Medicalpress
Aż 60% pacjentów z POChP czeka na właściwą diagnozę dłużej niż rok, a co trzeci – od 4 do 14 lat. Tymczasem koszty społeczne związane z chorobą sięgają 16 miliardów złotych rocznie. To główne wnioski z raportu „Ścieżka pacjenta z POChP”, którego premiera odbyła się podczas konferencji Fundacji TO SIĘ LECZY.
Przewlekła obturacyjna choroba płuc nie zaczyna się od dramatycznych objawów. Często przez lata rozwija się pod pozorem „zwykłego kaszlu palacza”, gorszej kondycji, zadyszki przy wchodzeniu po schodach albo zmęczenia, które łatwo przypisać wiekowi. Pacjent stopniowo ogranicza aktywność, przestaje chodzić szybciej, unika wysiłku, rzadziej wychodzi z domu. Zanim trafi do diagnostyki, choroba bywa już zaawansowana, a jej konsekwencje wykraczają daleko poza układ oddechowy.

O tym, jak wygląda sytuacja pacjentów z POChP w Polsce, rozmawiano podczas konferencji prasowej Fundacji TO SIĘ LECZY, której towarzyszyła premiera raportu “Ścieżka pacjenta z POChP – świadomość, diagnoza, leczenie oraz codzienne wyzwania” opartego na ankiecie przeprowadzonej wśród osób żyjących z chorobą. Badanie zrealizowano w marcu i kwietniu 2026 r. wśród 442 osób pacjentów z POChP.

Jak podkreślał Marek Kustosz, prezes Fundacji, była to grupa szczególna: pacjenci aktywnie poszukujący informacji, korzystający ze wsparcia innych chorych i gotowi poświęcić czas na szczegółowe odpowiedzi. – Trzeba pamiętać, że w naszym badaniu uczestniczyli bardzo świadomi pacjenci. To osoby, które interesują się swoją chorobą, szukają informacji, korzystają ze wsparcia innych chorych i są gotowi poświęcić czas na edukację. Wielu z nich choruje od lat, dlatego dobrze zna swoją sytuację zdrowotną. Jeżeli nawet w takiej grupie widzimy problemy z diagnostyką czy leczeniem, to możemy przypuszczać, że w całej populacji pacjentów z POChP wyzwania te są jeszcze większe.

Aż 60% respondentów czekało na właściwą diagnozę dłużej niż rok od pojawienia się pierwszych objawów, w tym aż 31% od 4 do 14 lat lub dłużej.

U większości pacjentów występowały przed rozpoznaniem objawy. U 87% ankietowanych dominującym objawem była duszność, a, u 57% kaszel z odkrztuszaniem wydzieliny.

Te dane dobrze współbrzmią z doświadczeniem klinicznym ekspertów. Prof. Piotr Dąbrowiecki, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP, zwracał uwagę, że skala nierozpoznanej choroby pozostaje ogromna: – Patrząc na populację mieszkającą na terenie Polski, mamy około 2–2,5 miliona osób z POChP. Według danych NFZ rozpoznanie ma około 1,3 miliona chorych, co oznacza, że nadal niemal połowa osób nie wie, że u podłoża ich duszności wysiłkowej czy kaszlu leży ta śmiertelna choroba. Od pierwszych objawów do rozpoznania mija często 7–10 lat. To nie jest pocieszające, bo POChP można zatrzymać, a im wcześniej ją rozpoznamy, tym łatwiej powstrzymać jej destrukcyjny wpływ na organizm.

Problemem nie jest wyłącznie brak wiedzy pacjentów. To także sposób, w jaki system ochrony zdrowia wychwytuje, albo raczej zbyt często nie wychwytuje osób z narastającą dusznością, przewlekłym kaszlem i wieloletnią ekspozycją na czynniki ryzyka. Prof. Paweł Śliwiński, kierownik II Kliniki Chorób Płuc Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, mówił wprost: – Od wielu lat mówimy o tych samych problemach i niestety niewiele się zmienia. Wciąż bardzo niska jest świadomość społeczna dotycząca POChP – ludzie nie wiedzą, że taka choroba istnieje, nie znają jej przyczyn ani objawów. Jeżeli ktoś pali papierosy, mieszka w zanieczyszczonym środowisku i nie wie, że narastająca duszność czy przewlekły kaszel mogą świadczyć o chorobie, to potrafi z tymi objawami żyć przez wiele lat. W efekcie od wystąpienia pierwszych objawów do postawienia diagnozy może minąć nawet kilkanaście lat.

Tymczasem objawy nie zawsze układają się w stereotypowy obraz choroby. Kaszel może być ważnym sygnałem, ale jego brak nie wyklucza POChP. Jak zaznaczył prof. Dąbrowiecki: – Duszność wysiłkowa to główny objaw POChP. Ważne jest jednak, by pamiętać, że pacjent nie musi kaszleć. Bardzo często słyszę: skoro nie ma kaszlu, to pewnie nie mam POChP. Tymczasem nawet połowa chorych nie kaszle. Dlatego każdy przewlekły problem z oddychaniem, ograniczenie tolerancji wysiłku czy odkrztuszanie wydzieliny powinny skłonić do diagnostyki.

Najważniejszym badaniem pozostaje spirometria, ale właśnie wokół niej ogniskuje się wiele systemowych luk. Z jednej strony jest badaniem podstawowym, z drugiej – wymaga dobrej jakości wykonania i interpretacji. Prof. Śliwiński podkreślał – Badania obrazowe nie są podstawą rozpoznania POChP. Mogą pomóc wykryć inne schorzenia lub zasugerować obecność zmian w płucach, ale nie służą do postawienia rozpoznania tej choroby. Rozpoznaniu POChP służy badanie spirometryczne i to ono pozostaje podstawowym narzędziem diagnostycznym. Jednocześnie dodaje, że sama dostępność sprzętu nie rozwiązuje problemu: – Spirometria teoretycznie jest prostym badaniem, ale w praktyce wymaga doświadczenia i dobrej współpracy pacjenta z osobą je wykonującą. Potrzebna jest cierpliwość, wiedza i umiejętność właściwej interpretacji wyniku. Nie każdy lekarz, nie każdy technik i nie każdy pacjent wykonają to badanie równie dobrze. Dlatego jakość spirometrii ma ogromne znaczenie dla prawidłowego rozpoznania choroby.

To, dlatego ekspert od lat apeluje o stworzenie sieci placówek wyspecjalizowanych w rzetelnym wykonywaniu tego badania. – Od lat postuluję stworzenie centrów doskonałości spirometrycznej. Powinny to być miejsca, w których pracują osoby wyspecjalizowane w wykonywaniu tego badania i potrafią zrobić je naprawdę rzetelnie. Lekarze POZ mogliby kierować tam pacjentów wyłącznie po to, by uzyskać wiarygodny wynik spirometrii. Tylko na podstawie dobrze wykonanego badania można odpowiedzieć na pytanie, czy pacjent ma POChP i jak bardzo zaawansowana jest choroba.

Jednocześnie część narzędzi już istnieje, ale nie wszędzie działa tak samo. Dr Janusz Krupa, wykładowca w Ośrodku Kształcenia Lekarzy Rodzinnych CMKP w Warszawie, wskazywał na potencjał programu – Moje Zdrowie” oraz opieki koordynowanej w POZ. – Gdybyśmy dobrze realizowali to, co już mamy do dyspozycji, szczerze mówiąc, prawie nic więcej nie byłoby potrzebne. Dysponujemy narzędziami pozwalającymi identyfikować czynniki ryzyka, kierować pacjentów do diagnostyki i obejmować ich odpowiednią opieką. Pytanie brzmi nie, czy mamy możliwości działania, ale czy wykorzystujemy je wystarczająco rzetelnie i konsekwentnie.

W jego ocenie szczególnie ważna jest ankieta w programie „Moje Zdrowie”, bo pozwala zidentyfikować osoby z czynnikami ryzyka, w tym palące papierosy. – Jedną z największych zalet programu „Moje Zdrowie” nie są nawet same badania laboratoryjne. Najważniejsza jest ankieta, w której pacjent sam wskazuje czynniki ryzyka, między innymi palenie tytoniu. Dzięki temu trafiają do nas osoby zainteresowane swoim zdrowiem, gotowe rozmawiać o wynikach badań i zmianie stylu życia. To ogromna szansa na wczesne wykrywanie chorób, w tym POChP.

Nie zmienia to faktu, że w praktyce rzetelna diagnostyka i leczenie zależą od miejsca, do którego trafi. Prof. Tadeusz Zielonka z Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej WUM, wiceprzewodniczący Sekcji Chorób Obturacyjnych Płuc Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, ujął to bardzo jednoznacznie: – Nie możemy opierać opieki nad chorymi na tym, czy pacjent trafi do dobrego lekarza, dobrej poradni albo ośrodka prowadzonego przez pasjonatów. To musi być rozwiązanie systemowe. Pacjent powinien mieć taki sam dostęp do diagnostyki niezależnie od tego, do której przychodni trafi. W ochronie zdrowia nie może być loterii.

To właśnie brak systemowości jest jednym z najbardziej kosztownych zaniedbań. POChP nie doczekała się programu o porównywalnej sile do działań budowanych przez lata w kardiologii, onkologii czy leczeniu udarów. – Od lat budujemy programy dotyczące chorób sercowo-naczyniowych, później powstały rozwiązania dla onkologii, rozwijaliśmy opiekę nad pacjentami po udarach. Tymczasem rozmawiamy dziś o jednej z głównych przyczyn zgonów w Polsce, która nigdy nie doczekała się równie silnego, systemowego programu. To bardzo źle świadczy o naszym podejściu do zdrowia publicznego. – podkreślał Prof. Zielonka.

Konsekwencje tych luk są bardzo konkretne. To pacjenci, którzy przez lata trafiają do różnych lekarzy, ale nie mają wykonanej spirometrii. To osoby, u których duszność tłumaczy się innymi chorobami. To chorzy, którzy są diagnozowani dopiero wtedy, gdy nie mogą już samodzielnie funkcjonować. Prof. Zielonka przywołał własne doświadczenia: – Miałem pacjenta z wieloletnią historią palenia tytoniu, nasilającą się dusznością i wszystkimi klasycznymi objawami POChP. Czekał rok na wizytę specjalistyczną. Został osłuchany i usłyszał, że nie ma obturacji, mimo że nie wykonano mu spirometrii. Później pierwsze badanie spirometryczne wykazało ciężką obturację. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca w kraju dysponującym nowoczesnym systemem ochrony zdrowia.

POChP nie jest jednak wyłącznie chorobą płuc. Eksperci wielokrotnie podkreślali jej ogólnoustrojowy charakter. Prof. Dąbrowiecki zaznacza – POChP to nie jest tylko choroba płuc. Choroba zaczyna się w płucach, ale choruje również układ krążenia, chorują narządy miąższowe, choruje mózg. To jest choroba całego organizmu i dlatego pozostaje jedną z głównych przyczyn zgonów. Musimy przestać myśleć o niej wyłącznie jako o problemie oddechowym, bo jej konsekwencje wykraczają daleko poza układ oddechowy.

Dlatego tak duże znaczenie ma odpowiednia reakcja na zaostrzenia i im aktywne zapobieganie. Nie są one bowiem gorszym okresem w przebiegu choroby, lecz zdarzeniem, które może przyspieszać jej postęp, pogarszać rokowanie i zwiększać ryzyko hospitalizacji i przedwczesnego zgonu

Aż 64% ankietowanych miała co najmniej jedno zaostrzenie wymagające dodatkowego leczenia w ciągu ostatniego roku, a u 35% wystąpiły dwa lub więcej takich zaostrzeń.
 
Tylko 6% pacjentów zadeklarowało, że po wypisie ze szpitala zmieniono lub zintensyfikowano leczenie.

Jak podkreśla prof. Dąbrowiecki Pacjenci często nie zdają sobie sprawy, jak ogromne znaczenie mają zaostrzenia choroby. To właśnie one przyspieszają postęp POChP, pogarszają jakość życia i zwiększają ryzyko hospitalizacji oraz zgonu. Jeżeli pacjent miał dwa zaostrzenia w roku, a po zmianie leczenia nie miał żadnego, to jest bardzo duży sukces terapeutyczny, nawet jeśli nadal odczuwa pewne objawy.

Prof. Śliwiński zwraca uwagę, że leczenie powinno być regularnie weryfikowane właśnie pod kątem zaostrzeń i ryzyka powikłań. Zaostrzenia są jednym z najważniejszych czynników wpływających na przebieg POChP. Im częściej występują, tym gorsze jest rokowanie pacjenta. Wiemy dziś również, że częste zaostrzenia zwiększają ryzyko powikłań sercowo-naczyniowych. Dlatego skuteczne leczenie powinno być oceniane nie tylko przez pryzmat objawów, ale także przez zdolność do zapobiegania kolejnym zaostrzeniom.

Znajduje to odzwierciedlenie w najnowszych wytycznych Global Initiative for Chronic Obstructive Lung Disease GOLD 2026, w których podkreślono, że każde zaostrzenie powinno być traktowane jako sygnał alarmowy wymagający ponownej oceny leczenia oraz działań zapobiegających kolejnym epizodom. Już pojedyncze umiarkowane zaostrzenie zwiększa ryzyko wystąpienia następnych.

Z punktu widzenia pacjenta problemem bywa jednak niezrozumienie celu leczenia. Chory oczekuje, że po inhalatorze kaszel i duszność znikną. Gdy tak się nie dzieje, odstawia leki, uznaje terapię za nieskuteczną albo traci motywację. Tymczasem w POChP celem nie zawsze jest pełne ustąpienie objawów, lecz poprawa funkcjonowania, ograniczenie duszności, zmniejszenie ryzyka zaostrzeń i spowolnienie postępu choroby. Prof. Dąbrowiecki tłumaczy: – Pacjenci często nie są zadowoleni z leczenia, ponieważ oczekują czegoś, czego w POChP nie jesteśmy w stanie osiągnąć. Chcieliby, aby objawy całkowicie zniknęły, tak jak bywa to u części chorych na astmę. Tymczasem w POChP celem leczenia jest ograniczenie duszności, zmniejszenie kaszlu, poprawa sprawności i zapobieganie zaostrzeniom. Jeśli pacjent nie rozumie tych celów, łatwo dochodzi do rozczarowania terapią.

Aż 92% respondentów deklarowało, że regularne stosuje leki wziewne,ale aż 30% pacjentów miało wątpliwości, czy prawidłowo stosuje inhalator, a 31% nigdy nie miało sprawdzonej techniki inhalacji przez personel medyczny.

Ponad połowa respondentów (56%) nigdy wcześniej nie spotkała się z pojęciem terapii podwójnej i potrójnej.

Aż 73% respondentów wskazało, że nie stosuje żadnego leczenia wspomagającego. 

Ten brak edukacji ma bardzo praktyczne konsekwencje. Pacjent może mieć przepisane właściwe leczenie, ale stosować je nieprawidłowo. Może nie wiedzieć, kiedy zgłosić zaostrzenie. Może nie rozumieć znaczenia szczepień. Może nie widzieć związku między paleniem a słabszą odpowiedzią na terapię. Prof. Dąbrowiecki zaznaczył – Pacjenci często mówią wprost: nikt mi nie powiedział, że powinienem się zaszczepić, nikt nie sprawdził, czy prawidłowo używam inhalatora, nikt nie wyjaśnił mi, jak mam stosować leki. Trudno oczekiwać zadowolenia z leczenia, jeśli chory nie otrzymuje podstawowych informacji potrzebnych do skutecznej terapii. To pokazuje, jak wiele mamy jeszcze do zrobienia w zakresie edukacji.

Z perspektywy POZ edukacja również pozostaje jednym z największych wyzwań. Dr Krupa wskazał, że w czasie kilkunastominutowej wizyty pacjent rzadko przychodzi z jednym problemem. POChP konkuruje z cukrzycą, nadciśnieniem, chorobami serca, receptami, skierowaniami i bieżącymi dolegliwościami. – Mamy bardzo dobre wytyczne postępowania w POChP i większość lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej je zna. Problem polega na tym, że pacjent rzadko przychodzi do lekarza z jednym problemem zdrowotnym. W czasie kilkunastominutowej wizyty trzeba zmierzyć się z wieloma chorobami i wieloma potrzebami chorego, a POChP jest często tylko jednym z kilku tematów wymagających omówienia.

Jednocześnie to właśnie lekarz rodzinny pozostaje najbliżej pacjenta. W zaostrzeniu chory często nie ma szans szybko dostać się do pulmonologa. Dlatego podstawowa opieka zdrowotna nie może traktować POChP jako problemu wyłącznie specjalistycznego. Jak podkreślił dr Krupa: – Lekarz podstawowej opieki zdrowotnej nie może powiedzieć pacjentowi z POChP: proszę iść do pulmonologa, to nie moja sprawa. To właśnie lekarz POZ najczęściej jako pierwszy spotyka się z pacjentem, widzi jego zaostrzenia i problemy dnia codziennego. Musimy mieć kompetencje i poczucie odpowiedzialności, by pomóc choremu od razu, a dopiero później planować dalszą ścieżkę diagnostyczną czy specjalistyczną.

Nowoczesne leczenie POChP istnieje, ale wymaga dobrego doboru i monitorowania. Prof. Śliwiński podkreślił, że polscy pacjenci mają dostęp do wielu nowoczesnych leków rozszerzających oskrzela, terapii dwu- i trójskładnikowych, a medycyna coraz wyraźniej zmierza w stronę personalizacji leczenia. Polscy pacjenci mają dziś dostęp do bardzo nowoczesnego leczenia POChP. Dysponujemy wszystkimi najważniejszymi grupami leków rozszerzających oskrzela, zarówno jedno-, jak i dwuskładnikowymi, a także terapiami trójskładnikowymi. Problem nie polega więc na braku leków. Problem polega na właściwym doborze terapii do konkretnego pacjenta i odpowiednim wykorzystaniu dostępnych możliwości leczenia.

Szczególnie ważna staje się także identyfikacja pacjentów z komponentą zapalenia eozynofilowego, którzy mogą odnosić większe korzyści z leczenia przeciwzapalnego. Prof. Śliwiński zaznaczył – Dziś wiemy, że część pacjentów z POChP ma dodatkowo komponent zapalenia eozynofilowego, przypominającego mechanizmy obserwowane w astmie. Takich chorych możemy identyfikować między innymi dzięki prostemu badaniu morfologii krwi z rozmazem. To właśnie ta grupa odnosi największe korzyści z leczenia przeciwzapalnego opartego na wziewnych glikokortykosteroidach.

Dodatkowe korzyści mogą przynosić również wybrane leki stosowane u pacjentów z przewlekłym zapaleniem oskrzeli i częstymi zaostrzeniami, takie jak inhibitory fosfodiesterazy-4 czy niektóre leki mukolityczne i antyoksydacyjne. Ich zastosowanie jest uzależnione od indywidualnej sytuacji klinicznej pacjenta.

Nowym rozdziałem są terapie biologiczne dla wybranych chorych. Nie są przeznaczone dla wszystkich pacjentów z POChP, ale dla określonej grupy z zapaleniem typu drugiego i nasilonym ryzykiem zaostrzeń. – W ostatnich latach weszliśmy w zupełnie nowy etap leczenia POChP. Zarejestrowano pierwsze leki biologiczne przeznaczone dla pacjentów z chorobą przebiegającą z komponentą zapalenia typu drugiego. Badania pokazują, że u odpowiednio dobranych chorych leczenie biologiczne pozwala skuteczniej ograniczać liczbę zaostrzeń niż klasyczna terapia trójskładnikowa. Jednocześnie, jak dodaje ekspert: – Dziś największym wyzwaniem nie jest już udowodnienie skuteczności leczenia biologicznego, ale zapewnienie pacjentom dostępu do tych terapii. W astmie funkcjonują programy lekowe obejmujące leczenie biologiczne. Liczymy na podobne rozwiązanie dla wybranej grupy chorych na POChP, którzy mogliby odnieść największe korzyści z takiej terapii. – mówił Prof. Śliwiński.

Co trzeci respondent wskazał lęk, stres lub obniżony nastrój jako jeden z najważniejszych problemów związanych z chorobą.

POChP wpływa nie tylko na układ oddechowy, ale również na zdrowie psychiczne i funkcjonowanie społeczne pacjentów. Jak podkreśla prof. Paweł Śliwiński – Depresja i lęk, szczególnie lęk przed dusznością, są bardzo istotnym elementem życia pacjentów z POChP. Chory, który zmaga się z obniżonym nastrojem, częściej popełnia błędy związane z leczeniem, rzadziej stosuje leki regularnie i częściej nieprawidłowo korzysta z inhalatorów. Dlatego nie możemy skupiać się wyłącznie na objawach oddechowych, pomijając stan psychiczny pacjenta.

Potwierdzają doświadczenia pacjentów z grupy wsparcia “POChP – To Się Leczy” – Pacjentom trudniej jest regularnie przyjmować leki, podejmować aktywność fizyczną, uczestniczyć w rehabilitacji oddechowej czy podejmować próby rzucenia palenia. Tymczasem właśnie te działania mają kluczowe znaczenie dla przebiegu choroby i jakości życia. Dlatego opieka nad pacjentem z POChP nie powinna ograniczać się wyłącznie do leczenia objawów ze strony układu oddechowego. Wsparcie psychologiczne, a w razie potrzeby także psychiatryczne, powinno być naturalnym elementem kompleksowej opieki nad pacjentami z chorobami przewlekłymi. – zaznaczył Marek Kustosz.

Tylko 28% respondentów ocenia wsparcie otrzymywane w systemie ochrony zdrowia jako dobre lub bardzo dobre. 44% ocenia je jako przeciętne, a 28% jako złe lub bardzo złe.

53% respondentów wskazało potrzebę prostego planu postępowania przy zaostrzeniu, a 25% chciałoby dowiedzieć się więcej o rozpoznawaniu zaostrzeń i sposobach reagowania.

Eksperci nie mają wątpliwości, że koszty późnego rozpoznawania i niewystarczającej kontroli POChP ponosi zarówno pacjent, jak i cały system ochrony zdrowia. Jak przypomina prof. Piotr Dąbrowiecki POChP powoduje ogromne obciążenie dla systemu ochrony zdrowia. Mówimy o setkach tysięcy porad, dziesiątkach tysięcy hospitalizacji i kilkunastu tysiącach zgonów rocznie. Koszty związane wyłącznie z POChP szacowane są na około 16 miliardów złotych. Temu można zapobiec – nie musi tak być.

Wyniki ankiety Fundacji TO SIĘ LECZY pokazują, że nawet wśród pacjentów aktywnie poszukujących wiedzy i wsparcia nadal występują opóźnienia diagnostyczne, problemy edukacyjne i luki w opiece. To rodzi pytanie, jak wygląda sytuacja osób mniej świadomych swojej choroby. POChP nie zaczyna się bowiem w szpitalu, lecz znacznie wcześniej – od zignorowanej duszności, przewlekłego kaszlu, niewykonanej spirometrii czy uzależnienia od nikotyny, z którym pacjent pozostaje sam. I to właśnie na tym etapie system powinien działać najskuteczniej.

źródło: Fundacja TO SIĘ LECZY
Jak podkreślała dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, Prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, choroby układu oddechowego wymagają dziś znacznie większej uwagi społecznej, klinicznej i systemowej. Nie są wyłącznie problemem specjalistów, dotyczą jakości życia pacjentów, profilaktyki, środowiska, edukacji zdrowotnej oraz organizacji opieki.
Bydgoszcz przez kilka dni jest centrum polskiej pneumonologii. W dniach 6-9 maja 2026 roku w Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy odbywa się 39. Zjazd Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, jedno z najważniejszych wydarzeń naukowych i edukacyjnych w Polsce poświęconych chorobom układu oddechowego.

Podczas konferencji prasowej zorganizowanej w związku ze Zjazdem eksperci podkreślali, że choroby płuc są dziś problemem klinicznym oraz jednym z najważniejszych wyzwań zdrowia publicznego. Dotykają setek tysięcy pacjentów, wpływają na ich codzienne funkcjonowanie, aktywność zawodową, samodzielność, jakość życia oraz obciążenie rodzin, opiekunów i całego systemu ochrony zdrowia.

Płuca są sprawą publiczną, nie tylko kliniczną. To przesłanie wybrzmiało szczególnie mocno podczas spotkania z mediami. Eksperci zwracali uwagę, że skuteczna odpowiedź na choroby układu oddechowego wymaga jednoczesnego działania w kilku obszarach: nowoczesnej diagnostyki, skutecznego leczenia, profilaktyki, edukacji pacjentów, ograniczania czynników ryzyka oraz lepszej organizacji opieki.

Jak podkreślała dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, Prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, choroby układu oddechowego wymagają dziś znacznie większej uwagi społecznej, klinicznej i systemowej. Nie są wyłącznie problemem specjalistów, dotyczą jakości życia pacjentów, profilaktyki, środowiska, edukacji zdrowotnej oraz organizacji opieki. Szczególne znaczenie ma wczesna diagnostyka, ponieważ objawy takie jak przewlekły kaszel, duszność, spadek tolerancji wysiłku czy nawracające infekcje nadal bywają bagatelizowane. Tymczasem w wielu chorobach płuc czas od pierwszych objawów do rozpoznania może decydować o dalszych możliwościach leczenia i rokowaniu pacjenta. Prezes PTChP zwróciła również uwagę, że ogłoszenie 2026 roku Rokiem Przewlekłej Obturacyjnej Choroby Płuc ma przypominać, że POChP przez lata może rozwijać się po cichu, a jej objawy nie powinny być traktowane jako naturalna konsekwencja wieku, palenia tytoniu czy gorszej kondycji.

Jednym z tematów konferencji była diagnostyka raka płuca. Prof. Wojciech Naumnik z białostockiej Kliniki Chorób Płuc i Gruźlicy omówił najważniejsze aspekty związane z rozpoznawaniem tej choroby, zwracając uwagę na znaczenie czasu, właściwej ścieżki diagnostycznej i dostępu do nowoczesnych metod oceny pacjenta. Rak płuca pozostaje jednym z największych wyzwań współczesnej medycyny, a opóźnienia diagnostyczne mogą istotnie ograniczać możliwości skutecznego leczenia.

Eksperci poruszali także temat chorób śródmiąższowych płuc, w tym idiopatycznego włóknienia płuc. Prof. Wojciech Piotrowski z łódzkiej Kliniki Pneumonologii zwracał uwagę, że w tej grupie schorzeń ogromne znaczenie ma wczesne rozpoznanie i odpowiednio dobrana terapia. Współczesna medycyna dysponuje możliwościami leczenia, które pozwalają spowalniać tempo progresji choroby, a nowe terapie i nowe kierunki postępowania będą jednym z tematów omawianych podczas Zjazdu.

Istotnym wątkiem była również gruźlica. Prof. Ewa Augustynowicz-Kopeć z Instytutu Chorób Płuc i Gruźlicy przedstawiła aktualne informacje dotyczące sytuacji epidemiologicznej, zwracając uwagę, że gruźlica nie jest wyłącznie problemem historycznym. Według omawianych danych wskaźniki zapadalności w Polsce zbliżają się do granic, które wymagają szczególnej czujności. Szczególnym wyzwaniem pozostaje gruźlica wielolekooporna, wymagająca specjalistycznego leczenia, dobrej organizacji opieki oraz monitorowania pacjentów.

Kolejnym ważnym tematem Zjazdu będzie palenie tytoniu oraz zanieczyszczenie powietrza. Eksperci przypominali, że oba czynniki mają istotny wpływ na rozwój chorób układu oddechowego, w tym raka płuca i POChP. Ograniczanie palenia, ochrona przed biernym narażeniem na dym tytoniowy oraz działania na rzecz poprawy jakości powietrza pozostają ważnymi elementami profilaktyki chorób płuc.

Podczas konferencji prasowej przypomniano również historyczny dorobek Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, będącego jednym z najstarszych towarzystw naukowych w Polsce. Tegoroczny Zjazd ma również wymiar jubileuszowy, co podkreślił w swojej wypowiedzi prof. Adam Barczyk, obejmujący na Zjeździe stanowisko Prezesa Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc i jednocześnie będący redaktorem naczelnym czasopisma, które na Zjeździe świętuje 100-lecie istnienia – „Advances in Respiratory Medicine”. Czasopismo, wydawane w języku angielskim, pozostaje przestrzenią prezentacji wyników badań, wymiany wiedzy i budowania widoczności polskiej medycyny oddechowej na świecie.

Podczas konferencji prasowej podkreślano również znaczenie organizacji opieki. Nowoczesna pulmonologia wymaga współpracy wielu specjalistów: lekarzy pulmonologów, lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, pielęgniarek, fizjoterapeutów, diagnostów, edukatorów oraz osób odpowiedzialnych za zarządzanie systemem ochrony zdrowia. Tylko dobrze zaplanowana ścieżka pacjenta pozwala skrócić czas od pierwszych objawów do rozpoznania i rozpoczęcia leczenia.

Przez kilka dni Bydgoszcz będzie miejscem rozmowy o tym, jak skuteczniej diagnozować, leczyć i wspierać pacjentów z chorobami układu oddechowego. Eksperci podkreślają, że choroby płuc wymagają uwagi nie tylko środowiska medycznego, ale również decydentów, instytucji publicznych, mediów i całego społeczeństwa.

39 Zjazd Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc zgromadzi ponad 970 uczestników i potrwa do soboty, 9 maja 2026 roku. W programie wydarzenia zaplanowano 77 sesji, w tym sesje naukowe, eksperckie, warsztatowe oraz spotkania sekcji specjalistycznych. Zjazd adresowany jest nie tylko do lekarzy pulmonologów, ale również do przedstawicieli innych specjalności zaangażowanych w diagnostykę, leczenie i opiekę nad pacjentami z chorobami układu oddechowego: lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, onkologów, alergologów, radiologów, diagnostów, fizjoterapeutów, pielęgniarek, edukatorów zdrowotnych oraz osób zajmujących się organizacją opieki zdrowotnej.
 
Link do relacji z konfernecji prasowej:

źródło: PTChP

Eksperci szacują, że w Polsce ponad 27 tys. osób choruje na śródmiąższową chorobę płuc. Tylko 6 tys. z nich objętych jest programem lekowym. Oznacza to, że ponad 21 tys. chorych pozostaje niezdiagnozowanych lub zdiagnozowanych błędnie – alarmują autorzy raportu „Pacjent ze śródmiąższową chorobą płuc w Polsce. Bieżące wyzwania w diagnostyce i opiece nad chorymi oraz rekomendacje w zakresie poprawy sytuacji” i rekomendują działania, które mają poprawić sytuację tych chorych.
Śródmiąższowe choroby płuc (ILD) należą do grupy rzadkich schorzeń, na które składa się ponad 200 jednostek chorobowych (m.in. idiopatyczne włóknienie płuc, sarkoidoza oraz zapalenie płuc z nadwrażliwością). ILD może występować w następstwie rozwoju innych schorzeń i dotyczy szerokiej grupy osób, zarówno kobiet jak i mężczyzn w różnym wieku. Rokowania chorych nie są optymistyczna. W przypadku idiopatycznego włóknienia płuc chorzy bez właściwego leczenia przeżywają średnio 2-3 lata.

„To są choroby, które zajmują część płuc, o której rzadko myślimy – śródmiąższ – takie rusztowanie, które otacza pęcherzyki płucne i drobne drogi oskrzelowe. Znajduje się jakby pomiędzy pęcherzykami, tam gdzie są naczynia krwionośne, naczynia limfatyczne, i też tam znajduje się niewielka ilość tkanki łącznej, która stanowi rusztowanie dla całego układu oddechowego. Płuca tracą elastyczność, poszerza się bariera pomiędzy pęcherzykiem płucnym a naczyniem krwionośnym, a więc wydłuża się droga tlenu z pęcherzyków do naczyń krwionośnych” – powiedziała podczas prezentacji raportu w poniedziałek 6 października br. jego współautorka dr hab. n. med. Katarzyna Lewandowska z I Kliniki Chorób Płuc Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.

Dr Lewandowska dodała, że objawy (kaszel, ograniczenie tolerancji wysiłku, duszność wysiłkowa i spoczynkowa) są podobne jak w wypadku innych chorób układu oddechowego, więc lekarz pierwszego kontaktu, do którego trafia taki pacjent, diagnozuje go zwykle jako dotkniętego jedną z najczęstszych chorób, jak astma, zapalenie płuc, niewydolność serca, przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP).

W związku z tym specjaliści – autorzy raportu „Pacjent ze śródmiąższową chorobą płuc w Polsce” rekomendują zmiany w funkcjonującym obecnie w Polsce systemie diagnostyki i leczenia śródmiąższowych chorób płuc. Oprócz działań edukacyjnych i wykorzystania gotowych narzędzi tj. „Karty diagnostycznej pacjenta z podejrzeniem śródmiąższowej choroby płuc” przez wprowadzenie jej do systemów informatycznych w gabinetach lekarzy rodzinnych – dotyczą one m.in.: wsparcia diagnostyki przez wykorzystanie niskodawkowej tomografii komputerowej wykonywanej w ramach skriningu raka płuc oraz bilansu zdrowotnego przez lekarza rodzinnego.

W leczeniu postulowane jest utworzenie szybkiej, skoordynowanej ścieżki diagnostycznej i terapeutycznej, zwiększenie dostępu do terapii lekowych, wypracowanie standardów organizacyjnych w zakresie funkcjonowania i rozmieszczenia ośrodków referencyjnych w każdym regionie Polski. Raport zwraca także uwagę na konieczność zwiększenia dostępu do rehabilitacji – implementację w zakresie rehabilitacji oddechowej oraz dostęp do turnusów rehabilitacyjnych dla każdego pacjenta z rozpoznaną ILD (minimum sześć tygodni). Konieczne jest także zwiększenie dostępności przenośnych źródeł tlenu w ramach Domowego Leczenia Tlenem.

Dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc i prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc powiedziała, że najważniejsze jest aby pacjent z ILD trafił na szybką ścieżkę leczenia oraz dostęp do rehabilitacji.

„Niestety, w Polsce mamy jedynie kilka ośrodków rehabilitacji stacjonarnej, które są zlokalizowane w szpitalach pulmonologicznych, pozostałe są w sanatoriach. To nie jest ten typ rehabilitacji, którą chcielibyśmy prowadzić u naszych chorych, bo rehabilitację kojarzy się zwykle z wykonywaniem zabiegów fizyko-terapeutycznych, natomiast my tutaj mówimy o zupełnie innym rodzaju rehabilitacji, rehabilitacji pulmonologicznej, ukierunkowanej nie tylko na radzenie sobie z dusznością, ale także na wykonywanie ćwiczeń siłowych czy wytrzymałościowych, ażeby pacjent miał lepszą tolerancję wysiłku” – powiedziała dr Czajkowska-Malinowska.

Dodała, że najważniejszą rekomendacją w leczeniu ILD jest stworzenie ośrodków referencyjnych „z prawdziwego zdarzenia”, w których pacjent uzyska całościowe wsparcie.

Prof. Brygida Kwiatkowska, konsultant krajowa w dziedzinie reumatologii, zaznaczyła, że tylko w wypadku chorych na reumatoidalne zapalenie stawów (RZS), które jest najczęstszą zapalną chorobą tkanki łącznej, zmiany śródmiąższowe w płucach występują nawet u 10 proc. pacjentów.

„To oznacza, że tysiące pacjentów w Polsce może wymagać specjalistycznej opieki pulmonologicznej. Tymczasem wielu z nich nie jest nawet świadomych zagrożenia” – zauważa prof. Kwiatkowska.

Zdaniem dr Aleksandra Biesiady, wiceprezesa Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej, niezbędnym rozwiązaniem jest implementacja w systemach informatycznych gabinetów lekarzy rodzinnych „Karty diagnostycznej pacjenta z podejrzeniem śródmiąższowej choroby płuc”.

„Lekarze rodzinni są pierwszym kontaktem da pacjentów, dlatego kluczowe jest, abyśmy mieli narzędzia, które pomogą nam rozpoznać niepokojące objawy, takie jak przewlekły kaszel czy duszność” – mówi dr Biesiada.

Agnieszka Pilewska-Ślączko, prezes Polskiego Towarzystwa Wspierania Chorych na Włóknienie Płuc, dodała, że z punktu widzenia pacjentów ważne jest wsparcie psychologiczne oraz poprawa jakości życia pacjenta.

Raport „Pacjent ze śródmiąższową chorobą płuc w Polsce. Bieżące wyzwania w diagnostyce i opiece nad chorymi oraz rekomendacje w zakresie poprawy sytuacji” powstał w ramach kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia”, której celem jest podnoszenie świadomości społeczeństwa na temat chorób płuc.


Raport dostępny jest pod linkiem:

https://plucapolski.pl/wp-content/uploads/2025/09/Pluca-2025-v8-na-strone.pdf 

Źródło: PAP MediaRoom

Transplantacje wielonarządowe to dziś jedno z najbardziej zaawansowanych wyzwań współczesnej medycyny. Choć wymagają ogromnego doświadczenia, precyzji i współpracy wielu zespołów specjalistycznych, stają się realną szansą na uratowanie życia pacjentów z krańcową niewydolnością dwóch narządów. Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku jest liderem tego typu procedur w Polsce, pokazując, że przy odpowiednim zapleczu i determinacji można skutecznie przesuwać granice transplantologii.
Gdyby porównać transplantologię do fizyki, przeszczepienia dwunarządowe byłyby niczym mechanika kwantowa – złożone, wymagające ogromnej precyzji i wiedzy. Tego typu operacje wykonywane są jedynie w najbardziej zaawansowanych ośrodkach, jak Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku – obecny lider w Polsce w tym zakresie.

Pacjenci z niewydolnością więcej niż jednego narządu przez wiele lat byli poza zasięgiem transplantologii – choroba jednego układu dyskwalifikowała ich z leczenia drugiego. Dziś, dzięki postępowi medycyny i logistyki, możliwe są jednoczasowe przeszczepienia dwóch narządów: serca z nerką, wątroby z nerką, płuc z nerką czy serca z płucami.

UCK w Gdańsku może pochwalić się łącznie 11 wykonanymi transplantacjami dwunarządowymi, a także pionierskimi osiągnięciami w zakresie pierwszych w Polsce operacji serca i płuc zakończonych sukcesem po dwóch dekadach przerwy.

Od serca do nerek – historia pierwszych operacji

Pierwszą jednoczasową transplantację serca i nerki w Gdańsku przeprowadzono w 2018 r. – był to dopiero drugi taki przypadek w Polsce od czasów zespołu prof. Zbigniewa Religi. Dr hab. Piotr Siondalski, koordynujący program transplantacji serca w UCK, podkreśla, że sukces takich zabiegów wymaga nie tylko przygotowania technicznego, ale też wiary zespołu i pacjenta w powodzenie leczenia.

Dziś UCK ma na koncie już trzy transplantacje serca z nerką oraz trzy przeszczepienia wątroby z nerką. W 2023 r. w gdańskim ośrodku przeprowadzono także pierwszą w Polsce udaną operację przeszczepienia płuc i nerki – a w kolejnych miesiącach dwie kolejne.

Pacjenci dializowani zyskują nową szansę

Transplantacja wątroby i nerki daje szczególną szansę pacjentom z niewydolnością obu narządów – często jeszcze przed rozpoczęciem dializ. Jak zaznacza prof. Alicja Dębska-Ślizień, kierująca programem transplantacji nerek w UCK, to „ostatnia deska ratunku”, która może całkowicie zmienić rokowanie chorego.

Z kolei dr hab. Piotr Domagała, odpowiedzialny za program przeszczepień wątroby, podkreśla, że opieka nad pacjentem dwunarządowym jest znacznie bardziej złożona – wymaga dokładnej kontroli gospodarki płynowej i hemodynamicznej, a niektóre narządy (jak nerka) uruchamiają się z opóźnieniem.

Czas – kluczowy czynnik

Podczas jednoczasowych przeszczepień szczególnie ważny jest czas niedokrwienia narządów. Wątroba toleruje maksymalnie 8–12 godzin przerwy w ukrwieniu, płuca tylko 6 godzin, a nerki – nawet do 48 godzin przy zastosowaniu maszyn do perfuzji, w które wyposażone jest UCK.

Z tego względu ustalenie kolejności przeszczepów (np. najpierw płuca, potem nerka) zależy od specyfiki narządów. Dodatkowo, zespolenia chirurgiczne muszą być zaplanowane w sposób maksymalizujący szanse powodzenia.

Zespół ponad wszystko

W jednoczasowych transplantacjach uczestniczy kilkudziesięciu specjalistów: chirurdzy, anestezjolodzy, perfuzjoniści, pielęgniarki, fizjoterapeuci, psycholodzy i koordynatorzy transplantacyjni. Wszystko po to, by przygotować pacjenta, przeprowadzić operację i zapewnić skuteczne leczenie po przeszczepie.

Jak podkreślają eksperci, kluczowa jest zgodność immunologiczna – przeszczepienie obu narządów od jednego dawcy zmniejsza ryzyko odrzutu i powikłań immunosupresyjnych.

Gdańsk przeciera szlak

Poza UCK, transplantacje dwunarządowe realizowane są także w ośrodkach w Warszawie, Szczecinie, Katowicach i Zabrzu. Gdański ośrodek planuje już kolejne kroki – w tym pierwsze w Polsce przeszczepienie wątroby i płuc.
 
Choć transplantacje dwunarządowe to ogromne wyzwanie kliniczne, logistyczne i psychologiczne – dają pacjentom realną szansę na nowe życie. Gdańskie UCK pokazuje, że przy zaangażowaniu, nowoczesnej technologii i determinacji zespołu medycznego można osiągać sukcesy tam, gdzie jeszcze niedawno wydawało się to niemożliwe. To dowód na to, że warto inwestować w rozwój wysoko wyspecjalizowanej medycyny w Polsce – dla dobra tych, którzy walczą o życie.

Źródło: UCK w Gdańsku


 
– Szacuje się, że każdego roku na całym świecie z powodu POChP umierają trzy miliony osób. Liczba ta prawdopodobnie wzrośnie ze względu na starzenie się populacji oraz nieustające narażenie na czynniki ryzyka, takie jak choćby dym tytoniowy czy zanieczyszczenia powietrza – mówi dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, Prezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc.
Od 23 lat na świecie organizowany jest Światowy Dzień POChP. W tym roku tematem przewodnim jego obchodów jest znaczenie spirometrii, czyli kluczowego narzędzia diagnostycznego służącego do pomiaru wydolności płuc.
 
Przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP) jest chorobą cywilizacyjną, która stanowi jedną z głównych przyczyn umieralności i inwalidztwa na całym świecie, występuje często w populacji ogólnej. Według danych WHO Europe POChP choruje około 5-10 proc. dorosłych osób powyżej 40. roku życia. W Unii Europejskiej jest to populacja około 23 mln chorych. Jeszcze w 2008 r. POChP była czwartą główną przyczyną zgonów w Europie. Prognozy wskazują jednak, że umieralność z powodu tej choroby będzie w najbliższych dziesięcioleciach systematycznie rosnąć, stanowiąc w roku 2030 aż 3,2 proc. wszystkich zgonów w Europie[1].

Szacuje się, że każdego roku na całym świecie z powodu POChP umierają trzy miliony osób. Liczba ta prawdopodobnie wzrośnie ze względu na starzenie się populacji oraz nieustające narażenie na czynniki ryzyka, takie jak choćby dym tytoniowy czy zanieczyszczenia powietrza – mówi dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, Prezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc.
 
POChP charakteryzuje się trwałym ograniczeniem przepływu powietrza przez dolne drogi oddechowe, związanym ze stanem zapalnym w oskrzelach, miąższu płuc i w naczyniach płucnych, który rozwija się w następstwie szkodliwego działania gazów i pyłów. Najczęściej występujące objawy to przewlekły kaszel, odkrztuszanie plwociny, stopniowo narastająca duszność oraz pogorszenie tolerancji wysiłku[2].  Głównymi czynnikami ryzyka rozwoju POChP są narażenie na dym tytoniowy i inne wdychane toksyczne cząstki i gazy, ale najnowsze badania wskazują, że choroba jest wynikiem kombinacji genetycznych i środowiskowych czynników, które mają miejsce przez całe życie, począwszy od życia płodowego poprzez okres niemowlęcy i młodzieńczy.
 
Spirometria – oręż w walce z POChP
Kluczowym narzędziem diagnostycznym służącym do wykrycia przewlekłej obturacyjnej choroby płuc jest spirometria. Jej wynik jest także wskaźnikiem zdrowia przez całe życie. Płuca rozwijają się bowiem już od życia płodowego aż do wczesnej dorosłości. W tym czasie jesteśmy narażeni na szkodliwe czynniki, takie jak zanieczyszczenie powietrza i infekcje dróg oddechowych, które mogą zahamować prawidłowy wzrost płuc i zwiększyć ryzyko rozwoju POChP w późniejszym okresie życia. Niestety, kondycja płuc może ulec znacznemu pogorszeniu jeszcze zanim pojawią się objawy. Wydolność płuc jest nie tylko wskaźnikiem zdrowia płuc, ale także ogólnego stanu zdrowia. Nawet niewielkie obniżenie objętości płuc jest związane ze zwiększonym ryzykiem zgonu z przyczyn oddechowych i pozapłucnych.

Pomiar funkcji płuc przez całe życie za pomocą spirometrii daje lekarzom możliwość wczesnej diagnozy i szybkiego podjęcia koniecznych interwencji terapeutycznych – tłumaczy dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska.
 
Jak poprawić i utrzymać kondycję płuc
Od lat na całym świecie prowadzone są liczne inicjatywy mające na celu zmniejszenie obciążenia POChP oraz promocję utrzymania właściwej kondycji płuc. Są to między innymi programy służące rzucaniu palenia tytoniu, promujące walkę z zanieczyszczeniem powietrza wewnętrznego i zewnętrznego oraz badanie czynników niekorzystnych w dzieciństwie. Chociaż obecnie nie ma lekarstwa na POChP, wiele podmiotów i organizacji podejmuje działania mające na celu zapobieganie chorobie i poprawę jakości życia osób nią dotkniętych. Pracodawcy mogą dążyć do tworzenia bezpiecznego środowiska pracy wolnego od dymu, społeczeństwo może dbać o czystość powietrza, a zarówno pacjenci, jak i ich rodziny mogą działać na rzecz zwiększenia dostępu do opieki, w tym do podstawowych leków, rutynowych badań spirometrycznych oraz innych terapii, takich jak telemedycyna dla pacjentów z odległych lokalizacji poza dużymi ośrodkami. Dodatkowo, świadczeniodawcy i decydenci mogą pracować nad zwiększeniem dostępu do spirometrii i promować jej stosowanie. Jest to bowiem istotny wskaźnik na wszystkich etapach życia, nie tylko dla diagnozy chorób układu oddechowego, ale również dla ogólnego stanu zdrowia.
 
GLOBALNA STRATEGIA DIAGNOSTYKI, LECZENIA I PREWENCJI PRZEWLEKŁEJ OBTURACYJNEJ CHOROBY PŁUC (RAPORT 2024): https://goldcopd.org/2024-gold-report/
 
ŚWIATOWY DZIEŃ POChP to coroczne ogólnoświatowe wydarzenie organizowane przez Globalną Inicjatywę na rzecz Przewlekłej Obturacyjnej Choroby Płuc (GOLD), która jest członkiem Forum Międzynarodowych Stowarzyszeń Układu Oddechowego (FIRS). Celem Światowego Dnia POChP jest zwiększenie świadomości opinii publicznej w zakresie samej choroby i przedstawienie nowatorskich strategii terapeutycznych dotyczących POChP na całym świecie. Tematem przewodnim tegorocznej, już 23. edycji Światowy Dzień POChP, jest podkreślenie znaczenia spirometrii, czyli pomiaru wydolności płuc.
 
POLSKIE TOWARZYSTWO CHORÓB PŁUC to jedno z najstarszych towarzystw naukowych w Polsce. Jego celem jest kształtowanie najlepszych standardów leczenia chorób płuc i budowanie świadomości społecznej na temat ich powstawania. Członkami stowarzyszenia są lekarze różnych specjalności, głównie specjaliści chorób płuc oraz osoby związane z ochroną zdrowia w zakresie chorób płuc i gruźlicy. Dzięki temu tematy podejmowane przez organizację skupiają się nie tylko na leczeniu pacjentów, ale również na proponowaniu i wprowadzaniu zmian systemowych. PTChP posiada 15 oddziałów i 17 sekcji specjalistycznych, które pełnią rolę szkoleniową oraz stanowią ośrodki myśli i działalności naukowej w dziedzinie pneumonologii.
 
 
[1] Przewlekła obturacyjna choroba płuc – analiza kosztów ekonomicznych i społecznych. Raport Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego w Warszawie, 2014.
[2] Raport Przewlekła obturacyjna choroba płuc. CEESTAHC, 2018.
źródło: PTChP
W dniach 14-15 czerwca 2024 roku odbędzie się już 8. Konferencja „Interwencje w Krążeniu Płucnym (8IPC). Serdecznie zapraszamy do udziału w tym spotkaniu wszystkich zainteresowanych zabiegami przezskórnymi wykonywanymi w łożysku płucnym i prawy sercu. Jak przy poprzednich edycjach, konferencja będzie miała charakter warsztatowy, z prezentacją przypadków i odpowiednim czasem na dyskusje.
Szanowni Państwo!
Koleżanki i Koledzy!

w dniach 14-15 czerwca 2024 roku odbędzie się już 8. Konferencja „Interwencje w Krążeniu Płucnym” (8IPC).
Serdecznie zapraszamy do udziału w tym spotkaniu wszystkich zainteresowanych zabiegami przezskórnymi wykonywanymi w łożysku płucnym i prawy sercu. Jak przy poprzednich edycjach, konferencja będzie miała charakter warsztatowy, z prezentacją przypadków i odpowiednim czasem na dyskusje.

Poruszymy gorące tematy z zakresu leczenia ostrej i przewlekłej zatorowości płucnej, cewnikowania serca, nieprawidłowych połączeń naczyniowych, powikłań zabiegowych a także obecne możliwości leczenia wad zastawek prawego serca.

Porozmawiamy o planach nowych dokumentów Polskiej Inicjatywy PERT, Sekcji Krążenia Płucnego PTK i Asocjiacji Interwencji Sercowo-Naczyniowych PTK.

Mamy nadzieję, że jak zwykle spotkamy się w licznym gronie.
Jeszcze raz zapraszamy wszystkich do Krakowa w dniach 14-15 czerwca 2024 roku.
Do zobaczenia!

Grzegorz Kopeć, Aleksander Araszkiewicz, Marcin Kurzyna

Więcej informacji na: https://8ipc.pl/ 

Polska Koalicja Zdrowe Płuca została powołana 8 grudnia 2022 roku z inicjatywy Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc jako nieformalne, otwarte zrzeszenie, mające na celu wzmocnienie systemowych aspektów diagnostyki i leczenia chorób płuc w Polsce, zarówno z perspektywy pacjenta, jak i systemu opieki zdrowotnej. Pięciu sygnatariuszy miało wówczas ambitne plany i wiele zapału, ale również jasno sprecyzowane cele swoich działań. Co udało się im się zrealizować w ciągu ostatniego roku?
Dynamiczny rozwój Koalicji
Polskie Towarzystwo Chorób Płuc, Polskie Towarzystwo Pneumonologii Dziecięcej, Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc, konsultant krajowy w dziedzinie chorób płuc i konsultant krajowy w dziedzinie chorób płuc dzieci – to te organizacje zapoczątkowały działania, które obecnie realizowane są przez 20 instytucji z zakresu pulmonologii. Koalicje tworzą obecnie konsultanci krajowi, instytuty naukowe, towarzystwo oceny technologii medycznych, organizacje pozarządowe oraz grupy pacjenckie. Taka interdyscyplinarność to siła tej inicjatywy.

„Rok 2022 był przełomowy, ponieważ udało nam się zawiązać Koalicję. Rok 2023 był czasem intensywnej pracy nad powiększaniem grona Koalicjantów o kolejne organizacje, ale również wielotorowych działań merytorycznych w grupach roboczych Koalicji. To wszystko traktujemy jednak jako przedbiegi do roku 2024 – liczymy, że będzie to rok rewolucyjny dla polskiej pneumonologii” – mówi dr Małgorzata Czajkowska – Malinowska, prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc [PTChP].

Wszyscy koalicjanci pracują merytorycznie w 10 grupach roboczych. Dodatkowo Koalicja angażowała się w organizacje konferencji prasowych, wystawy w Sejmie czy udziału w dedykowanych posiedzeniach w Senacie. Były to duże wydarzenia, które rozpoczęły intensywną współpracę Polskiej Koalicji Zdrowe Płuca z decydentami na rzecz budowania silnej pozycji pneumonologii.

Płuca w polityce
Wybory i długi okres formowania się obecnego rządu był czasem dużych emocji. Mamy nadzieje, że pneumonologia będzie zauważona i znajdzie się wśród priorytetowych działań Ministerstwa Zdrowia. Powołanie Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Płuc jest pierwszym krokiem pokazującym, że eksperci będą mieli odpowiednią platformę do prowadzenia dialogu z parlamentarzystami. Mamy nadzieję, że przełoży się to również na współprace specjalistów z Ministerstwem Zdrowia.

„Jako członek senackiej Komisji Zdrowia oraz praktykujący lekarz doceniam osiągnięcia Polskiej Koalicji Zdrowe Płuca. Wierzę, że przyszedł czas na zauważenie problemów polskiej pneumonologii i intensywną pracę nad podnoszeniem jakości opieki nad pacjentami” – komentuje senator Agnieszka Gorgoń – Komor

Polska Koalicja w elitarnym gronie
Koalicja jest członkiem międzynarodowej sieci International Respiratory Coalition, której celem jest promocja zdrowych płuc na całe życie i poprawa opieki pulmonologicznej.

 „Jak podkreśla prof. Guy Joos, prezydent International Respiratory Coalition, nigdy nadanie priorytetu zdrowiu płuc nie było istotniejsze a wdrożenie narodowych strategii pulmonologicznych bardziej pilne. Jako członkowie Polskiej Koalicji Zdrowe Płuca zdecydowanie się pod tym podpisujemy, dlatego zrobimy wszystko, aby polska strategia pulmonologiczna stała się faktem” – podkreślił dr Aleksander Kania, sekretarz ZG PTChP.

Rewolucyjny rok 2024
Już na początku Nowego Roku będziemy świadkami czegoś niezwykłego – głównym tematem 32. Finału WOŚP będą „Płuca po pandemii”. Pieniądze zebrane podczas finału zostaną przeznaczone na zakup sprzętu medycznego dla 15 dziecięcych oddziałów pulmonologicznych i 49 oddziałów pulmonologicznych dla dorosłych. To wielka rzecz i realna pomoc dla pacjentów.

Podjęcie współpracy ze Światową Organizacją Zdrowia, aktywne wsparcie merytoryczne Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Płuc czy udział w pracach Telemedycznego Okrągłego Stołu to tylko cześć z zaplanowanych na rok 2024 działań.

Uruchomienie w Polsce sieci ośrodków typu Lung Cancer Unit również stanowi duże wyzwanie na Nowy Rok – chcemy, aby wypracowane przy naszym udziale zalecenia mogły zacząć funkcjonować” – przedstawia prof. Rafał Krenke, członek Zarządu Głównego PTChP oraz Dziekan Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

źródło: PTChP
11 lipca br. w Klinice Chirurgii Serca, Klatki Piersiowej i Transplantologii UCK WUM specjaliści dokonali udanego przeszczepienia płuca. To kolejny krok w rozwoju strategii tworzenia silnego ośrodka transplantacyjnego w naszym centrum klinicznym. W trakcie konferencji prasowej, eksperci opowiedzieli o szczegółach zabiegu i promowali ideę transplantacji. Była również okazja do porozmawiania z pacjentem po przeszczepieniu, który już szykuje się do powrotu do domu.
Szansa na drugie życie

Robert Pasieczny przeszedł ciężką infekcje COVID-19, w wyniku której rozwinęła się niewydolność płuc wywołana zwłóknieniem. Objawiało się to silną dusznością i ograniczoną możliwością wykonywania nawet niewielkich wysiłków. Nie pomogło leczenie farmakologiczne i konieczna było zastosowanie stałej tlenoterapii domowej. Życie pana Roberta mogło uratować tylko przeszczepienie płuc. Został wpisany na listę biorców i przez około pięciu miesięcy oczekiwał na narząd. W lipcu otrzymał informację, że jest dla niego płuco. 

Zabieg trwał około czterech godzin i przebiegł bez powikłań. W siódmej dobie pacjent trafił z Oddziału Intensywnej Terapii do Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii i Alergologii UCK WUM. Dzięki opiece anestezjologów pan Robert może już samodzielnie jeść, pić, rozmawiać i chodzić. Podkreśla, że widzi poprawę swojego stanu zdrowia. Są to drobne rzeczy, ale bardzo ułatwiają mu codzienne życie. Wierzy, że sprawność fizyczna i samego płuca w miarę szybko powrócą do normy. Teraz czeka na moment, aby szpitalne łóżko zamienić na fotel w swoim przydomowym ogródku. – Cieszę się, że wszystko idzie dobrze, nie ma komplikacji. Kocham życie, wiem, że pewne rzeczy nie są już dla mnie, ale jest tyle innych wspaniałości dookoła, którymi można się cieszyć – mówi.

W całej grupie pacjentów poddawanych transplantacji płuca osoby takiej jak pan Robert to przypadki nieliczne.

Czy pacjentów ze zwłóknieniem płuc po COVID będzie więcej? 

– Trudno prorokować, to nowa jednostka chorobowa, której się wszyscy uczymy – przyznaje prof. Rafał Krenke, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii i Alergologii UCK WUM. – Powstał już nawet termin „zespół pocovidowy”, który nie dotyczy tylko płuc i upośledzenia ich funkcji, ale też innych narządów. Mieliśmy kilku pacjentów, u których w wyniku zakażenia doszło do włóknienia. Ale przebieg choroby jest nieprzewidywalny. Niektórzy przechodzą zakażenie ciężko i szybko zdrowieją, a niektórzy mają łagodny przebieg, który potem przechodzi w fazę przewlekłą i doprowadza do nieodwracalnych zmian.
Jak podkreśla prof. Krenke, w przeważającej części biorcami przeszczepów płuc są pacjenci mający tzw. przewlekłą niewydolność oddychania. Dochodzi do niej w wyniku trwających wiele lat chorób, takich jak przewlekła obturacyjna choroba płuc, mukowiscydoza, samoistne śródmiąższowe włóknienie płuc czy też tętnicze nadciśnienie płucne. 

Zespół ekspertów zaangażowanych w transplantację

Przeszczepienie płuc jest jednym z najtrudniejszych zabiegów w transplantologii. W powrót do normalnego życia pana Roberta zaangażowany był sztab specjalistów.

Narząd pobierali: prof. Bartosz Kubisa, dr Agata Dżeljilji oraz instrumentariuszka Katarzyna Szymańska. Płuco wszczepił zespół w składzie: prof. Bartosz Kubisa, prof. Mariusz Kuśmierczyk, dr Agata Dżeljilji, dr Beata Broy-Jasik, anestezjolog oraz instrumentariuszki: Izabela Galewska i Anna Czajkowska. Zaangażowani byli również inni specjaliści z UCK WUM m.in.: pulmonolodzy – prof. Rafał Krenke, dr Joanna Klimiuk, dr hab. Marta Maskey-Warzęchowska, dr hab. Piotr Bielicki, dr hab. Tadeusz Przybyłowski, anestezjolog dr Katarzyna Błońska; kardiolog, transplantolog i internista prof. Małgorzata Sobieszczańska-Małek oraz koordynator transplantacyjny mgr Krzysztof Zając.

– Przeszczepienie płuc to szczególne wyzwanie. Większość pacjentów jest na tlenoterapii domowej, więc niezbędny jest specjalny i bardzo szybki transport do ośrodka transplantacyjnego – mówił na konferencji Krzysztof Zając, koordynator ds. transplantacji UCK WUM, mazowiecki wojewódzki koordynator Poltransplant. – Szczególnie ważna jest także kwestia doboru potencjalnego dawcy do potencjalnego biorcy. Gabaryty dawcy muszą być spójne z gabarytami biorcy, więc dowolności w kwestii doboru dawca biorca mamy dużo mniej. Było ciężko, ale się udało. To dla nas nowe doświadczenie, które otworzy nam drogę do kolejnych tego typu zabiegów.

Zabieg przeszczepiania płuc jest trudny również ze względu na znieczulenie i to, co dzieje się po zabiegu. Pacjent powinien jak najwcześniej zacząć oddychać sam. Z tym wyzwaniem poradził sobie doświadczony zespół kardioanestezjologów działający w Klinice Chirurgii Serca, Klatki Piersiowej i Transplantologii UCK WUM. 
– Sytuacja była o tyle ciężka, że przeszczepiane było jedno płuco, w związku z czym podatność płuc bardzo się różniła. Działały dwa respiratory, jeden wentylował jedno płuco, drugi drugie. Pan Robert zaczął oddychać samodzielnie już w drugiej dobie po operacji – przyznaje dr Katarzyna Błońska, kierownik Oddziału Kardioanstezjologicznego Kliniki Chirurgii Serca, Klatki Piersiowej i Transplantologii UCK WUM.

Prof. Bartosz Kubisa, kierownik Oddziału Klinicznego Torakochirurgii Kliniki Chirurgii Serca, Klatki Piersiowej i Transplantologii UCK WUM: – Płuca jako jedyne, w przeciwieństwie do serca, wątroby i nerek, mają cały czas kontakt ze światem zewnętrznym. W związku z tym są narażone na infekcje wirusowe, grzybicze i bakteryjne. Jednocześnie mają silne właściwości immunogenne (aktywujące układ odpornościowy), czyli przy ich przeszczepieniu potrzebna jest silna immunosupresja, która finalnie powoduje osłabienie odporności. Prowadzenie pacjenta po przeszczepieniu płuc to balansowanie między odpowiednią immunosupresją a jednocześnie nie doprowadzeniem do infekcji. Jeśli zbyt dużo immunosupresji – mamy infekcję. Jeśli za mało immunosupresji – odrzucanie, do którego doszło również u naszego pacjenta. Na szczęście poradziliśmy sobie z tym farmakologicznie.

Program transplantologii w UCK WUM

WUM jest miejscem, w którym przed laty rozpoczął się program przeszczepienia narządów w Polsce. – Pierwsza w naszym kraju udana transplantacja nerki została przeprowadzona w 1966 r. w I Klinice Chirurgicznej Akademii Medycznej, obecnie Katedra i Klinika Chirurgii Ogólnej, Naczyniowej i Transplantacyjnej UCK WUM. A program transplantacji na świecie rozpoczął się zaledwie kilka lat wcześniej – przypomniał w trakcie konferencji rektor prof. Zbigniew Gaciong. – Do dziś nie odstajemy, jeśli chodzi o wyniki i jakość od najlepszym ośrodków światowych. Co więcej, dorównujemy im także liczbą. 

UCK WUM to obecnie największy ośrodek transplantacyjny w Polsce. Wykonywane są tu transplantacje wątroby, trzustki, nerek, szpiku, serca, w tym serca u dzieci, oraz transplantacje wielonarządowe, zarówno u dorosłych, jak i dzieci. W 2023 r. co drugie przeszczepienie wątroby w Polsce miało miejsce w UCK WUM, tu dokonano 42% wszystkich przeszczepień trzustki. UCK WUM wykonało też 30% transplantacji nerek od żywego dawcy. Od ubiegłego roku przeszczepiono w centrum 12 serc, po uzyskanej w lipcu 2022 r. od resortu zdrowia akredytacji na wykonywanie takich zabiegów. 

Szacuje się, że w takim państwie jak Polska powinno się wykonywać pomiędzy 200 a 300 przeszczepień płuc rocznie. Jak podaje prof. Bartosz Kubisa w zeszłym roku udało się wykonać 93 takich zabiegów. – Nasi pacjenci jeszcze kilkanaście lat temu na przeszczepienia wyjeżdżali za granicę, do Wiednia, Kopenhagi, Hanoweru. Myślę, że w tej chwili żaden pacjent nie musi szukać poza krajem, tylko tutaj otrzymuje odpowiednią opiekę – mówi. – Od dwóch lat pracuję na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym i cieszę się, że mamy tak dobre warunki, żeby wykonywać przeszczepienia płuc.

Dzięki rozpoczęciu programu przeszczepiania płuc UCK WUM dołączył do grona sześciu ośrodków wykonujących te procedury w Polsce. Jak podkreślali nasi eksperci, wśród różnych uwarunkowań sprawnego przeszczepiania płuc znacząca jest odległość zamieszkania pacjenta od szpitala, który zajmuje się transplantacją narządu. Pan Robert, który mieszka blisko stolicy, początkowo był zakwalifikowany do zabiegu poza Warszawą. Gdy program przeszczepiania płuc ruszył w UCK WUM, miejsce przeprowadzenia zabiegu zostało zmienione na Warszawę. Nasi lekarze mają nadzieję, że rozwój ośrodka będzie w stanie zapewnić opiekę dla dużej liczby pacjentów z centralnej i wschodniej części kraju. 

Promowanie idei dawstwa narządów

Polska jest krajem, gdzie wielu chorych umiera, nie otrzymując szansy na życie, jakim jest przeszczepiony narząd. Dlatego rektor prof. Zbigniew Gaciong po raz kolejny zaapelował o promowanie idei transplantacji. Dla wielu chorych transplantacja to jedyna nadzieja na powrót do życia w pełnym wymiarze, ponieważ osoby po przeszczepieniach mogą normalnie funkcjonować, pracować, uczyć się, mieć dzieci.

Do tej prośby przyłączył się prof. Mariusz Kuśmierczyk, kierownik Kliniki Chirurgii Serca, Klatki Piersiowej i Transplantologii UCK WUM: – Warto promować ten przekaz nie tylko w kwestii dawstwa, ale także w środowisku medycznym, że są ośrodki takie jak nasz, z możliwościami i doświadczonym zespołem. I że możemy tych przeszczepień płuc wykonać o wiele więcej.


źródło: WUM

Przewlekła obturacyjna choroba płuc to narastające kłopoty z oddychaniem – w końcowej fazie każdy ruch może powodować atak duszności. Większość pacjentów to byli lub obecni palacze – przynajmniej w krajach rozwiniętych. Ale są też inne czynniki ryzyka i przybywa pacjentów z POChP, którzy nigdy nie palili.
Niedawno został opublikowany tegoroczny raport Global Initiative for Chronic Obstructive Lung Disease (GOLD) na temat globalnej strategii wobec diagnozowania, zarządzania i prewencji POChP. GOLD to amerykański medyczny think-tank założony w 1997 roku we współpracy z National Institutes of Health, WHO oraz National Heart, Lung and Blood Institute. Raport w wersji polskiej opracował dr Filip Mejza z konsultacją prof. Adama J. Białasa, a kolejne części publikuje portal Medycyna Praktyczna.

W raporcie tym podkreśla się, że w krajach rozwiniętych gospodarczo naczelnym czynnikiem ryzyka jest palenie tytoniu. W takich państwach – zgodnie z danymi z raportu – ponad 70 proc. chorych to byli lub obecni palacze (warto podkreślić, że podstawową zasadą leczenia POChP jest abstynencja tytoniowa).

„Jednak ocenia się, że POChP rozwija się jedynie u <50 proc. palących dużo papierosów, a około połowy przypadków choroby na świecie doprowadziły inne czynniki ryzyka” – czytamy w raporcie. O tym, czy dojdzie do rozwoju tej przewlekłej choroby układu oddechowego zależy m.in. od tego, jaką mamy pulę genów, a jeśli chodzi o tzw. środowiskowe czynniki ryzyka – od tego gdzie mieszkamy, gdzie pracujemy i czy chorowaliśmy na infekcje układu oddechowego w dzieciństwie. Oczywiście, jak w przypadku wielu chorób przewlekłych, im jesteśmy starsi, tym bardziej jesteśmy narażeni na rozwój przewlekłej obturacyjnej choroby płuc i z powodu zwiększania się liczby osób starszych w populacji eksperci przewidują wzrost liczby przypadków choroby.

Jeśli chodzi o miejsce zamieszkania, to zgodnie z raportem w krajach o niskim i średnim dochodzie palenie papierosów odpowiada za zaledwie ok. 30-40 proc. przypadków choroby, zaś zanieczyszczenie powietrza wysuwa się na czoło jako epidemiologicznie najistotniejszy czynnik ryzyka POChP. I nie chodzi tylko o atmosferę na zewnątrz, ale i w pomieszczeniach zamkniętych ogrzewanych paleniskami czy piecami za pomocą tzw. biomasy (np. drewnem czy łajnem zwierząt). Kolejnym istotnym czynnikiem ryzyka zachorowania na POChP jest praca w narażeniu na szkodliwe dla dróg oddechowych związki.

„Istotne jest ponadto zanieczyszczenie powietrza, m.in. pyłem zawieszonym, ozonem oraz tlenkami azotu i siarki. Uznaje się je za istotny czynnik ryzyka, a w aktualnej wersji raportu GOLD stwierdzono, że może ono odpowiadać nawet za 50 proc. przypadków POChP w krajach o niskim i średnim dochodzie i stanowić najważniejszy znany czynnik ryzyka u osób niepalących” – czytamy w opracowaniu raportu.

Interesującym czynnikiem ryzyka rozwoju POChP jest też historia naszego wzrastania – dziecko i nastolatek, które nie osiągną w pierwszych dwóch dekadach  życia maksymalnej czynności płuc, są bardziej narażone na choroby układu oddechowego w dorosłości. Ryzyko POChP wzrasta, jeśli często doskwierały nam w dzieciństwie infekcje układu oddechowego (zmniejszają czynność płuc), jak i wtedy, gdy w okresie dorastania było za mało ruchu – jest on niezbędny do prawidłowej pracy płuc, oskrzeli i mięśni oddechowych.

Jak poprawić stan swoich płuc

Osoby uprawiające sport mają lepiej działające płuca. O ile pojemność płuc u przeciętnego człowieka wynosi ok. 5-6 litrów, to osoby aktywne fizycznie mają ją na poziomie nawet około 8 litrów. Fenomenem jest pływak Michael Phelps, którego płuca mają pojemność aż 12 litrów. W połączeniu z faktem, że jego serce może pompować dwukrotnie więcej krwi niż przeciętny człowiek, nie dziwi, że 28 razy zdobył medale olimpijskie (w tym 23 złote), a 26 razy tytuł mistrza świata.

Na tego rodzaju osiągnięcia raczej trudno liczyć, ale regularną aktywnością fizyczną, dostosowaną do stanu zdrowia, z pewnością poprawimy sobie oddech.

To dotyczy zarówno brania określonych leków w zaleconych porach, jak i innych elementów terapii – odpoczynku, diety, aktywności fizycznej. Osoby, które mają zapisane leki wziewne, powinny się upewnić, czy prawidłowo z nich korzystają. Mogą z nebulizatorem czy inhalatorem przyjść do swojego lekarza lub wyznaczonego przez niego pielęgniarki i sprawdzić, czy technika stosowania „wziewów” jest poprawna. Filmy instruktażowe, jak korzystać z różnego rodzaju leków wziewnych znajdują się na stronie Polskiego Towarzystwa Alergologicznego w zakładce „Dla pacjentów”: 
https://dlapacjentow.pta.med.pl/baza-wiedzy/filmy-instruktazowe/


Źródło: Serwis Zdrowie

Przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP, ang. COPD) należy do głównych przyczyn przewlekłej chorobowości i umieralności na świecie. Szacunki WHO wskazują, że do 2030 r. choroba stanie się trzecią przyczyną zgonów w populacji ogólnej. W Polsce POChP występuje już u nawet 2 milionów zdiagnozowanych pacjentów. Jej znaczenie przypuszczalnie będzie rosnąć z powodu zanieczyszczenia powietrza drobnym pyłem, palenia papierosów i tzw. wyrobów nowatorskich (więcej w raporcie OCDE Profil systemu ochrony zdrowia, 2021).
W przypadku POChP można stosować odpowiednią profilaktykę. A gdy choroba da o sobie znać, należy jak najwcześniej wdrożyć optymalne leczenie, aby nie dopuścić do jej progresji i zaostrzeń.

Odpowiednia terapia będzie dostępna dla pacjentów w refundacji! Od 1 lipca br. Ministerstwo Zdrowia wpisało na listę, także w ramach programu „Leki 75+”, nowoczesny lek wziewny stosowany u pacjentów z umiarkowaną lub ciężką przewlekłą obturacyjną chorobą płuc.

Nowy lek pozwala poprawia jakość życia pacjentów zmniejszając ryzyko wystąpienia zaostrzeń choroby oraz hospitalizacji (opóźniając pojawianie się zaostrzeń choroby) u osób, u których leczenie preparatami dwuskładnikowymi (wziewne sterydy, leki bronchodylatacyjne) nie było skuteczne.

Zaostrzenie POChP można porównać do zawału serca. Jest bardzo niebezpieczne i wiąże się z nieodwracalną progresją choroby. Z każdym kolejnym zaostrzeniem rośnie ryzyko kolejnej hospitalizacji i zgonu pacjenta, w tym nie tylko z przyczyn płucnych, ale nasilanych przez POChP incydentów sercowo-naczyniowych (zawał serca, udar mózgu).  Dlatego tak ważne jest, aby im zapobiegać.

Rozszerzenie listy refundacyjnej o nowy, wieloskładnikowy lek na POChP to doskonała wiadomość dla pacjentów i pracowników ochrony zdrowia. Pacjenci i lekarze otrzymali dostęp do leku o wieloaspektowym działaniu. Pozwala on utrzymać jakość życia i spowolnić postęp choroby.

POChP rozwija się stopniowo, ale może być wcześnie wykryta i optymalnie leczona. Dziś, z okazji nowej refundacji warto o tym przypomnieć. Mamy jedne płuca na całe życie!
 
O przewlekłej obturacyjnej chorobie płuc (POChP)
POChP to powszechna choroba, której można zapobiegać (profilaktyka) i którą można skutecznie leczyć. Charakteryzuje się utrwalonym, zazwyczaj postępującym ograniczeniem przepływu powietrza przez dolne drogi oddechowe. Jest ono wywołane przez przewlekły stan zapalny toczący się w błonie śluzowej dróg oddechowych wskutek palenia papierosów, wdychania zanieczyszczonego powietrza lub ekspozycji na pyły i szkodliwe substancje chemiczne. W efekcie pojawiają się: przewlekły kaszel z wykrztuszaniem, ograniczenie tolerancji wysiłku i duszność.

Przebieg POChP pogarszają zaostrzenia choroby definiowane jako ostry incydent charakteryzujący się nasileniem objawów ze strony układu oddechowego ponad zwykłą, codzienną zmienność.

Zaostrzenia są często leczone w szpitalu, a ich częstotliwość narasta wraz z postępem choroby. Zaostrzenia pogarszają stan pacjentów, są też poważnym zagrożeniem życia. Incydenty tego typu mogą oznaczać potrzebę zmiany dotychczasowego leczenia.

źródło: materiał prasowy

51 transplantacji serca, w tym 13 u dzieci, oraz 50 przeszczepów płuc wykonano w ubiegłym roku w Śląskim Centrum Chorób Serca (SCCS) w Zabrzu – poinformowała placówka. W 2022 roku ogólna śmiertelność pacjentów po transplantacjach serca spadła poniżej 12 procent.
 
W środę, w przeddzień 57. rocznicy pierwszego w Polsce udanego przeszczepu nerki, w Śląskim Centrum Chorób Serca obchodzono Dzień Transplantologa. Spotkanie było okazją do podsumowania ostatnich dokonań transplantologii w różnych dziedzinach, m.in. przeszczepów serca i płuc.

– Jeśli chodzi o wskaźnik śmiertelności po transplantacjach serca, osiągnęliśmy światowym poziom. Od dziewięciu miesięcy nie zmarł ani jeden pacjent po operacji przeszczepienia serca – podkreślił dr Szymon Pawlak z Oddziału Kardiochirurgii Transplantacji Serca u Dzieci i Mechanicznego Wspomagania Krążenia u Dzieci w zabrzańskim ośrodku.

W sumie w Zabrzu wykonano dotąd 1580 przeszczepów serca, z czego 135 u dzieci. Najmłodszy operowany pacjent miał sześć miesięcy, najczęściej zaś nowe serce otrzymują dzieci w wielu 4-7 lat. Wśród dzieci czas oczekiwania na przeszczep wynosi średnio ok. 200 dni; wiele z nich wymaga w tym czasie mechanicznego wspomagania serca.

– Warto zwrócić uwagę na odległe wyniki przeszczepów u dzieci, wskazujące, iż 10 lat od przeszczepienia serca przeżywa 86 proc. operowanych dzieci. Jest to wynik na bardzo dobrym poziomie i daje ogromną nadzieję na następne lata działalności programu – powiedział dr Pawlak.

Ogólna liczba ubiegłorocznych przeszczepów serca w Zabrzu – 51 – była mniejsza niż w latach ubiegłych. W latach 2020-21 było to powyżej 80 przeszczepów rocznie, w dwóch latach poprzednich – ponad 70.

Nie da się rozwijać transplantologii bez zrozumienia i wsparcia społecznego. Najważniejsza jest możliwość pobrania narządów do transplantacji. Nadal najczęstszą przyczyną braku pobrania narządów jest odmowa rodziny bądź sprzeciw. Musimy konsekwentnie działać tak, byśmy – jako społeczeństwo – dojrzeli do tego poziomu świadomości, że wzajemnie się ratujemy, a częścią tego społecznego „ratownictwa” jest zgoda na pobranie narządów po śmierci” – powiedział szef zabrzańskiego ośrodka prof. Piotr Przybyłowski, wiceprzewodniczący Krajowej Rady Transplantacyjnej oraz konsultant wojewódzki w dziedzinie transplantologii klinicznej woj. małopolskiego.

W Zabrzu wykonano natomiast w zeszłym roku ponad połowę (50) ze wszystkich 93 przeszczepów płuc w Polsce. W drugim pod tym względem ośrodku w Gdańsku wykonano 38 transplantacji płuc. Lekarze szacują, że rocznie takiego zabiegu potrzebuje w Polsce ok. 150-200 osób.

 

źrodło: PAP

51 transplantacji serca, w tym 13 u dzieci, oraz 50 przeszczepów płuc wykonano w ubiegłym roku w Śląskim Centrum Chorób Serca (SCCS) w Zabrzu – poinformowała placówka. W 2022 roku ogólna śmiertelność pacjentów po transplantacjach serca spadła poniżej 12 procent.
 
W środę, w przeddzień 57. rocznicy pierwszego w Polsce udanego przeszczepu nerki, w Śląskim Centrum Chorób Serca obchodzono Dzień Transplantologa. Spotkanie było okazją do podsumowania ostatnich dokonań transplantologii w różnych dziedzinach, m.in. przeszczepów serca i płuc.

– Jeśli chodzi o wskaźnik śmiertelności po transplantacjach serca, osiągnęliśmy światowym poziom. Od dziewięciu miesięcy nie zmarł ani jeden pacjent po operacji przeszczepienia serca – podkreślił dr Szymon Pawlak z Oddziału Kardiochirurgii Transplantacji Serca u Dzieci i Mechanicznego Wspomagania Krążenia u Dzieci w zabrzańskim ośrodku.

W sumie w Zabrzu wykonano dotąd 1580 przeszczepów serca, z czego 135 u dzieci. Najmłodszy operowany pacjent miał sześć miesięcy, najczęściej zaś nowe serce otrzymują dzieci w wielu 4-7 lat. Wśród dzieci czas oczekiwania na przeszczep wynosi średnio ok. 200 dni; wiele z nich wymaga w tym czasie mechanicznego wspomagania serca.

– Warto zwrócić uwagę na odległe wyniki przeszczepów u dzieci, wskazujące, iż 10 lat od przeszczepienia serca przeżywa 86 proc. operowanych dzieci. Jest to wynik na bardzo dobrym poziomie i daje ogromną nadzieję na następne lata działalności programu – powiedział dr Pawlak.

Ogólna liczba ubiegłorocznych przeszczepów serca w Zabrzu – 51 – była mniejsza niż w latach ubiegłych. W latach 2020-21 było to powyżej 80 przeszczepów rocznie, w dwóch latach poprzednich – ponad 70.

Nie da się rozwijać transplantologii bez zrozumienia i wsparcia społecznego. Najważniejsza jest możliwość pobrania narządów do transplantacji. Nadal najczęstszą przyczyną braku pobrania narządów jest odmowa rodziny bądź sprzeciw. Musimy konsekwentnie działać tak, byśmy – jako społeczeństwo – dojrzeli do tego poziomu świadomości, że wzajemnie się ratujemy, a częścią tego społecznego „ratownictwa” jest zgoda na pobranie narządów po śmierci” – powiedział szef zabrzańskiego ośrodka prof. Piotr Przybyłowski, wiceprzewodniczący Krajowej Rady Transplantacyjnej oraz konsultant wojewódzki w dziedzinie transplantologii klinicznej woj. małopolskiego.

W Zabrzu wykonano natomiast w zeszłym roku ponad połowę (50) ze wszystkich 93 przeszczepów płuc w Polsce. W drugim pod tym względem ośrodku w Gdańsku wykonano 38 transplantacji płuc. Lekarze szacują, że rocznie takiego zabiegu potrzebuje w Polsce ok. 150-200 osób.

 

źrodło: PAP

Od 1 do 10 grudnia odbywają się Dni Walki z Gruźlicą i Chorobami Płuc. To doskonała okazja, żeby zwrócić uwagę, co należy robić żeby płuca pozostały jak najdłużej w dobrej kondycji, jakie badania profilaktyczne warto wykonywać oraz które z objawów powinny nas zaniepokoić. O tym oraz wielu ważnych kwestach, mówi dr n. med. Maciej Hamankiewicz, ordynator oddziału wewnętrznego Szpitala Świętej Elżbiety w Katowicach, Grupa American Heart of Poland.
Płuca pełnią bardzo ważną rolę w naszym organizmie, pracują bez przerwy – bez powietrza większość z nas przeżyje ledwie kilka minut
– Płuca są jak gąbki, przez które filtrowane jest około 9 tysięcy litrów powietrza każdego dnia. W ciągu jednej doby wykonujemy ok. 20 tys. wdechów. To w płucach odbywa się wymiana gazowa. Podczas wdychania powietrza, płuca wyosabniają cząsteczki tlenu i przekazują je do krwiobiegu, którym przechodzą one do tkanek i narządów wymagających tlenu do prawidłowego funkcjonowania. Co istotne płuca pozbywają się również dwutlenku węgla – tłumaczy doktor Maciej Hamankiewicz.
 
Płuca – narząd wrażliwy i podatny na szereg chorób
– Zalecam systematyczne wizyty u lekarza rodzinnego, przeprowadzanie badań okresowych. W celu sprawdzenia stanu płuc wykonujemy spirometrię, ultrasonografię, RTG. Kiedy zauważymy objawy takie jak: duszności, duszności powysiłkowe, kaszel, stany podgorączkowe, spadek ciężaru ciała, krwioplucie, osłabienie, bóle w klatce piersiowej oraz obfite nocne poty bezwzględnie należy udać się do specjalisty. Schorzenia płuc wpływają negatywnie na jakość życia, ograniczają możliwości, zwiększają objawy innych chorób, w tym układu krążenia – wyjaśnia ekspert American Heart of Poland.
 
Płuca to jedyne organy wewnętrzne, które są stale wystawione na interakcje środowiska zewnętrznego, ponieważ przetwarzają powietrze. Jak o nie zadbać?
– Jeśli palimy papierosy, to należy z tego nałogu zrezygnować, bez względu na to, czy są to papierosy tradycyjne czy elektroniczne. Powinniśmy również unikać przebywania w miejscach zadymionych. Palenie sprawia, że płuca produkują więcej śluzu, znajdujące się w nim toksyny kancerują funkcjonowanie rzęsek, czego skutkiem jest występująca chroniczna chrypka. Ponadto palenie dewastuje włókna sprężyste, dzięki którym możemy oddychać oraz wpływa na pękanie pęcherzyków płucnych, co finalnie zmniejsza wydolność oddechową – dodaje doktor.
 
Chroń płuca przed smogiem!
Na płuca negatywnie również wpływa przebywanie w miejscu, w którym występuje duże zanieczyszczenie powietrza. Szkodliwa jest nawet stosunkowo krótka ekspozycja na pył zawieszony, w szczególności przy wysokich stężeniach tej substancji. Szczególnie zagrożone są dzieci, osoby starsze oraz osoby cierpiące na choroby układu krążenia lub choroby układu oddechowego.

 – Kiedy porównamy płuca 60-letniego mieszkańca województwa śląskiego z płucami górala będzie to niezwykle znacząca różnica, w płucach Ślązaka dostrzeżemy wiele zmian pylicznych i są czarne jak smoła – ostrzega Maciej Hamankiewicz.
 
Płuca kochają sport
Dla zdrowych płuc warto regularnie uprawiać ćwiczenia. Wpływa to na zwiększanie pojemności płuc, ułatwia oddychanie. Jeśli decydujemy się na aktywność fizyczną na zewnątrz, należy sprawdzić informacje o stężeniach zanieczyszczeń powietrza, kiedy mamy wysoki stężenie zanieczyszczeń powietrza poćwiczmy np. w domu.

 – Unikajmy często uczęszczanych arterii miejskich, ponieważ stężenie pyłów w takich okolicach jest największe. Jesteśmy też narażeni na nieprzyjemną woń spalin skoncentrowanych pomiędzy budynkami. Do ćwiczeń warto wybrać tereny zielone. Szczególnie rekomendowane są ćwiczenia aerobowe: jogging, aerobik, pływanie, nordic walking, jazda na rowerze. Warto także nauczyć się techniki oddychania przeponą, która pozwala na optymalne wykorzystanie pojemności płuc – wyjaśnia ordynator oddziału chorób wewnętrznych Szpitala im. Świętej Elżbiety w Katowicach.
 
Jedzenie ma kluczowe znaczenie dla płuc
Polecam głównie kiszoną kapustę, czosnek, kalafior, brokuły, rzepę, wszystkie rodzaje rzodkwi (czarną, czerwoną, białą), ogórki, cebulę, marchew, dynię, zielone warzywa liściaste. Ponadto miód skrystalizowany zasługują na zwrócenie szczególnej uwagi – podsumowuje lekarz z Grupy American Heart of Poland.

źródło: AHoP