Medicalpress
Mężczyźni w Polsce wciąż żyją wyjątkowo krótko jak na Europę – umierają 8 lat wcześniej niż kobiety – wskazuje prof. Bolesław Samoliński z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Jego zdaniem głównym tego powodem jest zły styl życia naszych rodaków.
W Europie średnio różnica między oczekiwaną długością życia kobiet i mężczyzn wynosi 3,5–4 roku. W naszym kraju to aż 8 lat. „Mężczyźni w Polsce żyją wyjątkowo krótko jak na Europę” – zaznaczył prof. Bolesław Samoliński, specjalista zdrowia publicznego, alergolog, otolaryngolog, kierownik Katedry Zdrowia Publicznego i Środowiskowego, Zakładu Profilaktyki Zagrożeń Środowiskowych, Alergologii i Immunologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jednym z głównych tego powodów jest nadwaga i otyłość, która u mężczyzn pojawia się już w młodym wieku. Wykazały to badania przeprowadzone w latach 2016-2020, dzięki Narodowemu Programowi Zdrowia.

„Co zaskakujące, u mężczyzn wraz z wykształceniem rośnie… nadwaga. U kobiet jest odwrotnie – trzymają reżim, bo chcą być sprawne, ładnie wyglądać i z tego powodu dłużej żyją. Im lepiej wykształcona kobieta, tym rzadziej ma nadwagę” – wskazał specjalista w informacji przekazanej PAP.

W omawianym przez eksperta badaniu pytano o samoocenę sytuacji materialnej, czyli kto się czuje bogaty, a kto biedny. Okazało się, że dobra sytuacja materialna sprzyja niskiemu BMI. Zła sytuacja materialna – wysokiemu BMI. Kobiety bogate i dobrze wykształcone trzymają wagę, a mężczyźni nie. Choć wydawać by się mogło, że wiedza żywieniowa rośnie wraz z wykształceniem i bogactwem, to jednak mężczyźni mają wiedzę, ale nie trzymają reżimu.

„Badania pokazały, że jest dobry poziom wiedzy żywieniowej w grupie najbardziej otyłych mężczyzn, nawet lepszy niż u szczuplejszych. I to było zdumiewające” – zwrócił uwagę prof. Samoliński.

Wraz z narastaniem wskaźnika BMI u osób w wieku 35-49 lat zwiększa się ryzyko przedwczesnego zgonu. Dotyczy to także ludzi starszych. Rosnące BMI w grupie okołoemerytalnej i u osób w wieku podeszłym daje bardzo wysokie ryzyko zgonu. Przy czym – jak zauważył ekspert – to mężczyźni są w grupie większego ryzyka. Tymczasem Polska należy do krajów o wysokim BMI, wyższym niż we Francji, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii.

Głównym tego powodem jest niewłaściwe odżywianie się oraz mała aktywność fizyczna. Ponad 60 proc. Polaków nie je pieczywa razowego albo robi to bardzo rzadko. Tymczasem jasne pieczywo jest wysokokaloryczne i ma wysoki indeks glikemiczny. Warzywa i owoce codziennie zjada tylko co trzeci nasz rodak. Niezdrowe potrawy smażone kilka razy w tygodniu lub raz w tygodniu spożywa aż 80 proc. naszej populacji. Co drugi Polak sięga kilka razy w tygodniu po słodycze.

Zdaniem prof. Smolińskiego należy przede wszystkim ograniczyć produkty wysokoenergetyczne, w tym napoje słodzone. Podkreśla, że do progu 30 BMI mamy szansę wpływać na ten wskaźnik stylem życia: wysiłkiem fizycznym oraz właściwą dietą. „Gdy pacjent ma BMI powyżej 30, czyli otyłość, wówczas zaczynamy interweniować medycznie” – zaznaczył.

„Jako alergolog jestem ciągle pytany przez rodziców, czy wystawię zwolnienie z WF, bo dziecko ma astmę oskrzelową i nie może ćwiczyć. Tymczasem 30 proc. olimpijczyków ma astmę. Otylia Jędrzejczak (pływaczka – przyp. PAP) dzięki sportowi poradziła sobie z tą chorobą. Pamiętajmy, że dziecko dobrze wyglądające to jest dziecko wysportowane, szczupłe, a nie dziecko z pulchną buzią i z tendencjami do nadwagi. A nadal pokutuje taki mit” – stwierdza prof. Bolesław Samoliński. (PAP)

Źródło: Nauka W Polsce

Rodzice deklarują, że zdrowie dziecka jest dla nich priorytetem, ale codzienne nawyki pokazują coś innego. Z badania ARC Rynek i Opinia „Czy Polacy wychowują swoje dzieci w zdrowiu?”, przeprowadzonego na zlecenie Warty, wynika, że choć 80 proc. rodziców twierdzi, że dba o zdrowie rodziny, to w praktyce aż 63 proc. rzadko lub wcale nie rozmawia z dzieckiem o zdrowym stylu życia, a połowa nie wspiera regularnie aktywności fizycznej najmłodszych.
Najbardziej alarmujące są jednak dane dotyczące nadwagi i otyłości. Według ekspertów polskie dzieci tyją najszybciej w Europie – co trzecie dziecko w wieku wczesnoszkolnym ma nadmierną masę ciała, a aż 15 proc. ośmiolatków choruje na otyłość. Zderzenie tych statystyk z przekonaniem 82 proc. rodziców, że ich dzieci „nie mają problemów z wagą ani ruchem”, pokazuje, że wielu dorosłych nie zauważa problemu lub nie traktuje go wystarczająco poważnie.

„Zaskakuje mnie w raporcie, że aż 82% rodziców uważa, iż ich dzieci nie mają problemów z nadwagą czy brakiem ruchu, mimo że nasze dane i WHO pokazują, że aż co trzecie polskie dziecko ma nadwagę lub nadmierną masę ciała, a aż 15% ośmiolatków choruje na otyłość. Problem zaczyna się więc – od jego niezauważania” – komentuje prof. Wojciech Feleszko, pediatra i immunolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Ekspert podkreśla też, że rezygnowanie z WF nie jest błahostką: „Niepokoi, że aż co trzeci rodzic wystawił dziecku nieuzasadnione zwolnienie z WF. Tymczasem wiemy, że ruch to nie tylko zdrowie fizyczne, ale i odporność, sen, koncentracja i profilaktyka zaburzeń psychicznych”.

Badanie pokazało także, że co czwarty rodzic czyta etykiety spożywcze tylko czasami, a 10 proc. nie zwraca na nie uwagi w ogóle. Takie podejście dotyczy nawet rodziców najmłodszych dzieci. „Choć mogłoby się wydawać, że dziś już każdy wie, jak wielkie znaczenie dla zdrowia ma odżywianie, w praktyce wygląda to inaczej. (…) To właśnie my, dorośli, decydujemy, co trafia na domowy stół. Nasze podejście do jedzenia – różnorodnego, smacznego i wartościowego – staje się dla dzieci lekcją na całe życie” – zauważa mgr Zuzanna Wędołowska, dietetyczka i psycholożka.

Rodzice nie zawsze też potrafią odpowiednio zabezpieczyć swoje dzieci na wypadek poważniejszych problemów zdrowotnych. 35 proc. badanych dzieci doznało kontuzji wymagającej rehabilitacji, a 44 proc. rodziców ponosi regularnie dodatkowe koszty związane z leczeniem lub rehabilitacją. „Kontuzje, poważne zachorowania czy dłuższa rehabilitacja mogą przydarzyć się każdemu, nawet jeśli na co dzień dbamy o zdrowie dziecka. Dlatego wsparcie finansowe, takie jak ubezpieczenie, to nie dodatek – to integralna część troski o zdrowie i bezpieczeństwo” – podkreśla Karolina Kołaszewska, ekspertka Warty.

Raport jasno pokazuje, że choć deklaracje rodziców są optymistyczne, praktyka odbiega od ideału. Polskie dzieci potrzebują więcej ruchu, zdrowszej diety, rozmów o stylu życia i lepszego wsparcia systemowego – także w postaci zabezpieczenia finansowego na wypadek choroby czy urazu.

Źródło informacji: Warta

Insulinooporność to coraz częściej diagnozowany problem, który bez odpowiedniego leczenia i stylu życia może prowadzić do rozwoju cukrzycy typu 2 i innych poważnych powikłań zdrowotnych. Kluczową rolę w poprawie samopoczucia i parametrów metabolicznych odgrywa dieta – odpowiednio skomponowana może wspomagać leczenie i znacząco poprawić jakość życia. W naszym artykule podpowiadamy, jak powinno wyglądać codzienne odżywianie osób zmagających się z insulinoopornością i czego warto unikać.
Insulinooporność to stan, w którym komórki organizmu słabiej reagują na insulinę – hormon odpowiadający m.in. za regulację poziomu glukozy we krwi. W efekcie trzustka produkuje jej więcej, co z czasem może prowadzić do hiperinsulinemii, stanu zapalnego i w dalszej perspektywie – cukrzycy typu 2. Jednym z najskuteczniejszych sposobów radzenia sobie z tym zaburzeniem metabolicznym jest zmiana stylu życia, a w szczególności diety.

Nie ma jednej uniwersalnej diety dla osób z insulinoopornością, jednak możemy wyróżnić kilka zasad, które będą korzystne dla większości pacjentów – tłumaczy dr hab. n. o zdr. Agnieszka Surwiłło-Snarska, dietetyczka i specjalistka zdrowia publicznego. – Dieta powinna być przeciwzapalna, niskoprzetworzona i zawierająca niski ładunek glikemiczny.
W codziennym jadłospisie warto uwzględnić:
Ważna jest również regularność posiłków – najlepiej spożywać 3–5 posiłków dziennie, w równych odstępach czasu. Niewskazane są długie przerwy między posiłkami oraz objadanie się wieczorami.
Czego unikać? Osoby z insulinoopornością powinny ograniczyć produkty o wysokim indeksie glikemicznym, takie jak:
– Warto też zwrócić uwagę na jakość snu, aktywność fizyczną i ogólny poziom stresu – dodaje ekspertka. – Insulinooporność to złożony problem, dlatego leczenie powinno być wieloaspektowe i dopasowane indywidualnie.
Dzięki odpowiedniej diecie i stylowi życia, insulinooporność można skutecznie kontrolować, a nawet odwrócić jej skutki. Najważniejsze to podejść do tematu świadomie i systematycznie – z pomocą specjalistów.

Źródło: Pap MediaRoom

Zaburzenia odżywiania w Polsce to narastający problem dotykający coraz większej liczby osób – zarówno kobiet, jak i mężczyzn, w różnym wieku. Raport Zaburzenia odżywiania w Polsce: skala problemu i perspektywy na przyszłość, opracowany przez Galileo Medical, ujawnia nie tylko wzrost liczby przypadków, ale też niepokojący brak świadomości społecznej oraz ograniczony dostęp do skutecznego leczenia. Eksperci alarmują – bez odpowiednich działań problem będzie się pogłębiać.

Skala i świadomość

Badanie, na którego podstawie powstał raport, objęło 53% kobiet i 47% mężczyzn w wieku od 18 do ponad 60 lat. Wyniki są niepokojące: choć 61% respondentów słyszało o anoreksji, a niespełna 57% o bulimii, to aż blisko 25% Polaków w ogóle nie zna takich problemów zdrowotnych. Oznacza to, że niemal co czwarty Polak nie ma świadomości istnienia zaburzeń odżywiania. Jednocześnie 87% badanych twierdzi, że społeczeństwo musi być lepiej informowane i edukowane w kwestii chorób związanych z odżywianiem.

Anoreksja i bulimia to najczęstsze zaburzenia odżywiania, które dotykają głównie kobiet, choć liczba przypadków wśród mężczyzn również rośnie. Choroby zazwyczaj pojawiają się przed 20. rokiem życia, ale niepokojąco obniża się wiek, w którym występują pierwsze objawy – mówi dr n. med. Katarzyna Weterle – Smolińska, psychiatra i ordynator ośrodka psychoterapeutycznego Galileo Medical.

Według danych z raportu, odsetek osób mających bezpośredni lub pośredni kontakt z zaburzeniami odżywiania jest relatywnie wysoki. Szacuje się, że dotyczy około 9% badanych w przypadku anoreksji, ortoreksji (obsesja na punkcie zdrowej żywności) i zaburzeń pica, 14% w przypadku bulimii, 16% dla ARFID (unikanie i ograniczanie przyjmowania pokarmów i napojów), a nawet 21% w odniesieniu do kompulsywnego objadania się.

Główne przyczyny i objawy zaburzeń odżywiania

Respondenci wymienili problemy emocjonalne i psychiczne, takie jak lęk czy depresja (65%) oraz presję społeczną dotyczącą wyglądu (62%) jako główne czynniki prowadzące do zaburzeń odżywiania.  Co ciekawe – 35% badanych wskazało na social media i ich wpływ jako jeden z głównych powodów tych problemów. Ponad 50% badanych uznało, że trzy główne objawy zaburzeń odżywiania to: drastyczne zmiany masy ciała, restrykcyjne diety i nadmierne skupienie się na wyglądzie.

Zdaniem ekspertów – kłopoty z odżywianiem wynikają z kombinacji czynników biologicznych, psychicznych i społecznych. Niskie poczucie własnej wartości, perfekcjonizm i trudności w radzeniu sobie z emocjami mogą zwiększać ryzyko ich wystąpienia. Dodatkowo media promujące ideały wyglądu oraz negatywne komentarze otoczenia sprzyjają ich rozwojowi. Najczęstsze objawy problemów z jedzeniem to m.in.: ograniczanie liczby posiłków, unikanie pokarmów wysokokalorycznych, nadmierny wysiłek fizyczny i stosowanie środków przeczyszczających.  

Problemy w dostępie do leczenia 

Raport pokazuje, że leczenie zaburzeń odżywiania w Polsce jest wciąż niedostatecznie finansowane ze środków publicznych. Tylko 33% respondentów potwierdziło, że koszty terapii zostały pokryte przez NFZ, natomiast 44% musiało pokryć je z własnej kieszeni.

W Polsce brakuje systemowego podejścia do leczenia zaburzeń odżywiania, co potwierdzają wyniki naszego badania. Długie kolejki do specjalistów i odległe terminy leczenia szpitalnego sprawiają, że wielu pacjentów decyduje się na leczenie prywatne, ponieważ nie mogą czekać na pomoc. Pamiętajmy też, że samo leczenie może trwać kilka lat i żeby było skuteczne, wymaga regularnej i kompleksowej terapii, a to wiąże się z niemałymi kosztami – podkreśla Grzegorz Ciężadło, prezes Galileo Medical.


Wnioski

67% badanych uważa, że kluczowe jest zwiększenie dostępu do specjalistycznej opieki (więcej placówek i lekarzy), natomiast 57% wskazuje na potrzebę poprawy standardów leczenia. Kwestie finansowe, tradycyjnie uważane za priorytetowe, znalazły się dopiero na czwartym miejscu (po edukacji).

Zaburzenia odżywiania mają destrukcyjny wpływ na życie społeczne i rodzinne pacjenta. Aż 59% osób zauważyło, jak negatywnie wpływają na ich bliskich. Nieleczone prowadzą do poważnych konsekwencji zdrowotnych, takich jak wyniszczenie organizmu, problemy z sercem czy skutki psychiczne, a w najgorszym przypadku – śmierć. Jedynie 30% respondentów (dotkniętych danym zaburzeniem osobiście lub mających taką osobę w bliskiej rodzinie) zadeklarowało pełne wyzdrowienie z anoreksji, a 40% w przypadku bulimii.

Problemy z jedzeniem potrafią w bardzo krótkim czasie dokonać poważnych zniszczeń w organizmie, dewastując niemal wszystkie jego systemy. Dlatego wniosek jest taki: nie tylko trzeba leczyć, ale należy to robić natychmiast, bez zbędnej zwłoki, która może decydować o życiu – podsumowuje lek. Elżbieta Bonder – internista i dyrektor ośrodka psychoterapeutycznego Galileo Medical.

W obliczu rosnącej liczby przypadków zaburzeń odżywiania w Polsce eksperci apelują o poprawę dostępu do specjalistycznej opieki i zwiększenie świadomości na temat tych poważnych chorób. Kluczowe jest wczesne rozpoznawanie objawów oraz podjęcie działań systemowych w zakresie profilaktyki i leczenia, aby zminimalizować ryzyko poważnych konsekwencji zdrowotnych. Tylko kompleksowe podejście może przynieść skuteczną pomoc osobom dotkniętym zaburzeniami odżywiania. W innych krajach Europy np. w skandynawskich, państwowe programy prewencyjne skutecznie ograniczają liczbę nowych przypadków. Na dziś Polska wciąż pozostaje w tyle.

Raport:
https://galileomedical.pl/zaburzenia-odzywiania/zaburzenia-odzywiania-w-polsce/

*Badanie zostało zrealizowane na przełomie września i października 2024 r. przez SW RESEARCH Agencję Badań Rynku i Opinii na reprezentatywnej próbie ponad tysiąca Polaków w wieku powyżej 18 lat.

źródło: InnerValue

W Polsce aż 86% opiekunów osób z nowotworami zaobserwowało wśród chorych bliskich utratę masy mięśniowej, a 78% utratę masy ciała – wynika z badania „Opiekunowie i odżywianie” przeprowadzonego przez Ipsos[1]. Może to wpływać na skuteczność walki z chorobą. Wsparciem może okazać się zalecone przez lekarza żywienie medyczne, którego zalet świadoma jest coraz większa część społeczeństwa. Przypadający na 4 lutego Światowy Dzień Walki z Rakiem to doskonały pretekst, aby przyjrzeć się wyzwaniom, z którymi mierzą się osoby chore oraz ich aktywnie uczestniczący w procesie leczenia i rekonwalescencji opiekunowie. 
Obchodzony w tym roku po raz 25. Światowy Dzień Walki z Rakiem to moment zwrócenia się w stronę wyzwań, z którymi borykają się zarówno osoby chore, jak i ich bliscy towarzyszący im na co dzień w walce o zdrowie. Jak wynika z badań, w tym również z badania „Opiekunowie i odżywianie”[2], jednym z problemów jest kwestia żywienia. Tylko w Polsce 96% badanych wyraża zaniepokojenie utratą masy ciała bliskich cierpiących na choroby nowotworowe[3]. – Pomoc pacjentom onkologicznym ma wiele wymiarów. Znaczna część opiekunów zapewnia swoim bliskim w tym trudnym momencie wsparcie emocjonalne i swoje towarzystwo. Często przejmują także część domowych obowiązków, by odciążyć chorych. Na trzecim miejscu wśród obowiązków związanych z opieką wskazywany jest jeden z kluczowych – z perspektywy leczenia – aspektów, czyli żywienie. W wielu przypadkach to właśnie domownicy odpowiadają za przygotowywanie posiłków, które często, z uwagi na dolegliwości dotykające osoby z nowotworami, nie są w pełni spożywane[4] – wskazuje Artur Ludwiczak, dyrektor zarządzający Nutricia Polska.

Jak wynika z badania Ipsos „Opiekunowie i odżywianie”[5] przeprowadzonego na zlecenie Danone, wskaźnik osób, których bliscy korzystali ze wsparcia żywieniem medycznym w chorobie nowotworowej wyniósł – dla respondentów z Polski – 44%[6]. Jednak w 83% przypadków żywienie medyczne stosowane było jedynie w momencie terapii, rzadziej zaś w czasie rekonwalescencji (17%) czy w czasie diagnostyki (18%)[7]. Tymczasem odpowiednie odżywianie organizmu nawet już w momencie diagnozy, a także po zakończonym leczeniu może być najbardziej efektywne w kontekście leczenia i dalszej rekonwalescencji.

Skala niedożywienia
W 2023 r. 64% przebadanych przez Ipsos Europejczyków, w tym 71% Polaków[8], przyznało, że w trakcie choroby nowotworowej miewa problemy związane z jedzeniem. W konsekwencji może to skutkować pogorszeniem stanu odżywienia. Warto jednak zauważyć, że ryzyko niedożywienia dotyczy nie tylko pacjentów onkologicznych —szacuje się, że w Europie jest to 33 mln pacjentów[9] we wszystkich grupach wiekowych, zarówno tych przebywających w szpitalach, jak i w domach.  Jak pokazały dane z raportu EconMed przygotowanego na zlecenie Nutricia Polska pt. „Nieprawidłowy stan odżywienia po zakończeniu leczenia szpitalnego — ocena konsekwencji zdrowotnych”[10], 1/3 pacjentów w Polsce jest niedożywionych już w momencie przyjęcia do szpitala. Tymczasem stan odżywienia ma kluczowy wpływ na proces leczenia i rekonwalescencji, a jego konsekwencje są wielopoziomowe. Do nich zalicza się częstsze występowanie powikłań[11], zwiększenie ryzyka wystąpienia zakażeń i odleżyn, obniżenie jakości życia pacjentów, zmniejszenie tolerancji stosowanej terapii, co może prowadzić do jej wydłużenia lub przerwania, wydłużenie czasu rehabilitacji czy zwiększenie śmiertelności[12].

Niedożywienie generuje także niepokojące problemy psychiczno-społeczne, jak np. poczucie smutku, rezygnacja ze spotkań z ludźmi czy dotychczasowego hobby. Pokazują to m.in. badania dotyczące chorych onkologicznie, np. Ipsos Cancer Study przeprowadzone w 2023 roku na zlecenie Nutricia[13]. Nie bez znaczenia jest także większa częstotliwość hospitalizacji i dłuższy pobyt w szpitalu[14], co wiąże się ze wzrostem kosztów leczenia. 

Żywienie powinno być integralną częścią opieki nad chorymi, elementem wspierającym proces leczenia i rekonwalescencji już od momentu diagnozy.  Pamiętajmy jednak, że to lekarz, znając stan zdrowia pacjenta i jego potrzeby, decyduje o zastosowaniu odpowiedniego wsparcia żywieniowego. Naszą odpowiedzialnością jako producenta, jest zaś dostarczenie narzędzi, które lekarz może wykorzystać w swojej pracy, by w możliwie najlepszy sposób wesprzeć pacjentów – dodaje Artur Ludwiczak. Jeśli pacjent nie jest w stanie dostarczyć składników odżywczych do organizmu z tradycyjną dietą , szansą na podniesienie jakości żywienia pacjentów niedożywionych lub zagrożonych niedożywieniem jest żywność specjalnego przeznaczenia medycznego oferowana przez Nutricia Polska, w tym żywność do podaży doustnej oraz dojelitowej. Firma zapewnia pacjentom również sprzęt do podaży żywienia dojelitowego oraz usługę żywienia dojelitowego w warunkach domowych, a także prowadzi liczne działania edukacyjne w tym zakresie.

Rola odpowiedniego odżywienia organizmu
Badania pokazują, że w przypadku chorób nowotworowych objawy niedożywienia lub wyniszczenia występują u 30-85% pacjentów, a u 5-20% chorych wyniszczenie jest bezpośrednią przyczyną zgonu[15]. U niektórych konieczne jest wdrożenie specjalistycznego żywienia dojelitowego. Optymizmem napawać może jednak fakt, że świadomość w tym zakresie wzrasta, a żywność specjalnego przeznaczenia medycznego staje się coraz częściej integralnym elementem procesu leczenia. Widać to np. w przypadku pacjentów onkologicznych.

Według badania „Opiekunowie i odżywianie”[16] w Polsce już 43% opiekunów osób chorych oraz 44% opiekunów osób zmagających się z chorobą nowotworową, deklaruje spożywanie przez swoich podopiecznych żywności medycznej. – To więcej niż w całej badanej próbie, gdzie sięganie po tego typu produkty zadeklarowało 39% opiekunów osób chorych. Może to oznaczać, że świadomość na temat żywienia w chorobie jest w Polsce wyższa, zarówno wśród lekarzy, którzy zalecają spożycie żywności medycznej, jak i pacjentów czy ich opiekunów. Cieszy również fakt, że w Polsce odsetek pacjentów sięgających po żywność specjalnego przeznaczenia medycznego rośnie. W badaniu przeprowadzonym w 2023 roku zaledwie 32% pacjentów onkologicznych w Polsce deklarowało korzystanie z tego typu produktów[17]. Wierzymy, że wskaźnik ten nadal będzie wzrastać – wskazuje Artur Ludwiczak. – Chcemy wykorzystywać swoją pozycję lidera wśród producentów żywności medycznej w Polsce do ciągłego edukowania pacjentów, ich opiekunów i całego społeczeństwa o tym, jak ważną rolę odgrywa żywienie w trakcie leczenia. Robimy to m.in. poprzez kampanie edukacyjne, np. „Żywienie medyczne – Twoje posiłki w walce z chorobą” realizowaną przez Fundację Nutricia. Stale monitorujemy sytuację osób chorych, np. przeprowadzając badania, aby jak najlepiej odpowiadać na potrzeby pacjentów i wspierać ich w tych trudnych chwilach. Prowadzimy też inwestycje, wpływające na bezpieczeństwo żywnościowe pacjentów – podsumowuje.

Nutricia Zakłady Produkcyjne w Opolu, znane dotąd z produktów dla niemowląt i małych dzieci, dzięki wartej 230 mln zł inwestycji, rozpoczną wkrótce działalność w zupełnie nowym obszarze produktów do żywienia dojelitowego, które były dotychczas sprowadzane z zagranicy. Przyczyni się to do zwiększenia bezpieczeństwa żywnościowego kraju. Produkty będą trafiały zarówno do Polski, jak i do 46 krajów na świecie, z czego 87% to kraje europejskie. Dzięki temu Nutricia Polska stanie się jedyną firmą na rynku żywienia dojelitowego, której produkty powstają lokalnie. Produkty do żywienia dojelitowego są przeznaczone dla pacjentów, którzy nie są w stanie przyjmować pokarmów drogą doustną, w tym pacjentów onkologicznych, którzy nie są w stanie pokryć zapotrzebowania swojego organizmu na składniki odżywcze poprzez tradycyjną dietę.
 
O Nutricia Polska:
Nutricia służy ludziom najlepszą opieką żywieniową w najwrażliwszych momentach ich życia. Firma jest liderem w sprzedaży produktów dla niemowląt i małych dzieci[18] oraz żywności medycznej dla osób wymagających specjalnej diety[19]. Od ponad 120 lat tworzy wartościowe produkty, dopasowane do potrzeb konsumentów na różnych etapach życia i dostosowane do zróżnicowanych potrzeb żywieniowych. W ofercie firmy znajdują się m.in. produkty dla niemowląt i małych dzieci (mleka modyfikowane marki Bebiko 2, Bebilon 2, żywność uzupełniająca marki BoboVita), a także żywność specjalnego przeznaczenia medycznego do podaży doustnej (m.in. Nutridrink, Nutridrink Protein, Nutridrink Protein Omega 3, Nutridrink Skin Repair), jak również do podaży przez zgłębnik (m.in. preparaty linii Nutrini i Nutrison). Receptury wszystkich produktów oparte są na najnowszych osiągnięciach naukowych oraz szerokiej wiedzy na temat składników odżywczych i ich roli w organizmie. Nutricia Polska powstała w 1993 roku z połączenia polskiej firmy i zagranicznego inwestora. Dziś firma w warszawskiej siedzibie oraz w dwóch fabrykach w kraju – w Opolu oraz w Krotoszynie – zatrudnia ponad 1100 pracowników.

Fundacja Nutricia, od 1996 roku konsekwentnie edukuje w obszarze żywienia niemowląt i małych dzieci oraz pacjentów ze specjalnymi potrzebami żywieniowymi, a także wspiera działalność badawczo-naukową środowiska medycznego.
 
 
[1] Badanie “Caregivers and nutrition” zostało przeprowadzone przez Ipsos na zlecenie Danone w okresie 13-24.09.2024 na próbie 1600 respondentów, w wieku powyżej 18 r.ż., które obecnie lub w ciągu ostatnich 5 lat opiekowały się osobami cierpiącym na raka (n=250/kraj) lub na inne schorzenia (n=150/kraj).
[2] Tamże.
[3] Tamże.
[4] Tamże.
[5] Tamże.
[6] Tamże .
[7] Tamże.
[8] Badanie “Nutrition in cancer care” przeprowadzone przez Ipsos Cancer Study na zlecenie Nutricia, sierpień 2023 r.
[9] Medical Nutrition International Industry (MNI): Better care through better nutrition: Value and effects of Medical Nutrition, SUMMARY, BOOKLET, 2018.
[10] Leszczyńska A., Lorenc O., Kopel J., Augustyńska J., Seweryn M., Nieprawidłowy stan odżywienia po zakończeniu leczenia szpitalnego – ocena konsekwencji zdrowotnych, EconMed Europe Sp. z o.o na zlecenie NUTRICIA Polska Sp. z o.o., 2022 r.
[11] Fukuda Y., l. Prevalence of malnutrition among gastric cancer patients undergoing gastrectomy and optimal preoperative nutritional support for preventing surgical site infections. Ann Surg Oncol 2015; 22(3):778-785.
[12] Martin L. et al. Diagnostic criteria for the classification of cancer-associated weight loss. J Clin Oncol. 2015;1;33(1):90-9
[13] Badanie “Nutrition in cancer care” zostało przeprowadzone w okresie 21.07-28.08.2023 na próbie 700 respondentów, chorych na rakach obecnie (n=270) lub w przeszłości (n=430, ostatnie leczenie zastosowane 5 lat temu) za pomocą kwestionariusza online. Pacjenci pochodzą z 7 krajów (100/kraj) tj. Francja, Hiszpania, Niemcy, Włochy, Wielka Brytania, Niderlandy oraz Polska
[14] Planas M. et al. Prevalence of hospital malnutrition in cancer patients: a sub-analysis of the PREDyCES study. Support Care Cancer 2016; 24(1):429–435.
[15] Kłęk S, Jankowski M, Kruszewski WJ, Fijuth J, Kapała A, Kabata P, Wysocki P, Krzakowski M, Rutkowski P. Standardy leczenia żywieniowego w onkologii. Onkol Prak Klin 2015; 11(4):173-190.
[16] Badanie “Caregivers and Nutrition” zostało przeprowadzone w 4 krajach (Francja, Niemcy, Hiszpania, Polska) w okresie od 13 do 24 września 2024 r. na próbie 1600 osób w wieku od 18 lat, które obecnie opiekują się lub w ciągu ostatnich 5 lat opiekowały się osobami cierpiącymi na raka (n=250/kraj) lub na inne schorzenia (n=150/kraj). Ipsos na zlecenie Danone.
[17] Badanie “Nutrition in cancer care” zostało przeprowadzone w okresie 21.07-28.08.2023 na próbie 700 respondentów, chorych na rakach obecnie (n=270) lub w przeszłości (n=430, ostatnie leczenie zastosowane 5 lat temu) za pomocą kwestionariusza online. Pacjenci pochodzą z 7 krajów (100/kraj) tj. Francja, Hiszpania, Niemcy, Włochy, Wielka Brytania, Niderlandy oraz Polska.
[18] Nutricia za Nielsen, Panel Handlu Detalicznego, Cała Polska z Dyskontami (Food), sprzedaż wartościowa w okresie od marca 2019 do lutego 2020 w kategorii Żywność dla dzieci (kategoria rozumiana jako suma certyfikowanych: kaszek, deserów, napojów, przekąsek, mlek modyfikowanych oraz obiadków i zupek dla dzieci do 3 roku życia).
[19] IQVIA, NFZ, Badanie „Żywienie dojelitowe w szpitalach” zrealizowane przez PEX PharmaSequence (2018).

źródło: Nutricia

Kolacja wigilijna to czas wspólnych spotkań, tradycji i kulinarnych przyjemności. Jak jednak cieszyć się smakiem 12 potraw, nie zapominając o zdrowych nawykach? Dietetyk kliniczna, Ludmiła Podgórska z Kliniki Holi, przedstawia 12 zasad, które pozwolą delektować się świętami bez wyrzutów sumienia i nadmiaru kalorii.
  1. Jedz powoli i celebruj posiłki
  1. Spróbuj wszystkiego, ale w mniejszych porcjach
  1. Zamiast smażyć, piecz i gotuj na parze
  1. Ogranicz cukier
Święta to czas słodkich wypieków i tradycyjnych napojów, ale warto podejść do cukru z umiarem. Jeśli przygotowujesz świąteczne ciasta, wybierz przepisy o obniżonej zawartości cukru lub spróbuj zamienników, takich jak ksylitol lub erytrytol. W ten sposób sernik, makowiec czy piernik mogą być równie pyszne, ale znacznie bardziej zrównoważone.
  1. Dodaj magię świątecznym warzywom
  1. Zadbaj o nawodnienie
  1. Ogranicz ciężkie dodatki
  1. Unikaj podjadania przed i po kolacji
  1. Nie pomijaj śniadania i obiadu w Wigilię
  1. Dodaj aktywność fizyczną
  1. Ciesz się czasem z bliskimi
Najważniejsze w święta to bycie razem. Rozmowy przy stole, kolędowanie, dzielenie się opłatkiem – skup się na tych chwilach. Święta to przede wszystkim wspomnienia, które zostaną z Tobą na długo.
  1. Pozwól sobie na chwilę luzu
Wigilia to tradycja, wspomnienia i smak, na który czekasz cały rok. Święta trwają tylko kilka dni, więc nie ma potrzeby martwić się każdą kalorią. Zjedz to, co naprawdę lubisz, ciesz się ulubionymi potrawami i nie miej wyrzutów sumienia. Kluczem jest równowaga – kilka dni świątecznej przyjemności nie zmieni twoich nawyków, jeśli na co dzień dbasz o zdrowy styl życia.
 
Klinika Holi to polska w pełni cyfrowa klinika zdrowia metabolicznego, która jako pierwsza w regionie CEE oferuje holistyczne podejście do leczenia otyłości i nadwagi, uwzględniające dietę, styl życia oraz nowoczesne leczenie farmakologiczne, w tym zastosowanie analogów GLP-1. Klinikę Holi tworzy zespół  dietetyków, lekarzy i psychologów, którzy zapewniają indywidualne podejście do pacjenta. Proponowany plan leczenia koncentruje się nie tylko na redukcji masy ciała, ale także na zmianie nawyków żywieniowych, poprawie ogólnego stanu zdrowia oraz na wsparciu psychicznym pacjenta, co jest niezbędne dla osiągnięcia długotrwałych rezultatów i poprawie stanu zdrowia metabolicznego.
 
Pełen raport „Holistycznie o problemie otyłości w Polsce” można pobrać na stronie:
www.klinikaholi.pl/raport

źródło: Klinika Holi

Resort nauki współfinansuje programy, które mają odpowiedzieć na wyzwania związane ze zdrowiem uczniów. Ruszyła właśnie kolejna edycja programu JEŻ – Junior-Edu-Żywienie, w którym rodzice i dzieci będą uczestniczyć w badaniu dotyczącym marnowania żywności. – Innym ważnym i nowatorskim komponentem jest program telewizyjny, który będzie popularyzował zdrowe żywienie – zapowiada Maciej Gdula, wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego. Jak podkreśla, to przykład na to, jak wykorzystywać w praktyce wyniki badań naukowych.
 Żywienie jest niezwykle istotnym tematem, bo od tego, co jemy, zależy w dużym stopniu nasze zdrowie. Ważny jest oczywiście skład posiłków i wskazanie na to, czego nie jeść. To również tematy związane na przykład z łańcuchami dostaw, skąd pochodzi jedzenie na naszych talerzach, zainteresowanie tym, żeby nie marnować jedzenia, i edukacja w tym zakresie. W tym zakresie ministerstwo finansuje bardzo ważny projekt JEŻ – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Gdula.

Program Junior-Edu-Żywienie (JEŻ), skierowany do uczniów klas I–VI szkoły podstawowej, ma wspierać kształtowanie wśród nich odpowiednich nawyków żywieniowych, które – wypracowane w dzieciństwie – będą mogły być kontynuowane w życiu dorosłym. Program ruszył w 2022 roku w ramach Narodowego Programu Wsparcia Uczniów po Pandemii. Przygotowały go ówczesne Ministerstwo Edukacji i Nauki oraz Ministerstwo Zdrowia, a jest realizowany przez specjalistów w dziedzinie żywienia i dietetyki z Instytutu Nauk o Żywieniu Człowieka SGGW i Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – PIB. To nie tylko promocja zdrowego żywienia, ale także duży projekt badawczy.

– Projekt JEŻ tak naprawdę jest kontynuacją z lat poprzednich, ale cały czas się rozwija. W przyszłym roku będzie w nim komponent związany z nauką obywatelską. Przewidziany jest moduł badawczy, w którym rodzice i dzieci będą uczestniczyć w badaniu dotyczącym marnowania żywności. Sami będą badali, jak w ich domu używa się żywności, co się marnuje i jak dużo. Oczywiście celem jest to, żeby tej żywności marnowało się jak najmniej – zapowiada wiceminister.

Podczas VIII Narodowego Kongresu Żywieniowego prof. Krystyna Gutkowska, dyrektorka Instytutu Nauk o Żywieniu Człowieka SGGW, wyjaśniła, że projekt „Żywności nie marnuję – planetę szanuję” zapowiadany w ramach programu JEŻ ma zachęcić dzieci do włączenia się do badań naukowych pod okiem nauczycieli, a przy tym uwrażliwić je na kwestie związane z wyrzucaniem jedzenia. To problem, który stale narasta. Federacja Polskich Banków Żywności w raporcie „Nie Marnuj Jedzenia 2023” podaje, że 56 proc. Polaków przyznaje się do marnowania żywności w domach. W koszach lądują najczęściej pieczywo (52 proc.), owoce (38 proc.), warzywa (36 proc.) i wędliny (32 proc.). W porównaniu z poprzednimi badaniami rośnie odsetek osób, które wyrzucają jedzenie raz w miesiącu (23 proc.) lub rzadziej (25 proc.).

– Projekt jest bardzo ważny z punktu widzenia w ogóle funkcjonowania nauki, budowania zaangażowania obywateli w proces naukowy, bo tak naprawdę każdy, kto stosuje procedury, zbiera dane, analizuje je i używa tego do zmiany swojego życia, jest naukowcem – podkreśla Maciej Gdula.

Z kolei w ramach projektu „Edukator żywienia” nauczyciele podzielą się doświadczeniem, jakie praktyki z zakresu edukacji żywieniowej działają i przynoszą konkretne efekty. Na tej podstawie powstanie poradnik „Dobre praktyki w edukacji żywieniowej”, który trafi do wszystkich szkół w Polsce.

 Innym ważnym i nowatorskim komponentem programu jest program telewizyjny, który będzie wykorzystywał pewne wątki z badań nad żywieniem i jednocześnie popularyzował zdrowe żywienie, pokazując, jak można przygotowywać zdrowe posiłki, odżywiać się zdrowo. To jest zupełnie nowy pomysł, eksperymentalny, ale bardzo się cieszę, że właśnie w tym kierunku to zmierza, że nie myślimy tylko o nauce, która jest zamknięta w wieży z kości słoniowej, ale myślimy o nauce jako o czymś, co dociera do ludzi i pozwala im zmieniać swoje życie – tłumaczy wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego.

Zapowiada również rozpoczęcie programów związanych z rolnictwem i skróceniem drogi od pola do stołu.

– W przyszłym roku będziemy finansować projekt związany z produkcją żywności wokół wielkich miast, skracaniem łańcuchów dostaw i rolnictwem jako zawodem przyszłości, jak będzie się zmieniać rolnictwo, żeby nadążyć za zmianami ekonomicznymi, ale także za ekologicznymi. To również jest ważny dla nas temat – wskazuje Maciej Gdula.

Polskie dzieci bardzo szybko przybierają na wadze, a z roku na rok ten problem się pogłębia. Polskie Towarzystwo Leczenia Otyłości w Polsce podaje, że nadwaga lub otyłość występują u 12 proc. chłopców i 10 proc. dziewczynek w wieku przedszkolnym oraz u 18,5 proc. chłopców i 14,3 proc. dziewcząt w wieku szkolnym. Przyczyną otyłości jest niewłaściwe odżywianie czy zastępowanie pełnowartościowych posiłków wysokokalorycznymi przekąskami. Problemem jest też brak regularnej aktywności fizycznej.

 Dlatego ministerstwo nauki finansuje wielki projekt badawczy „WF z AWF”. To projekt, w którym nauczyciele, także jako badacze, dokonują pomiarów sprawności fizycznej dzieci i promują, rozwijają w nich kompetencje związane z ruchem, ze sportem. To wieloletni projekt, który rozwija się w takim kierunku, żeby tworzyć nowe zasady uczenia i wzmacniania sprawności fizycznej – mówi wiceminister.

Raport za 2023 rok „WF z AWF. Aktywny dzisiaj dla zdrowia w przyszłości” wskazuje na alarmująco niski poziom fundamentalnych umiejętności ruchowych i kompetencji ruchowej uczniów szkół podstawowych. U 94 proc. badanych ze szkół tradycyjnych i 75 proc. uczniów szkół i klas sportowych, poziom kompetencji ruchowej był niewystarczający. Problem sprawiają im nawet proste aktywności – 57 proc. badanych dzieci nie umie skakać przez skakankę. 88 proc. dzieci z klas I–III nie potrafi wykonać przewrotu w przód, podobny odsetek z tej grupy ma problem z wykonaniem rzutu i chwytu odbitej od ściany piłki tenisowej.

 Pierwsze dane z tych pomiarów nie są optymistyczne. Dzieci mają problemy z podstawowymi rzeczami, takimi jak np. przewrót w przód. Więc to pokazuje, że nasze zainteresowanie w ministerstwie związane ze zdrowiem i sprawnością fizyczną dzieci jest szerokie i będzie stałe – zapowiada Maciej Gdula.

źródło: newseria

Początek roku, to dobry czas na żywieniowy rachunek sumienia i uważne przyjrzenie się swoim codziennym nawykom. Te realnie wpływają na zdrowie, wygląd sylwetki, ale i na planetę. Szacuje się, że globalna produkcja i transport żywności odpowiadają za niemal 25% emisji gazów cieplarnianych na świecie. Te, obok ogólnego wzrostu liczby ludności i wycinki lasów, są jednymi z kluczowych czynników, które destrukcyjnie wpływają na środowisko. O czym zatem należy pamiętać podczas zakupów spożywczych w 2024 roku? Jakie produkty powinny na stałe zagościć w jadłospisie, czym jest hyperfood i eatyx oraz jakie praktyki warto wprowadzić w życie?

1. Zwiększ świadomość żywieniową

Zdrowa dieta przez wielu utożsamiana jest nadal z setkami wyrzeczeń i wieloma godzinami spędzanymi na przygotowywaniu posiłków. Tymczasem warto pamiętać, że większość z nas potrzebuje zaledwie ok. 35-45 minut dziennie, aby przyrządzić zdrowe i zbilansowane dania. Tym, którzy w harmonogramie codziennego dnia, nie są w stanie wygospodarować nawet tych kilkudziesięciu minut, z pomocą przychodzą produkty gotowe do spożycia.

– Supermarkety dają nam w dzisiejszych czasach duże możliwości, pozwalające skomponować szybko wartościowy posiłek. Dostęp do tak szerokiego asortymentu wymaga jednak umiejętności bilansowania posiłku, czytania składów czy tabeli wartości odżywczych. Obecnie nie każdy jest z tym odpowiednio zaznajomiony. Łatwo jest stracić kontrolę – wybrać na pierwszy rzut oka zdrowy składnik, który w opakowaniu ma 5-6 g soli, czyli tyle, ile powinniśmy jeść maksymalnie przez cały dzień. Kluczowa jest zatem edukacja ukierunkowana na zdrowe żywienie i idący wraz z nią wzrost świadomości – mówi Kamil Suwała, mgr dietetyk.

2. Miej pod ręką produkty typu hyperfood

Komponowanie jadłospisu w 2024 roku powinno uwzględnić produkty określane mianem hyperfood ® (tj. hiperżywność). To funkcjonalne alternatywy dla klasycznych posiłków, którymi można zastąpić dowolne danie w ciągu dnia.

Zadaniem takich produktów – które o dziwo są nie tylko zdrowe, ale i smaczne – jest dostarczenie ekstremalnie szybkiego posiłku, praktycznie bez wkładu własnego. Ten zapewni nam wszystkie niezbędne makroskładniki, czyli tłuszcze, białko i węglowodany oraz błonnik, związki mineralne i witaminy. Warto mieć takie produkty zawsze pod ręką: świetnie sprawdzą się one w trakcie podróży lub podczas wyjątkowo intensywnego dnia, kiedy niezdrowe fast foody czy słodkie przekąski kuszą najbardziej – dodaje Suwała.

Przykładem jest eatyx – rodzimy brand stworzony przez założycieli OSHEE: Dariusza Gałęzewskiego i Dominika Dolińskiego oraz przedsiębiorcę Michała Sołowowa. Jego ofertę tworzą aktualnie dostępne w kilku wariantach smakowych: posiłki w formie płynnej i w formie batona (gotowe do spożycia), a także posiłki na zimno oraz na ciepło do samodzielnego sporządzenia w zaledwie kilka minut.

3. Wybieraj produkty o niskim śladzie węglowym

Według szacunków ogólnoświatowa produkcja i transport żywności odpowiadają za blisko 25% emisji gazów cieplarnianych. W obliczu globalnych wyzwań, z jakimi na coraz większą skalę mierzy się dzisiaj ludzkość i planeta, uwagę warto skierować zatem nie tylko na skład produktów, ale także ich ślad węglowy.

Dobrym przykładem jest wspomniany już wcześniej eatyx. Te produkty z atrakcyjnym składem mają jeszcze jedną zaletę – chronią planetę. Potwierdzają to wyniki badań przeprowadzonych w 2023 roku przez TerGo, czyli niezależną organizację zajmującą się kompleksową oceną śladu węglowego w cyklu życia produktu. Przykładowo: zbilansowany posiłek na zimno (w proszku, do rozpuszczenia w wodzie) o smaku czekoladowym wytwarza aż 82% mniej ekwiwalentu dwutlenku węgla (CO2e) niż klasyczne danie składające się z kotleta schabowego, ziemniaków i mizerii. Certyfikat, przygotowany przez TerGo, dostępny jest na: www.eatyx.com/img/uploads/eatyx_slad_weglowy_czekolada_1350g_certyfikat_tergo.pdf.

4. Ogranicz spożywanie mięsa w diecie

Olbrzymi ślad węglowy posiada czerwone mięso. Musimy mieć świadomość tego, że to jeden z najbardziej destrukcyjnych dla planety składników. Wyprodukowanie jednego grama białka mięsa wołowego pochłania aż 6 razy więcej wody niż uprawa takiej samej ilości białka pochodzącego z roślin strączkowych. Negatywnie na środowisko wpływa także sama hodowla zwierząt – odpowiadająca za emisję do atmosfery 7 miliardów ton gazów cieplarnianych rocznie. Warto zatem rozważyć przynajmniej jego częściowe ograniczenie. Tym bardziej, że przeciętnie Polak spożywa około 73 kilogramy mięsa rocznie.

5. Nie marnuj żywności

Dane Koalicji Klimatycznej przedstawione w raporcie „Wpływ zmiany klimatu na bezpieczeństwo żywnościowe Polski” są niepokojące. Co sekundę w koszu ląduje 160 kilogramów jedzenia. Oznacza to, że każdego roku w Polsce marnuje się aż 5 milionów ton pożywienia, a wraz z nim również woda i energia. To z kolei przekłada się na zwiększoną emisję dwutlenku węgla. Według szacunków każdy kilogram zmarnowanego jedzenia odpowiada za aż 4,5 kilograma CO2e.
Kluczowe jest planowanie zakupów. Warto także w taki sposób układać jadłospisy, aby wykorzystywać resztki, jak również zadbać o właściwe przechowywanie produktów i regularnie sprawdzać daty ważności. Zwłaszcza, że rocznie marnujemy składniki, które wystarczyłyby, aby zapewnić posiłki 1,5 milionom osób.

6. Jedz więcej warzyw i owoców

Konsumpcja podręcznikowych pięciu porcji warzyw i owoców dziennie to ukłon w stronę zdrowia. Spożywanie większej ilość warzyw i owoców, to także krok w kierunku ochrony środowiska. Zbilansowana, bogata w te składniki dieta oznacza zmniejszenie emisji dwutlenku węgla o blisko połowę. Szczególnie niski ślad węglowy mają te produkty, które kupimy od drobnych i lokalnych rolników. Jest to związane z krótszym łańcuchem dostaw i praktycznie zerową emisją przemysłową. W tym wypadku mamy też pewność, że są one mało przetworzone – zarówno ich przygotowywanie, jak i przechowywanie pochłania o wiele mniej energii. W przeciwieństwie do mocno przetworzonej żywności, którą można znaleźć na półkach w dużych marketach.

7. Stosuj zasadę małych kroków

1 stycznia – to dla wielu magiczna data, kiedy wielu zaczyna wprowadzać zdrowe nawyki do swojego stylu życia. Jednak, jeśli do tej pory dobre odżywianie i aktywność fizyczna były na ostatnim miejscu na liście priorytetów, wywrócenie życia do góry nogami jest prostą drogą do porzucenia lepszej ścieżki już na jej starcie. Dlatego dobrze sprawdzi się w tym przypadku zasada małych kroków, czyli powolne i świadome wprowadzanie zmian. Warto skorzystać także z prostej, ale skutecznej zasady SMART. Zgodnie z nią należy wyznaczyć sobie mierzalny i realny cel z określonym deadlinem na jego realizację, na przykład schudnięcie 3 kg w ciągu trzech miesięcy czy ograniczenie spożywania słodyczy lub mięsa do jednej porcji w tygodniu w dwa miesiące.

źródło: materiał prasowy

Wszystkie 194 państwa członkowskie Światowej Organizacja Zdrowia (ang. World Health Organization, WHO) zobowiązały się do 2030 roku zmniejszą spożycia sodu o 30%, co może w tym okresie zredukować liczbę zgonów w skali świata o 7 milionów.
W 2023 roku WHO po raz pierwszy opublikowała raport analizujący postępy krajów wdrażających politykę ograniczania spożycia sodu i ich wpływ na spożycie sodu w diecie i choroby układu krążenia. Z raportu WHO wynika, że ​​jedynie 5% państw członkowskich WHO jest chronionych obowiązkowymi i kompleksowymi politykami dotyczącymi redukcji sodu. 

Sód jest niezbędnym składnikiem odżywczym, który spożywany w nadmiarze zwiększa ryzyko chorób serca, udaru mózgu i przedwczesnej śmierci. Głównym źródłem sodu w diecie jest sól kuchenna (chlorek sodu), ale występuje on również w przyprawach zawierających glutaminian sodu, oraz w wielu produktach przetworzonych.
WHO wskazała 4 działania, które powinny być podejmowane, takie jak:
  • Zmiana składów recepturowych tak, aby żywność zawierała mniej soli i ustalanie docelowych ilości sodu które muszą być osiągnięte
  • Ustanowienie polityki zamówień publicznych w celu ograniczenia spożycia żywności bogatej w sól lub sód w instytucjach publicznych
  • Etykieta z przodu opakowania (ang. front-of-package), która pomaga konsumentom wybrać produkty o niższej zawartości sodu
  • Komunikacja dotycząca zmiany zachowań i kampanie w środkach masowego przekazu mające na celu zmniejszenie spożycia soli/sodu
Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW) już od lat kształci specjalistów z zakresu żywienia i dietetyki, którzy są gotowi do odpowiedzi na nowe wyzwania, w tym także w ramach Studiów Podyplomowych ‘Poradnictwo żywieniowe i dietetyczne’ prowadzonych na Wydziale Żywienia Człowieka. To jedne z najdłużej realizowanych w SGGW studiów podyplomowych – w tym roku prowadzona jest rekrutacja na jubileuszową 25 edycję.

Przez te lata SGGW wspomogło wiedzą dietetyczną dziesiątki lekarzy, dietetyków i innych specjalistów z zakresu ochrony zdrowia, oraz żywieniowców, technologów żywności, ale także innych osób, które chciały na własny użytek zdobyć wiedzę dietetyczną.

Absolwenci studiów podyplomowych posiadają nie tylko wiedzę teoretyczną, ale przede wszystkim praktyczną z zakresu m.in. planowania i oceny żywienia przy wykorzystaniu technik komputerowych, profilaktyki i terapii schorzeń dietozależnych, praktycznych aspektów organizacji poradnictwa dietetycznego i edukacji żywieniowej, preparatów dietetycznych i suplementów diety, psychologii klinicznej, czy etnodietetyki.

Więcej informacji o Studiach Podyplomowych Poradnictwo żywieniowe i dietetyczne.
Więcej informacji o rekrutacji oraz o ofercie innych studiów podyplomowych w SGGW.
Autorka tekstu: prof. dr hab. Dominika Głąbska, kierownik studiów podyplomowych „Poradnictwo żywieniowe i dietetyczne”

źródło: SGGW

Chcesz utrzymać wagę, a nie masz pomysłu na zdrowe odżywianie? Chciałbyś rozpocząć dietę o ustalonej kaloryczności, ale nie wiesz, jak skomponować posiłki? Z pomocą przychodzi portal Diety NFZ. Znajdziesz tam 8 tysięcy przepisów i 11 planów żywieniowych, które dopasujesz do swoich potrzeb i preferencji. Usługa jest całkowicie bezpłatna.
Portal Diety NFZ (www.diety.nfz.gov.pl) tylko w tym roku odnotował 11 milionów odsłon. Zarejestrowało się na nim 760 tysięcy użytkowników, a każdy z nich ma dostęp do diety dostosowanej do swoich potrzeb.  Od lipca każdy osoba, ustalając swój plan diety, ma możliwość zaznaczenia produktu (m.in. gluten, laktoza), który chce wyeliminować z proponowanego jadłospisu.

– Portal Diety NFZ powstał w celu promowania zdrowego odżywiania, które jest kluczowe dla zachowania zdrowia oraz odgrywa ważną rolę w leczeniu chorób przewlekłych. Proponowane plany żywieniowe są oparte na diecie DASH, która nie tylko pomaga w walce z nadwagą i otyłością, ale także przyczynia do obniżenia ciśnienia tętniczego, zmniejsza się ryzyko rozwoju cukrzycy typu 2 oraz chorób sercowo-naczyniowych – informuje Sylwia Wądrzyk, dyrektor Departamentu Obsługi Klientów i Profilaktyki NFZ.

Na użytkowników czekają na portalu dedykowane plany żywieniowe, obejmujące przepisy przygotowane przez dietetyków. Można tam znaleźć również specjalistyczne porady oraz materiały promujące zdrowe nawyki. Osobną wartość stanowią e-booki z poradami i przepisami kulinarnymi. Korzystanie z zasobów portalu jest całkowicie darmowe.

Dieta dopasowana do potrzeb
Użytkownik portalu Diety NFZ ma do wyboru aż 11 planów żywieniowych: klasyczny, nadwaga i otyłość, wege, cukrzyca, hashimoto, depresja, zaparcia, nadciśnienie, senior, rodzina i PCOS. Własne konto w portalu pozwala określić kaloryczność diety, dostosować ją do potrzeb jednej osoby lub całej rodziny z uwzględnieniem osobnej kaloryczności dla każdego z jej członków. Otrzymujemy wówczas gotowy rozkład posiłków, z uwzględnieniem ich kaloryczności, zawartością białka, tłuszczów i węglowodanów. Pokazany jest też średni czas przygotowania potrawy, a zaproponowane w portalu dania są szybkie i proste w przygotowaniu. Jadłospis bazuje na łatwo dostępnych artykułach spożywczych. Istnieje też możliwość wygenerowania listy zakupów.

Gdy nie chcesz glutenu albo owoców morza
Nowością jest możliwość wyeliminowania z proponowanego planu żywieniowego produkty zawierające gluten, czy laktozę, ale też mięso, ryby i owoce morza. – Po wybraniu wszystkich preferencji czy wykluczeń otrzymujemy gotową dietę z rozpisanymi posiłkami na wskazany czas. Ciekawym rozwiązaniem jest opcja zmiany przepisu, w przypadku gdy któryś z nich nie odpowiada naszym gustom – informuje Beata Kopczyńska, rzeczniczka prasowa Narodowego Funduszu Zdrowia.
Nad jakością planów żywieniowych i treści publikowanych na portalu Diety NFZ czuwa zespół dietetyków.

Z portalu najchętniej korzystają młodzi
Portal Diety NFZ powstał z myślą o szerokim gronie odbiorców. – Faktycznie wśród użytkowników są osoby w różnym wieku, jednak najliczniejszą i najbardziej aktywną grupę stanowią osoby pomiędzy 20 a 30 rokiem życia. Jeśli chodzi o płeć 55 proc stanowią kobiety. 48 proc. użytkowników portalu deklaruje niską aktywność fizyczną, a 25 proc. jej brak – dodaje Beata Kopczyńska.

Chociaż większość użytkowników portalu ma prawidłowy wskaźnik masy ciała (BMI), to spośród wszystkich 11 planów żywieniowych plan „Nadwaga i Otyłość” cieszy się największą popularnością. Drugim, najczęściej wybieranym planem jest „Classic”. Użytkownicy coraz częściej decydują się na rodzinny plan żywieniowy, który daje możliwość przygotowania zbilansowanych posiłków dla całej rodziny.

źródło: NFZ

Poznajcie historię Marcina „Borkosia” Borkowskiego. Mimo przewidywań lekarzy, że po wypadku na własnych nogach stanie dopiero po roku lub nawet jeszcze później, już po pięciu miesiącach ponownie wyruszył na warszawskie drogi, żeby ratować życie innych. Mowa o  Marcinie Borkowskim, znanym również jako „Borkoś”, ratowniku medycznym i społeczniku propagującym ideę pomocy medycznej. Wspomina on, że w tym przyspieszonym procesie rekonwalescencji dużą rolę odegrały determinacja, rehabilitacja, ale również żywienie medyczne, które pozwoliło szybciej wrócić do sił.
Marcin „Borkoś” Borkowski to ratownik medyczny, który po godzinach kieruje Ambulansem Szybkiego Reagowania i udziela pomocy poszkodowanym na warszawskich drogach. To właśnie w czasie akcji ratunkowej, ponad rok temu uległ poważnemu wypadkowi, wskutek którego spędził 21 dni w śpiączce farmakologicznej. Dziś znów jest aktywny zawodowo. Sam proces hospitalizacji i powrotu do pełnej sprawności łączył się w jego przypadku z czasem intensywnej rehabilitacji, włączeniem żywienia medycznego oraz zaangażowaniem i ogromnym wsparciem ze strony najbliższych.

Dwie złamane kości udowe, siedem żeber, kość ramienna prawa, staw łokciowy, sepsa, niewydolność oddechowa – lekarze dawali mi tylko 4% szans na przeżycie. Po 21 dniach zaczęto mnie jednak wybudzać – to było wybudzanie i ponowne wprowadzanie w śpiączkę, ponieważ nie reagowałem pozytywnie na otaczającą mnie rzeczywistość i byłem pod wpływem bardzo silnych leków. W tym czasie bardzo straciłem na wadze – masa ciała zmniejszyła się o ponad 20 kg. Zupełnie nie miałem sił, nie byłem tym Marcinem, którego do tej pory wszyscy znali. Na szczęście lekarze w porę zlecili mi preparaty do żywienia medycznego. Żona, osoby będące ze mną na tej samej sali i lekarze musieli pomagać mi w otwieraniu buteleczek… To obrazuje, jak bardzo byłem słaby. – wspomina Marcin Borkowski, ratownik medyczny, który uległ wypadkowi.

Syndrom poszpitalny – powrót do domu po pobycie na oddziale – czy na pewno nic się nie zmieniło?
Marcin Borkowski po wypadku spędził kilka miesięcy w szpitalu, również na OIOM-ie, gdzie liczba pacjentów, których potrzeby żywieniowe z różnych powodów nie są zaspokajane, jest szczególnie wysoka. Okazuje się, że od 15% do nawet 60% hospitalizowanych dorosłych nie otrzymuje wystarczającego żywienia[1] – podczas pobytu w szpitalu 60% pacjentów zjada mniej niż połowę posiłku[2], a ponadto skład pożywienia w szpitalach jest niedostosowany do potrzeb pacjentów[3]. To wpływa na osłabienie organizmu i może prowadzić do jego wyniszczenia, a tym samym utrudniać proces powrotu do zdrowia po chorobie, wypadku czy operacji. To również jeden z czynników składających się na syndrom poszpitalny – pojęcie, które w Polsce jest słabo rozpoznawane, choć w krajach europejskich pojawia się już od kilku lat.

Syndrom poszpitalny może wystąpić po opuszczeniu placówki medycznej i najogólniej można go zdefiniować jako nabytą słabość po pobycie w szpitalu, trwającą zazwyczaj do siedmiu tygodni po wypisie pacjenta, jednak w przypadku niektórych z nich, np. krytycznie chorych, po ciężkiej chorobie lub poważnych operacjach odzyskanie sił może trwać miesiącami a nawet latami. Dzieje się tak, ponieważ mimo korzyści medycznych, które niesie za sobą hospitalizacja i leczenie, wpływają one również na fizyczną i emocjonalną równowagę chorego. Zaburzenie rytmu okołodobowego (gorszy i krótszy sen, zmiana codziennej rutyny), niewystarczające żywienie, zmniejszony poziom aktywności fizycznej, stres czy skutki uboczne wywołane lekami i terapią – to najtrudniejsze ze zmian pojawiających się w sytuacji nowej dla pacjenta. Te czynniki ryzyka negatywnie wpływają na proces zachowania równowagi w organizmie oraz na wiele układów, np. oddechowy, krążenia czy immunologiczny. Narażają też na ponowną hospitalizację, często nietożsamą z pierwotną przyczyną przyjęcia do szpitala. W konsekwencji znacznie wydłużają proces rekonwalescencji pacjenta.

Białko i ruch trampoliną dla organizmu po chorobie, operacji lub wypadku
W szpitalu dosyć często obserwuje się sytuację, kiedy chory po kilku dniach leżenia w łóżku próbuje usiąść i ma z tym spore trudności. Jego mięśnie uległy częściowemu zanikowi, m.in. dlatego że w trakcie choroby organizm sięgnął po białko w nich zgromadzone – a mięśnie to przecież najbardziej dostępny magazyn tego budulca, m.in. niezbędnego dla układu odpornościowego do walki z chorobą! Podczas ciężkiej choroby pacjent może tracić nawet kilogram mięśni dziennie, a odbudowa i odzyskanie sił trwa bardzo długo – miesiącami, a nawet latami. I właśnie to osłabienie jako element opisanego syndromu poszpitalnego często wpływa na przebieg rekonwalescencji. Dlatego tak istotną rolę odgrywają aktywność fizyczna dostosowana do możliwości pacjenta oraz odpowiednie wsparcie żywieniowe. To ostatnie odbudowuje nadszarpnięte podczas choroby rezerwy energii, białka i niezbędnych składników odżywczych. Równocześnie wpływa na skuteczności terapii, ograniczenie ryzyka wystąpienia wielu powikłań czy skrócenie czasu rekonwalescencji.

W czasie rekonwalescencji – niezależnie czy będzie ona związana z chorobą, powrotem do formy po operacji lub po wypadku – dieta pacjenta powinna być pełnowartościowa, czyli dostarczać organizmowi niezbędne do prawidłowego funkcjonowania składniki odżywcze. Mam na myśli przede wszystkim białko, tłuszcze, węglowodany, witaminy i składniki mineralne, w odpowiednich ilościach i proporcjach. Przy tym szczególną rolę odgrywa białko m.in. ze względu na funkcje budulcowe i regeneracyjne. W czasie choroby i rekonwalescencji odpowiednia podaż tego składnika wynosi jednak nawet dwa razy więcej niż u zdrowego dorosłego i może być trudna do uzyskania w tradycyjnej diecie. W takich przypadkach lekarz może podjąć decyzję o włączeniu wsparcia żywieniowego w postaci doustnych preparatów odżywczych, które w małej objętości zawierają niezbędne składniki odżywcze radzi Karolina Łukaszewicz-Marszał, dietetyczka kliniczna z Fundacji Nutricia.

Przyznam, że chociaż jestem pracownikiem ochrony zdrowia, to na początku nie wiedziałem, jak ważne w procesie powrotu do zdrowia jest wsparcie żywieniowe. Prawidłowe odżywienie organizmu może mieć bowiem wpływ na skrócenie czasu rekonwalescencji. Jestem tego żywym przykładem. Rehabilitacja i żywność specjalnego przeznaczenia medycznego były nieodłączną częścią mojego procesu rekonwalescencji. Choć niewystarczające żywienie związane z chorobą lub zabiegami zazwyczaj jest kojarzone z ludźmi starszymi, to w rzeczywistości problem ten dotyczy również ludzi młodych – tak jak dotyczył mniedodaje Marcin Borkowski.

Historia powrotu do zdrowia Marcina Borkowskiego została opisana na profilu @JestemOpiekunem na Instagramie.
 
[1] Raport Econmed 2021 pt. Nieprawidłowy stan odżywienia po zakończeniu leczenia szpitalnego – ocena konsekwencji zdrowotnych, https://akademianutricia.pl/pdf/2022/Nieprawidlowy-stan-odzywienia-po-zakonczeniu-leczenia-szpitalnego%E2%80%93ocena-konsekwencji-zdrowotnych.pdf (1.09.2023).
[2] Ostrowska J et al., Fight against malnutrition (FAM): Selected results of 2006-2012 nutrition day survey in Poland, Rocz Panstw Zakl Hig. 2016; 67(3): 291–300.
[3] Najwyższa Izba Kontroli, Raport Żywienie pacjentów w szpitalach: Lata: 2015-2018, Warszawa.
Zwiększony poziom cholesterolu jest najczęstszą przyczyną zgonów na świecie – i to we wszystkich częściach globu – tłumaczy Ruth Frikke-Schmidt, profesorka na Uniwersytecie Kopenhaskim i ordynatorka duńskiego szpitala państwowego Rigshospitalet. Bezpośrednią przyczyną śmierci są miażdżyca i choroby serca, które są wywołane wysokim poziomem cholesterolu. Eksperci rekomendują diety roślinne, które mają ogromny wpływ na trzymanie tego czynnika w ryzach.
Diety wegetariańskie i wegańskie są powiązane z niższym poziomem cholesterolu i tłuszczów we krwi. Autorzy badania, które zostało opublikowane w „European Heart Journal”, twierdzą, że oznacza to, że diety roślinne mogą odgrywać znaczącą rolę w zmniejszaniu zablokowanych tętnic. To z kolei zmniejsza ryzyko chorób serca i naczyń krwionośnych takich jak udar i zawał. A to już globalny problem, gdyż rocznie z powodu chorób krążenia umiera 18 mln osób.

W przeciwdziałaniu tym chorobom rodzaj diety ma niebagatelne znacznie: przede wszystkim przyczynia się do obniżenia cholesterolu, nawet o kilkanaście procent. Pod lupę wzięto szczególnie dietę wegańska i wegetariańską.

– Jeśli dana osoba przejdzie na dietę roślinną po czterdziestce, w wieku ok. 55 lat poziom ryzyka miażdżycy i chorób układu sercowo-naczyniowego u tej osoby obniży się o 20 proc. Jest to ważna zaleta takiej diety – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ruth Frikke-Schmidt, profesorka na Uniwersytecie Kopenhaskim i ordynatorka duńskiego szpitala państwowego Rigshospitalet, a także współautorka badania o wpływie cholesterolu na organizm i choroby.

Jak dodaje, aby korzystać z diety roślinnej, należy się trzymać oficjalnych wytycznych żywieniowych. Wówczas otrzymujemy odpowiednie substancje odżywcze i witaminy, a także utrzymujemy właściwy poziom cholesterolu we krwi. Niekorzystnie z kolei mogą wpływać na organizm te diety roślinne, które zawierają dużo wysoko przetworzonych węglowodanów.

Dobre skutki stosowania diety roślinnej potwierdzają badania. Uczestników 30 badań losowo przydzielono do diety wegetariańskiej, wegańskiej, a pozostała część kontynuowała jedzenie wszystkiego – także mięso i produkty mleczne. Czas trwania diety wahał się od 10 dni do pięciu lat, średnio – 29 tygodni.

Okazało się, że w porównaniu z osobami stosującymi dietę tzw. wszystkożerną osoby stosujące dietę roślinną doświadczyły średniego obniżenia poziomu cholesterolu całkowitego o 7 proc., w stosunku do poziomu zmierzonego na początku badań. Ponadto obniżył się u nich poziom cholesterolu LDL o 10 proc. i nastąpiło obniżenie poziomu apo-B o 14 proc.

– W krajach o niższym średnim dochodzie występowanie chorób serca rośnie od dłuższego czasu. W krajach zachodnich wskaźnik ten spadał, potem utrzymywał się na stałym poziomie i obecnie znowu wzrasta. Musimy więc stosować skuteczniejszą profilaktykę, aby nie dopuścić do chorób serca – tłumaczy Ruth Frikke-Schmidt.
Ale to niejedyne znaczenie diety roślinnej, ponieważ w momencie stopniowego ocieplania klimatu wykorzystanie diety bezmięsnej, albo choćby ograniczenie jedzenia mięsa, nabiera znaczenia.

– Na podstawie dość wyczerpującej analizy wiemy już, że ogólne zmniejszenie krajowego spożycia mięsa wpływa na zmniejszenie śladu węglowego o 20–30 proc., a w przypadku całkowitego przejścia na dietę wegańską to zmniejszenie może sięgnąć 40–50 proc. – mówi profesorka.

Istotną przy tym kwestią jest ewentualne przyjmowanie innych leków na obniżenie poziomu cholesterolu we krwi.

 – Statyny czy inne leki, jeśli lekarz je przepisał, ważne, aby przyjmować dalej, ponieważ są dużo bardziej skuteczne niż dieta roślinna. Jednak w przypadku ogółu populacji ważne jest przejście na zdrowsze nawyki, a dieta roślinna generalnie jest dobra dla wszystkich, jeśli dopilnujemy, aby zawierała ona potrzebne substancje odżywcze – mówi naukowczyni.

źródło: Newseria

Cholesterol to związek, wokół którego narosło wiele mitów – niegdyś powszechnie uznawano, że najlepiej jest go całkowicie wyeliminować z diety i unikać produktów o wysokiej zawartości cholesterolu. Obecnie mówimy natomiast o jego dwóch frakcjach: HDL – znany jako „dobry” i LDL – nazywany „złym”. Czym różnią się od siebie, jak poprzez prawidłową dietę zadbać o odpowiedni poziom obu typów oraz jakie są prawidłowe normy cholesterolu wyjaśniają eksperci z Grupy American Heart of Poland.
Cholesterol to substancja tłuszczowa, która występuje we krwi oraz wszystkich komórkach i jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania ludzkiego ciała. W praktyce tylko niewielka jego część jest dostarczana do organizmu poprzez jedzenie – ok. 70 – 80% cholesterolu pochodzi z wewnątrzustrojowej „produkcji”. „Fabryką” cholesterolu jest dla nas wątroba, która dziennie syntetyzuje średnio 800 mg tej substancji. Ponieważ jest to związek nierozpuszczalny we krwi, dla umożliwienia transportu wewnątrz organizmu przyjmuje on postać lipoproteiny – czyli połączenia białka i tłuszczu. Występują dwa rodzaje lipoprotein: HDL i LDL.

– Lipoproteiny o niskiej gęstości LDL transportują cholesterol z wątroby do tkanek, natomiast lipoproteiny o dużej gęstości HDL – odpowiadają za dotarcie cholesterolu do wątroby, gdzie podlega on przemianom. Cholesterol frakcji LDL i HDL określany jest potocznie mianem „złego” i „dobrego”. Wysoki poziom cholesterolu LDL oraz trójglicerydów sprzyja występowaniu chorób układu krążenia, natomiast HDL wykazuje działanie ochronne – wyjaśnia Alicja Widera, dietetyk z Grupy American Heart of Poland.

Prawidłowy profil lipidowy
Profil lipidowy oceniamy na podstawie 4 głównych badań tj. cholesterol całkowity (Chol-TC), trójglicerydy (TG), cholesterol HDL (HDL-c),  cholesterol LDL (LDL-c). Do powyższych badań, zgodnie z wytycznymi m.in. Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego oraz Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, powinniśmy dodatkowo określać cholesterol-nieHDL (non-HDL-c), który jest matematycznym wzorem sumy tzw. złego cholesterolu. Nową cząsteczką, którą warto dodać do badań profilu lipidowego jest badanie lipoproteiny-a (Lp-a), którą, według obecnej wiedzy, powinniśmy oznaczyć u każdej dorosłej osoby raz w życiu.

 – Normy dla powyższych substancji są obecnie dość skomplikowane i dostosowane przez lekarza, w zależności od obecnego stanu chorego np. zdrowe osoby mają zalecane mniej rygorystyczne zakresy w stosunku do osób po zawale serca  – wyjaśnia Artur Gabrysiak, specjalista medycyny laboratoryjnej z Grupy American Heart of Poland. Ogólne wartości dla osób zdrowych to mniej niż 190 mg/dl dla cholesterolu całkowitego, poniżej 150 mg/dl dla trójglicerydów (przy badaniu na czczo), poniżej 130 mg/dl przy cholesterolu nieHDL oraz mniej niż 115 mg/dl dla cholesterolu LDL. Z kolei normy dla cholesterolu HDL wynoszą powyżej 40 mg/dl dla mężczyzn i powyżej 45 mg dla kobiet. Prawidłowy zakres lipoproteiny-a powinien się mieścić poniżej 30 mg/dl – tłumaczy. Prawidłowy zakres lipoproteiny-a powinien się mieścić poniżej 30 mg/dl – tłumaczy.

Co warto włączyć do diety?
Kluczowym elementem pozwalającym utrzymać odpowiedni profil lipidowy jest zdrowa, zbilansowana dieta.
– Fundament codziennego jadłospisu powinny stanowić warzywa i owoce – ich dzienne spożycie powinno się utrzymywać na poziomie 400 – 500 g. Flawonoidy, czyli antyoksydanty, zawarte w warzywach i owocach, wykazują silne działanie przeciwmiażdżycowe i pełnią znaczącą rolę w profilaktyce zaburzeń lipidowych. – wyjaśnia dietetyk z Grupy American Heart of Poland.

Warzywa i owoce są istotne dla obniżenia poziomu złego cholesterolu – również za sprawą wysokiej zawartości błonnika, który ogranicza jego wchłanianie. Drugim istotnym źródłem tej cennej substancji są pełnoziarniste produkty zbożowe. Zalecane są produkty takie jak: ciemne pełnoziarniste pieczywo, grube kasze, płatki i otręby owsiane lub jęczmienne, ryż brązowy, makarony z mąki pełnoziarnistej.

 – Na szczególną uwagę zasługuje rozpuszczalna frakcja błonnika, w tym beta-glukan, którego źródłem są płatki owsiane czy jęczmienne. Beta-glukan charakteryzuje się zdolnością wiązania cholesterolu, przez co zwiększa jego wydalanie, przyczyniając się do zmniejszenia poziomu frakcji LDL – podkreśla Alicja Widera.

Doskonałą przekąskę dla osób z podwyższonym stężeniem cholesterolu mogą stanowić też orzechy (włoskie, pistacje, laskowe) i pestki (słonecznika, dyni), przez wgląd na zawartość steroli roślinnych. Wykazują one działanie obniżające poziom cholesterolu. Warto również wzbogacić dietę w nasiona lnu, sezamu i czarnuszki oraz produkty mleczne z niską zawartością tłuszczu. Wśród tych ostatnich szczególnie korzystne działanie wykazują produkty mleczne fermentowane, które wzmacniają barierę jelitową i szczelność błony śluzowej jelit.

Nie każdy tłuszcz jest szkodliwy
Wysoki poziom cholesterolu w powszechnej opinii kojarzony jest z dietą o wysokiej zawartości tłuszczu. Faktycznie, nadmiar spożywanych tłuszczów nasyconych i trans może skutkować jego podwyższonym poziomem. Nie oznacza to jednak, że powinniśmy dążyć do eliminacji tego składnika z naszej diety – zamiast tego warto po prostu stawiać na nienasycone kwasy tłuszczowe.
 – Częścią prawidłowo zbilansowanej diety są odpowiednie tłuszcze oraz ich źródła. Ważnym składnikiem, pozwalającym utrzymać odpowiednie stężenie cholesterolu, są kwasy tłuszczowe omega-3, których źródłem są m.in. tłuste ryby morskie, oleje roślinne, orzechy i nasiona – tłumaczy dietetyk. – Korzystne znaczenie dla poprawy parametrów profilu lipidowego mają także: oliwa z oliwek, oleje z wiesiołka i czarnuszki, olej lniany oraz sezamowy. Dzięki zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych oraz fitosteroli korzystnie wpływają one na obniżenie trójglicerydów i cholesterolu LDL we krwi. Zawierają również liczne związki o działaniu przeciwzapalnym, przez co wykazują działanie ochronne przed chorobami układu krążenia – mówi.

Jakich produktów lepiej unikać?
Produkty spożywcze, które wpływają negatywnie na gospodarkę lipidową to przede wszystkim kwasy tłuszczowe typu trans, kwasy tłuszczowe nasycone oraz cukier.

– Cukier nie zawiera żadnych niezbędnych składników odżywczych. Słodkie przekąski powinno się ograniczać nie tylko w przypadku otyłości czy cukrzycy, ale również przy zaburzeniach lipidowych. Duże ilości cukrów prostych w diecie – czyli spożywanie słodyczy, ciastek, napojów słodzonych, batoników, żelków – podnosi poziom trójglicerydów we krwi. Zwiększa również ryzyko rozwoju chorób układu krążenia, sprzyja stłuszczeniu wątroby oraz niekorzystnie wpływa na stan skóry – wyjaśnia Alicja Widera.

Istotnym elementem zdrowego stylu życia jest również zaprzestanie palenia tytoniu oraz unikanie wysoko przetworzonych produktów i dań typu fast food.

źródło: AHOP