Medicalpress
Wiosna to dobry moment na „reset” organizmu – nie tylko poprzez dietę i aktywność fizyczną, ale także poprzez wsparcie mikrobioty jelitowej. Badania pokazują, że styl życia i sposób odżywiania mają kluczowy wpływ na jej skład, a tym samym na odporność, metabolizm i ogólny stan zdrowia.
Zimowe miesiące często oznaczają mniej ruchu, bardziej kaloryczną dietę oraz mniejszą ilość świeżych warzyw i owoców. Taki styl życia może prowadzić do zmian w składzie mikrobioty jelitowej. Wpływa na nią wiele czynników, jednak jednym z najważniejszych pozostaje sposób odżywiania. Badania pokazują, że nawet krótkotrwałe zmiany w diecie mogą znacząco oddziaływać na jej skład – zarówno pod względem różnorodności, jak i obecności konkretnych grup bakterii. Istotne jest przy tym nie tylko to, czy dieta opiera się na produktach roślinnych czy zwierzęcych, ale również, jakie składniki w niej dominują. Dieta bogata w tłuszcze i białko może prowadzić do zmniejszenia liczby korzystnych bakterii, w tym tych produkujących krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe. Z kolei zwiększenie podaży błonnika i składników o działaniu prebiotycznym sprzyja odbudowie ich populacji i wspiera równowagę mikrobioty.

Badania pokazują również, że mikroorganizmy jelitowe odgrywają kluczową rolę w regulowaniu procesów metabolicznych i immunologicznych, a ich równowaga jest silnie powiązana z codziennymi wyborami żywieniowymi. Jednocześnie współczesny styl życia – w tym wysoki udział żywności przetworzonej – może zaburzać równowagę mikrobioty, co w dłuższej perspektywie wiąże się ze zwiększonym ryzykiem wielu chorób przewlekłych.

Wiosna – dobry moment na zmianę nawyków

Wiosna to naturalny moment na wprowadzenie zmian w stylu życia i swoisty „restart” codziennych nawyków. Wraz z rosnącą dostępnością świeżych produktów łatwiej wzbogacić dietę o składniki, które wspierają mikrobiotę jelitową i pomagają przywrócić jej równowagę po zimie. Jednym z kluczowych elementów jest odpowiednia podaż błonnika pokarmowego. Produkty pełnoziarniste, warzywa, owoce oraz rośliny strączkowe dostarczają substancji stanowiących pożywkę dla korzystnych bakterii jelitowych. W jelicie grubym błonnik ulega fermentacji, prowadząc do powstawania krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych, które wspierają procesy metaboliczne oraz prawidłowe funkcjonowanie bariery jelitowej.

Na funkcjonowanie mikrobioty wpływają także inne elementy stylu życia, takie jak regularna aktywność fizyczna, odpowiednia ilość snu oraz ograniczenie wysoko przetworzonej żywności.

Sezonowa zmiana trybu życia może stanowić sprzyjający moment do modyfikacji codziennych nawyków zdrowotnych. Z perspektywy klinicznej obserwujemy, że nawet stopniowe, niewielkie interwencje dotyczące sposobu żywienia, aktywności fizycznej czy higieny snu mogą wspierać utrzymanie równowagi mikrobioty jelitowej. Kluczowe znaczenie ma tu regularne spożycie zróżnicowanych produktów roślinnych, stanowiących źródło błonnika pokarmowego oraz innych składników bioaktywnych, a także ograniczanie żywności wysokoprzetworzonej. Należy jednocześnie podkreślić, że modulacja składu i aktywności mikrobioty jest procesem długotrwałym i zależnym od wielu czynników środowiskowych oraz behawioralnych. Oczekiwane efekty wymagają systematyczności oraz konsekwentnego wdrażania prozdrowotnych zmian w stylu życia – komentuje dr n.med. Marcin Gabryel, specjalista w dziedzinie gastroenterologii, laureat Biocodex National Grant.

Mikrobiota to ważny element zdrowia

Rosnąca liczba badań pokazuje, że mikrobiota jelitowa jest ważnym elementem układanki w utrzymaniu zdrowia. Jej skład i funkcjonowanie mogą wpływać na procesy metaboliczne, odporność organizmu oraz regulację stanów zapalnych. Dlatego zagadnienie to zyskuje coraz większą uwagę zarówno w środowisku naukowym, jak i w działaniach z zakresu edukacji zdrowotnej.

Zainteresowanie mikrobiotą jelitową w ostatnich latach dynamicznie rośnie, a kolejne publikacje naukowe potwierdzają jej istotną rolę w funkcjonowaniu całego organizmu. Jednym z celów Biocodex Microbiota Foundation jest wspieranie rozwoju wiedzy w tym obszarze oraz jej upowszechnianie, tak aby zarówno lekarze, jak i pacjenci mieli dostęp do rzetelnych informacji na temat znaczenia mikrobioty dla zdrowia – podkreśla dr n. med. i n. o zdr. Kinga Kazimierska-Gęca z Biocodex Microbiota Foundation.

Wiosna może być więc dobrym momentem, aby wprowadzić drobne, ale konsekwentne zmiany w codziennym stylu życia: zwiększyć udział warzyw i produktów pełnoziarnistych w diecie, zadbać o ruch oraz regularny sen. To właśnie sezonowe, stopniowe „odświeżenie” nawyków może stanowić pierwszy krok w kierunku wspierania równowagi mikrobioty i ogólnego dobrostanu organizmu.

Źródło: Komunikat Prasowy

Kiszonki, kefiry czy kimchi to nie tylko element tradycyjnej diety, ale także ważne źródło korzystnych mikroorganizmów. Coraz więcej badań naukowych wskazuje, że produkty fermentowane mogą wspierać odporność, poprawiać funkcjonowanie mikrobiomu jelitowego i pomagać w profilaktyce chorób cywilizacyjnych, takich jak otyłość czy cukrzyca. Naukowcy podkreślają, że zawarte w nich bakterie oraz metabolity powstające podczas fermentacji mogą ograniczać stany zapalne i wzmacniać barierę jelitową.
– Kiedy spożywamy produkty fermentowane, nie dostarczamy sobie jedynie składników odżywczych, ale także wprowadzamy do jelit żywe społeczności mikroorganizmów wraz z ich metabolitami. Oddziałują one na nasz mikrobiom jelitowy na dwa sposoby. Po pierwsze, dostarczając żywe mikroby jako „gości”. Po drugie, mikroorganizmy dostarczają metabolity wytwarzane podczas procesu fermentacji żywności. Jeśli chodzi o same mikroby – w żywności fermentowanej znajdują się ich miliardy. Tak jest na przykład w kimchi czy w polskiej kapuście kiszonej – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria dr Mohamed Mannaa, fitopatolog prowadzący badania na Państwowym Uniwersytecie w Pusanie (Korea Południowa), wykładowca na Uniwersytecie Kairskim.

O prozdrowotnym wpływie produktów fermentowanych mówiło się od dawna. W serwisie internetowym Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia czytamy na przykład, że kiszonki warto wprowadzić do codziennej diety, ponieważ zawierają dużo antyoksydantów (przeciwutleniaczy) i probiotyków, a to właśnie te substancje odpowiadają za odporność organizmu.

Przeciwnicy kiszonek i innych produktów fermentowanych argumentowali jednak, że przekonanie o ich prozdrowotnym działaniu nie jest poparte naukowymi dowodami, ale opiera się jedynie na przekonaniach. Pod koniec maja ubiegłego roku na łamach czasopisma „Foods” ukazał się jednak przegląd badań klinicznych i przedklinicznych, które uzasadniają rolę fermentowanej żywności w regulacji odporności, homeostazie metabolicznej, funkcjach poznawczych i łagodzeniu stanów zapalnych. Wykazano między innymi, że fermentowana żywność jest siedliskiem złożonych ekosystemów mikrobiologicznych, obejmujących różnorodne populacje pożytecznych mikroorganizmów takich jak bakterie kwasu mlekowego, bakterie kwasu octowego, drożdże i pleśnie.

– Fermentując jedzenie, powierzamy mikrobom rolę szefa kuchni czy też oddajemy im miejsce w fotelu kierowcy. Ich aktywność całkowicie przekształca żywność od środka. W tym naturalnym bioreaktorze mikroorganizmy przekształcają złożone składniki w ich prostsze i bardziej prozdrowotne postacie. Na przykład cukry przechodzą kompletną transformację i zamieniają się w kwasy organiczne. Te kwasy organiczne nie tylko przedłużają trwałość żywności, ale po spożyciu zmieniają środowisko w organizmie w taki sposób, że sprzyja ono rozwojowi dobrych, korzystnych mikroorganizmów. Jeśli chodzi o białka, mikroby rozkładają je na bioaktywne peptydy, które pomagają w regulacji ciśnienia krwi, a także wspierają modulację odporności. Dochodzi też do syntezy witamin, zwłaszcza z grupy B, co w naturalny sposób wzbogaca żywność – mówi Mohamed Mannaa.

Naukowcy zwrócili uwagę na to, że spożywanie fermentowanej żywności powoduje ponadto przejściowe wprowadzenie do przewodu pokarmowego złożonych społeczności mikroorganizmów, które dynamicznie wchodzą w interakcje z mikroflorą jelitową. Chociaż mikroorganizmy z fermentowanej żywności zazwyczaj nie wykazują długotrwałej kolonizacji, ich tymczasowa obecność znacząco wpływa na różnorodność mikroorganizmów, aktywność metaboliczną i odporność ekosystemu jelitowego. Regularne spożywanie produktów fermentowanych, takich jak jogurt, kefir, kimchi i kiszona kapusta, konsekwentnie wiąże się z korzystnymi zmianami w mikrobiomie jelitowym. Co godne uwagi, często zgłaszano zwiększoną różnorodność mikroorganizmów i wzbogacenie w taksony prozdrowotne, takie jak gatunki BifidobacteriumLactobacillus Akkermansia. Te korzystne mikroorganizmy wzmacniają funkcję bariery jelitowej, modulują reakcje immunologiczne i wspierają procesy przeciwzapalne.

– W próbkach kału osób spożywających produkty fermentowane nadal obecne są żywe mikroby, co oznacza, że są one w stanie przetrwać przejście przez przewód pokarmowy. Ich obecność, nawet krótkotrwała, przesuwa ekosystem jelitowy w kierunku zdrowszego środowiska, zwiększając różnorodność mikrobiomu i wspierając rozwój innych korzystnych bakterii. Podobnie dzieje się z metabolitami. Nawet jeśli same mikroby nie docierają do jelit, to metabolity wytwarzane podczas fermentacji pełnią rolę swoistych posłańców. Wzbogacają i wzmacniają florę jelitową i tłumią działanie niekorzystnych mikrobów, wspierając rozwój tych dobrych. W rezultacie zwiększają różnorodność mikrobiomu jelitowego i ograniczają liczebność szkodliwych mikroorganizmów – przekonuje badacz.

Doniesienia naukowe potwierdzają, że kiszonki mogą mieć znaczenie we wspieraniu leczenia chorób cywilizacyjnych, w tym otyłości. Wspomniany już szczep Akkermansia charakteryzuje się tym, że u osób otyłych czy też w modelach zwierzęcych otyłości jej kolonizacja jest bardzo niska albo wręcz bakteria ta nie występuje. U osób szczupłych, a także w badaniach na myszach okazywało się jednak, że jej wysoka liczebność korelowała z niższą ilością tkanki tłuszczowej. Jak podkreśla dr Mannaa, prowadzone były badania z suplementacją Akkermansii u ludzi, które wykazały, że rzeczywiście obniżała ona poziom tłuszczu w organizmie.

– Badane osoby przez 10 tygodni spożywały żywność fermentowaną. Wykazano, że produkty fermentowane obniżały poziom markerów zapalnych w organizmie i poprawiały różnorodność mikrobiomu nawet skuteczniej niż dieta bogata w błonnik. Inne badanie dotyczyło kimchi – fermentowanej kapusty popularnej w Azji, szczególnie w Korei. Po ośmiu tygodniach spożywania kimchi przez kobiety otyłe wykazano znaczący spadek tkanki tłuszczowej i poprawę zdrowia metabolicznego w porównaniu do grupy spożywającej niefermentowane kimchi. Udowodniono w ten sposób, że kluczowa była właśnie fermentacja, a nie sama kapusta. Dodatkowo długoterminowe badania populacyjne pokazały, że regularne spożywanie fermentowanych produktów mlecznych, takich jak jogurt czy kefir, wiąże się z niższym ryzykiem zachorowania na cukrzycę typu 2, choroby sercowo-naczyniowe, a także niektóre nowotwory – podkreśla naukowiec.

Źródło: Newseria

Listopad to początek szczytu sezonu na zakażenia RSV, który może trwać do wczesnej wiosny. Ubiegłoroczny był rekordowy – z danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że tylko w styczniu i lutym 2025 roku zarejestrowano ponad 52 tys. przypadków. Osoby starsze, z wielochorobowością i pacjenci z chorobami przewlekłymi, o obniżonej odporności są najbardziej narażone na zakażenia RSV i ciężki ich przebieg, który może skutkować hospitalizacją. Lekarze podkreślają, że szczepienia przeciwko RSV mogą skutecznie temu przeciwdziałać. Od października refundowane są już dwie szczepionki, bezpłatne dla osób 65+.
RSV (z ang. Respiratory Syncytial Virus) to syncytialny wirus oddechowy, który zaliczany jest do pneumowirusów wywołujących zakażenia dróg oddechowych. Nazwa ta związana jest ze specyficznym namnażaniem się wirusa w komórkach układu oddechowego – zakażone sąsiednie komórki zlewają się w duże struktury, czyli tzw. syncytia. Wirusem RS można się zarazić drogą kropelkową, gdy zakażona osoba oddycha, mówi, kaszle lub kicha, jak również dotykając zanieczyszczonej powierzchni.

 Polacy o RSV wiedzą bardzo niewiele i ja to doskonale rozumiem, dlatego że RSV to jest tajny brat grypy: z punktu widzenia chorobotwórczości, liczby hospitalizacji i zgonów to są bardzo podobne liczby, natomiast z punktu widzenia znajomości to właśnie jest utajnione – mówi agencji Newseria prof. dr hab. n. med. Ernest Kuchar, lekarz chorób zakaźnych, kierownik Kliniki Pediatrii z Oddziałem

Obserwacyjnym WUM, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Wakcynologii. – Jeszcze kilka lat temu nie mieliśmy żadnego leku na zakażenie RSV, dalej nie mamy, ale nie mieliśmy też żadnego środka profilaktycznego. A ponieważ nie było też diagnostyki, to sprawa w ogóle była zamieciona pod dywan. Odkąd w ramach badań wykonywanych przez lekarzy rodzinnych weszły testy combo, które wykrywają trzy najgroźniejsze wirusy: COVID-19, grypę i RSV, to zaczęliśmy widzieć problem.

Jak podaje NFZ, wprowadzenie szybkich testów antygenowych, które w krótkim czasie wykrywają zakażenie wirusem grypy (A lub B), koronawirusem i wirusem RS, miało ułatwić postawienie właściwej diagnozy i zastosowanie odpowiedniego leczenia. Tak zwane testy combo są bezpłatne dla pacjentów podstawowej opieki zdrowotnej (POZ).

– Dane, które mamy na temat epidemiologii RSV, są fragmentaryczne. Obecny system zgłoszeń biernych odsłania tylko szczyt góry lodowej, więc możemy się tylko domyślać, ile tych zakażeń jest. W Polsce na przykład większość zapaleń płuc nie ma ustalonej etiologii, czyli nie wiemy, co je wywołało – podkreśla prof. Ernest Kuchar. – Możemy spokojnie przyjąć, że RSV, obok grypy i COVID-u, jest w trójce najgroźniejszych czynników, które wywołują zakażenia dolnych dróg oddechowych, więc zaostrzenie zapalenia oskrzeli, POChP, astmy i zapalenia płuc, czyli choroby, która jest w stanie człowieka wysłać do szpitala, a nawet zabić.

– Wirus RS odpowiada mniej więcej za 10–11 proc. sezonowych zakażeń wirusowych. Teraz jesteśmy tuż przed sezonem zachorowań, którego szczyt przypada na miesiące od listopada do lutego. Większość zakażeń wirusem RS przebiega dosyć łagodnie, często nawet w sposób niezauważalny dla nas, traktujemy to jako infekcję rzekomo grypową – mówi prof. dr hab. n. med. Tomasz Targowski, kierownik Kliniki Geriatrii w Narodowym Instytucie Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie, krajowy konsultant w dziedzinie geriatrii.

Jak wynika z raportu o chorobach zakaźnych portalu Centrum e-Zdrowia (CeZ) we współpracy z Głównym Inspektoratem Sanitarnym oraz Ministerstwem Zdrowia, w 44. tygodniu 2025 roku (27 października

– 2 listopada) odnotowano 0,4 przypadków zakażenia RSV na 100 tys. mieszkańców. W szczytowym momencie roku, w lutym, było to prawie 48 przypadków. Zdecydowanie największa liczba przypada na dzieci w wieku 0–4 lat. Drugą grupą najbardziej narażoną na zakażenia są osoby 65+.

 Jedna czwarta tych zakażeń, zwłaszcza u osób w starszym wieku z osłabioną odpornością immunologiczną, obciążonych wielochorobowością, może przebiegać ciężko i skutkować zapaleniami płuc.
Zakażenia wirusem RS potrafią bardzo ciężko przebiegać u najmniejszych dzieci, natomiast coraz częściej odkrywamy obecnie, dzięki postępom diagnostyki, że wirus RS jest równie niebezpieczny dla osób w najstarszych grupach wiekowych –
 tłumaczy prof. Tomasz Targowski.

 Ważne jest, żebyśmy mieli świadomość tego, jakie zagrożenia niosą za sobą tego rodzaju zakażenia, zwłaszcza u osób chorych przewlekle. Każde dodatkowe obciążenie organizmu, jeśli jesteśmy w leczeniu, powoduje, że możemy być wykluczeni z programu lekowego, że trzeba przerwać poważne leczenie, a nasz organizm jest dodatkowo osłabiony. To są kwestie, których możemy uniknąć dzięki wcześniejszemu zaszczepieniu się – mówi Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej.

Szczepienia są zalecane szczególnie osobom w wieku 60 lat i starszym, osobom w wieku 18 lat i starszym z chorobami towarzyszącymi, kobietom w ciąży w celu biernej ochrony dzieci do szóstego miesiąca życia przed chorobami dolnych dróg oddechowych wywoływanymi przez RSV.

W Polsce dostępne są dwie różne szczepionki przeciwko RSV: z adiuwantem i bez adiuwantu.

– W uproszczeniu, szczepionka bez adiuwantu jest dla osób starszych i kobiet w ciąży, szczepionka z adiuwantem głównie dla osób starszych, zwłaszcza schorowanych, bo dodatek adiuwantu sprawia, że odpowiedź na szczepienie powinna być silniejsza – podkreśla prof. Ernest Kuchar.

Szczepionka przeciw RSV z adiuwantem może być podawana osobom dorosłym w wieku 60 lat i starszym oraz osobom w wieku od 50 do 59 lat ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na chorobę. Od 1 października 2025 roku jest ona refundowana w 100 proc. dla osób w wieku 65+. Osoby w wieku 60–64 lata mogą ją uzyskać w ramach refundacji aptecznej z odpłatnością 50 proc., a dla osób w wieku od 50 do 59 lat ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na chorobę jest ona dostępna odpłatnie. Seniorzy mogą również bezpłatnie skorzystać z drugiej szczepionki bez adiuwantu.

Adiuwanty to substancje zwiększające odpowiedź immunologiczną organizmu na zawarte w szczepionce antygeny. Dzięki nim mniejsza dawka antygenu pozwala uzyskać skuteczny efekt uodpornienia. W przypadku seniorów, u których odporność ze względu na wiek i choroby towarzyszące jest słabsza, może to być szczególnie istotne. Wirus RS może bowiem powodować u nich nie tylko typowe objawy infekcji, ale też zaostrzyć przebieg chorób przewlekłych i przyjąć postać ciężkiej, zagrażającej życiu choroby dolnych dróg oddechowych. U osób hospitalizowanych z powodu infekcji może się rozwinąć zapalenie płuc, a także mogą wystąpić powikłania kardiologiczne, takie jak zaostrzenie niewydolności serca, ostre zespoły wieńcowe czy arytmie. Kanadyjskie badanie opublikowane w czasopiśmie „Journal of the American Geriatrics Society”, którym objęto ponad 100 tys. hospitalizowanych pacjentów w wieku 65+, wykazało, że u osób hospitalizowanych z powodu infekcji RSV częściej niż w u pacjentów z innymi zakażeniami występowała niewydolność serca.

 Szczepienia skutecznie chronią przed zachorowaniami, a także zmniejszają ryzyko ciężkiego przebiegu, bo oczywiście zdarza się, że zaszczepimy się, a zachorujemy. Chcielibyśmy, aby wyszczepialność przeciwko tym zakażeniom wśród populacji seniorów była jak największa, bo o wiele mniej kosztuje zapobieganie zachorowaniu niż leczenie powikłań zakażeń – mówi prof. Tomasz Targowski.

Z danych CeZ wynika, że w sezonie 2025/2026 do tej pory przeciwko RSV zaszczepiło się 379 411 osób, najwięcej w przedziale wiekowym 70–74 lata (107 233), 65–69 lat (89 752) oraz 75–79 (86 131). W sezonie 2024/2025 ze szczepień skorzystało 71 880 osób, a w sezonie 2023/2024 – 1516.

– Aby zwiększyć świadomość konieczności szczepień w populacji osób starszych, przede wszystkim trzeba o tym mówić, nagłaśniać, upowszechniać tę wiedzę, również po to, żeby nie trafiała tylko do seniorów, ale również do profesjonalistów medycznych, którzy na co dzień spotykają się z pacjentami. Ich również trzeba przekonać i zachęcać do tego, aby swoim pacjentom rekomendowali szczepienia, zwłaszcza te bezpłatne, w pełni refundowane, które znajdują się na liście leków 65+ – uważa krajowy konsultant w dziedzinie geriatrii.

9 września br. w siedzibie Głównego Inspektoratu Sanitarnego zainaugurowano kampanię „Jesień bez infekcji”, której celem jest właśnie zwiększanie świadomości społecznej na temat zagrożeń zdrowotnych w sezonie jesienno-zimowym i zachęcanie do szczepień ochronnych. 

– W Polsce świadomość roli szczepień, czyli profilaktyki, jest bardzo niska. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak dużo dla własnego zdrowia możemy zrobić sami, jak możemy się chronić przed konsekwencjami wirusa i szkodami, jakie czyni w naszym organizmie, albo konsekwencjami tego, jak zakażenie wpłynie na leczenie innych naszych chorób – tłumaczy Anna Kupiecka. – Niestety RSV niesie duże zagrożenia dla osób chorych hematologiczne, onkologicznie oraz z innymi chorobami przewlekłymi, gdzie podaje się terapię, często mocno obciążające.

Źródło: Newseria

Okres jesienno-zimowy w naszej szerokości geograficznej nieodłącznie wiąże się ze wzrostem liczby zachorowań – nie tylko na przeziębienia i grypę, ale również na inne infekcje, w tym rotawirusowe. Przyczyn jest wiele: od zmian warunków środowiskowych, przez spadek aktywności fizycznej i zmiany w diecie, aż po naturalne mechanizmy biologiczne naszego układu odpornościowego.
Niskie temperatury i suche powietrze, szczególnie zimą, sprzyjają przetrwaniu i przenoszeniu wielu wirusów. Dlatego właśnie w tym okresie występuje najwyższe prawdopodobieństwo zakażeń. Dotyczy to również infekcji przewodu pokarmowego. Ogrzewane i rzadko wietrzone mieszkania wysuszają błony śluzowe dróg oddechowych, osłabiając ich funkcję oczyszczającą i zwiększając podatność na infekcje. Smog i zanieczyszczenia powietrza dodatkowo obciążają układ oddechowy.

W okresie jesienno-zimowym mamy również do czynienia z mniejszą aktywnością na świeżym powietrzu oraz mniejszym spożyciem płynów, co dodatkowo wysusza błony śluzowe. Ponadto obserwujemy zmiany w codziennej diecie, które związane są z obniżoną dostępnością świeżych owoców i warzyw. Dodatkowo krótsze dni przyczyniają się znacząco do obniżenia syntezy witaminy D w skórze, co u dzieci i dorosłych może zwiększać podatność na infekcje – wyjaśnia prof. dr hab. n. farm. Paweł Ramos, Kierownik Zakładu Farmacji Aptecznej Wydziału Nauk Farmaceutycznych w Sosnowcu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jesień to także czas powrotu dzieci do żłobków i przedszkoli, co zwiększa ryzyko transmisji wirusów. Zimą częściej zaostrzają się choroby przewlekłe, takie jak atopowe zapalenie skóry (AZS), co wiąże się z suchym powietrzem i obecnością roztoczy.

Należy pamiętać, że na prawidłowy stan i funkcjonowanie naszego układu odpornościowego wpływa racjonalne odżywienie. Niedożywienie, spowodowane niewystarczającym spożyciem witamin oraz mikroelementów głównie cynku i selenu, może upośledzać zdolność organizmu do wspierania wrodzonej odpowiedzi immunologicznej – dodaje ekspert.

Witaminy i mikroelementy wspierające odporność

Najczęściej wskazywaną witaminą jesieni i zimy jest witamina D. Odpowiada ona za modulację układu odpornościowego, wspiera funkcje błon śluzowych i procesy immunologiczne. Pobudza działanie makrofagów i monocytów, które pomagają zwalczać bakterie, a jednocześnie ogranicza nadmierną odpowiedź immunologiczną charakterystyczną dla chorób autoimmunologicznych. Suplementacja witaminy D jest zalecana niemal wszystkim – od niemowląt, przez osoby starsze, po kobiety w ciąży – zawsze po konsultacji lekarskiej.

W Polsce jednak tylko niewielki odsetek populacji ma wystarczający poziom tej witaminy. Eksperci ostrzegają przed nadmiernym jej przyjmowaniem: objawy przedawkowania mogą obejmować nudności, bóle głowy, zaburzenia rytmu serca, zaparcia lub biegunki, a także wysypkę. W trakcie suplementacji warto regularnie kontrolować poziom witaminy D w badaniach laboratoryjnych.

Kolejnym ważnym składnikiem jest witamina C – silny przeciwutleniacz, który neutralizuje wolne rodniki, wspiera działanie leukocytów i barier śluzowych. Może skracać czas trwania infekcji, jeśli jest stosowana w początkowej fazie choroby. Jej źródłem są świeże warzywa i owoce: papryka, natka pietruszki, owoce dzikiej róży, czarne porzeczki, kiwi czy truskawki. Ponieważ witamina C jest wrażliwa na temperaturę, najlepiej spożywać ją w postaci surowej.

Cynk z kolei jest kluczowym mikroelementem odpowiedzialnym za prawidłową pracę komórek odpornościowych i gojenie błon śluzowych. Wspiera organizm w walce z przeziębieniem, jeśli zostanie przyjęty w odpowiednim momencie. Eksperci przypominają jednak, że jego nadmiar (powyżej 40 mg na dobę) może prowadzić do niedoboru miedzi i żelaza, a w konsekwencji – do anemii.

Nie mniej istotne są witaminy A i E, które wspierają błony śluzowe, działają antyoksydacyjnie i wspomagają odporność. Witamina A, oprócz znaczenia immunologicznego, wpływa również na prawidłowe widzenie i stan skóry. Witamina E występuje m.in. w olejach roślinnych, orzechach i nasionach. Obie rozpuszczają się w tłuszczach, dlatego ich nadmierne spożycie wiąże się z ryzykiem kumulacji w organizmie, szczególnie u kobiet w ciąży.

Witaminy z grupy B, zwłaszcza B6, uczestniczą w produkcji hemoglobiny i przeciwciał, wspierając układ nerwowy i odpornościowy. Jednak długotrwałe przyjmowanie bardzo wysokich dawek może prowadzić do neuropatii i uszkodzenia nerwów.

Równie ważne są mikroelementy takie jak selen, żelazo i magnez. Niedobory tych pierwiastków obniżają odporność, a suplementację należy podejmować po potwierdzeniu ich braków w badaniach laboratoryjnych.

Probiotyki – naturalna tarcza ochronna

W ostatnich latach coraz więcej uwagi poświęca się mikrobiocie jelitowej, która jest jednym z kluczowych elementów odporności. Probiotyki wzmacniają barierę jelitową, modulują działanie komórek odpornościowych i pomagają w produkcji przeciwciał.

Eksperci przypominają, że skuteczność probiotyków zależy od szczepu bakterii oraz liczby jednostek tworzących kolonie (CFU). – Należy wybierać preparaty probiotyczne, które zawierają przebadane szczepy bakterii o udowodnionym naukowo działaniu – wskazano w opracowaniu. Do najlepiej przebadanych należą m.in. Lactobacillus rhamnosus GG, Lactobacillus acidophilus LC1 czy Lactobacillus casei Shirota.

Rozsądek i bezpieczeństwo w suplementacji

Pomimo szerokiej oferty suplementów, eksperci przypominają: żaden z nich nie zastąpi zdrowego stylu życia. – Nie powinniśmy nadużywać suplementów diety ze względu na kilka aspektów. Suplementy diety nie podlegają takim samym rygorystycznym wymogom dopuszczania do obrotu jak leki – podkreślają autorzy opracowania.

Warto wybierać produkty zarejestrowane jako leki OTC i kupować je wyłącznie w aptekach. Należy unikać niezweryfikowanych źródeł w internecie – wiele dostępnych tam preparatów może być sfałszowanych. Kobiety w ciąży, karmiące, dzieci i osoby z chorobami przewlekłymi powinny każdorazowo konsultować suplementację z lekarzem lub farmaceutą. Badania laboratoryjne, np. poziomu witaminy D, pozwalają dobrać odpowiednią, bezpieczną dawkę suplementu i uniknąć skutków przedawkowania.

Praktyczne wskazówki na zimę

Eksperci Śląskiego Uniwersytetu Medycznego przypominają kilka prostych zasad, które pomagają wzmocnić odporność w sezonie zwiększonej zachorowalności:

Podsumowując – sezon jesienno-zimowy to czas, w którym nasz organizm potrzebuje szczególnej troski. Odpowiednia dieta, sen, ruch, higiena, szczepienia oraz rozsądna suplementacja – zwłaszcza witaminy D, C, cynku i probiotyków – stanowią najlepszą ochronę przed infekcjami.

Źródło: Śląski Uniwersytet Medyczny

Pierwszy dzień szkoły to zawsze duże wydarzenie – zarówno dla dzieci, jak i rodziców. Towarzyszy mu ekscytacja, ale często także niepokój. Nowa klasa, nauczyciele, obowiązki i codzienna rutyna mogą być dla najmłodszych sporym wyzwaniem. Eksperci podkreślają, że to właśnie na tym etapie warto zadbać nie tylko o wyprawkę szkolną, ale przede wszystkim o zdrowie fizyczne i emocjonalne uczniów.
Jak tłumaczy dr Abigail Collins z HSE, „oswojony plan dnia” to jeden z najprostszych, a zarazem najskuteczniejszych sposobów na zmniejszenie stresu związanego z początkiem roku szkolnego. Rozmowa o tym, co dziecko czeka, wspólne planowanie aktywności i zabaw pozwalają oswoić niepewność.

Powrót do nauki wiąże się także z koniecznością regulacji rytmu dnia. Stałe godziny porannych pobudek i wieczornego zasypiania pomagają łatwiej wejść w szkolną rutynę. Eksperci zalecają również ograniczenie korzystania ze smartfonów i tabletów przed snem, co ma ogromne znaczenie dla jakości odpoczynku.

Zdrowie dzieci w nowym roku szkolnym to nie tylko regularny sen, ale również odporność. Higiena, aktualne szczepienia i podstawowe leki w domowej apteczce to podstawa. Lekarze zwracają uwagę, że jesienią rośnie liczba infekcji, dlatego warto wzmocnić organizm dziecka poprzez odpowiednią dietę i aktywność fizyczną.

„Edukacja przez zabawę” to kolejna wskazówka ekspertów.

Zabawa w szkołę, wspólne odgrywanie ról czy ćwiczenie prostych czynności związanych z nauką mogą pomóc dziecku szybciej odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Ważne jest też budowanie empatii i cierpliwości – dzieci, które czują się wysłuchane i rozumiane, znacznie łatwiej adaptują się do zmian.

Nie należy zapominać o kwestiach praktycznych, które mają ogromny wpływ na zdrowie. Odpowiednio dobrany plecak, wygodne buty i ergonomiczne miejsce do nauki w domu sprawiają, że szkolne obowiązki stają się mniej obciążające fizycznie.

Nowy rok szkolny to nie tylko wyzwanie edukacyjne, ale również zdrowotne i emocjonalne. Odpowiednie przygotowanie dziecka, wsparcie rodziców oraz dbałość o odporność i komfort mogą sprawić, że pierwsze szkolne dni staną się początkiem dobrej, a przede wszystkim zdrowej przygody.

Źródło: The Sun


 
W erze rosnącego zainteresowania zdrowiem jelit, odpornością i długowiecznością, mikrobiota staje się bohaterem wielu rozmów – zarówno w gabinetach lekarskich, jak i mediach społecznościowych. Jednak dane z tegorocznego badania Międzynarodowego Obserwatorium Mikrobioty pokazują jasno: Polacy coraz częściej słyszą o mikrobiomie, ale ich wiedza nadal jest powierzchowna. Czas, by zmienić to podejście – nie tylko dla lepszego trawienia, ale dla zdrowia całego organizmu.
Dane z trzeciej edycji badania Międzynarodowego Obserwatorium Mikrobioty, przeprowadzonego przez Instytut Mikrobioty Biocodex i Ipsos, rzucają światło na to, jak obecnie postrzegamy mikrobiotę – oraz jak niewiele nadal o niej wiemy.
 
Mikrobiota: małe organizmy, wielki wpływ

Mikrobiota, czyli miliardy mikroorganizmów (bakterii, wirusów, grzybów, archeonów) zasiedlających nasze jelita, skórę, usta i inne części ciała, odgrywa kluczową rolę w funkcjonowaniu organizmu. Pomaga w trawieniu, wzmacnia odporność, chroni przed infekcjami, a także wpływa na nastrój, metabolizm i długość życia. Zaburzenia równowagi mikrobioty mogą skutkować nie tylko problemami trawiennymi, ale również chorobami serca, depresją czy spadkiem odporności. Co więcej, najnowsze badania dot. mikrobioty wykazują związek między otyłością[1] i chorobami neurodegeneracyjnymi.
 
Polacy wiedzą, że mikrobiota istnieje – ale nie do końca rozumieją, czym ona jest

Mimo że mikrobiota ma tak ogromne znaczenie, wciąż nie jesteśmy jej w pełni świadomi. Choć 74% badanych deklaruje, że słyszało o mikrobiocie, jedynie 20% potrafi wyjaśnić, co to pojęcie oznacza – to wynik niższy niż światowa średnia (23%) i aż o 6 punktów procentowych mniej niż w roku 2024. Jeszcze słabsza jest znajomość poszczególnych rodzajów mikrobioty: zaledwie 15% zna mikrobiotę jelitową, a jeszcze mniej potrafi zidentyfikować mikrobiotę skóry (13%), jamy ustnej (12%) czy pochwy (12%).
 
Jak dbamy o mikrobiotę? Najczęściej sięgamy po suplementy

Niska świadomość przekłada się również na to, jak troszczymy się o naszą mikrobiotę w codziennym życiu. 64% respondentów deklaruje, że wprowadziło zmiany w swoim stylu życia, by zadbać o mikrobiotę – wynik powyżej światowej średniej (56%). Jednak tylko 15% mówi o istotnych zmianach. Zdecydowana większość skupia się na suplementacji: aż 58% ankietowanych przyjmuje probiotyki, a 47% – prebiotyki. Inne formy dbania o zdrowie mikrobioty, jak zmiana diety czy stylu życia, są wciąż marginalne.

Fakt, że większość osób sięga po probiotyki i prebiotyki, świadczy o rosnącej świadomości, ale niestety także o uproszczonym podejściu do tematu. Mikrobiota potrzebuje zróżnicowanej diety, ruchu, redukcji stresu i unikania nadmiaru leków, szczególnie antybiotyków. Suplementy są skuteczne, ale nie są złotym środkiem” – mówi prof. dr hab. n. med. Dariusz Koziorowski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
 
Rośnie chęć badań i zaangażowania naukowego

Pozytywnym sygnałem jest to, że coraz więcej osób dostrzega wartość badań mikrobioty i jest gotowych bardziej świadomie dbać o swoje zdrowie.  56% respondentów wyraziło gotowość do poddania się takim badaniom – tylko nieco mniej niż średnia europejska (61%). Motywacją są przede wszystkim ogólne badania kontrolne (62%), identyfikacja ryzyk wynikających ze stylu życia (53%) i profilaktyka chorób (51%). Co ciekawe, aż 56% badanych byłoby skłonnych oddać próbkę kału na potrzeby badań naukowych.
 
Rola personelu medycznego – kluczowa, ale niedoceniana

Najbardziej zaufanym źródłem wiedzy o mikrobiocie są pracownicy służby zdrowia (72%). Niestety, tylko 38% respondentów otrzymało od nich jakiekolwiek szczegółowe informacje na ten temat. Tam, gdzie taka edukacja miała miejsce, efekty są wyraźne: aż 87% pacjentów zmieniło swoje codzienne nawyki, w porównaniu do 64% w ogólnej populacji.

Musimy wzmocnić rolę lekarzy i dietetyków jako przewodników po świecie mikrobioty. Edukacja pacjenta nie powinna kończyć się na przepisaniu preparatu. Potrzebujemy szerszej kampanii informacyjnej, najlepiej już na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej” – stwierdza prof. dr hab. n. med. Dariusz Koziorowski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
 
Edukacja to przyszłość

Wyniki badania pokazują, że chętniej interesujemy się tematem i dbamy o mikrobiotę – ale potrzebujemy jeszcze więcej wiedzy i wsparcia. Światowy Dzień Mikrobioty to doskonała okazja, by przypomnieć o znaczeniu równowagi mikrobioty i zachęcić do działań profilaktycznych. Zdrowie jelit to nie tylko kwestia trawienia – to fundament ogólnego dobrostanu.
 
***
Badanie Międzynarodowe Obserwatorium Mikrobioty przeprowadzono online między 21 stycznia a 28 lutego 2025 roku na reprezentatywnej próbie 7500 osób z 11 krajów, w tym Polski.
 
[1] https://www.biocodexmicrobiotainstitute.com/pl/otylosc-mikrobiota-bakteria-pogarszajaca-efekt-diety-wysokotluszczowej

Źródło: materiał prasowy

Układ odpornościowy dziecka rozwija się przez pierwszych kilka lat życia. Niektórzy twierdzą, że trwa to nawet do 12. roku życia. W tym czasie organizm dziecka rozwija się i „uczy”, jak sobie radzić z groźnymi bakteriami i wirusami. To oznacza, że przez pierwsze miesiące po urodzeniu noworodki i niemowlęta są bardzo narażone na infekcje, bo ich maleńki organizm jeszcze nie jest w stanie poradzić sobie z groźnymi bakteriami i wirusami. W jaki sposób można je wtedy ochronić?
W 3. trymestrze ciąży płód otrzymuje przeciwciała od matki, które po urodzeniu stanowią dla niego tarczę ochronną. Ważne, aby było ich jak najwięcej, by mogły chronić dziecko przed jak największą liczbą patogenów. Dlatego kobieta w ciąży powinna się szczepić, aby wytworzyć przeciwciała, które przekaże swojemu maleństwu. Przed jakimi chorobami można zabezpieczyć dziecko szczepiąc jego mamę w ciąży? Jak to się dzieje, że szczepiąc kobietę w ciąży chronimy dziecko? Ile czasu trwa ochrona? Czy szczepienia w ciąży są bezpieczne?

Na te pytania odpowiada prof. dr hab. n. med. Mirosław Wielgoś, krajowy konsultant w dziedzinie perinatologii.

Panie Profesorze, które choroby zakaźne są szczególnie niebezpiecznie dla dziecka, a przed którymi możemy zaszczepić kobietę w ciąży, aby chronić jej dziecko?
Prof. dr hab. n. med. Mirosław Wielgoś: Dziecko rodzi się z układem odpornościowym, który jeszcze nie umie sobie radzić z bakteriami i wirusami. Szczepienia, które pozwolą uczyć się tej obrony
są podawane dziecku dopiero od 6. tygodniu życia, oczywiście oprócz szczepienia przeciwko gruźlicy i WZW typu B, bo te są podawane w pierwszych dniach życia. A więc do czasu, gdy zaczniemy szczepić dziecko, każda infekcja jest dla niego niebezpieczna – szczególnie krztusiec, grypa, czy infekcje układu oddechowego. Przed niektórymi chorobami niebezpiecznymi dla dziecka możemy zaszczepić jego matkę jeszcze w trakcie ciąży, a przeciwciała przekazane przez matkę chronią dziecko po urodzeniu. Mówimy tu o grypie, COVID-19, krztuścu czy RSV.

Jak to się dzieje, że szczepiąc kobietę w ciąży chronimy dziecko?
M.W.: Szczepienie mobilizuje organizm do wytworzenia przeciwciał, które potem są gotowe do walki
z patogenem. Jeżeli zaszczepimy kobietę w ciąży, to przeciwciała przez nią wytworzone są przez łożysko przekazywane dziecku i w ten sposób dziecko jest chronione przez pierwsze miesiące życia przed tymi chorobami, na które zaszczepi się matka.

Dlaczego to ważne, aby zabezpieczyć dziecko poprzez przeciwciała wytworzone i przekazane przez matkę? Czy nie wystarczą szczepienia w ramach Programu Szczepień Ochronnych, które podaje się dziecku po urodzeniu?
M.W.: Szczepienia w ramach PSO rozpoczynają się w 6. tygodniu życia, oprócz szczepienia przeciwko gruźlicy i WZW typu B. Do czasu pierwszego szczepienia dziecko nie jest zabezpieczane przed groźnymi chorobami, takimi jak błonica, tężec, krztusiec, pneumokoki czy polio. Szczepionkę przeciwko grypie można podać dopiero w 6. miesiącu życia. To jest czas, kiedy układ odpornościowy dziecka dopiero się rozwija i uczy radzić sobie z infekcjami. Dziecko nie zabezpieczone w żaden sposób, jest więc bardzo narażone na zakażenia i ciężki przebieg infekcji. Jeżeli istnieje możliwość przekazania mu przeciwciał wytworzonych w ciąży przez matkę, to warto z tego skorzystać. Szczepienie matki w ciąży może zapewnić ochronę do czasu, gdy niemowlę osiągnie odpowiedni wiek, aby otrzymać własne szczepionki np. przeciwko krztuścowi, przeciwko grypie, czy COVID-19, a do tego czasu, kiedy infekcja mogłaby przebiegać najciężej, będzie chronione przez przeciwciała przekazane przez mamę.

Co z wirusem RS? Czy jest niebezpieczny dla dziecka?
M.W.: Wirus RS może być groźny dla każdego, kto ulegnie zakażeniu, ale jest szczególnie groźny dla najmniejszych dzieci, osób starszych po 60. roku życia i osób z obniżoną odpornością. To wirus nabłonka oddechowego, który może wywoływać ciężkie infekcji dolnych dróg oddechowych i doprowadzić do ich zniszczenia. Pamiętajmy, że mówimy o maleńkich dzieciach, których drogi oddechowe dopiero się w pełni kształtują. A więc infekcja, która sprawia, że są one dodatkowo zwężone poprzez wydzielinę powstałą w jej trakcie może być bardzo niebezpieczna dla dziecka.

Kiedy kobieta w ciąży powinna się zaszczepić przeciwko RSV, aby ochronić dziecko?
M.W.: Zaleca się wykonywać szczepienia w 3. trymestrze ciąży. Towarzystwa naukowe mówią o przedziale 32.-36. tydzień ciąży. Wtedy jest czas, aby przed porodem kobieta wytworzyła przeciwciała i zdążyła je przekazać dziecku. Potrzeba ok. 12 dni na wytworzenie przeciwciał po szczepieniu.

Jak długo trwa ochrona?
M.W.: Poziomy przeciwciał wytworzonych przez kobietę w wyniku szczepienia i przekazane dziecku utrzymują się przez ok. 6 miesięcy po urodzeniu i w tym czasie zapewniają ochronę. Oczywiście poziom przeciwciał spada z czasem, a wiec jest najwyższy zaraz po urodzeniu. Ale jest to czas, kiedy te przeciwciała są dziecku najbardziej potrzebne.

Jak szczepienie kobiet w ciąży wpływa na zmniejszenie liczby zakażeń i hospitalizacji z powodu RSV wśród najmniejszych dzieci?
M.W.: Wyniki badań potwierdzają skuteczność ochrony dziecka przed RSV po zaszczepieniu jego matki w ciąży. Pojedyncza dawka szczepionki podana kobiecie w ciąży, w porównaniu z placebo, zmniejsza ryzyko ciężkiego zakażenia dolnych dróg oddechowych o etiologii RSV u dziecka o ponad 80% w pierwszych 3 miesiącach życia oraz o prawie 70% w pierwszych 6 miesiącach życia.

Czy szczepienie w ciąży jest bezpieczne?
M.W.: Bezpieczeństwo szczepień dla kobiet w ciąży to priorytet przy ich konstruowaniu i wytwarzaniu. Wszystkie szczepionki, a dla kobiet w ciąży szczególnie, przechodzą szereg badań potwierdzających ich bezpieczeństwo. Nie wykazano negatywnego wpływu szczepień na rozwój płodowy dziecka, czy jego rozwój po urodzeniu.

Szczepienia przeciwko którym chorobom zakaźnym są dostępne w Polsce dla kobiet w ciąży?
M.W.: W tej chwili kobiety w ciąży mogą skorzystać z bezpłatnego szczepienia przeciwko krztuścowi, grypie i COVID-19. Szczepionka przeciwko RSV jest płatna, ale trwa proces refundacyjny, który mam nadzieję obniży cenę tej szczepionki. Niestety chęć kobiet w ciąży do szczepień jest niewielka, dlatego ta forma ochrony dziecka przed wirusem RS powinna być dodatkowa, obok dostępu do przeciwciał monoklonalnych, które dziecko może otrzymać po urodzeniu.
 
Co można zrobić, aby zwiększyć zainteresowanie przyszłych mam szczepieniami w ciąży?
M.W.: Wyzwań związanych ze szczepieniami kobiet w ciąży jest kilka. Przede wszystkim należy popracować nad postawą położników i położnych oraz lekarzy rodzinnych, aby oni byli przekonani do potrzeby szczepienia swoich pacjentek. Potrzebna jest też wiedza na temat skuteczności i bezpieczeństwa szczepień w ciąży, która będzie oparta na odpowiedniej wiedzy medycznej.

źródło: Koalicja dla Wcześniaka

Polski system ochrony zdrowia jest w tej chwili słabo przygotowany na sytuacje kryzysowe, jak kolejne pandemie czy katastrofy naturalne. Poprawy wymaga w zasadzie każdy jego element: od polityki kadrowej, poprzez finansowanie świadczeń, aż po rozwiązania prawne – wynika z raportu omawianego przez ekspertów podczas konferencji „Zmiany w Ochronie Zdrowia 2024”. Wskazują oni, że nie wyciągnęliśmy wniosków z pandemii COVID-19.
 Decydenci muszą mieć świadomość tego, że kryzysy będą się powtarzać, że COVID-19, wojna, powodzie i inne kryzysy środowiskowe czy gospodarcze, które mogą nas nawiedzać, będą wymagały elastyczności, odporności i odpowiedniego reagowania, żeby zabezpieczyć dostęp do świadczeń zdrowotnych – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Iwona Kowalska-Bobko, profesor UJ, dyrektorka Instytutu Zdrowia Publicznego, Wydział Nauk o Zdrowiu Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Pandemia COVID-19 była bezprecedensowym wyzwaniem dla systemów zdrowotnych na całym świecie, również w Polsce. Wiele z nich stanęło na skraju wydolności, próbując poradzić sobie z rozprzestrzenianiem wirusa i zapewnieniem doraźnej opieki, jednocześnie walcząc o utrzymanie podstawowych świadczeń oraz zapewnienie bezpieczeństwa pacjentów i personelu medycznego. Pomimo istniejących planów reagowania kryzysowego początkowe reakcje na tę sytuację były chaotyczne i nieskoordynowane, co tylko zaostrzyło skutki pandemii. COVID-19 zwrócił uwagę na kwestię odporności systemu ochrony zdrowia oraz przygotowania go na kolejne kryzysy – wynika z raportu „Matryca oceny zrównoważenia i odporności ochrony zdrowia”, opracowanego m.in. przez prof. Iwonę Kowalską-Bobko oraz dr Małgorzatę Gałązkę-Sobotkę, dyrektorkę Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia na Uczelni Łazarskiego. Publikacja, która powstała w ramach PHSSR – Partnerstwa na rzecz Zrównoważonego i Odpornego Systemu Ochrony Zdrowia (wspólna inicjatywa Światowego Forum Ekonomicznego, London School of Economics i AstraZeneca), pokazuje, że polski system ochrony zdrowia jest w tej chwili słabo przygotowany na sytuacje kryzysowe, jak kolejne pandemie czy katastrofy naturalne. Poprawy wymaga w zasadzie każdy jego element: od polityki kadrowej, poprzez finansowanie świadczeń, aż po niejasne i nieprecyzyjne rozwiązania prawne.

 Wygląda na to, że nie wyciągnęliśmy wniosków z pandemii COVID-19, ponieważ poprzednia wersja matrycy, którą stworzyliśmy na potrzeby pomiaru odporności systemu, odnotowała lepsze wskaźniki niż obecnie. To oznacza, że najprawdopodobniej COVID-19 zmobilizował nas do tego, żeby na początku zabezpieczyć pewne działania na rzecz potencjalnych kryzysów. Natomiast pamięć jest niestety krótka – i to nie tylko w systemie ochrony zdrowia, ale generalnie pamięć ludzi dotycząca kryzysu COVID-19 i obostrzeń, które były wymagane od nas wszystkich, czyli m.in. mycia rąk, noszenia maseczek i pewnej ostrożności, jeśli chodzi o przenoszenie infekcji. To poszło w zapomnienie. Tak więc obawiam się – na co wskazują też wyniki naszych badań – że ta lekcja nie została odrobiona, wiele jeszcze przed nami. Nasza odporność na kryzysy jest na średnio niskim poziomie – mówi prof. Iwona Kowalska-Bobko.

Jak wskazuje, jednym z priorytetowych obszarów, w których należy wzmocnić odporność systemu ochrony zdrowia, są kwestie dotyczące finansowania świadczeń.

 To jest bardzo ważna sprawa, ponieważ pieniędzy w systemie nam po prostu brakuje i powinniśmy się wykazać szczególną ostrożnością, jeśli chodzi o ich wydatkowanie, zwłaszcza tych, które są w rezerwach kryzysowych – mówi ekspertka Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Musimy koncentrować się na gromadzeniu zasobów finansowych i nie tylko finansowych oczywiście, na to, aby radzić sobie z takim kryzysem.

Jak wynika z raportu, system zdrowotny w Polsce słabo wypada również pod kątem zrównoważonego rozwoju i zielonej transformacji, do czego przyczynia się m.in. to, że średni wiek polskich szpitali wynosi ok. 50 lat. Przestarzała infrastruktura pociąga za sobą konieczność dużych nakładów inwestycyjnych, co jest jednym z czynników hamujących wdrażanie reform.

– To nie jest tak, że dyrektorzy i menedżerowie jednostek ochrony zdrowia nie zauważają wagi tych zjawisk. Natomiast ze względu na infrastrukturę i finansowanie mamy problem z wdrażaniem dobrych praktyk środowiskowych w systemie ochrony zdrowia, zidentyfikowanych już w krajach, które poszły bardziej w kierunku wdrażania zielonej transformacji i zrównoważonych praktyk środowiskowych – mówi prof. Iwona Kowalska-Bobko.

Z raportu „Matryca oceny zrównoważenia i odporności ochrony zdrowia” wynika, że polski system stosunkowo dobrze radzi sobie natomiast z wdrażaniem cyfryzacji. Rozwój cyfrowych usług przyspieszyła – a wręcz wymusiła – pandemia COVID-19. Według ekspertów przygotowanie polskiego systemu ochrony zdrowia na kolejne takie kryzysy wymaga zaś m.in. szerokiej, międzysektorowej współpracy i opracowania odpowiedniej strategii w tym kierunku.

 Będziemy budować Indeks Zrównoważenia Odporności Systemu Ochrony Zdrowia. Będziemy wykorzystywać przede wszystkim wskaźniki ilościowe, które pokażą nam, w jakim miejscu jesteśmy. Chcielibyśmy również co roku przedstawiać wersję takiego indeksu, żebyście państwo zobaczyli, jak ten system w sensie ilościowym równoważy się i uodparnia, albo niestety nie robi tego – zapowiada dyrektorka Instytutu Zdrowia Publicznego Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jak podkreśla, tego typu wskaźniki są o tyle istotne, że koncentrują się nie tylko na kwestiach związanych ze zdrowiem, lecz również międzysektorowo – na kwestiach związanych ze środowiskiem.

– W zdrowiu publicznym od lat posługujemy się wskaźnikami, które mamy łatwo zdefiniowane i o których mówimy. To jest średnia długość życia w chwili urodzenia, średnia długość życia w zdrowiu czy inne wskaźniki dotyczące liczby lekarzy, pielęgniarek, liczby łóżek w systemie. Natomiast trudniej definiowalne są wskaźniki, które dotykają kilku sektorów – zdrowia i środowiska, zdrowia i edukacji, zdrowia i pomocy społecznej, zdrowia i rynku pracy – mówi prof. Iwona Kowalska-Bobko. – Bardzo ważne jest budowanie międzysektorowej współpracy i dobrze by było, żebyśmy się zaczęli komunikować, używając tych samych miar, którymi mogą być właśnie takie wskaźniki.

źródło: newseria

Bóle i zawroty głowy, senność, spadek odporności, utrata masy ciała, powiększenie węzłów chłonnych, gorączka – takie niespecyficzne symptomy mogą wskazywać na nieuleczalną chorobę nowotworową. Objawy makroglobulinemii Waldenströma (MW) różnią się w zależności od osoby oraz etapu rozwoju choroby a część pacjentów może być zdiagnozowana zanim pojawią się pierwsze objawy w wyniku rutynowych badań lekarskich. Co ważne, tacy pacjenci nawet po postawieniu rozpoznania mogą nie doświadczać żadnych symptomów przez wiele lat. Aby zwrócić uwagę na sytuację pacjentów z tym ultrarzadkim nowotworem krwi, Fundacja Carita im. Wiesławy Adamiec rozpoczyna kampanię edukacyjną „Makroglobulinemia Waldenströma – Śladami doktora Jana”.
W makroglobulinemii Waldenströma nieprawidłowe komórki gromadzą się w szpiku kostnym, co może prowadzić do niedokrwistości i znacząco obniżać odporność. Choroba najczęściej jest rozpoznawana u pacjentów w wieku 65-75 lat[1], nierzadko już obciążonych innymi chorobami przewlekłymi. Zapadalność na makroglobulinemię Waldenströma wynosi w Europie 7,3[2] przypadków na milion w przypadku mężczyzn i 4,2[3] przypadki na milion kobiet. Jak dotąd nie określono jednoznacznych czynników ryzyka zachorowania na ten nowotwór.

W 1944 roku[4] po raz pierwszy chorobę opisał Jan Waldenström, szwedzki lekarz chorób wewnętrznych. Do dziś jego pierwotny opis choroby pozostaje charakterystyczny dla obrazu klinicznego i nieprawidłowości klinicznych.

Wyzwanie – diagnoza
Według danych z raportu „Spojrzenie na makroglobulinemię Waldenströma. Perspektywa hematologa, perspektywa pacjenta i perspektywy na przyszłość” przygotowanego przez Polską Grupę Szpiczakową, redakcję Hematoonkologia.pl oraz Fundację Carita wyzwaniem nadal pozostaje czas od wystąpienia pierwszych objawów makroglobulinemii Waldenströma do postawienia diagnozy. U wszystkich pacjentów czas diagnozy wynosił powyżej 3 miesięcy, u ok. 20 proc. przeciągała się ona do ponad 6 miesięcy od wystąpienia pierwszych niepokojących objawów[5]. Jak podkreślają eksperci choroba swoimi objawami przypomina szpiczaka, jednak nieprawidłowe komórki mogą znajdować się nie tylko w szpiku kostnym, ale też w węzłach chłonnych. Dlatego objawy mogą być też podobne do tych występujących w przypadku chłoniaka.

 – Zgłosił się do nas pacjent z makroglobulinemią Waldenströma z pytaniem, czy zajmujemy się również pacjentami z innymi chorobami hematoonkologicznymi. Podczas dyskusji okazało się, że pacjenci z makroglobulinemią Waldenströma nie mają organizacji, która ich reprezentuje i wspiera. Jest ich niewielu; pojawiło się pytanie, czy nie moglibyśmy ich wesprzeć, gdyż, podobnie jak szpiczak, jest to choroba hematoonkologiczna, w dodatku na początku czasami mylona ze szpiczakiem. Niektóre objawy mogą sugerować, że pacjent choruje na szpiczaka, dopiero w trakcie diagnostyki okazuje się, że jest to makroglobulinemia Waldenströma. To choroba rzadka, w Polsce choruje na nią kilkudziesięciu pacjentów. Stwierdziliśmy, że spróbujemy tych pacjentów zrzeszyć, porozmawiać o ich problemach i wyzwaniach, dowiedzieć się, co możemy dla nich zrobić. Dlatego zdecydowaliśmy o stworzeniu kampanii edukacyjnej dedykowanej makroglobulinemii Waldenströma. To pierwsza taka inicjatywa w Polsce – wyjaśnia Łukasz Rokicki, prezes fundacji Carita im. Wiesławy Adamiec

Śladami Doktora Jana
Kampania Makroglobulinemia Waldenströma – Śladami Doktora Jana ma za zadanie upowszechnić wiedzę na temat makroglobulinemii, a także rozwiać mity i wątpliwości z nią związane. Dla większości ludzi diagnoza bardzo rzadkiej choroby jest szokiem. Perspektywa schorzenia ograniczającego codzienną aktywność może być przytłaczająca. Jeśli choroba nie wymaga natychmiastowej terapii, tylko strategii aktywnej obserwacji, brak działania po otrzymaniu diagnozy nowotworu może niepokoić. Osoba, która dowiedziała się o rozpoznaniu choroby nowotworowej, czuje się zazwyczaj przytłoczona i bezsilna. Uczucia te nasilają się zwłaszcza na początku, gdy pacjenci są poddawani licznym badaniom diagnostycznym. Makroglobulinemia to złożona choroba, z wieloma objawami, dlatego tak ważne jest wsparcie osób, którzy znaleźli się na ścieżce diagnostycznej.

Kampania Makroglobulinemia Waldenströma – Śladami Doktora Jana oprócz celów edukacyjnych, ma integrować środowisko osób żyjących z tą chorobą – zarówno pacjentów, jak i ich rodziny i bliskich.

W ramach kampanii powstała pierwsza w Polsce strona internetowa nt. makroglobulinemii Waldenströma, rozpowszechniane są materiały informacyjne – sukcesywnie będą one się pojawić na stronie internetowej www.makroglobulinemia.pl. Pod hasłem przewodnim „Śladami doktora Jana” na stronie publikowane są artykuły, wywiady z hematologami i hematoonkologami, filmy i materiały do wydruku. Organizatorzy kampanii liczą, że wokół Fundacji Carita uda się zbudować społeczność pacjentów, ich bliskich i ekspertów – tak, by osoby dotknięte tą chorobą nie były same.

 
O fundacji Carita:
Fundacja Carita powstała w 2010 roku. Założyła ją Wiesława Adamiec, która zachorowała na szpiczaka mnogiego. Misją fundacji jest działanie na rzecz wyrównania szans pacjentów i zwiększania dostępu do najnowszych metod leczenia. Fundacja prowadzi edukację zarówno w zakresie choroby, jak i praw pacjenta, służąc wsparciem dla pacjentów oraz ich rodzin, organizując warsztaty i spotkania integracyjne.
Fundacja współpracuje z wieloma organizacjami na całym świecie. Należy do organizacji parasolowych: Myeloma Patients Europe, International Myeloma Foundation, World Patient Aliance, Eurordis – Rare Diseases Europe.
 
[1] Phekoo KJ, Jack RH, Davies E, Møller H, Schey SA. The incidence and survival of Waldenström’s Macroglobulinaemia in South East England. Leuk Res 2008; 32(1): 55-9.
[2] Jw.
[3] Jw.
[4] Waldenstrom J. Incipient myelomatosis or „essential” hyperglobulinemia with fibrino-genopenia-a new syndrome? Acta Medica Scandinavica 1944; 117: 216-47.
[5]„Spojrzenie na makroglobulinemię Waldenströma. Perspektywa hematologa, perspektywa pacjenta i perspektywy na przyszłość, Raport z 2023 r.” wyd. Polska Grupa Szpiczakowa, Fundacja Carita, Hematoonkologia.pl dostępny: hematoonkologia.pl
źródło: Fundacja Carita
Pacjenci hematoonkologiczni zdają sobie sprawę z tego, że mają osłabioną odporność i każda infekcja może być dla nich groźna, co było bardzo widoczne podczas pierwszych fal epidemii COVID-19. Nie zawsze jednak wiedzą, jak obecnie skutecznie chronić się przed infekcjami – tak wynika z ankiety przeprowadzonej wśród pacjentów.
Fundacja Carita im. Wiesławy Adamiec, zrzeszająca chorych na szpiczaka oraz inne choroby hematologiczne, wraz z portalem hematoonkologia.pl przeprowadziła badanie ankietowe wśród pacjentów, którego celem było przekonanie się, jaka jest ich wiedza na temat zagrożeń związanych z obniżoną odpornością oraz sposobów ochrony przed infekcjami. W badaniu wzięło udział 150 pacjentów z chorobami nowotworowymi układu krwiotwórczego: szpiczakiem plazmocytowym, przewlekłą białaczką limfocytową, chłoniakami.

Głównym powodem przeprowadzania badania są nasze doświadczenia z pandemii COVID-19, które pokazały, że pacjenci hematoonkologiczni są grupą najbardziej zagrożoną zarówno ciężkim przebiegiem choroby, jak zgonu. Dochodziło do dramatycznych sytuacji, gdy pacjent był w remisji choroby nowotworowej, czyli mieliśmy wielki sukces w walce z nowotworem, a umierał z powodu infekcji lub jej powikłań. Z drugiej strony widzieliśmy również, jak pacjenci hematoonkologiczni chętnie się szczepili, gdy pojawiły się pierwsze szczepionki przeciw COVID-19. Realizując obecne badanie ankietowe, chcieliśmy przekonać się, jaka jest dziś wiedza pacjentów na temat swojej odporności oraz sposobów ochrony przed infekcjami – mówi prof. Krzysztof Giannopoulos, prezes Polskiego Towarzystwa Hematologów i Transfuzjologów.

Pacjenci onkologiczni, a zwłaszcza hematoonkologiczni, są obecnie jedną z najlepiej wyszczepionych grup. – Oczywiście, także wśród pacjentów hematoonkologicznych byli przeciwnicy szczepień, jednak zdecydowana większość zaszczepiła się pierwszymi dawkami szczepionek przeciw COVID-19, gdy tylko to było możliwe. Później jednak pojawiało się wiele pytań i wątpliwości, czy zasadne jest podawanie trzeciej, czwartej dawki szczepienia, zwłaszcza że część osób chorowała na COVID-19. Pacjenci coraz częściej pytają też o inne szczepienia, czy warto z nich korzystać – zaznacza Łukasz Rokicki, prezes Fundacji Carita im. Wiesławy Adamiec.

Na podstawie ankiety przeprowadzonej wśród pacjentów powstał raport „Obniżona odporność immunologiczna. Zwiększenie świadomości pacjentów z chorobami nowotworowymi” pokazujący stan wiedzy pacjentów na ten temat.

Co pacjenci hematologiczni wiedzą na temat własnej odporności i sposobów zapobiegania infekcji
Aż 99,3% ankietowanych pacjentów jest świadomych zwiększonego ryzyka zachorowania. 64,6% ocenia, że infekcje górnych dróg oddechowych występują u nich często: u prawie 59% przynajmniej 2 razy w ciągu ostatnich 6 miesięcy (w przypadku chorych na szpiczaka aż u 76,3% pacjentów). Czynnikami bardzo wysokiego ryzyka było zwłaszcza aktywne leczenie, przeszczep szpiku oraz transfuzje preparatów krwiopochodnych. Ponad 48% pacjentów deklarowało, że infekcje u nich zawsze mają długi przebieg, a u 17% za każdym razem konieczne jest przyjmowanie antybiotyków.

Pacjenci hematoonkologiczni mają istotnie obniżoną odporność i zwiększone ryzyko częstego występowania i ciężkiego przebiegu infekcji. Upośledzenie układu immunologicznego może wynikać zarówno z choroby nowotworowej, jak ze stosowanego leczenia. Istotnie wpływa na układ odpornościowy chemioterapia, która nie tylko niszczy nieprawidłowe komórki nowotworowe, ale może także uszkadzać komórki układu odpornościowego. Niekorzystnie na odporność wpływa także leczenie immunosupresyjne– potwierdza prof. Krzysztof Giannopoulos.

Fakt, że pacjenci hematoonkologiczni mają osłabioną odporność, jest doskonale widoczny zarówno podczas pandemii COVID-19, jak również obecnie. – Było to i nadal jest widoczne na oddziałach szpitalnych. Pacjenci hematoonkologiczni często umierali z powodu COVID-19. Obecnie również są bardziej zagrożeni ciężkim przebiegiem COVID-19. Widzimy to na oddziałach zakaźnych: 60-70 proc. osób z COVID-19 to osoby z chorobami onkologicznymi, najczęściej hematoonkologicznymi. Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest wiek – zaznacza prof. Krzysztof Tomasiewicz, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii USK1 w Lublinie.

Dla pacjentów hematoonkologicznych groźny jest nie tylko COVID-19, ale też każda infekcja.  – Ciężki może być u nich przebieg grypy, zakażenia pneumokokowego, infekcji RSV; może to wiązać się z ryzykiem zgonu. Widzimy ciężkie przebiegi półpaśca, który co prawda zazwyczaj nie wiąże się z ryzykiem zgonu, ale może powodować neuralgię popółpaścową i konieczność leczenia bólu przez wiele miesięcy, a nawet lat. Widzimy też ciężki przebieg infekcji przewodu pokarmowego. Są to osoby często narażone na zakażenia bakteryjne bakteriami lekoopornymi, na rozwój sepsy. Ponadto wystąpienie ciężkiej infekcji wiąże się najczęściej z koniecznością przerwania leczenia przeciwnowotworowego, co pogarsza rokowanie pacjenta – dodaje prof. Tomasiewicz.

Jak pacjenci chronią się przed infekcjami
W ramach przeprowadzonej ankiety pacjenci był pytani o to, w jaki sposób starają się zapobiegać infekcjom. Aż 78,7% zadeklarowało regularne i odpowiednio długie mycie rąk; 52% dodatkowo odkaża skórę środkiem antyseptycznym. 46% unika spotkań z innymi osobami podczas fali infekcji, 56,7% wybiera się w miejsca publiczne poza godzinami szczytu, a 16% zawsze zakłada maseczkę. Aż 77% pacjentów unika kontaktu z osobami mającymi infekcję. Ponad 54% unika spotkań z rodziną i przyjaciółmi, a 47% zakłada maseczkę podczas spotkań z bliskimi.

W trakcie sezonu infekcyjnego pacjenci powinni wyrobić w sobie takie zachowania, które ich chronią, jak częste mycie rąk, unikanie dużych zbiorowisk w sezonie wysokiego ryzyka infekcyjnego. Bardzo ciekawe były jednak wyniki badań pokazanych podczas zjazdu Amerykańskiego Towarzystwa Hematologicznego: okazało się, że ponad 20 proc. infekcji, na które chorują obecnie nasi pacjenci, to infekcje, przeciw którym są szczepionki. Dlatego chcieliśmy również sprawdzić wiedzę pacjentów na temat szczepień, a także to, na ile chętnie się szczepią – zaznacza prof. Giannopoulos.

Większość pacjentów hematoonkologicznych zdaje sobie sprawę z roli szczepień ochronnych: wyszczepialność w tej grupie jest znacznie wyższa niż w ogólnej populacji Polski. Prawie 70 proc. ankietowanych pacjentów wyraziło gotowość zaszczepienia się, jeśli szczepionki są dostępne (najczęściej byli to mieszkańcy dużych miast, osoby z wyższym wykształceniem). Najbardziej popularne jest szczepienie przeciw COVID-19: zaszczepiło się aż 76,7% pacjentów, zdecydowana większość najszybciej, jak to było możliwe. Obecnie jednak jedynie 20,7% pacjentów uważa, że konieczne jest przyjęcie kolejnych dawek, ale prawie 57% uważa, że nie jest to konieczne.

Pacjenci wiedzą też o innych szczepieniach: 37% zaszczepiło się w ciągu poprzedniego sezonu infekcyjnego przeciw grypie (w ogólnej populacji było to zaledwie 5%), a 44,7% przyjęło szczepionkę przeciw innej chorobie (najczęściej przeciw WZW typu A i B, półpaścowi oraz pneumokokom). – Każde szczepienie w tej grupie pacjentów ma swoją wartość i uzasadnienie: COVID-19, grypa, pneumokoki, półpasiec: są pacjenci, dla których jest to realne zagrożenie. Konieczna jest jednak edukacja, zarówno lekarzy, jak i pacjentów, że choroba nowotworowa nie jest przeciwwskazaniem, tylko wskazaniem do szczepień. Z mojego punktu widzenia widzę, że generalnie pacjenci są chętni do szczepień, mam jednak wrażenie, że brakuje im mocnego przekazu potwierdzającego zasadność szczepień przeciw różnym chorobom – mówi prof. Krzysztof Tomasiewicz.

32,7% ankietowanych przyznało, że słyszało o innych szczepieniach, ale nikt im ich nie zalecił. 22% odmawia szczepień, gdyż obawia się pogorszenia przebiegu choroby nowotworowej. – Lekarz prowadzący powinien zalecić pacjentowi szczepienia; podpowiedzieć mu, które są dla niego najważniejsze. Uważam, że należałoby stworzyć wytyczne dotyczące konkretnych sytuacji pacjentów, np. w trakcie leczenia, po chemioterapii, po przeszczepie szpiku. Na pewno takich informacji brakuje, a są one bardzo potrzebne, bo pacjenci czują się zagubieni, kiedy i jakie szczepienia powinni zastosować. Takie rekomendacje powinny być na każdym oddziale hematoonkologicznym, by pacjent mógł do tego sięgnąć i po konsultacji ze swoim lekarzem zdecydować, na co się zaszczepić – zaznacza Łukasz Rokicki.

Wyniki ankiety pokują, że konieczne są akcje edukacyjne, skierowane zarówno do pacjentów, jak do lekarzy: – W większości przypadków pacjenci chcą się szczepić, jednak widać, że potrzebują na ten temat edukacji. Chcemy też, żeby lekarze rodzinni byli włączani do akcji edukacyjnych. Często dostajemy od lekarzy rodzinnych prośbę, żeby napisać, czy pacjent kwalifikuje się do leczenia. Tymczasem samo rozpoznanie choroby hematologicznej jest kwalifikacją do szczepienia i wskazaniem do niego. Choroba hematoonkologiczna nie jest żadnym przeciwwskazaniem do szczepienia, tylko wręcz wskazaniem do niego. Nadal choroby infekcyjne stanowią istotny odsetek przyczyny zgonów pacjentów hematoonkologicznych; powinniśmy robić wszystko, by to ograniczyć. U osób w immunosupresji choroby zakaźne niosą wyższe ryzyko powikłań, a także mogą przyczyniać się do opóźnienia lub czasowego przerwania leczenia onkologicznego, a przez to pogorszenia przebiegu choroby nowotworowej – podkreśla prof. Giannopoulos.

Zalecenia dla pacjentów hematoonkologicznych i onkologicznych
W celu ochrony przed infekcjami pacjentom z obniżoną odpornością zaleca się unikanie kontaktu z osobami wykazującymi objawy infekcji, przebywania w dużych skupiskach ludzi w okresach zwiększonego ryzyka zachorowania, zachowywanie odpowiednich zasad higieny (częste i dokładne mycie i dezynfekcja rąk), a także szczepienia ochronne.
Pacjenci hematoonkologiczni powinni porozmawiać ze swoim lekarzem na temat szczepień. Szczególnie zalecane dla nich są szczepienia:
 
Badanie ankietowe pacjentów oraz raport „Obniżona odporność immunologiczna. Zwiększenie świadomości pacjentów z chorobami nowotworowymi” powstały w ramach kampanii edukacyjnej „Obniżona odporność immunologiczna. Zwiększenie świadomości pacjentów z chorobami nowotworowymi”.
 
 
źródło: Fundacja Carita
Informujemy, że firma Viatris rozpoczęła dystrybucję szczepionki przeciw grypie na sezon 2024-2025. Na rynek trafiła pierwsza partia szczepionki przeciw grypie firmy Viatris. Na rynek trafiła pierwsza partia szczepionki przeciw grypie firmy Viatris. Szczepionka jest już dostępna w hurtowniach farmaceutycznych i stopniowo w aptekach. Umożliwi to środowisku medycznemu efektywnie rozpocząć realizację szczepień przeciwko grypie i zabezpieczyć pacjenta na sezon grypowy 2024-2025.

Mając na uwadze problemy z dostępnością szczepionek na grypę w poprzednich latach oraz społecznym zainteresowaniem szczepieniami i ich istotnością dla zdrowia publicznego firma Viatris informuje o rozpoczęciu dystrybucji szczepionek na sezon 2024/2025.

 Szczepionką będzie można się zaszczepić w aptekach i przychodniach. Szczepionka przeciw grypie jest bezpłatna dla dzieci do 18 roku życia, osób powyżej 65 roku życia oraz kobiet w ciąży, zaś dla pozostałych osób podlega refundacji 50%1.

 W ramach swojego zaangażowania w poprawę zdrowia publicznego Viatris stara się sprostać zapotrzebowaniu na szczepionki przeciwko grypie w Polsce aby wspierać w zapobieganiu chorobom zakaźnym.

W porównaniu z poprzednim sezonem 2023/2024 Viatris przewiduje dostarczenie zwiększonej liczby dawek szczepionki do polskich aptek, co potwierdza zaangażowanie firmy Viatris w profilaktykę zdrowotną obywateli przed grypą w nadchodzącym sezonie 2024/2025.

Wczesne szczepienie oznacza wcześniejszą gotowość na ochronę przed kolejnym sezonem grypowym, co jest szczególnie ważne dla osób narażonych na ryzyko ciężkiego przebiegu i rozwoju ciężkich powikłań, tj. osób powyżej 65 roku życia, kobiet w ciąży, pracowników systemu opieki zdrowotnej, dzieci oraz osób chorujących na schorzenia przewlekłe2.

Influvac® Tetra to skuteczna szczepionka w ochronie przeciw grypie i jej powikłaniom. Wskazana jest do stosowania już od 6 miesiąca życia. To jedyna szczepionka typu sub-unit na rynku w Polsce. Szczepionka typu sub-unit jest udoskonaloną szczepionką oczyszczoną, zawierającą wyłącznie antygeny powierzchniowe, co ulepsza profil bezpieczeństwa, z mniejszym odsetkiem działań niepożądanych miejscowych i uogólnionych, redukując reaktogenność w porównaniu do szczepionki typu split4,5.

Kto i kiedy powinien się zaszczepić przeciw grypie?

Grypa nieustannie pozostaje wyzwaniem dla zdrowia publicznego i opieki zdrowotnej, stanowiąc poważne obciążenie całego systemu3. Według WHO każdego roku wirus grypy przyczynia się do milionów zachorowań na świecie i nawet 500 tysięcy zgonów z powodu powikłań ze strony układu oddechowego związanych z grypą6.

Wraz ze zbliżającym się końcem lata, sezon grypowy czeka tuż za rogiem, a najlepszym sposobem na zmniejszenie ryzyka grypy sezonowej i rozwoju jej poważnych powikłań jest coroczne szczepienie7..

Szczepienia rekomendowane są każdej osobie od 6 miesiąca życia, w tym przede wszystkim osobom szczególnie narażonym, takich jak kobiety w ciąży, dzieci poniżej 59 miesiąca życia, osoby starsze, osoby z określonymi schorzeniami przewlekłymi i pracownikom systemu opieki zdrowotnej6.

Szczepienie przeciw grypie może chronić osoby w Twoim otoczeniu: w rzeczywistości rodzina i znajomi osób z grup podwyższonego ryzyka ciężkiego przebiegu grypy mogą narażać swoich bliskich przez transmisję wirusa7.

Według rekomendacji krajowych i międzynarodowych sezon szczepień przeciw grypie powinno rozpocząć się już we wrześniu6. Szczepienia w lipcu i sierpniu można rozważyć w przypadku dzieci, które wymagają dwóch dawek szczepionki, kobiet w trzecim trymestrze ciąży lub osób, które z jakiegoś indywidualnego powodu nie będą mogły się zaszczepić we wrześniu9,10.

Refundacja szczepionki przeciw grypie w sezonie 2024/25

Szczepionka Influvac® Tetra jest objęta refundacją Ministra Zdrowia w zakresie wszystkich zarejestrowanych wskazań. Od sezonu 2023/24 refundacją objęta jest szeroka grupa pacjentów – każdy powyżej 6 miesiąca życia1.

Szczepionka przeciw grypie Influvac® Tetra dostępna jest BEZPŁATNIE dla:

Dla pozostałej grupy wiekowej tj. 18 – 64 lat przysługuje odpłatność 50% z dopłatą dla świadczeniobiorcy 26,38 zł.

Cena detaliczna 52,75 zł.

Cena dla refundowanej Szczepionki Influvac® Tetra wynika z Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia z dnia 17 czerwca 2024 r. w sprawie wykazu refundowanych leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych na 1 lipca 2024 r.

https://www.gov.pl/web/zdrowie/obwieszczenie-ministra-zdrowia-z-dnia-17-czerwca-2024-r-w-sprawie-wykazu-refundowanych-lekow-srodkow-spozywczych-specjalnego-przeznaczenia-zywieniowego-oraz-wyrobow-medycznych-na-1-lipca-2024-r

Jaka będzie forma dystrybucji?

Szczepionka Influvac® Tetra dostępna jest w opakowaniu pojedynczym, zawiesina do wstrzykiwań w ampułko-strzykawce, 1 dawka, kod EAN: 05909991347352, dystrybuowaną wyłącznie przez hurtownie farmaceutyczne.

Viatris zaspokaja zapotrzebowanie aptek ogólnodostępnych za pośrednictwem hurtowni farmaceutycznych, które posiadają odpowiednie zasoby logistyczne, by realizować zamówienia aptek ogólnodostępnych z całej Polski.

W celu złożenia zamówienia przez aptekę ogólnodostępną prosimy o kontakt z wybraną hurtownią farmaceutyczną.

Prosimy o śledzenie strony www.viatris.pl, www.viatris.com  na której wkrótce będzie dostępna pełna lista hurtowni współpracujących z Viatris, które mają możliwość zakupu szczepionki Influvac Tetra

 

Piśmiennictwo:

  1. Obwieszczenie Ministra Zdrowia z dnia 17 czerwca 2024 r. w sprawie wykazu refundowanych leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych na 1 lipca 2024 r.
  2. Influenza (Seasonal) [Grypa (sezonowa)]. Dostępne pod adresem: https://www.who.int/news-room/fact-sheets/detail/influenza-(seasonal) (dostęp: lipiec 2024 r.)
  3. de Fougerolles TR, Baïssas T, Perquier G, Vitoux O, Crépey P, Bartelt-Hofer J, Bricout H, Petitjean A. Public health and economic benefits of seasonal influenza vaccination in risk groups in France, Italy, Spain and the UK: state of play and perspectives. BMC Public Health. 2024 May 3;24(1):1222
  4. Kim YH, Hong KJ, Kim H, Nam JH. Influenza vaccines: Past, present, and future. Rev Med Virol. 2022 Jan;32(1):e2243. doi: 10.1002/rmv.2243
  5. Colombo L, Hadigal S, Nauta J, Kondratenko A, Rogoll J, Van de Witte S. Influvac Tetra: clinical experience on safety, efficacy, and immunogenicity. Expert Rev Vaccines. 2024 Jan-Dec;23(1):88-101.
  6. Basu I, Agarwal M, Shah V, Shukla V, Naik S, Supe PD, Srivastava MK, Giriraja KV, Pinjar P, Mishra PK, Joshi S, Vijayakumar R, van de Witte S. Immunogenicity and safety of two quadrivalent influenza vaccines in healthy adult and elderly participants in India – A phase III, active-controlled, randomized clinical study. Hum Vaccin Immunother. 2022 Dec 31;18(1):1-10
  7. WHO News Room Influenza https://www.who.int/news-room/feature-stories/detail/the-burden-of-influenza (dostęp lipiec 2024)
  8. Healthy Habits to Help Protect Against Flu [Zdrowe nawyki chroniące przed grypą]. Dostępne pod adresem: https://www.cdc.gov/flu/prevent/actions-prevent-flu.htm (dostęp: lipiec 2024 r.)
  9. 5 Reasons It Is Important for Adults to Get Vaccinated [5 ważnych powodów, aby dorośli szczepili się]. Dostępne pod adresem: https://www.cdc.gov/vaccines/adults/reasons-to-vaccinate.html (dostęp: lipiec 2024 r.)
  10. When should I get vaccinated? [Szczepienie przeciwko grypie: Podsumowanie dla klinicystów: Kiedy należy się zaszczepić] https://www.cdc.gov/flu/professionals/vaccination/vax-summary.htm (dostęp lipiec 2024)

źródło: Viatris

Pierwotne niedobory odporności (PNO), obejmujące dużą grupę chorób uwarunkowanych genetycznie, nazywanych wrodzonymi błędami odporności, są powszechnie kojarzone z nawracającymi infekcjami o ciężkim przebiegu, które trudno się leczy. Niewiele osób wie, że objawami PNO mogą być poważne alergie, choroby autoimmunizacyjne, w których układ immunologiczny niszczy komórki własne gospodarza, czy też powiększenie węzłów chłonnych lub śledziony.

Olbrzymi postęp w wykrywaniu rodzajów defektów genetycznych PNO

Pierwotnie niedobory odporności (PNO), stanowią zróżnicowaną grupę chorób w większości uwarunkowanych genetycznie i związanych z nieprawidłowym funkcjonowaniem jednego lub kilku elementów układu odpornościowego. Zalicza się je do chorób rzadkich, a niektóre ich typy wręcz do ultrarzadkich. Co istotne, zarówno objawy, jak i przebieg kliniczny mogą być różne, nawet u chorych z tym samym defektem. Szacuje się, że częstość występowania PNO to nawet 1 na 1000 osób, co oznaczałoby 40 000 chorych na PNO w Polsce, ale do tej pory wykryto zaledwie około 5000 przypadków. Opóźnienie w prawidłowym rozpoznaniu choroby u dzieci wynosi średnio około 5 lat, z kolei u dorosłych – około 10–11 lat.

Warto zauważyć, że w ostatnich latach liczba rozpoznanych przypadków pierwotnych niedoborów odporności wzrasta. Przede wszystkim wykrywa się więcej defektów genetycznych, warunkujących wystąpienie PNO, a jest to możliwe dzięki wielu czynnikom, m.in. dostępności narzędzi diagnostycznych. Szczególnie należy podkreślić dostępność badań genetycznych – tłumaczy dr hab. n. med. Małgorzata Pac, prof. IP CZD, Klinika Immunologii, Instytut „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie. – Istotną rolę odgrywają inne badania układu odporności, jak np. badania immunofenotypu limfocytów metodą cytometrii przepływowej, z oceną poszczególnych subpopulacji limfocytów, ich toru dojrzewania itd.

Jak wyjaśnia prof. Pac, ostatnia dostępna aktualizacja Międzynarodowej Unii Towarzystw Immunologicznych (ang. International Union of Immunological Society, IUIS) z 2022 roku mówi o 485 defektach genetycznych odpowiadających za PNO. Wydaje się, że w tej chwili może być ponad 500 wariantów genowych leżących u podstaw PNO. Warto nadmienić, że pierwsze klasyfikacje powstałe z inicjatywy Światowej Organizacji Zdrowia miały miejsce na początku lat 70. XX wieku, kiedy to wyróżniono tylko 16 niedoborów odporności. Zatem postęp jest olbrzymi!

Dobrą opiekę nad chorym z PNO warunkuje wiele czynników

Na pewno kluczowym czynnikiem wpływającym na prawidłową opiekę i cały proces diagnostyczno-terapeutyczny osoby z PNO jest wczesna diagnostyka pierwotnych niedoborów odporności. Jednak, żeby to nastąpiło, to po pierwsze – musi istnieć świadomość występowania tej grupy chorób, zarówno wśród pracowników ochrony zdrowia (lekarzy rodzinnych, pediatrów, internistów, innych specjalistów) jak i w społeczeństwie – mówi prof. Pac.

Po drugie – kluczowa jest znajomość symptomów pierwotnych niedoborów odporności. Powszechnie uważa się, że PNO są to przede wszystkim nawracające infekcje, ale sprawa okazuje się bardziej skomplikowana. Musimy również zwracać uwagę na ich atypowy przebieg, na atypową etiologię zakażeń, na pojawianie się zakażeń pomimo szczepień, na powtarzające się zakażenia tym samym patogenem.

W grupie pierwotnych niedoborów odporności spotykamy też fenotypy nieinfekcyjne. Są to objawy czy choroby o podłożu autoimmunizacyjnym, do których należą np. cytopenie (np. małopłytkowość, autoimmunizacyjna neutropenia), a także choroby autoimmunizacyjne dotyczące innych narządów, m.in. autoimmunizacyjne zapalenie tarczycy. Do fenotypów nieinfekcyjnych zalicza się też powiększenie węzłów chłonnych o niejasnej etiologii, czy powiększenie śledziony i/lub wątroby.

Prof. Pac zwraca też uwagę na występowanie nowotworów, które mogą być zarówno efektem PNO, gdyż istnieją niedobory odporności ze szczególną predyspozycją do nowotworów lub pierwszym objawem PNO.

Kolejną kwestią jest dostępność do metod i narzędzi diagnostycznych, np. to, czy możemy ocenić stężenie immunoglobulin u pacjentów z nawracającymi zakażeniami na poziomie podstawowej opieki. Istotna jest też umiejętność interpretacji uzyskanych wyników. Nie wystarczy spojrzeć na parametr – trzeba go odnieść do wartości referencyjnych dla poszczególnych grup wiekowych.

Jako następny czynnik należy wymienić dostęp do immunologa, który ukierunkowuje dalszą diagnostykę bądź od razu stawia rozpoznanie PNO. Ważna jest również dostępność do innych specjalistów – ze względu na występowanie objawów czy chorób ze strony innych układów i narządów (np. autoimmunizacyjnych o różnej lokalizacji), a także konieczność kompleksowej opieki.

Kiedy została już dokonana właściwa diagnoza, to musimy mieć zagwarantowany dostęp do różnych terapii, w zależności od typu niedoboru odporności. Najczęściej stosuje się terapię immunoglobulinami. Konieczna jest możliwość wyboru drogi podania immunoglobulin i powinien być to wybór świadomy, przedyskutowany przez pacjenta lub jego rodziców (w przypadku dziecka) i przez lekarza – podkreśla prof. Pac.

W niektórych niedoborach odporności jest możliwość zastosowania leczenia docelowego, np. transplantacji komórek krwiotwórczych. W opiece nad osobą z PNO istotna jest również dostępność do terapii genowej, do leczenia immunosupresyjnego, do nowoczesnych leków biologicznych, terapii enzymatycznej.

Celem leczenia w niedoborach odporności jest przede wszystkim poprawa jakości życia chorego. Leczenie ma przede wszystkim zapobiegać różnym zakażeniom oraz powikłaniom, które mogą zagrażać życiu. W niektórych pierwotnych niedoborach odporności (np. agammaglobulinemia Brutona) terapia musi być prowadzona przez całe życie. – stwierdza prof. Pac.

Wczesna diagnoza PNO podstawą skutecznego leczenia

Pierwotne niedobory odporności są zazwyczaj rozpoznawane w wieku dziecięcym. Trzeba pamiętać, że dziecko, zwłaszcza na etapie żłobkowo-przedszkolnym, ma prawo chorować bardzo często, nawet 10–12 razy w roku, i jeśli liczba infekcji zmniejsza się z upływem czasu, a ich przebieg łagodnieje, to najczęściej nie ma powodu do zmartwienia. Kiedy jednak infekcje przebiegają w sposób nietypowy, ciężki i/lub powikłany, wymagający często leczenia w szpitalu, gdyż trudno jest sobie z nimi poradzić w warunkach domowych, a ponadto pojawiają się inne problemy zdrowotne, np. słabo reagująca na leczenie alergia albo choroby autoimmunizacyjne (małopłytkowości, neutropenie), to takie dziecko zdecydowanie powinno trafić do immunologa z podejrzeniem niedoboru odporności – wyjaśnia dr hab. n. med. Sylwia Kołtan, prof. UMK, konsultant krajowy w dziedzinie Immunologii Klinicznej, Katedra Pediatrii, Hematologii i Onkologii Collegium Medicum w Bydgoszczy, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Rodzic z dzieckiem udaje się do lekarza pierwszego kontaktu, pediatry albo do alergologa, hematologa czy pulmonologa, i to ci lekarze powinni zachować największą czujność i mieć na uwadze, że u dzieci mogą występować PNO. To jest pierwszy i najważniejszy krok. Lekarz, który o tym pomyśli, będzie szukał odpowiedzi i sam – zanim skieruje dziecko do immunologa – przeprowadzi wywiad z rodzicami, m.in. na temat dotychczas przebytych chorób, ciężkich zakażeń czy PNO w rodzinie, wykona badania fizykalne, zleci wykonanie pierwszych badań laboratoryjnych, tj. morfologię krwi z rozmazem, proteinogram oraz badania poziomu gammaglobulin IgG, IgE, IgA. Niestety, to ostatnie badanie jest płatne (bezpłatnie dla pacjenta można je wykonać w szpitalu lub w poradni immunologicznej), co znacznie wydłuża czas „wyłapania pacjenta” przez lekarza pierwszego kontaktu.

Prof. Kołtan zwraca też uwagę, że choć infekcje są bardzo częstą manifestacją PNO, to ich brak wcale nie stanowi dowodu, że zaburzeń odporności nie ma. Występowanie problemów alergicznych, autoimmunizacyjnych, chorób nowotworowych, przewlekłego powiększenia wątroby, śledziony, węzłów chłonnych, pojawienie się problemów gastroenterologicznych – to również są powody skłaniające do zastanowienia, czy wspólnym mianownikiem nie jest właśnie niedobór odporności. U takich pacjentów PNO zostaje zwykle zdiagnozowane późno, a zanim to nastąpi, bywają całymi latami prowadzeni przez różnych lekarzy albo trafiają do immunologa przypadkiem.

Konsekwencje opóźnionej diagnozy są w dużej mierze nieodwracalne i powodują trwałe uszkodzenie narządów bądź wystąpienie przewlekłych chorób. W zależności od tego, w jakich narządach koncentrują się te choroby, może dochodzić do komplikacji, których nie da się już wyleczyć. Możemy jedynie próbować je leczyć w taki sposób, żeby sprawiały choremu jak najmniejszy dyskomfort. Przykładem może być późno rozpoznany niedobór odporności humoralnej, który jest najczęstszy w naszym kraju i który może skutkować rozwojem przewlekłego zapalenia zatok lub rozstrzeni oskrzeli. Mimo że chory będzie bardzo skutecznie leczony przetoczeniami immunoglobulin, to przewlekłe zapalenie zatok pozostanie dla niego problemem na całe życie, a rozstrzenia oskrzeli nie cofną się – wyjaśnia prof. Kołtan.

Wczesna diagnoza jest zatem podstawą nie tylko dobrego leczenia, ale również profilaktyki i prawidłowego funkcjonowania w naturalnym środowisku, w rodzinie, w szkole.

Zdaniem prof. Kołtan w Polsce wiele już zostało zrobione w zakresie opieki nad chorym z PNO. W większości województw są ośrodki, które zajmują się diagnozowaniem i leczeniem dzieci z niedoborami odporności. Mamy programy lekowe dla pacjentów z niedoborami przeciwciał, tj. leczenie preparatami immunoglobulin dożylne oraz podskórne. Do tej drugiej formy terapii większość dzieci ma dostęp, a jej wielką zaletą jest możliwość realizacji w warunkach domowych. Dzieci z najcięższymi chorobami układu immunologicznego mają też wystarczający dostęp do przeszczepień komórek krwiotwórczych, i to na wysokim poziomie. Istnieje ponadto możliwość leczenia zespołów autozapalnych.

To, z czym mamy problem, to brak odpowiedniego finansowania wysoko zaawansowanych badań genetycznych, co niestety powoduje, że choroby, zwłaszcza te ekstremalnie rzadkie, które w podstawowych badaniach immunologicznych niekoniecznie da się wykryć, są rozpoznawane bardzo późno albo wcale. Dlatego nie można zapewnić terapii celowanych dla tych rzadkich chorób – zauważa prof. Kołtan.

Ja jeszcze marzyłabym, żeby w Polsce został wdrożony screening noworodkowy w kierunku wybranych najcięższych niedoborów odporności, przede wszystkim ciężkiego złożonego niedoboru odporności. Wiem, że są takie plany i podejmuje się już prace nad tym zagadnieniem.

Dorośli też chorują na pierwotne niedobory odporności

Do niemal 500 wykrytych jednostek chorobowych należy pospolity zmienny niedobór odporności (CVID). Jego pierwsze objawy mogą wystąpić nawet u osób w zaawansowanym wieku. Najstarszy pacjent naszej kliniki w Gdańsku ma 50 lat, a z danych literaturowych wynika, że w Polsce i w Europie są to osoby nawet 80-letnie – mówi dr n. med. Marcin Ziętkiewicz z Katedry i Kliniki Reumatologii, Immunologii Klinicznej, Geriatrii i Chorób Wewnętrznych Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Może się też zdarzyć, że niedobór odporności zostanie rozpoznany nie w wieku dziecięcym, tylko już w dorosłym życiu. U dziecka bowiem manifestacja choroby może być bardzo łagodna, prawie niezauważalna i przybrać na sile dopiero po latach.

Zdaniem dr. Ziętkiewicza dużym niebezpieczeństwem dla dorosłych jest to, że trudno wpaść na pomysł, iż osoba w wieku np. 40 lat może być obciążona pierwotnym niedoborem odporności. Tacy pacjenci często przez 10 lat są bezskutecznie odsyłani od lekarza do lekarza. To, co powinno skłonić dorosłego do zastanowienia się nad funkcjonowaniem własnego układu odpornościowego, zostało ujęte w 10 objawach ostrzegawczych. Są one podobne jak w przypadku dzieci, ale różni je częstotliwość występowania. I o ile u dziecka 8 infekcji w roku nie jest niczym dziwnym, o tyle u dorosłego powinno już wzbudzić niepokój.

Generalnie PNO kojarzone są z nawrotowymi infekcjami oraz ciężkim przebiegiem choroby, której nie daje się łatwo leczyć za pomocą standardowych metod terapeutycznych. Czynnikiem wywołującym są tu patogeny niestanowiące żadnego zagrożenia dla osób zdrowych.

Jeżeli osoba dorosła nagle zachoruje i stwierdzamy, że przyczyną jest bakteria, która w środowisku występuje powszechnie i nie powoduje szkód u większości ludzi, to oznacza, że coś jest nie tak z układem odpornościowym chorego. Moi dorośli pacjenci, u których rozpoznawaliśmy niedobory odporności, często zapadali na infekcje, gdzie kończyli jeden antybiotyk, bo mieli zapalenie płuc, i po dwóch tygodniach zaczynali brać kolejny – wyjaśnia dr Ziętkiewicz.

W rozpoznaniu PNO kluczowa jest rola lekarza pierwszego kontaktu, ponieważ to zwykle do niego chory trafia w pierwszej kolejności. Droga postępowania jest taka sama jak u dzieci, czyli najpierw lekarz powinien przeprowadzić wywiad oraz zlecić wykonanie morfologii krwi z rozmazem i badania stężenia głównych klas immunoglobulin, dlatego że problemy z ich produkcją albo funkcją ma 50% pacjentów z niedoborami odporności.

Podstawowym leczeniem stosowanym u osób z zaburzeniami produkcji bądź funkcji przeciwciał jest zastępcza terapia immunoglobulinami, finansowana w ramach programu lekowego. U większości chorych w Polsce podaje się ją podskórnie. Takie leczenie, po odpowiednim przeszkoleniu przez personel medyczny, może być też samodzielnie prowadzone w domu – przez samego chorego lub jego opiekuna.

Z myślą o osobach poszukujących wiedzy o PNO, dla chorych oraz ich bliskich powstał portal edukacyjny www.madraopieka.pl stanowiący kompendium wiedzy na temat tej jednostki chorobowej. Na stronie zostały zamieszczone artykuły, materiały wideo, infografiki, przygotowane w przyjazny i zrozumiały sposób we współpracy z ekspertami immunologii klinicznej oraz pediatrii. Można tu również zapoznać się z historiami osób z PNO.

do pobrania: pno_dorosli_objawy
                       pno_dzieci_objawy


źródło: Takeda Pharmaceutical Company Limited

Międzynarodowa Sieć na rzecz Pacjentów Innumoniekompetentnych (IIAN) to inicjatywa jednocząca społeczność osób o obniżonej odporności z całego świata, która zawiązała się w 2023 r. W styczniu 2024 r. utworzono Komitet Sterujący IIAN, w którym zasiadać będzie Grzegorz Perzyński – prezes Fundacji Transplantacja LIVERstrong. Obok jego organizacji w IIAN znajdują się jeszcze 2 inne podmioty z Polski.
W styczniu 2024 roku utworzony został Komitet Sterujący Międzynarodowej Sieci na rzecz Pacjentów Immunoniekompetentnych. W skład tego ciała weszło 5 przedstawicieli organizacji pacjentów z różnych państw świata. Wśród nich znalazł się polski przedstawiciel: Grzegorz Perzyński – prezes Fundacji Transplantacja LIVERstrong. Jak mówi sam zainteresowany, projekt ma szczególne znaczenie dla jego organizacji.
 
Od samego początku powstania tej bardzo ważnej inicjatywy, z punktu widzenia bezpieczeństwa pacjentów z obniżoną odpornością w skali globalnej, czyli od naszego pierwszego spotkania w Barcelonie w maju zeszłego roku, jestem ogromnym entuzjastą samego pomysłu i filozofii stworzenia takiego gremium. Nasza organizacja od pierwszych chwil śmiertelnego zagrożenia covidowego jest mocno zaangażowana w działania na rzecz ochrony i bezpieczeństwa pacjentów z obniżoną odpornością, a szczególnie tych około transplantacyjnych, których śmiertelność w pewnym okresie sięgała nawet 20%! Stąd doskonale wiemy, co to znaczy żyć w “czasach covidowych” i jakie to niesie konsekwencje dla tej szczególnie zagrożonej populacji. Celem IIAN jest wzmocnienie głosu i siły przebicia tychże pacjentów w dostrzeżeniu ich szczególnych potrzeb przez czynniki decyzyjne, legislacyjne, ale także w społeczeństwach – powiedział.
 
W porozumieniu z pozostałymi członkami IIAN przygotowany został już plan prac międzynarodowej sieci na ten rok, a pierwsze projekty już są w trakcie realizacji. Zadaniem Komitetu Sterującego będzie m.in. czuwanie nad realizacją poszczególnych zadań.
 
To dla mnie niebywały zaszczyt znaleźć się w tej ścisłej grupie osób, która będzie miała wpływ na kierunek działania tejże organizacji oraz sposoby realizacji jej postulatów i założeń w interesie i dla dobra międzynarodowej społeczności pacjentów z obniżoną odpornością. Jestem również dumny, że mogę reprezentować mój kraj na arenie międzynarodowej w tak szalenie ważnym aspekcie, jak ochrona zdrowia i życia wielu milionów pacjentów, szczególnie zagrożonych skutkami pandemii i wielu innych – dodał Grzegorz Perzyński.
 
Międzynarodowa Sieć na rzecz Pacjentów Immunoniekompetentnych to zrzeszenie organizacji pacjentów z całego świata, które powstało w odpowiedzi na trudną sytuację pacjentów z obniżonym poziomem odporności w obliczu pandemii COVID-19. Pierwszą inicjatywą organizacji było podpisanie wspólnej deklarację, w której członkowie sieci podkreślili konieczność podjęcia pilnych działań ochronnych na rzecz populacji pacjentów immunoniekompetentnych w obliczu zagrożenia COVID-19. Adresatami postulatów organizacji są decydenci, środowisko naukowe, a także przedstawiciele świata medycyny.
 
Oprócz Fundacji Transplantacja LIVERstrong, polskimi członkami IIAN są także Fundacja OnkoCafe – Razem Lepiej oraz Fundacja Carita im. Wiesławy Adamiec. Pełna lista i rozwinięcie postulatów, spis organizacji tworzących Międzynarodową Sieć na rzecz Pacjentów Immunoniekompetentnych (IIAN) oraz inne informacje na temat tej inicjatywy dostępne są na stronie internetowej www.iian.info.

źródło: Fundacja LiverStrong