Medicalpress
Zatrzymać chaotyczny rytm serca i przywrócić jego prawidłową pracę – to cel defibrylacji serca. Kiedy i jak należy przeprowadzić taką interwencję, wyjaśnia dr n. med. Agnieszka Wojdyła-Hordyńska z Oddziału Kardiologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Opolu.
Nagłe zatrzymanie krążenia to jedna z najczęstszych przyczyn zgonów, a szybka reakcja często decyduje o przeżyciu. Jednym z kluczowych narzędzi ratunkowych jest defibrylator – urządzenie, które może przywrócić prawidłowy rytm serca w krytycznym momencie. Kiedy naprawdę należy go użyć? Jak działa defibrylacja i dlaczego wciąż tak wiele osób boi się sięgnąć po AED w sytuacjach zagrożenia życia?

Pani Doktor, czym jest defibrylacja serca?

Defibrylacja serca to zabieg ratujący życie. Przeprowadza się go w sytuacji nagłego zatrzymania krążenia (NZK). Warto wiedzieć, że defibrylacja serca nie musi być przeprowadzona jedynie w szpitalu, ale także wszędzie indziej, gdzie nastąpiło nagłe zatrzymanie krążenia. Defibrylacji mogą (i powinni!) podjąć się świadkowie takiego zdarzenia, w tym osoby niezwiązane z medycyną. Pamiętajmy, że szybka defibrylacja zwiększa szanse na przeżycie osoby, u której wystąpiło nagłe zatrzymanie krążenia!

Na czym polega mechanizm defibrylacji?

Defibrylacja serca polega na wykorzystaniu kontrolowanego impulsu elektrycznego, odpowiedniej dawki energii elektrycznej, w celu chwilowego zatrzymania chaotycznego lub bardzo szybkiego rytmu serca i przywrócenia prawidłowego rytmu. Prąd elektryczny powoduje nagłą depolaryzację mięśnia sercowego i pozwala na przywrócenie normalnego rytmu.

Kiedy stosuje się defibrylację serca?

Defibrylacja jest niezwykle ważnym krokiem w akcjach ratunkowych, kiedy celem jest przywrócenie funkcji serca i płuc, tak zwanej resuscytacji krążeniowo-oddechowej (RKO). Defibrylacja wskazana jest wyłącznie w określonych rodzajach arytmii serca, w szczególności w migotaniu komór (VF) i częstoskurczu komorowym bez tętna. Jeśli serce nie ma żadnego rytmu, defibrylacja nie jest wskazana. Defibrylacji nie można przeprowadzać, jeśli pacjent jest przytomny lub ma puls, ponieważ ta interwencja jest bolesna jedynie chory nieprzytomny nie będzie czuł bólu związanego ze wstrząsem. Nieprawidłowo przeprowadzony zabieg może wywołać groźną arytmię, na przykład migotanie komór.

Czym grozi migotanie komór?

Migotanie komór (VF – Ventricular Fibrillation) powoduje chaotyczne drganie komór, uniemożliwiające skuteczną pracę serca jako pompy. Prowadzi to do braku przepływu krwi i jest równoznaczne z zatrzymaniem krążenia. Defibrylacja jest stosowana w celu przywrócenia regularnego rytmu i funkcji serca. Częstoskurcz komorowy (VT – Ventricular Tachycardia) to kolejna arytmia, która może wymagać przeprowadzenia zabiegu defibrylacji. Jeśli częstoskurcz komorowy nie zostanie odpowiednio szybko przerwany, może przerodzić się w migotanie komór, dlatego defibrylacja jest często stosowana jako środek ratunkowy.

Jak przeprowadzić defibrylację serca?

Istnieją różne metody wykonania defibrylacji. Zależą one od rodzaju dostępnego urządzenia, ale najogólniej można powiedzieć, że do wykonania defibrylacji niezbędny jest defibrylator zewnętrzny. Od kilku lat defibrylatory automatyczne umieszczane są w miejscach publicznych: urzędach, centrach handlowych, na boiskach, dworcach, lotniskach, w szkołach. Defibrylator automatyczny jest prosty w obsłudze i nie wymaga od osoby, która się nim posługuje, podejmowania żadnych kluczowych decyzji. 
Istnieje również defibrylator zewnętrzny z funkcją półautomatyczną AED, najpopularniejszy. Ogólnodostępny defibrylator łączy cechy defibrylatora automatycznego AED i profesjonalnego defibrylatora manualnego, ale w rzeczywistości w obsłudze nie różni się wiele od defibrylatora automatycznego. Sam wykonuje analizę rytmu serca, ale wymaga ręcznego potwierdzenia przed dostarczeniem impulsu poprzez wciśnięcie odpowiedniego przycisku (zazwyczaj jest to czerwony, migający guzik z piorunem). Urządzenie wydaje komunikaty dźwiękowe, prowadzi osobę przeprowadzającą akcję ratunkową „za rękę”, więc nie ma ryzyka, że zrobi się coś niewłaściwie. W przypadku zaobserwowania zagrożenia warto śmiało reagować i sięgnąć po AED.

A jak defibrylację przeprowadzają profesjonaliści medyczni?

Manualny Defibrylator Zewnętrzny używany przez personel medyczny (ratowników medycznych, pielęgniarki, lekarzy), wymaga analizy rytmu serca i ręcznego dostarczenia impulsu elektrycznego przez ratownika. Daje osobie obsługującej pełną kontrolę nad procesem defibrylacji, w tym możliwość wyboru odpowiedniej mocy wyładowania oraz momentu aplikacji. Takie postępowanie wymaga zaawansowanej wiedzy i umiejętności i nie może być podjęte przez osoby postronne, nieposiadające odpowiednich kompetencji. 

Czy osoba, u której przeprowadzono defibrylację, powinna poddać się jakimś badaniom?

Pacjent po defibrylacji wymaga pilnej konsultacji kardiologa. Jeśli zabieg odbywał się poza szpitalem, pacjent wymaga pilnego transportu medycznego do ośrodka. Niezależnie od rodzaju defibrylacji, ważne jest ustalenie przyczyny arytmii i zaplanowanie dalszego leczenia tak, aby ocenić ryzyko nawrotu takiej sytuacji i zabezpieczyć chorego przed ponownym nagłym zatrzymaniem krążenia. Pacjenci po reanimacji z powodu migotania komór lub częstoskurczu komorowego mogą być zakwalifikowani do czasowego zabezpieczenia z wykorzystaniem kamizelki defibrylującej (jeśli pacjent ma szansę na wyleczenie) lub do wszczepienia na stałe implantowalnego kardiowertera-defibrylatora.

Jakie badania mogą zostać zlecone?

Przebyte migotanie komór lub częstoskurcz komorowy wymaga przeprowadzenia podstawowej i rozszerzonej diagnostyki kardiologicznej, w tym wykonania badań:

Czy pacjent powinien szczególnie na coś uważać?

Wynikiem przeprowadzenia kompleksowej ewaluacji w postaci badań może być wdrożenie stałego leczenia farmakologicznego, czasem na całe życie. W takim przypadku niezwykle ważne jest przestrzeganie zaleceń lekarskich i regularne kontrole specjalistyczne. W zależności od przyczyny i ogólnego stanu serca, mogą zostać zalecone ograniczenia w aktywności fizycznej. Do kluczowych elementów leczenia i profilaktyki należy również rzucenie palenia, dieta uboga w sól, kontrola nadciśnienia i cukrzycy. W przypadku pacjentów, którzy w ramach leczenia otrzymali wszczepialny kardiowerter-defibrylator, konieczna jest regularna kontrola funkcji urządzenia (zdalnie lub w poradni). Ograniczenia związane z posiadanym urządzeniem nie są dokuczliwe i dotyczą głównie ograniczeń związanych z zawodowym prowadzeniem pojazdów mechanicznych, pracy z polem elektromagnetycznym. W przypadku wyładowania urządzenia ICD konieczna jest pilna kontrola w poradni kontroli rozruszników i defibrylatorów.

Defibrylacja to nie tylko procedura medyczna – to realna szansa na życie w sytuacjach granicznych. Jak podkreśla dr Wojdyła-Hordyńska, najważniejsze jest, aby nie zwlekać i nie bać się działać. Coraz szerszy dostęp do defibrylatorów AED oraz rosnąca świadomość społeczna to krok w dobrym kierunku, ale wciąż potrzebna jest edukacja i odwaga cywilna. Szybkie rozpoznanie problemu i podjęcie właściwych działań może uratować czyjeś życie – być może Twoje lub Twoich bliskich.

Źródło:Komunikat Prasowy

Niemal co 3. badany był świadkiem zdarzenia, w którym potrzebna była pomoc po wypadku lub w sytuacji poważnego zachorowania – co 5. jej nie udzielił. Jak podkreślają ratownicy medyczni w Światowy Dzień Pierwszej Pomocy – zgodnie z prawem obowiązującym w Polsce udzielenie pomocy w nagłych wypadkach jest naszym obowiązkiem. Dlaczego więc blisko 20 proc. nie udzieliło jej wtedy, gdy było to potrzebne?
Czas przybycia zespołu ratownictwa medycznego na miejsce zdarzenia wynosi zwykle od kilku do kilkunastu minut – w tym czasie waży się zdrowie i życie osób poszkodowanych. Obchodzony 14 września Światowy Dzień Pierwszej Pomocy zwraca szczególną uwagę na rolę umiejętności i gotowości udzielenia pierwszej pomocy przez każdego z nas. Co roku z powodu nagłego zatrzymania krążenia (z różnych przyczyn) umiera lub doznaje trwałego uszczerbku na zdrowiu tysiące ludzi. Tego typu zdarzenia mają miejsce zarówno w naszych domach, jak i w miejscach publicznych, zatem każdy z nas może być świadkiem, od którego będzie zależało czyjeś życie. Szybkie udzielenie pomocy znacznie bowiem zwiększa szanse na przeżycie. Dobrze obrazują to liczby: jeśli nie udzielimy pomocy osobie, u której zatrzymała się praca serca, każda minuta oznacza 10-12 proc. spadku szans na przeżycie. Jeżeli tylko resuscytacja zostanie podjęta, cały proces spowalnia, a wartości te obniżają się do poziomu 3-4 proc.[1] Dlatego warto pokonać lęk przed nieprawidłowym udzieleniem pomocy i po prostu działać. Czekanie z resuscytacją do przyjazdu karetki jest w takiej sytuacji poważnym, a nawet śmiertelnym błędem.

Tymczasem, jak wskazują badania agencji badawczej PBS, przeprowadzone na zlecenie Warty[2], co 5. świadek wypadku lub poważnego zachorowania nie udzielił poszkodowanemu pierwszej pomocy.

Generacja Z wie lepiej, jak udzielić pierwszej pomocy i robi to częściej
Choć co 3. z nas był świadkiem zdarzenia, które wymagało pomocy osobie poszkodowanej, aż 48 proc. Polaków deklaruje, że nie posiada odpowiedniej wiedzy i umiejętności z zakresu pierwszej pomocy. Co ciekawe, największy odsetek osób, które deklarują posiadanie takiej wiedzy, znajduje się w najmłodszej grupie wiekowej: 18-30 lat (60 proc.). Badania wykazują, że za wiedzą idą jednocześnie umiejętności – również w tej grupie najwięcej osób udzieliło pierwszej pomocy, gdy wymagała tego sytuacja (80 proc.).

Z kolei co piąta osoba, która nie udzieliła pierwszej pomocy (20 proc.) za najczęstsze powody podawała fakt udzielenia jej przez kogoś innego (68 proc.), brak wystarczającej wiedzy (19 proc.) lub strach (12 proc.).

Badania wskazują, że praktycznie co 2. osoba nie wie lub nie jest pewna, jak zachować się w sytuacji, wymagającej udzielenia pierwszej pomocy. Pocieszającym jest jednak fakt, że największe umiejętności deklarują najmłodsi. To dowód na to, że polskie społeczeństwo staje się coraz bardziej świadome wagi i konieczności niesienia pomocy innym. Choć zwykło przecież stereotypowo postrzegać pokolenie Z jako to „z nosem w telefonie”, które prędzej nagra taki wypadek, niż realnie pomoże – mówi Ariel Szczotok, ratownik medyczny i pielęgniarz. Przeszkoliłem już tysiące osób w zakresie pierwszej pomocy, a wciąż moją największą radością jest widzieć, jak ludzie angażują się w ratowanie życia innym.

– Jako ubezpieczyciel wyraźnie widzimy, że każdego dnia dochodzi do zdarzeń, które obracają życie naszych klientów o 180°. Średnio co minutę realizujemy wniosek o wypłatę świadczenia z ubezpieczenia na życie. Za każdym takim wnioskiem stoi historia klienta i jego bliskich. W ponad 80 proc. realizowane przez nas świadczenia dotyczą utraty zdrowia. To pokazuje, jak ubezpieczenia na życie praktycznie pomagają w walce o zdrowie po wypadku czy w razie poważnej choroby – mówi Emilia Pietrzak z Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie Warta. – Mamy też świadomość, jak ważna jest wiedza, która może ratować życie. Dlatego w ramach realizowanych przez nas działań „Praktycznie o zdrowiu” istotnym obszarem są też szkolenia z pierwszej pomocy dla naszych agentów. Do tej pory przeszkoliliśmy już ok. 600 osób i mamy zaplanowane kolejne szkolenia dla grupy ponad 1500 pośredników – dodaje Emilia Pietrzak.
 
 
[1] Polska Rada Resuscytacji, Wytyczne resuscytacji 2015, https://www.prc.krakow.pl/wyt2015/2_BLS.pdf
[2] Badanie „Ubezpieczenia indywidualne”, przeprowadzone w grudniu 2023 r. we współpracy z agencją badawczą PBS na zlecenie TUnŻ Warta, na ogólnopolskiej próbie 1738 osób.

źródło: mat. pras.

Nagły ból w klatce piersiowej, pieczenie za mostkiem, duszności – to najczęstsze objawy zawału. Jeśli odczuwasz je np. stojąc na przystanku autobusowym z dwoma innymi osobami – statystycznie nie będą wiedziały, jak ci pomóc. Dla większości z nas, szczególnie młodych, zawał brzmi jak odległa perspektywa – tymczasem ratownik medyczny Marcin „Borkoś” Borkowski podkreśla, że wyjazdy karetki do Polaków ze schorzeniami kardiologicznymi w wieku ok. 30 lat to już norma.
Według badań[1] przeprowadzonych przez PBS na zlecenie firmy Warta, choroby kardiologiczne są najczęściej występującym schorzeniem w najbliższej rodzinie, a aż 76 proc. ankietowanych obawia się zachorowania na nie. Choroby uznawane niegdyś za domenę ludzi w dojrzałym wieku, obecnie dotykają coraz młodszych. Jednocześnie co 4. millenials deklaruje, że nie obawia się schorzeń kardiologicznych[2]. Tymczasem po pandemii i powikłaniach COVID-19 wzrost zachorowań wśród grupy 25-44 wyniósł 30 proc.[3]  Co więcej, zawał przebyty w młodym wieku jest groźniejszy niż ten, który przechodzą ludzie starsi. Już teraz co dziesiąty zawał dotyka osoby przed 45. rokiem życia.

Zawał? Mnie to nie dotyczy
Zapadalność na zawały serca w Polsce jest wciąż o 30-50 proc. większa niż w krajach Europy Zachodniej i Unii Europejskiej[4]. Roczna śmiertelność w naszym kraju przekracza w przypadku zawału serca 20 proc[5]. Wskaźnik ten można jednak znacząco zmniejszyć. Kluczowy jest czas reakcji: to w ciągu pierwszej godziny istnieje bowiem największa szansa na ograniczenie skutków zawału. Niestety niemal 60 proc. Polaków nie wie lub nie jest pewne, jak udzielić pierwszej pomocy w przypadku takiej sytuacji[6].

Obecnie regularnie karetki wyjeżdżają do młodych z zawałem. Zdarza się to zdecydowanie częściej niż jeszcze kilka lat temu. Prawdopodobieństwo, że każdy z nas będzie świadkiem takiego zdarzenia rośnie z roku na rok. Tu nie ma reguły. Nieraz przyjeżdżałem na zdarzenie, gdy poszkodowanym był wysportowany, młody mężczyzna, typowy „młody bóg”, którego nawet nie podejrzewalibyśmy o możliwość zawału – mówi Marcin „Borkoś” Borkowski, ratownik medyczny.

Pozory mylą – nie zawsze higieniczny tryb życia oznacza  ochronę przed zawałem. Zgłoszenia schorzeń kardiologicznych w ramach naszych polis dotyczą ludzi w każdym wieku. Jednak tylko w ubiegłym roku otrzymaliśmy niemal pół tysiąca zgłoszeń od osób poniżej 45 roku życia dotyczących takich zachorowańZależy nam na tym, by młodzi Polacy byli świadomi zagrożenia, bowiem według naszych badań wciąż jedynie co 3. osoba w wieku 30-45 lat posiada indywidualne ubezpieczenie na życie – podkreśla Karolina Kołaszewska, kierująca Biurem Zarządzania Produktami w Warcie.

Ratowanie życia? To misja każdego
Marcin „Borkoś” Borkowski w najnowszym spocie przekonuje, że każdy z nas może paść ofiarą chorób kardiologicznych. Tym samym każdy z nas może być też świadkiem takiego zdarzenia, a dzięki odpowiedniej wiedzy każdy z nas ma moc ratowania życia. Wystarczy kilka kroków, by zwiększyć szansę na przeżycie i szybszy powrót do zdrowia poszkodowanego. Wiedza to pierwszy krok to przełamania strachu i obaw przed udzieleniem pierwszej pomocy.

 
[1] Badanie „Ubezpieczenia indywidualne”, przeprowadzone w grudniu 2023 r. we współpracy z agencją badawczą PBS na zlecenie TUnŻ Warta, na ogólnopolskiej próbie 1000 osób.
[2] Badanie „Ubezpieczenia indywidualne”, op. cit.
[3] https://www.medonet.pl/choroby-od-a-do-z/choroby-ukladu-krazenia,mlodzi-ludzie-coraz-czesciej-umieraja-na-zawal-serca–smutny-efekt-covid-19–raport-,artykul,12544674.html
[4] https://www.mp.pl/pacjent/choroby-ukladu-krazenia/aktualnosci/202185,mamy-wciaz-wieksza-zapadalnosc-na-zawaly-niz-inne-kraje-ue
[5] Raport „Występowanie, leczenie i prewencja wtórna zawałów serca w Polsce”, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego, https://www.pzh.gov.pl/raport-wystepowanie-leczenie-i-prewencja-wtorna-zawalow-serca-w-polsce/.
[6] Odpowiedzi „Nie wiem” lub „Nie wiem, trudno powiedzieć”, badanie „Ubezpieczenia indywidualne”, op. cit.
źrodło: Warta

26 marca wchodzi w życie rozporządzenie Ministra zdrowia regulujące kwestie szkoleń z udzielania pierwszej pomocy dla pracowników sektora medycznego oraz innych zawodów. Prawidłowa reakcja na stan zagrożenia życia nie będzie już więc tylko obowiązkiem moralnym, ale również zawodowym.

Wprowadzona w 2023 roku ustawa o niektórych zawodach medycznych stanowi istotny krok dla uregulowania sektora opieki zdrowotnej. Natomiast równie ważne jest zrozumienie konieczności przeprowadzenia szkoleń z udzielania pierwszej pomocy dla osób wykonujących te zawody.

Projekt resortu zdrowia obejmuje 15 zawodów, od asystentek stomatologicznych, elektroradiologów, higienistek stomatologicznych, instruktorów terapii uzależnień, opiekunów medycznych, optometrystów, ortoptystów, podiatrów, profilaktyków, protetyków słuchu, techników farmaceutycznych, techników masażystów, techników ortopedów, techników sterylizacji medycznej, po terapeutów zajęciowych.

Niezależnie od specjalizacji, istotą pracy w zawodach medycznych jest troska o zdrowie i życie pacjentów. Dlatego też umiejętność udzielania pierwszej pomocy staje się ich nieodłącznym elementem. Szkolenia zapewniają nie tylko niezbędną wiedzę teoretyczną, ale także praktyczne umiejętności konieczne do skutecznego działania w sytuacjach kryzysowych. Pracownicy medyczni, będąc często pierwszymi osobami, które mają kontakt z pacjentami w nagłych przypadkach, muszą być przygotowani do szybkiego i skutecznego działania – mówi Monika Grządziela, Ekspert ds. bezpieczeństwa pracy W&W Consulting.

Dodatkowo, resort zdrowia w nowym rozporządzeniu podkreślił rolę szkoleń z udzielania pierwszej pomocy, które wynikają z art. 2091 § 1 Kodeksu pracy. Zgodnie z nim, obowiązkiem każdego pracodawcy jest ochrona zdrowia i życia pracowników poprzez zapewnienie im bezpiecznych i higienicznych warunków pracy. Również zgodnie z obowiązującymi przepisami, każdy zakład pracy jest zobowiązany do wyznaczenia pracowników, którzy zostaną przeszkoleni w zakresie udzielania pierwszej pomocy.

Niestety, do tej pory nie była to praktyka stosowana przez wszystkich pracodawców. Dlatego inicjatywa resortu zdrowia w zakresie uregulowania szkoleń z udzielania pierwszej pomocy dla pracowników sektora medycznego oraz innych zawodów objętych nowym rozporządzeniem, jest krokiem w kierunku wypełnienia tych obowiązków i zapewnienia najwyższych standardów bezpieczeństwa. Bardzo nas cieszy ta inicjatywa. Wdrażanie szkoleń z udzielania pierwszej pomocy w miejscach pracy może znacząco przyczynić się do zmniejszenia ryzyka wypadków oraz urazów, a także podniesienia ogólnego poziomu bezpieczeństwa. Przypomnienie o obowiązku pracodawców w zakresie szkoleń jest więc krokiem w dobrym kierunku dla całego społeczeństwa – dodaje Monika Grządziela.

Ponadto, posiadanie certyfikatu z udzielania pierwszej pomocy może przynieść korzyści także poza miejscem pracy – np. w sytuacjach awaryjnych, czy w życiu codziennym – osoba z odpowiednimi umiejętnościami może uratować życie.

źródło: http://infowire.pl

Dokumenty, lekarstwa, pieniądze, prowiant i telefon – właśnie to Polacy zabraliby ze sobą podczas szybkiej ewakuacji. Z kolei większość badanych otwarcie przyznaje, że nie jest przygotowana na taką sytuację i nie wie, gdzie w pobliżu ich miejsca zamieszkania znajduje się najbliższy schron. Znacząca grupa respondentów nie byłaby też w stanie rozpoznać rodzajów syren alarmowych. Jak się okazuje, najlepiej przygotowaną i wyedukowaną grupą w tym zakresie są Polacy w wieku 18-24. Dane z badania przeprowadzonego na zlecenie Amazon nie pozostawiają złudzeń, że poziom wiedzy w tym zakresie kończy się wraz z edukacją szkolną.

Ostatnie 3 lata pokazały, że powinniśmy być bardziej wrażliwi na punkcie dbałości o własne bezpieczeństwo i zdrowie. Pandemia COVID-19, wojna za wschodnią granicą, a także lokalne katastrofy klimatyczne nie mogą pozostawiać nas obojętnymi na edukację w kwestii tego, jak zachować się w sytuacji zagrożenia. Czy nasze społeczeństwo jest przygotowane na utrzymujący się w związku z tym stan podwyższonego ryzyka i czy posiada odpowiednią wiedzę, aby się z nim zmierzyć? Z badania przeprowadzonego przez K+Research na zlecenie Amazon wynika, że jedynie 37 proc. Polaków wie, co dokładnie należy zrobić, aby uchronić siebie i bliskich przed niebezpieczeństwem w sytuacji zagrożenia, takim jak klęska żywiołowa lub wybuch konfliktu militarnego.

Ponad połowa Polaków nie odróżnia sygnałów alarmowych
Z badania przeprowadzonego w marcu br. jasno wynika, że Polacy potrzebują przeszkolenia ze znajomości sygnałów alarmowych. Rozróżnia je zaledwie 40 proc. ankietowanych. Odsetek pozytywnych odpowiedzi jest najwyższy wśród osób w wieku 18-24 (przekracza 50 proc.) i spada wraz z rosnącym wiekiem badanych. Najmniej optymistycznie sytuacja kształtuje się w grupie emerytów (osoby powyżej 65. roku życia), gdzie aż 80 proc. ankietowanych nie ma wiedzy w tym zakresie. Co więcej, Polacy mają braki w wiedzy dotyczącej lokalizacji schronów i miejsc doraźnego schronienia – negatywnych odpowiedzi na to pytanie udzieliło 62 proc. badanych. Kolejnym aspektem, w którym nasze społeczeństwo powinno pilnie uzupełnić swoją wiedzę, jest umiejętność udzielenia pierwszej pomocy. Co prawda, 63 proc. osób deklaruje, że potrafi to zrobić, jednak odsetek ten jest najwyższy w grupie wiekowej 18-24 (wynosi 74 proc.) i maleje wraz z rosnącym wiekiem badanych.
 
 Liczby są naprawdę alarmujące. Zdecydowana większość Polaków nie jest przygotowana na sytuacje kryzysowe. To istotny problem, który wymaga podjęcia konkretnych działań  mówi Rafał Sakowski, koordynator ratownictwa w Polskim Czerwonym Krzyżu.  Wyniki badania świadczą o tym, że wiedza w tym zakresie jest niewystarczająca. Dostrzegamy więc wyraźną potrzebę właściwego zaopiekowania i edukacji zwłaszcza wśród osób dorosłych. Może to stanowić cenną wskazówkę dla pracodawców i być argumentem, że warto inwestować w działania szkoleniowe, między innymi z udzielania pierwszej pomocy. Będzie to przydatne nie tylko w sytuacjach skrajnego zagrożenia, ale przede wszystkim na co dzień – w domu czy w pracy. Dzięki takiej wiedzy możemy troszczyć się o siebie wzajemnie, a być może kiedyś uratować komuś życie  dodaje.

Realna pomoc w mniej niż 72 godziny
Jedną z firm, która wdraża tego typu dobre praktyki, również w skali globalnej, jest Amazon. W marcu bieżącego roku firma uruchomiła pierwsze w Europie centrum pomocy poszkodowanym w katastrofach żywiołowych (Disaster Relief Hub), które znajduje się w centrum logistycznym w Rheinberg koło Düsseldorfu. Umożliwi ono dostarczenie pomocy humanitarnej do organizacji partnerskich w czasie krótszym niż 72 godziny od zgłoszenia zapotrzebowania. Firma prowadzi już podobne centra w USA, Azji oraz Australii, dzięki czemu od 2017 roku pomogła poszkodowanym w ponad 145 klęskach żywiołowych i kryzysach humanitarnych. Amazon na bieżąco analizuje zgłaszane potrzeby i jest odpowiednio przygotowany – dysponuje milionami produktów gotowych do wysyłania do poszkodowanych. Najczęściej pojawiają się prośby o pieluchy, plandeki, łóżka polowe, koce, grzejniki, namioty i środki czystości.

 Jako firma o globalnym zasięgu czujemy się odpowiedzialni nie tylko za naszych pracowników, ale także za całą społeczność. Obecnie trudno nie dostrzegać zagrożeń związanych z kryzysem klimatycznym czy napięciami geopolitycznymi. Stąd pomysł, aby podjąć realne działania w tym kierunku. Między innymi nawiązaliśmy szeroką współpracę z Czerwonym Krzyżem, która obejmuje wiele krajów. W Polsce zaprosiliśmy przedstawicieli PCK, aby w oparciu o swoje duże doświadczenie, pokazali naszym pracownikom, jak we właściwy sposób przygotować się na sytuacje awaryjne  mówi Barbara Krystosiak, menadżerka ds. projektów społecznych Amazon w Europie Środkowo-Wschodniej i dodaje, że szkolenia odbyły się dla pracowników w centrach logistycznych w Poznaniu, Wrocławiu oraz biurze w Warszawie.

Nie tylko pierwsza pomoc
Kolejna istotna inicjatywa zostanie przeprowadzona w centrum logistycznym w Sosnowcu. Odbędzie się tam akcja polegająca na pakowaniu zestawów przedmiotów, które są przydatne w sytuacji zagrożenia. Następnie wolontariusze Polskiego Czerwonego Krzyża zajmą się dystrybucją pakietów do kolejnych 5 miejsc, gdzie również przeprowadzą odpowiednie szkolenia.

Ten temat jest szczególnie istotny, ponieważ – jak pokazują dane – jedynie co czwarty Polak ma naszykowane najważniejsze rzeczy na wypadek potrzeby ewakuacji. Z kolei 58 proc. badanych nie jest przygotowana w tym zakresie.

 W sytuacjach zagrożenia najczęściej wpadamy w panikę i nie myślimy logicznie, dlatego warto zadbać o zabezpieczenie siebie i bliskich odpowiednio wcześniej. Dobrą praktyką jest trzymanie wszystkich istotnych dokumentów w jednym miejscu, np. w teczce w charakterystycznym kolorze, którą łatwo będzie znaleźć w kryzysowej sytuacji. Podobnie jest z lekarstwami, zwłaszcza w przypadku osób, które chorują przewlekle, ale nie tylko – dobrze wyposażoną apteczkę warto mieć zawsze. Większość z nas doskonale wie, że w domu powinniśmy mieć także m.in. naładowany power bank, latarkę czy świece. Pytanie, czy za wiedzą teoretyczną idzie praktyczne przygotowanie?  zastanawia się Rafał Sakowski.

źródło: Amazon Polska

Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu (UMW) rozpoczyna realizację programu edukacyjnego pod hasłem: „Porusz serce”. Ma ona na celu uświadomienie społeczeństwa, jak ważna jest natychmiastowa resuscytacja oraz jak prawidłowo, skutecznie i bezpiecznie ją przeprowadzać.

Stan wiedzy społeczeństwa

Jak pokazują statystyki, w Polsce jedynie połowa osób, u których wystąpiło nagłe zatrzymanie krążenia (NZK) poza szpitalem, może liczyć na pomoc przechodniów. Co więcej, warto zaznaczyć, że w krajach skandynawskich lub Czechach odsetek ten wynosi aż 80%. W związku z tym UMW rozpoczyna akcję uświadamiającą społeczeństwo.

– Jako pracownicy systemu ochrony zdrowia i społeczność uczelni medycznej jesteśmy boleśnie świadomi, jak bardzo skuteczność działań podejmowanych przez nas w karetce czy szpitalu, jest uzależniona od pomocy udzielonej poszkodowanym przez bezpośrednich świadków zdarzenia. Mamy tylko kilka minut, aby uratować ludzkie życie, dlatego wspólnie z partnerami chcemy uświadamiać, że udzielanie pierwszej pomocy nie jest trudne i może wyłącznie pomóc, a nie zaszkodzić. – mówi prof. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Jak informuje dr Paweł Gawłowski, adiunkt w Centrum Symulacji Medycznej UMW, koordynator programu „Porusz serce”, ratownik medyczny, organizatorzy zamierzają się pojawić na dużych wydarzeniach sportowych, w przestrzeni publicznej Wrocławia, mediach i social mediach. Ponadto planowane spotkania we wrocławskich szkołach i przedszkolach.

Łańcuch przeżycia

 Niestety, każdego dnia widzimy śmiertelne efekty nieudzielania pierwszej pomocy, wynikające z braku wiedzy czy obaw świadków zdarzenia. Rozumiemy ich i właśnie dlatego chcemy uświadamiać, że czynności, które mogą wykonać przed przyjazdem karetki, nie są trudne czy skomplikowane, a za to ogromnie ważne w tzw. łańcuchu przeżycia – podkreśla dr hab. Wiktor Kuliczkowski, kierownik Pracowni Hemodynamiki Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Akcja ma również na celu zwrócenie uwagi na konsekwencje nieudzielania pomocy osobie poszkodowanej. Bardzo ważne jest to, aby społeczeństwo zdawało sobie sprawę z konsekwencji prawnych. Jednocześnie organizatorzy chcą walczyć i obalić mity, które zniechęcają do udzielenia pierwszej pomocy.

– W ramach programu będziemy również promować zakup oraz naukę korzystania z AED, ponieważ prowadzenie resuscytacji z użyciem defibrylatora zwiększa szanse na przeżycie o 50-70%– dodaje dr hab. Robert Zymliński.

W akcję edukacyjną włączyli się partnerzy społeczni, tacy jak: Gmina Wrocław, Komenda Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, Komenda Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej, Straż Miejska, Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu.

Czym jest NZK?

NZK, czyli nagłe zatrzymanie krążenia, objawia się nagłą utratą przytomności, brakiem tętna i oddechu lub oddechem, który jest niewydolny. NZK najczęściej występuje u pacjentów, u których stwierdzono problemy z sercem, takie jak niewydolność serca lub choroba niedokrwienna. Ponadto nagłe zatrzymanie krążenia może wystąpić u pacjentów, którzy zmagają się z problemami wieńcowymi, nadciśnieniem tętniczym, cukrzycą czy zaburzeniami elektrolitycznym. NZK może wystąpić także podczas wypadków (np. tonięcie, zatrucie, porażenie prądem).

Według szacunków w Europie z powodu NZK umiera rocznie 350-700 tys. osób, a w Polsce 40 tys.

Więcej na:
https://www.umw.edu.pl/pl/aktualnosci/porusz-serce-i-uratuj-ludzkie-zycie 

Źródło: umw.edu.pl

Oparzenia termiczne powstają w wyniku działania ciepła, np. wrzątku czy gorącego oleju, i jesteśmy na nie narażeni zarówno przebywając w domu, jak i na wakacyjnym wyjeździe. Jeśli oparzenie jest powierzchowne, to specjaliści radzą, by najpierw przez kwadrans schładzać podrażnioną skórę zimnym strumieniem wody, a później zastosować opatrunek hydrożelowy. Jeśli natomiast oparzenie jest poważne, II lub III stopnia, to wtedy trzeba dzwonić na numer alarmowy. W tych przypadkach konieczna jest bowiem interwencja ratowników medycznych. 
– W czasie wakacji, oprócz poparzeń słonecznych, jesteśmy również narażeni na poparzenia termiczne, na przykład w wyniku wylanej na siebie gorącej kawy, herbaty, gorącej wody czy gorącego oleju. Mieliśmy ostatnio taką sytuację w Świnoujściu, gdzie na dziecko został wylany olej z frytkownicy. Było to bardzo niebezpieczne zdarzenie, doszło bowiem do głębokiego poparzenia bodajże 30 proc. ciała tego dziecka. Z takimi poparzeniami najczęściej mamy więc do czynienia w gastronomii, tam właśnie jest bardzo duże ryzyko – mówi agencji Newseria Kamil Kasiak, ratownik medyczny, uczestnik kampanii Bezpieczny Maluch.

Poszkodowanemu w ten sposób należy jak najszybciej udzielić pierwszej pomocy. Przede wszystkim z oparzonych miejsc trzeba delikatnie usunąć odzież oraz biżuterię, pamiętając, aby nie odrywać stopionych fragmentów ubrań przyklejonych do skóry.

– W pierwszej kolejności powinniśmy zdjąć z poszkodowanej osoby ubranie nawilżone gorącą cieczą, bo ona cały czas będzie niekorzystnie oddziaływała na tę poparzoną skórę. Jeśli używamy ubrań bawełnianych, to one, tym bardziej jak są wilgotne, nie będą szybko przywierały do skóry, więc takie ubranie można bez problemu szybko zdjąć. Można je też rozciąć, żeby nie przesuwać go po skórze, bo ruchy tkaniny mogą ją dodatkowo podrażniać, więc dobrze by było mieć przy sobie apteczkę, w której będą dobre, ostre nożyczki – mówi Kamil Kasiak.

W przypadku każdego poparzenia trzeba także jak najszybciej rozpocząć proces chłodzenia poparzonego miejsca, najlepiej zimną bieżącą wodą. Ten etap jest kluczowy dla gojenia.

– Musimy to robić przynajmniej przez 15 min, po to żeby „zabrać” to ciepło, żeby nie wnikało głębiej. Temperatura niszczy bowiem naskórek, niszczy całą warstwę skóry, a jeśli dodatkowo wnika głębiej, to niszczy też wszystkie inne struktury: mięśnie, naczynia krwionośne, nerwy, kości, więc żeby do tego nie doszło, żeby to poparzenie było jak najmniejsze, powinniśmy natychmiast rozpocząć proces chłodzenia. Następnie najlepiej użyć hydrożelu w postaci opatrunku czy sprayu – mówi ratownik medyczny.

Przestrzega też przed używaniem przypadkowych produktów niskiej jakości bądź też takich, które mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Nie warto też brać na poważnie wszystkich złotych rad znalezionych na forach internetowych, bo nie mamy pewności, kto ich udziela i czy rzeczywiście są sprawdzone.
– Poparzoną osobę powinniśmy ratować nie jakimiś maściami czy też olejami, ale powinniśmy korzystać z wody i pamiętajmy o tym, że najważniejsza jest absorpcja tego ciepła, zabranie go z rany. I używajmy opatrunków hydrożelowych, które świetnie działają, które nie zakażają rany i które też nie utrudniają ratownikom medycznym dalszego postępowania – mówi Kamil Kasiak.
Natomiast jeśli oparzenie jest rozległe, to absolutnie nie wolno działać na własną rękę, tylko trzeba się zdać na doświadczenie ratowników medycznych.

– Jeśli na przykład dziecko wylewa na siebie wrzątek czy gorący olej i dochodzi do poparzenia okolicy klatki piersiowej, szyi oraz ramion, to jest to poważne, rozległe poparzenie i trzeba jak najszybciej dzwonić po zespół ratownictwa medycznego. I też pamiętajmy, że musimy unikać wychłodzenia całego organizmu, więc jeśli mamy poparzoną znaczną część ciała, to ten hydrożel przykładamy tylko w miejscu, gdzie podejrzewamy to najgłębsze poparzenie, natomiast pozostałą część ciała po zakończonym procesie chłodzenia wodą powinniśmy okryć folią spożywczą albo folią ratunkową – mówi ratownik medyczny.

Jeśli chodzi o leczenie najcięższych poparzeń, to w Polsce jest kilka placówek, które zajmują się właśnie takimi skrajnymi przypadkami. Tam pacjenci mogą liczyć na fachową opiekę specjalistów.
– Te placówki zazwyczaj znajdują się obok kopalni, bo w kopalniach jest największe ryzyko poparzenia i właśnie tam transportowane są osoby z ciężkimi poparzeniami. Jeśli chodzi o leczenie poparzeń, to na pewno z roku na rok rokowania takich pacjentów są dużo wyższe. Specjaliści, którzy zajmują się leczeniem oparzeń, mają do dyspozycji coraz lepsze rozwiązania, opatrunki, które przyspieszają proces gojenia. Oczywiście w niektórych przypadkach są potrzebne przeszczepy skóry, ale tutaj też medycyna zmierza w bardzo dobrym kierunku – mówi Kamil Kasiak.

Z obserwacji Małgorzaty Chmielak z Okręgowej Izby Aptekarskiej w Warszawie wynika, że wiedza Polaków o leczeniu oparzeń jest znikoma. I w momencie, kiedy ktoś obok potrzebuje pomocy, nie zawsze potrafią jej  prawidłowo udzielić. Niestety lekceważenie oparzeń może mieć zarówno krótko-, jak i długofalowe konsekwencje.

– Często pacjenci zwracają się do nas, do apteki z prośbą o udzielenie fachowej porady. W mojej ocenie te urazy oparzeniowe nie są właściwie zaopatrywane. Natychmiast po urazie oparzeniowym zmagamy się z bólem, ale trzeba pamiętać, że oparzenie jest takim urazem, które co do zasady pogłębia się nawet do trzeciej doby – mówi mgr farm. Małgorzata Chmielak, przewodnicząca Komisji Nauki i Szkolenia OIA w Warszawie, członek Stowarzyszenia Naukowego Leczenia Ran.

źródło: newseria

Jak podaje Polski Czerwony Krzyż, średni czas od momentu wezwania karetki do przyjazdu służb ratunkowych wynosi 8 minut w mieście i ok. 15 minut na terenach poza miastem. Dlatego życie ofiary wypadku często zależy od osób postronnych, które są świadkami wypadku, i ich umiejętności udzielania pierwszej pomocy. W cyklicznych badaniach nieco ponad 60 proc. Polaków deklaruje, że potrafi jej udzielić, ale odsetek tych, którzy są pewni swoich umiejętności, jest dużo niższy.
Co więcej, deklaracje często rozmijają się z rzeczywistością, bo w praktyce przed udzieleniem pierwszej pomocy na ogół powstrzymuje nas strach i obawa, że zrobimy coś źle.

– Jeśli chodzi o umiejętność udzielania pierwszej pomocy przez przeciętnego Polaka, sytuacja jest po prostu niedobra. Brakuje stałych szkoleń, możliwości dokształcania się, czasami nie chcemy tego robić. To, że nie udzielamy pierwszej pomocy, jest związane z faktem, że po prostu nie potrafimy i boimy się konsekwencji – mówi agencji Newseria Biznes Tadeusz Zagajewski, dyrektor generalny Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w Łodzi.

Jak zauważa, w badaniach Polacy często deklarują, że potrafią udzielić pierwszej pomocy osobie poszkodowanej w wypadku. Jednak te deklaracje nie zawsze mają pokrycie w rzeczywistości.

– Musimy rozgraniczyć dwie kwestie. Pierwsza to nasze deklaracje o tym, że chętnie udzielimy tej pomocy, a druga to świat realny, czyli czy naprawdę to robimy – mówi Tadeusz Zagajewski.

Z cyklicznych sondaży CBOS wynika, że na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat samoocena Polaków w zakresie udzielania pierwszej pomocy mocno się poprawiła. Jeszcze w 2007 roku dokładnie 50 proc. Polek i Polaków deklarowało, że potrafi udzielić jej ofierze wypadku. W 2017 roku ten odsetek wzrósł już do 67 proc., jednak tylko 19 proc. badanych było całkowicie pewnych swoich umiejętności w tym zakresie. Statystyki pokazują też, że umiejętność udzielania pierwszej pomocy częściej deklarują badani lepiej wykształceni i młodsi. W grupie wiekowej 18–24 lata ten odsetek sięgał aż 93 proc., ale wśród osób 65+ spadł już do raptem 50 proc.

 Do udzielania pierwszej pomocy i znajomości w tym zakresie w ogóle najlepiej przygotowane są dzieci. One wiedzą, jak to zrobić, znają reguły postępowania. Czasami na szkoleniach zdarza się tak, że to dziecko podpowiada rodzicom, jak udzielić pierwszej pomocy – mówi dyrektor generalny CBRD w Łodzi.

Wyniki badania przeprowadzonego w tym roku przez Maison & Partners dla Warsaw Enterprise Institute i Defence24.pl są bardzo zbliżone do tych sprzed kilku lat. 61 proc. Polek i Polaków zadeklarowało w nim, że potrafi udzielić pierwszej pomocy przedmedycznej „w niewielkim stopniu”, przy czym tylko 15 proc. oceniło swoje umiejętności w tym zakresie jako duże. To – jak podkreślają eksperci – pokazuje, że wciąż jest miejsce na edukację w tym temacie.

– Szkolenia z zakresu pierwszej pomocy są szalenie istotne. Nigdy nie wiadomo, kiedy znajdziemy się w sytuacji, w której trzeba będzie udzielić takiej pomocy osobie poszkodowanej. I wtedy możemy nie wiedzieć, jak to zrobić, może sparaliżować nas strach, będziemy się denerwować, że spowodujemy dodatkowe obrażenia – mówi Karolina Tworzydło, dyrektor marketingu w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.
Jak podaje Polski Czerwony Krzyż, średni czas od momentu wezwania karetki do przyjazdu służb ratunkowych na miejsce zdarzenia wynosi 8 minut w mieście i ok. 15 minut na terenach poza miastem. Dlatego życie ofiary wypadku często zależy od osób postronnych i ich umiejętności udzielania pierwszej pomocy. Ci częstokroć sądzą, że wystarczy wezwać karetkę i nie podejmują czynności ratowniczych. Głównym powodem jest właśnie strach, obawa przed tym, że zrobią coś źle.

– Podstawowa rzecz na kursach pierwszej pomocy to zwrócenie uwagi na to, żeby ludzie pozbyli się tego lęku przed jej udzielaniem 
– podkreśla Tadeusz Zagajewski. – Dlatego nie uczymy ich tylko tego, jak wykonywać poszczególne czynności ratownicze, ale też jak pokonać samego siebie. Po takim szkoleniu w oparciu o sprzęt, fantomy, defibrylatory treningowe i cały materiał oni powinni być przekonani, że to potrafią. Jednak zawsze pozostaje pytanie: A co będzie, jeśli popełnię błąd?
Co istotne, prawo nie przewiduje żadnych konsekwencji za ewentualne błędy czy urazy spowodowane przez pierwszego świadka zdarzenia w trakcie udzielania pierwszej pomocy. Przewiduje za to konsekwencje prawne za jej zaniechanie (art.162 §1 Kodeksu karnego).
 Dlatego już od kilku lat zachęcamy wszystkich do korzystania z okazji i nauki pierwszej pomocy na naszych piknikach, gdzie można to zrobić pod okiem profesjonalnych ratowników medycznych. Można samodzielnie przeprowadzić takie ćwiczenia. To jest jeden dzień, a wiedza na całe życie – podkreśla Karolina Tworzydło.
Pikniki współorganizowane przez Compensę i Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego odbywały się w ramach corocznej akcji Bezpieczna Autostrada, której celem jest wyczulenie kierowców na kwestie związane z bezpieczeństwem na drodze. W tym roku zostały zorganizowane w sumie w 16 miejscowościach i mniejszych miastach w całej Polsce (m.in. w Słupsku, Trzciance, Krynicy Morskiej, Władysławowie i Myszkowie). Zakończenie kampanii miało natomiast miejsce w Warszawie.
W trakcie eventów kierowcy mogli sprawdzić swój stan zdrowia (pomiary cukru, ciśnienia, badanie wzroku) i skorzystać z symulatorów zderzenia i dachowania, które pokazują, co się dzieje z samochodem i pasażerami w momencie kolizji. To wielu osobom wystarcza, aby zmienić swoje podejście do ryzykownej jazdy. Jednak co roku centralnym punktem akcji są pokazy i indywidualne skrócone kursy udzielania pierwszej pomocy prowadzone przez profesjonalnych ratowników.

– Prowadzimy pokazy udzielania pierwszej pomocy, a z drugiej strony – dajemy też możliwość samodzielnej nauki na fantomach osób dorosłych, dzieci i noworodków. Współpracujemy z profesjonalnymi ratownikami medycznymi, którzy mają w tym bardzo duże doświadczenie. Uczymy również tego, w jaki sposób korzystać z defibrylatora AED, czyli urządzenia ratującego życie –
 mówi dyrektor marketingu w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.
Kolejna edycja kampanii Bezpieczna Autostrada rozpocznie się na wiosnę 2023 roku.

źródło: newseria

Jak podaje Polski Czerwony Krzyż, średni czas od momentu wezwania karetki do przyjazdu służb ratunkowych wynosi 8 minut w mieście i ok. 15 minut na terenach poza miastem. Dlatego życie ofiary wypadku często zależy od osób postronnych, które są świadkami wypadku, i ich umiejętności udzielania pierwszej pomocy. W cyklicznych badaniach nieco ponad 60 proc. Polaków deklaruje, że potrafi jej udzielić, ale odsetek tych, którzy są pewni swoich umiejętności, jest dużo niższy.
Co więcej, deklaracje często rozmijają się z rzeczywistością, bo w praktyce przed udzieleniem pierwszej pomocy na ogół powstrzymuje nas strach i obawa, że zrobimy coś źle.

– Jeśli chodzi o umiejętność udzielania pierwszej pomocy przez przeciętnego Polaka, sytuacja jest po prostu niedobra. Brakuje stałych szkoleń, możliwości dokształcania się, czasami nie chcemy tego robić. To, że nie udzielamy pierwszej pomocy, jest związane z faktem, że po prostu nie potrafimy i boimy się konsekwencji – mówi agencji Newseria Biznes Tadeusz Zagajewski, dyrektor generalny Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w Łodzi.

Jak zauważa, w badaniach Polacy często deklarują, że potrafią udzielić pierwszej pomocy osobie poszkodowanej w wypadku. Jednak te deklaracje nie zawsze mają pokrycie w rzeczywistości.

– Musimy rozgraniczyć dwie kwestie. Pierwsza to nasze deklaracje o tym, że chętnie udzielimy tej pomocy, a druga to świat realny, czyli czy naprawdę to robimy – mówi Tadeusz Zagajewski.

Z cyklicznych sondaży CBOS wynika, że na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat samoocena Polaków w zakresie udzielania pierwszej pomocy mocno się poprawiła. Jeszcze w 2007 roku dokładnie 50 proc. Polek i Polaków deklarowało, że potrafi udzielić jej ofierze wypadku. W 2017 roku ten odsetek wzrósł już do 67 proc., jednak tylko 19 proc. badanych było całkowicie pewnych swoich umiejętności w tym zakresie. Statystyki pokazują też, że umiejętność udzielania pierwszej pomocy częściej deklarują badani lepiej wykształceni i młodsi. W grupie wiekowej 18–24 lata ten odsetek sięgał aż 93 proc., ale wśród osób 65+ spadł już do raptem 50 proc.

 Do udzielania pierwszej pomocy i znajomości w tym zakresie w ogóle najlepiej przygotowane są dzieci. One wiedzą, jak to zrobić, znają reguły postępowania. Czasami na szkoleniach zdarza się tak, że to dziecko podpowiada rodzicom, jak udzielić pierwszej pomocy – mówi dyrektor generalny CBRD w Łodzi.

Wyniki badania przeprowadzonego w tym roku przez Maison & Partners dla Warsaw Enterprise Institute i Defence24.pl są bardzo zbliżone do tych sprzed kilku lat. 61 proc. Polek i Polaków zadeklarowało w nim, że potrafi udzielić pierwszej pomocy przedmedycznej „w niewielkim stopniu”, przy czym tylko 15 proc. oceniło swoje umiejętności w tym zakresie jako duże. To – jak podkreślają eksperci – pokazuje, że wciąż jest miejsce na edukację w tym temacie.

– Szkolenia z zakresu pierwszej pomocy są szalenie istotne. Nigdy nie wiadomo, kiedy znajdziemy się w sytuacji, w której trzeba będzie udzielić takiej pomocy osobie poszkodowanej. I wtedy możemy nie wiedzieć, jak to zrobić, może sparaliżować nas strach, będziemy się denerwować, że spowodujemy dodatkowe obrażenia – mówi Karolina Tworzydło, dyrektor marketingu w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.
Jak podaje Polski Czerwony Krzyż, średni czas od momentu wezwania karetki do przyjazdu służb ratunkowych na miejsce zdarzenia wynosi 8 minut w mieście i ok. 15 minut na terenach poza miastem. Dlatego życie ofiary wypadku często zależy od osób postronnych i ich umiejętności udzielania pierwszej pomocy. Ci częstokroć sądzą, że wystarczy wezwać karetkę i nie podejmują czynności ratowniczych. Głównym powodem jest właśnie strach, obawa przed tym, że zrobią coś źle.

– Podstawowa rzecz na kursach pierwszej pomocy to zwrócenie uwagi na to, żeby ludzie pozbyli się tego lęku przed jej udzielaniem 
– podkreśla Tadeusz Zagajewski. – Dlatego nie uczymy ich tylko tego, jak wykonywać poszczególne czynności ratownicze, ale też jak pokonać samego siebie. Po takim szkoleniu w oparciu o sprzęt, fantomy, defibrylatory treningowe i cały materiał oni powinni być przekonani, że to potrafią. Jednak zawsze pozostaje pytanie: A co będzie, jeśli popełnię błąd?
Co istotne, prawo nie przewiduje żadnych konsekwencji za ewentualne błędy czy urazy spowodowane przez pierwszego świadka zdarzenia w trakcie udzielania pierwszej pomocy. Przewiduje za to konsekwencje prawne za jej zaniechanie (art.162 §1 Kodeksu karnego).
 Dlatego już od kilku lat zachęcamy wszystkich do korzystania z okazji i nauki pierwszej pomocy na naszych piknikach, gdzie można to zrobić pod okiem profesjonalnych ratowników medycznych. Można samodzielnie przeprowadzić takie ćwiczenia. To jest jeden dzień, a wiedza na całe życie – podkreśla Karolina Tworzydło.
Pikniki współorganizowane przez Compensę i Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego odbywały się w ramach corocznej akcji Bezpieczna Autostrada, której celem jest wyczulenie kierowców na kwestie związane z bezpieczeństwem na drodze. W tym roku zostały zorganizowane w sumie w 16 miejscowościach i mniejszych miastach w całej Polsce (m.in. w Słupsku, Trzciance, Krynicy Morskiej, Władysławowie i Myszkowie). Zakończenie kampanii miało natomiast miejsce w Warszawie.
W trakcie eventów kierowcy mogli sprawdzić swój stan zdrowia (pomiary cukru, ciśnienia, badanie wzroku) i skorzystać z symulatorów zderzenia i dachowania, które pokazują, co się dzieje z samochodem i pasażerami w momencie kolizji. To wielu osobom wystarcza, aby zmienić swoje podejście do ryzykownej jazdy. Jednak co roku centralnym punktem akcji są pokazy i indywidualne skrócone kursy udzielania pierwszej pomocy prowadzone przez profesjonalnych ratowników.

– Prowadzimy pokazy udzielania pierwszej pomocy, a z drugiej strony – dajemy też możliwość samodzielnej nauki na fantomach osób dorosłych, dzieci i noworodków. Współpracujemy z profesjonalnymi ratownikami medycznymi, którzy mają w tym bardzo duże doświadczenie. Uczymy również tego, w jaki sposób korzystać z defibrylatora AED, czyli urządzenia ratującego życie –
 mówi dyrektor marketingu w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.
Kolejna edycja kampanii Bezpieczna Autostrada rozpocznie się na wiosnę 2023 roku.

źródło: newseria

Wstrząs anafilaktyczny, ze względu na nieprzewidywalny charakter i stopień nasilenia objawów, należy do stanów nagłych, potencjalnie zagrażających życiu1! Najważniejsza jest wtedy szybka reakcja i podanie leku, który może uratować życie – adrenaliny podawanej domięśniowo (epinefryny) 2. Nie bójmy się udzielać pierwszej pomocy! W przypadku wystąpienia anafilaksji, czas do pojawienia się niewydolności krążeniowo – oddechowej to kilka minut. Dlatego, tak ważna jest edukacja i regularne szkolenia z zakresu udzielania pierwszej pomocy – podkreśla lekarz Łukasz Durajski.
Czym jest  anafilaksja?
Zgodnie z definicją Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej (EAACI), anafilaksja to ciężka, zagrażająca życiu, systemowa lub uogólniona reakcja nadwrażliwości natychmiastowej3. To sytuacja, w której ważna jest szybka reakcja i rozpoczęcie leczenia4. Osoby, które wcześniej nie wiedziały o alergii są najbardziej narażone na zgon w wyniku wstrząsu anafilaktycznego, bo się go nie spodziewają i nie wiedzą jak zareagować. W grupie najwyższego ryzyka znajdują się dzieci, młodzież, kobiety, a także osoby cierpiące na atopie, w przypadku których nawet niewielki kontakt z substancją uczulającą potencjalnie może wywołać reakcję alergiczną o ciężkim przebiegu5.

Podstawową grupą ryzyka wystąpienia anafilaksji są pacjenci, u których w przeszłości nastąpił wstrząs. Tacy pacjenci powinni pogłębić diagnostykę, być pod opieką lekarską i mieć przy sobie adrenalinę, na wypadek wystąpienia kolejnego wstrząsu w przyszłości. Warto jednak podkreślić, że anafilaksji może doświadczyć każdy, nawet taka osoba, u której nigdy wcześniej nie pojawiała się żadna alergia. U osób, które nigdy nie doświadczyły alergii, może dojść do wstrząsu anafilaktycznego np. po użądleniu owadów, takich jak osa czy pszczoła. Wystąpienie wstrząsu anafilaktycznego jest bardzo trudne, a czasami wręcz niemożliwe do przewidzenia – tłumaczy doktor Durajski.

Co może być przyczyną wstrząsu anafilaktycznego?
Najczęstszą przyczyną wstrząsu anafilaktycznego jest spożycie pokarmów – stanowią 33% przypadków. Są to najczęściej orzeszki ziemne, owoce morza, mięso ryb, mleko krowie, jaja kurze, ziarno sezamu, soja i pszenica, rzadziej owoce i warzywa. U dzieci pokarmy wywołuje nawet do 85% przypadków anafilaksji. Kolejnym czynnikiem powodującym wstrząs są użądlenia owadów (19%) i leki (14%). Zdarza się, ale zdecydowanie rzadziej, że anafilaksja jest wywołana przez sierść kota, lateks, środki czyszczące, alergeny środowiskowe tj. kurz czy wysiłek fizyczny2.

Jak rozpoznać anafilaksję?
Anafilaksja może powodować wystąpienie objawów ze strony różnych układów narządów (oddechowego, sercowo-naczyniowego, pokarmowego czy nerwowego). W jej przebiegu mogą pojawić się też zmiany skórne2. Reakcja ta może rozwinąć się w ciągu kilkunastu minut, a niekiedy jest bardzo gwałtowna i występuje w kilka minut po kontakcie z czynnikiem wyzwalającym wstrząs2. Jakie objawy mogą świadczyć o wystąpieniu wstrząsu anafilaktycznego?*:
 
Wstrząs anafilaktyczny może spotkać każdego, w każdej sytuacji, nie tylko osoby uczulone. Dlatego kluczowym czynnikiem powinno być stałe podnoszenie świadomości społeczeństwa, szeroko rozumiana edukacja oraz regularne uczestnictwo w szkoleniach z zakresu udzielania pierwszej pomocymówi Konrad Nowalski, instruktor udzielania pierwszej pomocy,  ekspert kampanii „Recepta na wstrząs”.

Co zrobić kiedy wystąpi reakcja anafilaktyczna?
  1. Należy przerwać ekspozycję na czynnik wyzwalający reakcję. W przypadku użądlenia przez pszczołę należy właściwie usunąć żądło, tak aby nie dopuścić do przedostania się kolejnych porcji jadu do skóry.
  2. Należy wezwać pomoc medyczną.
  3. Trzeba ułożyć pacjenta w pozycji leżącej z uniesionymi kończynami, za wyjątkiem przypadków z dominującymi objawami niedrożności dróg oddechowych.
  4. Jak najszybciej od wystąpienia objawów anafilaksji należy podać pacjentowi adrenalinę domięśniowo w zewnętrzną część uda.
  5. Ważne jest utrzymywanie kontaktu słownego z pacjentem1.
Adrenalina to lek, który ratuje życie. Najwięcej zgonów przy wstrząsie anafilaktycznym ma miejsce na skutej zbyt późnego podania lub nie podania pacjentowi adrenaliny – wyjaśnia Konrad Nowalski, instruktor pierwszej pomocy.

Jak użyć adrenaliny w autowstrzykiwaczu?
Wstrzykiwacz podaje się domięśniowo w przednioboczną część uda, można go użyć nawet przez ubranie. W sytuacji wystąpienia wstrząsu anafilaktycznego, roztwór należy podać, stosując się do zasad opisanych w instrukcji produktu.
 
W razie jakichkolwiek wątpliwości czy obaw dotyczących możliwości wystąpienia wstrząsu anafilaktycznego, należy porozmawiać ze swoim lekarzem, który na podstawie czynników ryzyka, indywidualnie oceni czy dana osoba powinna mieć adrenalinę zawsze przy sobie.

Pamiętajmy! W przypadku wystąpienia niepokojących objawów, podejrzenia silnej reakcji alergicznej, wstrząsu anafilaktycznego, należy niezwłocznie wezwać pogotowie ratunkowe!
Informacja prasowa powstała w ramach kampanii edukacyjnej „Recepta na wstrząs”:
Kampania edukacyjna „Recepta na wstrząs”: Recepta na wstrząs | Facebook
Więcej informacji o tym, w jaki sposób używać adrenaliny, znajdziecie Państwo na stronie: Anafilaksja (www.anafilaksja.pl)
Wstrząs anafilaktyczny, ze względu na nieprzewidywalny charakter i stopień nasilenia objawów, należy do stanów nagłych, potencjalnie zagrażających życiu1! Najważniejsza jest wtedy szybka reakcja i podanie leku, który może uratować życie – adrenaliny podawanej domięśniowo (epinefryny) 2. Nie bójmy się udzielać pierwszej pomocy! W przypadku wystąpienia anafilaksji, czas do pojawienia się niewydolności krążeniowo – oddechowej to kilka minut. Dlatego, tak ważna jest edukacja i regularne szkolenia z zakresu udzielania pierwszej pomocy – podkreśla lekarz Łukasz Durajski.
Czym jest  anafilaksja?
Zgodnie z definicją Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej (EAACI), anafilaksja to ciężka, zagrażająca życiu, systemowa lub uogólniona reakcja nadwrażliwości natychmiastowej3. To sytuacja, w której ważna jest szybka reakcja i rozpoczęcie leczenia4. Osoby, które wcześniej nie wiedziały o alergii są najbardziej narażone na zgon w wyniku wstrząsu anafilaktycznego, bo się go nie spodziewają i nie wiedzą jak zareagować. W grupie najwyższego ryzyka znajdują się dzieci, młodzież, kobiety, a także osoby cierpiące na atopie, w przypadku których nawet niewielki kontakt z substancją uczulającą potencjalnie może wywołać reakcję alergiczną o ciężkim przebiegu5.

Podstawową grupą ryzyka wystąpienia anafilaksji są pacjenci, u których w przeszłości nastąpił wstrząs. Tacy pacjenci powinni pogłębić diagnostykę, być pod opieką lekarską i mieć przy sobie adrenalinę, na wypadek wystąpienia kolejnego wstrząsu w przyszłości. Warto jednak podkreślić, że anafilaksji może doświadczyć każdy, nawet taka osoba, u której nigdy wcześniej nie pojawiała się żadna alergia. U osób, które nigdy nie doświadczyły alergii, może dojść do wstrząsu anafilaktycznego np. po użądleniu owadów, takich jak osa czy pszczoła. Wystąpienie wstrząsu anafilaktycznego jest bardzo trudne, a czasami wręcz niemożliwe do przewidzenia – tłumaczy doktor Durajski.

Co może być przyczyną wstrząsu anafilaktycznego?
Najczęstszą przyczyną wstrząsu anafilaktycznego jest spożycie pokarmów – stanowią 33% przypadków. Są to najczęściej orzeszki ziemne, owoce morza, mięso ryb, mleko krowie, jaja kurze, ziarno sezamu, soja i pszenica, rzadziej owoce i warzywa. U dzieci pokarmy wywołuje nawet do 85% przypadków anafilaksji. Kolejnym czynnikiem powodującym wstrząs są użądlenia owadów (19%) i leki (14%). Zdarza się, ale zdecydowanie rzadziej, że anafilaksja jest wywołana przez sierść kota, lateks, środki czyszczące, alergeny środowiskowe tj. kurz czy wysiłek fizyczny2.

Jak rozpoznać anafilaksję?
Anafilaksja może powodować wystąpienie objawów ze strony różnych układów narządów (oddechowego, sercowo-naczyniowego, pokarmowego czy nerwowego). W jej przebiegu mogą pojawić się też zmiany skórne2. Reakcja ta może rozwinąć się w ciągu kilkunastu minut, a niekiedy jest bardzo gwałtowna i występuje w kilka minut po kontakcie z czynnikiem wyzwalającym wstrząs2. Jakie objawy mogą świadczyć o wystąpieniu wstrząsu anafilaktycznego?*:
 
Wstrząs anafilaktyczny może spotkać każdego, w każdej sytuacji, nie tylko osoby uczulone. Dlatego kluczowym czynnikiem powinno być stałe podnoszenie świadomości społeczeństwa, szeroko rozumiana edukacja oraz regularne uczestnictwo w szkoleniach z zakresu udzielania pierwszej pomocymówi Konrad Nowalski, instruktor udzielania pierwszej pomocy,  ekspert kampanii „Recepta na wstrząs”.

Co zrobić kiedy wystąpi reakcja anafilaktyczna?
  1. Należy przerwać ekspozycję na czynnik wyzwalający reakcję. W przypadku użądlenia przez pszczołę należy właściwie usunąć żądło, tak aby nie dopuścić do przedostania się kolejnych porcji jadu do skóry.
  2. Należy wezwać pomoc medyczną.
  3. Trzeba ułożyć pacjenta w pozycji leżącej z uniesionymi kończynami, za wyjątkiem przypadków z dominującymi objawami niedrożności dróg oddechowych.
  4. Jak najszybciej od wystąpienia objawów anafilaksji należy podać pacjentowi adrenalinę domięśniowo w zewnętrzną część uda.
  5. Ważne jest utrzymywanie kontaktu słownego z pacjentem1.
Adrenalina to lek, który ratuje życie. Najwięcej zgonów przy wstrząsie anafilaktycznym ma miejsce na skutej zbyt późnego podania lub nie podania pacjentowi adrenaliny – wyjaśnia Konrad Nowalski, instruktor pierwszej pomocy.

Jak użyć adrenaliny w autowstrzykiwaczu?
Wstrzykiwacz podaje się domięśniowo w przednioboczną część uda, można go użyć nawet przez ubranie. W sytuacji wystąpienia wstrząsu anafilaktycznego, roztwór należy podać, stosując się do zasad opisanych w instrukcji produktu.
 
W razie jakichkolwiek wątpliwości czy obaw dotyczących możliwości wystąpienia wstrząsu anafilaktycznego, należy porozmawiać ze swoim lekarzem, który na podstawie czynników ryzyka, indywidualnie oceni czy dana osoba powinna mieć adrenalinę zawsze przy sobie.

Pamiętajmy! W przypadku wystąpienia niepokojących objawów, podejrzenia silnej reakcji alergicznej, wstrząsu anafilaktycznego, należy niezwłocznie wezwać pogotowie ratunkowe!
Informacja prasowa powstała w ramach kampanii edukacyjnej „Recepta na wstrząs”:
Kampania edukacyjna „Recepta na wstrząs”: Recepta na wstrząs | Facebook
Więcej informacji o tym, w jaki sposób używać adrenaliny, znajdziecie Państwo na stronie: Anafilaksja (www.anafilaksja.pl)