Medicalpress
Najnowszy raport pt. „Jak obecnie Polacy korzystają z usług stomatologów?” pokazuje, że blisko 40% rodaków wolałoby z daleka omijać gabinety dentystyczne głównie z powodu zbyt wysokich kosztów leczenia i wizyt. Prawie 39% mówi o strachu przed biały fartuchem i samym lekarzem. Lęk przed bólem odstrasza niemal 30% Polaków. Negatywne doświadczenia zniechęcają ponad 22% społeczeństwa. Do tego długie kolejki do specjalistów demotywują przeszło 20% pacjentów. Wygląd i odgłos używanych narzędzi wskazuje ponad 20%. Na niekompetencję i brak zaufania do lekarzy lub całego personelu wskazuje razem zaledwie 14% społeczeństwa. Zatem widać, że ogólnie pieniądze bardziej doskwierają pacjentom niż fizyczny ból.
Koszty straszą najbardziej 
Obecnie zbyt wysokie koszty usług najbardziej zniechęcają Polaków do leczenia stomatologicznego oraz samych wizyt. Dotyczy to blisko 40% rodaków w wieku 18-80 lat. Tak wynika z raportu pt. „Jak obecnie Polacy korzystają z usług stomatologów?”, opartego na specjalnym badaniu opinii publicznej. Ankietowani mogli wskazać kilka powodów niechęci do korzystania z usług dentystycznych.
– Koszty utrzymania praktyk stomatologicznych drastycznie wzrosły na przestrzeni ostatnich trzech lat. Tak samo ma się sytuacja ze wszelkimi usługami, nie tylko medycznymi. Niemniej jeżeli pacjent dba o jamę ustną, to wyleczony ząb nie potrzebuje ingerencji przez lata. Dla porównania, z obsługi fryzjera czy kosmetyczki Polacy korzystają średnio raz w miesiącu, a to też nie jest przecież tanie. Otwarcie, utrzymanie i rozwój gabinetu stomatologicznego bardzo drogo kosztuje. Na cenę wyleczonego zęba ma wpływ masa składowych czynników. Pacjenci nie mają tej świadomości. Dostrzegają jedynie ostatnie 30 min. pracy przy leczeniu – komentuje Paweł Barucha, wiceprezes ds. stomatologii w Naczelnej Izbie Lekarskiej (NIL).

Jak podkreśla współautor raportu dr n. med. Piotr Przybylski z kliniki Implant Medical, od wielu lat polityka państwa mocno kuleje w kwestii stomatologii, zmuszając niejako pacjentów do prywatnego leczenia. – Z usług realizowanych w ramach NFZ z reguły korzystają tylko ci, którzy są w naprawdę trudnej sytuacji finansowej. Dlatego nie dziwi mnie, że Polacy wskazują czynnik finansowy na pierwszym miejscu. Obawiam się również, że ten stan szybko się nie zmieni, bo ceny nie będą spadać, a leczenie na Fundusz niestety dalej pozostanie słabej jakości – przewiduje ekspert.

Biały fartuch, ból i złe wspomnienia
Strach przed białym fartuchem i lekarzem zniechęca do korzystania z usług stomatologicznych blisko 39% dorosłych Polaków. – Jako wieloletni praktyk widzę, że faktycznie pacjenci często obawiają się kontaktu ze stomatologiem. Wynika to przede wszystkim z tego, że leczenie zębów wiąże się z pewnego rodzaju dyskomfortem. I chociaż rolą lekarzy jest zapobieganie niekorzystnemu rozwojowi sytuacji, to pacjenci i tak boją się kontaktu z nimi. W dużej części obawy te są zupełnie niepotrzebne, ale często strach przed wizytą bywa mocniejszy od racjonalnego podejścia do sprawy – stwierdza dr n. med. Piotr Przybylski.

Bólu związanego z leczeniem obawia się prawie 30% ankietowanych. I ta kwestia zamyka TOP3 niechęci do korzystania z usług stomatologicznych. – W naszych czasach jest to bardziej wymówka niż prawdziwa przyczyna unikania stomatologów. Współcześnie lęk przed dentystą na szczęście występuje coraz rzadziej. Aktualne metody znieczulania pozwalają skutecznie zredukować ból podczas leczenia. Dbałość o zęby kojarzy się obecnie z białym uśmiechem, co nie jest do końca prawdą. Zdrowa jama ustna ma ogromny wpływ na cały organizm człowieka. Dlatego też tak istotna jest stała kontrola – przekonuje Paweł Barucha.

Negatywne doświadczenia wyniesione z poprzednich wizyt bądź ze wcześniejszego leczenia odstraszają ponad 22% dorosłych pacjentów. – Według moich obserwacji, faktycznie część pacjentów je ma. Może to wynikać z kontaktu z personelem medycznym lub z samym lekarzem, ale także w związku z prowadzeniem mało przyjemnego procesu leczenia. Natomiast w dużej większości ww. doświadczenia są efektem tego, że pacjenci pewnych rzeczy nie rozumieją i nie stosują się do wydawanych zaleceń. Oczywiście sami lekarze często też nie tłumaczą wszystkiego w sposób jasny i klarowny, z czego później wynikają różnego rodzaju problemy. Zdarza się również, że oni sami popełniają błędy – uważa współautor raportu.

Kolejki do gabinetu strachów
TOP5 niechęci do usług stomatologicznych zamyka długie oczekiwanie w kolejce do specjalisty. Odstrasza ono ponad 20% społeczeństwa. – Kolejki będą rosły, jeżeli nie będzie więcej lekarzy dentystów posiadających specjalizację. Od lat samorząd lekarski domaga się większej liczby miejsc specjalizacyjnych dla lekarzy dentystów. Niestety nie zależy to od nas. Potrzebujemy nowych specjalistów w każdej dziedzinie tak, aby cykl szkolenia nie został przerwany – zauważa ekspert z Naczelnej Izby Lekarskiej.

Do tego należy wskazać, że ponad 11% dorosłych Polaków odstrasza specyficzny zapach gabinetu. Przeszło 10% pełnoletnich rodaków wskazuje na odgłos urządzeń, np. dźwięk pracującego wiertła. Nieco więcej niż 9% respondentów zniechęca do leczenia wygląd specjalistycznych narzędzi. – Z mojego doświadczenia wynika, że u pacjentów często uruchamia się spirala strachu, np. po włączeniu wiertła. Z reguły wówczas mocno się usztywniają i utrudniają prowadzenie dalszych czynności medycznych. Ale jak widać po badaniu, są rzeczy, których Polacy bardziej się obawiają, niż wyglądu specjalistycznych narzędzi bądź pochodzących z nich odgłosów – zwraca uwagę ekspert z Implant Medical.

Na samym końcu rankingu jest silne oświetlenie gabinetu, które źle znosi blisko 5% badanych. Prawie 6% ankietowanych odstrasza niekompetencja lekarzy lub brak zaufania do nich. A przeszło 8% to samo twierdzi na temat całego personelu. – To wyraźnie pokazuje, że pacjenci mają duże zaufanie do lekarzy i personelu stomatologicznego. To oczywiście cieszy, ale m.in. jest to pokłosie tego, że ww. osoby często odbywają różnego rodzaju dodatkowe szkolenia i cały czas intensywnie podnoszą swoje kwalifikacje medyczne. Szczególnie mówimy tutaj o prywatnej stomatologii. Do tego mają one dobre podejście do pacjentów, które – jak widać – jest doceniane przez Polaków – podsumowuje dr n. med. Piotr Przybylski.
 
 
źródło: MondayNews
W związku z rozpoczęciem prac nad poselskim projektem ustawy o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta, Onkofundacja Alivia zwróciła się z apelem do członków sejmowej Komisji Zdrowia o korektę systemu monitorowania opinii pacjentów. Celem organizacji jest rzetelna oraz kompletna ocena opieki przez chorych.
Rozpoczęcie prac nad poselskim projektem ustawy o jakości w opiece zdrowotnej i bezpieczeństwie pacjenta wiąże się z perspektywą wprowadzenia systemu monitorowania opinii pacjentów w ramach publicznego systemu ochrony zdrowia. Jak podkreśla Agata Polińska, Wiceprezes Zarządu Onkofundacji Alivia, sygnatariuszka pisma skierowanego do posła Czesława Hoca w sprawie organizacji spotkania poświęconego systemowi monitorowania pacjentów, pacjenci oczekują na wprowadzenie takiego rozwiązania. Jednak zdaniem autorki listu, aby gromadzone dane były rzetelne, wiarygodne i reprezentatywne, system powinien spełniać kilka warunków.

Po pierwsze, ankiety powinny być wystandaryzowane, wypełniane poza ośrodkami, a do tego zapewniające wypełniającym pełną anonimowość. Ponadto ankietowani powinni mieć różnorodne możliwości i formy przekazania swoich ocen i odpowiedzi – od listownej przez telefoniczną po elektroniczną. Taka różnorodność przyczyni się, zdaniem autorki pisma, do większej zwrotności ankiet. W liście pojawia się także postulat publicznego udostępnienia zgromadzonych w ten sposób danych. Kolejną propozycją jest centralizacja procesu badania opinii pacjentów:

Odpowiednimi instytucjami odpowiedzialnymi za realizację tego ważnego zadania byłby Narodowy Fundusz Zdrowia lub Biuro Rzecznika Praw Pacjenta. Obie instytucje posiadają odpowiednie doświadczenie, aby sprostać temu zadaniu. Rzecz jasna jego realizacja wymagałaby także zapewnienia odpowiednich zasobów – czytamy w piśmie.

Sugestie zawarte w piśmie Onkofundacji Alivia opierają się o 10-letnie doświadczenia w realizacji projektu Onkomapa. Portal onkomapa.pl został uruchomiony właśnie w celu zbierania opinii pacjentów oraz gromadzenia ocen ośrodków onkologicznych oraz personelu medycznego. W ramach projektu „Onkomapa” zebrano do dzisiaj ponad 40 tysięcy opinii dotyczących zarówno ośrodków, jak i lekarzy sprawujących opiekę nad chorymi. Jest to najdłużej prowadzony oraz bogaty zbiór opinii w tej dziedzinie.

Do członków sejmowej Komisji Zdrowia skierowano również propozycję poprawki wprowadzającej niezbędne zmiany.

źrodło: Alivia

Początek roku to czas, w którym tworzymy listę celów i wyzwań na kolejne miesiące.  Często dotyczą one kwestii związanych ze zdrowiem, takich jak prawidłowa dieta, wizyty kontrolne u lekarza czy aktywność fizyczna. Wielu z nas szybko jednak odrzuca swoje plany lub odkłada je na później. Wytrwaniu w postanowieniach na pewno nie sprzyja Blue Monday, czyli nietypowe święto, które przypada dokładnie na trzeci poniedziałek stycznia. Stosunek Polaków do nowych wyzwań potwierdzają wyniki badania Medonetu przeprowadzonego we współpracy z Nationale-Nederlanden – tylko jedna trzecia ankietowanych deklaruje, że chętnie się ich podejmuje. 
Blue Monday to termin określający najbardziej przygnębiający dzień w roku. Datę wyliczono przy pomocy specjalnego wzoru matematycznego, uwzględniając kilka czynników, m.in. pogodowych, psychologicznych czy ekonomicznych. O tym nietypowym dniu powstało już wiele teorii, chociażby to, że jest to moment, w którym wiele osób porzuca swoje noworoczne plany. A jaki jest stosunek Polaków do wyznaczonych postanowień? Zgodnie z wynikami wspomnianego testu blisko jedna piąta stawia sobie cele i dąży do ich osiągnięcia, nie mając przy tym problemu z mobilizacją. Aż 41 proc. motywuje fakt, że dane przedsięwzięcie jest dla nich bardzo ważne. Z kolei 22 proc. ankietowanych przyznaje, że ma trudności, by samodzielnie podjąć inicjatywę.

Koncentracja na zdrowiu

Robiąc postanowienia, większość z nas planuje bardziej zatroszczyć się o zdrowie. Wykupienie karnetu na siłownię i regularne treningi, jedzenie zbilansowanych posiłków czy przeprowadzenie kompletu badań – to niektóre z celów, które mają nam w tym pomóc. Jednak jak na co dzień Polacy oceniają swoje podejście do profilaktyki zdrowia? Aż 45 proc. uczestników badania przygotowanego przez Medonet we współpracy z Nationale-Nederlanden przyznaje, że bada się tylko wtedy, kiedy jest taka konieczność.

Co więcej, zgodnie z wynikami testu blisko 40 proc. Polaków nie ma żadnych obaw i jest świadomych, że badania profilaktyczne są ważne dla zachowania zdrowia. Jedna czwarta respondentów niekiedy odczuwa dyskomfort związany z procedurą badań. Tyle samo osób często martwi się, że wyniki okażą się niepomyślne. Aż 32 proc. Polaków przyznaje, że do wykonywania regularnych badań motywuje ich tylko obawa przed chorobą i jej objawy.

 Z przeprowadzonego testu, jasno wynika, że w kwestii dbałości o zdrowie mamy jeszcze wiele do zrobienia. Tylko 14 proc. Polaków opowiedziało się za stwierdzeniem, że profilaktyka jest ważna, dlatego regularnie wykonuje badania i prowadzi zdrowy tryb życia. Nieco więcej, bo 30 proc. stara się systematycznie odwiedzać gabinety lekarskie  i unikać alkoholu czy niezdrowego jedzenia. Jednak aż 56 proc. osób przyznaje, że nie dba o siebie wystarczająco. Choć przyjęło się uważać, że początek roku to dobry moment, by wyznaczyć sobie nowe, prozdrowotne cele, to o profilaktyce warto pamiętać przez cały rok – mówi Marta Maszewska-Danielewicz, dyrektor ds. komunikacji marketingowej i marki w Nationale-Nederlanden.

Zdrowe odżywianie to podstawa

W teście zapytano Polaków także o stosunek do zdrowego odżywiania. Aż dwie trzecie zgadza się ze stwierdzeniem, że zbilansowana dieta ma pozytywny wpływ na zdrowie, ale nie zawsze udaje im się przestrzegać jej zasad. Natomiast tylko jedna piąta pilnuje tego, co je i w razie konieczności modyfikuje w swojej diecie produkty – tak, by czuć się lepiej. Blisko 40 proc. przyznaje, że często robi postanowienia związane ze zmianą sposobu żywienia, ale zazwyczaj odkłada je w czasie.

Podejście Polaków do aktywności fizycznej

Polacy mają świadomość, jak istotną rolę odgrywa także aktywność fizyczna. Zgodnie z wynikami testu aż 44 proc. z nich uważa, że ruch jest ważny i dlatego stara się ćwiczyć jak najczęściej. Jednak deklaracje nie znajdują odzwierciedlenia w działaniach. Tylko 14 proc. ankietowanych  przyznaje, że od kilku lat regularnie uprawia sport.

 W osiąganiu celów może pomóc kilka prostych zasad. Postanowienia powinny być przede wszystkim przemyślane i jak najbardziej konkretne. Po drugie, adekwatne do naszych aktualnych możliwości i umiejętności. Ważne też, żeby lista planów nie była zbyt długa. Dzięki temu zwiększymy swoje szanse na ich realizację – podkreśla Marta Maszewska-Danielewicz. Pewne jest, że wprowadzanie pozytywnych zmian dotyczących zdrowia zwykle odbywa się stopniowo i wymaga systematyczności oraz zaangażowania. Warto patrzeć na tego typu przedsięwzięcie długodystansowo i uczynić dbanie o siebie stałą częścią swojego stylu życia – pamiętając, że troska o zdrowie to maraton, a nie sprint – dodaje.

Badanie na zlecenie Medonetu we współpracy z Nationale-Nederlanden zostało zrealizowane przez ARC Rynek i Opinie w dniach 7-27.11.2022 r. W ramach badania przeprowadzono internetowy test „Sprawdź swoją gotowość na zdrową ZmJAnę”, na grupie dorosłych Polaków (n=25 254).

źródło: Nationale Nederlanden

Początek roku to czas, w którym tworzymy listę celów i wyzwań na kolejne miesiące.  Często dotyczą one kwestii związanych ze zdrowiem, takich jak prawidłowa dieta, wizyty kontrolne u lekarza czy aktywność fizyczna. Wielu z nas szybko jednak odrzuca swoje plany lub odkłada je na później. Wytrwaniu w postanowieniach na pewno nie sprzyja Blue Monday, czyli nietypowe święto, które przypada dokładnie na trzeci poniedziałek stycznia. Stosunek Polaków do nowych wyzwań potwierdzają wyniki badania Medonetu przeprowadzonego we współpracy z Nationale-Nederlanden – tylko jedna trzecia ankietowanych deklaruje, że chętnie się ich podejmuje. 
Blue Monday to termin określający najbardziej przygnębiający dzień w roku. Datę wyliczono przy pomocy specjalnego wzoru matematycznego, uwzględniając kilka czynników, m.in. pogodowych, psychologicznych czy ekonomicznych. O tym nietypowym dniu powstało już wiele teorii, chociażby to, że jest to moment, w którym wiele osób porzuca swoje noworoczne plany. A jaki jest stosunek Polaków do wyznaczonych postanowień? Zgodnie z wynikami wspomnianego testu blisko jedna piąta stawia sobie cele i dąży do ich osiągnięcia, nie mając przy tym problemu z mobilizacją. Aż 41 proc. motywuje fakt, że dane przedsięwzięcie jest dla nich bardzo ważne. Z kolei 22 proc. ankietowanych przyznaje, że ma trudności, by samodzielnie podjąć inicjatywę.

Koncentracja na zdrowiu

Robiąc postanowienia, większość z nas planuje bardziej zatroszczyć się o zdrowie. Wykupienie karnetu na siłownię i regularne treningi, jedzenie zbilansowanych posiłków czy przeprowadzenie kompletu badań – to niektóre z celów, które mają nam w tym pomóc. Jednak jak na co dzień Polacy oceniają swoje podejście do profilaktyki zdrowia? Aż 45 proc. uczestników badania przygotowanego przez Medonet we współpracy z Nationale-Nederlanden przyznaje, że bada się tylko wtedy, kiedy jest taka konieczność.

Co więcej, zgodnie z wynikami testu blisko 40 proc. Polaków nie ma żadnych obaw i jest świadomych, że badania profilaktyczne są ważne dla zachowania zdrowia. Jedna czwarta respondentów niekiedy odczuwa dyskomfort związany z procedurą badań. Tyle samo osób często martwi się, że wyniki okażą się niepomyślne. Aż 32 proc. Polaków przyznaje, że do wykonywania regularnych badań motywuje ich tylko obawa przed chorobą i jej objawy.

 Z przeprowadzonego testu, jasno wynika, że w kwestii dbałości o zdrowie mamy jeszcze wiele do zrobienia. Tylko 14 proc. Polaków opowiedziało się za stwierdzeniem, że profilaktyka jest ważna, dlatego regularnie wykonuje badania i prowadzi zdrowy tryb życia. Nieco więcej, bo 30 proc. stara się systematycznie odwiedzać gabinety lekarskie  i unikać alkoholu czy niezdrowego jedzenia. Jednak aż 56 proc. osób przyznaje, że nie dba o siebie wystarczająco. Choć przyjęło się uważać, że początek roku to dobry moment, by wyznaczyć sobie nowe, prozdrowotne cele, to o profilaktyce warto pamiętać przez cały rok – mówi Marta Maszewska-Danielewicz, dyrektor ds. komunikacji marketingowej i marki w Nationale-Nederlanden.

Zdrowe odżywianie to podstawa

W teście zapytano Polaków także o stosunek do zdrowego odżywiania. Aż dwie trzecie zgadza się ze stwierdzeniem, że zbilansowana dieta ma pozytywny wpływ na zdrowie, ale nie zawsze udaje im się przestrzegać jej zasad. Natomiast tylko jedna piąta pilnuje tego, co je i w razie konieczności modyfikuje w swojej diecie produkty – tak, by czuć się lepiej. Blisko 40 proc. przyznaje, że często robi postanowienia związane ze zmianą sposobu żywienia, ale zazwyczaj odkłada je w czasie.

Podejście Polaków do aktywności fizycznej

Polacy mają świadomość, jak istotną rolę odgrywa także aktywność fizyczna. Zgodnie z wynikami testu aż 44 proc. z nich uważa, że ruch jest ważny i dlatego stara się ćwiczyć jak najczęściej. Jednak deklaracje nie znajdują odzwierciedlenia w działaniach. Tylko 14 proc. ankietowanych  przyznaje, że od kilku lat regularnie uprawia sport.

 W osiąganiu celów może pomóc kilka prostych zasad. Postanowienia powinny być przede wszystkim przemyślane i jak najbardziej konkretne. Po drugie, adekwatne do naszych aktualnych możliwości i umiejętności. Ważne też, żeby lista planów nie była zbyt długa. Dzięki temu zwiększymy swoje szanse na ich realizację – podkreśla Marta Maszewska-Danielewicz. Pewne jest, że wprowadzanie pozytywnych zmian dotyczących zdrowia zwykle odbywa się stopniowo i wymaga systematyczności oraz zaangażowania. Warto patrzeć na tego typu przedsięwzięcie długodystansowo i uczynić dbanie o siebie stałą częścią swojego stylu życia – pamiętając, że troska o zdrowie to maraton, a nie sprint – dodaje.

Badanie na zlecenie Medonetu we współpracy z Nationale-Nederlanden zostało zrealizowane przez ARC Rynek i Opinie w dniach 7-27.11.2022 r. W ramach badania przeprowadzono internetowy test „Sprawdź swoją gotowość na zdrową ZmJAnę”, na grupie dorosłych Polaków (n=25 254).

źródło: Nationale Nederlanden

Badanie ankietowe przeprowadzone na grupie dorosłych respondentów wykazało, że ponad połowa Polaków uważa, że ich stan zdrowia jest na dobrym poziomie, a 34 proc. nie potrafi jednoznacznie go ocenić. Swoją kondycję zdrowotną źle ocenia co dziesiąty Polak. Na co najczęściej chorują Polacy i czy wiedzą co ma wpływ na ich zdrowie? Czy odczucia respondentów pokrywają się z faktycznym stanem zdrowia? Eksperci wyjaśniają.
Z danych zgromadzonych podczas badania „Kondycja Zdrowotna Polaków” jasno wynika, że im starszy respondent, tym częściej określa swój stan zdrowia jako zły lub bardzo zły. Ciekawe, że kondycja zdrowotna ma związek z wysokością zarobków, bowiem im niższa ich wysokość, tym częściej respondenci określali kondycję zdrowotną jako złą: 13,5 proc. z wynagrodzeniem do 2000 zł netto, ale już 8 proc. z zarobkami powyżej 5000 zł. Okazuje się też, że nie bez znaczenia jest wielkość miast, w których żyją. Im większe miasto, tym mniej wskazań na zły lub bardzo zły stan zdrowia: w miastach do 20 tys. mieszkańców jako zły określało 10,5 proc., a w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców – 8 proc.

Nadciśnienie na szczycie listy

Niemal co trzeci badany (31 proc.) deklaruje, że zmaga się z nadciśnieniem. Drugie miejsce zajęła cukrzyca (19 proc.), a na trzecim znalazły się choroby, które atakują stawy lub mięśnie (14 proc). Niewiele mniej osób wskazywało na choroby tarczycy (13 proc.). Co istotne, grupa chorujących przewlekle (340 spośród 1020 badanych), zaznaczyła łącznie 528 chorób, z którymi się mierzą i najczęściej były to osoby powyżej pięćdziesiątego roku życia. To oznacza, że wśród respondentów są tacy, którzy chorują na więcej niż jedną chorobę przewlekłą.  
 

Problemy z nadciśnieniem tętniczym ma niemal 10 mln Polaków. Nieleczone lub źle leczone nadciśnienie tętnicze może prowadzić np. do rozwoju niewydolności serca, jest także jedną ze składowych zespołu metabolicznego. Choroby takie jak nadciśnienie tętnicze czy cukrzyca, ale również inne choroby przewlekłe, bez odpowiedniego leczenia mogą być przyczyną istotnej utraty zdrowia i skracać życie pacjenta. Choroby sercowo-naczyniowe to epidemia XXI wieku i mimo coraz większej świadomości społecznej, nadal stanowią największy procent wśród chorób przewlekłych Polaków. Pacjenci często bagatelizują sygnały wysyłane przez organizm, często zwlekają z pójściem do lekarza. Opóźnia to postawienie rozpoznania, a co za tym idzie wdrożenie odpowiedniego leczenia. Może doprowadzić to do sytuacji, w której choroba rozwijając się „po cichu”, powoduje nieodwracalne powikłania. Dodatkowym i trudnym zagadnieniem jest wykonywanie badan profilaktycznych, które w naszym kraju nie cieszą się niestety dużą popularnością, a powinny być stałym elementem dbania o swoje zdrowie. Możemy podejrzewać, że duża część respondentów, która ocenia swoją kondycję zdrowotną na dobrym poziomie, niekoniecznie ma świadomość, że podstępnie może rozwijać się choroba, która dopiero w kolejnych stadiach spowoduje zauważalne pogorszenie stanu zdrowia. Nie chodzi o to, żeby straszyć, ale apelować o regularne badania profilaktyczne. Takie postępowanie pozwoli na wczesne wykrycie choroby i nie dopuszczenie do zmian chorobowych, które na pewnym etapie są nieodwracalne. – mówi dr n. med. Marta Kałużna-Oleksy z I Kliniki Kardiologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezes Polskiego Stowarzyszenia Osób z Niewydolnością Serca.

Polacy świadomi współodpowiedzialności za swoje zdrowie

Aż 76 proc. Polaków wskazuje, że największy wpływ na nasze zdrowie mamy my sami. Wśród wskazań wielokrotnego wyboru, na drugim miejscu znalazły się geny, które przecież znajdują się poza kontrolą człowieka. Aż 45 proc. wskazań dotyczyło również środowiska, w którym funkcjonujemy, co należy do sfery o ograniczonej kontroli jednostki.
 

Praca z pacjentami potwierdza to, co wynika z badania. Rzeczywiście tak jest: my sami wybieramy jaki prowadzimy tryb życia, czy stosujemy odpowiednią dietę, czy uprawiamy aktywność fizyczną. Unikamy czynników ryzyka lub wręcz odwrotnie. To samo dotyczy badań profilaktycznych i zgłaszania się do lekarza. Niestety ta świadomość to nie wszystko. Byłoby idealnie, gdyby szły za nią działania. Optymistyczne jest to, że obecne pokolenie coraz większą wagę przywiązuje do badań profilaktycznych, burzy tabu na temat problemów zdrowotnych, które przez wiele lat były traktowane jako wstydliwe – komentuje dr Kałużna – Oleksy.

 

Respondenci uważają, że najmniejszy wpływ na zdrowie mają: społeczeństwo – 8 proc. oraz wykształcenie – 4 proc. Tymczasem, z danych raportu Światowej Organizacji Zdrowia wynika co innego. Osoby z wyższym wykształceniem żyją dłużej niż ze średnim i podstawowym, a różnice te są szczególnie widoczne wśród mężczyzn. Co istotne, dotyczy to wszystkich badanych państw. Według raportu, w Polsce przeciętna długość mężczyzn z podstawowym wykształceniem przekracza 60 lat, a ci z wyższym wykształceniem średnio żyją 80 lat.[1]

System czy rodzina? Co wpływa na zdrowie?

Polacy przypisują większą sprawczość w obszarze wpływu na ich zdrowie systemowi ochrony zdrowia (31 proc.) niż rodzinie (13 proc), co mogłoby nie dziwić, gdyby nie fakt, że stanowi ona jedną z najważniejszych wartości dla Polaków. Razem ze zdrowiem znalazła się ona na pierwszym miejscu w rankingu.[2]

 

Związek między podejściem do opieki zdrowotnej i roli państwa nie dziwi. Pokolenie 50+ żyło jeszcze w czasach, w których to system opieki zdrowotnej był oparty głównie na instytucjach państwowych. Dziś powszechny jest dostęp do prywatnej opieki zdrowotnej. Wielu pracodawców i pracowników traktuje prywatny pakiet medyczny w miejscu pracy jako podstawowy benefit pozapłacowy. Kiedy respondenci w wieku 50+ zaczynali pracę, nie było takich benefitów. Ponadto, wpływ na dane ma rosnąca świadomość dotycząca usług zdrowotnych. Młodsza grupa respondentów żyje w dobie internetu. Częściej, przed pójściem do lekarza, kieruje się opiniami na temat lekarzy niż tym, czy lekarz przyjmuje pacjentów w ramach świadczeń NFZ. Ważniejsza jest dla tej grupy pewność jakości usług niż to, czy przyjdzie im za to dodatkowo zapłacić. – mówi wiceprezes SW Research, Piotr Zimolzak.

Młodzi stawiają na profilaktykę

Jak pokazują wyniki badania, to najmłodsi respondenci (dorośli do 24 r. ż.) najbardziej cenią badania profilaktyczne. Wraz ze wzrostem wieku badanych, maleje znaczenie profilaktyki. W pytaniu o to, co wpływa na zachowanie dobrego zdrowia, na profilaktykę wskazało aż 41 proc. osób do 24 r. ż., podczas gdy w grupie wiekowej 25-34 było to zaledwie 27 proc. wskazań. Trend ten widać też w odpowiedziach na pytanie o regularne badania profilaktyczne. Regularnie wykonuje je 50 proc. osób wieku do 24 r. ż., a w grupie wiekowej 25-34 r. ż. to 45 proc. badanych.
 

Młodsi respondenci, którzy bardziej niż grupa starszych osób mają świadomość wartości badań profilaktycznych, urodzili się w czasach szerokiego dostępu do informacji. Internet, portale informacyjne, media społecznościowe, telewizja – to miejsca, w których wciąż dużo mówi się o wartości badań profilaktycznych. Warto podkreślić tu rolę mediów społecznościowych. O ile na początku rozwoju Facebooka czy Instagrama były one źródłem rozrywki, o tyle dziś to kanały, z których młodzi czerpią wiedzę m. in. na temat zdrowia. Ulubieni influencerzy zdrowotni czy łatwość dotarcia do tej grupy za pomocą reklam w internecie sprawiają, że poziom wiedzy na temat profilaktyki jest wysoki. Dla niektórych zaskoczeniem może być fakt, że coraz częściej na TikToku pojawiają się treści medyczne. Takim przykładem prężnie działającego profilu jest np. Centrum Medyczne Damiana, które obserwuje 25 200 osób. To bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę specyfikę tej platformy. – komentuje Marta Domańska, Head of LoveBrands Medical.

 

[1] WHO, „Wyrównywanie różnic w dostępie do opieki medycznej”, 2019 r.

[2] CBOS, komunikat z badań: Wartości w czasach zarazy nr 160/2020, https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2020/K_160_20.PDF. [dostęp: 22.09.2022].

źródło: LB Medical

Badanie ankietowe przeprowadzone na grupie dorosłych respondentów wykazało, że ponad połowa Polaków uważa, że ich stan zdrowia jest na dobrym poziomie, a 34 proc. nie potrafi jednoznacznie go ocenić. Swoją kondycję zdrowotną źle ocenia co dziesiąty Polak. Na co najczęściej chorują Polacy i czy wiedzą co ma wpływ na ich zdrowie? Czy odczucia respondentów pokrywają się z faktycznym stanem zdrowia? Eksperci wyjaśniają.
Z danych zgromadzonych podczas badania „Kondycja Zdrowotna Polaków” jasno wynika, że im starszy respondent, tym częściej określa swój stan zdrowia jako zły lub bardzo zły. Ciekawe, że kondycja zdrowotna ma związek z wysokością zarobków, bowiem im niższa ich wysokość, tym częściej respondenci określali kondycję zdrowotną jako złą: 13,5 proc. z wynagrodzeniem do 2000 zł netto, ale już 8 proc. z zarobkami powyżej 5000 zł. Okazuje się też, że nie bez znaczenia jest wielkość miast, w których żyją. Im większe miasto, tym mniej wskazań na zły lub bardzo zły stan zdrowia: w miastach do 20 tys. mieszkańców jako zły określało 10,5 proc., a w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców – 8 proc.

Nadciśnienie na szczycie listy

Niemal co trzeci badany (31 proc.) deklaruje, że zmaga się z nadciśnieniem. Drugie miejsce zajęła cukrzyca (19 proc.), a na trzecim znalazły się choroby, które atakują stawy lub mięśnie (14 proc). Niewiele mniej osób wskazywało na choroby tarczycy (13 proc.). Co istotne, grupa chorujących przewlekle (340 spośród 1020 badanych), zaznaczyła łącznie 528 chorób, z którymi się mierzą i najczęściej były to osoby powyżej pięćdziesiątego roku życia. To oznacza, że wśród respondentów są tacy, którzy chorują na więcej niż jedną chorobę przewlekłą.  
 

Problemy z nadciśnieniem tętniczym ma niemal 10 mln Polaków. Nieleczone lub źle leczone nadciśnienie tętnicze może prowadzić np. do rozwoju niewydolności serca, jest także jedną ze składowych zespołu metabolicznego. Choroby takie jak nadciśnienie tętnicze czy cukrzyca, ale również inne choroby przewlekłe, bez odpowiedniego leczenia mogą być przyczyną istotnej utraty zdrowia i skracać życie pacjenta. Choroby sercowo-naczyniowe to epidemia XXI wieku i mimo coraz większej świadomości społecznej, nadal stanowią największy procent wśród chorób przewlekłych Polaków. Pacjenci często bagatelizują sygnały wysyłane przez organizm, często zwlekają z pójściem do lekarza. Opóźnia to postawienie rozpoznania, a co za tym idzie wdrożenie odpowiedniego leczenia. Może doprowadzić to do sytuacji, w której choroba rozwijając się „po cichu”, powoduje nieodwracalne powikłania. Dodatkowym i trudnym zagadnieniem jest wykonywanie badan profilaktycznych, które w naszym kraju nie cieszą się niestety dużą popularnością, a powinny być stałym elementem dbania o swoje zdrowie. Możemy podejrzewać, że duża część respondentów, która ocenia swoją kondycję zdrowotną na dobrym poziomie, niekoniecznie ma świadomość, że podstępnie może rozwijać się choroba, która dopiero w kolejnych stadiach spowoduje zauważalne pogorszenie stanu zdrowia. Nie chodzi o to, żeby straszyć, ale apelować o regularne badania profilaktyczne. Takie postępowanie pozwoli na wczesne wykrycie choroby i nie dopuszczenie do zmian chorobowych, które na pewnym etapie są nieodwracalne. – mówi dr n. med. Marta Kałużna-Oleksy z I Kliniki Kardiologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezes Polskiego Stowarzyszenia Osób z Niewydolnością Serca.

Polacy świadomi współodpowiedzialności za swoje zdrowie

Aż 76 proc. Polaków wskazuje, że największy wpływ na nasze zdrowie mamy my sami. Wśród wskazań wielokrotnego wyboru, na drugim miejscu znalazły się geny, które przecież znajdują się poza kontrolą człowieka. Aż 45 proc. wskazań dotyczyło również środowiska, w którym funkcjonujemy, co należy do sfery o ograniczonej kontroli jednostki.
 

Praca z pacjentami potwierdza to, co wynika z badania. Rzeczywiście tak jest: my sami wybieramy jaki prowadzimy tryb życia, czy stosujemy odpowiednią dietę, czy uprawiamy aktywność fizyczną. Unikamy czynników ryzyka lub wręcz odwrotnie. To samo dotyczy badań profilaktycznych i zgłaszania się do lekarza. Niestety ta świadomość to nie wszystko. Byłoby idealnie, gdyby szły za nią działania. Optymistyczne jest to, że obecne pokolenie coraz większą wagę przywiązuje do badań profilaktycznych, burzy tabu na temat problemów zdrowotnych, które przez wiele lat były traktowane jako wstydliwe – komentuje dr Kałużna – Oleksy.

 

Respondenci uważają, że najmniejszy wpływ na zdrowie mają: społeczeństwo – 8 proc. oraz wykształcenie – 4 proc. Tymczasem, z danych raportu Światowej Organizacji Zdrowia wynika co innego. Osoby z wyższym wykształceniem żyją dłużej niż ze średnim i podstawowym, a różnice te są szczególnie widoczne wśród mężczyzn. Co istotne, dotyczy to wszystkich badanych państw. Według raportu, w Polsce przeciętna długość mężczyzn z podstawowym wykształceniem przekracza 60 lat, a ci z wyższym wykształceniem średnio żyją 80 lat.[1]

System czy rodzina? Co wpływa na zdrowie?

Polacy przypisują większą sprawczość w obszarze wpływu na ich zdrowie systemowi ochrony zdrowia (31 proc.) niż rodzinie (13 proc), co mogłoby nie dziwić, gdyby nie fakt, że stanowi ona jedną z najważniejszych wartości dla Polaków. Razem ze zdrowiem znalazła się ona na pierwszym miejscu w rankingu.[2]

 

Związek między podejściem do opieki zdrowotnej i roli państwa nie dziwi. Pokolenie 50+ żyło jeszcze w czasach, w których to system opieki zdrowotnej był oparty głównie na instytucjach państwowych. Dziś powszechny jest dostęp do prywatnej opieki zdrowotnej. Wielu pracodawców i pracowników traktuje prywatny pakiet medyczny w miejscu pracy jako podstawowy benefit pozapłacowy. Kiedy respondenci w wieku 50+ zaczynali pracę, nie było takich benefitów. Ponadto, wpływ na dane ma rosnąca świadomość dotycząca usług zdrowotnych. Młodsza grupa respondentów żyje w dobie internetu. Częściej, przed pójściem do lekarza, kieruje się opiniami na temat lekarzy niż tym, czy lekarz przyjmuje pacjentów w ramach świadczeń NFZ. Ważniejsza jest dla tej grupy pewność jakości usług niż to, czy przyjdzie im za to dodatkowo zapłacić. – mówi wiceprezes SW Research, Piotr Zimolzak.

Młodzi stawiają na profilaktykę

Jak pokazują wyniki badania, to najmłodsi respondenci (dorośli do 24 r. ż.) najbardziej cenią badania profilaktyczne. Wraz ze wzrostem wieku badanych, maleje znaczenie profilaktyki. W pytaniu o to, co wpływa na zachowanie dobrego zdrowia, na profilaktykę wskazało aż 41 proc. osób do 24 r. ż., podczas gdy w grupie wiekowej 25-34 było to zaledwie 27 proc. wskazań. Trend ten widać też w odpowiedziach na pytanie o regularne badania profilaktyczne. Regularnie wykonuje je 50 proc. osób wieku do 24 r. ż., a w grupie wiekowej 25-34 r. ż. to 45 proc. badanych.
 

Młodsi respondenci, którzy bardziej niż grupa starszych osób mają świadomość wartości badań profilaktycznych, urodzili się w czasach szerokiego dostępu do informacji. Internet, portale informacyjne, media społecznościowe, telewizja – to miejsca, w których wciąż dużo mówi się o wartości badań profilaktycznych. Warto podkreślić tu rolę mediów społecznościowych. O ile na początku rozwoju Facebooka czy Instagrama były one źródłem rozrywki, o tyle dziś to kanały, z których młodzi czerpią wiedzę m. in. na temat zdrowia. Ulubieni influencerzy zdrowotni czy łatwość dotarcia do tej grupy za pomocą reklam w internecie sprawiają, że poziom wiedzy na temat profilaktyki jest wysoki. Dla niektórych zaskoczeniem może być fakt, że coraz częściej na TikToku pojawiają się treści medyczne. Takim przykładem prężnie działającego profilu jest np. Centrum Medyczne Damiana, które obserwuje 25 200 osób. To bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę specyfikę tej platformy. – komentuje Marta Domańska, Head of LoveBrands Medical.

 

[1] WHO, „Wyrównywanie różnic w dostępie do opieki medycznej”, 2019 r.

[2] CBOS, komunikat z badań: Wartości w czasach zarazy nr 160/2020, https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2020/K_160_20.PDF. [dostęp: 22.09.2022].

źródło: LB Medical

Obecnie w Polsce trwa na temat możliwości wprowadzenia 4-dniowego dnia pracy.  Jak wynika z raportu firmy ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View”, aż 25,71 proc. Polaków chciałoby pracować 4 dni w tygodniu w zwiększonym wymiarze godzin np. po 10 h. Największymi zwolennikami skrócenia tygodnia pracy są najmłodsi polscy pracownicy – 30,09 proc. – są oni jednocześnie grupą, która najchętniej zdecydowałaby się na obniżkę płac w zamian za mniejszą liczbę godzin pracy (6,89 proc.).

Badanie pokazuje, że obecnie pracownicy znacznie głębiej zastanawiają się nad tym, czego chcą od pracy i życia w ogóle. Ich priorytetem może być wyższa płaca, większa elastyczność, lepsze wsparcie, nowe wyzwania, otrzymywanie wyrazów uznania dla ich osiągnięć, większe możliwości awansowania czy bardziej tolerancyjna i sprawiedliwa kultura. Pracodawcy muszą na to zwracać uwagę. Zespoły HR odgrywają kluczową rolę mediatora pomiędzy tymi dwiema stronami, pomagając pracodawcom dopasować się do potrzeb i aspiracji pracowników, by zwiększyć ich motywację w tym szczególnym okresie radykalnych zmian i dużej niepewności. Nie jest to łatwe zadanie, lecz pracodawcy, którzy wykonają je z powodzeniem, mogą liczyć na bardziej zaangażowanych i produktywnych pracowników, którzy zostaną u nich na dłużej.

Przeprowadzone badanie wśród 1989 Brytyjczyków wskazuje, że podczas standardowego 8-godzinnego dnia pracy, pracownik jest wydajny tylko przez 3 godziny, a pozostały czas spędza na czynnościach niezwiązanych bezpośrednio z pracą. Jego wydajność spada. Mózg bowiem nie jest w stanie poświęcić tyle samo energii, ma ograniczoną ilość czasu na twórcze myśleniekomentuje Sylwia Wysocka-Sollich, psycholog Centrum Zdrowia Psychicznego Mind Health.

Mniejszy wymiar czasu pracy może sprawić, że pracownicy będą bardziej efektywni i lojalni wobec pracodawcy. Ponadto krótszy tydzień pracy może przyczynić się do obniżenia poziomu stresu oraz wzrostu zadowolenia z życia wśród pracowników. Dzięki większej liczbie dni wolnych od pracy będą mogli oni skupić się na budowaniu więzi rodzinnych, rozwoju pasji czy zadbaniu o własne zdrowie – dodaje ekspertka.


To Młodzi chcą zmian

Nieco inne podejście do pracy zauważalne jest wśród młodszego pokolenia pracowników, wśród których panuje przekonanie, że od pieniędzy ważniejsze jest ich życie prywatne oraz komfort psychiczny. Dlatego też najczęściej decydują się oni na elastyczne modele zatrudnienia – mówi Anna Barbachowska, Dyrektor HR w ADP Polska.

Pracownicy z pokolenia Z oraz Milenialsi są również coraz bardziej świadomi kwestii ekologicznych, jakie niesie za sobą takie rozwiązanie. Skrócenie czasu pracy łączy się bezpośrednio z mniejszą liczbą dni w firmie, czyli np. rzadszą potrzebą korzystania z pojazdów, co w efekcie przekłada się na mniejsze zanieczyszczenie powietrza w dużych aglomeracjach – dodaje ekspertka ADP Polska.

Pełen raport „People at Work 2022: A Global Workforce View:
https://bit.ly/38e2KHq

 

źródło: raport ADP, komentarze ekspertów ADP

Obecnie w Polsce trwa na temat możliwości wprowadzenia 4-dniowego dnia pracy.  Jak wynika z raportu firmy ADP „People at Work 2022: A Global Workforce View”, aż 25,71 proc. Polaków chciałoby pracować 4 dni w tygodniu w zwiększonym wymiarze godzin np. po 10 h. Największymi zwolennikami skrócenia tygodnia pracy są najmłodsi polscy pracownicy – 30,09 proc. – są oni jednocześnie grupą, która najchętniej zdecydowałaby się na obniżkę płac w zamian za mniejszą liczbę godzin pracy (6,89 proc.).

Badanie pokazuje, że obecnie pracownicy znacznie głębiej zastanawiają się nad tym, czego chcą od pracy i życia w ogóle. Ich priorytetem może być wyższa płaca, większa elastyczność, lepsze wsparcie, nowe wyzwania, otrzymywanie wyrazów uznania dla ich osiągnięć, większe możliwości awansowania czy bardziej tolerancyjna i sprawiedliwa kultura. Pracodawcy muszą na to zwracać uwagę. Zespoły HR odgrywają kluczową rolę mediatora pomiędzy tymi dwiema stronami, pomagając pracodawcom dopasować się do potrzeb i aspiracji pracowników, by zwiększyć ich motywację w tym szczególnym okresie radykalnych zmian i dużej niepewności. Nie jest to łatwe zadanie, lecz pracodawcy, którzy wykonają je z powodzeniem, mogą liczyć na bardziej zaangażowanych i produktywnych pracowników, którzy zostaną u nich na dłużej.

Przeprowadzone badanie wśród 1989 Brytyjczyków wskazuje, że podczas standardowego 8-godzinnego dnia pracy, pracownik jest wydajny tylko przez 3 godziny, a pozostały czas spędza na czynnościach niezwiązanych bezpośrednio z pracą. Jego wydajność spada. Mózg bowiem nie jest w stanie poświęcić tyle samo energii, ma ograniczoną ilość czasu na twórcze myśleniekomentuje Sylwia Wysocka-Sollich, psycholog Centrum Zdrowia Psychicznego Mind Health.

Mniejszy wymiar czasu pracy może sprawić, że pracownicy będą bardziej efektywni i lojalni wobec pracodawcy. Ponadto krótszy tydzień pracy może przyczynić się do obniżenia poziomu stresu oraz wzrostu zadowolenia z życia wśród pracowników. Dzięki większej liczbie dni wolnych od pracy będą mogli oni skupić się na budowaniu więzi rodzinnych, rozwoju pasji czy zadbaniu o własne zdrowie – dodaje ekspertka.


To Młodzi chcą zmian

Nieco inne podejście do pracy zauważalne jest wśród młodszego pokolenia pracowników, wśród których panuje przekonanie, że od pieniędzy ważniejsze jest ich życie prywatne oraz komfort psychiczny. Dlatego też najczęściej decydują się oni na elastyczne modele zatrudnienia – mówi Anna Barbachowska, Dyrektor HR w ADP Polska.

Pracownicy z pokolenia Z oraz Milenialsi są również coraz bardziej świadomi kwestii ekologicznych, jakie niesie za sobą takie rozwiązanie. Skrócenie czasu pracy łączy się bezpośrednio z mniejszą liczbą dni w firmie, czyli np. rzadszą potrzebą korzystania z pojazdów, co w efekcie przekłada się na mniejsze zanieczyszczenie powietrza w dużych aglomeracjach – dodaje ekspertka ADP Polska.

Pełen raport „People at Work 2022: A Global Workforce View:
https://bit.ly/38e2KHq

 

źródło: raport ADP, komentarze ekspertów ADP

Z badania opinii społecznej przeprowadzonego w ramach ogólnopolskiej kampanii „Porozmawiajmy szczerze o otyłości” wynika, że ponad połowa Polaków, zarówno tych chorujących na otyłość (56%), jak i tych, których otyłość nie dotyczy (53%) swoje pierwsze kroki w celu redukcji masy ciała skierowałoby do dietetyka. Tylko co piąta osoba w celu redukcji masy ciała w pierwszej kolejności zgłosiłaby się do lekarza (24%)[1]. Wspomniane badanie pokazuje również, że w stosunku do ubiegłego roku, m.in. dzięki działaniom edukacyjnym podejmowanym w przestrzeni publicznej, nastąpił postęp w świadomości Polaków – coraz więcej z nas wie, że otyłość jest chorobą.
Wzrost świadomości nie przekłada się jednak na właściwe rozumienie choroby jaką jest otyłości. Aż 38% ankietowanych Polaków uważa, że z otyłością można sobie poradzić samemu, bez wsparcia eksperta. Większość osób, podejmując decyzję o tym, że należy szukać wsparcia w pierwszej kolejności sięga po dietę. Aż 70% ankietowanych osób chorujących na otyłość przyznało, że dieta w ich przypadku okazała się nieskuteczna. W tej sytuacji ponad połowa zmienia dietę na inną bądź sięga po suplementy diety zamiast skierować swoje kroki do lekarza.

Dieta – nie leczy, ale wspiera leczenie
Organizm osoby chorującej na otyłość ma duże zapotrzebowanie na energię, dlatego redukcja kalorii na początku powinna być niewielka i wynosić około 500 kcal. Jeśli dieta nie przynosi oczekiwanych rezultatów konieczne jest wsparcie ze strony lekarza.

 „Dieta” to pojęcie dobrze ugruntowane w świadomości społecznej, jednak często nie do końca dobrze zrozumiane. Wiele osób traktuje przejście na dietę jako karę pełną restrykcji, zapominamy, że tak naprawdę jest to zmiana stylu życia i nawyków żywieniowych. Dieta sama w sobie nie zawsze jest wystarczającym lekiem, ale w każdym przypadku ważnym wsparciem terapii w leczeniu choroby otyłościowej. W przypadku otyłości potrzeba często więcej pracy z pacjentem nad jego zmianami żywienia, niż w przypadku osób zdrowych i aktywnych, które chcą dołożyć kolejną cegiełkę do prowadzonego przez siebie zdrowego stylu życia. Organizm osoby z chorobą otyłościową niestety często bardzo źle reaguje na próbę wprowadzenia typowej diety redukcyjnej, zwłaszcza jeżeli kaloryczność jest źle dobrana i jest zbyt niska. Próbę takiego „odchudzenia” odbiera jako wyniszczającą, przez co uruchamia mechanizmy kompensacyjne. Bardzo często następuje w takiej sytuacji tak zwany „efekt jo-jo”, wzmożony nawrót choroby i szybkie zwiększenie masy ciała. Dieta, oczywiście dobrze i indywidualnie dopasowana, to ważny element terapii u osoby chorującej na otyłość, zwłaszcza jeżeli jest wprowadzana pod opieką dietetyka i lekarza równolegle z terapią farmakologiczną. Tylko kompleksowe działania dadzą nam pewność, że osiągniemy zamierzony efekt. mówi dr n. o zdrowiu Wanda Baltaza, dietetyk kliniczny.

Dieta jest jednym z elementów procesu leczenia otyłości, jednak stosowanie jej przy jednoczesnym braku podejmowania innych działań może nie przynieść zamierzonych efektów, a dodatkowo powodować wzrost demotywującej pacjenta frustracji. Jeśli leczenie niefarmakologiczne nie przynosi oczekiwanych efektów konieczne jest użycie dostępnych metod farmakoterapii, zgodnie z przyjętymi standardami – farmakoterapia nie zastępuje leczenia niefarmakologicznego, ale je uzupełnia i znacząco wspiera.

Przyczyny otyłości – wcale nie takie oczywiste
Choroba jaką jest otyłość nie wynika z zaniedbań czy słabej woli pacjenta, a mechanizm jej powstawania jest bardzo złożony. Współczesna nauka nie jest w stanie odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie, dlaczego mierzymy się dziś nie tyle z epidemią, co już z pandemią otyłości na całym świecie. Błędne jest myślenie, że za powstanie i rozwój otyłości odpowiada sam chory.

Przed nami sporo pracy, aby edukować, że otyłość nie jest wyborem czy decyzją samego pacjenta. Oczywiście znajdą się osoby, które nie dbają o prawidłową masę ciała poprzez niewłaściwy styl życia, mam tu na myśli źle dobraną dietę oraz brak bądź minimalną aktywność fizyczną. Z drugiej strony mamy też osoby, które bardzo uważają na spożywane przez siebie posiłki, a mimo tego ich masa ciała stale rośnie. Wówczas mówimy o tym, że mają predyspozycje do rozwoju otyłości, a za ich przyczyną stoją czynniki genetyczne czy epigenetyczne – związane np. z tym, że w okresie około prokreacyjnym m.in. pod wpływem przyrostu masy ciała dochodzi do zmian biochemicznych w łańcuchu DNA. Do czynników predysponujących zaliczyć należy także m.in. kwestie związane z zaburzoną regulacją neurohormonalną w istotny sposób wpływającą na ośrodek głodu i sytości, zaburzoną i dysfunkcyjną tkankę tłuszczową, zaburzoną mikroflorę jelitową i wiele innych – komentuje prof. Paweł Bogdański, Kierownik Katedry Leczenia Otyłości, Zaburzeń Metabolicznych i Dietetyki Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości.

Zauważ, rozpoznaj, lecz
Podstawowymi wskaźnikami pozwalającymi zdiagnozować otyłość są wskaźnik masy ciała BMI (Body Mass Index) i pomiar obwodu talii. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w 2016 roku zbyt wysoki wskaźnik BMI miało 52% dorosłych osób na całym świecie (39% – BMI na poziomie nadwagi, 13% – otyłości), a liczba ta stale rośnie[2].

Obwód talii powinno się mierzyć w połowie odległości między górnym brzegiem grzebienia kości biodrowej a ostatnim wyczuwalnym żebrem – najczęściej na wysokości pępka. Norma dla kobiet wynosi do 80 cm, dla mężczyzn 94 cm. Powyżej tych wartości, mówimy już o otyłości brzusznej, która znacząco zwiększa ryzyko wystąpienia zaburzeń i chorób kardiometabolicznych.

Aby obliczyć wskaźnik BMI należy podzielić masę ciała (w kilogramach) przez kwadrat wzrostu pacjenta (w metrach).Te proste badania umożliwiają postawienie diagnozy choroby otyłościowej. W związku z  tym, że otyłość powoduje około 200 różnych powikłań należy mieć na względzie zwiększone ryzyko wielu chorób u osób, których dotyczy otyłość. Dlatego w ramach diagnostyki zaleca się wykonywanie badań laboratoryjnych tj. poziom cukru, insuliny oraz panel parametrów lipidowych, a także badania stężenia enzymów wątrobowych. Lekarz powinien dobrać odpowiedni zestaw badań dostosowany do danego pacjenta.

W 2004 roku zaczęłam odczuwać symptomy, które przeszkadzały mi w codziennym funkcjonowaniu. Zmęczenie, gorsze samopoczucie, obrzęki i wzrost masy ciała – zawsze byłam aktywna fizycznie, dlatego było to dla mnie bardzo zastanawiające. Pierwszy lekarz, do którego się udałam, nie pomógł mi w żaden sposób. Po krótkim i powierzchownym wywiadzie nakazał mi po prostu więcej się ruszać. Dopiero dziesięć lat później, po tym jak przeszłam długą drogę, kierując się od jednego lekarza, do drugiego, wykonując wiele badań trafiłam do specjalisty, który odpowiednio mnie wsparł i tak pokierował moje leczenie, że mogłam odzyskać zdrowie i skutecznie redukować masę ciała. To zagubienie chorego poszukującego pomocy jest bardzo trudnym doświadczeniem mówi Agnieszka Liszkowska-Hała, pacjentka.

Skomplikowana droga do prostej diagnozy
Jak wyjaśnia prof. Paweł Bogdański,  powołując się na dane ze Stanów Zjednoczonych Od momentu przyjścia pacjenta do lekarza z powodu innych niż otyłość chorób do momentu, w którym diagnozuje się u niego otyłość mija 5 lat. W Polsce nie dysponujemy aż tak dokładnymi danymi, ale sądzę, że sytuacja nie wygląda u nas lepiej. Poprawy wymaga diagnostyka i szybkie rozpoznanie. Niestety my, jako lekarze wciąż niewiele wiemy o otyłości, a co za tym idzie niechętnie ją diagnozujemy. Tymczasem gdyby postawić taką diagnozę jak najwcześniej i zastosować skuteczne leczenie możemy uniknąć wielu komplikacji, które ta choroba powoduje.
W Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych WHO otyłość otrzymała kod E66. Zanim pojawi się on w dokumentacji pacjenta mija sporo czasu. Z badań zrealizowanych w ramach kampanii „Porozmawiajmy szczerze o otyłości” wynika, że co drugi Polak źle ocenia system ochrony zdrowia w obszarze leczenia otyłości w Polsce[3]. Tymczasem to właśnie profilaktyka, wczesne diagnozowanie, a także leczenie otyłości jest najlepszą inwestycją dla systemu ochrony zdrowia.

[1] Badanie opinii zrealizowane w ramach kampanii „Porozmawiajmy szczerze o otyłości” w dn. 8-18 lutego 2022 r. W ramach pierwszego etapu badania przeprowadzono 1007 ankiet z reprezentatywną próbą Polek i Polaków. W etapie drugim przeprowadzono 329 ankiet z osobami z otyłością.
[2] WHO: Obesity and overweight, 1.04.2020 https://www.who.int/news-room/fact-sheets/detail/obesity-and-overweight
[3] Badanie opinii zrealizowane w ramach kampanii „Porozmawiajmy szczerze o otyłości” w dn. 8-18.02. W ramach pierwszego etapu badania przeprowadzono 1007 ankiet z reprezentatywną próbą Polek i Polaków. W etapie drugim przeprowadzono 329 ankiet z osobami z otyłością.
Z badania opinii społecznej przeprowadzonego w ramach ogólnopolskiej kampanii „Porozmawiajmy szczerze o otyłości” wynika, że ponad połowa Polaków, zarówno tych chorujących na otyłość (56%), jak i tych, których otyłość nie dotyczy (53%) swoje pierwsze kroki w celu redukcji masy ciała skierowałoby do dietetyka. Tylko co piąta osoba w celu redukcji masy ciała w pierwszej kolejności zgłosiłaby się do lekarza (24%)[1]. Wspomniane badanie pokazuje również, że w stosunku do ubiegłego roku, m.in. dzięki działaniom edukacyjnym podejmowanym w przestrzeni publicznej, nastąpił postęp w świadomości Polaków – coraz więcej z nas wie, że otyłość jest chorobą.
Wzrost świadomości nie przekłada się jednak na właściwe rozumienie choroby jaką jest otyłości. Aż 38% ankietowanych Polaków uważa, że z otyłością można sobie poradzić samemu, bez wsparcia eksperta. Większość osób, podejmując decyzję o tym, że należy szukać wsparcia w pierwszej kolejności sięga po dietę. Aż 70% ankietowanych osób chorujących na otyłość przyznało, że dieta w ich przypadku okazała się nieskuteczna. W tej sytuacji ponad połowa zmienia dietę na inną bądź sięga po suplementy diety zamiast skierować swoje kroki do lekarza.

Dieta – nie leczy, ale wspiera leczenie
Organizm osoby chorującej na otyłość ma duże zapotrzebowanie na energię, dlatego redukcja kalorii na początku powinna być niewielka i wynosić około 500 kcal. Jeśli dieta nie przynosi oczekiwanych rezultatów konieczne jest wsparcie ze strony lekarza.

 „Dieta” to pojęcie dobrze ugruntowane w świadomości społecznej, jednak często nie do końca dobrze zrozumiane. Wiele osób traktuje przejście na dietę jako karę pełną restrykcji, zapominamy, że tak naprawdę jest to zmiana stylu życia i nawyków żywieniowych. Dieta sama w sobie nie zawsze jest wystarczającym lekiem, ale w każdym przypadku ważnym wsparciem terapii w leczeniu choroby otyłościowej. W przypadku otyłości potrzeba często więcej pracy z pacjentem nad jego zmianami żywienia, niż w przypadku osób zdrowych i aktywnych, które chcą dołożyć kolejną cegiełkę do prowadzonego przez siebie zdrowego stylu życia. Organizm osoby z chorobą otyłościową niestety często bardzo źle reaguje na próbę wprowadzenia typowej diety redukcyjnej, zwłaszcza jeżeli kaloryczność jest źle dobrana i jest zbyt niska. Próbę takiego „odchudzenia” odbiera jako wyniszczającą, przez co uruchamia mechanizmy kompensacyjne. Bardzo często następuje w takiej sytuacji tak zwany „efekt jo-jo”, wzmożony nawrót choroby i szybkie zwiększenie masy ciała. Dieta, oczywiście dobrze i indywidualnie dopasowana, to ważny element terapii u osoby chorującej na otyłość, zwłaszcza jeżeli jest wprowadzana pod opieką dietetyka i lekarza równolegle z terapią farmakologiczną. Tylko kompleksowe działania dadzą nam pewność, że osiągniemy zamierzony efekt. mówi dr n. o zdrowiu Wanda Baltaza, dietetyk kliniczny.

Dieta jest jednym z elementów procesu leczenia otyłości, jednak stosowanie jej przy jednoczesnym braku podejmowania innych działań może nie przynieść zamierzonych efektów, a dodatkowo powodować wzrost demotywującej pacjenta frustracji. Jeśli leczenie niefarmakologiczne nie przynosi oczekiwanych efektów konieczne jest użycie dostępnych metod farmakoterapii, zgodnie z przyjętymi standardami – farmakoterapia nie zastępuje leczenia niefarmakologicznego, ale je uzupełnia i znacząco wspiera.

Przyczyny otyłości – wcale nie takie oczywiste
Choroba jaką jest otyłość nie wynika z zaniedbań czy słabej woli pacjenta, a mechanizm jej powstawania jest bardzo złożony. Współczesna nauka nie jest w stanie odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie, dlaczego mierzymy się dziś nie tyle z epidemią, co już z pandemią otyłości na całym świecie. Błędne jest myślenie, że za powstanie i rozwój otyłości odpowiada sam chory.

Przed nami sporo pracy, aby edukować, że otyłość nie jest wyborem czy decyzją samego pacjenta. Oczywiście znajdą się osoby, które nie dbają o prawidłową masę ciała poprzez niewłaściwy styl życia, mam tu na myśli źle dobraną dietę oraz brak bądź minimalną aktywność fizyczną. Z drugiej strony mamy też osoby, które bardzo uważają na spożywane przez siebie posiłki, a mimo tego ich masa ciała stale rośnie. Wówczas mówimy o tym, że mają predyspozycje do rozwoju otyłości, a za ich przyczyną stoją czynniki genetyczne czy epigenetyczne – związane np. z tym, że w okresie około prokreacyjnym m.in. pod wpływem przyrostu masy ciała dochodzi do zmian biochemicznych w łańcuchu DNA. Do czynników predysponujących zaliczyć należy także m.in. kwestie związane z zaburzoną regulacją neurohormonalną w istotny sposób wpływającą na ośrodek głodu i sytości, zaburzoną i dysfunkcyjną tkankę tłuszczową, zaburzoną mikroflorę jelitową i wiele innych – komentuje prof. Paweł Bogdański, Kierownik Katedry Leczenia Otyłości, Zaburzeń Metabolicznych i Dietetyki Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości.

Zauważ, rozpoznaj, lecz
Podstawowymi wskaźnikami pozwalającymi zdiagnozować otyłość są wskaźnik masy ciała BMI (Body Mass Index) i pomiar obwodu talii. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w 2016 roku zbyt wysoki wskaźnik BMI miało 52% dorosłych osób na całym świecie (39% – BMI na poziomie nadwagi, 13% – otyłości), a liczba ta stale rośnie[2].

Obwód talii powinno się mierzyć w połowie odległości między górnym brzegiem grzebienia kości biodrowej a ostatnim wyczuwalnym żebrem – najczęściej na wysokości pępka. Norma dla kobiet wynosi do 80 cm, dla mężczyzn 94 cm. Powyżej tych wartości, mówimy już o otyłości brzusznej, która znacząco zwiększa ryzyko wystąpienia zaburzeń i chorób kardiometabolicznych.

Aby obliczyć wskaźnik BMI należy podzielić masę ciała (w kilogramach) przez kwadrat wzrostu pacjenta (w metrach).Te proste badania umożliwiają postawienie diagnozy choroby otyłościowej. W związku z  tym, że otyłość powoduje około 200 różnych powikłań należy mieć na względzie zwiększone ryzyko wielu chorób u osób, których dotyczy otyłość. Dlatego w ramach diagnostyki zaleca się wykonywanie badań laboratoryjnych tj. poziom cukru, insuliny oraz panel parametrów lipidowych, a także badania stężenia enzymów wątrobowych. Lekarz powinien dobrać odpowiedni zestaw badań dostosowany do danego pacjenta.

W 2004 roku zaczęłam odczuwać symptomy, które przeszkadzały mi w codziennym funkcjonowaniu. Zmęczenie, gorsze samopoczucie, obrzęki i wzrost masy ciała – zawsze byłam aktywna fizycznie, dlatego było to dla mnie bardzo zastanawiające. Pierwszy lekarz, do którego się udałam, nie pomógł mi w żaden sposób. Po krótkim i powierzchownym wywiadzie nakazał mi po prostu więcej się ruszać. Dopiero dziesięć lat później, po tym jak przeszłam długą drogę, kierując się od jednego lekarza, do drugiego, wykonując wiele badań trafiłam do specjalisty, który odpowiednio mnie wsparł i tak pokierował moje leczenie, że mogłam odzyskać zdrowie i skutecznie redukować masę ciała. To zagubienie chorego poszukującego pomocy jest bardzo trudnym doświadczeniem mówi Agnieszka Liszkowska-Hała, pacjentka.

Skomplikowana droga do prostej diagnozy
Jak wyjaśnia prof. Paweł Bogdański,  powołując się na dane ze Stanów Zjednoczonych Od momentu przyjścia pacjenta do lekarza z powodu innych niż otyłość chorób do momentu, w którym diagnozuje się u niego otyłość mija 5 lat. W Polsce nie dysponujemy aż tak dokładnymi danymi, ale sądzę, że sytuacja nie wygląda u nas lepiej. Poprawy wymaga diagnostyka i szybkie rozpoznanie. Niestety my, jako lekarze wciąż niewiele wiemy o otyłości, a co za tym idzie niechętnie ją diagnozujemy. Tymczasem gdyby postawić taką diagnozę jak najwcześniej i zastosować skuteczne leczenie możemy uniknąć wielu komplikacji, które ta choroba powoduje.
W Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych WHO otyłość otrzymała kod E66. Zanim pojawi się on w dokumentacji pacjenta mija sporo czasu. Z badań zrealizowanych w ramach kampanii „Porozmawiajmy szczerze o otyłości” wynika, że co drugi Polak źle ocenia system ochrony zdrowia w obszarze leczenia otyłości w Polsce[3]. Tymczasem to właśnie profilaktyka, wczesne diagnozowanie, a także leczenie otyłości jest najlepszą inwestycją dla systemu ochrony zdrowia.

[1] Badanie opinii zrealizowane w ramach kampanii „Porozmawiajmy szczerze o otyłości” w dn. 8-18 lutego 2022 r. W ramach pierwszego etapu badania przeprowadzono 1007 ankiet z reprezentatywną próbą Polek i Polaków. W etapie drugim przeprowadzono 329 ankiet z osobami z otyłością.
[2] WHO: Obesity and overweight, 1.04.2020 https://www.who.int/news-room/fact-sheets/detail/obesity-and-overweight
[3] Badanie opinii zrealizowane w ramach kampanii „Porozmawiajmy szczerze o otyłości” w dn. 8-18.02. W ramach pierwszego etapu badania przeprowadzono 1007 ankiet z reprezentatywną próbą Polek i Polaków. W etapie drugim przeprowadzono 329 ankiet z osobami z otyłością.
4 lutego, w Światowym Dniu Walki z Rakiem, cały świat przypomina, że choroba nowotworowa to nie wyrok, a raka można nie tylko leczyć, ale też wyleczyć! Im szybciej wykryty nowotwór, tym większe prawdopodobieństwo wyzdrowienia. Dlatego tak ważne jest postawienie prawidłowej diagnozy we wczesnym stadium choroby. Kluczem do tego są regularne badania profilaktyczne. Tymczasem wielu z nas unika badań. Wśród powodów takiego zachowania padają odpowiedzi: „Boję się”, „Jeszcze coś mi wykryją”, „Wolę nie wiedzieć”, „Nie mam czasu” albo „To mnie nie dotyczy”. Czas odczarować mity i przełamywać obawy związane z badaniami profilaktycznymi – przypomina o tym nowa odsłona kampanii RAK. TO SIĘ LECZY! pod hasłem „Jestem na badaniach, zaraz wracam”.
– Wraz z partnerami i ambasadorami kampanii pokazujemy, że badania profilaktyczne w kierunku nowotworów można wykonać szybko i sprawnie, bezboleśnie i bez stresu. Badania przesiewowe, takie jak mammografia, cytologia czy kolonoskopia, powinny być częścią naszego życia i warto traktować je jak inne codzienne zadania. Badając się regularnie możemy spać spokojnie wiedząc, że jesteśmy zdrowi, a w sytuacji wykrycia zmian dajemy sobie szansę na szybkie rozpoznanie i skuteczne leczenie. – podkreśla Marek Kustosz, wiceprezes Fundacji TO SIĘ LECZY.

Hasło kampanii „Jestem na badaniach, zaraz wracam” ma „zarażać” pozytywnym podejściem do naszego zdrowia i badań profilaktycznych oraz pobudzać do działania kładąc nacisk na aspekty takie jak prostota badań, szybkość wykonania, ich szeroka dostępność oraz bezpłatność. Regularne wykonywanie badań, jest powodem do dumy, którym warto dzielić się z otoczeniem. Jednocześnie podkreślamy, że otoczenie powinno wspierać nas w tych postanowieniach np. w miejscu pracy, czy w domu wśród najbliższych.

Tylko 7% Polaków wykonuje badania profilaktyczne, kiedy nie odczuwa żadnych dolegliwości.
O tym, że Polacy zbyt rzadko stosują się do zaleceń profilaktyki pierwotnej (zdrowego stylu życia) i nie wykonują badań mówi się od dawna. O cytologii czy mammografii słyszała prawie każda kobieta. Tymczasem tylko ok. 20-25% kobiet wykonuje cytologię i ok. 45% kobiet mammografię w ramach bezpłatnych programów przesiewowych. Choć należy wziąć pod uwagę fakt, że wiele Pań ma wykonywane te badania w ramach prywatnej opieki specjalistycznej, co nie jest raportowane, a wielka szkoda, bo nie mamy pełnego obrazu sytuacji. Od lat zastraszająco niski jest odsetek osób, które wykonały kolonoskopię, oscylujący w granicach 17-19%. Niepokojący jest fakt, że tylko 7% Polaków wykonuje badania profilaktyczne, kiedy nie odczuwa żadnych dolegliwości.

– To normalnie, że każdy z nas ma mechanizmy obronne, jeśli się czegoś boimy to potrafimy to sobie wytłumaczyć i wyłączyć logiczne myślenie. I nie dotyczy to tylko kwestii wykonywania badań czy leczenia, ale tak naprawdę wszystkich aspektów naszego życia, które budzą nasz niepokój. Wtedy właśnie tłumaczymy sobie nasze decyzje albo ich brak, np. naszą zajętością. Dlatego tak ważna jest edukacja, już od najmłodszych lat, dostępna w szkołach, w sieci, tak aby to weszło nam w nawyk, aby całe rodziny się badały. – zaznacza dr n. med. Mariola Kosowicz, Kierownik Poradni Psychoonkologii, Narodowy Instytut Onkologii – Państwowy Instytut Badawczy.

Profilaktyka to najskuteczniejsza metoda zapobiegania zachorowaniu i zgonu z powodu raka.
Z roku na rok liczba nowych zachorowań na nowotwory w Polsce rośnie, a do 2030 roku ma wynieść ok. 200 000. Problemem pozostaje późne rozpoznanie raka, często kiedy dochodzi już do rozsiewu procesu nowotworowego po całym organizmie. I tu właśnie wiele zależy od nas, dzięki regularnym badaniom i prostym zasadom zdrowego życia możemy zmniejszyć ryzyko zachorowania i wykryć zmiany nowotworowe w stadium bezobjawowym albo mało zaawansowanym, kiedy leczenie jest najskuteczniejsze.

– Profilaktyka pierwotna i wtórna to dwie najskuteczniejsze metody zmniejszenia liczby zachorowań na nowotwory i wczesnego ich wykrywania. Nadal przykładamy do nich zbyt mało uwagi. WHO szacuje, że przestrzeganie zaleceń, które są ujęte w Europejskim Kodeksie Walki z Rakiem zmniejszyłoby w Europie liczbę zgonów spowodowanych nowotworami nawet o 50%! – podkreśla prof. dr hab. n. med. Piotr Rutkowski, Kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków, Narodowy Instytut Onkologii – Państwowy Instytut Badawczy – i dodaje – Regularnie wykonując badania przesiewowe takie jak cytologia, mammografia czy kolonoskopia, zmniejszamy ryzyko zgonu z powodu nowotworu. A w przypadku kolonoskopii mamy także możliwość jednoczasowego usunięcia polipów i zmian przednowotworowych. To pokazuje, jak wiele jest w naszych rękach, warto udać się na badania i zachęcać do tego innych. Badania przesiewowe są w pełni bezpłatne, szeroko dostępne, także w czasie pandemii. Nasza poradnia profilaktyki przy Narodowym Instytucie Onkologii stoi częściowo pusta!

– W ciągu ostatnich lat docierały do nas niepokojące informacje mówiące o drastycznym spadku liczby wykonanych badań, nawet o 200 tysięcy. – Wielu z nas żyje w przeświadczeniu, że podobnie jak w czasie lockdown’u dostęp do nich jest utrudniony. Tymczasem gabinety profilaktyczne są otwarte i bezpłatne badania profilaktyczne można wykonywać bez zwłoki. Listę placówek, w których można się przebadać w swojej okolicy, znajduje się m.in. na stronie pacjent.gov.pl oraz w Internetowym Koncie Pacjenta – gdzie wypełniając ankietę nt. stanu zdrowia, otrzymamy spersonalizowane rekomendacje odnośnie zasad zdrowego stylu życia i zalecanych badań jakie powinniśmy wykonać. Warto o tym mówić i zachęcać swoich bliskich. – apeluje Szymon Chrostowski, prezes Fundacji TO SIĘ LECZY.

Spot kampanii Rak. To Się Leczy 2022

Transmisja konferencji RAK. TO SIĘ LECZY 2022

źródło: Fundacja TO SIĘ LECZY
4 lutego, w Światowym Dniu Walki z Rakiem, cały świat przypomina, że choroba nowotworowa to nie wyrok, a raka można nie tylko leczyć, ale też wyleczyć! Im szybciej wykryty nowotwór, tym większe prawdopodobieństwo wyzdrowienia. Dlatego tak ważne jest postawienie prawidłowej diagnozy we wczesnym stadium choroby. Kluczem do tego są regularne badania profilaktyczne. Tymczasem wielu z nas unika badań. Wśród powodów takiego zachowania padają odpowiedzi: „Boję się”, „Jeszcze coś mi wykryją”, „Wolę nie wiedzieć”, „Nie mam czasu” albo „To mnie nie dotyczy”. Czas odczarować mity i przełamywać obawy związane z badaniami profilaktycznymi – przypomina o tym nowa odsłona kampanii RAK. TO SIĘ LECZY! pod hasłem „Jestem na badaniach, zaraz wracam”.
– Wraz z partnerami i ambasadorami kampanii pokazujemy, że badania profilaktyczne w kierunku nowotworów można wykonać szybko i sprawnie, bezboleśnie i bez stresu. Badania przesiewowe, takie jak mammografia, cytologia czy kolonoskopia, powinny być częścią naszego życia i warto traktować je jak inne codzienne zadania. Badając się regularnie możemy spać spokojnie wiedząc, że jesteśmy zdrowi, a w sytuacji wykrycia zmian dajemy sobie szansę na szybkie rozpoznanie i skuteczne leczenie. – podkreśla Marek Kustosz, wiceprezes Fundacji TO SIĘ LECZY.

Hasło kampanii „Jestem na badaniach, zaraz wracam” ma „zarażać” pozytywnym podejściem do naszego zdrowia i badań profilaktycznych oraz pobudzać do działania kładąc nacisk na aspekty takie jak prostota badań, szybkość wykonania, ich szeroka dostępność oraz bezpłatność. Regularne wykonywanie badań, jest powodem do dumy, którym warto dzielić się z otoczeniem. Jednocześnie podkreślamy, że otoczenie powinno wspierać nas w tych postanowieniach np. w miejscu pracy, czy w domu wśród najbliższych.

Tylko 7% Polaków wykonuje badania profilaktyczne, kiedy nie odczuwa żadnych dolegliwości.
O tym, że Polacy zbyt rzadko stosują się do zaleceń profilaktyki pierwotnej (zdrowego stylu życia) i nie wykonują badań mówi się od dawna. O cytologii czy mammografii słyszała prawie każda kobieta. Tymczasem tylko ok. 20-25% kobiet wykonuje cytologię i ok. 45% kobiet mammografię w ramach bezpłatnych programów przesiewowych. Choć należy wziąć pod uwagę fakt, że wiele Pań ma wykonywane te badania w ramach prywatnej opieki specjalistycznej, co nie jest raportowane, a wielka szkoda, bo nie mamy pełnego obrazu sytuacji. Od lat zastraszająco niski jest odsetek osób, które wykonały kolonoskopię, oscylujący w granicach 17-19%. Niepokojący jest fakt, że tylko 7% Polaków wykonuje badania profilaktyczne, kiedy nie odczuwa żadnych dolegliwości.

– To normalnie, że każdy z nas ma mechanizmy obronne, jeśli się czegoś boimy to potrafimy to sobie wytłumaczyć i wyłączyć logiczne myślenie. I nie dotyczy to tylko kwestii wykonywania badań czy leczenia, ale tak naprawdę wszystkich aspektów naszego życia, które budzą nasz niepokój. Wtedy właśnie tłumaczymy sobie nasze decyzje albo ich brak, np. naszą zajętością. Dlatego tak ważna jest edukacja, już od najmłodszych lat, dostępna w szkołach, w sieci, tak aby to weszło nam w nawyk, aby całe rodziny się badały. – zaznacza dr n. med. Mariola Kosowicz, Kierownik Poradni Psychoonkologii, Narodowy Instytut Onkologii – Państwowy Instytut Badawczy.

Profilaktyka to najskuteczniejsza metoda zapobiegania zachorowaniu i zgonu z powodu raka.
Z roku na rok liczba nowych zachorowań na nowotwory w Polsce rośnie, a do 2030 roku ma wynieść ok. 200 000. Problemem pozostaje późne rozpoznanie raka, często kiedy dochodzi już do rozsiewu procesu nowotworowego po całym organizmie. I tu właśnie wiele zależy od nas, dzięki regularnym badaniom i prostym zasadom zdrowego życia możemy zmniejszyć ryzyko zachorowania i wykryć zmiany nowotworowe w stadium bezobjawowym albo mało zaawansowanym, kiedy leczenie jest najskuteczniejsze.

– Profilaktyka pierwotna i wtórna to dwie najskuteczniejsze metody zmniejszenia liczby zachorowań na nowotwory i wczesnego ich wykrywania. Nadal przykładamy do nich zbyt mało uwagi. WHO szacuje, że przestrzeganie zaleceń, które są ujęte w Europejskim Kodeksie Walki z Rakiem zmniejszyłoby w Europie liczbę zgonów spowodowanych nowotworami nawet o 50%! – podkreśla prof. dr hab. n. med. Piotr Rutkowski, Kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków, Narodowy Instytut Onkologii – Państwowy Instytut Badawczy – i dodaje – Regularnie wykonując badania przesiewowe takie jak cytologia, mammografia czy kolonoskopia, zmniejszamy ryzyko zgonu z powodu nowotworu. A w przypadku kolonoskopii mamy także możliwość jednoczasowego usunięcia polipów i zmian przednowotworowych. To pokazuje, jak wiele jest w naszych rękach, warto udać się na badania i zachęcać do tego innych. Badania przesiewowe są w pełni bezpłatne, szeroko dostępne, także w czasie pandemii. Nasza poradnia profilaktyki przy Narodowym Instytucie Onkologii stoi częściowo pusta!

– W ciągu ostatnich lat docierały do nas niepokojące informacje mówiące o drastycznym spadku liczby wykonanych badań, nawet o 200 tysięcy. – Wielu z nas żyje w przeświadczeniu, że podobnie jak w czasie lockdown’u dostęp do nich jest utrudniony. Tymczasem gabinety profilaktyczne są otwarte i bezpłatne badania profilaktyczne można wykonywać bez zwłoki. Listę placówek, w których można się przebadać w swojej okolicy, znajduje się m.in. na stronie pacjent.gov.pl oraz w Internetowym Koncie Pacjenta – gdzie wypełniając ankietę nt. stanu zdrowia, otrzymamy spersonalizowane rekomendacje odnośnie zasad zdrowego stylu życia i zalecanych badań jakie powinniśmy wykonać. Warto o tym mówić i zachęcać swoich bliskich. – apeluje Szymon Chrostowski, prezes Fundacji TO SIĘ LECZY.

Spot kampanii Rak. To Się Leczy 2022

Transmisja konferencji RAK. TO SIĘ LECZY 2022

źródło: Fundacja TO SIĘ LECZY
Długi czas oczekiwania na wizytę u hematologa, niewystarczająca dostępność do fizjoterapii, pomocy ortopedycznej i psychologicznej, brak dostaw domowych leków: to problemy, z którymi na co dzień muszą zmagać się dorośli chorzy na hemofilię. Wyzwaniem dla chorych i ich rodzin jest również zmiana w leczeniu dotycząca pacjentów wkraczających w dorosłość, którzy zderzają się wtedy z twardą rzeczywistością. Chorzy oczekują poprawy opieki w ośrodkach leczenia hemofilii.
Polskie Stowarzyszenie Chorych na Hemofilię zainicjowało badanie jakości opieki nad chorymi z hemofilią, którego celem było wskazanie aspektów wymagających poprawy. Ocenie podlegały między innymi ośrodki leczenia chorych na hemofilię.

Długi czas oczekiwania na wizytę

W przypadku hemofilii konieczny jest stały i regularny kontakt z lekarzem specjalistą. W ankiecie pytano pacjentów, jak długo czekają na wizyty kontrolne: okazało się, że średni deklarowany czas oczekiwania wyniósł 1,7 miesiąca. Widać duże różnice między ośrodkami: w niektórych pacjenci w ogóle nie musieli czekać na wizytę, były jednak przypadki, gdy czas oczekiwania wynosił nawet 2,5 roku. Dla chorych na skazy krwotoczne, którzy po osiągnięciu pełnoletności zmieniają ośrodek leczenia i lekarza, tak długie oczekiwanie na wizytę wiąże się z brakiem możliwości kontynuacji leczenia. Problem dotyka też poważnie nosicielek hemofilii, które nie mogą zostać poprawnie diagnozowane i przez to nie mogą rozpocząć prawidłowego leczenia.

Dużym problemem dla wielu chorych jest brak możliwości szybkiego skontaktowania się z ośrodkiem leczenia hemofilii w sytuacjach nagłych. Tylko 67 proc. pacjentów deklarowało, że ma możliwość całodobowego kontaktu z ośrodkami leczenia hemofilii; 33 proc. potwierdziło, że ma z tym problem. Aż 40 proc., deklarowało, że miało problem ze skontaktowaniem się z ośrodkami wyżej wyspecjalizowanymi w leczeniu hemofilii.

Problem z dostawami domowymi leków

Większość dorosłych pacjentów ma artropatię, która w znacznym stopniu utrudnia poruszanie się, dlatego dużym problemem jest dla nich konieczność udawania się do ośrodków leczenia hemofilii lub stacji krwiodawstwa po czynniki krzepnięcia, niezbędne w leczeniu. Tylko 41 proc. pacjentów zadeklarowało, że otrzymuje leki do domu, w ramach dostaw domowych. Brak dostaw domowych poważnie utrudnia leczenie, gdyż pacjenci często „oszczędzają” na stosowaniu leków, chcąc oddalić konieczność wizyty po kolejne leki. Odbiór ze szpitala i logistyka przetransportowania do domu czynników krzepnięcia (leki na 3 miesiące często zajmują objętość małej szafki) dla wielu pacjentów są dużym wyzwaniem, zwłaszcza przy znacznej odległości od ośrodka leczenia.
 

Konieczność osobistego odbioru leków przez chorych jest znacznym obciążeniem fizycznym i czasowym, które utrudnia prowadzenie życia zawodowego. Dostawy domowe leków są standardem leczenia w Europie. W Polsce, tak jak w innych krajach, powinni je otrzymywać do domu wszyscy chorzy na ciężką postać hemofilii. Apelujemy o jak najszybsze objęcie dostawami domowymi wszystkich pacjentów z ciężką postacią hemofilii. – podkreśla Bogdan Gajewski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Chorych na Hemofilię.

Problemy z dostępem do specjalistów

Respondenci zostali poproszeni o ocenę możliwości skorzystania z pomocy innych specjalistów poza hematologiem: pielęgniarki, dentysty, fizjoterapeuty, hepatologa, ginekologa-położnika, psychologa, ortopedy, chirurga, a także konsultacji genetycznych. 71 proc. chorych deklarowało możliwość skontaktowania się z pielęgniarką w lokalnych  ośrodkach leczenia hemofilii (HTC), a 79 proc. w ośrodkach wyżej wyspecjalizowanych (CCC). Znacznie gorsza była możliwość skorzystania z fizjoterapii: jedynie 17 proc. respondentów odwiedzających ośrodki lokalne i 28 proc. odwiedzających ośrodki wyżej wyspecjalizowane ma taką możliwość. 46 proc. pacjentów odpowiedziało, że nie są pewni, czy mają możliwość prowadzenia fizjoterapii w związku z hemofilią.  
 

Warto podkreślić, że możliwość rehabilitacji ma zasadnicze znaczenie w leczeniu hemofilii. Większość starszych pacjentów ma zaawansowaną artropatię hemofilową, objawiającą się m.in. znacznym ograniczeniem ruchu w stawach i zanikami mięśni. Jedynie systematyczna rehabilitacja pod opieką fizjoterapeuty dobrze znającego specyfikę hemofilii może przynieść poprawę. – dodaje Bogdan Gajewski.

22 proc. chorych zgłosiło brak dostępu do chirurgii ortopedycznej (w niektórych miejscach w Polsce było to aż 50 proc.). Tylko 20 proc. kobiet z zaburzeniami krzepnięcia lub mających dziecko z zaburzeniami krzepnięcia deklarowało, że ma możliwość kontaktu z położnikiem lub ginekologiem w ośrodku leczenia hemofilii. Tylko 10 proc. pacjentów zadeklarowało, że ma możliwość konsultacji w poradni genetycznej; 14 proc. – konsultacji z psychologiem, a 5 proc. że ma szansę na wsparcie pracowników opieki społecznej. 55 proc. pacjentów nie było świadomych tego, że mogą uzyskać pomoc pracownika społecznego, a 51 proc. – psychologa.
 

Dostęp do specjalistów jest bardzo ważny dla zdrowia i życia każdego przewlekle chorego, dlatego tak bardzo razi fakt ograniczeń w dostępie do specjalistów zajmujących się chorymi na hemofilię. Poza trudnościami z dostępem do specjalistów wynikającymi z kolejek, długiego oczekiwania na wizytę oraz odległości od ośrodków leczenia hemofilii, trzeba podkreślić również problemy pacjentów wynikające z trudności w poruszaniu się. Ważne jest także, aby chorzy chłopcy po wejściu w dorosłość mieli zapewnioną ciągłość leczenia i profilaktyki, gdyż jej brak może spowodować nieodwracalną utratę zdrowia.

Ankieta została przeprowadzona w pierwszej połowie 2021 roku, wzięły w niej udział 284 osoby.

źródło: Polskie Stowarzyszenie Chorych na Hemofilię