennego życia – dodaje prof. dr hab. n. med. Mariusz Gujski.

Tabletka na stres, kawa na zmęczenie
Trzy czwarte Europejczyków sięga po suplementy diety – głównie w celu wzmocnienia odporności, poprawy energii i witalności. W Polsce suplementacja to ważny element codziennej profilaktyki, szczególnie wśród kobiet i młodych dorosłych. 9 na 10 osób zgadza się również ze stwierdzeniem, że zdrowe odżywianie zapobiega chorobom. Jednak co trzeci Europejczyk pije alkohol co tydzień, a 31% pali papierosy i e-papierosy. Najczęściej niezdrowym nawykiem jest jednak nadmierne spożywanie kawy i napojów energetycznych.

– Troska o zdrowie coraz częściej współistnieje z potrzebą natychmiastowej poprawy nastroju i energii. Z jednej strony rośnie świadomość znaczenia profilaktyki i popularność suplementacji, z drugiej – utrzymują się zachowania, które tę troskę podważają. Po używki sięgamy nie tyle z niewiedzy, ile z potrzeby redukcji stresu i chwilowej ulgi – co w kulturze natychmiastowości staje się zwodniczą i ryzykowną strategią. Fakt, że co druga osoba deklaruje gotowość do zmiany niezdrowych nawyków, to sygnał dojrzewania świadomości zdrowotnej – i wyzwanie, by przekuć ją w trwałe zachowaniamówi prof. dr hab. n. med. Mateusz Jankowski, Kierownik Zakładu Zdrowia Populacyjnego, Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego.

Lekarz wygrywa z algorytmem
Ponad połowa Europejczyków uważa, że ich krajowy system ochrony zdrowia jest sprawiedliwy, czyli zapewnia równy dostęp do świadczeń medycznych i usług zdrowotnych. W Polsce z tym stwierdzeniem zgadza się jedynie 35% badanych. Jednocześnie 69% z nas ufa lekarzom POZ, a 58% farmaceutom, którzy dla wielu Polaków stali się pierwszym punktem kontaktu w problemach zdrowotnych.

Rosnące zainteresowanie budzi także medycyna wspierana przez sztuczną inteligencję. Według raportu, 2 na 5 osób rozważyłoby konsultację z AI zamiast wizyty u lekarza. Głównymi powodami takiej decyzji jest dostępność (system AI jest dostępny 24/7 na dobę, zapewnia natychmiastową reakcję) oraz wygoda i możliwość zaoszczędzenia czasu. Jednocześnie 53% nie ma zaufania do jakości porad udzielanych przez sztuczną inteligencję, a 44% uważa, że konsultacje medyczne czy psychologiczne wymagają osobistej interakcji.

Zdrowie to gra zespołowa
Wyniki raportu STADA Health Report 2025 stanowią zarówno sygnał alarmowy, jak i inspirację do działania. Pokazują, że Europejczycy coraz lepiej rozumieją znaczenie profilaktyki i chcą dbać o siebie, jednak wciąż potrzebują motywacji, prostych narzędzi i realnego wsparcia systemu, by przekuć wiedzę w codzienną praktykę.

STADA podkreśla, że budowanie kultury zdrowia to dziś wspólna odpowiedzialność – nie tylko lekarzy i instytucji, ale całego społeczeństwa, środowiska ekspertów, edukatorów i mediów. Raport ma stać się punktem wyjścia do szerokiej rozmowy o tym, jak skutecznie wspierać ludzi w trosce o zdrowie – zarówno w gabinetach lekarskich, jak i w przestrzeni publicznej, gdzie kształtują się postawy i codzienne wybory.
 
Raport dostepny online: https://www.stada.com/media/health-reports/stada-health-report-2025 
 
[1] health-report-2025_en.pdf 

źródło: Stada

Zdrowie psychiczne i fizyczne pracowników przestaje być tematem tabu – staje się jednym z filarów strategii firm. Jak wynika z raportu Benefit Systems, aż 72 proc. przedsiębiorstw postrzega dbałość o wellbeing jako kluczowe zadanie benefitów pozapłacowych. Eksperci podkreślają, że inwestycje w dobrostan to nie tylko przejaw odpowiedzialności społecznej, lecz także realna korzyść biznesowa – przekładają się na mniejszą absencję, niższą rotację kadr i większą efektywność zespołów. W obliczu rosnącej liczby problemów psychicznych, wypalenia zawodowego i stresu, coraz więcej organizacji wdraża programy wsparcia psychologicznego, profilaktyki wypalenia oraz świadczenia łączące opiekę zdrowotną z rozwojem osobistym. Jak podkreśla Izabela Nasiłowska-Włodarek z Benefit Systems, „dobrostan to nie tylko poczucie harmonii, ale też chęć budowania swojej pozycji w organizacji w oparciu o rozwój”.
Coraz więcej firm inwestuje we wsparcie zdrowia psychicznego i fizycznego pracowników. Z raportu Benefit Systems wynika, że 72 proc. przedsiębiorstw zdaje sobie sprawę z tego, że jest to istotnym zadaniem benefitów pozapłacowych. Eksperci wskazują, że inwestycje w wellbeing poprawiają efektywność, zmniejszają absencje i ograniczają rotację kadr.

– Z badań dotyczących dobrostanu pracowników wynika, że od 40 do 50 proc. zgłasza różnego rodzaju problemy. Ten dobrostan może być związany ze środowiskiem pracy, ale często jest on związany z bliskimi czy rodziną pracowników, czyli pracownicy doświadczają problemów rodzinnych w relacjach poza pracą i ma to wpływ na to, jak funkcjonują w środowisku pracy – mówi agencji Newseria dr Tomasz Rowiński, psycholog z Think Tanku SGH dla Ochrony Zdrowia. – To są naturalne sytuacje, kiedy pracodawca może okazać zrozumienie, wsparcie finansowe czy chociażby dzień urlopu. To są zwykłe mechanizmy, narzędzia prawne, które ma w ręku pracodawca.

Według danych WHO zaburzenia depresyjne i lękowe na całym świecie powodują utratę 12 mld dni roboczych i kosztują światową gospodarkę ok. 1 bln dol. rocznie w utraconej produktywności. W Polsce – jak wskazuje badanie EZOP II – co czwarty dorosły doświadcza w ciągu życia epizodu kryzysu psychicznego, a co 10. zmaga się z długotrwałymi zaburzeniami nastroju.

Eksperci podkreślają, że problemy osobiste pracowników dotyczące np. sfery samopoczucia coraz częściej przekładają się na ich funkcjonowanie zawodowe, ale na dobrostan pracowników wpływa szereg czynników. Z raportu „Dobrostan Polek i Polaków” zrealizowanego przez infuture.institute na zlecenie Benefit Systems wynika, że 61 proc. badanych deklaruje wysoki poziom niepokoju związanego z  sytuacją społeczno-polityczną. Pracownikom trudno też znaleźć równowagę między życiem prywatnym a zawodowym, zwłaszcza w świecie przyspieszającej cyfryzacji. Badania przeprowadzone dla benefitu  wellbeingowego Multi.Life wskazują, że  Polacy  narzekają na przebodźcowanie, które jest dziś jednym z głównych źródeł stresu. 54 proc. badanych przyznaje, że odczuwa go co najmniej raz w tygodniu. 

– Środowisko pracy może dobrostanowi sprzyjać lub nie i tu mamy constans – są pewne firmy, które dobrze funkcjonują, tworzą odpowiednią kulturę organizacyjną i jest jakiś odsetek firm, gdzie ten problem jest stabilny. Po pandemii COVID-19 widzimy, że dobrostan osobisty pracowników się zmniejsza i często jest to związane z zaburzeniami nastroju i zaburzeniami lękowymi – wskazuje dr Tomasz Rowiński.

Firmy zaczynają traktować kwestie zdrowia psychicznego jako element zarządzania ryzykiem organizacyjnym. Coraz więcej z nich buduje wewnętrzne procedury wsparcia psychicznego i wprowadza szkolenia z reagowania w sytuacjach kryzysowych. Równocześnie przedsiębiorstwa poszerzają zakres świadczeń prozdrowotnych i benefitów ukierunkowanych na długofalowe i kompleksowe wsparcie dobrostanu, ze szczególnym uwzględnieniem odporności psychicznej. Coraz większe znaczenie zyskują te, które łączą profilaktykę zdrowotną z rozwojem osobistym. Zgodnie z badaniem rynku benefitów pozapłacowych przeprowadzonego na zlecenie Benefit Systems uznaniem ze strony pracowników (co najmniej 75 proc. wskazań) cieszą się  świadczenia sprzyjające nabywaniu nowych kompetencji, jak np. kursy, szkolenia oraz usługi doradcze czy dofinansowanie nauki.

– W dzisiejszych niestabilnych czasach warto inwestować w benefity, które opiekują zarówno zdrowie, jak i rozwój naszych pracowników. W DNA każdej organizacji powinna być uważność na tworzenie bezpiecznego miejsca pracy, w którym możemy rozwiązywać problemy i śmiało o nich mówić, a jednocześnie dawać systemowe rozwiązanie, konkretne ścieżki, z których zarówno menedżerowie, jak i pracownicy mogą korzystać – mówi Izabela Nasiłowska-Włodarek, business development director w Benefit Systems. – Dobrostan to nie tylko nasze poczucie harmonii, ale również chęć budowania dalej swojej pozycji w danej organizacji w oparciu na przykład o nasz rozwój.

Jak podkreśla, kluczowe jest, aby wsparcie obejmowało wszystkie etapy życia zawodowego – od startu kariery po moment przejścia na emeryturę. Pracownicy oczekują nie tylko świadczeń medycznych, ale też realnych narzędzi rozwoju osobistego i emocjonalnego.

– Możemy edukować, możemy wspierać systemowo, możemy szukać komercyjnych rozwiązań w postaci benefitów. Próg wejścia w taką pomoc, bazującą na świadczeniach pozapłacowych, może być niski. W przypadku programu Multi.Life miesięcznie, w przeliczeniu na jednego pracownika, jest to koszt jednej kawy na mieście. Już przy takich nakładach możemy efektywnie dbać o dobrostan pracownika w organizacjach – podkreśla Izabela Nasiłowska-Włodarek. –Wspomniany program Multi.Life kompleksowo opiekuje różnorodne potrzeby wellbeingowe zespołów – od profilaktyki zdrowia psychofizycznego, obejmującej konsultacje z ekspertami, m.in. z zakresu psychologii, po rozwój i liczne kursy wzmacniające kompetencje osobiste i zawodowe. Rozwiązania systemowe są bardzo ograniczone. Czas oczekiwania na poradę psychoterapeuty czy psychologa w ramach państwowej opieki to średnio 124 dni.

Pracodawcy coraz częściej dostrzegają, że programy profilaktyczne przynoszą wymierne rezultaty – ograniczają absencję, zmniejszają rotację pracowników i poprawiają zaangażowanie zespołów.

– Pracodawcy muszą mieć na uwadze problematykę bezpieczeństwa psychologicznego w miejscu pracy i wdrażać programy profilaktyki wypalenia zawodowego. To jest palący problemem, bo na przykład według badań Lewiatana 33 proc. pracowników w Polsce odczuwa wypalenie zawodowe lub czuje się nim zagrożonych – mówi Kuba Giedrojć, zastępca dyrektora generalnego Konfederacji Lewiatan i autor badań, a także ekspert polityk antywypaleniowych.

Zjawisko wypalenia zawodowego WHO od 2022 roku klasyfikuje jako jeden z głównych problemów zdrowia publicznego.

– Budowanie dobrostanu pracownika staje się kluczowym zadaniem pracodawcy. Pracownik, który jest w dobrostanie, jakkolwiek byśmy to rozumieli, jest bardziej skuteczny, ma niższe absencje, dobrze oddziałuje na zespół itd. Natomiast bardzo ważne jest, żeby dobrostan kształtować strategicznie, wdrażać odpowiednie programy, zastanawiać się, jakie są cele w każdej z organizacji, w jakim kierunku te programy powinny ewoluować. Dobrostan sam się nie zbuduje, to wymaga systematycznej pracy – przekonuje Kuba Giedrojć. – Jestem pewien, że z każdym rokiem programy dbające o dobrostan w organizacji to będzie coś, co jest konieczne, i w czasie rozmów rekrutacyjnych będziemy tylko dopytywać, jak one wyglądają i jakie mają komponenty, a nie czy w ogóle są.

O roli tego typu programów w firmach eksperci debatowali w trakcie panelu „Między dziś a jutrem: dobrostan w organizacjach”, który odbył się podczas Europejskiego Forum Nowych Idei (EFNI) w Sopocie.

Źródło: Newseria

W odpowiedzi na rosnące wyzwania związane z kondycją psychiczną Polaków Nationale-Nederlanden wprowadziło na rynek umowę dodatkową „zdrowie psychiczne”. Polisa obejmuje szybki dostęp do psychologa i psychiatry, finansowanie psychoterapii oraz świadczenie pieniężne w razie hospitalizacji psychiatrycznej. Produkt dostępny dla osób w wieku od 3 do 71 lat łączy profilaktykę, interwencję kryzysową i bezpieczeństwo finansowe, oferując kompleksowe wsparcie zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci i młodzieży.
Joanna Walczuk, dyrektorka ds. produktów w Nationale-Nederlanden zwraca uwagę, że zdrowie psychiczne to dziś jeden z kluczowych tematów społecznych, a jednocześnie obszar, w którym wiele osób wciąż nie otrzymuje wystarczającego wsparcia.

„Dzięki nowej umowie dodatkowej nasi klienci zyskują dostęp do specjalistów w krótkim czasie, finansowanie psychoterapii oraz realną pomoc w kryzysie. To nie jest tylko polisa – to kompleksowy pakiet rozwiązań, które dają poczucie bezpieczeństwa” – wskazała Walczuk. 

Dodała, że codzienna troska o zdrowie psychiczne to nie luksus, ale konieczność. W szybkim tempie życia zarówno dorośli, jak i dzieci coraz częściej zmagają się z napięciem, stresem czy kryzysami emocjonalnymi, a dostęp do profesjonalnej pomocy bywa ograniczony przez czas oczekiwania i koszty.

„Dlatego tak ważne jest, aby wsparcie obejmowało nie tylko sytuacje nagłe, ale także codzienną profilaktykę i budowanie odporności psychicznej” – oceniła Joanna Walczuk. 

Jak zauważył Michał Nestorowicz, dyrektor Segmentu Ubezpieczeń Indywidualnych, Nationale-Nederlanden, szczególnej uwagi wymaga kondycja psychiczna najmłodszych, bo to oni, obok dorosłych, najbardziej odczuwają brak systemowych rozwiązań i potrzebują szybkiej, adekwatnej pomocy. 

Przytoczył wyniki badania „Kondycja psychiczna dzieci i młodzieży” zrealizowanego dla Nationale-Nederlanden, które pokazują, że skala problemu jest poważna. 59 proc. rodziców zauważyło spadek formy psychicznej swojego dziecka, ale tylko co trzecia rodzina skorzystała z pomocy specjalisty. Co więcej, 42 proc. rodziców przyznaje, że nie wie, jak reagować na problemy emocjonalne dzieci, a jedynie 15 proc. pozytywnie ocenia systemowe wsparcie psychologiczne.

Znaczącą barierą pozostają koszty prywatnych konsultacji – psychiatra dziecięcy to średnio ok. 500 zł za wizytę, a sesja terapeutyczna 150-250 zł. Badania pokazują też, że w dużych miastach rodzice częściej korzystają z pomocy profilaktycznie, czyli zanim problem emocjonalny dziecka przerodzi się w kryzys wymagający natychmiastowej interwencji (39 proc. vs. 23 proc. na wsi). 

Dodatkowo rodziny z terenów wiejskich częściej deklarują brak wystarczających środków finansowych na prywatnego psychiatrę dziecięcego (45 proc. na wsi vs. 36 proc. w miastach). Natomiast dziewczynki częściej niż chłopcy korzystają ze wsparcia specjalisty w przypadku problemów z rówieśnikami (38 proc. vs. 22 proc.).

Warto podkreślić, że 23 proc. dzieci w wieku 10-14 lat doświadczyło hejtu w internecie lub w szkole, a ponad 40 proc. rodziców i 36 proc. dzieci miało już kontakt z psychologiem lub psychiatrą. To pokazuje, że z jednej strony rośnie akceptacja dla terapii, z drugiej – skala potrzeb jest ogromna i stale się pogłębia.

Jak podkreśla prof. Marcin Wojnar, kierownik Katedry i Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i ekspert ds. zdrowia psychicznego współpracujący z Nationale-Nederlanden, rodzice i opiekunowie często czują się bezradni wobec problemów emocjonalnych dzieci.

„Brakuje im wiedzy, narzędzi i szybkiego dostępu do pomocy. Potrzebne nam są rozwiązania odpowiadające na te potrzeby – łączenie dostępności, finansowania i profilaktyki, dającej poczucie, że w trudnych momentach nie jest się samym. Dotyczy to tak samo osób młodych, rodzin, jak i każdego, kto w danym okresie życia mierzy się z trudnościami mogącymi wymagać specjalistycznego wsparcia”  – wyjaśnił. 

„Z odpowiedzią na to zapotrzebowanie pośpieszyliśmy w Nationale-Nederlanden, wprowadzając do oferty ubezpieczenie zdrowia psychicznego” – powiedział Michał Nestorowicz, dyrektor Segmentu Ubezpieczeń Indywidualnych w Nationale-Nederlanden.

Wyjaśnił, że produkt został zaprojektowany tak, aby odpowiadać na potrzeby w trzech kluczowych obszarach: szybkiego dostępu do pomocy, wsparcia terapeutycznego i bezpieczeństwa finansowego w sytuacjach kryzysowych. 

„Ubezpieczeni mają zagwarantowaną telekonsultację w ciągu pięciu dni roboczych i wizytę stacjonarną do dziesięć dni, a w ramach ochrony mogą skorzystać z piętnastu konsultacji z psychologiem i pięciu z psychiatrą rocznie. Dodatkowo, jeśli zaleci to lekarz psychiatra, dostępne są także wizyty u internisty lub specjalistów z 24 innych dziedzin medycyny (do pięciu rocznie), a także badania diagnostyczne (również do pięciu zleceń). Psychoterapia – indywidualna, rodzinna lub dla par – jest finansowana do kwoty 10 000 zł, a kolejne sesje dofinansowywane są w wysokości 50 proc. kosztu, do 150 zł każda, co pozwala rodzinom kontynuować leczenie bez barier finansowych” – wypunktował ekspert. 

Dodał, że w nagłych sytuacjach klient ma do dyspozycji pięć interwencji kryzysowych rocznie – szybkie konsultacje specjalistyczne, które można wykorzystać przy załamaniu emocjonalnym lub w trudnych przypadkach, gdy rodzic potrzebuje pilnie uzyskać poradę specjalisty.

„Dodatkowo, w razie hospitalizacji psychiatrycznej trwającej co najmniej 11 dni, ubezpieczony otrzymuje świadczenie finansowe w wysokości 10 000 zł – środki, które można przeznaczyć na dowolny cel w trudnym okresie” – zaznaczył Nestorowicz. 

Dyrektor Joanna Walczuk zwróciła uwagę, że integralną częścią umowy jest także Trening Odporności Psychicznej. Jest to sześciotygodniowy program online składający się z 42 krótkich filmów i ćwiczeń. W wersji dla dorosłych wspiera koncentrację, skuteczność i opanowanie, a w wersji dla dzieci i rodziców uczy, jak budować odporność psychiczną od najmłodszych lat.

„Chcemy, aby nasi klienci czuli, że mają w ręku konkretne narzędzie do działania” – wskazała.

Jak podkreśliła, umowa dodatkowa „zdrowie psychiczne” to połączenie empatii i praktycznych rozwiązań – od treningu odporności, przez szybki dostęp do psychologa i psychiatry, aż po finansowe wsparcie w razie hospitalizacji. 

„Wierzę, że jest to rozwiązanie, które realnie zmieni komfort życia wielu rodzin” – powiedziała Walczuk.

Dodała, że produkt został zaprojektowany z myślą o codziennych wyzwaniach – od pierwszych symptomów, przez wsparcie w kryzysie, po długoterminową terapię. Dzięki jasnej strukturze świadczeń i szybkim terminom ubezpieczeni otrzymują klarowną ścieżkę działania. Umowa dodatkowa „zdrowie psychiczne” jest dostępna dla osób w wieku 3-71 lat i może być zawarta jako rozszerzenie do wybranych ubezpieczeń na życie Nationale-Nederlanden. 

Źródło: PAP MediaRoom

Stres i przeciążenie obowiązkami coraz częściej stają się przyczyną problemów zdrowotnych pracowników. Lekarze alarmują, że zaburzenia psychiczne są coraz częstszą przyczyną zwolnień lekarskich – w 2024 roku liczba zaświadczeń wystawionych z powodu zaburzeń psychicznych i zachowania wzrosła o blisko 14 proc. w ciągu roku.

– Głównymi przyczynami zwolnień, jeśli chodzi o zaburzenia psychiatryczne, psychologiczne, są te związane z silną reakcją na stres, w drugiej kolejności zaburzenia depresyjne i później zaburzenia lękowe – mówił agencji Newseria Mariusz Gawrych, specjalista medycyny rodzinnej, lekarz z Departamentu Prewencji i Rehabilitacji w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych.

W 2024 roku w Polsce wystawiono 27,4 mln zaświadczeń o czasowej niezdolności do pracy, co przełożyło się na 290 mln dni absencji chorobowej. Z tego 1,6 mln zwolnień i 30,3 mln dni absencji dotyczyło zaburzeń psychicznych i zachowania – 12,6 proc. całości. To wzrost o prawie 14 proc. w porównaniu do 2023 roku.

Jak podaje raport Stowarzyszenia Koalicja Bezpieczni w Pracy „Bezpieczeństwo Pracy w Polsce 2025. Mobbing, depresja, stres 2.0, czyli zagrożenia w polskich firmach”, w 2025 roku zarówno pracownicy, jak i zarządzający doświadczali większego poziomu stresu w porównaniu do poprzedniej edycji badania z 2019 roku. Dziś odczuwa go w wielu sytuacjach lub codziennie 52 proc. ankietowanych spośród kadry zarządzającej i 46 proc. wśród pracowników (w 2019 roku – odpowiednio 46 i 42 proc.).

W Polsce najbardziej stresogenne dla pracowników są nadmiar obowiązków, poczucie „przeładowania” pracą (34 proc.), presja czasu, zbyt mało czasu na wykonanie zadań (31 proc.) oraz odpowiedzialność zawodowa, obawa przed wyrządzeniem szkody, straty, krzywdy (27 proc.). Pracowników stresują również sytuacje awaryjne, kryzysowe (27 proc.) oraz niewystarczające wynagrodzenie za wykonywaną pracę (26 proc.).


– Doświadczenie silnych sytuacji stresowych, jak np. utrata pracy bądź też zjawisko mobbingu, może wpłynąć negatywnie na stan zdrowia pacjentów, stąd też jeśli pojawią się pewne objawy związane z silnymi lękami, z obniżeniem nastroju, zmniejszeniem motywacji, jak najbardziej może być to przyczyną tymczasowego zwolnienia i pogłębienia dalszej diagnostyki przyczyn danego samopoczucia –
mówi Mariusz Gawrych.

Raport wskazuje, powołując się na dane z Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa i Zdrowia w Pracy, że obok tradycyjnych zagrożeń to właśnie czynniki psychospołeczne są jednymi z najczęściej zgłaszanych zagrożeń w miejscach pracy w Unii Europejskiej. Polskie badanie wykazało, że 67 proc. pracowników spotkało się z nieodpowiednim traktowaniem ze strony przełożonego. 22 proc. przyznało, że była to wielokrotna sytuacja. Przemoc słowna dotknęła 55 proc., a fizyczna – ok. 14 proc. Te odsetki są we wszystkich przypadkach nieco wyższe niż w 2019 roku. Wśród zarządzających odpowiedzi były podobne.

Połowa pracowników ankietowanych, która doświadczyła któregoś z zagrożeń psychospołecznych w miejscu pracy, przyznaje, że te zjawiska miały na nich wpływ (50 proc.). Najczęściej były to: mniejsza motywacja do pracy, utrata zaufania, pogorszenie dobrostanu i poczucia własnej wartości. Prawie 38 proc. badanych stwierdziło, że doświadczyli pogorszenia zdrowia psychicznego, np. lęku, depresji, bezsenności czy wypalenia zawodowego.

Takie obciążenia często się przekładają na zdrowie i objawy somatyczne, których źródło nie zawsze jest dla pacjentów oczywiste.

– Często u pacjentów, którzy przychodzą do lekarzy, nie jest tak łatwo zdiagnozować przyczynę psychosomatyczną. Czasami bywa tak, że pacjent przyjdzie z dolegliwościami bólowymi głowy bądź też uczuciem silnego napięcia i nie jest w stanie samodzielnie się domyślić, gdzie tkwi przyczyna. Poprzez pogłębienie wywiadu możemy ocenić, na ile zjawiska i zagrożenia psychospołeczne mają faktycznie znaczenie. Wówczas niezbędne być może okaże się wsparcie psychiatry lub psychologa do pogłębienia dalszych wpływów czynników zagrożeń psychospołecznych na stan zdrowia pacjenta – tłumaczy specjalista medycyny rodzinnej.

Na efektywność pracowników, jak twierdzą sami zainteresowani, największy wpływ mają: atmosfera w pracy (47 proc.), stres (43 proc.), liczba obowiązków, przepracowanie (40 proc.), relacje z przełożonym (37 proc.) oraz zmęczenie (34 proc.). Pracownicy przypisują obecnie znacznie większy wpływ problemów prywatnych na efektywność (23 proc. vs. 17 proc. w 2019 roku). Współczesny tryb życia sprawia, że granice między życiem prywatnym i zawodowym się zacierają. Stała dostępność online i konieczność reagowania na wiadomości po godzinach pracy przyczyniają się do przemęczenia. To wszystko może prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych i problemów w pracy. Kluczowe jest, aby rozpoznać je odpowiednio wcześnie i podjąć działania.

– Bardzo ważne jest nie tylko udanie się i poproszenie o pomoc profesjonalistów, czy to lekarzy, czy psychologów, ale ważne jest również promowanie polityki antymobbingowej czy polityki firmy, w której skupiają się na dobrostanie pracowników, aby tworzyć środowisko wspierające współpracę, by nie dopuszczać do czynników zagrażających zdrowiu psychicznemu. A firmy, które dbają o dobrostan pacjentów, cechują się mniejszą liczbą absencji z powodu chorób bądź też występowania niektórych chorób przewlekłych – zauważa ekspert ZUS.

Z raportu  „Bezpieczni w Pracy 2025” wynika, że jedynie 29 proc. pracowników (i 37 proc. zarządzających) deklaruje, że ich firma podejmuje działania mające na celu przeciwdziałanie mobbingowi, dyskryminacji, przemocy, stresowi i innym zagrożeniom psychospołecznym. Niższy jest także odsetek ankietowanych, którzy wskazywali na konkretne rodzaje podejmowanych przez pracodawcę inicjatyw (np. szkolenia, procedury antymobbingowe, kanały zgłaszania nieprawidłowości, mediacje). Jedynie 28 proc. respondentów twierdzi, że ich pracodawca lub przełożony rozmawiał z nimi o kwestiach związanych z zagrożeniami psychospołecznymi (37 proc. w 2019 roku). Eksperci Koalicji Bezpieczni w Pracy wskazują, że w dobie rosnącej świadomości na temat dobrostanu psychicznego pracownicy oczekują od firm proaktywnych działań.

 Czasami pacjent znajduje się w takiej sytuacji, że nie jest w stanie już dalej pracować w danym miejscu, co dodatkowo oddziałuje na jego zdrowie psychiczne, stąd też decyduje się czasem na rezygnację z pracy. Jak badania pokazują, doświadczenie zjawiska zagrożeń psychospołecznych wpływa na większą rotację pracowników – podkreśla Mariusz Gawrych. – Wiele firm widzi w tym pozytywny aspekt zaangażowania się, organizując między innymi różne szkolenia dla pracowników z umiejętności miękkich, co skutkuje tym, że liczba zagrożeń psychospołecznych się zmniejsza. Firmy, które dbają o dobrostan swoich pracowników, zmagają się z mniejszą liczbą rotacji miejsc pracy, jak również z mniejszą liczbą zwolnień lekarskich.

Mimo że pod względem liczby wydanych zwolnień zaburzenia psychiczne nie plasują się w czołówce najczęstszych przyczyn, to zwykle generują wysokie wydatki, bo zwykle oznaczają dłuższy okres L4 (średnio 18,9 dni). W ubiegłym roku reakcja na ciężki stres i zaburzenia adaptacyjne były w sumie przyczyną 10,7 mln dni absencji chorobowej, epizody depresyjne – 5,8 mln, a zaburzenia lękowe – 5,7 mln. Łącznie w 2024 roku absencja chorobowa „kosztowała” ponad 31 mld zł.

źródło: newseria

Czy 15 minut w lesie może działać jak naturalny lek? Zdaniem naukowców – zdecydowanie tak. Kąpiele leśne, znane w Japonii jako Shinrin-yoku, zyskują coraz większą popularność także w Polsce. To nie tylko modny trend, ale praktyka wspierana przez wyniki badań – zarówno w zakresie zdrowia psychicznego, jak i odporności. Dlaczego warto wejść do lasu… i po prostu być?
Choć kąpiele leśne brzmią egzotycznie, ich istota jest niezwykle prosta. Chodzi o świadomy spacer po lesie, bez telefonu, słuchawek, rozproszeń – z uwagą skupioną na dźwiękach, zapachach, dotyku i rytmie własnego oddechu. Jak mówi Maggy Modlibowska, przewodniczka terapii leśnej: „Kąpiele leśne nie różnią się tak naprawdę od zwykłego spaceru. Chodzi tylko o to, żeby się skoncentrować na byciu tu i teraz”.

Praktyka Shinrin-yoku narodziła się w Japonii w latach 80. XX wieku. Początkowo oparta była na intuicji – że las sprzyja zdrowiu. W 2004 roku Ministerstwo Rolnictwa, Leśnictwa i Rybołówstwa zainicjowało badania naukowe, które potwierdziły terapeutyczne właściwości tej metody. Zespół badaczy wykazał m.in., że kontakt z lasem zwiększa liczbę i aktywność komórek NK (natural killers) – kluczowych w walce z nowotworami i wirusami. Co ciekawe, efekt utrzymywał się nawet 30 dni po spacerze.

„Już 15 minut działa tak, że obniża nam poziom kortyzolu, a zatem mimowolnie uspokaja nam się organizm, nawet jeśli tego nie odczuwamy” – zauważa Modlibowska. Jak dodaje, dwugodzinna kąpiel leśna może poprawić zdolność rozwiązywania problemów i kreatywność aż o 50 procent.

Anna Choszcz-Sendrowska, rzeczniczka Lasów Państwowych, przypomina: „Spacer w naturze 30 minut dziennie, pięć razy w tygodniu, obniża ryzyko zachorowania na depresję aż o 30 proc.”. Jej zdaniem las działa jak naturalny gabinet terapeutyczny – obniża poziom hormonów stresu, poprawia nastrój, a substancje wydzielane przez drzewa wykazują działanie bakteriobójcze i grzybobójcze.

Lasy Państwowe objęły patronatem projekt Beyond the Frame, który łączy sztukę i naturę. Wystawa odbyła się w czerwcu w Sękocinie. Jej twórczyni, Maggy Modlibowska, zaznacza: „Przewodnik jest w stanie poukładać odpowiednie sekwencje ćwiczeń tak, żeby efektywność kąpieli leśnej jak najbardziej zadziałała na nasze ciało i umysł”.

Z kolei kontakt ze sztuką – jak wskazują badania WHO – wspiera leczenie i poprawia wyniki kliniczne. Tworzenie lub kontemplacja dzieł artystycznych może działać motywująco, łagodzić objawy depresji, a nawet wspierać procesy zdrowienia.

„Las jest dla wszystkich, jest otwarty 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu i jest za darmo” – przypomina Anna Choszcz-Sendrowska. To zasób, który mamy niemal na wyciągnięcie ręki. Wystarczy godzina, by dojechać do lasu z każdego miejsca w Polsce.

Kąpiele leśne to nie luksus – to dostępne dla każdego narzędzie wsparcia zdrowia. Z jednej strony poprawiają nastrój, regulują sen i poziom kortyzolu. Z drugiej – wzmacniają odporność, aktywując naturalne mechanizmy obronne organizmu. W dobie rosnących problemów psychicznych i chorób cywilizacyjnych warto zrezygnować z kilku kliknięć w ekran telefonu i wejść do lasu. Z korzyścią dla ciała i umysłu.

Źródło: Newseria

Zaburzenia snu stają się coraz powszechniejszym problemem zdrowia publicznego – alarmują eksperci. Jak pokazuje najnowszy raport platformy ePsycholodzy.pl, coraz więcej Polaków skarży się na niską jakość snu, a przyczyną są głównie stres, gonitwa myśli i niehigieniczne nawyki, takie jak korzystanie z urządzeń elektronicznych przed snem. To niepokojący trend, który – jeśli nie zostanie powstrzymany – może skutkować wzrostem problemów psychicznych, przewlekłym zmęczeniem i pogorszeniem jakości życia.
Ponad 41% Polaków jest niezadowolonych z jakości swojego snu i takich osób przybyło rdr. Podobnie jak w zeszłym roku, teraz też najwięcej rodaków ma problem z tym, że długo nie może zasnąć – obecnie blisko 43%. Na drugim miejscu w tegorocznym zestawieniu jest wielokrotne budzenie się w nocy – ponad 34%. I ta przyczyna rdr. nasiliła się w społeczeństwie, podobnie jak trzy kolejne kwestie. Na trzeciej pozycji jest martwienie się o swoją przyszłość – przeszło 33%. Czwarty jest stres – blisko 30%. TOP5 zamyka nadużywanie technologii – prawie 26%. Eksperci komentujący te wyniki biją na alarm. Zauważają, że główne powody trudności ze snem wiążą się z przeżywanym przez Polaków napięciem, wywołanym wieloma problemami.

Według niedawno opublikowanego raportu platformy ePsycholodzy.pl, 52,7% Polaków jest zadowolonych z jakości swojego snu, 41,4% rodaków narzeka, a 5,9% pozostaje niezdecydowanych. W zeszłorocznej edycji badania tak deklarowało odpowiednio 53,8%, 41% i 5,2% respondentów. Obecnie najwięcej niezadowolonych osób długo nie może zasnąć (np. ma gonitwę myśli, rozmyśla o różnych sytuacjach) – 42,9% (wcześniej – 44,3%).

– Po raz kolejny najwięcej osób jako główną przyczynę trudności ze snem wskazuje gonitwę myśli. To jest wręcz alarmującym sygnałem. Widać, że społeczeństwo mierzy się z wieloma problemami, w tym finansowymi, zawodowymi, rodzinnymi i zdrowotnymi. Ponad 40% Polaków towarzyszy przewlekły stres, który może być związany zarówno z sytuacją indywidualną, jak i ogólnokrajową czy globalną. W dłuższej perspektywie problem z zaśnięciem może prowadzić do błędnego koła bezsenności, które pogłębia problemy psychiczne – ostrzega psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Drugim powodem niezadowolenia z jakości snu jest wielokrotne budzenie się w nocy – 34,1% (w zeszłej edycji – 28,7%). Zdaniem eksperta, to jeden z najczęstszych sygnałów zaburzeń utrzymania snu, który również może wynikać z życia w stresie. Michał Murgrabia radzi, aby w takim przypadku przyjrzeć się zarówno zdrowiu fizycznemu, jak i emocjonalnemu, a także warunkom, w jakich śpimy. Zignorowanie tego objawu może prowadzić do przewlekłej bezsenności. Na trzeciej pozycji w zestawieniu widać martwienie się o swoją przyszłość – 33,1% (poprzednio – 30,6%).

– To, że tak wielu badanych wskazało na zamartwianie się o przyszłość jako na czynnik zaburzający sen, nie dziwi w kontekście naszych ostatnich doświadczeń. Wojna tuż przy naszych granicach, inflacja czy niedawna powódź to wydarzenia wpływające w ogromnym stopniu na ludzie życie, które budzą naszą bezradność i odbierają poczucie bezpieczeństwa. Poza tym każdy z nas przeżywa również wiele trudności w codziennym życiu, związanych ze zdrowiem, rodziną czy pracą, co stanowi dodatkowe obciążenie – mówi Agnieszka Ogłaza z Kliniki Terapii Poznawczo-Behawioralnej Uniwersytetu SWPS.

Czwarty w rankingu jest stres – 29,5% (poprzednio – 19,8%). – Jego źródła są zróżnicowane – od presji zawodowej, przez sytuację rodzinną, aż po ogólne poczucie przeciążenia obowiązkami i brakiem czasu na odpoczynek. To błędne koło, bo brak snu obniża zdolność radzenia sobie ze stresem, co z kolei jeszcze bardziej pogłębia bezsenność. Jeśli taki stan utrzymuje się dłużej niż kilka tygodni, to zaczyna wpływać na codzienne funkcjonowanie – podkreśla ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.

W opinii ekspertki, niewątpliwie stres jest czynnikiem, który w znaczącym stopniu zaburza zdrowy sen. Może on negatywnie wpływać zarówno na zasypianie, jak i powodować nocne wybudzenia czy przedwczesne budzenie się rano. – Kiedy przyjrzymy się trzem głównym powodom trudności ze snem, wymienionym przez badanych, zauważymy, że wszystkie one mogą wiązać się właśnie z napięciem. Stres powoduje, że nasz układ nerwowy pozostaje w stanie ciągłej gotowości. Wzbudzenie w naszym organizmie utrzymuje się bez przerwy, abyśmy byli w stanie zareagować na potencjalne zagrożenie w każdej chwili – dodaje ekspertka.

TOP5 przyczyn niezadowolenia z jakości snu zamyka nadużywanie technologii przed zaśnięciem (telewizora, komputera czy telefonu) – 25,7% (wcześniej – 20,6%). – To, że co czwarty dorosły Polak przyznaje się do tego, pokazuje dużą skalę problemu. Urządzenia emitujące niebieskie światło zaburzają wydzielanie melatoniny. To opóźnia zasypianie i pogarsza jakość snu – tłumaczy psycholog Michał Murgrabia.

Natomiast spośród konkretnych przyczyn najrzadziej podawane są różnego rodzaju ekscytacje (wyjazdy, spotkania itp.) – 3,8% (wcześniej – 3,4%). Dziecko budzące się w nocy ma 4,1% wskazań (3,8%). Z kolei kiepskie warunki do spania (za zimno, za ciepło, zły materac itd.) są wymieniane przez 5,8% badanych (4%).

– Najrzadziej wymieniane przyczyny mogą być faktycznie najmniej dotkliwe, gdyż nie zawierają bardzo ważnego elementu – lęku. Kiedy nie mogąc spać, martwimy się, mamy gonitwę myśli, wspominamy dawne przykre zdarzenia czy przewidujemy negatywne konsekwencje niewyspania, pojawia się w nas lęk, który powoduje dodatkowe wzbudzenie. Sprawia on, że te momenty stają się męczarnią. Wreszcie utrwala nasze problemy ze snem – zauważa ekspertka z Kliniki Terapii Poznawczo-Behawioralnej Uniwersytetu SWPS.

Do tego można jeszcze dodać, że część osób jest niezadowolonych np. przez sen w różnych godzinach (praca na zmiany, kładzenie się o różnych porach) – 6,7%. Niektórzy też za dużo korzystają z używek (kawy, herbaty, alkoholu itd.) – 8,2%. Tylko 3,4% ankietowanych nie potrafi wskazać źródeł swoich problemów ze snem (poprzednio – 6,6%).

– Zdecydowanie wiedza na temat higieny snu i czynników zaburzających sen jest coraz większa i bardziej dostępna. Ciągle jednak pacjenci nie zdają sobie sprawy z istotnych czynników utrwalających bezsenność. To m.in. zaniedbywanie aktywności fizycznej lub właśnie używki. Nadal wiele osób uważa, że wypicie kieliszka wina lub jednego piwa to nie jest właściwie picie alkoholu. Bardzo często również nie mówimy o tym, gdyż nie postrzegamy tego albo stosowania innych używek jako przyczyny trudności ze snem – podsumowuje Agnieszka Ogłaza.

Polacy śpią coraz gorzej – i coraz bardziej to odczuwają. Stres, lęk o przyszłość i nieumiejętność wyciszenia się wieczorem to dziś najczęstsze przyczyny problemów ze snem. Co czwarty badany przyznaje się też do zasypiania z telefonem lub komputerem w ręce, co dodatkowo pogarsza sytuację. Eksperci podkreślają, że bez odpowiedniej edukacji i zmiany stylu życia problem ten może się pogłębiać i odbić się nie tylko na zdrowiu psychicznym, ale również fizycznym. Kluczowe znaczenie mają tu działania profilaktyczne – promocja higieny snu, wsparcie psychologiczne oraz zmiana codziennych nawyków.

Źródło: MondayNews

Choroby neurologiczne przestają być domeną seniorów. Coraz częściej diagnozuje się je u młodych dorosłych, a nawet u dzieci. Neurologowie biją na alarm: co ósma osoba hospitalizowana z powodu schorzeń neurologicznych ma mniej niż 45 lat. To niepokojący trend, który wymaga szybkiej reakcji całego systemu ochrony zdrowia – od profilaktyki, przez diagnostykę, aż po dostępność specjalistycznej opieki.
Jeszcze do niedawna wiele chorób neurologicznych kojarzyło się wyłącznie z wiekiem podeszłym – udary, stwardnienie rozsiane, padaczka czy choroby neurodegeneracyjne postrzegano jako problemy osób starszych. Dziś statystyki pokazują zupełnie inny obraz.

Z danych neurologów wynika, że znaczna część pacjentów z poważnymi schorzeniami neurologicznymi to osoby młode, aktywne zawodowo i życiowo. Co ósma osoba hospitalizowana z powodu choroby układu nerwowego ma mniej niż 45 lat. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele, ale eksperci najczęściej wskazują na przewlekły stres, brak snu, szybkie tempo życia, niedostateczną aktywność fizyczną oraz niezdrową dietę.

Coraz częściej odnotowuje się również przypadki udarów u osób przed 40. rokiem życia. Zdarzają się także udary mózgu u dzieci. Tego typu dramatyczne diagnozy nie tylko rujnują zdrowie, ale też wpływają na całe życie chorego i jego rodziny. Wczesna diagnoza i dostęp do specjalistycznego leczenia stają się więc absolutnie kluczowe.

System wymaga pilnej reakcji

Obserwowany trend jest poważnym wyzwaniem dla systemu ochrony zdrowia. Polska neurologia zmaga się z niedoborem kadr, długimi kolejkami do specjalistów i brakiem dostępu do kompleksowej rehabilitacji. Tymczasem młodzi pacjenci, którzy nagle trafiają na oddziały z diagnozami takimi jak udar, padaczka czy stwardnienie rozsiane, potrzebują nie tylko leczenia, ale też wsparcia psychologicznego, edukacji zdrowotnej i realnej pomocy w powrocie do aktywności zawodowej.

Obecna sytuacja wymaga podjęcia działań na poziomie systemowym, w tym:

Eksperci apelują o większą świadomość społeczną oraz systemowe podejście do neurologii – nie tylko w kontekście starzejącego się społeczeństwa, ale także w odniesieniu do młodszych grup wiekowych. Potrzebne są programy profilaktyczne, kampanie edukacyjne i konkretne działania w podstawowej opiece zdrowotnej, które pomogą szybko identyfikować pierwsze objawy chorób neurologicznych.

Źródło: PAP Serwis Zdrowie