Medicalpress
Medycyna nuklearna staje się jednym z kluczowych elementów nowoczesnej diagnostyki i leczenia, szczególnie w onkologii, hematologii i kardiologii. Podczas XIX Zjazdu Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej eksperci oraz przedstawiciele organizacji pacjentów zwracali uwagę, że mimo dynamicznego rozwoju tej dziedziny jej potencjał w Polsce nadal ograniczają limity finansowania, nierówny dostęp do badań, braki kadrowe oraz niewystarczająca świadomość zarówno pacjentów, jak i części środowiska medycznego.
Podczas debaty odbywającej się w ramach tegorocznego Zjazdu Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej (PTMN) specjaliści reprezentujący różne dziedziny medycyny oraz organizacje pacjentów podkreślali, że medycyna nuklearna nie jest wyłącznie specjalistyczną diagnostyką obrazową. W onkologii, hematologii, endokrynologii i kardiologii staje się jednym z warunków nowoczesnego leczenia.

Pozwala ocenić nie tylko strukturę narządu, ale przede wszystkim jego funkcję, aktywność choroby i odpowiedź na terapię.

Jak podkreśla prof. dr hab. n. med. Leszek Królicki z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny nuklearnej:

„Medycyna nuklearna, w odróżnieniu od tomografii komputerowej, od rezonansu magnetycznego, nawet od ultrasonografii, przedstawia zaburzenia czynnościowe. Przedstawia przepływ krwi, czynność układów receptorowych, mechanizmów transportujących i ten element stanowi bardzo ważny wkład w to, by wybrać właściwą metodę leczenia”.

Diagnostyka, która zmienia decyzje terapeutyczne

Współczesna medycyna nuklearna coraz częściej łączy diagnostykę z terapią. Badania PET-CT pomagają określić zaawansowanie choroby, monitorować skuteczność leczenia i zdecydować, czy terapię należy kontynuować, zmienić albo zintensyfikować. Szczególne znaczenie ma teranostyka — podejście, w którym ten sam cel molekularny służy najpierw do rozpoznania choroby, a następnie do jej leczenia.

„My jako medycy nuklearni możemy rzeczywiście zaproponować postawienie ostatecznej diagnozy. To nie wszystko: jesteśmy w stanie określić stopień zaawansowania choroby, a dopiero wtedy tak naprawdę klinicysta rozpoczyna właściwe leczenie — precyzyjne, takie, które ma szansę uratować życie czy przedłużyć pacjentowi życie” — mówi prof. dr hab. n. med. Zbigniew Adamczewski, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, przewodniczący Komitetu Organizacyjnego XIX Zjazdu PTMN.

W hematologii znaczenie PET-CT jest już niepodważalne. Jak zaznacza prof. dr hab. n. med. Tomasz Wróbel, kierownik Kliniki Hematologii, Terapii Komórkowych i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu: „Współczesna hematologia nie może istnieć bez medycyny nuklearnej. Głównie mam na myśli badanie PET-CT, dlatego że leczenie nowotworów układu chłonnego, chłoniaków, ale też szpiczaka plazmocytowego, bez badania PET-CT właściwie nie jest współczesnym leczeniem”.

Limity, kolejki i utracony czas pacjenta

Największym problemem pozostaje dostępność. Rozszerzenie wskazań refundacyjnych zwiększyło liczbę pacjentów, którzy mogą skorzystać z badań PET-CT, ale nie rozwiązało problemu finansowania. Limity powodują, że pacjenci czekają, a lekarze szukają rozwiązań zastępczych.

„Co z tego, że limit kryterialny przejdzie pięciuset pacjentów, jeśli mamy pieniędzy na zrefundowanie jedynie trzystu. Czyli komu powiedzieć, kto jest bardziej chory, kto jest mniej chory?” — pyta dr n. med. Andrzej Kołodziejczyk, past prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej, specjalista medycyny nuklearnej reprezentujący 4. Wojskowy Szpital Kliniczny oraz Dolnośląskie Centrum Onkologii, Pulmonologii i Hematologii we Wrocławiu.

W opinii specjalistów opóźnienia mogą mieć bezpośrednie konsekwencje kliniczne. W raku płuca kilkutygodniowe lub kilkumiesięczne oczekiwanie na badanie może oznaczać utratę szansy na leczenie radykalne.

„Może się okazać, że na przykład ten pacjent z rakiem płuca zamiast za dwa tygodnie ma badanie za trzy miesiące, a w tym czasie jego stopień zaawansowania może dramatycznie się zwiększyć i pacjent już nie będzie mógł być operowany” — mówi prof. dr hab. n. med. Rafał Czepczyński z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej.

Także w hematologii czas ma znaczenie krytyczne. Badanie PET-CT wykonane zbyt późno może przestać być użyteczne.

„Jeżeli wynik przyjdzie za późno, to w zasadzie nie jesteśmy w stanie już go racjonalnie wykorzystać. Jeżeli badanie jest wykonane zbyt późno, jest wykonane bezsensownie” — podkreśla prof. Tomasz Wróbel.

Na znaczenie limitów z perspektywy pacjentów onkologicznych zwracał uwagę również Szymon Chrostowski, prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie.

„Myślę, że to jest największy problem pacjentów — karta diagnostyki i leczenia onkologicznego miała ułatwić dostęp do diagnostyki, ale kiedy pacjent wypada z tej ścieżki, zaczyna się bardzo duży problem z limitami” — mówi Szymon Chrostowski, prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie.

Pacjent sam szuka miejsca na badanie

Z perspektywy pacjentów problemem jest nie tylko długość kolejek, ale też nierówny dostęp regionalny i brak koordynacji. Chorzy często sami szukają placówki, w której badanie można wykonać szybciej — nierzadko w innym mieście.

„Z perspektywy pacjentów ważnym problemem jest brak dostępności i równości w dostępności tego badania. Jest regionalnie nierówny” — mówi Joanna Frontczak-Kazana z Fundacji Onkologicznej Alivia, członkini prezydium Rady Organizacji Pacjentów przy Rzeczniku Praw Pacjenta.

Jak dodaje, system powinien prowadzić pacjenta przez diagnostykę, a nie przerzucać na niego odpowiedzialność za znalezienie świadczenia.

„Wciąż mamy brak koordynacji. Ponieważ ten dostęp jest nierówny, choć coraz lepszy, pacjenci muszą sami poszukiwać miejsc, w których ewentualnie mogliby takie badanie wykonać szybciej”.

Perspektywę pacjenta z rakiem prostaty przedstawił także przedstawiciel Stowarzyszenia Gladiator, wskazując, że dobrze wyjaśniona diagnostyka może budzić ciekawość, a nie lęk.

„Kiedy powiedziano mi, że będzie to badanie izotopami, podszedłem do tego z wielkim zaciekawieniem. Ani się nie bałem, ani nie przyjąłem tego z entuzjazmem — byłem ciekaw, jak to technicznie wygląda” — mówi przedstawiciel Stowarzyszenia Gladiator.

Jednocześnie zwrócił uwagę na szerszy problem profilaktyki i niskiej zgłaszalności mężczyzn na badania.

„Bardzo ciężko namówić, szczególnie panów, na jakiekolwiek badania, chociażby te pierwsze, przesiewowe” — podkreśla przedstawiciel Stowarzyszenia Gladiator.

Kardiologia też potrzebuje medycyny nuklearnej

Choć medycyna nuklearna najczęściej kojarzona jest z onkologią, jej znaczenie rośnie także w kardiologii. Badania SPECT i PET mogą pomagać m.in. w ocenie ukrwienia mięśnia sercowego, ryzyka kolejnych zdarzeń sercowo-naczyniowych oraz rokowania po zawale.

„Bardzo często pacjenci kardiologiczni nie mają bladego pojęcia, że tego typu badania mogą być wykorzystywane do obrazowania chociażby ukrwienia mięśnia sercowego czy oceny ryzyka przyszłych zdarzeń sercowo-naczyniowych” — mówi Agnieszka Wołczenko, prezes Stowarzyszenia EcoSerce.

Jak podkreśla, nowoczesna diagnostyka powinna być szerzej uwzględniana w standardzie opieki nad pacjentem kardiologicznym.

„My potrzebujemy ścieżki diagnostycznej maksymalnie rozbudowanej o wszystkie najnowsze technologie, które są dostępne w Europie, spełniają standardy i są rekomendowane w wytycznych” — dodaje Agnieszka Wołczenko.

To pokazuje, że wyzwaniem nie jest wyłącznie dostępność badań, ale także szersze uwzględnienie medycyny nuklearnej w ścieżkach diagnostycznych poza onkologią.

Odczarować słowo „nuklearna”

Jednym z wyzwań pozostaje również potrzeba dalszego szerzenia wiedzy o medycynie nuklearnej. Słowo „nuklearna” nadal budzi lęk, a pacjenci często obawiają się izotopów bardziej niż konsekwencji opóźnionej diagnostyki lub progresji choroby.

„Musimy odkłamać rzeczywistość strachu przed izotopem. Często brak świadomości powoduje, że pacjent boi się przyjść do medyków nuklearnych, ponieważ to są IZOTOPY. Nie przejmuje się wszystkimi innymi niekorzyściami, progresją choroby, a boi się izotopów” — wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Marek Ruchała, kierownik Katedry i Kliniki Endokrynologii, Przemiany Materii i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, konsultant krajowy w dziedzinie endokrynologii.

Edukacja jest istotna także w odniesieniu do środowiska lekarskiego. Część lekarzy nadal nie kieruje pacjentów na badania medycyny nuklearnej, ponieważ nie zna pełnych możliwości tej dziedziny.

„Częściej jest tak, że lekarze nie kierują na te badania, ponieważ nie wiedzą, że mamy tak duże możliwości diagnostyczne, nie mówiąc już o terapeutycznych” — zaznacza prof. Rafał Czepczyński.

O potrzebie prostego, dobrze przygotowanego języka edukacji mówiła również Aleksandra Rudnicka, dziennikarka medyczna, rzeczniczka osób objętych opieką paliatywną i rzeczniczka Stowarzyszenia Onkologicznego Sanitas.

„Zauważyłam, że wiele placówek, które świadczą usługi medycyny nuklearnej, przygotowuje pacjentów. Informują o tym, co pacjenta czeka, czego nie powinien jeść, jak będzie wyglądało badanie. To bardzo ważne” — mówi Aleksandra Rudnicka.

Jak dodaje, oswojenie pacjenta z procedurą pomaga zmniejszyć lęk i zwiększa poczucie bezpieczeństwa.

Strategiczna inwestycja, nie koszt

Eksperci wskazują, że medycyna nuklearna powinna zostać potraktowana jako strategiczny element systemu ochrony zdrowia. Jej rozwój oznacza szybszą diagnostykę, trafniejsze decyzje terapeutyczne, mniej nietrafionych terapii i lepsze wykorzystanie publicznych środków.

„Medycyna nuklearna w kontekście leczniczym jest traktowana po macoszemu. To jest rzeczywisty problem, bo przecież techniki medycyny nuklearnej to jest jedna z najbardziej dynamicznie rozwijających się części medycyny” — mówi prof. dr hab. n. med. Piotr Rutkowski, chirurg onkolog, przedstawiciel Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Onkologicznego.

Zdaniem przedstawicieli organizacji pacjentów rozmowa z decydentami powinna jasno pokazywać, że inwestycja w diagnostykę i leczenie to nie wydatek, ale sposób na ograniczenie późniejszych kosztów systemu.

„Warto rozmawiać językiem pieniędzy. Podkreślać, że wykorzystanie technik medycyny nuklearnej płatnikowi po prostu się opłaci, a wydatki w odniesieniu do całego procesu leczniczego będą niższe” — mówi Dorota Korycińska, prezes Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej oraz Stowarzyszenia Neurofibromatozy Polska.

Medycyna nuklearna nie jest odległą przyszłością. To narzędzie, którego pacjenci potrzebują już dziś — w diagnostyce, kwalifikacji do leczenia, monitorowaniu terapii i coraz częściej również w samym leczeniu. Warunkiem jest jednak system, który pozwoli wykorzystać jej potencjał wtedy, kiedy dla pacjenta ma to największe znaczenie: na czas.

Żródło: inf pras

Polskie Towarzystwo Medycyny Nuklearnej wraz z przedstawicielami innych dyscyplin klinicznych apeluje do Ministerstwa Zdrowia o zniesienie limitów na procedury radioizotopowe. Argumenty? Ograniczenia nie służą ani pacjentom, ani systemowi opieki zdrowotnej. Dzięki zniesieniu limitów możemy leczyć pacjentów wcześniej, skuteczniej i taniej – przekonują specjaliści. Obecnie jedynie pacjenci spełniający wskazania do badania PET/CT, wymienione w rozporządzeniu Ministra Zdrowia i zarządzaniu Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, mogą liczyć na wykonanie tego badania w ramach finansowania ze środków publicznych
 
Polskie Towarzystwo Medycyny Nuklearnej postuluje zniesienie limitów na procedury radioizotopowe, wykorzystywane między innymi w diagnostyce onkologicznej, kardiologicznej, neurologicznej i endokrynologicznej. Specjaliści przekonują, że przez obowiązujące obecnie ograniczenia tracą zarówno pacjenci, jak i system opieki zdrowotnej.
 
Dr n. med. Andrzej Kołodziejczyk, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej, zauważa, że dla wielu procedur radioizotopowych nie istnieje alternatywa, czyli inne badania, które umożliwiałoby diagnostykę zmian na tak wczesnym etapie i w sposób tak samo precyzyjny, jak umożliwiają to dostępne powszechnie techniki diagnostyczne wykorzystujące izotopy promieniotwórcze.
 
– Procedury medycyny nuklearnej są obecnie najbardziej czułymi i specyficznymi technikami, zarówno w diagnostyce wstępnej, jak i ocenie efektów prowadzonej terapii oraz leczeniu w wielu dyscyplinach klinicznych. Co więcej, są to procedury precyzyjnie celowane i personalizowane. Oznacza to, że dzięki nim możemy diagnozować i leczyć nie na poziomie chorych narządów czy tkanek, ale chorych komórek. Potwierdzają to badania i wytyczne międzynarodowych towarzystw naukowych. Dysponujemy bezpiecznymi, skutecznymi i efektywnymi kosztowo metodami diagnozowania i leczenia pacjentów, ale problemem są ograniczenia administracyjne w stosowaniu procedur radioizotopowych. Apelujemy do Ministerstwa Zdrowia o zniesienie, wzorem procedur radiologicznych, tych ograniczeń i przekonujemy, że dzięki temu skorzystają zarówno pacjenci, jak i system opieki zdrowotnej – mówi dr Andrzej Kołodziejczyk.
 
Jak wyjaśnia prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej, w przypadku procedur medycyny nuklearnej obecnie problemem jest niejednokrotnie podwójne a nawet potrójne limitowanie, które ogranicza pacjentom dostęp do badań i terapii radioizotopowych.
 
Pierwszym limitem regulującym wykonywanie procedur medycyny nuklearnej jest Prawo Atomowe. Ustawa reguluje tak zwane „moce przerobowe” zakładów medycyny nuklearnej, adekwatnie do infrastruktury, w tym ilości i jakości urządzeń, zaplecza lokalowego, zabezpieczeń radiologicznych i liczebności personelu. To naturalny limit wynikający z samej natury ochrony radiologicznej będącej „abecadłem” każdego medyka nuklearnego. To mocny argument za zniesieniem limitów na procedury medycyny nuklearnej – już sama ustawa powoduje, że tych specyficznych procedur nie można wykonywać więcej niż to możliwe, bezpieczne i potrzebne. Drugi limit ma charakter administracyjno-finansowy. To bariery wynikające z kontraktów ośrodków z Narodowym Funduszem Zdrowia. To na tym etapie pojawiają się dodatkowe ograniczenia, które powodują mniejszą dostępność badań radioizotopowych i kolejki pacjentów oczekujących na diagnostykę nuklearną. Trzeci limit dotyczy rygorystycznych, określonych przez płatnika, wskazań do wykonywania badań PET/CT. To limit merytoryczny, który ogranicza grupę pacjentów, u których można wykonać tę procedurę do chorych jedynie z określonymi w przepisach wskazaniami (pomimo, że według aktualnej wiedzy medycznej możemy i powinniśmy stosować PET/CT u znacznie szerszej grupy pacjentów). Ostatnie dwa z wymienionych trzech ograniczeń skutkują generowaniem kolejek oraz znacznie utrudniają podejmowanie ostatecznych, optymalnych decyzji klinicznych – przyznaje dr Andrzej Kołodziejczyk.
 
Obecnie jedynie pacjenci spełniający wskazania do badania PET/CT, wymienione w rozporządzeniu Ministra Zdrowia i zarządzaniu Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, mogą liczyć na wykonanie tego badania w ramach finansowania ze środków publicznych.
 
– Tylko pacjenci opisani w przepisach mogą liczyć na to, że zostaną do badania PET/CT zakwalifikowani. Jeżeli chorzy już przeszli etap formalny, to spotykają się z limitem NFZ. Oznacza to, że jeśli ośrodek wyczerpał już na przykład pulę badań na dany okres, to pacjenci – na przykład w trakcie leczenia onkologicznego – powinni czekać na wykonanie badania do czasu, aż limit na nowo „wpuści ich do kolejki”. Klinicyści prowadzący pacjenta mogą w takiej sytuacji albo oczekiwać, że placówka medycyny nuklearnej zdecyduje o wykonaniu badania ponad limit (co jest ryzykowne w świetle obaw kadry zarządzającej ośrodkami o zapłatę za tak zwane nadwykonania) albo skierować pacjenta na inne, potencjalnie mniej czułe i skuteczne, ale nielimitowane badania. Takie postępowanie rzutuje na dalsze postępowanie a w efekcie na rokowanie. Nie jest to korzystne ani dla pacjenta, ani dla systemu opieki zdrowotnej. Leczenie, zamiast wczesne i skuteczne, może się okazać opóźnione i nie „do końca trafione”. A wtedy może determinować bardziej złożone i często znacznie bardziej kosztowne postępowanie. Mówiąc najprościej: nikomu się to nie opłaca – tłumaczy dr Andrzej Kołodziejczyk.
 
Pułapka czeka także na pacjentów objętych kartą DiLO. W ramach tej ścieżki diagnostyki onkologicznej procedury medycyny nuklearnej nie są limitowane. Diagnostyka wstępna odbywa się poza kolejnością i obejmuje wszystkich – również tych pacjentów, u których podejrzenie choroby nowotworowej nie zostanie potwierdzone. A to duży odsetek poddanych wstępnej diagnostyce onkologicznej. Dla chorych, którym postawiono już rozpoznanie, wspomniane ograniczenia zaczynają już jednak obowiązywać.
 
Pacjenci, którym w karcie DiLO postawiono rozpoznanie nowotworowe, stają się pacjentami „limitowanymi” – potwierdza prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej i wyjaśnia: – Konsylium zamknęło kartę DiLO, pacjent ma postawione rozpoznanie onkologiczne i w razie potrzeby wykonania badania radioizotopowego… staje w kolejce. Przykładem chorych, u których takie ograniczenie może poważnie rzutować na rokowania, są pacjenci hematoonkologiczni. W terapii chłoniaków trzeba oceniać zmiany i postęp terapii zarówno na wczesnym, jak i na późniejszym etapie leczenia i od tej zasady nie ma odstępstwa. Badania po prostu muszą być wykonane w odpowiednim czasie. To samo dotyczy pacjentów z rakiem płuca, mięsakami, rakiem jajnika. Od możliwości optymalnego wykonania procedur zależy rokowanie. Mowa zatem o limitach na wagę zdrowia i życia – przekonuje dr Andrzej Kołodziejczyk.
 
– Badanie PET/CT jest nieodzownym narzędziem w diagnostyce i monitorowaniu leczenia chorych na nowotwory układu chłonnego. W ostatnim czasie w Polsce zostało zrefundowanych wiele nowoczesnych, ale i bardzo kosztownych terapii, co wymaga ich umiejętnego i racjonalnego wykorzystania. Bez odpowiedniej diagnostyki obrazowej, szczególnie PET/CT, podejmowanie optymalnych dla chorego decyzji jest bardzo utrudnione. Obecnie nie ma możliwości prowadzenia nowoczesnego leczenia chorych na chłoniaka Hodgkina bez oceny PET/CT. W tej chorobie obrazowanie PET/CT pozwala ograniczyć chemioterapię u pacjentów z dobrą, wczesną odpowiedzią na leczenie, a zintensyfikować u tych z niezadowalającą regresją chłoniaka. Odpowiednia dostępność badania PET/CT nie tylko zmniejsza zatem narażenie wielu chorych na toksyczność leczenia, ale pozwala również płatnikowi na oszczędności związane z ograniczeniem terapii i mniejszymi kosztami leczenia działań niepożądanych. Ta technologia obrazowania ma podobnie szerokie zastosowanie w ocenie stopnia zaawansowania i ocenie skuteczności leczenia w większości chłoniaków nieziarniczych. Obecne zalecenia rekomendują wykorzystanie PET/CT w obrazowaniu zmian także u chorych na szpiczaka plazmocytowego. Z punktu widzenia hematologa dostęp do badania PET/CT w odpowiednim czasie umożliwia szybkie rozpoczęcie leczenia, a następnie jego monitorowanie. Ograniczenia dostępu do tego badania bardzo komplikują proces terapeutyczny. – komentuje prof. dr hab. n med. Tomasz Wróbel, Kierownik Katedry i Kliniki Hematologii, Terapii Komórkowych i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu
 
źródło: PTMN 
W ramach kampanii świadomościowej „Miesiąc medycyny nuklearnej” eksperci przybliżają społeczeństwu dziedzinę i najczęściej wykonywane badania z tego obszaru. Jak przygotować się do badania z użyciem radioizotopów? Tajniki medycyny nuklearnej odkrywa prof. dr hab. n. med. Rafał Czepczyński z Katedry i Kliniki Endokrynologii, Przemiany Materii i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinowskiego w Poznaniu, reprezentujący Polskie Towarzystwo Medycyny Nuklearnej.
Medycyna nuklearna zajmuje się używaniem izotopów radioaktywnych w diagnostyce i leczeniu. Początki tej dziedziny sięgają okresu II wojny światowej, kiedy to po raz pierwszy podano pacjentom radioaktywny jod do leczenia choroby tarczycy. Pionierem tej terapii był dr Saul Hertz, którego rodzice wyemigrowali do Bostonu z polskiego Golubia-Dobrzynia.

Rozwój fizyki jądrowej, chemii oraz technologii sprawił, że obecnie medycyna nuklearna to dziesiątki procedur, które wspomagają działanie diagnostyczne i terapeutyczne w wielu specjalnościach medycznych. Najczęściej dotyczy to onkologii i endokrynologii, ale bez dziedzin medycyny nuklearnej trudno też myśleć o współczesnej kardiologii, urologii czy neurologii. Z roku na rok pojawiają się nowe techniki diagnostyczne a także nowatorskie terapie. Są to najczęściej procedury nieinwazyjne, sprowadzające się do podania odpowiedniego środka radioaktywnego przez wkłucie dożylne, czasem doustnie. Następnie nowoczesne skanery rejestrują promieniowanie wychodzące z organizmu pacjenta. Specjaliści medycyny nuklearnej analizują dane z uzyskanych w ten sposób obrazów, umożliwiających uzyskanie szybkiej i precyzyjnej diagnozy.
 
1. Czy badania z wykorzystaniem izotopów promieniotwórczych są bezpieczne?
 
Promieniowanie jonizujące jest wszechobecne i nasze organizmy są do niewielkich dawek promieniowania przystosowane. Promieniowanie to pochodzi z kosmosu i z wnętrza Ziemi. Nawet nasze organizmy zawierają duże ilości potasu, którego część to radioaktywna forma potasu. W ciągu naszego życia, nawet bez stosowania jakichkolwiek medycznych procedur, otrzymujemy więc pewną dawkę promieniowania.
 
Dawka promieniowania, którą otrzymuje pacjent w związku z badaniem lub leczeniem z użyciem izotopów promieniotwórczych z zakresu medycyny nuklearnej jest całkowicie bezpieczna i nie powoduje żadnych problemów zdrowotnych. Udowodniono to na podstawie wieloletnich obserwacji setek tysięcy pacjentów poddanych takim procedurom w przeszłości, również dzieci. Nie zaobserwowano częstszego występowania chorób nowotworowych ani innych problemów zdrowotnych w porównaniu do ogółu ludności. Badania i terapie z użyciem izotopów promieniotwórczych można w razie potrzeby wielokrotnie powtarzać. Jednak, jak w każdej dziedzinie medycyny, należy zachować umiar i korzystać z nich tylko wtedy, kiedy przyniosą one jednoznaczną korzyść, na przykład ułatwią rozpoznanie jakiejś choroby czy pomogą w podjęciu decyzji o dalszym leczeniu.
 
W naszej pracy stosujemy zasadę: przeciwwskazaniem do badania jest brak wskazań do jego wykonania. Nasi pacjenci mogą być spokojni – nie tylko dlatego, że izotopy promieniotwórcze w niskich dawkach są obojętne dla organizmu, ale też dlatego, że sens zastosowania radioaktywności w każdym przypadku został dokładnie przeanalizowany przez lekarzy. Niezależnie od tego odpowiednie instytucje: Państwowa Agencja Atomistyki, Inspektorat Sanitarny, rygorystycznie nadzorują działalność naszych zakładów i aparaturę – tak, aby pacjent był całkowicie bezpieczny.

2. Kiedy wykonuje się badania z zakresu medycyny nuklearnej? Czy nie wystarczą tradycyjne badania – z krwi i obrazowe?
 
Badania z zakresu medycyny nuklearnej to najczęściej także badania obrazowe. Z tą różnicą, że uzyskiwane na ich podstawie informacje mówią więcej na temat czynności narządów czy rozmieszczenia tkanek patologicznych w obrębie różnych okolic ciała itp.
 
Zastosowanie radioaktywnych związków, które gromadzą się w konkretnych komórkach lub tkankach, pozwala na dokładne prześledzenie rozmieszczenia tych komórek w organizmie. Ma to ogromne znaczenie w chorobach nowotworowych, gdzie lekarze (onkolodzy, chirurdzy i inni specjaliści) muszą wiedzieć, jakie jest zaawansowanie choroby przed podjęciem leczenia. Później potrzebna będzie także wiedza, czy nie doszło do nawrotu choroby nowotworowej.
 
Podawane pacjentom związki radioaktywne „wyszukują” nieprawidłowe komórki na podstawie cech różniących je od komórek zdrowych. Może to być obecność charakterystycznych białek, receptorów na powierzchni komórek nowotworowych, których nie ma lub są mniej liczne w prawidłowej tkance. Można powiedzieć, że takie badania jak PET/CT czy SPECT/CT są często koniecznym uzupełnieniem badań laboratoryjnych i obrazowych, gdy na przykład badania krwi budzą podejrzenie rozwoju choroby, a klasyczne badania obrazowe nie mogą tego jednoznacznie potwierdzić.
 
Medycyna nuklearna to nie tylko wsparcie diagnostyczne w onkologii. W wielu innych dyscyplinach medycznych diagnostyka z użyciem związków radioaktywnych jest konieczna, by wykazać zaburzenia czynności narządów, które wymagają leczenia. W ostatnich latach pojawiły się nowe metody rozpoznawania różnych chorób neurologicznych (choroby otępienne, parkinsonizm), na podstawie rozmieszczenia podawanych choremu radioaktywnych substancji w odpowiednich strukturach mózgu. Jest to niezwykłe uproszczenie procesu diagnostycznego. Podobnie jest w chorobach serca, nerek i oczywiście w endokrynologii. Należy dodać, że badania diagnostyczne w medycynie nuklearnej są bezpieczne i nieinwazyjne, to znaczy poza zwykłą iniekcją dożylną pacjent nie jest narażony na żadne nieprzyjemne interwencje.
 
3. Jakie badania medycyny nuklearnej wykonuje się najczęściej? Czy ta dziedzina zajmuje się także leczeniem?
 
Jest kilka podstawowych badań, wykonywanych często. Należą do nich szeroko stosowane w diagnostyce onkologicznej badania PET-CT, a także badania scyntygraficzne kości. Poza onkologią często wykonuje się obrazowanie tarczycy, serca i nerek. Medycyna nuklearna dysponuje wieloma innymi badaniami, które wykonuje się rzadziej (to na przykład różne testy do oceny funkcjonowania mózgu). W niektórych chorobach stosuje się również leczenie za pomocą substancji radioaktywnych. Najczęściej terapia izotopowa dotyczy chorób tarczycy, zarówno nadczynności, jak i raka tego narządu. Rzadziej stosuje się leczenie chorób stawów, czy też przerzutów do kości. Leczenie izotopowe guzów neuroendokrynnych jest w Polsce stosowane już od 20 lat i polscy naukowcy mają znaczący udział w opracowaniu i ocenie skuteczności tych form leczenia. Istnieją także procedury terapii niektórych zaawansowanych chorób nowotworowych, jednak przed ich zastosowaniem w praktyce konieczne są wieloletnie badania nad ich bezpieczeństwem i skutecznością. Należy się spodziewać, że w kolejnych latach będziemy mogli oferować pacjentom nowe, nowoczesne formy leczenia radionuklidowego.
 
4. Czy badania z zakresu medycyny nuklearnej są bezbolesne i dobrze tolerowane?
 
Radiofarmaceutyki, czyli związki chemiczne podawane pacjentom w ramach badania diagnostycznego to zwykle proste substancje wstrzykiwane w bardzo małych ilościach. Standardowe substancje nie powodują reakcji alergicznych ani nie wpływają na funkcjonowanie narządów, służą jedynie ich obrazowaniu.
 
Promieniowanie jonizujące w stosowanych ilościach również nie powoduje żadnych niekorzystnych reakcji. W związku z tym nie należy się spodziewać żadnych objawów po zastosowanym preparacie. Niektóre specjalistyczne badania medycyny nuklearnej wymagają specjalnego przygotowania farmakologicznego, na przykład odstawienia niektórych leków lub też podania innych leków, które mają pobudzić funkcjonowanie niektórych narządów (przykładowo nerek lub serca). Wówczas niekiedy mogą się pojawić krótkotrwałe objawy, które wynikają z działania tych leków, ale nie „naszych” izotopów. Generalnie, badania z zakresu medycyny nuklearnej są bezpieczne i dobrze tolerowane. Dla niektórych niekomfortowy bywa jedynie moment ukłucia w czasie iniekcji dożylnej.
 
5. PET, PET-CT, PET-MR – czym różnią się te procedury?
 
Nie ma już badań PET. Wszystkie skanery PET są obecnie urządzeniami hybrydowymi, to znaczy posiadają w swojej strukturze dwa detektory:
 
1) do wykrywania promieniowania pochodzącego z radioaktywnego fluoru lub galu, który pacjent otrzymuje drogą dożylną (PET = pozytonowa tomografia emisyjna) oraz
2) do wykrywania promieniowania X wytwarzanego przez lampę rentgenowską (CT = tomografia komputerowa). Obraz CT daje możliwość precyzyjnego określenia lokalizacji w narządach zmian wykrytych w badaniu PET.
 
Samo badanie PET bez odnośnika anatomicznego byłoby trudne do zinterpretowania i obciążone dużą liczbą błędów. Niektóre skanery w miejsce tomografii posiadają rezonans magnetyczny (MR). Urządzenia typu PET-MR są potrzebne tylko w wybranych sytuacjach i nie są stosowane na szeroką skalę. Jeśli więc pacjent otrzymał skierowanie na badanie PET, to z pewnością będzie wykonane badanie PET-CT (ewentualnie PET-MR).
 
6. Jak należy przygotować się do badań z zakresu medycyny nuklearnej?
 
Część badań z zakresu medycyny nuklearnej nie wymaga żadnego przygotowania. Jeżeli na badanie kierowana jest kobieta w wieku prokreacyjnym, to powinna mieć pewność, że nie jest w ciąży. Ta zasada dotyczy wszystkich naszych procedur, stąd niekiedy konieczne może być wykonanie testu ciążowego w domu lub w szpitalu.
 
W przypadku niektórych procedur wymagane jest jakieś niezbyt skomplikowane przygotowanie, o których informujemy pacjenta w momencie umawiania na badanie. Niektóre badania wykonujemy na czczo (na przykład badanie PET-CT). W innych badaniach (badania kardiologiczne) pacjent powinien zjeść posiłek w trakcie procedury, żeby pobudzić wydzielanie żółci przez wątrobę, stąd w niektórych zakładach zaleca się przyniesienie ze sobą jedzenia.
 
Niektóre specjalistyczne badania (na przykład z zakresu endokrynologii) wymagają odstawienia niektórych leków przed badaniem. Za każdym razem informujemy o tym dokładnie pacjenta i lekarza kierującego, bo niektóre leki mogą zmniejszać dokładność badania i uzyskany wynik może być mało wiarygodny.

7.
Czy po wyjściu ze szpitala po wykonaniu badań z użyciem radioizotopów promieniotwórczych jest się bezpiecznym dla najbliższych? Czy warto na coś uważać?
 
Musimy mieć świadomość, że po przyjęciu izotopu promieniotwórczego pacjent przez jakiś czas może emitować ze swojego organizmu niewielkie ilości promieniowania. Również jego wydaliny, przede wszystkim mocz, będą zawierać substancje promieniotwórcze. Zapewniam, że są to bezpieczne ilości promieniowania i nie zrobią one krzywdy ani pacjentowi, ani jego bliskim.

Jednakże z uwagi na to, że w otoczeniu pacjenta może się znaleźć kobieta ciężarna lub małe dziecko, dla których powinniśmy w sposób szczególny ograniczać ekspozycję na promieniowanie i generalnie nie chcemy niekontrolowanego jego rozprzestrzeniania, to po zastosowanej procedurze polecamy ograniczyć kontakty z ludźmi, przede wszystkim z młodymi osobami.
Podejście jest indywidualne w zależności od wykonanej procedury. Izotopy radioaktywne stosowane w badaniach diagnostycznych działają krótko (szybko się rozpadają) i ograniczenie kontaktów nie musi trwać dłużej niż kilka godzin, maksymalnie jeden dzień.

W przypadku terapii chorób tarczycy używamy jodu radioaktywnego, który ma okres półrozpadu około 8 dni – dlatego ci pacjenci proszeni są o zachowanie „dystansu społecznego” przez dłuższy czas – na przykład przez jeden lub dwa tygodnie (zależy to także od podanej dawki i różnych innych czynników).

W bardzo nielicznych przypadkach (terapia raka tarczycy) pacjenci muszą pozostać w izolacji w obrębie specjalistycznego oddziału szpitalnego przez kilka dni. Ale, jak wspomniałem, przy najczęstszych naszych badaniach to naprawdę kwestia kilku godzin.

8. Kto może zlecić badanie z zakresu medycyny nuklearnej?

Badania z zakresu medycyny nuklearnej mogą być wykonane tylko na podstawie skierowania wydanego przez lekarza. Przed podaniem radioaktywnego związku pacjentowi nasi specjaliści zapoznają się z jego dokumentacją medyczną i weryfikują, czy lekarz kierujący zalecił właściwe badanie w danej sytuacji klinicznej i czy chory nie ma żadnych przeciwwskazań do jego wykonania. Jest to zwykle formalność i tylko w nielicznych przypadkach musimy zmieniać decyzję co do przeprowadzenia jakiejś procedury.

Niezależnie od kwestii medycznych, istnieją wymogi administracyjne Narodowego Funduszu Zdrowia, które musimy spełnić, aby badanie nie obciążało kieszeni pacjenta. Na przykład na badanie PET/CT może skierować chorego tylko lekarz-specjalista zatrudniony w poradni specjalistycznej lub w szpitalu. Ponadto skierowanie takie musi spełniać ściśle określone kryteria medyczne, które można znaleźć w internecie. Te kryteria mają ograniczyć wykonywanie kosztownych procedur w przypadkach, gdy nie są one niezbędne i mogą być zastąpione przez inne badania, na przykład bez narażania pacjenta na promieniowanie lub gdy po prostu nie przyniosą żadnej korzyści choremu.

Dynamiczny postęp wiedzy medycznej i technologii sprawił, że coraz częściej spotykamy pacjentów, u których powinniśmy wykonać nowoczesne badanie radioizotopowe, a nie możemy tego zrobić z uwagi na przeszkody formalne, na przykład brak refundacji. Dlatego medycy nuklearni wspierani przez onkologów i specjalistów innych dziedzin czynią starania o poszerzenie wskazań do badań PET i o finansowanie nowych, bardziej skutecznych procedur diagnostycznych i leczniczych, które wprawdzie są już dostępne w Polsce, ale nie można ich stosować powszechnie z uwagi na wysoki koszt. Zależy nam na tym, by polski pacjent miał taki sam dostęp do nowoczesnej medycyny nuklearnej jak pacjenci w innych krajach europejskich.

źródło: PTMN
W dniach 6-8 czerwca 2024 roku w Poznaniu odbywa się XVIII Zjazd naukowy Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej (PTMN). Hasłem przewodnim zjazdu jest: „Medycyna nuklearna – impakt kliniczny”, podkreślające interdyscyplinarny charakter tej dziedziny. Eksperci wskazali, że obecnie wykorzystanie medycyny nuklearnej jest niewystarczające w stosunku do potrzeb klinicznych i zaproponowali cztery postulaty dotyczące działań naprawczych dla poprawy sytuacji w obszarach priorytetowych.
Celem tegorocznej edycji zjazdu jest efektywna wymiana wiedzy pomiędzy specjalistami różnych dziedzin: medycyny nuklearnej, kardiologii, onkologii, endokrynologii i neurologii – tak, by procedury medycyny nuklearnej realizowane w wymienionych obszarach były stosowane zgodnie z aktualną wiedzą medyczną i możliwościami systemowymi, a także z jak największą korzyścią dla pacjentów.

Specjaliści zaakcentowali, że dynamiczny rozwój medycyny nuklearnej wymaga ściślejszej współpracy wszystkich zaangażowanych w proces diagnostyki i terapii nowotworów. Nadrzędnym celem jest poprawa dostępności do nowoczesnych i skutecznych metod leczenia, a zatem wzrost szans na remisję i wyleczenie oraz poprawa jakości życia pacjentów. To w dużej mierze procedury medycyny nuklearnej (np. PET/CT) istotnie determinują możliwość wdrożenia wczesnej i skutecznej terapii.

Jak przyznają specjaliści, obecnie dostęp do procedur z zakresu medycyny nuklearnej jest niewystarczający w stosunku do potrzeb: wiele procedur nie jest refundowanych lub ich refundacja jest bardzo ograniczona. Kolejki na badania liczone są nawet w miesiącach.

Podczas briefingu prasowego eksperci kliniczni wraz z liderami organizacji pacjentów rozmawiali o przyczynach tej sytuacji i możliwościach poprawy.

Eksperci wskazali konieczność podjęcia wspólnych działań dla poprawy w obszarach priorytetowych. Lista postulatów Towarzystwa:
 
1) działania w kierunku zwiększenia liczby specjalistów medycyny nuklearnej poprzez:
a) wpisanie medycyny nuklearnej do programu przedmiotów podstawowych (studia medyczne)
b) uznanie medycyny nuklearnej za specjalizację priorytetową (szkolenie podyplomowe)
2) poprawa i poszerzenie finansowania/ refundacji / dostępu do nowych wskazań dla procedur medycyny nuklearnej oraz zniesienie limitów dla procedur diagnostycznych medycyny nuklearnej
3) modernizacja i zakupy sprzętu (na przykład w ramach dedykowanych programów Ministerstwa Zdrowia)
4) zmiany regulacji odnośnie do możliwości produkcji na potrzeby własne ośrodków.
– Pragniemy przybliżyć medycynę nuklearną opinii publicznej, środowisku lekarskiemu i decydentom – tak, by z uznanych na świecie i rekomendowanych, najnowocześniejszych metod diagnostycznych i terapeutycznych, jakie oferuje ta dziedzina, pacjenci w Polsce mogli korzystać w sposób optymalny, z możliwie największą korzyścią dla swojego zdrowia i jakości życia – mówi dr  n. med. Andrzej Kołodziejczyk, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej.

W tym duchu zainaugurowano kampanię świadomościowo-edukacyjną pn. „Miesiąc medycyny nuklearnej”.
Do działań edukacyjnych zaproszono przedstawicieli organizacji pacjentów, z którymi specjaliści planują omówić możliwości i potrzeby wykorzystania procedur medycyny nuklearnej w każdym z kluczowych obszarów klinicznych.

– Kampania świadomościowa to wyjątkowa okazja do zaprezentowania szerszemu gronu odbiorców specyfiki medycyny nuklearnej i jej kluczowych procedur. Przypomnimy, jakie procedury są zawarte w aktualnych wytycznych i zaleceniach, jaka jest ich dostępność w ramach systemu opieki zdrowotnej w Polsce i jakie warunki muszą być spełnione, by wykorzystanie procedur medycyny nuklearnej było jak najbardziej optymalne.– mówi dr n. med. Andrzej Kołodziejczyk, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej.

Materiały edukacyjne dotyczące kampanii będą zamieszczane na profilu facebookowym Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej:
https://www.facebook.com/PolskieTowarzystwoMedycynyNuklearnej
 

źródło: PTMN

W dniach 26-28 maja 2022 roku w Białymstoku odbędzie się XVII Kongres Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej. Tematem wiodącym tegorocznej edycji spotkania naukowców zajmujących się diagnostyką i terapią radioizotopową będzie teranostyka izotopowa. W zjeździe specjalistów medycyny nuklearnej wezmą udział naukowcy i klinicyści z wiodących ośrodków z Polski i z zagranicy.
XVII Kongres Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej (PTMN) odbędzie się w stolicy Podlasia – Białymstoku.

– Podlasie zachwyca wielokulturowością – to tu Zachód wita Wschód, a Rzym Bizancjum. Naukową dumą naszego miasta jest rosnąca liczba zagranicznych studentów białostockich uczelni, w tym największej – Uniwersytetu Medycznego, który zajmuje wysokie miejsca w rankingach naukowych i wynikach medycznych egzaminów końcowych. Na naszej uczelni od siedmiu lat dysponujemy najnowocześniejszymi placówkami do diagnostyki i leczenia radioizotopami. Jesteśmy przekonani, że jako gospodarcze cyklicznego spotkania Środowiska medycyny nuklearnej z Polski i z zagranicy mamy naprawdę wiele do zaoferowania – mówi prof. Janusz Myśliwiec, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej UM w Białymstoku, członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej i Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego XVII Zjazdu PTMN.

Wiodącym tematem tegorocznej edycji cyklicznego spotkania naukowców zajmujących się diagnostyką i terapią radioizotopową będzie teranostyka izotopowa – ścisłe połączenie diagnostyki i terapii w celu dobrania do potrzeb konkretnego pacjenta celowanego leczenia, bezpiecznego i skutecznego jednocześnie.

– Idea teranostyki polega na tym, by na początku sprawdzić (zdiagnozować), czy dane lekarstwo, które według naszej wiedzy można zastosować w terapii danego schorzenia, rzeczywiście połączy się z komórkami chorobowymi. Dany lek podajemy tylko wtedy, kiedy stwierdzimy, że rzeczywiście łączy się on ze zmianami chorobowymi i leczenie z bardzo wysokim prawdopodobieństwem będzie skuteczne (wtedy następuje etap terapii) – wyjaśnia prof. Janusz Myśliwiec.

W trakcie Kongresu Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej tradycyjnie zaplanowano tematyczne sesje związane z zastosowaniem medycyny nuklearnej w dziedzinach takich jak: onkologia, neurologia, endokrynologia, kardiologia. W programie przewidziano także sesje poświęcone: przedklinicznym metodom obrazowania, klasycznej medycynie nuklearnej, sztucznej inteligencji w medycynie nuklearnej oraz procedurze PET w onkologii. Zaplanowano również sesje: Sekcji Techników i Pielęgniarek, Sekcji Radiofarmacji oraz Sekcji Fizyków PTMN. Wykłady teoretyczne uzupełnią dyskusje w formie wymiany doświadczeń klinicznych, sesja plakatowa oraz warsztaty praktyczne, w tym między innymi warsztaty Krajowego Centrum Ochrony Radiologicznej.

Do zaprezentowania wykładów podczas XVII Kongresu Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej zostali zaproszeni czołowi eksperci z wiodących polskich ośrodków oraz specjaliści z zagranicy, w tym między innymi: Prof. M. Luster (Marburg, Niemcy), Prof. K. Herrmann (Essen, Niemcy), Prof. C. Halldin (Sztokholm, Szwecja), Prof. W. Brenner (Berlin, Niemcy), Prof. A. Chiti (Mediolan, Włochy), Prof. J.N. Talbot (Paryż, Francja).

– Staraliśmy się, by program nadchodzącego Kongresu Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej sprostał najbardziej wygórowanym oczekiwaniom. Podczas naszego spotkania nie zabraknie podsumowania najważniejszych doniesień naukowych z obszaru medycyny nuklearnej, doświadczeń własnych ośrodków w tym zakresie i wielu, mamy nadzieję, cennych, inspirujących dyskusji o trendach i przyszłości diagnostyki i terapii radioizotopowej. W imieniu Zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej oraz Komitetów Naukowego i Organizacyjnego Kongresu serdecznie zapraszam w maju do Białegostoku, do wiosennej stolicy medycyny nuklearnej – mówi prof. Janusz Myśliwiec.
 
Więcej informacji o Kongresie Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej:
http://zjazdptmn.pl/

źródło: PTMN
W dniach 26-28 maja 2022 roku w Białymstoku odbędzie się XVII Kongres Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej. Tematem wiodącym tegorocznej edycji spotkania naukowców zajmujących się diagnostyką i terapią radioizotopową będzie teranostyka izotopowa. W zjeździe specjalistów medycyny nuklearnej wezmą udział naukowcy i klinicyści z wiodących ośrodków z Polski i z zagranicy.
XVII Kongres Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej (PTMN) odbędzie się w stolicy Podlasia – Białymstoku.

– Podlasie zachwyca wielokulturowością – to tu Zachód wita Wschód, a Rzym Bizancjum. Naukową dumą naszego miasta jest rosnąca liczba zagranicznych studentów białostockich uczelni, w tym największej – Uniwersytetu Medycznego, który zajmuje wysokie miejsca w rankingach naukowych i wynikach medycznych egzaminów końcowych. Na naszej uczelni od siedmiu lat dysponujemy najnowocześniejszymi placówkami do diagnostyki i leczenia radioizotopami. Jesteśmy przekonani, że jako gospodarcze cyklicznego spotkania Środowiska medycyny nuklearnej z Polski i z zagranicy mamy naprawdę wiele do zaoferowania – mówi prof. Janusz Myśliwiec, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej UM w Białymstoku, członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej i Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego XVII Zjazdu PTMN.

Wiodącym tematem tegorocznej edycji cyklicznego spotkania naukowców zajmujących się diagnostyką i terapią radioizotopową będzie teranostyka izotopowa – ścisłe połączenie diagnostyki i terapii w celu dobrania do potrzeb konkretnego pacjenta celowanego leczenia, bezpiecznego i skutecznego jednocześnie.

– Idea teranostyki polega na tym, by na początku sprawdzić (zdiagnozować), czy dane lekarstwo, które według naszej wiedzy można zastosować w terapii danego schorzenia, rzeczywiście połączy się z komórkami chorobowymi. Dany lek podajemy tylko wtedy, kiedy stwierdzimy, że rzeczywiście łączy się on ze zmianami chorobowymi i leczenie z bardzo wysokim prawdopodobieństwem będzie skuteczne (wtedy następuje etap terapii) – wyjaśnia prof. Janusz Myśliwiec.

W trakcie Kongresu Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej tradycyjnie zaplanowano tematyczne sesje związane z zastosowaniem medycyny nuklearnej w dziedzinach takich jak: onkologia, neurologia, endokrynologia, kardiologia. W programie przewidziano także sesje poświęcone: przedklinicznym metodom obrazowania, klasycznej medycynie nuklearnej, sztucznej inteligencji w medycynie nuklearnej oraz procedurze PET w onkologii. Zaplanowano również sesje: Sekcji Techników i Pielęgniarek, Sekcji Radiofarmacji oraz Sekcji Fizyków PTMN. Wykłady teoretyczne uzupełnią dyskusje w formie wymiany doświadczeń klinicznych, sesja plakatowa oraz warsztaty praktyczne, w tym między innymi warsztaty Krajowego Centrum Ochrony Radiologicznej.

Do zaprezentowania wykładów podczas XVII Kongresu Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej zostali zaproszeni czołowi eksperci z wiodących polskich ośrodków oraz specjaliści z zagranicy, w tym między innymi: Prof. M. Luster (Marburg, Niemcy), Prof. K. Herrmann (Essen, Niemcy), Prof. C. Halldin (Sztokholm, Szwecja), Prof. W. Brenner (Berlin, Niemcy), Prof. A. Chiti (Mediolan, Włochy), Prof. J.N. Talbot (Paryż, Francja).

– Staraliśmy się, by program nadchodzącego Kongresu Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej sprostał najbardziej wygórowanym oczekiwaniom. Podczas naszego spotkania nie zabraknie podsumowania najważniejszych doniesień naukowych z obszaru medycyny nuklearnej, doświadczeń własnych ośrodków w tym zakresie i wielu, mamy nadzieję, cennych, inspirujących dyskusji o trendach i przyszłości diagnostyki i terapii radioizotopowej. W imieniu Zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej oraz Komitetów Naukowego i Organizacyjnego Kongresu serdecznie zapraszam w maju do Białegostoku, do wiosennej stolicy medycyny nuklearnej – mówi prof. Janusz Myśliwiec.
 
Więcej informacji o Kongresie Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej:
http://zjazdptmn.pl/

źródło: PTMN
Wysoka czułość, bezpieczeństwo, możliwość zastosowania w nowych wskazaniach – rola procedur medycyny nuklearnej w kardiologii stale rośnie. Poszczególne techniki umożliwiają skuteczną diagnostykę pacjentów o nowym profilu klinicznym, w tym w zakresie oceny powikłań infekcji COVID-19. Staje się to niezwykle ważnym arsenałem w walce z aktualnymi wyzwaniami z obszaru zdrowia publicznego – uważa prof. Mirosław Dziuk, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej, członek grupy eksperckiej UNSCEAR United Nations Scientific Committee on the Effect of Atomic Radiation.
Komentarz eksperta

Schorzenia układu sercowo-naczyniowego to od wielu lat pierwsza przyczyna zgonów w polskim społeczeństwie i wciąż rosnące wyzwanie zdrowotne. Wiele mówi się o potrzebie wdrażania do praktyki klinicznej narzędzi, które pomogą skutecznie chronić zdrowie obywateli. W dziedzinie medycyny nuklearnej dysponujemy wieloma metodami, które pomagają skutecznie diagnozować, kontrolować terapię i leczyć najczęściej występujące schorzenia serca i naczyń.

W zakresie zastosowania procedur medycyny nuklearnej w dziedzinie kardiologii dominuje ocena diagnostyczna choroby wieńcowej, a ściślej – przewlekłych zespołów wieńcowych w aspekcie kwalifikacji do rewaskularyzacji. Chodzi o znaczącą pod względem liczebności grupę chorych – ponad 50 proc. pacjentów w naszych zakładach, do 300 pacjentów miesięcznie wg badania INCAPS[1].

Głównymi beneficjentami procedur medycyny nuklearnej w kardiologii są chorzy z objawami choroby wieńcowej, ale także pacjenci w trakcie i po już przebytej terapii z zakresu kardiologii interwencyjnej i kardiochirurgii, w tym po przebytych procedurach stentowania tętnic wieńcowych czy pomostowania aortalno-wieńcowego (tzw. bajpasach).

Kluczową rolą metod medycyny nuklearnej w kardiologii jest możliwość oceny funkcji serca. W wielu przypadkach do postawienia właściwej diagnozy i doboru optymalnej terapii nie wystarczy ocena samego obrazu serca – jako kardiolodzy chcemy wiedzieć, jak serce pacjenta dokładnie funkcjonuje, w którym miejscu ewentualnie niedomaga i dlaczego. Odpowiedzi na te pytania pozwalają nam znaleźć procedury takie jak scyntygrafia i PET.

Najczęściej stosowaną procedurą z zakresu medycyny nuklearnej w kardiologii jest scyntygrafia perfuzyjna serca. Badanie to jest ugruntowaną metodą diagnostyczną, pozostającą w I klasie zaleceń Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC) i dostępną w praktyce klinicznej od wielu lat.

Metoda ta jest wysoko oceniana zarówno w zakresie diagnostyki pierwotnej (traktowana w tym kontekście jako „ulepszona” próba wysiłkowa, ze znacząco większą dokładnością i czułością w zakresie rozpoznawania niedokrwienia mięśnia sercowego od tradycyjnych metod diagnostycznych), jak również w zakresie diagnostyki wtórnej, w tym w zastosowaniu u chorych po przebytych ostrych zespołach wieńcowych (OZW). Złotym standardem w ocenie żywotności mięśnia sercowego stało się badanie PET.

Istotne, że do zastosowania znanych i ugruntowanych metod medycyny nuklearnej pojawiają się w kardiologii nowe wskazania. To między innymi: amyloidoza serca, zapalenie mięśnia sercowego czy zapalenie osierdzia. Dodatkowo istnieje grupa wskazań do zastosowania procedur medycyny nuklearnej określanych mianem „4 I” – z angielskiego: inflammatory-, infective-, infiltrative-, and innervation (4Is) (obrazowanie zakażeń, stanów zapalnych, chorób naciekowych i obrazowanie unerwienia serca).

W określonych wskazaniach pacjentom kardiologicznym implantowane są różne protezy i urządzenia. Procedury interwencyjne, w tym związane z wprowadzeniem do organizmu pacjenta ciała obcego, niosą za sobą pewne ryzyko powikłań infekcyjnych, nie zawsze łatwych w diagnostyce za pomocą tradycyjnych, anatomicznych lub morfologicznych metod. Z pomocą przychodzą tu właśnie procedury medycyny nuklearnej, umożliwiające dokładną ocenę stanu i funkcji serca oraz naczyń.

Procedury medycyny nuklearnej ze względu na swoje doskonałe dopasowanie do indywidualnych uwarunkowań mogą przynieść wiele cennych diagnostycznie informacji, w tym pozwolić dobrać najlepszą w danym przypadku formę terapii oraz ocenić odpowiedź pacjenta na leczenie, co w kolejnym kroku umożliwia ewentualną zmianę schematu terapii i całościowo korzystnie wpływa na rokowanie. Ze względu na duże wykorzystywanie badań z zakresu kardiologii nuklearnej klinicyści mają duże doświadczenie w interpretacji wyników procedur medycyny nuklearnej. To kolejna zaleta badań z tego obszaru kardiologii.

Procedury z palety medycyny nuklearnej mają zastosowanie także w zakresie diagnostyki nowotworów serca. Ciekawym zastosowaniem tych badań jest także ocena mięśnia sercowego pacjenta prowadzona w ramach badań klinicznych, w tym na przykład w zakresie precyzyjnej oceny wpływu danego leku na mięsień sercowy.

Warto zaznaczyć, że zapotrzebowanie na zastosowanie procedur medycyny nuklearnej i rozwój nowych radiofarmaceutyków stale rośnie. Wynika to z rosnących potrzeb klinicznych, związanych między innymi ze starzejącym się społeczeństwem i epidemią schorzeń cywilizacyjnych.

Rozwijają się także możliwości terapeutyczne. Istotne jednak, że możliwości kardiologii nuklearnej wyprzedzają dostępność procedur z tego zakresu. Badania z zakresu medycyny nuklearnej nie są uwolnione od kwot kontraktu ośrodków z Narodowym Funduszem Zdrowia. Warto byłoby, za przykładem radiologii, uwolnić najbardziej potrzebne pacjentom procedury – w przypadku radiologii były to tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny, w przypadku medycyny nuklearnej bezwzględnie potrzebne jest uwolnienie badania PET i badań izotopowych niezbędnych dla leczenia chorób układu krążenia i nowotworów.

Warto dokładnie wyjaśnić tę potrzebę: istnieje znacząca grupa pacjentów, którzy w ramach procesu terapii wymagają badań izotopowych po wcześniej przeprowadzonych badaniach radiologicznych. O ile tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny są realizowane bez limitów, to procedury medycyny nuklearnej są już limitowane. Powoduje to, że pacjenci czekają na badania nuklearne w kolejkach i ten etap diagnostyki lub kontroli terapii staje się wąskim gardłem całego procesu diagnostyczno-terapeutycznego chorego.

Innym wyzwaniem w zakresie kardiologii nuklearnej są nieaktualizowane od kilku – a w niektórych przypadkach od kilkunastu lat – wyceny procedur medycyny nuklearnej oraz malejąca dostępność specjalistycznej kadry medycznej. Środki, które szpitale mogą zaproponować lekarzom specjalizującym się w zakresie medycyny nuklearnej są stosunkowo niskie. To, niestety, przekłada się na rosnące zainteresowanie lekarzy innymi specjalizacjami medycznymi.

Należy zauważyć, że dla rozwoju i doskonalenia medycyny nuklearnej w Polsce istnieją solidne podstawy. Zaplecze sprzętowe pod względem dostępności, rozmieszczenia i jakości regularnie unowocześnianych technologii jest zadowalające. Brakuje elementu drugiego, czyli możliwości maksymalnego wykorzystania istniejącego potencjału.

W ślad za wzmacniającą się pozycją procedur medycyny nuklearnej w kardiologii idzie rozwój nowych radiofarmaceutyków. W poszczególnych wskazaniach w zależności od indywidualnych potrzeb klinicznych danego pacjenta stosuje się różne radioznaczniki, które pozwalają ocenić stan i funkcjonowanie danego narządu czy naczyń. W Polsce w zakresie radiofarmacji czekamy na aktualizację uwarunkowań legislacyjnych, które umożliwiłby stosowanie w naszej praktyce klinicznej bezpiecznych, popartych dowodami naukowymi i uznanych na świecie nowych radiofarmaceutyków. Dziś napotykamy w tym kontekście na istotne ograniczenia.

Swoją wysoką wartość medycyna nuklearna po raz kolejny potwierdziła w dobie pandemii COVID-19. W czasie pandemii koronawirusa ocena chorych po przebytej infekcji odbywa się najczęściej za pomocą metod z zakresu radiologii. Bywają jednak sytuacje, takie jak powikłania kardiologiczne infekcji koronawirusowej, kiedy diagnostykę trzeba przeprowadzić za pomocą badania scyntygraficznego. Za pomocą tej procedury można między innymi miarodajnie ocenić stan serca pacjenta pod kątem powikłań związanych z zapaleniem mięśnia sercowego.

Najwięcej procedur z zakresu medycyny nuklearnej w kontekście powikłań infekcji COVID-19 wykonuje się u pacjentów pod kątem diagnostyki w kierunku zatorowości płucnej. Pacjent skarżący się na duszności nawet wiele dni i tygodni po przebytej infekcji koronawirusowej może cierpieć z powodu powikłań infekcji COVID-19, co nie zawsze może zostać uwidocznione w badaniu tomografii komputerowej. Mikrozatory w krążeniu płucnym są widoczne jedynie w scyntygrafii, stąd też przewaga tej procedury w zakresie diagnostyki tego schorzenia. Warto zaznaczyć, jak bardzo wczesna, właściwa diagnoza wpływa na przebieg procesu diagnostyczno-terapeutycznego, rokowania pacjenta i możliwość uchronienia chorego od potencjalnie śmiertelnych powikłań.

Medycyna nuklearna okazała się niezwykle pomocna nie tylko w ocenie kardiologicznych następstw związanych z zakażeniem COVID-19, lecz także w diagnostyce neurologicznych powikłań infekcji koronawirusowej, w tym tak zwanej mgły pocovidowej. Wiadomo, że zwykle zmiany czynnościowe zachodzące w mózgu w wyniku powikłań infekcji COVID-19 wyprzedzają pojawienie się zmian morfologicznych – zanim jakiekolwiek zmiany będą mogły być zbadane w procedurach takich jak rezonans magnetyczny czy koronarografia, zostaną ujawnione w badaniu PET lub scyntygrafii.

Wysoka czułość, bezpieczeństwo, możliwość zastosowania w nowych wskazaniach – rola procedur medycyny nuklearnej w kardiologii stale rośnie. Poszczególne techniki umożliwiają skuteczną diagnostykę pacjentów o nowym profilu klinicznym, w tym w zakresie oceny powikłań infekcji COVID-19. Staje się to niezwykle ważnym arsenałem w walce z aktualnymi wyzwaniami z obszaru zdrowia publicznego.

 
[1]https://humanhealth.iaea.org/HHW/NuclearMedicine/Conferences/IMIC2016/Presentations/2016-10-13_Thursday/PM/A-S8-Fund3/03_Vitola_Fundamentals3.pdf
źródło: PTMN
Wysoka czułość, bezpieczeństwo, możliwość zastosowania w nowych wskazaniach – rola procedur medycyny nuklearnej w kardiologii stale rośnie. Poszczególne techniki umożliwiają skuteczną diagnostykę pacjentów o nowym profilu klinicznym, w tym w zakresie oceny powikłań infekcji COVID-19. Staje się to niezwykle ważnym arsenałem w walce z aktualnymi wyzwaniami z obszaru zdrowia publicznego – uważa prof. Mirosław Dziuk, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej, członek grupy eksperckiej UNSCEAR United Nations Scientific Committee on the Effect of Atomic Radiation.
Komentarz eksperta

Schorzenia układu sercowo-naczyniowego to od wielu lat pierwsza przyczyna zgonów w polskim społeczeństwie i wciąż rosnące wyzwanie zdrowotne. Wiele mówi się o potrzebie wdrażania do praktyki klinicznej narzędzi, które pomogą skutecznie chronić zdrowie obywateli. W dziedzinie medycyny nuklearnej dysponujemy wieloma metodami, które pomagają skutecznie diagnozować, kontrolować terapię i leczyć najczęściej występujące schorzenia serca i naczyń.

W zakresie zastosowania procedur medycyny nuklearnej w dziedzinie kardiologii dominuje ocena diagnostyczna choroby wieńcowej, a ściślej – przewlekłych zespołów wieńcowych w aspekcie kwalifikacji do rewaskularyzacji. Chodzi o znaczącą pod względem liczebności grupę chorych – ponad 50 proc. pacjentów w naszych zakładach, do 300 pacjentów miesięcznie wg badania INCAPS[1].

Głównymi beneficjentami procedur medycyny nuklearnej w kardiologii są chorzy z objawami choroby wieńcowej, ale także pacjenci w trakcie i po już przebytej terapii z zakresu kardiologii interwencyjnej i kardiochirurgii, w tym po przebytych procedurach stentowania tętnic wieńcowych czy pomostowania aortalno-wieńcowego (tzw. bajpasach).

Kluczową rolą metod medycyny nuklearnej w kardiologii jest możliwość oceny funkcji serca. W wielu przypadkach do postawienia właściwej diagnozy i doboru optymalnej terapii nie wystarczy ocena samego obrazu serca – jako kardiolodzy chcemy wiedzieć, jak serce pacjenta dokładnie funkcjonuje, w którym miejscu ewentualnie niedomaga i dlaczego. Odpowiedzi na te pytania pozwalają nam znaleźć procedury takie jak scyntygrafia i PET.

Najczęściej stosowaną procedurą z zakresu medycyny nuklearnej w kardiologii jest scyntygrafia perfuzyjna serca. Badanie to jest ugruntowaną metodą diagnostyczną, pozostającą w I klasie zaleceń Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC) i dostępną w praktyce klinicznej od wielu lat.

Metoda ta jest wysoko oceniana zarówno w zakresie diagnostyki pierwotnej (traktowana w tym kontekście jako „ulepszona” próba wysiłkowa, ze znacząco większą dokładnością i czułością w zakresie rozpoznawania niedokrwienia mięśnia sercowego od tradycyjnych metod diagnostycznych), jak również w zakresie diagnostyki wtórnej, w tym w zastosowaniu u chorych po przebytych ostrych zespołach wieńcowych (OZW). Złotym standardem w ocenie żywotności mięśnia sercowego stało się badanie PET.

Istotne, że do zastosowania znanych i ugruntowanych metod medycyny nuklearnej pojawiają się w kardiologii nowe wskazania. To między innymi: amyloidoza serca, zapalenie mięśnia sercowego czy zapalenie osierdzia. Dodatkowo istnieje grupa wskazań do zastosowania procedur medycyny nuklearnej określanych mianem „4 I” – z angielskiego: inflammatory-, infective-, infiltrative-, and innervation (4Is) (obrazowanie zakażeń, stanów zapalnych, chorób naciekowych i obrazowanie unerwienia serca).

W określonych wskazaniach pacjentom kardiologicznym implantowane są różne protezy i urządzenia. Procedury interwencyjne, w tym związane z wprowadzeniem do organizmu pacjenta ciała obcego, niosą za sobą pewne ryzyko powikłań infekcyjnych, nie zawsze łatwych w diagnostyce za pomocą tradycyjnych, anatomicznych lub morfologicznych metod. Z pomocą przychodzą tu właśnie procedury medycyny nuklearnej, umożliwiające dokładną ocenę stanu i funkcji serca oraz naczyń.

Procedury medycyny nuklearnej ze względu na swoje doskonałe dopasowanie do indywidualnych uwarunkowań mogą przynieść wiele cennych diagnostycznie informacji, w tym pozwolić dobrać najlepszą w danym przypadku formę terapii oraz ocenić odpowiedź pacjenta na leczenie, co w kolejnym kroku umożliwia ewentualną zmianę schematu terapii i całościowo korzystnie wpływa na rokowanie. Ze względu na duże wykorzystywanie badań z zakresu kardiologii nuklearnej klinicyści mają duże doświadczenie w interpretacji wyników procedur medycyny nuklearnej. To kolejna zaleta badań z tego obszaru kardiologii.

Procedury z palety medycyny nuklearnej mają zastosowanie także w zakresie diagnostyki nowotworów serca. Ciekawym zastosowaniem tych badań jest także ocena mięśnia sercowego pacjenta prowadzona w ramach badań klinicznych, w tym na przykład w zakresie precyzyjnej oceny wpływu danego leku na mięsień sercowy.

Warto zaznaczyć, że zapotrzebowanie na zastosowanie procedur medycyny nuklearnej i rozwój nowych radiofarmaceutyków stale rośnie. Wynika to z rosnących potrzeb klinicznych, związanych między innymi ze starzejącym się społeczeństwem i epidemią schorzeń cywilizacyjnych.

Rozwijają się także możliwości terapeutyczne. Istotne jednak, że możliwości kardiologii nuklearnej wyprzedzają dostępność procedur z tego zakresu. Badania z zakresu medycyny nuklearnej nie są uwolnione od kwot kontraktu ośrodków z Narodowym Funduszem Zdrowia. Warto byłoby, za przykładem radiologii, uwolnić najbardziej potrzebne pacjentom procedury – w przypadku radiologii były to tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny, w przypadku medycyny nuklearnej bezwzględnie potrzebne jest uwolnienie badania PET i badań izotopowych niezbędnych dla leczenia chorób układu krążenia i nowotworów.

Warto dokładnie wyjaśnić tę potrzebę: istnieje znacząca grupa pacjentów, którzy w ramach procesu terapii wymagają badań izotopowych po wcześniej przeprowadzonych badaniach radiologicznych. O ile tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny są realizowane bez limitów, to procedury medycyny nuklearnej są już limitowane. Powoduje to, że pacjenci czekają na badania nuklearne w kolejkach i ten etap diagnostyki lub kontroli terapii staje się wąskim gardłem całego procesu diagnostyczno-terapeutycznego chorego.

Innym wyzwaniem w zakresie kardiologii nuklearnej są nieaktualizowane od kilku – a w niektórych przypadkach od kilkunastu lat – wyceny procedur medycyny nuklearnej oraz malejąca dostępność specjalistycznej kadry medycznej. Środki, które szpitale mogą zaproponować lekarzom specjalizującym się w zakresie medycyny nuklearnej są stosunkowo niskie. To, niestety, przekłada się na rosnące zainteresowanie lekarzy innymi specjalizacjami medycznymi.

Należy zauważyć, że dla rozwoju i doskonalenia medycyny nuklearnej w Polsce istnieją solidne podstawy. Zaplecze sprzętowe pod względem dostępności, rozmieszczenia i jakości regularnie unowocześnianych technologii jest zadowalające. Brakuje elementu drugiego, czyli możliwości maksymalnego wykorzystania istniejącego potencjału.

W ślad za wzmacniającą się pozycją procedur medycyny nuklearnej w kardiologii idzie rozwój nowych radiofarmaceutyków. W poszczególnych wskazaniach w zależności od indywidualnych potrzeb klinicznych danego pacjenta stosuje się różne radioznaczniki, które pozwalają ocenić stan i funkcjonowanie danego narządu czy naczyń. W Polsce w zakresie radiofarmacji czekamy na aktualizację uwarunkowań legislacyjnych, które umożliwiłby stosowanie w naszej praktyce klinicznej bezpiecznych, popartych dowodami naukowymi i uznanych na świecie nowych radiofarmaceutyków. Dziś napotykamy w tym kontekście na istotne ograniczenia.

Swoją wysoką wartość medycyna nuklearna po raz kolejny potwierdziła w dobie pandemii COVID-19. W czasie pandemii koronawirusa ocena chorych po przebytej infekcji odbywa się najczęściej za pomocą metod z zakresu radiologii. Bywają jednak sytuacje, takie jak powikłania kardiologiczne infekcji koronawirusowej, kiedy diagnostykę trzeba przeprowadzić za pomocą badania scyntygraficznego. Za pomocą tej procedury można między innymi miarodajnie ocenić stan serca pacjenta pod kątem powikłań związanych z zapaleniem mięśnia sercowego.

Najwięcej procedur z zakresu medycyny nuklearnej w kontekście powikłań infekcji COVID-19 wykonuje się u pacjentów pod kątem diagnostyki w kierunku zatorowości płucnej. Pacjent skarżący się na duszności nawet wiele dni i tygodni po przebytej infekcji koronawirusowej może cierpieć z powodu powikłań infekcji COVID-19, co nie zawsze może zostać uwidocznione w badaniu tomografii komputerowej. Mikrozatory w krążeniu płucnym są widoczne jedynie w scyntygrafii, stąd też przewaga tej procedury w zakresie diagnostyki tego schorzenia. Warto zaznaczyć, jak bardzo wczesna, właściwa diagnoza wpływa na przebieg procesu diagnostyczno-terapeutycznego, rokowania pacjenta i możliwość uchronienia chorego od potencjalnie śmiertelnych powikłań.

Medycyna nuklearna okazała się niezwykle pomocna nie tylko w ocenie kardiologicznych następstw związanych z zakażeniem COVID-19, lecz także w diagnostyce neurologicznych powikłań infekcji koronawirusowej, w tym tak zwanej mgły pocovidowej. Wiadomo, że zwykle zmiany czynnościowe zachodzące w mózgu w wyniku powikłań infekcji COVID-19 wyprzedzają pojawienie się zmian morfologicznych – zanim jakiekolwiek zmiany będą mogły być zbadane w procedurach takich jak rezonans magnetyczny czy koronarografia, zostaną ujawnione w badaniu PET lub scyntygrafii.

Wysoka czułość, bezpieczeństwo, możliwość zastosowania w nowych wskazaniach – rola procedur medycyny nuklearnej w kardiologii stale rośnie. Poszczególne techniki umożliwiają skuteczną diagnostykę pacjentów o nowym profilu klinicznym, w tym w zakresie oceny powikłań infekcji COVID-19. Staje się to niezwykle ważnym arsenałem w walce z aktualnymi wyzwaniami z obszaru zdrowia publicznego.

 
[1]https://humanhealth.iaea.org/HHW/NuclearMedicine/Conferences/IMIC2016/Presentations/2016-10-13_Thursday/PM/A-S8-Fund3/03_Vitola_Fundamentals3.pdf
źródło: PTMN
W przeszłości uznawana za chorobę rzadką, obecnie diagnozowana jest coraz częściej. Daje niespecyficzne, często wręcz mylące objawy. Prowadzi do niewydolności mięśnia sercowego. Amyloidozę serca można skutecznie diagnozować i coraz lepiej leczyć. Ważna jest świadomość specyfiki schorzenia i zastosowanie właściwych procedur, koniecznie na właściwym etapie, ponieważ chorzy nie mają czasu na długotrwały proces diagnostyczny – przekonuje prof. Magdalena Kostkiewicz, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II, ekspert Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej.
Choroba nierzadka
 
Amyloidoza serca w przeszłości była uznawana za chorobę rzadką. Obecnie jest rozpoznawana coraz częściej, chociaż, jak zaznacza prof. Magdalena Kostkiewicz, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II, ekspert Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej, ze względu na niespecyficzne objawy diagnostyka tego schorzenia bywa znaczącym wyzwaniem. 
 
– W procesie rozwoju amyloidozy serca kluczową rolę odgrywa odkładanie się w sercu charakterystycznych, nierozpuszczalnych, nieprawidłowo ukształtowanych białek. Według obecnego stanu wiedzy może być ich nawet do 30 typów. Dwa typy odpowiadają za ponad 95 proc. przypadków amyloidozy: łańcuchy lekkie immunoglobuliny – jest to amyloidoza AL i transterytyna – amyloidoza ATTR. Białka te, gromadząc się w mięśniu sercowym, powodują stopniowe pogarszanie się jego kurczliwości; najpierw funkcji rozkurczowej, a potem funkcji skurczowej. W wyniku postępu choroby stopniowo rozwija się niewydolność serca, schorzenie poważne i nieodwracalne – wyjaśnia prof. Magdalena Kostkiewicz.
 
Wyróżnia się dwie postaci amyloidozy ATTR: nabytą ATTR typu dzikiego, określaną również mianem amyloidozy starczej oraz formę dziedziczną. Amyloidoza transtyretynowa typu dzikiego najczęściej dotyczy starszych mężczyzn z niewydolnością serca. Niejednokrotnie współwystępuje z zespołem cieśni nadgarstka i zmianami w kręgosłupie lędźwiowym. Według najnowszych danych schorzenie może dotyczyć nawet 30 proc. dotąd niezdiagnozowanych przypadków pacjentów powyżej 60. roku życia z niewydolnością serca i niekiedy z wadą zastawki aortalnej. Dziedziczna postać ATTR rozwija się na podłożu mutacji genu TTR. Doniesienia w Polsce obejmują kilkadziesiąt przypadków, a ogniska endemiczne są obecne w wielu krajach, między innymi w Japonii, we Włoszech, w Portugalii oraz USA.
 
Mylące objawy
 
Trudnością w diagnostyce amyloidozy serca jest brak specyficznych dla tej choroby objawów.
– Prezentacja kliniczna amyloidozy jest bardzo niecharakterystyczna. Może to być zarówno niewydolność serca, jak i nieprawidłowa funkcja wielu narządów; głownie wątroby, nerek, centralnego układu nerwowego, ale również przewodu pokarmowego i narządu ruchu. Mówi się o pewnych cechach charakterystycznych w wyglądzie chorego, takich jak zasinienia wokół oczu, które w piśmiennictwie anglosaskim określa się jako „oczy szopa” – chodzi o ciemne sińce wokół oczu. U pacjenta może wystąpić powiększenie języka, zerwanie mięśnia ramiennego czy zwężenie cieśni nadgarstka. Jest to ogólnoustrojowa postać amyloidozy. Amyloidoza serca to przede wszystkim jego niewydolność, pojawianie się obrzęków na kończynach dolnych, trudności w oddychaniu, duszność – początkowo występująca po wysiłkach, potem nawet w spoczynku, stopniowe ograniczanie wydolności fizycznej i zaburzenia rytmu serca. Są to objawy niespecyficzne, które mogą dotyczyć także wielu innych chorób, stąd trudności w rozpoznaniu – tłumaczy prof. Magdalena Kostkiewicz.
 
Właściwe badania
 
Zdaniem ekspertki dokładne zebranie wywiadu to podstawa procesu skutecznej diagnostyki amyloidozy serca. Kolejny krok to badanie przedmiotowe pacjenta, następnie EKG, badanie  echokardiograficzne oraz badania laboratoryjne z krwi. W dalszej kolejności wykonuje się rezonans magnetyczny serca i badanie izotopowe. Jeśli po wykonaniu zleconych procedur nadal istnieją wątpliwości odnośnie do diagnozy, wykonuje się biopsję mięśnia serca. Niestety, bywa, że i to badanie nie przynosi jednoznacznej odpowiedzi.
 
– Biopsja jest badaniem potwierdzającym w sposób bezpośredni obecność amyloidu. Polega ona na pobraniu fragmentu mięśnia serca, bywa jednak, że pobrana w trakcie badania próbka nie jest akurat objęta procesem chorobowym, więc negatywny wynik nie zawsze przesądza o ostatecznym rozpoznaniu. Alternatywę dla biopsji stanowią badania z zakresu medycyny nuklearnej, które mogą zastąpić lub uzupełnić tę procedurę. Na ich podstawie możemy zdiagnozować bądź wykluczyć amyloidozę serca ATTR z trafnością na poziomie 98 proc. – mówi prof. Magdalena Kostkiewicz.
 
Badanie izotopowe
 
Badanie izotopowe SPECT stało się kluczową techniką w identyfikacji pacjentów z amyloidozą ATTR. W badaniu tym wykorzystuje się radioizotop technetu 99m w połączeniu ze znacznikami klasycznie stosowanymi w badaniu układu kostnego: jest to kwas 3,3-difosfo-no-1,2-propanodikarboksylowy (DPD) lub pirofosforan (PYP). Podczas badania izotopowego znacznik podaje się pacjentowi drogą dożylną i na podstawie odmiennego jego gromadzenia się w zdrowych i chorych partiach mięśnia serca dokonuje analizy uzyskanego w badaniu obrazu i potwierdza bądź wyklucza obecność amyloidozy.
 
Zdaniem prof. Magdaleny Kostkiewicz w procesie diagnostyki amyloidozy serca nie mniej ważny od właściwego doboru procedur jest krótki czas ich realizacji od momentu wystąpienia pierwszych objawów choroby. Bywa, że schorzenie ma bardzo dynamiczny przebieg. Zdaniem ekspertki coraz skuteczniejsze terapie mogą znacząco pomóc, ale powinny być zastosowane we właściwym czasie.
 
– W zależności od rodzaju amyloidozy rokowanie może obejmować czas przeżycia szacowany od kilkunastu miesięcy do kilku-kilkunastu lat. Na szczęście pojawiają się już terapie, które hamują proces chorobowy i w ten sposób mogą przedłużać pacjentom życie i poprawiać jego jakość. Kluczem do skutecznego leczenia jest jednak wczesna diagnostyka, ponieważ ze względu na specyfikę schorzenia  i krótki czas przeżycia pacjenci z amyloidozą serca „nie mają czasu” na długotrwały proces diagnostyczny. Kluczowa jest wrażliwość lekarza na różne niespecyficzne objawy zgłaszane przez chorego i odpowiednio ustalona ścieżka diagnostyczna, z zastosowaniem właściwych procedur we właściwym czasie. Badania podstawowe i obrazowe, w tym procedury medycyny nuklearnej, są obecnie w Polsce dostępne. Warto o nich wiedzieć i w razie potrzeby z nich korzystać – mówi prof. Magdalena Kostkiewicz.

źródło: Polskie Towarzysttwo Medycyny Nuklearnej

W przeszłości uznawana za chorobę rzadką, obecnie diagnozowana jest coraz częściej. Daje niespecyficzne, często wręcz mylące objawy. Prowadzi do niewydolności mięśnia sercowego. Amyloidozę serca można skutecznie diagnozować i coraz lepiej leczyć. Ważna jest świadomość specyfiki schorzenia i zastosowanie właściwych procedur, koniecznie na właściwym etapie, ponieważ chorzy nie mają czasu na długotrwały proces diagnostyczny – przekonuje prof. Magdalena Kostkiewicz, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II, ekspert Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej.
Choroba nierzadka
 
Amyloidoza serca w przeszłości była uznawana za chorobę rzadką. Obecnie jest rozpoznawana coraz częściej, chociaż, jak zaznacza prof. Magdalena Kostkiewicz, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. Jana Pawła II, ekspert Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej, ze względu na niespecyficzne objawy diagnostyka tego schorzenia bywa znaczącym wyzwaniem. 
 
– W procesie rozwoju amyloidozy serca kluczową rolę odgrywa odkładanie się w sercu charakterystycznych, nierozpuszczalnych, nieprawidłowo ukształtowanych białek. Według obecnego stanu wiedzy może być ich nawet do 30 typów. Dwa typy odpowiadają za ponad 95 proc. przypadków amyloidozy: łańcuchy lekkie immunoglobuliny – jest to amyloidoza AL i transterytyna – amyloidoza ATTR. Białka te, gromadząc się w mięśniu sercowym, powodują stopniowe pogarszanie się jego kurczliwości; najpierw funkcji rozkurczowej, a potem funkcji skurczowej. W wyniku postępu choroby stopniowo rozwija się niewydolność serca, schorzenie poważne i nieodwracalne – wyjaśnia prof. Magdalena Kostkiewicz.
 
Wyróżnia się dwie postaci amyloidozy ATTR: nabytą ATTR typu dzikiego, określaną również mianem amyloidozy starczej oraz formę dziedziczną. Amyloidoza transtyretynowa typu dzikiego najczęściej dotyczy starszych mężczyzn z niewydolnością serca. Niejednokrotnie współwystępuje z zespołem cieśni nadgarstka i zmianami w kręgosłupie lędźwiowym. Według najnowszych danych schorzenie może dotyczyć nawet 30 proc. dotąd niezdiagnozowanych przypadków pacjentów powyżej 60. roku życia z niewydolnością serca i niekiedy z wadą zastawki aortalnej. Dziedziczna postać ATTR rozwija się na podłożu mutacji genu TTR. Doniesienia w Polsce obejmują kilkadziesiąt przypadków, a ogniska endemiczne są obecne w wielu krajach, między innymi w Japonii, we Włoszech, w Portugalii oraz USA.
 
Mylące objawy
 
Trudnością w diagnostyce amyloidozy serca jest brak specyficznych dla tej choroby objawów.
– Prezentacja kliniczna amyloidozy jest bardzo niecharakterystyczna. Może to być zarówno niewydolność serca, jak i nieprawidłowa funkcja wielu narządów; głownie wątroby, nerek, centralnego układu nerwowego, ale również przewodu pokarmowego i narządu ruchu. Mówi się o pewnych cechach charakterystycznych w wyglądzie chorego, takich jak zasinienia wokół oczu, które w piśmiennictwie anglosaskim określa się jako „oczy szopa” – chodzi o ciemne sińce wokół oczu. U pacjenta może wystąpić powiększenie języka, zerwanie mięśnia ramiennego czy zwężenie cieśni nadgarstka. Jest to ogólnoustrojowa postać amyloidozy. Amyloidoza serca to przede wszystkim jego niewydolność, pojawianie się obrzęków na kończynach dolnych, trudności w oddychaniu, duszność – początkowo występująca po wysiłkach, potem nawet w spoczynku, stopniowe ograniczanie wydolności fizycznej i zaburzenia rytmu serca. Są to objawy niespecyficzne, które mogą dotyczyć także wielu innych chorób, stąd trudności w rozpoznaniu – tłumaczy prof. Magdalena Kostkiewicz.
 
Właściwe badania
 
Zdaniem ekspertki dokładne zebranie wywiadu to podstawa procesu skutecznej diagnostyki amyloidozy serca. Kolejny krok to badanie przedmiotowe pacjenta, następnie EKG, badanie  echokardiograficzne oraz badania laboratoryjne z krwi. W dalszej kolejności wykonuje się rezonans magnetyczny serca i badanie izotopowe. Jeśli po wykonaniu zleconych procedur nadal istnieją wątpliwości odnośnie do diagnozy, wykonuje się biopsję mięśnia serca. Niestety, bywa, że i to badanie nie przynosi jednoznacznej odpowiedzi.
 
– Biopsja jest badaniem potwierdzającym w sposób bezpośredni obecność amyloidu. Polega ona na pobraniu fragmentu mięśnia serca, bywa jednak, że pobrana w trakcie badania próbka nie jest akurat objęta procesem chorobowym, więc negatywny wynik nie zawsze przesądza o ostatecznym rozpoznaniu. Alternatywę dla biopsji stanowią badania z zakresu medycyny nuklearnej, które mogą zastąpić lub uzupełnić tę procedurę. Na ich podstawie możemy zdiagnozować bądź wykluczyć amyloidozę serca ATTR z trafnością na poziomie 98 proc. – mówi prof. Magdalena Kostkiewicz.
 
Badanie izotopowe
 
Badanie izotopowe SPECT stało się kluczową techniką w identyfikacji pacjentów z amyloidozą ATTR. W badaniu tym wykorzystuje się radioizotop technetu 99m w połączeniu ze znacznikami klasycznie stosowanymi w badaniu układu kostnego: jest to kwas 3,3-difosfo-no-1,2-propanodikarboksylowy (DPD) lub pirofosforan (PYP). Podczas badania izotopowego znacznik podaje się pacjentowi drogą dożylną i na podstawie odmiennego jego gromadzenia się w zdrowych i chorych partiach mięśnia serca dokonuje analizy uzyskanego w badaniu obrazu i potwierdza bądź wyklucza obecność amyloidozy.
 
Zdaniem prof. Magdaleny Kostkiewicz w procesie diagnostyki amyloidozy serca nie mniej ważny od właściwego doboru procedur jest krótki czas ich realizacji od momentu wystąpienia pierwszych objawów choroby. Bywa, że schorzenie ma bardzo dynamiczny przebieg. Zdaniem ekspertki coraz skuteczniejsze terapie mogą znacząco pomóc, ale powinny być zastosowane we właściwym czasie.
 
– W zależności od rodzaju amyloidozy rokowanie może obejmować czas przeżycia szacowany od kilkunastu miesięcy do kilku-kilkunastu lat. Na szczęście pojawiają się już terapie, które hamują proces chorobowy i w ten sposób mogą przedłużać pacjentom życie i poprawiać jego jakość. Kluczem do skutecznego leczenia jest jednak wczesna diagnostyka, ponieważ ze względu na specyfikę schorzenia  i krótki czas przeżycia pacjenci z amyloidozą serca „nie mają czasu” na długotrwały proces diagnostyczny. Kluczowa jest wrażliwość lekarza na różne niespecyficzne objawy zgłaszane przez chorego i odpowiednio ustalona ścieżka diagnostyczna, z zastosowaniem właściwych procedur we właściwym czasie. Badania podstawowe i obrazowe, w tym procedury medycyny nuklearnej, są obecnie w Polsce dostępne. Warto o nich wiedzieć i w razie potrzeby z nich korzystać – mówi prof. Magdalena Kostkiewicz.

źródło: Polskie Towarzysttwo Medycyny Nuklearnej