Medicalpress
Narodowy Fundusz Zdrowia wciąż nie zapłacił szpitalom ponad 2 mld zł za leczenie pacjentów w programach lekowych w 2025 r. To pieniądze za terapie, które już podano. Łączna wartość tych świadczeń sięga niemal 16 mld zł.
Szpitale, które realizują programy lekowe, muszą najpierw samodzielnie pokryć koszty terapii, zanim NFZ je rozliczy i za nie zapłaci. Jeśli są opóźnienia w płatnościach, placówki „kredytują” płatnika, aby móc dalej leczyć i kwalifikować do programów kolejnych chorych.

To nie jest problem pojedynczych terapii ani jednej grupy pacjentów. Z danych zebranych przez Federację Przedsiębiorców Polskich wynika, że szpitale nie otrzymały pełnych płatności zarówno za leczenie onkologiczne, jak i nieonkologiczne. Do tej pory NFZ rozliczył niespełna 14 mld zł za ubiegły rok. Na pozostałe środki placówki wciąż czekają, a zaległości dotyczą również drugiego i trzeciego kwartału ubiegłego roku.

Zaległości w rozliczeniach programów lekowych
Szpitale czekają na rozliczenie m.in. leczenia pacjentów z nowotworami hematoonkologicznymi, takimi jak ostra białaczka limfoblastyczna czy chłoniaki T- i B-komórkowe. Podobna sytuacja dotyczy nowotworów kobiecych. Za leczenie raka szyjki macicy Narodowy Fundusz Zdrowia zapłacił tylko 70 proc. należnych kwot, a w przypadku raka endometrium – 55 proc.

W programach lekowych dla pacjentów z chorobami nieonkologicznymi zaległości obejmują m.in. leczenie chorób nerek, choroby Parkinsona oraz leczenie profilaktyczne pacjentów po przeszczepach. Duże braki widać w leczeniu kardiomiopatii – tu NFZ uregulował 63 proc. zobowiązań – oraz miastenii, gdzie zapłacono tylko połowę należności.

„Ratujmy życie i zdrowie pacjentów poprzez umożliwienie im realnego dostępu do programów lekowych, zapewniając ich stabilne finansowanie” – mówiła prof. Alina Kułakowska w listopadzie, podczas prezentacji raportu „Dostępność programów lekowych w ocenie pacjentów”. W swojej wypowiedzi podkreślała, że programy lekowe przynoszą świetne efekty terapeutyczne i ekonomiczne. Apelowała do decydentów o niezmarnowanie tego, co już poprzez programy lekowe zostało osiągnięte, a co można stracić poprzez niestabilne ich finansowanie. Wskazała, że w neurologii kontrakty w regionach na realizację programów lekowych są niższe średnio o 16% vs rok poprzedni, co generuje nadwykonania, będące ogromnym problemem dla szpitali.[1]

Problem programów lekowych na forum dialogu społecznego
Programy lekowe są istotne dla zdrowia pacjentów. Federacja Przedsiębiorców Polskich zawnioskowała o omówienie tej kwestii podczas posiedzenia Trójstronnego Zespołu do spraw Ochrony Zdrowia, które ma się odbyć 18 lutego 2026 r. FPP oczekuje informacji o planowanym terminie uregulowania zaległych zobowiązań oraz przedstawienia zbiorczych danych dotyczących wartości kontraktów na programy lekowe w 2026 r.
 
 
 
[1] https://www.facebook.com/100063210729518/posts/dzi%C5%9B-prof-alina-ku%C5%82akowska-prezes-polskiego-towarzystwa-neurologicznego-wzi%C4%99%C5%82a-u/1141319444651736/ dostęp: 12.02.2026
Ministerstwo Zdrowia ogłosiło najnowszą listę refundacyjną, która wprowadza do systemu ochrony zdrowia 24 nowe leki i terapie. To jedna z najbogatszych aktualizacji w ostatnich latach, wśród nich znalazło się aż 9 terapii onkologicznych, 15 leków nieonkologicznych, 8 na choroby rzadkie. Ministerstwo podkreśla, że w obecnej odsłonie refundacji znalazło się także wiele pierwszych odpowiedników kluczowych leków, co może przełożyć się na dostępność i obniżenie kosztów terapii dla pacjentów.
„Koniec roku to dobra okazja do podsumowania polityki lekowej. Pojawiło się wiele nowych terapii, zwiększył się istotnie budżet. Nakłady na politykę lekową i refundację leków systematycznie wzrastają” – powiedziała wiceminister Katarzyna Kacperczyk. Wiceminister zaznaczyła, że od ostatniego, październikowego ogłoszenia wydano 585 decyzji dotyczących kontynuacji refundacji terapii, które znalazły się na liście w ramach wcześniejszych ogłoszeń. „Kontynuacja refundacji nie jest procesem technicznym – to wydanie nowej decyzji, wiążące się z zabezpieczeniem kosztów na 2-3 lata, w zależności od rodzaju leku. Robimy to tak, aby ocenić efektywność kosztową i skuteczność terapii, tak aby środki były wykorzystywane rozsądnie, a pacjenci mieli dostęp do nowych terapii” powiedziała wiceminister.

Na liście znalazło się 17 terapii realizowanych w programach lekowych i 7 nowości dostępnych w aptece, wśród nich jedna terapia o wysokim poziomie innowacyjności (TLI). Jednocześnie resort zdrowia zwraca uwagę, że aż 60 proc. wydatków na refundację apteczną stanowią leki dla pacjentów 65+, i zapowiada działania mające na celu ich bardziej racjonalne stosowanie, także poprzez kampanię edukacyjną skierowaną do seniorów.

Nowości w refundacji, czyli co trafia do pacjentów?

Wśród najważniejszych zmian znalazły się pierwsze odpowiedniki leków, które dotąd były trudno dostępne lub kosztowne:

Stanowią one odpowiedzi na potrzeby pacjentów z wieloma przewlekłymi i ostrymi schorzeniami, których wcześniej dostęp do terapii bywał ograniczony przez koszty lub brak refundacji odpowiedników.

Onkologia: nowe perspektywy leczenia

Nowa lista przynosi istotne rozszerzenia w leczeniu nowotworów, w tym:

To rozszerzenie ofert terapeutycznych stawia Polskę w gronie krajów, które systematycznie poprawiają dostęp do nowoczesnych terapii onkologicznych, co może zarówno wydłużyć życie pacjentów, jak i poprawić jego jakość. Leki te pojawiają się w refundacji w różnych liniach leczenia i różnych kombinacjach, co daje lekarzom większą elastyczność w leczeniu zaawansowanych nowotworów.

Refundacja nieonkologiczna: choroby rzadkie i powszechne

Poza leczeniem onkologicznym lista wprowadza istotne zmiany w obszarze chorób rzadkich:

Lista ta pokazuje, jak szerokie spektrum chorób obejmują zmiany refundacyjne, od chorób bardzo rzadkich po te powszechne i przewlekłe, które wymagają długotrwałej terapii i wsparcia systemowego.

Zmiany w aptece – wygoda i profilaktyka

Na poziomie aptecznym pojawiły się nowe produkty, które mogą ułatwić terapię powszechnie występujących schorzeń:

Jest to kolejny krok w kierunku kompleksowej terapii chorób przewlekłych, łączącej leki z wygodą stosowania i szeroką dostępnością.

Wysokospecjalistyczne terapie

Refundacja została przedłużona dla szeregu wysoko specjalistycznych terapii, które w ostatnich latach stały się standardem w leczeniu rzadkich i ciężkich schorzeń:

Utrzymanie tych terapii w refundacji to sygnał, że system jest w stanie zapewnić ciągłość leczenia również w najtrudniejszych przypadkach klinicznych.

Co to oznacza dla pacjentów i systemu?

Nowa lista refundacyjna to nie tylko katalog leków. To sygnał, że refundacja w Polsce jest dynamiczna i stara się nadążać za postępem medycznym. Szczególnie widoczne jest to w obszarze onkologii i chorób rzadkich – tam, gdzie nowoczesne terapie mogą zmieniać rokowania i poprawiać jakość życia.

Równocześnie jednak lista stawia przed systemem i środowiskiem medycznym wyzwania:
Styczniowa lista refundacyjna to krok naprzód zarówno w onkologii, jak i w obszarach medycyny przewlekłej czy chorób rzadkich. Jej siła tkwi w szerokim spektrum nowości, dostosowanych do potrzeb pacjentów na różnych etapach choroby. Wprowadzenie pierwszych odpowiedników, rozszerzenie dostępu do terapii i włączenie innowacyjnych rozwiązań do systemu refundacji pokazują, że Polsce zależy na nowoczesnej i dostępnej medycynie.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia

Rząd przyjął wstępny projekt ustawy budżetowej na 2026 rok i ogłosił rekordowe nakłady na ochronę zdrowia. Według Kancelarii Premiera oraz Ministerstwa Finansów na zdrowie ma trafić 247,8 mld zł, co odpowiada 6,81% PKB i oznacza wzrost o ponad 25 mld zł wobec bieżącego roku. Jednocześnie zapowiedziano zwiększenie finansowania programu in vitro do 600 mln zł oraz podniesienie środków na telefon zaufania do 30 mln zł. Deklaracje padają wprost: celem jest poprawa dostępności świadczeń i aby „dodatkowe środki zasilające system trafiały do pacjentów”.
W centrum przyszłorocznych wydatków znajdzie się – jak co roku – Narodowy Fundusz Zdrowia. Z projektu planu finansowego NFZ wynika, że przychody płatnika w 2026 r. mają wynieść 217,4 mld zł, w tym 184,3 mld zł ze składki i 26 mld zł dotacji z budżetu państwa. To nominalnie więcej niż w 2025 r., jednak już teraz padają pytania, czy założenia wystarczą, by pokryć rosnące koszty świadczeń, wynagrodzeń i leków. Część analiz ocenia, że plan może być niedoszacowany, co nieuchronnie prowadzi do dyskusji o skali „luki” i jej wpływie na bieżące kontraktowanie.

Tło makro liczb jest równie istotne: w 2025 r. łączny poziom wydatków publicznych na zdrowie planowano na ok. 221,7 mld zł. Przeskok do 247,8 mld zł w kolejnym roku to sygnał politycznego priorytetu, ale także rachunek za szybko drożejący system – od wycen procedur po minimalne płace w ochronie zdrowia i kolejne regulacje. Rząd podkreśla, że środki mają przełożyć się na realny dostęp do świadczeń, jednak praktyka ostatnich lat pokazuje, że ostateczny „oddech” systemu zależy nie tylko od kwoty globalnej, lecz również od tego, jak szybko trafi ona do koszyków: ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, szpitali, POZ i – szczególnie wrażliwych budżetowo – programów lekowych i chemioterapii.

Doświadczenia 2025 r. podpowiadają ostrożny optymizm. NFZ już w trakcie roku korygował plan i zwiększał środki m.in. na nadwykonania nielimitowane oraz rozliczenia w programach lekowych i chemioterapii, zasilając system dodatkową dotacją z budżetu państwa i własnym funduszem zapasowym. Jeśli w 2026 r. presja kosztowa nie osłabnie, podobnych korekt może być więcej. Dla pacjentów liczy się jednak to, czy wzrost nominalny przełoży się na krótsze kolejki i stabilne terapie. Tu kluczowe będzie tempo zawierania umów i rozliczeń świadczeń, a także terminowość finansowania „starych” zobowiązań, które co roku uszczuplają pulę na nowe kontrakty. 

Polityczna narracja o „rekordowych środkach” brzmi atrakcyjnie, ale to wykonanie budżetu – a więc realna praca płatnika i resortu zdrowia – zweryfikuje obietnice. W najbliższych miesiącach warto śledzić trzy wskaźniki: finalny plan finansowy NFZ po uzgodnieniach, dystrybucję środków między koszykami świadczeń oraz harmonogram kontraktowania na 2026 r. Dopiero te elementy zdecydują, czy 247,8 mld zł zmieni doświadczenie pacjenta w gabinecie i na oddziale, czy pozostanie liczbą w rządowej prezentacji.

Źródło: GOV

Większość pacjentów z rakiem płuca dowiaduje się o chorobie zbyt późno – kiedy pojawiają się objawy, guz jest już zaawansowany, a leczenie radykalne nie wchodzi w grę. Tymczasem dzięki prostemu badaniu – niskodawkowej tomografii komputerowej płuc – można wykryć zmiany nowotworowe we wczesnym stadium, gdy wciąż istnieje szansa na całkowite wyleczenie. Z okazji Światowego Dnia Raka Płuca, przypadającego 1 sierpnia, Polska Agencja Prasowa zorganizowała debatę ekspercką pt. „Droga do wyleczenia raka płuca – wyzwania i nadzieje”, podczas której specjaliści i pacjenci rozmawiali o profilaktyce, diagnostyce i nowoczesnym leczeniu tej choroby.
Program wczesnego wykrywania raka płuca to jeden z najważniejszych elementów strategii walki z tym nowotworem. Po zakończonym pilotażu, został przedłużony do końca 2025 roku i – jak zapowiedziała Aleksandra Wilk, dyrektorka Sekcji Raka Płuca, Fundacja „To Się Leczy” – oczekuje na decyzję o włączeniu do koszyka świadczeń gwarantowanych.

– „Z Ministerstwa Zdrowia poszło zlecenie do AOTMiT-u, aby wczesne wykrywanie raka płuca z użyciem niskodawkowej tomografii komputerowej zostało wpisane w program badań profilaktycznych” – poinformowała Wilk.

Program jest skierowany do osób w wieku 55–74 lat, które palą lub paliły papierosy (jeśli rzuciły nie później niż 15 lat temu), a także – w niektórych przypadkach – do osób młodszych z podwyższonym ryzykiem zawodowym lub genetycznym. Problem w tym, że niewielu pacjentów o nim wie. Nie wiedzą też często lekarze POZ.

– „Jest 26 ośrodków w Polsce, ponieważ bardzo mało osób o tym wie, zarówno i lekarze pierwszego kontaktu nie mają pojęcia w ogóle o tym programie, i społeczeństwo, że mogą się zgłaszać, mogą przekazywać swoim rodzinom, osobom, które palą, żeby sprawdziły, czy u nich jest wszystko w porządku” – mówiła Wilk.


Chcesz sprawdzić, czy kwalifikujesz się do programu i gdzie możesz wykonać badanie w swojej okolicy?
Odwiedź stronę Ministerstwa Zdrowia: gov.pl/web/zdrowie/program-badan-w-kierunku-wykrywania-raka-pluca

Tymczasem na raka płuca chorują również osoby, które nie mają żadnych typowych objawów. Kaszel? Często długo ignorowany lub leczony antybiotykami. Zmęczenie? Przypisywane pracy lub wiekowi. Właśnie tak wyglądały pierwsze symptomy u Piotra Zdunka, byłego reprezentanta Polski w hokeju na lodzie.

– „Nie miałem żadnych problemów ze zdrowiem. Normalnie funkcjonowałem” – opowiadał. – „To żona zwróciła uwagę, że mam dziwny kaszel, i zasugerowała, żebym poszedł na prześwietlenie płuc. (…) Zwodziłem ją – przecież nic mi nie jest, nic nie będzie. Ale gdy kaszel się nasilił, znowu nalegała. W końcu – dla świętego spokoju – powiedziałem: dobra, kochanie, chcesz, żebym poszedł, to pójdę, zrobię badania. Będę miał święty spokój.”

To właśnie „dla świętego spokoju” warto skorzystać z badania – zanim choroba się ujawni. Tym bardziej że dziś lekarz POZ może skierować pacjenta nie tylko na RTG klatki piersiowej, ale także na niskodawkową tomografię komputerową. Problem w tym, że wielu lekarzy wciąż nie korzysta z tej możliwości, a pacjenci błąkają się po systemie miesiącami.

– „To po prostu niestety jest dosyć częste. Ma szczęście ta osoba, która naprawdę trafi na odpowiedni ośrodek, ale jeżeli tego szczęścia nie ma, to ta diagnostyka wygląda właśnie tak, że jest przedłużona, a jeżeli trafia już do onkologa, do państwa, do klinicystów, to już jest to stadium zaawansowane” – relacjonowała Wilk.

Zaledwie 15–20% przypadków raka płuca rozpoznawanych jest we wczesnym stadium. – „Pozostała część, około 80%, to jest niestety już rozpoznanie w stanie zaawansowanym. (…) A zależy nam na tym, żeby można było zastosować leczenie radykalne w postaci operacji, a dla tych pacjentów, tak jak tutaj nasz gość, zastosować leczenie nadal radykalne z intencją wyleczenia, pomimo braku możliwości resekcji” – zaznaczyła Wilk.

Historia pana Piotra pokazuje, że nawet w sytuacjach trudnych można skutecznie walczyć z chorobą. Diagnoza: guz o średnicy 6 cm, nieoperacyjny. Zastosowano chemioterapię, a następnie radioterapię.

– „Pomógł mi naprawdę bardzo. Myślę, że dzięki niemu tutaj dzisiaj jestem i siedzę. Bo przy innym zastosowaniu mogłoby być zupełnie inaczej” – mówił o swoim leczeniu prowadzonym przez prof. Damiana Tworka.

– „Pan Piotr został początkowo zdyskwalifikowany z jednoczasowej radiochemioterapii. (…) Ale odpowiedź na chemioterapię miał znakomitą. Po dwóch cyklach guz praktycznie zniknął” – relacjonował dr hab. n. med. Damian Tworek, prof. UM, Klinika Pulmonologii Ogólnej i Onkologicznej, Uniwersytet Medyczny w Łodzi

Kluczowe było także włączenie immunoterapii durvalumabem w ramach programu ratunkowego dostępu do technologii lekowych (RDTL). – „To leczenie, które naprawdę poprawia wyniki leczenia. Utrwala to, co osiągamy radiochemioterapią” – podkreślił prof. Tworek.

Im wcześniej choroba zostanie wykryta, tym większa szansa, że pacjent będzie mógł skorzystać z nowoczesnych terapii. – „W raku drobnokomórkowym ta choroba jest bardziej agresywna, szybciej postępuje. (…) W raku niedrobnokomórkowym mamy większą grupę chorych, która ma szansę być leczona radykalnie” – mówiła dr n. med. Katarzyna Stencel, onkolog kliniczny, kierująca Oddziałem Klinicznym z Pododdziałem Dziennej Chemioterapii w Wielkopolskim Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii. – „Dzięki programowi wczesnego wykrywania na pewno tych chorych, których mamy szansę wyleczyć, będzie więcej”.

Jednak wciąż ogromną barierą jest dostępność i jakość diagnostyki molekularnej. W wielu ośrodkach materiał bywa niediagnostyczny, pacjenci muszą przechodzić kolejne biopsje. – „Mam teraz pacjenta z Dolnego Śląska, który ma już po raz trzeci pobierany materiał. (…) Obawiam się, że kiedy to rozpoznanie zostanie postawione, będziemy mieli po prostu już inne stadium zaawansowania” – mówiła Aleksandra Wilk.

Jak wyjaśnia dr hab. n. med. Andrzej Tysarowski, kierownik Zakładu Diagnostyki Genetycznej i Molekularnej Nowotworów, NIO-PIB w Warszawie – „oba podejścia terapeutyczne – terapia celowana i immunoterapia – wymagają wcześniejszego, precyzyjnego rozpoznania – czyli wykonania odpowiednich badań genetycznych lub immunohistochemicznych”.

W przypadku terapii celowanej poszukuje się konkretnych mutacji, które stanowią cel dla leku. W immunoterapii zaś analizuje się m.in. ekspresję białka PD-L1, ale coraz częściej sięga się również po genetyczne markery odpowiedzi na leczenie, takie jak mutacje w genach STK11 czy KEAP1.

W teorii każdy pacjent z niedrobnokomórkowym rakiem płuca powinien mieć zleconą pełną diagnostykę molekularną i immunohistochemiczną. W praktyce jednak bywa z tym różnie. – „Często ograniczeniem jest czas. Jeśli nie uda się szybko uzyskać wyników, pacjent trafia do schematów opartych na chemioterapii. Również możliwości ośrodka odgrywają istotną rolę – nie wszystkie dysponują własnym zapleczem diagnostycznym i muszą korzystać z usług zewnętrznych, co znacznie wydłuża cały proces” – zaznacza dr hab. Tysarowski.

W małych szpitalach materiał do badań potrafi przez wiele dni krążyć między laboratoriami, a zdarza się, że zostaje zużyty lub utrwalony w sposób uniemożliwiający analizę genetyczną. Tymczasem czas jest tu kluczowy – zarówno dla kwalifikacji do leczenia, jak i jego rozpoczęcia.

Płynna biopsja, czyli analiza krążącego DNA nowotworowego z krwi, może być odpowiedzią na problemy z materiałem. – „Szczególnie u pacjentów z niedrobnokomórkowym, nieoperacyjnym rakiem płuca, kiedy materiału tkankowego brakuje lub jest niediagnostyczny, biopsja płynna daje szansę na pełną kwalifikację do leczenia. Bez tego badania wielu terapii nie można w ogóle rozważyć” – zaznacza dr hab. Tysarowski.

Obecnie objęte refundacją są panele wielogenowe wykonywane z klasycznego materiału – bloczków parafinowych – pobranych podczas tradycyjnej biopsji. Diagnostyka taka jest możliwa w trybie ambulatoryjnym, o ile lekarz podejmie decyzję o zmianie programu leczenia i zleci badanie z materiału archiwalnego. Ale jeśli bloczka nie ma lub nie zawiera odpowiedniej ilości komórek nowotworowych, pacjent traci szansę na dopasowaną terapię.

Eksperci zgodnie wskazują, że jednym z kluczowych kroków w dalszym rozwoju systemu diagnostyki onkologicznej powinno być włączenie płynnej biopsji do standardowych świadczeń finansowanych ze środków publicznych – szczególnie w raku płuca, gdzie zastosowanie tej technologii przynosi nie tylko korzyści kliniczne, ale również szansę na lepsze zarządzanie ścieżką terapeutyczną pacjenta.

O przyszłości terapii raka płuca zadecyduje zatem nie tylko medycyna, ale też organizacja systemu. Szybka, dostępna diagnostyka, finansowanie innowacyjnych metod i równość w dostępie do leczenia stają się dziś równie istotne, jak sama skuteczność leków. – „Znaczenie płynnej biopsji w raku płuca jest naprawdę ogromne i staje się standardem diagnostycznym w krajach Europy Zachodniej” – podsumował dr hab. Tysarowski.

Na ile Polska dogoni te standardy – zależy od decyzji politycznych i woli wdrażania rozwiązań, które już są w zasięgu ręki. Zmiana nie wydarzy się sama. Ale jak pokazuje historia Piotra Zdunka, może się wydarzyć – jeśli system i lekarze działają razem.

Wszystkie cytowane wypowiedzi pochodzą z debaty pt. „Droga do wyleczenia raka płuca – wyzwania i nadzieje”, zorganizowanej przez Polską Agencję Prasową 31 lipca 2025 r. o godz. 14:00.

Źródło: transmisja debaty PAP

Eksperci: potencjał mamy, teraz trzeba go wykorzystać
– 46 miesięcy leczenia w stadium rozsiewu raka płuca – to coś, co jeszcze dekadę temu było nie do pomyślenia. – mówił prof. Dariusz M. Kowalski podczas konferencji „Nowoczesna diagnostyka i innowacyjne terapie w raku płuca – gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy?”, zorganizowanej przez Fundację TO SIĘ LECZY. Choroba, która przez lata oznaczała niemal pewną śmierć, dziś u części pacjentów staje się schorzeniem przewlekłym. Ale warunek jest jeden – trzeba działać szybko i precyzyjnie. Eksperci zgodnie przyznali: jesteśmy na ostatniej prostej do wprowadzenia w Polsce sieci Lung Cancer Units, ale by przeskoczyć na wyższy poziom opieki, trzeba uporządkować diagnostykę i lepiej wykorzystać dostępne już dziś terapie
Leczenie raka płuca w Polsce jeszcze nigdy nie miało takiego potencjału jak obecnie. W programie lekowym B6 dostępnych jest już 13 różnych technologii, a od 1 lipca 2025 roku dołączą kolejne – m.in. terapie okołooperacyjne z wykorzystaniem pembrolizumabu oraz nowe schematy leczenia ozymertynibem. To krok w stronę leczenia radykalnego, z intencją trwałego wyleczenia, nie tylko spowolnienia choroby. Ale postęp ten nie będzie miał realnego znaczenia bez sprawnie działającej diagnostyki molekularnej, właściwej kwalifikacji chorych i dostępu do ośrodków, które oferują pełne spektrum leczenia.

–  W Polsce nadal około połowy chorych rozpoznaje się w stadium uogólnionym. U części z nich proces diagnostyczny trwał tak długo, że przestają być kandydatami do jakiegokolwiek leczenia przeciwnowotworowego – podkreślał prof. Maciej Krzakowski, krajowy konsultant w dziedzinie onkologii klinicznej. Zauważalne są jednak pozytywne zmiany. –  Zwiększa się w Polsce odsetek chorych kwalifikowanych do resekcji miąższu płucnego – średnio to już 21,5%. To efekt lepszej koordynacji diagnostyki i powstawania zalążków ośrodków kompetencji – dodał profesor.

Diagnostyka: wciąż zbyt wolna i nierówna

Nowoczesne leczenie zaczyna się od trafnej i szybkiej diagnozy. Niestety, w Polsce ścieżka diagnostyczna pacjenta z podejrzeniem raka płuca często jest zbyt długa, a przez to – nieskuteczna.

– Czas ma znaczenie – a my go tracimy – mówiła Aleksandra Wilk, dyrektorka Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘ LECZY. – Pacjenci czekają tygodniami na badania obrazowe, a potem kolejne tygodnie na ich opis. Kiedy trafiają do specjalisty, trzeba zaczynać wszystko od nowa, bo tomografia sprzed 28 dni przestaje być aktualna. I tak tracimy miesiące, które mogłyby dać szansę na leczenie.

Dr Andrzej Tysarowski, kierownik Zakładu Diagnostyki Genetycznej i Molekularnej Nowotworów w Narodowym Instytucie Onkologii, wskazywał, że największym problemem jest brak zintegrowanych systemów i odpowiednich ścieżek w mniejszych ośrodkach. – W dużych jednostkach wszystko jest pod jednym dachem – od kliniki po laboratorium genetyczne. Ale w mniejszych placówkach materiał potrafi „wędrować” między ośrodkami tygodniami. A chory nie ma tego czasu. – tłumaczył. – Proste rozwiązania, jak wystawienie jednoczasowego skierowania na badanie patomorfologiczne i genetyczne, pozwalają oszczędzić wiele dni. Dziś zbyt często zlecenie na badania genetyczne wystawiane jest dopiero po otrzymaniu rozpoznania – a wtedy czas już działa przeciwko nam.

Równie ważna jest jakość i zakres wykonywanych badań. Choć technologia NGS (sekwencjonowania nowej generacji) pozwala w jednej analizie wykryć szerokie spektrum zmian genetycznych, w wielu ośrodkach nadal stosuje się ograniczone testy jednogenowe. – To powoduje, że część pacjentów trafia do leczenia bez pełnej diagnostyki molekularnej. Tymczasem nowoczesna onkologia wymaga precyzji. Musimy wiedzieć, z jakim nowotworem mamy do czynienia i jakie ma cechy genetyczne, by dobrać skuteczną terapię – mówił dr Tysarowski. Dodatkowym problemem jest brak finansowania badań z tzw. płynnej biopsji, czyli analiz materiału pozyskiwanego z krwi. –To ogromna szansa dla pacjentów, u których nie starcza materiału lub jest on niediagnostyczny, a takich przypadków jest nawet 30%. – zaznaczył dr Tysarowski. Płynna biopsja to jednak nie tylko rozwiązanie „na start”, ale także narzędzie do monitorowania leczenia i identyfikacji nabytych mechanizmów oporności. –Nowoczesne terapie – np. inhibitory EGFR, ALK czy NTRK – w pewnym momencie przestają działać, bo pojawiają się mutacje opornościowe. Dzięki płynnej biopsji można je szybko wykryć i zmienić strategię leczenia zanim choroba wymknie się spod kontroli – tłumaczył.

Prof. Maciej Krzakowski podkreślał, że kluczowa jest organizacja: – W naszym ośrodku skierowania na wszystkie konieczne badania – patomorfologiczne, molekularne i PD-L1 – wystawiane są od razu. To powinien być standard we wszystkich placówkach, które chcą leczyć raka płuca zgodnie z aktualną wiedzą medyczną. Tymczasem w wielu szpitalach brakuje nie tylko integracji ścieżek, ale i możliwości finansowania badań. Oznaczenie PD-L1 – kluczowe dla kwalifikacji do immunoterapii – jest refundowane tylko w ośrodkach posiadających akredytację w ramach zakończonego pilotażu. Pozostałe muszą finansować badanie we własnym zakresie lub go nie wykonują, ograniczając dostęp do leczenia.

Nowoczesne terapie celowane – ogromny postęp i ogromne potrzeby

– 46 miesięcy leczenia w stadium rozsiewu raka płuca – to coś, co jeszcze dekadę temu było nie do pomyślenia – mówił prof. Dariusz M. Kowalski, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca prezentując dane z badań nad lekami ukierunkowanymi molekularnie. –  W ostatnim czasie pojawiły się nowe implementacje do leczenia radykalnego, w tym ozymertynib, a więc przykład terapii dla bardzo małych populacji chorych, którzy jednak odnoszą z niej szczególne korzyści. Redukcja ryzyka nawrotu choroby sięga nawet 80–90%. Widzimy spektakularne efekty, ale jednocześnie zbyt wielu pacjentów nie może z nich skorzystać. To właśnie te niezaspokojone potrzeby są dziś największym wyzwaniem klinicznym.

W programie lekowym B.6 dostępnych jest obecnie kilkanaście nowoczesnych terapii celowanych. Obejmują one m.in. inhibitory kinazy tyrozynowej dla określonych mutacji – EGFR, ALK, ROS1, NTRK czy KRAS – a także terapie okołooperacyjne dla pacjentów po resekcji guza. Ale lista oczekiwań jest znacznie dłuższa. – Od ośmiu lat w Polsce nie mamy refundacji leczenia dla pacjentów z mutacją BRAF V600E. To zaledwie 2% chorych, ale ich czas odpowiedzi na leczenie liczony jest w latach – 30 miesięcy bez progresji w I linii, ponad 50% przeżyć 3-letnich. To musi robić wrażenie – zaznaczał prof. Kowalski, odnosząc się do wyników terapii skojarzonej enkorafenibem i binimetynibem, ocenianej m.in. w badaniu PHAROS.

Eksperci z niecierpliwością wyczekują też dostępu do świetnie znanego im już ozymertynibu we wcześniejszym stadium zaawansowania – Trzeba również powiedzieć o badaniu LAURA i leczeniu na które czekamy i które, mam nadzieję, będzie lada chwila dostępne. Ozymertynib można bowiem zastosować po radykalnym leczeniu. W tym przypadku należy zwrócić uwagę na 8-krotną różnicę czasu wolnego od progresji i 5-krotną różnicę w odsetku przeżyć 24-miesięcznych w porównaniu do metod stosowanych do tej pory. – podkreślił prof. Kowalski.

Szczególną nadzieję środowiska onkologów budzi amiwantamab – przeciwciało bispecyficzne, które wykazuje skuteczność w trzech sytuacjach klinicznych: u pacjentów z mutacjami w eksonie 20 genu EGFR, w terapii po progresji po ozymertynibie oraz w połączeniu z inhibitorem lazertynibem jako leczenie pierwszej linii. – Wskazania są różne, ale wspólny mianownik to realna poprawa przeżyć – i to statystycznie istotna. To nie kosmetyka. To możliwość uzyskania nawet 56% przeżyć 3-letnich – mówił profesor Kowalski.

Na liście leków, które powinny jak najszybciej trafić do refundacji, według ekspertów, są też terapie dla pacjentów z rearanżacjami RET (np. selperkatynib), mutacjami MET (kapmatynib, tepotynib) oraz zaburzeniami HER2 (trastuzumab derukstekan).

Już od dawna mamy opcję konsolidacji radiochemioterapii radykalnej u chorych na miejscowo zaawansowane nowotwory. Myślę, że w niedługim czasie będzie to dotyczyło również raka drobnokomórkowego. Mamy silne i wiarygodne dowody na to, że można poprawić indeks terapeutyczny dzięki immunoterapii konsolidującej – pod jednym warunkiem. Podstawą jest prawidłowe leczenie miejscoweprof. Maciej Krzakowski odniósł się do zastosowania durwalumabu w badania ADRIATIC, którego wyniki są bardzo obiecujące dla pacjentów z wczesnym rakiem drobnokomórkowym.

Czasem przeszkodą w dostępie nie jest brak decyzji refundacyjnej – a… brak wniosku refundacyjnego. –Mamy do czynienia z sytuacjami, gdy firmy nie składają wniosków, bo populacja jest zbyt mała, by to było opłacalne. Korzystają z możliwości RDTL – czyli ratunkowego dostępu do terapii lekowych – i nie idą dalej – mówił Mateusz Oczkowski z Z-ca Kierownika Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia.

To z kolei rodzi pytanie: ilu pacjentów faktycznie ma szansę na RDTL? I czy – gdy taka terapia pojawia się dopiero po wyczerpaniu standardowych opcji – pacjent nadal jest w stanie z niej skorzystać? –RDTL miał być pomostem, a często staje się ślepą uliczką. Potrzebujemy jego ucywilizowania – tak, aby stał się mechanizmem wyrównującym szanse, a nie selekcją dla najsilniejszych, najbardziej zorientowanych lub najlepiej umocowanych pacjentów – zaznaczył Oczkowski. – Czas najwyższy, by przekształcić go w system dostępny dla każdego, kto spełnia wskazania medyczne, a nie tylko dla tych, którzy mają szczęście doświadczyć dobrej woli lub organizacyjnej sprawności ośrodka.

Prof. Maciej Krzakowski dodał, że wiele zależy od samego świadczeniodawcy. –To lekarz powinien myśleć o RDTL już w momencie diagnozy – a nie wtedy, gdy pacjent nie ma już siły na kontynuację leczenia.

Immunoterapia zmienia reguły gry – ale pod jednym warunkiem
Immunoterapia już od kilku lat rewolucjonizuje leczenie niedrobnokomórkowego raka płuca, nie tylko w przypadkach zaawansowanych, ale także w leczeniu radykalnym. Dzięki nowym wskazaniom refundacyjnym, od lipca 2025 roku możliwe będzie również stosowanie immunoterapii w skojarzeniu z chemioterapią przed zabiegiem operacyjnym oraz jej kontynuacja po operacji, czyli w leczeniu okołooperacyjnym (kanapkowym). –To źródło kolejnej rewolucji – możemy dziś skutecznie walczyć o wyleczenie u coraz większej grupy pacjentów – mówiła prof. Ewa Kalinka, Kierownik Kliniki Onkologii, ICZMP w ŁodziAle warunkiem koniecznym jest bardzo dobra diagnostyka, obejmująca zarówno ekspresję PD-L1, jak i wyniki badań molekularnych. Nie możemy przegapić żadnej szansy, dlatego każde opóźnienie czy błąd w diagnostyce przekłada się na ryzyko utraty możliwości leczenia radykalnego.

Immunoterapia ma też swoje wyzwania organizacyjne – by móc ją zastosować zgodnie z zaleceniami, pacjent musi zostać zakwalifikowany odpowiednio wcześnie i mieć zapewniony dostęp do koordynowanego leczenia. Jak podkreślano w dyskusji, zbyt wielu pacjentów nadal trafia do torakochirurgii bez wcześniejszej kwalifikacji do leczenia okołooperacyjnego. LCU, czyli Lung Cancer Units, powinny pełnić funkcję planującą – to one powinny ustalać indywidualną ścieżkę leczenia każdego pacjenta, niezależnie od tego, gdzie ta ścieżka będzie realizowana – mówiła prof. Kalinka. – Nie chodzi tylko o możliwość operacji, ale o to, by nie przegapić terapii, które zwiększają szansę na przeżycie i trwałe wyleczenie.

Lung Cancer Units – ostatnia prosta systemowej zmiany

– To naprawdę ostatnia prosta. Choć – jak wiemy – w lekkoatletyce ostatnia prosta może mieć i 30, i 80 metrów – żartował prof. Maciej Krzakowski, odnosząc się do prac nad wdrożeniem w Polsce sieci Lung Cancer Units. Ale nie ukrywał powagi sytuacji – wszystko wskazuje na to, że po latach analiz, uzgodnień i rekomendacji, jesteśmy blisko uruchomienia nowego modelu kompleksowej opieki nad pacjentami z rakiem płuca.

W czerwcu w Ministerstwie Zdrowia odbyło się spotkanie czterech konsultantów krajowych z przedstawicielami Departamentu Lecznictwa. Uzgodniono zmiany formalne w wymaganiach dla LCU – doprecyzowano warianty strukturalne, uwzględniono możliwość realizowania badań przesiewowych we współpracy konsorcyjnej, dodano okres przejściowy na osiągnięcie wymaganych wskaźników. –Zaprojektowano realny system, w którym liczy się nie tylko struktura, ale faktyczna jakość opieki – podkreślał prof. Krzakowski. Założenie jest jasne: LCU to nie tylko miejsce leczenia, ale ośrodek kompetencyjny, który planuje i koordynuje cały proces diagnostyczno-terapeutyczny. – Chodzi o to, by pacjent miał zapewnioną całość postępowania – od szybkiej diagnostyki, przez odpowiednio zaplanowaną terapię, aż po rehabilitację i wsparcie dietetyczne – mówił konsultant krajowy.

Koordynacja jest tu słowem kluczem. – Koordynator to nie „miły pomocnik lekarza”, ale kluczowa postać systemu, która powinna mieć jasno zdefiniowane kompetencje i realny wpływ na przebieg ścieżki pacjenta – apelowała Aleksandra Wilk.To osoby, które łączą świat medycyny i administracji, a bez nich nawet najlepsze rozwiązania organizacyjne nie będą działać.

Równie istotne jest zapewnienie równego dostępu do nowoczesnej diagnostyki, szczególnie molekularnej. –LCU powinny oferować badania NGS i diagnostykę z płynnej biopsji – nie tylko teoretycznie, ale faktycznie. Jeśli nie ma materiału tkankowego, to właśnie te techniki pozwalają wykryć mutacje i dobrać skuteczne leczenie – mówił dr Andrzej Tysarowski.

Czy system jest gotowy na start? Zdaniem prof. Krzakowskiego – tak. W Polsce działają 22 ośrodki torakochirurgii spełniające kryteria, 38 ośrodków pulmonologii i ponad 25 onkologicznych – to wystarczająca baza, pod warunkiem zawarcia konsorcyjnych porozumień i spełnienia wymogów operacyjnych. –Musimy skończyć z chałupnictwem, bo w raku płuca nie ma czasu na improwizację – podsumował prof. Krzakowski. –Struktury są, wiedza jest, leki są – teraz czas, by zbudować system, który to wszystko połączy.


Relacja wideo z konferencji „
Nowoczesna diagnostyka i innowacyjne terapie w raku płuca – gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy?”: https://www.youtube.com/watch?v=5t2HuLYS0Hg

Źródło: Fundacja To Się Leczy

Rak pęcherza moczowego pozostaje jednym z najczęstszych nowotworów urologicznych w Polsce, a opieka nad pacjentami z tym rozpoznaniem nadal wiąże się z licznymi wyzwaniami. Choć w ostatnich latach nastąpił postęp w zakresie dostępności nowoczesnych terapii, m.in. dzięki rozszerzeniu programów lekowych, wciąż zauważalny jest brak systemowego podejścia do kompleksowej opieki. Eksperci zwracają uwagę na konieczność poprawy wczesnej diagnostyki, koordynacji leczenia i dostępności rehabilitacji, które mają kluczowe znaczenie dla jakości życia pacjentów oraz skuteczności terapii.
Choć sytuacja pacjentów z nowotworem pęcherza moczowego dzięki nowemu programowi lekowemu uległa dużej poprawie, to klinicyści, eksperci i pacjenci mają nadzieję, że jest to wstęp do systemowych zmian w opiece: w profilaktyce, diagnostyce, dostępie do innowacyjnych terapii oraz rehabilitacji. Rak ten pozostaje jednym z najczęściej występujących nowotworów złośliwych wśród Polaków.

Co roku w naszym kraju stawia się ponad 7 tys. nowych rozpoznań raka pęcherza moczowego, a roczna śmiertelność wynosi ok. 3,8 – 4 tys. osób. Częściej występuje on u mężczyzn niż kobiet, zwłaszcza palących, otyłych, a także pracujących w zawodach wysokiego ryzyka (strażaków, pracowników przemysłu chemicznego – czyli osób narażonych na czynniki środowiskowe czy działanie środków chemicznych).

„Jeszcze do niedawna raka pęcherza moczowego nazywaliśmy >>zapomnianym<<, bowiem akurat ta grupa pacjentów onkologicznych była pozbawiona dostępu do jakiejkolwiek kompleksowej pomocy. Szczęśliwie, od 2022 roku funkcjonuje w Polsce program lekowy umożliwiający skorzystanie z nowoczesnych, innowacyjnych terapii, jednak nie możemy osiąść na laurach. Potrzebujemy kompleksowej ścieżki pacjenta z tym nowotworem, aby móc poprawić wyniki leczenia” – przekonywał Szymon Chrostowski, prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie podczas debaty eksperckiej zorganizowanej w Centrum Prasowym PAP.

Konferencja została zorganizowana z dwóch, tylko pozornie niezwiązanych ze sobą powodów. Po pierwsze – maj to tradycyjnie miesiąc świadomości raka pęcherza moczowego, dedykowany zarówno pacjentom, jak i ich rodzinom oraz opiekującym się nimi specjalistom. Z kolei 4 maja obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Strażaka: a to właśnie ta, ciesząca się rekordowym zaufaniem społecznym grupa zawodowa jest szczególnie narażona na ten typ nowotworu.

„Najczęstszym objawem nowotworu pęcherza jest krwawienie z moczem, może to być czasem pojedynczy epizod krwawienia. Ważne jest, by tego nie lekceważyć, jak najszybciej wykonać badanie ogólne moczu i badanie ultrasonograficzne jamy brzusznej z oceną pęcherza moczowego. Jak zawsze: bezcennym wektorem jest czas, bo wykrycie zmian nowotworowych na ich wczesnym etapie umożliwia włączenie maksymalnie skutecznego leczenia” – wyjaśniał prof. Piotr Chłosta, kierownik Katedry i Kliniki Urologii Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum (UJ CM) oraz kierownik Oddziału Klinicznego Urologii i Urologii Onkologicznej w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie.

Poza krwiomoczem, powinniśmy również zwracać uwagę na ewentualne występowanie przewlekających się w czasie bądź nawracających objawów ze strony dróg moczowych, takich jak ból, pieczenie przy oddawaniu moczu, oddawanie go małymi porcjami albo dyskomfort w okolicy podbrzusza, kroczowej czy pachwinowej. Wszystkie z wymienionych symptomów nie stanowią jednoznacznie o obecności nowotworu – mogą być wywołane innymi, często błahymi czy niegroźnymi chorobami, jak zakażenia czy kamica dróg moczowych. Niemniej ich pojawienie się powinno być wskazaniem do diagnostyki, której celem jest ustalenia przyczyny rozwoju tej czy innej dolegliwości albo objawu. W przypadku zdiagnozowania raka, dalsze leczenie zależy od jego stadium i charakteru.

„W powierzchownym raku pęcherza moczowego leczenie ma zapobiegać nawrotowi nowotworu. W stadium inwazyjnym, gdy nowotwór wrasta głęboko w ścianę-mięsień pęcherza, podstawową metodą leczenia raka pęcherza moczowego jest całkowite operacyjne usunięcie pęcherza, czyli tzw. radykalna cystektomia. Część z chorych z zaawansowanym nowotworem pęcherza moczowego może wymagać dodatkowo chemioterapii lub naświetlań” – tłumaczył dr hab. med. Jakub Żołnierek, specjalista w dziedzinie urologii i onkologii klinicznej.

Ekspert dodał, że choć chemioterapia okołooperacyjna wciąż stanowi podstawę prowadzenia leczenia, to jednak wielu pacjentów nie może z niej korzystać, chociażby z powodu złej kondycji czy osłabionej odporności. To właśnie oni zawdzięczają najwięcej nowemu programowi lekowemu.

„Pozwala on na zastosowanie immunoterapii stymulujących układ immunologiczny do poszukiwania i niszczenia komórek nowotworowych. Dostępny w jego ramach jest także zaawansowany technologicznie lek, który, podawany dożylnie, w inteligentny sposób przykleja się do komórek nowotworowych, wnika w nie i niszczy od wewnątrz” – zaznaczył urolog.

Aktualnie obowiązujący program umożliwia także wykorzystanie immunoterapii po leczeniu operacyjnym, nawet po uprzednim przejściu przez pacjenta chemioterapii, w celu efektywnego poszukiwania mikroprzerzutów niewidzialnych w badaniach obrazowych.

Edukacja, promowanie profilaktyki, dostęp do nieinwazyjnych i nowoczesnych terapii – to szczególnie ważne elementy dla 30 tys. zawodowych strażaków w Państwowej Straży Pożarnej oraz ponad 700 tys. strażaków w Ochotniczych Strażach Pożarnych (OSP).
„Środki samorządowe i europejskie są inwestowane w poprawę jakości sprzętu używanego przez naszych bohaterów, wyjeżdżających na interwencję nawet 300 razy w roku, a zabezpieczającego ich przez groźnymi substancjami czy zanieczyszczeniami. Wiele mamy jednak jeszcze do zrobienia i to nawet w tak podstawowych kwestiach jak zakup profesjonalnych pralek do regularnego czyszczenia kombinezonów strażackich” – zauważył Tadeusz Tomaszewski, poseł na Sejm RP.

Specjalne instrukcje i zalecenia, minimalizujące ryzyko zachorowania na raka pęcherza moczowego, przygotowali już kilka lat temu sami strażacy, dzieląc się z nimi z dowódcami poszczególnych jednostek.

„Ważne, aby jak najwcześniej wykryć dany problem: dlatego zachęcamy do robienia regularnych badań, nie tylko okresowych, ale również specjalistycznych, nawet na własną rękę” – powiedział starszy kpt. Tomasz Milczarczyk, Komenda Główna Państwowej Straży Pożarnej.

Moderująca debatę Aleksandra Rudnicka, rzecznik prasowy Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Onkologicznego SANITAS, zaprosiła również do dyskusji Iwonę Król, pielęgniarkę prowadzącą w social mediach grupę wsparcia dla pacjentów z rakiem pęcherza moczowego.

„Potrzebujemy naprawdę kompleksowej opieki nad chorymi i ich rodzinami, a także jasnej i drożnej ścieżki leczenia. Obecnie pacjenci trafiają do specjalistycznych ośrodków zbyt późno. Musimy jeszcze więcej inwestować w edukację, profilaktykę, a także budowę świadomości istnienia problemu wśród lekarzy rodzinnych, będących fundamentem sprawnego systemu” – przekonywała.
Między innymi te postulaty zostały zawarte w publicznym apelu wystosowanym przez Fundację Wygrajmy Zdrowie wraz z sześcioma innymi stowarzyszeniami. Jego autorzy zwracają uwagę m.in. na fakt, że na wizytę u urologa trzeba w Polsce czekać niekiedy ponad 250 dni.

„Polskę cechuje podobna zachorowalność na ten typ nowotworu jak w innych państwach regionu, ale z uwagi na jego późną wykrywalność zajmujemy niechlubne miejsce na końcu Europy, jeśli chodzi o liczbę zgonów. Możemy to zmienić, ale wymaga to ogromnego wysiłku i wprowadzenia głębokich, systemowych zmian” – podkreślił Szymon Chrostowski, prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie.

Źródło informacji: PAP MediaRoom

Foto: M. Kmieciński
Jak wynika z informacji przekazanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia, do rozliczenia  w ramach programów lekowych pozostaje 1,5 mld zł. Większość kwoty stanowią zobowiązania z ostatniego kwartału ubiegłego roku. Izabela Leszczyna w trakcie posiedzenia Prezydium Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia zapewniła, że wystarczy środków na finansowanie tego rodzaju świadczeń.
Programy lekowe stanowią coraz większą część planu finansowego Narodowego Funduszu Zdrowia. W latach 2019-2024 wartość planowanych wydatków na ten cel wzrósł o 290% z poziomu 4,4 mld zł do 12,8 mld zł. To świadczenia gwarantowane w ramach leczenia finansowanego przez płatnika. Od stycznia 2025 r. funkcjonują 133 programy lekowe, 42  w obszarze chorób onkologicznych oraz 91 w dziedzinach nieonkologicznych, takich jak np. kardiologia czy neurologia. Dzięki nim pacjenci mają dostęp do nowoczesnych terapii. Ze względu na czynniki ekonomiczne dla wielu pacjentów zakwalifikowanie do programu lekowego jest jedyną szansą na otrzymanie skutecznego leczenia.  

Według danych przekazanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia w ramach dostępu do informacji publicznej, część sprawozdanych świadczeń w zakresie programów lekowych za 2024 rok nadal nie została rozliczona. Ich łączna wartość opiewa na kwotę ponad 1,5 mld zł. Największe zaległości dotyczą IV kwartału ubiegłego roku i sięgają ponad 1 mld zł. Kwoty mogą ulec zmianie w kolejnych okresach rozliczeniowych, gdyż jak zaznacza Fundusz, trwa obecnie proces bilansowania oraz aneksowania umów.

Pod koniec ubiegłego roku w rozmowie z PAP Jakub Szulc, wiceprezes NFZ, przekonywał, że wszystkie środki za programy lekowe zostaną rozliczone: „Ciężko mi sobie wyobrazić, żeby programy lekowe nie były płacone. Ze strony funduszu absolutnie dokładamy wszelkich starań, żeby one były pokrywane w 100 proc. Z opóźnieniem, ale są pokrywane w 100 proc. i będą pokrywane w 100 proc.”[1]. To stanowisko potwierdziła Izabela Leszczyna, która w trakcie posiedzenia Prezydium Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia zapowiedziała, że środki powinny trafić do świadczeniodawców do końca marca.

W przyszłym roku opóźnienia płatności mogą się powtórzyć. Eksperci Instytutu Finansów Publicznych oraz Federacji Przedsiębiorców Polskich w najnowszym raporcie „Finanse ochrony zdrowia pod ścisłym nadzorem procedury nadmiernego deficytu” alarmują, że luka finansowa NFZ w latach 2025-2028 może wynieść ćwierć biliona złotych do 2028 roku. Przyczyny pozostają niezmienne i wynikają z zaciągania zobowiązań, do których sfinansowania jest zobowiązany Narodowy Fundusz Zdrowia, a dla których nie znajduje się pokrycia w dochodach z przychodów składkowych lub innych źródeł, np. podatku cukrowego. W szczególności dodatkowe zobowiązania są związane z realizacją ustawy o minimalnych wynagrodzeniach

w ochronie zdrowia, które są trwałe i przechodzą na kolejne lata. Eksperci przewidują, że bez podjęcia istotnych kroków zmierzających do ograniczenia kosztów płatnika oraz zapewnienia narodowemu Funduszowi Zdrowia stabilnych źródeł finansowania, problemy z rozliczeniami świadczeń takich, jak programy lekowe, będą narastały w kolejnych miesiącach i latach.

 
 
[1] https://www.bankier.pl/wiadomosc/Wiceprezes-NFZ-zaplaci-za-programy-lekowe-choc-z-opoznieniem-8864551.html, dostęp: 20.02.2025. 
źródło: Public Policy

Z inicjatywy Izby Gospodarczej „FARMACJA POLSKA” powstał raport „Flexcare. Możliwości wprowadzenia elastycznego modelu opieki w programach lekowych”. Dokument został opracowany przez ekspertów z Katedry Rachunkowości Menedżerskiej Szkoły Głównej Handlowej oraz Polskiego Towarzystwa Koderów Medycznych. Autorzy raportu przeanalizowali działanie programów lekowych z punktu widzenia potrzeb i oczekiwań pacjentów. Wskazano na możliwości bardziej elastycznej opieki, takich jak wykonywanie badań oraz podawania leków bliżej miejsca zamieszkania pacjenta, przy zachowaniu pełnej kontroli klinicznej, bezpieczeństwie i jakości.

Polscy pacjenci leczeni w ramach programów lekowych mają do czynienia z dużymi formalnościami, biurokracją i wieloma obostrzeniami, które utrudniają dostęp do opieki oraz niepotrzebnie obniżają jakość życia. Wielu pacjentów, mieszkających poza dużymi miastami (gdzie znajdują się szpitale prowadzące programy lekowe) jest zmuszonych do uciążliwych dojazdów, także w asyście bliskich lub opiekunów. Dojazdy i częste wizyty w szpitalach narażają na zarażenia i infekcje, co dodatkowo osłabia zdrowie a jednocześnie utrudnia prowadzenie regularnej terapii. Wielu chorych, którzy mają kłopoty z dojazdem, samotnych, niepełnosprawnych czy mających kłopoty finansowe, rezygnuje z leczenia w ramach programów lekowych.

Szpitale prowadzące leczenie w ramach programów lekowych procesu opieki, zmagają się z wyzwaniami kadrowymi i finansowymi. Jednocześnie programy lekowe stanowią jeden z kluczowych filarów systemu opieki nad najciężej chorymi pacjentami, dlatego ich działanie powinno być w centrum uwagi i resortu zdrowia, i organizacji pacjentów, i klinicystów. Od pewnego czasu w programach lekowych zaczęły pojawiać się pojedyncze rozwiązania organizacyjne, które np. pozwalają na wydawanie leków do domu, tak aby pacjenci nie musieli tak często dojeżdżać do szpitala. Przyniosły wiele korzyści i dlatego warto je znacznie szerzej upowszechniać i promować.

Mając to na uwadze, eksperci Izby Gospodarczej “FARMACJA POLSKA”, Polskiego Towarzystwa Koderów Medycznych oraz Katedry Rachunkowości Menedżerskiej Szkoły Głównej Handlowej opracowali raport na temat efektywności działania programów lekowych. Autorami są prof. Monika Raulinajtys-Grzybek, dr Michał Chrobot oraz Agnieszka Włodarczyk.

Jako Koalicja na Rzecz Opieki Pozaszpitalnej, zawiązana z inicjatywy Izby Gospodarczej „FARMACJA POLSKA”, rozpoczęliśmy dyskusję z udziałem szerokiego grona ekspertów klinicznych i systemowych, przedstawicieli organizacji pacjentów oraz menedżerów placówek medycznych. Mamy nadzieję, że nasze propozycje zmian zostaną przyjęte ze zrozumieniem i akceptacją przez decydentów i ekspertów, co pozwoli na ich wdrożenie. Jesteśmy przekonani, że wobec ograniczonych zasobów finansowych i kadrowych, w obliczu rosnących potrzeb starzejącego się społeczeństwa oraz rozwoju technologii medycznych, nie ma innej drogi niż wprowadzanie rozwiązań elastycznych i odchodzenie od formalizmu na rzecz współodpowiedzialności – lekarzy, płatnika i pacjentów – za efektywne i bezpieczne leczenie”- mówi Irena Rej, prezes Izby Gospodarczej „FARMACJA POLSKA”.

Autorzy raportu poddali analizie mechanizmy działania programów terapeutycznych, a zwłaszcza zasady i warunki podawania leków oraz ich wpływ na jakość życia pacjentów. Wyniki analiz oraz rekomendacje ekspertów były w ramach projektu konsultowane z ekspertami klinicznymi, szerokim gronem organizacji pacjenckich i menedżerów szpitali. W raporcie zostały zapisane ramowe propozycje i kierunki zmian prawnych, formalnych, organizacyjnych, w tym zwłaszcza zasad rozliczania świadczeń przez płatnika publicznego.

Model flexcare opiera się na przeniesieniu części świadczeń do niższych poziomów opieki zdrowotnej, przy zachowaniu stałego nadzoru placówki specjalistycznej. Dzięki temu pacjenci mogą unikać częstych wizyt w ośrodkach specjalistycznych, co podniesie komfort leczenia. Szpitale zyskają możliwość lepszego wykorzystania swoich zasobów” – powiedziała dr hab. Monika Raulinajtys-Grzybek, prof. SGH, kierowniczka Katedry Rachunkowości Menedżerskiej SGH, dyrektorka Think Tanku #SGH dla ochrony zdrowia. – “ Flexcare zakłada również, że kluczowe etapy leczenia, takie jak kwalifikacja do programu czy kontrola nad przebiegiem terapii, nadal będą realizowane przez ośrodki specjalistyczne. Wprowadzenie tego modelu przyniesie korzyści wszystkim interesariuszom, w tym pacjentom, świadczeniodawcom i systemowi ochrony zdrowia”.

W ramach programów lekowych ponad 250 tysięcy pacjentów cierpiących na poważne choroby otrzymuje opiekę na najwyższym poziomie, w tym najnowsze, bardzo kosztowne leki oraz szczegółową i regularną diagnostykę. Farmakoterapia prowadzona w programach lekowych jest bardzo precyzyjnie opisana, zaplanowana, raportowana i kontrolowana. Zapisy  programów w wielu przypadkach są nadmiernie szczegółowe, sformalizowane, nie nadążają za rozwojem medycyny i rynku leków, a co z tym idzie – powodują, że szpitale i lekarza mają związane ręce i nie mogą podejmować optymalnych decyzji. Pacjenci są często narażeni na wykonywanie zbędnych badań czy, niepotrzebne wizyty w szpitalu, na przykład jedynie po to, aby pobrać w szpitalnej aptece leki, które następnie przyjmuje w domu.

 

Szczegółowe zapisy programów lekowych obowiązują często nie zmieniane przez wiele lat, pomimo zmian na rynku i nowych publikacji naukowych. Dzięki tym zmianom wielu pacjentów mogłoby – za zgodą i pod nadzorem lekarzy – zmniejszyć częstotliwość kontaktów ze szpitalami, przyjmować terapię czy przechodzić wymagane badania diagnostyczne bliżej miejsca zamieszkania.

 

Elastyczne rozwiązania ograniczyłoby również przeciążenie szpitali, które muszą stosować określone procedury, chociaż stoi to w sprzeczności z możliwościami klinicznymi, nowymi technologiami lekowymi i efektywnością kosztową. Lekarze prowadzący programy lekowe mogliby więcej czasu poświęcać tym chorym, których przypadki są cięższe oraz przyjmować nowych pacjentów, zamiast wykonywać obowiązkowe konsultacje osobom, których sytuacja jest stabilna.

 

Eksperci kliniczni wskazują, że uproszczenie procedur oraz wprowadzenie możliwości podawania leków w warunkach domowych, na przykład doustnych czy podskórnych, w wielu programach jest możliwe i przyniesie korzyści pacjentom, szpitalom i ograniczy koszty leczenia. Dlatego konieczne jest dostosowanie systemu, ograniczanie nadmiernej biurokracji, zapewnienie odpowiedniego wynagrodzenia dla ośrodków specjalistycznych, wprowadzania elastycznych form opieki czy rozliczania programów lekowych.

 

Projekt „Flexcare. Możliwości wprowadzenia elastycznego modelu opieki w programach lekowych” jest bardzo ważnym opracowaniem analizującym aktualne problemy z dostępnością do terapii finansowanych w ramach programów lekowych oraz propozycją ich rozwiązań” – powiedziała prof. dr hab. n. med. Brygida Kwiatkowska, Narodowy Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji, konsultant krajowa w dziedzinie reumatologii. I dodała – „Zaproponowane w projekcie rozwiązania obejmują zarówno zmiany w obowiązujących przepisach prawnych, w których my jako lekarze musimy się poruszać, jak również możliwości wydania oraz podania leku bliżej miejsca zamieszkania, z utrzymaniem nadzoru dotyczącego jakości i bezpieczeństwa przez wiodące ośrodki“.

 

Organizacje pacjentów wskazują, że rozwiązania poprawiające komfort leczenia, w tym przybliżenie leczenia do miejsca zamieszkania, z powodzeniem wdrażane są w wielu krajach, były też stosowane w pandemii w Polsce. W niektórych programach są już realizowane, jak np. w leczeniu nadciśnienia płucnego.

 

Model flexcare to kierunek, który może zrewolucjonizować opiekę zdrowotną, ale nie oszukujmy się – jego wprowadzenie to wyzwanie, które wymaga odwagi, determinacji i przede wszystkim realnych zmian w systemie. Nie wystarczy mówić o korzyściach, choć tych niewątpliwie jest wiele. Odciążenie szpitali specjalistycznych brzmi świetnie, ale czy system jest gotowy na to, by niższe poziomy opieki przejęły ciężar odpowiedzialności za pacjentów? To wymaga zdecydowanego wsparcia legislacyjnego i zmian w finansowaniu, a nie półśrodków” – powiedziała Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe-Razem Lepiej.

 

„Zapewnienie ciągłości opieki medycznej – to jeden z kanonów medycyny koordynowanej, której istotą jest kosztowo efektywna opieka medyczna dzięki zorganizowanym działaniom uczestników systemu. Opisane w niniejszym raporcie bezpieczeństwo i skuteczność ambulatoryjnej kontynuacji terapii zastosowanej najpierw w warunkach szpitalnych, jak to ma miejsce w przypadku wielu leków biologicznych i innych, stanowi cenny wkład w rozwój opieki koordynowanej opartej na wartości dla pacjenta w naszym kraju “– powiedział Jarosław J. Fedorowski, prof. uniw., MD, PhD, MBA, FACP, FESC, prezes Polskiej Federacji Szpitali, prezes zarządu Polskiego Towarzystwa Koordynowanej Ochrony Zdrowia, przewodniczący Rady Naczelnej Polskiego Towarzystwa Lekarzy Menedżerów.

źródło: Izba Gospodarcza FARMACJA POLSKA

Choroby układu krążenia są jednym z największych wyzwań zdrowotnych w Polsce Ci na świecie. Mimo postępu medycyny, nowoczesnych terapii oraz technologii medycznych, dostęp do programów lekowych wciąż nie spełnia potrzeb pacjentów kardiologicznych. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Pacjentów ze Schorzeniami Serca i Naczyń „EcoSerce” i Fundacja Rzecznicy Zdrowia zaprezentowali raport „Programy lekowe w kardiologii: faktyczny dostęp a potrzeby pacjentów”, w którym przedstawiono aktualne wyzwania  w obszarze kardiologii oraz rekomendacje dotyczące poprawy funkcjonowania systemu. Patronat nad raportem objęło Polskie Towarzystwo Kardiologiczne.
Według danych Narodowego Funduszu Zdrowia, liczba wszystkich pacjentów korzystających z programów lekowych w I półroczu 2024 roku wyniosła 242 859 osób, natomiast liczba chorych leczonych w programie B.101 – leczenie pacjentów z zaburzeniami lipidowymi, w I kwartale 2024 roku wyniosła 1142 osoby. Konieczność poprawy dostępu do programów lekowych w kardiologii, to kwestia życia tysięcy pacjentów. Chociaż w ostatnich latach wprowadzono kilka innowacyjnych terapii, to wielu pacjentów nie może z nich skorzystać – przez bariery administracyjne, braki systemowe, niedofinansowanie czy też nierówne rozmieszczenie placówek oferujących leczenie.

– Zmiany w polskim systemie ochrony zdrowia są jednym z głównych obszarów zainteresowania Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Zmiany legislacyjne, nowe zarządzenia, a także postęp w medycynie, w tym w kardiologii, sprawiają, że Polskie Towarzystwo Kardiologiczne miało i ma do odegrania istotną rolę. Jednym z priorytetów jest zapewnienie pacjentom jak najszerszego dostępu do najnowocześniejszych terapii, a lekarzom swobody w ich ordynowaniu. Istniejące obecnie w Polsce programy lekowe oferowane pacjentom kardiologicznym można podzielić na takie, które są realizowane w szerokiej populacji – jak program leczenia zaburzeń lipidowych, oraz takie, które ograniczone są do mniejszych grup pacjentów w wyspecjalizowanych ośrodkach kardiologicznych, jak programy leczenia tętniczego nadciśnienia płucnego i kardiomiopatii – mówi  prof. dr hab. n. med. Marek Gierlotka – prezes elekt Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, dyrektor Instytutu Nauk Medycznych Uniwersytetu Opolskiego, kierownik Kliniki i Oddziału Kardiologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Opolu.

Szczególnie niepokojącym problemem jest ograniczony dostęp do terapii dla pacjentów  ze schorzeniami kardiologicznymi m.in. kardiomiopatią przerostową, amyloidozą transtyretynową czy zaburzeniami lipidowymi. Pomimo licznych apeli o znaczeniu profilaktyki pierwotnej i wtórnej obecny system nadal skazuje część pacjentów na incydenty sercowo-naczyniowe – takie jak zawał serca czy udar mózgu – choć można by im łatwo zapobiec.

Zapewnienie skutecznego leczenia jest kluczowe dla poprawy jakości życia oraz wydłużenia przeżycia osób z chorobami serca i naczyń. Wielu pacjentów napotyka trudności w uzyskaniu dostępu do nowoczesnych terapii, dlatego konieczne jest monitorowanie sytuacji, identyfikowanie barier oraz przedstawianie rekomendacji dotyczących poprawy funkcjonowania systemu – mówi Agnieszka Wołczenko, prezes Stowarzyszenia EcoSerce.

Wierzę, że raport „Programy lekowe w kardiologii: faktyczny dostęp a potrzeby pacjentów”, który napisaliśmy wspólnie z tak znakomitymi ekspertami, istotnie przyczyni się do dyskusji publicznej na temat programów lekowych w kardiologii, co przełoży się na konkretne działania i pozytywne zmiany dla pacjentów. Biorąc pod uwagę skalę schorzeń kardiologicznych, lata zaniedbań i brak realnych działań, jako społeczeństwo nie możemy już dłużej zwlekać. Tu dosłownie liczy się życie – dodaje.

Kluczowym elementem, wpływającym w istotny sposób na wsparcie leczenia, jest także edukacja i skuteczne działania profilaktyczne.

– Edukacja zdrowotna, definiowana jako proces dostarczania informacji, umiejętności i wsparcia pacjentom w celu poprawy ich stanu zdrowia, jest kluczowym komponentem prewencji wtórnej w kardiologii – zwraca uwagę prof. Izabella Uchmanowicz, dziekan Wydziału Pielęgniarstwa i Położnictwa, Zakład Metodyki Badań Naukowych, Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu, członkini Komitetu Nominacyjnego Stowarzyszenia Pielęgniarek Kardiologicznych i Zawodów Pokrewnych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Edukacja pacjentów kardiologicznych w programach lekowych odgrywa fundamentalną rolę w poprawie skuteczności leczenia. Świadomy pacjent, który rozumie znaczenie przestrzegania zaleceń terapeutycznych i zmiany stylu życia, jest bardziej zaangażowany w proces leczenia,  co przekłada się na lepsze wyniki zdrowotne i jakość życia. Zastosowanie nowoczesnych technologii oraz integracja wsparcia emocjonalnego i motywacyjnego z tradycyjną edukacją zdrowotną pozwalają na całościowe wsparcie pacjenta, które przynosi wymierne korzyści zarówno dla pacjenta, jak i systemu ochrony zdrowia – dodaje.

Eksperci wypowiadający się w raporcie podkreślają, że konieczne jest wprowadzenie pilnych zmian systemowych. Wśród przykładów wymieniają zwiększenie liczby ośrodków realizujących programy lekowe, jak i uproszczenie procedur kwalifikacji pacjentów do nowoczesnych terapii.

– Liczę, że dzięki działaniom całego środowiska polskiej kardiologii wspólnie z decydentami ochrony zdrowia uda się w Polsce skutecznie obniżyć wskaźniki zapadalności oraz umieralności na choroby serco­wo-naczyniowe do poziomu średnich dla Unii Europejskiej, a tym samym opuścić grupę państw o wyso­kim ryzyku sercowo-naczyniowym – dodaje prof. dr hab. n. med. Marek Gierlotka.
 
Publikacja została objęta honorowym patronatem Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

O twórcach raportu:
Ogólnopolskie Stowarzyszenie Pacjentów ze Schorzeniami Serca i Naczyń ”EcoSerce” jest ogólnokrajową organizacją założoną przez i dla pacjentów kardiologicznych oraz ich rodzin. Działania Stowarzyszenia koncentrują się na wspieraniu pacjentów kardiologicznych poprzez organizację debat i konferencji, warsztatów w małych i większych miejscowościach oraz kampaniach informacyjnych i edukacyjnych. Do głównych celów Stowarzyszenia należy walka o dobro pacjentów kardiologicznych, podnoszenie świadomości społecznej na temat praw pacjentów, jak również walka o czyste powietrze, niezwykle istotne w przypadku cierpiących na choroby serca i układu krążenia.
Fundacja Rzecznicy Zdrowia to pozarządowa organizacja, której nadrzędnym celem jest wspieranie działań na rzecz zapewnienia właściwej dostępności i jakości usług w obszarze ochrony zdrowia. Za cel działalności stawia sobie budowanie świadomości społecznej oraz rozwój kompetencji zdrowotnych społeczeństwa. Jej priorytetem jest inicjowanie  i prowadzenie debaty publicznej w oparciu o rzetelne informacje i uwzgledniającej szerokie grono interesariuszy.

Link do raportu

źródło:EcoSerce

 
– Niestety, pacjenci zdiagnozowani w ostatnim kwartale tego roku nie otrzymają leczenia, ponieważ ośrodki neurologiczne zrealizowały już kontrakty na programy lekowe, a NFZ zapowiedział, że nie zapłaci za leczenie pacjentów nadplanowych. To oznacza, że do końca roku nie mamy możliwości kwalifikowania do programów lekowych nowo zdiagnozowanych pacjentów. To samo dotyczy pacjentów pediatrycznych, którzy skończyli 18 lat i powinni przejść z leczenia w ośrodkach neurologii dziecięcej do ośrodków dla dorosłych – mówi prof. dr hab. n. med. Iwona Kurkowska-Jastrzębska, kierownik II Kliniki Neurologicznej Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.
W neurologii obecnie funkcjonuje 17 programów lekowych, dotyczących leczenia m.in. stwardnienia rozsianego (SM), rdzeniowego zaniku mięśni (SMA), choroby Parkinsona, dystonii ogniskowych i spastyczności poudarowej za pomocą toksyny botulinowej, choroby Pompego, choroby Fabry’ego czy migreny. W przewlekłych chorobach neurologicznych leczenie powinno być włączane jak najszybciej po diagnozie. Pacjent nie powinien czekać na rozpoczęcie terapii, bo choroba postępuje, a im później podjęte jest leczenie, tym mniej jest ono skuteczne.

– Niestety, pacjenci zdiagnozowani w ostatnim kwartale tego roku nie otrzymają leczenia, ponieważ ośrodki neurologiczne zrealizowały już kontrakty na programy lekowe, a NFZ zapowiedział, że nie zapłaci za leczenie pacjentów nadplanowych. To oznacza, że do końca roku nie mamy możliwości kwalifikowania do programów lekowych nowo zdiagnozowanych pacjentów. To samo dotyczy pacjentów pediatrycznych, którzy skończyli 18 lat i powinni przejść z leczenia w ośrodkach neurologii dziecięcej do ośrodków dla dorosłych – mówi prof. dr hab. n. med. Iwona Kurkowska-Jastrzębska, kierownik II Kliniki Neurologicznej Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

 
Pani Profesor, neurologia i oddziały neurologiczne od lat borykają się z różnymi trudnościami, związanymi ze zbyt niskim finansowaniem. Ostatnio te problemy nasiliły się. Skąd to wynika?
Pierwszym problemem są opóźnienia w płatnościach za nadwykonania w nielimitowanych świadczeniach gwarantowanych. Narodowy Fundusz Zdrowia, w świetle przepisów, ma obowiązek zapłacić szpitalom za wszystkie te nadwykonania, więc zrobi to, choć nie wiadomo kiedy. W tym momencie opóźnienia sięgają już 6 miesięcy. Opóźnienia w zapłatach od NFZ pogłębiają problemy finansowe szpitali i oddziałów neurologicznych, które i tak nie są w zbyt dobrej kondycji. Ale jest to przede wszystkim problem dla dyrektorów i osób zarządzających szpitalami. Mamy natomiast drugi, chyba poważniejszy, problem, bo obciążający zarówno szpitale, jak i dotykający bezpośrednio pacjentów. Chodzi o kwestię płatności za realizację programów lekowych.

Na czym polega ten problem?
W zeszłym roku, podobnie jak w poprzednich latach, dostaliśmy informację o tym, że NFZ będzie płacił za nadwykonania w programach lekowych i faktycznie większość z tych zobowiązań została uregulowana. Do tej pory NFZ płacił za leki w programach lekowych, nawet jeśli w programie uczestniczyło więcej pacjentów niż planowano i koszty leków przewyższały sumę zapisaną w kontrakcie. W tym roku NFZ zapowiedział, że nie zapłaci nic więcej ponad to, co znajduje się w kontrakcie na realizację programu lekowego.

W naszym ośrodku już teraz mamy w programach lekowych więcej pacjentów niż przewiduje kontrakt. Kontrakty nie zakładają zwiększenia liczby pacjentów, choćby o 5-10%, choć wiadomo, że będzie to następować. Naturalnym jest, że pacjentów przybywa z roku na rok. Terapie w przewlekłych chorobach neurologicznych stosowane są dożywotnio, więc teoretycznie tylko, gdy jakiś pacjent zrezygnuje, rozwinie działania niepożądane terapii lub umrze, to „wypada” z programu, natomiast wciąż są diagnozowane nowe osoby. A trzeba wziąć pod uwagę, że zachorowalność np. na stwardnienie rozsiane rośnie i jest to trend obserwowany od kilku lat w całej Europie i Ameryce Północnej. W Polsce każdego roku mamy już 2 tys. nowych rozpoznań SM. Tylko w naszym szpitalu każdego roku diagnozujemy 60-70 nowych przypadków stwardnienia rozsianego. Do tego dochodzą pacjenci zgłaszający się do nas na leczenie, zdiagnozowani w innych ośrodkach, w tym w ośrodkach pediatrycznych. Takich pacjentów przybywa wręcz lawinowo, bo stwardnienie rozsiane jest coraz częściej rozpoznawane u nastolatków i u dzieci. Jeśli ośrodki pediatryczne „przetrzymują” swoich pacjentów z SM powyżej 18 roku życia, bo nie mają ich gdzie przekierować, to siłą rzeczy nie mogą przyjmować nowych dzieci, które potrzebują pomocy i leczenia.

Wracając do naszego szpitala – sumując pacjentów z SM zdiagnozowanych u nas oraz zdiagnozowanych w innych ośrodkach, którzy zgłaszają się do nas do programu lekowego, mamy ponad 100 nowych pacjentów każdego roku. Są to przede wszystkim młodzi ludzie uczący się i pracujący. Liczba osób leczonych w naszym ośrodku wzrosła z 200 pacjentów leczonych 6-7 lat temu do ponad 1100 osób obecnie. Leczenie części z nich już teraz kredytujemy i aktualnie NFZ zalega nam z płatnościami za świadczenia w programie leczenia SM na około miliona złotych. Jeśli będziemy przyjmować kolejnych chorych, to będziemy planowo powiększać ten deficyt. Niestety nie stać nas na to i z powodów finansowych musimy odmawiać leczenia pacjentom, którzy mają spełnione wszystkie kryteria kwalifikacji do programu lekowego, a w oparciu o obecne zalecenia jesteśmy zobowiązani do rozpoczęcia leczenia jak najszybciej po rozpoznaniu.  

Co w takiej sytuacji?
Staramy się znaleźć pacjentom inny ośrodek. Dzwonimy po całym województwie mazowieckim, ale wszędzie, w całym kraju, sytuacja wygląda podobnie. W dużych ośrodkach pokończyły się kontrakty, a w mniejszych, gdzie jakieś środki jeszcze zostały, czasami nie ma personelu do obsługi programów lekowych. Próbujemy jednak pacjentów gdzieś przekierowywać, ale jest to absurd, żeby pacjent był zmuszony jeździć na leczenie np. 100, 200 czy 300 km od swojego miejsca zamieszkania.

Trzeba pamiętać, że większość leków stosowanych w programach lekowych w neurologii, jak enzymatyczne terapie zastępcze w chorobach Pompego i Fabry’ego czy terapie modyfikujące przebieg SMA, to są bardzo drogie leki, których pacjent raczej sobie sam nie kupi. Nie wyobrażam sobie, że z powodu opóźnienia w płatnościach dziecko z SMA nie otrzyma terapii genowej, bo minie czas na jej podanie. Zresztą to samo dotyczy leczenia dorosłych pacjentów z SMA np. terapią doustną – oni też nie mogą czekać na rozpoczęcie leczenia, bo choroba postępuje. W stwardnieniu rozsianym nie wiem, czy nie będę zmuszona do tego, żeby proponować pacjentom, żeby kupili sobie leki do końca roku i czekali na włączenie do programu lekowego w nowym roku. Ale jest to nierówne traktowanie chorych, niezgodne z Konstytucją. Pozostaje więc nadzieja, żeby w czasie oczekiwania na leczenie nie było rzutu choroby. Jest to niedorzeczne i niemoralne, ale niestety w tym momencie mamy związane ręce i nie widzę żadnego rozwiązania. Choć wiele osób wciąż wyobraża sobie chorych na SM jako osoby niepełnosprawne, na wózkach czy chodzących o kulach, to tak nie jest. Dzięki nowym terapiom, mamy pacjentów z SM w pełni sprawnych, pracujących i wychowujących dzieci. Ale każdy rzut choroby może to zmienić na zawsze. Liczymy na to, że decydenci zrozumieją, jak dramatyczna jest to sytuacja, zarówno dla pacjentów, jak i dla nas lekarzy, i Narodowy Fundusz Zdrowia zmieni swoją decyzję. Inaczej chorzy zdiagnozowani w ostatnim kwartale roku zostaną na kilka – być może kluczowych dla nich – miesięcy bez leczenia. Jako środowisko neurologów nie chcemy do tego dopuścić.

źródło: PTN

Cierpienie związane z nieustannym swędzeniem całego ciała – to codzienność niemowląt i dzieci chorujących na atopowe zapalenie skóry. Choroba odbiera także radość rodzicielstwa: niekiedy nawet dotyk ukochanej mamy sprawia maluchowi ból. Specjalny raport opublikowany z okazji Światowego Dnia AZS przedstawia dramaty atopowych rodzin, ale także wskazuje na pewną systemową zmianę, która mogłyby diametralnie zmienić standard ich życia.

Głównymi objawami atopowego zapalenia skóry (AZS) są zaczerwienienie i suchość skóry oraz jej swędzenie. Faza niemowlęca choroby (do 2. roku życia) to przede wszystkim zmiany wysiękowe i strupy na twarzy, kończynach i tułowiu. U nieco starszych dzieci zmiany zlokalizowane są głównie w okolicach kolan i łokci, karku oraz na nadgarstkach.

W sobotę 14 września obchodzony jest Światowy Dzień AZS. W związku z tym Polskie Towarzystwo Chorób Atopowych (PTCA) przygotowało specjalny raport, oparty o wywiady przeprowadzone z 420 opiekunami małych atopików, dotyczący wyzwań i trudności, z jakimi mierzą się oni o każdej porze dnia i nocy. Konkluzje zawarte w dokumencie zostały przedstawione podczas konferencji zorganizowanej w Centrum Prasowym PAP.

„Już na etapie rozpoznania wyróżniamy pewne charakterystyczne cechy AZS: typowa lokalizacja zmian skórnych, przewlekły i nawrotowy przebieg, współistnienie innych atopowych dolegliwości, takich jak katar sienny. Jednak najtrudniejsze w chorobie, zwłaszcza w jej ciężkim przebiegu, jest swędzenie skóry, nie do opanowania u małego dziecka, które potrafi nawet rozdrapać ranę do samej krwi, narażając się na infekcje bakteryjne czy wirusowe” – tłumaczyła prof. Irena Walecka, kierownik Katedry i Kliniki Dermatologii i Dermatologii Dziecięcej CMKP w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA w Warszawie.

Według najnowszych badań w Polsce atopowym zapaleniem skóry dotkniętych jest prawie 15 proc. dzieci. Początek rozwoju choroby przypada zwykle między 3. a 6. miesiącem życia. U ok. 40 proc. dzieci objawy ustępują z wiekiem, jednak u pozostałych pacjentów do końca życia zdarzają się nawroty.

Choroba ta odbiera radość z rodzicielstwa – wiąże się z nią trauma patrzenia na ból niemowląt i małych dzieci, zwłaszcza tych cierpiących na najcięższe postaci AZS. Jak wynika z danych PTCA, 65 proc. atopowych maluchów jest stale niespokojnych, 40 proc. niemal nieprzerwanie płacze i szlocha, krzycząc o pomoc. Mimo swoistej odysei specjalistycznej (czyli niekończących się wizyt u kolejnych lekarzy), całodobowej opieki i stosowania najróżniejszych preparatów (emolientów, sterydów, mokrych opatrunków) – poprawa najczęściej ma charakter chwilowy.

„Leczymy nie tylko skórę najmłodszego pacjenta, ale i całą jego rodzinę. Bezsenność, nieustanne zmęczenie, ostracyzm społeczny: wszystko to generuje konflikty w domu, poczucie bezsilności, stany depresyjne” – wyjaśniał dr hab. n. med. Adam J. Sybilski, prof. CMKP, kierownik Kliniki Pediatrii i Alergologii w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA w Warszawie.

Choroba może mieć również dewastujący wpływ na psychikę i poczucie wartości dziecka w przyszłości, zwłaszcza wtedy, gdy zderza się z murem niezrozumienia oraz odrzucenia ze strony tak dorosłych, jak i rówieśników. Swoimi doświadczeniami w tej materii podzielili się Małgorzata i Hubert Godziątkowscy, członkowie zarządu Polskiego Towarzystwa Chorób Atopowych, a prywatnie – rodzice 12-letniego dziś Tymka, od pierwszych miesięcy życia chorującego na ciężką postać AZS.

„Na etapie poszukiwania przedszkola zorientowaliśmy się, że wiele placówek jest zupełnie nieprzygotowanych na przyjmowanie dzieci z AZS. Towarzyszyło nam poczucie wykluczenia, a konieczność tłumaczenia, że nasze maleństwo nie zaraża, nie stanowi zagrożenia dla innych, może normalnie bawić się w piaskownicy, było przeżyciem wręcz traumatycznym. To był nasz olbrzymi wysiłek, aby Tymek dziś mógł otwarcie i bez kompleksów mówić o swojej chorobie” – wspominała Małgorzata Godziątkowska.

To właśnie te przeżycia zainspirowały małżeństwo do założenia stowarzyszenia, pomagającego innym rodzicom dzieci z AZS. Wciąż bowiem rodzice, skonfrontowani z atopową diagnozą, czują zagubienie, bezsilność, brak systemowej pomocy. Okazuje się, że dla ponad 60 proc. opiekunów maluchów z AZS głównym źródłem wiedzy i wsparcia są dziś organizacje pancjenckie oraz grupy wsparcia, takie jak PTCA.

„Z badania przeprowadzonego przez nasze stowarzyszenie wynika, że jeden na trzech opiekunów dziecka chorującego na AZS rezygnuje z pracy lub zmienia jej wymiar. 65 proc. respondentów korzysta nagminnie ze zwolnień lekarskich lub urlopów, by zająć się dzieckiem. Tymczasem emolienty, mokre opatrunki, wizyty lekarskie – to wszystko kosztuje, nawet ok. 3 tys. zł. miesięcznie. Nic więc dziwnego, że co piąta rodzina zmuszona jest do brania kredytów lub zadłużania się u bliskich czy przyjaciół” – powiedział Hubert Godziątkowski.

Kluczową kwestią wydaje się więc zapewnienie atopowym rodzinom w Polsce dostępu do efektywnych i skutecznych terapii lekowych, które, jak się okazuje, istnieją na świecie, pomagając najmłodszym pacjentom już od 6. miesiąca życia. Jest to o tyle istotne, że leczenie należy „włączyć” na jak najwcześniejszym etapie, by oszczędzić maluchowi oraz jego najbliższym cierpienia – tak fizycznego, jak i psychicznego.

„Aktualnie dysponujemy w Polsce programem lekowym B.124, który w ramach wskazań umożliwia dostęp do innowacyjnych preparatów dzieciom nieco starszym, od 6. roku życia, co jednak wyklucza najmłodszych pacjentów. Dla nich wielką nadzieją jest włączenie do programu lekowego terapii biologicznej, zarejestrowanej już przez amerykańską Agencję Żywności i Leków (FDA) oraz Europejską Agencję Leków (EMA)” – podkreślała prof. Irena Walecka.

Więcej na temat atopowego zapalenia skóry, przygotowanego raportu, a także możliwości uzyskania wsparcia dla rodziców dzieci z AZS, można znaleźć na stronie Polskiego Towarzystwa Chorób Atopowych.

źródło: PAP

Jak twierdzą przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia i parlamentarzyści zajmujący się tematyką zdrowotną, choroby rzadkie stały się jednym z priorytetów działań w obszarze ochrony zdrowia w Polsce. Pacjenci z kolei podkreślają, że nie oczekują specjalnego traktowania ani przywilejów, a jedynie takich samych szans, jak inni obywatele. O tym, jak obecnie wygląda sytuacja w obszarze chorób rzadkich w Polsce rozmawiali uczestnicy dyskusji, pt. „Choroby rzadkie a równość w opiece zdrowotnej” podczas konferencji „Szczyt Zdrowie 2024”.

Jak niedawno informowała wiceministra zdrowia prof. Urszula Demkow, prace nad kolejną edycją Planu dla Chorób Rzadkich są już na końcowym etapie i dokument zostanie zapewne przyjęty w najbliższych tygodniach. W trakcie konferencji Szczyt Zdrowie 2024, przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Rzadkich, prof. Alicja Chybicka zaznaczyła, że kolejnym etapem powinno być przygotowanie ustawy o chorobach rzadkich.

– Wiele się zadziało w ostatnim czasie. NFZ już przygotowuje się do tego, aby wspomóc 42 ośrodki eksperckie i poprawić finansowanie. W diagnostyce genetycznej procedury genetyczne te najnowsze są do sumowania. Jeszcze AOTMiT razem z NFZ debatują nad 3. typem, tym najlepszym, badań genetycznych, a to jest podstawa rozpoznawania chorób rzadkich – powiedziała. W swojej wypowiedzi poruszyła również kwestię dostępu do terapii dla pacjentów z chorobami rzadkimi:

Jeśli chodzi o poprawę dostępu do skutecznych leków, to stało się teraz. Wczoraj pojawiła się nowa lista refundacyjna, na której jest dla dzieci z hemofilią lek, który można podać podskórnie. Dzieci bardzo cierpiały, musiały dostawać lek dożylnie, co wymagało założenia portu i kłucia tych dzieci dożylnego, co jest jednak o wiele bardziej niebezpieczne niż podawanie podskórne”. (…) Nadal nie są refundowane drogie leki innowacyjne. (…) Dlaczego cieszę się bardzo, że nasza prezydencja w Unii Europejskiej będzie miała jako priorytet choroby rzadkie, bo tak trzeba. To leczenie kuleje nie tylko w Polsce, ale kuleje także w Unii Europejskiej – zauważyła i skierowała podziękowania do wiceministry Urszuli Demkow oraz ministry Izabeli Leszczyny podziękowania za dotychczasowe działania podjęte na rzecz chorób rzadkich.

W trakcie debaty, eksperci z poszczególnych dziedzin medycyny omawiali bieżące potrzeby w leczeniu pacjentów, którymi opiekują się na co dzień. Jako pierwsza głos zabrała prof. Karina Jahnz-Różyk Konsultant Krajowa w dziedzinie alergologii, przedstawiając sytuację pacjentów w programie lekowym leczenia dziedzicznego obrzęku naczynioruchowego (HAE).

– Kilka programów lekowych w swoim życiu lekarskim już prowadziłam i kilka z nich wdrażałam. Musze powiedzieć, że efekty, które osiągamy w tych programach lekowych są zróżnicowane, one nie są jednakowe. I dlaczego tak chętnie mówię o obrzęku naczynioruchowym? Ponieważ z tych wszystkich programów, które były wdrożone w alergologii, chorobach płuc, myślę o astmie ciężkiej, to w tym programie rzeczywiście osiągnęliśmy wyjątkowo spektakularny efekt. Po 6 miesiącach leczenia zaobserwowaliśmy łącznie od 4 do 6 obrzęków u wszystkich 30 kilku pacjentów włączonych do programu, natomiast dla przypomnienia, 12 obrzęków każdy z nich musiał mieć przez pół roku przed włączeniem do programu. Ten efekt był po prostu piorunujący – podkreśliła.

Analizując ten program, a muszę powiedzieć, że on jest bardzo szczegółowo analizowany, bo jest prowadzony przez zespół koordynacyjny do spraw chorób ultrarzadkich, każdy z pacjentów jest monitorowany również w ramach tego działania tego zespołu, mamy pewne propozycje, które staramy się rozwiązywać wspólnie z Ministerstwem Zdrowia. Bardzo liczymy, żeby pewne zapisy mogły ulec zmianie. Myślimy głównie o liczbie tych obrzęków, które kwalifikują pacjenta do programu. To jest jeden aspekt. A drugi, to kwestia lokalizacji narządowej, tak najogólniej rzecz biorąc, żeby ona mogła być jednak poszerzona. Chociaż absolutnie, zajmując się od lat również aspektami farmakoekonomicznymi i rozumiejąc sprawę ekonomiki zdrowia, wiem, że też trzeba tutaj rozmawiać o sprawach finansowych. Natomiast tutaj wyraźnie widać, że efektywność kosztowa tego leczenia jest wysoka – podsumowała.

Prof. Anna Kostera-Pruszczyk, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii UCK WUM przedstawiła z kolei oczekiwania pacjentów z rdzeniowym zanikiem mięśni (SMA). Jak oceniła, pod względem dostępu do terapii, polscy pacjenci są doskonale zabezpieczeni dzięki zmianom refundacyjnym, które nastąpiły w ostatnich latach. Jednocześnie zaznaczyła potrzeby pacjentów wychodzące poza horyzont dostępu do terapii:

– Widzimy ogromną potrzebę, żeby ta opieka wielodyscyplinarna, która powinna być wpisana w codzienny system opieki zdrowotnej nad pacjentami z tą chorobą, ale również bardzo wieloma innymi chorobami rzadkimi, mogła stać się opieką wydolną, ale również opieką koordynowaną, taką, w której to odpowiednio przygotowany i odpowiednio posadowiony w systemie ochrony zdrowia pracownik będzie mógł wspierać pacjenta w uzyskiwaniu właściwych konsultacji, właściwych świadczeń, wtedy, kiedy jest to potrzebne. Na razie zwykle pacjenci zarządzają tym swoim bardzo trudnym wszechświatem, przy pomocy własnych telefonów komórkowych, tułają się po Polsce i jeżdżą w wiele miejsc – powiedziała.

Wiele pozytywnych zmian w ostatnim czasie nastąpiło również w leczeniu mukowiscydozy w Polsce, co podkreślił prof. Marcin Czech, prezes Polskiego Towarzystwa Farmakoekonomicznego, zaznaczając, że w resorcie zdrowia trwają jeszcze rozmowy na temat domknięcia granicy wieku dla najmłodszych pacjentów, jeśli chodzi o to leczenie. Odniósł się także do innych chorób rzadkich i omawianego na wstępie dyskusji Planu dla Chorób Rzadkich:

– Nie pojawiają się tam żadne zapisy dotyczące podejmowania decyzji w sprawie opłacalności z analizą wielokryterialną. Nie kontynuowana jest dość prosta kwestia rozważenia bezpłatnych leków dla tej grupy wzorem leków stosowanych w psychiatrii czy onkologii, a chodzi tylko o leki, które są tanie i są długo w systemie – powiedział. – Będziemy się starać wskazać decydentom, że to są również bardzo ważne kwestie dla pacjentów. I to nie kwestie, które kosztują worek pieniędzy, tylko kwestie, które wymagają koordynacji wewnątrz Ministerstwa Zdrowia – dodał.

Do wypowiedzi ekspertów odniósł się Mateusz Oczkowski, zastępca dyrektora Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia, zapowiadając, że część postulatów, o których mówił prof. Marcin Czech została już zrealizowana nowelizacją ustawy refundacyjnej, a druga część będzie realizowana w ramach kolejnej nowelizacji. Jak zapowiedział, druga nowelizacja ustawy refundacyjnej będzie zapewne przedstawiona w lipcu.

Przedstawiciel Ministerstwa Zdrowia zauważył również, że pacjenci z chorobami rzadkimi mają możliwość skorzystania z różnych ścieżek dostępu do terapii: – To nie jest tylko refundacja ogólnopolska w ramach programów lekowych, apteki i chemioterapii. Mamy ratunkowy dostęp do terapii lekowych, gdzie pacjent również może to uzyskać, mamy import docelowy, mamy import interwencyjny, gdzie to wszystko jest finansowane jak również quasi programy wczesnego dostępu, które są również opiniowane przez Departament Polityki Lekowej – jak dodał, również Fundusz Medyczny jest w całości dedykowany chorobom rzadkim. Poinformował także, że obecnie ok. połowa spośród wszystkich ok. 70 trwających postępowań refundacyjnych dotyczy właśnie chorób rzadkich.

Na koniec dyskusji głos zabrał Stanisław Maćkowiak, prezes Federacji Pacjentów Polskich i Krajowego Forum ORPHAN, który podkreślił, że w tym obszarze zaszło już wiele pozytywnych zmian i wyraził podziękowania do wszystkich osób, które przyczyniły się do poprawy sytuacji pacjentów z chorobami rzadkimi w Polsce. Jednocześnie zauważył, że terapie lekowe mogą pomóc jedynie ok. 5% populacji pacjentów na choroby rzadkie, bo w wielu wskazaniach nie ma zarejestrowanych żadnych leków. Zaapelował, żeby w związku z tym inaczej traktować ocenę leków w chorobach rzadkich:

Mowa o tym jest od kilkunastu, jeśli nie od kilkudziesięciu lat. Pomimo tego, że konieczność innego stosowania oceny przy refundacji leków na choroby rzadkie była zapisana w polityce państwa, która zresztą jeszcze pod kierownictwem pana profesora Marcina Czecha była przyjęta przez rząd, pomimo tego, że w kolejnych odsłonach planu dla chorób rzadkich była mowa na ten temat, efekty prac są gotowe, można wprowadzać od już, nie udało się tego wprowadzić i nie znamy przyczyny, dlaczego zostało to usunięte – powiedział. Wyraził również nadzieję, na sprawne prace nad ustawą, która zapewni bardziej kompleksową opiekę nad pacjentami z chorobami rzadkimi.

Pacjenci chorzy na choroby rzadkie nie oczekują tego, żeby być traktowani w sposób specjalny. Oni chcą żeby mieć takie same szanse jak inni obywatele w tym kraju. I nic więcej – zakończył Stanisław Maćkowiak.

źródło:publicpolicy.pl

Pozytywnym zjawiskiem na polskim rynku farmaceutycznym jest to, że coraz więcej nowych leków i terapii znajdowało się na liście refundacyjnej, natomiast największym problemem są pieniądze – wskazywała prof. Urszula Demkow, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia podczas sesji inaugurującej pierwszy dzień konferencji „Priorities and Challenges in Polish and European Drug Policy” w Warszawie.

Tematem przewodnim konferencji „Priorities and Challenges in Polish and European Drug Policy” są przede wszystkim wyzwania w zakresie polityki lekowej i farmakoterapii w Polsce i w Europie.

Prof. Urszula Demkow, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia, podkreśliła, że w ostatnim czasie coraz więcej nowych leków i terapii znajdowało się na liście refundacyjnej, co było bardzo ważne dla pacjentów.

„Obyśmy dalej szli w tym kierunku. Na pewno ta duża ustawa refundacyjna, która weszła w życie 1 kwietnia [Obwieszczenie Ministra Zdrowia z dnia 18 marca 2024 r. w sprawie wykazu refundowanych leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych na 1 kwietnia 2024 r. – red.] przyniosła dużo zmian. Są pewne drobne sprawy do poprawy, na przykład poprawienie funkcjonowania hurtowni farmaceutycznych. Natomiast to, co jest największą bolączką, to są oczywiście pieniądze” – podkreśliła Demkow.

Dodała, że jeśli chodzi o rynek farmaceutyczny, to jest na nim bardzo dużo interesariuszy i ich interesy decydują o tym, jaki jest efekt końcowy całego procesu refundacyjnego. Chociaż moim zdaniem głównym interesariuszem, będącym w centrum zainteresowania, powinien być pacjent” – zaznaczyła wiceminister zdrowia.

„Ważne jest też to, żebyśmy ewaluowali efekty zmian refundacyjnych w świetle efektów zdrowotnych dla społeczeństwa – w jaki sposób te zmiany przełożyły się na zdrowie społeczeństwa. To będzie wytyczało kierunek, w którym powinniśmy iść” – wskazała Urszula Demkow.

Prof. Krzysztof J. Filipiak z Naczelnej Rady Lekarskiej podkreślił, że środowisko lekarskie zawsze stoi po stronie pacjenta.

„Zwracam uwagę na to, że zmienia się kontekst geopolityczny, dlatego w związku z tym coraz większą uwagę należy zwrócić na zabezpieczenie dostępności do leków podstawowych. Oczywiście lekarze są otwarci na tak zwaną opiekę farmaceutyczną – mamy takie niedobory w systemie, że warto wszystkich profesjonalistów medycznych, nie tylko lekarzy, wykorzystać do tego” – dodał prof. Filipiak.

Pokreślił, że główny postulat Naczelnej Rady Lekarskiej to zwolnienie z obowiązku ustalania progu refundacji leków.

„To jest bardzo ważne, żeby lekarzy od tego odciążyć – widzę w tym rolę jakichś systemów automatycznych, które będą to robić zamiast lekarzy” – stwierdził prof. Filipiak.

Dr Andrzej Mądrala z Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych zwrócił uwagę na problem kosztów utylizacji pozostałości leków onkologicznych.

„NFZ pokrywa tylko koszt dawki leku podanego pacjentowi, co powoduje, że podmiot leczniczy ponosi straty finansowe. W skali roku wartość ta może sięgać kilku procent wartości zakupionych leków onkologicznych, nawet cztery do pięciu, w zależności od asortymentu leków stosowanych w danym szpitalu. Przy wydatkach szpitali na cytostatyki, sięgających rocznie kilkudziesięciu milionów złotych, te cztery – pięć procent to ogromne straty finansowe” – wyjaśnił dr Mądrala.

Prof. Urszula Demkow z Ministerstwa Zdrowia w odpowiedzi stwierdziła, że to ogromne marnotrawstwo i MZ przyjrzy się temu problemowi.

Janusz Adamski z biura Rzecznika Praw Pacjenta zaznaczył, że problemy z dostępem do leków refundowanych mogą pojawiać się w różnych regionach kraju.

„W części przypadków jest to zrozumiałe, że dostępność do programów lekowych nie będzie w całym kraju taka sama ze względu na podmioty, ale są sytuacje, że nierówność w dostępnie jest zbyt duża” – zaznaczył.

Organizatorem konferencji „Priorities and Challenges in Polish and European Drug Policy” jest Wydawnictwo Medyczne Termedia.

Źródło: PAP MediaRoom

Foto: Menedżer Zdrowia