Medicalpress
Dieta DASH od lat jest rekomendowana osobom z nadciśnieniem tętniczym, ale nowe analizy sugerują, że jej znaczenie może być większe, niż dotąd zakładano. Badanie obejmujące dane ponad 16 tys. dorosłych wskazuje, że u części osób z nadciśnieniem 1. stopnia poprawa sposobu żywienia mogłaby wpłynąć na dalsze decyzje dotyczące leczenia farmakologicznego. Jednocześnie autorzy zwracają uwagę, że zgodność codziennej diety z zasadami DASH pozostaje bardzo niska.
DASH, czyli Dietary Approaches to Stop Hypertension, powstała jako model żywienia wspierający kontrolę ciśnienia tętniczego. Jej założenia są częściowo zbliżone do diety śródziemnomorskiej, ale większy nacisk kładą na ograniczenie sodu oraz produktów wysokoprzetworzonych.

Podstawą diety są warzywa, owoce, pełnoziarniste produkty zbożowe, nasiona roślin strączkowych, orzechy, ryby oraz niskotłuszczowe produkty mleczne. Ograniczeniu podlegają przede wszystkim sól, tłuste mięsa, słone przekąski, słodycze i napoje słodzone.

Nie tylko „mniej soli”

Choć DASH najczęściej kojarzy się z ograniczeniem soli, model ten opiera się szerzej na zmianie jakości codziennej diety. Istotne znaczenie ma większe spożycie błonnika, potasu, wapnia i magnezu oraz ograniczenie tłuszczów nasyconych i żywności wysokoprzetworzonej.

Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej przypomina, że dieta DASH jest rekomendowana m.in. przez Polskie Towarzystwo Nadciśnienia Tętniczego i Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne. Model ten znajduje zastosowanie nie tylko u osób z nadciśnieniem, ale także przy zaburzeniach lipidowych, nadwadze, otyłości czy cukrzycy typu 2.

W praktyce DASH nie wymaga stosowania specjalistycznych produktów ani eliminowania całych grup żywności. Chodzi raczej o przesunięcie proporcji codziennego jadłospisu: więcej warzyw, produktów roślinnych i żywności mniej przetworzonej, mniej produktów bogatych w sól, cukier i tłuszcze nasycone.

Co pokazało nowe badanie?

Autorzy pracy opublikowanej w „American Journal of Preventive Cardiology” przeanalizowali dane z amerykańskiego programu NHANES obejmujące ponad 16 tys. dorosłych osób.

Sprawdzano m.in., jak często osoby z nadciśnieniem rzeczywiście stosują dietę DASH oraz jak potencjalna poprawa sposobu żywienia mogłaby wpłynąć na kwalifikację do leczenia farmakologicznego u osób z nadciśnieniem 1. stopnia.

Okazało się, że zgodność z zasadami DASH była niska. W całej analizowanej populacji dietę zgodną z DASH stosowało jedynie 8,8 proc. osób. W grupie z nadciśnieniem 2. stopnia odsetek był jeszcze niższy i wynosił 5,7 proc.

Szczególną uwagę autorzy zwrócili na osoby z nadciśnieniem 1. stopnia, które nie wymagały natychmiastowego wdrożenia leków zgodnie z aktualnymi wytycznymi. W tej grupie oceniano, jak zmiana sposobu żywienia mogłaby wpłynąć na wartości ciśnienia tętniczego.

W symulacjach uwzględniających różny poziom przestrzegania zaleceń dietetycznych oszacowano, że przy pełnym stosowaniu DASH nawet ponad 60 proc. osób mogłoby zostać przeklasyfikowanych z nadciśnienia 1. stopnia do kategorii „podwyższonego ciśnienia”, czyli poniżej progu rozpoznania nadciśnienia. Przy bardziej realistyczym scenariuszu częściowego przestrzegania zaleceń efekt był mniejszy, ale nadal widoczny.

Autorzy podkreślają jednak, że były to symulacje oparte na założonych zmianach ciśnienia, a nie interwencja kliniczna prowadzona u konkretnych pacjentów. Badanie nie oceniało także trwałości zmian żywieniowych w dłuższym okresie.

Jak wygląda DASH na co dzień?

W praktyce DASH nie oznacza restrykcyjnej diety ani liczenia każdego produktu. To raczej sposób komponowania codziennych posiłków.
Najczęściej rekomendowane są:
Ograniczać warto natomiast:
NCEŻ przypomina, że korzyści z diety DASH są większe, gdy towarzyszy jej także regularna aktywność fizyczna, redukcja masy ciała w przypadku nadwagi lub otyłości oraz ograniczenie alkoholu i palenia tytoniu.

Dieta jako element leczenia, nie dodatek

Autorzy nowego badania zwracają uwagę, że aktualne wytyczne dotyczące nadciśnienia coraz mocniej uwzględniają okres intensywnej modyfikacji stylu życia przed rozpoczęciem farmakoterapii u części pacjentów z nadciśnieniem 1. stopnia i niższym ryzykiem sercowo-naczyniowym.

W praktyce oznacza to, że sposób żywienia przestaje być traktowany wyłącznie jako ogólne zalecenie „na marginesie” leczenia, a coraz częściej staje się jednym z realnych elementów wpływających na dalsze decyzje terapeutyczne.

Źródła: Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej – „Dieta DASH dla lepszego ciśnienia krwi i nie tylko”; Mangalesh S. i wsp. The impact of adherence to a DASH diet pattern on pharmacotherapy initiation in stage 1 hypertension, American Journal of Preventive Cardiology, 2026.
Nadmiar soli w diecie jest jednym z głównych czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych. Większość osób zdaje sobie sprawę z negatywnego wpływu soli na ciśnienie krwi, natomiast wiedza na temat innych skutków zdrowotnych, jakie powoduje, jest uboga nawet wśród lekarzy – pokazało polskie badanie.
Społeczna świadomość szkodliwości soli wydaje się wysoka. Od lat lekarze, kampanie profilaktyczne i materiały edukacyjne przypominają o konieczności ograniczania tego składnika w diecie, pokazując jego niekorzystny wpływ na układ krążenia.

Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, by dzienne spożycie soli nie przekraczało 5 gramów, a optymalnie było jeszcze niższe. Tymczasem średnia konsumpcja na świecie wynosi ok. 10 gramów na dzień, a w Polsce nawet 11-12 gramów. Taka sytuacja obserwowana jest od dekad.

– Wszyscy wiedzą, że sól szkodzi, a jednocześnie praktycznie wszyscy jedzą jej za dużo – zaznaczył w rozmowie z PAP dr Stanisław Surma z Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, główny autor badań opublikowanych w „Cardiology Journal” oraz „Nutrients”.

Wraz ze współpracownikami z kilku polskich uczelni medycznych dr Surma przeanalizował, jak wygląda wiedza na temat skutków nadmiernego spożycia soli w różnych grupach zawodowych, w tym wśród lekarzy i innych pracowników ochrony zdrowia, oraz jakie ma to implikacje dla prewencji chorób sercowo-naczyniowych. Naukowcy pytali respondentów nie tylko o wpływ soli na serce, ale też na metabolizm, nerki, kości i układ nerwowy.

Jak pokazały wyniki, osoby z wykształceniem medycznym bardzo dobrze kojarzyły sól z chorobami układu krążenia. Wiedza o jej związku z udarem mózgu czy chorobami serca była jednym z najsilniejszych predyktorów przynależności do środowiska medycznego.

– To akurat nie dziwi, bo kardiologia i nadciśnienie są bardzo mocno obecne w codziennej praktyce lekarskiej – przyznał dr Surma.

Jednak, co ciekawe, wyższy poziom wiedzy o metabolicznych, nerkowych i kostnych skutkach nadmiaru soli częściej występował u osób bez wykształcenia lekarskiego, np. u dietetyków, fizjoterapeutów czy przedstawicieli zawodów paramedycznych.

Jak podkreślił dr Surma, taka luka w wiedzy lekarskiej stanowi duży problem. Lista konsekwencji nadmiernego spożycia soli jest bowiem naprawdę długa. Obejmuje przewlekłą chorobę nerek, kamicę nerkową, osteoporozę, a także nowotwory, w szczególności raka żołądka. W literaturze pojawiają się również dane łączące wysokie spożycie sodu z demencją, co może mieć związek z uszkodzeniem naczyń i miażdżycą mózgową.

– Coraz więcej badań sugeruje, że zawarty w soli sód bezpośrednio uszkadza ściany naczyń krwionośnych i przyspiesza rozwój miażdżycy. Obserwuje się to nawet u osób, u których ciśnienie tętnicze pozostaje w normie – powiedział naukowiec.

Trzeba zmienić przekaz o szkodliwości soli

Zdaniem dr. Surmy wyniki jego badania stanowią dowód na to, że wiedza o soli jest fragmentaryczna, schematyczna i często sprowadzana do jednego komunikatu: „sól powoduje nadciśnienie”. I choć ten przekaz jest prawdziwy, przestał działać na pacjentów. – Powtarzamy to jak mantrę od wielu lat, dlatego ludzie się na to uodpornili. Są znudzeni. Jeśli chcemy lepiej ich chronić, należy zmienić przekaz – powiedział.

Analizy wskazują, że skuteczniejsze byłyby komunikaty odwołujące się do udaru mózgu, zgonu czy trwałej niepełnosprawności. – Jeżeli lekarz powie: „proszę jeść mniej soli, bo będzie pan miał nadciśnienie”, rzadko kiedy to zadziała. Jeśli natomiast wyjaśni, że nadmiar soli zwiększa ryzyko udaru, który jest jedną z głównych przyczyn zgonów, to szansa na zmianę zachowania jest większa – wyjaśnił rozmówca PAP.

Duża część winy leży po stronie producentów

Sytuację utrudnia fakt, że choć sól w diecie jest czynnikiem modyfikowalnym, w praktyce realny wpływ konsumenta na jej spożycie jest ograniczony. Aż 70 proc. spożywanego sodu pochodzi bowiem gotowych produktów, które kupujemy: pieczywa, wędlin, serów, fast foodów, sosów. – Solenie potraw w domu to zaledwie 10-15 proc. spożycia. Dlatego poza przypominaniem pacjentom, aby ograniczali sól, powinno się rozważyć zmiany systemowe – zauważył badacz.

Takie działanie byłoby spójne z polityką Światowej Organizacji Zdrowia, która apeluje, by do 2030 r. o 30 proc. zredukować światową konsumpcję soli. Symulacje pokazują, że pomogłoby to istotnie obniżyć liczbę udarów, zawałów i zgonów, także w Polsce.

Na studiach medycznych brakuje dietetyki

Dr Surma zaznaczył, że w obecnym systemie kształcenia lekarzy bardzo mało czasu poświęca się kwestiom wpływu diety na zdrowie człowieka. Jego zdaniem korekty wymagają więc nie tylko działania edukacyjne skierowane do pacjentów, ale też do lekarzy.

– Na studiach często skupiamy się na rzadkich, skomplikowanych chorobach, a zaniedbujemy te z pozoru błahe, ale masowe problemy zdrowotne naszej cywilizacji. A sól do nich bez wątpienia należy – powiedział.

Badacz podkreślił, że prace jego współautorstwa nie rozwiązują problemu nadmiernego spożycia soli, ale wskazują kierunek. Zmiana przekazu, uwzględnienie mniej oczywistych skutków zdrowotnych i lepsze osadzenie wiedzy w codziennej praktyce mogą zwiększyć skuteczność profilaktyki sercowo-naczyniowej. – To są rzeczy proste, ale w skali populacyjnej mogą robić ogromną różnicę – podsumował.

Źródło: naukawpolsce.pl

Blisko 1/3 dorosłych Polaków choruje na nadciśnienie tętnicze, przy czym ponad 20% kobiet i 40% mężczyzn nie zdaje sobie z tego sprawy.  Problem nasila się wraz z wiekiem i po 64. roku życia dotyczy już 2/3 mężczyzn i 80% kobiet. Rozpoznanie nadciśnienia tętniczego nie jest trudne, ale to dopiero połowa sukcesu. Konieczne jest skuteczne leczenie –  takie, które pozwala osiągnąć prawidłowe wartości ciśnienia tętniczego. Jak walczyć z nadciśnieniem oraz jakie konsekwencje niesie za sobą ta choroba mówi dr n. med. Tomasz Deptuch, kardiolog American Heart of Poland, w Światowym Dniu Świadomości Nadciśnienia Tętniczego.
U 90% pacjentów nadciśnienie tętnicze ma charakter samoistny, a więc nie wynika z jednej konkretnej przyczyny (np. zaburzeń hormonalnych czy zwężenia tętnicy nerkowej). – Wtedy lekarz zaleca modyfikację stylu życia (aktywność fizyczna, prawidłowe odżywianie i redukcja masy ciała pozwalają obniżyć codzienne wartości ciśnienia) oraz farmakoterapię adekwatną do wartości ciśnienia. Krótko mówiąc, leki i ich docelowe dawki muszą być dobrane tak, żeby wartości ciśnienia tętniczego wróciły do normy – mówi kardiolog American Heart of Poland.

Zmiana stylu życia wpływa nie tylko na wartości ciśnienia jakie widzimy podczas codziennych pomiarów RR, ale także pozwala zmniejszyć ryzyko powikłań, np. udaru mózgu. O ile nie mamy wpływu na nasz wiek, czy płeć, to jest szereg modyfikowalnych czynników ryzyka udaru. Oprócz nadciśnienia tętniczego należą do nich: otyłość, siedzący tryb życia, choroby serca, palenie papierosów, zaburzenia lipidowe, cukrzycę, nadużywanie alkoholu oraz zespół bezdechu sennego.

– Nadciśnienie tętnicze przez długie lata i dekady może przebiegać bezobjawowo lub dawać objawy tak niecharakterystyczne, że zostaną zlekceważone przez pacjenta. Niestety im dłużej taki stan trwa, tym większe spustoszenie w organizmie jest w stanie zrobić. Niekontrolowane NT leży u podstaw wielu chorób przewlekłych, które – gdy się rozwiną – znacznie ograniczają jakość życia i skracają jego długość. Należą do nich np. miażdżyca, niewydolność serca, migotanie przedsionków oraz niewydolność nerek. Leczenie tych chrób jest dla pacjenta uciążliwe, wymaga częstych hospitalizacji, leczenia interwencyjnego, a w przypadku niewydolności nerek może prowadzić do dializoterapii – przestrzega dr n. med. Tomasz Deptuch.

Powikłania nadciśnienia tętniczego to nie tylko choroby przewlekłe, należą do nich także zawał serca i udar mózgu, które zagrażają nagłą śmiercią, a w przypadku udaru także ciężką niepełnosprawnością i wymagają natychmiastowej interwencji medycznej w specjalistycznych ośrodkach.

Nadciśnienie tętnicze zwiększa ryzyko wystąpienia udaru 3 do 6 razy, wraz ze wzrostem wartości ciśnienia to ryzyko dalej rośnie. Zależność ta jest najsilniej wyrażona u pacjentów młodych, do 45 r.ż. Na szczęście istnieje też odwrotna zależność, a więc redukcja wartości ciśnienia skurczowego o 10-12 mmHg i rozkurczowego o 5-6 mmHg powoduje redukcję ryzyka udaru o  37%.

– Naturalna historia nieleczonego nadciśnienia tętniczego jest zwykle taka: podwyższone ciśnienie uszkadza ściany tętnic prowadzących krew do serca, mózgu, nerek, kończyn dolnych i ułatwia powstawanie miażdżycy. Mięsień sercowy jest zmuszony do pracy pod zwiększonym obciążeniem i przerasta. Z czasem narastają zmiany miażdżycowe, które zawężają tętnice i powodują niedokrwienie narządów. Przerost lewej komory zwiększa opór jej napełniania, dochodzi do zalegania krwi w przedsionku serca i jego powiększenia. Progresja miażdżycy prowadzi do pęknięcia którejś ze zmian, co powoduje zawał serca lub udar mózgu. Postępujący przerost serca prowadzi do jego niewydolności, a w powiększonym przedsionku dochodzi do arytmii – migotania przedsionków. O bezpośrednich następstwach zawału i udaru już wspominałem. Migotanie przedsionków prowadzi do powstania skrzeplin i zatoru, np. udaru (to kolejny mechanizm, w jakim NT zwiększa ryzyko uszkodzenia mózgu); niewydolność serca powoduje ograniczenie tolerancji wysiłku i znacznie zmniejsza komfort życia – wyjaśnia ekspert American Heart of Poland.

Tę kaskadę zdarzeń, która zwykle trwa wiele lat, można przerwać w każdym momencie, rozpoznając i skutecznie lecząc nadciśnienie tętnicze. Im szybciej to się stanie, tym lepiej.

– Jeżeli nie uda się ustrzec powikłań NT, trzeba pamiętać, na co zwracać uwagę. Zawał serca charakteryzuje się bólem w klatce piersiowej promieniującym do ramion, dusznością i osłabieniem. Natomiast udar mózgu manifestuje się zaburzeniami mowy, asymetrią twarzy i osłabieniem mięśni po jednej stronie ciała. W obu przypadkach, szybkie działanie ratunkowe jest kluczowe – wyjaśnia doktor Tomasz Deptuch. Tutaj naprawdę liczy się każda minuta, mówimy o „złotej godzinie“, w czasie której pacjent powinien trafić do specjalistycznego ośrodka w celu leczenia interwencyjnego. Im szybciej to się stanie, tym większa szansa na powodzenie leczenia i przywrócenie pacjenta do normalnego życia. 

Warto zauważyć, że wczesne wykrycie nadciśnienia tętniczego jest kluczowe dla dalszego postępowania. Niestety, często choroba ta rozwija się bezobjawowo lub objawy są tak niespecyficzne, że łatwo je bagatelizować. Jednakże ignorowanie ich może prowadzić do poważnych konsekwencji, włącznie z zawałem serca lub udarem mózgu.
źródło: AHOP
Wszystkie 194 państwa członkowskie Światowej Organizacja Zdrowia (ang. World Health Organization, WHO) zobowiązały się do 2030 roku zmniejszą spożycia sodu o 30%, co może w tym okresie zredukować liczbę zgonów w skali świata o 7 milionów.
W 2023 roku WHO po raz pierwszy opublikowała raport analizujący postępy krajów wdrażających politykę ograniczania spożycia sodu i ich wpływ na spożycie sodu w diecie i choroby układu krążenia. Z raportu WHO wynika, że ​​jedynie 5% państw członkowskich WHO jest chronionych obowiązkowymi i kompleksowymi politykami dotyczącymi redukcji sodu. 

Sód jest niezbędnym składnikiem odżywczym, który spożywany w nadmiarze zwiększa ryzyko chorób serca, udaru mózgu i przedwczesnej śmierci. Głównym źródłem sodu w diecie jest sól kuchenna (chlorek sodu), ale występuje on również w przyprawach zawierających glutaminian sodu, oraz w wielu produktach przetworzonych.
WHO wskazała 4 działania, które powinny być podejmowane, takie jak:
  • Zmiana składów recepturowych tak, aby żywność zawierała mniej soli i ustalanie docelowych ilości sodu które muszą być osiągnięte
  • Ustanowienie polityki zamówień publicznych w celu ograniczenia spożycia żywności bogatej w sól lub sód w instytucjach publicznych
  • Etykieta z przodu opakowania (ang. front-of-package), która pomaga konsumentom wybrać produkty o niższej zawartości sodu
  • Komunikacja dotycząca zmiany zachowań i kampanie w środkach masowego przekazu mające na celu zmniejszenie spożycia soli/sodu
Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW) już od lat kształci specjalistów z zakresu żywienia i dietetyki, którzy są gotowi do odpowiedzi na nowe wyzwania, w tym także w ramach Studiów Podyplomowych ‘Poradnictwo żywieniowe i dietetyczne’ prowadzonych na Wydziale Żywienia Człowieka. To jedne z najdłużej realizowanych w SGGW studiów podyplomowych – w tym roku prowadzona jest rekrutacja na jubileuszową 25 edycję.

Przez te lata SGGW wspomogło wiedzą dietetyczną dziesiątki lekarzy, dietetyków i innych specjalistów z zakresu ochrony zdrowia, oraz żywieniowców, technologów żywności, ale także innych osób, które chciały na własny użytek zdobyć wiedzę dietetyczną.

Absolwenci studiów podyplomowych posiadają nie tylko wiedzę teoretyczną, ale przede wszystkim praktyczną z zakresu m.in. planowania i oceny żywienia przy wykorzystaniu technik komputerowych, profilaktyki i terapii schorzeń dietozależnych, praktycznych aspektów organizacji poradnictwa dietetycznego i edukacji żywieniowej, preparatów dietetycznych i suplementów diety, psychologii klinicznej, czy etnodietetyki.

Więcej informacji o Studiach Podyplomowych Poradnictwo żywieniowe i dietetyczne.
Więcej informacji o rekrutacji oraz o ofercie innych studiów podyplomowych w SGGW.
Autorka tekstu: prof. dr hab. Dominika Głąbska, kierownik studiów podyplomowych „Poradnictwo żywieniowe i dietetyczne”

źródło: SGGW

Według statystyk Narodowego Funduszu Zdrowia w Polsce w 2020 roku na nadciśnienie tętnicze chorowało 9,94 mln dorosłych osób. Ta jednostka chorobowa, niekontrolowana przez lekarza, poza nieprzyjemnymi dolegliwościami takimi jak męczliwość, szumy uszne, ból głowy czy klatki piersiowej, może prowadzić do poważnych powikłań. Zawał mięśnia sercowego, udar mózgu, niewydolność serca i przerost lewej komory to tylko kilka z nich. Jakie codzienne nawyki mogą pomóc nam w profilaktyce pierwotnej i wtórnej nadciśnienia tętniczego?
W 2021 roku na łamach czasopisma „The New England Journal of Medicine” opublikowano wyniki 5-letniego badania chińskich naukowców dotyczącego wpływu stosowania zamienników soli na częstość zachorowalności na nadciśnienie tętnicze.
 
Do pierwszej fazy badania zakwalifikowano 20 995 osób, powyżej 60 roku życia, którzy chorowali wcześniej na nadciśnienie tętnicze albo przeszli udar niedokrwienny mózgu. Grupa badana miała spożywać wraz ze stałą dietą zamienniki soli o zawartości 75% chlorku sodu i 25% chlorku potasu, grupa kontrolna natomiast przez cały okres badania stosowała sól o zawartości 100% chlorku sodu.  
 
Punktem końcowym badania było wystąpienie udaru mózgu lub incydentu sercowo-naczyniowy lub zgon. Wyniki badań ukazały znaczącą różnicę między osobami spożywającymi zamienniki soli a stosującymi sól. Grupa badana odznaczała się niższym procentem zachorowalności na udar niedokrwienny lub ostry incydent sercowo-naczyniowy, a także niższym prawdopodobieństwem przedwczesnego zgonu. Wartość prawdopodobieństwa p<0.05 w określonych parametrach świadczy o istotnym statystycznie wyniku i o przełomowości tej metody prewencji nadciśnienia tętniczego.
 
Mechanizm wpływu spożycia soli opiera się na wzroście stężenia jonów sodowych i zaburzeniu równowagi osmotycznej krwi, a w konsekwencji wzroście ciśnienia. Powyższe badania mogą sugerować, iż odpowiednia dieta może być rozwiązaniem zdrowotnych problemów niejednej osoby. Jednak, jak wynika z przeglądu literatury, „tylko” połowa osób nadużywających soli jest narażona na rozwinięcie wysokich wartości ciśnienia skurczowego i rozkurczowego. Najprawdopodobniej związane jest to z osobniczą wrażliwością organizmu na sód. Przyczyną tego stanu jest rożny stopień aktywności układu renina-angiotensyna-aldosteron, kontrolującego objętość krążącej krwi i stężenia jonów sodowych i potasowych w płynach ustrojowych.
 
Niemniej jednak, przedstawione powyżej publikacje naukowe ewidentnie powinny zachęcać nas do ograniczenia spożycia soli sodowych albo stosowania zamienników soli z zawartością potasu. Takie postępowanie wydaje się być jednym ze skuteczniejszych sposobów na prewencję nadciśnienia tętniczego, a w konsekwencji także udaru niedokrwiennego i zgonu.
 
Julia Dźwinacka, redakcja Medicalpress, SKN Kardiologii przy I Katedrze i Klinice WUM
 
Źródła:
Analiza spożycia soli kuchennej u pacjentów z nadciśnieniem tętniczym | Łazarczyk | Forum Zaburzeń Metabolicznych
Według statystyk Narodowego Funduszu Zdrowia w Polsce w 2020 roku na nadciśnienie tętnicze chorowało 9,94 mln dorosłych osób. Ta jednostka chorobowa, niekontrolowana przez lekarza, poza nieprzyjemnymi dolegliwościami takimi jak męczliwość, szumy uszne, ból głowy czy klatki piersiowej, może prowadzić do poważnych powikłań. Zawał mięśnia sercowego, udar mózgu, niewydolność serca i przerost lewej komory to tylko kilka z nich. Jakie codzienne nawyki mogą pomóc nam w profilaktyce pierwotnej i wtórnej nadciśnienia tętniczego?
W 2021 roku na łamach czasopisma „The New England Journal of Medicine” opublikowano wyniki 5-letniego badania chińskich naukowców dotyczącego wpływu stosowania zamienników soli na częstość zachorowalności na nadciśnienie tętnicze.
 
Do pierwszej fazy badania zakwalifikowano 20 995 osób, powyżej 60 roku życia, którzy chorowali wcześniej na nadciśnienie tętnicze albo przeszli udar niedokrwienny mózgu. Grupa badana miała spożywać wraz ze stałą dietą zamienniki soli o zawartości 75% chlorku sodu i 25% chlorku potasu, grupa kontrolna natomiast przez cały okres badania stosowała sól o zawartości 100% chlorku sodu.  
 
Punktem końcowym badania było wystąpienie udaru mózgu lub incydentu sercowo-naczyniowy lub zgon. Wyniki badań ukazały znaczącą różnicę między osobami spożywającymi zamienniki soli a stosującymi sól. Grupa badana odznaczała się niższym procentem zachorowalności na udar niedokrwienny lub ostry incydent sercowo-naczyniowy, a także niższym prawdopodobieństwem przedwczesnego zgonu. Wartość prawdopodobieństwa p<0.05 w określonych parametrach świadczy o istotnym statystycznie wyniku i o przełomowości tej metody prewencji nadciśnienia tętniczego.
 
Mechanizm wpływu spożycia soli opiera się na wzroście stężenia jonów sodowych i zaburzeniu równowagi osmotycznej krwi, a w konsekwencji wzroście ciśnienia. Powyższe badania mogą sugerować, iż odpowiednia dieta może być rozwiązaniem zdrowotnych problemów niejednej osoby. Jednak, jak wynika z przeglądu literatury, „tylko” połowa osób nadużywających soli jest narażona na rozwinięcie wysokich wartości ciśnienia skurczowego i rozkurczowego. Najprawdopodobniej związane jest to z osobniczą wrażliwością organizmu na sód. Przyczyną tego stanu jest rożny stopień aktywności układu renina-angiotensyna-aldosteron, kontrolującego objętość krążącej krwi i stężenia jonów sodowych i potasowych w płynach ustrojowych.
 
Niemniej jednak, przedstawione powyżej publikacje naukowe ewidentnie powinny zachęcać nas do ograniczenia spożycia soli sodowych albo stosowania zamienników soli z zawartością potasu. Takie postępowanie wydaje się być jednym ze skuteczniejszych sposobów na prewencję nadciśnienia tętniczego, a w konsekwencji także udaru niedokrwiennego i zgonu.
 
Julia Dźwinacka, redakcja Medicalpress, SKN Kardiologii przy I Katedrze i Klinice WUM
 
Źródła:
Analiza spożycia soli kuchennej u pacjentów z nadciśnieniem tętniczym | Łazarczyk | Forum Zaburzeń Metabolicznych
Sód to pierwiastek potrzebny w organizmie człowieka. Zarówno jego nadmiar, jak i niedobór może być groźny dla zdrowia – także dla pacjentów z niewydolnością serca. W tej grupie chorych wszelkie zaburzenia poziomu pierwiastków we krwi mogą mieć jednak znacząco bardziej niebezpieczne konsekwencje dla stanu zdrowia i rokowań niż dla osób z populacji ogólnej. Ograniczać sól w diecie z pewnością warto, ale obsesyjne „tropienie” sodu w każdym daniu i produkcie może być równie szkodliwe, co dosalanie, dlatego warto zachować zdrowy rozsądek – mówi dr hab. n. med. Ewa Jędrzejczyk-Patej, z Pracowni Elektrofizjologii i Stymulacji Serca Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, specjalistka Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Jak wykazała metaanaliza dziewięciu randomizowanych badań klinicznych[1], w przypadku osób z niewydolnością serca ograniczenie spożycia sodu w diecie do poniżej 2,3 grama dziennie nie przynosi dodatkowych korzyści zdrowotnych. Co więcej, może zwiększyć ryzyko zgonu.

– Wyniki nowej metaanalizy są ciekawe, jednak nie powiedziałabym, że zupełnie zaskakujące. Już od kilku lat w doniesieniach pojawiają się informacje sugerujące, że całkowita, restrykcyjna eliminacja soli z diety nie jest korzystna dla pacjentów z niewydolnością serca – zaznacza dr hab. n. med. Ewa Jędrzejczyk-Patej.

Hyponatremia, czyli niski poziom sodu we krwi, u pacjentów z niewydolnością serca jest czynnikiem złego rokowania i mówi wiele o zaawansowaniu niewydolności serca. Autorzy metaanalizy zaznaczają, że w świetle dostępnej wiedzy w codziennej diecie sól u chorych z niewydolnością serca powinniśmy ograniczać, ale dalszej oceny wymaga stopień tych ograniczeń.

– Trzeba zauważyć, że omawiane badanie dotyczyło pacjentów z niewydolnością serca. To inna grupa chorych niż pacjenci z nadciśnieniem tętniczym, których zwykle dotyczą podobne badania i analizy i u których obniżenie spożycia soli prowadzi do istotnej redukcji ciśnienia tętniczego krwi i ma korzystny wpływ na zdrowie. Warto wiedzieć, że pacjenci z niewydolnością serca stosują leki diuretyczne, które mają działanie odwadniające. Poprzez działanie tych leków pacjenci tracą między innymi sód i obniżają jego poziom we krwi. Gdy dodatkowo restrykcyjnie wyeliminują sód z diety, mogą wywołać u siebie dyselektrolitemię czyli zaburzenia elektrolitowe poprzez nadmierne usunięcie z organizmu potrzebnych pierwiastków. Wydalanie wody z organizmu może nie przebiegać prawidłowo, mogą pojawić się obrzęki. Dodatkowym możliwym zagrożeniem w opisywanej sytuacji jest zbyt duże obniżenie wartości ciśnienia tętniczego krwi. To wszystko może spowodować zaostrzenie niewydolności serca i pogorszenie stanu pacjenta – zamiast sobie pomóc, pacjent może sobie niechcący poważnie zaszkodzić, a co więcej pogorszyć swoje rokowania.

Jak zatem komponować codzienną dietę?
– Sód to pierwiastek potrzebny w organizmie człowieka. Zarówno jego nadmiar, jak i niedobór może być szkodliwy dla zdrowia, szczególnie dla pacjentów z niewydolnością serca, u których zaburzenia poziomu pierwiastków we krwi mogą mieć znacząco bardziej niekorzystne konsekwencje dla zdrowia niż w innych grupach chorych – zaznacza dr hab. n. med. Ewa Jędrzejczyk-Patej i proponuje dwa kluczowe zalecenia:
  1. Nie dosalajmy potraw i unikajmy wysoko przetworzonej żywności oraz gotowych produktów. Jedzenie typu fast food to prawdziwa bomba sodowa. Także dosalanie zdrowych co do zasady dań nie jest korzystne dla zdrowia – zarówno dla osób z populacji ogólnej, jak i dla pacjentów z niewydolnością serca. Sód jest obecny w produktach spożywczych i nie jest potrzebne dodatkowe dosalanie potraw.
  1. Jednocześnie nie ma potrzeby obsesyjnego „tropienia” i całkowitego eliminowania sodu z diety u chorych z niewydolnością serca – takie postępowanie może być równie szkodliwe, jak dosalanie, ponieważ sód to ważny i potrzebny pierwiastek w organizmie człowieka!
 
 
 
 
[1]https://www.acc.org/About-ACC/Press-Releases/2023/02/22/20/42/Too-Little-Sodium-Can-be-Harmful-to-Heart-Failure-Patients?fbclid=IwAR2UyHcY7AukofWRG72eWtQE56Ab2md60b90NKK9uPw_P2jf6sBGFKMMihk
źródło: SRS PTK
Sód to pierwiastek potrzebny w organizmie człowieka. Zarówno jego nadmiar, jak i niedobór może być groźny dla zdrowia – także dla pacjentów z niewydolnością serca. W tej grupie chorych wszelkie zaburzenia poziomu pierwiastków we krwi mogą mieć jednak znacząco bardziej niebezpieczne konsekwencje dla stanu zdrowia i rokowań niż dla osób z populacji ogólnej. Ograniczać sól w diecie z pewnością warto, ale obsesyjne „tropienie” sodu w każdym daniu i produkcie może być równie szkodliwe, co dosalanie, dlatego warto zachować zdrowy rozsądek – mówi dr hab. n. med. Ewa Jędrzejczyk-Patej, z Pracowni Elektrofizjologii i Stymulacji Serca Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, specjalistka Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Jak wykazała metaanaliza dziewięciu randomizowanych badań klinicznych[1], w przypadku osób z niewydolnością serca ograniczenie spożycia sodu w diecie do poniżej 2,3 grama dziennie nie przynosi dodatkowych korzyści zdrowotnych. Co więcej, może zwiększyć ryzyko zgonu.

– Wyniki nowej metaanalizy są ciekawe, jednak nie powiedziałabym, że zupełnie zaskakujące. Już od kilku lat w doniesieniach pojawiają się informacje sugerujące, że całkowita, restrykcyjna eliminacja soli z diety nie jest korzystna dla pacjentów z niewydolnością serca – zaznacza dr hab. n. med. Ewa Jędrzejczyk-Patej.

Hyponatremia, czyli niski poziom sodu we krwi, u pacjentów z niewydolnością serca jest czynnikiem złego rokowania i mówi wiele o zaawansowaniu niewydolności serca. Autorzy metaanalizy zaznaczają, że w świetle dostępnej wiedzy w codziennej diecie sól u chorych z niewydolnością serca powinniśmy ograniczać, ale dalszej oceny wymaga stopień tych ograniczeń.

– Trzeba zauważyć, że omawiane badanie dotyczyło pacjentów z niewydolnością serca. To inna grupa chorych niż pacjenci z nadciśnieniem tętniczym, których zwykle dotyczą podobne badania i analizy i u których obniżenie spożycia soli prowadzi do istotnej redukcji ciśnienia tętniczego krwi i ma korzystny wpływ na zdrowie. Warto wiedzieć, że pacjenci z niewydolnością serca stosują leki diuretyczne, które mają działanie odwadniające. Poprzez działanie tych leków pacjenci tracą między innymi sód i obniżają jego poziom we krwi. Gdy dodatkowo restrykcyjnie wyeliminują sód z diety, mogą wywołać u siebie dyselektrolitemię czyli zaburzenia elektrolitowe poprzez nadmierne usunięcie z organizmu potrzebnych pierwiastków. Wydalanie wody z organizmu może nie przebiegać prawidłowo, mogą pojawić się obrzęki. Dodatkowym możliwym zagrożeniem w opisywanej sytuacji jest zbyt duże obniżenie wartości ciśnienia tętniczego krwi. To wszystko może spowodować zaostrzenie niewydolności serca i pogorszenie stanu pacjenta – zamiast sobie pomóc, pacjent może sobie niechcący poważnie zaszkodzić, a co więcej pogorszyć swoje rokowania.

Jak zatem komponować codzienną dietę?
– Sód to pierwiastek potrzebny w organizmie człowieka. Zarówno jego nadmiar, jak i niedobór może być szkodliwy dla zdrowia, szczególnie dla pacjentów z niewydolnością serca, u których zaburzenia poziomu pierwiastków we krwi mogą mieć znacząco bardziej niekorzystne konsekwencje dla zdrowia niż w innych grupach chorych – zaznacza dr hab. n. med. Ewa Jędrzejczyk-Patej i proponuje dwa kluczowe zalecenia:
  1. Nie dosalajmy potraw i unikajmy wysoko przetworzonej żywności oraz gotowych produktów. Jedzenie typu fast food to prawdziwa bomba sodowa. Także dosalanie zdrowych co do zasady dań nie jest korzystne dla zdrowia – zarówno dla osób z populacji ogólnej, jak i dla pacjentów z niewydolnością serca. Sód jest obecny w produktach spożywczych i nie jest potrzebne dodatkowe dosalanie potraw.
  1. Jednocześnie nie ma potrzeby obsesyjnego „tropienia” i całkowitego eliminowania sodu z diety u chorych z niewydolnością serca – takie postępowanie może być równie szkodliwe, jak dosalanie, ponieważ sód to ważny i potrzebny pierwiastek w organizmie człowieka!
 
 
 
 
[1]https://www.acc.org/About-ACC/Press-Releases/2023/02/22/20/42/Too-Little-Sodium-Can-be-Harmful-to-Heart-Failure-Patients?fbclid=IwAR2UyHcY7AukofWRG72eWtQE56Ab2md60b90NKK9uPw_P2jf6sBGFKMMihk
źródło: SRS PTK
Soli niemowlętom nie należy w ogóle podawać, gdyż wystarczająca jej ilość znajduje się w mleku matki lub pokarmie modyfikowanym. Podanie zbyt dużej ilość soli na dobę zagrażałaby zdrowiu dziecka. Małym dzieciom, które już nie piją mleka matki, nie należy dosalać potraw.

Najlepszą, optymalną dietą dla niemowlęcia jest pokarm kobiecy. Niemowlę musi dostawać sól w mleku z piersi. Ono różni się tym od mleka krowiego, że ma niską zawartość sodu. Tzw. humanizacja mleka krowiego polega więc na m.in. obniżeniu zawartości białka i sodu oraz ustaleniu właściwego stosunku wapnia do fosforu. Doskonale wiemy, jakie jest zapotrzebowanie sodu na kilogram wagi. Jeden gram soli to jest 17 milimoli soli i sodu. Zapotrzebowanie u niemowlęcia wynosi 2 milimole na kilogram wagi. Ważące 4 kg niemowlę potrzebuje zatem 8 milimoli, czyli 300 do 500 miligramów soli na dobę w postaci mleka i płynów – tłumaczy prof. Andrzej Radzikowski, pediatra, specjalista chorób dziecięcych, gastroenterolog, wieloletni kierownik kliniki w dziecięcym Szpitalu Uniwersyteckim przy ul. Działdowskiej w Warszawie. Obecnie pracuje w Klinice Gastroenterologii i Żywienia Dzieci Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

„Zgodnie z aktualnymi zaleceniami należy unikać dodawania soli kuchennej do diety niemowląt. WHO zaleca zmniejszone spożycie soli u dzieci, aby uniknąć szkodliwego wzrostu ciśnienia tętniczego w późniejszym wieku. Chociaż zalecenia te dotyczą dzieci > 2. r.ż., unikanie dosalania pokarmów we wczesnym okresie życia może mieć korzystne znaczenie w kształtowaniu prawidłowych preferencji żywieniowych w wieku późniejszym” – czytamy w Zasadach żywienia zdrowych niemowląt. Stanowisko Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci, 2021.

Eksperci zalecają zatem niedosalanie posiłków i unikanie podawania bardzo słonych pokarmów, takich jak:

  •     pikle,
  •     solone mięsa,
  •     kostki rosołowe,
  •     zupy w proszku w późniejszych miesiącach życia dziecka.

Nie zapominajmy, że chipsy czy frytki nie są zalecane dzieciom również ze względu na wysoką zawartość soli.

„Zalecane spożycie sodu w diecie dziecka do 6. m.ż. wynosi około 120 mg i jest w całości pokrywane w ramach spożywanego mleka kobiecego lub mleka modyfikowanego. Dzieci w wieku 7.-11. m.ż. powinny spożywać nie więcej niż 0,2 g soli dziennie (czyli ok. 1 szczypta soli dziennie)” – wyjaśniają.

Brytyjski NHS przekonuje zaś, że dzieci w wieku:

  •     1 do 3 lat powinny spożywać nie więcej niż 2 g soli dziennie (0,8 g sodu),
  •     4 do 6 lat powinny spożywać nie więcej niż 3 g soli dziennie (1,2 g sodu),
  •     7 do 10 lat powinny spożywać nie więcej niż 5 g soli dziennie (2 g sodu),
  •     11 lat i powyżej powinny spożywać nie więcej niż 6 g soli dziennie (2,4 g sodu).

Dorośli natomiast powinni zjadać nie więcej niż 6 g soli dziennie (2,4 g sodu) – około 1 łyżeczki. W to wlicza się sól ‘niewidoczna”, a zatem ta zawarta w wędlinach, serze czy pieczywie.


Źródło: Serwis Zdrowie

 
Soli niemowlętom nie należy w ogóle podawać, gdyż wystarczająca jej ilość znajduje się w mleku matki lub pokarmie modyfikowanym. Podanie zbyt dużej ilość soli na dobę zagrażałaby zdrowiu dziecka. Małym dzieciom, które już nie piją mleka matki, nie należy dosalać potraw.

Najlepszą, optymalną dietą dla niemowlęcia jest pokarm kobiecy. Niemowlę musi dostawać sól w mleku z piersi. Ono różni się tym od mleka krowiego, że ma niską zawartość sodu. Tzw. humanizacja mleka krowiego polega więc na m.in. obniżeniu zawartości białka i sodu oraz ustaleniu właściwego stosunku wapnia do fosforu. Doskonale wiemy, jakie jest zapotrzebowanie sodu na kilogram wagi. Jeden gram soli to jest 17 milimoli soli i sodu. Zapotrzebowanie u niemowlęcia wynosi 2 milimole na kilogram wagi. Ważące 4 kg niemowlę potrzebuje zatem 8 milimoli, czyli 300 do 500 miligramów soli na dobę w postaci mleka i płynów – tłumaczy prof. Andrzej Radzikowski, pediatra, specjalista chorób dziecięcych, gastroenterolog, wieloletni kierownik kliniki w dziecięcym Szpitalu Uniwersyteckim przy ul. Działdowskiej w Warszawie. Obecnie pracuje w Klinice Gastroenterologii i Żywienia Dzieci Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

„Zgodnie z aktualnymi zaleceniami należy unikać dodawania soli kuchennej do diety niemowląt. WHO zaleca zmniejszone spożycie soli u dzieci, aby uniknąć szkodliwego wzrostu ciśnienia tętniczego w późniejszym wieku. Chociaż zalecenia te dotyczą dzieci > 2. r.ż., unikanie dosalania pokarmów we wczesnym okresie życia może mieć korzystne znaczenie w kształtowaniu prawidłowych preferencji żywieniowych w wieku późniejszym” – czytamy w Zasadach żywienia zdrowych niemowląt. Stanowisko Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci, 2021.

Eksperci zalecają zatem niedosalanie posiłków i unikanie podawania bardzo słonych pokarmów, takich jak:

  •     pikle,
  •     solone mięsa,
  •     kostki rosołowe,
  •     zupy w proszku w późniejszych miesiącach życia dziecka.

Nie zapominajmy, że chipsy czy frytki nie są zalecane dzieciom również ze względu na wysoką zawartość soli.

„Zalecane spożycie sodu w diecie dziecka do 6. m.ż. wynosi około 120 mg i jest w całości pokrywane w ramach spożywanego mleka kobiecego lub mleka modyfikowanego. Dzieci w wieku 7.-11. m.ż. powinny spożywać nie więcej niż 0,2 g soli dziennie (czyli ok. 1 szczypta soli dziennie)” – wyjaśniają.

Brytyjski NHS przekonuje zaś, że dzieci w wieku:

  •     1 do 3 lat powinny spożywać nie więcej niż 2 g soli dziennie (0,8 g sodu),
  •     4 do 6 lat powinny spożywać nie więcej niż 3 g soli dziennie (1,2 g sodu),
  •     7 do 10 lat powinny spożywać nie więcej niż 5 g soli dziennie (2 g sodu),
  •     11 lat i powyżej powinny spożywać nie więcej niż 6 g soli dziennie (2,4 g sodu).

Dorośli natomiast powinni zjadać nie więcej niż 6 g soli dziennie (2,4 g sodu) – około 1 łyżeczki. W to wlicza się sól ‘niewidoczna”, a zatem ta zawarta w wędlinach, serze czy pieczywie.


Źródło: Serwis Zdrowie